Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

To choroba czy nadwrażliwość i użalanie się nad sobą?

Mam dwadzieścia trzy lata, jestem studentką. Od dawna - to znaczy od trzech, czterech lat, szczególnie zimą i latem - czuję się przygnębiona, smutna, bardzo zmęczona, senna - na nic nie mam siły. W sytuacjach stresogennych (np. egzamin) popadam w...

Mam dwadzieścia trzy lata, jestem studentką. Od dawna - to znaczy od trzech, czterech lat, szczególnie zimą i latem - czuję się przygnębiona, smutna, bardzo zmęczona, senna - na nic nie mam siły.

W sytuacjach stresogennych (np. egzamin) popadam w ślepą panikę (mam problemy z żołądkiem, z oddychaniem - ucisk w klatce piersiowej itp.). Wiem, że wszystkie te objawy w jakiś sposób pasują do, np. depresji sezonowej, ale we wszelakich opisach depresji zwraca się uwagę na to, że chory nie jest w stanie poprawnie funkcjonować, nie wstaje z łóżka i tak dalej. Ze mną tak nie jest: funkcjonuję normalnie, wstaję rano, zajmuję się swoimi obowiązkami, sypiam dobrze, odżywiam się w miarę racjonalnie. Uśmiecham się. Dla bliskich osób jestem kimś zawsze radosnym, otwartym, wspierającym. Dopiero później robi się źle.

Ale czy to w ogóle jest choroba? Czy po prostu gorszy moment albo to jakaś moja nadwrażliwość i użalanie się nad sobą? (Nie wiem, czy to przydatna informacja, ale w mojej rodzinie zdarzały się przypadki chorób psychicznych: schizofrenii, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych.)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam wszystko a czuję, że mój świat się wali. Co mam robić?

Jestem Paulina i mam 28 lat. Od trzech lat jestem w związku z cudownym facetem, ale ze mną jest coś nie tak. Mam huśtawki nastrojów, nie mogę się wyspać, mam uczucie odrzucenia. Czuję się zagubiona, jakby mi się świat zawalił....

Jestem Paulina i mam 28 lat. Od trzech lat jestem w związku z cudownym facetem, ale ze mną jest coś nie tak. Mam huśtawki nastrojów, nie mogę się wyspać, mam uczucie odrzucenia. Czuję się zagubiona, jakby mi się świat zawalił. Czegoś mi brakuje w życiu. Często budzę się z uczuciem załamania, bez powodu płakać mi się chce, jakby przydarzyło mi się coś najgorszego w życiu. Mam cudowną rodzinę, mama jest moją najlepszą przyjaciółką. Mam znajomych ale wolę pobyć sama, pozrywałam wiele kontaktów, mam uczucie, że jestem niepotrzebna. Trudno mi opisać co tak naprawdę czuję. Od dawna myślałam, aby iść do psychologa, ale uważałam ze moje problemy są błahe. Boję się iść do pracy bo wiem, że nie dam rady. Coraz gorzej się z tym czuję. Nie chce tak żyć. Jestem załamana samą sobą, nie umiem walczyć o swoje. Co mam robić? Proszę o pomoc. Pozdrawiam. Paula

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co mam zrobić, aby pozbyć się tej koszmarnej depresji?

Witam. Mam 22 lata i już nie umiem poradzić sobie sama ze sobą... To trwa już jakieś 1,5 roku. Okropnie się czuję, nie umiem znaleźć sobie miejsca - wszędzie mi źle, pozrywałam znajomości, nie odbieram telefonów, e-maili itp. Rodzinę odwiedzam...

Witam. Mam 22 lata i już nie umiem poradzić sobie sama ze sobą... To trwa już jakieś 1,5 roku. Okropnie się czuję, nie umiem znaleźć sobie miejsca - wszędzie mi źle, pozrywałam znajomości, nie odbieram telefonów, e-maili itp. Rodzinę odwiedzam już coraz rzadziej - gdyby się tego ode mnie tak uporczywie nie domagali, to chyba w ogóle przestałabym się z nimi kontaktować.

Gdy wstaję rano mam okropne uczucie w żołądku, chce mi się wymiotować na samą myśl o nowym dniu, o obowiązkach, o problemach... Najchętniej przespałabym całe dnie, ale mam przecież obowiązki - głównie studia, których nie mogę zawalić. Najgorsze jest to, że jest coraz gorzej, zero poprawy nastroju, a to trwa już tak długo, że mam już dość. Jakiś czas temu ulżyłam sobie chociaż trochę płacząc w poduszkę, ale w obecnej chwili już nawet na płacz nie mam siły.

Wszystko zaczęło się od tego, że zaczęłam się odchudzać. Od dziecka byłam przy kości, aż w końcu powiedziałam sobie, że zrobię wszystko, aby osiągnąć wymarzoną wagę. I tak też się stało - schudłam 20 kg w 2-3 miesiące jedząc ok. 400 kcal dziennie (byłam na diecie Cambridge). Jednak potem zaczęłam strasznie przybierać na wadze. Od tego momentu zaczęły się wahania nastroju, coraz częstsze unikane spotkań ze znajomymi itp. Przez około rok czasu chudłam i tyłam, a wraz z tymi wahaniami wagi zmieniały się moje nastroje.

Po tym roku czasu nie miałam już siły na taką walkę i znów przytyłam 20 kg. Dzisiaj nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, czuję do siebie obrzydzenie. Jakiś czas temu zostawił mnie chłopak co bardzo przeżyłam. I to jeszcze bardziej mnie dobiło… Ostatnio chodziłam codziennie na fitness, przez dwa miesiące, żeby nie oszaleć, pobyć trochę z ludźmi, ale efekty są marne i żadnej poprawy ani pod kątem psychicznym ani fizycznym nie ma.

Co ja mam zrobić? Jestem studentką i ciężko mi wygospodarować pieniądze na dietetyka, siłownię czy basen… Bardzo proszę o pomoc bo ja już nie mam siły. Coraz częściej mam myśli samobójcze i boję się, że jak nic się nie poprawi w moim życiu, to myśli przejdą w czyn... Pomocy!

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

To depresja czy zwykłe lenistwo?

Mam 18 lat i zero chęci do życia. Nie spotykam się ze znajomymi, nie mam przyjaciół, ciągle siedzę w domu i nic nie robię. Chciałabym żyć tak, jak żyje człowiek w moim wieku, ale po prostu nie potrafię. Szczerze...

Mam 18 lat i zero chęci do życia. Nie spotykam się ze znajomymi, nie mam przyjaciół, ciągle siedzę w domu i nic nie robię.

Chciałabym żyć tak, jak żyje człowiek w moim wieku, ale po prostu nie potrafię. Szczerze mówiąc przyzwyczaiłam się do tego, że nie mam kontaktu z ludźmi, ale mam dość tej monotonii. Chciałabym się czymś zająć, ale wydaje mi się, że wszystko robie źle, że do niczego się nie nadaję.

Mam za sobą próbę samobójczą właśnie z tych powodów wyżej i boję się, że nie wytrzymam i sytuacja się powtórzy. Jak mam sobie pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy mam się udać do psychologa?

Mam 17 lat. Od kiedy pamiętam mam myśli samobójcze, bez żadnego konkretnego powodu. Mam też obsesję na punkcie mojej wagi. Przez swoje obsesyjne odchudzanie mam problemy zdrowotne. Raz na jakiś czas, zupełnie niespodziewanie, napadają mnie, jak ja to nazywam, "fazy"....

Mam 17 lat. Od kiedy pamiętam mam myśli samobójcze, bez żadnego konkretnego powodu. Mam też obsesję na punkcie mojej wagi. Przez swoje obsesyjne odchudzanie mam problemy zdrowotne.

Raz na jakiś czas, zupełnie niespodziewanie, napadają mnie, jak ja to nazywam, "fazy". Jest to okres, najczęściej trwający około kilku miesięcy, w którym nie mam ochoty na nic. Staram się wtedy zabić, cały czas płaczę, praktycznie nie robie nic oprócz płakania i spania - na zmianę. W roku szkolnym taki stan jest szczególnie kłopotliwy. Sięgam wtedy też po różne używki, bądź dla ukojenia bólu biorę jakiekolwiek tabletki, np. około 8 na raz. Wtedy zupełnie nad sobą nie panuję. Z nikim nie chcę się widzieć.

Ostatnio w tym stanie doszły omdlenia. Jak wspomniałam wcześniej, najczęściej nic konkretnego nie wywołuje tego stanu, jednak ostatnio jestem po rozstaniu i to na pewno mi nie pomaga. Opisany wyżej stan przeplata się z okresami kiedy mam mnóstwo energii. Wtedy chcę się zmieniać i zmieniać wszystko dookoła. Mam setki pomysłów na spędzenie czasu i planów na przyszłość. Podczas tego nagłego przypływu energii, mogłabym właściwie nie spać. Wszystko jakby przekręca się o 180 stopni.

Długo uważałam, że mogę sama sobie z tym poradzić, ale ostatnio wszstko się pogłębiło i nie mogę tego już dłużej znieść.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy możliwe, że mama ma depresję?

Witam, mam poważny problem z moją mamą. Mama ma 62 lata do tej pory była pełną życia kobietą, pomimo że życie jej nie rozpieszczało. Była moim i mojego brata "motorem napędowym", bardzo lubiła zajmować się wnukami. Od kilku miesięcy jest...

Witam, mam poważny problem z moją mamą. Mama ma 62 lata do tej pory była pełną życia kobietą, pomimo że życie jej nie rozpieszczało. Była moim i mojego brata "motorem napędowym", bardzo lubiła zajmować się wnukami.

Od kilku miesięcy jest chora, właściwie nie wiadomo na co - leżała na neurologii w szpitalu, bo miała poważne bóle głowy, ale badania nic nie wykazały, również okuliści, a było ich kilku, nic nie stwierdzili. Do tego doszły mdłości, problemy z żołądkiem - ale badania nic nie wykazują. Wszystko zaczęło się od ataków mojego taty, który od 30 lat jest chory na cukrzycę. Od stycznia były z nim poważne problemy, ponieważ amputowano mu palce u stopy. Zaczęły się również problemy z nocnymi atakami niedocukrzenia u taty i mama musiała sobie z nimi radzić. Często w nocy wzywała pogotowie, zanim przyjechało - ratowała go sama. Lekarze, którzy ją badali stwierdzili, że te objawy są na tle nerwowym, są to stany depresyjne.

Mama cały czas się źle czuje, źle toleruje leki, nie ma siły do niczego, a mnie opadają ręce, bo nie wiem co mam robić, do jakiego specjalisty się udać. Jak rano jest trochę lepiej, to wieczorem źle i na odwrót. Proszę o pomoc, bo nie wiem już co mam robić, a mama mi gaśnie w oczach. Pozdrawiam i dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co zrobić, żeby nie popełnić samobójstwa?

Mam 34 lata, dwa lata temu po raz 2. rozwiodłam się, od półtora roku jestem związana z mężczyzną, który mnie nie kocha - chciałby ode mnie odejść, ale nie chce mnie skrzywdzić. Ja nie wyobrażam sobie życia bez niego,...

Mam 34 lata, dwa lata temu po raz 2. rozwiodłam się, od półtora roku jestem związana z mężczyzną, który mnie nie kocha - chciałby ode mnie odejść, ale nie chce mnie skrzywdzić. Ja nie wyobrażam sobie życia bez niego, a on nie wyobraża sobie życia na stałe ze mną. Kocham go jak nikogo innego wcześniej. Sama myśl, że któregoś dnia odejdzie wywołuje u mnie lęk.

Tydzień temu mieliśmy poważną rozmowę, a raczej jego monolog - ja nie mogłam nic mówić cały czas płakałam. Od tamtego czasu każdego wieczoru myślę o samobójstwie, o określonej porze robie sobie 2 mocne drinki i popijam nimi środki antydepresyjne, które przepisał mi lekarz, każdego dnia zwiększam dawkę o 4 tabletki i zasypiam z nadzieją, że się już nie obudzę.

Nic mnie już nie obchodzi i nie interesuje. Nie zajmuje się domem, dziećmi, w pracy też zaczynam się obijać. Próbowałam się zwierzyć mojemu pierwszemu mężowi - pozostaliśmy przyjaciółmi - ale to nic nie pomogło. Codziennie czekam tylko na 2 rzeczy: rozmowę z nim przez telefon, a później, już nic nie chcę czuć i myśleć, więc tak jak napisałam - popijam tabletki alkoholem. Tracę wtedy świadomość bardzo szybko i nie czuje cierpienia.

Wiem, że już niedługo przekroczę granicę w dawce leku. Właściwie już na to czekam. Życie straciło dla mnie sens. Nie wiem co mam zrobić, żeby potrafić żyć dalej. Myślę o samobójstwie jako o sposobie na zabicie bólu i cierpienia, które we mnie jest. Proszę o poradę: co mam zrobić?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Urszula Sokalska-Goleń
Mgr Urszula Sokalska-Goleń

Znowu wróciły myśli samobójcze. Czy dam radę uporać się z tym sama?

Mam 22 lata, chłopaka z którym wiążę przyszłość, kochających rodziców. Niedawno obroniłam licencjat na 5. Zawsze byłam energiczną, kochająca życie, szaloną dziewczyną, która lubiła wyzwania, uprawiała sport, była otwarta, komunikatywna i wesoła. Od kilkunastu dni wszystko się zmieniło z...

Mam 22 lata, chłopaka z którym wiążę przyszłość, kochających rodziców. Niedawno obroniłam licencjat na 5. Zawsze byłam energiczną, kochająca życie, szaloną dziewczyną, która lubiła wyzwania, uprawiała sport, była otwarta, komunikatywna i wesoła. Od kilkunastu dni wszystko się zmieniło z dnia na dzień…

W sumie sama nie wiem jaka była tego konkretna przyczyna, po prostu mnie dopadło: tysiąc różnych myśli na minutę, które powodowały ogromny uścisk w mojej głowie, co przyczyniało się do myśli samobójczych, do zamknięcia się na świat, totalnej bierności, ucisku w sercu… Męcze się sama ze sobą, czasem siebie nienawidzę i chciałabym wyjść z własnej skróry, zaniżył mi się poziom samooakceptacji i poczuciu własnej wartości.

Brakuje mi uśmiechu na twarzy, ciągle jestem przygnębiona, smutna i zmartwiona, nic mnie nie cieszy, nic nie chce mi się robić - dno, które powoduje, że męcze się w tym życiu. Jedyne co mnie jeszcze trzyma to jest właśnie mój facet, dla którego staram się to wszystko jakoś przetrwać. Nie wiem ile tak pociągnę.

Miałam wybrać się do specjalisty, ale stwierdziłam, że uporam się z tym sama. Partner wiedział o moim stanie, sam zauważył, że ze mną jest coś nietak. Bardzo się zmartwił, dużo ze mną rozmawiał, radził - kochany człowiek. W sumie przez parę dni nie było tak źle, ale czułam, że to wróci, i jednak wróciło.

Partner wczoraj wyjechał na obóz, więc starałam się jak mogłam ukryć i nie dać po sobie poznać, jak strasznie znów się z tym czuję… Jako nastolatka miałam próby samobójcze, jednak z czasem tak jakbym "zmądrzałam", a teraz znów… Co jest ze mną nie tak? Jak mogę sobie pomóc?:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie umiem sobie poradzić po śmierci mamy. Jak żyć, żeby nie cierpieć?

Witam, jestem 24-letnią kobietą. 2 lata temu umarła moja mama (dodam, że była mi bardzo, bardzo bliska). Od tamtej pory życie zaczęło systematycznie zawalać się. W punkcie kulminacyjnym mojego cierpienia głowę miałam pełną myśli samobójczych. Pomógł mi mój partner....

Witam, jestem 24-letnią kobietą. 2 lata temu umarła moja mama (dodam, że była mi bardzo, bardzo bliska). Od tamtej pory życie zaczęło systematycznie zawalać się.

W punkcie kulminacyjnym mojego cierpienia głowę miałam pełną myśli samobójczych. Pomógł mi mój partner. Leczyłam się farmakologicznie i odniosłam sukces, jak mi się wówczas wydawało. Sęk w tym, że co prawda potrafię się uśmiechnąć, aczkolwiek po prostu nie radzę sobie w życiu.

Mam wrażenie, że górka, pod którą mam ciągle w życiu jest już zbyt stroma. Nie daję rady! Nie ma tygodnia, by coś nie doprowadzało mnie do płaczu. I znów te myśli, czy nie lepiej byłoby skończyć TO życie. Nie widzę sensu już dłużej cieszyć się z czegokolwiek, ponieważ wiem, że za moment będę płakać!

Nie jestem pewna czy to tylko wyolbrzymianie. Wydaje mi się, że nie chcę już żyć. Nie tak! Nie chcę już cierpieć! Czy mogę liczyć na radę? Z góry dziękuję. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Atak nerwicy i depresja - czy to problemy okresu dojrzewania czy coś poważniejszego?

Witam. Mam 16 lat. Mój problem zaczął się pół roku temu, kiedy to po ostrej kłótni strasznie się zdenerwowałam i dostałam, jak sądzę, pierwszego ataku nerwicy. Potem przez całą zimę przeżywałam depresję - byłam inna niż wcześniej, bardziej przygnębiona i...

Witam. Mam 16 lat. Mój problem zaczął się pół roku temu, kiedy to po ostrej kłótni strasznie się zdenerwowałam i dostałam, jak sądzę, pierwszego ataku nerwicy.

Potem przez całą zimę przeżywałam depresję - byłam inna niż wcześniej, bardziej przygnębiona i bałam się napadów lęku, jednak postanowiłam z tym walczyć i w czerwcu, kiedy zrobiło się ciepło, wszystko wróciło do normy - byłam zadowolona z życia jak dawniej. Aż do wczoraj, kiedy ta depresja i lęk przed lękiem ;) powróciły.

Dodam, że nie byłam u lekarza i nie wiem czy to takie problemy okresu dojrzewania, czy coś poważniejszego. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy takie objawy somatyczne mogą być skutkiem depresji?

Jestem kobietą, mam 32 lata ważę 44 kg. Moje objawy: od jakiegoś pól roku hirsutyzm stopniowy - dopiero ostatnio się bardzo się pogorszył i dość szybko się nasila. Włosy nieusuwalne laserem. Łysienie androgenowe szybkie i nagłe + włosy na brodzie...

Jestem kobietą, mam 32 lata ważę 44 kg. Moje objawy: od jakiegoś pól roku hirsutyzm stopniowy - dopiero ostatnio się bardzo się pogorszył i dość szybko się nasila.

Włosy nieusuwalne laserem. Łysienie androgenowe szybkie i nagłe + włosy na brodzie od pół roku. Wypryski podskórne. Tłuszcz brzuszny, chude ręce, stosunek talia/biodra 0,83. Zmienne nastroje, wybuchowość, rozdrażnienie nieustanne, niepokój. Senność i chroniczne zmęczenie. Zmęczenie i pobudzenie jednocześnie. Potrzeba dużej ilości snu. Tendencja do spania w dzień i aktywności w nocy. Uderzenia gorąca i poty w nocy od czasu do czasu. Brak tolerancji na upały i nadmierna potliwość. Bóle, jakby kolki, w prawym podbrzuszu kilka razy w miesiącu - czasem są przyczyną przerwania snu. Częste infekcje grzybicze i bóle gardła, chrypa. Częste oddawanie moczu > 2 L dziennie. Uczucie jakby miesiączka miała nastapić następnego dnia przez cały cykl. Miesiączki od pól roku skąpe i cykl się skrócił 23-27 a kiedyś był 28-31 i były obfite. Guzy piersi (gruczolakowłókniak, dysplazja, włókniak)

Badanie (luty, 3 d.c.): testosteron: 2,76 - norma: 0,22-2,9; androstendion: 2,61 - norma: 0,30-3,30; DHEAS 435 - norma: 95-511; glukoza na czczo: 101.

Badanie marzec: TSH: 1,234 - norma: 0,55-4,78; Ft3: 5,18 - norma: 3,5-6,5; Ft4: 16,87 norma: 11,5-22,7.

Badnie kwiecień: 17-OH-Progesteron: 0,92 - norma: 0,2-1,3; (6 dc) jajniki bez zmian w prawym pęcherzyk dominujący 16 mm, podobno w tamtym cyklu była owulacja, podobno nie ma PCOS, bóle jakby prawego jajnika takie, jakby kolki czasem budzę się z bólu w prawym podbrzuszu od pół roku.

Badanie maj: testosteron: 2,22 - norma: 0,22-2,9. Następnego dnia, inne laboratorium: (2 dc) DHEAS: 477 - norma: 57-408; DHEA: 15,49 - norma: 1,30-9,80; androstendion: 3,00 - norma: 0,3-3,30; testosteron: 44,97 - norma: 14-76; testosteron wolny: 7,58 - norma: 0-0,41; SHGB: 63 - norma: 19,80-155,20; estradiol: 33,57 - norma: 18,9-246,7; LH: 1,47 - norma: 1,9-12-5; FSH: 4,77 - norma: 2,5-10,2; LH/FSH=0,3.

Badanie lipiec: kortyzol (DZM): 413,49 - norma: 55,5-286,0; prolaktyna na czczo: 25,05 - norma: 2,1-17,7; po obciążeniu: 43,25; cholesterol całk: 189 - norma: 120-200; HDL: 74 - norma >65; LDL: 101 - norma <130; trójglicerydy: 70 - norma: 50-150; sód: 141 - norma: 135-147; potas: 4,22 -norma: 3,7-5,1; chlor: 105 - norma: 96-110; glukoza na czczo: 98; glukoza po 60 min 75 g glukozy: 159; glukoza po 120 min 75 g glukozy: 128; insulina na czczo: 5,65; insulina po 60 min 75 g glukozy: 46,11; insulina po 120 min 75 g glukozy: 58,12.

Co mi dolega? Czy takie hormony i te wszystkie swyniki mogą być skutkiem depresji (kortyzol i prolaktyna)? Bo chodzę do endokrynologów, a oni mnie wysyłają do psychologa. Wydaje mi się, że nie mam depresji.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jak pomóc osobie, która nie chce iść do lekarza?

Mój mąż (45 lat) cierpi na depresję, ale nie chce pomocy znikąd. Na moje prośby i tłumaczenia mówi: po co? Problemy w firmie, stres, kłopoty, zachwiane poczucie bezpieczeństwa stało się zbyt duże dla człowieka, który jest filarem rodziny. Próbowałam pomóc,...

Mój mąż (45 lat) cierpi na depresję, ale nie chce pomocy znikąd. Na moje prośby i tłumaczenia mówi: po co? Problemy w firmie, stres, kłopoty, zachwiane poczucie bezpieczeństwa stało się zbyt duże dla człowieka, który jest filarem rodziny.

Próbowałam pomóc, ale nie udaje się. Wyjazd poza miasto też nie przyniósł rezultatów. Mąż zamyka się w sobie coraz bardziej - boję się o niego i jego myśli. Proszę o pomoc. Może są jakieś leki dostępne bez recepty, które pomogą w I etapie drogi do leczenia? Joanna

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To w końcu depresja czy alkoholizm?

Witam. Od dłuższego czasu mam problem z mamą i zaczyna mnie on już przerastać, nie umiem sobie z tym już sama poradzić. Ech... nawet nie wiem od czego zacząć... Mam prawie 30 lat, więc nie mieszkamy razem. Mama mieszka sama...

Witam. Od dłuższego czasu mam problem z mamą i zaczyna mnie on już przerastać, nie umiem sobie z tym już sama poradzić. Ech... nawet nie wiem od czego zacząć...

Mam prawie 30 lat, więc nie mieszkamy razem. Mama mieszka sama i do tego w innym kraju, ja zostałam w Polsce. Od początku bieżącego roku zaczęły się z Nią poważne problemy - któregoś dnia, ni stad ni zowąd wysłała do swojej siostry krótki sms, że umiera i że przeprasza. Ta z kolei zatelefonowała do mnie, bym próbowała się z nią skontaktować. Nie muszę chyba tłumaczyć co czułam? Nie życzę tego nikomu. Dzwoniłam do niej bez przerwy - nie odbierała telefonu, odchodziłam od zmysłów.

Poprosiłam kuzyna by zajrzał do niej (miał akurat taką możliwość) - okazało się, że leży pijana, ledwie przytomna i prawdopodobnie od 2-3 dni, bo tyle nie była w pracy. Praca tam jest dla niej wszystkim, lubi ją, a jednak było jej - jak widać - wszystko jedno. Najważniejsze było, że żyje. Dopiero później dowiedziałam się, że takie sytuacje miały już miejsce wcześniej, tylko nie chciano mnie martwić (mam na myśli szantaż emocjonalny za pomocą telefonu czy smsów). Ja tego wtedy nie wiedziałam!

Po kilku dniach odebrała telefon, powiedziała, że ma doła, chociaż nic się nie stało. Namówiłam ją na natychmiastowy powrót do domu, pójście do lekarza. Obiecałam, że załatwię to z jej szefem, żeby mogła wrócić do pracy, bo jej „urlop”, niespodziewany w sumie przedłużył się do kilku tygodni. Zapewniłam ją, że będzie mogła wrócić do pracy. Przyjechała. Od lekarza dostała leki. Okazało się, że to depresja.

Zaczynało być OK, tylko, że ja żyłam jak na bombie zegarowej wiedząc, że prędzej czy później sytuacja się powtórzy, przynajmniej z alkoholem. Każde nie odebranie telefonu czy brak odpowiedzi na sms powodował u mnie strach czy sytuacja znowu przypadkiem się nie powtarza. Miesiąc później było to samo: już bez tych straszliwych smsów, ale była pijana. Jakiś czas potem sms od znajomej (serce już mi do gardła podeszło) żeby się z mamą skontaktować, bo nie wychodzi z pokoju cały dzień. Nie odbiera, znowu to samo - pijana… Ja mam ją tylko i nie mam już na to siły.

Ona problemu oczywiście nie widzi. Mówi, że glupia jestem, nie będę jej umoralniać i że jak chcę to mogę z nią nie gadać, że kim ja znowu jestem, żebym się swoim życiem zajęła itp. Itd. Z jednej strony (wiem, że to egoistycznie zabrzmi!) cieszę się, że jest, gdzie jest i nie muszę tego na co dzień oglądać, bo bym się załamała, a tak na odległość to trochę się uodporniłam na to zjawisko. Zwłaszcza pomógł mi w tym ten straszliwy sms - ja po tym się na nią tak zezłościłam, bo jak tak można grać na czyichś emocjach, a potem nie odzywać się? Co ja mogę zrobić na odległość? Ale po każdej takiej akcji spać w nocy i tak nie mogę, i tak płaczę, ale staram się roboty nie zawalać przynajmniej…

Z drugiej strony może i udałoby mi się ściągnąć ją jakimś cudem do domu na stałe, ale boje się, że tu dopiero by się zaczęło - ciężko by jej było znaleźć pracę, a gdyby nawet się udało to za pensję , która ledwo pozwalałaby wiązać koniec z końcem i mieszkałybyśmy razem w małym mieszkanku, a ja bym chyba nie przeżyła widząc ją w takim stanie. Nie stać by mnie było na wynajęcie czegoś i utrzymanie się i dołożenie jeszcze jej na życie, bo niewątpliwie raczej, by dała radę z jednej pensji utrzymać mieszkanka.

Ja się zastanawiam czy w depresji faktycznie tak się pije, do zalania się na amen, w skrajnych przypadkach nawet kilka dni pod rząd (choć taki przypadek był raz, może dwa )? No bo alkoholik to chyba pije znacznie częściej niż moja mama, której się to zdarza co 1-2 tygodnie myślę. Załamana jestem tym wszystkim, obawiam się, że nigdy nie będzie lepiej. Nigdy nie będę już mogła żyć spokojnie.

Dodam może jeszcze, że z 10 lat temu, mama chodziła ciągle pijana i jak wracałam ze szkoły i nie odbierała domofonu wiedziałam już dobrze co mnie czeka, ale wtedy zdarzało się to kilka razy w tygodniu pewnie, a jak próbowałam komuś powiedzieć i ten ktoś z kolei próbował rozmawiać z nią, to mnie się potem obrywało strasznie.. Miałam wtedy dość życia, przestałam to kryć przed rodziną, chciałam, żeby się dowiedzieli ale to niewiele dawało. Boję się, że to wróci, że nigdy się od tego nie uwolnię.

Pomocy… Ps. Podczas ostatniej akcji kiedy to piła kilka dni pod rząd i wysłała tego strasznego smsa zmusiłam ją do przyjazdu i pójścia do lekarza psychiatry: powiedziano, że to silna depresja i dostała E*** oraz M***. Podejrzewam, że nie wspominała o nadużywaniu alkoholu. Nie wiem czy ona pije, bo ma depresję czy ma depresję, bo pije…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To depresja czy po prostu lenistwo?

Moje dni wyglądają podobnie: wstaję rano zmęczona, już na "dzień dobry" nie mam siły, więc robię sobie kawę z myślą, że kofeina mnie obudzi. Usiłuję zająć się dziećmi, domem, ale najchętniej poszłabym spać. Mam wrażenie ciągłego zmęczenia - zwalam...

Moje dni wyglądają podobnie: wstaję rano zmęczona, już na "dzień dobry" nie mam siły, więc robię sobie kawę z myślą, że kofeina mnie obudzi. Usiłuję zająć się dziećmi, domem, ale najchętniej poszłabym spać.

Mam wrażenie ciągłego zmęczenia - zwalam to albo na to, że źle spałam, albo, że pogoda zła. W ciągu dnia mam cały czas poczucie beznadziejności, winy, że robię wszystko nie tak, że jestem zwykłym leniem i nic mi sie nie chce. Usiłuję czytać, ale nie mogę się skupić. Trochę malowałam, ale juz tego nie robię tłumacząc, że przy dzieciach się nie da. Mam dość tych stanów.

To krótki opis, ale to ja - ciągle zadumana, zmęczona, łażę po domu z kąta w kąt i nie widzę sensu. Co robić? Przeciez tak się nie da żyć! Dodam, że to trwa już dość długo.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja mogę mieć depresję?

Jestem 28-letnią kobietą, która właśnie kończy drugi kierunek studiów. Mieszkam za granicą i pracuję jako pomoc studencka w pewnej firmie. Fakt, że przeżywam od marca spory stres w związku z pisaniem pracy magisterskiej, ale myśli, które coraz czesciej odczuwam zaczynają...

Jestem 28-letnią kobietą, która właśnie kończy drugi kierunek studiów. Mieszkam za granicą i pracuję jako pomoc studencka w pewnej firmie.

Fakt, że przeżywam od marca spory stres w związku z pisaniem pracy magisterskiej, ale myśli, które coraz czesciej odczuwam zaczynają mnie niepokoić. Nic mnie nie cieszy, odczuwam bezsens całego mojego życia: mam wrażenie, że wszystko co robię jest bez sensu, że nie znajdę pracy (po studiach nie będę mogła wykonywać tej pracy, która mam, bo nie będę mieć statusu studenta). Mam wrażenie, że powinnam była zostać wtedy w Polsce i szukać pracy, a nie zaczynać nowy kierunek. Boję się, że mój związek nie przetrwa, jeśli nie znajdę pracy i nie będę miała pieniędzy na życie.

Ostatnio mam myśli samobójcze, tzn. może nie miałabym odwagi sobie czegoś zrobić, ale nie miałabym nic przeciwko temu, gdybym, np. usnęła i nie obudziła się więcej lub gdybym miała jakiś zawał. Czy takie zachowanie/myślenie jest jeszcze w normie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, żeby kolega nie popełnił samobójstwa?

Mój kolega opowiedział mi, że robiąc w zeszłym roku tomografię wyszło mu, że ma torbiele na zanikającym płacie czołowym, a także poszerzone komory boczne mózgu. Mój kolega ma fobię społeczną. Myśli wciąż o samobójstwie. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale...

Mój kolega opowiedział mi, że robiąc w zeszłym roku tomografię wyszło mu, że ma torbiele na zanikającym płacie czołowym, a także poszerzone komory boczne mózgu. Mój kolega ma fobię społeczną. Myśli wciąż o samobójstwie.

Chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie potrafię. Czy te torbiele na płacie czołowym i poszerzone komory boczne mózgu mogą zagrażać jego życiu? PS. Proszę o szybką odpowiedź: jak mu pomóc, żeby nie popełnił samobójstwa?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam depresję? Jak sobie pomóc?

Mam 39 lat. Często ogarnia mnie nastrój apatii i zniechęcenia. Boję się przyszłości. Mój mąż kilka razy zmieniał pracę, teraz też o tym myśli, bo coraz mniejsze ma zarobki i pracuje z dala od domu - zawsze to bardzo przeżywam...

Mam 39 lat. Często ogarnia mnie nastrój apatii i zniechęcenia. Boję się przyszłości. Mój mąż kilka razy zmieniał pracę, teraz też o tym myśli, bo coraz mniejsze ma zarobki i pracuje z dala od domu - zawsze to bardzo przeżywam nerwowo.

Mamy dwójkę dzieci, których wychowanie głównie na mnie spoczywa, bo mąż jest w pracy. Sama też niedawno obawiałam się o swoją pracę, bo było ograniczenie etatów. Bardzo staram się w pracy, ale wydaje mi się, że nikt tego nie docenia, czasem jestem nerwowa w pracy. W domu często czuję się senna i zmęczona, mam wyrzuty do siebie, że jestem leniwa, bo nie umiem dobrze gospodarować czasem. Zaczęłam brać Deprim, ale nie zauważyłam jakieś poprawy nastroju.

Co mam robić? Staram się narzucać sobie prace, ale nie daje mi to dużej satysfakcji. Brak mi też samodyscypliny. Ogromną radością są dla mnie moje dzieci, to one dają mi chęci do życia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Drażliwość i nerwowość po zawale serca - czy to może być depresja?

Witam. Mój mąż w ubiegłym roku przeszedł zawał serca. Jest po zabiegu plastyki wieńcowej i wszczepieniu stentów. Przestał również palić papierosy - palił od 16 roku życia, a teraz ma 46 lat. Jest bardzo nerwowy, wiele rzeczy wyprowadza go z...

Witam. Mój mąż w ubiegłym roku przeszedł zawał serca. Jest po zabiegu plastyki wieńcowej i wszczepieniu stentów. Przestał również palić papierosy - palił od 16 roku życia, a teraz ma 46 lat.

Jest bardzo nerwowy, wiele rzeczy wyprowadza go z równowagi, jest wybuchowy, drażliwy, czasami odcina się od domowników. Potrafi cały dzień przesiedzieć w fotelu praktycznie w jednej pozycji i patrzeć w telewizor.

Nie wiem co robić, ponieważ on potrzebuje spokoju, a ja już nie wytrzymuję i zaczynam wybuchać. Czy jego zachowanie to jakaś depresja po zawale czy raczej wynik odstawienia papierosów?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy po kilku nawrotach depresji jest szansa na życie bez leków?

Witam! Piszecie Państwo, że "po dobraniu odpowiedniego preparatu i jego dawki leczenie należy kontynuować przez 8 do 12 miesięcy w przypadku pierwszego epizodu choroby. Sytuacja wygląda inaczej, w momencie gdy mamy do czynienia z nawrotem depresji. W przypadku drugiego epizodu...

Witam! Piszecie Państwo, że "po dobraniu odpowiedniego preparatu i jego dawki leczenie należy kontynuować przez 8 do 12 miesięcy w przypadku pierwszego epizodu choroby. Sytuacja wygląda inaczej, w momencie gdy mamy do czynienia z nawrotem depresji. W przypadku drugiego epizodu leczenie prowadzimy przez 2 lata, a trzeciego – do końca życia chorego".

I teraz mam pytanie: jeżeli ktoś miał w życiu parę epizodów depresji, ale nigdy nieleczonych, to też dotyczy go ten podział? Czy może stać się tak, że po kilkumiesiecznym leczeniu depresji niegdy ona już nie powróci? Jest szansa życia bez leków do końca życia? Jak Państwo oceniają leczenie depresji metodą elektrówstrząsów? Z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie wiem czy to depresja, ale może warto zapytać?

Mam 22 lata, jestem studentką. Od paru lat zastanawiałam się okresowo (to znaczy kiedy bywało gorzej) czy nie mam depresji. Powody to problemy z samooceną (te już częściowo zanikły), poczucie beznadziei, zwłaszcza co do przyszłości - przekonanie, że nic mi...

Mam 22 lata, jestem studentką. Od paru lat zastanawiałam się okresowo (to znaczy kiedy bywało gorzej) czy nie mam depresji. Powody to problemy z samooceną (te już częściowo zanikły), poczucie beznadziei, zwłaszcza co do przyszłości - przekonanie, że nic mi nie wyjdzie (mam spory problem z wieloma rzeczami, z którymi inni nie mają), niechęć do obowiązków, świata realnego, lęk przed dorosłym życiem, poczucie, że moje istnienie nie ma sensu itp.

Nie czuję się też, od bardzo dawna, człowiekiem szczęśliwym - narasta we mnie pesymizm, fatalizm, sarkazm. Od jakiegoś czasu dochodzą do tego rzadkie, ale jednak zdarzające się problemy z jedzeniem, np. nie mogę jeść, kiedy ktoś obcy na mnie patrzy, a także problemy z pamięcią, głównie z przypominaniem sobie słów oraz koncentracją. Trudniej mi też słuchać innych i skupiać się na tych rozmowach, wyrażać entuzjazm co do cudzych spraw, prawie nie potrafię wczuwać się w położenie innych. Mam też tendencję do huśtawek nastrojów, mało energii do życia, nic mi się nie chce.

Byłam raz u pani psycholog - znajomej, która ze względu na tzw. myślenie rezygnacyjne stwierdziła, że być może powinnam udać się do psychiatry i leczyć depresję. Dodam, że kiedy przez pewien okres czasu brałam codziennie ziołowe leki czułam się lepiej.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty