Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Mam dość siebie. Czy mogę to jakoś zmienić?

Od dłuższego czasu moje problemy z samoakceptacją nasilają się. Jak na złość niedawno miałam ospę i została mi wielka dziura na czole, przez co nie mogę na siebie patrzeć. 2 lata nosiłam aparat ortodontyczny więc myślałam, że chociaż to mam...

Od dłuższego czasu moje problemy z samoakceptacją nasilają się. Jak na złość niedawno miałam ospę i została mi wielka dziura na czole, przez co nie mogę na siebie patrzeć. 2 lata nosiłam aparat ortodontyczny więc myślałam, że chociaż to mam z głowy, jednak nie, bo moje zęby postanowiły wrócić na swoje miejsce. Uważam się za strasznie brzydką osobę. Poza tym doskwiera mi brak prawdziwych przyjaciół, otacza mnie mnóstwo ludzi, ale nikt nie jest w stanie mi pomoc. Mam dość mieszkania z rodzicami, bo na każdym kroku mnie denerwują i nawet nie mam prawa do własnego zdania. To wszystko zaczyna mnie przerastać. Piszę to strasznie chaotycznie, ale towarzysza mi nieprzyjemne emocje. Monika. Podaję swój email jakby ktoś miał ochotę napisać: rollergirl@tlen.pl

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mam poradzić sobie z własnym życiem?

Cześć, mam 34 lata i od kiedy pamiętam, miałem problemy z komunikacją. Na rożnego rodzaju sytuacje reaguje nerwowo. Mogą to być nawet błahe sprawy. Zazwyczaj obwiniam się za rożne niepowodzenia i przejmuję się wszystkim, choć nie powinienem. Często...

Cześć, mam 34 lata i od kiedy pamiętam, miałem problemy z komunikacją. Na rożnego rodzaju sytuacje reaguje nerwowo. Mogą to być nawet błahe sprawy. Zazwyczaj obwiniam się za rożne niepowodzenia i przejmuję się wszystkim, choć nie powinienem. Często porównuje się do innych ludzi i w tej konfrontacji nie wychodzę pozytywnie. Często mam huśtawki nastrojów, gdzie w jednym momencie jestem duszą towarzystwa, następnie przez, np. porównanie się do innych osób przebywających ze mną zamykam się w sobie i jestem przeświadczony o swojej bezwartościowości. Jestem bardzo podatny na sugestie z zewnątrz. Wiem, że jest to spowodowane miedzy innymi niską samooceną i niskim poczuciem własnej wartości. Wiem, ze przez wszystkie te negatywne emocje bardzo obniża się jakość mojego życia. Próbowałem sobie pomoc w rożny sposób, min. akupunktura, hipnoza, terapie, leki antydepresyjne, stosuję afirmację i ćwiczę tai- chi. Ale to wszystko nie zawsze pomaga. Chciałbym funkcjonować jak normalny człowiek i cieszyć się życiem, mieć szczęśliwa rodzinę i móc dla kogoś żyć. Proszę o pomoc. Pozdrawiam. Jacek.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Co zrobić ze wstrętem do własnej osoby?

Mam 20 lat. Od dosyć długiego czasu po prostu mam wstręt, głównie do mojego ciała. Niestety codziennie, choćby myjąc zęby, patrzę w lustro. Jestem brzydki i nie jest tak, że to moje subiektywne odczucie. W dzieciństwie w szkole trochę...

Mam 20 lat. Od dosyć długiego czasu po prostu mam wstręt, głównie do mojego ciała. Niestety codziennie, choćby myjąc zęby, patrzę w lustro. Jestem brzydki i nie jest tak, że to moje subiektywne odczucie.

W dzieciństwie w szkole trochę śmiano się z mojego wyglądu (przezwiska itp), reakcji rodziców nie było i tak to się rozwijało gdzieś we mnie. I chyba mieli rację. Ten wstręt przerodził się chyba w autoagresję. Już kilka razy zadrapywałem się na ramionach, udach. Mam na udach półroczne blizny. A chęć do tego powraca i się nasila. Robiłem to z myślą o ukaraniu siebie.

Pomijam to, że o znalezieniu dziewczyny nie ma mowy. Po prostu już nie potrafię się cieszyć życiem. Ludzie mówią, że całe życie przede mną, ja chciałbym już być w trumnie. A gdy mówią, że to najlepszy okres w życiu (studia), to dla mnie czarny humor. Do tego dochodzi nieśmiałość. A poczucie własnej wartości mam chyba poniżej zera. Często w myślach po prostu wyzywam siebie od różnych takich k***, ch*** i innych.

Piszę bo po prostu komuś muszę powiedzieć. Pewnie jakoś podświadomie chcę jakiejś pomocy. Nie wiem, czy to jakaś choroba?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czemu nie wierzę w siebie?

Mam 14 lat i nie za bardzo widzę, że jestem ładna : /, ubieram się swoim stylem, ale jak widzę jak moje kumpele się ubierają, to czuję się 100 x gorzej ;/. Widzę, że chłopaki uganiają się za dziewczynami z...

Mam 14 lat i nie za bardzo widzę, że jestem ładna : /, ubieram się swoim stylem, ale jak widzę jak moje kumpele się ubierają, to czuję się 100 x gorzej ;/.

Widzę, że chłopaki uganiają się za dziewczynami z mojej klasy, ale zauważyłam, że gdy nie jadę na wycieczkę z koleżankami co mam z nimi pokój, to chłopacy, których nie znam przyczepiają się do mnie, a moim koleżankom jest przykro, ale w szkole nikomu się nie podobam, tylko Mateuszowi - ja jestem w klasie b a on c i powiedział mi wprost, że mu się podobam, ale na przerwie mówi mi tylko siema, a na gg nie odpisuje chyba, że napiszę mu, że jeśli mnie nie lubi to niech mi to napisze i wtedy odpisuje, że mnie bardzo lubi i jestem bardzo uczuciowa.

Co mam zrobić żeby mu się podobać i innym chłopakom? Cerę mam czystą, używam bardzo drogich kremów, które mi pomagają. Jak mam się ubierać? Czy może mam coś w sobie zmienić? I co mam zrobić, żeby zaimponować chłopakom? Proszę, pomóżcie ;(

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czuję się nudna i bezwartościowa. Jak mam zmienić swoje życie?

Jestem w dołku. W takim dołku jeszcze nigdy nie byłam. Skończyłam gimnazjum i poszłam do liceum. Myślałam: "Nowa szkoła. nowe życie, będzie dobrze". Co ja miałam wtedy na myśli? Sama nie wiem.Wtedy jeszcze w to wierzyłam, a teraz już z...

Jestem w dołku. W takim dołku jeszcze nigdy nie byłam. Skończyłam gimnazjum i poszłam do liceum. Myślałam: "Nowa szkoła. nowe życie, będzie dobrze". Co ja miałam wtedy na myśli? Sama nie wiem.Wtedy jeszcze w to wierzyłam, a teraz już z każdym dniem moja nadzieja gaśnie. Wiem, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Miałam szansę, żeby jakoś odmienić swoje życie. Nie wykorzystałam jej, czego do dziś żałuję.

Zawsze zastanawiałam się dlaczego jestem inna, dlaczego nie jestem taka jak inni, po prostu dlaczego nie jestem normalna. Kto mnie tak wychował? Wiem, że nie miałam wpływu na to jaką będę i kiedy się urodziłam, ale czy moi rodzice musieli mnie tak wychować? Dlaczego nie zrobili nic, kiedy byłam jeszcze mała, kiedy można było jeszcze coś zrobić? Nie wiem, może powinni mnie wtedy wziąć do jakiegoś psychologa, psychiatry? Może specjalista by coś poradził? A tak to kiedyś nawet pomyślałam sobie, że byłam niechcianym dzieckiem, że oni mnie nie chcieli, albo że w dzieciństwie wydarzyło się coś co wpłynęło na moją samoocenę. Musiało być coś nie tak, jak ja mogę być taka jaka jestem? Dzisiaj sama tego nie rozumiem. Czasem odnoszę wrażenie, że chciałaby, żeby mnie w ogóle nie było.

Poznałam Go tak nagle i zakochałam się w Nim od pierwszego wejrzenia, nigdy nie sądziłam, że spotka mnie takie uczucie i że zrobię na chłopaku takie wrażenie, jakbym była nie wiadomo jaka piękna. Co prawda dużo osób mówi mi, że jestem ładna, ale ja w to nie wierzę. Może dlatego, że on mi tego nie powiedział. Ja naprawdę chciałam z nim być, ale kiedy uświadomiłam sobie jaka ja jestem stwierdziłam, że lepiej Mu będzie beze mnie. Potem dałam Mu kosza. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo go kocham, ale było już za późno. To On był moją pierwszą, wielką, prawdziwą miłością i w dodatku niespełnioną. Po tym wszystkim zupełnie straciłam wiarę w siebie i zamknęłam się w sobie. Nawet dzisiaj o Nim wciąż myślę. Od tamtej pory pojawiło się wielu innych, a ja na żadnego z nich nie potrafiłam spojrzeć tak jak na niego. Wszystkich olewałam. I czuję się taka strasznie samotna...

Tak naprawdę to ja nie mam nikogo. Nie mam przyjaciółki, chłopaka i nawet znajomych nie mam Nigdzie nie wychodzę, z nikim się nie spotykam, nie chodzę na imprezy, nie poznaje innych ludzi. Nie jestem zbyt rozmowna. Jestem strasznie nieśmiała. Prawie w ogolę się nie odzywam. Nie wiem o czym mam rozmawiać z innymi. Nie wiem co mam powiedzieć, mam wrażenie, że jak coś powiem to mnie wyśmieją albo powiem coś źle wiem, że to głupie, ale tak mam - nie potrafię się otworzyć na innych. Ciągle jestem smutna, już nic mnie nie cieszy. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. Jestem jakaś inna, nie z tego świata. Za co los mnie tak ukarał? Co ja złego zrobiłam?

Żyję w swoim nierealnym świecie, odcięta od innych i od rzeczywistości. Zawsze zachowywałam się inaczej. Przyzwyczaiłam się do tego, że nigdzie mnie nie chcą. Zawsze trzymałam się na uboczu. Zawsze byłam wielką samotnicą, szarą myszką przez co czułam się gorsza od innych. Nie umiem „zarzucić” tematu do rozmowy. Wtedy zapada taka cisza tworzy mi się mętlik w głowie i im dłużej się zastanawiam co mam powiedzieć, tym większą pustkę mam w głowie Nie umiem rozmawiać z innymi ludźmi. Często w czyjejś obecności zamiast mówić, pogrążam się we własnych myślach. Poza tym uważam się za nudną osobę, bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Nie umiem rozmawiać o emocjach z nikim. Nigdy nie mówię wprost jak jest naprawdę. Mam frustrację z powodu zaniżonej samooceny, zbyt duży poziom lęku, napięcia i niepokoju.

Moje życie to tylko wielki smutek. Moje kontakty z ludźmi zawsze kończyły się katastrofą. Zaczynam akceptować swoją samotność. Już nie wierzę, że będzie lepiej, bo nic na to nie wskazuje:( Jak ja sobie dalej poradzę? Dlaczego nie potrafię się zmienić? Moje życie to jedna, wielka pomyłka. Wiem, że moje życie jest strasznie dziwne. Wydaje mi się, że nie ma sensu. Co ja powinnam zrobić? Proszę mi pomóc, bo ja już sama nie umiem sobie ze sobą poradzić:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Niska samoocena i zazdrość w związku jest moim dużym problemem. Jak z tym walczyć?

Witam, mam 19 lat i jestem dziewczyną. Mój problem polega na tym, że bardzo boje się o swój związek z moim chłopakiem. Oboje zaczynamy teraz studia, tylko, że na różnych uczelniach i boję się, że nasz związek tego nie przetrwa....

Witam, mam 19 lat i jestem dziewczyną. Mój problem polega na tym, że bardzo boje się o swój związek z moim chłopakiem. Oboje zaczynamy teraz studia, tylko, że na różnych uczelniach i boję się, że nasz związek tego nie przetrwa.

Bardzo się boję, że on pozna jakąś fajniejszą dziewczynę ode mnie i się we mnie odkocha. Nie jestem typem nieśmiałej, szarej myszki. Wręcz przeciwnie. Jestem przebojowa,inteligentną, pewną siebie i jestem naprawdę atrakcyjną dziewczyną, która zawsze miała powodzenie u mężczyzn. Wiem, jak działam na facetów i nie mam problemu ze zdobyciem żadnego, ale jeżeli chodzi o związki jest mi trudniej uwierzyć w to, że można mnie kochać. Mimo, że mój partner nie jest typem Bóg wie jak przystojnego modela, to jestem o niego strasznie zazdrosna. On mówi, że mnie kocha, że jestem idealna, jesteśmy ze sobą już naprawdę długo, niby mu wierzę.. ale strasznie się boję.

To jest mój pierwszy tak długi i udany związek i bardzo boję się go stracić. Mam naprawdę nieprzyjemne doświadczenia z moim poprzednimi partnerami, którzy mnie zdradzali, wykorzystywali seksualnie a potem wmawiali mi, że jest to moja wina. Obawiam się, że to zostało w mojej psychice, że oprócz mojej urody nie ma za co mnie kochać. To odbija się na naszym związku, bo zamiast miło spędzić czas, zaczynam płakać, że on mnie rzuci dla kogoś i często robię bezsensowne afery, za które potem jest mi strasznie głupio. Nie chce się tak czuć, chce być szczęśliwą i chce mu naprawdę zaufać. Co mam zrobić, żeby poradzić sobie z zazdrością?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jestem zbyt mało pewny siebie, jest coraz gorzej i okropnie mi jest z tym. Jak z tym walczyć?

Jestem uczniem drugiej klasy średniej. Jestem świadomy tego, że mam zaniżoną samoocenę, czytałem wiele poradników w tym temacie, ale w praktyce wychodzi całkiem co innego. Czuję się odsunięty od grupy kolegów w szkole, dokładniej trzymam się z nimi, ponieważ...

Jestem uczniem drugiej klasy średniej. Jestem świadomy tego, że mam zaniżoną samoocenę, czytałem wiele poradników w tym temacie, ale w praktyce wychodzi całkiem co innego.

Czuję się odsunięty od grupy kolegów w szkole, dokładniej trzymam się z nimi, ponieważ mam z nimi większość lekcji, ale nie mogę wkupić się w grupę, oni tacy rozgadani i szukają tylko pretekstu żeby kogoś obrazić, poniżyć co mi bardzo nie pasuje, kilkakrotnie myślałem o zmianie klasy, szkoły, ale zawsze rezygnowałem ze strachu przed nowymi ludźmi. Codziennie czuję się bardzo skrępowany wśród znajomych i innych obcych mi ludzi, chowam się, spuszczam wzrok. Kiedyś byłem bardzo aktywny, po szkole spotykałem się ze znajomymi przez ostatnie półtora roku wszystko obróciło się o 180 stopni.

Chciałbym realizować swoje marzenia i zainteresowania, ale boję się opinii innych, zrobiłem się tzw. szarą myszką co mi bardzo nie odpowiada, ponieważ byłem bardzo odważny i cieszyłem się kiedy ładna dziewczyna patrzyła się na mnie, teraz mnie to krępuje. Mam kompleksy z powodu oka, tzn. od urodzenia mam obniżoną powiekę i od dawna jest to moim problemem, przez ostatnio okres przykułem do tego większą uwagę. Nie wiem nic o takich zabiegach korekcji powieki i nie mam pojęcia co z tym można zrobić. Jestem też dużo niższą osobą do moich znajomych, co jest też mi często wytykane oraz moja niedowaga.

Ostatnio również zauważyłem, że często się stresuje z byle powodu i zamykam się w sobie, w czasie odpytywania stres bierze górę, mylę się i zostaje wyśmiewany. Chciałbym być silną jednostką z silnym charakterem, jak było to za czasów gimnazjum. Miałem zamiar skontaktować się z psychologiem, nawet szkolnym, ale to mnie jak na razie przerasta i wątpię, że to zrealizuję. Jestem zbyt mało pewny siebie, jest coraz gorzej i okropnie mi jest z tym. Proszę o poradę i z góry dziękuje.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mogę na siebie patrzeć, nie dostrzegam w sobie żadnej, nawet jednej pozytywnej cechy. Da się to zmienić?

Witam serdecznie, od już bardzo długiego czau borykam się z kilkoma problemami, z którymi już nie mam siły walczyć! Od miesięcy czuję się brzydka, mało atrakcyjna. Nie mogę po prostu na siebie patrzeć w lustro, nie dostrzegam w sobie żadnej,...

Witam serdecznie, od już bardzo długiego czau borykam się z kilkoma problemami, z którymi już nie mam siły walczyć! Od miesięcy czuję się brzydka, mało atrakcyjna. Nie mogę po prostu na siebie patrzeć w lustro, nie dostrzegam w sobie żadnej, nawet jednej pozytywnej cechy, wszystko chciałabym zmienić. Oprócz tego myślę o sobie, że jestem mało inteligentna, po prostu głupia. Wydaje mi się, że każdy jest ode mnie mądrzejszy i lepszy.   Jestem bardzo nerwowa, zawsze byłam, co utrudniało mi strasznie życie, ale teraz każda najdrobniejsza sytuacja doprowadza mnie do krzyku. Czuję wewnętrznie, że jak nie wyzwę wszystkich do okola mnie to eksploduję. Bardzo ciężko jest mi żyć z tym wszystkim, ponieważ chciałabym być tą samą osobą, którą byłam kilka lat temu - zawsze uśmiechniętą, pewną siebie i znającą swoją wartość. Teraz wiecznie krzyczę i kłócę się, jestem zmęczona i nie widzę w sobie żadnej pozytywnej cechy. Czy są na to jakieś leki? Co powinnam zrobić? Wstydzę się powiedzieć o tym komuś. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy jak pójdę na wizytę do psychiatry i powiem, że się okaleczam, to mogą mnie za to zamknąć w szpitalu?

Jestem obecnie diagnozowana psychiatrycznie. Biorę od 3 tygodni leki. Dostałam skierowanie na badanie neurologiczne i ten mnie skierował na TK głowy (sugestia organicznego uszkodzenia OUN), co powoduje zaburzenia osobowości. Dziś się pocięłam żyletką na łokciu tak mocno, że zrobiła...

Jestem obecnie diagnozowana psychiatrycznie. Biorę od 3 tygodni leki. Dostałam skierowanie na badanie neurologiczne i ten mnie skierował na TK głowy (sugestia organicznego uszkodzenia OUN), co powoduje zaburzenia osobowości. Dziś się pocięłam żyletką na łokciu tak mocno, że zrobiła się dziura i długo krwawiło (w końcu ustało), ale dziura mocna została. Okaleczam się już długo, ale nigdy takiej rany sobie nie zrobiłam jeszcze, a było to pod wpływem chwili... Czy jak pójdę na wizytę do psychiatry i powiem o tym to mogą mnie za to zamknąć, bo tak coś słyszałam?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Tnę się i nie chcę z tego wyjść. Co powinnam zrobić?

Witam, od paru lat mam problemy z autoagresją. W związku z tym (oraz z innymi problemami) przebywałam na oddziale psychiatrycznym. Niedługo po wyjściu ze szpitala znów zaczęłam się ciąć. Chodzę do psychologa i do psychiatry, ale dla mnie to bez...

Witam, od paru lat mam problemy z autoagresją. W związku z tym (oraz z innymi problemami) przebywałam na oddziale psychiatrycznym. Niedługo po wyjściu ze szpitala znów zaczęłam się ciąć. Chodzę do psychologa i do psychiatry, ale dla mnie to bez sensu, nic mi to nie daje. Moja mama z początku nic nie robiła, teraz ciągle mnie kontroluje i stawia warunki. Nie wiem, co mam zrobić, bo mam okropną ochotę się pociąć, nie chcę z tego wyjść i jestem zła na mamę, bo przez nią nie mogę się już samookaleczać. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Męczę się sam ze sobą. Czy jestem chory?

Mam 20 lat. Uczę się obecnie w seminarium. Mam ogromny problem. Od ponad pół roku mam jakby depresję. Polega ona na tym, że ciężko mi rozmawiać z ludźmi, unikam z nimi kontaktu, uciekam wzrokiem, jakbym się ich bał, czasami w... Mam 20 lat. Uczę się obecnie w seminarium. Mam ogromny problem. Od ponad pół roku mam jakby depresję. Polega ona na tym, że ciężko mi rozmawiać z ludźmi, unikam z nimi kontaktu, uciekam wzrokiem, jakbym się ich bał, czasami w ogóle się nie odzywam prawie przez cały dzień. Mam jakąś blokadę, boję się jakby ludzi, nic mnie nie cieszy, zatraciłem gdzieś cele i sens życia. Męczę się sam ze sobą. Lubię siedzieć samemu w pokoju i albo spać, albo siedzieć przy komputerze. Mam wiele zainteresowań, jestem zdolnym człowiekiem, ale coś jest nie tak. Nie mam problemów w rodzinie, mam dwójkę braci, których bardzo kocham. Rodzice zawsze mieli problemy finansowe, ale też zawsze sobie radzą. Czasami wydaje mi się że poszedłem do seminarium żeby rodzice nie mieli problemów finansowych. Teraz przejdę do moich problemów. Oo czasu 6 podstawówki nie było ze mną żadnych problemów. Gdy poszedłem do gimnazjum byłem bity i poniżany przez jednego z kolegów, co także wykorzystywali inni - ja nikomu tego nie powiedziałem. Męczyłem się przez 3 lata, miałem wiele psychicznych problemów, np. ciągle widziałem tego chłopaka, stałem się małomówny, dużo się uczyłem byłem typem raczej kujona, niby wszystko było ok, jednak to nie prawda. Okres liceum był jakby odreagowywaniem tych 3 lat - miałem dobrych kolegów, jednak już wtedy miałem zaniżoną samoocenę, ciężko mi było się dogadać. Już wtedy unikałem ludzi, raczej siedziałem sam w domu i mało co się spotykałem z niektórymi. Tak przeszły trzy lata i gdy miałem wybrać jakieś studia to chyba podświadomie wybrałem seminarium, chociaż wcześniej o nim nie myślałem. Jest to dla mnie jakby azyl, bo to raczej zamknięta strefa. Na początku było nawet ok, znalazłem kolegów, do czasu gdy się odwrócili ode mnie i zostawili dla innego kolegi - wtedy zacząłem tracić niejako grunt pod nogami. Mam oprócz nich jednego kolegę, który do tej pory mnie nie opuścił, jednak on chce się ze mną przyjaźnić trochę na siłę. Problem jest taki, że nie mam chęci do życia, celów, modlitwa mi już nie wychodzi, unikam ludzi, mam przypływy radości, ale bardzo krótkie, trwające jakieś kilka dni, a resztę czasu mam zły humor. Ktoś mi powiedział, że nie mam wypracowanej osobowości, bo rozmawiając z kimś dostosowuje się do niego. I to jest prawda - od zawsze tak robiłem, a teraz, gdy chcę to zmienić, to sam już nie wiem jaki jestem, przez co też tak cierpię. Bardo proszę o pomoc, bo nie wiem co mam robić. Raz już miałem myśli samobójcze, ale tylko dzięki modlitwie i temu, że mam rodzinę tego nie zrobiłem.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego jestem taka beznadziejna?

Witam, Mam 15 lat. Jestem sama, chociaż mam paczkę znajomych i jedną dobrą kumpelę, z którą siedzę w ławce, ale i tak codziennie boję się, że ona sobie pójdzie do innej, a ja zostanę sama jak palec i będę siedziała... Witam, Mam 15 lat. Jestem sama, chociaż mam paczkę znajomych i jedną dobrą kumpelę, z którą siedzę w ławce, ale i tak codziennie boję się, że ona sobie pójdzie do innej, a ja zostanę sama jak palec i będę siedziała sama, i że nikt mnie nie będzie lubił. Codziennie rano budzę się ze strachem. Nie jestem "popularna" w szkole - raczej należę do tych nieśmiałych. Nie umiem walczyć o swoje i jestem bardzo płaczliwa, byle obelga pod moim adresem kończy się łzami, ale oczywiście jak jestem sama. Krzywe zęby, krzywy kręgosłup, ale już się poprawia, bo jeżdżę do lekarza, chuda (taka przemiana materii), brzydka. Każda koleżanka miała już chłopaka tylko nie ja, bo przez mój wygląd i nudny charakter nikt na mnie nie chce nawet spojrzeć. Jednym słowem porażka. Nienawidzę samej siebie. Zawsze zadaję sobie pytanie: dlaczego jestem taka beznadziejna?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wiem, że nie zasłużyłam na miłość od rodziny, przyjaciół, nikogo. Nie daję sobie rady. Co robić?

Witam. Mam 16 lat i jestem z niewielkiej miejscowości. Moje problemy psychiczne zaczęły się jakieś półtora roku temu. Zawsze byłam cicha, nieśmiała i wstydliwa. Nie potrafiłam nawiązać bliższego kontaktu z ludźmi. Może zacznę od tego, że gdy byłam mała moim...

Witam. Mam 16 lat i jestem z niewielkiej miejscowości. Moje problemy psychiczne zaczęły się jakieś półtora roku temu. Zawsze byłam cicha, nieśmiała i wstydliwa. Nie potrafiłam nawiązać bliższego kontaktu z ludźmi.

Może zacznę od tego, że gdy byłam mała moim jedynym przyjacielem był dziadek, jednak gdy miałam 3-4 lata zmarł. Miałam wtedy dziecięcą depresję. Rwałam sobie włosy z głowy, miałam ataki paniki i strachu, nie pozwalałam nikomu wejść do mojego domu, nie pozwalałam jeść mojemu ojcu i sama nic nie chciałam jeść. Prawdopodobnie miałam też psychologa dziecięcego. Wracając jednak do teraz...

Mój ojciec jest alkoholikiem. Całymi dniami nie ma go w domu (pomimo iż ma małe dziecko, którym ja zajmuje się całymi dniami) gdy wraca pijany robi awantury, zdarza się że mnie uderzy, rozwala wtedy moje rzeczy i niszczy je. Jednak ból fizyczny jest niczym w porównaniu do bólu psychicznego, z którym się zmagam. Odkąd pamiętam mam zły kontakt z rodzicami. Nie potrafię się z nimi dogadać. Ojciec codziennie (nawet gdy jest trzeźwy) mówi jaka beznadziejna jestem, jaka brzydka jestem, często powtarza mi też, że żałuje, że w ogóle się urodziłam albo że istnieję. Na początku to znosiłam, jednak po dłuższym czasie moja psychika nie wytrzymała i uwierzyłam w to co mówi.

Teraz moja samoocena wynosi zero. Nie wierzę w siebie, nie potrafię z nikim porozmawiać. Boję się ludzi i boję się z nimi rozmawiać. Gdy jestem w śród nich (z domu wychodzę tylko do szkoły) potwornie się pocę z nerwów. W całe wakacje z domu wyszłam około 10 razy (przysięgam) i tylko z przymusu. Przez całe wakacje nie dostałam żadnego sms-a od kogoś znajomego, nikt też mi nie odpisywał, nikt nie chciał ze mną wyjść na dwór. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że jestem zupełnie sama. Nie mam ani rodziny ani przyjaciół. Nie radzę sobie z tym.

Teraz opiszę trochę moje stany od początku tego roku. Sylwestra spędziłam w domu z moim młodszym bratem, ponieważ ojciec kazał mi z nim zostać, aby móc zabalować. Kilkanaście dni później miałam swoją pierwszą próbę samobójczą. Już wcześniej planowałam ten dzień. Napisałam kilka wersji listu pożegnalnego, jednak wybrałam tę najkrótszą: " Przepraszam, że nie dałam się kochać. Pozdrowię dziadka". Z tego okresu i tego dnia nie pamiętam wcale. Dzień wcześniej opracowałam cały "plan" działania, jednak podczas próby straciłam zupełnie władanie nad sobą i nic z tego nie wyszło. Następnego dwa tygodnie po tej sytuacji były dla mnie straszne. Ból i rozczarowanie, że nadal żyję był nie do zniesienia.

Na początku lutego zaczęłam wychodzić na prostą. Znów się śmiałam, miałam pełno energii, nie bałam przeciwstawić się ojcu i matce. Zdarzyło mi się nawet wyjść na imprezę. Kiedy myślałam, że wreszcie wszystko zacznie się układać, już w połowie marca spontanicznie kupiłam żyletkę i pocięłam całe dłonie. Nie chciałam się wtedy zabić, chciałam się tylko ukarać za to żyję. Podobało mi się to jak krew spływała mi z rąk i brudziła pościel. Jednak gdy ból i krew ustała zaczęłam płakać, bo zrozumiałam co zrobiłam. Znów kolejne tygodnie były dla mnie smutne. Całymi dniami płakałam, nie mogłam skupić się na nauce, na normalnym życiu. Trwało to resztę marca i kwiecień.

W maju znów się pozbierałam ponieważ musiałam poprawić swoje oceny które zawaliłam przez moją psychikę. W czerwcu znów dopadł mnie smutek, prawie w ogóle nie chodziłam do szkoły, płakałam całymi dniami i trwało to całe wakacje, o których już wspomniałam i trwa do dnia dzisiejszego. Jedynie na początku września byłam potwornie podekscytowana nową szkołą, postanowiłam również napisać książkę, ale parę dni potem zrezygnowałam, tak samo z pomysłem na malowanie, zrobienie filmu.

Teraz znów całymi dniami płaczę. Gdy wracam do domu, zapłakana słysząc kolejne przykrości od ojca płaczę i patrzę w jedno miejsce. Wszystko kojarzy mi się ze śmiercią. Chcę znów spotkać dziadka. Wyglądając przez okno wyobrażam sobie jak z niego skaczę, krojąc chleb, o tym jak kroje siebie i tak bez przerwy... Zaczęłam interesować się narkotykami i znów planować "ten dzień", tym razem planując wszystko dokładnie - aby więcej nie przeżywać tego bólu rozczarowania. Moje oceny są złe, brzydzę się siebie.. nie potrafię spojrzeć w lustro myjąc zęby. Przestał obchodzić mnie ból wygląd zewnętrzny. Wierzę w swoją beznadziejność.

Wiem, że nie zasłużyłam na miłość od rodziny, przyjaciół, nikogo. Nie mogę porozmawiać z rodzicami ponieważ nigdy z nimi nie rozmawiam. Ludzie zaczynają mnie denerwować. Mam ataki paniki, potem przypływy szczęścia, adrenaliny a na końcu poczucie beznadziejności. Jestem agresywna psychicznie. Lubie przechodzić przez ulicę w ostatniej sekundzie, aby czuć, że chodź w połowie zostałam potrącona przez samochód, ale chwile później żałuje tego co zrobiłam. Jestem cały czas senna, płaczę, jem wszystko co mogę.

Nie mam o tym z kim porozmawiać. Już dawno zabiłabym się po raz kolejny, ale boje się, że znów mi się nie uda. Jest ze mną aż tak źle ?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mam bardzo niską samoocenę i jestem przewrażliwiony. Co robić?

Witam! Jestem mężczyzną, mam 21 lat. W skali Becka uzyskałem 21 punktów. Mój problem polega na tym, że mam ogromnie zaniżone poczucie własnej wartości. Bardzo często obwiniam siebie za swoje zachowania z przeszłości, bardzo mocno biorę do siebie krytykę i...

Witam! Jestem mężczyzną, mam 21 lat. W skali Becka uzyskałem 21 punktów. Mój problem polega na tym, że mam ogromnie zaniżone poczucie własnej wartości. Bardzo często obwiniam siebie za swoje zachowania z przeszłości, bardzo mocno biorę do siebie krytykę i obcych i czasami bliskich (choć wiem, że w przypadku obcych tak naprawdę nie powinienem, bo nie powinna ona mieć na mnie żadnego wpływu.).

Jestem ambitny i mam dość duże aspiracje, myślę bardzo pozytywnie o możliwości ich zrealizowania. Ogólnie jestem optymistą z zaniżonym poczuciem własnej wartości, patrzącym w przeszłość z uśmiechem nie licząc jednej sprawy, ale o tym później. Dodam jeszcze, że w młodym wieku byłem często krytykowany przez dziadka i tatę, od tak, w zwykłych sprawach. Nie była to krytyka połączona z agresja czy przemocą, ale taka zwykła, na spokojnie.

Mocno stresują mnie wystąpienie publiczne, niezależnie od osób, przed którymi miałbym to robić, w przypadku krytyki często nie wiem co odpowiedzieć, czerwienię się itd. Myślę, że jestem za bardzo wrażliwy. Często stresuje się w zwykłych, codziennych sytuacjach takich jak jazda autobusem, zakupy, spacer. Choć to zależy od mego nastroju. Czasem mam uczucie, że "mogę wszystko" a czasem dołek. Kiedy jestem w złym nastroju czuję się gorszy chyba od wszystkich. Wtedy często chcę pokazać, że nie jestem słabszy i wychodzą z tego głupie sytuacje.

Dość często wymyślam sobie przeszkody, np. nie odpowiadam na jakieś pytanie, bo przewiduje, że możne mnie ktoś skrytykować, albo nie idę w jakieś miejsce, bo znajdzie się tak ktoś kto mógłby coś źle o mnie powiedzieć, ośmieszyć i tak dalej. Myślę, że jestem za bardzo przewrażliwiony na punkcie swojej osoby i uważam, że czyjeś zdanie nie powinno wpływać na poczucie mojej własnej wartości. Choć czasami niestety wpływa. Moją reakcją na takie sytuacje jest często agresja słowna kiedy czuję się pewniej, a kiedy mniej pewnie to nie ma żadnej reakcji.

Kolejnym problemem, który dość mocno mnie dołuje i ciężko mi uwierzyć w jego pozytywne rozwiązanie są problemy z erekcją (bylem u urologa, wyniki mam dobre, wiec są to problemy na tle psychicznym). Dostawałem tabletki i niestety po ich odstawieniu problem znów się powtarza. Mam niedługo dostać nowe, ale ciężko mi myśleć pozytywnie w tej sprawie.

To chyba wszystko. Bardzo chciałbym sobie poradzić z tymi objawami sam, bez pomocy lekarza. Jest szansa? Może jakieś rady? Bo już po napisaniu tej wiadomości czuję się chyba lepiej, że w końcu powiedziałem to sobie i nie próbowałem wmawiać, że jest inaczej. Od razu mam uśmiech na twarzy :) Z góry dzięki za odpowiedź! Pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak rzucić cięcie się?

Jestem uzależniona, dziś się zorientowałam po tym jak ciężko było mi się nie pociąć, jak rzucić endorfiny? Jakiś program odwykowy? Stopniowo zmniejszać dawki, czy nagle zerwać z nałogiem. Jak subsydiować endorfiny? Poproszę wersję dla leniwych niejadków. Dziś się nie pocięłam,... Jestem uzależniona, dziś się zorientowałam po tym jak ciężko było mi się nie pociąć, jak rzucić endorfiny? Jakiś program odwykowy? Stopniowo zmniejszać dawki, czy nagle zerwać z nałogiem. Jak subsydiować endorfiny? Poproszę wersję dla leniwych niejadków. Dziś się nie pocięłam, wygrałam, ale jaką taktykę wybrać na przyszłość? Przejrzałam neta i nie znalazłam odpowiedzi. Leczę się psychiatrycznie od 5 lat moja diagnoza to F60.3. Dziękuję za odpowiedź.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mogę normalnie żyć. Od czego zacząć, by sobie pomóc?

Witam bardzo serdecznie. Jestem młodym, 19-letnim chłopakiem, od kilku dobrych lat męczę się z samym sobą, przejmuję się najmniejszymi rzeczami (na przykład ktoś mi coś dowali przy wszystkich czy poniży, albo coś głupiego zrobię).Nie wiem czemu tak jest, ponieważ jestem...

Witam bardzo serdecznie. Jestem młodym, 19-letnim chłopakiem, od kilku dobrych lat męczę się z samym sobą, przejmuję się najmniejszymi rzeczami (na przykład ktoś mi coś dowali przy wszystkich czy poniży, albo coś głupiego zrobię).Nie wiem czemu tak jest, ponieważ jestem lubiany myślę i w miarę możliwości towarzyski (lubię poznawać nowych ludzi, jakoś nie mam większego problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów - no może trochę z dziewczynami).O swoich problemach lubię rozmawiać z innymi - mam przyjaciółkę, przyjaciela i jeszcze kilka osób, którym mogę opisać moje problemy, lecz nie mówię, że podejrzewam u siebie depresję - wstydzę się po prostu, no co tu ukrywać.

To przejmowanie się to jeszcze jakoś przeżyje, chociaż ostatnio coraz ciężej, coraz więcej problemów (nie mam dla siebie czasu, szkoła, praca, problemy w domu - ogólnie życie w biegu), lecz przez to mam problemy z koncentracją, czasami odpływam, nie wiem gdzie jestem (nie ogarniam sytuacji, np. proste czynności ogarnąć czy coś...), lub mam ochotę danej chwili w danym miejscu położyć i się poddać, wydrzeć się, nawet rozpłakać.... Co do snu mam wrażenie, że od bardzo dawna się nie wyspałem, nie zależy od pory w jakiej się położę, czy śpię regularnie, dużo, mało - i tak jestem niewyspany. Ziewam całymi dniami, w szkole na ławce się kładę i idę spać.

Mam też problem w podejmowaniu decyzji, waham się w najprostszych sprawach, od np. na stacji paliw jakie sosy do hot-doga wziąć, przez podejmowanie decyzji w pracy, po życiowe decyzje. Mógłbym jakoś z tym żyć,  gdyby nie wpływało to na moje życie (przez moje myśli i przejmowanie się zostawiłem kochającą mnie dziewczynę, bo nie mogłem wytrzymać jak mieliśmy małe spory i problemiki), mam brak koncentracji w szkole i w pracy przez co nie mogę w 100% dać z siebie wszystkiego. Nie wiem co robić, szczerze to płakać mi się chce... boje się, że mi tak zostanie, że życie sobie zepsuję przez to.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nigdy nie miałem dziewczyny, boję się, że tak już zostanie. Co robić?

Witam! Mam 20 lat i nigdy nie miałem dziewczyny. Próbowałem z 3 koleżankami, wszystkie mnie olały. Nie do końca wiem dlaczego. Chciałem dodać, że jestem osobą nieśmiałą, o niskiej samoocenie. Teraz jak widzę, że podobam się dziewczynie, zaraz...

Witam! Mam 20 lat i nigdy nie miałem dziewczyny. Próbowałem z 3 koleżankami, wszystkie mnie olały. Nie do końca wiem dlaczego. Chciałem dodać, że jestem osobą nieśmiałą, o niskiej samoocenie. Teraz jak widzę, że podobam się dziewczynie, zaraz zaczynam myśleć, że to nie na mnie się patrzy tylko gdzieś obok, albo patrzy się dlatego, że mam coś na twarzy (wiem śmieszne:P). W ogóle jakoś tak ciężko mi sobie wyobrazić, że mógłbym się spodobać jakiejś dziewczynie. A jak sobie przypominam jak się starałem o tamte wcześniejsze to już w ogóle odechciewa mi się kontaktu z dziewczynami. No ale mimo tego wszystkiego chciałbym w końcu zobaczyć jak to jest być zakochany z wzajemnością.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Izabela Gieryszewska
Mgr Izabela Gieryszewska

Jak podnieść poczucie wartości u mężczyzny?

Witam, jestem w związku z cudownym mężczyzną. Pierwszy raz czuję się tak szczęśliwa, gdyż z nikim nie czułam takiego porozumienia jak z nim. Jest jednak jeden problem, który, boję się, to szczęście może zniszczyć. Należę do osób o bardzo pozytywnym...

Witam, jestem w związku z cudownym mężczyzną. Pierwszy raz czuję się tak szczęśliwa, gdyż z nikim nie czułam takiego porozumienia jak z nim. Jest jednak jeden problem, który, boję się, to szczęście może zniszczyć.

Należę do osób o bardzo pozytywnym myśleniu, takich których wszędzie jest pełno, potrafiących cieszyć się drobnostkami, zaś sprawami błahymi starają się nie przejmować. Staram się czerpać z życia wszystko co w nim najlepsze. Mój partner niestety przy pierwszym lepszym małym swoim niepowodzeniu, czy rzeczy, która dzieje się nie po jego myśli staje się ogromnym pesymistą. Twierdzi że do niczego się nie nadaje, nic nie potrafi. Wszystko widzi w ciemnych kolorach. Ma bardzo niską samoocenę, przejmuje się drobnostkami i co najgorsze - przywiązuje do nich większą wagę niż do rzeczy naprawdę istotnych.

Uwielbia on ład i porządek, potrafi spędzić cały dzień nad jakąś rzeczą, dopóki nie uzna, że jest dobrze. Zatraca tym samym wszystko inne co w życiu jest istotne. Jego zachowanie w momencie, gdy uważa, że coś się mu nie udało doprowadza mnie do łez. Bo jak można marnować życie, pozytywną energię dla rzeczy naprawdę nieistotnej? Ciągle mu powtarzam, że w życiu najważniejsza jest miłość, zdrowie, bliscy, że cała reszta nie ma znaczenia. Jemu tymczasem fakt, że nie udało się poprawnie skręcić mebli, że kupił złą rzecz przysłania wszystko. Potrafi popłakać się jak dziecko nawet, gdy coś go przerasta. Mówi, że to wina jego dzieciństwa, że ciągle rodzice go krytykowali, twierdzili, że nic nie potrafi zrobić dobrze, że w takim przekonaniu został wychowany.

Staram się jak tylko mogę zmienić jego nastawienie do życia i tego kim jest, cała sobą, swoim entuzjazmem, radością życia, proszę go by tylko, aby dał sobie pomoc - on jednak twierdzi, że to nic nie da, od razu z góry spisuje wszystko na straty. Mamy póki co po 23 lata, planujemy wspólna przyszłość, jednak boję się, że gdy przyjdą w życiu naprawdę poważne problemy, np. jak utrata pracy to nie będzie w stanie sobie z tym poradzić. Mam silną psychikę, zniosę wiele, jednak nie wiem czy uniosę dany ciężar za nas dwoje. To mężczyzna bardziej powinien stanowić oparcie dla kobiety, gdy się coś wali i pali, tym czasem to ja zagryzam zęby i podtrzymuje na duchu, mówię, że wszystko będzie dobrze, że poradzimy sobie.

Jak mogę mu pomoc, jak można tak głęboko zakorzenione przekonanie wyplenić z męskiej psychiki? Okazywać aprobatę i uznanie? Już to robię, ale przecież to za mało.... Co zrobić, aby odzyskał poczucie własnej wartości, a raczej je zrodzić, gdyż podejrzewam, że nigdy nie miało szansy rozwoju? Jak sprawić, aby przestał przywiązywać wagę do drobnostek, był mniej pedantyczny i zaczął cieszyć się życiem?

Rozmawiam z nim nie raz godzinami na te tematy, wiem jak ważna jest rozmowa, jednak przy pierwszym mniejszym niepowodzeniu wszystko zaczyna się od nowa.Wszelkie spotkania z psychologiem, grupy terapeutyczne nie wchodzą w grę - wiem, że tylko ja jestem w stanie mu pomoc, już z jedną rzeczą mi się udało. Miał tendencję do kłamstw, wymyślania niestworzonych historii, wszystko po to, by skupić na sobie moja uwagę, abym się nim przejmowała, martwiła. To już mamy na szczęście za sobą, jednak też było wynikiem poczucia tego, że nikomu na nim nie zależny, ze nikt się nim nie interesuje - znów dzieciństwo, znów poczucie niskiej wartości. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie widzę dla siebie przyszłości. Jak nauczyć się żyć?

Mam beznadziejną pamięć, a więc za wiele nie opowiem. Przez całą podstawówkę moje życie było koszmarem. Tyle pamiętam. Zawsze siedziałam sama, byłam zadręczana przez niektórych rówieśników i kilka osób od mnie starszych. Czułam się strasznie samotna. W ostatnich latach, gdy...

Mam beznadziejną pamięć, a więc za wiele nie opowiem. Przez całą podstawówkę moje życie było koszmarem. Tyle pamiętam. Zawsze siedziałam sama, byłam zadręczana przez niektórych rówieśników i kilka osób od mnie starszych. Czułam się strasznie samotna. W ostatnich latach, gdy urosłam, zdarzało się, że nie radziłam sobie nawet z dogryzaniem od osób młodszych. Byłam bez energii, nic mi się nie chciało, poważna, rodzina mówiła o mnie "stara maleńka", co mi aż tak bardzo nie przeszkadzało, w porównaniu z innymi sprawami. Tak postrzegam tamte lata, pamiętam, że w 4/5 klasie płakałam i rozmyślałam o samobójstwie, że mi kiedyś splunięto w twarz, że siedziałam sama w kącie, że dni mijały niezauważone. Gdy to piszę, płaczę. Podstawówkę skończyłam, mam 13 lat i wszystkie objawy poważnej depresji. Byłam dwa razy u dwóch psychologów, jedna pani przekierowała mnie do drugiej, a tamta nic u mnie nie stwierdziła, bo miałam troszkę lepszy dzień, uleciało mi z głowy wszystko, co zamierzałam jej powiedzieć. Ja nie wytrzymuję, pokładałam gasnącą nadzieję w psychologu, który nic mi nie pomógł. Nie usłyszałam nic, czego nie wiedziałabym i ja. Pisząc to zanoszę się łzami. Wiem, że mam zalety, i te zalety znam, ale to i tak niczego nie zmienia. Nie potrafię się pozbyć tego bólu i rozsadzającej rozpaczy. Nie wiem, co robić. Teraz, w gimnazjum jest lepiej, są ludzie, którzy mnie lubią i których lubię. Tyle, że czuję się tak obco. Nikt nie lubi tego, co lubię ja, co chwilę słyszę za plecami sympatyczne "ona jest dziwna". Zdarza mi się przestać tak czuć, być sobą i na krótko szczęśliwą, ale nie mogę wziąć się w garść. Nie wiem, czym to jest spowodowane, tamto wcześniejsze to tylko moje przypuszczenia. Nie wiem nic. Samej siebie nie rozumiem. Postrzegam się za jedną, wielką hipokryzję. Nie wiem, co robić. Boję się. Nie widzę dla siebie przyszłości.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak radzić sobie z nadmierną nieśmiałością? A może to już fobia?

Witam. Mam problem. Ze sobą. Boję się i odczuwam lęk w codziennych sytuacjach, które powinny być czymś normalnym. Ze stresem wiąże się dla mnie nawet zwykła rozmowa przez telefon czy załatwienie jakiejś sprawy. Ponadto mam problem z wyrażaniem własnych myśli,...

Witam. Mam problem. Ze sobą. Boję się i odczuwam lęk w codziennych sytuacjach, które powinny być czymś normalnym. Ze stresem wiąże się dla mnie nawet zwykła rozmowa przez telefon czy załatwienie jakiejś sprawy. Ponadto mam problem z wyrażaniem własnych myśli, odczuć - jestem zamknięta w sobie i z trudem przychodzi mi normalna rozmowa i kontakt z ludźmi. Wiąże się to pewnie z moją niską samooceną i kompleksami, a trwa praktycznie od zawsze. W związku z tym jestem przybita - bo samotna, ze świadomością, że przegrywam swoje życie. Co robić? Ostatnio myślałam nawet nad wizytą u psychologa, ale nie wiem czy odważę się zrobić ten pierwszy krok i po prostu umówić się na wizytę...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty