Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Nie wiem czy kocham swojego chłopaka - co się ze mną dzieje?

Witam, mam pytanie... Od jakiegoś czasu - mianowicie od 2 tygodni mniej więcej - czuję, że jest nie tak między moim chłopakiem a mną. Od tego właśnie czasu wmówiłam sobie, że jestem gruba, brzydka i takie rzeczy... ciągle biegałam, to...

Witam, mam pytanie... Od jakiegoś czasu - mianowicie od 2 tygodni mniej więcej - czuję, że jest nie tak między moim chłopakiem a mną. Od tego właśnie czasu wmówiłam sobie, że jestem gruba, brzydka i takie rzeczy... ciągle biegałam, to obciążało mnie psychicznie, gdyż nie miałam na to ochoty...biegałam na maszynie...codziennie miałam zły humor, bo jedyna myśl to 'Boże, znowu muszę biegać'...również w tym czasie mój chłopak mowił mi ciągle, że ten ciuch brzydki, noś te buty, nie te...że nie tak z makijażem... Kocha mnie bardzo i ja go też bardzo...ale poprosiłam, żeby tak nie było, bo nie mam na to siły, ciągle się kłóciliśmy, bo mówiłam, że czuję, że jestem gorsza i w ogóle...i już tego nie ma, on zachowuje się normalnie :) zawsze czułam, że go mocno kocham...teraz jak jestem z nim to tęsknię za rodzicami, chcę być w domu - a jak już jestem w domu to tęsknię za nim i chciałabym się do niego przytulić...jestem straszną panikarą...potrafię sobie coś naprawdę wmówić...i wmówiłam sobie ostatnio, że może nic do niego nie czuję, bo nie czułam tego przy pocałunku ani nic...wyrzuciłam w jakiejś części z siebie tę myśl i jest tak jak było, czuję to samo przy pocałunku...ale jestem z nim, leżę i patrzę tylko na zegarek... Dojeżdzam do szkoły, męczy mnie również jazda autobusem codziennie do szkoły...nigdy tak nie miałam... Jak leżę z nim, patrzę na zegarek, bo chcę do domu, bo mi się nudzi, myślę tylko o rodzicach... Zawsze mam tak, że jak jest taka pogoda jak teraz to ciągle płaczę i teraz też ciągle płaczę...rodzice to lekceważą...myślę, że dopadła mnie wiosenna depresja (myślę tak w 90%) lub apatia...jak pani myśli?? Potrzebuję pomocy...nie chcę zepsuć naszego związku...znajoma mi napisała, że może boję się zaangażować, ale on jest tym jedynym, zawsze to czułam...jestem z nim już 9 miesięcy... Ta pogoda teraz za oknem kojarzy mi się z czasem jak zaczęliśmy się spotykać...i dziś poczułam, jakbyśmy nic nie mieli przeżyte wspólnie...że wszystko od nowa się zaczyna...nie wiem czemu tak mam...widzę tę pogodę i przychodzą mi takie myśli...czy to depresja wiosenna?? Proszę o odpowiedź... Czy może go faktycznie nie kocham?? ale nie wyobrażam sobie życia bez niego, nie chcę...ale też męczy mnie to, że całuję się i ciągle tylko rodzice, może tęsknię za nimi...na pewno tak jest... Ciągle chce mi się płakać, jestem smutna, z nikim prawie nie rozmawiam... On ma 16 lat i ja też... Proszę o pomoc, naprawdę!!! Nie mam ochoty na nic... Myślę sobie, że jak ta myśl nie minie to się zabiję...jestem w strasznym dole...nie odczuwam uczuć ani nic...na wszystko jestem obojętna... Jeśli bym go nie kochała, nie płakałabym z tęsknoty...ciągle chce mi się płakać...chcę przestać mieć te myśli, że się z nim nudzę... Mieszka w bloku...w mieście...a ja na wsi, 17 km od niego...kocham go, prawda? Czuję, że kocham...ale jednak czasem się nudzę jak leżymy czy coś...ale jak wygłupy czy coś to nie myślę o tym...może wmawiam to sobie??? Przejdzie to??? Co to?? Pomocy!!! nie chcę myśleć, że to jest objaw tego, że go nie kocham, bo wiem, że kocham!!! Pomocy!!!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moje objawy to początki depresji?

Jestem mężatką od 5 lat mamy z mężem dwoje dzieci, czuje że po za tym nic więcej nas nie łączy. Mam nawet chwile takie, że zamykam się w pokoju i płacze sama do siebie wyżalam się, bo nie mam nikogo...

Jestem mężatką od 5 lat mamy z mężem dwoje dzieci, czuje że po za tym nic więcej nas nie łączy. Mam nawet chwile takie, że zamykam się w pokoju i płacze sama do siebie wyżalam się, bo nie mam nikogo komu mogłabym się wyżalić. Wybaczyłam mu zdrady gdy byłam w ciąży, gdy mnie uderzył poniżał wszystko znosiłam i zawsze chroniłam dzieci ale teraz nie mam już na to sił... Czuje się bezradna, biorąc pod uwagę fakt, że aby spędzać więcej czasu z rodziną zwolniłam się z pracy w barze która wiele dla mnie znaczyła odmawiałam sobie wszystkiego ale każda chwile spędzać z najbliższymi on w tym czasie na dyskotekach spędzał noce… My nawet nie potrafimy z sobą rozmawiać, zawsze kiedy na spokojnie chce mu o tym powiedzieć on wpada w szał krzyczy i nawet zdarza mu się szarpać mną w obecności dzieci... Poza tym Andrzej potrafi też być dobry dla nas jest osobą pracowitą nie pije, nie pali ogólnie nie jest złym człowiekiem tylko ja już tak dłużej nie mogę narażać na taki stres moje dzieci bo to one płacą największą cenę za nasze grzechy... a dodam jeszcze że w naszej mieścinie nie ma poradni psychologicznych małżeńskich już dawno chciałam tam iść.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to dużo, że chcę, żeby chłopak mnie szanował i mi ufał?

Jestem już z moim chłopakiem rok i jest fajnie, ale czasami przerasta sam siebie - jest o mnie strasznie zazdrosny, robi mi awantury, że piszę z koleżanką. Już nawet nie pamiętam gdzie byłam z kimś innym niż on. Na...

Jestem już z moim chłopakiem rok i jest fajnie, ale czasami przerasta sam siebie - jest o mnie strasznie zazdrosny, robi mi awantury, że piszę z koleżanką. Już nawet nie pamiętam gdzie byłam z kimś innym niż on. Na nic mi nie pozwala, cały czas jestem z nim, jest nawet zazdrosny o brata - kiedyś powiedziałam, żeby pojechał z nami, a on wpadł w szał, że to możne jego brata powinnam wybrać. Nawet jest zły, że się odzywam z siostra, sprawdza mi telefon, gg, nk, kiedyś nawet próbowałam to zakończyć, ale powiedział, że się zabije :(. Już nie chcę tak żyć! Kiedyś jeździłam na imprezy, a teraz nigdzie, bo on nie chce, czasami mną szarpał. Co ja mam zrobić żeby przestał? Cały czas mówi o moim byłym i że może będzie ktoś nowy - ja tak nie chcę. Jeżeli coś jest nie po jego myśli to już pisze do mnie głupie sms-y, przeklina do mnie, krzyczy - chcę, żeby mnie szanował i mi ufał, czy to tak dużo?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To depresja czy chorobliwa zazdrość?

Nazywam się Marta i mam 19 lat. Przyjechałam z bratem do USA gdy miałam 15 lat, do rodziców, którzy byli tu już wcześniej niż ja. Od samego początku naszego pobytu (prawie 5 lat), mój tata zachowuje się bardzo dziwnie, a...

Nazywam się Marta i mam 19 lat. Przyjechałam z bratem do USA gdy miałam 15 lat, do rodziców, którzy byli tu już wcześniej niż ja. Od samego początku naszego pobytu (prawie 5 lat), mój tata zachowuje się bardzo dziwnie, a mianowicie ma wybuchy zazdrości o moją mamę, które ostatnio zdarzają się bardzo często, dwa lub trzy razy w miesiącu i trwają do około dwóch tygodni. Podczas gdy wszystko jest dobrze, on zachowuje się jak wzorowy ojciec, pracuje i po prostu jest świetnym ojcem. Ale gdy on zauważy jakieś błahe zmiany u mojej mamy, np. gdy zarumienią się jej policzki, on twierdzi, że to już jest poważna sprawa i że moja mama go zdradziła. Niestety wydaje się to śmieszne i błahe, lecz to prawdziwe. Moja mama pracuje jako pomoc domowa, a mój tata jako stolarz. Gdy mam wolne od szkoły (wakacje lub ferie) idę z mamą do pracy aby jej pomóc i żeby szybciej wróciła do domu. Mój tata twierdzi, że moja mama zamiast jeździć do pracy, jeździ spotykać się z "kochankiem", którego tak na prawdę nie ma. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on mówi, że widział i wie na 100%. On jest święcie przekonany, że moja mama ma kogoś, a gdy proszę aby pokazał mi dowody, że on wie, że mama zdradza go w formie zdjęć, lub zawieźć mnie do miejsca gdzie on myśli, że mama go zdradza, to on mówi, że nie będzie pokazywał nic, bo on po porostu wie. On sam się poniża przez to, co mówi, że jest niedobry, nikt go nie chce, itp. Pracując z mamą gdy mam przerwy od szkoły mogę spokojnie powiedzieć, że moja mama nie zdradza mojego taty, wręcz przeciwnie - bardzo o niego dba i tłumaczy mu logicznie gdzie jest, gdy on zdzwoni do niej i pyta. A najgorsze jest, że gdy on zaczyna "wojnę" to zaczyna pić i robić awantury w środku nocy. On nie jest alkoholikiem, zdarza mu się wypić gdy ma "dola" i bardzo dużo pali papierosów. W dodatku, on zamyka się w sobie, nie chce o niczym rozmawiać i myśli, że wszyscy są przeciwko niemu, bo ja i brat obstajemy za bezbronną mamą, która nic nie zrobiła. Jak mama ja i brat mamy sobie radzić z tym "problemem"? Moja mama jest bardzo znerwicowana przez tę całą sytuację, a stres i nerwy atakują mnie i mojego brata. Jak mamy pomóc tacie? Czy problem jaki on ma to jest depresja czy chorobliwa zazdrość? Co mamy robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak rozmawiać z nieodpowiedzialnym partnerem?

Witam, jestem 22-letnią kobietą, od 3 lat w stałym związku z 29-letnim partnerem, od pół roku we wspólnym mieszkaniu. Pomimo, że mój partner jest dobrym człowiekiem w związku jest mi coraz gorzej i myślę, że nie tylko mi. Partner jest...

Witam, jestem 22-letnią kobietą, od 3 lat w stałym związku z 29-letnim partnerem, od pół roku we wspólnym mieszkaniu. Pomimo, że mój partner jest dobrym człowiekiem w związku jest mi coraz gorzej i myślę, że nie tylko mi. Partner jest po prostu nieodpowiedzialny. Po części wynika to z roztargnienia i roztrzepania i to umiem zrozumieć, lecz wszystkich innych przyczyn nieodpowiedzialności nie potrafię zaakceptować. Przejawia się to przez np.: niespłacanie kredytów, co spowodowane jest brakiem stałej pracy, brak stałej pracy spowodowany jest nierobieniem niczego aby ją znaleźć choć "przecież codziennie sprawdzam nowe oferty". Codziennie słyszę dużo słów jednak mało widzę czynów. Partner często nie wywiązuje się z danego słowa i choć rzadko z danego mnie, to jednak bardzo mnie to martwi. Ja pracuję i studiuję, zajmuję się domem i ta sytuacja mnie przerasta, od 3 miesięcy leczę się na depresję i pomagam sobie jak mogę, jednak nie potrafię pomoc partnerowi. Naszą przyszłość wyobrażam sobie w coraz ciemniejszych kolorach. Co zrobić żeby wziął się w garść, żebym czuła, że mam przy sobie mężczyznę a nie nieodpowiedzialne dziecko? Proszę o pomoc, pozdrawiam, Kasia

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Trudne relacja z partnerem

Od 1,5 roku jesteśmy razem. Miewaliśmy lepsze i gorsze dni, niejedna kłótnia za nami, ale tym razem jest inaczej. Mój partner od 24h nie odbiera ode mnie telefonu, ani nie odpowiada na sms'y. Od 2 tygodni wiemy, że jestem w...

Od 1,5 roku jesteśmy razem. Miewaliśmy lepsze i gorsze dni, niejedna kłótnia za nami, ale tym razem jest inaczej. Mój partner od 24h nie odbiera ode mnie telefonu, ani nie odpowiada na sms'y. Od 2 tygodni wiemy, że jestem w ciąży i wie o tym, że nie mogę się denerwować, jednak wczoraj przestał się do mnie odzywać. Nie pokłóciliśmy się o nic, a nawet mieliśmy się spotkać. Pisał, że mnie kocha i że będzie dbał o mnie i nasze dziecko, a do tej pory żadnego odzewu. Wiem, że ma włączony telefon i że korzysta z niego ponieważ, gdy dzwonię i łączę się z pocztą, po kilku minutach dostaję wiadomość z sieci, że zakończył rozmowę i mogę się z nim skontaktować. Nie wiem, co mam robić. Jestem w 6 tygodniu ciąży i wiem, że nerwy wcale nie są mi teraz potrzebne, ale od 24h płacze w poduszkę i nie wiem co robić. POMOCY!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jak się uwolnić od mężczyzny?

Dzień dobry, Mam 25 lat i od 9 jestem związana z mężczyzną (lat 28) - moim pierwszym poważnym. Nasz związek na początku wyglądał cudownie, przynosił mi kwiaty, całował, mówił, że jestem jego życiem itd. Od samego początku mnie okłamywał, nie...

Dzień dobry, Mam 25 lat i od 9 jestem związana z mężczyzną (lat 28) - moim pierwszym poważnym. Nasz związek na początku wyglądał cudownie, przynosił mi kwiaty, całował, mówił, że jestem jego życiem itd. Od samego początku mnie okłamywał, nie w ważnych sprawach, np. mówił, że nie pali papierosów, a jak niepodziewanie go odwiedziłam to łapałam go na paleniu itp. Wszystko było w porządku do momentu kiedy zaczął częściej spotykać się z bratem palącym marihuanę (brat - dorosły mężczyzna, 2 dzieci), który ma na niego zły wpływ. Jego rodzice na początku naszej znajomości traktowali mnie strasznie, teraz też nie jest o wiele lepiej. Za długo by pisać aby opisać co jest. Chodzi mi generalnie o to, że wiem, że on wyrządza mi dużą krzywdę i ciągle mnie rani, jednak gdy mówię do niego, żeby się wyprowadził (mieszkamy razem od 1,5 roku) i jestem pewna, że już nie mam siły na bycie z nim to w momencie gdy on zaczyna się pakować to mi "serce pęka" i błagam go nawet na kolanach, całując go po rękach, żeby mnie nie zostawiał, że wszystko naprawię, choć mam świadomość, że mu nic nie zrobiłam, a on wtedy zachowuje się jak król i ciągle powtarza „nie, nie”, a gdy pozwoli już siebie ubłagać to po pewnym czasie potrafi całować mnie po głowie i mówić, że jestem jego całym życiem, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, gładzi mnie po głowie i całuje, a ja wtedy nienawidzę go bardzo, ale nic nie robię, udaję, bo wiem, że i tak nie mam siły się z nim rozstać. Czasami myślę, że chcę umrzeć - często tak myślę, ale mam kochających rodziców, ojca po udarze i muszę im pomagać, bo jest im bardzo ciężko, zawsze miałam dobre kontakty z moimi rodzicami, kocham ich najbardziej w świecie i nawet to mu przeszkadza - nie mam już sił, naprawdę nie mam!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Po rozwodzie rodziców brakuje mi chęci do życia - jak to zmienić?

Zacznę od tego, że niedługo skończę 16 lat i jestem dziewczyną. W ciągu kilku ostatnich lat moi rodzice toczyli między sobą wojnę, rozwód... Byłam bardzo "aktywna" w jego przebiegu. Znienawidziłam ojca, podnosił na mnie rękę, wykrzykiwał mi różne wyzwiska,...

Zacznę od tego, że niedługo skończę 16 lat i jestem dziewczyną. W ciągu kilku ostatnich lat moi rodzice toczyli między sobą wojnę, rozwód... Byłam bardzo "aktywna" w jego przebiegu. Znienawidziłam ojca, podnosił na mnie rękę, wykrzykiwał mi różne wyzwiska, używał przemocy fizycznej i psychicznej również względem mojej mamy i psychicznej względem mojego niepełnosprawnego brata (przez ojca podupadłam na samoocenie). To wszystko zaczęło się, chyba kiedy miałam lat 12. Kiedyś mój tata taki nie był, wszystko zmieniło się, gdy moja mama dowiedziała się o zdradzie i zażądała rozwodu, a ja stanęłam - równie bardzo mocno zraniona jak ona - po jej stronie. Ponad miesiąc temu po kilkuletniej walce moja mama wygrała rozwód i ojciec wyprowadził się, ale ja... spadłam w ocenach, zapomniałam, co to jest dobry humor, bywało tak, że czułam się, idąc rano do szkoły i przez cały dzień, jakbym parę dni nie spała, nie mogłam się skupić, dobrze myśleć i różne tego typu posiadałam zaburzenia... Nie mam ochoty rano wstać, jem bardzo dużo (tak reaguję na stres), nie mogę zapanować nad emocjami, jedno słowo potrafi wyprowadzić mnie z równowagi... Wszystko odczuwam 10 razy mocniej... Gdy ktoś powie mi coś mniej miłego, męczę się z tym, płaczę, pogrążam się w smutku. Nienawidzę siebie, w lustrze nie mogę na siebie patrzeć, czuję się gruba. Co mam zrobić? Jak znowu powstać? Jestem w bardzo młodym wieku, zdaję sobie z tego sprawę... Czemu brak mi chęci do życia? Jak to zmienić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinienem walczyć o żonę, czy ułożyć sobie życie na nowo?

Kończę za kilka dni 27 lat, moja żona ma 33, jutro mamy 3 rocznicę małżeństwa. Ja zawsze miałem problemy z kobietami, żadnych długich związków, żona natomiast kilka długich i sporo przelotnych kolegów. W wieku 19 lat urodziła syna i nawet...

Kończę za kilka dni 27 lat, moja żona ma 33, jutro mamy 3 rocznicę małżeństwa. Ja zawsze miałem problemy z kobietami, żadnych długich związków, żona natomiast kilka długich i sporo przelotnych kolegów. W wieku 19 lat urodziła syna i nawet z jego ojcem wzięli ślub cywilny, który nie trwał długo, bo brał narkotyki gdy zamieszkali razem. On uciekł do Wa-wy na leczenie, ona wróciła do rodziców i siostry, jakiś czas później był rozwód, ale on nie dawał znaku życia wiec żona zaczęła układać sobie życie - pracowała w sklepie, poznawała dużo kolegów, którzy byli w związkach, a ją upatrzyli jako kochankę, było ich co najmniej dwóch w przeciągu 4 miesięcy - z pierwszym skończyła gdy zaszła w ciążę, a on ją totalnie olał, wzięła kredyt i z pomocą przyjaciółki kupiła tabletki poronne i usunęła ciążę, wylądowała w szpitalu z powikłaniami w dzień moich urodzin, a swoich imienin - magiczna data, 14 luty. Gdy w maju pojechałem do jej miasta pracować, kilka dni później wracałem z kolegą z imprezy, było po północy ona z przyjaciółką i jej bratem zaczepili nas pytając o drogę chociaż oni byli u siebie, bardzo mi się spodobała, zakochałem się od pierwszego ujrzenia. Gdy ich kolega zniknął gdzieś, ona zadzwoniła żeby inny kolega przyjechał i odwiózł je do domu, jakimś cudem dostałem numer telefonu, co mnie bardzo cieszyło, więc odprowadziliśmy je w umówione miejsce. Nie lubię agresji, jestem spokojną osobą, ale gdy zobaczyłem tego w samochodzie, gdyby nie kolega, wyciągnąłbym go i obił na środku starówki, ale byłem wypity, więc odpuściłem. Po jakiś 3 godzinach padł jej telefon i sygnał pojawił się dopiero rano, przestałem się martwic ja zrezygnowałem z pracy i wróciłem do rodziców - dzwoniłem do niej codziennie, nie mogłem bez niej żyć, denerwował mnie jego głos nieraz w tle, a mówiła, że to tylko kolega, do mnie mówiła czule, więc się uspakajałem. Jakiś miesiąc później jej przyjaciółka robiła imprezę urodzinową, miała przyjść z kimś i poprosiła mnie - bardzo się ucieszyłem, że się już z nim nie spotyka. Gdy po spacerze odprowadziliśmy jej syna do domu, udaliśmy się na imprezę, trochę wypiła, nawet wylądowaliśmy na podłodze pokoju, w którym byliśmy sami, ale do niczego nie doszło, liczyłem na coś więcej, ale cieszyło mnie te kilka namiętnych pocałunków. Gdy jeszcze trochę wypiła zaczęła szaleć, wymiotować, byłem przy niej cały czas i opiekowałem się najlepiej jak umiałem i doceniła to. Później wtedy zaczęła mnie odtrącać i tłumacząc, że usunęła ciążę i nie jest gotowa na związek - ja mówiłem, że chcę ją tylko widywać, już wiedziała, że się zakochałem, okazało się, że znowu jest w ciąży, a kolega się przestraszył i zniknął - ona wiedziała tyko jak ma na imię, nie wiedziałem co mam robić, a ona prosiła, żebym coś zrobił żeby i to dziecko zniknęło, bo rodzice ją z domu wyrzucą, a dopiero co pracę zmieniła, zerwała kontakty ze wszystkimi z tego okropnego sklepu, że tylko z tym jednym kontaktem za długo zwlekała - obiecałem jej, że wszystko będzie OK, że się ułoży, że ją kocham, weźmiemy ślub itd. W październiku wyjechałem do pracy do gdańska. Gdy w listopadzie, to był już prawie 7 miesiąc i nie miała już siły tego ukrywać, jej matka zapytała, czy przypadkiem nie jest w ciąży, natychmiast mi to powiedziała - odparłem, że będę rano pociągiem i wszystko się ułoży, nie pozwolę nikomu jej skrzywdzić. 2 dni później nie było odwrotu gdy byłem obsypywany ogniem pytań przez jej matkę, jej ojciec jak zwykle gdy miał wolne pił z kolegami, ja też miałem problemy z narkotykami, ale dzięki niej przestałem brać, trochę za późno, bo załapałem WZW. Jej ojciec od początku mnie nie trawił, ale w końcu się z tym wszyscy pogodzili. 22 grudnia robiłem jej mały remont i jej matka powiedziała żebym został, bo jest późno, będziemy spać oddzielnie - kręciłem się do świtu, aż przyszła ona i namiętnie się kochaliśmy. Remont skończyłem, święta spędziłem z przyszłą rodziną, byłem na każde zawołanie, w nocy budziłem się od najmniejszego poruszenia mojej wybranki. Pierwszy raz zawiodłem się gdy po sprzeczce w Sylwestra po nowym roku do nowej pracy szedłem z limem, ale wtedy śmiałem się z tego. Na początku stycznia teściowa załatwiła ślub u proboszcza - musieliśmy tylko się zgłosić i ustalić datę, wybraliśmy 2 lutego 2008, do tej daty dużo latania i załatwiania spraw mieliśmy, ale było warto, ten ślub był bardzo ważny, bynajmniej dla mnie i myślę, że dla niej także, tatuś czasami pisał sms z pytaniem „co z moją żoną i jego dzieckiem” i groźbami, że jak je skrzywdzę, to mnie zabije. Poród był 28 marca 2008 r., jak zawsze byłem obok i wspierałem. 6 tyg. bez seksu były nie do zniesienia, potem zaczęły się awantury, że za mało robię przy dziecku w domu, choć dawałem z siebie wszystko, nie potrafiłem utrzymać pracy dłużej niż 3 miesiące w tym mieście z układzikami, ale traciłem jedną - zaraz znajdowałem następną, ale to były powody do kłótni i czepiania się teściów i samotnej szwagierki, która odwiedzała nas co tydzień i podkręcała awantury. W międzyczasie znienawidziła całą moją rodzinę, nikt nie wie dlaczego, sama twierdzi, że nienawidzi ludzi tak po prostu, ale takie zachowania wynosi się z domu. Zacząłem na nieszczęście pić w pracy, bo awantury, bo żona zmieniła zdanie na temat, że mi potomka nie da, bo zawsze mało pieniędzy, bo jej zazdrość jest za duża o wszystkich -choć zerwałem kontakty z koleżankami i większością kolegów i o wszystko: internet, słuchanie muzyki... Nie chciała się kochać, a jak już się kochaliśmy to myślami była gdzie indziej, niby bała się, że zrobię jej kolejne dziecko, choć ona nie chce - awantury były z różnych powód mniejszych, większych, a do tego wciągała w to całą rodzinę szukając wsparcia, ale gdy się z nimi kłóciła wsparcia szukała u mnie. Zdarzały się sytuacje, kiedy podnosiła ręce do mnie, dzieci, rodziców - ten dom ją zniszczył psychicznie, ja przez te 3 lata też odczułem to, co ona przez 33 lata także stałem się mało odporny na stres, nerwy i agresję. Z czasem zacząłem się bronić, a gdy byłem w amoku po chwili płakała, bo za mocno ją popchnąłem czy ścisnąłem, ale nigdy nie zrobiłem jej krzywdy, co najwyżej siniaki i zawsze przepraszałem. Chcąc bardzo dać im nasze 4 ściany otworzyłem firmę budowlaną, ale na zamieszkałych terenach miałem za małe znajomości, wiec zaczęły się wyjazdy - wtedy jej się to nie podobało, bo muszę jej pomagać w domu, bo sobie nie poradzi. Po 5 miesiącach wróciłem do naszego miasta i zamieszkałem z chłopakami na stancji, widywałem się z nimi jak tylko było to możliwe, bardzo nam brakowało siebie nawzajem, kiedy żegnaliśmy się na klatce zaczęliśmy bardzo namiętnie całować i czule dotykać, ale była z nami córcia. Gdy weszły na górę zaczęliśmy smsować, że już dawno nie czuliśmy do siebie takiej czułości, miłości i pożądania - czułem się jak w niebie. Następnego dnia (sobota) zostałem zaproszony do domu, synek z babcią pojechali do szwagierki, dziadek poszedł do pracy na dobę - gdy położyliśmy córcię na drzemkę zaczęliśmy się tulić, namiętnie całować i rozbierać - było słychać walenie naszych serc, pożądanie nas zwalało z nóg, okazało się, że prezerwatywy żona wyrzuciła, a bez nich nigdy się nie kochaliśmy, pomyślałem: co teraz? Moje zaskoczenie było ogromne gdy powiedziała, że możemy bez, tylko mam uważać - pomyślałem, że zaczęła mi ufać. Nie zawiodłem jej. Kochaliśmy się kilka razy pod rząd, na rożne sposoby, o których wcześniej nie chciała słyszeć. Gdy córeczka się obudziła położyliśmy się obok, mała zaczęła się bawić, a my dalej kipieliśmy z podniecenia, rozebraliśmy się pod kołdrą i kochaliśmy się ponownie - do dziś czuję dreszcze, jak pomyśle o tamtych figlach ... Zacząłem się zjawiać do córci po pracy i zajmować się nią, żeby odciążyć teściową, bo dla niej opieka nad wnuczką to kara chyba, że się nią opiekuje na pokaz. Kilka razy musiał się nią opiekować dziadek alkoholik, którego w południe nosi za piwem, bo babunia musiała wyjść do fryzjera lub z z drugą córeczką do drogerii. Po jakiś 2 tygodniach teściowa oznajmiła, że mam wrócić, teściowi znowu się to nie podobało. Miałem pieniądze z tej działalności całkiem spore, zacząłem je inwestować w remont i meble, ale gdy zaczęły się kończyć, a załapałem trochę długów pojawiły się znowu kłótnie, w końcu zawiesiłem firmę i poszedłem do pracy, gdzie kierownik oszukiwał mnie na stawce - poszedłem na chorobowe, po miesiącu zwolniłem się, bo mi ambicje nie pozwalają pracować za takie pieniądze. Oznajmiłem żonce, iż wyjeżdżam w delegację zarobić normalne pieniądze, wtedy nastała kolejna kłótnia i o to jeszcze, że w tajemnicy zrobiłem tatuaż (oko i napis z imionami córeczki), no i przeginałem z alkoholem - mój błąd. W czasie tej kłótni usłyszałem z ust żony "to jest mieszkanie moje i rodziców, ty tu jesteś tylko gościem, nie masz żadnych praw, won na wycieraczkę" i znowu wyciągnęła ręce - powiedziałem „dość”, jeżeli nie pójdziemy na terapię to się wyprowadzam albo wyprowadzimy razem z tego domu dla spokoju dla dzieci dla nas. Odpowiedziała, że nie z wyzwiskami i wyszła. Przyszła teściowa, spakowany wyszedłem. Kontaktowaliśmy się, prosiła żebym wrócił, brała na litość - ja jej mówiłem, że kocham ją i dzieciaki, chce być z nimi, ale nie w domu u teściów. Boli mnie los córci i to, że żona obwinia mnie, że zabrałem jej ojca. Żonę widziałem jakiś czas temu, nadal ją bardzo kocham, za córką bardzo tęsknię, wiem, że ona też...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mój partner jest agresywny - czy objawy te mogą być wynikiem depresji?

Witam. Mam 28 lat, w miarę dobrą pracę, kilku dobrych znajomych, kochającą rodzinę i do niedawna prawie żadnych zmartwień. Od 14 miesięcy jestem w związku z 35-letnim mężczyzną, z którym jestem zaręczona. Mój narzeczony ma 7-letnie dziecko z poprzedniego związku,...

Witam. Mam 28 lat, w miarę dobrą pracę, kilku dobrych znajomych, kochającą rodzinę i do niedawna prawie żadnych zmartwień. Od 14 miesięcy jestem w związku z 35-letnim mężczyzną, z którym jestem zaręczona. Mój narzeczony ma 7-letnie dziecko z poprzedniego związku, gdyż jego kobieta uciekła do Holandii, porzucając ich obu. Dzieckiem tym na co dzień zajmuje się mama mojego narzeczonego, gdyż on pracuje w nienormowanych godzinach pracy, a nasze spotkania też głównie odbywają się późnymi wieczorami. Do niedawna wszystko między nami było dobrze, co prawda zdarzały się kłótnie, głównie wychodzące ode mnie, gdyż jestem osobą dość nerwową, która mówi prosto w twarz rzeczy, które się nie podobają, np. kiedy córka narzeczonego jest niegrzeczna, nie słucha, płaczem wymusza kupno jakiejś rzeczy w sklepie, a zdarzyło się nawet, że kopnęła swoją babcię, mój narzeczony nie reaguje, a ja jestem oburzona takim rozbuchanym zachowaniem 7-latki, natomiast mój chłopak obraża się na mnie, twierdząc, że ona jest jeszcze mała i każde dziecko w jej wieku psoci. Głównym problemem stała się ta mała dziewczynka, ale nie jedynym... Zdarzyło się parę razy, że mój chłopak był agresywny względem mnie, nie uderzył, ale podniósł rękę, wyzywał mnie bardzo brzydko i powiedział, że jestem nikim dla niego i że liczy się tylko jego dziecko. Po rozmowie przeprosił (banał, wiem) i obiecał, że więcej się to nie powtórzy, słowa dotrzymał, bo minął rok, a podobne zachowanie nie miało miejsca. Często przynosił upominki, zdarzyło się, że kupił mi nawet jakiś ładny sweterek, który kiedyś tam sobie wypatrzyłam, ale nie miałam wtedy pieniędzy na niego. Teraz po zerwaniu opowiada wszystkim znajomym, jaki był dla mnie dobry i robił wszystko to, co chciałam, tylko że ja nigdy o nic nie prosiłam, sam się ofiarował, że podwiezie lub pomoże. Zadra po tamtych słowach nadal boli, nie potrafię wybaczyć i po kolejnej kłótni oddałam pierścionek. Tym razem poszło o imprezę, na której mi zależało. Pojawił się problem z dzieckiem, gdyż nie miałby kto zostać z małą. Kiedyś mój narzeczony powiedział, że w takiej sytuacji może się nią zająć druga babcia, przypomniałam mu o tym i rozpętała się awantura, do której wtrąciła się jego mama. To była rozmowa przez telefon, jego domownicy twierdzą, że nie krzyczał, ja mam inne odczucia. Były narzeczony chce się pogodzić, dzwoni do mojej mamy, babci, moich koleżanek i pyta, czy ma jeszcze szanse, wypytuje również, co mówię o jego córce, a ja nic o niej nie mówię, może nie darzę jej wyższymi uczuciami, ale nie odnoszę się do niej z niechęcią. Ogólnie było nam razem dobrze, dużo zwiedziliśmy, kolejne podróże były w planach, dostaliśmy mieszkanie, które niezadługo mieliśmy zacząć remontować, jednakże ostatnie słowa ("gówniara") po prostu mnie dobiły, poza tym kazał mi oddać pieniądze na koncert, na który sam mnie zaprosił. Ja nie wiem, co dalej. Dał mi czas na zastanowienie, mówi, że jeszcze może być dobrze, a ja zadaję sobie pytanie, czy to ma sens, jeszcze mi na nim zależy, ale zachowuje się jak psychopata, no i wciąż pamiętam jego przykre, bardzo bolesne słowa. Nie wiem, co robić, naprawdę nie jestem w stanie myśleć rozsądnie, jest we mnie mnóstwo emocji i morze żalu, nie wiem, czy to zakończyć lub czy warto próbować raz jeszcze, czy ludzie potrafią się zmienić, czy tylko kamuflują swoją złą naturę? Chcę jeszcze dodać, że w poprzednim związku byłam 7 lat, rozpadł się, bo były chłopak zaczął pić i stawał się coraz bardziej agresywny. A ten, o którym piszę teraz, przed naszym poznaniem przeszedł ciężką depresję. Choć z rozmów wiem, że w jego poprzednim związku, z którego jest dziecko, były duże awantury i przemoc. Na co dzień narzeczony nie był agresywny, ale widziałam, że potrafi, słyszałam, co może powiedzieć. Proszę, pomóżcie mi przynajmniej rzucić pogląd na całą sytuację. Z pozdrowieniami i wyrazami szacunku Internautka

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chcę popełnić zamach na własne życie

Proszę o pomoc. Mam bowiem problem w swoim rodzinnym domu. Mam 37lat i ponad 16 lat po ślubie. Zdradziłem żonę dwa razy. Pierwszy mi wybaczyła ale drugiego razu mi nie chce wybaczyć. Rozumiem ją, jest skrzywdzona przez osobę, w którą...

Proszę o pomoc. Mam bowiem problem w swoim rodzinnym domu. Mam 37lat i ponad 16 lat po ślubie. Zdradziłem żonę dwa razy. Pierwszy mi wybaczyła ale drugiego razu mi nie chce wybaczyć. Rozumiem ją, jest skrzywdzona przez osobę, w którą wierzyła, kochała, a teraz nie jest już w stanie jej zaufać. Pierwsza zdrada miała miejsce ok 8 lat temu druga 6 lat temu. Dwa miesiące temu dowiedziała się o wszystkim i od tego nieszczęsnego dnia pastwi się nad moimi uczuciami jakimi ją obdarzam. Nie mam już nadziei na to że jej się odwidzi. Była dla mnie wszystkim. Mamy dwoje dzieci. Pierwsze z jej pierwszego związku a drugie z naszego. Czuję że mam poważny problem z depresją. Miesiąc temu byłem prywatnie u psychiatry, przepisał mi leki po których objawy się zaostrzyły drastycznie. Więcej nie pójdę do żadnego pseudospecjalisty ani pseudopsychologa, ponieważ nie wierzę już w nic i nikogo. Wielokrotnie mówiłem żonie o tym co mam zamiar zrobić ona się tym wcale nie przejmuje. Piszę do specjalistów...z abcd...z zapytaniem co Wy o tym wszystkim myślicie? Może jeszcze się coś dziwnego wydarzy w tych ostatnich chwilach. Dodam jeszcze że żona nie chce ze mną rozmawiać i nie chce pomocy od nikogo. Namawiałem ją na wspólną rozmowę u psychologa lub w poradni małżeńskiej ale ona nawet nie chce o tym słyszeć. Proszę o w miarę możliwości o szybką odpowiedź.    

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moja partnerka ma depresję?

Witam, Za kilka miesięcy skończę 18 lat, moja dziewczyna ma 20 lat niestety mieszkamy od siebie 100 km i widujemy się raz na tydzień, ona przyjeżdża do mnie na kilka dni, a potem znów odjeżdża i odliczamy dni do następnego...

Witam, Za kilka miesięcy skończę 18 lat, moja dziewczyna ma 20 lat niestety mieszkamy od siebie 100 km i widujemy się raz na tydzień, ona przyjeżdża do mnie na kilka dni, a potem znów odjeżdża i odliczamy dni do następnego spotkania. Cierpimy z tego powodu, ponieważ nie możemy się przytulić kiedy tego chcemy, po prostu być obok siebie. Kilka dni temu było już bardzo źle, zaczęła płakać cały czas, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć, bo i tak nie jesteśmy szczęśliwi. Najpierw zacząłem ją pocieszać, że damy rade, że wytrzymamy aż skończę technikum a ona studia i zamieszkamy razem, ale to nie pomagało, zaczęło do mnie docierać, że to chyba będzie najodpowiedniejsze dla niej jeśli skończymy to i zerwiemy. Ona powiedziała, że chyba jedyną osobą która będzie w mogła jej pomóc będzie jej były chłopak, wtedy mnie zatkało, bo wiedziałem jak bardzo ją krzywdził przez dwa i pół roku i nie mogłem w to uwierzyć, że znów chce do niego wrócić. Umówiła się z nim na rozmowę i pojechała do niego, nie wiedziałem co się z nią dzieje, bo tel zostawiła w domu. Czekałem z niecierpliwością, ale wiedziałem, że muszę o nią walczyć, wróciła od niego po 1 w nocy, zadzwoniła, powiedziała, że mnie kocha i że będzie walczyć o to uczucie. Mówiła, że podczas tej rozmowy zrozumiała, że tak naprawdę on nic się nie zmienił, mówiła, że myślała o mnie cały czas i aż prawie nazwała go moim imieniem i że trzęsła się przy nim tak jakby się go bała. Bardzo się ucieszyłem, że chce walczyć żebyśmy mogli być razem. Zrozumiałem, że mogłem ją stracić na zawsze i to uczucie, że już nigdy nie będę na nią czekał aż przyjedzie - było to o wiele gorsze od tego smutku, że jej nie ma przez kilka dni. Myślałem że już wszystko będzie dobrze, że o nim zapomni i będziemy razem mimo przeciwności losu, ale tak nie było, płakała bo szkoda jej było tego kolesia, że przed tą rozmową narobił sobie nadziei, a to wszystko zgasło. Poradziła się koleżanki, która ma już męża i dziecko co ma zrobić, bo ten koleś powiedział jej, że kochał się z inna dziewczyną, a to jeszcze bardziej ją zraniło, że wmawiał jej, że mu zależy na niej, a zrobił coś takiego. Powiedziała jej, że na świecie jest wielu fajnych facetów, a ona jest młoda i szkoda się nim przejmować i znów poczuła się lepiej, ale wciąż jest smutna i cisną jej się łzy i sama nie wie czemu, teraz został jeden dzień do jej przyjazdu, a ona nie czuje tak tego jak dawniej, że już nie mogła wytrzymać, że skakała z radości, a teraz jest inaczej i kiedy rozmawiamy przez tel lub piszemy jest inaczej, czuję, że coś jest nie tak. Boję się, że ta sytuacja związana z próbą zerwania wypaliła w niej trochę to uczucie do mnie i że będzie coraz gorzej. Proszę, pomóżcie. Czy to depresja? Jak mogę jej pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chcę się zabić z powodu nieodwzajemnionej miłości - co powinnam zrobić?

Mam na imię Karolina. Kocham pewnego chłopaka, z którym kiedyś już byłam, ale on nie chce ze mną za bardzo gadać, a ja zrozumiałam, że go kocham. Nie daję już rady i chcę się zabić. Co mam zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nieszczęśliwa miłość - jak się z niej wyleczyć?

Mam 18 lat. Od pewnego czasu (od ok. 3 lat) "przeżywam", nieszczęśliwą miłość. Zakochałem się w koleżance ze swojej klasy, cały czas o niej myślę, nie jestem w stanie skupić się na innych sprawach. W jednym pytaniu zadanym na tej...

Mam 18 lat. Od pewnego czasu (od ok. 3 lat) "przeżywam", nieszczęśliwą miłość. Zakochałem się w koleżance ze swojej klasy, cały czas o niej myślę, nie jestem w stanie skupić się na innych sprawach. W jednym pytaniu zadanym na tej stronie padła odpowiedź, żeby ograniczyć kontakty z taką osobą, niestety u mnie jest to niemożliwe, gdyż na co dzień ją widzę, czasem nawet rozmawiam (ale bardzo rzadko). Staram się robić wszystko, aby zapomnieć. Nie raz powiedziałem jej o tym co czuje do niej, nie zrobiło na niej to dużego wrażenia. Powiedziała tylko, że mnie rozumie, bo sama była w takiej sytuacji, w dodatku ona ma chłopaka i często w szkole muszę patrzyć jak ona z nim rozmawia, przytula się do niego itp. Wszystko to powoduje, że nie ma dnia, abym nie chodził wściekły albo smutny. Całą swoją agresję wyładowuję na rodzinie, często krzyczę bez powodu, a później przepraszam. Mam świadomość tego, że robię źle, ale nie potrafię się zmienić. Dodatkowo z tego wszystkiego straciłem sens życia, straciłem "zapał" do swojego hobby. Dużo kiedyś czytałem. Teraz często kładę się i rozmyślam. Próbowałem wszystkiego, aby zapomnieć o niej, ale wszystko mi się z nią kojarzy. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Czasem moje wypowiedzi są chaotyczne i pozbawione sensu. Nie mam także dużo znajomych, (nie mam z kim o tym wszystkim porozmawiać) w wolnym czasie nie wychodzę nigdzie, bo po prostu nie mam z kim. Spędzam go przed telewizorem lub komputerem, jestem typem samotnika. W dodatku jestem bardzo nieśmiały. Nie raz ta nieśmiałość przysporzyła mi problemów. Czasami zdaje mi się, że nikt mnie nie lubi, nikt np. nie napisze do mnie na GG, ani nie zagada ot tak spytać się "co słychać". Jestem bardzo nieszczęśliwy i chciałbym, aby wszystko było tak jak przed poznaniem tej "koleżanki". Mam nadzieję, że ktoś mi tu pomoże, bo nie daję sobie z tym wszystkim rady, a ostatnio myślałem nawet, aby ze sobą skończyć, ale doszedłem do wniosku, że nie mam tyle odwagi, aby podjąć ku temu odpowiednie kroki. Myślę, że nikt nie będzie się śmiał z mojego problemu, bo takie przeżywanie miłości jest "niedzisiejsze" i u większości ludzi powoduje "uśmieszek na twarzy".

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moi rodzice chcą się rozwieść - jak mogę im pomóc?

Witam!   Mam problem, ponieważ moja mama spotyka się z innym mężczyzną, niedawno powiedziała o tym tacie, on nie wiedział co ma zrobić, naprawdę strasznie to przeżył, ponieważ jak mówi nigdy by się tego nie spodziewał -"przecież wszystko było dobrze..."...

Witam!   Mam problem, ponieważ moja mama spotyka się z innym mężczyzną, niedawno powiedziała o tym tacie, on nie wiedział co ma zrobić, naprawdę strasznie to przeżył, ponieważ jak mówi nigdy by się tego nie spodziewał -"przecież wszystko było dobrze..." i nagle świat mu się zawalił, mama teraz też jest w rozterce, bo z jednej strony szkoda jej taty, ale już nic do niego nie czuje, bo jest odurzona tamtym facetem. Tata nawet zaczął ją śledzić. Widział jak mama się spotyka z innym i myślał, że serce mu pęknie. Kilkakrotnie dzwoni do mnie (bo ja studiuję w innym mieście i nie mieszkam z nimi tylko przyjeżdżam co drugi weekend tak jak brat i wynajmuję mieszkanie) żali mi się, czasem płacze, mama też do mnie dzwoni, mówi, że też jest jej ciężko, że wie, że jest okrutna, ale ona kocha tamtego mężczyznę i nie potrafi bez niego żyć, chociaż on też ma rodzinę, żonę i córkę, ale też podobno nie układa im się najlepiej.   Ja jestem między młotem a kowadłem, kocham rodziców, natomiast nie wiem co zrobić, tata mówi do mnie żebym przekonała mamę, żeby została, żebym powiedziała, żeby się dla nas dzieci poświeciła, a ja wiem, że jest tak odurzona, zakochana, że te słowa by ją jeszcze bardziej w depresję wprowadziły i że ona by patrzyła na mnie, że jej nie wpieram, chociaż tata uważa, że mi to pewnie jest obojętne, że mi nie zależy żeby byli razem... I on teraz zostanie sam i będzie sam spędzał każde wieczory w wielkim pustym domu. Co ja mam robić już nie wiem. Czuję, że rodzice przestaną mnie kochać, bo nie potrafię pomóc i nie wspieram dobrze, ani jednego ani drugiego. Już nie mam siły na to wszystko. Ta sytuacja mnie przeraża. Nie wiem czy sobie z nią poradzę. :(   Pomóżcie Państwo. Proszę bardzo. :( Co ja mam robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak odpędzić samobójcze myśli?

Witam. Mam 30 lat, mam męża i dwoje wspaniałych, zdrowych dzieci. Tylko dzięki myśli o nich jeszcze tu jestem. Gdy poznałam mego męża wydawało mi się, że chwyciłam Pana Boga za nogi - dobry, zaradny, troskliwy, wyrozumiały i na dodatek...

Witam. Mam 30 lat, mam męża i dwoje wspaniałych, zdrowych dzieci. Tylko dzięki myśli o nich jeszcze tu jestem. Gdy poznałam mego męża wydawało mi się, że chwyciłam Pana Boga za nogi - dobry, zaradny, troskliwy, wyrozumiały i na dodatek przystojny. Razem mogliśmy przenosić góry, jednak obydwoje mamy „gorące” temperamenty, a oprócz tego jestem uparta i zawzięta - to wiem. W zeszłym roku zaczęły się miedzy nami poważne kłótnie, doszło nawet do rękoczynów z jego i z mojej strony. Jednak po kilku dniach pogodziliśmy się i oboje uznaliśmy to za jednorazowy incydent. Zapomnieliśmy o tym, bo bardzo się kochamy. Jednak w tym miesiącu znów pokłóciliśmy się. Niby o nic, ale od słowa do słowa i przerodziło się to w prawdziwe piekło, mąż stał się okrutny, zwyzywał mnie od najgorszych przy swoich kolegach i naszych sąsiadach, groził mi nożem, powiedział że mnie zabije. To wszystko było oczywiście pod wpływem alkoholu. Ja go nie sprowokowałam niczym, nie odzywałam się, mimo to sam się nakręcał. Byłam pewna, że już mu nie wybaczę, ale nie mam dokąd pójść, nie pracuje bo młodsze dziecko ma roczek. Jestem już tym zmęczona, chce z nim być bo go kocham, jednak nie potrafię zapomnieć o tym co mi zrobił. Z tego wszystkiego po prostu chciałabym umrzeć, ale kto zajmie się moimi kochanymi dziećmi?  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to już poważny problem z atakami złości u mojej partnerki?

Jestem związany z partnerką 32-letnią, mamy wspólnie synka. Moja partnerka wychowała się w tzw. "bidulu", zanim się związaliśmy żyła w związku partnerskim, z którego ma syna. Tamten facet był alkoholikiem bił ją i musiała się tułać z dzieckiem. Od 2,5... Jestem związany z partnerką 32-letnią, mamy wspólnie synka. Moja partnerka wychowała się w tzw. "bidulu", zanim się związaliśmy żyła w związku partnerskim, z którego ma syna. Tamten facet był alkoholikiem bił ją i musiała się tułać z dzieckiem. Od 2,5 roku jesteśmy razem. Na początku jej ataki złości były rzadkie i przebiegały łagodnie - wybuchała najczęściej o jakieś błahostki, niepościelone łóżko czy brudne naczynia. Zmieniło się to po urodzeniu dziecka - ma już ostre ataki, podczas których wyzywa mnie od różnych i nawet dochodzi do rękoczynów. Najczęściej jest to podczas kłótni i jak nie chcę dać jej dziecka, bo jest zdenerwowana, po wszytkom ja jestem obwiniany, mówi wtedy że robię to specjalnie żeby jej zrobić na złość. Jak się na coś zdenerwuje zazwyczaj wyżywa się na mnie i obwinia za wszystko. Proszę o radę, bo nie wiem co mam w tej sytuacji robić.
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Kryzys w związku - jak mogę sobie pomóc?

34 lata, w związku małżeńskim od 10 lat, całkowity czas razem 17 lat, 7-letnie dziecko. Jest kryzys. To już nie pierwszy, ale najmocniejszy, najgłębszy. Na obecną chwilę jestem całkowicie załamany, targają mną różne, a nawet bardzo sprzeczne emocje. Nie...

34 lata, w związku małżeńskim od 10 lat, całkowity czas razem 17 lat, 7-letnie dziecko. Jest kryzys. To już nie pierwszy, ale najmocniejszy, najgłębszy. Na obecną chwilę jestem całkowicie załamany, targają mną różne, a nawet bardzo sprzeczne emocje. Nie radzę sobie ze sobą, z ogromem kryzysu, bardzo się boję rozstania, zaprzepaszczenia 17 lat znajomości, uczuć upadków i wzniesień, tego co się będzie działo z dzieckiem. Bardzo kocham oboje. Zaczęło się około tygodnia temu – koszmar. Widzę po żonie, że coś się dzieje, w końcu dochodzi do rozmowy. Dowiaduję się, o co chodzi: żona jest nieszczęśliwa, niespełniona, nie wie co do mnie czuje, nie wie czy dalej chce być ze mną, ogólnie nie chce ze mną rozmawiać, nie chce abym ją dotykał, przytulał, nie umie się określić co do nas. Życie umyka jej między palcami, ja odbieram to tak, że przeze mnie wszystkie te rozterki. Z rozmowy wynika, że większości przypadków, o których pisałem wcześniej, ja jestem przyczyną, jestem psychicznym terrorystą, znęcam się psychicznie i nie wspieram jej. Ciężko mi osobiście w to uwierzyć, zaakceptować i odnieść do siebie. Z własnej analizy faktów nie potrafię tego wszystkiego podpiąć pod siebie. Nigdy nie skrzywdziłem fizycznie, nie zdradziłem i nie przestałem dbać o dom i rodzinę, nie nadużywam alkoholu i nie marnotrawię pieniędzy. W tym krótkim czasie znalazłem moje błędy, znalazłem rzeczy, które są faktem dolania oliwy do ognia i z całej siły będę starał się to zmienić, zrobię wszystko co tylko możliwe, aby dostrzeżone przeze mnie błędy wyeliminować. Nie wiem co robić. Przez myśl mi nawet przechodziły pomysły o pomocy w podjęciu decyzji o rozwodzie (że ja wyjdę z inicjatywą o rozstaniu), tylko dla jej dobra, dlatego że ją kocham i nie chcę, aby się męczyła ze mną, może wreszcie będzie szczęśliwa. Ale to jest wbrew moim zasadom, wbrew mnie. Jak mogę opuścić kogoś, kogo kocham? Jestem rozdarty, nie mogę jeść, a na dodatek problem z niewyobrażalnymi bólami głowy. Ciężko się skupić w pracy (dodatkowy stres – taka praca), problem z domową egzystencją, nawet jako facet (aż wstyd się przyznać) płaczę po kryjomu jak nikt nie widzi, odpływam i nie wiem gdzie. Totalna beznadzieja. Kiedyś wydawało mi się, że problemy emocjonalne, psychiczne czy psychologiczne, a nawet depresja nie istnieją, że jest to wytwór cywilizacji i próżności osób, ale zdałem sobie sprawę że i ja potrzebuję pomocy, aby się podnieść, zrozumieć co robię źle i jak mam wszystko naprawić, jak powrócić z ciemności do życia. Załamany jestem po rozmowie z żoną - tym co powiedziała, tym że mogę faktycznie być przyczyną tego co się stało. Wydaje mi się, że jeśli to jest prawdą, jeśli faktycznie jestem tyranem, to mogłem to zrobić nieświadomie. Boję się z kimkolwiek rozmawiać o tym co przeżywam, o tym jakim jestem złym człowiekiem, myśli mnie zabijają od środka, spalam się i to mnie wyczerpuje. Boję się o siebie i rodzinę. Chcę odzyskać Wiarę w siebie, abym mógł działać ku lepszemu. Co jest ze mną nie tak? Marzę o szczęśliwym zakończeniu kryzysu; marzę o przytuleniu, o jej zapachu; marzę, że kiedyś usłyszę KOCHAM CIĘ i powróci iskierka o chęci drugiego dziecka.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Mąż mnie o wszystko obwinia - co powinnam zrobić?

Mam 27 lat i dwójkę wspaniałych dzieci. Trzy lata temu wzięłam ślub i od tamtej pory słyszę od męża, że ja go zmusiłam to tego ślubu i że złapałam go na dziecko. Bardzo kocham męża, ale on mi tak dokucza,...

Mam 27 lat i dwójkę wspaniałych dzieci. Trzy lata temu wzięłam ślub i od tamtej pory słyszę od męża, że ja go zmusiłam to tego ślubu i że złapałam go na dziecko. Bardzo kocham męża, ale on mi tak dokucza, wyzywa mnie, a do tego mówi, że to wszystko przeze mnie i że to wszystko moja wina. Naprawdę się staram, ale tak dłużej nie mogę, już nie mam sił, straszne rzeczy mi do głowy przychodzą, ale w tym całym bałaganie moje dzieciaczki mnie trzymają. Proszę o poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mój związek ma jeszcze szanse?

Wszystko zaczęło się kiedy byłam w ciąży, bardzo przytyłam i mój mąż zaczął mnie inaczej traktować: był oziębły i nie interesował się mną, jak przedtem, nawet inaczej na mnie patrzył. Kiedy zaczęłam znowu dobrze wyglądać zaczęło się kupowanie kwiatków,...

Wszystko zaczęło się kiedy byłam w ciąży, bardzo przytyłam i mój mąż zaczął mnie inaczej traktować: był oziębły i nie interesował się mną, jak przedtem, nawet inaczej na mnie patrzył. Kiedy zaczęłam znowu dobrze wyglądać zaczęło się kupowanie kwiatków, bez okazji mówienie jak bardzo mnie kocha, itd. Ja nie potrafię mu zapomnieć tego, jak mnie wcześniej traktował i często to do mnie wraca. Wydaje mi się, że teraz ja traktuje go podobnie. Nie jestem już pewna swoich uczuć i nie chce mi się z nim kochać. On też jakoś nie potrafi mnie dobrze rozgrzać i doprowadzić do orgazmu i jest jakiś niepewny w łóżku.... Poza tym zaniedbał się i nie dba o swój wygląd. Wiem, że on mnie kocha i jest dumny ze mnie, tylko że ja też bym chciała być z niego dumna... Jakoś nie spędzamy już czasu ze sobą tylko kolo siebie, nie wiem czy to ma sens tak dalej to ciągnąc. Jak stworzyć normalny związek?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty