Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Mam problem z kontaktami z rówieśnikami. Co się ze mną dzieje?

Witam. Mam 14 lat. Ciągle płaczę, wydaje mi się, że jestem brzydka, nieszczęśliwa okropnie, boję się krytyki innych i słów, którymi mogą mnie zranić, nie potrafię nawiązać rozmowy, a zatem i nowych kontaktów, w ogóle brakuje mi pewności siebie....

Witam. Mam 14 lat. Ciągle płaczę, wydaje mi się, że jestem brzydka, nieszczęśliwa okropnie, boję się krytyki innych i słów, którymi mogą mnie zranić, nie potrafię nawiązać rozmowy, a zatem i nowych kontaktów, w ogóle brakuje mi pewności siebie.

Nie czuję się dobrze przy ludziach, których za dobrze nie znam nie potrafię wymyślić tematu do rozmowy ani w ogóle wydobyć z siebie słowa, wydaje mi się, że to co powiem jest bez sensu i że wszyscy mnie ignorują. Mam przyjaciółkę, która wywyższa się - chciałabym zerwać z nią znajomość, ale nie mogę, ponieważ boje się, że jeżeli zerwę z nią konak to inni przestaną już w ogóle ze mną rozmawiać, chodzę z nią do jednej klasy więc to istotne…Nie wiem czy to wszystko minie, bo jestem w trudnym wieku czy po prostu dzieje się ze mną coś niedobrego, po prostu jak pomyślę, że muszę wstać z łóżka, wstać do szkoły to odechciewa mi się żyć.

Już wiele trudnych chwil i sytuacji przeżyłam i z tego też na pewno wyjdę, ale nie wiem czy muszę coś z tym robić czy to po prostu minie. Proszę o szybką odpowiedź. Justyna.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nadwrażliwość - co mam zrobić, żeby się od tego uwolnić?

Mam na imię Rafał, mam 15 lat, jestem mężczyzną. Mój problem polega na tym, że przejmuję się wszystkim, dosłownie wszystkim. Ciągle przejmuję się wszystkim co ktoś do mnie powie. Nawet w żartach, kiedy pojawia się jakaś krytyka na mój temat...

Mam na imię Rafał, mam 15 lat, jestem mężczyzną. Mój problem polega na tym, że przejmuję się wszystkim, dosłownie wszystkim. Ciągle przejmuję się wszystkim co ktoś do mnie powie. Nawet w żartach, kiedy pojawia się jakaś krytyka na mój temat natychmiast psuje mi się humor. Nie mogę normalnie funkcjonować. Nawet kiedy oglądam telewizję ciągle nachodzą mnie natarczywe myśli: "Może ktoś mnie obgaduje?", "Oni mnie nie lubią", "Pewnie myślą, że jestem głupi". Nie mogę przestać się tym przejmować, co więcej - od kilku tygodni jest to tak natarczywe, że nawet zasypiając nie mogę się uspokoić.

W poprzednich klasach bardzo się wygłupiałem, dlatego właśnie dużo osób kiedy tylko mnie widzi od razu zaczyna się śmiać albo dyskretnie mówić, żebym sobie poszedł. Ludzie uważają mnie za takiego co to się tylko wygłupia i śmieje. Tak wcale nie jest - mam po prostu poczucie humoru. Nie dopuszczają myśli, że się zmieniłem. Nie wytrzymuję już tego. Czuję się gorszy, niepotrzebny, ciągle męczą mnie te myśli. Chociaż próbuję powiedzieć sobie, że nie jestem pępkiem świata to cały czas myślę, że ludzie mnie obgadują, nie traktują poważnie. Nawet kiedy mam pewność, że tak nie jest znajdzie się coś co znów będzie mi zaprzątać głowę całymi dniami.

Proszę o pomoc, poradę. Co mam zrobić by przestać się tak tym wszystkim przejmować i przestać wymyślać sobie (czasami naprawdę niewiarygodne) głupoty? Chcę znowu móc - tak jak kilka lat temu - nie myśleć o tym tylko o sobie. Każdy żyje dla siebie, a ja nie mogę. Ciągle myślę: "Czy on nic o mnie złego nie myśli?". Powiem jeszcze, bo myślę, że to ważne: zawsze robię coś kilka razy. Poprawiam zeszyty, gaszę świtało. Jeśli nie zrobię czegoś określoną liczbę razy to nie wytrzymam i wraz pójdę dokończyć. Proszę o pomoc. Nie dam sobie już z tym rady.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak być silną i pewną siebie?

Mam 26 lat, od kilku lat jestem w związku, z którego mam piękną, półtoraroczną córeczkę. Od 4 lat mieszkam za granicą z moim facetem, który nie jest Polakiem. Mogę powiedzieć, że poza nim i córcią nie mam nikogo -...

Mam 26 lat, od kilku lat jestem w związku, z którego mam piękną, półtoraroczną córeczkę. Od 4 lat mieszkam za granicą z moim facetem, który nie jest Polakiem. Mogę powiedzieć, że poza nim i córcią nie mam nikogo - mama od wielu lat się mną i bratem nie interesuje, ojca nie mam, a brat wyszedł z więzienia i jest po leczeniu antynarkotycznym. Tak wygląda moja rodzina w skrócie.

Przez 2 lata studiowałam w collegu angielski, by podnieść swoją pewność siebie - język chyba poprawiłam, bo dostałam pracę kasjerki w markecie, ale pewność siebie? Kompletnie mi jej brakuje! Tracę ją bardzo szybko, czasem nie wiem jak zareagować. W sytuacjach, w których powinnam obronić swoje zdanie - milczę lub przytakuję, mimo że się z tym nie zgadzam, a wewnątrz mnie się aż gotuje i frustracja się pogłębia. Nie mam przyjaciół, tzn. jestem lubiana bardzo, ale ludzie, jak nie mają sprawy do mnie to nie dzwonią. W pracy jestem jedną z niewielu Polek, a pracowanie wśród Anglików zaczyna mnie coraz bardziej dobijać - ich humor, docinki - to wszytsko pogłębia mój smutek i złość, mimo to jednak nie chcę wracać do Polski, nie mam do czego.

Jak uwierzyć w siebie? Zawsze byłam cichą myszką, zbyt skromnę, a teraz to się jeszcze pogłębia - mój facet, mimo że kochany i dobry, nie ma skłonności do chwalenia mnie, raczej do poprawiania i krytyki - co mnie bardzo też denerwuje - typu czemu nie zrobiłam tak a tak, że powinnam zrobić tak, a nie inczej, że głupio robię - czepia się właściwie bzdur typu, że byłam zbyt miła dla kogoś, choć poniekąd ma rację, że powinnam odpowiedzieć na ripostę, a ja tego nie zrobiłam. Często mam napady złości i płaczu. 

Jak nauczyć się walczyć z moimi słabościami, by moje złe doświadczenia nauczyły mnie być silną i pewną siebie dziewczyną? Osiągnęłam naprawdę wiele - nie piję, nie palę, nie chodzę po disco, a jestem normalną, zbyt grzeczną i skromną dziewczyną, która szanuje każdego bardzo, bez wyjątków. Jak za to wzbudzić szacunek innych?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się niezrozumiana i samotna. Czy moje objawy mogą świadczyć o jakichś zaburzeniach?

Witam, jestem siedemnastolatką i odkąd pamiętam zawsze miałam problemy z własnym samopoczuciem. Jestem z natury nieśmiałą osobą, choć potrafię też czasem się przełamać i być towarzyska. Często zachowuję się bardzo sprzecznie, mam wahania nastrojów. Poza tym odczuwam wyobcowanie...

Witam, jestem siedemnastolatką i odkąd pamiętam zawsze miałam problemy z własnym samopoczuciem. Jestem z natury nieśmiałą osobą, choć potrafię też czasem się przełamać i być towarzyska.

Często zachowuję się bardzo sprzecznie, mam wahania nastrojów. Poza tym odczuwam wyobcowanie od ludzi, senność, chandrę, zmęczenie, mam niezwykle niską samoocenę. Spotykam się z całkiem sporą ilością znajomych, ale zawsze mam wrażenie, że podczas rozmowy jestem gdzieś indziej. Często myślę nad tym, co właśnie mówię, jak się zachowuję i krytycznie porównuję się do innych osób z towarzystwa. Nie potrafię się przełamać i zachowywać naturalnie. Po prostu uważam się za niezbyt ciekawą osobą, a kiedy zrobię coś głupiego, potrafię to rozpamiętywać miesiącami.

Mam też trudności z nawiązywaniem kontaktów - ludzie początkowo nie lubią mnie. Poza tym uważam moje życia za bezcelowe, nie potrafię się cieszyć dłużej niż dzień lub dwa, zamartwiam się najmniejszą rzeczą i rozpamiętuję przeszłość. Nie mam się do kogo zwrócić z problemem, choć często zwierzam się mamie. Ona jednak uważa, że powinnam sama poradzić sobie ze swoim charakterem, a nie szukać porad u psychologów.

Czuję się niezrozumiana i samotna, choć pośród całkiem sporej liczby ludzi, a o swoich odczuciach mogłabym pisać jeszcze długo. Czy moje objawy mogą świadczyć o jakiś zaburzeniach? Bardzo proszę o poradę. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie jestem akceptowana w szkole - co robić?

Mam 15 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum. Oprócz tego uczę się też w szkole muzycznej... I tu pojawia się mój problem, ponieważ poznałam tam wielu cudownych ludzi, dla mnie z tzw. "wyższych sfer". Są ode mnie starsi, chodzą do...

Mam 15 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum. Oprócz tego uczę się też w szkole muzycznej... I tu pojawia się mój problem, ponieważ poznałam tam wielu cudownych ludzi, dla mnie z tzw. "wyższych sfer". Są ode mnie starsi, chodzą do najlepszej szkoły w mieście. Ja natomiast uczę się w zwykłym rejonowym gimnazjum.

Gdy chodzę do szkoły mam wrażenie, że jestem niewidzialna. Ludzie w mojej szkole tak bardzo różnią się od tych z muzyka. W mojej szkole nikt mnie nie lubi, jestem uważana za nudziarę itp. Bo żeby być "fajnym" w moim gimnazjum, trzeba mieć złe stopnie i zachowanie. Do tej pory tak właśnie postępowałam, jednak dzięki nowym przyjaciołom zrozumiałam, że przyszłość jest najważnejsza. I, że ja nie mam żadnej... Na początku chciałam iść do tego liceum, w którym są moi znajomi, teraz wiem, że kompletnie się tam nie nadaję. Wracam do domu, płaczę i nienawidzę siebie. W dodatku mam trudności z nawiązywaniem nowych znajomości. Nie mam przyjaciół w szkole, boję się przepisać (poza tym to nic nie zmieni) i nie chcę iść do szkoły, w której są moi znajomi. Nie wiem co robić. Mam nieustające poczucie beznadziejności. Nie podobam się sobie, mam nadwagę, brzydką cerę itp.

Jestem wdzięczna ludziom ze szkoły muzycznej, że mnie lubią, nie wiem jednak czemu. Jednocześnie winię ich za to, że wprowadzili mnie w świat fajnych, młodych ludzi. Chciałabym być szczęśliwa, ale nie umiem się zebrać i zacząć od nowa. Proszę o pomoc. Drobne rady, bo nie potrafię sama sobie poradzić. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc osobie o słabych nerwach?

Witam. Niedługo z moim chłopakiem wybieramy się na rodzinny zjazd. Dla niego to ogromnie stresujące przeżycie ponieważ będzie znał mało osób i nie pomaga mu też fakt, że jest raczej niepewnym siebie człowiekiem i ma bardzo słabe nerwy, tzn. kiedy...

Witam. Niedługo z moim chłopakiem wybieramy się na rodzinny zjazd. Dla niego to ogromnie stresujące przeżycie ponieważ będzie znał mało osób i nie pomaga mu też fakt, że jest raczej niepewnym siebie człowiekiem i ma bardzo słabe nerwy, tzn. kiedy ma jakiś ważny egzamin boli go brzuch i nie raz musi iść do ubikacji. Przez to na samą myśl o wyjeździe mówi, że nie będę miała z niego pożytku, bo on z nerwów nie będzie ani nic jadł ani był zbyt rozmowny. Chcę żeby wypadł dobrze a przy tym dobrze się czuł wśród mojej rodziny. Mam pytanie: jak mogę mu pomóc żeby się tak nie denerwował, czy zwykłe powiedzenie "zrób to czego się boisz a strach zniknie" coś da?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Mam strasznie niską samoocenę. Jak to zmienić?

Od porodu minął rok. Mam cudowne dziecko, rodzice pomagają mi je wychowywać - dziecko śpi u nich, u nas spędza dnie. Tak zadecydowaliśmy z mężem, bo dużo pracujemy. Jednak moje pytanie dotyczy mojego zachowania. Odkąd urodziłam stałam się bardzo wrażliwa....

Od porodu minął rok. Mam cudowne dziecko, rodzice pomagają mi je wychowywać - dziecko śpi u nich, u nas spędza dnie. Tak zadecydowaliśmy z mężem, bo dużo pracujemy. Jednak moje pytanie dotyczy mojego zachowania.

Odkąd urodziłam stałam się bardzo wrażliwa. Na każde niepowodzenie reaguję płaczem, strasznie przeżywam każdą sprawę w pracy. Mam wahania nastroju, w ciągu kilku godzin cieszę się z tego co mam, z dobrej pracy a za chwilę, gdy coś w pracy się wydarzy potrafię histeryzować płakać, ze ja tam więcej nie wrócę.... Odnoszę sukcesy w pracy, a ciągle wydaje mi się, że nikt mnie nie lubi, zwłaszcza w pracy, bo mam dobre kontakty z szefem. Ogólnie wydaje mi się, że jestem "głupsza" od pozostałych, mimo że jestem dobrze wykształconą osobą.

Mam strasznie niską samoocenę. Jak to zmienić? Nie poznaję siebie - czy to wina hormonów? Co mogę zrobić? Zapisałam się na wizytę do psychologa.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Depresja czy obniżony nastrój?

Witam. Potrzebuję opinii kogoś z zewnątrz. Zawsze byłam osobą bardzo zamkniętą - ani podstawówki, ani gimnazjum nie wspominam najlepiej. W liceum może byłby jakiś przełom, gdyby nie pewna sytuacja: otóż z powodu braków w pewnym przedmiocie na początku II klasy...

Witam. Potrzebuję opinii kogoś z zewnątrz. Zawsze byłam osobą bardzo zamkniętą - ani podstawówki, ani gimnazjum nie wspominam najlepiej.

W liceum może byłby jakiś przełom, gdyby nie pewna sytuacja: otóż z powodu braków w pewnym przedmiocie na początku II klasy liceum udałam się na korepetycje do najlepszej nauczycielki w mieście. Niestety, byłam u niej tylko 4 lub 5 razy i to było straszne - ta kobieta udowodniła mi, że jestem nic nie warta. Gdy na 180 zadań z pracy domowej zrobiłam 150, mówiła, że jestem kompletnie nieprzygotowana. Cały czas mnie strofowała, gdy szłam na zajęcia, z nerwów ściskało mnie coś w klatce, a po wyjściu płakałam. Moja samoocena spadła jeszcze niżej, a i tak zawsze była niesamowicie niska.

W wakacje nie poszłam do pracy, choć chciałam, bo strach przed pomyłką i tym, że nie poradzę sobie z myciem autobusów paraliżował mnie. Ten stan trwa do dziś, a niebawem będę studentką II roku. No właśnie, czy będę? Przez 2 semestry dużo się uczyłam, nie miałam ani jednej poprawki, wszystkie kolokwia zdawałam w pierwszym terminie, a egzaminu po drugim semestrze nie zdałam. Załamałam się tym. Co najgorsze - mój chłopak, z którym jestem 3,5 roku, wyjeżdża na studia, a to jedyna osoba, przed którą się otworzyłam. Gdy się o tym dowiedziałam, świat mi się zawalił. Mówi, że jak skończy studia będzie miał dobrą pracę i wtedy kupimy sobie mieszkanie i będziemy żyć we dwójkę.

Dodatkowo straciłam większość kontaktów z ludźmi, głównie siedzę w domu, nie wychodzę nigdzie. Ciągle płaczę. Wiele razy myślałam o śmierci, ostatnio nawet, po całym, przepłakanym dniu postanowiłam, że po prostu zabiję się nożem kuchennym, ale pomyślałam, że mogłabym to przeżyć i bolałoby. Uważam, że nie powinnam żyć, że tak byłoby lepiej. Mam momenty totalnego odrętwienia, nic mnie nie cieszy. Od ok. 3 lat nie mogę powiedzieć, żebym pamiętała cokolwiek, co by mnie ucieszyło. Mój chłopak bardzo mnie wspiera, ale nadal nie czuję się szczęśliwa, chociaż kocham go bardzo. Jest jeszcze wiele sytuacji i spraw, które wpływają na mnie, choćby to, że z powodów mojej nadwagi poszłam do dietetyka i schudłam ok. 10 kilo, ale to i tak mniej, niż zakładałam i choć wagę mam praktycznie w normie, jestem załamana.

I teraz, po tym całym chaosie, moje pytanie: czy to depresja, czy tylko zwykłe obniżenie nastroju? Nie wiem czy powinnam iść do psychologa/psychiatry czy może jestem przewrażliwiona?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Uważam się za nic, a moje życie nie ma sensu. Czy da się to jakoś przezwyciężyć?

To co chce napisać może wydawać się śmieszne, jak realnie na to spojrzę to i dla mnie nie ma sensu to co robię. Wszystko zaczęło się od momentu kiedy w bardzo krótkim czasie zrzuciłam 15-18 kg - stałam się atrakcyjna...

To co chce napisać może wydawać się śmieszne, jak realnie na to spojrzę to i dla mnie nie ma sensu to co robię. Wszystko zaczęło się od momentu kiedy w bardzo krótkim czasie zrzuciłam 15-18 kg - stałam się atrakcyjna i piękna dla wszystkich, ale przede wszystkim też dla siebie. Przypłaciłam zdrowiem - zanik miesiączki. Teraz waga wróciła, a z wagą inne dolegliwości.

Wstydzę się wychodzić z domu, wstydzę się swojego ciała i tego jak wyglądam. Problemy rodzinne spowodowały u mnie napady złości - przychodzą chwilę, gdy się zdenerwuję, nie mogę opanować nerwów, przeklinam, płaczę, nie wiem co ze sobą zrobić - najchętniej bym coś zniszczyła albo zrobiła samej sobie. Miewam problemy ze snem, nie zawsze, ale potrafię przespać tylko godzinę, dwie w nocy. Chciałabym zachorować na anoreksję żeby nie czuć na sobie warstw tłuszczu, potrafię głodzić się kilka dni, lecz gdy przychodzi napad nerwów jem alby się uspokoić.

Mam wrażenie, że jestem niezauważalna w swojej rodzinie przez to, że rodzeństwo jest dużo starsze i ma własne ułożone życie, ja jestem sama. Moje życie uczuciowe to jedna wielka tragedia, za każdym razem kończy się porażką, jak bardzo bym się starała. Ogólnie rzecz biorąc mam 21 lat i żadnych pozytywnych wizji na przyszłość. To że żyje dla mnie nie ma sensu, bo nic sobą nie wnoszę. Zarówno w rodzinie jakby mnie nie było nikt by nie zauważył jak i wśród znajomych. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zaczynam miewać myśli samobójcze...

Chciałam wybrać się do psychologa, ale boje się, że mnie wyśmieje i powie, że jestem rozpieszczonym dzieckiem, za które zawsze byłam uważana. Możliwe jest też, że nie będę umiała powiedzieć co mi jest, bo będę się wstydziła. Pisać jest łatwiej niż mówić szczególnie osobie, która ma tak niskie mniemanie o sobie jak ja. Sama o sobie myślę, że jestem bezwartościowym zerem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam wrażenie, że w szkole nikt mnie nie lubi i mnie obgadują. Co jest nie tak?

Mam 18 lat i jestem kobietą. Nie wiem co jest nie tak, ale kiedy w szkole ktoś idzie obok mnie i np. usłyszę "nie lubię jej" to od razu myślę, że mówią o mnie i mam jakiś taki niepokój i...

Mam 18 lat i jestem kobietą. Nie wiem co jest nie tak, ale kiedy w szkole ktoś idzie obok mnie i np. usłyszę "nie lubię jej" to od razu myślę, że mówią o mnie i mam jakiś taki niepokój i nie mogę przestać o tym myślec. Nie wiem dlaczego tak jest ;(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jestem beznadziejna. To moja cecha czy objaw choroby?

Mam 18 lat i nie pamiętam już kiedy to się zaczęło, bo nie przypominam sobie żadnych traumatycznych przeżyć, ale mnie to już tak męczy, długo strasznie, latami. Czuję, jakbym żyła koło siebie i gardziła sobą za wszystko. Zwykłe sytuacje strasznie...

Mam 18 lat i nie pamiętam już kiedy to się zaczęło, bo nie przypominam sobie żadnych traumatycznych przeżyć, ale mnie to już tak męczy, długo strasznie, latami. Czuję, jakbym żyła koło siebie i gardziła sobą za wszystko. Zwykłe sytuacje strasznie analizuję, zupełnie beznadziejne, np. że powiem komuś cześć, a on nie usłyszy, albo uciekam żeby nie mówić i potem sobie tylko powtarzam jaka jestem głupia, że tak zrobiłam, a jeszcze głupsza, że się tym przejmuję cały dzień - wtedy aż się gotuje we mnie.

Nienawidzę być w tłumie osób, gdzie jestem nowa, a oni wszyscy się już znają - to najgorszy lęk mój chyba. Mam pełno takich rzeczy w sobie, które nie są normalne, np. nie rusza mnie gdy ktoś umiera z rodziny, ale jak film oglądam smutny to ryczę na głos - mam wrażenie, że nikt mnie nie lubi, że jak do kogoś dołączę to mu uprzykrzę czas, nie zgłaszam sie do żadnych lekarzy, bo ja nie mam powodów, żeby to choroba była (dobra szkoła, żadnej nadwagi czy tym podobnych - tylko zryta psychika), ale to jest jeszcze gorsze, bo nie mam powodów, a już ledwo wytrzymuję ze sobą - ciągle bym gdzieś uciekała.

Wakacje były przygnębiające, a teraz idę do szkoły, której nienawidzę - całą lekcję skupiam sie tylko na tym, żeby w brzuchu mi nie burczało, aż się pocę przez te myśli, kiedy będzie dzwonek, kiedy, kiedy, bo zaraz mnie wezmą do tablicy i wszyscy zobaczą jaka jestem głupia. Ciągle wychodzę na jakąś opóźnioną przez to, że stresuję się coś do kogoś powiedzieć - jakie będą skutki tego. W alkohol nie uciekam, bo od tego jeszcze gorzej mam, karam się tak myślami dla uspokojenia też.

Głupio mi pisać o tym, bo myślę, że sobie wkręcam, że mam jakąś depresję czy coś, żeby zwalić na chorobę to, że jestem beznadziejna, ale ryczę przy tym zawsze, bo ja bym tak chciała normalnie żyć jak inni, a ja ciągle sobą gardzę - jakbym miała rozdwojenie jaźni. Jedna ja ciągle ryczy jak jej coś nie wychodzi podkręcana i wyzywana przez drugą. To jest tragedia już. Tylko że czasem mam dobre dni, ale przeważnie to przy życiu mnie trzyma głupia nadzieja, że mnie spotka kiedyś coś dobrego i wtedy ryczę też, bo to głupia nadzieja jest, bo to tylko się pogarsza, a czasy przed podstawówką jeszcze to nie wrócą już nigdy.

Jak bym miała możliwość bycia niewidzialną - tak żebym była, ale mnie nie było - i tylko bym sobie wszystko obserwowała - tak bym chciała właśnie, aż jak pomyślę sobie to się rozpływam w tym. Czy jest nadzieja, że to nie moje cechy, tylko jakaś choroba społeczna czy cokolwiek?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję niechęć do ludzi - co mam robić?

Mam 17 lat. Od dłuższego czasu odczuwam zniechęcenie do ludzi, do samego życia, a przede wszystkim do siebie. Nie potrafię się niczym cieszyć. Wszystkie czynności jakie sprawiały mi przyjemność teraz napawają mnie lękiem i pewnego rodzaju obrzydzeniem. Odczuwam nieustającą presję...

Mam 17 lat. Od dłuższego czasu odczuwam zniechęcenie do ludzi, do samego życia, a przede wszystkim do siebie. Nie potrafię się niczym cieszyć. Wszystkie czynności jakie sprawiały mi przyjemność teraz napawają mnie lękiem i pewnego rodzaju obrzydzeniem.

Odczuwam nieustającą presję otoczenia. Cały czas wydaję mi się, że oczy wszystkich zwrócone są na mnie. Moje także - bezustannie wyrzucam sobie własne błędy i staram się je analizować, co jeszcze bardziej mnie dołuje. Jestem brzydka, beznadziejna, nic nie umiem zrobić dobrze. Ostatnio próbowałam coś z tym zrobić, niestety skończyło się na tym, że byłam u lekarza, podejrzana o anoreksję. Teraz jestem jeszcze bardziej nieszczęśliwa, bo nastąpiła reakcja łańcuchowa w postaci niekontrolowanego objadania się.Nawet nie chce mi się stukać w tą beznadziejną klawiaturę, ponieważ i tak mi nic nie pomoże. Sama nie wiem dlaczego w ogóle to piszę...

Wypełniałam też testy na depresję i wyszły mi 43 punkty. Nie wzięłam tego za bardzo do siebie. Wepchnęłam się tylko w te ramki, żeby usprawiedliwić swoją obecną sytuację. Chce mi się płakać, nawet nie mam komu się wyżalić. Tak bardzo odsunęłam się od innych ludzi, ze nie zauważają mojego istnienia. W domu czuję się jak intruz. W szkole nie mam znajomych. Siedzę samotnie na przerwach i udaje szczęśliwą. Boję się rozmawiać z innymi z kilku powodów: a) jestem beznadziejna b) nie mam nic ciekawego do powiedzenia c) zostanę wyśmiana, jeżeli zdobędę się na jakieś wynurzenia.

Może to normalne problemy u nastolatków i nie powinnam się tym przejmować? Albo jestem anormalna i trzeba z tym skończyć. Zawsze byłam uznawana za dziwaczkę, a teraz się to nasiliło. Jak mam poradzić sobie z przyszłością, jeśli nie radzę sobie już teraz? Sądzę, że skończyłam. Drogi ekspercie, jeżeli dotarłeś aż tutaj musisz być naprawdę odporny na moją głupotę. Sama jestem nią zaskoczona.

Mile widziana będzie odpowiedź i wytłumaczenie mi tego zjawiska. Będę czekała wśród spaczonych i gnijących resztek mojej marnej egzystencji. Pozdrawiam. PS. Widzę u siebie jeszcze więcej wad, ale opisanie ich tu dobitnie jest raczej bezcelowe, wykrystalizowałam już istotę mojej beznadziejności.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak odzyskać wiarę w siebie?

Mam 24 lata, jestem kobieta. Bieżący rok był dla mnie bardzo trudny, każde jedno wydarzenie ciągnęło za sobą następne, a ja miałam problemy żeby się z nich podnieść. I tak z każdym miesiącem było coraz gorzej. Rok temu zdecydowałam się...

Mam 24 lata, jestem kobieta. Bieżący rok był dla mnie bardzo trudny, każde jedno wydarzenie ciągnęło za sobą następne, a ja miałam problemy żeby się z nich podnieść. I tak z każdym miesiącem było coraz gorzej. Rok temu zdecydowałam się w końcu zakończyć związek z moim obecnym wówczas chłopakiem. Nie było to proste i zanim tak na dobre od niego odeszłam zostałam przez niego kilkakrotnie wykorzystana seksualnie, wbrew mojej woli. Wiem, że jest w tym też trochę mojej winy, mogłam być zdecydowanie bardziej stanowcza i nie przyjmować jego zaproszeń, gdy nalegał na rozmowę, itd.

Później pojawiły się problemy na uczelni, gdy jedna z pań profesor anulowała moją ocenę z egzaminu. Wynikły z tego ogromne problemy i w rezultacie musiałam powtarzać semestr. Całą winą obarczono mnie, zostałam bardzo źle potraktowana przez władze uczelni, a wszystkie pieniądze, które zapłaciłam za semestr przepadły. Szukałam pomocy w różnych instytucjach pozauczelnianych, ale ze względu na brak dowodów nikt nie mógł mi pomóc. Od tamtej pory każda wizyta na uczelni to dla mnie ogromy stres, który na wiosnę tego roku doprowadził mnie do wizyty u lekarza.

Miałam problemy ze snem (bywały noce, kiedy zasypiałam dopiero o 4am) budziłam się z kołatającym sercem i z przeczuciem, że zaraz wydarzy się coś złego. Do tego doszedł brak apetytu i nieustępujące bóle głowy. Miewałam również zawroty głowy oraz częste wrażenie, że w przełyku mam jakiś przedmiot, który uniemożliwiał mi przełykanie. Dwa czy trzy razy miałam również coś w rodzaju ataku paniki/lęku - ogarniał mnie strach, czułam, że świat wiruje wokół mnie, serce biło mi jak szalone, cała się trzęsłam. Obecnie w okresie wakacji większość tych objawów ustąpiła, boję się jednak, że one powrócą wraz z początkiem roku akademickiego.

Myślę, że warto również wspomnieć o innym związku w przeciągu tego roku, który rozpadł się w czerwcu. Był to związek na odległość - co przyczyniło się do jego rozpadu, ponieważ nie widywaliśmy się z moim chłopakiem wystarczająco często. Chociaż wszystko rozwijało się zadziwiająco dobrze, pewnego dnia mój chłopak oznajmił, że spotkał inna dziewczynę. Słuchając rad moich znajomych całkowicie zerwałam z nim kontakt i robiłam wszystko, żeby o nim zapomnieć. W chwili obecnej znowu jesteśmy w kontakcie (on nie jest już z tamtą dziewczyną, a przynajmniej tak twierdzi), ale nie wiem czy jest to rozsądny krok z mojej strony, skoro ciągle coś do niego czuję.

W chwili obecnej znowu muszę stawić czoło problemom na uczelni. W wyniku tych wszystkich zdarzeń, które wydarzyły się w przeciągu tego roku, moja ocena własnej wartości bardzo spadła. Podobnie stało się z wiarą w moje możliwości i w to, że mogę odnieść sukces i być szczęśliwą. Czuję się bardzo zagubiona, samotna i bardzo niezrozumiana a na uczelni całkowicie wyobcowana. Nie rozmawiam z nikim o moich problemach, wiele z nich ukrywam przed własną rodziną (nie chcę ich rozczarować), co staje się coraz trudniejsze. Nie chcę być uważana ze osobę, która nie radzi sobie z własnym życiem, dlatego każdego dnia motywuję się do dalszego działania, ale coraz częściej brakuje mi na to ochoty. Czasami mam wrażenie, że na nikim i na niczym już mi nie zależy. I vice versa.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Gdzie jest moje miejsce na ziemi?

Jestem kobietą, ma 27 lat, nie potrafię poukładać sobie życia i znaleźć swojego miejsca na ziemi. Wszystkie moje problemy wynikają z bardzo niskiej samooceny i kompletnego braku wiary we własne możliwości. Do tego dochodzi brak konsekwencji i chorobliwa nieśmiałość.Co... Jestem kobietą, ma 27 lat, nie potrafię poukładać sobie życia i znaleźć swojego miejsca na ziemi. Wszystkie moje problemy wynikają z bardzo niskiej samooceny i kompletnego braku wiary we własne możliwości. Do tego dochodzi brak konsekwencji i chorobliwa nieśmiałość.Co jakiś czas zapalam się i czuję, że mam w sobie tyle energii, że mogę zrobić wszystko. Niestety nigdy nie trwa to dostatecznie długo, żeby doprowadzić sprawy do końca. Bardzo często zmieniam miejsce zamieszkania i pracę. Ciągle szukam szczęścia, zajęcia, które by mnie satysfakcjonowało, prawdziwej miłości i przyjaźni. Czasem już sama nie wiem czego tak naprawdę chcę. Obecnie jestem w Australii. To był moj kolejny, rewelacyjny pomysł na życie. Przyjechałam tu uczyć się języka, ale w głębi duszy miałam nadzieję, że to tu znajdę swoję przystań, miłość mojego życia, pasjonujące zajęcie. Niczego nie osiągnęłam, nic w swoim życiu nie zmieniłam i za miesiąc wracam do Polski.Co będzie dalej? Nie mam pojęcia. Wiem jedno: jestem już zmęczona i powoli tracę nadzieję, że kiedykolwiek będę szczęśliwa. Obserwuję swoich przyjaciół i znajomych, którzy mają już ustabilizowane życie zawodowe i rodzinne i zastanawiam się, co ze mną jest nie tak? Wywodzimy się z podobnych środowisk, skończyliśmy te same studia… Dlaczego oni byli w stanie dokonać wyboru zajęcia dla siebie, życiowego partnera, miejsca zamieszkania, a ja ciągle szukam, choć już sama nie wiem czego? Do tego przeraża mnie mój wiek.Mam 27 lat i czuję, że mam coraz mniej czasu na pewne sprawy. I im częściej sobie to uświadamiam i o tym myślę, w tym większą panikę wpadam. A to odbiera mi siłę do działania i kompletnie mnie paraliżuje. To jak błędne koło, z którego nie ma wyjścia. Nie potrafię cieszyć się życiem, choć tak bardzo bym chciała. Tak bardzo chcę być szczęśliwa. Tak bardzo chcę żyć pełnią życia. I tak bardzo chcę kogoś kochać.  
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak cieszyć się z życia, kiedy nic nie układa się tak jakbym chciała?

Witam! Mam 18 lat, rok szkolny za pasem i matura przede mną. Rzecz w tym, że nie mam na nic energii. Brzydka pogoda mnie dobija, całymi dniami nic bym nie robiła, często czuje się ospała. Nawet nie chce mi się...

Witam! Mam 18 lat, rok szkolny za pasem i matura przede mną. Rzecz w tym, że nie mam na nic energii.

Brzydka pogoda mnie dobija, całymi dniami nic bym nie robiła, często czuje się ospała. Nawet nie chce mi się widzieć znajomych. Dochodzi do tego jeszcze niskie poczucie własnej wartości, brak wiary we własne siły. Jestem osobą bardzo ambitną, ale niewierzącą w siebie. Za bardzo zależy mi na dobrych wynikach (za wszelką cenę - nie mam w ogóle życia prywatnego).Mam wrażenie, że brakuje mi inteligencji, bystrości, spontaniczności. Ciągle myślę o przyszłości, czy dostanę się na jakieś studia, co z pracą, a może zostanę starą panna?

Zazdroszczę tym, którym wszystko przychodzi z łatwością - ja do wszystkiego muszę dążyć ciężką pracą. I jak tu cieszyć się z życia, kiedy nic nie układa się tak jakbym chciała?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Co mam zrobić, aby taki stan minął i nie wrócił więcej?

Witam, mam na imię Łukasz (26 lat). Piszę tutaj, ponieważ nie radzę sobie ze swoim życiem. Od pewnego czasu (dokładnie od roku) straciłem całkowicie chęć do robienia czegokolwiek. Stałem się drażliwy i nerwowy. Nic mnie nie cieszy, nie mam...

Witam, mam na imię Łukasz (26 lat). Piszę tutaj, ponieważ nie radzę sobie ze swoim życiem. Od pewnego czasu (dokładnie od roku) straciłem całkowicie chęć do robienia czegokolwiek. Stałem się drażliwy i nerwowy. Nic mnie nie cieszy, nie mam pomysłu na swoje życie. Izoluje się od ludzi, unikam kontaktów z rodziną i przyjaciółmi (jeżeli w ogóle jeszcze ich posiadam). Zamknąłem się w sobie.

Po skończeniu szkoły średniej postanowiłem rozpocząć studia. Niestety po pierwszym semestrze zrezygnowałem. Próbę podjęcia nauki podejmowałem jeszcze dwa razy z podobnym skutkiem. Rozpocząłem pracę, która nie przynosi mi satysfakcji, ale nie mam motywacji aby znaleźć lepszą. Zawsze byłem dzieckiem spokojnym i nieśmiałym, co uważam za wielką wadę. Ludzie uważają mnie za sympatycznego i uczynnego faceta. Rodzina stawia mnie jako przykład do naśladowania dla młodszych członków. Ale ja w gronie ludzi czuję sie wyalienowany, obcy. Nie mam dziewczyny chodź bardzo tego pragnę.

Chwilami wydaje mi sie ze przegrałem swoje życie i nie wiem jak to zmienić. Już dawno nic nie sprawiło mi przyjemności. Nie chcę aby moje życie było takie nudne i monotonne. Podejmując jakieś decyzje w ostatniej chwili wycofuje sie z nich. To samo ze spotkaniami z ludźmi. Umówione spotkania odwołuje w ostatniej chwili lub nie odbieram telefonów. Czuję się bardzo samotny. Byłem w kilku związkach z kobietami, ale niestety nic z tego nie wychodziło. Po ostatnim "związku", który trwał ponad miesiąc :) straciłem chęci do zrobienia czegoś ze swoim życiem. Kobieta z którą się spotykałem tak po prostu odeszła nie podając powodu. Od tego czasu przestało mi zależeć na czymkolwiek. Przestałem chodzić na siłownię, spotykać się z ludźmi.

Są dni kiedy czuję się jak młody Bóg - snuje plany na przyszłość, postanowienia. Chcę zacząć dbać o swoje ciało, znaleźć kobietę, z którą ułożę sobie przyszłość. Cały czas chodzą mi po głowie studia. Ale po paru dniach przychodzi smutek, żal, samotność, bezsens. Nie chcę tak dalej żyć więc zwracam się z prośbą: co mam zrobić, aby taki stan minął i nie wrócił więcej?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić żeby w końcu się pokochać taką, jaka jestem i przestać się bać żyć?

Od 6 lat mieszkam w Londynie. Przyjechałam tu niby tylko na wakacje i jakoś tak się przedłożyło. Początkowo było ciekawie - nowi ludzie, nowa kultura, nowe obyczaje, nowa praca, wyzwania... W ciągu tych kilku lat zmieniłam pracę trzy razy, zakochałam...

Od 6 lat mieszkam w Londynie. Przyjechałam tu niby tylko na wakacje i jakoś tak się przedłożyło. Początkowo było ciekawie - nowi ludzie, nowa kultura, nowe obyczaje, nowa praca, wyzwania... W ciągu tych kilku lat zmieniłam pracę trzy razy, zakochałam się, niestety nieszczęśliwie, a po dramatycznym rozstaniu nie potrafiłam poradzić sobie z szarą rzeczywistością przez ponad dwa lata - myślę, że do teraz to we mnie siedzi. Całe życie szukamy swojej ścieżki, pomysłu na życie, swojego miejsca i ja się chyba zgubiłam. Mam 30 lat i jestem sama daleko od domu i coraz częściej uciekam od ludzi, zamykam się przed światem, bo lęk, który w sobie mam jest nie do przeskoczenia. Czuję się zawieszona w powietrzu, nie wiem w która stronę iść, nie wiem już kim jestem. Zaczęłam szukać sposobu w jaki mogla bym pomoc samej sobie - medytacja, pomyślałam - i od tego czasu wszystkie lęki z dzieciństwa do mnie wróciły. Zrozumiałam jak bardzo siebie nienawidzę, jak bardzo nie mogę znieść tego kim jestem, jak bardzo nie mogę sobie wybaczyć tego, że nie skończyłam studiów, że nie zostałam w Polsce, że nie wykorzystałam możliwości tu w Londynie, że zmarnowałam 6 lat na związek, który okazał się jednym wielkim oszustwem. Nie potrafię sobie poradzić z faktem choroby mojego taty, nie umiem pomóc mamie, problemy rodzinne wywołują u mnie skurcz żołądka i potworny stres. Boję się czasem o tym wszystkim myśleć, bo czuję, że oszaleję, głowa mi pęka od natłoku myśli. Nie radze sobie, że stresem w nowej pracy, popełniam śmieszne błędy i każdy poranek jest dla mnie męczarnia. Totalnie jestem zblokowana, trzęsą mi się ręce, cały dzień nic nie jem, tylko kawy dużo piję, czuję się tak, jakbym była w jakieś mydlanej bańce. Przestałam sprzątać w mieszkaniu, przestałam o siebie dbać, przestałam szukać partnera, czuję się odrętwiała i potwornie samotna, ale jednocześnie nie potrafię wyjść z tej skorupy, która się odgrodziłam od życia. Coraz częściej myślę o powrocie do kraju, ale to kolejny stres - musiałabym spłacić długi, z którymi sobie nie radze, pozamykać wszystkie sprawy i zacząć od nowa, tylko jak znaleźć prace w Polsce? Cóż mogłabym tam robić? Jak się w tym wszystkim odnaleźć, od czego zacząć? Strach mnie paraliżuje i brak wiary w siebie jest jak trucizna. Chcę tylko wiedzieć jak sobie pomóc, jak zacząć wierzyć w siebie, co mam zrobić żeby w końcu się pokochać taką, jaka jestem i przestać się bać żyć?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Nie mam pracy, nie wiem już gdzie jej szukać, boję się ludzi - co robić?

Kobieta, 24 lata. Trafiłam na tę stronę przypadkowo, ale mam wielką nadzieję, że ten "przypadek" pomoże mi. Dla mnie jest to próba walki - próba szukania pomocy, odpowiedzi na pytania. Tak bardzo liczę na pomoc! Kompletnie sobie nie radzę, byłam...

Kobieta, 24 lata. Trafiłam na tę stronę przypadkowo, ale mam wielką nadzieję, że ten "przypadek" pomoże mi. Dla mnie jest to próba walki - próba szukania pomocy, odpowiedzi na pytania. Tak bardzo liczę na pomoc!

Kompletnie sobie nie radzę, byłam nawet, co mnie b. dużo kosztowało, na wizycie u psychologa, ale b. się zawiodłam. Przez całą wizytę kobieta nie odezwała się ani słowem, na końcu powiedziała tylko, że "nie ma nic jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i że muszę sobie radzić" - tak dużo mnie kosztowała ta wizyta, liczyłam na wsparcie, radę, zrozumienie, a tak się zawiodłam. Długo nie mogłam otrząsnąć się z tego, ale teraz, nagle postanowiłam znów spróbować szukać pomocy. Może właśnie przez korespondencję odnajdę właściwą drogę i przeczytam coś, co mi pomoże :)

Problem pierwszy to praca, a właściwie jej brak. Nie wiem gdzie szukać, wydaje mi się, że wszędzie byłam, że nigdzie się nie nadaję, że nie umiem. Jedyne co robiłam do tej pory to opieka nad dziećmi, jestem po pedagogice, ale teraz nawet to wydaje mi się do niczego :(. Wydaje mi się, że stałam się za nerwowa, że bycie nianią to bycie nikim, że nie jest to zawód szanowany przez ludzi, a jednocześnie wiem, że nic innego nie potrafię :(.

Boje się ludzi - w sensie denerwuje się przed spotkaniem, przeżywam, analizuję Jestem nieszczęśliwa :(. Chciałabym opisać rożne sprawy, z którymi sobie nie radzę, ale zakończę na tej z powodu braku miejsca. Napiszę wkrótce c.d - proszę o odp! :)

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Brak mi pewności siebie. Jak się zmienić?

Witam! Mam na imię Ewa. W grudniu tego roku skończę 17 lat. Ważę 120 kg przy wzroście 177 cm. Jestem sympatyczną osobą i staram się zmienić. Chodzi mi głównie o brak pewności siebie i zmianę stylu ubierania. Mój obecny jest... Witam! Mam na imię Ewa. W grudniu tego roku skończę 17 lat. Ważę 120 kg przy wzroście 177 cm. Jestem sympatyczną osobą i staram się zmienić. Chodzi mi głównie o brak pewności siebie i zmianę stylu ubierania. Mój obecny jest wyszydzany. Kiedy już myślę, że mogę komuś zaufać zazwyczaj dowiaduję się, że ta osoba jest tylko dlatego dla mnie miła, żeby się ze mnie pośmiać. Staram się traktować wszystkich na równi, ale coraz bardziej się zawodzę. Chciałabym także zmienić mój wygląd. Jednak nie mam przy sobie osoby, która by mi w tym pomogła. Pomocy!
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jestem zupełnie bez życia, a przecież moje życie ma się dopiero zacząć. Co robić?

Mam 29 lat i za miesiąc wychodzę za mąż.Teoretycznie powinnam tryskać radością, ale… Parę lat temu leczyłam się z nerwicy lękowej - po wypadku samochodowym i śmierci brata bliźniaka oraz po perypetiach osobistych, panicznie zaczęłam bać się podróżowania - wszystkim,...

Mam 29 lat i za miesiąc wychodzę za mąż.Teoretycznie powinnam tryskać radością, ale… Parę lat temu leczyłam się z nerwicy lękowej - po wypadku samochodowym i śmierci brata bliźniaka oraz po perypetiach osobistych, panicznie zaczęłam bać się podróżowania - wszystkim, nie tylko samochodem. Objawia się to tym, że albo ciągle chce mi się "sikać" albo tak boli mnie brzuch, że muszę od razu skorzystać z toalety. Leczyłam się lekami przeciwdepresyjnymi i na jakiś czas mi w sumie przeszło, czy też raczej objawy tak zmalały, że nie utrudniały mi życia.

Teraz wszystko powróciło. Dodam jeszcze, że mam tendencję do wahań wagi (od 49 do 57 kg), gdzie przy moim wzroście (163 cm) i budowie ciała (jabłko) ta góra granica jest masakryczna;/, patrzę w lustro i nienawidzę swojego ciała! Nie głodze się, nie wymiotuję i chcę coś z tym zrobić, ale nie mogę! Nie mam siły, totalnie zero energii. Mój narzeczony jest po AWF - kocha sport i nie może zrozumieć dlaczego ja nie mogę się zabrać do ćwiczeń:(, a ja nie chcę. Na początku była wymówka, że mam dużo pracy w domu, ale wiem, że potrafię się tak zoragnizować, że dam radę to wszystko pogodzić. Tylko co zrobić, jak mi się nie chce? Stoję przed lustrem i chce mi się wyć, chodzę wkurzona, ciągle myślę, że narzeczonemu już się nie podobam, widzę swój brzuch z nadmiarem tłuszczu i chce mi się wyć jeszcze bardziej :(. Jestem rozdrażniona, senna, zdołowana i zestresowana, wypadają mi włosy i mam niskie ciśnienie, a gastrolog zdiagnozowała u mnie zespół jelita drażliwego odm. biegunkową i leczyłam nadczynność tarczycy (od 1,5 roku w normach się mieszczę).

Proszę, pomóźcie. Nie wiem co mam robić :(. Jestem zupełnie bez życia, a przecież moje życie ma się dopiero zacząć. Chcę być znowu pełna energii i uśmiechnięta, a teraz czuję się jak przyklapnięta, nieatrakcyjna, zagubiona i cholernie nieszczęśliwa! Chcemy po ślubie zaraz zacząć starać się o dziecko, a ja już myślę, czy uda mi się zgubić kg po porodzie… Paranoja :(. Błagam, pomocy :(

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty