Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Zazdrość, zdrada czy tęsknota?

Dzień dobry, Zwracam się do państwa o pomoc, bo nie wiem jak sobie z tym poradzić. Może zacznę od siebie: mam na imię Adam i mam 30 lat, jestem 7 lat po ślubie i mam 2 dzieci. Ja ogólnie jestem...

Dzień dobry, Zwracam się do państwa o pomoc, bo nie wiem jak sobie z tym poradzić. Może zacznę od siebie: mam na imię Adam i mam 30 lat, jestem 7 lat po ślubie i mam 2 dzieci. Ja ogólnie jestem osoba spokojną i ustępliwa, nie lubię kłótni. Nawet można powiedzieć, że nie jestem zbytnio towarzyski, bo jak spotykam się ze znajomymi (zbyt wielu ich nie mam), to raczej nic nie mówię, po prostu mam pustkę w głowie. Obecnie jestem za granicą. Na początku byłem razem z żoną i dziećmi, ale 4 miesiące temu żona wraz z dziećmi wróciła do Polski i było wszystko w porządku, dopóki nie zaczął się ten koszmar. Około 3 tygodni temu zacząłem być zazdrosny o żonę bez powodu, zacząłem kontrolować jej pocztę na Naszej Klasie i Facebook, bo tylko tam mam wgląd. A do tego moja wyobraźnia - jak mi nie odpisywała to już myślałem, że z kimś sypia lub pisze przez internet, ale wiem, że moja żona by tego nie zrobiła, nie zdradziłaby mnie. Więc postanowiłem poszukać coś na temat tej zazdrości i dowiedziałem się, że jest to zazdrość chorobliwa. Objawy się zgadzały - kontrola, pobudzona wyobraźnia i do tego wybuchowość, lecz w moim przypadku nie jestem wybuchowy, nie robię awantur po rostu duszę to w sobie. Z forum dowiedziałem się, że to brak pewności siebie i ze muszę się w jakiś sposób dowartościować. W naszym małżeństwie jest tak, że ostatnie słowo ma zawsze moja żona, wnioskuje z tego, że nie liczy się z moim zdaniem. Ostatnio byłem u fryzjera, bo chciałem obciąć włosy, a moja żona powiedziała, żebym się obciął na irokeza - powiedziałem ok, niema sprawy obciąłem, ale jak ja jej mówię: „nie farbuj włosów” to mnie nie słucha (czyli nie liczy się z moim zdaniem). Zacząłem rozmawiać z żoną na ten temat i za 2 tygodnie jadę na święta do domu wiec będziemy nad tym dowartościowaniem pracować. Będąc u fryzjera fryzjerka zapytała mnie się, jak będę się czesał, ale jak zawsze pustka w głowie i nie wiedziałem, tak samo jest i z zakupami - jak mam sobie kupić jakieś spodnie lub bluzę albo buty to po prostu nie wiem jakie wybrać. Czy ja jestem człowiekiem, który nie ma własnego stylu czy po prostu nie umiem zdecydować? Ale będąc za granicą pracowałem na stanowisku kierownika, chociaż jestem po szkole zawodowej, a praca na tym stanowisku wymaga podejmowania rożnych decyzji, a także nie miałem problemu z rozmową z innymi ludźmi - dlaczego więc w domu nie mogę być stanowczy i podejmować decyzji, a wśród przyjaciół jestem nieśmiały? Obawy mam takie, że jak będę z żoną rozmawiał na ten temat to się boję, że mnie zostawi, bo się okaże, że jestem słaby psychicznie - ogólnie rzecz biorąc wszystko robię dla niej: włosy obciąłem na irokeza dla niej żebym się jej spodobał, chociaż ta fryzura mi się nie podoba, ale robię to dla niej, bo ją kocham, ale też ze względu na strach przed stratą jej i dzieci. Może opisuje ją jako jakiegoś potwora, ale ona jest osoba miłą, kochającą, a do tego samowystarczalną - sama potrafi wszystko zrobić, ma dużo przyjaciół co ani jeden na nią złego słowa nie powie. Zdaję sobie z tego sprawę, że problem leży po mojej stronie, ale także po jej, bo przejmuje moją role w domu, lecz przez ostatni tydzień czasu próbowałem wyciągnąć jakieś wnioski z tego co się ze mną stało. Na pewno brak mi pewności siebie i muszę się jakoś dowartościować. Jak czytałem artykuł o zazdrości chorobliwej to tam pisali, że powinienem pójść do fryzjera, kupić jakieś ubranie. U fryzjera byłem, bo i tak miałem iść, a dzisiaj poszedłem sobie kupić dwie bluzy, no ale co z tego jak ja nie umiem wybrać i wszystko mi się nie podoba? Proszę o radę, w jaki sposób można mi pomóc? W jaki sposób mogę się dowartościować i nabrać pewności siebie? Z poważaniem, Adam J.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy są jakieś metody zarządzania emocjami?

Przepraszam, że piszę tutaj, ale szukam pomocy i nie wiem do kogo mam się zwrócić. Wertowałam już internet a nawet książki, ale tam zwykle nie pisze nic konkretnego lub nic co mogłabym wykorzystać w praktyce. Mam 18 lat, wielu przyjaciół,...

Przepraszam, że piszę tutaj, ale szukam pomocy i nie wiem do kogo mam się zwrócić. Wertowałam już internet a nawet książki, ale tam zwykle nie pisze nic konkretnego lub nic co mogłabym wykorzystać w praktyce. Mam 18 lat, wielu przyjaciół, kochającą rodzinę, powodzenie u chłopców, chodzę do dobrej szkoły, mam hobby, wszystko układa się po mojej myśli, a mimo to nie umiem się tym cieszyć. Chociaż wiem, że otacza mnie oddane grono znajomych, cały czas czuję jakby oni tak naprawdę mnie nie lubili. Wystarczy, że ktoś dwa dni się nie odezwie (bo np. nie miał czasu, telefonu, itd.), a już od razu wydaje mi się, że mnie znienawidził i już nie będzie chciał się ze mną zadawać. Obsesyjnie rozmyślam o tym jak mnie postrzegają inni, czy aby na pewno jestem akceptowana (tak jakbym bała się zostać sama - może dlatego, że w podstawówce byłam "tępiona" za dobre oceny). Pisząc "obsesyjnie" mam na myśli, że to utrudnia normalne funkcjonowanie, np. źle sypiam. Zupełnie tak jakbym czuła w głębi duszy, że jestem nie dość "fajna" i nie zasługuję na nic pozytywnego. Mam w głowie jakiś wstrętny głosik, który cały czas mnie krytykuje - cokolwiek nie zrobię, nigdy nie jest wystarczająco dobre. Jestem z natury otwarta i wesoła, staram się jakoś z tym walczyć, dlatego jestem postrzegana jako osoba pewna siebie i raczej bez kompleksów, ale to tylko pozory. Przez to jestem także chorobliwie zazdrosna. Każdy kto jest w czymś lepszy ode mnie od razu wywołuje u mnie poczucie poniżenia. Najchętniej zabroniłabym wszystkim swoim bliskim rozmawiać z kimkolwiek oprócz siebie, bo martwię się, że pokochają lub polubią kogoś bardziej i "pójdę w odstawkę". Na tej samej zasadzie funkcjonuje życie rodzinne - mam dwie siostry, z którymi cały czas rywalizuję, chociaż wiem, że nie powinnam (kolejny powód do samokrytyki). A teraz moje pytanie, bardzo konkretne: ja wiem, że takie podejście (ten "głosik" krytyka) przeszkadza mi i prawie nigdy nie ma racji. Chcę się go pozbyć i zacząć normalnie cieszyć się życiem. Czy jest coś co mogę zrobić? Jakieś metody zarządzania emocjami? Może to się jakoś nazywa i można to leczyć? Jak mogę sama sobie pomóc? A może każdy tak ma i muszę z tym żyć? Teraz gdy to czytam to brzmi absurdalnie, ale naprawdę tak czuję. Proszę o pomoc, bo chcę się zmienić.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy nadaję się na modelkę?

Mam 12 lat, ważę 48 kg, mam 161 cm wzrostu, w biodrach mam 88 cm, w talii 68 cm.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Mazowska
Mgr Katarzyna Mazowska

Cały czas żyję problemami rodziców - jak wybrnąć z tej sytuacji?

Jak wybrnąć z depresji w wieku 29 lat? Próbuję znaleźć pracę, w które uda mi się wytrzymać dłużej niż 2 miesiące. Mieszkam w z rodziną, Ojcem, Matką i bratem 12-letnim, widziałem jak ojciec pije, matka szuka sobie innego faceta w...

Jak wybrnąć z depresji w wieku 29 lat? Próbuję znaleźć pracę, w które uda mi się wytrzymać dłużej niż 2 miesiące. Mieszkam w z rodziną, Ojcem, Matką i bratem 12-letnim, widziałem jak ojciec pije, matka szuka sobie innego faceta w internecie na oczach całej rodziny, kłótnie pomiędzy nimi, musiałem wybierać po czyjej stronie mam być, wcześniej popadałem w różne problemy, konflikty z innymi osobami, teraz jest jeszcze gorzej, bo puszczają mi nerwy, szybko się denerwuje, drobne rzeczy jak przebywanie w większej grupie denerwuje mnie, w 98 roku odkąd zacząłem chodzić do szkoły zawodowej straciłem pewność siebie przez docinki osób z tego otoczenia na mój temat. Nie wiem jak dalej sobie z tym radzić, cały czas żyję problemami rodziców, od Matki i Ojca usłyszałem dużo słów na swój temat i to zaniżyło moją samoocenę. Byłem dwa razy u terapeuty, ale wizyty mi wcale nie pomogły i miałem dziwne wrażenie, że osoba, z którą rozmawiam wcale mnie nie słucha, albo mnie nie rozumie.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Rozwalam swoje życie. Czy jestem w stanie się zmienić?

Mam 19 i jestem teraz na pierwszym roku studiów - niestety nie tych, o których marzyłam. Obiecałam sobie, że będzie to rok wielkich zmian w moim życiu. Mam problemy z akceptacją samej siebie i innych ludzi oraz z asertywnością -...

Mam 19 i jestem teraz na pierwszym roku studiów - niestety nie tych, o których marzyłam. Obiecałam sobie, że będzie to rok wielkich zmian w moim życiu. Mam problemy z akceptacją samej siebie i innych ludzi oraz z asertywnością - w domu potrafię dominować, za wszelką cenę stawiać na swoim, poza domem często sprawiam wrażenie osoby, która przeprasza za to, że żyje.

Zwykle wobec obcych osób jestem nieszczerze uprzejma, choć tak naprawdę ludzie łatwo doprowadzają mnie do irytacji. Poza tym nieraz tracę całe dni wyobrażając siebie jako kogoś innego, super bohaterkę. Zawalam przez to wiele spraw, które tak na prawdę nie wymagają o de mnie większego wysiłku. Widzę, że wycofuję się z moich realnych celów, i jak to mnie ogranicza. Obowiązkowo każdego wieczoru dopada mnie dół i zaczynam krzyczeć na rodzinę zatruwając im życie. Czytałam już wiele mądrych książek i poradników jednak pomogły mi tylko na krótką metę, dlatego pytanie: czy jest jakaś szansa, że się zmienię, czy nie?

Moje problemy trwają już od paru dobrych lat, boję się, że zostanę takim człowiekiem do końca życia, albo popadnę w jeszcze większy marazm i jeszcze większe poczucie winy. Nie przypominam sobie aby w moim życiu przytrafiła się jakaś wielka tragedia (tylko przykrości, przez które chyba każdy musi przejść) i dobrze wiem, że te rozterki przy ludziach chorych na depresję lub schizofrenię brzmią idiotycznie. Dlatego nie chcę się wygłupiać z wizytą u psychologa. Z drugiej strony widzę, że te problemy mogą przeszkodzić mi w dostaniu się w końcu na wymarzone studia i na zrobieniu kariery przez moje rozkojarzenie i przesuwanie wszystkiego na św. nigdy.

Boję się, że zmarnuję moje 5 min., a moje życie będzie wyglądać w przyszłości bardzo nieciekawie - jak co u niektórych w mojej rodzinie "zdolnych, ale leniwych", którzy ustępując wszystkim z drogi, toną teraz w długach. Chciałam się więc zapytać, czy z mojej sytuacji, dosyć trudnej chyba do zdefiniowania, jest jakieś wyjście? Czy jestem w ogóle zdolna do zmian, czy raczej powinnam się poddać? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Mam wiele potrzeb i pustkę, których nie zaspokoję, bo są nierealne. Mam złe myślenie?

Witam! Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Od dłuższego czasu wydaje mi się, że popadłem w depresję, która często się powtarza. Mam straszne zmiany nastroju. Raz jestem szczęśliwy, potem mam straszną depresję, potem znowu normalny nastrój i tak w kółko....

Witam! Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Od dłuższego czasu wydaje mi się, że popadłem w depresję, która często się powtarza. Mam straszne zmiany nastroju. Raz jestem szczęśliwy, potem mam straszną depresję, potem znowu normalny nastrój i tak w kółko. Głównym powodem mojej depresji jest porównywanie się do innych ludzi. Uważam, że inni ludzie są spełnieni, że osiągnęli coś w życiu, są szczęśliwi, mają drugą połówkę, są pożądani, potrzebni, mają powodzenie u innych, powodzi im się, że oni nie wiedzą co to problemy, mają o niebo lepsze ciało, są ładniejsi, posiadają talent. Szczerze mówiąc to przez to wszystko w jakimś stopniu im zazdroszczę udanego życia. Uważam, że mnie nic dobrego w życiu nie spotka. Mam niską samoocenę, mało wiary w siebie, jestem niezdecydowanym człowiekiem, nie jestem niczego pewien. W jakimkolwiek związku się nie widzę, też uważam, że nikt by mnie nie chciał i że się nie nadaję do niczego. Najważniejszym problemem jest to, że mam wielką potrzebę poznania wszystkich ludzi na świecie, bo jest na prawdę tyle wspaniałych ludzi, których się nie zna i nie pozna. Można byłoby z nimi przeżyć mnóstwo przygód, dobrze spędzić czas itp. Oczywiście nie wszyscy są tacy i też jest zasada, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Wiadomo - życie to nie film i nie bajka, ale chęć takiego życia jest mocniejsza. Patrząc też na popularne osoby publiczne/gwiazdy, o których się mówi, można stwierdzić, że odnieśli wielki sukces na skalę światową. Oczywiście nic za darmo, tylko ja nie mam niestety takiego samozaparcia, aby do czegoś dążyć. Czuję, że potrzebuję co raz to czegoś nowego, aby korzystać z życia i czuć, że żyję. Przeszkodą do realizacji tego jest również sytuacja finansowa. Chciałbym być w końcu niezależny, ale trudno to osiągnąć. Mam wiele potrzeb i pustkę, których nie zaspokoję, bo są nierealne.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niska samoocena i strach - jak sobie poradzić?

Dzień dobry! Mam 16 lat nie dawno poszłam do nowej szkoły. Bardzo się tego bałam, na szczęście spotkałam tam wielu bardzo fajnych ludzi. Pierwsze dni były okropne, bolał mnie brzuch i nie mogłam nic jeść, ale z biegiem czasu...

Dzień dobry! Mam 16 lat nie dawno poszłam do nowej szkoły. Bardzo się tego bałam, na szczęście spotkałam tam wielu bardzo fajnych ludzi. Pierwsze dni były okropne, bolał mnie brzuch i nie mogłam nic jeść, ale z biegiem czasu to się poprawiało. Ogólnie jestem bardzo emocjonalną osobą, kiedy się czegoś boję lub zdenerwuję, a nawet gdy bardzo się z czegoś cieszę, strasznie trzęsą mi się ręce i nogi, jednym słowem zamieniam się w wielką galaretę. Czasami dochodzi do tego ból brzucha. Bardzo nie lubię występować publicznie, czytanie referatów na forum klasy - wydaje mi się po prostu straszne, bo nawet jeśli czytam coś krótkiego to się jąkam, trzęsę i co najgorsze brak mi powietrza. Pracuję nad tym, ale na razie nie widzę zbyt wielkich rezultatów. Po drugie bardzo często miewam "dołki", mam wielkie huśtawki nastrojów, raz czuję się beznadziejna i nic mi się nie chce, za chwilę mogę się śmiać i jestem pełna życia. Niestety ten drugi stan jest bardzo rzadki:(. Często czuję się taka "pusta", bezwartościowa i gorsza od innych. Chciałabym żeby mnie wszyscy lubili, lecz jestem nie śmiała i często myślę gorączkowo o czym mogłabym powiedzieć, lecz nic mi nie przychodzi do głowy. Chciałabym być wesoła i spontaniczna jak inne dziewczyny, lecz ciągle pozostaję szarą myszką. Nigdy nie miałam chłopaka, a chciałabym go mieć, lecz brak mi wiary w siebie. Czuję się źle, bo większość moich koleżanek już z kimś była. Czasami mam ochotę zrobić coś szalonego, pokazać wszystkim, że jest mi źle i jaka jestem na prawdę, porzucić wszystkie zmartwienia i nieśmiałość, lecz brak mi odwagi... Najgorsze jest to poczucie niższości. Wiem, że moje starsze siostry też mają takie uczucie, i mama (która prawdopodobnie jest DDA) ma tak samo. Proszę o odpowiedź jak można by sobie z tym poradzić.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak pozbyć się nieśmiałości i kompleksów?

Witam, Mam 16 lat i pewien problem. Jestem bardzo nieśmiała i małomówna, nie zadowolona ze swojego wyglądu, zamknięta w sobie i nie potrafię jak inni z łatwością nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi. W tym roku poszłam do technikum. Sama strasznie...

Witam, Mam 16 lat i pewien problem. Jestem bardzo nieśmiała i małomówna, nie zadowolona ze swojego wyglądu, zamknięta w sobie i nie potrafię jak inni z łatwością nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi. W tym roku poszłam do technikum. Sama strasznie się bałam iść, więc namówiłam koleżankę z klasy by wybrała tę szkolę co ja, bo i tak interesował ją ten sam kierunek. No i udało się, trafiłyśmy razem do klasy. Już minął pierwszy semestr i klasa trochę się ze sobą zżyła, ta moja koleżanka jest bardzo lubiana w obecnej klasie, z wszystkimi potrafi pogadać - w przeciwieństwie do mnie. Nie potrafię jakoś zagadać, często po wymienieniu paru zdań następuje niezręczna grobowa cisza. Chciałabym być bardziej otwarta. Jeśli chodzi o kontakty z chłopakami to jest najgorzej. Unikam sytuacji gdzie miałabym być jedyną dziewczyną w otoczeniu chłopaków. Nie potrafię w towarzystwie się wygłupiać ani żartować. Wstydzę się nawet mówić "dzień dobry" nauczycielom. Nie lubię występować przed klasą, ani chodzić do tablicy, ponieważ wtedy jestem tak jakby w centrum uwagi i wszyscy na mnie patrzą. Stresuje mnie to, myślę, że głównie z tego powodu iż jestem niezadowolona ze swojego wyglądu. Nie miałam nigdy chłopaka ani takiej prawdziwej w 100% przyjaciółki. Była taka najlepsza koleżanka z ławki, ale skończyło się gimnazjum to nasz kontakt prawie zanikł. Przez to, że jestem taka zamknięta w sobie nie mam znajomych, z którymi mogłabym się wybrać na sylwestra czy chociażby na łyżwy. Myślę, że to, że nie potrafię okazywać uczuć jest przez mojego tatę. Szczerze to go nie lubię, choć wiem, że nie powinnam tak mówić. On utrzymuje naszą rodzinę i myśli, że pieniędzmi wszystko załatwi. Nigdy nie powiedział do mnie i do mojej siostry, że nas kocha, nie wie co lubimy, czasem pyta jak było w szkole, ale nawet nie wie do jakiej klasy chodzimy. Miał on trudne dzieciństwo - jego rodzice ciągle się kłócili, nie okazywali mu uczuć. Gdy wracał ze szkoły musiał pracować w polu, bo mieszkał na wsi. Teraz nawet jak czasem odwiedzę, dziadków to oni nie są normalni, nie umieją rozmawiać tylko się do siebie wydzierają, wszystkich dookoła obgadują i wyśmiewają. Czuje się tam jak w jakimś wariatkowie. A mój tata reprezentuje cząstkę tego świata. Inaczej jest z mamą, Mama to moja najlepsza przyjaciółka. Na dużo mi pozwala, ale nie wykorzystuje tego, bo wiem gdzie są granice. Mam problem z nieśmiałością i nie jestem w stanie się przełamać by iść do psychologa, tym bardziej, że mieszkam w małym miasteczku, gdzie takiego specjalisty nie ma. Musiałabym jechać do większego miasta, które leży 40 min drogi dalej, ale późno kończę lekcje, więc wieczorem bałabym się w obcym mieście, a z mamą nie pojadę, bo ona nie wie, że mam taki problem. Wiem, że ona widzi, że jestem taka nieśmiała i obwinia za to siebie, że była zawsze nadopiekuńcza, ale nigdy nie rozmawiałyśmy o tym wprost i mama nie wie, że jest to dla mnie problemem. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Dlaczego zawsze jestem na "nie"?

Mam 20 lat, studiuję na pierwszym roku i od samego początku założyłam, ze nie skończę tych studiów ani żadnych innych. Że nie nadaję się, by studiować cokolwiek. Ciągle myślę o tym, że nie zaliczę żadnego egzaminu, nawet gdy się uczę...

Mam 20 lat, studiuję na pierwszym roku i od samego początku założyłam, ze nie skończę tych studiów ani żadnych innych. Że nie nadaję się, by studiować cokolwiek. Ciągle myślę o tym, że nie zaliczę żadnego egzaminu, nawet gdy się uczę nic to nie daje. Pracy też boję się podjąć - uważam, że do każdej się nie nadaję. Gdy zapisałam się na prawo jazdy od razu założyłam, że go nie zdam. Męczy mnie to wszystko psychicznie, ciągle myślę "a co będzie jak zrobię tak, a nie inaczej". Nie mam ochoty wychodzić z rówieśnikami. Nic mnie nie cieszy, żyję z dnia na dzień, mam ochotę tylko się żalić.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nie umiem korzystać z życia - gdzie leży problem?

Witam, jestem 19-letnim licealistą. Od dłuższego czasu (praktycznie odkąd pamiętam, z kilkoma przerwami) mam obniżoną samoocenę. Czuję się gorszy od swoich rówieśników, zarówno pod względem wyglądu zewnętrznego, jak i usposobienia. Boję się krytyki i wyśmiania. Mam wzmożony apetyt, od września...

Witam, jestem 19-letnim licealistą. Od dłuższego czasu (praktycznie odkąd pamiętam, z kilkoma przerwami) mam obniżoną samoocenę. Czuję się gorszy od swoich rówieśników, zarówno pod względem wyglądu zewnętrznego, jak i usposobienia. Boję się krytyki i wyśmiania. Mam wzmożony apetyt, od września przytyłem 7 kilogramów, ale nie dotyczy mnie otyłość. Nie czuję się wyspany, nawet teraz, w przerwie świątecznej, kiedy mogę spać ile chcę, budzę się koło 8-9, podczas gdy nigdy nie miałem problemu, żeby spać do 11-12. Tracę kontakt ze znajomymi, sam nie wiem dlaczego. Czuje, że tracę najlepsze lata mojego życia. Rzadko mam ochotę wyjść z domu, kiedy jednak już spotkam się z osobami, których lubię towarzystwo, czuję się dobrze, śmieję się. Czuję, że mogę dokonać wszystkiego. Kiedy jednak na nowo zostaje sam, wszystko wraca. Czuje się beznadziejny. Dodatkowo nic mi się nie chcę, mimo iż jestem ambitny. Kompletnie nie odczuwam presji przygotowań do matury. Zaniedbuje to, na czym mi kiedyś zależało i było moim najwyższym celem. Nie czuje wcale motywacji, mimo że zdaje sobie sprawę z konsekwencji odpuszczenia sobie wszystkiego, właśnie w klasie maturalnej. Powtarzam sobie, że jeszcze mam czas i ze wszystkim zdążę, a jak nie to też nie koniec świata. Boję się podejmowania nowych wyzwań. Obawiam się przyszłości, że nie osiągnę zamierzonych celów, że moje życie będzie zwyczajne, nic nie wnoszące. Kiedyś podchodziłem do życia bardzo optymistycznie, zawsze byłem dobrej myśli, ale z biegiem czasu, jak stawałem się starszy, zacząłem myśleć pesymistycznie. Tak, pesymistycznie, mimo że cały czas sobie tłumacze, że jest to myślenie realistyczne, przezornie, aby uniknąć rozczarowań. Rok temu rozstałem się z dziewczyną, po dwuletnim związku. Od tej pory nikogo nie miałem (nie dlatego, że nikogo nie spotkałem, ale bałem się otworzyć, zaryzykować i nie chciało mi się na nowo angażować, budować związek) i myślę bardzo negatywnie, że nikogo nie znajdę. Podejrzewam, że to jest jednym z czynników składających się na moją zaniżoną samoocenę. Aktualnie nie mam ochoty na kontakt seksualny z drugim człowiekiem, ponieważ do końca nie akceptuję swojej sylwetki, dziwne jest to, że przed rozstaniem z dziewczyną wcale mi to nie przeszkadzało. Mam problemy w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi, sprawia mi to trudność. Rzadko kiedy potrafię swobodnie, bez stresu rozmawiać z nowo poznaną osobą. Stresuje się przed prostymi rozmowami telefonicznymi, chociażby, żeby zamówić pizze. Dodatkowo jestem bardzo drażliwy, źle dobrane słowo potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. Nie czuję radości z życia, uważam, że nie jestem szczęśliwy (powiedzenie, że nieszczęśliwy byłoby za mocne) i sceptycznie patrzę na to, że kiedyś będę. Nie wiem co mogę zrobić, aby naprawić moje podejście do życia, aby odbudować moją samoocenę. Obawiam się, że nie odważę się na wizytę u psychologa. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak sobie poradzić z nerwowością i niską samooceną?

Cześć, Mam 16 lat i w sumie sama nie wiem, czy coś mi dolega, czy to zwyczajne dojrzewanie. Zaczęło się rok temu, mianowicie siedząc w jakimkolwiek miejscu publicznym zaczynałam się denerwować, byłam pewna, że zwymiotuję lub zaczynałam się dusić. Nie...

Cześć, Mam 16 lat i w sumie sama nie wiem, czy coś mi dolega, czy to zwyczajne dojrzewanie. Zaczęło się rok temu, mianowicie siedząc w jakimkolwiek miejscu publicznym zaczynałam się denerwować, byłam pewna, że zwymiotuję lub zaczynałam się dusić. Nie chodziłam wtedy do kościoła i nie znosiłam wolnych chwil na lekcjach - wtedy dopadał mnie ten problem. Aktualnie zdarza się to zdecydowanie rzadziej, ale czasami tak. Posiadam także uczucie swojej bezwartościowości. Nie mam się za mądrą, ładną, ani w jakikolwiek sposób interesującą, wręcz przeciwnie. Czasami czuję, że przyjaciele akceptują mnie z litości, a dla rodziców jestem tylko przeszkodą. Mało rzeczy mi wychodzi, uwierzcie. Pewnie można pomyśleć, iż to kolejna sfrustrowana nastolatka, może tak, ale piszę aby się dowiedzieć. Za każdym razem, gdy ktoś wypomina mi błąd czuje swoją beznadziejność, wiem, że nie wszystko musi mi wychodzić, ale to boli i już nie walczę w większości spraw. Wieczory w ciągu tygodnia spędzam przed komputerem, w weekendy czasem gdzieś wyjdę. Nie umiem się dobrze bawić, wszędzie wymagana jest pewność siebie, której nie mam. Jestem dość nieśmiała. Może faktycznie doszukuję się problemu tam, gdzie go nie ma? Chciałabym umieć cieszyć się tym co mam, zaakceptować siebie i żyć. Poradźcie, albo powiedzcie, że to minie z wiekiem…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak odnaleźć sens własnego życia?

Przypuszczam, że jestem ciężko chora psychicznie. Nic mnie nie cieszy i brzydzę się niektórych pojęć związanych z normalnym życiem. Na przykład słowa "życie". Czasem brzydzę się swojego człowieczeństwa. Często chcę zasnąć i już się nie obudzić. Albo po prostu zasnąć...

Przypuszczam, że jestem ciężko chora psychicznie. Nic mnie nie cieszy i brzydzę się niektórych pojęć związanych z normalnym życiem. Na przykład słowa "życie". Czasem brzydzę się swojego człowieczeństwa. Często chcę zasnąć i już się nie obudzić. Albo po prostu zasnąć i bardzo długo spać. Chodzę do psychiatry. Jednak ta pani jedynie przepisuje mi leki. Zaproponowałam jej, że powinnam może iść na terapię grupową, ale nie wiem jak to będzie... Dała mi kartkę z telefonami różnych psychologów. Raczej nie będzie to grupowa terapia. Doszłam do wniosku, że nie chcę brać leków. Że mogłabym poświęcić się dla "dobra sztuki". Przez te leki (konkretnie antydepresyjne i na nerwicę natręctw oraz lżejsze, jak np. tran:)) przestałam cokolwiek czuć. Może i rzadziej płaczę, ale wcale nie czuję się lepiej. Wiem, że moje życie jest beznadziejne. Nie zadzwonię na żaden anonimowy numer, bo zeżre mnie wstyd. Z rodzicami mogę pogadać, ale tak naprawdę tylko z mamą, mogę jeszcze rozmawiać z siostrą i babcią, siostrą cioteczną i ciocią trochę mniej szczerze... Nie mam planów na przyszłość. Brzydzę się przyszłości. Wmawianie mi, że życie jest piękne nic nie da. Nie umiem niczego doceniać, bo jak to robić, kiedy nie wiem jak to jest być nieszczęśliwym? Z drugiej strony, nieszczęśliwi nie wiedzą czym jest szczęście. Nie chcę być nieszczęśliwa. Zazwyczaj po prostu chcę mieć spokój. Nienawidzę szkoły. Wiem, że plany na tzw. przyszłość jeszcze przyjdą, pojawią się, ale ja nie mam prawie żadnych zainteresowań. Chciałabym być aktorką, ale wiem, że nie mam wystarczającego talentu. Boję się grać. Wiem, wiem, że "normalne życie" może także być piękne. Ale ja w to nie wierzę. Nie chcę być zwyczajna. Chcę grać w dobrych filmach i cieszyć się sławą, a nie spędzać całe dnie w małym miasteczku w znienawidzonej pracy. Wiem, może być cudownie, ha ha. Ale nie dla mnie. Chcę żyć inaczej. Brzydzę się, jak już napisałam, słowa "życie". Także słowa "żyć". Ale jakoś to "przeżyję". Nie wiem co robić. Nie mam gdzie szukać pomocy. Niby mam talent literacki, ale to za mało - próbowałam pisać książkę, ale jest ona zbyt naiwna. Chciałabym schudnąć. Próbowałam sprowokować wymioty, ale mi się nie udało. Odchudzanie prawie nic nie daje. Nie umiem powstrzymać się od jedzenia, chyba, że mam takie postanowienie. I to rzadko mi się udaje. Słyszałam już, że każdy znajdzie miłość. Ale w moim przypadku to chyba niemożliwe. Mam już piętnaście lat i do tej pory nie miałam chłopaka. Wiem, to dziecinne... Ale już dużo młodsze dziewczyny mają tzw. "chłopaków". Kiedy znajdę miłość, nie będę wiedziała co robić, bo nie będę wiedziała jak to jest... Poza tym, nie chcę wzajemnej miłości z jakimś zwyczajnym, przepraszam za wyrażenie, lumpem. Wiem, pogardzam ludźmi. Ale tak jestem, wiem, powinnam próbować się zmienić. Nieważne. Chcę być kimś innym, mieć fajne życie z przystojnymi mężczyznami i chodzić na faje imprezy, choć tak naprawdę mnie to chyba nie bawi. Chcę czegoś, czego nie chcę. Dziwne, prawda? Zazdroszczę wielu osobom. Piszę nawet blog, na którym się wyżalam. Piszę też rzeczy pseudofilozoficzne. Ale to nieważne. To miejsce do zadawania poważnych pytań, na które jedyną radą będzie: powinnaś porozmawiać z psychologiem, poszukać gdzieś pomocy, zadzwonić pod anonimowy numer. Dlaczego na ziemi nie ma cudotwórców, którzy umieliby spełniać marzenia? Żeby ktoś zaradził jednym pstryknięciem na wszystkie problemy. Bo, jak ostatnio powiedziałam, chcę pozbywać się problemów, a nie je rozwiązywać. Dziękuję z góry za udzieloną pomoc. Nie zadzwonię nigdzie, bo się wstydzę. Po prostu czasem trzeba się gdzieś wyżalić, jeśli nie ma do kogo gęby otworzyć, bo każdy uważa cię za dziwaka. Bo nie każdy umie się wgryźć w ten udawany system i myśleć jak inni. Psychiatra mi nic nie da. Aha, już rozumiem: powinnam sama znaleźć sens swojego życia. Nie, ja wcale tego nie rozumiem! I wcale nie cieszę się, że mam świadomość! Na szczęście, niedługo pójdę spać i ją stracę. Co do szczęścia: mam szczęście, ale nie mam radości. To mój problem. Pewnie nigdy nie będę się cieszyć. Dziękuję też za to, że istnieją takie portale. Człowiek może choć na chwilę uwierzyć, że ktoś się nim interesuje i chciałby mu pomóc.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak powstrzymać autoagresję?

Witam, Proszę o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu. Mam 27 lat, od jakiegoś czasu zaczęłam się ciąć na rękach (żadne to pocieszenie, ale omijam nadgarstki). Nie mam ani prób, a nawet myśli samobójczych. Nigdy się nie cięłam, jak to możliwe,... Witam, Proszę o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu. Mam 27 lat, od jakiegoś czasu zaczęłam się ciąć na rękach (żadne to pocieszenie, ale omijam nadgarstki). Nie mam ani prób, a nawet myśli samobójczych. Nigdy się nie cięłam, jak to możliwe, że w moim wieku dopiero się coś takiego ujawniło? Nawet nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, dlaczego to robię. Do tej pory sam widok krwi mnie osłabiał, obecnie jak się potnę to patrzę na krew nie wywołuje ona u mnie żadnych reakcji. W opiniach, z jakimi udało mi się zetknąć, ludzie opisują, że nie czują bólu podczas cięcia, ujawnia się on dopiero po 1 h - w moim przypadku ja czuję ból jak się tnę, a mimo wszystko to robię. Dziś nawet „wydziergałam” sobie napis. Ręce mnie bolą a mimo to nie potrafię przestać i znowu sięgam po żyletkę. Specjalista zdiagnozował zaburzenia lękowe, jestem na lekach, ponadto obawia się tych samookaleczeń. Czy te obawy są uzasadnione, może mnie skierować na leczenie szpitalne? Co mogę zrobić w takie sytuacji? Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Choroba, znęcanie, brak bliskich - jak dalej żyć?

Witam was serdecznie, opowiem krótko tutaj swoją historię życia - jest ona nudna i badziewna, jak tanie książki na zakurzonych półkach sklepowych. Za kilkanaście dni będę miał 19 lat, a w życiu jeszcze nic nie osiągnąłem - jestem nikim, dnem,...

Witam was serdecznie, opowiem krótko tutaj swoją historię życia - jest ona nudna i badziewna, jak tanie książki na zakurzonych półkach sklepowych. Za kilkanaście dni będę miał 19 lat, a w życiu jeszcze nic nie osiągnąłem - jestem nikim, dnem, społeczeństwo i ja sam oceniam siebie poniżej 0! Zadaję co rano pytanie do Bogu, po co się urodziłem? Urodziłem się z wadą serca - zwężenie zastawki aortalnej, w wieku 9 lat miałem mieć operację, ale ojciec się nie zgodził - teraz bym był zdrowy. Ostatnio zrobiłem badania - jestem na granicy operacji - po maturze najprawdopodobniej czeka ma 6 godzinny zabieg chirurgiczny na otwartym sercu. Nigdy nie miałem przyjaciół, teraz też nie mam. Ojciec znęca się nade mną psychicznie od urodzenia, matkę pobił - uciekła za granicę do pracy, a ja zostałem z ojcem - ja nie chcę się wyprowadzić, bo to koszty. Świeta spędziłem sam - z reszta nigdy nie miałem prawdziwej Wigilii, nie wiem co to są święta. Chcę zdawać na medycynę - być onkologiem dziecięcym albo kardiologiem. Obecnie choruję na nerwicę lękową i serca - zażywam krople 6 razy dziennie, nie mogę spać:(. Przez wakacje bylem w pracy za granicą, pieniądze przeznaczyłem na edukację, książki i ubrania. Nikt nie napisał do mnie sms-a ze świątecznymi życzeniami, nikt nie zaprosił na Sylwestra - jestem słabą jednostką, która jest ignorowana przez społeczeństwo:(. Nie chcę już tak dłużej żyć - chyba wiem co zrobić, tylko boję się, że będzie bolec… Nie mogę patrzeć na siebie - jestem brzydki, bez zasad, taka szara istota próbująca żyć marzeniami… Jak mam żyć dalej?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zniechęcenie życiem. Co robić?

Mam 25 lat. Mam problem z zniechęceniem do życia. Bierze to się z tego, że odkryłem to, że przez wiele lat tj. odkąd rozpocząłem studia informatyczne, oszukiwałem siebie. Oszukiwanie siebie polegało na tym, że dobrymi ocenami nadrabiałem sobie braki w...

Mam 25 lat. Mam problem z zniechęceniem do życia. Bierze to się z tego, że odkryłem to, że przez wiele lat tj. odkąd rozpocząłem studia informatyczne, oszukiwałem siebie. Oszukiwanie siebie polegało na tym, że dobrymi ocenami nadrabiałem sobie braki w urodzie mówiąc sobie, że on ma piękną dziewczynę, a ja mam najlepsze oceny. Dzięki temu nie czułem się gorszy od innych z tego względu, że nigdy nie miałem dziewczyny, bo jestem bardzo szczupły, a wysoki i mam zniszczoną twarz po trądziku.

Kiedy ukończyłem studia inżynierskie zauważyłem pustkę wokół siebie. Nie mam przyjaciół. Rodzina szydzi ze mnie za plecami, że ich córki i synowie nie wykształceni jak ja, a mają wszystko czego ja nie mam. Mają pracę, drugą połówkę, świetnie za młodu się bawili, mają masę przyjaciół. Ja tak bardzo wierzyłem w to, że nauka da mi w życiu wszystko, a okazało się, że nauka nic nie warta jest, bo nikt mnie nawet do pracy nie chce przyjąć, a skończyłem studia inżynierskie z oceną bdb.

Moje życie straciło sens, bo to w co tak bardzo wierzyłem i w imię tego tyle znosiłem trudności okazało się nic nie warte i że to ja zrobiłem z siebie totalnego idiotę, że non stop siedzę przed komputerem albo ze się uczyłem non stop. Nie mam nawet do kogo odezwać się. Nie mam gdzie pójść, a samemu to się głupio człowiek czuje, bo zawsze w jakiejś dyskotece czy innym miejscu, gdzie się ludzie spotykają to są już w jakimś swoim gronie znajomych. Ja do żadnego grona nie umiem się wepchnąć, nie chcą mnie po prostu. Mówią tylko puste słowa, że mam wyjść do ludzi, to ja się pytam do jakich ludzi mam wyjść skoro ja nie mam żadnych przyjaciół, a każda próba nawiązania kontaktu kończy się fiaskiem.

Każdy tylko ocenia mnie przez pryzmat tego, że jestem brzydki. Kobiety dobrze dają mi to odczuć, że nie chcą mieć takiego partnera jak ja, ale jako znajomego od brudnej roboty to tak. Jakoś informatyka nie bawi mnie już jak kiedyś. Jestem na studiach II stopnia, ale tak naprawdę sam nie wiem czemu się na nie wybrałem, może z przyzwyczajenia. Sam nie wiem. Mieszkam na wsi, na której mam zepsutą opinię z tego względu, iż jak chodziliśmy wspólnie razem do podstawówki to inne osoby z klasy tępiły mnie za to, że ich rodzice dawali mnie jako przykład dla nich, stąd się wzięła ich niechęć do mnie i wyzwiska oraz nasyłanie na mnie swoich starszych kolegów, żeby mnie źle traktowali i poniżali. To spowodowało, że już nikt po podstawówce nie chciał znać, a ja bałem się wychodzić skoro tylko mi się odgrażali. Na ich akcje moje reakcje były tylko słowne, bo się w życiu nie biłem, bo mi zależało na biało-czerwonym pasku na koniec.

Tak dużo w życiu wycierpiałem w imię durnej nauki. Przez naukę zniszczyłem sobie wszystko tj. młodość, wygląd. Teraz mówią mi w rodzinie, że mam iść na siłownię, a mi jest wstyd, że jak się rozbiorę do krótkiego rękawka to będę wyglądać (nie chcę obrażać nikogo) jak z obozu z Oświęcimia. Wszyscy będą się tylko na mnie patrzeć, co takie chuchro chce robić na siłowni. Jestem zdrowy dzięki Bogu, ale masy ciała za skarby nie mam. Zresztą po co mi teraz masa ciała jak całe zawody pt. zdobywanie kobiet już dawno za mną, jestem już tylko starym wrakiem, statkiem odrzuconym w zatokę zapomnienia. Po co mi wygląd, po co m ciuchy (na które i tak mnie nie stać), po co mi teraz dbać o siebie skoro to wszystko i tak na marne, bo co z tego, że nawet by teoretycznie może się trafiła jakaś, to co sobie o mnie pomyśli jak jej powiem, że jest moją pierwszą w życiu kobietą, która mnie zechciała?

Sam sobie zafundowałem taki los, że jestem teraz na dnie życie i jedyną rzeczą jaką mam to dyplom wiszący nad komputerem w moim pustym pokoju. Nic mi się już nie chce, chciałbym się zabić, ale nie mam odwagi, bo się boję, że na sądzie ostatecznym dostałbym jeszcze gorszy tylko wyrok i bym trafił za karę w takie miejsce, gdzie moje teraźniejsze życie by było niebem w porównaniu do tego, co bym otrzymał na sądzie. Tak sobie już wegetuję zniechęcony wszystkim, oszukany przez samego siebie, samotny zdolniaczek, który oprócz swoich ocen nie ma w życiu nic. Mam teraz pisać pracę mgr, ale mam zniechęcenie do niej jak i do wszystkiego w życiu. Nie wiem, co zrobić z sobą w życiu. Dziękuję z góry za odpowiedź. Pozdrawiam D.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Załamanie psychiczne, czy początki depresji?

Witam ponownie, 15-latek, ostatnio pisałem o mojej koleżance - z nią chyba jest już nieco lepiej, bynajmniej tak mówi, ale za to teraz ze mną dzieje się coś złego. Od kilku lat mam zaniżoną samoocenę, ale teraz doszło do tego...

Witam ponownie, 15-latek, ostatnio pisałem o mojej koleżance - z nią chyba jest już nieco lepiej, bynajmniej tak mówi, ale za to teraz ze mną dzieje się coś złego. Od kilku lat mam zaniżoną samoocenę, ale teraz doszło do tego złe samopoczucie. Od miesiąca prawe codziennie albo chociaż raz w tygodniu mam doła. Pogorszyłem się w nauce, ciągle myślę o sobie jako nieudaczniku. Mam dziwne myśli, od których nie mogę się uwolnić, chciałbym coś zmienić w swoim nędznym życiu, ale nie jest to możliwe, boję się zmian. Przede wszystkim chciałbym być zaakceptowany przez środowisko szkolne, bo teraz wiem że tak nie jest - ciągle gdzieś słyszę "ciota", "pedał" i wiele innych, nawet niecenzuralnych obraz. Może to przez to, że tak wyglądam, nie lubię siebie swojego głosu, wyglądu, no niczego normalnie, nie lubię się bić, ani przezywać to nie w moim typie. Codziennie spoglądam na siebie z pogardą. Mam dziewczynę, ale męczę się już z nią, a ona chyba ze mną (nie rozumie mnie i chyba nie chce zrozumieć) - obawiam się rozstania z nią, bo wydaje mi się, że świat się skończy, bo przecież do kogo się odezwę jak nie do niej? Chciałbym mieć więcej kolegów, ale obawiam się, że przeze mnie, tzn. przez to, że będę się z nimi kolegował oni będą wyśmiani, a wystarczy, że ja już jestem, no i myślę, że jakiś zacofany jestem ze wszystkim, dziwny, nic mnie nie bawi, nie lubię wielu przedmiotów na których kiedyś mi zależało, np. historii, olewam wf, ponieważ nie lubię piłki nożnej, ręcznej, koszykówki, siatkówki, lekkoatletyki no prawie wszystkiego, ciągle myślę, że ja naprawdę jestem jakiś wybryk natury. Teraz raczej chłopaki w tym wieku to się z chłopakami kolegują, a ja z moją dziewczyną, mam kolegę, z którym mamy zamiar iść do takiej samej szkoły ponadgimnazjalnej. Próbuję się upodabniać do innych, ale mi to nie wychodzi w żaden sposób, chociaż w szkole i tak nie jestem sobą. Któregoś dnia myślałem jakby wyglądała moja śmierć tzn. jakbym popełnił samobójstwo to co by się stało i doszedłem do wniosku, że nikt by nie rozpaczał poza rodzicami i najbliższą rodziną. Czasami przed snem wyobrażam sobie jak to by było gdybym się w ogóle nie narodził, albo coś sobie zrobił, czy daliby mi wszyscy spokój? Przestali wymagać? Ciągle o coś prosić? Piszę to tu, ponieważ zaczynam się obawiać siebie, swojego nastawienia do życia i boję się, że zrobię jakieś głupstwo. Jak dotąd największym moim głupstwem było samookaleczenie się. W mojej rodzinie były próby popełnienia samobójstwa aż w końcu to zrobiono, ja nie chcę tak skończyć, proszę o radę. Czy w trudnych chwilach mogę skorzystać z pomocy telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111? Czy ten numer jest płatny, czy mogę mieć po zwierzeniu jakieś skutki, np. ktoś z tamtego biura zadzwoni do moich rodziców i powie, że ze mną rozmawiał i że jest coś nie tak? Ja nie chcę ich martwić, mają dość swoich problemów. Czasami korzystam z pomocy psychologa szkolnego, ale boję powiedzieć mu o swoich myślach i w ogóle, co będzie jeśli zawiadomi rodziców, wyjdzie to za jego pokój, doniesie się do nauczycieli, uczniów? Bardzo proszę o odpowiedź co mi jest, czy to już depresja, czy coś innego. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jak być osobą, a nie tylko zarysem?

Poznałam się z Nim gdy przyjechałam do Londynu, miałam wtedy 19 lat - pełna optymizmu i pasji, kobiety za Nim szalały, był bardzo męski. Nie zwracałam na Niego uwagi, bo uważałam, że zbyt duże zainteresowanie wzbudza u płci przeciwnej. Mimo...

Poznałam się z Nim gdy przyjechałam do Londynu, miałam wtedy 19 lat - pełna optymizmu i pasji, kobiety za Nim szalały, był bardzo męski. Nie zwracałam na Niego uwagi, bo uważałam, że zbyt duże zainteresowanie wzbudza u płci przeciwnej. Mimo woli spotykałam się z Nim. Na początku na stopie koleżeńskiej, następnie pewnego spotkania coś miedzy nami zaiskrzyło. Nieznający jego natury… zakochałam się. Bardzo mi na Nim zależało. Czułam, że muszę mu pomoc, widziałam w nim jedynie zranione dziecko, które potrzebuje wsparcia, dawki miłości, której nigdy nie otrzymał. Miałam wrażenie, że wszystko robię nie tak, że nie jestem zbyt dobra, że może jak odezwę się inaczej albo jak będę kontrolować bardziej swoje emocje to On wtedy na pewno się tak nie zachowa... Niestety On się nie potrafił kontrolować, znęcał się nade mną zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie potrafię o tym zapomnieć, tych słów, które były gorsze niż sztylety. Zawsze miałam niską samoocenę i nigdy nie uważałam się za kogoś szczególnego, ale chociaż już od roku czasu nie jestem z Nim, to nie potrafię zaakceptować siebie. Te cztery lata sprawiły, że nie potrafię widzieć w sobie kobiety, że nie jestem jeszcze do końca osobą, jedynie tylko marnym zarysem. Niedawno poznałam kogoś, również jak ja był zraniony, tylko On ma w sobie dużo więcej pewności siebie, a we mnie w niej zupełnie nie mam. Zależy mi na Nim i próbowałam mu wytłumaczyć, że potrzebuje poczuć się na nowo osoba, ale niezbyt bardzo mnie rozumiał, o co mi chodzi. Dobrze się czuję w jego towarzystwie, ale gdy tylko zbliżamy się do siebie fizycznie to tracę pewność, czuję się jak poczwara i często się chowam i nie potrafię czerpać przyjemności z tego, że możemy być ze sobą tak blisko. Nie potrafię się przy nim rozebrać, wciąż w głowie słyszę głos: "krzywonoga", "to są piersi!? Jesteś strasznie plaska", "ty nie masz tyłka", "nigdy nie będziesz miała takiej figury", "jesteś brzydka" - chciałabym się tego pozbyć, ale nie wiem, czy powinnam mówić o tym mojemu partnerowi. Tak bardzo bym chciała poczuć się atrakcyjne, usłyszeć coś miłego na temat mojego wyglądu, a nie tylko tego, że jestem inteligenta i mila. Czasem mam wrażenie, że mój obecny partner jest ze mną, bo ona go zdradziła, a ja bym nie potrafiła tak postąpić. Jednakże nie wydaje mi się abym była dla niego wystarczająco atrakcyjna, bo nie czuję się tak przy nim. Czuję się nadal szarą myszką.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nie potrafię być sobą - gdzie szukać pomocy?

Witam! Piszę, ponieważ mam problem, z którym już sama nie potrafię sobie poradzić. Nie wiem od czego zacząć, bo to dziwny stan psychiczny. Bardzo mnie przygnębia już od wielu lat. Próbuję sama sobie z nim poradzić, ale już nie potrafię...

Witam! Piszę, ponieważ mam problem, z którym już sama nie potrafię sobie poradzić. Nie wiem od czego zacząć, bo to dziwny stan psychiczny. Bardzo mnie przygnębia już od wielu lat. Próbuję sama sobie z nim poradzić, ale już nie potrafię i straciłam nadzieję. Wydaje mi się, że mam jakiś uraz psychiczny. Zdarza mi się „wpadać w dołki” i płakać. Wiele razy nachodziły mnie myśli samobójcze. Nie czuję zbytniej chęci do życia. Chciałabym być inna. Mam rocznikowo 18 lat, chodzę do drugiej klasy technikum. Jestem dobrą osobą, w żaden sposób nie krzywdzę i nie krzywdziłam ludzi. W szkole z koleżankami nie układało mi się najlepiej. Nie zawsze wiedziałam co powiedzieć i jak zagadać. Niestety raczej jest to nadal moim problemem. Wiem i jestem tego pewna, że nie jestem nieśmiała. Po tych wszystkich szkolnych przeżyciach mam chyba jakiś uraz psychiczny. Tylko przy niewielu osobach potrafię być sobą. Ciągle przejmuję się co inni o mnie pomyślą i mówią. Wydaje mi się, że wiele osób mnie nie lubi, chociaż wiem, że to nie prawda. Często porównuję się do innych. Ciągle wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą. Nawet gdy jestem w sklepie wydaje mi się to i nie potrafię się skupić na zakupach, zwłaszcza na sobie. Nie chce się tak przejmować innymi… Chce być zawsze sobą, być pewną siebie, mieć wielu znajomych, którzy mnie lubią. Po prostu żyć swoim życiem. Chciałabym wierzyć w siebie, być bardziej i lubić siebie. Zobaczyć swoje wnętrze w lepszym świetle, ujrzeć, że jest piękne, bo wiem, że każdy człowiek ma w sobie coś wyjątkowego i wartościowego. Wiem, że to wszystko jest możliwe, ale czuję pewną blokadę w swojej psychice. Unieszczęśliwia mnie to i zniechęca do życia. Pokazałabym innym i samej sobie, że jestem wartościową osobą, ale niska samoocena swojego wnętrza uniemożliwia mi to. Gdy widzę kogoś lepszego (a przynajmniej tak mi się wydaje), aż nie wiem jak zagadać, czuję, że nawet nie powinnam się odzywać. Zupełnie w siebie nie wierzę. Wśród wielu ludzi nie jestem sobą. Jestem poważna, niezbyt często żartuję i się śmieję. Przez moją postawę mogę wydawać się oziębła, ale tak naprawdę jestem zabawną osobą. Wiele osób o tym nie wie… Pragnę pokazać wszystkim jaka naprawdę jestem. Być szczęśliwą, być sobą, wyrzeźbić i ukazać swój wewnętrzny portret, aby mogło to się ze mnie wydostać. Chciałabym żeby żyło mi się lepiej, lżej, żebym była w pełni szczęśliwa… Przepraszam, że tak bardzo się rozpisałam, ale potrzebuję i szukam pomocy. Bardzo o nią proszę ;( Dziękuję

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz

Nie liczy się dla mnie nic, prócz nauki - co jest ze mną nie tak?

Witam! Mam na imię Asia (20 lat). Od pewnego czasu nie wiem co się ze mną dzieje, dlatego chciałabym skorzystać z Państwa porady. Odkąd rozpoczęłam studia w innym mieście, mam wrażenie, że stałam się inną osobą. Nie liczy się dla...

Witam! Mam na imię Asia (20 lat). Od pewnego czasu nie wiem co się ze mną dzieje, dlatego chciałabym skorzystać z Państwa porady. Odkąd rozpoczęłam studia w innym mieście, mam wrażenie, że stałam się inną osobą. Nie liczy się dla mnie nic prócz nauki. Uczę się dobrze, nawet bardzo. Cały swój czas na to poświęcam, gdy robię coś innego to mam wrażenie, że marnuję czas. Gdy byłam młodsza, rodzice zawsze mówili, że mam się dobrze uczyć, bo to co sobie wypracuję, to później będę miała. To nie jest moim jedynym problemem. Nie spotykam się ze znajomymi, w sumie wszystkich, których miałam to straciłam, bo zawsze dla mnie ważniejsza jest nauka. Nie wychodzę na imprezy, bo uważam, że to nie dla mnie. Sylwestra przesypiam, z resztą jak co roku :(. Nie cieszy mnie to. Ostatnio to wcale nic mnie nie cieszy. Jeszcze nie tak dawno lubiłam wyjść na zakupy, a teraz myślę, że po co i tak się nikomu nie spodobam. I tak jestem beznadziejna. Nie mam chłopaka, wmawiam sobie, że go nie chcę, bo przecież zabierałby mój czas na naukę, Jeszcze w tym roku wzięłam drugi kierunek studiów. Czasem nachodzą mnie myśli, że po co to życie, że jest beznadziejne. Dodam, że jestem osobą krytyczną, nie potrafiącą okazywać uczuć. Proszę Państwa o radę, wiem, że coś jest ze mną nie tak. Że powinnam coś zmienić, by nie było jeszcze gorzej. Pozdrawiam, Asia

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak mam pokonać brak pewności siebie i niska samoocenę?

Z depresją nie wiem ile już lat walczę (około 7 lat), może nie ciągły jest to okres, ale na krótko znika, jedynie ostatnio znikła na rok i znów mi ciężko.   Jako dziecko dostawałam 40 stopni gorączki, bo pani...

Z depresją nie wiem ile już lat walczę (około 7 lat), może nie ciągły jest to okres, ale na krótko znika, jedynie ostatnio znikła na rok i znów mi ciężko.   Jako dziecko dostawałam 40 stopni gorączki, bo pani przestraszyła trudnym sprawdzianem, byłam trzymana przez rodziców pod tak zwanym "kloszem". Gdy stałam się już nastolatką zaczęłam mieć duże wymagania od siebie "wszystko musi być idealnie", jak na swoje predyspozycje stawiałam sobie zbyt dużą poprzeczkę, bo nie umiałam walczyć z nieśmiałością i stresem (wystąpienie przed klasą - nigdy). Stałam się kozłem ofiarnym w szkole, bo moi koledzy i koleżanki wyczuli, że jestem słabsza. W gimnazjum przeszłam piekło nie przyznawszy się rodzicom. I wtedy zaczęłam mieć stany depresyjne. Nie dość, że już miałam niefajnie w szkole, to jeszcze dostałam trądziku, czyli obniżone samopoczucie, które było skutkiem szykan w szkole plus to, jak wyglądałam sprawiło, że przez całe wakacje wyszłam raz z domu, ale z samochodu już nie. Do dziś mam problemy ze skóra, ale już aż tak bardzo się nimi nie przejmuję. Rodzicom przyznałam się do problemu na koniec gimnazjum. Gdy poszłam do liceum myślałam, że się wszystko zmieni. Poznałam chłopaka, który wykorzystał to, iż byłam wychowana w rodzinie gdzie miłość była bezwarunkowa. Poświęcałam się jemu, bo on miał problemy z zażywaniem marihuany, był objęty kuratorem i w ogóle zachowywał się okropnie po alkoholu, jak nienormalny, także nie raz dostałam i mu wybaczała. Byłam jego dziewczyną i matką dosłownie. Za to ja znów miałam problem, w którym nikt mi nie pomagał. Pierwszą klasę zdałam z poprawką, rodzice, wysłali mnie na korepetycje (i było miło - ktoś dostrzegł, że nie jestem głupia i zauważył mój problem, zresztą na korepetycjach zawsze mnie chwalono i byłam dzięki temu pewna siebie, a w szkole trzęsłam się jak osika, z tego powodu miałam ksywkę „parkinson”). W drugiej klasie nie zdałam, zaczęłam nie mieć siły nawet podnieść się z łóżka, płakałam pół dnia, żywiłam do siebie obrzydzenie, w szkole się nie przyznałam i rodzicom zabroniłam mówić, że mam problem. Po przez nie bycie w stanie pójścia do szkoły, a później gdy było mi lepiej - po przez strach nie chodziłam do szkoły i tak nie zdałam. A mój chłopak tylko mnie dobijał. Mama moja wreszcie nie wytrzymała poszła do szkoły i wszystko powiedziała i później wszyscy mówili, że powinnam zdać, czemu nic nie powiedziałam, a 2 nauczycieli, którzy mnie usadzili nie mogli mi spojrzeć w oczy, ale nigdy nie sądziłam, że to ich wina. Rodzice z polecenia szkolnej pedagog zaprowadzili mnie do psychiatry. Porażka! Zawsze wymiotuję jak się denerwuję, zawsze żółcią, zero rozmowy normalnej i po 3 min pani już wiedziała jakie leki mi przepisać! Brałam te leki, ale nie dość, że byłam strasznie osłabiona, że nie mogłam ustać w szkole to czułam się jak za mgłą - mama zadzwoniła do pani psychiatry co ma robić, a ona że trzeba zwiększyć dawkę leku na co moja mama się nie zgodziła, bo nie byłam sobą i ja też nie. I tak zaczęłam sobie wmawiać, że słońce świeci trzeba się cieszyć itp., walczyć z swoimi słabościami. Zerwałam z chłopakiem (z miłością największą, ale tragiczna) i wtedy zaczął się mój rok z mega siłą - poznałam nowego chłopaka, który mi pomógł, do dziś jestem z nim, chodź sądzę, że jesteśmy tylko bardziej przyjaciółmi, chodź on sądzi inaczej. Niestety to nie to. Dziś nie mogę odnaleźć swojego sensu życia - powinnam być pewniejsza siebie, mam pracę, studiuję na 2 roku, ale wystąpienie przed wykładowcą i znajomymi ze szkoły - nie mogę się wysłowić, jadę do szkoły - jakieś zdenerwowanie się wkracza, stoję na boku mam wrażenie, że nikt mnie nie akceptuje. W pracy naskoczy na mnie klient - ręce trzęsą mi się, nie mogę oddechu nabrać, po prostu pełne zdenerwowanie. Stopuję się, liczę do trzech, mówię „nie denerwuj się” i nic nie daje rady. Zawsze od urodzenia miałam problemy ze snem, a teraz to już w dzień bym spała, a w nocy nie mogę - zaczęłam spóźniać się do pracy i mam takie odczucie jak by było mi już wszystko jedno, co ludzie o mnie myślą, ale zarazem nie umie być sama - chyba każdy chce być przynależny do jakiejś grupy i coś znaczyć, a ja dla siebie czuję się, że jestem i dla innych też wydaje mi się, że jestem, bo jestem. Jedyne udaje mi się ukryć siebie bod maska twardej, szorstkiej osoby, ale mam już tego dość, bo taka nie jestem. Boję się być sobą, już nie wiem jaka jestem. Spacer do psychologa był mi proponowany, ale ja nie chce już po doświadczeniu z tą panią psychiatrą, z resztą ze szkolnym pedagogiem też nie mam miłych wspomnień. A tak naprawdę potrzebuje tylko uzyskać od kogoś akceptację, od jakiegoś grona ludzi, może zabrzmi to śmiesznie, ale tak jak maja niektóre dzieci mam, że jak się je pochwali to one chcą coś robić, są pewniejsze. To tak, jakbym miała piątkę z założenia i musiałabym wszystko robić, żeby ją utrzymać, ale wiem, że nie uzyskam tego. Jak ja mam to w sobie zwalczyć, tę niepewność siebie, niską ocenę? Już nawet gdy nie chcę się denerwuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty