Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak odzyskać chłopaka, który był całym moim światem i bez niego chcę się zabić?

Witam, Mam 18 lat i moja historia może wydać się głupia, jednak bardzo proszę o poradę. Mam depresję i myślę o samobójstwie. Nie mogę spać, mało jem, nie potrafię się na niczym skupić. W tym roku zdaję maturę jednak...

Witam, Mam 18 lat i moja historia może wydać się głupia, jednak bardzo proszę o poradę. Mam depresję i myślę o samobójstwie. Nie mogę spać, mało jem, nie potrafię się na niczym skupić. W tym roku zdaję maturę jednak wiem, że egzaminy nie pójdą mi dobrze, kompletnie nie potrafię się do nich przygotować. Rodzice pragną abym dostała się na dobre studia, tak niestety nie będzie, zawiodę ich. Każdego dnia myślę jedynie o bólu, który zewsząd mnie otacza. Wiem, że ludzie mają o wiele gorsze problemy jednak ja kompletnie sobie z moimi nie radzę. Ponad miesiąc temu zerwał ze mną chłopak, którego nadal bardzo kocham. Byliśmy ze sobą pół roku, wszystko układało się cudownie, jednak gdy zaczęła się szkoła mieliśmy trudności żeby się widywać. Przeszkadzało mi to, chciałam widywać go częściej, potrzebowałam go, tak bardzo tęskniłam. On cały czas mnie pocieszał, mówił, że odbijemy to sobie po mojej maturze. Mimo że nie byliśmy ze sobą długo, planowaliśmy ślub za parę lat, oboje wiedzieliśmy, że chcemy spędzić ze sobą resztę życia. Jednak przez swoją głupotę zaczęłam mówić mu że to nie ma sensu, że nam się nie uda i na pewno byłby szczęśliwszy gdyby znalazł sobie dziewczynę, która mieszka blisko niego. Zapewniał mnie o swojej miłości, błagał żebym tak nie mówiła, bo to go rani. W końcu nie wytrzymał i powiedział, że zrywa. Powiedział, że był taki pewny co do swej przyszłości ze mną, ale rozburzyłam to wszystko swoimi słowami, że wszystko jest nadszarpnięte i chce zacząć od nowa, ale od bycia przyjaciółmi, bo mimo że cały czas coś do mnie czuje, nie potrafi teraz być ze mną, bo potrzebuje czasu. Wiem również, że w jego sercu pojawiło się uczucie do jego bliskiej przyjaciółki i pewnie byłby z nią, gdyby ona nie była już w związku. Mimo to o wiele częściej rozmawia z nią niż ze mną. Mimo że nalegał abyśmy nie zrywali kontaktu, bo wszystko może się zdarzyć, bo zna pary, które po roku do siebie wróciły, to co jest między nami teraz wydaje mi się za słabe aby mogło cokolwiek naprawić. Rozmawiamy rzadko, nie widujemy się przez brak czasu, dojazdu. Teraz dowiedziałam się że on rozmyśla nad wyjazdem z kraju. Boję się, że nigdy już go nie zobaczę. Chcę walczyć o niego! Chcę wszystko naprawić, tylko to daje mi siłę aby żyć. Gdy wyjedzie, nie wiem jak będzie wyglądać moje dalsze życie, nie wyobrażam sobie tego. Nie potrafię myśleć o maturze. Jedyne czego chcę to jego powrotu. Chcę nadal być jego dziewczyną, a w przyszłości żoną tak jak kiedyś tego chciał. Pragnę go całe życie uszczęśliwiać, tylko wtedy będę szczęśliwa. Bez niego nie widzę w życiu dalszego sensu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy z niską samooceną bardziej powinien walczyć mój chłopak, czy ja?

Witam serdecznie. Od półtorej roku jestem w związku z cudownym mężczyzną - Adamem. Z mojej strony to pierwszy związek, on ma za sobą 1 nieudany (trwał miesiąc, został zakończony przez jego dziewczynę - od początku był przegrany). Adam jest moim...

Witam serdecznie. Od półtorej roku jestem w związku z cudownym mężczyzną - Adamem. Z mojej strony to pierwszy związek, on ma za sobą 1 nieudany (trwał miesiąc, został zakończony przez jego dziewczynę - od początku był przegrany). Adam jest moim rówieśnikiem. Przybliżę jego osobowość: twardy mężczyzna z bardzo niskim poczuciem wartości, szukający miłości za wszelką cenę. Gdy go poznałam wydał mi się osobą o rozdartym wnętrzu; bardzo twardym, a jednocześnie o wysokiej wrażliwości. Nie chciałam z nim być, ponieważ wydawał się wyznawać zasadę: "byle jaka, byleby była" i myślałam, że jakakolwiek dziewczyna zechciałaby go, to byłby z nią w związku. Wiele razy go odtrącałam, tłumaczyłam, że nie możemy być razem (byłam też bardzo surowa dla siebie, bo cholernie się w nim zakochałam). Właściwie to jeden incydent spowodował, że jesteśmy razem, mianowicie koleżanka, która się w nim również zakochała postanowiła działać - wyznała mu miłość. On jednak zaskoczył mnie - odtrącił tę koleżankę mówiąc, że kocha tylko mnie i jeżeli ja z nim nie będę to już rezygnuje z miłości. Szczerze ucieszyło mnie to i oddaliło moje obawy przed tym, że jest kochliwy i zrani mnie w przyszłości, zostawiając dla innej. Stwierdziłam, że mogę zaryzykować i pokieruję się sercem. Kiedy poznałam rodziców ukochanego zaczęłam sensownie analizować i układać w całość jego charakter. Adam ma bardzo miłą i kochającą matkę, która wychowała swojego syna na dobrego chłopca, wrażliwego na krzywdę i szanującego kobiety przede wszystkim (tak też tłumaczyłam swoją zazdrość o inne kobiety, którym pomaga, rozmawia z nimi etc). Jego ojciec - przebojowy, luzacki, ale też znający umiar, szarmancki. Bardzo kocha syna, ale wyczuwam w ich relacji obustronną zazdrość - syna o przebojowość ojca, a ojca o uwagę matki dla syna. Ojciec też ma trochę żal, że syn nie jest taki jak on, ale jednocześnie to nie wyklucza jego miłości do syna. Charakter Adama był też kształtowany przez choroby jakie odbył w dzieciństwie (astma, kuracja sterydami co wpłynęło na tuszę, wyśmiewanie się przez rówieśników w dzieciństwie, do tego matka - hipochondryk). Dodam, że jest cholernie przystojny, jednak po kuracji został mu "brzuszek". Reszta ciała - ramiona szczególnie, ma pięknie wyrzeźbione. Tego niestety mój chłopak nie widzi. Ma bardzo niskie poczucie wartości. Od początku związku postanowiłam pomóc mu w uwierzeniu w siebie - wiem, że to wymaga dużo czasu, zresztą te 1,5 roku już przynosi efekty. Mówiłam mu, że jest cudowny, co mi się w nim podoba, walczę też z jego powagą. To co napisałam jest tylko analizą, w celu zrozumienia przez Pana/Panią mojej obecnej sytuacji. Po pół roku związku znalazłam w jego komórce SMSa do byłej dziewczyny: "może dostanę od Ciebie jakieś świntusze zdjęcia?". Mój świat w tym momencie legł w gruzach. Poczułam się cholernie zraniona, zhańbiona, zawstydzona... Zerwałam z nim i wpadłam w depresję. On również. Bardzo żałował że mnie tym skrzywdził, jednak tłumaczył się, że nie przypuszczał, że odbiorę to jako zdradę i nic go nie łączy z tą kobietą. Ze zranionym sercem dałam mu jeszcze jedną szansę. Po woli wszystko wróciło do normy, cieszyliśmy się wspaniałymi chwilami i było wszystko w porządku. Niedawno byłam na komputerze Adama i znalazłam w koszu zdjęcia jego byłej dziewczyny. Serce zaczęło mi walić jak młotem, nie mogłam złapać oddechu. Adam siedział za mną. Zamknęłam folder od razu i poszłam się do niego przytulić. Usłyszał moje bicie serca i zobaczył strach w oczach. Przytulił i zapytał czy chodzi mi o te zdjęcia z kosza. Kiwnęłam głową a on powiedział ze nie chce żadnych niedomówień i tu cytat: "gadam z nią jak z koleżanką. Tylko". Zdjęcia wysłała mu na komórkę, bo nie miała dostępu do komp, a on miał je wrzucić na portal społecznościowy. Tłumaczył, że to tylko pomoc... Ja odebrałam to jako kolejny zamach na nasz związek z jej strony. Z resztą Adam jest równie winny - po co w ogóle do niej pisał, wiedział przecież jak sprawa z ubiegłego roku mnie zraniła i jakie piętno odcisnęła na mojej psychice? Mój smutek przeradza się w złość, nie umiem nad tym zapanować, ciągle o tym myślę. Łzy same mi z oczu spływają na myśl o Tym. Widzę przecież jak bardzo Adam mnie kocha, ale dlaczego tak się zachował? Gdy chciałam sprawdzić jego reakcję na zerwanie związku (oczywiście nie chcę tego) znów się załamał. Zawsze powtarza, że chce dobrze, ale wychodzi źle, jest głupi itd. Dodam, że jestem osobą o słabej psychice i bezosobowym charakterze. Czasami wydaje mi się, że udając osobę silną, chcę pomóc Adamowi, który pewnie ma większe poczucie wartości niż ja. Byłam bita i lekceważona przez rodziców, którzy są mało inteligentni i czasami chcę wykrzyczeć im wszystkie błędy wychowawcze - a jest ich multum. Bardzo często analizuję rzeczywistość i ludzkie charaktery, a moja głowa nigdy nie odpoczywa od rozmyślania. Przykrywam się humorystycznym podejściem do życia, jednak w rzeczywistości jestem bardzo pokrzywdzona. Boję się, że z biegiem czasu oszaleję. Często miewam fobie a najgorsze jest to, że nie umiem odnaleźć własnego JA;(. Nie umiem powiedzieć czy ten list jest wołaniem o pomoc, czy po prostu chciałam z siebie wyrzucić coś co noszę w sercu od zawsze. W każdym razie dziękuję za uwagę. Nie oczekuję na odpowiedź, są ludzie z większymi problemami. Pozdrawiam i dziękuję za waszą pracę xyz

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co zrobić z chorobliwą zazdrością, nadużywaniem alkoholu i problemem z rodzicami mojego chłopaka?

Witam! Od prawie czterech lat jestem z moim chłopakiem. Dużo przez ten czas się wydarzyło, wiele razem przeszliśmy. I dodam, że trzy razy zrywaliśmy ze sobą. Zawsze powodem było to, że za dużo dzwonię do niego, sprawdzam go -...

Witam! Od prawie czterech lat jestem z moim chłopakiem. Dużo przez ten czas się wydarzyło, wiele razem przeszliśmy. I dodam, że trzy razy zrywaliśmy ze sobą. Zawsze powodem było to, że za dużo dzwonię do niego, sprawdzam go - wiem, że przesadzałam, ale... No właśnie, może zacznę od początku. Mój chłopak jest ode mnie 5 lat starszy, ja mam 22 lata. Gdy się poznaliśmy było super, dogadywaliśmy się i w ogóle. Problem zaczął się kiedy do mojego chłopaka zaczęła się odzywać jego była dziewczyna, z którą był dość długo, ale zerwali, bo go zdradzała. I ja bym nie miała nic przeciwko, że się kontaktują, gdyby nie to, że on ukrywał to przede mną, dzwonili do siebie, a on kłamał, że się nie kontaktują. No, ale kłamstwo ma zawsze krótkie nogi i wyszło na jaw jak kiedyś odebrałam jego telefon od niej. On, że mówił, że będę zła i dlatego nie chciał mi o tym powiedzieć itd. Po pewnym czasie jego była dziewczyna poznała nowego chłopaka i przestali się kontaktować. Tyle, że ja zaczęłam być zazdrosna, zaczęłam dzwonić kilka razy dziennie tylko po to, żeby sprawdzić co robi. Mało tego - sprawdzałam go często czy naprawdę, np. jak mówił, że jest w domu to tak jest. Rozmawialiśmy często na ten temat, obiecywałam, że przestanę, ale to było na krótko. Sytuacja się powtarzała, kiedy on wychodził gdzieś, a zaczął mnie okłamywać, że jest w domu a był z kolegami na piwie. On kłamał, a ja się nakręcałam i dzwoniłam. Potem jednak on coraz częściej zaczął wychodzić z kolegami i dużo pić. Zaczęłam się martwić, bo przez alkohol miał dużo problemów (i nie chodzi tu o konflikt z prawem) - bił się z kimś po pijaku, czasami był tak pijany, że masakra, zaczął się agresywnie zachowywać w stosunku do mnie (zaznaczam, że nigdy mnie nie uderzył, ale zaczął wyzywać). Starałam się mu pomóc, rozmawiać. W międzyczasie straciłam ojca, który był bardzo bliski mojemu chłopakowi. Było dobrze przez krótki czas, a potem znowu się zaczynało to samo. On pił czasami nawet codziennie, kłamał, ja dzwoniłam, kłóciliśmy się a potem ja za każdym razem go przyjmowałam do siebie. Jego rodzice zaczęli mieć do mnie jakieś pretensje, że to przeze mnie on się tak zachowuje i że jak pije i imprezuje to ja powinnam go rzucić, a nie tolerować to i jeszcze dzwoni do niego często. Tylko, że ja tego nie tolerowałam, ale co miała zrobić? Zostawić go z tym wszystkim samym? Ja taka nie potrafię być. Teraz jest już wszystko oki, mój chłopak nie pije, zdarzy mu się czasami wyjść z kolegami i coś wypić, ale nie jest to tak jak kiedyś codziennie i do upadłego. Pracuje, jest ok z jego rodzicami, oprócz tego, że oni nadal mnie nie tolerują po tamtych akcjach. Nie mam wstępu do niego do domu (chociaż tak naprawdę wszyscy oprócz jego rodziców uważają, że to ja mu pomogłam, bo byłam przy nim w ciężkich chwilach, chociaż mi nie było łatwo po stracie ojca, dodając, że mam problemy finansowe w domu.) Ale wytrwałam. Tylko nadal została zazdrość, a może to raczej obawa przed tym, że znowu zaczną się te same problemy, że to, że jego rodzice mnie nie akceptują zniszczy nasz związek? No i znowu zaczynam dzwonić często. Co mam robić. Ja po prostu się boje tego co było kiedyś :(.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Jak zatrzymać dziewczynę, która chce odejść?

Witam, Mam na imię Piotr, mam 28 lat, jestem ze swoją dziewczyną ok. 1 roku. W tym czasie wiele razem przeszliśmy, zaczynając od wspólnego zamieszkania, gdyż ona nie pochodzi z tego miasta, co ja, przez konsekwentne poszukiwania pracy dla niej,...

Witam, Mam na imię Piotr, mam 28 lat, jestem ze swoją dziewczyną ok. 1 roku. W tym czasie wiele razem przeszliśmy, zaczynając od wspólnego zamieszkania, gdyż ona nie pochodzi z tego miasta, co ja, przez konsekwentne poszukiwania pracy dla niej, a skończywszy na jej chorobie, która prawie nas rozdzieliła. Jednak udało się ją przezwyciężyć i na tym etapie bylibyśmy szczęśliwą parą. Bylibyśmy gdyby nie jeden fakt. Podejrzewam u siebie chorobliwą zazdrość, z którą walczę, od kiedy się znamy, a ona ciągle powraca i zwycięża. Mam tu na myśli problem z zaufaniem do mojej partnerki, ciągłe domysły i dziwne przeczucia, które ogarniają mnie od środka i żadne techniki nie są w stanie zmienić mojego myślenia. Faktem jest, że na samym początku tego związku partnerka oszukała mnie i od tamtej chwili, choćbym nie wiem jak się starał, w podobnych okolicznościach zapominam jak bardzo ją kocham i ona mnie. Emocje biorą górę. Zaczynają się kłótnie, podejrzenia, nawet oszczerstwa. Ostatnio nawet dopuściłem się szarpania mojej partnerki po jednym incydencie, który odkryłem przez przypadek. Mam tu na myśli dowody zdrady... czy moje odkrycie było faktycznie takowym dowodem? - nie wiem. Ona twierdzi, że mam obsesję. W chwili obecnej moja dziewczyna chce odejść. Zostawić wszystko, nad czym tak długo pracowaliśmy, staraliśmy się osiągnąć. Zwyczajnie chce ode mnie odejść i powrócić do domu rodzinnego na prawie drugi koniec kraju. Czuje się jak w koszmarze, z którego wiem, że się nigdy nie przebudzę. Chcę ją zatrzymać, walczę, bo ją kocham i wiem, że to rozstanie będzie dla nas obojga bardzo bolesne. Z drugiej strony, zakładając, że ona zostanie przy mnie, boję się sam siebie. Boję się, że nie dam rady opanować emocji w pewnych sytuacjach (komplementy przypadkowych facetów, sms od sąsiada, jej wyzywające ubrania do pracy czy znajomych). To bardzo sympatyczna i piękna kobieta. Podoba się mężczyznom i jest tego świadoma. Czasami mój brak zaufania nie opiera się tylko na „zdradzie”, ale również na niepewności, co ona do mnie czuje tak naprawdę. Często miała wątpliwości, co do naszego związku. Bywało, że potrzebowała przerw do przemyśleń. Jaki był powód tego? – nigdy się od niej nie dowiedziałem. Sytuacja w chwili obecnej jest słaba z racji tego, że ona obawia się, co będzie dalej, mówi, że "nie możemy być razem, że ma dość!" i ja ją rozumiem (moje zachowanie czasami). Tylko pytanie, co zrobić aby jednak została przy mnie, dała nam szansę i, przede wszystkim, jak zwalczyć to uczucie chorobliwej zazdrości?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak powiedzieć mężowi, że chcę się rozstać?

Witam, mam na imię Małgorzata, mam 29 lat. Z mężem jesteśmy 3 lata po ślubie i mamy 2,5-latnią córkę. Bardzo proszę przeczytać mój list do końca, bo byłam u psychologa, ale nie poradził mi więcej niż sama wiem. Proszę,...

Witam, mam na imię Małgorzata, mam 29 lat. Z mężem jesteśmy 3 lata po ślubie i mamy 2,5-latnią córkę. Bardzo proszę przeczytać mój list do końca, bo byłam u psychologa, ale nie poradził mi więcej niż sama wiem. Proszę, ponieważ nie stać mnie na prywatna wizytę. Kiedy wychodziłam za mąż byłam już w ciąży. Kilka miesięcy przed ślubem zmarł mój ojciec i mój mąż był praktycznie jedyną osobą, która wtedy była przy mnie. Kilka miesięcy wcześniej rozstałam się z mężczyzną, z którym byłam 3,5 roku i dość szybko poznałam swojego obecnego męża. Wiedziałam, że nie jest aniołem i ma dość trudny charakter, jednak był całkiem inny od mojego poprzedniego mężczyzny. Po ślubie wszystko układało się w miarę dobrze. Mój mąż pracuje jako budowlaniec, często go nie ma w domu, czasem wyjeżdża na kilka dni. Ja też pracuję w systemie dniówka 12 godzin, później noc 12 godzin i mam 3 dni wolnego, więc dużo czasu spędzam w domu. Sama zajmuję się domem, rachunkami, zakupami, pomagam czasem mężowi przy gołębiach (ponieważ hoduje gołębie), karmie je albo jeżdżę po jedzenie jeśli mąż nie ma na to czasu. W opiece nad dzieckiem pomaga mi czasem mama lub babcia. Mój mąż lubi często sobie coś wypić z kolegami. Rzecz w tym, że zdarza się to z reguły wtedy, kiedy ja idę w piątek bądź sobotę na noc do pracy. Kiedy natomiast mamy oboje wolny weekend i chciałabym, żebyśmy wyszli gdzieś razem, to on wtedy nie chce, bo tłumaczy, że jest zmęczony i chce odpocząć lub po prostu mu się nie chce. Ja czuję się jakby się mnie wstydził albo po prostu wolał wychodzić sam. Nie mamy wielu znajomych, bo nigdy na nic nie ma czasu. Kiedy w tygodniu mam wolny dzień i chcę gdzieś wyjść, czy sama czy z dzieckiem, czy nawet jeśli jest ten piątek czy sobota, to wtedy moja mama mówi mi, że nie zostanie z moją córką, ponieważ mam męża więc powinniśmy wychodzić razem. Skoro jednak on wychodzi sam, to chyba ja również nie powinnam rezygnować ze swoich znajomych. Myślę, że nie robię nic złego, gdyż często wychodzę do znajomych czy koleżanek z dzieckiem, i nie robię tego kosztem czasu z mężem, bo jego i tak nie ma w domu. Nie zaniedbuję domu i swoich obowiązków, często w przypadku tych gołębi jeszcze jemu pomagam. Nawet jak byłam w 8 miesiącu ciąży to wychodziłam na strych po drabinie, żeby je nakarmić, bo nie miał kto. Mój mąż potrafił znikać na cały weekend 2-3 dni i pic gdzieś z kolegami. Zdarzało się to już w czasie jak byłam w ciąży. Kiedy byłam w szpitalu kilka dni przed i po porodzie, mój mąż urządzał sobie tygodniowe pępkowe i zapomniał nawet, że ma przyjechać po nas do szpitala. Później przez jakiś czas było dobrze. Znów zaczęły się jego wybryki i wypady z kolegami. To się dzieje z przerwami i mój mąż nie potrafi zrozumieć o co mam do niego pretensje. Kiedy próbuję mu wytłumaczyć to zawsze mówi, że ma prawo wyjść z kolegami się napić, bo haruje jak wół, więc mu się należy. Ale mnie chyba też coś się należy? Kiedy mu tłumaczę, że po prostu się o niego martwię jak go nie ma tak długo, bo skoro narzeka ciągle, że się źle czuje, jest zmęczony itd. to dziwne byłoby się nie martwic jeśli nie ma go w domu całą noc, a ja siedzę z dzieckiem i czekam. Nie chce zmienić pracy, bo mamy trochę długów w banku, a twierdzi, że gdzie indziej tyle nie zarobi, chociaż po godzinach mógłby wtedy sobie dorabiać. Z powodu jego pracy, a często jest tak, że wychodzi rano i wraca ok. 22 - 23 a często i później już sama jego obecność zaczęła mi przeszkadzać. Nie mam ochoty na seks, kiedyś mąż mógł to robić dłużej, natomiast teraz niestety nie i nie czuję się zaspokojona. Poza tym po prostu nie mam ochoty na seks z moim mężem. On uważa, że wszystkie nasze problemy są przez to, ale ja nie. Coraz bardziej się od siebie oddalamy, nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Kiedy chciałabym z nim porozmawiać o naszych problemach, czy po prostu ogólnie, to albo mówi, że mu się nie chce, bo jest zmęczony, albo nie ma na to ochoty, a jeśli już do rozmowy dochodzi, to kończy się ona kłótnią. Jeśli chcę przedstawić mu swoje argumenty albo pokazać jakąś sprawę z innej strony to mówi, że to ja zawsze muszę mieć rację. Nie kocham go już i nie chcę z nim być. Nie wiem jak mu o tym powiedzieć, bo mąż nie chce iść na terapię małżeńską ani do psychologa. Kiedy ostatnio zepsuła nam się instalacja elektryczna w domu i musieliśmy robić remont, siedziałam w pokoju i płakałam, bo wszystko było praktycznie na mojej głowie. Przyjechała teściowa i pytała co się stało. Powiedziałam jej, że nie mam już siły, że nawet nie chodzi o ten remont, te długi tylko ogólnie, że w końcu się rozwiedziemy, bo nie mamy dla siebie czasu, że męża ciągle nie ma, ja muszę wszystkim zająć się sama, że coraz bardziej się od siebie oddalamy, nie rozmawiamy ze sobą i nawet ze sobą nie śpimy. Powiedziała mi, że już mi się znudziło, że jak to rozwód, to po co on ten remont robi, że moja szwagierka też ma źle, bo jej mąż też pracuje i nie ma go w domu, a ona ma 3 dzieci, a ja to przynajmniej mam pomoc od mamy i babci z moja córką. Ale czy to jest moja wina? Czy ja jej te dzieci zrobiłam? Czy to normalne być dalej nieszczęśliwą w związku pocieszając się tym, że inni mają gorzej? Przecież nie będę przez to czuć się lepiej i nie zacznę nagle z powrotem go kochać. W rodzinie też nie mam wsparcia, chociaż mieszkamy z mamą przez ścianę i wiele razy słyszała nasze awantury, jak mąż mi ubliżał, od dziwki, szmaty i innych, bo miałam do niego pretensje, ale jakbym nie "szczekała" do niego, to by nie było sprawy. Kiedyś przy mojej matce powiedział do mnie "wypier... kur..." i kiedy powiedziałam mamie kilka dni temu, że chcę się rozwieść to usłyszałam od niej, że jestem egoistką. Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie, bo gdyby tak było to wiele razy mąż mi ubliżał (nigdy mnie nie uderzył, ale ostatnim razem złapał mnie za twarz, no ale nie uderzył, bo dostał jakiegoś szału, że naprawdę wolałam przestać "szczekać", gdyż powiedziałam mu, że nie życzę sobie kiedy jestem w pracy, żeby szlajał się po barach i przesiadywał z jakimiś babami czy nie wiadomo z kim, a on mi odparł, że to była jego koleżanka a ja jestem pojeb... szmatą), to miałam wiele okazji, żeby mu powiedzieć, żeby się wyprowadził, bo żadna normalna kobieta by sobie nie pozwoliła na takie epitety. Za każdym razem miałam nadzieję, że coś się zmieni... Teraz może rzadziej wychodzi z kolegami, bo dłużej pracuje i po prostu nie ma to czasu. Ale zdarza mu się, a ja nie będę siedzieć cicho kiedy wróci pijany, bo nie odpowiada mi to i chcę, żeby o tym wiedział. Ostatnio też powiedział mi, że wiedziałam, jaki jest i że pewnie chce się rozwieść, bo ciągle od niedawna o tym mówię. Więc mu powiedziałam, że wolałabym tego nie robić, ale jakoś trzeba tę sytuacje rozwiązać, bo sam widzi co się dzieje. Na koniec rozmowy usłyszałam, że przeze mnie dziecko nie może się wyspać, bo jak wraca z pracy to córka nie daje mu spokoju, a ja ciągle coś mówię i że nauczyłam ją "dziadostwa" i spania z nami w łóżku. Ale on nie wstawał po 5 razy w nocy do niej kiedy było trzeba. A i kiedy mam mówić, jak po całych dniach jest w pracy? Wierzę mu, że jest zmęczony i nie dziwię się, że może nie mieć na coś ochoty, ale jak idę w piątek na noc, czy w sobotę, to już mu zmęczenie mija. Córka się do niego garnie, bo rzadko go widzi, więc za nim tęskni. Jest za mała żeby zrozumieć, że tatuś jest zmęczony. Ja rozumiem, ale też mnie to męczy, bo i tak wielokrotnie czuję się jakbym była sama. Nie dodaję mu więcej obowiązków niż ma. Nie musi sprzątać, gotować, czy wynosić śmieci. Wszystko robię sama. Nawet w niedzielę na spacer idę z małą sama, bo jemu się nie chce. Boję się mu powiedzieć, że nie chcę z nim być bo jest mi go żal. Boje się, że zacznie pić i nawet o tych cholernych gołębiach myślę, co z nimi zrobi jak się wyprowadzi, ponieważ mieszka u mnie. Wyremontowaliśmy ten dom po moim wujku razem. Boję się reakcji teściowej. Boję się, że będę musiała go spłacać, albo nie wiem co jeszcze. Nie chciałabym rozstawać się z nim w nienawiści. Boję się, że on powie "Co, źle ci jest? Daję ci pieniądze, haruje jak wół po całych dniach a tobie źle". Nie mam wsparcia nawet u mamy. Wielu znajomych, czy koleżanki, które mam rozumieją mnie lepiej niż rodzina. Wiele razy widzieli jak się zachowuje mój mąż. Nie potrafię tak żyć, chodzę smutna, nic mnie nie cieszy prócz dziecka. Cały czas myślę co mam zrobić, czy ciągnąć to dalej i być nieszczęśliwą, udawać, że wszystko w porządku, tylko po to, żeby inni byli zadowoleni? Ja wiem, że po rozwodzie jest trudno, jest mniej pieniędzy przede wszystkim. Ale jeśli będę myśleć o tych wszystkich rzeczach to będę w tym tkwić i będę nieszczęśliwa. Nie chce zdradzić męża z innym mężczyzną, bo chciałabym być uczciwa w stosunku do niego. A może to ze mną jest coś nie tak? Może to powinno tak być? Nie chcę być nerwowa, bo boję się, żeby później ewentualnie w sądzie nie obrócił ktoś tego przeciw mnie. Nie chcę też skrzywdzić męża, ale przeważnie rozwód i krzywdzenie idą ze sobą w parze. To nie jest tak, jak myśli moja babcia czy ciocia, że koleżanki mnie namawiają, ale one nie żyją ze mną, nie przebywają ze mną 24 godz na dobę, nie wiedza co czuję, że jest mi źle. Chociaż często o tym mówię, często widza jak płaczę. Mówią "nie kłóć się z nim przeproście się", ale za co ja mam go przepraszać? „Powinnaś o niego zadbać, bo tak schudł, po całych dniach go nie ma” - no właśnie jak, skoro po całych dniach go nie ma, a jak wraca to już w drzwiach widać, że jest zmęczony i od razu to zaznacza? "Powinnaś iść z nim do lekarza" - mówią - ale skoro nie chce? Wiele razy go prosiłam, żeby zrobił badania. Ale twierdzi, że będzie zdrowy dokąd nie pójdzie, bo zaraz mu coś wynajdą. A co on jest małym chłopcem, którego można wsadzić do auta w fotelik i zawieźć? Przecież jest dorosły, ma 33 lata. Już mu powiedziałam, że skoro nie myśli ani o sobie ani o mnie to niech chociaż o dziecku pomyśli. Uważam, że jestem raczej mądrą i zaradną osobą, mam własne zdanie i gdyby było mi dobrze to bez powodu nie chciałabym tego robić. To nie jest tak, że nagle mi się odwidziało, to trwało od końcówki ciąży do teraz i kiedyś musiało wybuchnąć. Myślę, że jest to spowodowane tym, że nie przebywamy ze sobą, że mąż wiele razy ubliżał mi bez powodu, a na drugi dzień chodził i się przymilał i uśmieszki - i co ja, mam być niby zadowolona i usatysfakcjonowana, że wrócił? I że przecież on mnie kocha i przeprasza, a za jakiś czas to samo? Spokój, spokój i nie wiadomo kiedy mu co do głowy strzeli. Ale mówienie do żony „ty kur...” czy co innego, nawet w nerwach - to chyba nie wypada. Raz było lepiej raz gorzej. Ale ja go już nie kocham. Lubie go, jest ojcem mojego wspaniałego dziecka. Czasem wolałabym, żeby cały czas było źle, żeby mi naubliżał i nawet uderzył, bo wtedy miałabym pretekst, żeby mu powiedzieć, żeby coś się stało, cokolwiek. Mój mąż zawsze tłumaczy wszystko nerwami. Ubliżył mi, bo ma nerwy, bo nie uprawiamy seksu, kłócimy się też z tego powodu. Ale to nie jest tak. Mój ojciec był wspaniały i dla mnie i dla mamy. Zawsze jej pomagał, zawsze można było na niego liczyć. W ogóle nie przeklinał nie wspominając już o obraźliwym słowie w strony mamy, czy mojej i brata. Dlatego tak mi przykro, że moja własna matka nie potrafi mnie zrozumieć, bo powinnam myśleć o sobie i dziecku. Chyba właśnie to robię, skoro sobie na to wszystko pozwalam. Nie wiem czy dla dziecka to lepsze, kiedy będzie większa, to będzie zauważać, że nie rozmawiamy, że jest jakieś dziwne napięcie i nerwy, że się kłócimy. Jak mam wytłumaczyć mężowi i całemu światu, że lepiej będzie dla wszystkich jeśli się rozstaniemy? W moim przypadku nic się nie zmieni, mój mąż jest uparty, o żadnej terapii nie ma mowy, bo nie chodzi nawet do lekarza rodzinnego. Powiedział, że to ja powinnam się leczyć na nerwy. Ale przecież ja nie mam ich bez powodu. Nie zacznę nagle go kochać jak kiedyś. Kiedy wychodziłam za mąż, miałam nadzieję, że zawsze będziemy razem, pewnie jak każdy kto bierze ślub. Po prostu nie chcę z nim już być. Proszę o pomoc, jak mam to zrobić, jak mu powiedzieć, jak się uwolnić? Nie chcę tak dalej żyć... Z poważaniem, Małgorzata

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak powinien zachowywać się partner w zwiazku na odległość?

Witam! Mam 25 lat, mój partner – 30. Jesteśmy w związku na odległość, dzieli nas ok. 300 km. Nie chciałam zaczynać kolejnego związku na odległość, bo to już trzeci z kolei. Nie, nie czerpię z takich związków satysfakcji. Po...

Witam! Mam 25 lat, mój partner – 30. Jesteśmy w związku na odległość, dzieli nas ok. 300 km. Nie chciałam zaczynać kolejnego związku na odległość, bo to już trzeci z kolei. Nie, nie czerpię z takich związków satysfakcji. Po prostu zauważam, że osoba z którą mam do czynienia, jest osobą interesującą, a potem wszystko zaczyna toczyć się w kierunku kolejnego „nienormalnego” związku. Tak i teraz. On – tam, ta – tu. Praktycznie nie pisze sms-ów i nie dzwoni prawie w ogóle. Najwyżej kilka słów na gg. I to nie każdego dnia. Czasami potrafi podczas niedługiej przerwy na gg, wyłączyć się bez pożegnania. Czy to jest normalne zachowanie wobec mnie? Męczy mnie to, ponieważ będąc w poprzednim związku ze swoim ex pisaliśmy do siebie po kilka godz. dziennie, smsowaliśmy (kiedy każdy w pracy), rozmawialiśmy na skype. Wiedziałam i czułam, że jest obok, mimo że był tak daleko. Z obecnym partnerem jest zupełnie na odwrót. Czuję, że jest obok tylko wtedy, kiedy rzeczywiście jest. Mówi (czasami), że mnie bardzo lubi. Ale trudno w to uwierzyć, jeżeli dziennie nie znajduje się dla osoby, na której Ci zależy 3 minuty, żeby napisać zwykłego sms-a, czy po prostu zadzwonić, zapytać się „co słychać?”, nie tkwiąc na gg. Czy to tak wiele? Osobiście nie dzwonię do niego sama, przyjmując jego strategię. Mam wręcz wewnętrzny lęk telefonowania do niego (a może w czymś przeszkodzę? a może akurat z kolegą rozmawia?). Jest to nienormalna rzecz – bać się zadzwonić do swojego partnera. Ale niestety takie odczucia on we mnie wytwarza. Wydawało by się, 30 lat – dorosły facet, powinien być poukładany i wiedzieć jakie jest postępowanie godne pochwały (nie tylko mojej). Byłam chora, przez 2 dni leżałam w łóżku z gorączką. Nie pisałam mu o tym na gg, bo był zapracowany, nie chciałam marudzić. Na trzeci dzień powiedziałam. Nawet nie zapytał, jak się czuję… W chwili obecnej już trzeci dzień ze sobą nie rozmawiamy, bo jestem na niego obrażona za taki brak troski, a on nawet nie raczy zadzwonić i zapytać, co się dzieje. Przykro, boli, czuję, że to jest coś toksycznego. Nie chcę w tym tkwić, ale trzyma mnie myśl, że ta osoba przy mnie jest jakby zupełnie inna: maślane oczy, czułe słówka. Ale na ile są one prawdą? Przecież tam, u siebie, on może mieć w ogóle drugie życie, o jakim ja nie będę miała zielonego pojęcia! I jak w te czułe słówka można wierzyć, jeżeli wyjeżdżając, zostawia mi kilka słów w ciągu tygodnia na gg?? Nie rozumiem, po co mnie przy sobie trzyma? Przecież może sobie kogoś znaleźć na miejscu, nie tracąc pieniędzy na dojazdy. Czy może to taka jego odskocznia od rzeczywistości? Od tych problemów, które są w rodzinnym mieście? Czy może po prostu mną bawi się? Nie znajduję odpowiedzi na swoje pytania, dlatego piszę tu i proszę o radę. Z góry Bardzo wdzięczna!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy to już czas żeby zakończyć ten związek?

Jestem z chłopakiem 3 lata, oboje mamy 20 lat. Zaczęliśmy jako gówniarze i popełniliśmy wiele błędów w naszym związku, poczynając od wyzwisk aż do zdrady, obustronnej. 1,5 roku temu wszystko się zmieniło, zaczęliśmy jakby nowy etap, wszystko już się...

Jestem z chłopakiem 3 lata, oboje mamy 20 lat. Zaczęliśmy jako gówniarze i popełniliśmy wiele błędów w naszym związku, poczynając od wyzwisk aż do zdrady, obustronnej. 1,5 roku temu wszystko się zmieniło, zaczęliśmy jakby nowy etap, wszystko już się układało i przyznam, że oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Potem wyjechałam na studia, zaczęła się obsesja zdrady, zakazy i ograniczenia, jednak wszystko to znosiłam, bo uznałam, że miłość wszystko wybaczy. Od miesiąca jest totalna masakra... Nie możemy się w niczym dogadać, parę dni temu pocałował się z inną dziewczyną, przymknęłam na to oko, bo mieliśmy już podpisaną umowę na nowe mieszkanie... Pomysł z mieszkaniem miał na celu ratowanie naszego związku. Jednak nie wyszło, zwolnili go z pracy i musieliśmy zrezygnować z naszego lokum. Wpadłam w szał, płakałam, trzęsłam się i obwiniałam cały świat, a najbardziej jego za to, że nie spełni się moje marzenie. Po tej sytuacji zostawił mnie... Powiedział, że jest już zmęczony, że już od dłuższego czasu nam nie wychodzi i najwidoczniej "nie jesteśmy sobie pisani". A ja? Co mam zrobić? Nie chcę Go stracić! Planowałam z nim całe życie, ale z drugiej strony wiem, że ma rację, tego się już nie da uratować. Jak idiotka wypisuję do niego, proszę o szanse, a On nawet nie odpisuje... Jak mam zacisnąć zęby i nie poniżać się bezskutecznie? Tak strasznie mi go brakuje...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy wrócić do dobrej pracy, czy zostać z chłopakiem i bez pieniędzy?

Witam, Skończyłam studia (dwa kierunki), jestem młoda i chcę być szczęśliwa. Od 3 lat jestem w stałym związku. Po skończeniu studiów dostałam pracę w innym mieście (w tym w którym się wychowałam i mam rodzinę) niż to, w którym...

Witam, Skończyłam studia (dwa kierunki), jestem młoda i chcę być szczęśliwa. Od 3 lat jestem w stałym związku. Po skończeniu studiów dostałam pracę w innym mieście (w tym w którym się wychowałam i mam rodzinę) niż to, w którym studiuje i mieszka mój chłopak. Przez rok trwaliśmy w związku na odległość, a ja weekend w weekend pokonywałam prawie 300 kilometrów by się z nim spotkać. On przyjechał może ze dwa razy. Po roku zrezygnowałam z pracy, która dawała mi ogromną satysfakcję, ponieważ chcieliśmy być razem, ale on nie był gotowy przenieść się do miasta w którym ja pracowałam (uzasadniał to studiami). W nowym mieście nie mam rodziny ani przyjaciół. Nie sądziłam że o pracę w nowym mieście będzie tak trudno, a ponieważ chciałam mieć ubezpieczenie postanowiłam założyć własną firmę. On zrezygnował z pracy twierdząc, że w tej firmie będzie mi pomagał. Koniec końców, ja zasuwam wieczorami, a on całymi dniami siedzi w domu i gra na komputerze. Wielokrotnie rozmawialiśmy na temat tego, by poszukał sobie pracy, ale zawsze kończy się kłótnią. On twierdzi, że marudzę, że nie umieramy z głodu i nie będzie szedł do pierwszej lepszej pracy. Efekt jest tego taki, że stać nas tylko na to by opłacić rachunki związane z firmą, mój ZUS i rachunki za telefon. Jesteśmy tak na prawdę na utrzymaniu jego mamy i babci. Jemu to nie przeszkadza a ja mam dość tej sytuacji. Nie wychodzimy z domu, bo nie mamy pieniędzy nawet na kino, ograniczam swoje potrzeby do niezbędnego minimum, o wakacjach możemy pomarzyć. Na święta nie pojechaliśmy do mojej rodziny, bo nie mieliśmy pieniędzy na paliwo i prezenty. Jest mi wstyd. Z dnia na dzień czuję się coraz gorzej, co wieczór płaczę, jestem zła na niego i na siebie, brakuje mi siły i motywacji, cierpi na tym nasz związek i intymność. Nie mam ochoty na seks. Jest mi przykro. Ostatnio dostałam propozycję powrotu do pracy w tamtym mieście, za dwa razy lepsze wynagrodzenie. Wiem, że jeśli przyjmę ta ofertę to koniec z nami. On powiedział, że ze mną tam nie pojedzie i że jeśli ja tam pojadę to bardzo go skrzywdzę. Powiedział też, że coś sobie wtedy zrobi. Wiem, że jeśli tu zostanę będzie ze mną jeszcze gorzej. Szukam wyjścia z tej sytuacji. Czy walczyć o nasz związek, czy robić wszystko by odzyskać siły, samemu stanąć na nogi i się usamodzielnić, uniezależnić? Czy jest jeszcze o co walczyć?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Zakochałam się w dziewczynie, co zrobić?

Witam, Mam 18 lat i jestem dziewczyną. Ciężko mi o tym pisać, ale postanowiłam to zrobić, może uda się Państwu mi pomóc. Zakochałam się w dziewczynie, trwa to już prawie 3 lata i nie wiem co mam zrobić. Nie jestem...

Witam, Mam 18 lat i jestem dziewczyną. Ciężko mi o tym pisać, ale postanowiłam to zrobić, może uda się Państwu mi pomóc. Zakochałam się w dziewczynie, trwa to już prawie 3 lata i nie wiem co mam zrobić. Nie jestem osobą homoseksualną, nigdy nie pociągały mnie dziewczyny, aż do momentu gdy ją ujrzałam. Jest piękna, wręcz idealna, ma coś co przyciąga moją uwagę, ma coś, przez co oszalałam na jej punkcie. Od tamtej pory cały czas o niej myślałam, robiłam wszystko, aby jak najwięcej się o niej dowiedzieć. Jednak zawsze zapominałam, a raczej przechodziło mi moje uczucie na jakiś czas, zapominałam o jej istnieniu, ale to zawsze wracało i tym razem też wróciło. Od grudnia strasznie się mecze. Ciągle o niej myślę, 24 godziny na dobę, nie mogę się na niczym skupić, zachowuje się jak typowa zakochana dziewczyna, ale zakochana w dziewczynie. Przez to też obecnie mam problemy w szkole, bo przestałam się przykładać, nie mam chęci, ani motywacji. W szkole myślę tylko o niej, to samo po szkole. Ciągle mam nadzieję, że ją gdzieś w mieście zobaczę, albo np. w autobusie. W styczniu napisałam do niej wiadomość na GG, napisałam jej, że się w niej zakochałam, o dziwo była dla mnie bardzo miła, rozmawiała ze mną, ale co z tego. Moim marzeniem jest się z nią spotkać, poznać ją bliżej, ale ja wiem, że to niemożliwe, co dobija mnie jeszcze bardziej. Moje uczucie naprawdę mnie dobija, ciągle jestem smutna, nie mam na nic ochoty, chce mi się płakać, kompletnie nie wiem co mam robić, jestem bezradna, bo wiem, że moje uczucie nie minie, tym razem nie zapomnę i wiem, że nic nie zrobię, aby ten problem rozwiązać, bo jestem też przekonana, że tego problemu nie da się rozwiązać. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Znaczy dla mnie jest jedno wyjście. Samobójstwo. To nie jest zauroczenie, fascynacja, ja naprawdę jestem w niej zakochana (nieszczęśliwie zakochana) i wiem, że ją kocham. Po prostu to wiem, czuję to. I to uczucie, którym ją darze jest niesamowicie ogromne, aż sama nie mogę w to uwierzyć, czasami nawet siebie za to nienawidzę. Także wiem, że nigdy nie będę kochała tam samo chłopaka i nigdy nie będę tak samo zakochana w chłopaku jak w niej, to jest po prostu niemożliwe. Nawet jeśli poznam jakiegoś fajnego chłopaka to po czasie i tak się wycofuje, unikam, robię wszystko, aby więcej z nim nie rozmawiać. Naprawdę nie wiem co mam zrobić, jak mam to rozwiązać, jestem załamana, mam depresję, w nocy ciągle płacze, nie jestem tą samą osobą co wcześniej, czyli wiecznie uśmiechniętą, kochającą życie dziewczyną. Przez to wiele rzeczy się zmieniło, kłócę się z przyjaciółkami, które próbują mi pomóc, mówię rzeczy, których nie powinnam mówić, myślę o samobójstwie coraz częściej. I wiem, że jeżeli nic z tym nie zrobię to w końcu dojdzie do najgorszego. Ta dziewczyna wie tylko, że się w niej kocham, ale nie wie tego jak bardzo się w niej kocham i że ją kocham i że przez to mam takie problemy. Nigdy nie byłam u psychologa, mimo iż wiele razy chciałam iść i moje przyjaciółki mówiły, że powinnam spotkać się z psychologiem, ale czy taka rozmowa coś by mi dała? Bo ja wiem, że nie. Pewnie taki psycholog mówiłby rzeczy, których ja się spodziewam i które nic by nie dały, które tylko jeszcze bardziej by dobiły.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić, by do mnie wróciła, bo już dalej tak nie mogę?

Harald, mam 33 lat. Byłem z moją dziewczyną pół roku, bardzo się kochaliśmy, aż ona zaczęła pić tak bardzo, że musiała się leczyć w zakładzie zamkniętym też miała problemy z depresją, wyleczyła się z tego i teraz już nie pije....

Harald, mam 33 lat. Byłem z moją dziewczyną pół roku, bardzo się kochaliśmy, aż ona zaczęła pić tak bardzo, że musiała się leczyć w zakładzie zamkniętym też miała problemy z depresją, wyleczyła się z tego i teraz już nie pije. Ale teraz już mnie nie kocha, bo było to tylko zauroczenie, ale ja się w niej bardzo zakochałem, nigdy nie było żadnej kłótni. Teraz ja mam depresję, bo nie chce mi się żyć, nie mogę spać. Nie mogę bez niej żyć, bardzo mi jej brakuje. Czy mam jej dać spokój? Nie chce innej! Pomocy!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy każdy, kto został zdradzony, tak ja jak teraz ma ochotę ranić?

Witam, Postanowiłem napisać do was, ponieważ nie wiem czy powinienem iść do psychologa z moim problemem. Ciężko mi sprecyzować co mi dolega, dlatego też opiszę moją sytuację. Mam 21 lat, pochodzę z Warszawy, studiuję na wymarzonym kierunku i mam wspaniałą...

Witam, Postanowiłem napisać do was, ponieważ nie wiem czy powinienem iść do psychologa z moim problemem. Ciężko mi sprecyzować co mi dolega, dlatego też opiszę moją sytuację. Mam 21 lat, pochodzę z Warszawy, studiuję na wymarzonym kierunku i mam wspaniałą dziewczynę. Problem polega na tym, iż mimo wszystko jestem bardzo nieszczęśliwy, to co widzą ludzie z zewnątrz niekoniecznie jest prawdą. Na zewnątrz jestem wesoły, popularny, a w gruncie rzeczy jestem bardzo smutną osobą. Mój problem polega na tym, że odczuwam niezrozumiałą przyjemność ze zrywania znajomości, tak samo z moją dziewczyną, mimo że jest nam razem bardzo dobrze to chce z nią zerwać. Nie potrafię tego zrozumieć, pojawiło się to u mnie ok rok temu. Wcześniej zostałem zdradzony przez dziewczynę, oraz zmieszany z błotem przez przyjaciela. Nie wiem co robić, nie potrafię dalej udawać a z drugiej strony wiem, że ludzie nie zaakceptują z dnia na dzień, że nie zabawiam ich non stop żartami. Czasami mam ochotę kogoś skrzywdzić psychicznie, nie wiem dlaczego, nigdy tego nie robię, ale pławię się w myślach o tym. Potem przychodzi ból związany z tym, że wiem, że jestem dziwny, chory. Nie mam z kim porozmawiać o problemach, bo wiem, że nikt nie zrozumie. Wydaje mi się że zaplątałem się w sieci kłamstw i gry. W życiu nauczyłem się grać, nie okazywać uczuć, teraz gdy zaszło to tak daleko, jestem w miejscu, w którym nie powinno mnie być, z nieodpowiednimi ludźmi. Nie wiem co robić, iść do lekarza czy może ulżyć sobie wreszcie raz chociaż i zerwać?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy warto dać mu jeszcze jedną, ostatnią szansę?

Byłam z chłopakiem prawie 3,5 roku. Od pół roku mieszkaliśmy razem. Parę dni temu z nim zerwałam, wyprowadziłam się do mamy. Był nerwowy, zdarzało mu się podnosić na mnie rękę a później przepraszać i zapewniać, iż się to więcej...

Byłam z chłopakiem prawie 3,5 roku. Od pół roku mieszkaliśmy razem. Parę dni temu z nim zerwałam, wyprowadziłam się do mamy. Był nerwowy, zdarzało mu się podnosić na mnie rękę a później przepraszać i zapewniać, iż się to więcej nie powtórzy, jednak mimo wszystko były to słowa rzucane na wiatr. Co weekend koledzy i alkohol. Teraz prosi bym wróciła. Mimo tych krzywd które mi wyrządził, kocham go i chciałabym dać mu ostatnią szansę, jednak moim warunkiem była m.in. wizyta u psychologa, co możne nie być takie proste, gdyż mieszkamy w Anglii, a do najbliższego specjalisty jest kawałek drogi. Myślę jednak, że jeśli mu zależy, zgodzi się i na to, mimo iż teraz nie jest przekonany do mojego pomysłu. Same tabletki na uspokojenie mu nie pomogą, a ja już sama nie wiem co mam zrobić, walczyć o tę miłość, czy odpuścić, przeboleć i może wtedy zrozumie, co to jest szacunek do drugiej osoby? Proszę o jakąś poradę. Dodam jeszcze, że moja mama (ku mojemu nieszczęściu) wie o pewnych sytuacjach jakie miały miejsce miedzy nami i nie byłaby zachwycona faktem, że chciałabym do niego wrócić. Zdaje mi się, że to by była walka z wiatrakami...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy mój były chłopak miał depresję i dlatego odszedł?

Witam! Byłam z chłopakiem 3 lata. Kochaliśmy się bardzo, co było też bardzo widoczne w jego zachowaniu zawsze i wszędzie. Po dwóch latach wyjechał na pół roku za granicę, niesamowicie tęsknił. Potem, gdy wrócił, zamieszkaliśmy razem. Wiem, że nie mógł...

Witam! Byłam z chłopakiem 3 lata. Kochaliśmy się bardzo, co było też bardzo widoczne w jego zachowaniu zawsze i wszędzie. Po dwóch latach wyjechał na pół roku za granicę, niesamowicie tęsknił. Potem, gdy wrócił, zamieszkaliśmy razem. Wiem, że nie mógł się tego doczekać i bardzo się cieszył, że będziemy w końcu blisko siebie, gdyż przedtem mieszkaliśmy w dwóch różnych miastach. Gdy wrócił z pracy zarobkowej z zagranicy, a w zasadzie jeszcze tam, zaczęły się jego problemy ze studiami. Nie będę opisywała tego szczegółowo, ale zamiast pisać magisterkę został cofnięty na licencjat. Wiem, że było to dla niego nie lada porażką, co mnie zresztą nie dziwi, ale jakoś fakt, że jest ze mną mimo wszystko podnosił go na duchu. Zastanawiał się nawet, czy po zdaniu licencjatu nie rozpocząć studiów magisterskich na moim kierunku, w mieście, gdzie potem razem zamieszkaliśmy. No właśnie i tak więc zamieszkaliśmy razem, wszystko było super, oprócz jego sytuacji z studiami, bo nie miał ich rzecz jasna ukończonych, a był już zobowiązany do spłacania kredytu studenckiego. Kiedy kasa się już kończyła na szczęście znalazł pracę. Może nie super opłacalną, ale chociaż trochę robił to, co lubił no i starczało na utrzymanie się. Aczkolwiek często musiał pracować po nocach w domu żeby wyrobić się z projektami. Teraz z perspektywy czasu wydaje mi się, że im dłużej pracował tym bardziej rozdrażniony się stawał. Musiał spać tyle i tyle godzin po południu, a w nocy zazwyczaj pracował przed komputerem. Na wspólne wyjścia zazwyczaj brakowało czasu, a w weekendy chęci. Często zarówno z mojej jak i jego strony. Nadszedł czerwiec, termin pierwszego podejścia na jego obronę. Muszę tu dodać, że uczelnię miał w innym mieście. W każdym razie nie podszedł do egzaminu, w pracy oszukał, że zwyczajnie nie zdał. Nadeszły wakacje, wspólna wycieczka autostopem po Europie - było bosko i tak też twierdził, mimo tego, że może niewiele zobaczyliśmy, bo jemu kończył się urlop. Po naszej wycieczce ja zostałam u rodziców on zaś pojechał do naszego mieszkania, do innego miasta, bo musiał pracować. We wrześniu - kolejny termin egzaminu lic. - nie podszedł. Wiem, że starał się uczyć, bo notatki zawsze leżały na stole, kiedy go czasami odwiedzałam. Pewnego wrześniowego dnia wpadłam z niezapowiedzianą wizytą do naszego wspólnego mieszkania i ujrzałam ogromny worek z butelkami po alkoholu. Oczywiście gdy wrócił pokłóciliśmy się o to, już nawet nie wiem co powiedział mi na usprawiedliwienie, ale wystarczył mi fakt, że kiedyś opowiadał mi o tym, że studiując jeszcze w innym mieście i mieszkając gdzieś na stancji załamał się psychicznie co też doprowadziło do picia alkoholu w dużych ilościach. Wybaczyłam. Potem był jakiś dziwny mówił, że go nie inspiruję, że musimy coś zrobić. Siostrze mówił, że chętnie rzuciłby obecną pracę i wyjechał za granicę znowu popracować trochę fizycznie (chociaż wiem jak bardzo tam cierpiał). Czułam, że coś jest nie tak, chociaż będąc jeszcze u rodziców słyszałam przez telefon jak bardzo za mną tęskni, jak bardzo potrzebuje mnie i kocha. Pewnego dnia przyjechała, przyznał się, że znów, po trzech latach zaczął palić, jakoś mnie to nie zdziwiło i stwierdziłam, że okej, póki nie czuję smrodu, ale mam nadzieję, że wróci po rozum do głowy. To było pod koniec września. W październiku wróciłam na studia i do naszego mieszkania. Nie mieliśmy przez kolejny tydzień zbyt wiele czasu dla siebie, gdyż miał dużo pracy i musiał być poza domem. Nie wiem co, ale coś nie dawało mi spokoju. Pewnego wieczoru rozpoczęłam rozmowę. Ciężko mi było cokolwiek z niego wyciągnąć. Ale w końcu z łzami w oczach stwierdził, że może potrzebuje przerwy, że sam nie wie, że nie jestem mu obojętna. Wiadomo, rozpłakałam się, on mnie pocieszał. Na następny dzień nie byłam w stanie pójść na wykłady, a on wieczorem nie wracał. Pojechałam więc nocować u koleżanek. Wracając kolejnego dnia go nie zastałam wieczorem siedziałam czekając na niego, wiedziałam, że chyba planował pójść do kolegi. W końcu, gdy położyłam się spać wrócił śmierdzący alkoholem i bez słowa położył się obok mnie, płakałam po cichu chyba przez pół nocy. Rano kiedy błagałam o jakąś rozmowę, szansę, cokolwiek był zimny i oschły, miałam wrażenie jakby w czasie wizyty u kumpla się uodpornił, aczkolwiek raczej nie zwierzał się ze swoich problemów, bo nigdy tego nie robił. W każdym razie stwierdził, że już znalazł pokój do wynajęcia, że nie przypomina sobie, żeby dwa dni temu mówił mi, że mu na mnie zależy i że nie ma czasu i musi iść. Zapłakana zostałam sama w mieszkaniu. Pierwszy raz od trzech lat takiego go poznałam Zbierając się jakoś pojechałam na weekend do rodziców. W tym czasie pisałam do niego, że jak chce możemy się zamienić pokojami z siostrą, która z nami mieszkała, ale on zimno twierdził, że mu dobrze z jego decyzją. Kiedy powiedziałam mu, że ostatnio czuł silną potrzebę zmiany czegoś, a że pracy nie mógł zmienić, miejsca zamieszkania też nie, więc odrzucił mnie i teraz stwarza sobie iluzję nowego życia odparł, że być może mam rację. Mówił mi też, że chyba nie zdąży zabrać ze sobą wszystkich rzeczy, że zajmie mu ta przeprowadzka jakiś czas. Ja w chwili złości rzekłam, że skoro się wyprowadza to ma to zrobić w ciągu jednego dnia. Jakoś mu się to udało. Gdy wróciłam nie było po nim śladu. Od tego czasu minęły już 4 miesiące. Wiele razy prosiłam, błagałam go o spotkanie o szansę, popadłam w tym czasie w depresję. Bez pomocy siostry i mamy nie wiem czy dałabym radę. Teraz jest sesja, ciężko mi, ale jakoś sobie radzę, chociaż nie ma dnia kiedy bym za nim nie płakała. Jednak najgorsze jest to, że się o niego martwię. Wiem o tym, że odkąd się wyprowadził zaczął się udzielać społecznie, zaczął chodzić na treningi, próby, spotyka się ze znajomymi, chociaż nigdy przecież mu tego nie broniłam, ba, nawet namawiałam go do tego i mówiłam, żeby czasem gdzieś wyszedł zamiast siedzieć w domu. Ale jemu najwidoczniej było dobrze przy mnie i nie raz wolał spędzić wieczór ze mną niż z znajomymi. Tym bardziej szokiem jest dla mnie to rozstanie, że potoczył się do z dnia na dzień. Nie wiem jak mówiłam martwię się o niego, gdyż uważam, że nie była to decyzja prawdziwa ze względu na to jego załamanie po nie podejściu do drugiej próby lic. Przecież nie zaczyna się palić i pić w samotności ot tak. Wiem o tym, że mój były jest człowiekiem wrażliwym i potrafiącym kochać, wiem, że było mu dobrze przy mnie. Wiem, że powinniśmy częściej gdzieś wychodzić, ale przecież nad tym można popracować i nie jest to powód do zerwania. Zresztą mówiłam mu o tym. Wiem też, że lubi czasem pobyć w samotności. Będąc na studiach raczej nieswojo czuł się mieszkając w pokojach przechodnich. Teraz za to właśnie do takiego się przeprowadził. Wpadał w istny szał kiedy ktoś przypominał mu o licencjacie. A byłam to zazwyczaj ja. Obecnie sprawia wrażenie szczęśliwego, chociaż rzadko go widzę. Myślę, że czuje się szczęśliwy też z tego powodu, gdyż jakby wytrąca swoje problemy. Przecież nikt z obecnych współlokatorów nie będzie stał nad nim i pilnował kiedy weźmie się do nauki. Chciałabym mu jakoś pomóc, odzyskać go, nie mam pojęcia totalnie jak mam postępować. Czy dać mu spokój, czy pokazać, że potrafię być aktywna, czy może powtarzać mu jak bardzo go kocham? Tego ostatniego już próbowałam i jakoś nie odniosłam sukcesu. Zresztą, gdy się gdzieś spotkamy, ledwo się ze mną wita. Natomiast, gdy się nie odzywam boję się, że zwyczajnie zapomni o mnie, bo tak się wczuje w nowy, aktywny styl życia ech, jedno jest pewne: chcę być z nim. Sama mam naturę depresyjną i myślę, że jestem w stanie zrozumieć go w wielu kwestiach. Tylko co zrobić żeby przestał być uparty? Naprawdę, mam wrażenie, że idealnymi słowami opisującymi tą historię są słowa "nie wiem". Dodam, że on ma już 28 lat. Ja jestem 7 lat młodsza. Bo myślę, że może to być istotne przy analizie zachowania. Za wszelką pomoc byłabym bardzo wdzięczna, gdyż naprawdę nie wiem już jak postępować.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pogodzić się z tym, że nie mogę żyć z osobą, którą kocham od dłuższego czasu?

Witam, Od dłuższego czasu mam problemy z odnalezieniem siebie i radości w życiu. Mam 22 lat, jestem studentką, mam grupę znajomych lecz nie przyjaciół, jednak nie jestem szczęśliwa. Przez 5 lat żyłam w związku z chłopakiem, raz bywało lepiej raz...

Witam, Od dłuższego czasu mam problemy z odnalezieniem siebie i radości w życiu. Mam 22 lat, jestem studentką, mam grupę znajomych lecz nie przyjaciół, jednak nie jestem szczęśliwa. Przez 5 lat żyłam w związku z chłopakiem, raz bywało lepiej raz gorzej, jednak kiedy on wyjechał na studia (jest ode mnie o rok starszy) wszystko się zmieniło, zaczął poznawać inne dziewczyny, bawić się na całego, więc doszło do tego, że się rozstaliśmy. Bardzo to przeżyłam, można powiedzieć, że miałam małą depresję, z nikim się nie spotykałam, nie rozmawiałam o tym, czułam się bardzo skrzywdzona. Nas łączyło dość dużo, mieliśmy wspólne plany - wspólne mieszkanie na studiach, podobne kierunki studiowania, które od zawsze nas interesowały, w zasadzie wydawało się, że wszystko miało być piękne i kolorowe. Kiedy przyszedł moment mojego pójścia na studia, miałam ciężki wybór, ponieważ nie wiedziałam, czy wybrać miasto w którym studiuje on czy nie. Była to dla mnie kolejna przeszkoda, bo bardzo bałam się jak będzie wyglądało to gdy zamieszkamy w jednym mieście, studiując na tej samej uczelni, ten sam kierunek. Jednak uczucie jakie do niego czułam i czuję w dalszym ciągu popchnęło mnie do niego i zdecydowałam się na to samo miasto, pech chciał, że zamieszkałam (kompletnie o tym nie wiedząc) w tym samym bloku co on. Na początku myślałam, że to jakiś znak dla nas, że może jeszcze będziemy razem, bo bardzo bym tego chciała, i rzeczywiście, na początku spotykaliśmy się ze sobą, okazało się, że uczucia nie wygasły do końca, a on twierdził, że nie jestem mu obojętna i to co do mnie czuje dalej trwa... Potem urwał się kontakt całkowicie, około miesiąca temu dowiedziałam się, że on się zaręczył z dziewczyną, której nie kocha. Przyszedł do mnie i prosił o poradę co zrobić i jak się wyplątać z czegoś, czego nie planował tylko wyszło w praniu. Twierdzi, że do tej dziewczyny nic nie czuje, a zaręczając się "nie był sobą". Ta dziewczyna nie chce słuchać, że to nie prawda i planuje już z nim wspólne życie. Ja widzę, że jest mu ciężko i że dociera do niego to, że popełnił błąd. Nie umiem mu pomóc i też nie umiem z tym normalnie żyć. Do mnie dotarło to dopiero niedawno, nie wiem co ja mam robić. Kocham go bardzo, ale wiem, że to już nie ma znaczenia. Chciałabym zacząć swoje życie na nowo, ale nie potrafię. Przeszłam już próbę samobójczą i przestało zależeć mi na czymkolwiek, szczególnie na studiach, które od zawsze były moim marzeniem i włożyłam ogromną pracę żeby się na nie dostać. Dodam też, że mieszkam sama, nie mam prawdziwych przyjaciół, rzadko wracam do rodzinnego domu, żyję ciągle jego życiem, marnując swoje. Nie umiem budować relacji z innymi mężczyznami, ponieważ każdego porównuję do mojego byłego chłopaka. Tylko przy nim na prawdę czułam się dobrze. Wiem, że na wszystko potrzeba czasu, jednak u mnie nie do końca się to sprawdza. Po definitywnym (pierwszym) rozstaniu minął już ponad rok, my od tego czasu nie byliśmy już nigdy tak oficjalnie razem, jednak spotykaliśmy się, ja zamiast z dnia na dzień żyć lepiej, czuję, że jest coraz gorzej, a uczucie w ogóle nie mija. Dodam też, że nie ukrywam, że bardzo chciałabym żebyśmy byli dalej razem i dalej mam nadzieję, jednak racjonalnie myśląc na powrót do siebie pewnie nie ma już szans. Bardzo proszę o poradę, pomoc, jak powinnam pokierować swoim życiem? Nie chciałabym go zmarnować, a widzę, że to robię. Jak pogodzić się z tym, że nie mogę żyć z osobą, którą kocham od dłuższego czasu?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy z depresji po rozstaniu z dziewczyną w ogóle się wychodzi?

Witam, jakiś czas temu rozstałem się z dziewczyną, a dokładnie 5 miesięcy temu, od razu po rozstaniu zacząłem się bardzo źle czuć, zacząłem się tym wszystkim bardzo denerwować, nie spałem, nie jadłem, cały się zacząłem trząść z nerwów, dostałem strasznych...

Witam, jakiś czas temu rozstałem się z dziewczyną, a dokładnie 5 miesięcy temu, od razu po rozstaniu zacząłem się bardzo źle czuć, zacząłem się tym wszystkim bardzo denerwować, nie spałem, nie jadłem, cały się zacząłem trząść z nerwów, dostałem strasznych leków, bałem się wyjść z domu, zacząłem się strasznie bać być samemu i ten lęk, że nie znajdę już nikogo, że sam będę już do końca życia - nie mogłem w miejscu usiedzieć. Udałem się do lekarza psychiatry, przepisał mi leki antydepresyjne, biorę już je 5 miesiąc, troszkę się uspokoiłem, ale czasem dalej mam napady lęku - nie wiem jak sobie z tym radzić, chodzę oprócz tego do psychologa, ciągle mam negatywne myślenie i myślę, że tak już będę miał do końca życia, nie widzę żadnych perspektyw na to, żeby było lepiej. Proszę, pomóżcie mi, nie wiem co mam robić, jak dalej żyć… Chciałbym się dowiedzieć, czy w ogóle z takiego stanu się wychodzi?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co robić, kiedy moja dziewczyna unika mnie, nie chce rozmawiać i nie pozwala się dotknąć?

Moja kobieta od kilku dni ma zły humor, wcześniej była opiekuńcza, przytulała, utrzymywała ze mną normalny kontakt fizyczny, do tego słowa kocham cię, czy inne… Moja kobieta ma 23 lata. Teraz jest tak, że jak chce się przytulić to...

Moja kobieta od kilku dni ma zły humor, wcześniej była opiekuńcza, przytulała, utrzymywała ze mną normalny kontakt fizyczny, do tego słowa kocham cię, czy inne… Moja kobieta ma 23 lata. Teraz jest tak, że jak chce się przytulić to zaraz ucieka, pocałować - też zaraz ucieka, to zerwanie kontaktu fizycznego, nie mówi do mnie jak kiedyś, a kiedy staram się z całych sił żeby było dobrze i pomagam to i tak nie docenia tego. Mówię jej, że wiem, że ma od niedawna prace, że jest zmęczona, bo późno wraca, zawszę wychodzę po nią, ale jak wraca nie ma czasu porozmawiać i nic innego, ale z kimś innym ma siłę i chęci rozmawiać. Boli mnie to. Jak mówię jej to wszystko co czuję to mówi, że jestem chory psychicznie, nienormalny, że wymyślam. Proszę bardzo o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mój chłopak jest maminsynkiem??

Witam, Mam 20 lat i jestem od półtora roku w związku z chłopakiem. Od pewnego czasu strasznie irytują mnie pewne sprawy, a mianowicie zauważyłam, że mój chłopak bardziej liczy się ze daniem swojej mamy, niż z moim. Zawsze staram się...

Witam, Mam 20 lat i jestem od półtora roku w związku z chłopakiem. Od pewnego czasu strasznie irytują mnie pewne sprawy, a mianowicie zauważyłam, że mój chłopak bardziej liczy się ze daniem swojej mamy, niż z moim. Zawsze staram się mu doradzać jak najlepiej, znajdywać najlepsze rozwiązania, ale niestety zazwyczaj jest tak, że wysłucha mojego zdania, ale i tak musi doradzić się mamusi i to co mama powie, tak zrobi. Ostatnio np. chciał się zapisać do szkoły i pytał mamusi jaki profil ma wybrać! I chociaż z moich obserwacji jego mama nie jest jakaś nadopiekuńcza, na jego pytanie dotyczące szkoły odpowiedziała: „a to ja już tego nie wiem, sam musisz wiedzieć na co chcesz iść”. Sama nie wiem co mam już o tym myśleć, chłopak zawsze mnie utwierdzał w przekonaniu, że jestem dla niego najważniejsza, że jestem na pierwszym miejscu, ale ja nie czuję tego, dla mnie są to tylko słowa, a jeśli chodzi o czyny, to mamusia jest ważniejsza. Kolejna sprawa, która mnie bardzo drażni to, to że mój chłopak pomimo tego, że ma 21 lat odnosi się do swojej rodzicielki MAMUSIA! Cały czas pada to słowo, nigdy nie powiedział mama. Nawet w tel ma zapisane mamusia. Czy to jest normalne? Ostatnio nawet się dowiedziałam, że jego mama używa jego szczoteczki do zębów, bo mój chłopak zwrócił jej uwagę, że była chora, a umyła zęby jego szczoteczką i gardło go bolało później... Trochę mnie martwi ta sytuacja, bo oboje chcemy żyć w przyszłości ze sobą, mamy plany, ale ja nie zniosę faktu, że mam być tą drugą kobietą, chyba nikt by tego nie zniósł. Chcę żeby to mnie stawiał na pierwszym miejscu, myślę, że to naturalne. Kolejna sprawa, mój partner ma nadciśnienie tętnicze i jest ono dosyć wysokie. Jeździ do lekarza co kilka miesięcy, ale ja widzę, że z jego zdrowiem nie jest najlepiej i że powinien pójść na jakieś dodatkowe badania, strasznie się martwię o niego, już kilka razy mówiłam, że powinien pójść do innego lekarza. Chłopak oczywiście zbywa mnie, mówi ze wszystko jest ok, ale ja wiem, że gdyby mama mu powiedziała to co ja, to by poszedł bez gadania do lekarza. Strasznie mnie to irytuje. Chciałabym żeby liczył się bardziej z moim zdaniem, a odnoszę wrażenie, że niestety tak nie jest... Mój chłopak ostatnio nawet zażartował dwa razy, że jest maminsynkiem, nie wiem czemu tak stwierdził, może widzi, że w jego zachowaniu jest coś nie tak? Ale dziś z kolei postanowiłam trochę poruszyć ten temat i sam przyznał, że matkę kocha bardziej, a jak zaczęłam pytać, dlaczego mówił, że to ja jestem najważniejsza i na pierwszym miejscu, to znów mówił, że tak jest... Nie wiem jak mam to rozumieć, matkę kocha bardziej, ale ja jestem ważniejsza? Śmiesznie brzmi, prawda? Bardzo proszę o odpowiedz i radę... Jak rozwiązać ten problem?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy zostać z nim po wirtualnej zdradzie?

Mam ogromny problem i potrzebuję pomocy. Jestem w związku z moim narzeczonym 3 lata, zaręczyliśmy się kilka miesięcy temu, a po dwóch tygodniach od zaręczyn znalazłam zdjęcia rozebranej kobiety i podpisane „video rozmowa”. Załamałam się, myślałam, że umrę z bólu,...

Mam ogromny problem i potrzebuję pomocy. Jestem w związku z moim narzeczonym 3 lata, zaręczyliśmy się kilka miesięcy temu, a po dwóch tygodniach od zaręczyn znalazłam zdjęcia rozebranej kobiety i podpisane „video rozmowa”. Załamałam się, myślałam, że umrę z bólu, ale nie awanturowałam się, chciałam porozmawiać - powiedział, że nie wie dlaczego to zrobił, że wirtualny seks był tylko jednorazowy, że kocha i chce się zmienić. Jego przeszłość też nie napawa optymizmem - żył w świecie przestępczym, narkotyki, czarne interesy, burdele i łatwe kobiety… Wyjechał i poznał mnie, swoje przeciwieństwo, zakochaliśmy się w sobie, wierzyłam, że go zmienię - udało się, a przynajmniej tak myślałam. Chociaż w pewnych sferach życia poczynił wielkie postępy, był zarozumiały, tak zwany „pan i władca”, a kobieta ma się podporządkować - zmieniałam go w dwa lata, po tym czasie inny człowiek, zmywał naczynia, sprzątał, codziennie słyszałam, jak bardzo mnie kocha, jaka jestem cudowna i że jestem całym jego światem, całkowicie odciął się od przeszłości. Kolejną zmianą w jego życiu było to, że był katolikiem niepraktykującym od 15 lat, natomiast ja praktykującą katoliczka, na początku postawiłam sprawę jasno, że kościół w moim życiu odgrywa bardzo ważna role i że jeżeli nie ma zamiaru zmienić swojego nastawienia to zakończmy tę znajomość na początku. Powiedział, że chce się zmienić, że zrobi to dla mnie i tak się też stało - zaczął chodzić do kościoła ze mną regularnie, co niedzielę, ale nie mogłam go namówić do spowiedzi, gdzie potem stwierdziłam, że sam musi tego chcieć, ja go do tego zmuszać nie mogę, bo to nie będzie miało w ogóle sensu. Od roku nasz związek był idealny, tzw. sielanka, a tu nagle zdrada… Jak już wspomniałam, po zdradzie płakał, czego nigdy wcześniej nie widziałam, powiedział, że jest złym człowiekiem, że nigdy nie wyzbędzie się przeszłości i teraz wie, że jedyne co może mu pomoc to spowiedź święta i poprosił, żebym go do niej zabrała. Tak też zrobiłam, umówiłam go ze spowiednikiem i po 15 latach wyspowiadał się, po czym wziął mnie za rękę, pocałował i powiedział „dziękuję”. Widziałam, że płakał. Postanowiłam zacząć wszystko od nowa, wybaczyłam, ale nie zapomniałam, wierzyłam, że z czasem pójdzie to w niepamięć i będę wspominać jako przykry epizod. Niestety wczoraj chciałam wejść na jego pocztę i bardzo się tym zdenerwował, wiedziałam, że coś jest nie tak. Okazało się, że to nie była jedna kobieta a kilka, jak myśliwy szukał kobiet i nawiązywał z nimi znajomości, flirtował, pisał, że go podniecają, że ich pragnie, nie spotkał się z nikim w realu i nie było seks video, ale rozmowy - to wiem na pewno, wszystko zaczęło się od nowa. Zapytałam, dlaczego znowu kłamie, a on, że od momentu jak dowiedziałam się pierwszy raz z nikim nie pisał, urwał wszystkie kontakty, powiedział, że nie powiedział mi o innych, bo widział jak cierpiałam przez jedną kobietę, ale od momentu spowiedzi nawet mu przez myśl nie przyszło żeby się odezwać do jakieś innej. Powiedziałam, że mnie okłamał, że spowiedź jest nieważna, powiedział, że wyznał wszystko księdzu, całą prawdę, o tych innych też i co do spowiedzi wie, że to było szczere. Mówił, że chciał mi powiedzieć przed spowiedzią, ale widział jak strasznie cierpię, wiec wstrzymał się i rozmawiał z księdzem o tym, powiedział, że popełnił błąd, że tego nie usunął od razu, bo to jest jeszcze ta jego przeszłość i od momenty spowiedzi nie chce do tego wracać, dzisiaj usunął swoją pocztę, profil na nk. Powiedziałam, że to nie zmniejszy jego pokus i że zawsze będą się kobiety pojawiały, on na to, że chce o tym zapomnieć i zacząć od nowa. Mówił, że od spowiedzi świętej zaczyna nowy rozdział i chce zapomnieć o swojej przeszłości, która go prześladowała. Pytałam dlaczego - powiedział, że miał dwa światy ze mną realny i tam gdzieś wirtualny, który nie miał dla niego znaczenia, mówił, że sobie z tym nie radził, że chciał to zakończyć a wciągał się dalej. Wiem, że również było w tym troszkę mojej winy, bo nasze życie seksualne było baaaardzo ubogie, miałam opory ze względów religijnych, a dla niego seks był jak chleb powszedni, do tego był przyzwyczajony. Jak cala sytuacja dotycząca zdrady wyszła na jaw powiedział, że absolutnie nie ma żadnego usprawiedliwienia na to co zrobił, ale czasami przy mnie nie czuł się jak mężczyzna, jakby był trędowaty, jakby seks z nim był dla mnie przykrym obowiązkiem - zrozumiałam, że też mam w tym swój udział. Wiem jedno, nigdy nie rzucał słów na wiatr, jak coś postanowi - dąży do tego z całym przekonaniem. Kiedyś, jak zapytałam czy mnie nie zdradzi, powiedział, że tego nigdy nie wiemy, bo czasami zdarzają się takie sytuacje w życiu, że nad nimi nie panujemy. Dzisiaj, jak zapytałam skąd mam wiedzieć, że to się już nie powtórzy, powiedział: „wiem, że mi nie ufasz i że jestem w twoich oczach nikim, ale ja wiem jedno - że już w życiu bym cię nie zdradził, mam nauczkę na całe życie”. Proszę o pomoc, bo nie wiem co o tym myśleć, co mam robić: zostać czy uciekać, zaufać czy odejść? Z góry dziękuję za odpowiedź.  

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy, jeśli się zmienię, jest szansa, że go odzyskam?

Mam 22 lata. 4 lata byłam w związku z chłopakiem. Planowaliśmy ślub. Okazało się, że on nie jest ze mną szczęśliwy, że był ze mną, bo chciał o mnie dbać, troszczyć się, ale chce zbudować normalny związek, a ja...

Mam 22 lata. 4 lata byłam w związku z chłopakiem. Planowaliśmy ślub. Okazało się, że on nie jest ze mną szczęśliwy, że był ze mną, bo chciał o mnie dbać, troszczyć się, ale chce zbudować normalny związek, a ja nie jestem dojrzała. Tak to prawda, że nie jestem dojrzała, ale bardzo chcę to zmienić, dla siebie. O nie chce mi dać drugiej szansy teraz, bo boi się, że nic się nie zmieni. Nie może mi też obiecać, że jak ja się zmienię to do siebie wrócimy. Zaoferował mi przyjaźń i że będzie mi pomagał stanąć na nogi. Boję się jednak sytuacji kiedy on kogoś innego pozna. Ja zostanę wtedy sama. Boję się też, że nie będę chciała angażować się w inne związki. On jest naprawdę wspaniałym człowiekiem. Takim z jakim chciałbym spędzić życie. Boję się, że już nikogo takiego nie spotkam. Wszystkich będę porównywała do niego i nie będę mogła się z nikim związać, albo zwiążę się z kimś nieodpowiednim z powodu chęci bycia z kimś blisko. Bardzo chciałabym znowu z nim być. Wiem, że jakbyśmy teraz nic nie zmienili w naszej relacji to ja się nie zmienię. Ale boję się też że jak będziemy tylko przyjaciółmi to go stracę już na zawsze.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego odszedł ode mnie bez słowa?

Witam, Mam 27 lat. Nie wiem od czego zacząć, zdaję sobie sprawę, że jest pełno sytuacji, które są podobne do mojej i wiele osób prosi o pomoc, ale po porostu czuję potrzebę napisania tego. Jestem po rozwodzie 4 lata, mam...

Witam, Mam 27 lat. Nie wiem od czego zacząć, zdaję sobie sprawę, że jest pełno sytuacji, które są podobne do mojej i wiele osób prosi o pomoc, ale po porostu czuję potrzebę napisania tego. Jestem po rozwodzie 4 lata, mam syna 8-letniego. O małżeństwie nie będę pisała, bo to rudział zamknięty i nie ma on żadnego znaczenia w sytuacji, którą chce przedstawić, tzn. postaram się. 1,5 roku temu zaczęłam się spotykać z pewnym chłopakiem, rok młodszym, który nigdy z nikim nie był, ani w sensie emocjonalnym ani fizycznym. Po pół roku zaczęliśmy ze sobą współżyć, on od początku wiedział, że mam syna i miał z nim bardzo dobry kontakt. Mój syn też go w pełni zaakceptował, o dziwo, bo wcześniej gdy z kimś byłam (po moim mężu) to, że tak powiem, nie za bardzo miał zaufanie i chęci do moich partnerów, a do tego partnera zaczął sam z siebie mówić "tato", co było dla mnie wielkim szokiem i radością i miałam nadzieję, na to, że to w końcu to "dobiłam do portu" :), ale w wakacje gdy wszystko było miedzy nami bardzo dobrze, bo nawet planowaliśmy zaręczyny, mieliśmy razem wyjechać na parę dni, ale tak się nie stało z przyczyn technicznych (jego samochód) wiec zaproponował mi sam z siebie abym pojechała z siostrą, bo ona mi to wcześniej proponowała, więc pojechałam. Gdy wróciłam, jeszcze nie widząc się z nim, o jakąś bzdurę się pokłóciliśmy potem mieliśmy się spotkać, ale do spotkania nie doszło. Prosiłam o rozmowę i prosiłam, aż on w końcu zaczął mnie ignorować, nie odpisywał na sms-y, po prostu cisza z jego strony. Przeżyłam to strasznie i nadal przeżywam, kochałam go i nadal kocham, minęło dopiero albo aż 5 miesięcy, a on milczy. Wcześniej odpisywał na sms-y np. "nie chcę o tym rozmawiać", "dla mnie to temat zamknięty", ale chyba zasługuję na słowo wyjaśnienia, abym mogla sobie jakoś z tym poradzić, aby zamknąć ten rozdział i normalnie żyć, bo, głupia, ciągle żyję nadzieją i wspomnieniami. Wiem, że nie powinnam tak myśleć, bo skoro on się mną nie przejmuje to dlaczego ja mam ciągle żywić do niego jakieś uczucia? W teorii wiem jak powinnam postąpić - zapomnieć, zająć się sobą itp., ale serce tak łatwo nie zapomina. Synowi też było mi ciężko wytłumaczyć dlaczego on już do nas nie przyjeżdża, aż w końcu powiedziałam mu prawdę, że sama nie wiem dlaczego, że ludzie czasem odchodzą. Kiedyś tego chłopaka matka mówiła mu, żeby się zastanowił, że to duża odpowiedzialność gdy jest dziecko i rozmawiałam z nim na ten temat – mówił, że jest gotowy, chcieliśmy nawet mieć własne dziecko, ale odszedł nie mówiąc dlaczego. Wiem, że nie potrafiłabym mu już raczej zaufać (nawet jakby chciał wrócić), ale też nie potrafiłabym zaufać kolejnemu jakiego pewnie spotkam na swojej drodze, będzie mi ciężko dopuścić tego "kolejnego" do mojego dziecka, bo nie chcę żeby znowu coś takiego przechodził (wiem, że pisząc tak skazuję od razu kolejny związek na porażkę), ale nie potrafię uwierzyć, że jeszcze spotka mnie miłość, a poza tym na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie kogoś innego u mojego boku. Może postawiłam tego chłopaka na piedestale, ale jest on dla mnie wszystkim ciężko mi się pozbierać i zacząć po porostu żyć. Przepraszam za chaotyczność mojej wypowiedzi, może znajdzie się, ktoś kto będzie potrafił postawić mnie na nogi? Z góry dziękuje. Ona

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty