Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Moja bardzo niska samoocena

Witam! Mam duży problem z akceptacja siebie widzę to ja i moj obecny partner. Mam dziecko 5 letnie rozeszłam się z poprzednim partnerem i sama wychowywałam córeczkę po 8 miesiącach poznałam swojego obecnego partnera. Na początku było wszystko dobrze widziałam...

Witam! Mam duży problem z akceptacja siebie widzę to ja i moj obecny partner. Mam dziecko 5 letnie rozeszłam się z poprzednim partnerem i sama wychowywałam córeczkę po 8 miesiącach poznałam swojego obecnego partnera. Na początku było wszystko dobrze widziałam że się  jemu podobam ale po paru miesiącach sama zaczęłam się  sobie nie podobać. Jestem niska osoba 150cm i szczupła nigdy nie chciałam taka być jak widzę inne dziewczyny na ulicy które sa bardziej kobiece to im bardzo zazdroszczę i myślę że też bym chciała taka być. Partner zauważył ze dziwnie się  zachowuje i powiedziałam jemu ze jestem brzydka że się  sobie w ogóle nie podobam. On powiedział że ja jemu bardzo się  podobam że mnie kocha i ze chce dalej ze mną wychowywać moja córkę. Mam mu za złe że np czasami ogląda film pornograficzny jestem zła bo czuje ze on to ogłada bo go nie podniecam. On mówi ze każdy facet raz na jakiś czas ogląda i ze to jest normalne ale ja się  czuje podle pokasowałam jemu te filmy z nerwów by nie oglądał. Co mam zrobić proszę o pomoc błagam ja wiem ze moj partner mnie kocha zapewnia mnie ciągle ze mu się  podobam że jestem atrakcyjna. Nie chcę go stracić ja wiem ze on juz długo tego nie wytrzyma mojego płaczu bez powodu i obwiniania go ze taka jestem. Jeszcze do tego po ciąży mam trochę rozstępów i tez nie mogę na to patrzeć. Partnerowi w ogóle one nie przeszkadzają. Mi za to bardzo. Proszę mi pomoc. Dziękuję bardzo Magda 24

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to normalne, że jestem aż tak bardzo nieśmiała?

  Witam, Moim problemem jest nieśmiałość. Mam 13 lat. Nie lubię poznawać nowych osób. Zawsze próbuję tego uniknąć. Czuję się komfortowo w towarzystwie może 2-3 osób. Moja klasa jest bardzo zżyta, tylko ja od nich "odstaję". Jeśli ktoś do mnie...

  Witam, Moim problemem jest nieśmiałość. Mam 13 lat. Nie lubię poznawać nowych osób. Zawsze próbuję tego uniknąć. Czuję się komfortowo w towarzystwie może 2-3 osób. Moja klasa jest bardzo zżyta, tylko ja od nich "odstaję". Jeśli ktoś do mnie zagada od razu robię się czerwona i tylko mruczę coś pod nosem. A z chłopakami w ogóle nie rozmawiam. Nawet podczas spotkań rodzinnych nie udzielam się w rozmowach. A jeśli np. babcia zapyta się jak tam w szkole mówię "w porządku" i uciekam do łazienki. Nie lubię odpowiadać przy tablicy, nie udzielam się na lekcjach i jak tylko nauczyciel zapyta się o coś na lekcji robię się czerwona. Kiedy jadę autobusem lub idę ulicą wydaję mi się, że każdy się na mnie patrzy lub szepce do kogoś: "Jaka ona gruba, jak jest ubrana, jaki ma duży nas, a jakie włosy!". Nie lubię wychodzić z domu, bo boję się znaleźć w niekomfortowej sytuacji. A kiedy moja koleżanka chce mnie z kimś zapoznać lub zaprasza na urodziny gdzie będzie dużo osób, których nie znam, od razu się wymiguję, np. że nie mogę, bo jadę gdzieś z mamą. Znam mało osób i nie mam prawdziwych przyjaciół. Nawet moja mama ostatnio stwierdziła, że jestem bardzo cicha i czasami wydaje jej się to aż nienormalne. Czy kiedyś to minie samo, czy mam coś zrobić z tym problemem?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, bo chcę zostać projektantem mody, ale nie widzę sensu mojego życia?

Cześć, mam problem, sam nie wiem co mi jest. Mam wahania nastroju, nie wiem czego chcę, raz jestem wesoły, raz smutny, mam bardzo niską samoocenę, nie mam problemów z nawiązywaniem nowych kontaktów, jestem osoba odważną, ale od dłuższego czasu...

Cześć, mam problem, sam nie wiem co mi jest. Mam wahania nastroju, nie wiem czego chcę, raz jestem wesoły, raz smutny, mam bardzo niską samoocenę, nie mam problemów z nawiązywaniem nowych kontaktów, jestem osoba odważną, ale od dłuższego czasu wszystko mnie irytuje, nie lubię przebywać w towarzystwie innych osób, faktem jest, że od zawsze kocham samotność, bo pomaga mi rozmyślać. Może to jest wina tego, że jestem, tzn. będę projektantem mody, może się boję, że nic mi w tej dziedzinie nie wyjdzie, sam już nie wiem - jestem zdesperowany nie mam ochoty na nic, nie mam sensu życia. Proszę, a wręcz błagam o jakąś pomoc. W domu nie mam żadnych problemów, normalne kontakty z rodzicami.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co powinnam zrobić z tym, że jestem bardzo nieśmiała i z niczym sobie nie radzę?

  Dzień dobry, mam 20 lat i jestem studentką. Zawsze (a przynajmniej od początku dojrzewania) byłam osobą melancholijną, z niską samooceną i skłonną do zamartwiania się, ale odkąd zaczęłam studiować, nie poznaję samej siebie. Na moim kierunku nie ma...

  Dzień dobry, mam 20 lat i jestem studentką. Zawsze (a przynajmniej od początku dojrzewania) byłam osobą melancholijną, z niską samooceną i skłonną do zamartwiania się, ale odkąd zaczęłam studiować, nie poznaję samej siebie. Na moim kierunku nie ma stałych grup, co zdecydowanie utrudniło mi nawiązanie kontaktów towarzyskich. Potrafiłam przejść przez cały dzień milcząc, a to, że jestem nieśmiała i wycofana tylko pogarszało sprawę; co prawda na drugim roku sytuacja się poprawiła, ale wciąż czuję się wyizolowana. Gorszym aspektem tej sytuacji są informacje – zawsze dowiaduję się o egzaminach, dyżurach i innych ważnych sprawach ostatnia, przez to żyję w nieustannej niepewności, czy aby na pewno wiem o wszystkim. Gdy okazuje się, że tak nie jest, załamuję się, płaczę i krzyczę, dwa razy wpadłam w histerię. Paradoksalnie nie mogę się przemóc, by kogoś poprosić o pomoc, nie potrafię się nawet zmusić, by zajrzeć do informacji w internecie – po prostu się boję. Mam w tym roku dużo pracy, w zeszłym do tego nie zdałam najważniejszego egzaminu, ale im więcej jest do zrobienia, tym większy odczuwam wstręt do jakiegokolwiek działania. Moi rodzice i znajoma nauczycielka rozmawiają ze mną, zachęcają do działania i każą wziąć się wreszcie w garść – chciałabym, ale czuję się zablokowana, jakbym żyła pod kloszem. Usłyszałam nawet pytanie, czy uważam te studia za karę – owszem, nie mogę pozbyć się takiego wrażenia, że muszę odpokutować za to, że jak dotąd nie miałam poważniejszych problemów. Ta sytuacja rzutuje na inne dziedziny mojego życia. Nieustannie odczuwam poczucie winy, zwłaszcza gdy jem za dużo i nawet gdy już się uczę, w moim mniemaniu za mało. Mogłabym powiedzieć, że jestem stale przygnębiona, ale tak nie jest – odczuwam skrajne huśtawki nastrojów, w jednej chwili jestem chorobliwie radosna, w drugiej zaczynam płakać. Przestały mnie cieszyć moje sukcesy, także te naukowe, mam wrażenie, że wszystko mogłabym zrobić lepiej. Zauważyłam, że nie potrafię odczuwać szczerej przyjemności – płakałam nawet w swoje urodziny, żyję w przeświadczeniu, że po chwili szczęścia świat zaraz się zawali. Czuję się trochę odrealniona, mam wrażenie, że ciągle nie jestem sobą, rozmawiam z ludźmi jak zza szyby. Boję się ich, po części także swoich przyjaciół. Złapałam się na tym, że robię wszystko, by jakoś uciec – często wracam późno do domu albo odwrotnie, wcale z niego nie wychodzę, pogrążam się też w fantazjach na jawie. Nie mogę się też zabrać za wiele rzeczy, które normalnie sprawiają mi przyjemność, mam problem ze skoncentrowaniem się na jednej sprawie, często nie wiem, co ze sobą zrobić. Gdy jestem zestresowana lub zła, przygryzam nałogowo wewnętrzną stronę policzka, przez co potem cierpię. Czuję czasem, jakbym była więźniem swojej głowy i nie mogę uspokoić myśli. Mam czasami takie „jaśniejsze” momenty, wówczas czuję się silna, ale po chwili znów jestem przybita – jakbym polubiła ten swój smutek. A tak naprawdę jestem na siebie wściekła, że stałam się swoją własną karykaturą. Nie wiem już, czy przesadzam, czy w jakiś pokrętny sposób chcę zwrócić na siebie uwagę, czy sama mogę rozwiązać moje problemy. Chciałabym to jakoś nazwać, nawet i depresją, zamiast męczyć się z tym kolejne lata. Proszę o poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak przestać czuć się nic nie wartą?

Jestem mężatką od przeszło 2 lat, mam synka. Zaszłam w ciąże w czasie klasy maturalnej. Maturę zdałam, studiuję. W moim związku jest więcej kłótni niż szczęścia. Mieszkam z mężem od 0,5 roku u teściów (wcześniej mieszkaliśmy sami). Mam wspaniałą teściową....

Jestem mężatką od przeszło 2 lat, mam synka. Zaszłam w ciąże w czasie klasy maturalnej. Maturę zdałam, studiuję. W moim związku jest więcej kłótni niż szczęścia. Mieszkam z mężem od 0,5 roku u teściów (wcześniej mieszkaliśmy sami). Mam wspaniałą teściową. Mąż ma 3 siostry. Gdy one są w domu czuję się nic nie warta. Czuję, jakby wszyscy uważali je za cudy natury, w tym szczególnie mąż. On twierdzi, że tak nie jest. To zjada mnie od środka, tyle złości nienawiści smutku… Leczyłam się u specjalistów, ale mąż rozkazał zakończyć terapie z powodów finansowych - tak twierdził, mi czasem wydaje się że bał się tego, że zaczynam się lubić i cenić. Teraz brak mi własnej wartości. Mąż nawet nabija się z moich "głupich" studiów (studia artystyczne) - nie mam motywacji do działania, do radości...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

W jaki sposób podnieść swoją samoocenę, żeby zacząć podobać się chłopakom?

Mam 22 lata, nikomu się nie podobam, moja siostra miała zawsze powodzenie. A mi zawsze w szkole mówiły, że jestem brzydka a moja siostra ładna. To chłopaki się za nią uganiali. Boję się iść na dyskotekę, bo tyle jest ładnych...

Mam 22 lata, nikomu się nie podobam, moja siostra miała zawsze powodzenie. A mi zawsze w szkole mówiły, że jestem brzydka a moja siostra ładna. To chłopaki się za nią uganiali. Boję się iść na dyskotekę, bo tyle jest ładnych dziewczyn, nie mam u chłopaków szans, nikt na mnie nie spojrzy na pewno. Nie wiem co robić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić z tym, że mam bardzo niską samoocenę i za bardzo przejmuję się szkołą?

Mam 16 lat. Mój problem jest w tym, że za bardzo martwię się o szkołę i przyszłość i tym też próbuje podbudować swoją niską samoocenę. Codziennie martwię się o oceny (które są średnie), o to czy zdam do następnej...

Mam 16 lat. Mój problem jest w tym, że za bardzo martwię się o szkołę i przyszłość i tym też próbuje podbudować swoją niską samoocenę. Codziennie martwię się o oceny (które są średnie), o to czy zdam do następnej klasy, a jeśli już bym zdała to jaką szkołę wybrać. Boję się porażki - jeśli chodzi o szkołę i przyszłość. Często na sprawdzian uczę się do późna. Specjalnie następnego dnia wstaję wcześniej, by jeszcze się pouczyć. Nawet jeżeli czuję, że już umiem to nadal mam wrażenie, że jeszcze na sprawdzianie coś mi może umknąć. Często przeglądam notes, w którym mam zapisane wszystkie oceny i ciągle się o to martwię. Niektórzy mówią, że moja sytuacja związana ze szkołą nie jest tragiczna, jest ok, ale ja tego nie zauważam. Mam wrażenie, że się do niczego nie nadaję. Na dodatek moi rodzice ciągle mówią, że mam się uczyć. Jestem tym bardzo zmęczona. Tym, że się martwię o szkołę i przyszłość, bo nie wiem co ja zrobię, jeżeli to na czym mi zależy nie uda się. I tak ogólnie jestem zmęczona, życiem.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak pokonać niską samoocenę?

Witam! Jestem uczennicą 3 klasy gimnazjum. Mam problem, ponieważ brakuje mi pewności siebie, w dodatku mam bardzo niską samoocenę. Boje się, że nie dam rady sobie w nowej szkole i w życiu. Uważam, że jestem głupia, nic niewarta i...

Witam! Jestem uczennicą 3 klasy gimnazjum. Mam problem, ponieważ brakuje mi pewności siebie, w dodatku mam bardzo niską samoocenę. Boje się, że nie dam rady sobie w nowej szkole i w życiu. Uważam, że jestem głupia, nic niewarta i że do niczego się nie nadaję. Ze swojego wyglądu też nie jestem zadowolona, choć ludzie mówią mi komplementy. Po prostu wydaje mi się, że mylą się w tych kwestiach. Mam ojca alkoholika, przez niego jestem płaczliwa i nerwowa. Gdy dochodzi w domu do awantur czasem nie daję rady, cała się trzęsę, mam problemy z oddychaniem. Czasami mam kołatania serca co mnie niepokoi. Czasem myślę, że moją niską samoocenę zawdzięczam ojcu. Nie potrafię cieszyć się z życia. Przez problemy w domu mam kłopoty z nauką. Staram się to nadrabiać, ale często mi nie wychodzi. Lubię przebywać w domu, ale tylko wtedy, gdy ojciec jest w pracy. Jednak gdy wraca z pracy mam ochotę po prostu wyjść. Jego wieczory wyglądają tak: powrót z pracy, piwo, komputer. Tak jest ciągle. Tata wybiera mamie pieniądze z portfela, aby mieć na piwo, potrafi nawet pożyczyć ode mnie bądź od siostry i skłamać, że to na papierosy lub na chleb czy mleko. Wstydzę się mojego ojca. W domu mama stara się łączyć koniec z końcem, wszystko rozplanowuje jak w tym miesiącu wyjdzie z pieniędzmi, na co wydać, stara się opłacić wszystkie rachunki. Ojciec nigdy nic nie sprząta ani nie robi nic sam. Przez to mam dużo zadań w domu. Staram się pomagać mamie, bo wiem, że młodsza siostra nie da rady zrobić tyle co ja. Po prostu nie wiem… Trochę chaotycznie piszę, ale nie potrafię pisać o tym inaczej. Nie wiem jak się przełamać i nie myśleć pesymistycznie. Co mam robić ?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z nerwami i wrażliwością?

Mam 13 lat, mam pytanie dotyczące tych dwóch dolegliwości: czy z wiekiem moja wrażliwość (np. gdy ktoś mnie uderzy albo zrobi co innego, a ja będę bał mu się oddać) przejdzie i co mam zrobić z moimi nerwami, cały czas... Mam 13 lat, mam pytanie dotyczące tych dwóch dolegliwości: czy z wiekiem moja wrażliwość (np. gdy ktoś mnie uderzy albo zrobi co innego, a ja będę bał mu się oddać) przejdzie i co mam zrobić z moimi nerwami, cały czas się stresuję różnymi sytuacjami które działy się jakiś czas temu? Mam czasami nawet tak, że cała ręka mi drga, a kiedy w szkole robili nam badania (tzn. mierzyli ciśnienie itp.) pani pielęgniarka powiedziała, że jestem nerwowy. Jak to powstrzymać? Z góry dziękuję za odpowiedzi ;D
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak odzyskać pewność siebie?

Witam, mam 18 lat i piszę tutaj, ponieważ nie mam już gdzie z tym się zwrócić i komu o tym powiedzieć, a jestem już zmęczony tym wszystkim, ale do rzeczy. Mój problem wygląda następująco: w gimnazjum byłem pewną siebie osobą,...

Witam, mam 18 lat i piszę tutaj, ponieważ nie mam już gdzie z tym się zwrócić i komu o tym powiedzieć, a jestem już zmęczony tym wszystkim, ale do rzeczy. Mój problem wygląda następująco: w gimnazjum byłem pewną siebie osobą, nie miałem problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, byłem dosyć radosny i potrafiłem wykorzystywać wolny czas i nie miałem oporów by wychodzić do ludzi. Wszytko było jakieś takie bardziej kolorowe, ale od czasu gdy poszedłem do szkoły średniej, mniej więcej tak w zimie, miałem dosyć nieprzyjemne przeżycie, mianowicie zostałem obrażony i upokorzony przez jednego z uczniów, ale najlepsze jest to, że wcześniej nie pozwolił bym sobie na to nigdy i jestem pewny ze potrafiłem bym sobie z tym zdarzeniem poradzić, ale jakoś wtedy dopadł mnie tak jakby paraliż, czułem się bezsilny. Od tamtego czasu utraciłem pewność siebie, nie potrafię być już w centrum uwagi i jestem teraz jak taka szara mysz, na dodatek wpadłem w kompleksy i czasami mam dziwne lęki i obawy przed wyjściem z domu - nie wiem sam już co mam robić, jak mogę sobie z tym poradzić? Tak bardzo bym chciał znowu być pewnym siebie człowiekiem, bo coraz bardziej czuję jak mnie to wszytko ogranicza, a gdzieś w głębi siebie wiem, że stać mnie na dużo więcej. Bardzo proszę o jakaś fachową radę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy mimo niskiej samooceny i natręctw zacznę żyć normalnie?

Witam ponownie, długo mnie tu już nie było, ale wracam. Otóż nie potrafię zaakceptować siebie, ciągle myślę o sobie negatywnie, dziś nawet uderzyłem samego siebie w twarz, nie wiem co mam robić. Mam dobrą przyjaciółkę i dobrego kumpla, ale...

Witam ponownie, długo mnie tu już nie było, ale wracam. Otóż nie potrafię zaakceptować siebie, ciągle myślę o sobie negatywnie, dziś nawet uderzyłem samego siebie w twarz, nie wiem co mam robić. Mam dobrą przyjaciółkę i dobrego kumpla, ale ciągle myślę, że oni przyjaźniąc się ze mną są odrzucani przez środowisko, potrzebuje mieć kogoś komu można by było się wygadać, ale nie chcę żeby ktoś miał przeze mnie problemy środowiskowe. Gadałem z moim kumplem i mówię: „ciekawe czy byłoby dużo osób na moim pogrzebie gdyby mi się coś stało”, on odpowiedział mi, że pewnie by nie przyszedł, bo mnie lubi i by się rozkleił coś takiego. Ja myślę ciągle, że jestem do kitu, bo nie umiem grać w nogę, bo ktoś mnie nie pozna dobrze, a gada na mnie nie wiadomo i co, czasem myślę jeszcze o śmieci, ale nie chciałbym umrzeć chciałbym tylko zmienić swoje życie lub zbudować je na nowo, niekiedy spoglądam w lustro i mam ochotę zniszczyć samego siebie. Do tego mam chyba jakiś problem, bo myję ręce mydląc je kilkakrotnie, a zęby to już w ogóle myje przez 15 minut nakładając pastę gdzieś około 9 raz. Proszę o pomoc

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to efekt dorastania, który samoistnie przeminie, czy może nerwica?

Wkroczyłam niedawno w siedemnasty rok życia, wciąż jestem uczennicą. Dodam, że wszystko zaczęło się dziać w końcowych klasach podstawówki (podejrzewam, że na przełomie piątej i szóstej), wraz z upływem lat objawy się nasiliły i doszły kolejne. Obecnie, mój stan przedstawia... Wkroczyłam niedawno w siedemnasty rok życia, wciąż jestem uczennicą. Dodam, że wszystko zaczęło się dziać w końcowych klasach podstawówki (podejrzewam, że na przełomie piątej i szóstej), wraz z upływem lat objawy się nasiliły i doszły kolejne. Obecnie, mój stan przedstawia się następująco: objawy somatyczne to drżenie rąk (obecnie nawet gdy nie ma lęku, drżą, choć mniej intensywnie; byłam na badaniach dotyczących moich drżeń i wszystko wyszło czyste), bóle w okolicach serca (tępe, ostre punktowe, ostre przygniatające i jakby występujące z tyłu), dławienie w gardle, zawroty głowy. Ostatnio coraz gorzej idzie mi koncentrowanie się (co jest ważne przy nauce; kiedyś było znośnie i wystarczająco, by bardzo dobrze skończyć szkoły), zapamiętywanie, męczę się byle czym, prawie cały czas jestem zmęczona - mogłabym przesypiać prawie cały dzień. Brak mi motywacji. Odczuwam często tylko pustkę, nie sądzę, bym miała jakąkolwiek wartość jako człowiek i nie widzę sensu we własnym życiu. Wydaje mi się, że trzymam w sobie wiele gniewu, żalu oraz nienawiści i nie mam żadnego skutecznego sposobu rozładowania negatywnych odczuć. Nie płaczę, wymiotowanie nie pomaga, częściowo radzę sobie, gdy zacznę się gryźć, drapać, ciągnąc za włosy itp. - jednakże nie okaleczam się, ponieważ boję się bardzo ostrych przedmiotów. Od paru lat mam myśli samobójcze, zafascynowanie własną śmiercią. Śmierć innych (a raczej nadchodzenie tej śmierci) to jeden z moich wielkich lęków. Często gwałtownie przechodzę ze stanu wielkiego pragnienia zrobienia komuś krzywdy do ogromnego poczucia winy i potrzeby dotkliwej kary (najczęściej fizycznej). Wszędzie widzę podstęp, fałsz, najgorsze zamiary, jestem czujna, zawsze w pogotowiu, gdyby ktoś chciał, przykładowo, rzucić się na mnie z czymś ostrym. Niestety przerodziło się to w podejrzewania o zamachy na własne życie itd. Przez te myśli mam ogromne lęki. Boję się ludzi, boję się chodzić na widoku. Nie lubię iść zbyt wystawiona na tłum. Nie mogę myśleć swobodnie przy nieznajomych, bo od razu zaczynam skrupulatnie liczyć cokolwiek w pobliżu, by tylko nie odczytali z mojej głowy moich sekretów itp. Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale zupełnie nie widziałam, co pisać - to, co przedstawiłam w tym pytaniu, to czubek góry lodowej, jestem dość zagubiona. Pozdrawiam
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, aby zaakceptować swoje ciało?

  Moje życie dzieli się na dwa naprzemienne etapy: na diecie i bez diety. Kiedy jestem na diecie, głodzę się lub mocno ograniczam kcal, czuję pozorne szczęście, spotykam się z ludźmi, żyję w miarę normalnie. Ten stan nie trwa długo,...

  Moje życie dzieli się na dwa naprzemienne etapy: na diecie i bez diety. Kiedy jestem na diecie, głodzę się lub mocno ograniczam kcal, czuję pozorne szczęście, spotykam się z ludźmi, żyję w miarę normalnie. Ten stan nie trwa długo, po jakimś czasie wracam do jedzenia... Stracone kilogramy szybko wracają, a wraz z nimi brak chęci życia, przeważnie unikam ludzi, nie wychodzę z domu, miewam myśli samobójcze. Ale niezależnie od tego czy jem czy nie cały czas towarzyszy mi strach. Przed tym, że nie schudnę, znowu przytyję, że ktoś mnie wyśmieje, odkryje moją tajemnice. Mogę powiedzieć że żyję w ciągłym stresie. Nie pamiętam już jak to jest nie myśleć o jedzeniu, wokół niego kręci się całe moje życie... Mam 19 lat, BMI na granicy nadwagi i otyłości, nie mam chłopaka, nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że ktoś mógłby mnie pokochać. Nie radzę sobie, mam ogromne problemy z podejmowaniem decyzji, żyję marzeniami, ale cały czas mam nadzieję, że w końcu schudnę i wtedy będę szczęśliwa. Bo w tym ciele nie potrafię.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Mam niską samoocenę - jak mogłabym to zmienić?

Witam, napisałam już z prośbą o pomoc, ale chyba źle wysłałam, więc spróbuję raz jeszcze. Mam 34 lata. Wychodzę/wyszłam (?) z anoreksji, bulimii. Jem w miarę normalnie, w związku z tym miesiąc temu odstawiłam lek. Niemniej od czasu wychodzenia z...

Witam, napisałam już z prośbą o pomoc, ale chyba źle wysłałam, więc spróbuję raz jeszcze. Mam 34 lata. Wychodzę/wyszłam (?) z anoreksji, bulimii. Jem w miarę normalnie, w związku z tym miesiąc temu odstawiłam lek. Niemniej od czasu wychodzenia z choroby moja i tak zaniżona samoocena sięgnęła dna. Żyję z największym swoim wrogiem, i to tak blisko, że bliżej już nie można - TEN WRÓG TKWI WE MNIE, JEST MNĄ. Nienawidzę siebie, i to tak bardzo, jak bardzo w ogóle można nienawidzić. Teraz zamiast w rozm. 32, 34 mam już 36/38. Brzydzę się sobą. Czasem myślę - jak dobrze byłoby wziąć cokolwiek, nożyczki, nóż, i obciąć ten nadmiar ciała!!!!!! Nie pracuję, więc mogę zamknąć się w domu i udawać, że nie istnieję. Jestem mega rozbita, mam myśli destrukcyjne (ale brak mi odwagi) i jestem totalnie nerwowa. A przecież mam córeńkę, którą kocham ponad życie, i drę się na Nią o byle co wniebogłosy. Ja tak nie chcę, już nie mogę, już dłużej nie wytrzymam. Na dodatek od pół roku nie było jednej nocy, żebym nie musiała zmieniać piżamy, tak bardzo się pocę. Jestem po kilku terapiach - już mnie na nie nie stać, straciłam na nie krocie. I NIC. Kiedy ważyłam przy wzroście 173 (teraz 171, bo przez kilka lat zaburzeń odżywiania zmalałam o 2 cm) 39 kg, wszyscy byli obok mnie. Wspierali, dbali, walczyli, załatwiali lekarzy, bo w każdej chwili mogłam umrzeć. Dziś zostałam sama, bo wyglądam i ważę normalnie (dla bliskich). Nie mam o to żalu, ale teraz bliżej mi do tej śmierci niż kiedykolwiek wcześniej. Bo nie wiem, czy taka emocjonalna, wewnętrzna śmierć nie jest gorsza od tej fizycznej. Tak bardzo potrzebuję pomocy!!!!!!!!!!!!!!!! Dlatego rzadko to robię, bo przecież muszę być najlepsza we wszystkim, perfekcyjna, naprawdę proszę o pomoc. Muszą być jakieś leki, które zaślepią moje ponoć chore spojrzenie na samą siebie i łagodność. Tego dziś pragnę najbardziej. Z wyrazami szacunku katrina

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niska samoocena - jak sobie pomóc?

Mam 20 lat, jestem studentką i cierpię na silny lęk przed wyśmianiem, który ogranicza moje funkcjonowanie na uczelni podczas zajęć i zubaża kontakty towarzyskie z rówieśnikami. Mam problemy w byciu sobą i wyrażaniu siebie, nieswojo czuję się idąc ulicą lub...

Mam 20 lat, jestem studentką i cierpię na silny lęk przed wyśmianiem, który ogranicza moje funkcjonowanie na uczelni podczas zajęć i zubaża kontakty towarzyskie z rówieśnikami. Mam problemy w byciu sobą i wyrażaniu siebie, nieswojo czuję się idąc ulicą lub jadąc metrem. Mam wrażenie, że jestem w centrum uwagi, co mi strasznie przeszkadza. Ciągle żyję w stresie i nie mam już siły, ani środków finansowych do walki z tym. Mój organizm reaguje w specyficzny sposób, jest zmęczony psychicznie, ból głowy, napięcie mięśni, nerwowość, brak dobrej organizacji, wysypka na dekolcie, przetłuszczająca się skóra głowy, słaba kondycja włosów. Jak sobie z tym radzić? Martwię się, że nabawię się jakiejś choroby Proszę o radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jestem brzydki i nikt mnie nie chce - czy tak już zostanie?

Mam 20 lat, coraz częściej nachodzą mnie myśli samobójcze z przyśpieszonym biciem serca, czasami zastanawiam się, czy aby to nie to, co jest dla mnie zbawieniem. Nie mam tak naprawdę czego szukać na tym świecie, tutaj już nic nie pomoże....

Mam 20 lat, coraz częściej nachodzą mnie myśli samobójcze z przyśpieszonym biciem serca, czasami zastanawiam się, czy aby to nie to, co jest dla mnie zbawieniem. Nie mam tak naprawdę czego szukać na tym świecie, tutaj już nic nie pomoże. Marzenia, aspiracje, wartości - to wszystko umarło, nie ma tego. Próbowałem poznawać ludzi, ale nic z tego: oni mnie nie akceptują takim, jakim jestem. Nie dziwię się. Każdy pełni jakąś funkcję na tym świecie, najwidoczniej moja jest inna. Nie daję już rady: emocjonalna pustka i nic więcej, cztery ściany domu, zero znajomych. Dla mnie własna egzystencja nie ma sensu - żadnego. Dodam, że niestety nie mam przyjaciół, jestem samotny, brzydki i strasznie sfrustrowany życiem. Żeby cokolwiek zrobić, muszę się zmusić do tego, wszystko przychodzi mi z trudnością. Od dziecka każdemu z nas powtarzano: "musisz być przystojny". Wpajano nam, że brzydcy faceci nie mają szans na dobre życie. Stara prawda, że ładniejszym, piękniejszym jest łatwiej w życiu. Ale nie jest to jedyny czynnik decydujący o "szczęściu". Gdybym był wysokim i dobrze zbudowanym przystojniakiem, to na pewno nie miałbym takiej postawy, jaką mam. Większość z tych, co mówią, że wygląd nie jest najważniejszy, tylko piękno duszy, po prostu kłamią. A teksty w stylu, że nieważne, czy jest się brzydkim, ważne, żeby zadbać o siebie, podkreślić coś, śmieszą mnie. Niekiedy widząc piękną osobę, marzymy o tym, by być z nią. Zachwycają nas jej rysy twarzy, oczy, to, w jaki sposób się porusza. Ja tak mam przez całe życie. Byłem, jestem i będę brzydki, przez co nie mam znajomych i czuję się z tym strasznie. To jest właśnie tragedia tych czasów. Nieważne, czy jesteś mądry, sympatyczny, w skrócie - wartościowy. Jak się jest brzydkim, to nie ma szans na normalne życie. Ale życie jest brutalne i nie ma na to siły. Mówią: liczy się piękno wnętrza, ja przez te lata samotności marzyłem o takim życiu, jakie mają inni, pisałem wiersze, nauczyłem się bardzo szanować kobiety, jednak to wszystko nie jest nic warte. Do tej pory nie mam znajomych, nie mam z kim wyjść, a samym sobą ludzi odstraszam. Nie znacie nas, nie rozumiecie i nigdy nie zrozumiecie. Tak jak bogaty nigdy nie zrozumie biednego, a zdrowy kalekiego.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Jak zwalczyć zaniżoną samoocenę?

Jestem młodą, atrakcyjną kobietą. W życiu do tej pory raczej mi się udaje - kończę prestiżowe studia, mam dobrą pracę w której odnoszę sukcesy, mam kochających rodziców, kilku przyjaciół i wielu znajomych. Moim problemem, który generuje kolejne, jest niska samoocena.... Jestem młodą, atrakcyjną kobietą. W życiu do tej pory raczej mi się udaje - kończę prestiżowe studia, mam dobrą pracę w której odnoszę sukcesy, mam kochających rodziców, kilku przyjaciół i wielu znajomych. Moim problemem, który generuje kolejne, jest niska samoocena. Myślę, że bierze się on z dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy nie miałam wielu przyjaciół i kilkakrotnie byłam odrzucana przez grupę. Ponadto mój ojciec jest specyficzny pod względem charakterologicznym, wcześnie stracił mamę i z trudem przychodzi mu okazywanie uczuć. Obecnie jestem uważana za osobę pewną siebie i "idącą jak burza". Niewielu ludzi rozpoznałoby mój problem, szczególnie, że w mojej pracy często muszę występować publicznie. A jednak. Moja samoocena ujawnia się przede wszystkim w związkach z ludźmi: mam tendencje do "uwieszania się", kiedy poczuję, że ktoś mnie lubi, towarzyszy mi stały strach, że kogoś stracę, że robię coś źle, wiecznie nadinterpretuję zachowania moich przyjaciół czy partnerów ("pewnie już mnie nie lubi"), cały czas przepraszam, nawet za wydarzenia, które by tego nie wymagały. W głębi duszy nie wierzę, że ktoś by mógł mnie polubić. Że ktoś mógłby mnie pokochać. Oczywiście jestem w stanie sobie powiedzieć, że wiele już osiągnęłam, że mam wielu bliższych i dalszych znajomych, że podobam się chłopakom, że jestem wartościową osobą. W moim przypadku jednak autoafirmacja na niewiele się zdaje. Mam poczucie, że muszę cały czas udawać, bo jeśli ktoś pozna mnie taką, jaka jestem naprawdę, to przestanie mnie lubić i chcieć spędzać ze mną czas. Czy mają Państwo dla mnie jakąś poradę? Czy powinnam poddać się psychoterapii?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam zrobić, żeby nie myśleć ciągle o tym, że muszę być idealna?

Mam problem: praktycznie od 10 lat zawsze wszystko brałam do siebie i z reguły byłam uważana jako osoba spokojna, a nawet nieśmiała, jednak mam już 19 lat i sądzę, że nie powinno tak być. Ktokolwiek mnie w jakiś sposób...

Mam problem: praktycznie od 10 lat zawsze wszystko brałam do siebie i z reguły byłam uważana jako osoba spokojna, a nawet nieśmiała, jednak mam już 19 lat i sądzę, że nie powinno tak być. Ktokolwiek mnie w jakiś sposób krytykuje - myślę o tym przez kolejny tydzień, do tego wszystko wokół mnie jest idealizowane, wciąż mam wrażenie, że np. najgorzej wychodzę na zdjęciach, mimo że moi znajomi i rodzina mówią, że wyszłam najlepiej. Jednak nie zawsze tak jest - raz czuję się dobrze ze sobą, a za godzinę płaczę, że jestem do niczego, czasami jestem ogarnięta, a w następny dzień nie ogarniam niczego, raz śmiała głownie przy znajomych, a raz nieśmiała w szkole przy nauczycielach, czy ludziach dorosłych. Mój chłopak też już nie wie co robić, cały czas mi prawi komplementy, ale wciąż mam takie jakby przeczucia, że myśli inaczej, a mówi też inaczej, wciąż mam jakieś przekonania co dana osoba myśli w danym momencie o mnie, takie jakby przeczucia co do jej myśli, lub jakieś przekonania, że ta osoba myśli tak, a nie inaczej. Mam też jednakowe myśli - wciąż myślę o sobie i chłopaku jak dobrze gdziekolwiek wyglądać, wciąż narzucam mu jakie ma ubrania nosić, aby dobrze wyglądał, gdyż jak już wcześniej wspomniałam wszystko wokół mnie i ze mną związane musi być idealne, kiedy tak nie jest przechodzę załamanie. Przez te myśli kompletnie nie umiem się skupić na tekście czytanym w szkole, nie raz, gdy pani mnie o coś spyta muszę długo nad tym pomyśleć zanim odpowiem, mam często „pustkę w głowie”. Do tego nieraz przychodzą myśli samobójcze, ogólnie często płaczę, a za chwilę się śmieję, więc wątpię, że to może być depresja skoro raz się dobrze czuję, a raz źle. Często też maskuję co czuję w danym momencie, np. chce mi się płakać, a się uśmiecham żeby nikt nie poznał. Ludzie uważają mnie za bardzo miła, spokojną i wiecznie szczęśliwą osobę, natomiast w domu oraz chłopak uważają zupełnie inaczej, bo tylko przy nich potrafię okazywać uczucia, i moje wieczne ,,nadprzejmowanie” się wszystkim. Wciąż szukam czegokolwiek necie na usprawiedliwienie moich myśli, może jestem jakoś chora albo coś? Krzywdzę rodzinę wokół, bo wciąż narzekam sama na siebie, czego mama już nie może słuchać. Totalnie nie mam pojęcia co jest ze mną, chciałam jeszcze zaznaczyć, że chodzę do psychologa i nic mi to nie daje:(. Wciąż się zastanawiam jak dobrze wypaść przy innych, przez co utrudnia mi to kontakty z ludźmi - co mam robić i co jest ze mną nie tak?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak zmienić nastawienie i pokonać niechęć do życia?

Dzień dobry, Piszę tutaj, bo sama nie wiem co mam ze sobą zrobić... Mam 19 lat i nie widzę sensu swojego życia. Nie widzę w swoim życiu nic pozytywnego. Wiele osób mi mówi, że jestem ładna, ale ja w to...

Dzień dobry, Piszę tutaj, bo sama nie wiem co mam ze sobą zrobić... Mam 19 lat i nie widzę sensu swojego życia. Nie widzę w swoim życiu nic pozytywnego. Wiele osób mi mówi, że jestem ładna, ale ja w to nie wierze. Nie potrafię też rozmawiać z drugimi osobami. Często ktoś to wykorzystuje, a ja nie potrafię się wybronić. Nie chcę wychodzić z domu, do ludzi, bo boję się, że popełnię jakąś gafę, boję się, że jakakolwiek moja decyzja zostanie wyśmiana, dlatego staram się wszystko dokładnie analizować. Strasznie przejmuję się opiniami innych. Nie potrafię znaleźć sobie chłopaka, boję się czułości i nie wierzę, że może być ktoś zainteresowany moją osobą. Zaraz sobie myślę, że pewnie ktoś sobie ze mnie robi żarty. Nie chcę rano wstawać z łóżka. Bardzo proszę o pomoc, bo wiem, że sama nie dam rady się pozbierać.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Obsesyjna matka, niskie poczucie własnej wartości, nieudane życie - w jaki sposób mam podnieść swoją samoocenę?

Witam, mam 30 lat, za sobą 3 nieudane związki, przed sobą wyprowadzkę "na swoje" (remont zaczyna się za kilka dni) i kompletny brak napędu życiowego. Największy z moich obecnych problemów to zanik motywacji i siły, by robić cokolwiek. I zupełna...

Witam, mam 30 lat, za sobą 3 nieudane związki, przed sobą wyprowadzkę "na swoje" (remont zaczyna się za kilka dni) i kompletny brak napędu życiowego. Największy z moich obecnych problemów to zanik motywacji i siły, by robić cokolwiek. I zupełna niewiara w siebie (ją mam akurat od zawsze, ciągle walczę i ciągle ona się odzywa w różnych sferach). Nie wiem, czy to jest rodzaj depresji? Czy może stan depresyjny/obniżony nastrój, wynikający z lęku i 'zwykłego' okresu żałoby? Ale od początku.   Jakiś czas temu postanowiłam zmienić swoje życie i porzuciłam stałą, etatową pracę, by założyć własną działalność gospodarczą (usługową, polegającą na projektowaniu). Przewidziałam, że posiedzę trochę w domu z rodzicami/na kursach i pouczę się, żeby się lepiej do tego przygotować (działalność ta nie jest związana z moim wykształceniem). Zgodzili się. Uczyłam się sporo, skończyłam 2 kursy, przerobiłam wiele książek i czuję, że ten proces 'poznawczy' jest już na ukończeniu, że już niedługo mogłabym zarejestrować firmę i zacząć działać. No właśnie, mogłabym... Coś mnie jednak paraliżuje: jakiś olbrzymi lęk, że nie dam sobie rady, że się ośmieszę, że stracę pieniądze (ZUSy itp. trzeba opłacać), że jeszcze nie jestem dostatecznie przygotowana i nie będę w stanie sprostać wymaganiom klientów (rok temu musiałam zrezygnować z jednego zlecenia, bo stopień trudności zadania przerósł moje możliwości; wtedy porwałam się z motyką na słońce). Sytuację komplikuje fakt, że jestem w ciągłym "dołku" - latem zakończył się mój związek z mężczyzną, na którym bardzo mi zależało i bardzo przeżyłam to rozstanie, nie chciałam, żeby tak się stało - ale to był związek bardzo trudny, on jest DDA, po rozwodzie, z dwójką dzieci, mieszka w innym mieście, a była żona komplikuje mu życie jak tylko potrafi - podejrzewam, że chciał chronić mnie przed tym wszystkim - i siebie przed konfliktem z moją rodziną, która go nie akceptowała, non-stop oczerniała go w moich oczach i naciskała na mnie, żebym z nim zerwała (zwłaszcza matka). Nie chciałam tego rozstania i do dzisiaj nie umiem sobie z tym poradzić - nadal go kocham i tęsknię za nim, mimo, że "racjonalnie" wiele przemawiało na niekorzyść tego związku, a ja przejawiam wiele cech kobiety "kochającej za bardzo", uzależniającej się od ludzi. Dodam, że w związkach wykazuję wiele cech DDA / osoby współuzależnionej, choć w moim domu nie było takich rzeczy jak alkoholizm, awantury czy zdrady. Jedyne, co było, to mój nieuleczalnie chory brat (już nieżyjący) i - jak tak pomyślę - trochę przemocy na linii ojciec - matka (ale nie mam pewności, czy to przekraczało "statystykę", czy nie). Ja na pewno byłam ofiarą przemocy psychicznej - nadopiekuńczości i nadmiernych wymagań.   No właśnie. Sytuację jeszcze bardziej komplikuje "gorący oddech na plecach" ze strony moich rodziców. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem już dzieckiem, że i tak byli uprzejmi utrzymując mnie po odejściu z pracy i pozwalając mi na ich koszt się uczyć. Jednak... to jest chwilami nie do wytrzymania. Czuję się traktowana nie jak 30-latka, tylko jak 18-latka. Moja mama jest osobą bardzo dynamiczną i ekspansywną, lubi narzucać swoją wolę. Do tego od zawsze obsesyjnie mnie kontroluje. I tak sukcesem jest to, że już nie grzebie mi w prywatnych zapiskach, nie sprawdza torebki, nie śledzi (robiła to dawniej, kiedy przechodziłam tzw. młodzieńczy bunt). Najgorsza jest jej panika i strach: ona zawsze "tak się o mnie martwi", tak wszystko wyolbrzymia. Chwilami czuję się, jakby mnie uważała za życiowego inwalidę: ona wie, jak powinnam żyć, a ja powinnam się jej słuchać zamiast "szaleć" - tego typu teksty prześladują mnie od wczesnego dzieciństwa. To jej marzenie o moim posłuszeństwie. Tak jakbym ja sama nie miała prawa ani umysłowych możliwości do podejmowania samodzielnych dobrych decyzji. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o związki. Mojego pierwszego chłopaka wprost nienawidziła (tu akurat miała rację, bo okazał się człowiekiem bez zasad i szacunku do mnie, dobrze, że już z nim nie jestem). Znienawidziła też drugiego - tego, na którym mi do dziś zależy, choć on ode mnie ucieka i nie chce żadnego bliskiego kontaktu, wykraczającego poza koleżeństwo. Być może w jego przypadku też ma rację, jednak nie w tym jest problem. Problem jest w tym, że mam wrażenie, że jak tylko polubię/pokocham coś/kogoś, do czego/do kogo ona nie ma przekonania albo jej się nie podoba, to od razu osądza mnie źle i w wielu słowach, w wielu rozbudowanych pogadankach na te tematy wdeptuje w błoto "znienawidzonego wroga" (przy czym bliższa jest raczej gardzeniu tym zjawiskiem/człowiekiem), do tego teksty "jak mogłaś?"/"jak możesz?" są normą. Zwalczała tak wiele moich zainteresowań, w tym np. muzyką rockową, kulturą Indii i Bollywoodem, reagowała tak gdy w młodości poszukiwałam innych poglądów politycznych/religijnych, itp. Tak jakbym nie miała prawa zrobić niczego, co jej nie odpowiada, ani być z nikim, kogo ona nie zaaprobuje. Ścisły nadzór, ostra ocena, mega-wymagania. W ostatnich miesiącach, gdy bardzo ciężko przeżywałam rozstanie z moim ukochanym, do czego zresztą swoją postawą też się trochę przyczyniła - wprawdzie podeszła do mnie bardziej po ludzku niż w dawnych latach: przytuliła, pocieszyła, wspomogła dobrym słowem. Widzę, że się starała, i że nasza relacja zaczęła się poprawiać. Jednak gdy tylko trochę zaczęłam się otrząsać i stawać na nogi, piekło wróciło. To piekło, które ma na imię "strach o mnie". Od początku zimy jestem znów zasypywana tekstami i agresywnymi wykładami typu: "powinnaś iść gdzieś, do ludzi, poznać chłopaka i założyć rodzinę, póki jeszcze nie jest za późno"; "musisz iść do pracy, bo jak nie będziesz pracowała długi czas, to nikt cię nie przyjmie". Czuję się jak biegacz z przetrąconym kolanem - albo raczej z połamaną nogą, który jest zmuszany do dalszego biegnięcia, smagany batem po tyłku, "bo nie zdąży". Nieważne, jak się czuję, co przeżywam, mam wypełniać życiowe obowiązki, zawarte w planie, który dla mnie napisali, a czas jest ograniczony. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ja - sama z siebie - autentycznie chcę mieć męża i dzieci. Chcę pracować, cieszyć się z tego co robię. Tylko... "siadło" we mnie wszystko. Od zeszłego lata nie widzę sensu życia. Wegetuję tak sobie bez celu. Spotykam się wprawdzie z ludźmi, z moimi przyjaciółmi i znajomymi, czasem podróżuję, oddaję się swojej pasji. Ale nic więcej nie jestem w stanie zrobić. Jestem jakaś odrętwiała, pusta w środku, czasem tylko wspominam byłego i mi wtedy trochę dobrze, a bardzo smutno. Niewiele mnie cieszy. Niewiele mnie obchodzi. Na myśl o randce z kimś innym niż mój utracony facet robi mi się niedobrze (zwłaszcza, że mam na koncie zakończony już związek "na pocieszenie" i wiem, że to nie jest dobre wyjście, że to nie jest coś czego bym chciała). Na myśl o szukaniu pracy na etat mam zimne dreszcze. Czuję się taka bezradna, nic nie warta, nic nie umiejąca - mimo że mam wyższe wykształcenie, jakiś staż w pracy też, pokończone kilka kursów, wachlarz kwalifikacji. Ale paraliżuje mnie świadomość, że mam się starać, "bić" o posadę, pokazywać swoje dobre strony ("zapominam" o nich w rozmowie kwalifikacyjnej, albo się czuję bardzo nieautentyczna - jakbym coś recytowała w jakimś przedstawieniu), a później - że mam iść między jakichś ludzi, wstawać o tej samej godzinie, codziennie być w ich otoczeniu i narażać się na to, że mnie będą komentować, może wyśmiewać, na ich ocenę i złośliwości. (Doświadczeń szkolnych nie mam za dobrych, w podstawówce byłam typowym "kozłem ofiarnym", wrażliwym dzieciakiem którego inni szykanowali - może to stąd).  Może to wszystko śmieszne, co piszę, ale naprawdę mam taki problem i czuję, że cokolwiek bym nie robiła, jakkolwiek bym nie starała się z tym walczyć - ciągle się boję i ciągle w siebie nie wierzę. Odniosłam wprawdzie sukces jeżeli chodzi o zdobywanie przyjaciół, nawiązywanie znajomości z ludźmi na stopie towarzyskiej, z poznawaniem mężczyzn też nie mam problemów (poza tym, że teraz nie chcę randkować i dobija mnie świadomość, że muszę się z tym pospieszyć jeżeli chcę mieć dzieci, a chcę je mieć - a przez moje obecne nastawienie nie jestem w stanie z nikim być...) - jednak w sferze pracy nadal pozostaje paraliżujący strach, poczucie bycia nikim i blokada przed działaniem. Ponieważ się niedługo wyprowadzam do własnego mieszkania, wiem, że powinnam być niezależna finansowo - ale założenia działalności się jeszcze boję (co zrobić z tym strachem?) a i praca na etacie, co dzień wśród ludzi mnie ciężko przeraża. Jak sobie z tym strachem poradzić? A jak poradzić sobie z rozstaniem? Ciągle się łudzę, że on zrozumie i wróci do mnie. Usycham bez niego i wiem, że dla mnie samej to jest złe. Bo ta nadzieja może być płonna. Do tego wcale nie wiadomo, czy udałoby się nam posklejać wszystko. Czy można jakoś skrócić, przyspieszyć okres żałoby (w lipcu będzie rok po zerwaniu)? I jak go konstruktywnie zakończyć, bez zawierania nieudanego związku "na pocieszenie" albo władowania się w kolejną uzależniającą miłość?   I jeszcze jedno pytanie. Wiem, że mojej mamy nie zmienię i że bez sensu są bunty, ucieczki i inne niedojrzałe metody. Jak zmienić samą siebie, żeby uodpornić się na jej "pogadanki", na jej strach i obsesję na moim punkcie? Jak nie pozwolić rodzinie na nieustanne kontrolowanie i nadzorowanie mnie? I wreszcie - nawet, jeżeli ona nie uznaje moich granic i usiłuje żyć moim życiem, dokonywać uzurpacji - decydować za mnie w sferach, do których nie ma prawa (faceci, związki) - jak jej na to nie pozwolić i obronić siebie, nie mając przy tym poczucia winy, porażki, bycia "złą", albo bycia głupim dzieciakiem-buntownikiem? Jak zyskać samodzielność, gdy wszyscy wokół (jestem w tej chwili najmłodsza w całej rodzinie) z jednej strony traktują mnie jak kogoś nieporadnego, niesamodzielnego, nie mogącego sobie na swój sposób radzić z życiem i ciągle, nawet na siłę, pchają się z radami - a z drugiej strony wymagają ode mnie ciągle tak wiele i tak szybko, i próbują rozliczać z wykonania tego? I wreszcie: czy to, co przeżywam, to jakaś forma depresji, czy tylko "zwykły" stan depresyjny, rodzaj chwilowego kryzysu w życiu, a może przekroczenie masy krytycznej przez narosłe w ciągu lat problemy i nie najzdrowsze relacje z otoczeniem?   Bardzo proszę o wyrozumiałość, jeżeli napisałam coś niejasno i o odpowiedź - poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty