Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samotność: Pytania do specjalistów

Samotność - jak z nią skończyć?

Chodzę do 3 gimnazjum i mam jedną przyjaciółkę. Kiedyś były jeszcze inne, ale pokłóciłyśmy się z nimi, i ta, z którą obecnie się przyjaźnię, nie chce się z nimi pogodzić. Trwa to już od pół roku i szczerze mówiąc, tęsknię...

Chodzę do 3 gimnazjum i mam jedną przyjaciółkę. Kiedyś były jeszcze inne, ale pokłóciłyśmy się z nimi, i ta, z którą obecnie się przyjaźnię, nie chce się z nimi pogodzić. Trwa to już od pół roku i szczerze mówiąc, tęsknię za nimi, ponieważ ta, z którą teraz jestem, cały czas mnie zbywa. W wakacje robiłyśmy razem wszystko, dopóki nie znalazła sobie chłopaka. Teraz zaczęła poświęcać cały swój czas tylko jemu i jego kolegom. Czasami też spędzam z nimi chwile, ale to góra raz w miesiącu. Poza tym, kiedy już się spotkam z nią sam na sam, a od czasu kiedy znalazła sobie tego chłopaka, do takiego spotkania doszło tylko 2 razy, to ona i tak pisała z nim SMS-y, i skończyło się na tym, że poszła do niego. Poza nią nie mam już nikogo i czuję sie strasznie samotna. W weekendy, święta i ferie zamiast gdzieś wyjść, siedzę sama w domu, starałam się nawiązać kontakt, nie będąc przy tym nachalną, z innymi osobami z naszej klasy, ale oni mają własnych przyjaciół i raczej wszystko kończyło się na jednym spotkaniu. W ogóle jestem raczej lubianą osobą, tylko że jak już wyżej wspomniałam, przyjaźnię się tylko z jedną dziewczyną, która w dodatku znalazła sobie innych znajomych. Poza szkołą prawie w ogóle nie mam kontaktu z rówieśnikami, w jakiekolwiek przerwy od nauki czuję się strasznie samotna, nikt mnie nie zaprasza i czasami mam ochotę ze sobą skończyć. Najbardziej boję się wakacji - 2 miesiące w samotności. Nie mam żadnej rodziny, do której mogłabym wyjechać, kolonie również odpadają. Bardzo często myślę o samobójstwie. Chciałabym je popełnić, bo ten, kto nie jest samotny, nigdy mnie nie zrozumie, ale się boję. Od początku roku szkolnego chodzę przygnębiona w domu i płaczę. Myślałam, żeby jednak pogodzić się z tamtymi dziewczynami, z którymi przyjaźniłam się wcześniej, jednak to niemożliwe. Po pierwsze nie pozwala mi na to duma. Wiem, to głupie, ale znam je dość dobrze, by wiedzieć, że kiedy bym je przeprosiła, one miałyby nade mną taką niewidzialną władzę. Po drugie moja obecna przyjaciółka, która ma lepszą pozycję w klasie ode mnie (ze względu na jej chłopaka), mogłaby nastawić całą szkołę przeciwko mnie. Poza tym, nawet jeśli bym je przeprosiła, to musiałabym się liczyć z tym, że one już nie bedą chciały się przyjaźnić, powiedziałyśmy to sobie kiedyś wprost, że między nami wszystko jest skończone. Co ja mam robić? Ta samotność mnie dołuje, nie mam żadnej zaufanej osoby, rodzina też raczej mnie nie wesprze. Chcę przerwać ten smutek, żal i pogrążanie się, trwające już od kilku miesięcy, tylko nie wiem jak.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Jak mam dalej żyć i po co?

Do psychiatry zaczęłam chodzić gdy w dość krótkim czasie straciłam pracę oraz umarła moja mama, która była dla mnie najważniejsza na świecie. Po prostu zmarła mi na rękach. Od tamtej pory praktycznie każdego dnia chodzę na cmentarz i tam czekam... Do psychiatry zaczęłam chodzić gdy w dość krótkim czasie straciłam pracę oraz umarła moja mama, która była dla mnie najważniejsza na świecie. Po prostu zmarła mi na rękach. Od tamtej pory praktycznie każdego dnia chodzę na cmentarz i tam czekam na nią, mam wrażenie, że wróci. Bardzo brakuje mi jej obecności. Żyłam dla niej, więc wraz z jej śmiercią moje życie straciło sens. Nie założyłam własnej rodziny, jestem sama, bezdzietna, w przeciwieństwie do mojego rodzeństwa, które pozakładało własne rodziny. Czuję złośc, że nie mogłam pomóc mamie, że nie zobaczy ona mojego ślubu lub dzieci, które mogę mieć. Nie potrafię w ten sposób żyć, dlatego ciągle siedzę sama w pokoju, a jedynym zajęciem jest oglądanie filmów. Kładę się ok. 8 wieczorem i kręce się w łóżku, bo mam problem z zaśnięciem. Każdy dzień zapoczątkowany jest negatywnymi myślami, które nie ustępują w ciągu dnia. Mam ustalony harmonogram, którego nie chce zmieniać, bo doprowadza mnie to do szewskiej pasji. Kiedy idę ulicą czuję jak ludzie się na mnie patrzą, dlatego nie lubię chodzić wśród otaczającego tłumu. Posiadam jedynie kilku znajomych. Czuje się nikomu niepotrzebna i samotna. Myślę o własnej śmierci, o tym, żeby spotkać się z mamą i proszę ją o jakikolwiek znak. Całymi dniami myślę o tym. Dosyć często też dokuczają mi natrętne myśli. Jakieś 9 miesięcy temu wyszukałam sobie psychologa. Mimo, że to mężczyzna będący w moim wieku, to ciężko mi się przed nim otworzyć. Wykonuje jedynie zadania, które zadaje mi do domu, lecz nie mówię dużo (jedynie kiwam głową). Nie mogłabym chyba wybrać się do psychologa-kobiety. W tym przypadku miałam wizytę ukrytą, ponieważ mieszkam w niedużej miejscowości i nie chce, żeby ktoś wiedział gdzie tak chodzę. Nawet w rodzinie nikt o tym nie wie i nie chce, żeby sie dowiedział, dlatego muszę kombinować i oszukiwać ojca na różne sposoby. Na szczęście udaje mi się to. Mieszkam właśnie z ojcem, ale aktualnie próbuje znaleźć mężczyznę, z który mogłabym założyć rodzinę - pech chce, że nie udaje mi się, ponieważ albo zakochuje się w nieodpowiednim człowieku albo mężczyzna mnie oszukuje. W rodzinie tez nie mogę znaleźć zrozumienia. Czuje, że jestem dla nich niepotrzebna, chyba, ze jest im potrzebna ciocia do pilnowania dziecka to jestem wtedy najlepsza. W innych sytuacjach nawet nie mają ze mną tematu do rozmowy ani nigdzie nie zabierają. Poza tym cały czas mają do mnie jakieś pretensje... ja nie widzę już sensu mojego życia. Podczas wypełniania testu Becka przeraziłam się, bo mam skalę 51 pkt. Widzę czarną otchłań, brakuje kolorów w moim życiu. Co mam zrobić i jak dalej je poprowadzić? Bardzo proszę o wiadomość. To tylko fragment tego, co napisałam o sobie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Lek. Jerzy Bajko
Lek. Jerzy Bajko

Izolacja

Mam 30 lat. Nigdy nie byłam w żadnym związku. Nie szukam nikogo, bo nie widzę powodu dla którego miałabym z kimś chcieć być. Wiem, że to nienormalne, ale tak właśnie jest. Mam niskie poczucie wartości. Strach przed intymnością. Otępienie...

Mam 30 lat. Nigdy nie byłam w żadnym związku. Nie szukam nikogo, bo nie widzę powodu dla którego miałabym z kimś chcieć być. Wiem, że to nienormalne, ale tak właśnie jest. Mam niskie poczucie wartości. Strach przed intymnością. Otępienie emocjonalne. Nie mam znajomych. Kiedyś miałam kilku, ale od jakiegoś czasu wycofałam się kompletnie i jestem sama. I najgorsze jest to, że w sumie uważam, że to jest ok. Z jednej strony wiem, że to jest nienormalne, a z drugiej nie. Zastanawiam się czy nagła utrata rodziny mogła mieć coś wspólnego? Uważam się za silną osobę i uważam że ze wszystkim poradzę sobie sama. Mimo to parę razy przeszło mi przez myśl, że może powinnam poszukać pomocy, ale ja naprawdę nie wiem jak ktoś mógłby mi pomoc. Nie wyobrażam sobie, że coś można w tek kwestii zrobić. Proszę tylko o jedno. Proszę mi powiedzieć, jakie są realne szanse że terapia mi pomoże. Że psycholog, który jest tylko człowiekiem, tak jak ja będzie mi w stanie pomóc. Jak można kogoś oduczyć izolacji lub pomóc komuś zechcieć kochać i być kochanym?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czuję się bardzo samotna, kiedy nikogo przy mnie nie ma

Mam na imię Marta i mam piętnaście lat. Z grubsza zapoznałam się z objawami depresji i boję się, że mogę ją mieć. Moja przyjaźń z bliskim mi chłopakiem została zakończona, na dworze jest straszna pogoda, wszyscy moi znajomi wyjechali albo...

Mam na imię Marta i mam piętnaście lat. Z grubsza zapoznałam się z objawami depresji i boję się, że mogę ją mieć. Moja przyjaźń z bliskim mi chłopakiem została zakończona, na dworze jest straszna pogoda, wszyscy moi znajomi wyjechali albo nie mają czasu się spotkać. Rodzice stracili ostatnio bardzo dużo pieniędzy i nie ma możliwości, abym wyjechała na wakacje. W ciągu dnia kiedy spotykam się czasami z przyjaciółmi jest dobrze, wygłupiamy się i śmiejemy, ale wieczorem, po powrocie do domu albo kiedy nie mam się z kim spotkać mam ochotę płakać. Zaczęłam więcej jeść - pewnie z nudów... Staram się być zainteresowana różnymi sprawami, ale mi to nie wychodzi. Mam poczucie winy, że nie mam czasu dla brata. Mam też poczucie rosnącej beznadziejności. Brakuje mi spotkań z moim przyjacielem ale wiem że to już niemożliwe. Na dodatek czuję, że nie za bardzo mam z kim porozmawiać o tym co mi jest, ponieważ wszyscy mówią: och, to normalne, przejdzie Ci. Niestety ten stan trwa już od roku. Ciągle jestem zmęczona, mogłabym spać cały dzień. Przewracam się, potykam. Czy jest coś co mogłabym zrobić, aby przestać tak się czuć ? Brałam już nawet leki typu Deprim, ale byłam po nich bardzo senna. Nie zmienię swojego życia, nadal czasem przyjaciele będą mieć inne sprawy niż ja, a ja wciąż będę się czuła bardzo samotna. Chciałabym po prostu mniej to wszystko odczuwać i na nowo cieszyć się życiem, ale czuję, że nie mam na co czekać, że nic mnie nie cieszy, wszystko jest mi obojętne...

Nie radzę sobie sama ze sobą

Witam... Mam na imię Natasza, mam 15 lat... Nie wiem, czy dobrze robię, że tu piszę... Ale już nie mam do kogo się zgłosić o wsparcie... Mam już kompletnie dość tego życia... Wszystko mnie męczy:( nic mi nie wychodzi:( Mam...

Witam... Mam na imię Natasza, mam 15 lat... Nie wiem, czy dobrze robię, że tu piszę... Ale już nie mam do kogo się zgłosić o wsparcie... Mam już kompletnie dość tego życia... Wszystko mnie męczy:( nic mi nie wychodzi:( Mam głupie myśli samobójcze... chciałabym zasnąć i się nigdy nie obudzić... Te myśli są wykańczające... czy jest jakaś szansa, by one minęły?? Bym normalnie żyła?? Wychowuje mnie tata z babcią... Do taty się nie mogę zwrócić, ponieważ jest po operacji, miał przeszczep zastawki sercowej... a babcia zajmuje się moimi 2 braciszkami... Są mali, więc potrzebują opiekuna... a ja jestem już na boku:(

Czuję się samotna... Siedzę sama w pokoju... nie mam ochoty na nic... Zawsze tańczyłam, ale nie mam na to siły:( Miałam przyjaciółkę, ale była starsza ode mnie o 12 lat... to była kobieta mojego taty... ale on stchórzył... zostawił ją, jak było już coraz gorzej z jego zdrowiem... i ona zostawiła mnie:( widocznie nie zasługuję na przyjaciela:( co ja mam zrobić?? Szukam rzeczy, które mogę robić, by nie myśleć o rzeczywistości... ale jedyne co mi wychodzi to dojście do mamy na cmentarz i palenie papierosów, po których jestem bardzo słaba:( Chcę, by mi ktoś pomógł:(

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Czy zwalczyć aspołeczność?

Witam, mam 21 lat, studiuję. Do tej pory bardzo dobrze radziłam sobie w obcym mieście. Mieszkam z chłopakiem, jakoś się ułożyło. Na studiach daję z siebie wszystko, dobrze mi szło. Niestety gorzej z kontaktami międzyludzkimi – nie mam przyjaciół,...

Witam, mam 21 lat, studiuję. Do tej pory bardzo dobrze radziłam sobie w obcym mieście. Mieszkam z chłopakiem, jakoś się ułożyło. Na studiach daję z siebie wszystko, dobrze mi szło. Niestety gorzej z kontaktami międzyludzkimi – nie mam przyjaciół, nawet znajomych, mój chłopak to wszystko co posiadam.

Niestety na weekendy jeździ do domu i zostaję sama w pustym mieszkaniu. Wielokrotnie zastanawiałam się czemu tak jest, wydaje się, że to ma coś wspólnego z moimi kompleksami. Przed wyjazdem na studia mocno schudłam, ale całe życie drwiono ze mnie jako z grubaski. Teraz wyglądam okej, jak inne dziewczyny. Niestety przykre odczucia zostały. Poza tym nie lubię tłumów, nie lubię gadania o niczym, pustej ludzkiej paplaniny, o wiele bardziej wolę naturę, ciszę, spokój. Od dawna planuję zakup psa, ale nie wiem, czy to nie spowoduje, że jeszcze bardziej się odsunę.

Ostatnio mój chłopak zrobił mi awanturę, wyzywał od aspołecznych. Czemu on nie może tego zaakceptować? Miałam ciężkie życie, wychowałam się u babci, rodziców nie znam... Ludzi nie lubię, boję się ich. Wolę przebywanie z moim chłopakiem. Nie wiem, co dalej robić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak pomóc koleżance, która szuka kontaktu ze starszymi mężczyznami?

Witam, dziś zwracam się z prośbą w związku z moją koleżanką. Nie wiem, jak jej pomóc. Ma ona 16 lat, problem polega na tym, że od jakichś 2 lat pisze z różnymi mężczyznami przez telefon. Niby taka zwykła znajomość, ale...

Witam, dziś zwracam się z prośbą w związku z moją koleżanką.

Nie wiem, jak jej pomóc. Ma ona 16 lat, problem polega na tym, że od jakichś 2 lat pisze z różnymi mężczyznami przez telefon. Niby taka zwykła znajomość, ale ci mężczyźni mają po 20-26 lat! Ona dosłownie się cieszy, że może z nimi pisać. Najgorsze jest to, że oni obiecują jej, że będą z nią mieszkać, założą rodzinę - przecież to nierealne! Nie widziała ich przecież na oczy, zresztą jest niepełnoletnia.

Ostatnio pisała z jednym facetem ponad 5 miesięcy. On również obiecywał jej, że z nią zamieszka, a kiedy opowiadała mi to, to było widać, że jest szczęśliwa. Zaproponował jej spotkanie (przejeżdżał akurat koło miejscowości, w której ona mieszka). Pytała mnie o zdanie, co zrobić, więc od razu jej to odradziłam. Przecież mógł zrobić jej krzywdę! A było widać, że ona chętnie by się z nim spotkała. Później okazało się, że ten mężczyzna ma żonę i dziecko. Nie wiem, czy cokolwiek do niej dotarło, bo poszukała kolejnego starszego faceta, z którym wypisuje SMS-y. W szkole, na lekcjach z nim pisze, a na dłuższej przerwie wydzwania do niego, żeby z nim porozmawiać. Byłam świadkiem takiej rozmowy, to zmieniała swój głos na bardziej doroślejszy, kobiecy. Kiedy zabrakło jej pieniędzy na koncie, to pytała mnie, czy bym jej nie pożyczyła, kiedy spytałam na co, to ona: "na chleb", ale domyśliłam się, że to nie chodziło o to.

Niestety ci mężczyźni wysyłają jej pieniądze, żeby dalej z nimi pisała. Kiedy np. nie może trzymać telefonu (a zwykle ciągle ma go w dłoniach), to do rąk bierze coś innego, np. długopis. Kiedy go tak trzyma, to stuka w niego tak, jak w klawiaturę telefonu! Gdy spytałam dlaczego tak robi, to mówi, że tak musi, że przyzwyczaiła się do tego telefonu, że musi z kimś pisać. Nie wiem, co mam zrobić, jak jej pomóc. Kiedyś próbowałam do niej dotrzeć, ale emocje mną tak pokierowały, że pogorszyłam sytuację i nic mi nie chciała powiedzieć. Nie wiem, czy to sytuacja rodzinna to spowodowała (jej tata niedawno umarł, a miedzy nią a jej mamą niezbyt dobrze się układa...). Przestało zależeć jej na nauce, w ogóle się nie uczy, chociaż jest to najbardziej ważny czas, ponieważ wybieramy swoją szkołę, kierunek po gimnazjum. Nie przykłada się, opuszcza lekcje, kiedy tylko ma okazję. Dowiedziałam się, że ostatnio w szkolnej bibliotece w Internecie przeglądała rozkład jazdy autobusów i pociągów. Czy ona chce jednak spotkać się z którymś z tych mężczyzn? Jak powinnam z nią rozmawiać? Jak jej uświadomić, że to złe? Czy to choroba?

Bardzo proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Kowalska
Lek. Magdalena Kowalska

Ciągle jestem sama...

Mam 13 lat... Może jestem głupia, no ale nie wiem, do kogo iść z tym problemem, o to chodzi, że w szkole... moja przyjaciółka znalazła sobie inną przyjaciółkę... a ja się trzymam z całą klasą. I jest mi dobrze... Ale...

Mam 13 lat... Może jestem głupia, no ale nie wiem, do kogo iść z tym problemem, o to chodzi, że w szkole... moja przyjaciółka znalazła sobie inną przyjaciółkę... a ja się trzymam z całą klasą. I jest mi dobrze... Ale po szkole... Jestem ciągle sama... Nie mam żadnych przyjaciół... :( Nie wiem czemu.. :( Proszę, powiedz mi, jak sobie takiego kogoś znaleźć, kto mnie zrozumie. Jestem dziewczyną... z chłopakami też mi się dobrze gada, ale dziewczyna to dziewczyna. Rodzina moja zauważyła, że jestem ciągle smutna i w ogóle. Ale mają mnie chyba głęboko gdzieś, bo jeszcze jak przyjdę ze szkoły to na mnie krzyczą.... Po prostu czuję, że żyję na siłę :( Może mam z tym życiem skończyć? :(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Poczucie samotności pomimo wielu znajomych

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.. Ludzie, którzy z boku patrzą na mnie i moje życie sądzą, że powinnam być szczęśliwa. Po latach zdobyłam prace, która mi odpowiada, jest zajmująca, powiedzmy, że aż nadto., poszłam na studia, na...

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.. Ludzie, którzy z boku patrzą na mnie i moje życie sądzą, że powinnam być szczęśliwa. Po latach zdobyłam prace, która mi odpowiada, jest zajmująca, powiedzmy, że aż nadto., poszłam na studia, na wymarzony kierunek, znalazłam miłość i jestem w związku, w którym czuje się bezpieczna, wydaję tomik poezji. Wydaje się, że jestem najszczęśliwszą osoba pod słońcem... ale to nie jest tak... Pracuję w redakcji jednego z tygodników, zajmuję się ukochana działką - kryminałami i akcjami strażackimi, poza tym fotografuję noworodki... dlaczego te szczegóły są tak ważne... bo tez pasują do tej dziwnej układanki obrazu samej siebie... bywam na 80 procent zdarzeń (wypadków, pożarów, samobójstw...) - podchodzę do tego z czarnym humorem , ale tak naprawdę, przezywam każde zdarzenie, a szczególnie bliskie są mi samobójstwa... bo mam już kilka nieudanych prób... (bo nadal jestem zbyt dużym tchórzem). noworodki .. cuda i przekleństwo ... od lat próbuję zajść w ciążę... bezskutecznie... przestałam wierzyć, że kiedyś się to uda... czasem egoistycznie myślę, że może tak jest lepiej... bo nie umiałabym sobie poradzić z dziećmi i pracą... ukochane studia ... po latach wyrzucania sobie, że nie dam rady w końcu się zdecydowałam.. prę do przodu... ale w tym wszystkim zapomniałam o sobie samej... związek... momentami trochę na siłę... a w środku we mnie ciągle wre burza... przygnębienie pojawia się coraz częściej, powiedzmy, że rzutami... każda zmiana sytuacji, powoduje, że miotam się z niepewności i strachu, jem za trzech... bezskutecznie usiłuje się odchudzać... jem tylko niektóre produkty i potrawy o określonym składzie (cóż... zaczyna to wyglądać coraz bardziej ciekawie...) sen... albo za dużo albo za mało... kiedy już wracam do domu z terenu czy z redakcji ciężko mnie wyciągnąć poza mury... udaje się to tylko mojej drugiej połowie... ale wyjazdy są zawsze z nim ... a kiedyś robiłam samotne wypady... nie mam zainteresowań... poza fotografią.. ale to bardziej z obowiązku , na ogół wszystko kręci się wokół pracy..kiedyś miałam więcej czasu, haftowałam, tworzyłam, żartowałam, wierzyłam w Boga a religia była moim oparciem... cóż.. teraz to wszystko odeszło.. odsunęłam to na bok. paradoksem jet to, że wciąż spotykam się z wieloma osobami, wydaje się, że nie powinnam się czuć samotna, a jednak tak właśnie jest... W pracy nakładam na twarz maskę, wiedzą, ze jestem zakręcona,.. ale nie sądzą co się w środku mnie dzieje... poza tym i ja odsuwam się od nich... teoretycznie mam w nich oparcie - mam zgraną ekipę, od której generalnie nie odstaję... ale nie oznacza to, że nie czuję się gorsza... a co do myśli... te ciemne , samobójcze wracają jak bumerang... co jakiś czas... co miesiąc... wtedy omijam apteczki, noże.. samochody... a z drugiej strony.. chętnie bym z tym wszystkim zerwała, zaszyła się w kacie, zniknęła... wiem, jestem gderliwa, złośliwa, nieznośna... i gburowata... ale to po prostu uzewnętrznienie tego chaosu, zawieruchy, która jest we mnie... Wiem, że nie pójdę do specjalisty we własnej miejscowości... za dużo osób mnie zna...

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek

Czy to jakieś zaburzenia ? Co mam robić ze swoim życiem?

Mam 13 lat , jestem kobietą . Kiedyś w wieku 11 lat chodziłam z chłopakiem , 2 lata starszym . Po pół roku bycia ze sobą pojawiła się dziewczyna (nazwe ją M) . M zakochała się w moim chłopaku ....

Mam 13 lat , jestem kobietą . Kiedyś w wieku 11 lat chodziłam z chłopakiem , 2 lata starszym . Po pół roku bycia ze sobą pojawiła się dziewczyna (nazwe ją M) . M zakochała się w moim chłopaku . On zerwał ze mną. Zaczęły się wakacje . M pisała do mnie ,że mnie zabije , że nikt mnie nie lubi . Mam słabą psychikę więc podziałało . Przestałam wychodzić z domu . Ona zajęła się resztą . Przekonała wszystkich moich znajomych do nielubienia mnie . Nikt się do mnie nie odzywał . Ona codziennie dzwoniła . Przestałam rozmawiać nawet z rodziną ,oprócz mamy i taty . M zakolegowała się z moimi kuzynkami . One również uległy jej . Było coraz gorzej . Nikt mi nie wierzył że M może taka być. Znienawidzili mnie , do tej pory mam złą opinie . Moje wakacje to był koszmar. Pięć razy próbowałam popełnić samobójstwo ,nieudane próby . Po wakacjach szłam do szkoły . Byłam wzorową uczennicą a spadłam na trójkową . W marcu 2008 zdecydowałam się napisać list do szkolnego pedagoga .Pani nie pomogła mi . Miała to być tajemnica . W maju moja mama poszła do szkoły na wywiadówkę . Okazało się ,że Pani Pedagog wygadała się .Mama przyszła z wywiadówki . Zaczęła na mnie krzyczeć.Ja w końcu popłakałam się i powiedziałam ,że tylko tak pisała ,ale już nie pisze. Przytuliła mnie , a mi wydawało się ,że wspomnienia już nie wrócą . Było inaczej.. Mijały miesiące.. Nie miałam już przyjaciółek. Pewnego dnia poszłam na park . Polubiłam dwie dziewczyny (nazwe je F i G ) .F i G miały koleżanki . Paliły i piły . Ja również zaczęłam . Nie było mnie w domu całymi dnami . Zaczęło się. Pisali do mnie chłopcy . Dawałam zdjęcia na internet. Znów się obudziłam . Nie tak jak miałam . Nie o to mi chodziło . W końcu to też się skończyło . Już nie piłam . Oceny się polepszyły . Poznałam nową koleżankę z podobnymi przeżyciami . Była super. . A tu naraz 2 po poznaniu się ona zaczęła . Do teraz trwa ta nasza 'przyjaźń' . Mam okropną opinie. Zawalam szkołe . Niby mam ją , ale ona zawsze znajdzie powód żeby mi powiedzieć co źle robie . A źle robię WSZYSTKO . Nie umiem się pogodzić z niczym . Nie potrawie rozmawiać z 'przyjaciółmi' . Siedzę zamknięta w pokoju . Za każdym razem kiedy idę spać płaczę. To jest koszmar. Boję się dalej żyć . Gdyby nie mama i tata ,nie wiem co by ze mną było . Dla nich żyje . Już nie dla siebie . Jestem beznadziejna . NIENAWIDZĘ LUDZI . Pomóż mi ,proszę . Chce być lubiana , szanowana .Nie chce żeby ludzie wszystko na mnie zwalali . Pozdrawiam .

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Samotność czy kompleks? Sama już nie wiem

Szczerze, to dziwnie się czuję pisząc tu o tym, ale mam nadzieję, że nie popełniłam błędu. Możliwe, że to przez okres dojrzewania (mam 17 lat), ale chciałabym się tego w końcu pozbyć, ciężko mi z tym. Co mam na myśli?...

Szczerze, to dziwnie się czuję pisząc tu o tym, ale mam nadzieję, że nie popełniłam błędu. Możliwe, że to przez okres dojrzewania (mam 17 lat), ale chciałabym się tego w końcu pozbyć, ciężko mi z tym. Co mam na myśli? Chodzi mi o to, że jestem od pewnego czasu outsiderem. Częściej czuję się samotna niż bym chciała. Zamiast imprezować czy wychodzić gdzieś ze znajomymi, częściej przebywam w domu.

Miałam moment w swoim życiu, że to akceptowałam, naprawdę czułam się ze sobą dobrze i nie potrzebowałam innych osób. Jednak teraz znowu czuję smutek. Czuję się samotna, chora, nieszczęśliwa. Mam dwoje przyjaciół, jednak nie przebywam z nimi na tyle, abym mogli mi zapełnić te puste dni.

Z reguły jestem optymistką. Podbudowuje siebie, myślę pozytywnie, cieszę się z najdrobniejszych rzeczy, ale wciąż mam wrażenie, że się oszukuję. Staram się widzieć pozytywy, chociaż coraz trudniej mi to robić, nie mając nikogo przy sobie. Może to depresja, albo sama już nie wiem.

Chciałabym albo mieć więcej ludzi wokół siebie, albo przestać o tym myśleć, nie mieć kompleksu związanego z popularnością czy posiadaniu większej ilości znajomych. Tylko nie wiem jak to zrobić i w czym dokładnie tkwi problem. Proszę o pomoc, może nawet tylko w formie otuchy, ale każdą przyjmę z wdzięcznością. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się osamotniona. To staje się nie do wytrzymania. Co zrobić?

Moja mama ciągle pracuje, tata nie żyje od 2 lat, a brat jest w więzieniu. Moja mama na okrągło wyjeżdża i zostawia mnie samą, a to do senatorium na trzy tygodnie, a to do pracy na dwa. Tak jest już...

Moja mama ciągle pracuje, tata nie żyje od 2 lat, a brat jest w więzieniu. Moja mama na okrągło wyjeżdża i zostawia mnie samą, a to do senatorium na trzy tygodnie, a to do pracy na dwa. Tak jest już od dwóch lat. Ogólnie z praniem, paleniem ognia, gotowaniem radzę sobie sama. W pobliżu nie mam nikogo bliskiego, więc nikt do mnie nie zajrzy, nie spyta czy pomóc. To jest okropne, już nie mówię o tych rzeczach wymienionych powyżej. Ale o samotności, nie mam przyjaciół i nie szukam ich na siłę. Ale chciałabym mieć matkę, kogoś, kto by się mną zainteresował, cokolwiek. Ale ja ciągle jestem sama i płaczę w poduszkę. Najgorzej jest wieczorem. Już nie daję rady. Mówiłam mamie o tym, ale ona chyba nie zrozumiała mnie do końca, umie tylko powiedzieć, że niedługo przyjedzie itp., a jak przyjeżdża, to i tak jest potem w pracy cały dzień. Ja już naprawdę nie mam nikogo. To okropne... jakby samotność odebrała mi wszystko.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Wyczerpanie psychiczne samotnej matki

Mam ciężką sytuację rodzinną, od 8 miesięcy sama wychowuję 3 letniego synka. Cały czas dawałam sobie z moim życiem radę. Od jakiegoś miesiąca nie mam już sił. Nie potrafię wykonywać najprostrzych czynności które wymagają myślenia. Ale najbardziej niepokoją mnie moje...

Mam ciężką sytuację rodzinną, od 8 miesięcy sama wychowuję 3 letniego synka. Cały czas dawałam sobie z moim życiem radę. Od jakiegoś miesiąca nie mam już sił. Nie potrafię wykonywać najprostrzych czynności które wymagają myślenia. Ale najbardziej niepokoją mnie moje wahania nastroju. Raz euforia, raz płacz. Brak cierpliwości do dziecka, nawet z wybuchem agresji. Gdy spoglądam w przyszłość , nie widzę nic... Mam poczucie totalnej bezradności. Czy już czas iść do specjalisty?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Joanna Meder
Dr n. med. Joanna Meder

Jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości?

Witam serdecznie. Od prawie 3 lat mieszkam w Niemczech. Powodem przeprowadzki był mój obecny mąż - Niemiec - jedno z nas musiało się przeprowadzić i wydawało mi się, że ta decyzja jest niemal oczywista. W Polsce zostawiłam dobrą pracę (o...

Witam serdecznie. Od prawie 3 lat mieszkam w Niemczech. Powodem przeprowadzki był mój obecny mąż - Niemiec - jedno z nas musiało się przeprowadzić i wydawało mi się, że ta decyzja jest niemal oczywista. W Polsce zostawiłam dobrą pracę (o planach przeprowadzki powiadomiłam szefa na rozmowie, w trakcie której proponował mi objęcie nowego stanowiska), rodzinę, przyjaciół. W momencie przeprowadzki znałam tylko podstawy języka (mąż nie zna w ogóle polskiego, od początku porozumiewaliśmy się po angielsku). Myślałam jednak, że tam na miejscu bardzo szybko go opanuję i co prawda lektorzy na kursach językowych bardzo chwalili moje postępy, ale mój język nadal nie był dla mnie wystarczający, by prowadzić normalne życie. Po ok. 1,5 roku możliwości kursów się skończyły, o ile zarobki męża wystarczają nam na normalne życie, o tyle na dodatkowe szkolenia nie jesteśmy w stanie ich już wygospodarować (mieszkamy w małej miejscowości, gdzie bez samochodu nie dało się egzystować, teraz spłacamy raty). Mniej więcej od tamtego czasu pozostają mi więc 4 ściany naszego mieszkania, godziny bez kontaktu z kimkolwiek i coraz mniej wiary w siebie. Coraz trudniej jest mi zmotywować się, żeby choćby napisać wiadomość do znajomych, nie potrafię już motywować się do nauki języka, niby wysyłam podania o pracę, ale nawet gdy raz na miesiąc zadzwoni telefon w tej sprawie, to czuję się tak bardzo nieprzygotowana, że w ogóle go nie odbieram. Miewam gorsze dni, gdy po prostu nie byłam w stanie zrobić czegokolwiek konstruktywnego - godzinami oglądam wtedy telewizję czy sprawdzam, co dzieje się na Facebooku, były i takie, gdy nie mogłam przestać płakać. Bywają też i lepsze dni, ale już nie na tyle, by trochę się pouczyć czy odebrać telefon, jedynie by nie dobijać męża swoim przygnębieniem i miło spędzić czas po jego powrocie do domu. Zdaję sobie sprawę, że może dziać się ze mną coś niedobrego, że właściwie sama skazuję się na tkwienie w mieszkaniu, ale nie wiem, jak sobie pomóc. Mąż rozważał już moją wizytę u jakiegoś specjalisty, ale ze względu na język nie bardzo sobie wyobrażam, jak by mi to mogło pomóc. Coraz częściej wracam do momentu rozmowy z szefem i żałuję, że zdecydowałam się podążać za uczuciem, które nadal jest, ale nie daje mi już żadnej siły wśród tylu samotnych godzin... Co mogę zrobić, aby wydostać się z tej sytuacji, jak zmotywować się do tego, by znów normalnie żyć? Czy w ogóle jest możliwe, aby wrócić do normalności bez ingerencji specjalisty? Serdecznie pozdrawiam, ali

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Poczucie smutku i opuszczenia

Cierpię bardzo, cały czas jestem smutny i mam już dość tego wszystkiego. W dodatku jestem gejem, to już w ogóle wszystko komplikuje. Nie mogę znaleźć pocieszenia, bo nie mam przyjaciół i w ogóle nikogo do kogo mogę się przytulić... W...

Cierpię bardzo, cały czas jestem smutny i mam już dość tego wszystkiego. W dodatku jestem gejem, to już w ogóle wszystko komplikuje. Nie mogę znaleźć pocieszenia, bo nie mam przyjaciół i w ogóle nikogo do kogo mogę się przytulić... W dodatku problemy finansowe i problemy rodzinne... Nie mam normalnego życia, mam pracę, ale każdy kolejny dzień pójścia do pracy jest dla mnie męczący, mam ochotę zapaść się pod ziemię... Nie wiem co robić. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota
Patronaty