Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Mam ogromne kompleksy. Jak uwierzyć w siebie?

Witam. Mam 26 lat i poważny problem z poczuciem własnej wartości, a raczej z jego kompletnym brakiem. W zasadzie nie wiem od czego zacząć. Ciągle towarzyszy mi uczucie, że jestem do niczego, do niczego się nie nadaję. Pochodzę z...

Witam. Mam 26 lat i poważny problem z poczuciem własnej wartości, a raczej z jego kompletnym brakiem. W zasadzie nie wiem od czego zacząć. Ciągle towarzyszy mi uczucie, że jestem do niczego, do niczego się nie nadaję.

Pochodzę z rodziny, w której alkohol był często obecny i wszystkie jego skutki, lecz zawsze wydawało mi się, że sobie z tym poradzilam. Od ponad dwóch lat mieszkam z moim narzeczonym, mamy fantastyczną, 14-miesięczną córeczkę. Mam średnie wykształcenie bez matury, ostatnio chodzi mi po głowie myśl, żeby iść do jakiejś szkoły, może zdać w końcu tę maturę, ale natychmiast pojawia się kolejna myśl, że to nie ma sensu, bo i tak pewnie sobie nie poradzę, nie będzie mi się chciało itp.

Ciągle myśle, że jesem na wszystko za głupia, za brzydka, nieudolna, bezmyślna itd.Chciałabym z tym wreszcie skończyć. Boję się, że wychowam córkę na swoje podobieństwo, a tego bym nie chciała. Co mam zrobić ze sobą? Do kogo się zwrócić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak otworzyć się na świat i nauczyć się nawiązywać z ludźmi stałe relacje?

Jako dziecko byłam bardzo nieśmiała. Inne dzieci bez problemu dołączały do innych i razem z nimi się bawiły, ja się bałam. Właściwie zostało mi to do dzisiaj. Kiedy jestem wśród ludzi, których widzę pierwszy raz, albo po prostu znam...

Jako dziecko byłam bardzo nieśmiała. Inne dzieci bez problemu dołączały do innych i razem z nimi się bawiły, ja się bałam. Właściwie zostało mi to do dzisiaj.

Kiedy jestem wśród ludzi, których widzę pierwszy raz, albo po prostu znam ich tylko z widzenia, siedzę cicho jak mysz pod miotłą. Boję się odezwać. Obawiam się, że powiem coś nie tak i zostanę wyśmiana, albo że po prostu nie będą mnie słuchać. Kiedy zostaję z kimś sam na sam ciężko mi wymyślić temat do rozmowy, mimo, że z bliższymi przyjaciółmi potrafię rozmawiać całymi godzinami o różnych, mało ważnych rzeczach. To nie tak, że nie staram się wymyślić tematu albo nie mam nic do powiedzenia. Strach przed porażką paraliżuje mnie tak bardzo, że wszystko wylatuje mi z głowy. Nie potrafię zainteresować sobą nikogo, szczególnie, kiedy chłopak, którego poznaję podoba mi się.

Moja nieśmiałość jest głównie spowodowana kompleksami na temat mojej nadwagi. Mam 18 lat, powinnam być otwarta na ludzi, roześmiana i wesoła, a tymczasem potrzebuję naprawdę wiele czasu, aby otworzyć się przed innymi. Jak to zmienić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Renata Kazbieruk
Mgr Renata Kazbieruk

Każde wstanie z łóżka jest dla mnie męczarnią. Czy mam już depresję?

Mam 17 lat. Od dobrych kilku lat, a może nawet od zawsze uważałam się za gorszą od innych. Teraz to poczucie jest bardzo nasilone, czuję do siebie obrzydzenie i nienawiść. Wstydzę się wyjść z domu, nie cierpię być w miejscach,...

Mam 17 lat. Od dobrych kilku lat, a może nawet od zawsze uważałam się za gorszą od innych. Teraz to poczucie jest bardzo nasilone, czuję do siebie obrzydzenie i nienawiść.

Wstydzę się wyjść z domu, nie cierpię być w miejscach, gdzie jest dużo ludzi - wtedy czuję, że wszyscy się na mnie patrzą i wyśmiewają się ze mnie… Jestem bardzo nieśmiała i niepewna siebie. Nigdy nie byłam z nikim w związku, czuję się niekochana i odrzucona. Boję się rozmawiać z ludźmi.

Każde wstanie z łóżka jest dla mnie męczarnią, wiecznie jestem zmęczona, ale mimo to bardzo trudno mi zasnąć. Chciałabym wiedzieć czy to są objawy depresji.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie pomóc w bardzo ciężkiej sytuacji?

Witam, mam 16 lat. Od kilku miesięcy nie daję rady - często płaczę, choć mam opinię psychola "bez uczuć". Bardzo często udaję kogoś, kim nie jestem, nic mi się nie udaje, unikam kontaktu z ludzmi - kiedy z kimś rozmawiam,...

Witam, mam 16 lat. Od kilku miesięcy nie daję rady - często płaczę, choć mam opinię psychola "bez uczuć".

Bardzo często udaję kogoś, kim nie jestem, nic mi się nie udaje, unikam kontaktu z ludzmi - kiedy z kimś rozmawiam, to robi mi się głupio i szybko uciekam wzrokiem. Zero poczucia własnej wartości. To jakby fobia. Bałem się tego, że zostanę sam i tak się stało - wszyscy się ode mnie odwrócili, nawet rodzina. Jest mi strasznie głupio porozmawiać z kimś o tej sprawie, spalę się ze wstydu, choć z reguły jestem szczery. Zdarzało mi się czuć dziwne rzeczy, jakby krzyki i rozkazy w środku nocy, kiedy siedziałem sam.

Potrzebuję pomocy. Ledwo wybrnąłem z nałogu… To wszystko jest zbyt trudne, tym bardziej, że jestem sam jeden…

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak zaakceptować siebie?

Witam. Mam 16 lat i problem, który mnie przerasta, a mianowicie nie umiem zaakceptować siebie. Nie mogę pogodzić się z bardzo dużym wzrostem (ponad 180 cm) ,z tym, że nie mam chłopaka, albo przynajmniej prawdziwego przyjaciela. Cały czas...

Witam. Mam 16 lat i problem, który mnie przerasta, a mianowicie nie umiem zaakceptować siebie. Nie mogę pogodzić się z bardzo dużym wzrostem (ponad 180 cm) ,z tym, że nie mam chłopaka, albo przynajmniej prawdziwego przyjaciela.

Cały czas czuję się odrzucona przez innych, co tylko pogarsza sprawę, np. koleżanka zajęła miejsca wszystkim przyjaciołom, oprócz mnie. Nie umiem być sobą, bo nie wiem kim jestem. Czasem dziwnie się zachowuje. Gdy ktoś mnie raz czymś zrani - nie potrafię o tym zapomnieć, czuję się cały czas jak ta gorsza, nic nie warta. Trudno mi się otworzyć przed innymi. Nie wiem jak mam się zachowywać przy "szalonych" ludziach. Jestem trochę zwariowana, ale nie 24 h na dobę. Gdy chcę powiedzieć coś od siebie, nie jest to już takie interesujące. Dlatego muszę udawać, że jestem kimś innym.

Nie umiem pokazać siebie i to jest najgorsze. Czuję się beznadziejnie. Krytyka sprawia, że jestem jeszcze słabsza. Wstaję, a potem znowu upadam. Jest mi źle. Ogólnie ludzie uważają mnie za nudną osobę, dlatego często głupio się zachowuję, żeby pokazać, że jestem ciekawa, zabawna. Chciałabym, żeby ktoś mnie zaakceptował, przestał mówić: "z takim wzrostem to na koszykarkę powinnaś iść". Dlaczego tak się mówi do wysokich osób? Czy koniecznie moimi zainteresowaniami musi być kosz, siatka czy modeling? Czy ludziom o niskim wzroście mówi się, że mają grać elfy w filmach? Nie!

Tylko my, wysocy, mamy przerąbane. Na zabawach nikt nie prosi nas do tańca, bo to przecież głupio wygląda chłopak z wyższą od siebie dziewczyną. Jestem wierząca i wiem, że powinnam dziękować Bogu za wszystko, jednak wydaje mnie się to niesprawiedliwe. Mam pełną rodzinę. Nie jesteśmy zbyt bogaci, ale jest ok. Mamy stary samochód, co również nie polepsza mojego samopoczucia. Dużą rolę w tym moim załamaniu odegrała toksyczna przyjaźń, jeśli można to nazwać przyjaźnią. Olka rozbroiła mnie psychicznie i dlatego nigdy jej tego nie wybaczę. Nienawidzę jej.

Przez rok oderwałam się od tego wszystkiego, znalazłam wspaniałe koleżanki, ale mimo wszystko czegoś mi brakuje. Wiem, że nie dacie mi gotowej recepty co zrobić, by czuć się po prostu dobrze, ale może chociaż jakieś wskazówki? Proszę o pomoc. Nie chcę tak żyć. Ania

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak znaleźć partnera na całe życie?

Nawet nie wiem od czego zacząć... Wydaje mi się, że mam depresje i to od wielu lat. A zaczęło się od tego, że w wieku 19 lat, a mam teraz prawie 29, zakochałam się. Był związek, ciąża, data ślubu i...

Nawet nie wiem od czego zacząć... Wydaje mi się, że mam depresje i to od wielu lat. A zaczęło się od tego, że w wieku 19 lat, a mam teraz prawie 29, zakochałam się. Był związek, ciąża, data ślubu i szczęście, które trwało do czasu, aż straciłam dziecko. Potem posypało się wszystko, później kolejne związki mniej ważne i związek z kolejnym partnerem, ojcem mojej córeczki. Tak naprawdę mało w tym było uczuć, był uzależniony. Wtedy myślałam o nim, nie o sobie, chciałam mu pomóc, tzn. mam taki charakter, że zawsze myślę o wszystkich, na końcu o sobie. No i byłam z nim, zaszłam w ciążę, niestety przeszłość męża się odezwała i trafił na długie lata za kratki w kwietniu 2006, w lipcu 2006 urodziłam córkę. Już wtedy byłam okropnie samotna, a zarazem szczęśliwa, że mam córeczkę. Przez okres 4 lat, żeby zapełnić pustkę spotykałam się z różnymi facetami i w każdym szukałam partnera na całe życie... jak wariatka, na silę. Mam tak cały czas, ta myśl jest moją obsesją. Lwia część tych facetów chciała tylko zabawy, seksu, a ja niby o tym wiem, ale łudzę się, że to będzie coś pięknego. Kiedy jestem sama, nie jest najgorzej, ale cały czas myślę, żeby z kimś być, a kiedy kogoś poznaję, kto myśli o mnie trochę poważniej, to jest mi dobrze przez tydzień, dwa, a później zaczynają się myśli, że to się nie uda, że mnie zostawi. Nie mogę się tej paranoj pozbyć, zadręczam go pytaniami i finał jest taki, że związek się kończy. Teraz też tak jest, wystarczy, że na początku znajomości mówił „kochanie”, a teraz napisze oschłe „cześć”, ja już mam paranoję. I zaczyna się kołatanie serca, histeryczne płacze, okropne myśli, nie chce mi się nawet dzieckiem zajmować, zżera mnie coś okropnego od środka. Jest pustka, strach, sama nie wiem co. Myślę, że mój problem polega na tym, że nie chcę być samotna, mam kochającą rodzinę, ale to mi nie wystarcza... a powinno!!! Zdaję sobie z tego sprawę, a myśli są takie, a nie inne, i nie umiem tego zmienić ,a tak bym chciała. Szybko się angażuje, ufam. Nie chce mi się żyć. Długo by pisać, by ktoś mógł mnie zrozumieć. Potrzebuję pomocy, ale nie wiem, gdzie jej szukać.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy jestem w stanie normalnie żyć?

Mam 24 lata, mówią o mnie: bardzo ładna, oryginalna... Problem zaczął się 4 lata temu, kiedy (podobno przez chorą tarczycę) przytyłam 18 kg w 3 miesiace, z wagi 58 kg do wagi 75 kg przy wzroscie 170 cm. Od tamtej...

Mam 24 lata, mówią o mnie: bardzo ładna, oryginalna... Problem zaczął się 4 lata temu, kiedy (podobno przez chorą tarczycę) przytyłam 18 kg w 3 miesiace, z wagi 58 kg do wagi 75 kg przy wzroscie 170 cm. Od tamtej pory walczę! Nie umiem, nie potrafię - wydałam już kilka tysięcy zł na diety, sprzęty do ćwiczeń, kremy i zabiegi... Nie umiem:(

Jestem słaba, a moje życie zamienia się w piekło. Nie akceptuję siebie, mimo że mówią:  jesteś śliczna, sexy i fajnie wygladasz. Ja nie umiem:( Zapatrując się na giwiazdy TV mam wrażenie, że mój megaprzystojny mąż zostawi mnie dla takiej właśnie kobiety. Ciągle przed oczami mam jego zdradę, która kiedyś nastąpi, jeśli nie zmienię swojego postępowania. Zaczynam dietę, a po dniu lub kilku dniach ją łamię, potem płaczę.

Ojciec od małego był tyranem, nie nauczył mnie systematyczności, a mama była za słaba, żeby z nim walczyć.. Jedząc kolejną, trochę mniej kaloryczną tortillę, wczoraj wieczorem, po kolejnym tragicznym dole, doszłam do wniosku, że jestem beznadziejna. Moje na pozór szczęśliwe życie jest bardzo nieszczęśliwe. Jestem niesystematyczna, porywcza i nerwowa.

Przyjechała ciocia i powiedziała: "mam dla ciebie bluzeczkę do zmierzenia" - patrzę: 38, będzie ok, ale bluzeczka była gorsetowa maleńka, nie na moje cycory, zobaczyłam i mówię, że będzie mała, a ciocia: "to dziwne, bo na wszystkich jest za duża w biuście"! I tak mój kolejny dzień zamienił się w klęskę, po czym stwierdziłam, że można pocieszyć się tortillą.

Tak kończy się każdy zaczęty dietą dzień - nie zjem jabłka, bo ma cukier w sobie, ale na koniec dnia pochłaniam tortillę. Dotarło do mnie także, że mam już 24 lata, moje życie ucieka, a ja od 4 lat jestem nieszczęśliwa. Zaczynają drażnić mnie 16-latki, bo są drobne, fajnie ubrane etc... Niedługo wybije mi 30., a ja będę ciągle tkwić w martwym punkcie mojego nieszczęśliwego życia. Każda drobnostka na temat mojego wyglądu potrafi wywołać u mnie stan mega-maxi-doła!

Mój mąż ma spuchnięty mózg od mojego narzekania, wszystkich dookoła męczę moją dietą, która polega na ciągłym wahaniu 3 kg w górę lub w dół, wiecznie zasłaniając się chora tarczycą, wydając masę kasy na jakieś głupie zabiegi i drogie kremy, leżące odłogiem w kącie po tygodniu stosowania. Wystarczy się powstrzymać i zamknąć otwór gębowy! PRZESTAĆ ŻREĆ!!!

Wiecznie obwiniam wszystkkich i wszystko, a na końcu siebie, a może wystarczy zacząć jak człowiek?! Bo moje zdrowie już na tym ucierpiało i jeżeli ma być OK ja muszę być OK! Całe życie przede mną. Jeżeli będę nadal tak postępować - nigdy nic mi się nie uda! Tak wygląda mój poemat o nieszczęściu: niesystematyczna, niecierpliwa, nerwowa i momentami chaotyczna, męcząca! Dlaczego tak? Nie wiem! Musi nastąpić jakaś zmiana, bo oszaleję! Nie chcę tak dalej żyć! Potrzebuję pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego tak bardzo się wszystkim przejmuję?

Witam! Po pierwsze chciałabym powiedzieć, że bardzo cieszę się, że powstał taki portal, w którym można uzyskać poradę na dręczące nas problemy. :) Przejdę do tego, co mnie trapi. W pewnym stopniu to, co mnie dręczy jest trudne do opisania,...

Witam! Po pierwsze chciałabym powiedzieć, że bardzo cieszę się, że powstał taki portal, w którym można uzyskać poradę na dręczące nas problemy. :) Przejdę do tego, co mnie trapi. W pewnym stopniu to, co mnie dręczy jest trudne do opisania, albo może na tyle dziwne, że tylko ja się przejmuję takimi drobnostkami. Ale czy to jest drobnostka? Jeżeli byłaby aż tak bezsensowna, to czemu teraz martwię sie niepotrzebne, albo może inaczej: na zapas? Sądzę, że w tym 1 problemie, powiązanych jest też więcej powikłań, które utrudniają mi rozwiązanie go.

Zaprosiłam koleżanki do mnie na noc. Było dosłownie cudownie - oczywiście zdarzały się chwile ciszy (problem 1. - wlaśnie tego się boję, że zabraknie nam tematów do rozmowy, będzie nudno i jedyne co byśmy chciały to wracać do domu. Tego się naprawdę panicznie boję, a gdy się stanie chwila ciszy, to probuje to odkręcić, przez co wplątuję się w jakieś dziwne teksty - "walę jakieś suchary" - rzeczy bezsensowne, a najbardziej tego, że potem zapamiętają tylko momenty jakieś dziwne czy coś, i stwierdzą przy kimś, że było nudno), ale potem wybuchy śmiechu i "zabawa" trwała dalej. Szalałyśmy do ok. 4 nad ranem. Rano wcześnie wstałyśmy i nikt nie miał siły gadać, więc siedziałyśmy w ogrodzie, coś tam gadałyśmy, cisza, gadałyśmy.

2. problemem jest to, że ja się teraz cholernie martwię, że mogły zapomniec o tym co było wieczorem i w nocy i zapamiętały tylko ten krepujący poranek. No, właśnie. Nie wiem, czy słowo "krępujący" jest dobrze wyszukane, ale chodzi o to, że wiem, że było ekstra z nimi, ale tak dręczy mnie to, że rano nie było tak cudownie. Tylko tak... no nie wiem, nudno to troche za dużo, ale nie tak ciekawie jak myślałam, że bedzie jak się zbudzimy. Wiem, mój problem jest dość inny, może nawet dziwny, ale naprawdę sprawia mi to trudność. Nie wiem więc co mogę zrobić, by przestać się takimi rzeczami przejmować. I jeszcze, niewiadomo skąd, dręczy mnie, np. że jak była jakaś krępująca sytuacja, że w pewnym momencie było nudno, to to im pozostanie w pamięci, i nie będą sie chciały więcej spotkać. Boję się też, że popełnię jakąś gafę. Tak, to jest okropne.

Co mam robić? Wiem, że to "chore", ale nic na to nie poradzę. Są wakacje, mam dosyć myślenia co robię dobrze, co źle... Proszę o poradę, gdyż czasami po prostu dochodzi do tego niska samoocena i powoli zaczynam mieć doły. Nie chcę tego, proszę o pomoc. Yellow (15 lat)

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy mam fobie społeczną? Jak mam z tego wyjść?

Witam, mój problem polega na tym, że nie jestem pewna siebie, mam niską samoocenę przez co trudno mi się dogaduje z ludźmi. Uczę się w liceum, nie mam dużo znajomych ani przyjaciół. Jestem nieśmiała i wstydzę się podejść do tablicy,...

Witam, mój problem polega na tym, że nie jestem pewna siebie, mam niską samoocenę przez co trudno mi się dogaduje z ludźmi. Uczę się w liceum, nie mam dużo znajomych ani przyjaciół.

Jestem nieśmiała i wstydzę się podejść do tablicy, odpowiadając przed klasą, trzęsę się i jąkam.Nie lubie też siedzieć na przodzie, ponieważ gdy słyszę śmiech od razu jestem pewna, że to że mnie. Nie tylko w szkole - w autobusie, na przystanku też. Boję sie przechodzic sama obok grupki rówieśników, bo jestem pewna, że będą się ze mnie śmiać. Nie lubie wychodzić z domu, bo mam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy i sie śmieje w środku.

Nie jestem ładna, jestem bardzo przeciętna. Owszem, spotykam się z chłopakami, ale zazwyczaj poznaję ich w internecie - rzadko twierdzą, że jestem brzydka, ale w szkole mało kto stwierdzi, że jestem ładna. Nie byłam w żadnym związku, a mam 17 lat, głupio się czuję przy przyjaciółkach. Nie potrafię niczym zaimponować znajomym moich przyjaciół, więc zazwyczaj siedzę cicho. Gdy jestem z przyjaciółka, jestem zupelnie inna - żywa, wesoła, uśmiechnięta.

Proszę o radę co mam zrobić? Powinnam iść do psychologa/psychiatry? I najwazniejsze pytanie - jak nazwać stan, w którym się znajduję? Pozdrawiam serdecznie i czekam na odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się jak zacięta płyta... Co to jest?

Mam 27 lat, moje życie stoi od kilku lat w miejscu. Skończyłam tylko studia i dalej nic, nie potrafię sobie znaleźć pracy przy dużym bezrobociu w moim miasteczku, chciałam znaleźć sobie kogoś i nie wychodzi, zawsze byłam sama i mam...

Mam 27 lat, moje życie stoi od kilku lat w miejscu. Skończyłam tylko studia i dalej nic, nie potrafię sobie znaleźć pracy przy dużym bezrobociu w moim miasteczku, chciałam znaleźć sobie kogoś i nie wychodzi, zawsze byłam sama i mam już takie przekonanie, że będę sama. Ostatnio poszłam na prawo jazdy, pomyślałam, że może w końcu coś się ruszy i nie idzie mi to, teraz myślę o rezygnacji, bo myślę, że jak tak dalej pójdzie z tym jeżdżeniem, to tylko będę tracić pieniądze moich rodziców, a z drugiej strony znowu okażę się nieudacznikiem życiowym. Mimo że coś tam próbuję robić, nic mi nie wychodzi, mam poczucie beznadziejności, czuję się jak jakaś zacięta płyta, nie chce mi się śmiać, chociaż kiedyś bardzo lubiłam się śmiać, robię wszystko ostatnio, bo robię, bez zaangażowania jakiegoś, brakuje energii życiowej do działania (chyba zawsze jej brakowało). Brakuje mi osoby, która by mnie wsparła. Czasami to bym znikła z tego świata i by był spokój, jak i tak mi nic nie wychodzi. Jestem osobą o obniżonym poczuciu własnej wartości. Co z tym wszystkim zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak sobie poradzić w nowym środowisku i nabrać pewności siebie?

Witam, mam 16 lat i jestem dziewczyną. Zdaję sobie sprawę z tego, iż mój problem może się wydawać nieistotny, jednak przeszkadza mi on w normalnym funkcjonowaniu. Mój problem polega na tym, że bardzo ciężko jest mi odnaleźć się w nowym...

Witam, mam 16 lat i jestem dziewczyną. Zdaję sobie sprawę z tego, iż mój problem może się wydawać nieistotny, jednak przeszkadza mi on w normalnym funkcjonowaniu. Mój problem polega na tym, że bardzo ciężko jest mi odnaleźć się w nowym środowisku. Teraz skończyłam gimnazjum, a od września będę kontynuować naukę w liceum i obawiam się, że wrócą problemy z pierwszej klasy gimnazjum.

Historia jest długa i zawiła, ale postaram się ją jak najbardziej skrócić. Pierwsza klasa do jakiej trafiłam, była z założenia moją wymarzoną klasą. Problem pojawił się, kiedy się okazało, że nikogo nie znam, a zdecydowana część klasy jest z jednej szkoły i dobrze się już znają. Była to praktycznie żeńska klasa (27 dziewcząt, 3 chłopców) i ambitna. Już na samym początku jakoś ta zmiana szkoły, obowiązków i na dodatek środowiska, mówiąc kolokwialnie bardzo mnie zgasiła - poddałam się, nie szukałam kontaktu z klasą, a chodzenie do szkoły stało się przykrym obowiązkiem.

Po niespełna dwóch miesiącach przeniosłam się do klasy, gdzie wydawało mi się, że tam nawiąże jakieś znajomości, a na dodatek było tam kilka osób z mojej "starej" klasy. Niestety nie przemyślałam tego dokładnie - przepisałam się do klasy o profilu zupełnie przeciwstawnym do moich uzdolnień. Już nie tylko chodzenie do szkoły stało się przykrym obowiązkiem, ale i nauka. Ta klasa okazała się "nadambitna" - miałam do czynienia z bardzo niezdrową rywalizacją, mówiąc potocznie wyścigiem szczurów, przyjaciół tam nie znalazłam, na dodatek wychowawca nieustannie podkreślał, że zaniżam poziom klasy i te czynniki spowodowały, że zwyczajnie nie wytrzymałam psychicznie i po pierwszym semestrze przeniosłam się do innej szkoły.

Szkoła została wybrana przypadkowo i do klasy zostałam przydzielona równie przypadkowo. Już wtedy byłam w złym stanie psychicznym. Tym razem trafiłam do klasy, która była przeciwieństwem poprzednich. Ogólnie nowa szkoła miała bardzo swobodne zasady, co było dla mnie również zaskoczeniem, bo incydenty, które by nie przeszły w starym gimnazjum - w tym były na porządku dziennym. Mówiąc najkrócej zostałam w klasie ofiarą przemocy psychicznej, a w finale i fizycznej. Gdy zdecydowałam się poinformować o tym wychowawcę, ten stwierdził, że on również się ich boi. Problemy mnie przerosły. Przestałam chodzić w ogóle do szkoły. Wydało się to dopiero pod koniec roku, kiedy się okazało, że mam być z większości przedmiotów nieklasyfikowana. Był telefon do domu, przyznałam się do tego mamie, sprawa wyszła na światło dzienne. Gdy pedagog się dowiedział, do czego doszło, pozwolono mi pozaliczać oceny, dwa przedmioty zdałam komisyjnie i dostałam promocję do klasy drugiej.

Znów trafiłam do nowej klasy. Tym razem, do dość "wypośrodkowanej", a na dodatek ze wspaniałym wychowawcą, który się mną zainteresował; moją przeszłością i problemami. Dołożył wszelkich starań, abym odnalazła się w tej klasie i uwierzyła we własne możliwości. Klasa mnie szybko zaakceptowała, znalazłam przyjaciół. W trzeciej klasie narzuciłam sobie silne postanowienia i skończyłam gimnazjum ze średnią 5,0. Jednak dobrze wiem, że nie osiągnęłam bym tego, ani nawet połowy z tego, gdyby nie wyżej wspomniany wychowawca, a raczej wychowawczyni, której bardzo na mnie zależało; pomagała mi w trudnych sytuacjach, była dla mnie swego rodzaju stróżem. Ponadto znalazło się kilka innych osób (nauczycieli i znajomych), którzy docenili moją pracę, bardzo chcieli mi pomóc i pozwolili na nowo uwierzyć, że ludzie są raczej dobrzy.

Wiem, na czym polega mój problem, a przynajmniej wydaje mi się. Nie umiem się odnaleźć w nowym środowisku, nie wierzę we własne możliwości, mam słabą osobowość i niską samoocenę. Sądzę, że to także dlatego, iż bardzo przywiązuję się do ludzi, a nowych porównuję do "starych". Teraz idę do liceum i obawiam się, że wróci stary problem, a nie chciałabym, przechodzić tego po raz drugi. Boję się, że nie poradzę sobie sama, a już nie będę miała swojego "stróża" w postaci wychowawcy. Co zrobić, aby temu zapobiec?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Czuję się inna

Jako mała dziewczynka zawsze byłam cicha, spokojna i mało się odzywałam. Potem miałam dodatkowo problemy w szkole z moimi rówieśnicami, które śmiały się ze mnie, wyzywały, znęcały się psychicznie i czasami fizycznie. Nikomu o tym nie mówiłam, by nie było...

Jako mała dziewczynka zawsze byłam cicha, spokojna i mało się odzywałam. Potem miałam dodatkowo problemy w szkole z moimi rówieśnicami, które śmiały się ze mnie, wyzywały, znęcały się psychicznie i czasami fizycznie. Nikomu o tym nie mówiłam, by nie było gorzej, a i też miałam nadzieję, że one kiedyś skończą. Teraz mam 18 lat, od pewnego czasu zaczęło być ze mną coraz gorzej, choć przyznam, że już była znaczna poprawa. Po paru głupich incydentach, które ukazały mnie i moją inteligencję w nieciekawym świetle, zaczęłam się tym gryźć, zresztą nie bez powodu, bo nawet już dowiedziałam się od koleżanki, że chodzą już wieści o tym jaka to jestem tępa, ciemna, nic nie umiem itd.  Strasznie mi jest smutno, że tak mnie oceniają inni. To, że nie robię pewnych rzeczy, by czegoś nie zepsuć to źle? Albo gdy czegoś nie umiem i pytam jak to zrobić to też jest dziwne? Bo to właśnie było powodem ich podsumowania mojej osoby. Dodam, że choć próbuję to olewać, to nie umiem się nie przejmować tym, co o mnie mówią inni. Chciałabym być duszą towarzystwa, umieć się bawić, chodzić na imprezy, pozwolić, by odwiedzali mnie moi znajomi, ale tak nie potrafię. I przede wszystkim otworzyć się na ludzi, umieć pogadać, być naprawdę zainteresowana drugą osobą i umieć mu coś doradzić. A tak zawsze myślę, że jestem najgorsza, że nic nie umiem, że nic dobrego mu nie doradzę, że jestem głupia... Co mam zrobić? Teraz często kłócę się z matką, bo denerwuje mnie to, że próbuje mnie urabiać, że ciągle mnie krytykuje, nawet zastanawiam się, czy nie mam syndromu niezaspokojenia emocjonalnego, albo nie jestem DDA, z tym, że w mojej rodzinie nie było alkoholu. Ale wkurza mnie to, że mama tak mnie próbuje ograniczać, podcina mi skrzydła, że we mnie nigdy nie wierzyła, że nie daje mi szansy na to, bym została tym, kim chcę, bym miała swoje zdanie, bo jak się z nią w czymś nie zgodzę to już źle, już będzie mówić, że jej się córka nie udała. I jak tu być normalną? Trudno. Czuję się spięta w każdej sytuacji, nie wiem, gdzie położyć ręce kiedy usiądę, ciągle zadręczam się myślami, że ktoś mnie źle oceni, gdy przejdę obok niego, że pomyśli o mnie jak o kimś dziwnym. Wstydzę się robić normalnych ludzkich czynności, bo nie lubię czuć na sobie wzroku innych. Czuję, że psychika mi siada. Tak dalej być nie może. Co mam robić? Będę robić rzeczy, których się boję, będę. Ale teraz szkopuł w tym, że się wstydzę gdziekolwiek ruszyć, cokolwiek zrobić, myślę o tym, jak wyglądam w danej sytuacji, czy wyglądam jak wszyscy, czy wyróżniam się dziwoląstwem...? Jestem niepewna, zahukana, chcę to zmienić. Czuję się inna od reszty ludzi. Chciałabym się niczym nie martwić, uwierzyć w siebie, pokochać siebie, podobać się sobie, umieć docenić swoją wartość i już nigdy nie myśleć o takich bzdurach jak teraz, bo jest mi z tym bardzo ciężko. Jak uwolnić się od opinii innych, jak uwolnić się od ich wpływu i by nie robić tego, co mi każą, być samodzielną, zdecydowaną, indywidualną jednostką? Bardzo proszę o pomoc i poważne potraktowanie problemu. Ja dziwaczeję z każdym dniem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam bardzo niską samoocenę - jak się od tego uwolnić?

Zacznę może od tego, że mam 24 lata. Nie wiem dlaczego, ale uważam się za gorszą od innych, nie mam przyjaciół i nawet przestało mi zależeć na tym, aby ich mieć. Nie potrafię nawiązać z kimś obcym jakiegoś kontaktu, bo...

Zacznę może od tego, że mam 24 lata. Nie wiem dlaczego, ale uważam się za gorszą od innych, nie mam przyjaciół i nawet przestało mi zależeć na tym, aby ich mieć.

Nie potrafię nawiązać z kimś obcym jakiegoś kontaktu, bo mam wrażenie, iż jestem tak beznadziejna, że i tak nic z tego nie wyjdzie, że ta osoba będzie mnie miała za idiotkę. Mam wrażenie, że wszyscy ludzie mnie wyśmiewają, obgadują, że wytykają mnie palcami, że mają mnie za gorszą i mniej inteligentną. Pracuję w dużej firmie już 2 lata - prócz współpracowników z własnego działu mam wrażenie, że ludzie nie chcą mieć ze mną do czynienia, że traktują mnie jak "trędowatą''.

Niedawno rozstałam się z chłopakiem, który pracował w tej firmie - mam chyba jakieś urojenie, bo panicznie boje się, że on mnie wyśmiewa do innych ludzi, że opowiada, że jestem beznadziejna, mam jakieś lęki z tego powodu. Jak kogoś mijam na korytarzu spuszczam głowę, bo boję się, że mnie zaraz obgada albo śmieje się ze mnie w duchu - zaczynam się zachowywać jak dziwoląg, czuję się jak szczur w klatce!

Czuję, że od jakiegoś czasu o niczym nie myślę tylko o tym, że ciągle mnie obgadują - to jakaś paranoja już chyba? Nie wiem co robić. Pomocy! Chcę normalnie żyć!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nienawidzę siebie. Co mi tak naprawdę jest?

Mam 17 lat, jestem dziewczyną. Nie znoszę siebie. Nie lubię swoich kościstych rąk i nóg, bezkształtnej sylwetki, twarzy i moich idiotycznych włosów, które kręcą się razem z grzywką:( Nienawidzę swojego charakteru. Tego, że jestem nadwrażliwa i przejmuję się tym,...

Mam 17 lat, jestem dziewczyną. Nie znoszę siebie. Nie lubię swoich kościstych rąk i nóg, bezkształtnej sylwetki, twarzy i moich idiotycznych włosów, które kręcą się razem z grzywką:(

Nienawidzę swojego charakteru. Tego, że jestem nadwrażliwa i przejmuję się tym, czym inni nie zawracaliby sobie głowy. Nie znoszę swojego pesymizmu, który ściąga na mnie pech i nieszczęścia. Mam wrażenie, że siedzi we mnie jakiś wieczny krytykant, który ciągle mi powtarza, że muszę być we wszystkim najlepsza, a i tak podpowiada mi moja intuicja, że mi się nie uda. Jeżeli się nie uda, to zaspakajam tym swoje czarnowidztwo i znów cierpię.

Pakuję się w chore związki, z góry zakładam, że ten chłopak mnie zdradzi i zostawi. I tak się dzieje. Nigdy nikomu nie umiałabym zaufać. Nigdy. Nie potrafię. Jestem wiecznie podejrzliwa. 3 lata temu zachorowałam na chorobę żołądka. I przez to, że nie jestem zdrowa nie znoszę siebie jeszcze bardziej. Czasami marzę, żeby wyjść z siebie i obudzić się kimś innym. Być piękną, inteligentną, zdrową i mieć chłopaka-ideał!

Mam za sobą setki myśli samobójczych i 1 próbę. Gdy ktoś powiedział mojej wychowawczyni, że myślę o samobójstwie miałam wrażenie, że zaraz ona mnie wyśmieje, gdy z nią rozmawiałam. Kiedy powiedziałam mamie, że nie chce mi się żyć, uznała, że jestem nienormalna. Proszę o pomoc;(. Co mi tak naprawdę jest?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak zwalczyć chroniczny lęk, panikę i brak wiary w siebie w pracy?

Witam! Mam poważny problem z obezwładniającym stresem w pracy. Pierwszy dzień to dla mnie koszmar. Popełniam szereg błędów o które nigdy wcześniej bym się nie podejrzewała. Jestem roztargniona, mam problemy z koncentracją, a przede wszystkim ze słuchaniem, co...

Witam! Mam poważny problem z obezwładniającym stresem w pracy. Pierwszy dzień to dla mnie koszmar. Popełniam szereg błędów o które nigdy wcześniej bym się nie podejrzewała.

Jestem roztargniona, mam problemy z koncentracją, a przede wszystkim ze słuchaniem, co ktoś do mnie mówi.Taki pierwszy dzień w pracy od razu mnie dyskwalifikuje. Czuje się jak idiotka, jest mi wstyd za siebie, odnoszę wrażenie, że wszyscy się ze mnie śmieją. Najgorsze, że zadania, które mam wykonywać w pracy są banalne, a mi sprawiają przerażającą trudność.

Po pierwszej porażce nie potrafię już się podnieść i popełniam jeszcze więcej błędów. Jak tak dalej będzie NIGDY nie znajdę pracy. Czy jest jakiś sposób, żeby sobie z tym poradzić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Problem z samoakceptacją

Witam. Być może moje pytanie będzie dość pospolite, a może wręcz przeciwnie. Otóż mam 15 lat i (jak każdy "książkowy przykład nastolatki"?) mam problem z samoakceptacją. Zawsze wydawało mi się, że coś ze mną nie tak, często zamykałam się w...

Witam. Być może moje pytanie będzie dość pospolite, a może wręcz przeciwnie. Otóż mam 15 lat i (jak każdy "książkowy przykład nastolatki"?) mam problem z samoakceptacją. Zawsze wydawało mi się, że coś ze mną nie tak, często zamykałam się w sobie, izolowałam od innych, zwłaszcza z tego powodu. Nie lubię, wręcz nienawidzę siebie, tego co widzę w lustrze, ale też tego, czego nie widzę. Moja waga jest w normie, ale ja w lustrze widzę monstrum, obrzydliwe. Często zdarza mi się, że boję się spojrzeć w lustro, czy też nawet przypadkowo się dotknąć, bo wpadam w histerię. Płaczę, krzyczę, drapię się, wyrywam włosy. Nie wiem, czy to normalne, ale trudno mi z tym i proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego wszystko analizuję?

Od pewnego czasu zdarza mi się analizowanie pewnych rozmów z ludźmi i często myślę, co oni myślą o mnie i czy, np. nie mówiłam za dużo. Bardzo mocno koncentruję się na sobie, często dużo mówię o sobie i odnoszę wrażenie...

Od pewnego czasu zdarza mi się analizowanie pewnych rozmów z ludźmi i często myślę, co oni myślą o mnie i czy, np. nie mówiłam za dużo. Bardzo mocno koncentruję się na sobie, często dużo mówię o sobie i odnoszę wrażenie (być może błędne), że ludzie śmieją się ze mnie albo czemuś nie dowierzają.

Czasami, w niepewnej sytuacji, zaczynam mówić bardzo dużo, co mnie samej przeszkadza, ale nie potrafię tego opanować. Bywa, że po wypiciu alkoholu sytuacja nawet się nasila. Bardzo mi przeszkadza taki stan, ponieważ ciągle analizuję przeszłe wydarzenia i doszukuję się, co mogłam zrobić źle, czy nie powiedziałam za dużo, co ludzie o mnie myślą i czy nie mają dosyć mojej osoby. Pojawia się lęk o dezaprobatę.

Z drugiej strony chciałabym hamować ten słowotok, ponieważ nie w każdej sytuacji jest on pożądany, sama nie lubię takich zachowań u innych i czuję się przez to źle we własnej skórze. Co może być przyczyną takich zachowań i jak się z tym uporać? Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak poradzić sobie z niską samooceną?

Witam! Czasami, i niestety coraz częściej, miewam dni, w których mam niską samoocenę. Myślę o sobie bardziej w sposób negatywny tak, jakbym zapominała o dobrych cechach, jakie posiadam. Nie miewam tzw. "dołów" i nie jestem pesymistką, optymistka to też...

Witam! Czasami, i niestety coraz częściej, miewam dni, w których mam niską samoocenę. Myślę o sobie bardziej w sposób negatywny tak, jakbym zapominała o dobrych cechach, jakie posiadam.

Nie miewam tzw. "dołów" i nie jestem pesymistką, optymistka to też niezbyt dobre określnie. Najlepiej będzie określić mnie mianem realistki. Ogólnie rzecz biorąc, myślę, że jestem dziwna (np). Nie jest tak codziennie. Czasem myślę o sobie badzo pozytywnie, więc sadzę, że nie wpadłam w depresję. Nie wiem, czy jest to powiązane z niską samooceną, ale coraz częściej boję się, że jak się z kimś spotkam, to nie będziemy mieli o czym gadać. A co gorsza, że "palnę" coś glupiego.

Mam niestety coś takiego w sobie, że strasznie przejmuję się różnymi gafami, błahostkami, więc potrafię czasami rozmyślać godzinami "czemu to powiedziałam". To naprawde otatnimi czasy bardzo mi przeszkadza. Nie wiem, co robić. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z nastrojami dziecka?

Mój 10-letni syn, co wynika z mojej obserwacji, stał się bardzo nerwowy, mało pewny siebie, płaczliwy, np. jeżeli zwróci mu się uwagę to albo płacze, albo robi coś na złość. W roku szkolnym miałam problemy, bo nie chciał chodzić do...

Mój 10-letni syn, co wynika z mojej obserwacji, stał się bardzo nerwowy, mało pewny siebie, płaczliwy, np. jeżeli zwróci mu się uwagę to albo płacze, albo robi coś na złość. W roku szkolnym miałam problemy, bo nie chciał chodzić do szkoły gdyż koleżanki i koledzy naśmiewali się z niego. Zwracałam na to uwagę, zalarmowałam wychowawcę, ale nie widział problemu, gdyż dzieci takie są, że dokuczają. Nie wiem co robić - niedługo rok szkolny. Nie wiem czy syn znów wracając ze szkoły nie będzie płakał. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Nieśmiałość. Czy konieczna jest wizyta u psychiatry?

Mam 19 lat, jestem kobietą. Nie wiem co się ze mną dzieje - od dłuższego czasu jestem coraz bedziej wstydliwa, wszystkiego się boję, gdy wychodzę na ulicę - boję się, że spotkam znajomą lub sąsiada, wstydzę się nawet powiedzieć "dzień...

Mam 19 lat, jestem kobietą. Nie wiem co się ze mną dzieje - od dłuższego czasu jestem coraz bedziej wstydliwa, wszystkiego się boję, gdy wychodzę na ulicę - boję się, że spotkam znajomą lub sąsiada, wstydzę się nawet powiedzieć "dzień dobry" albo cześć. Gdy widzę kogoś znajomego na ulicy - od razu robi mi się gorąco i czasami skręcam w drugą ulicę, aby nikogo nie spotkać. Gdy jadę na miasto i chodzi dużo ludzi obok mnie, to od razu się wkurzam, i to ostro! Wkurzają mnie ci ludzie wszyscy! Chyba powinnam na odludziu mieszkać! Jak się zdenerwuję to wszystkim rzucam i się drę:( Co mam robić? Czy konieczna jest wizyta u psychiatry i czy konieczne są jakieś mocniejsze leki? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty