Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Czy moja narzeczona ma depresję?

Witam. Proszę o pomoc - wydaje mi się, że moja dziewczyna ma depresję. Myślę tak, ponieważ całkowicie brak jej dobrego nastroju, ma dość swojego wyglądu, towarzyszy jej ciągłe poczucie porażki. Każdy sukces potrafi zinterpretować jako bez znaczenia, natomiast najmniejsza porażka...

Witam. Proszę o pomoc - wydaje mi się, że moja dziewczyna ma depresję. Myślę tak, ponieważ całkowicie brak jej dobrego nastroju, ma dość swojego wyglądu, towarzyszy jej ciągłe poczucie porażki.

Każdy sukces potrafi zinterpretować jako bez znaczenia, natomiast najmniejsza porażka jest przez nią interpretowana jako tragedia (płacz i spanie), uważa się za brzydszą i głupszą od większości koleżanek - mimo tego, że za nią ludzie się oglądają i więcej w życiu osiągnęła niż one - nie da się jej wytłumaczyć, że jest w błędzie.

Często też słyszę stwierdzenia, że czasem by chciała się nie obudzić. Kolejnym objawem jest to, że na nic nie ma ochoty, nic jej nie sprawia radości. O jakiegoś roku uczęszcza do prywatnego psychologa, ale, niestety, poprawy nie widać, a wręcz jest na odwrót, psycholog ten nie przepisuje żadnych leków, co wyczytałem na różnych stronach jest stosowane w przypadkach terapi.

Dziewczyna twierdzi, że nie ma depresji, a o tym co się dzieje u psychologa nie chce rozmawiać, więc trochę się boję, że nie obrał dobrego sposobu leczenia. Proszę o poradę, co powinienem zrobić w takim przypadku? Pozdrawiam i z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja partnerka choruje na depresję - co mogę zrobić?

Jestem w związku z kobietą chorą na depresję. Ma 30 lata, wynajmuje mieszkanie, ma dwie prace. Na depresję choruje od jesieni 2009 roku, choć niektorzy mówią, że całe życie (nawet można to logicznie uzasadnić - jest DDA, co przypuszczalnie jest...

Jestem w związku z kobietą chorą na depresję. Ma 30 lata, wynajmuje mieszkanie, ma dwie prace. Na depresję choruje od jesieni 2009 roku, choć niektorzy mówią, że całe życie (nawet można to logicznie uzasadnić - jest DDA, co przypuszczalnie jest bezpośrednią przyczyną choroby, a trwa od dziecka, od zawsze się izolowała, ma zimny charakter i dla niektórych była "wiecznie niezadowolona i nieszczęśliwa").

Sama odkryła, że ma depresję, gdy zaczęły pojawiać się niepokojące objawy. Chodziła na terapię indywiduaalną do czasu, aż terapeutka powiedziała jej, że nie może jej już bardziej pomoc, a zdawała się być w dobrym stanie, brała i cały czas bierze leki. Czytałem o depresji równolegle z nią, starałem się jak najlepiej zrozumieć i pomóc. Czas mijał, a zmian żadnych. Czytałem, że leczenie może trwać miesiącami, więc po prostu starałem się ją wspierać.

Jednak ostatnio sytuacja się mocno pogorszyła - jest zmęczona pracą na dwóch frontach, ale nie może z żadnej zrezygnować, żeby mogła się utrzymać (po wyprowadzeniu z domu rodziców-alkoholików), pojawiają się kolejne problemy finansowe (zepsuty samochód), prywatne (ma męża, żyją w separacji, rozwód to problem, z którym nie chcieli borykać się wcześniej, ale teraz on sobie kogoś znalazł). Być może te dodatkowe problemy, a może brak poprawy, czy jakieś niezrozumiałe dla mnie koło depresji, powodują, że teraz ciągle leży w łóżku, płacze i powtarza ciągle, żebym ją zostawił i pozwolił jej umrzeć.

Teraz jak w pytaniu, co mogę zrobić? Ona już wcześniej uważała, że przydałaby jej się terapia grupowa, ale to nie jest takie proste. Mało placówek, lub koszta, lub potrzebne jakieś skierowania, abstrakcja NFZ-u.Ciężko mi, ale ten wątek pomińmy, ponieważ bardziej potrzebuję pomocy dla niej, niż siebie. Na hospitalizację się nie zgodzę, ona także tego od początku nie chciała, tam byłoby dla niej tylko gorzej. Czy jest coś, o czym nie wiem? Czy możecie mi coś doradzić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mu mogę pomóc?

Od 6 lat jestesmy parą, a od 3 lat mieszkamy razem. Od samego początku, jak poznałam mojego partnera, wiedziałam, że ma on niską samoocenę. Często musiałam mu powtarzać, że jest wspaniały, że bardzo dużo w swoim życiu już osiągnął...

Od 6 lat jestesmy parą, a od 3 lat mieszkamy razem. Od samego początku, jak poznałam mojego partnera, wiedziałam, że ma on niską samoocenę. Często musiałam mu powtarzać, że jest wspaniały, że bardzo dużo w swoim życiu już osiągnął jak na swój wiek (ma własny dom, samochód, dobrą pracę, a ma dopiero 28 lat - do tego wszystkiego doszedł sam, bez niczyjej pomocy).

Jak zamieszkaliśmy razem mój partner rozpoczął studia. Ja go do tego namawiałam, bo wiedziałam, że zawsze chciał studiować. Teraz zbliża się koniec jego studiów, ale niestety - właśnie teraz ma najwięcej nauki. Problem polega na tym, że mój partner z dnia na dzień zaczął zachowywać się bardzo dziwnie. Z dnia na dzień wszystko zaczęło go drażnić. Potem stał się smutny, w ogóle nic go nie cieszy, jest zamknięty w sobie.Kiedyś mogliśmy na jeden temat rozmawiać godzinami - teraz prawie w ogóle się do mnie nie odzywa.

Stale powtarza, że jest do niczego. Mówi, że powinnam z kimś innym ułożyć sobie życie, a nie marnować się przy nim. Ponadto zaczął popijać alkohol i myślał o rzuceniu studiów. Dodam jeszcze, że w pracy też się zrobił agresywny. Wiele razy prosiłam go, żeby poszedł do lekarza, że to jego zachowanie nie jest normalne. W końcu, pewnego dnia, przyznał mi rację i objecał, że to zrobi, ale następnego dnia stwierdził, że sam sobie z tym poradzi.

Ten stan trwa już od kwietnia. Z początku winiłam siebie za to jego zachowanie, myślałam, że przestał mnie kochać, ale przecież z dnia na dzień, bez powodu, nie przestaje się kochać drugiej osoby. Dodam jeszcze, że kilka lat temu mój partner leczył się na depresję (brał leki) i sam przerwał leczenie. Proszę, poradźcie mi, co mam robić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jaki jest wpływ przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby typu C na występowanie objawów depresji?

Mam wirusowe zapalenie watroby typu C. Dwa lata temu przeszłam terapię skojarzoną interferonem z rybawiryną. Zakończenie terapii było pomyśłne, jednak po trzech miesiącach okazało się, że wirus powrócił. Aktualnie czekam na kolejna terapię. Wyniki wątrobowe mam podwyższone, ale w granicach...

Mam wirusowe zapalenie watroby typu C. Dwa lata temu przeszłam terapię skojarzoną interferonem z rybawiryną. Zakończenie terapii było pomyśłne, jednak po trzech miesiącach okazało się, że wirus powrócił. Aktualnie czekam na kolejna terapię. Wyniki wątrobowe mam podwyższone, ale w granicach normy, czyli nie jest tak źle...

Zauważyłam u siebie objawy, które moga wskazywać na depresję. Objawy te nasilają się. Większość osób, z którymi rozmawiałam nie wierzy mi, ze HCV może wywoływać takie kiepskie nastroje. Inne po prostu to lekceważą mówiąc, że wmawiam w siebie chorobę...

Jak mogę sobie pomóc? Z tego co wiem większość leków stosowanych w zaburzeniach nastrojów (także w depresji) wpływa niekorzystnie na pracę wątroby. Czy może są jakieś ćwiczenia, np. autosugestia, którymi niefarmakologicznie mogę sobie pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Pomocy, co mi jest?

Opisze dość krótko moją historie i schematycznie: w rodzinie nie było miłości (zaowocowało to bardzo niskim poczuciem wartosci), rozstanie z dziewczyną (2 lata temu), które było dla mnie szokiem, do dzisiaj nie mogę się z tym pogodzić, mam 20...

Opisze dość krótko moją historie i schematycznie: w rodzinie nie było miłości (zaowocowało to bardzo niskim poczuciem wartosci), rozstanie z dziewczyną (2 lata temu), które było dla mnie szokiem, do dzisiaj nie mogę się z tym pogodzić, mam 20 lat. Po tym wydarzeniu wystąpiły: zaburzenia wzroku, słuchu, nadwrażliwość na bodzce (miedzy innymi hałas), uczucie ciasnoty w klatce piersiowej, napięciowy ból żołądka, ból głowy, kołatanie serca, problemy z pamięcia i koncentracją, natrętne myśli, brak wiary w siebie i swoje możliwości, niskie poczucie własnej wartości, katastrofizm, natłok negatywnych myśli, subiektywne zmiany percepcji rzeczywistosci (derealizcja), nieokreślony niepokój, brak motywacji, utrata zainteresowań, brak dostrzegania perspektyw, zanik zdolności odczuwania przyjemności, stan podwyższonego napięcia, poirytowanie, agresja, przygnębienie, zaburzenia snu, chwiejność emocjonalna, wrażliwość na krytykę, zbytnia autokrytyka, nasilenie nieśmiałości, ciągłe zagłebianie się w własne problemy powodujące skoncentrwanie się na sobie, uzależniające pragnienie miłości powodujące silną niestabilność emocjonalną, chorą pogoń za poczuciem akceptacji.  Co to jest? Z góry dziękuję za odpowiedz. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Na czym polega psychoterapia?

Witam. Proszę mi udzielić informacji: na czym polega psychoterapia podczas leczenia depresji? Od czego zależy powodzenie w wyleczniu depresji? Dodam, że miałam robiony test i wyszlo mi 15 pkt - pani doktor powiedziała, że sama też powinna minąć, ale zaproponowała psychoterapię, gdyż farmakologia odpada, bo karmię piersią.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam depresję na tle społecznym?

Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Jestem z okolic Wawy. Od roku zmagam się z depresją. Nic mnie nie cieszy, nic mnie nie interesuje. Życie straciło dla mnie sens. Zacznę od tego, że zawsze byłem osobą nieśmiałą...

Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Jestem z okolic Wawy. Od roku zmagam się z depresją. Nic mnie nie cieszy, nic mnie nie interesuje. Życie straciło dla mnie sens.

Zacznę od tego, że zawsze byłem osobą nieśmiałą i zamkniętą w sobie. W liceum bardzo dobrze się uczyłem - byłem jednym z najlepszych uczniów w klasie. Na studiach również mi dobrze szło - wszystkie egzaminy zdawałem za pierwszym razem. Miałem przez dwa lata stypendium naukowe. W grudniu 2008 roku rozpocząłem swoją pierwszą pracę w banku. Wszystko było ok. Niestety czar prysł.

W lutym 2009 roku załamałem się, uznałem, że moje życie jest beznadziejne. Że nie mam bliskiej osoby, że pochodzę z biednej rodziny (mam 4 rodzeństwa). Poza tym nigdy nie miałem wzorca w ojcu - zawsze mnie dołował, że jestem do niczego. Nigdy ze mną nie rozmawiał jak ojciec z synem. Wpadłem w depresję. W pracy chciało mi się płakać. Rano wstawałem z bólami brzucha. Nie mogłem spać. Zacząłem brać leki.

W lipcu sytuacja zaczęła się poprawiać - po za tym spotykałem się z dziewczyną, w której się zakochałem. Pojechaliśmy razem na wakacje. Niestety we wrześniu już przestaliśmy się spotykać. Nie chciała ze mną być, bo po długim, 4-letnim związku, który jej nie wyszedł wcześniej, zanim mnie poznała stwierdziła, że nie chce się znów wiązać.

Miesiąc później załamałem się, że znowu jestem sam. Znowu po pracy przychodziłem przybity do domu. Znowu zacząłem płakać, że jestem beznadziejny. Wpadłem w ciężką depresję. W lutym straciłem pracę - czyli sens mojego życia. Przez 4 miesiące siedziałem w domu - miałem myśli samobójcze, czułem się nikomu niepotrzebny, ojciec mnie dołował, że nic nie robię, a inni pracują. Straciłem motywację do życia.

W maju poznałem fajną dziewczynę, która podbudowała mnie na duchu - przyjaźnimy się i taki układ nam odpowiada. Pod koniec czerwca rozpocząłem półroczny staż za 740 zł netto - również w banku. Najgorsze jest to, że ja nie wiem co mam robić - zwłaszcza dla siebie.

Nie podoba mi się moje życie pod każdym względem - że nie żyje dla siebie, nie akceptuje siebie, że nie wiem co robić w życiu, czemu się poświęcić i czemu mam tą cholerną depresję i lęki, czemu nie mam pracy, którą bym kochał, której bym się poświęcił, a weekendy spędzał z moją przyjaciółką, z którą mogę o wszystkim porozmawiać.

Nie umiem podejmować decyzji i kierować swoim życiem, jestem beznadziejny i moje życie przez to też. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak walczyć ze zmiennymi humorami?

Witam. Odkąd pamiętam walczę ze swoimi zmiennymi humorami. Raz jestem wesoła i pełna energii, za chwilę siedzę bez ruchu i płaczę. Ostatnio zauważyłam u siebie coraz częstsze huśtawki nastroju lub zły nastrój ciągnący się przez kilka dni. Nie chce mi...

Witam. Odkąd pamiętam walczę ze swoimi zmiennymi humorami. Raz jestem wesoła i pełna energii, za chwilę siedzę bez ruchu i płaczę.

Ostatnio zauważyłam u siebie coraz częstsze huśtawki nastroju lub zły nastrój ciągnący się przez kilka dni. Nie chce mi się nic robić, wątpię w swoje możliwości, płaczę, przesiaduję w domu i niechętnie wychodzę do ludzi. Coraz częściej mam myśli samobójcze, ta monotonia, uczucie lęku, brak samorealizacji, brak przyjaciół, brak perspektyw mnie przytłacza. Moje życie jest mdłe, nie mam siły aby go zmieniać. Nie widzę przyszłości, nie wyobrażam siebie za kilka lat. Poza tym odczuwam silny lęk przed tym, że kiedykolwiek będę miała dziecko.

Studiuję na akademii medycznej, przechodziłam ostatnio praktyki na oddziale pediatrycznym i odcisnęło to w mojej psychice głęboki ślad. Czy to jest depresja?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak poprawy w leczeniu depresji. Gdzie jeszcze szukać pomocy?

Dzień dobry. Mój tata choruje na depresję, trwa to już od marca tego roku, kiedy zaniósł do pracy zaświadczenie o stopniu niepełnosprawności. Chodzi o to, że od tego czasu nie pracuje, gdyż przez to zaświadczenie grozi mu utrata pracy. Początkowe...

Dzień dobry. Mój tata choruje na depresję, trwa to już od marca tego roku, kiedy zaniósł do pracy zaświadczenie o stopniu niepełnosprawności. Chodzi o to, że od tego czasu nie pracuje, gdyż przez to zaświadczenie grozi mu utrata pracy.

Początkowe przebywanie w domu nie przyniosło rezultatu, po około półtora miesiąca zdecydował się na pobyt w szpitalu psychiatrycznym, ale tony leków i psychoterapia nie przyniosły skutków. W końcu sam zrezygnował z psychoterapii i po trzech miesiącach pobytu w szpitalu wrócił do domu, bo lekarze i tak wypisaliby go, bo szpital refunduje 3 miesiące leczenia. Dodam, że pacjenci mieli go dosyć, bo dobijał wszystkich dookoła.

Jest po prostu nie do zniesienia - nie może trzymać nerwów na wodzy, marudzi 24/24 h, nic nie umie zrobić, do niczego się nie nadaje, wszystko jest problemem: zrobienie kanapek, umycie się, ogolenie, wyjście z domu - wszystko! Nie wiem co mam robić. Mama już opada z sił, bo on ją po prostu zamęczył, wykończył psychicznie - chodzi za nią krok w krok, mówi płaczącym głosem bez przerwy - totalnta tragedia!

Czytam te wszystkie artykuły i niestety, nie wiem co mam robić. Czytałam o elektrowstrząsach, ale zapewne i tak nie przyniosłyby rezultatu, skoro cały świat jest na NIE. Pomocy! Ile można w tym trwać?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Czy moja lepsza strona jeszcze dojdzie do głosu?

Próbuję coś napisać od godzny, więc zastosuję się może do instrukcji... 1) Zacznij od podania swojego wieku i płci - to ułatwi lekarzowi udzielenie pomocy. Mam 21 lat, jestem samcem; 2) Następnie szczegółowo przedstaw swoje objawy i samopoczucie. Objawy? Nie...

Próbuję coś napisać od godzny, więc zastosuję się może do instrukcji... 1) Zacznij od podania swojego wieku i płci - to ułatwi lekarzowi udzielenie pomocy. Mam 21 lat, jestem samcem; 2) Następnie szczegółowo przedstaw swoje objawy i samopoczucie. Objawy? Nie będę przedstawiał swoich objawów (bo są raczej typowe dla depresji) - napiszę o tym, co mnie w samym sobie denerwuje: dobija mnie brak planów, celów, ambicji, marzeń, nie mogę znieść tego, że nie potrafię podjąć jakiegokolwiek działania rzecz własnego lepszego "jutra", to że choć widzę, że rzeczy, które poprawiły by jakość mojego życia są na wyciągnięcie ręki, to nie mam siły nie tyle żeby rozpocząć jakieś działanie, co nawet odważniej o tym pomyśleć.

Wiele lat temu (myślę, że już wtedy miałem jakieś zaburzenie) zarysowałem swoja przyszłość w czarnych barwach, a teraz gdy mój "plan" zdaje się być realizowany, zamiast się obudzić - czuję coś na kształt satysfakcji. Chociaż byłem taki od kiedy tylko pamiętam, to zawsze miałem podświadomą pewność, że nadejdzie impuls, który wszystko zmieni, po prostu wierzyłem, że przyjdzie dzień, w którym zobaczę swoją szansę, obudzę się i zostanę kimś (mimo wszystko zawsze miałem poczucie własnej wyjątkowości). Dzisiaj już wiem, że wiele szans przespałem nie będąc nawet tego świadomym. Są jakby dwie różne osoby we mnie, jedna która działa destrukcyjnie, nieodpowiedzialnie, dopisuje negatywną ideologią do wszystkiego, a druga jest zupełnym przeciwieństwem (o tych dwóch osobach to przenośnia oczywiście, nie mam aż tak zaawansowanych zaburzeń).

Według mnie wszelki ból, czyli objawy depresji (to że nie potrafię podnieść się z łóżka, zero aktywności, wiary w siebie, obwinianie się, brak poczucia sensu życia itp.) bierze się z tego, że nie potrafię tej negatywnej strony z mojej duszy eksmitować. Objawy są coraz silniejsze, bo jestem świadomy, że upływający czas sprawia, że ta lepsza strona może nigdy nie dojść do głosu. Nie wiem czy uzyskam odpowiedź (po prawdzie to nie postawiłem pytania), ale po przeczytaniu swoich wypocin (przepraszam za złą składnię, ale nie chciałem się wybijać z rytmu) czuje się trochę lepiej. Pytanie, na jak długo... Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się bezradna, słaba i nic nie warta. Czy to już jest depresja?

Nigdy nie byłam osobą nadmiernie towarzyską, jednak interesowała mnie opinia innych w kwestii mojego wyglądu czy charakteru. Teraz całkowicie przestało mnie obchodzić co ktokolwiek o mnie myśli. Niechętnie rozmawiam z ludźmi czy wychodzę z domu. Jestem w związku i bardzo...

Nigdy nie byłam osobą nadmiernie towarzyską, jednak interesowała mnie opinia innych w kwestii mojego wyglądu czy charakteru. Teraz całkowicie przestało mnie obchodzić co ktokolwiek o mnie myśli. Niechętnie rozmawiam z ludźmi czy wychodzę z domu.

Jestem w związku i bardzo kocham mojego partnera, ale ostatnio wyrażanie moich uczuć czy emocji zaczęło sprawiać mi problem. W rozmowie z moim partnerem nie potrafię wykrzesać choćby jednego miłego słowa do niego, nie mówiąc już o zapewnieniu miłości. Potem czuję się okropnie, gdyż wiem, że go ranię, a bardzo tego nie chcę. Obiecuję sobie, że go przeproszę, pokażę mu, co dla mnie znaczy, jednak nie potrafię tego zrobić. Każdego dnia czuję się przytłoczona rzeczami, których ludzie ode mnie oczekują. Chodzę z zapuchniętymi od płaczu w nocy oczami, ale moja wewnętrzna blokada nie pozwala mi nikomu się z tego zwierzyć.

Kilka miesięcy temu, nadużywałam leków, ale wyszłam z tego. Czuję się bezradna, słaba i nic nie warta. Mam wrażenie, że to samo myślą o mnie inni. Często też chce mi się płakać nagle, w miejscach publicznych. Nie potrafię spojrzeć mojemu rozmówcy w oczy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy depresja może powrócić?

Jestem 30-letnią kobietą. Kilka lat temu miałam depresję i nerwicę lekową - oczywiście leczyłam się farmakologicznie lekami, które przepisalał mi psychiatra i po kilku miesiącach mój stan wrócił do normy. Niestety obawiam się, że to wszystko powróciło. Robiłam badania -...

Jestem 30-letnią kobietą. Kilka lat temu miałam depresję i nerwicę lekową - oczywiście leczyłam się farmakologicznie lekami, które przepisalał mi psychiatra i po kilku miesiącach mój stan wrócił do normy.

Niestety obawiam się, że to wszystko powróciło. Robiłam badania - wyszły ok, byłam u neurologa i też stwierdził, że w mojej głowie nic nie ma. Ale ja mam takie wrażenie jakby mi coś było: bardzo się boję, nie przesypiam nocy, częściej płaczę, jestem na wszystko obojętna. Martwię się o moje dzieci, bo czuję, że je zaniedbuję. One widzą w jakim jestem stanie, że się nie uśmiecham, nie zabieram ich na spacery...

Jakoś nie mogę się pozbierać, bo mam w głowie totalną pustkę i lęk, że jestem ciężko chora. W ciągu dnia funkcjonuję normalnie, ale z mniejszą satysfakcją.Obecnie nie przyjmuję żadnych leków przeciwdepresyjnych. Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Gdzie jeszcze mam szukać pomocy?

Od stycznia leczę się na depresję, biorę różne leki, chodzę na terapię, ale nic nie zmienia mojego - stanu nie chce mi się wychodzić z domu, mam często myśli samobójcze, bo wydaje mi się, że jestem nikomu nie potrzebna. Gdy...

Od stycznia leczę się na depresję, biorę różne leki, chodzę na terapię, ale nic nie zmienia mojego - stanu nie chce mi się wychodzić z domu, mam często myśli samobójcze, bo wydaje mi się, że jestem nikomu nie potrzebna. Gdy ktoś ode mnie coś chce- złoszczę się, chcę by dał mi swięty spokój.

Dziś lekarz zadecydował o tym, bym przeszła na świadczenie rehabilitacyjne, gdyż w pracy sobie nie poradzę. Jak walczyć z tym stanem? Chcę poczuć radość życia, już nie wytrzymuję tego napięcia. Co robić? Gdzie szukać pomocy? Barbara

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak wrócić do normalnego, szczęśliwego życia?

Witam, mam 29 lat. Dwoje dzieci. Kiedy urodziłam pierwszą córkę miałam 25 lat i przeszłam baby blues, potem zaczęła mi się szkoła - ostatni rok studiów i przez cały rok pochłonięta byłam dzieckiem i szkołą. Szkoła się skończyła, zaczęłyśmy...

Witam, mam 29 lat. Dwoje dzieci. Kiedy urodziłam pierwszą córkę miałam 25 lat i przeszłam baby blues, potem zaczęła mi się szkoła - ostatni rok studiów i przez cały rok pochłonięta byłam dzieckiem i szkołą. Szkoła się skończyła, zaczęłyśmy wychodzić na spacerki do znajomych, bawić się razem. Kiedy miała już skończone 2,5 roku zaczęła się sama bawią, a ja, z nudów, spędzałam czas przed komputerem, oczywiście dalej wychodziłyśmy na spacerki i bawiłyśmy się.  I tak mijały dni.

Zaszłam w kolejną ciążę i znowu przeszłam baby blues, ale tym razem jest już 3,5 miesiąca, a ja ciągle chodzę smutna; nie powiem, bo z dnia na dzień jest coraz lepiej, ale nie czuję więzi z dziećmi takich, jak czułam z jedną córką. Proszę mi powiedzieć, czy pojawienie się drugiego dziecka powoduje, że już się nie martwi tak, jak o pierwsze? Moje drugie pytanie: odkąd pojawiła się Hania nie mogę sobie miejsca znaleźć. Wcześniej była Zuzia - ma już 4 latka, umie się sobą zająć, więc oglądała bajki, bawiła się, a ja posprzątałam, ugotowałam i z nudow, bo to zima, siedziałam przed komputerem i tak mijały mi dni, a teraz, jak się urodziła Hania, to się ciągle zastanawiam, co ja mam robić?

Wcześniej usiadłam przed komuterem i czas mi zleciał, a teraz nie wiem co mam robić. Z  Zuzią uczyłam się, a tu z Hanią i Zuzią nie wiem, co mam robić - bawić mi się nie chce z nimi i ciągle czuję jakieś napięcie w sobie. Do tego w gardle mnie ściska, gorzej śpię,  trudno mi zasnąć, bo jak zasnę to Hania się budzi, potem jak uda mi się zasnąć, to czasem śnią mi się koszmary. Oczywiście widzę u siebie poprawę, bo wcześniej miałam w ogóle problemy ze spaniem i chodziłam bardzo zmęczona, teraz jest lepiej, ale nadal nie wiem co będę robić jutro, pojutrze, skoro nic mi się robić nie chce i wydaje mi się wszystko takie bezsensu, ciągłe wstawanie, itd.,  a wcześniej tak nie było.

Proszę o radę co to jest i jak mogę zacząć wstawać z lepszym nastawieniem? Dlaczego nie czuję tak silnej więzi z dziećmi jak czułam, kiedy urodziłam Zuzię? Nie mogłam jej z nikim zostawić, tylko z mężem, a teraz mogę i Hanię i Zuzię zostawić. Dodam, że bardzo męczy mnie uczucie ściskania w gardle i bardzo chciałabym się tego pozbyć. Proszę mi dać radę jak i dlaczego tak mnie ściska? Czy w ogóle mi to zniknie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mogę mieć depresję?

Mam 13 lat. Od pewnego czasu czuję... No, właśnie. Nic. Czuję pustkę, ból. Wiele spraw jest mi obojętnych. Ośmieszę się? Co tam, jakoś przeżyję. Mam problemy z dokonywaniem wyborów. Nie mam realnego przyjaciela, tylko takiego przez internet. Nawet on mówi,...

Mam 13 lat. Od pewnego czasu czuję... No, właśnie. Nic. Czuję pustkę, ból. Wiele spraw jest mi obojętnych. Ośmieszę się? Co tam, jakoś przeżyję.

Mam problemy z dokonywaniem wyborów. Nie mam realnego przyjaciela, tylko takiego przez internet. Nawet on mówi, że się zmieniłam. Kiedy napisałam, że chcę się skontaktować z psychologiem, odpowiedział, żebym "nie wymyślała". Mama kiedyś mówiła, że się z niczego nie cieszę, przez pewien czas było lepiej, ale teraz to wróciło, tylko w gorszej postaci. Zdaję sobie sprawę, że coś się ze mną dzieje, ale w sumie jest mi tak dobrze. Fajnie czuć pustkę. Głupio brzmi, ale tak jest. To chyba nie jest normalne. Nie chce mi się wychodzić na dwór pomimo próśb kolegów i koleżanek. Jak już, to tylko z niektórymi osobami.

Są dni, kiedy się cieszę, ale jest ich o wiele, wiele mniej niż kiedyś. Prawie nic mi się nie chce, pragnę, by się ode mnie większość ludzi odczepiła, dała mi spokój. Proszę o jakąś poradę, pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy możliwa jest depresja od wczesnych lat dziecięcych?

Piszę, bo nie daję sobie rady ze sobą. Ostatnio strasznie się odosobniłam od rodziny. Od dwóch lat studiuję i pracuję. Nie dostałam się na studia dzienne - to była moja wielka porażka. Musiałam studiować zaocznie. Moje życie od dziecka wyglądało...

Piszę, bo nie daję sobie rady ze sobą. Ostatnio strasznie się odosobniłam od rodziny. Od dwóch lat studiuję i pracuję. Nie dostałam się na studia dzienne - to była moja wielka porażka. Musiałam studiować zaocznie.

Moje życie od dziecka wyglądało inaczej niż życie innych. Nie jeździłam na wakacje, nie miałam ładnych ciuchów, chłopaka, tak jak moje koleżanki. Nawet na własną studniówkę nie chciałam iść. W dzieciństwie byłam otyła, wszystkie dzieci mnie wyśmiewały na wf. Nie chodziłam na imprezy. Nie miałam nigdy dobrych ocen. Mój tata był i jest psychicznie chory. Mama jest znerwicowana, bo teraz musi się nim opiekować, bo jest oblożnie chory. Obwinia go za to, że zmarnował jej i nam życie. Moje siostry ułożyły sobie życie - mają mężów i dzieci.

Ja kładę duży nacisk na szkołę, co mnie bardzo stresuje - chce mieć stypendium, bo mam pracę, ale nie zarabiam zbyt dużo. Muszę się za to utrzymać, zapłacić za stancję i czesne za szkołę. Od mamy nie chcę brać pieniędzy, bo nie mam sumienia - ona ma ponad 50 lat, jest chora i pracuje ponad swoje siły, żeby życie rodzinne jakoś wyglądalo. Poza tym to jeszcze kilka lat i nasz dom po prostu się zawali - jest to mała chatka po dziadkach, gdzie mieszkają już tylko rodzice. Mama bardzo by chciała coś zbudować, chociaż małego, ale zbudować. Proszę sobie wyobrazić jak trudne jest życie 50-latki, która chce czegoś takiego dokonać, opiekując się obłożnie chorym.

Ja nie mam siły, zauważyłam, że coraz bardziej. Obecnie mam urlop wypoczynkowy, który muszę wykorzystać na zjazdy w szkole, ponieważ mam je przez 6 tygodni pod rząd, piątek, sobota, niedziela - pracując nie dałabym rady. Wszystko ostatnio stało się szare. Unikam ludzi, nie umiem utrzymać kontaktu wzrokowego. Mam chłopaka, ale ostatnio też go unikam - nie widzieliśmy się 2 miesiące. Moja sytuacja mieszkaniowa też nie jest najlepsza, bo mieszkam już 3 lata na jednej stancji, przyzwyczaiłam się. Ci ludzie też się przyzwyczaili do mnie - wiedzą, że jestem aspołeczna i nie chodzę na imprezy, więc już do mnie nawet nie zaglądają. Ja zawsze mówię, że nie mam czasu, że się uczę.

Denerwują mnie niektóre zjawiska tataj. Ze wzgledu na to, że nie płacę aż tak dużo i nie ukrywam, że przez poczucie własnej zaniżonej wartości krępuję się po prostu powiedzieć, że od pół roku boli mnie kręgosłup od rozsypującego się łóżka, a ujadający pies, którego wypuszczają codziennie o 6 czy 7 rano pod moim oknem po prostu wprawia mnie w taką złość, że trudno mi się funkcjonuje i marzę o tym, żeby jak najszybciej wyjść z domu. Muszę przyznać, że pieniądze sa dla mnie ważne w tym momencie, bo jeżeli odmówię sobie jednego, to będę miała na zapłacenie szkoły.

Najgorsze chyba w tym wszyskim jest to, że ostatnio chciałbym być niewidzialna, przezrozczysta tak, żeby nikt mnie nie widział. Może stąd wynika moja nieporadność w upomnieniu się o swoje. Odnośnie związku to jestem z moim chłopakiem od dóch lat - jestem i nie jestem, spotykamy się czasem, ale ja nie umiem się określić, czego tak naprawdę bym chciała w tym związku. Boję się zaufać i traktuję go na dystans. Mama zawsze mówiła, żebym się nie dała oszukać żadnemu mężczyźnie, bo skończę tak jak ona. I tak jestem od dwóch lat z chłopakiem, każda wizyta z nim u mnie w domu to straszny stres, w ogóle każde spotkanie z rodzina wprawia mnie w lęk. Boję się jego matki, nie bywam u niego, nie lubię przebywać w towarzystwie jego rodziny.

Przyznam, że nie akceptuję siebie, ale i do końca jego. Boję się zostać sama, bo wtedy już nikt mnie nie będzie przytulał. A w dzieciństwie mnie nikt nie przytulał. Czuję się winna, bo czasem mówię mu, co mnie boli, jak się czuję, ale czuję się wtedy strasznie, czuję się beznadziejna przed nim, czuję, że ma już dość moich humorów. Z siostrmi też wstydzę się rozmawiać, bo będą mowić, że co ja wyprawiam i znowu poczuję, że nie mam prawa nawet do smutku i kóło się zamknie. Nie powinnam tak się czuć, to moja wina, że tak się czuję, nie wolno mi, założę sztuczny uśmiech na twarz i będę udawać, że wszystko w porządku. Tylko ile tak można być zależnym i uległym?

Mam wrażenie, że nie mam prawa do nieczego. Myślałam o śmierci, ale wiem, że mam by tego nie zniosła, nie zrobię jej tego. Muszę jeszcze zdać 5 egazminów w tym tygodniu. Ciągnę jak tylko mogę, ale nie czuję, żebym miała jakąś radość z tego. Mam też kłopoty z zapamiętywaniem, muszę długo ślęczeć nad książkami, żeby czegoś się nauczyć. Czasem jem dużo nie będąc głodna, a czasem zapominam zjeść, właściwie to jest mi obojętne, czy będę jadla, czy nie. Czuję się taka inna, gorsza po prostu. Nie chodzę na imprezy, czasem nawet nie wiem jak mam sie zachowac w niektórych sytuacjach. Jak zaczynam rozmawiać z którymś ze wspolokatorów to marzę, żeby jak najszybciej skończyć i z powrotem zaszyć się w swoim pokoju.

W pracy też nie mam lekko - jestem zależna od szkoły. Jak się nie zgodzę na jakieś tam zmiany w grafiku, albo pójde na zwolnienie lekarskie, albo wezmę urlop na żądanie wtedy, kiedy im nie pasuje, to potrafią mi nie dać wolnego na zjazd. A tak bardzo zależy mi na dobrych ocenach. Sama praca też jest stresująca - punk obsługi klienta w jednym z marketów: skargi, krzyki, reklamacje i kłótnie, do tego praca 8 h na nogach - zaczynają mi się już robic żylaki. Właśnie dlatego już nie mam na nic siły.

Tak prawdę mówiąć to nie wiem kiedy ostatni raz zrobiłam coś tak naprawdę dla siebie. Nie przyznaję sobie prawa do odpoczynku - bo chciałabym pracować na 2 eaty i jeszcze studiować 2 kierunki, żeby tylko być taka jak inni, żeby nadgonić, żeby mieć dom, ale nie wydaje mi się to osiągalne w pojedynkę. Tak bardzo chciałabym udowodnić mamie, że sobie poradzę sama, że mimo tego jak jest - coś osiągnę, chociaż skończę studia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Dlaczego brat popełnił samobójstwo?

Mój brat dwa tygodnie temu odebrał sobie życie, miał depresję, leczył się, brał tabletki. Co się stało, że targnął się na własne życie?  Czuję się okropnie, że za mało zrobiliśmy, żeby mu pomóc. Dzięki za odpowiedź.

Jak żyć, skoro mojemu życiu brak sensu?

Mam 19 lat i męczy mnie jedna rzecz: mam wszystko, dom, rodzinę, kasę, ale od 5 lat mam myśli samobójcze. Jestem przystojny, ale zawsze czegoś jest mi brak - brak miłości ze strony zapracowanych rodziców, złe towarzystwo, problemy w...

Mam 19 lat i męczy mnie jedna rzecz: mam wszystko, dom, rodzinę, kasę, ale od 5 lat mam myśli samobójcze.

Jestem przystojny, ale zawsze czegoś jest mi brak - brak miłości ze strony zapracowanych rodziców, złe towarzystwo, problemy w szkole i brak prawdziwej przyjaźni. Musze udawać kogoś, kim nie jestem - muszę udawać twardziela i bezwzględnego chuligana, ale wcale taki nie jestem - każdy mnie zawsze krytykuje i nie mam wsparcia ze strony znajomych i rodziny.

Mój kumpel ma podobną sytuację i wspólnie planujemy popełnić samobójstwo 2 września, po wakacjach, bo brakuje nam sensu życia, wiary i nie wiemy już, co dalej robić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Gdzie znajdę pomoc?

Witam. Nie wiem w sumie od czego zacząć. Wydaje mi się, że ten wpis to nic innego, niż użalanie się nad soba. Ale od poczatku. Mam obecnie 24 lata, a początków depresji można się u mnie duszukiwać w wieku lat...

Witam. Nie wiem w sumie od czego zacząć. Wydaje mi się, że ten wpis to nic innego, niż użalanie się nad soba. Ale od poczatku. Mam obecnie 24 lata, a początków depresji można się u mnie duszukiwać w wieku lat 16 - 17 lat. Nigdy nie trafiłem do psychologa, poradni, terapeuty czy psychiatry, a szkoda, bo nie zmarnowałbym tych kilku lat życia.

Obecnie nie pracuję, oblałem studia 3 razy, w tym takie, które były przepustką do wymarzonego zawodu. Obecnie mieszkam w mieszkaniu wynajmowanym przez brata (nie korzysta z niego), czyli, generalnie mówiąc, tragedia na płaszczyźnie edukacji, finansów i ogólnego radzenia sobie w życiu. I pomimo świadomości tego, że jest źle, że leżenie i patrzenie w sufit nic mi nie pomoże oraz tego, że mam możliwości osiągnąć dużo, nie jestem w stanie dźwignąć się z ziemi. Jedyne co robię, to śpię (potrafię spać zmuszając się do tego, żeby o tym wszystkim nie myśleć), czytam i wegetuję.

Nie mam wielu znajomych. Do tej pory palę za sobą mosty, żeby nie wstydzić się swojej osoby. Poza wstydem bardzo często nie mogę znieść po prostu samego siebie. Wszechogarniający smutek i brak celu, brak siły do jakiegokolwiek działania - to najtrafniej definiujące mnie określenia. Myśli samobójcze też są na porządku dziennym. Co prawda nigdy nie targnąłem się na swoje życie, ale wiem, że lepiej i mnie, i światu, byloby bez mojego żałosnego żywota.

Po zdiagnozowaniu u mnie depresji poczułem przez chwilę radość. Radość, że to jednak choroba, że to nie ja jestem beznadziejny, i że da się to wyleczyć i żyć inaczej (jeśli nie, to ja nie chcę takiego życia, w którym jestem ciężarem dla innych i nie potrafię znieść samego siebie, to zbyt upokarzajace). Ale minąl tydzień i wydaje mi się, że znalazłem sobie po prostu idealne wytłumaczenie dla swoich porażek i lenistwa.

Bardzo chciałbym udać się do psychiatry, ale ponieważ nie mam ubezpieczenia, nie mogę się udać do refundowanego przez NFZ, a ponieważ nie pracuję - nie stać mnie na wizytę u prywatnego. Bez leczenia wiem, że nic się nie zmieni i nie będę pracował. Bez pracy nie będę się leczył (z jakichś niezrozumiałych nawet dla mnie przyczyn nie wchodzi w grę rejestracja w urzędzie dla bezrobotnych).

Nie mam nikogo, kto byłby dla mnie oparciem i pomocą. To dla mnie błędne koło, które mnie bardzo dołuje. Moje pytanie: co mogę w tej sytuacji zrobić? Gdzie szukać pomocy? Jakiejkolwiek... Mieszkam w Łodzi i raczej nie wchodzi w grę wyjeżdżanie gdziekolwiek indziej. Pomóżcie proszę, jeśli to tylko możliwe.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy przypadkiem nie mam depresji?

Mam problem. Mam 20 lat i 2-letniego synka. Zostawilam jego ojca jakiś rok temu, lecz ciągle wracaliśmy do siebie itp. Gdy go widzę - strasznie się denerwuję gdyż zostawiłam go, bo wielokrotnie mnie zdradzał, bił i bardzo dużo pił....

Mam problem. Mam 20 lat i 2-letniego synka. Zostawilam jego ojca jakiś rok temu, lecz ciągle wracaliśmy do siebie itp. Gdy go widzę - strasznie się denerwuję gdyż zostawiłam go, bo wielokrotnie mnie zdradzał, bił i bardzo dużo pił.

Ciągle jeszcze płaczę po nocach. Nie mam nikogo - moja przyjaciółka, jedyna przyjaciółka, powiedziała mi, że już ma inną przyjaciółkę i w tym momencie zostaję sama. Nie dość, że płaczę po nocach, to nie mam ochoty do życia - cały czas myślę, żeby zniknąć, żeby się zabić. Probowalam to zrobić, ale nie udało się. Mam już dość tego życia, każdy coś ode mnie chce - jak nie ojciec alkoholik, z którym mieszkam, to matka, która jest za granicą i nie mam w niej nawet pocieszenia.

Wszyscy na mnie najeżdżają, że wybrałam złego ojca dla dziecka itp. Przez to wszystko jestem strasznie pogubiona i naprawdę chcę umrzeć, nie wiem, co mam zrobić ze sobą…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty