Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Dlaczego nigdy nie miałam chłopaka, czuję się nieatrakcyjna i niepotrzebna?

Nie bardzo wiem, co się ze mną dzieje. Mam 19 lat, w tym roku matura, niby wiem, co chcę robić dalej i raczej nie będę miała problemu z dostaniem się na wymarzona studia, bo dobrze się uczę i lubię to,...

Nie bardzo wiem, co się ze mną dzieje. Mam 19 lat, w tym roku matura, niby wiem, co chcę robić dalej i raczej nie będę miała problemu z dostaniem się na wymarzona studia, bo dobrze się uczę i lubię to, ale nie o to chodzi. Mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję, nie potrafię się zaprzyjaźnić, ani rozmawiać z ludźmi. Czasami myślę, że ludzie w ogóle nie są mi potrzebni, ale czasami chciałabym z kimś szczerze pogadać, ale nie mam z kim. Myślałam, że znalazłam przyjaciółkę, było świetnie, ale teraz ona ma chłopaka. Ja doskonale rozumiem, że spędza z nim czas, ale ona mnie zupełnie olała, w zasadzie ze mną nie rozmawia, bo jej chłopak mnie nie lubi, a jest tak z prostej przyczyny - ja mam bardzo liberalne poglądy, on jest bardzo wierzącym katolikiem, który nie akceptuje innych poglądów. Poza tym uważam się za osobę mało atrakcyjną - nigdy nie miałam chłopaka. Niby wiem, że jest na to czas, ale czasami marzę o tym żeby się do kogoś tak po prostu przytulić. Głupota... A jak się zakochuje, to w kimś komu i tak nie powiem, takie życie. Jestem strasznie nieśmiała, boję się wielu rzeczy. Najbardziej odrzucenia. Wiem, że to wszystko brzmi banalnie i że ludzie mają poważniejsze problemy, ale ja naprawdę już nie wiem co robić. Dobija mnie mój pesymizm, nieumiejętność znajdowania radości życia. A prawda jest taka, że zakochałam się w kimś dużo starszym, a może nawet nie zakochałam, może to tylko fascynacja, ale mnie to męczy, bo to bezsensu. Przepraszam za chaos w moim opisie, ale opowiadam o tym pierwszy raz i czuję się jak ekshibicjonistka.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Autoagresja, niska samoocena - co się z mną dzieje?

Moje problemy zaczęły się od 6 klasy podstawowej, kiedy zaczęłam dojrzewać i patrzeć trochę inaczej na swoje życie. Stałam się lękliwa, ciągle wszystkim się stresuję, odczuwam również lęk/strach do innych ludzi, że zostanę przez nich skrzywdzona w jakikolwiek sposób, psychiczny,...

Moje problemy zaczęły się od 6 klasy podstawowej, kiedy zaczęłam dojrzewać i patrzeć trochę inaczej na swoje życie. Stałam się lękliwa, ciągle wszystkim się stresuję, odczuwam również lęk/strach do innych ludzi, że zostanę przez nich skrzywdzona w jakikolwiek sposób, psychiczny, fizyczny.   Od 6 klasy przejawiam autoagresję, cięcie się, bicie samej siebie. Zastanawiałam się kiedyś nawet nad fobią społeczną, ponieważ wraz z lękiem do ludzi, który miałam wcześniej o wiele bardziej nasilony, wraz z tym miałam ataki strachu, w których uciekałam jak widziałam, że w pobliżu mnie jest więcej osób, w szkole chowałam się po kątach, ukrywałam się przed innymi. Po prostu strach przed tym, że ktoś mi wyrządzi jakąkolwiek krzywdę sprawiał, że mnie paraliżowało, uciekałam w przeciwnym kierunku. W 1 gimnazjum po 1,5 roku czasu w miarę mój strach/lęk zmalał, ale z kolei pojawiły się inne problemy. Zwiększyła się autoagresja, znienawidzenie samej siebie, innych i wszystkiego co mnie otacza. Gdy już znalazłam osoby, na których mi zależało, przestałam dawać im jakiekolwiek znaki życia - nie wiem, to dopada mnie tak nagle, nie potrafiłam normalnie funkcjonować, problemem były dla mnie najprostsze czynności dnia, wyjść do sklepu, pojechać do rodziny, wyjść z psem nawet samo wstanie z łóżka z myślą, że trzeba przeżyć w jakiś sposób kolejny dzień wprawiał mnie w płacz/histerię. Jedynym zajęciem, które było dla mnie najlepsze to było ciągłe spanie, z którym w nocy mam problemy. Nie mogę zasnąć, a jak zasnę to często się budzę. Potem był okres obojętności na wszystko, nawet nie miałam już siły płakać jak to kilka razy dziennie robiłam z wszelakich powodów. Mój stan uległ lekkiej poprawie, lecz teraz znów to powraca i naprawdę się boje. Ja nie wiem, nie mam na kogo liczyć, boli mnie to, że rodzice nie poświęcają mi czasu, czuję się przez wszystkich niedoceniana, mam bardzo niską samoocenę, nienawidzę siebie takiej, jaka jestem. Nie wiem, może wpływa na mnie sytuacja domowa, mam ojca alkoholika, lub może po nim odziedziczyłam skłonności depresyjne czy coś takiego, bo wiem, że on przejawiał podobne zachowania związane z załamaniami, autoagresją. Piszę, bo martwię się o siebie, znów jest ze mną coraz gorzej, nie chcę znów upaść na samo dno. Nie widzę żadnego sensu w swoim życiu, każdy przeżyty dzień sprawia mi cierpienie. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Od zawsze czułam się niepotrzebna bliskim - co jest ze mną nie tak?

  Witam, Mam na imię Ania i mam 22 lata, od zawsze czułam się niepotrzebna bliskim, moi rodzice tego nie wiedza, ale czuję, że nie jestem im w ogóle potrzebna - zawsze najważniejszy był mój starszy brat, w ogóle moje...

  Witam, Mam na imię Ania i mam 22 lata, od zawsze czułam się niepotrzebna bliskim, moi rodzice tego nie wiedza, ale czuję, że nie jestem im w ogóle potrzebna - zawsze najważniejszy był mój starszy brat, w ogóle moje dzieciństwo nie było takie, jak sobie wyobrażam prawdziwe dzieciństwo. Nigdy nie czułam miłości ze strony rodziców, nie przytulali mnie, nie mówili nic miłego i przez to w tym wieku jakim teraz jestem mój charakter jest taki, jaki jest. Właśnie przez moich rodziców jestem strasznie nieśmiała, boję się powiedzieć coś w większej grupie ludzi, bo myślę, że mnie nie słuchają albo wyśmieją, a tak w ogóle nie mam żadnej bliskiej osoby, z która mogę porozmawiać, przyjaciółki. Mam chłopaka - z nim mogę, ale brakuje mi koleżanki, bratniej duszy, bo nie mogę tylko z chłopakiem spędzać czasu i zamknąć się tylko wokół jego osoby. W ogóle już w tym wieku boję się, że nie poradzę sobie w życiu, nie znajdę pracy, bo nie mam matury, a przez to nie pójdę na studia na kierunek fotografii, a chciałabym pracować w tym zawodzie, ale to już raczej nie realne, a trzeba mieć jakiś dokument na to, że coś potrafię. Poza tym w tym roku mam egzamin zawodowy w studium, a już mi nie poszedł egzamin próbny i boję się, że mi nie pójdzie ten prawdziwy już w ogóle, w technikum podchodziłam już 3 razy do innego egzaminu i do tej pory nie mam dyplomu - co ze mną jest nie tak? Zawsze ważne egzaminy mi nie wychodzą, a matura jest tego dowodem im bliżej końca mojej nauki i wiem, ze ten egzamin jest to chce mi się płakać i nie mam chęci na nic, nawet na to żeby żyć:(, a jak już wiem, że bliżej czerwca i koniec mojej nauki i praca przede mną to się boję, bo nie wiem co chcę w życiu robić - nic nie potrafię jestem taka niezaradna - co ja mam zrobić żeby znaleźć sens w życiu i znaleźć pracę, która mnie zadowoli i będą z tego jakieś pieniądze i na stałe, żeby mieć potem emeryturę i nie pracować do śmierci? Co jest ze mną nie tak, że mam taki charakter i boję się wszystkiego, po prostu życia:(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nikt mnie nie zauważa - co mam robić?

  Nie wiem co mam robić. W szkole nie mam w ogóle koleżanek ani kumpli. Jestem nieśmiała i brzydka. To znaczy miałam, ale nie chcą się już ze mną kumplować. Rodzice też mają mnie gdzieś. Ciągle się tnę. Chciałam się...

  Nie wiem co mam robić. W szkole nie mam w ogóle koleżanek ani kumpli. Jestem nieśmiała i brzydka. To znaczy miałam, ale nie chcą się już ze mną kumplować. Rodzice też mają mnie gdzieś. Ciągle się tnę. Chciałam się nawet zabić ostatnio. I tak pewnie nikt by nie zauważył, że mnie nie ma. Co zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Życie bardzo boli - co mam zrobić?

Nie potrafię jednoznacznie wytłumaczyć co mnie dręczy, odechciewa mi się żyć, a ostatnio bardzo często łapie doły. Mam 24 lata jestem raczej spokojną osobą, opanowaną, poważną i tak mnie też inni odbierają. Od jakiegoś czasu mam wahania nastroju, żartuję, jestem...

Nie potrafię jednoznacznie wytłumaczyć co mnie dręczy, odechciewa mi się żyć, a ostatnio bardzo często łapie doły. Mam 24 lata jestem raczej spokojną osobą, opanowaną, poważną i tak mnie też inni odbierają. Od jakiegoś czasu mam wahania nastroju, żartuję, jestem uśmiechnięta, a za chwilę popadam w melancholię i użalam się nad sobą, jakiego to ja mam pecha w życiu i ect. Jestem od dłuższego czasu bez pracy i wiem, że to jest źródłem mojego stanu, ale bardzo mnie to boli, nie mogę znieść, że inni mają szczęście, udaje im się, odnoszą sukcesy. Wiem, że mam bardzo niską samoocenę i brak pewności siebie, ale strasznie przejmuje się krytyką i każdą porażkę przeżywam bardzo dotkliwie. Miałam dobrą prace, wszystko było super, ale nie potrafiłam odnaleźć się wśród tych ludzi, współpracować, byłam pomiatana i krytykowana, przez co coraz bardziej się stresowałam, że coś źle zrobię. Każdy uśmiech, spojrzenie traktowałam jako atak na moją osobę, nie mogłam wykonywać żadnych czynności, zadań poprawnie, trzęsły mi się ręce gdy miałam zostać oceniona. Wiem, że to dziwne, że w tym wieku tak bardzo emocjonalnie podchodzę do wszystkiego, ale relacje z ludźmi od zawsze takie były. W szkole podstawowej byłam wyśmiewana, przezywana, wagarowałam aby nie patrzeć na ich twarze, izolowałam się od innych. Z biegiem lat było coraz gorzej, brałam wszystko do siebie, przez co cierpiałam i nie chciałam wychodzić do ludzi. Po liceum było już lepiej, jednak w dalszym ciągu nie ufam ludziom. Bardzo dobrze gram, wchodzę w rolę pewnej siebie, wiedzącej czego chcę od życia kobiety, ale to tylko przebranie - w środku jestem dalej tą zakompleksioną, nie wierzącą we własne siły dziewczynką. Nie mam łatwych relacji z innymi, nie jestem duszą towarzystwa, ale staram się zakładać maskę kiedy nie chcę wyjść na jakiegoś dzikusa. Nie radzę sobie w sytuacjach stresowych. Chciałabym wreszcie w siebie uwierzyć i olać to co myślą o mnie inni, nigdy nie znajdę odpowiedniej pracy, dopóki nie zaakceptuje siebie i nie poprawię swoich relacji z otoczeniem. Wszyscy psychologowie twierdzą, że nasze problemy mają odniesienie do dzieciństwa, rodziny itd. - w moim przypadku jest to również zgodne, nie jestem przygotowana do dorosłego życia, kończę studia na kierunku, w którym nie chcę pracować, nie mam określonego celu w życiu, mam duże ambicje, ale nie wiem czy nie za wysoko mierzę. Nie ma osoby z mojego najbliższego otoczenia, która doradziłaby mi - rodzice nie pokierowali mną jak byłam małym dzieckiem, czasem myślę, że jestem nikim, beztalenciem, że do niczego się nie nadaję i nic już w życiu nie osiągnę. Teraz czuję bezradność, przemęczenie, chcę zacząć działać, znaleźć pracę, ale nie wiem jak to zrobić, bo jestem strasznie załamana, zazdroszczę innym, jestem bez sił. Poradźcie, co mam robić aby poprawić swoje samopoczucie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niska samoocena - jak sobie z nią poradzić?

Mam 31 lat, zaczęłam staż w listopadzie, po 6 letniej przerwie w pracy(przeżyłam wypadek samochodowy, w którym złamałam kręgosłup, a później urodziłam córkę). Na początku wszystko świetnie mi wychodziło, starałam się, ale od jakiegoś czasu wszystko chrzanię, robię głupie i...

Mam 31 lat, zaczęłam staż w listopadzie, po 6 letniej przerwie w pracy(przeżyłam wypadek samochodowy, w którym złamałam kręgosłup, a później urodziłam córkę). Na początku wszystko świetnie mi wychodziło, starałam się, ale od jakiegoś czasu wszystko chrzanię, robię głupie i nie głupie błędy. Ciągle się mylę, a później dochodzę do tych błędów sama, ale oczywiście jest już za późno na wprowadzenie zmian. Koleżanka (która mnie wprowadza we wszystko, sama ma mnóstwo pracy i nie ma czasu mnie za rączkę prowadzić). PATRZY JUŻ NA MNIE KRZYWO i chyba żałuję, że to mnie wybrali z kilku kandydatek. Bardzo mi zależy na tej pracy, wiem, że firma chce zatrudnić osobę na moje stanowisko, ale obawiam się, że po tej serii błędów nie będą mnie chcieli! Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Może ja naprawdę się do niczego nie nadaję? (przynajmniej mam taką samoocenę). Dodam, że zawsze byłam osobą bardzo nieśmiałą. Mam nienajlepsze interakcje z ludźmi! Proszę o poradę, bo zwariuję zadręczając siebie i innych w moim bliskim otoczeniu!!!!!!!!!! A.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak podnieść samoocenę?

Witam. Mam 16 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie widzę żadnej chęci do życia. Miałem myśli samobójcze. Bardzo łatwo jest mnie zdenerwować i wyprowadzić z równowagi. Ciągle uważam, że za słabo się uczę,...

Witam. Mam 16 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie widzę żadnej chęci do życia. Miałem myśli samobójcze. Bardzo łatwo jest mnie zdenerwować i wyprowadzić z równowagi. Ciągle uważam, że za słabo się uczę, chociaż moje najbliższe otoczenie (rodzina, moja partnerka) mówią mi, że tak nie jest. Nie mogę znieść tego, że moja dziewczyna startuje w 3 olimpiadach i idzie jej świetnie, chociaż w ogóle się nie uczy, a ja nie przeszedłem nawet 1 etapu w jednej olimpiadzie, chociaż włożyłem w przygotowania całe swoje serce. Czuję się przy niej okropnie głupi, mało inteligentny. Mam wrażenie, że do niczego się nie nadaję. Nie potrafię dobrze grać na gitarze (chociaż gram już na niej rok), nie jestem dobry w harcerstwie, moim zdaniem słabo się uczę. Nie potrafię odnaleźć żadnej zalety w sobie. Uważam siebie za słabego. Aby dostać się na mój upragniony kierunek (medycyna) chciałbym poprawić swoje samopoczucie, ponieważ okropnie dręczą mnie te sprawy. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy ja się do niczego nie nadaję?

Witam, piszę, ponieważ nie wiem co się ze mną dzieje. Zacznę od początku. Mam 36 lat i związałam się z mężczyzna po 50., jest mi z nim wspaniale, ale ja obawiam się, żeby znajomi nie kpili ze mnie, że znalazłam...

Witam, piszę, ponieważ nie wiem co się ze mną dzieje. Zacznę od początku. Mam 36 lat i związałam się z mężczyzna po 50., jest mi z nim wspaniale, ale ja obawiam się, żeby znajomi nie kpili ze mnie, że znalazłam sobie starszego faceta, bo nie umiałam znaleźć sobie innego (a tak nie jest, jest on wspaniałym człowiekiem). Miałam parę związków nieudanych i dopiero przy nim znalazłam miłość i szacunek, nikt ze znajomych nie wie, że się związaliśmy, ja się wstydzę chyba, już sama nie wiem jak to nazwać. Druga rzecz to mam paniczny lęk przed podjęciem nowej pracy, zmieniłam miejsce zamieszkania żeby łatwiej mi było coś znaleźć i na tym stanęło, nie umiem sobie poradzić żeby iść i zacząć czegoś szukać, obawiam się, że nie podołam niczemu. Jako dziecko nigdy nie byłam motywowana, wręcz zawsze byłam głupia i do niczego się nie nadawałam - może tak faktycznie jest? Jestem tchórzem, pomóżcie mi - jak z tego wybrnąć? Pozdrawiam, Ewelina

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Stres czy depresja?

Witam, chciałbym prosić o poradę w związku z moim problemem, który uważam za poważny i uciążliwy. Otóż trwa on już bardzo długo, bo aż około 5 lat, zapoczątkowany został raczej gdy byłem dzieckiem (aktualnie mam 17 lat). Jako człowiek mam...

Witam, chciałbym prosić o poradę w związku z moim problemem, który uważam za poważny i uciążliwy. Otóż trwa on już bardzo długo, bo aż około 5 lat, zapoczątkowany został raczej gdy byłem dzieckiem (aktualnie mam 17 lat). Jako człowiek mam bardzo słabą psychikę, łatwo ulegam opinii innych, szybko się denerwuję. Bezpośrednio mój problem zaczął się od błahostek, problemów w szkole itp, po każdym niepowodzeniu zaczynałem się zamartwiać, atakował mnie ogromny stres, który czasami nawet nie pozwalał mi zasnąć, ponieważ przez niego właśnie strasznie się pociłem i denerwowałem. Od tamtego czasu zacząłem widzieć samego siebie jako człowieka bezwartościowego, za każdym razem gdy pojawi się kolejne zmartwienie przez długie miesiące zawracam sobie nim głowę, doprowadzając się do granic wytrzymałości psychicznej negatywnymi przemyśleniami na jego temat. Jeśli usłyszę natomiast kogoś, kto podaje jakiś opis nienormalnej grupy społecznej od razu zaczynam znajdować jej zgodne czynniki z moją osobą. Mam również wrażenie, iż nie potrafię rozgraniczać uczuć oraz sam jestem martwą, nic nie czującą skorupą, dlatego po poznaniu pewnej dziewczyny nie potrafię stwierdzić co do niej czuję. Uważam się za człowieka gorszego od innych, źle czuję się w towarzystwie grupy osób, ponieważ czuję się jakby patrzeli na mnie przez pryzmat moich problemów, widząc we mnie same wady. Dotychczas radziłem sobie z tym problemem spędzając długi czas na komputerze, odłączając się i zapominając o moich problemach, jednak to już przestaje pomagać, i stwarza następny problem jakim jest uzależnienie. Dlatego w każdej chwili zamartwiam sam siebie i przyjmuję wielkie dawki stresu, po prostu nie zauważam pozytywów oraz nie potrafię pozytywnie myśleć, dlatego nie potrafię się również zaangażował poważniej w żadną sprawę, ponieważ od razu myślę tylko o konsekwencjach pozostając dalej, na uboczu.. Serdecznie prosiłbym o pomoc oraz rozeznanie w moim problemie, ponieważ czuję, iż samemu nie daję rady opanować własnego życia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego jestem odrzucana przez rówieśników?

Witam, Nazywam się Agata, mam 13 lat. Z brakiem akceptacji borykam się od kilku lat. Mianowicie już w czwartej klasie byłam wyśmiewana przez kolegów z klasy, ponieważ mam małą nadwagę. Jestem wrażliwą osobą i wszelkie - mimo, że głupie...

Witam, Nazywam się Agata, mam 13 lat. Z brakiem akceptacji borykam się od kilku lat. Mianowicie już w czwartej klasie byłam wyśmiewana przez kolegów z klasy, ponieważ mam małą nadwagę. Jestem wrażliwą osobą i wszelkie - mimo, że głupie - uwagi biorę sobie do serca. Ich wyzwiska nie ograniczyły się tylko na słowach "grubas". Byłam "dziwakiem", "wyrzutkiem" i "ofiarą losu". A ja, jako że jestem osobą nieśmiałą i raczej słabą psychicznie zaczęłam się izolować. Z czasem ograniczałam się do jednej koleżanki, z którą lubiłam wówczas w czasie szkolnym spędzać przerwy, czy chociażby siedzieć w ławce. Moje problemy z wiekiem nabrały większych rozmiarów. Poszłam do gimnazjum, jednak tam nie było wcale lepiej. Trafiłam do klasy z dziewczynami, które dokuczały mi w poprzednich latach. I tym razem było podobnie. Opluwały mnie na przerwach, wyśmiewały przy znajomych. Ogólnie w szkole nie byłam akceptowana ze względu na odmienny gust muzyczny. Po powrocie ze szkoły zalewałam się łzami. Dodam, że w szóstej klasie miałam myśli samobójcze z tego powodu. Zastanawiam się, czy to, że jestem małomówna im przeszkadzało… Widząc mój stan psychiczny mama postanowiła zmienić mi szkołę. Na początku października przyjęli mnie do innego gimnazjum. Niby mam dobry kontakt z tamtejszymi ludźmi, jednak na tyle, by mówić sobie cześć na ulicy. Wymienię z nimi od czasu do czasu kilka zdań, ale na tym staje nasza znajomość. Nie potrafię się zaaklimatyzować i trudno mi jest zaufać ludziom. Boję się odrzucenia, ale tym samym sama się na samotność skazuję. Nie potrafię się przemóc i to jest mój problem. Przyjaciółka często zaprasza mnie do swoich znajomych, ja jednak wyszukuję sto innych wymówek by nie iść. Przez takie zachowanie owa przyjaciółka wielokrotnie prawiła mi kazania, które dotyczyły mojego głupiego zachowania. Ale jeśli już szłam na takie spotkanie to czułam się tam nieswojo i praktycznie siedziałam w koncie przypatrując się innym. Nie radzę sobie z tym, a nie wiem gdzie szukać pomocy. Rodzice zwykli mówić, że minie mi to z wiekiem. Może i tak, ale chciałabym nawiązywać jakieś znajomości. I przede wszystkim znaleźć towarzystwo, bo moje ogranicza się do dwóch osób. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem z koncentracją. Mimo że godzinami uczę się na sprawdziany dostaję mierne oceny. Z powodu stresu kilkakrotnie wylądowałam u szkolnej pielęgniarki, która podawała mi leki uspakajające. Proszę o jakąś dobrą radę. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy już zawsze będę samotna i nudna?

Od dziecka byłam alienem. Grzeczna dziewczynka, bardzo dobre wyniki w nauce, ale znajomych mogłam policzyć na palcach. Poziom szkół się zmieniał, ilość koleżanek również. W podstawówce dobre 4 koleżanki, w gimnazjum już tylko jedna + rozmowy z innymi dziewczynami aż...

Od dziecka byłam alienem. Grzeczna dziewczynka, bardzo dobre wyniki w nauce, ale znajomych mogłam policzyć na palcach. Poziom szkół się zmieniał, ilość koleżanek również. W podstawówce dobre 4 koleżanki, w gimnazjum już tylko jedna + rozmowy z innymi dziewczynami aż w końcu totalnie się zamknęłam gdy poszłam do liceum. Mam jedną koleżankę. Oczywiście uważają nas za alieny, ale nikt się nie czepia. Po prostu starają się nas omijać. Nie potrafię odnaleźć się w życiu. Kiedyś koleżanki nie były mi tak potrzebne. Teraz nie mam z kim wyjść na miasto. Niestety, nie jestem typem imprezowiczki. Żadnych używek, dyskotek, wysoka kultura osobista, dziwne zamiłowania jak na mój młody wiek (18lat) - muzyka klasyczna, teatr, filharmonia. Gdy dowiedział się o tym jeden z moich "znajomych", wyśmiał mnie i zmieszał z błotem przed jego znajomymi mówiąc jaka to ze mnie "grzeczna dziewczynka, która nawet nie ruszy piwa". Ludzi to zniechęca a ja czasem wstydzę się być po prostu sobą. Gdy byłam młodsza, moja najbliższa koleżanka potrafiła powiedzieć mi wprost jaka to jestem brzydka i pytać się innych czy się z tym zgadzają. Jakoś to znosiłam, bo wiedziałam, że mam tylko ją. Przez to moja samoocena sięga dna do dnia dzisiejszego. Nie potrafię spojrzeć ludziom w oczy, nie lubię gdy na mnie patrzą, od razu wydaje mi się, że myślą jaka to jestem okropna i mam ochotę uciec. Jestem cholernie nieśmiała, nawet przez internet ciężko mi kogoś poznać. Nie wiem o czym rozmawiać. Próbowałam się przełamać, ale kończyło się na kompromitujących, niezręcznych rozmowach w których ledwo sklejałam jedno zdanie. Rodzice uważają, że jestem chora, że ludzie w moim wieku się bawią, a ja siedzę całymi dniami przy komputerze. Jedyna osoba, z którą mogę gdzieś wyjść to mama, nikogo więcej nie mam. Koleżanka z liceum ma inne zajęcia, to jedynie koleżanka ze szkoły. Doszło do tego, że zapisałam się na pianino do prywatnej szkoły muzycznej, bo chciałam żeby w końcu ktoś mnie docenił. Nauczyciele i rodzice docenili co podnosi mnie na duchu i to dla nich się staram. Lubię, gdy się cieszą. Zapisywałam się na różne kursy, począwszy od kursów językowych poprzez rysunek skończywszy na tańcu. Tylko ja nie potrafiłam odnaleźć się w grupie. Do tej pory nie wiem nawet jak się ci ludzie nazywali. Czy już zawsze będę taka samotna i nudna? Mam same najgorsze cechy - nieśmiała, sztywna, niepewna siebie. Chciałabym z tym skończyć, starałam się ale najwidoczniej jest mi pisane być odtrąconą. Mam iść do psychiatry? Co jest ze mną nie tak? Boję się studiów. Wiem, że tam też nikogo nie będę miała. Czy z tego jeszcze wyrosnę? Czuję,że marnuję życie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Skąd te konflikty we mnie: Niska samoocena i problem z seksualnością

Moje problemy są nieco rozgałęzione, ale względnie sprowadzają się do niskiej samooceny, niedowartościowania i możliwe, że coś jeszcze się w tym kryje. Jestem człowiekiem do szpiku kości świadomym i nie potrafię przestać myśleć. Jednocześnie wpadłem w błędne koło głębokich...

Moje problemy są nieco rozgałęzione, ale względnie sprowadzają się do niskiej samooceny, niedowartościowania i możliwe, że coś jeszcze się w tym kryje. Jestem człowiekiem do szpiku kości świadomym i nie potrafię przestać myśleć. Jednocześnie wpadłem w błędne koło głębokich rozważań w poszukiwaniu „złotego środka” na moje problemy, które sprowadzają mnie do jeszcze głębszych i bezowocnych przemyśleń. Ten stan „wiecznego myśliciela” jest dość uciążliwy i odbiera możliwość pełnego oddania się bazowym ludzkim emocjom, niosącym radości, smutki czy wiele innych uczuć. Pominę już fakt problemów ze snem, głównie z zasypianiem i rozbijaniem każdego problemu, z którym mam do czynienia, na czynniki pierwsze. Głównymi powodami problemów i kontemplacji nad nimi jest seksualność oraz system wartości w odniesieniu ideologicznym. Mam 27 lat, jestem żonaty od pięciu lat. Staram się żyć zdrowo, regularnie ćwiczę, we współżyciu żadna partnerka nigdy na mnie nie narzekała, a mimo to sam sobie „dowalam” w kwestiach atrakcyjności (nie czuję się atrakcyjny dla kobiet), współżycia (kiepski kochanek), atrybutów męskości (wielkość, twardość przyrodzenia), płodności (bezowocne starania o dziecko), a nawet w relacjach z kobietami (nieznajome omijam szerokim lukiem). Uczyniłem też rzecz niedobrą, bo dla chęci przełamania się spałem z inną kobietą i – mimo zaskakująco pozytywnego wyniku – nie zaszły żadne zmiany w moim myśleniu. W zamian, sumienie bardziej zaczęło mi ciążyć. Nawet wstyd się przyznać, że na tym tle czuję się jak dzieciak, który piersi w ręku nie czuł, a rozpływa się nad ciałami modelek czy gwiazd show-biznesu. Jestem człowiekiem bardzo spokojnym i duże znaczenie w moim życiu odgrywają idee, czyli specyficzny system wartości bazujący na tradycjonalizmie i wojowniczej naturze. Ciąży mi to niezmiernie, gdyż pojęcia jak duma, honor, godność, rodzina są dla mnie istotne, a wchodzą w konflikt ze współcześnie funkcjonującymi modelami społecznymi i ustrojem. Jest to także swoisty „chemiczny kołowrotek”, bo działanie zgodnie z tym i w obronie tego, w co wierzę i co jest dla mnie cenne, zderza się z nieugiętą świadomością tworzącą kilka scenariuszy, które kończą się dla mnie zawsze źle. Koniec końców, sam siebie paraliżuję przed jakimkolwiek działaniem, a po fakcie wrzucam sobie samemu od hańbą okrytych tchórzy i nieudaczników. Zdecydowałem sie napisać, bo takie chore postępowanie niszczy mój związek, niszczy życie moje i moich bliskich. Dziwię się, że żona mnie jeszcze w d*** nie kopnęła i znosi te męki ze mną.  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Strach przed sukcesem - jak się pozbyć lęków związanych z samorozwojem?

Witam, Jestem 22 letnią dziewczyną, która obecnie studiuje. Wydaje mi się, że jestem dosyć ambitną dziewczyną, ale trochę leniwą. Nie zmienia to jednak faktu, że moje osobiste obawy blokują mi drogę do sukcesu. Z trudem skończyłam studia licencjackie (filologię germańską),...

Witam, Jestem 22 letnią dziewczyną, która obecnie studiuje. Wydaje mi się, że jestem dosyć ambitną dziewczyną, ale trochę leniwą. Nie zmienia to jednak faktu, że moje osobiste obawy blokują mi drogę do sukcesu. Z trudem skończyłam studia licencjackie (filologię germańską), teraz jestem na pedagogice na studiach magisterskich. Gdyby nie pomoc pewnej osoby z zewnątrz pewnie nie udałoby mi się ukończyć licencjata. Już na początku, w drodze do szkoły, nie chciałam wsiąść do pociągu, bo bałam się, że przegapię stację. Zapierałam się rękami i nogami byleby tylko nie iść po liceum do szkoły. Bałam się zapytać ludzi w pociągu o cokolwiek, nie mogłam wytrzymać podróży, bo strasznie się denerwowałam. Jednak mama wręcz kazała mi pójść na studia, nie miałam wyboru, musiałam to zrobić. Zajęcia były prowadzone w języku obcym, wymagana była też konwersacja prowadzona po niemiecku. Nie mogłam wtedy wytrzymać presji, że zaraz wykładowca mnie zapyta, a ja będę musiała mówić… To było okropne. Nawet gdy coś wiedziałam, to się nie odezwałam. Nie chciałam, aby ktoś mnie słuchał i myślał o mnie. Przed i w trakcie zajęć cała dygotałam, serce tak kołatało, że chciało mi wyskoczyć z piersi, pociły mi się ręce i stopy, makijaż zrobiony przed wyjściem do szkoły spływał. To było nie lada wyzwanie, czułam, że nie wytrzymam. Ukończyłam studia licencjackie z wynikiem tylko dostatecznym i w dalszym ciągu uważam, że nie potrafię mówić po niemiecku. Chciałabym jednak ukończyć studia magisterskie na kierunku filologia germańska i zacząć też inne studia po hiszpańsku. Nie wiem, czy sprostam wyzwaniom. Nie mam do końca obranego celu w życiu. Mam problemy, nie wiem co chciałabym robić w przyszłości. Jedyne co mnie motywuje to pieniądze. Może dlatego, że moi rodzice dobrze zarabiają i przyzwyczaiłam się już do wysokiego standardu życia, nie poznałam smaku biedy. Boję się wszystkiego, może dlatego, że gdy byłam mała bił mnie ojciec, a matka nie poświęcała mi zbyt wiele uwagi. Często płaczę nawet bez powodu, boję się iść koło ludzi z podniesioną głową, nie lubię się wyróżniać, boję się odezwać. Mam żal do siebie, że nie mogę skończyć prestiżowego kierunku, takiego jak farmacja czy medycyna. Czuję się jak głupek, w dodatku brzydki, bo za taką siebie uważam. Mój chłopak planuje ślub za 2 lata, dziecko za 3, 4. Ja wtedy chciałabym jeszcze się uczyć, aby coś ukończyć. Jestem zła na niego, on uważa, że wyjazdy za granicę nie są potrzebne aby opanować język obcy. Ja jestem innego zdania. Chce opanować wreszcie niemiecki pomagając sobie właśnie wypadami za granicę. Boję się, że w przyszłości będę mieć niewiele pieniędzy, a tego nie chciałabym. W dodatku mam żal do chłopaka, że nie zdał roku, teraz siedzi w domu i się obija, gra na komputerze. Ja myślę czasami, że nie zdoła utrzymać mnie i ewentualnie dziecka. Może jestem materialistką, ale byłabym zła, gdyby mój przyszły mąż zarabiał tylko 1500 złotych. Ja gonię go do pracy w domu, widać, że mu się czasami nie chce nic robić. Co ja mam zrobić? Czy mam podjąć decyzję o dalszej nauce i wyjazdach za granicę być może kosztem naszego związku? Czy zdać się na niego i tylko dokończyć studia magisterskie? Mam mętlik w głowie… Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam niskie poczucie wartości z powodu własnego wyglądu - co robić?

Witam serdecznie! Mam 17 lat. Jestem w 2 klasie liceum. Mniej więcej od pójścia do szkoły ponadgimnazjalnej zaczęły się moje problemy, o których wstydzę się komukolwiek powiedzieć, gdyż nie bardzo chcę się użalać, choć to mi nawet pomaga. Otóż od...

Witam serdecznie! Mam 17 lat. Jestem w 2 klasie liceum. Mniej więcej od pójścia do szkoły ponadgimnazjalnej zaczęły się moje problemy, o których wstydzę się komukolwiek powiedzieć, gdyż nie bardzo chcę się użalać, choć to mi nawet pomaga. Otóż od dość długiego czasu mam okropnie zły nastrój. Nie mogę spać, źle się czuję i nie mogę się skoncentrować. Oprócz tego, mam chyba okropnie niskie poczucie wartości, co wiele osób mi już powiedziało, wnioskując z konwersacji (nie wiem sam, jak doszli do tego wniosku). Skąd się wzięło to poczucie – do końca nie wiem. Zawsze byłem bardzo dobrym uczniem, wiedziałem, że wszystko mi wyjdzie, etc. To zaczęło się chyba od wyglądu. Otóż jestem przeraźliwie chudy (każdy mi to powie). Najbardziej nie lubię, jak ludzie pytają, czy normalnie jem. Dlaczego takie pytania do osób otyłych są uważane za obraźliwe, a do takich szkieletorów jak ja – nie? Tego nie wiem. Ważę ok. 60 kg przy 177 cm wzrostu. Kiedyś mnie to nie obchodziło, ale z czasem rodzice zaczęli narzekać na mój wygląd. Moja matka: nie znajdziesz pracy, nikt nie chce takich osób jak ty. Chyba chciała mnie zmobilizować do pracy nad sobą – fizycznie. Ja sam nie miałem oporów, ale ile bym nie ćwiczył, czego nie jadł, czego nie stosował, zawsze pozostawała taka sama waga, może trochę rozwinąłem mięśnie, co i tak przy moim ogólnym wyglądzie nie ma znaczenia. Właśnie myślę, że te pretensje ze strony rodziców zadziałały najbardziej, szczególnie po tym, jak mi nie wyszło z tym przybraniem na masie. Czasem myślę, że przyjdą ze sznurem i mi powiedzą – po co im taki syn. Mam jeszcze troje rodzeństwa – dwie siostry i brata. Wszyscy są ,,wyrobieni", szczególnie moja siostra bliźniaczka. Z kolei ja zawsze miałem najlepsze wyniki w nauce, ale to i tak się nie liczyło, bo nawet i na to można ponarzekać. W domu wszyscy się ze mnie śmieją (Maciek! Program o odchudzaniu, Nie stój bokiem, bo cię nie widać, Może kiedyś dostaniesz papiery na niepełnosprawność). Zdrowie mam też dobre, ostatnio chorowałem jakieś trzy lata temu. W odróżnieniu od brata, nie piję, ale i tak zawsze jestem ten najsłabszy. Nienawidzę WF-u, chociaż kiedyś lubiłem, ale teraz czuję się jakby każdy miał prawo mnie zabić za to, jaki jestem beznadziejny. Boję się ruszyć, wszyscy na mnie wrzeszczą. Nienawidzę powrotów do domu, mam daleko do przystanku, wstydzę się przejść ulicą. Nakładam trzy warstwy ubrań. Nigdy nie kupuję ubrań w normalnym sklepie, bo wstydzę się wejść (po co na takie ciało coś nowego – tak myślę). Oprócz tego, sam łapię się na tym, że zacząłem uważać się za gorszego – np. myję się w lodowatej wodzie, bo nie zmarnuję na takiego jak ja ciepłej wody. Każda uwaga o tym, jak wyglądam, nawet ,,sympatyczna", sprawia, że do końca dnia do nikogo się nie odzywam. Nigdzie nie wychodzę, nie mówię o chodzeniu na jakieś tam zabawy albo postaraniu sie o dziewczynę. W klasie wszyscy chłopcy je mają, tylko nie ja, no i oczywiście od razu jestem gejem. Wiem, że to żałosne, ale co dwadzieścia minut pocieszam się samobójstwem, chociaż wiem, że tego nie zrobię, bo pamiętam, że kiedyś było lepiej. Nie wiem jednak, co robić, bo siebie zaakceptować nie umiem. A do psychologa nie pójdę, bo mieszkam na wsi. Raz już poprosiłem rodziców, aby mnie podwieźli, ale z tego powodu mieli tylko kupę śmiechu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czuję się fatalnie - jak odzyskać wiarę w siebie?

Mam 19 lat. Od jakiegoś czasu czuję się fatalnie. Mam problemy z nauką, nie potrafię się do niej zmotywować. Jest mi bardzo ciężko nawiązać nową znajomość, tym bardziej z dziewczynami. Nie potrafię znaleźć w sobie pozytywnych cech. Co mam...

Mam 19 lat. Od jakiegoś czasu czuję się fatalnie. Mam problemy z nauką, nie potrafię się do niej zmotywować. Jest mi bardzo ciężko nawiązać nową znajomość, tym bardziej z dziewczynami. Nie potrafię znaleźć w sobie pozytywnych cech. Co mam zrobić, żeby siebie zmienić? Żeby ludzie widzieli mnie jako inną osobę? Dodam, że jestem nieśmiały, w szkole zawsze siadam z kolegami w tym samym miejscu...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Brak uczucia miłości, myśli samobójcze - co robić?

A mianowicie, mam na imię Damian, mam 17 lat. Nigdy nie miałem dziewczyny i jestem brzydki i mam kompleksy co do swojego wyglądu. Większość moich kumpli mają już dziewczyny. A ja tak nie mogę, chciałbym kogoś kochać i być kochanym,...

A mianowicie, mam na imię Damian, mam 17 lat. Nigdy nie miałem dziewczyny i jestem brzydki i mam kompleksy co do swojego wyglądu. Większość moich kumpli mają już dziewczyny. A ja tak nie mogę, chciałbym kogoś kochać i być kochanym, ale z moim wyglądem. W ogóle brak mi wiary w siebie i w samotnych chwilach, gdy siedzę w domu i tak sobie myślę odechciewa mi się żyć. Jeśli nic się nie zmieni chyba popełnię samobójstwo.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Niska samoocena, brak wiary w siebie - jak sobie poradzić?

Witam, Nie wiem od czego zacząć, może tak: mam problem z rozmowami z innymi ludźmi, nie mam pojęcia czym jest spowodowany, ponieważ w moim życiu nie wydarzyło się nic strasznego, wiem tylko, że na problem składa się niska samoocena spowodowana...

Witam, Nie wiem od czego zacząć, może tak: mam problem z rozmowami z innymi ludźmi, nie mam pojęcia czym jest spowodowany, ponieważ w moim życiu nie wydarzyło się nic strasznego, wiem tylko, że na problem składa się niska samoocena spowodowana najprawdopodobniej tym, że rodzice trzymali mnie pod kloszem, wszystkiego zakazywali, nie pozwalali wychodzić z koleżankami nawet się przejść, bo twierdzili, że jestem za mała żeby samej chodzić po mieście lub wsi (to było w podstawówce). Wtedy miałam jedną przyjaciółkę i zawsze jej się żaliłam, że czuję się "jak pies na łańcuchu", a jednak teraz jestem dorosła i niby nie mam tego "łańcucha", a nadal siedzę w domu, nigdzie nie wychodzę. Nawet w szkole (w małej klasie społecznego liceum) mam problem z rozmowami z osobami z klasy - rozmawiam raptem z trzema osobami. Z resztą „cześć, cześć” i jak zaczynają rozmowę to ucinam temat, jest gorzej, bo jeśli rozmówcą jest chłopak to problemem jest dla mnie odpowiedzieć na pytanie "cześć, co tam?", a wśród osób, których nie znam w ogóle milczę (pamiętam, że w podstawówce właśnie wszyscy, a zwłaszcza chłopacy, śmiali się z tego, że nic mi nie wolno). Także jak już nawet z kimś rozmawiam to przerasta się patrzenie w oczy, zazwyczaj patrzę w stół, podłogę, lub gdzieś w dal, obawiam się reakcji na każde wypowiedziane przeze mnie słowo. No i żyłam sobie z tym wszystkim spokojnie, nawet było coraz lepiej, nawet z chłopakami z klasy czasem udało się mi ze dwa zdania zamienić o jakiś banalnych tematach, ale pojawia się następny problem: właśnie odmówiłam udziału w studniówce z tego powodu, że w gimnazjum był organizowany bal na zakończenie, nie chciałam iść ale dałam się namówić koleżance - to była porażka, tylko siedziałam i podpierałam ścianę, wydawało mi się że wyglądam ohydnie, poza tym nie lubię zdjęć (wydaje mi się, że wychodzę strasznie), nie lubię tańczyć (bo kompletnie nie umiem), w ogóle nie toleruję sukienek i innych butów jak adidasy. I teraz to wszystko wraca, wszyscy gadają o studniówce, a ja czuję się koszmarnie, bo znowu skopałam sprawę, miałam się zmienić, a znowu stchórzyłam. Chcę się zmienić, ale zawsze stawiam sobie zbyt wysokie wymagania i szybko się poddaję, nie wierzę w to, że mogę być inna. Również bardzo się stresuję wypowiedziami publicznymi a niedługo matura... Teraz zastanawiam się którędy droga, nie chcę przez całe życie gadać do ściany, już nie mam pojęcia co robić żeby się w końcu udało. PS. Ostatnio jeszcze jakoś dręczy mnie samotność - niby nic dziwnego, ale już nie mam pojęcia czym zabijać czas, bardzo mi się dłuży, w wtedy w myślach tworzę historie, w których jestem przeciwieństwem tej opisanej tutaj, i nie mogę wyjść wtedy z ponurego humoru.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie potrafie zaakceptować siebie - co mam robić?

Sama nie wiem od czego zacząć, co jest najważniejsze... W wieku 14 odszedł mój ojciec do innej kobiety mija 7 rok i śladu po nim nie ma (do tej pory byłam jego oczkiem w głowie, teraz nie chce mnie znać)....

Sama nie wiem od czego zacząć, co jest najważniejsze... W wieku 14 odszedł mój ojciec do innej kobiety mija 7 rok i śladu po nim nie ma (do tej pory byłam jego oczkiem w głowie, teraz nie chce mnie znać). Mam 21 lat, studiuję na dwóch kierunkach, większość ludzi mi mówi, że jestem ładna, miła itd., ale ja tego nie widzę. Patrząc w lustro widzę dziewczynę z samymi wadami nie umiem powiedzieć sobie "ej, jesteś super dziewczyną, nic złego się nie wydarzy". Byłam w związku z chłopakiem 6 lat, ale na boku miał dwie inne - niby nic poważnego, zwykłe kokietowanie, ale mnie to zraniło - odeszłam. Teraz znów jesteśmy razem, dojrzał, przez ten cały czas kochał mnie i dalej kocha, ale ja się boję, że pojawi się ktoś inny, choć nie mam do tego podstaw - każda dziewczyna jest dla mnie zagrożeniem (ja tak uważam), nie umiem spojrzeć na siebie jak na atrakcyjną dziewczynę. Uważam, że jestem za gruba, ciągle się odchudzam, żeby podobać się temu jedynemu (choć on nie daje mi podstaw do takich paranoi) i sobie, ale one są we mnie:(. Proszę o pomoc, co mam robić, bo pobadam w depresję - nic mnie nie cieszy, nie mogę po prostu na siebie patrzeć…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nienawidzę siebie - co mam zrobić?

Jako dziecko wychowałem się na wsi. Mieszkałem razem z mamą babcią i dziadkiem. Moi rodzice są po rozwodzie. Ojciec podobno bił mnie jak byłem mały i taki powód podaje mama. Ja nie mogę stwierdzić, że to prawda, bo odkąd sięgnę...

Jako dziecko wychowałem się na wsi. Mieszkałem razem z mamą babcią i dziadkiem. Moi rodzice są po rozwodzie. Ojciec podobno bił mnie jak byłem mały i taki powód podaje mama. Ja nie mogę stwierdzić, że to prawda, bo odkąd sięgnę pamięcią to on już z nami nie mieszkał, a byłem zbyt mały żeby to pamiętać. Ojciec odwiedzał mnie co dwa tygodnie w niedziele. Jako że nie mam rodzeństwa, zawsze bawiłem się sam. Czasami odwiedzała nas kuzynka, która jest rok starsza ode mnie i to tak naprawdę jedyna osoba, z którą raz na jakiś czas mogłem się pobawić. W wieku 6 lat przeprowadziłem się z mamą ze wsi do pewnej miejscowości, w której to znajdowała się szkoła podstawowa, do której od września zacząłem uczęszczać. Z pomocą mamy uczyłem się bardzo dobrze, chociaż byłem nieśmiały i zamknięty w sobie. Jako dziecko interesowały mnie mało przyziemne rzeczy. Kiedy większość chłopców interesowała się samochodami, sportem, ja wolałem czytać o zwierzętach, szczególnie o dinozaurach. Fascynowała mnie fantastyka i science-fiction – takie też filmy lubiłem oglądać najbardziej. Podczas trwania roku szkolnego nie wychodziłem nigdy pobawić się z kolegami. Po prostu bałem się gdzieś wyjść bez mamy. Podczas wakacji wyjeżdżaliśmy z mamą do dziadków i tam się sam bawiłem. W 3 klasie po raz ostatni odwiedził mnie mój ojciec. Do dziś nie mam z nim kontaktów. Moje spokojne życie zmieniło się w 4 klasie kiedy to pewna trójka chłopców zaczęła ze mnie publicznie kpić. Zaczęło się to na wf. Nie wiem dlaczego to robili, czy dlatego że byłem nieśmiały i skryty, czy dlatego, że z wf nie byłem zbyt dobry, a może śmieli się z mojego wyglądu. Nie chodzili oni do mojej klasy tylko do klasy równorzędnej. Kiedy spotykałem ich na boisku, czy na wf to wymyślali na mnie coraz to nowsze przezwiska. W 6 klasie dostałem swój pierwszy komputer i od tamtej pory gry komputerowe stały się moim jedynym hobby. Kiedy skończyłem podstawówkę, zacząłem chodzić do gimnazjum. Niefortunnie okazało się, że będę w klasie z tą trójką chłopców. W tedy zaczęło się piekło. Praktycznie dokuczali mi codziennie na każdej przerwie, a nawet na lekcjach jak tylko wydarzyła się okazja. Inni klasowicze, których nie znałem widząc to, również zaczęła się ze mnie nabijać. W efekcie nabijała się ze mnie prawie cała klasa, nowi koledzy i koleżanki wyrobili sobie o mnie opinie jako o popychadle i klasowej pierodle. Zacząłem być jeszcze bardziej wstydliwy. Zaczęły mi się intensywnie pocić ręce, zaczęło mi cuchnąć z ust, z nerwów ciężko mi było jeść. Zacząłem się również często czerwienić, szczególnie przy dziewczynach, które też mnie wyśmiewały. Wystarczy że jakaś się odwróciła, odezwała do mnie, bądź usiadła koło mnie to już robiłem się czerwony jak rak. Zacząłem się gorzej uczyć. W domu przestałem się uczyć. Mama już nie kontrolowała mojej nauki tak jak kiedyś. Żeby wyładować stres całe dnie grałem na komputerze. Najbardziej przeszkadzało mi w sobie to, że jestem nieśmiały i że nie mam o czym rozmawiać z innymi ludźmi. Przestała mnie nawet odwiedzać kuzynka, z którą bawiłem się jak byłem mały. Do tej pory nie wiem dlaczego. Taki stan rzeczy trwał, aż skończyłem gimnazjum. Kiedy dostałem się do pewnego liceum, myślałem, że moje życie się odmieni. Nowa szkoła, środowisko, koledzy pozwolą zapomnieć o tym wszystkim. Okazało się, że jest równie źle jak nie gorzej. Znowu znalazła się pewna osoba, która zaczęła ze mnie kpić. Wyszydzał mnie za mój wygląd, poruszanie się, za nieśmiałość i za to, że byłem zamknięty w sobie i nie miałem o czym rozmawiać z nimi. W efekcie znów stałem się obiektem kpin ze strony całej klasy. Uczyłem się tam jeszcze gorzej. Zacząłem często wagarować, kręciłem się bez sensu po mieście, albo jeździłem autobusem w kółko. Nie mogłem już wytrzymać. W końcu jakoś udało mi się skończyć liceum i zdać maturę. Dostałem się na studia. Okazało się, że ludzie na moim kierunku są bardzo w porządku i wreszcie zaznam spokoju. Teraz mogło by się wydawać, że już jest w porządku, ale paradoksalnie jest jeszcze gorzej. Większość ludzi na roku się nie znała. Z czasem zaczęli się poznawać i przyjaźnić. Wszyscy oprócz mnie. Wydaję mi się, że to przez to, że nie mam o czym z nimi rozmawiać. Chodzę bez przerwy smutny, nie potrafię się nawet uśmiechnąć. Wszyscy przyjaźnią się, rozmawiają odwiedzają się w akademikach, organizują prywatki, a nawet zawierają głębsze niż przyjaźń znajomości. Ja, chociaż początkowo byłem przez nich zapraszany np. na sylwestra, nigdy nie skorzystałem z tego, bo nigdy nie byłem na żadnej imprezie. To co mnie naprawdę boli to to, że nie potrafię się z nimi zaprzyjaźnić, a bardzo bym chciał, bo jestem bardzo samotny. Kiedy jestem przy nich czuje się jak piąte koło u wozu. Mam wrażenie, że nikogo nie obchodzę, bo o czym tu ze mną gadać. Rzygać mi się chce kiedy patrzę na to jak się śmieją i rozmawiają. Tak bardzo chciałbym być na ich miejscu. Chociaż wszyscy tam są dla mnie mili i uprzejmi to i tak mam wrażenie, że wyśmiewają mnie za plecami. Nie mogę tego potwierdzić, bo niczego takiego nie słyszałem. Po prostu takie mam przeczucie. Wydaję mi się, że wszyscy ludzie czują do mnie niechęć. Takie uczucie towarzyszy mi wszędzie: w autobusie, w kościele, na ulicy, czy nawet w rodzinie. Wydaję mi się, że wszyscy się ze mnie nabijają. Nawet kiedy ktoś na ulicy na mnie patrzy, czy nawet uśmiecha to wydaję mi się, że kpią z mojego wyglądu, albo z czegoś innego. Z reguły jestem bardzo przygnębiony, ale wystarczy, że uda mi się z kimś nawiązać rozmowę, chociaż na 5 minut to jestem szczęśliwy jakby jakaś dziewczyna się ze mną umówiła. Teraz mam 20 lat, prawie 21. Jestem bardzo samotny. Nie mam żadnych kolegów, ani już tym bardziej przyjaciół, czy dziewczyny. Jedna koleżanka na roku bardzo mi się podoba, jest również nieśmiała, ale i tak nie mam odwagi do niej wystartować, bo i tak nie wiem o czym z nią rozmawiać, a zresztą która by chciała coś takiego jak ja? Mam bardzo niską somoocenę i tak naprawdę nienawidzę siebie i swojego życia. Chociaż nie jestem najgorszym studentem na roku to i tak mam wrażenie, że jestem najgorszy. Od 2010 roku zacząłem użalać się nad sobą. Wmawiam sobie, że jestem najbardziej beznadziejną osobą na świecie, że jestem głupi, brzydki i potwornie nudny, że nikt mnie polubi, nie pokocha i już do końca życia zawsze będę sam. Od niedawna zacząłem bić się po głowie ciężkimi przedmiotami. Prawie codziennie wieczorem mam taką chwilę, że przez ok. 2 godziny gnębię się i wmawiam sobie różne rzeczy. Jestem pewien, że za jakiś czas popełnię samobójstwo, bo moja samotność i pogłębiająca nienawiść do siebie mnie zniszczą. Na razie tego nie zrobię, ponieważ mieszkam z mamą i babcią (dziadek już nie żyje). Byłoby to bardzo egoistyczne, gdybym je tak zostawił. Babcia ma już prawie 80 lat, więc pewnie już długo nie pożyje, a moja mama ma wrodzoną wadę serca, oraz tętniaka w sercu, co też nie wróży długiego żywota. To moje najbliższe i jedyne osoby, ale one i tak nic nie wiedzą o moich problemach i myślę, że nawet się nie domyślają, bo zawsze udaję, że wszystko jest w porządku. Jestem zbyt skryty, aby o tym powiedzieć. Wydaję mi się, że jestem taki bez charakteru. Zauważyłem, że większość chłopców czerpie wzorzec męskości od swoich ojców, a ja tak naprawdę go nigdy nie miałem. Nie wiem co to znaczy być mężczyzną. Mam problemy nawet z podejmowaniem decyzji. Jąkam się kiedy mówię. Moje życie to tak naprawdę nauka i dom i komputer. Z nikim się nie spotykam. Wolny czas spędzam w czterech ścianach w swoim pokoju przed komputerem. Nigdzie nie wychodzę, no chyba, że do sklepu czy dentysty itp. Nawet całe wakacje spędzam w pokoju i tak przez całe życie. Sylwester w tym roku, jak co roku spędziłem sam. Zamiast oglądać fajerwerki po prostu spałem. Nigdy nie byłem na imprezie. Nie umiem tańczyć (i nawet nie wyobrażam sobie, że mógłbym to zrobić - chyba spaliłbym się ze wstydu), nie byłem nigdy pijany i założę się, że niewielka ilość alkoholu by mnie upiła, a w rozmowie też jestem kiepski. Po prostu mam wrażenie, że prawdziwe życie przecieka mi między palcami, a ja nie potrafię nic z tym zrobić. Niczym się już właściwie nie interesuję, no może tylko grami komputerowymi i muzyką. Nawet nie wiem kim bym chciał w życiu zostać, ani jaki zawód wykonywać. Może po prostu nie chce być już tym kim jestem. Moim największym marzeniem jest obudzić się pewnego dnia jako inny człowiek. Chciałbym wszystko zacząć od nowa. Wiem, że to i tak się nigdy nie wydarzy, a nawet gdyby to i tak wszystko bym spieprzył. Nienawidzę swojego ojca. Kiedy sobie pomyśle, że jestem chociaż częściowo do niego podobny do ogarnia mnie wstyd i zażenowanie. Nie cierpię kiedy ktoś z rodziny mi mówi, że jestem do niego podobny. A to z wyglądu, a to z charakteru. Po prostu uważam, że to gnida i nieudacznik. Tak jak ja z resztą. Ciężko znaleźć mi motywację do nauki. Najczęściej wyobrażam sobie, że uczę się z kimś. Rozmawiam z tą osobą i razem się uczymy. Wiem, powinienem się leczyć. Nawet jak byłem mały to wyobrażałem sobie czasami, że się z kimś bawię. Tak, żeby było mniej samotno. W ogóle ja strasznie dużo myślę. Mam wrażenie, że życie toczy się w mojej głowie. Ja chyba myślę bez przerwy. W ogóle jestem bardzo bierną osobą. Moim zdaniem największym moim problemem jest to, że nie mam o czym rozmawiać z ludźmi. Niczym ciekawym się nie interesuję. W moim życiu nic się nie dzieję, nigdzie nie bywam, nie zwiedziłem żadnych ciekawych miejsc na świecie. Nigdy nie byłem za granicą, a najbardziej oddalone miejsce od mojego domu znajduje się z jakieś 300 km. W Polsce oczywiście. Nie mam żadnych ciekawych lub śmiesznych anegdot do opowiedzenia. Po prostu we mnie nie ma nic co mogłoby kogokolwiek zainteresować. Jeśli chodzi o moją wiarę to nie chcę wierzyć w Boga, choć wydaję mi się, że w niego wierzę. Chociaż sam nie wiem czy wierzę w niego, czy może w jakaś uosobioną formę rozpoznawania dobra i zła. Sumienie? Nie wiem nawet dlaczego nie chce w niego wierzyć. Może po prostu cały czas mam wrażenie, że ktoś patrzy mi na ręce kiedy robię coś złego. Nie wiem. Czuję do Boga złość. Czasami mam ochotę się do niego pomodlić, ale wiem, że to i tak nic nie da. Ja nawet nie wiem jak z nim rozmawiać. Nie wiem jaki ma sens wyklepywanie co chwilę tych głupich formułek – modlitw. Przecież on i tak tego nie słucha. A nawet gdy próbuję z nim rozmawiać jak z człowiekiem to i tak nie mam co liczyć, że mi pomoże, bo zwracam się do niego wtedy, gdy jest mi bardzo źle – a przecież powinienem to robić zawsze. W ogóle nie pojmuję jak można kochać kogoś kogo nie widać, z kim nie można porozmawiać, co najwyżej prowadzić monolog. Kiedyś ksiądz na mszy świętej powiedział, że Boga powinniśmy kochać bardziej niż jakakolwiek osobę na ziemi, np. mamę, żonę. Osoba, która tak go kocha chyba nie może być normalna. Nie wyobrażam sobie tego. Nawet przytoczył jakąś przypowieść o jakimś mężczyźnie, który to najbardziej na świecie kochał swoje dziecko. Potem to dziecko umarło, a ten mężczyzna cierpiał. Bóg zabrał mężczyźnie to dziecko, bo on kochał je bardziej od Boga. Ostatnio mam problemy z wypróżnianiem się. Mogę to robić tylko w domu. Kiedy jestem na wydziale to jestem tak zdenerwowany, że nie mogę się załatwić. Ani mocz, ani kał. Czasami jak mocno mi się chce to muszę wrócić do domu. Nie byłem z tym u lekarza. Zastanawiam się czy to może być objaw nerwicy – moja babcia ją ma. Piszę to wszystko chyba po to, bo mam ochotę się komuś wyżalić. Nie wiem czy po prostu powinienem się przestać użalać nad sobą bo to tylko młodzieńcze frustracje, czy to prawdziwy problem. Może powinienem się skupić na moich bliskich, a nie na sobie. Może jestem po prostu cholernym egoistą, który myśli tylko o sobie. A może powinienem pójść do psychologa, który wytrząsnął by mi te głupoty z głowy. Musiałbym o tym powiedzieć mamie. Nie wiem gdzie takiego dobrego psychologa w okolicy znaleźć. Wstydzę się do kogoś pójść i tak wyżalać. Znacznie łatwiej jest to napisać niż powiedzieć. Najgorsze jest to, że gdy czytam to co napisałem to to w najmniejszym stopniu nie oddaje tego co czuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Konfliktowość, huśtawki nastroju - co robić?

Co zrobić jeśli osoba jest nerwowa, konfliktowa, wiecznie niezadowolona i ma huśtawkami nastroju? Czuje się całkowicie bezradna, uważa, że nie poradzi sobie w życiu, że życie nie jest dla niej? Towarzyszy jej ciągły lęk, strach? Nawet najmniejsze niepowodzeni kończy się...

Co zrobić jeśli osoba jest nerwowa, konfliktowa, wiecznie niezadowolona i ma huśtawkami nastroju? Czuje się całkowicie bezradna, uważa, że nie poradzi sobie w życiu, że życie nie jest dla niej? Towarzyszy jej ciągły lęk, strach? Nawet najmniejsze niepowodzeni kończy się napadem płaczu, obwinianiem siebie lub innych? Nie potrafi podejmować decyzji, choć ma wiele planów i pomysłów na realizowanie swoich celów... przyjmuje postawę bierną w stosunku do wszystkiego, bo podświadomie wie, że i tak nic z tego nie wyjdzie? Nie potrafi rozmawiać, nawiązywać kontaktów z ludźmi, ponieważ uważa, że nikt jej nie polubi i nie zrozumie, dlatego izoluje się. Całe jej życie jest podporządkowane uczuciu strachu i bezsensu. Nie potrafi budować pozytywnych relacji partnerskich... zawsze pojawi się element kłótliwości i zazdrości (wynikający z faktu, że osoba boi się, że nie jest wystarczająco dobra i partnerka będzie próbowała "skoku w bok", a nie z faktu, że koś ją może zostawić). Ma problemy somatyczne: drętwienie koniczyn, bóle podbrzusza, bóle głowy, kłocie serca i bóle kręgów szyjnych. Rodzice nie rozumieją jej, gdyż uważają, że powinna wziąć się w garść... ona to wie, ale nie potrafi. Chciałaby iść do psychologa, ale to i tak bez sensu.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty