Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Trauma: Pytania do specjalistów

Czy jest ze mną coś nie tak?

Zacznę od początku... Mam 21 lat i ciągłą niepewność w głowie. Jakieś 3-4 lata temu miałam myśli samobójcze, w dużej mierze spowodowane niechcianym kontaktem seksualnym. Mój chłopak wymusił to na mnie psychicznie, a ja nie potrafiłam powiedzieć nie. Potem to...

Zacznę od początku... Mam 21 lat i ciągłą niepewność w głowie. Jakieś 3-4 lata temu miałam myśli samobójcze, w dużej mierze spowodowane niechcianym kontaktem seksualnym. Mój chłopak wymusił to na mnie psychicznie, a ja nie potrafiłam powiedzieć nie. Potem to ja miałam wyrzuty sumienia, że nie potrafię mu dać tego, czego on chce. Rozeszliśmy się na jakieś kilka miesięcy, po czym znów do siebie wróciliśmy... To był błąd. Po kilku miesiącach sytuacja prawie się powtórzyła, byłam u niego, znów puścił mi film, w którym prawie cały czas uprawiali seks, czułam się, jakby to miał być film instruktażowy. Potem zaczął zabierać się do rzeczy... najpierw się dawałam, choć wiedziałam, do czego dąży i dawałam mu na to nadzieję, jednak tym razem powiedziałam NIE. Do niczego nie doszło. Zaczęliśmy rozmowę, w której powiedział mi, że on ma już 19 lat i swoje potrzeby, i że jak ja mu nie dam tego, co potrzebuje, to on będzie się pieprzył z Agnieszką (jego była, moja była przyjaciółka i w ogóle długa historia z tym związana) na ławce w parku, a ze mną będzie tak jak jest teraz. Po jakimś czasie dalszej rozmowy ubrałam się i wyszłam... Dojechałam do domu, całą drogę płacząc... W domu rodzice nawet nie czepiali się, że wróciłam późno i bez ich wiedzy, widzieli, w jakim byłam stanie i zdawali sobie sprawę, że to przez niego... Miałam wtedy 18 lat... Przez całą tę sytuację, a raczej długo przed nią, miałam dziwne myśli... Brałam żyletkę albo nóż do papieru i się cięłam... Chciałam ukarać siebie za wszystkie przykrości i zawody, jakie sprawiam swoim przyjaciołom, rodzicom i jemu. Był moment, w którym całą wycieczkę do Oświęcimia miałam doskonały plan, wracam do siebie do miasta, idę do apteki, kupuję dużo tabletek, takich bez recepty, ale uspokajających lub nasennych i biorę je wszystkie na raz, jak tylko wrócę do domu... Na szczęście spotkałam tego dnia przyjaciółkę... Wiedziała, że od rana mam "gorszy" dzień (delikatnie powiedziawszy). Odprowadziła mnie rano na autobus. Stałyśmy po moim powrocie na środku głównej ulicy, a ja tylko płakałam jej w ramię, stałyśmy tak kilkanaście, może kilkadziesiąt minut... (Ta wycieczka była już po tym "gwałcie"). Tabletek nie kupiłam... Te wszystkie wydarzenia to już przeszłość, obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę się ciąć i dotrzymałam prawie że swojej obietnicy. Problem jednak polega na tym, że wciąż żyję przeszłością. Zamiast ją zostawić z tyłu, ona wciąż do mnie wraca. Nie potrafię cieszyć się tym, co mam. A mam wspaniałego mężczyznę u swojego boku, człowieka, z którym chcę spędzić resztę swojego życia. Tylko bywają chwile, kiedy mam wrażenie, że na to wszystko nie zasługuję, że przez to, co robiłam, co myślałam jestem nikim. Że kiedyś muszę stracić to, co mam, bo to nie dla mnie. Nie potrafię sobie wybaczyć, a przez to obwiniam siebie za wszystko, co złe w naszym związku, bo to przecież ja jestem nic nie warta i wszystko psuję... Niby zdaję sobie sprawę, że tak nigdy nie jest i że jestem dość wartościową osobą, ale przychodzą takie dni, gdy moja wiara w siebie upada do zera, i wtedy myślę o tym, żeby wziąć tę żyletkę... Nie robię tego, bo obiecałam i dlatego, że skrzywdziłabym tym samym jego, nie siebie, tylko swojego chłopaka... Ja w tych chwilach jestem warta mniej niż zero... Jak często zdarzają się takie dni, noce... 3-4 razy w miesiącu... Mam wrażenie, że podłoże tkwi właśnie w tej przeszłości, tylko nie potrafię się jej wyzbyć... Obwiniam siebie za to, co było, bo wiem, że było to złe...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak przezwyciężyć strach przed ludźmi?

2 lata temu zostałam zgwałcona, od tego czasu nigdzie nie wychodzę, nie spotykam się z ludźmi. Ze względu na mój zły stan uczyłam się prywatnie - w domu. Od września mam kontynuować naukę w szkole. Myślałam, że jest już ze... 2 lata temu zostałam zgwałcona, od tego czasu nigdzie nie wychodzę, nie spotykam się z ludźmi. Ze względu na mój zły stan uczyłam się prywatnie - w domu. Od września mam kontynuować naukę w szkole. Myślałam, że jest już ze mną lepiej, nawet kiedyś wyszłam z inicjatywą żeby iść na zakupy, myślałam, że dam radę - niestety w połowie drogi, zawróciłam, serce biło mi jak młot, miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą, nie wytrzymałam. W domu mama zrobiła mi awanturę, że do niczego się nie nadaję, ja na prawdę chciałam iść, ale nie mogłam. Czuję wstręt do mężczyzn, boję się ich. Trudno mi wytrzymać w obecności mojego brata, choć nigdy nic złego mi nie zrobił. To mnie doprowadza do obłędu. Ranię ludzi przez to wszystko. Byłam u lekarza, był miły, uprzejmy. Po chwili, gdy się do mnie przybliżył krzyknęłam, żeby mnie zostawił w spokoju, wszystko w momencie wróciło, czułam taki sam strach jak wtedy. Boję się tego, co będzie w szkole. Rodzina powtarza mi, że tam nikt nie będzie o tym wiedział, że mam możliwość zacząć wszystko na nowo, ale ja nie wiem czy sobie poradzę, czy wytrzymam... Nie chcę żeby patrzyli na mnie jak na ofiarę.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Utrata pracy i śmierć ojca

Wszystko zaczęło się jakieś trzy lata temu, gdy straciłem naprawdę dobrą pracę. Wydawało mi się, że po takim doświadczeniu nie będę miał problemów ze znalezieniem innej, jednak okazało się, że jest inaczej. Najpierw szukałem pracy podobnej, potem jakiejkolwiek. Udało...

Wszystko zaczęło się jakieś trzy lata temu, gdy straciłem naprawdę dobrą pracę. Wydawało mi się, że po takim doświadczeniu nie będę miał problemów ze znalezieniem innej, jednak okazało się, że jest inaczej.

Najpierw szukałem pracy podobnej, potem jakiejkolwiek. Udało mi się po 7 miesiącach - nienawidziłem jej i każdego dnia rzygać mi się chciało na samą myśl, że muszę do niej iść. Po pół roku zostałem zwolniony i znowu przyszło mi szukać pracy. Nic nie mogłem znaleźć i postanowiłem otworzyć swoją firmę - skończyło się na ogromnym długu...Parę miesięcy temu znalazłem nową pracę.

Wydawało się, że wszystko zaczyna się układać, ale kilka dni później, niespodziewanie, zmarł mój ojciec. Fakt ten miał ogromny wpływ na mnie i znowu na moją pracę - nie potrafiłem się pozbierać, źle wykonywałem swoją pracę, zapominałem o wielu rzeczach. Jakiś czas temu, kiedy mój szef zaczął na mnie wrzeszczeć - moim zdaniem niesłusznie - uderzyłem go i oczywiście straciłem pracę. Mam cudowną żonę i tylko dzięki niej jeszcze jakoś się trzymam.Chociaż od jakiegoś czasu ciągle myślę o porzuceniu wszystkiego.

Mam ochotę po prostu wyjść z domu i już więcej nie wrócić. Wyjechać gdzieś, gdzie nikt nie będzie mnie znał i będę mógł wszystko zacząć od nowa. Naprawdę już przestałem wierzyć, że kiedyś będzie dobrze.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak żyć będąc ofiarą molestowania seksualnego?

Mam 22 lata, nie dajĘ sobie rady - ojciec mnie molestował, a ja nadal nie daję sobie z tym rady. Mam męża, dziecko, ale nie potrafię żyć. Moja matka też nie jest bez winy - chciała, żebym przespała się z...

Mam 22 lata, nie dajĘ sobie rady - ojciec mnie molestował, a ja nadal nie daję sobie z tym rady. Mam męża, dziecko, ale nie potrafię żyć. Moja matka też nie jest bez winy - chciała, żebym przespała się z jej facetem. Nienawidzę tego życia! Chciałabym zamknąć oczy i już nie wstać. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mam żyć, kiedy nie mam siły umrzeć?

Mam 16 lat, ogólnie jestem śmiałą dziewczyną i lubię zapoznawać się z nowymi osobami, lecz jednak problemem jest moim to, że boję się być z jakimkolwiek chlopakiem. Około 4 miesiecy temu zakończyłam związek trwający 13 miesiecy. Zakończyła go z powodu...

Mam 16 lat, ogólnie jestem śmiałą dziewczyną i lubię zapoznawać się z nowymi osobami, lecz jednak problemem jest moim to, że boję się być z jakimkolwiek chlopakiem.

Około 4 miesiecy temu zakończyłam związek trwający 13 miesiecy. Zakończyła go z powodu ranienia fizycznego - byłam bita przez własnego partnera. W tym momencie boję się być z jakimkolwiek chłopakiem, bo się boję, że to, co było w przeszłości może sie stać po raz kolejny... Kiedyś się cięłam, jednak zrozumiałam, że to nie ma sensu. W tym momencie, jeśli mam coś na sumieniu lub przypomnę sobie o tamtych dniach, mam ochotę wziąć kilkanaście tabletek i popić to alkoholem.

Nie wiem co mam ze sobą zrobić - nikt nie chce mnie wysłuchać, więc nikomu nie mogę się wygadać, a wiem, że tego potrzebuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Najbardziej boję się odrzucenia. Jak sobie z tym poradzić?

Witam! W marcu zerwałam ze swoim chłopakiem. To było dość dziwne, ponieważ po feriach zimowych przyjechał zupełnie inny, zimny i totalnie mnie olał - uznałam, że warto to zakończyć. Jakieś dwa miesiące później mój przyjaciel też mnie olał, ponieważ...

Witam! W marcu zerwałam ze swoim chłopakiem. To było dość dziwne, ponieważ po feriach zimowych przyjechał zupełnie inny, zimny i totalnie mnie olał - uznałam, że warto to zakończyć.

Jakieś dwa miesiące później mój przyjaciel też mnie olał, ponieważ znalazł sobie "fajne, nowe koleżanki". To, że zerwałam z moim chłopakiem - z tym się pogodzilam, ale to co zrobił mi przyjaciel, z tym nie mogłam się pogodzić. Przyszły wakaje, wyjechałam na obóz sportowy i tam znów zbliżyłam się z moim dawnym kumplem, ale powiem tak: od dłuższego czasu czuję się odrzucona, te wydarzenia tkwią we mnie gdzieś. Czuję się tak, jakby mnie nikt nie chciał.

Jeśli ktoś mnie krytykuje zaraz zdarza mi się płakać, ogólnie dużo płaczę.  Źle mi. W towarzystwie się trzymam, ale gdy jestem sama to nie jest zbyt dobrze. Boję się samotności, nie mogę siedzieć sama w pokoju, bo mi źle i smutno. Mam 17 lat, a straciłam radość życia. Nie wiem co jest, co się dzieje, ale nie zawsze mam takie napady smutku. Najgorsze jest to, że w rodzicach nie mam żadnego oparcia. Jak przyjeżdżam z internatu na weekend do domu, wtedy czuję się najgorzej.

Proszę o pomoc. Nie radzę sobie z tym, co mnie otacza, najbardziej boję się odrzucenia - to mnie przeraża tak, że pozostają mi tylko łzy i nic więcej.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mnie spotkało?

Witam. Pisałam już jakiś czas wcześniej, ale nie dostałam odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie. Może nikt nie chciał zamieścić tu mojego pytania, a może nie doszło... nie wiem, więc spróbuję jeszcze raz, gdyż to dla mnie ważne. Mam 18...

Witam. Pisałam już jakiś czas wcześniej, ale nie dostałam odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie. Może nikt nie chciał zamieścić tu mojego pytania, a może nie doszło... nie wiem, więc spróbuję jeszcze raz, gdyż to dla mnie ważne. Mam 18 lat. Niedawno poszłam pierwszy raz do psychologa i do tej pory byłam już na kilku wizytach i nie zamierzam na tym poprzestać, ponieważ mam nadzieję, że to mi pomoże. Zastanawiam się jednak, czy powiedzieć pani psycholog o pewnej sprawie, a mianowicie, nie wiem, może sobie coś uroiłam, ale ta sprawa już od jakiegoś czasu mnie gnębi. To było już ponad rok temu, odmówiłam pewnemu mężczyźnie stosunku, jednak jest problem, na początku chciałam. No, ale moje "nie" nie miało wtedy znaczenia. Czułam się dziwnie, lekko w szoku, jakby rozdzielona na dwie osoby, z których jedna wiedziała, że coś jest nie tak, a druga próbowała udawać, że wszystko jest w porządku... przez długi czas miałam problemy z tym, jak współżyłam z moim obecnym chłopakiem... Ciężko mi było na niego patrzeć jak to robiliśmy, miałam wrażenie, jakby robił mi coś złego i traktował jak rzecz. Długo nie lubiłam nawet jak mnie dotykał, zamknęłam się bardzo w sobie, w dodatku na głowie miałam mnóstwo innych problemów, między innymi samookaleczanie się, bardzo niska samoocena i myśli samobójcze. Nie mogę do tej pory poradzić sobie ze swoją przeszłością, z tym, że byłam kiedyś złym człowiekiem... Od tamtego czasu bardzo się zmieniłam w stosunku do mężczyzn, czuję, że wszyscy są źli, nie wierzę w to, że mężczyzna może być całe życie wierny, mam wrażenie, że każdy mężczyzna krzywdzi kobiety, często mówię, że nienawidzę facetów... Ja chcę wiedzieć tylko jedno – czy to był gwałt? Czy miałam prawo odmówić? Dlaczego po tak długim czasie myślę ciągle o tej sytuacji, skoro nie wyglądało to jak taki normalny, brutalny gwałt...? Czy ja sobie coś wymyśliłam i wmówiłam?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Dziwne stany

Mam 27 lat, nie pracuję. Ciężko przechodzę przez większość sytuacji stresowych. Pytań miałabym mnóstwo, ale większość problemów kładę na karb życia i doświadczeń, które po prostu są konieczne. Miałam jednak styczność z kilkoma specyficznymi sytuacjami, w których nie potrafiłam odnaleźć...

Mam 27 lat, nie pracuję. Ciężko przechodzę przez większość sytuacji stresowych. Pytań miałabym mnóstwo, ale większość problemów kładę na karb życia i doświadczeń, które po prostu są konieczne. Miałam jednak styczność z kilkoma specyficznymi sytuacjami, w których nie potrafiłam odnaleźć żadnego głębszego sensu. Po raz pierwszy miałam okazję doświadczyć tego, gdy miałam zaledwie kilka czy kilkanaście lat - może nie więcej niż 13. Pamiętam jeden szczególny przypadek, gdy dosyć późnym wieczorem zasnęłam na chwilę, a gdy obudziłam się, poczułam bardzo silny lęk i zawroty głowy. Nie byłoby to nic ciekawego, gdyby nie poczucie, że moje "ja" i jego funkcjonowanie jest zależne od ciężkiego "koła młyńskiego"- dosłownie tak to widziałam. Miałam w głowie obraz obracającego się koła młyńskiego - raz bardzo wolno, ociężale, a raz okropnie szybko. Do dzisiaj jest mi trudno powracać myślami do tych doświadczeń - zupełnie jakby miało znowu mi się to przytrafić. Chyba nie muszę opisywać, jak bardzo źle się wtedy czułam. Chyba tylko resztka świadomości i charakterystyczne dla mnie realne myślenie powstrzymało mnie od "zwariowania" pod wpływem tego traumatycznego odczucia. Od tego czasu bałam się byle zawrotów głowy czy innych nietypowych zachowań, ale takie doświadczenia, jak opisałam, pojawiały się zaledwie parokrotnie i zdaje się, że nie trwały dłużej niż kilkanaście minut przez okres ok. połowy roku - jeżeli pamięć mnie nie zawodzi. To było dawno, jednakże ok. miesiąca temu, po stresującej sytuacji, pojawił się we mnie silny lęk. Lęk tak ogromny, że przez dłuższy czas nie byłam w stanie się z nim uporać. Dodam, że był on do rozwiązania, ale mnie przeraził i otępił tak bardzo, jakby był kolejną traumą w moim życiu. Byłam w stanie płakać i poruszać ciałem jak dzieci z chorobą sierocą, ale ogólnie nie potrafiłam podjąć żadnego konkretnego działania. Trudno mi jest teraz dokładnie opisać, jak bardzo czułam się zamknięta w swoim ciele, ale znowu boję się, że taki stan może nadejść, kiedy będę sama i nie będę potrafiła z tego wyjść (wtedy był ze mną ktoś bliski). Nie wiem, co to było i czym tak naprawdę było spowodowane? Jak mam się do tego ustosunkować? Istotnym może okazać się fakt, że pomimo wrażliwości jestem osobą bardzo nerwową (typ choleryczno-flegmatyczny wymieszany z innymi). Szybko się "zapalam" i mam wyjątkowo silne reakcje na bodźce. Nie brałam nigdy żadnych leków, choć przyznam, że zignorowana w dzieciństwie przez lekarza pierwszego kontaktu, "porwałam się" na lek przeciwmigrenowy, na który okazałam się uczulona (po 2 czy 3 tabletkach mało nie nastąpiło zejście - nie wiem, czy to możliwe, ale tak było w moim przypadku po 1 czy 2 dniach stosowania). Od tego czasu już nigdy nic silnego nie wzięłam na własną rękę, a i na lekarzy nie chciałabym liczyć, bo w wielu sytuacjach mnie zawiedli. Wierzę we własną pracę nad sobą i leczenie przyczynowe czy też profilaktykę, niż faszerowanie się środkami farmakologicznymi (po latach doświadczeń). Serdecznie dziękuję za wysłuchanie mnie i ewentualną fachową odpowiedź. Pozdrawiam. Trixxx

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy możliwe są zmiany psychiczne po wypadku?

Mam pytanie, czy możliwe jest, by stan zdrowia psychicznego zmienił się po ciężkim wypadku? Urazy głowy nie były zbyt duże, kilka ran po parę szwów, ale nastąpił stan utraty przytomności na prawie 24 godziny i złamanie kręgosłupa, na szczęście bez...

Mam pytanie, czy możliwe jest, by stan zdrowia psychicznego zmienił się po ciężkim wypadku? Urazy głowy nie były zbyt duże, kilka ran po parę szwów, ale nastąpił stan utraty przytomności na prawie 24 godziny i złamanie kręgosłupa, na szczęście bez przerwania rdzenia. Skończyło się na poważnej operacji kręgosłupa i długim pobycie w szpitalu. Od tamtej pory występują zaburzenia snu, nawet świadomości, sny na jawie, stany lękowe, które nasiliły się przez kilka lat. Gdzie się zgłosić po poradę, gdyż nie pozwala mi, ten stan, normalnie funkcjonować, straciłem już jedną pracę przez swoje dziwne zachowania i ukochaną osobę, proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Śmierć rodziców, kłopoty w związku. Nie radzę sobie. Co robić?

Jestem w ciężkiej sytuacji, nie wiem, co mam robić, mam myśli samobójcze!!! Może zacznę od tego, że gdy miałem lat 19 poznałem dziewczynę. Wszystko się nam układało, byliśmy już razem 3 lata. Podczas tych trzech lat wykryto u mojej mamy...

Jestem w ciężkiej sytuacji, nie wiem, co mam robić, mam myśli samobójcze!!! Może zacznę od tego, że gdy miałem lat 19 poznałem dziewczynę. Wszystko się nam układało, byliśmy już razem 3 lata. Podczas tych trzech lat wykryto u mojej mamy raka piersi. Wtedy zacząłem być nerwowy, nie radziłem sobie z tym, ponieważ byłem bardzo związany z moją mamą, bardzo ją kochałem. Chwilę później musiałem iść do wojska. Podczas mojej służby dowiedziałem się, że moja mama ma raka złośliwego! Po 3 miesiącach mojej służby we wojsku zaręczyłem się z tą dziewczyną. Jej mama wtedy przebywała za granicą i moja przyszła żona miała okazję wyjechać i zarobić troszkę, więc postanowiliśmy, że wyjedzie i tak się stało. Pod koniec mojej służby w wojsku, gdy rozmawialiśmy przez telefon, czułem, że coś się psuje między nami. Zacząłem być zazdrosny! Ona mi mówiła, że ma bardzo fajnego znajomego, że może z nim o wszystkim porozmawiać, ale mówiła mi również, że to tylko przyjaciel. Wtedy zacząłem być jeszcze bardziej zazdrosny, ponieważ myślałem, że ja jestem tą osobą, z którą można o wszystkim porozmawiać! Wtedy przestała już tak często dzwonić. Byłem tym wszystkim bardzo załamany. Potrzebowałem jej wsparcia psychicznego, gdy moja mama była chora, ale nie miałem :( Pod koniec wojska byłem już wyczerpany psychicznie, nie dawałem sobie rady z tym wszystkim. Gdy tylko wyszedłem z wojska, moja mama już leżała tylko w łóżku, nie mogła już chodzić, nie mogłem na to wszystko patrzeć. Serce mi się łamało i nie miałem z kim już o tym porozmawiać. Miesiąc później moja przyszła żona przyjechała na urlop, więc pojechałem do niej i mówię co się dzieje, już nie chcesz być ze mną? A ona na to wszystko, że ona już ma dość mojej zazdrości i oddała mi pierścionek zaręczynowy, powiedziała, że musi odpocząć ode mnie, powiedziała, że jak minie jakiś czas, to może wrócimy do siebie. Wtedy poczułem, jakby mi się cały świat walił, naprawdę ją kochałem. W drodze powrotnej do domu chciałem popełnić samobójstwo, ale nie dałem rady. Zajechałem do domu z płaczem i zacząłem rozmawiać z mamą, i ona mi powiedziała, że będzie wszystko w porządku, ale ja dalej byłem strasznie załamany i ciągle myślałem o samobójstwie. Dzwoniłem do nie, ale nie odbierała. Chciałem porozmawiać, ale powiedziała, że już nie ma o czym. Mijał czas, a ja jakoś sobie z tym radziłem, chociaż było mi bardzo ciężko, ponieważ wszystko tak naraz się zawaliło, mama, dziewczyna itd. Pod koniec już było tak źle z moją mamą, że musiałem z tatą przebierać ją itd. To było straszne, jak w nocy przykrywałem się poduszką, ponieważ nie mogłem słuchać, jak moja mama stęka z bólu! To, co działo się w mojej głowie, to nie do opisania, nie mogłem nic zrobić, żeby jej pomóc! Pod koniec choroby mama dostawała morfinę na uśmierzenie bólu, ale i to czasami nawet nie pomagało. Po kilku miesiącach zacząłem sobie z tym wszystkim jakoś radzić (chociaż nadal ciągle co sobotę dzwoniłem do niej), wysyłałem SMS, że ją kocham i chcę to wszystko naprawić. Ale ona ciągle odpowiadała, że chce ode mnie odpocząć. Po jakimś czasie dowiedziałem się od jej brata, który tam przebywał z nią, że widział ją, jak się całowała z innym. Wtedy jak zwykle zadzwoniłem do niej w sobotę i zapytałem, czy ma mi coś do powiedzenia, ale ona mówi, że nie, więc zapytałem, co robiła z jakimś chłopakiem w samochodzie. Ona wszystkiemu zaprzeczała, powiedziała, że to nieprawda i ja jej uwierzyłem! Ponieważ zawsze mówiliśmy sobie prawdę. Ale dalej nie chciała wrócić do mnie. Po 3 miesiącach przyjechała znowu na urlop. Chciałem się spotkać z nią, ponieważ nadal coś czułem do niej, ale była jakaś dziwna, coś nie dawało mi spokoju, ale namawiałem ją, żebyśmy wrócili do siebie. Mówiłem, że wyjadę z nią, że zaczniemy nowe życie, i tak się stało. Zaczęliśmy być razem, ale to wszytko już nie było tak, jak kiedyś, było jakieś dziwne! Minął tydzień i ona musiała wrócić. Dzwoniliśmy do siebie, mówiłem, że mi ciężko, że z mamą jest coraz gorzej! Ona wtedy zaproponowała mi, żebym przyjechał do niej, że zarobimy sobie na nasze życie. Bardzo ciężko było mi podjąć tę decyzję. Pytałem tatę i mamę, ale oni mi nie zabraniali, mówili „jedź synu, zacznij sobie jakoś życie”, i tak się stało. Postanowiłem wyjechać, chociaż wiedziałem, że mojej mamie zostało tylko kilka miesięcy życia. Bilet kupiłem, ale do odlotu jeszcze miałem 3 miesiące. I w tym czasie zadzwoniła ona pewnego dnia i powiedziała, że to, co jej brat widział, to prawda i że jeszcze spała z nim! Gdy to usłyszałem, zatkało mnie, pomyślałem, czemu nie powiedziała mi tego, jak była na urlopie. To było naprawdę ciężkie dla mnie, zwłaszcza, że już podjąłem decyzję o wyjeździe, dałem juz wypowiedzenie z mojej firmy (podczas tej rozmowy nie wiem czemu, ale nadal mówiłem, że mogę jej to wybaczyć, że postaramy się, ale ona wtedy po raz kolejny powiedziała, że nie wie, co chce, że musi o tym wszystkim pomyśleć) i tak rozmowa się zakończyła. Postanowiłem wtedy, że i tak wyjadę, nie potrafiłem o tym wszystkim teraz powiedzieć moim rodzicom, oni mieli ważniejsze problemy (pewnie oni by mnie zatrzymali w Polsce, ale nie potrafiłem im tego powiedzieć, co zrobiła ona, NIE POTRAFIŁEM), ale postanowiłem sobie kogoś znaleźć. I tak się stało, znalazłem sobie dziewczynę, tylko że to było 3 tygodnie przed moim wylotem. Bardzo fajnie się mi z nią rozmawiało, pomagała mi z tym wszystkim sobie jakoś poradzić. I wtedy przyszedł dzień wylotu. To było straszne pożegnać się z mamą, ponieważ wiedziałem, że to może być ostatni raz ;( Gdy tylko przyleciałem, moja była dziewczyna strasznie chciała do mnie wrócić, ale ja mówiłem, że mam kogoś innego, że przyjechałem tutaj tylko na zarobek. Ale ona strasznie napierała. Widziałem, że zaczęło zależeć jej na mnie, że bardzo się stara (a ja również w głębi serca coś czułem do niej). Wróciliśmy do siebie, układało nam się, było wszystko w porządku, aż do momentu, w którym mój tata zadzwonił i powiedział, że mama nie żyje! Zaraz kupiłem bilet i pojechałem na pogrzeb mamusi. Nie mogłem się z tym pogodzić, że nie było mnie przy niej, było mi bardzo ciężko. Zacząłem być strasznie nerwowy, zaczęły się kłótnie, ale jakoś staraliśmy się stawić temu czoła. Wtedy po 5 miesiącach przyjechałem z moją dziewczyną do Polski do mojego taty. Tata był dalej bardzo załamany po śmierci mamy, ale nigdy nie przypuszczałem ani nie dawał po sobie poznać, że zrobi takie coś. Popełnił samobójstwo. Znalazłem go i odcinałem. Cały się trzęsłem, ale próbowałem go z całych sił reanimować, ale już było za późno, był już strasznie zimny. Wtedy straciłem kolejną osobę. Nie radziłem sobie z niczym, byłem bardziej nerwowy, wszystko mi nie pasowało, wyprowadzało mnie z równowagi. Bardzo się starałem jakoś z tym wszystkim radzić, ale to mnie przerastało, wałczyłem, żeby nie być taki nerwowy dla mojej dziewczyny, chciałem to wszystko zrobić, ponieważ bardzo ja kochałem. Postanowiliśmy, że chcemy mieć razem dziecko, ja też bardzo byłem za tym. Chciałem mieć własną rodzinę po tym wszystkim, co się stało. Chciałem zapomnieć o tym wszystkim, chciałem zacząć życie na nowo!!! Moja wtedy narzeczona zaszła w ciążę. Ja niestety byłem strasznie nerwowy, nie mogłem o tym wszystkim zapomnieć, krzyczałem na nią, wszystko mi nie pasowało, byłem okropny, żałuję tego strasznie. Wzięliśmy ślub, ale nasze życie nadal się nie układało, ciągle jakieś problemy. Nadal byłem nerwowy. Naprawdę starałem się, ale nic mi nie wychodziło. NIC. Robiłem kolacje romantyczne, wychodziliśmy gdzieś do restauracji itd., ale nadal były dni, że czasami wszystko mnie wyprowadzało z równowagi! Chciałem bardzo z tym przestać, ale nie wiedziałem jak. Podczas kłótni mówiłem, żebyśmy się rozwiedli. I tak również ostatnio było, powiedziałem podczas kłótni, żebyśmy się rozwiedli i wtedy ona powiedziała, że już ma mnie dość, że jak na razie nie chce być ze mną. Nie odzywamy się, mieszkamy razem. Błagałem ją, że już tak nie będzie, ale ona nic. Nie wiem po prostu czemu ja tak robię, czemu tak się zachowuję, przecież ją kocham i mi zależy na niej. Ale teraz już nie wiem, czy nie jest za późno. Powtarzam jej, że chcę to wszystko naprawić, ale ona mówi, że już jest za bardzo tym wszystkim zmęczona, że jak na razie nie chce być ze mną!!! A ja naprawdę nie mam już teraz nikogo, nie wiem, co mam robić, żeby to wszystko naprawić. Mam nawet teraz myśli samobójcze, że jak nie wróci do mnie, to skończę ze swoim życiem, ponieważ wtedy nie będę już miał nikogo. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy ja będę kiedyś szczęśliwa?

Dzień dobry. Mam 17 lat i ogromny problem z sobą. Od kilku miesięcy nie umiem być szczęśliwa. Bardzo dokuczają mi zdarzenia z przeszłości, a nie powiem - życie bardzo mnie doświadczyło. Niestety, czas nie zagoił ran. Jest mi bardzo ciężko...

Dzień dobry. Mam 17 lat i ogromny problem z sobą. Od kilku miesięcy nie umiem być szczęśliwa. Bardzo dokuczają mi zdarzenia z przeszłości, a nie powiem - życie bardzo mnie doświadczyło. Niestety, czas nie zagoił ran. Jest mi bardzo ciężko komukolwiek zaufać. Jestem bardzo zazdrosna, tak naprawdę bezpodstawnie i o wszystko. Ciężko mi zrozumieć proste rzeczy, za dużo myślę, a nawet powiedziałabym filozofuję. Za bardzo chciałabym się przenieść w czasie - przyszłość - mieć męża i być spokojniejsza. To bardzo mnie hamuje. Boję się, że zniszcze mój cudowny związek :-( Boję się samotności, a jestem bardzo nieśmiałą osobą i ciężko mi złapać z kimś kontakt . Nie wiem, gdzie mam się zgłosić z tym problemem, szczególnie, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. I ile kosztuje wizyta u psychologa? Pozdrawiam, Paulina.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Lęk przed ludźmi- co robić?

Witam! Jestem dwudziestoletnią dziewczyną. Przez ponad 3 lata przyjaźniłam się z chłopakiem. Byliśmy sobie bardzo bliscy, ale z mojej strony nigdy to nie było nic więcej, ponieważ nigdy nie czułam do niego jakiegokolwiek pociągu, a co najistotniejsze - od kilku... Witam! Jestem dwudziestoletnią dziewczyną. Przez ponad 3 lata przyjaźniłam się z chłopakiem. Byliśmy sobie bardzo bliscy, ale z mojej strony nigdy to nie było nic więcej, ponieważ nigdy nie czułam do niego jakiegokolwiek pociągu, a co najistotniejsze - od kilku lat jestem w stałym i szczęśliwym związku. Bardzo mu ufałam, był dla mnie jak brat, mimo że wiele razy mnie zawodził. Niestety, nasza przyjaźń się rozpadła. Wykorzystał mnie, chciał bliskości fizycznej, której ja nie chciałam. Mówiłam mu, że nie chcę tego, prosiłam, aby tego nie robił (będąc dzieckiem byłam molestowana seksualnie i gdy on mnie przytulał - tym bardziej z podtekstami - czułam się tak samo wykorzystywana jak kiedyś), ale nie wytrzymał. To było dla mnie strasznym ciosem - pożądanie fizyczne było dla niego ważniejsze od mojego szczęścia. To było już kilka miesięcy temu, a ja nie potrafię się pozbierać. Każdego mężczyznę odbieram jako wroga, boję się najmniejszego fizycznego kontaktu (choćby przypadkowego otarcia siedząc obok siebie na jednej ławce). Kiedyś nie było to tak bardzo mocne, a teraz stało się wręcz chorobliwe. Niestety jestem atrakcyjną dziewczyną w oczach mężczyzn (bo sama tak się za bardzo nie czuję) i jest w moim otoczeniu paru, którzy są mną zainteresowani, a ja na najmniejszy komplement lub propozycję przyjaźni reaguję wręcz krzykiem i agresją. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Od kiedy tamta przyjaźń się skończyła, w moim życiu zaczęło się dziać też wiele negatywnych wydarzeń, z którymi nie radzę sobie, i tym bardziej mi trudno, bo jego nie ma przy mnie. Gdyby nie mój przyszły mąż, nie wiem jak poradziłabym sobie z tym wszystkim i z samą sobą. Co mam robić? Tłumię w sobie uczucia i wydarzenia, czuję się bezwartościowa, pomiatana... Zmieniłam styl ubioru na bardziej męski i zaczęłam przeklinać (mimowolnie, wcale tego nie kontrolowałam, dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę). Nikomu nie ufam. Nie chcę tak żyć, ale jak to pokonać? Proszę, pomóżcie mi...
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zostałam zgwałcona - jestem nadwrażliwa i boję się jakichkolwiek zmian. Jak z tym żyć?

Od jakiegoś czasu mam dziwne ataki paniki, po takim ataku z wycieńczenia mdleję. Wszystko zaczęło się gdy miałam wyjechać na wakacje. Zabrakło pieniędzy na długo planowany wyjazd zagraniczny (zawsze jeździłam za granicę, w ciepłe kraje). Więc zdecydowałam się jechać...

Od jakiegoś czasu mam dziwne ataki paniki, po takim ataku z wycieńczenia mdleję. Wszystko zaczęło się gdy miałam wyjechać na wakacje. Zabrakło pieniędzy na długo planowany wyjazd zagraniczny (zawsze jeździłam za granicę, w ciepłe kraje). Więc zdecydowałam się jechać bez mamy na wakacje, z moim narzeczonym nad morze.

W końcu mama powiedziała, że może będą pieniądze, a gdy zaczynam się cieszyć, że pojadę za granicę to znowu mówi, że nie jedziemy. Więc postanowiłam definitywnie wyjechać z moim chłopakiem. Wtedy mama stwierdziła, że musi sprzedać mieszkanie, żeby mieć pieniądze na życie (lecz ja sama nie sądzę, że jest aż tak źle). Jestem bardzo przywiązana do tego mieszkania i nie chcę, żeby mama je sprzedała. Sama się już pogubiłam o co w tym wszystkim chodzi. Jestem osobą wrażliwą, nawet bardzo - zostałam rok temu zgwałcona i boje się jakichkolwiek zmian. Nie wiem sama co robić. Bo wszystko co zrobię będzie złe.

Myślałam nad samobójstwem (już kiedyś próbowałam po tym jak zostałam zgwałcona, ale nie udało się), wydaje mi się, że się po prostu boję, no i trzyma mnie miłość do swojego chłopaka, z którym chcę się niedługo pobrać. Mam niecałe 18 lat. Czekam na odpowiedź. Blanka

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie umiem być z nikim w związku. Czy jest jeszcze szansa, że ułożę sobie życie?

Witam Państwa. Mam 31 lat. Jestem osobą samotną. Gdy miałam 5 lat matka odeszła z mężczyzną, moim wychowaniem zajęła się babcia i robiła to do swojej śmierci, czyli do chwili gdy skończyłam 15 lat. Trafiłam do wujostwa. Niestety 3 lata,...

Witam Państwa. Mam 31 lat. Jestem osobą samotną. Gdy miałam 5 lat matka odeszła z mężczyzną, moim wychowaniem zajęła się babcia i robiła to do swojej śmierci, czyli do chwili gdy skończyłam 15 lat. Trafiłam do wujostwa. Niestety 3 lata, ktore u nich spędziłam, to była gehenna. Wuj wymuszał na mnie współżycie.

Po uzyskaniu pełnoletniości uciekłam stamtąd, ale już wtedy coś niedobrego zaczęło się ze mną dziać. Chciałam się zabić, nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca. W sumie można powiedzieć, że trwa to do dzisiaj. Gdy miałam 18 lat zamieszkałam z chłopakiem ze względu na mieszkanie, bo nie miałam gdzie się podziać. Podjęłam pracę. Potem się rozstaliśmy, a ja angażowałam się jeszcze w kilka nieudanych związków. Byłam porzucana. Nikt nie może ze mną wytrzymać na dłużej. Jestem osobą nerwową, być może wpływ na to ma to, że matka gdy była ze mną w ciąży trochę nadużywała alkoholu i brała jakieś leki, ale nie wiem jakie.

Z matką mam sporadyczny kontakt, jestem dla niej nikim. Od momentu porzucenia zobaczyłam ją dopiero w wieku 12 lat. Nie zainteresowała się mną nawet wtedy, gdy zmarła babcia. Mam napady dziwnych lęków, gdy się zdenerwuję, albo się boję to zaczynam się cała trząść i nie mogę się uspokoić. Mam myśli samobójcze, moje życie jest nie wiele warte. Nie założyłam rodziny, mieszkam sama, wynajmuje stancję. Nie mam zaufania do ludzi, mam pecha, bo spotykam tylko takich, którzy mnie wykorzystują i porzucają.

Z zazdrością patrzę na szczęśliwe życie innych, jedyna ulgę przynosi mi myśl, o tym żeby ze sobą skończyć i się nie męczyć. Koleżanka powiedziała mi, że może mam depresję, albo inną chorobę psychiczną, np. nerwicę. Czy jest szansa, żeby jakoś siebie uratować? Czuję, że zmierzam w przepaść.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co z tym zrobić? Jak zaakceptować siebie?

Zacznę od początku. Gdy moja matka 17 lat temu zaszła w ciążę, mój ojciec ją zostawił, więc wychowywałam się w niepełnej rodzinie. Jestem pod prawną opieką dziadków, bo kiedy miałam 11 lat moja, mama uciekła z domu, aby móc żyć...

Zacznę od początku. Gdy moja matka 17 lat temu zaszła w ciążę, mój ojciec ją zostawił, więc wychowywałam się w niepełnej rodzinie. Jestem pod prawną opieką dziadków, bo kiedy miałam 11 lat moja, mama uciekła z domu, aby móc żyć na kocią łapę z jakimś mężczyzną. Myśleliśmy, że zaginęła. Po pół roku odnaleźliśmy ją, a ja błagałam ją na kolanach, by wróciła do domu - ona jednak stanowczo powiedziała 'nie'. W podstawówce byłam przez to upokarzana i przezywana (mówiono mi jeszcze, że jestem brzydka). Nikt nie chciał się ze mną zadawać. Później okazało się, że facet, z którym była moja rodzicielka, idzie do więzienia, więc wróciła do nas. Okazało się, że była w ciąży, po paru miesiącach urodził się mój młodszy, przyrodni brat. Miesiąc po narodzinach brata moją prababcię przejechał samochód. Po tym incydencie było ze mną jeszcze gorzej. Pominę więcej faktów na temat mojego życia . Kiedy ukończyłam gimnazjum, nie wiedziałam, do jakiej szkoły się wybrać. Koleżanka zaproponowała mi, żebyśmy poszły razem do jednego technikum. Mimo iż zawód mi nie pasował, złożyłam dokumenty razem z nią. Już od 1 września czułam się w nowej klasie jak intruz, tak zostało do teraz. Niestety, nie mogę się przenieść do innej szkoły, ponieważ mam za dużo jedynek (głównie z przedmiotów zawodowych i ścisłych, w końcu zawód mi nie pasował) . Męczę się, nikt nie chce ze mną rozmawiać, a i wspomniana na początku koleżanka nie jest zbyt miła w stosunku do mnie. Nie radzę sobie. Nie potrafię zaakceptować siebie taką, jaką jestem (to przez to, jak traktowali mnie w podstawówce i gimnazjum). Obwiniam się o to, że mój ojciec zostawił moją matkę, moim zdaniem, gdybym się nie pojawiła, byliby nadal razem. Obwiniam się o ucieczkę mojej matki. Nie potrafię pogodzić się z tym, co stało się z moją prababcią, mimo iż od jej śmierci minęły 3 lata. Nie potrafię radzić sobie w szkole, w której zawód mi nie odpowiada, mam same jedynki i nikt mnie nie lubi. Coraz rzadziej chodzę do szkoły, bo nie mam już siły na nic, nie mam siły żyć. Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Jak zaakceptować samą siebie? Jak się podnieść i iść dalej? Pomocy :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak sobie poradzić z gwałtem?

Witam. W kwietniu skończę 16 lat. Mam zaburzenia adaptacyjne pod postacią zaburzeń emocjonalnych. Leczyłam się szpitalnie przez prawie 2 mies. Po wyjściu z oddziału nie czułam się lepiej. Mam chłopaka, z którym jestem 7 mies., ale widujemy się 2 razy...

Witam. W kwietniu skończę 16 lat. Mam zaburzenia adaptacyjne pod postacią zaburzeń emocjonalnych. Leczyłam się szpitalnie przez prawie 2 mies. Po wyjściu z oddziału nie czułam się lepiej. Mam chłopaka, z którym jestem 7 mies., ale widujemy się 2 razy w miesiącu, ponieważ obecnie przebywa w Zakładzie Karnym. On dawał mi siłę, by walczyć ze smutkiem. Jednak często czułam się samotna. Wtedy poznałam przez koleżankę Arka. Zaczęliśmy się przyjaźnić. Świetnie się z nim dogadywałam. Moja koleżanka opowiedziała mu o moim chłopaku (również o tym, iż odsiaduje wyrok). Arek przekonywał mnie, że ten związek nie ma przyszłości... że prawie wcale nie znam mojego chłopaka... że tacy ludzie są źli, że zapewne mnie skrzywdzi. Ja go nie słuchałam. Znam go i wiem, że nie zrobiłby mi krzywdy. Arek obiecał, że dopóki nie będzie przy mnie Tomka (jest to zmyślone imię), to on będzie mnie chronił. Będzie moim przyjacielem, któremu będę mogła zaufać. Że dopilnuje tego, by nikt mnie nie skrzywdził. Bardzo długo ja i Arek ze sobą rozmawialiśmy... okrutnie się polubiliśmy... zaczęliśmy się sobie zwierzać... wiedzieliśmy o nas wszystko... Nawet opowiedziałam mu, że kilka lat temu zostałam zgwałcona... On bardzo mi współczuł. Przytulił mnie i obiecał, że on i Tomek dopilnują, by taka sytuacja się nie powtórzyła... I tak mijały kolejne dnie przyjaźni z Arkiem... Pewnego dnia Arek zaprosił mnie do siebie. Chciał, żeby jego rodzice mnie poznali. Gdy przyjechałam, w domu był jego tata, ale wyszedł. Potem Arek mnie odprowadził na busa. Zaprosił mnie po jakimś czasie po raz drugi. Przyjechałam... Byli jego rodzice... Bardzo mnie polubili... Rozmawialiśmy, jego mama dała mi 2 róże, które sama robi. O godzinie 17 jego rodzice wyszli na spacer, a ja z Arkiem zostaliśmy. Wtedy Arek dziwnie na mnie patrzył. Czułam się nieswojo... Potem przysunął się do mnie i pocałował mnie... Ja odsunęłam się z prośbą, by tego więcej nie robił. Ale on znów przybliżył się i zaczął mnie całować po szyi, potem po dekolcie... chciałam wstać i odejść ale mnie złapał.. Zaczął mnie rozbierać... Prosiłam żeby przestał, ale nie słuchał... ja byłam w szoku.. Rozebrał najpierw mnie, potem przewrócił na łóżko... Zdjął sobie spodnie i bokserki... Ja chciałam wstać, ale popchnął mnie i upadłam... wtedy położył się na mnie i wszedł we mnie... próbowałam go podnieść, żeby zszedł.,. ale byłam bezsilna,.. bardzo mnie bolało.,. zaczęły płynąć mi po policzkach pierwsze łzy... Arkowi było niewygodnie, bo łóżko było złożone więc szarpnął mnie za ręce i zaciągnął do łazienki.. Wziął mnie na ręce i posadził na takim stoliczku... zaczęłam się z nim szarpać, to wykręcił mi rękę tak, że skręcił mi nadgarstek... rozchylił mi nogi i ponownie we mnie wszedł... Chciałam krzyczeć, lecz nie mogłam... tylko łkając, błagałam by przestał... Na stoliku też było mu niewygodnie, bo bardzo się wierciłam z nadzieją, że uda mi się uciec... Więc usiadł na toalecie i posadził mnie na swoich kolanach... wtedy ja wstałam i zaczęłam uciekać... złapał mnie i uderzył… i znów wróciliśmy do łazienki... ja nie miałam siły... bolała mnie bardzo ręka i twarz... modliłam się, by wreszcie ten koszmar się skończył... Zobaczył, że jego rodzice powoli wracają, więc powiedział, żebym się ubrała... Kazał mi udawać, że nic się nie stało... wziął mnie na kolana i przytulił... ja tylko siedziałam... zobaczył jak wiele łez spływa mi po policzkach... zaczął mnie przepraszać... pomógł mi się ubrać, bo byłam w szoku… sam też się ubrał i wyszliśmy, zanim przyszli jego rodzice. Nie chciałam, żeby mnie odprowadzał... nie chciałam go widzieć... jednak się uparł i wyszedł za mną. Na przystanku zaczął płakać. Klęknął przede mną i zaczął przepraszać. Ja nie mogłam na niego patrzeć i powiedziałam, że go nienawidzę i żeby mnie zostawił. Wtedy ze złością uderzył ręką o mur i leciała mu krew. Potem zaczęliśmy się kłócić i zaczęła mu lecieć krew z nosa... ja wystraszyłam się, bo nie mógł jej zatamować. Dałam mu chusteczki i to ja zaczęłam przepraszać, choć nie wiedziałam za co. ;((( Ogarnęłam się w końcu... jemu też po jakiś 10 minutach krew przestała lecieć. Gdy wsiadłam do busa, poczułam ulgę, że więcej go nie zobaczę. Ale zaczęłam płakać... nie chciałam dopuścić do świadomości myśli, co się stało… w domu też nie mogłam się pozbierać... gdy mama zapytała mnie co się stało, powiedziałam, że płacze z powodu bólu ręki. Napisałam Arkowi, że nie chcę go znać, że jak mógł coś takiego mi zrobić, że miał mnie chronić, a tymczasem nie potrafił obronić mnie przed samym sobą. On powiedział, żebym na następny dzień się z nim spotkała, bo musi mi coś dać i więcej się nie zobaczymy. Nie chciałam się zgodzić, ale obiecał, że nawet mnie nie dotknie. Więc w środę dał mi list... Miałam go otworzyć dopiero o 20:00 i poszedł... jednak z ciekawości otworzyłam o 14... pisał w nim, że nie potrafi żyć z tym, co mi zrobił, że zdaje sobie sprawę z tego, jak się zachował i co teraz czuję. Że o 19 odejdzie z tego świata, chyba że mu wybaczę. Więc powiedziałam, że wybaczam, choć czuję ogromny ból i żal. Teraz utrzymujemy ze sobą kontakt jedynie na gadu-gadu. Ma do mnie pretensje, że nie chcę się z nim spotkać, ale ja po prostu nie umiem mu spojrzeć w twarz po tym, co zrobił. Po tym jak kilka lat temu zostałam zgwałcona obiecałam sobie, że już nigdy nie dopuszczę do takiej sytuacji, że będę umiała się bronić... a jednak nie mogłam zrobić nic... strach tak mnie sparaliżował, że nie mogłam nawet krzyczeć. Nawet nie potrafiłam go uderzyć. On tłumaczył, że nie mógł przestać. Że czuł się, jak gdyby był w jakimś amoku. Że bardzo mu się podobam i dlatego... że nie chciał tego robić, ale nie umiał przestać. Teraz ja czuję się fatalnie... mam myśli samobójcze... :((( Nie chce mi się żyć. Nie potrafię odnaleźć się po tym, co się stało. Chciałabym cofnąć czas, lecz wiem, że to niemożliwe. Nie mogę znieść myśli, że to spotkało mnie już drugi raz. Teraz choć jestem starsza, nie jest mi łatwiej. Chciałabym się pozbierać, lecz nie potrafię. Cały czas chodzę smutna, nie mam na nic ochoty. Potrzebuję pomocy! Boję się, że odbiorę sobie życie. Wiem jednak, że mam Tomka i muszę żyć dla niego, jednak myśli samobójcze czasem biorą nade mną górę. :((( Nic mnie nie cieszy, nie ma sensu. Nie widzę przyszłości w kolorach. Mam wrażenie, że śmierć będzie najlepszym rozwiązaniem :((( Pomóżcie mi!!!!!!! :(:(:(:( Nie mam oparcia w nikim. Potrzebuję pomocy, a nie mam do kogo się zwrócić, z kim porozmawiać :( Sama nie dam sobie rady :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak zacząć poprawę samej siebie bez pomocy lekarza?

Zwracanie się o pomoc i wyżalenie się uważam za totalny upadek poczucia dumy czy siły charakteru, dlatego nigdy nie zwróciłam się bezpośrednio do lekarza z moim problemem, choć miałam dwie wizyty u psychologa (szczękałam zębami ze strachu i więcej nie...

Zwracanie się o pomoc i wyżalenie się uważam za totalny upadek poczucia dumy czy siły charakteru, dlatego nigdy nie zwróciłam się bezpośrednio do lekarza z moim problemem, choć miałam dwie wizyty u psychologa (szczękałam zębami ze strachu i więcej nie wróciłam). 5 lat temu zgwałcił mnie ojczym, miałam wtedy 16 lat, nikomu z rodziny nigdy nie powiedziałam, i moja mama (mieszkająca z nim za granicą) dalej przyjeżdża na każde święta. Uczę się, chłopców miałam kilku poważnych, kilku mniej, nie byłam nigdy zbyt towarzyska i zawsze wolałam książki, nigdy też nie poświęcałam zbyt wiele uwagi analizie mojej duszy (użalanie się). A jednak czuję, że coś jest nie tak, brak libido, nie czuję żadnego silnego pociągu do żadnej płci. Mogłabym żyć bez seksu miesiące, mężczyźni irytują mnie zachowaniem, oddychaniem, słowami i samym byciem, boję się, czy homoseksualność nie wyniknie z uprzedzenia do facetów. Ludzie wydają się dwulicowi i zbędni - coraz bardziej zatapiam się w świat książek, a studia - nocami nie śpię i myślę, jak wiele jest do nauki, a potem leżę do 15.00 pod kołdrą z przerażenia, że stos notatek do zapamiętania rośnie. I tak 5 lat, bez prób samobójczych, użalań się na psychiatrycznej kanapie czy podcinania żył. I poraża mnie, jak dziewczyny piszą, że tydzień czuły się "nieswojo".

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak wyzbyć się nienawiści bez pomocy psychologa?

Jestem 16-nastoletnią dziewczyną. Jakiś czas temu ktoś mnie skrzywdził. To był mój ojciec. Mieszkam z nim, dlatego "wybaczyłam mu" i od tego czasu to się nie powtórzyło. Mimo tego to, co się wydarzyło, nie daje mi spokoju. Ciągle płaczę, ponieważ...

Jestem 16-nastoletnią dziewczyną. Jakiś czas temu ktoś mnie skrzywdził. To był mój ojciec. Mieszkam z nim, dlatego "wybaczyłam mu" i od tego czasu to się nie powtórzyło. Mimo tego to, co się wydarzyło, nie daje mi spokoju. Ciągle płaczę, ponieważ to wraca jak bumerang. Nie mogę spać w nocy.

Generalnie od tego momentu znienawidziłam swoją rodzinę. Później znienawidziłam szkołę i nauczycieli. Następnie koleżanki, mężczyzn, kolegów, rodzeństwo. Na końcu znienawidziłam siebie i swoje ciało. Odepchnęłam ludzi, więc zostałam sama. Sama ze swoim bólem. Przed odepchnięciem wszystkich i wszystkiego bawiłam się innymi, niszczyłam ich, bawiłam się ich uczuciami, emocjami. Skrzywdziłam wiele chłopców. Tylko dlatego, że mój ojciec skrzywdził mnie. Udawałam, że jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, grałam, kłamałam, doprowadzałam do obłędu ludzi, a oni mi wierzyli. Teraz nie mam siły już udawać. Moje życie jest tak beznadziejne, że nie wiem co mam robić.

Po tym wydarzeniu chciałam popełnić samobójstwo. Wzięłam 10 Panadoli. Mimo to nic się ze mną nie stało. Obiecałam sobie, że już więcej tak nie zrobię, że nauczę się cieszyć z drobnostek i postaram się o wszystkim zapomnieć. Ale na dobrą sprawę moja egzystencja nie ma sensu. Nie mam nikogo, nie wiem co robić, ciągle płaczę i powtarzam w kółko jeden wyraz: NIENAWIDZĘ. Głodzę się, biorę leki przeczyszczające jak tylko zdarzy się "wpadka", codziennie się ważę, kiedy patrzę w lustro mam ochotę się zabić, ciągle liczę kalorie. Jest mi z tym dobrze. Czuję wtedy, że nie jestem samotna aż tak bardzo. Czuję, że głód to mój przyjaciel.

Chciałabym po prostu kogoś pokochać, takiego namacalnego. Chciałabym znaleźć przyjaciela. Chciałabym umieć kochać. Nie wiem jak sobie poradzić z tą nienawiścią. Przez cały czas tłumiłam w sobie cierpienie. Nigdy, ale przenigdy nie powiem nikomu co się stało. Nawet teraz nie opiszę co się wydarzyło, ponieważ nie mam odwagi. Wiem, że jestem anonimowa, ale nie potrafię. Jestem strasznie wrażliwa i nie umiem mówić o takich rzeczach. Wiem,że może to by pomogło.

Proszę tylko o pomoc. Chcę po prostu wyjść do ludzi. Chcę nauczyć się kochać i chcę być kochana. Chcę się uśmiechać, nie tylko na pokaz. Nie chcę być plastikową kukłą, która uśmiecha się by zadowolić widzów. Chcę chociaż raz przestać NIENAWIDZIĆ. Jest mi ciężko. Z dnia na dzień coraz gorzej. A po wakacjach idę do liceum, gdzie nie znam nikogo. Chciałam zacząć od nowa, dlatego wybrałam właśnie liceum o wysokim poziomie. Wiedziałam, że nikt inny się tam nie dostanie z mojego gimnazjum. A teraz nie chcę tego zepsuć.

Boję się, że nie będę w stanie zawrzeć nowych znajomych, że zawsze coś będzie mnie ograniczało. Ps. Nie pochodzę z patologicznej, pijackiej rodziny. Rodzice mają dobrą pracę, dużo zarabiają. Jeszcze raz proszę o pomoc. M.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mam o tym zapomnieć?

Witam. Mam problem. Otóż w listopadzie koleżanki zrobiły mi kawał, rzucały mi butami, z jedną się poszarpałam. Teraz jest wszystko okej, normalnie z nimi gadam. Problem w tym, że ja o tym nie potrafię zapomnieć. Czasami mam wrażenie, że znowu...

Witam. Mam problem. Otóż w listopadzie koleżanki zrobiły mi kawał, rzucały mi butami, z jedną się poszarpałam. Teraz jest wszystko okej, normalnie z nimi gadam. Problem w tym, że ja o tym nie potrafię zapomnieć. Czasami mam wrażenie, że znowu mi to zrobią, ale wiem, że i tak mi tego nie zrobią, bo minęło już 1,5 miesiąca i po tamtym incydencie nic się takiego nie powtórzyło. Cały czas się tym przejmuję. Przez ten stres schudłam już 1,5 kg w ciągu tygodnia, piję melisę, biorę tabletki uspokajające i magnez. Powtarzam sobie cały czas, że nie ma się po co przejmować. Byłam nawet z tym u lekarza pierwszego kontaktu. Powiedział mi, że nie warto się przejmować. Jak jestem czymś zajęta, to w ogóle o tym nie myślę, w nocy budzę się parokrotnie i jestem cała spocona, i na dodatek mam stan podgorączkowy (37 stopni). Doradźcie mi, co mam zrobić.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak pomóc pobitej przyjaciółce?

Witam. Moja przyjaciółka, wraz z dobrym kolegą, który w naszym domu był bardzo gościnnie przyjmowany, wybrała się na wesele, jako jego osoba towarzysząca. Kolega ten - Marcin - bardzo starał się zawsze o jej względy i często pytał ją wprost...

Witam. Moja przyjaciółka, wraz z dobrym kolegą, który w naszym domu był bardzo gościnnie przyjmowany, wybrała się na wesele, jako jego osoba towarzysząca.

Kolega ten - Marcin - bardzo starał się zawsze o jej względy i często pytał ją wprost czy mogą być razem. Ona zawsze dawała mu odpowiedź odmowną oraz możliwość zostania przyjaciółmi. Chłopak ten nie pogodził się z tą sytuacją, a na weselu, kiedy jego rodzina pytała, czy są razem nie dawał odmownej odpowiedzi. Już przed końcem imprezy (poprawin) Kasia wyszła na papierosa z pewnym chłopakiem. Pojawił się tam Marcin, uderzył Kasię w twarz aż upadła oraz ją zwyzywał od najgorszych. Kasia nie może się z tego otrząsnąć, a ja nie wiem jak jej pomóc - wiem, że są to objawy wstrząsu pourazowego, ale wiem też, że ona do psychologa nie pójdzie. Ma objawy takie jak bezsenność, smutek oraz stany lękowe. Czesto też słysze "źle mi".

Rozmawiam z nią często i ma ona świadomość, że to nie jej wina, że on nie miał prawa - jest inteligentna i zdaje sobie sprawę z sytuacji, jednak niezależnie od niej ogarnia ją smutek z powodu zaistniałej sytuacji. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty