Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Smutek, przygnębienie i brak chęci do czegokolwiek a depresja

Nie mam sił na nic. Wszystko wydaje mi się bez najmniejszego sensu. Brak sił do wszystkiego. Nic mnie nie cieszy. Ciągły smutek i mocne przygnębienie, niechęć do wszystkich i do wszystkiego, niska samoocena, częste myśli samobójcze. Tylko ja NIGDY w... Nie mam sił na nic. Wszystko wydaje mi się bez najmniejszego sensu. Brak sił do wszystkiego. Nic mnie nie cieszy. Ciągły smutek i mocne przygnębienie, niechęć do wszystkich i do wszystkiego, niska samoocena, częste myśli samobójcze. Tylko ja NIGDY w życiu NIE POPEŁNIĘ SAMOBÓJSTWA. Brak mi odwagi. Za bardzo boję się to zrobić, boję się zabić. Poza tym bardzo boję się śmierci. Tego co jest po śmierci. Ciągłe nieustanne myśli, że życie jest bez sensu i do niczego, myśl że ciągle nic się nie udaje i nie wychodzi, poczucie bezradności, ciągłe, nieustanne napady płaczu, samokrytyka, myśl, że wszyscy mają cię gdzieś, odwrócili się od ciebie wtedy gdy ich najbardziej potrzebowałeś, nie masz nawet z kim porozmawiać, nikt cię nie rozumie, bark najmniejszej chęci do życia, ciągły strach i lęk przed dalszym życiem, problemy z rozwiązywaniem problemów, brak sił do dalszego życia, myśl, że już nigdy nie wyjdziesz z tego doła, czasami nawet brak chęci, aby podnieść się z łózka, ponieważ wydaje ci się, że nie masz po co i ci się nie chce, brak najmniejszego uśmiechu na twarzy, nic już cię nie cieszy, wszystko się wydaje szare, ponure bez sensu i do niczego bark myśli, że stan zdrowia się choć trochę poprawi, bark sił na wszystko - nic się już nie chce, tylko płakać i spać. Mam takie pytanie: czy stan, który opisałam, to może być depresja ? To bardzo dla mnie ważne. Chce wiedzieć czy cierpię na depresję. Ja się tak często właśnie czuję. Takiego mam dużego i ogromnego doła. Bardzo proszę o pomoc. Serdecznie pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Depresja? Proszę jeszcze raz o konsultację

W odpowiedzi na moje poprzednie pytanie stwierdziła pani, że to może być depresja. Karmię nadal piersią, wiec póki co leki odpadają, zapisałam się na psychoterapię. Proszę mi powiedzieć czy sama psychoterapia mi pomoże uporać się z depresją, czy konieczne...

W odpowiedzi na moje poprzednie pytanie stwierdziła pani, że to może być depresja. Karmię nadal piersią, wiec póki co leki odpadają, zapisałam się na psychoterapię.

Proszę mi powiedzieć czy sama psychoterapia mi pomoże uporać się z depresją, czy konieczne będzie wprowadzenie leków? Dodam, że nic mnie nie cieszy, chodzę smutna codziennie, płakać mi się chce i ciągle myślę, co będę robić jutro, pojutrze, za kilka lat, skoro nic mnie nie interesuje, tak, jakbym straciła cały sens życia.

Mam dwójkę wspaniałych dzieci, a tu takie przygnębienie mnie dopadło. Czy przy depresji zawsze czuje się taką pustkę i bezsens życia?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Czy to depresja? Jak mogę sobie z tym poradzić?

Witam! Mam 13 lat, jestem dziewczyną. Od jakiegoś czasu jestem przygnębiona i znudzona życiem, ciągle stwarzam sobie jakieś problemy, a jeszcze rok temu potrafiłam się cieszyć życiem. Nie czuję się z tym dobrze - prawie wszystko wydaje mi się bez...

Witam! Mam 13 lat, jestem dziewczyną. Od jakiegoś czasu jestem przygnębiona i znudzona życiem, ciągle stwarzam sobie jakieś problemy, a jeszcze rok temu potrafiłam się cieszyć życiem. Nie czuję się z tym dobrze - prawie wszystko wydaje mi się bez sensu.

Może to dlatego, że nie mam przyjaciół ani koleżanek, bo jestem nieśmiała i to jest mój drugi problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Nie wiem co mam zrobić, żeby tak nie było, dlatego bardzo proszę o jakąś poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Depresja podwójna?

Witam. To, co teraz napiszę, nie jest właściwie pytaniem. Chcę po prostu wyżalić się, chce żeby ktoś to przeczytał. Mam 19 lat i pomimo tak młodego wieku nie widzę już szans na radosne życie. Jestem w stanie ciężkiej depresji, potwierzają...

Witam. To, co teraz napiszę, nie jest właściwie pytaniem. Chcę po prostu wyżalić się, chce żeby ktoś to przeczytał. Mam 19 lat i pomimo tak młodego wieku nie widzę już szans na radosne życie. Jestem w stanie ciężkiej depresji, potwierzają to wszystkie testy depresyjne oraz objawy. Zawsze byłem człowiekiem wrażliwym i uczuciowym.

Obecnie mieszkam w dość sporym mieście, pierwsze 7 lat swojego życia spędziłem na wsi. Na wsi wszystko wbyło w porządku, miałem znajomych, przyjaciół, po prostu miałem z kim się bawić. Z pewnych powodów musieliśmy się z rodziną wyprowadzić stamtąd, przeprowadziliśmy się do miasta, kilkaset kilometrów od wcześniejszego miejsca zamieszkania.

Od samego początku w mieście, z jakiś powodów, nie byłem akceptowany - moi rówieśnicy z podwórka mnie wyśmiewali, ignorowali, może to była wina mojego pochodzenia (inne województwo, wieś?). Ostatecznie przestałem się z nimi widywać. Czas spędzałem samotnie, jedynie w szkole miałem do kogo się odezwać/ z kim się bawić. Podstawówka była jeszcze w miarę ok, nie miałem kłopotów z nawiązywaniem kontaktu z rówieśnikami. Lecz poza szkołą nie spotykałem się z nikim, bawiłem się sam z sobą, można rzec, że żyłem we własnym, skrytym świecie.

I taki właśnie jest mój charakter: jestem nieśmiały, cichy, skryty, zamknięty w sobie, izoluję się od ludzi, wrażliwy i uczuciowy, a przy tym, wg relacji moich jedynych przyjaciół, bardzo inteligentny, koleżeński, pomocny, czasem wręcz bezinteresownie - po prostu spotkałem się z opinią, że jestem bardzo wartościowym człowiekiem. Problem jest taki, że ja czuję, że nie mam żadnej wartości. Zawsze miałem bardzo niską samoocenę, w stanie tej depresji mam wręcz zerową, uważałem siebie za nic nie wartego.

Jak już mówiłem, podstawówka była w miare w porządku, nic mi nie przeszkadzało, nie martwiłem się niczym. W gimnazjum zmieniłem się - zacząłem się izolować od ludzi, stałem się całkowicie zamknięty w sobie, utrzymywałem kontakty jedynie z trzema osobami (do dzisiaj utrzymuję, to moje jedyne sensowne znajomości). W klasie z nikim nie rozmawiałem, ludzie także, o dziwo, nie chcieli jakoś... Już wtedy po raz pierwszy pojawiały się u mnie objawy depresji: brak wiary w siebie, brak motywacji, niechęć do wszystkiego, znużenie, smutek, często też myśli samobójcze a nawet kilka tygodni bezsenności...

W II klasie gimnazjum mi przeszło, pomiedzy II a III klasą zakochałem sie, czułem sie bardzo szczęśliwy, ale nic z tego nie wyszło. Od III klasy gimnazjum nie potrafię już w takim samym stopniu odczuwać szczęścia. Dostałem się do liceum. Przez 3 lata było to samo - nie odzywałem się do nikogo w klasie. Ludzie uważali mnie za dziwaka, troche sie ze mnie podśmiewali, z powodu braku wartosci siebie i stresu, jaki mi towarzyszył w publicznych sytuacjach, spotykały mnie kompromitujące wpadki.

Jestem już po liceum. Jestem w stanie ciężkiej depresji... Nie jestem w stanie tego nawet opisać, po prostu to, co czasem sie dzieje wewnątrz mnie, zasługuje na miano piekła. Prawie ciągle jestem smutny, czasem wręcz tak silnie, że zaczynam płakać, czasem płacze bardzo mocno. Takie chwile są okropne, te chwile zupełnego załamania... Najgorsze jest jednak to, że nie widzę przed sobą dobrej przyszłości. Czuję, że czekają mnie same porażki, samotność, brak miłości. Niektórzy mówią, że mogę sam to zmienić, zapobiec temu. Jednak nie ma we mnie sił, żadnej motywacji. Nic mi się nie chce robić, nawet tych najprostszych czynności.

Mam długie wakacje... Mógłbym pójść do pracy, jak wielu ludzi z mojej klasy. Jednak boję się tego, nie potrafię wyjaśnić czemu. W zasadzie nie potrafię powiedzieć, co tak konkretnie mnie w tym przeraża. Okropna jest ta samotność. Nie mam wielu przyjaciół czy dziewczyny. Prawie wcale nie ruszam się z domu. Moi jedyni trzej znajomi coraz mniej mnie interesują, nie mam ochoty się z nimi widzieć. Nie mam ochoty podejmować się żadnych aktywności.

Boję się samotności, martwię się tym, że w życiu nie spotkam milości i do końca pozostanę sam, w takiej beznadziei. Mam wiele kompleksów, główne takich, że jestem wysoki i chudy oraz nie jestem zbytnio wysportowany i umięśniony. Wstydzę się także swojej nieśmaiłości. Jestem bardzo drażliwy, często nerwowy. Na polecenia rodziców potrafię odpowiedzieć krzykiem, albo też pozostać na nie zupełnie obojętny. Jestem także bardzo bierny na wszystko co mnie otacza. Nie cieszy mnie nic, życie wydaje mi się bardzo smutne i bezsensu.

Jakby nie patrzeć, chcę coś zmienić w swoim życiu, są pewne takie chwile, w których wydaje mi się, że jestem w stanie, lecz to zwykły "słomiany zapał", po chwili takie myślenie mija i znów wszystko staje mi się obojętne. Coraz częściej myśle o samobójstwie. Mam już tak od pół roku, właściwie moja depresja bardzo nasiliła się od tego czasu. Jeśli chodzi o myśli samobójcze... one pojawiają się same, najczęsciej kiedy zacznę sobie wmawiać, że coś źle zrobiłem, coś mi nie wyszło, lub gdy pomyślę o tym jak beznadziejna przyszłość mnie czeka.

Czuję, że dążę do samozagłady... Pewnego rodzaju ulgę przynosi mi myśl, że jak już wszystko straci dla mnie sens, mogę po prostu sam zadecydować o tym, że chcę umrzeć... Ulgę po prostu przynosi mi to, że w razie niepowodzeń mogę popelnić samobójstwo. Często wyobrażam sobie, co by było, gdybym popełnił samobójstwo (reakcje rodziny/ znajomych). Myślę nawet o tym, jak wyglądałyby ostatnie chwile mojego życia. Zaczynam wtedy płakać co dodatkowo pogłębia te myśli samobójcze. Istny koszmar! 2 razy już zdarzyło mi się ciąć żyletką w ostatnim czasie. Kilka razy zdarzyło mi się nawet planować, ale szybko rezygnowałem.

Mam lęki, boję się różnych sytuacji. Boję się czasem bardzo prostych czynności, np. zakupów w sklepie, załatwiania pewnych spraw, wychodzenia z domu na miasto. Boję się patrzeć ludziom w oczy. Gdy idę przez miasto czuję się strasznie zamulony i przestraszony, nie mam odwagi patrzeć na nikogo. Nie lubię także kiedy ktoś na mnie patrzy. Gdy ktoś wykona do mnie jakiś np. uśmiech od razu odbieram to negatywnie i wpadam w depresyjne stany. Może też to śmieszne, ale boję się też wzroku kierowców przejeżdżających samochodów. Z tych właśnie powodów mam coraz mniejszą ochotę pokazywać się na zewnątrz.

Jest mi ciężko, nie mam ochoty na nic, nieustannie czuję się ponury i nie widzę szans na poprawę. Czasem chciałbym to już po prostu skończyć, to staje się nie do wytrzymania, w dodatku się pogłębia. Mam tendencję do brania wszystkiego do siebie, każdej negatywnej rzeczy, którą ktoś powie, po prostu za bardzo się tym przejmuję. To dodatkowo pogarsza mój stan. Często obwiniam się za moją przeszłość, że to moja wina, że doprowadziłem się do depresji. Długo by mówić... Po prostu mam skłonności do potępiania siebie za pewne rzeczy i do nadmiernego obwiniania się. Czuję, że nie potrafię stanąć na nogi.

Byłem niedawno u lekarza rodzinnego. Polecił mi wizytę u psychologa młodzieżowego, jednak jak do tej pory tam się nie wybrałem. Przepisał mi Deprim, mam go brać przez nastepnych 10 dni. Po pierwszym zażyciu objawy depresji chwilowo ustąpiły, czułem się całkowicie normalnie, poczułem się szczęśliwszy, jednak trwało to tylko kilka godzin. Deprim biorę już piąty dzień. Teraz już wcale mi nie pomaga i jest równie okropnie, jak było wcześniej.

Zastanawiam się, wiem już że to depresja, ale zauważyłem u siebie także objawy fobii społecznej. Być może jestem dystymikiem, ten stan smutku trwa już wiele lat, ale widocznie teraz mógł przejść w tzw. depresję podwójną. Późna pora już gdy pisze te słowa... Chciałbym wyjść z tej mrocznej beznadziei, ale samodzielnie nie jestem w stanie. Ta depresja przenika mnie wewnątrz, bardzo głęboko...

Przepraszam, że tak chaotycznie piszę, jest to efektem tego, że mój problem jest dość skomplikowany i dokładne opisywanie go zajęłoby wiele stron. Opisałem po prostu w skrócie to, co najbardziej mnie boli. Po tym wszystkim poczułem się nieco lepiej... Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy zbliża się depresja?

Niby jestem szczęśliwą mężatką z 10-letnim stażem. Niby, bo niby mam wszystko - w sumie dobrego męża, dobrą pracę, w miarę dobrze ułożone życie... Tylko do tej układanki jednak brakuje może kilku elementów - nie mam w sobie radości, nic...

Niby jestem szczęśliwą mężatką z 10-letnim stażem. Niby, bo niby mam wszystko - w sumie dobrego męża, dobrą pracę, w miarę dobrze ułożone życie... Tylko do tej układanki jednak brakuje może kilku elementów - nie mam w sobie radości, nic mnie cieszy, bo co ma mnie cieszyć jesli, nie wiedzieć czemu, jestem pozbawiona możliwości spełnienia największego mojego pragnienia, czyli po prostu, a może aż, bycia matką?

Wiem że są różne możliwości czy to medyczne, czy też adopcja. Jestem po kilkuletnim leczeniu, niestety bez efektu. I nie mam już sił na kolejne faszerowanie się przeróżnymi farmaceutykami czy kolejne pobyty w szpitalach. Aktualnie bardzo powaznie myślimy z mężem o adopcji. Ale nawet jeśli wiem, że bedę kochała to adoptowane dziecko, to straszliwy ból przeszywa moją duszę, że nigdy nie będę mogła patrząc na moje dziecko, zastanawiać się np. jakie cechy odziedziczyło po mnie czy po moim mężu...

Może to zbyt egoistyczne, ale nikt nie jest w stanie zrozumieć tego bólu, dopóki nie znajdzie się w takiej sytuacji. Mam wrażenie, że momentami popadam w jakieś depresyjne stany, choć wszystkim wokół wydaje się, że jestem osobą twardą, wesołą, która mocno stoi na dwóch nogach na ziemi. I może to tłumaczy to, że wdałam się w wirtualna przyjaźń damsko-męską z osobą, która ma trójkę dzieci:) Miałam okazję poznać kiedyś go krótko "w realu". Co prawda jego życie także nie jest łatwe, bo każde dziecko jest z innego związku. Stara się jednak z całego serca naprawić wyrządzone krzywdy, stara się być dobrym ojcem, na ile może w tej sytuacji.

I choć ma teraz partnerkę, z którą ma najmłodsze dziecko, to w moim odczuciu nie jest do końca szczęśliwy... Tak jak ja, która ma to czego z kolei nie ma on... Właściwie nie oczekuję żadnej porady, ale chyba tylko chcę tutaj wyrzucić z siebie trochę goryczy, rozżalenia, które mnie dusi i nie mogę sobie z nim poradzić... Czy to depresja? Nie wiem, może. Wiem tylko, że choć czuję się samotna wśród ludzi, to jak na razie staram się normalnie wśród tych ludzi funkcjonować. Jak długo mi się to będzie udawało? Także nie wiem...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak poczucia sensu w życiu

Witam. Nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem, a raczej egzystencją... nie widzę rozwiązania. Mam same problemy, po krótce: mam 23 lata i nieudane dotychczasowe życie, które już nie ma sensu. Nie mam pracy, pracuję dorywczo jako opiekunka co...

Witam. Nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem, a raczej egzystencją... nie widzę rozwiązania. Mam same problemy, po krótce: mam 23 lata i nieudane dotychczasowe życie, które już nie ma sensu.

Nie mam pracy, pracuję dorywczo jako opiekunka co mnie dobija, nie jestem w stanie ukonczyć studiów co jest dla mnie ogrmną porażką, nic nie osiagnęłam, ciągle myślę o tym, że jestem nikim. Nie mam wsparcia, ponieważ nie utrzymuję kontaktów z matką, która jest alkoholiczką, mam siostrę, która ma swoje życie i nie interesuje się mną, miałam przyjaciółkę, ale odsunęła się ode mnie bardzo mnie raniąc. Mam problemy zdrowotne, ciągle ląduję w szpitalu, zmagam się z chorobą krwi, ciągle źle się czuję, nie mam na nic sił, cały czas śpię, głowa mnie boli bez przerwy.

Najbardziej nie mogę sobie poradzić, i to już od 2 lat, z tym, że rozstałam się z mężczyzną, z którym byłam w związku 4 lata. Bardzo go kochałam i nadal bardzo cierpię, nie mogę z tym żyć, że go nie ma i mimo że rozstaliśmy się 2 lata temu, cały czas byłam z nim w kontakcie. Dopiero 2 miesiące temu odważyłam się zakończyć tę niedobrą relację. On jest w związku z kimś innym, już więc musiałam odejść w cień. Nie chce mi się już nic, nie mam nic, nie mam nikogo, każdy dzień jest dla mnie męką, mam depresję, nie chce mi się dbać o siebie, nigdzie nie wychodzę...

Siedzę w moim małym pokoju i rozmyślam nad życiem i śmiercią, zastanawiam się po o żyć, skoro los cały czas wszystko mi odbiera... Nie wiem już co robić... Dlaczego tak się dzieje?

Moja narzeczona ma depresję. Nie wiem jak mam się zachowywać

Mam 24 lata a moja narzeczona 21. Za rok mamy brać ślub. Ona jest przewrażliwiona na punkcie swojej tuszy. Uważa, że jest najgrubsza, brzydka, najgorsza i niegodna niczego a wcale tak nie jest. Wspieram ją i akceptuję. Ma stwierdzoną...

Mam 24 lata a moja narzeczona 21. Za rok mamy brać ślub. Ona jest przewrażliwiona na punkcie swojej tuszy. Uważa, że jest najgrubsza, brzydka, najgorsza i niegodna niczego a wcale tak nie jest. Wspieram ją i akceptuję. Ma stwierdzoną depresję i bywała też w szpitalu, bo miała problemy ze szkołą (nie zdała 2 lata). Teraz już skończyła szkołę.

W jej złych chwilach (a jest ich coraz więcej) często mówi o samobójstwie. Ja nie mogę tego słuchać, bo nie wiem co mam robić. Mieszkamy ze sobą. Chce się odchudzać i wmawia mi, że nie chce jej pomóc, bo nie godzę się na jej warunki co do spożywanych pokarmów. Radziłem psychologa, żeby zmienić swój stosunek do siebie, ponieważ sama nie ma siły jechać, dwa razy ja z nią byłem, ale za 3 razem musiałem być w pracy i skończyło się na 2 wizytach. Ja chciałbym spędzić piątkowe popołudnie razem, wyjść gdzieś, wykorzystać pogodę, odpocząć razem po tygodniu ciężkiej pracy (oboje pracujemy), a ona nie ma siły, chce spać, żeby zapomnieć o swoich wmówionych "problemach".

Jak się mam zachować w takich sytuacjach, jak sam nie mam siły, odtrąca mnie, a to mnie tak dobija, że sam mam ochotę zniknąć. Niby wiem co mam robić, wspierać ją, ale sam się tak przejmuje i nie daję rady. Pozdrawiam i błagam o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Depresja! Co mam ze sobą dalej robić?

Witam. Mam na imię Łukasz, mam 23 lata i chciałem opisać mój problem. Otóż od ok. 7 lat mam częste stany depresyjne, ale z tego co zauważyłem nie dzieją one sie bez powodu. Najczęstszymi powodami jest nieraz popadnięcie przeze...

Witam. Mam na imię Łukasz, mam 23 lata i chciałem opisać mój problem. Otóż od ok. 7 lat mam częste stany depresyjne, ale z tego co zauważyłem nie dzieją one sie bez powodu. Najczęstszymi powodami jest nieraz popadnięcie przeze mnie w tzw.doła - coś mnie speszy lub ktos w obecnosci innych osób i już od tego momentu mam doła. Wydawało by się, iż za jakis moment powinno mi to przejść, ale nie jest tak w 90 %. Zaraz po tym rozmyślam głęboko dlaczego takie rzeczy dzieją się mnie, a innym nie w taki błahej sytuacji?

Wcześniej, czyli tak do 17 roku życia w sumie takich stanów nie miałem! Całe "życie" mojej psychiki zaczęło sie od momentu zapalenia marihuany, tak przynajmniej mnie sie wydaję. Otóż ok. 16 roku zycia zapaliłem pierwszy raz marihuanę i koledzy przy tym paleniu mnie zdołowali, poczułem się bardzo źle, w sumie pierwszy raz w życiu jakiś taki zabłąkany, niepewny. Później już popalałem, ale nie tak czesto, brałem tez czasem amfetaminę i inne używki. To chyba tylko po to żeby poczuc sie pewnym w otoczeniu, wyluzować się...

Następnie i zaczęła się szkoła zawodowa i tam spotkało mnie najgorsze. Niestety znalazło sie tam dziwne towarzystwo, które mnie dołowało. Ze szkoły zawodowej zrezygnowałem po 2 latach nauki, również z powodu smierci mojego ojca. Przez pewien czas, fakt, nauczyłem się panować sam nad moimi emocjami, ale na krótko - nieraz, tak jak wspomniałem na początku listu, gdzieś się speszę i po krótkim czasie, na ok 2 dni dopada mnie depresja. Już kilka razy miewałem próby samobójcze, podcinałem sobie żyły, chciałem skakać z okna, trułem sie, ale jakoś mnie uratowali...

Miewam depresję głównie dlatego, że denerwuje mnie w 80% moja osoba. Że kiedys byłem takim nawet śmiałym kolesiem i w ogóle nic mnie nie stresowało! Mogłem do kilkuosobowej grupy mówić i żadnego lęku nie odczuwałem! Teraz boję się nawet wyjść z domu - wejście do jakiego marketu to już w ogóle odpada, bo po dłuższym czasie przebywania w nim chce mi się spać i jestem zagubiony. Pomagam sobie zazwyczaj alkoholem. Staram się tego nie robić, bo znam siebie juz trochę czasu i kiedy dopada mnie depresja sam potrafię z niej jakos w miarę wyjść.

Jestem osobą dosć nerwową, bardzo szybko potrafiłem, np. w byłej pracy, rzucić na ziemię jakimś przedmiotem ze złości, która już od dawna się kumulowała we mnie przez kierownictwo. Przez to głównie traciłem pracę. Teraz również nie mam pracy, a to dlatego, że znów mnie dopadł straszny stan. Boję się znów wyjść i to jest przyczyną tego, że nie pracuję i własnie między innymi dlatego dopadła mnie deprecha, bo wnerwiam się sam na siebie, że mam tak a nie inaczej.

I zadaję sobie pytanie: dlaczego inni mogą sobie na luzie np. pracować, a ja nie, bo w pracy jestem spięty, czasem się wyluzuję, ale jak jest osoba, która mnie często stresuje, to cały czas chodzę zdenerwowany, przez co nie mogę się skupić i brak mi koncentracji. Co ja mam dalej robić? Mam już 23 lata i moje problemy w sumie nie ustępują. Czy to już tak ma być, że do końca mojego życia będę się czegoś obawiać, bać i non stop chodzić osowiałym przez te problemy? Proszę o jakąś pomoc. Bardzo dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Myśli samobójcze po śmierci taty

Czasem myślę sobie, że to jedyne wyjście, żeby spotkać się z moim tatą, który zmarł 16.04.2010. Jest mi tak ciężko. Jednak są chwile kiedy spotykam się ze znajomymi, śmiejemy się, żartujemy. Za tydzień mam urodziny miałam robić, jeden plan się...

Czasem myślę sobie, że to jedyne wyjście, żeby spotkać się z moim tatą, który zmarł 16.04.2010. Jest mi tak ciężko. Jednak są chwile kiedy spotykam się ze znajomymi, śmiejemy się, żartujemy. Za tydzień mam urodziny miałam robić, jeden plan się posypał, ja nagle straciłam wiarę w tę imprezę. Tak bardzo mnie boli to, że tato zmarł gdyż jestem młoda, mam dopiero 16 lat. Bardzo, bardzo, bardzo chciałabym, żeby był koniec świata za 2 lata, może to głupie co piszę, ale chciałabym.

Prawie wakacje, wolne niby... Jednak kiedy mama jedzie do pracy (pracuje w szpitalu) to ja zostaję sama w domu, przez ostatnie 2 lata tato był, ponieważ już chory i mu ciężej było, czyli zawsze był, teraz go niema, jest cholernie smutno, patrząc na jego zdjęcie kiedy był zdrowy ściska mi się serce i łzy same cisną się do oczu.

Prawdę mówiąc życie nie jest dla mnie kolorowe. Rano wstaję, do szkoły, potem wracam, parę godzin i wieczór. Następnego dnia to samo. I tak dzień w dzień. Teraz liceum po wakacjach, pierwszy miesiąc ciekawy później dalej to samo. Monotonia. Później studia. Gdyby nie było końca świata tak by to wyglądało. Jednak nie wiemy jak będzie.

Chcę być już z tatą. Zawsze mnie bronił, kochał mnie bardzo, ja jego również, i aż mi łzy stoją w oczach, ale myślałam o samobójstwie. Boję się tego jednak bo może za 2 lata sama zginę? Nie wiem co myśleć, zagubiłam się. Nigdy nie sądziłam, że mój tato przez tyle lat zdrowy, tabletek nie brał, pracowity, bardzo nagle zachoruje na taką chorobę, która go tak spowolniła i umrze;( Po prostu nie do pomyślenia. Proszę o odpowiedź specjalisty.

Jak poradzić sobie po rozstaniu?

Nie wiem co mam zrobić. Byłam z chłopakiem prawie 5 lat, było nam razem b.dobrze, kochałam go i kocham nadal. On jednak mnie zostawił 3 miesiące temu. Od tego czasu nie mogę się pozbierać, praktycznie nie ma dnia, żebym nie...

Nie wiem co mam zrobić. Byłam z chłopakiem prawie 5 lat, było nam razem b.dobrze, kochałam go i kocham nadal. On jednak mnie zostawił 3 miesiące temu. Od tego czasu nie mogę się pozbierać, praktycznie nie ma dnia, żebym nie płakała, początkowo jeszcze wszystko było ok, wychodziłam z domu, spotykałam się ze znajomymi, próbowałam być z innym, ale niestety - nie potrafię tak bez uczuć...

Teraz, gdy wiem, że obok mojego byłego kręci się jakaś dziewczyna, która bardzo chce z nim być, wszystko mnie przytłacza... Wszystko mnie boli w środku, gdy słyszę od znajomych, że się spotykają. Gdy z nim rozmawiam twierdzi, że jej nie kocha, że nie chce mieć na razie dziewczyny. Ja jednak go znam i wiem, że jest inaczej, wiem, że bardzo szybko się zakochuje. Nie mogę znieść myśli, że on ułoży sobie życie a ja dalej będę nieszczęśliwa i sama, bo życie chciałam spędzić właśnie z nim i choć gdy rozmawiamy mówię mu otwarcie o moich uczuciach on udaje, że tego nie słyszy, żebym na niego nie naciskała, bo sam nie wie co ma teraz robić, że nadal jest o mnie zazdrosny i mnie kocha, a mimo to nie chce na razie ze mną być. Próbowałam już wiele razy zerwać kontakt, powiedzieć sobie dość, ale nie mam w sobie tyle sił, nie potrafię 2 tygodni wytrzymać bez rozmowy z nim...

Najgorsze jest to, że po tym wszystkim co mi zrobił ja jestem w stanie mu wybaczyć, choć sama nie widzę teraz perspektywy. Bo jak nasz związek miałby wyglądać po powrocie? Na pewno byłyby wypominania, dołowałaby mnie myśl, że będąc ze mną może myśli o tamtej, że może żałuje, że wrócił do mnie, że może to już tylko przyzwyczajenie z jego strony... Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Dotyczy: Neurologia Depresja

Dlaczego się zmieniłam?

Mam już prawie osiemnaście lat, a moim głównym problemem jest obojętność na świat. Od jakiegoś czasu nie potrafię odnaleźć w sobie radości i szczęścia, ale również tych negatywnych uczuć jak złość, gniew. Wszystko co mnie otacza jest dla mnie...

Mam już prawie osiemnaście lat, a moim głównym problemem jest obojętność na świat. Od jakiegoś czasu nie potrafię odnaleźć w sobie radości i szczęścia, ale również tych negatywnych uczuć jak złość, gniew. Wszystko co mnie otacza jest dla mnie obojętne.

Funkcjonuję jak zawsze... szkoła, dom, znajomi. Jednak coś się we mnie zmieniło, słowa kiedyś dla mnie ważne - przyjaźń, miłość - straciły na wartości, używam ich jedynie z przyzwyczajenia. Nie przejmuję się jak kiedyś uczuciami innych osób, bez problemu kłamię (co kiedyś rzadko mi się zdarzało), nie odczuwając przy tym wyrzutów sumienia.

Nawet bardzo dobre wiadomości, które w przeszłości powodowały u mnie ataki euforii, obecnie są przyjmowanie obojętnie. Mam wrażenie, że byłabym w stanie żyć sama bez osób "bliskich" które mnie otaczają. Muszę też dodać, że ostatnio wolę spędzać czas sama, w odosobnieniu, dlatego też wiele osób się ode mnie odsunęło (co niezbyt wywarło na mnie jakiekolwiek wrażenie).

Przepraszam że tak chaotycznie napisałam, ale nie zbyt potrafię dobrać w słowa tę sytuację. Czuję się jakbym była kimś innym, osobą zamkniętą w ciele obcego człowieka.

Proszę o konsultację. Czy to depresja?

Mam 29 lat. Po urodzeniu pierwszej córci przez 2 tygodnie bałam się ciągle o nią, nie spałam. Wszystko przeżywałam z pomocą koleżanki. Udało mi się pokonać to jakoś. Myślę że to było baby blues. Dodam że jestem osobą bardzo zamartwiającą...

Mam 29 lat. Po urodzeniu pierwszej córci przez 2 tygodnie bałam się ciągle o nią, nie spałam. Wszystko przeżywałam z pomocą koleżanki. Udało mi się pokonać to jakoś. Myślę że to było baby blues. Dodam że jestem osobą bardzo zamartwiającą się.

Zuzia, moja pierwsza córka, ma już 4 latka i do tej pory ciągle martwiłam się o nią, z każdym katarem lecialam do lekarza, nie mówiąc o zostawieniu jej z kimkolwiek na dłuższą chwilę. 3 miesiące temu urodziłam kolejną córcię, Hanię. Od tamtej pory mam kłopoty ze snem, ściska mnie w gardle prawie cały dzień, nic mnie nie cieszy, nie przejmuję się już ani Zuzią jak kiedyś, ani Hanią. Co prawda opiekuję się nią, śmieję się do niej, ale nie czuję już takiej więzi jak z pierwszym dzieckiem. W dodatku jak pomyślę sobie o przyszłości, to aż mam ciarki. Zastanawiam się co będzie jutro, co będę robiła, skoro nie interesuje mnie dosłownie nic. Kiedyś mogłam coś pooglądać czy posiedzieć przed komputerem, a teraz jakieś dziwne uczucie.

Najgorzej że ciągle myślę o przyszłości - co ja będę robić, nic mnie nie cieszy, nic mi się robić nie chce... Przestało mieć dla mnie znaczenie cokolwiek i w dodatku już się dziećmi nawet nie przyjmuję jak kiedyś pierwszym dzieckiem, obsesyjnie. Prosze o odpowiedź: co mi jest i co mogę zrobić, aby znowu nabrać chęci do życia i cieszyć się wszystkim, i dziećmi, i nie myśleć co będzie jutro, tylko żyć jak kiedyś?

Jestem znudzona życiem. Co robić?

Mam 29 lat, mam męża od roku, nie mamy dzieci. Jestem wykształcona, dobrze zarabiam, uśmiecham sie do wszystkich, choć jest mi niedobrze. Czasami się zastanawiam, czy ja w ogóle kocham mojego męża, czy jest to tylko przywiązanie do drugiej osoby....

Mam 29 lat, mam męża od roku, nie mamy dzieci. Jestem wykształcona, dobrze zarabiam, uśmiecham sie do wszystkich, choć jest mi niedobrze. Czasami się zastanawiam, czy ja w ogóle kocham mojego męża, czy jest to tylko przywiązanie do drugiej osoby.

Źle sypiam, wymyślam problemy sama sobie i innym. Nie mam rano siły wstać do pracy, płaczę. Chodzę do pracy nie tak jak kiedyś - zadbana, umalowana. Teraz najchętniej poszłabym w dresach. Popłakuję sobie po kątach. Ludzie jekoś dziwnie na mnie patrzą.

Wracam do domu i z byle powodu wpadam w szał. Krzyczę na wszystkich, mówię że są głupi. Idę spać i znów... Budzę sie w nocy. Dawniej nie było takiej rzeczy, której bym nie załatwiła. Zawsze nienagannie ubrana i umalowana. Teraz nie mam siły.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy moje życie ma sens?

Witam. Mam 16 lat i od jakiegoś czasu mam tylko myśli samobójcze.Próbowałam już 3 razy sobie podciąć żyły, 4 razy dawkowałam z lekami. Czy idzie z tego wyjść? Proszę o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Ukrywam chorobę afektywną jednobiegunową - co mam zrobić ?

Od 20 lat ukrywam moja chorobę afektywną jednobiegunową, a ponieważ mam zawód medyczny, to nie było mi trudno ją zdiagnozować. Żyję w takim środowisku, że przyznanie się do choroby oznaczałoby koniec małżeństwa, przyjaźni i relacji z rodziną, po prostu koniec...

Od 20 lat ukrywam moja chorobę afektywną jednobiegunową, a ponieważ mam zawód medyczny, to nie było mi trudno ją zdiagnozować. Żyję w takim środowisku, że przyznanie się do choroby oznaczałoby koniec małżeństwa, przyjaźni i relacji z rodziną, po prostu koniec wszystkiego, więc ukrywalam i ukrywam objawy udając, że to nerwica, hormony, niewyspanie i takie różne tłumaczenie.

Leki sobie biorę też sama mieszając je trochę niefachowo i przeżywam męki, udaje normalność i gram. Problem w tym, że przez lata całe pracowałam w pojedynkę i nikt nic nie widział i zrobiłam w moim życiu błąd. Przyszła silniejsza depresja niż zwykle, obciążyłam się kursami językowymi i... zwolniłam się, zamiast przeżyc kolejny kryzys. Niestety od tego czasu zmieniam prace regularnie, co pół roku, bo niestety trudności z koncentracją, zaburzenia nastroju i ciągły niepokój powodują, że nie mogę się niczego nauczyć. 

Co mam zrobić? Mam 20 lat pracy i koniec z zyciem zawodowym? Czy mam teraz ujawnić chorobę? Leczę się sama, w dokumentacji są pojedyńcze wizyty u psychiatry, wszystko starannie ukryte, wieloletnia walka z chorobą w pełnej samotności, setki myśli samobójczych, udawanie przez łzy równowagi psychicznej... Wiem że mój ojciec (jeszcze żyje) też na to choruje i nigdy się nie leczył, ale też nie śmiał i stworzył dla nas, dzieci, piekło.

Ja się bardzo pilnuję, kontroluje, ukrywam rozdrażnienie, wszystkie swoje lęki i fobie, przerażający smutek i ból bycia na tym świecie. Czy może jest szansa na rentę? Bo kompletnie nie nadaję się do pracy i do normalnego życia, nie stać mnie już na to ukrywanie objawów. Życie to nie piękna ballada. Życie to utwór, który w swej treści przepiękne cechy posiada.

Dotyczy: Neurologia Depresja

Znudzenie i brak sensu życia

Witam. Kilka dni temu, zupełnie przypadkowo, trafiłem gdzieś w internecie na portale, gdzie ludzie pisali o swojej depresji. Zastanawia mnie, czy sam jej nie mam. Wcześniej myślałem, że to nie możliwe, że ja po prostu taki już jestem. Otóż, od...

Witam. Kilka dni temu, zupełnie przypadkowo, trafiłem gdzieś w internecie na portale, gdzie ludzie pisali o swojej depresji. Zastanawia mnie, czy sam jej nie mam. Wcześniej myślałem, że to nie możliwe, że ja po prostu taki już jestem.

Otóż, od długiego dość czasu, nie jestem w stanie dokładnie określić od jak długiego, może rok, może pół, a może więcej, czuję się bardzo źle. Jestem znudzony, zmęczony, nie widzę sensu w życiu. Jutro są moje 19 urodziny, ale nie cieszy mnie to, a nawet trochę przeraża. Miałem myśli samobójcze, lecz było to na zasadzie takiej, że zastanawiałem się, kiedy bym to zrobił i co by było gdyby tak się stało.

W życiu nie widzę sensu, jestem nudny, nic mi w życiu nie wychodzi, staram się robić wszystko aby o tym nie myśleć... Jeśli jestem w szkole, w gronie równieśników, wtedy o tym nie myślę, potrafię się śmiać, bawić. Boję się też, że mam skłonność do wpadania w nałogi. Aby nie myśleć o życiu, o problemach, grałem w grę, od której byłem trochę uzależniony. Czasami też udaję przed innymi, że wszystko jest ok, że jestem szczęśliwy, ale czasami po prostu tak jest - jeśli nie myślę o tym, potrafię się śmiać i cieszyć.

Dlatego też nie wiem czy to depresja, czy to jedynie taki charakter i dół psychiczny, który sam sobie przejdzie po jakimś czasie.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nie wiem, co mi dolega?

Mam 18 lat. Od pewnego czasu, a nawet dłużej około 3 miesięcy ciągle chce mi się jeść (wcześniej też tak miałam. To dzieje się co jakiś czas, a może cały czas tak mam od bardzo dawna, ale niestety nie zwracałam...

Mam 18 lat. Od pewnego czasu, a nawet dłużej około 3 miesięcy ciągle chce mi się jeść (wcześniej też tak miałam. To dzieje się co jakiś czas, a może cały czas tak mam od bardzo dawna, ale niestety nie zwracałam tak na to uwagi, więc nie wiem tak naprawdę od kiedy, ale teraz jest to uciążliwe, dlatego postanowiłam znaleźć coś w internecie i ciesze się, że trafiłam na tę stronę), mogłabym jeść i jeść. Jak coś już zjem, np. zupę jakąś, to czuję się najedzona i zapełniona. Jak tylko już skończę i odłożę, po minucie znowu jestem głodna, znowu bym coś zjadła, ale nie mogę już nic zmieścić, bo żołądek mam pełny.

Palę też dosyć sporo, prawie 20 papierosów dziennie, zdarza się, że mniej, np. 10, każdego dnia wychodzi inaczej, zależy, czy się nudzę, czy nie. Ciągle czuję się zmęczona i nie mam ochoty żyć i cieszyć się dniem. Nie ma nic, co mogłoby poprawić mi humor. Jestem bardzo leniwa, kiedyś taka nie byłam, ale odkąd mieszkam w Londynie wszystko się pozmieniało. Tutaj każdy praktycznie jest leniwy, nic nikomu się nie chce. Także w skrócie mówiąc, to palę i ciągle jem, po jedzeniu muszę zapalić, chwilka przerwy i znowu jem i potem znowu palę, tak się dzieje, kiedy jestem w domu ciągle i nic nie robię. Jak chodzę do szkoły, to nie jem praktycznie nic, ale jak wracam do domu, to już tylko siedzę i jem i palę non stop. Strasznie mnie to denerwuje i męczy, i nie potrafię sobie z tym pomoc, a do lekarzy nienawidzę chodzić.

Co do zmienienia trybu życia, to byłoby to bardzo trudne, dlatego proszę chociaż o radę, co to może być i jak temu zapobiec? Na początku myślałam, że mam tasiemca, że jem i ciągle jestem głodna, a nie mam już miejsca w żołądku. Nie przyjmuje żadnych leków, chyba że jakieś polopiryny na przeziębienie albo na bóle głowy (które mam rzadko), czy brzucha.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Ukrywam chorobę afektywną jednobiegunową

Od 20 lat ukrywam moja chorobę afektywną jednobiegunową, ponieważ mam zawód medyczny, to nie było mi trudno ją zdiagnozować. Żyję w takim środowisku, że przyznanie się do choroby oznaczałoby koniec małżeństwa, przyjaźni i relacji z rodziną. Po prostu koniec wszystkiego,...

Od 20 lat ukrywam moja chorobę afektywną jednobiegunową, ponieważ mam zawód medyczny, to nie było mi trudno ją zdiagnozować. Żyję w takim środowisku, że przyznanie się do choroby oznaczałoby koniec małżeństwa, przyjaźni i relacji z rodziną. Po prostu koniec wszystkiego, więc... ukrywałam i ukrywam objawy udając, że to nerwica, hormony, niewyspanie i takie różne tłumaczenie.

Leki sobie biorę też sama mieszając je trochę niefachowo i przeżywam męki, udaje normalność i gram, problem w tym, że przez lata całe pracowałam w pojedynkę i nikt nic nie widział i zrobiłam w moim życiu błąd. Przyszła silniejsza depresja niż zwykle /obciążyłam się kursami językowymi/ i zwolniłam się zamiast przeżyć kolejny kryzys, niestety od tego czasu zmieniam prace regularnie co pół roku, bo niestety trudności z koncentracją, zaburzenia nastroju, ciągły niepokój powodują, że nie mogę się niczego nauczyć.

Co mam zrobić? Mam 20 lat pracy i koniec z życiem zawodowym? Czy mam teraz ujawnić chorobę? Leczę się sama, z dokumentacji pojedyncze wizyty u psychiatry, wszystko starannie ukryte, wieloletnia walka z chorobą w pełnej samotności, setki myśli samobójczych, udawanie przez łzy równowagi psychicznej, ale wiem, że mój ojciec /jeszcze żyje/ też na to choruje i nigdy się nie leczył, ale też nie śmiał i stworzył dla nas dzieci piekło.

Ja się bardzo pilnuję, kontroluje, ukrywam rozdrażnienie, wszystkie swoje leki i fobie, przerażający smutek i ból bycia na tym świecie, a może jest szansa na rentę? Bo kompletnie nie nadaję się do pracy i do normalnego życia, nie stać mnie już na to ukrywanie objawów. Życie to nie piękna ballada. Życie to utwór, który w swej treści przepiękne cechy posiada. ni

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Depresja. Jak pomóc żonie?

Witam. Mam 40 lat. Problem z którym się zwracam dotyczy mojej żony (35 lat), która leczy się na depresję od listopada 2009 roku. Minęło już 8-mcy od diagnozy, w tym czasie kilka razy była u lekarza psychiatry, który przepisuje leki....

Witam. Mam 40 lat. Problem z którym się zwracam dotyczy mojej żony (35 lat), która leczy się na depresję od listopada 2009 roku. Minęło już 8-mcy od diagnozy, w tym czasie kilka razy była u lekarza psychiatry, który przepisuje leki.

Od czasu, gdy zaczęła brać leki nastąpiła lekka poprawa, lecz szału nie ma. Zdarzyło się kilka razy, że zapomniała wziąć pigułki - od razu stan uległ pogorszeniu.

Nie wiem czy w związku z tą chorobą może mieć również dolegliwości żołądkowe - co jakiś czas występuje ból w okolicach żołądka, brak apetytu, senność lub bezsenność. Wizyty u specjalisty polegają na przepisywaniu kolejnych porcji leków. Jak mają się zachowywać osoby mieszkające razem z chorą?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty