Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Trauma: Pytania do specjalistów

Mój chłopak zabił człowieka. Jak mam mu pomóc?

To było niecały miesiąc temu... sobota, planowaliśmy miły, wspólny wieczór. O 20.30 zadzwonił, że wyjeżdża. Ma do mnie jakieś 25 km, więc spokojnie siedziałam jeszcze przed kompem. Po 15 min zadzwonił do mnie w wielkim szoku, że był wypadek, że...

To było niecały miesiąc temu... sobota, planowaliśmy miły, wspólny wieczór. O 20.30 zadzwonił, że wyjeżdża. Ma do mnie jakieś 25 km, więc spokojnie siedziałam jeszcze przed kompem. Po 15 min zadzwonił do mnie w wielkim szoku, że był wypadek, że wjechał w jakieś auto, krzyczał do słuchawki, że człowiek leży na ziemi cały zakrwawiony, że nie żyje, jakiś istny bełkot. Myślałam, że sobie żartuje... Ale niestety. Mój chłopak spowodował wypadek, w którym zginął mężczyzna. Mimo że to nie była do końca jego wina, ponieważ stojące na drodze samochody nie były oświetlone (jednemu brakło benzyny, nie włączyli świateł awaryjnych), no i jechał przepisowo... Tak czy siak mój chłopak wpadł w totalny szok. Nawet jak go przesłuchiwali w radiowozie to pisał mi SMS-y typu "teraz to już pewnie nie będziesz chciała być ze mną". Policjantom mówił, że chce się zabić, że jego życie już nie ma sensu, że ma przed oczami tego czlowieka... Reanimował go, umarł mu na rękach... Dodam, że ma 19 lat... W szpitalu uciekł do łazienki i się zamknął... Chciał się zabić i tak strasznie płakał... Gdy mnie zobaczył, przytulił się i powiedział, że musi ze mną zerwać, bo on jako MORDERCA na mnie nie zasługuje.. :(:(:(:(:( W końcu wzięli go do szpitala na oddział psychiatryczny... W zamknięciu był półtora tygodnia... Rozmowy z psychologami itd., itp. Wyszedł... Ale nadal nie może sobie poradzić ze świadomością, że zabił człowieka. Nie śpi po nocach, stał się strasznie nerwowy... Krzyczy na mnie z byle jakiego powodu... Chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie wiem jak. Jestem przy nim. Jak trzeba, to milczymy cały wieczór. Jak trzeba, to gadamy. Nie zaczynam tematu wypadku. Nie wiem, co dalej :(:(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Byłam świadkiem tragicznego wydarzenia - jak sobie z tym poradzić?

Od kiedy nawiedził mnie ten straszny koszmar, a miał on miejsce na mojej klatce schodowej, nie mogę przestać o nim myśleć. Był tragiczny w skutkach - osoba, która z nich spadła została sparaliżowana. Ja jestem bardzo wrażliwą osobą i przez...

Od kiedy nawiedził mnie ten straszny koszmar, a miał on miejsce na mojej klatce schodowej, nie mogę przestać o nim myśleć. Był tragiczny w skutkach - osoba, która z nich spadła została sparaliżowana. Ja jestem bardzo wrażliwą osobą i przez tę sytuację nie potrafię zasnąć, ciągle o tym myślę i nie wiem jak dalej żyć, boję się chodzić po tych schodach, boję się spać. Życie straciło dla mnie sens z powodu moich lęków. Jak mam sobie z tym radzić? Zapisałam się na terapię biofeedback i do psychoterapeuty, ale czy oni mi pomogą? Wierzę, że tak i mam duże samozaparcie, ale lęk jest niewyobrażalny. Trzęsą mi się ręce, drży głowa, ciągle myślę o ludziach cierpiących i dlaczego taka tragedia wydarzyła się u mnie w domu. Mam w związku z tym pytanie: czy psychologia zna takie przypadki? Jak powinnam określać moją chorobę? Nie wiem już co o tym myśleć. Bardzo proszę o odpowiedź.

Mam dopiero 15 lat, a tak bardzo jestem już zmęczona życiem...

Witam. Mam 15 lat i jestem kobietą. Myślę, że łatwiej będzie odpowiedzieć na moje pytanie, jeżeli opowiem trochę z mojego życia. Więc to moja skromna historia... Kiedyś byłam bardzo wesoła, ambitna, tryskała ze mnie radość. Uwielbiałam śmiać się. Chciałam poznawać...

Witam. Mam 15 lat i jestem kobietą. Myślę, że łatwiej będzie odpowiedzieć na moje pytanie, jeżeli opowiem trochę z mojego życia. Więc to moja skromna historia... Kiedyś byłam bardzo wesoła, ambitna, tryskała ze mnie radość. Uwielbiałam śmiać się. Chciałam poznawać nowych ludzi. Bardzo dobrze się uczyłam, brałam udział w występach i zajmowałam różne miejsca. Bardzo często wygrywałam nagrody. Jeździłam na konkursy ortograficzne. Wtedy mogłam wszystko. Jednak zaczęły się moje problemy, gdy miałam 8 lat. Wtedy moi rodzice się rozwiedli. Ale mieszkali razem. Moja matka zrobiła to dlatego, że tata pił. Jednak w żaden sposób nie starała mu się pomóc. Cały czas go wyzywała, poniżała przy rodzinie, znajomych. Śmiała się z niego przy sąsiadach. Wyszła za niego, choć tak naprawdę nigdy go nie kochała. Bardzo mnie to denerwowało, bo także zabraniała mi rozmawiać z tatą na osobności, twierdząc, iż tata nastawia nas (mnie i moje rodzeństwo) przeciw niej.

Gdy miałam 10 lat, pojechałam na wakacje do Włoch do cioci. Tam przez trzy tygodnie jej narzeczony mnie molestował i raz udało się mu mnie zgwałcić. Ja byłam tylko bezbronnym dzieckiem, które nie miało szans, by się obronić. Nie powiedziałam cioci o tym co zrobił, a gdy pytała, dlaczego płaczę, mówiłam, że tęsknię za domem. Gdy wróciłam do Polski, to po roku powiedziałam mamie o tym, co się stało. Blagałam ją o dyskrecję, a ona powiedziała o tym wszystkim!!! Rozumiecie?! Wszystkim! Nawet tej dalekiej rodzinie, sąsiadom, a nawet, co najgorsze, obcym ludziom! Po co?! Po to, żebym wstydziła się jeszcze bardziej! Nienawidzę jej!

Zawsze faworyzowała mojego brata. Tata moją siostrę! Ciągle słyszałam, jacy oni są kochani, jak oni się dobrze uczą i że powinnam brać z nich przykład. I robiłam to ciągle, a i tak nikt mnie nie doceniał. Cały czas krytykowali, karali za drobnostki, a oni nigdy nie dostali kary. Jednak tata mnie bronił. Gdy mój brat znęcał się nad mamą i mną, to zawsze mogłam iść do taty i byłam bezpieczna. Tata akceptował mnie, jaką byłam i rzadziej niż matka wytykał mi błędy. Był też dziadek, w którym miałam bardzo duże wsparcie, ale przez ostatnie pięć lat swojego życia był bardzo chory i wtedy nic nie mógł zrobić dla mnie, a ja właśnie przez te 5 lat najbardziej go potrzebowałam.

Rok temu, w czerwcu, zmarł mój dziadek, a w październiku tata. Po tym kompletnie się załamałam. Uczyłam się jeszcze gorzej i ledwo zdałam. Dwa razy chciałam popełnić samobójstwo, bo nie mogłam wytrzymać życia z moją matką. Cały czas mówiła mi, że jestem szmatą, że nic w życiu nie osiągnę, że będę głąbem jak mój tata. Nawet powiedziała, że prawdopodobnie skończę tak jak on. Jednak za każdym razem przeżyłam. Zaczęłam nienawidzić siebie i ludzi. Do tej pory się tnę. Chodziłam na terapię, do psychologów, terapeutów, jednak nic to nie daje. Teraz już nigdzie nie chodzę. Nikt nigdy nie przepisał mi żadnych leków ani nie stwierdził, co mi dolega. Mam dość tego, że albo płaczę, albo się śmieję, że nic mi się nie chce, że nie zależy mi na niczym, że nie czuję nic. Chciałabym znów być tą małą, uśmiechniętą dziewczyną, a tymczasem jestem wrakiem człowieka. Mam dopiero 15 lat, a jestem tak bardzo zmęczona życiem. Anetka...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co się dzieje ze mną...

Jestem 18-letnią dziewczyną... Około rok temu przeżyłam przykre wydarzenie... Mój chłopak został pobity i na moich oczach umierał, a ja cała zapłakana stałam i patrzyłam, nie wiedziałam co robić, musiałam zdać się na ludzi, którzy go próbowali odratować... Od tamtej...

Jestem 18-letnią dziewczyną... Około rok temu przeżyłam przykre wydarzenie... Mój chłopak został pobity i na moich oczach umierał, a ja cała zapłakana stałam i patrzyłam, nie wiedziałam co robić, musiałam zdać się na ludzi, którzy go próbowali odratować... Od tamtej pory strasznie się zmieniłam. Czuję wielką pustkę i żal do samej siebie, że to wszystko moja wina, że mogłam coś zrobić... Zadaję sobie wciąż pytanie, co by było, gdyby nas tam nie było, nie ten dzień i godzina... Plątam się po kątach, cały czas płaczę i nie chcę z nikim rozmawiać, nie mogę sobie z tym poradzić, często mam myśli samobójcze... Nieraz już mało brakowało... ale ukrywam się z tym, próbuję żyć na nowo, ale wspomnienia dalej wracają. Rodzice mnie nie rozumieją, znajomi mówią, żebym zapomniała, a to nie jest takie łatwe. Strasznie schudłam, jestem ciągle nerwowa, żadnej decyzji nie umiem podjąć. Nie wysypiam się i męczą mnie koszmary, dotyczące tego wypadku... Pomóżcie. Nie wiem co robić;(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Zostałam pobita i myślę, że to moja wina. Co robić?

Zostałam pobita przez faceta. Myślę, że to moja wina, że zasłużyłam na to. Od tego czasu nic mi się nie chce, mam myśli samobójcze, czuję się beznadziejna, niepotrzebna nikomu. Mam problemy z zasypianiem. Jak już usnę, to często się...

Zostałam pobita przez faceta. Myślę, że to moja wina, że zasłużyłam na to. Od tego czasu nic mi się nie chce, mam myśli samobójcze, czuję się beznadziejna, niepotrzebna nikomu. Mam problemy z zasypianiem. Jak już usnę, to często się budzę. Boję się, jak ktoś podnosi rękę - obawiam się, że chce mnie uderzyć.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc dziecku szykanowanemu w szkole?

Witam... Jestem mamą gimnazjalistki, bardzo dobrej i zdolnej uczennicy, można powiedzieć lubianej do tej pory lub może szanowanej, ponieważ po ostatnich zajściach w szkole trudno te sympatie określić. Problem zaczął się kilka tygodni temu, kiedy to ogólnie lubiana, akceptowana moja...

Witam... Jestem mamą gimnazjalistki, bardzo dobrej i zdolnej uczennicy, można powiedzieć lubianej do tej pory lub może szanowanej, ponieważ po ostatnich zajściach w szkole trudno te sympatie określić. Problem zaczął się kilka tygodni temu, kiedy to ogólnie lubiana, akceptowana moja córka przekonała się, że nie jest tak, jak myśli, tzn. koledzy, którzy do tej pory ją lubili, zaczęli szykanować ją za plecami, a szczególnie jeden. Kiedy zwróciłam im uwagę, zaczęło się piekło. Wyzywał, drwił, rzucał na lekcji w nią jakimiś śmieciami itp. Była tak przerażona i upokorzona, bo innym osobom w klasie sprawiało to zabawę, że nie była w stanie pójść do szkoły. Uzgodniliśmy z mężem, że lepiej będzie, jak kilka dni zostanie w domu, myśląc, że jej przejdzie. Poszła do szkoły. Było coraz gorzej z zachowywaniem się tego niezrównoważonego ucznia w stosunku do mojego dziecka. Doszło do tego, że zażądała przeniesienia do innej szkoły albo chociaż klasy. Mój mąż bez chwili namysłu odwiedził tegoż ucznia i przy rodzicach przeprowadził z nim rozmowę, jednocześnie traktując sprawę bardzo poważnie, bo zamierzał pójść do dyrekcji lub nawet kuratora. Bo gdzie w tym czasie są nauczyciele, przecież to było ewidentne psychiczne molestowanie, a oni uważają, że dopóki ktoś nie da sobie po "ryju", to wszystko OK. Rodzice zareagowali natychmiast. Przyszli jeszcze w ten sam dzień i chłopak z kwiatkami przepraszał. Cóż z tego, jak nerwy naszej córki zostały nadszarpnięte, a on i tak dalej robił swoje i robi do dziś, tylko w bardziej umiarkowany sposób.

Ja zdecydowałam, że pójdę z nią do psychologa. Po pierwszym spotkaniu pani psycholog stwierdziła, że córka jest bardzo wrażliwą, ale zarazem niesamowicie otwartą, wygadaną i szczerą osobą, ale da radę, biorąc pod uwagę, że ma wsparcie w rodzinie, bracie, siostrze, bratowej, szwagrze i oczywiście w nas. Ale ponownie coś złego się wydarzyło w szkole, tzn. jej najlepsza koleżanka z klasy przestała z nią siedzieć, rozgniewana tym, że córka nie przyszła po nią do szkoły. Plotki, bajeczki, namawianie ze strony owej koleżanki sprawiły, że moje dziecko znowu załamało się nerwowo. Poszłam więc kolejny raz natychmiast do tej samej psycholog. Teraz stwierdziła, że córce potrzebna jest pomoc psychiatry dziecięcego, aby mógł farmakologicznie ulżyć jej cierpieniu. Chociaż żeby spać mogła spokojnie. Mam namiary na dobrego specjalistę, jednak bardzo boję się w tak młodym wieku stosować leki, a jednocześnie chciałabym jej pomóc. Nie mam pojęcia, jak to zrobić, chociaż dobrym słowem albo pocieszeniem, bo żadne deklaracje z naszej strony, że będzie lepiej, nic nie dają. A chcę podkreślić, że pani psycholog bardzo zaangażowała się w tę sprawę i myślę, że będzie dobrze, ale kiedy to może nastąpić? Co robić, jak z nią rozmawiać, bo ona chce rozmowy, nie jest skryta, o wszystkim mówi. Oj, bardzo się rozpisałam, ale to chyba i mnie dobrze zrobiło. Jeżeli Państwo uznacie, że to ważny temat i wasza pomoc i rada mogłyby nam pomóc, to bylibyśmy bardzo wdzięczni za poradę. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie mogę się skupić na nauce

Witam. Mam na imię Karolina, mam 23 lata. Po 3 roku studiów wzięłam urlop dziekański, bo nie byłam w stanie skupić się na nauce, wyjść do ludzi, chodziłam w kółko niewyspana, ale problem dalej się pogłębia, a urlop mi się...

Witam. Mam na imię Karolina, mam 23 lata. Po 3 roku studiów wzięłam urlop dziekański, bo nie byłam w stanie skupić się na nauce, wyjść do ludzi, chodziłam w kółko niewyspana, ale problem dalej się pogłębia, a urlop mi się skończył... Mój problem wiąże się z przeżyciami z przeszłości. Pochodzę z małej miejscowości, mam sporo rodzeństwa i dużą rodzinę. Jako najstarsza często musiałam się zajmować młodszymi dziećmi. Pewnego dnia zajmowałam się 6-letnią wtedy siostrą i 1,5-rocznym bratem. Byłam sama z nimi w domu. W pewnym momencie, kiedy na sekundę zajęłam się przygotowaniem posiłku dla młodszego braciszka, ten wyszedł na balkon w sypialni rodziców (ktoś zostawił wcześniej drzwi otwarte, bo ja ich nigdy nie otwierałam) i zanim zdążyłam go złapać, wypadł przez okno. Wypadł na trawę, nic mu się nie stało, spędził w szpitalu 48 godzin, nie miał nawet siniaka.

Wiem, że cudem uszedł z życiem i nie potrafię się wyzbyć poczucia winy. Mój główny problem to też, że wspomnienie wraca w snach. Istny koszmar. Co noc ten sam scenariusz, doszło do tego, że boję się spać w domu sama. Nie wiem co robić. Po wypadku rodzina uznała, że skoro nic się dziecku nie stało to mam o tym nie mówić, nie opowiadać, nie prać rodzinnych brudów u lekarzy tylko wziąć się do nauki, bo na pewno wydziwiam. I z takim (zresztą całe życie mówiono mi, że mam żyć dla innych) przeświadczeniem żyłam do dzisiaj.... kiedy postanowiłam napisać. Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź. Karolina

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Traumatyczny pobyt w wojsku

Mam na imię Konrad, mam 24 lata. W listopadzie tamtego roku poszedłem do wojska. Podczas pobytu miałem stany depresyjne, często byłem załamany, miałem myśli, żeby sobie coś zrobić, aby stamtąd wyjść. Nie wiem, czy tęsknota za domem i za dziewczyną...

Mam na imię Konrad, mam 24 lata. W listopadzie tamtego roku poszedłem do wojska. Podczas pobytu miałem stany depresyjne, często byłem załamany, miałem myśli, żeby sobie coś zrobić, aby stamtąd wyjść. Nie wiem, czy tęsknota za domem i za dziewczyną były tak silne, czy przez zamknięcie. Ale teraz jestem już dwa miesiące w domu. Zaraz po wyjściu z wojska wziąłem ślub, mam wspaniałą żonę, obojga rodziców, mamy gdzie mieszkać.

Wszystko jest ok, ale jednak nie! Mam co jakieś 2 tyg. przejawy dobrego humoru, wszystko mi się układa, ale po tych stanach euforii mam taki brak pewności siebie, nic mi się nie chce, wszystko co do tej pory robiłem, moje hobby nie daje mi satysfakcji, mam także momenty, że chcę sobie zrobić krzywdę. Nie wiem co robić, czy zacząć brać jakieś leki? Proszę o pomoc, jakąś radę. Mój mail talario666@o2.pl. Dziękuję.

Co mam zrobić, żeby w końcu ruszyć z miejsca i czy mam szansę na związek z mężczyzną?

Mam 23 lata. Moja historia jest długa i pokręcona jak niejednej osoby w serwisie. Moi rodzice rozwiedli się jak miałam 9 lat. Nie widziałam ojca później przez 10 lat, nigdy się nie interesował mną i moim rodzeństwem. Nie odgrywa...

Mam 23 lata. Moja historia jest długa i pokręcona jak niejednej osoby w serwisie. Moi rodzice rozwiedli się jak miałam 9 lat. Nie widziałam ojca później przez 10 lat, nigdy się nie interesował mną i moim rodzeństwem. Nie odgrywa on w dalszym ciągu większej roli w moim życiu. Chyba w ogóle nie traktuje nas jak swoje dzieci. Mam czasem z nim kontakt mailowy. Jestem najstarsza. Mama miała partnera, który na początku traktował nas dobrze, jednak po tym jak zamieszkał z nami, wszystko się zmieniło. Stworzył nam piekło na ziemi, kazał być wrogami dla nas samych, a mnie jeszcze molestował seksualnie. Te wspomnienia są okropne. Kiedy w domu u nas wszystko było naprawdę szalone, ja i moje rodzeństwo zamieszkaliśmy u dziadka, i tam się wychowywaliśmy tak jak chcemy. Ja byłam buntowniczką i generalnie szkoła mnie nie interesowała, zażywałam narkotyki i dużo piłam, wyjeżdżałam z domu, nie interesowało mnie nic. Szukałam ciągle akceptacji i uwagi u moich znajomych. Dla mojego rodzeństwa potrafiłam być okrutna i się wyżywałam na najmłodszej siostrze. Na studiach trochę się uspokoiłam, ale nie mogłam odnaleźć siebie. Poszłam na studia z koleżankami, bo właściwie i tak nie wiedziałam, co w życiu chcę robić. Zaczęłam też nawiązywać konatkt z moją mamą i zaczęłam rozumieć, jak wiele błędów popełniłam w życiu, żałować i uświadamiać sobie, ile moja mama tak naprawdę przeszła w życiu, a jakoś dała sobie radę. Nigdy nie było u nas jakiejś totalnej patologii, jestemy raczej porządną rodziną, tylko z pewnymi problemami. Jakoś czas leciał i żyłam sobie swoim życiem z koleżankami. Nigdy nie miałam chłopaka, nie prowadzę żadnego współżycia, a mój pierwszy raz był zupełnie przypadkowy z nieznaną osobą. Bardzo mi brakuje jakiegoś męskiego ramienia, żeby chociaż się z kimś spotkać i pogadać, ale ja nie umiem z mężczyznami rozmawiać i złapać kontaktu. Po studiach nie miałam zielonego pojęcia, co dalej, więc postanowiłam wyjechać do Anglii i podszkolić język. Nic się nie zmieniło, ciągle nie wiem, co chcę robić w życiu. Żałuję wielu rzeczy i nie potrafię znaleźć partnera, mam problemy z podejmowaniem decyzji i nie chce mi się robić nic, wstawać rano, pracować, chociaż bardzo chcę, ale nie potrafię jakoś się do tego zmusić. Każdy dzień przemija tak szybko, a ja dalej stoję w miejscu i czuję jak mi życie umyka, i nie potrafię sobie z tym poradzić. 3 miesiące temu moja mama umarła na raka. W ostniej chwili przyjechałam do szpitala, pożegnałam się z nią i na moich oczach umarła. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak tak naprawdę z nią jest. To był dla mnie straszny cios, bo mój wyjazd do Anglii i w ogóle moje plany (których jednak nigdy nie mogę zrealizować) robiłam po jakiejś części dla niej. Chciałam jej pokazać, że mogę i żeby była ze mnie dumna, a ona tak nagle odeszła. Czuję się odpowiedzialna za moje rodzeństwo. I czasami aż moja głowa szaleje od pomysłów i domysłów. Nie wiem, gdzie moje miejsce, gdzie powinnam mieszkać (na razie przebywam w Anglii), jak mam zacząć, żeby coś osiągnać. Mam pracę, ale to nie jest to, co chcę robić. Strasznie przejmuję się przyszłością i tym, że czas tak szybko leci. Naprawdę już nawet nie dbam o znajomych i myślę, że kiedyś też dziadek odejdzie, i to będzie też bardzo trudne. Po prostu jestem już zmęczona myślami i chciałabym pójść do przodu, i w końcu kiedyś się zakochać, i żeby ktoś pokochał mnie, i odnaleźć siebie w tym życiu. Ciągle się boję, że jak zamieszkam tu, to coś stracę tam, i na odwrót. Sama nie wiem, czego chcę. Chyba chcę za dużo, a nie jestem ambitna i nie mogę się zmusić do jakiegoś wysiłku, żeby polepszyć moje życie. Co mogę zrobić, czy coś może mi pomóc? Sama nie potrafię, a próbowałam już wiele razy, a kończyło się tylko na myślach i jakichś zapiskach w kalendarzu, ale na drugi dzień wszystko wracało do tej samej, szarej rzeczywistości.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Moje życie to pasmo nieszczęść...

Witam. Nie wiem od czego zacząć... może od tego że jak miałam 4 lata zginął mój tata (utonął), a wszyscy się z nas śmiali, że popełnił samobójstwo bo nie mogł z nami wytrzymać. Staliśmy się biedakami, bo utrzymywaliśmy się tylko...

Witam. Nie wiem od czego zacząć... może od tego że jak miałam 4 lata zginął mój tata (utonął), a wszyscy się z nas śmiali, że popełnił samobójstwo bo nie mogł z nami wytrzymać. Staliśmy się biedakami, bo utrzymywaliśmy się tylko z renty, dzieciaki z wioski biegały za moją mamą i ją wyzywały, i smiały się z niej i z nas, i tak przez całą szkołę podstawową... O to, żeby mieć oceny takie na jakie zasłużyłam musiałam walczyc i uczyć się więcej niż pozostali, ale jakoś mi się udało, ukończyłam studia techniczne. Myślałam że jest lepiej, ale to wszystko się za mną ciągnie, nie mogę zapomnieć przeszłości i tego, że traktowano mnie jak kogoś gorszego, nie mam przyjaciół, miałam ale gdy zaczęłam zarabiać lepiej niż oni (od śmierci taty postanowiłam być silna i samodzielna), gdy tylko zaczęło mi sie układać mówili w kółko, że mam fuksa i to dlatego każdy egzamin zdałam - bo miałam "fuksa"... ciagle to słyszałam, a najgorsze jest to, że zaczęłam w to wierzyć... W zeszłym roku zachorował na raka mój narzeczony i moje życie znów legło w gruzach, w tym tygodniu kończy chemię, a ja czuję się wypompowana. Nie mam sił na nic, w pracy także stresy, jak to zwykle bywa gdy sie ktoś wykaże to potem ma tylko więcej pracy, a podwyżki zero i pełno stresu. Co prawda umówiłam się kiedyś do psychologa, bo tak się strasznie denerwowałam, ale nie miałam czasu pójść. A najgorsze jest to, że nie mogę nikomu powiedzieć co czuję, nawet siostrze, bo ona ma jeszcze większe problemy (mąż ją bije :() Nie chce mi się juz żyć, ciągle coś się dzieje, ciągle muszę o coś walczyć! Jakbym mało w życiu przeszła. Nie wiem czego mi zazdroszczono, ja bym chciała spokojnie żyć, mieć pewność, że mój narzeczony wyzdrowieje... ale jakoś mało we mnie tej nadziei, znając moje życie powinnam się przygotowywać na najgorsze... czasem myślę sobie, że to ja jestem pechowa gdyby mnie nie spotkał pewnie by nie zachorował, ponoszę pewnie jakąś karę, bo niby za co to wszystko, zrypane dzieciństwo, i teraz wydawałoby się, że mam więcej, a nie mam nic... Nie mam sił, nie wiem skąd je brać..... Proszę o pomoc!

Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa a problemy w dorosłym życiu

Witam. Mam depresję i nerwicę. W zasadzie od dawna, ale z przerwami, były okresy lepsze i gorsze. Próbowałam popełnić samobójstwo (miałam z 14 lat), w domu miałam koszmar, nie życie - nie udało się. Potem było lepiej, aż do momentu,...

Witam. Mam depresję i nerwicę. W zasadzie od dawna, ale z przerwami, były okresy lepsze i gorsze. Próbowałam popełnić samobójstwo (miałam z 14 lat), w domu miałam koszmar, nie życie - nie udało się. Potem było lepiej, aż do momentu, gdy ojciec próbował mnie udusić, gdy miałam 17 lat. Teraz mam 25 lat, męża i 2 dzieci. W zasadzie jak zamieszkałam z mężem, od tego ostatniego zdarzenia, tj. jak miałam 17 lat, było coraz lepiej. Były gorsze momenty, ale nigdy aż takie złe. Było w miarę. Wystarczył czasem jakiś lek uspokajający czy połówka relanium 0,2 mg (w obu ciążach dostawałam relanium).

Relacje z moją matką nigdy nie były dobre, od czasu gdy zamieszkałam z mężem trzymałam z nią kontakt tylko ze względu na prośbę mojego męża. Mówił, że to jednak matka, ale co to za matka, która doprowadziła mnie do obecnego stanu? W końcu miarka się przebrała. W kwietniu tego roku znów pojawiła się myśl samobójcza, ale tym razem tłumił ją fakt, że mam dzieci i chcę dla nich żyć. Tylko nie mam sił. Nie mogłam spać, normalnie funkcjonować, uszło ze mnie życie. Zaczęłam krzyczeć na dzieci, nie mówiąc o kontaktach z mężem, który uważa, że depresja czy nerwica to choroba jak "katar" , która przechodzi po nocy i nigdy nie wraca, że na drugi dzień mam być już szczęśliwa i pełna życia.

Nie chciałam, aby tak było. Poszłam po ratunek do psychiatry (wcześniej chodziłam do około 21 roku życia, co najmniej kilka razy w roku, do psychologa), dostałam leki: pernazynę, citronil oraz cloranexen. Do psychiatry udało mi się kilka razy "wyrwać", ale u psychologa byłam tylko 3 razy i nie mogę więcej. Nie mam z kim zostawić dzieci. Teściowa nie bardzo chce mi zostawać z 2 dzieci. No i jeszcze to tłumaczenie, po co, gdzie idę, a wiem, że oni na słowo psychiatra czy psycholog reagują jak większość ludzi - negatywnie, więc wolałabym tego unikać. W zasadzie nie wiem, czego oczekuję od Pani. Po prostu nie wiem, może potrzebuję się wygadać chociaż w taki sposób. Dziś znów nakrzyczałam na synka. Nie chcę tak żyć......

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Wypadek mnie złamał...

Witam! Zacznę od początku, ponieważ od tego wszystko się zaczęło. Mam 19 lat. 3 miesiące temu miałam wypadek samochodowy (połamany kręgosłup - bez porażeń - i inne). Fizycznie czuję się dużo lepiej, już samodzielnie chodzę i niektórzy nie zauważają, że...

Witam! Zacznę od początku, ponieważ od tego wszystko się zaczęło. Mam 19 lat. 3 miesiące temu miałam wypadek samochodowy (połamany kręgosłup - bez porażeń - i inne). Fizycznie czuję się dużo lepiej, już samodzielnie chodzę i niektórzy nie zauważają, że mam usztywniacz kręgosłupa. Psychicznie jest jednak dużo gorzej. Bezpośrednio po wypadku załamałam sie. Nie mogłam chodzić ani wykonywać podstawowych czynności, przerwałam studia, tańce (zawodowo tańczę od 2 lat, w sumie od 15), siłownię. Przed wypadkiem byłam bardzo aktywna i pełna energii. Przykucie do łóżka było dla mnie najgorszą z możliwych rzeczy, jednak stało się. Około miesiąc po wypadku zaczęłam psychicznie wychodzić na prostą. Nie pomagał mi w tym żaden specjalista. Minęły kolejne 2 miesiące i zaczyna się znowu to samo. Mam straszne huśtawki nastrojów. Śmieję się, a za chwilę płaczę, czasami nawet najmniejsza rzecz może doprowadzić mnie do płaczu (przed wypadkiem płakałam bardzo rzadko, byłam uważana za wyjątkowo twardą osobę). Stałam się kłótliwa, czepliwa, wręcz zrzędliwa. Z bliską rodziną nie rozmawiam od tygodni. Czasami nie mogę siebie słuchać, ale to jest silniejsze ode mnie. Bardzo ważną sprawą jest też ogromny strach przed jeżdżeniem samochodem. Jeżeli jest to mały odcinek, to jest mały problem, jednak teraz, podczas zimy, tylko jak samochód na sekundę traci przyczepność (wiadomo śnieg, lód), zaczynam panikować. Dodam, że poślizgiem zaczął się wypadek samochodowy, w którym uczestniczyłam. Już przed wypadkiem bałam się jeździć i raczej wybierałam na dalsze odcinki samolot, a na bliższe pociąg. Teraz to już masakra. Do zdjęcia usztywniacza, który bardzo utrudnia funkcjonowanie, zostały ok. 4 miesiące, a potem rehabilitacja. Nie wiem, jak sobie z tym poradzę. Proszę o odpowiedź, czy powinnam zgłosić się do lekarza psychiatry bądź psychologa, czy jak przejdzie, to po prostu żyć dalej. Z góry dziękuję.

Czy mogę sobie pomóc bez lekarza?

Mam 25 lat i jestem kobietą. W dzieciństwie trzy razy byłam molestowana seksualnie. Raz przez znajomego policjanta mojej mamy, a potem przez jej konkubenta. Było rozstanie rodziców, które bardzo przeżyłam. Jako dziecko jeszcze nie rozumiałam tych wszystkich rzeczy. Dopiero z...

Mam 25 lat i jestem kobietą. W dzieciństwie trzy razy byłam molestowana seksualnie. Raz przez znajomego policjanta mojej mamy, a potem przez jej konkubenta. Było rozstanie rodziców, które bardzo przeżyłam. Jako dziecko jeszcze nie rozumiałam tych wszystkich rzeczy. Dopiero z biegiem czasu zauważyłam, że jestem całkiem inna od wszystkich!!! Mam huśtawki nastrojów, czasami bezsenność, nie potrafię się do końca cieszyć, ostatnio mam problem z koncentracją. Koleżanka powiedziała mi, że zauważyła, że od jakiegoś czasu zrobiłam się cicha. Często przed snem próbuję wyobrazić sobie, jak będą wyglądały pogrzeby moich rodziców albo zasypiając, myślę, jak bym przeżywała, gdy stałoby się coś bardzo złego moim bliskim. Często zaczynam płakać bez powodu, bo mi po prostu smutno. Nie potrafię się dogadać z mamą, która często jest pijana. Czasami zaś odbija mi totalnie i zachowuję się jak totalne dziecko. Nigdy nie byłam u lekarza, bo po prostu wstydzę się iść do niego. A czuję, że jest ze mną coś nie tak. Nie brałam nigdy leków antydepresyjnych i wmawiam sobie, że nie będę ich nigdy brała, ponieważ moim zdaniem one jeszcze bardziej niszczą psychikę. Co mi jest? Proszę o odpowiedź. Będę wdzięczna.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Mój przyjaciel ma lęk wychodzenia na ulicę czy to jest normalne?

Mój przyjaciel ma 24 lata i już od wielu lat choruje na depresję, spowodowane jest to załamaniem pod wpływem pobicia na dworcu autobusowym. Czy rozmowy ze mną mu pomagają? Czy może z tego wyjść z tych lęków?
Patronaty