Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Jak ja mam leczyć swoją depresję?

Witam. Nazywam się Daria mam 16 lat i jest to aż 16... bo czuję się bardzo wykończona życiem choć sądząc po wieku dużo go nie przeżyłam. Moja depresja rozwijała się już w dzieciństwie, mój ojciec jest alkoholikiem. Po dotarciu...

Witam. Nazywam się Daria mam 16 lat i jest to aż 16... bo czuję się bardzo wykończona życiem choć sądząc po wieku dużo go nie przeżyłam. Moja depresja rozwijała się już w dzieciństwie, mój ojciec jest alkoholikiem. Po dotarciu do 1 gimnazjum depresja wyszła na wierzch, nie chciałam chodzić do szkoły,płakałam prawie całe dnie, parę razy podejmowałam próby samobójcze.. w czasie 3,5 lat jeździłam do psychiatry która przepisywała mi masę różnych leków i bez skutku, raz byłam w zakładzie psychiatrycznym "tam oznajmili że nie trzeba mi leków" .. po 3 latach takiej tułaczki bez celu odmówiłam przyjmowania dalej leków,i jeżdżenia po lekarzach po prostu nie mam już na to siły i chęci nie widzę już żadnej szansy na normalne życie na powrót do zdrowia. Moja depresja jest teraz w dziwnym stanie.. nic mi się nie chce robić,myślę tylko o tym jak popełnić samobójstwo i gdzie.. boję się tych myśli ale widzę w śmierci jedyne rozwiązanie, nie wychodzę z domu, boję się ludzi, mam straszne kompleksy, nienawidzę siebie.. i czuję się ciężarem dla wszystkich, nie wiem co mam już robić ... prosiłabym o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jakie objawy świadczą już o depresji?

Wiem, że takich pytań była już masa... ale... może od początku. Mam 22 lata. Wychowuję 2-letniego, cudownego synka. Pomaga mi w tym rodzina. Ja pracuję i studiuję. Z opisu może wynikać, że radzę sobie itp... ale radzę sobie, bo wiem,...

Wiem, że takich pytań była już masa... ale... może od początku. Mam 22 lata. Wychowuję 2-letniego, cudownego synka. Pomaga mi w tym rodzina. Ja pracuję i studiuję. Z opisu może wynikać, że radzę sobie itp... ale radzę sobie, bo wiem, że muszę. Udaję, ciągle udaję, że jest okej, że jestem zwykłą, radosną, optymistycznie nastawioną do życia dziewczyną. Ale tak naprawdę, gdy zostaję sama... czuję się okropnie. Dręczą mnie wyrzuty sumienia, czuję się niepotrzebna, czuję się złą matką, złym człowiekiem... mimo że nie robię nic złego. Nic co dawałoby mi powody do takich rozmyślań. Spotykam się z przyjaciółmi, ale to wszystko na pokaz... Ciągle się boję, wszystko widzę na czarno... zaczęłam studia... szło mi nieźle, ale teraz? Nie umiem się uczyć, nie potrafię skoncentrować. Mam ochotę uciec... Od ok. 2 tygodni ten stan utrzymuje się non stop... czuję się jakby... skrępowana w środku, czymś związana. Budząc się rano, marzę, by nie musieć wstawać, by być sama... płaczę, wymyślając sobie różne problemy i powody. Czuję się beznadziejnie, jakbym nie miała w sobie żadnej wartości... od 6 do 21 muszę być miła, mądra, rozważna i odpowiedzialna... ale tak naprawdę mam dość... mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, że mam dość... lubię wieczory, bo mogę zdjąć udawany uśmiech z twarzy... położyć się i płakać... tylko, że nie czuję po tym oczyszczenia, wręcz odwrotnie... nakręcam się i dołuję jeszcze bardziej. Wściekam się i wybucham z błahych powodów, wszystko mnie drażni... nie umiem nawet się bawić z synem... mimo że tak bardzo go kocham... powinien mieć lepszą matkę... Czasem przychodzą momenty radosne... ale nikną tak szybko... jakby mój umysł specjalnie je niszczył... nie umiem się cieszyć... A w sumie powinnam... mimo że zostałam sama, daję w miarę radę... mam rodzinę, synka, przyjaciół... a mimo to czuję się nijaka... zanim pojawił się mój syn, miałam myśli samobójcze... ale chyba to płynęło z okresu dojrzewania i rozterek typowych dla nastolatki, z pytań o sens istnienia... teraz nie myślę o własnej śmierci... ale czasem chciałabym, żeby mnie nie było... jestem okropnym człowiekiem. Zamiast cieszyć się z tego, co mam, ciągle zadręczam się... Może to istotne, obgryzam, wręcz zjadam sobie policzki od środka... do krwi, do bólu...to chyba na tle nerwowym. Wiem, że powinnam iść do specjalisty, ale tego też się boję... boję się, że pójdę, opowiem co mnie gryzie i usłyszę to, co zawsze: "o co ci chodzi, masz dziecko, nigdy nie będziesz sama, ciesz się"... boję się, że nie będę umiała przedstawić mojego problemu, bo zakorzenione we mnie udawanie, że jest dobrze, weźmie górę... Proszę o pomoc... Z poważaniem, M.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Coraz bardziej żałuję, że mnie uratowano. Co powinnam zrobić?

Witam. Bardzo prosiłabym o pomoc... Mam niespełna 17 lat, do niedawno wszystko było okej. Byłam dobrą uczennicą, z wzorową frekwencją, dużo udzielałam się na rzecz szkoły, chciałam po uzyskaniu pełnoletniości zacząć rozkręcać własną firmę, chciałam się uczyć, miałam duże ambicje,...

Witam. Bardzo prosiłabym o pomoc... Mam niespełna 17 lat, do niedawno wszystko było okej. Byłam dobrą uczennicą, z wzorową frekwencją, dużo udzielałam się na rzecz szkoły, chciałam po uzyskaniu pełnoletniości zacząć rozkręcać własną firmę, chciałam się uczyć, miałam duże ambicje, każdą wolną chwilę poświęcałam fotografii. Jakieś 3 miesiące temu rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam bardzo długo, po tym nie potrafię sobie poradzić z życiem, od tego momentu zmieniłam trzy razy szkołę, zaczęłam wagarować, potrafiłam opuścić cały tydzień, przestało mi zależeć na ocenach, na mojej wymarzonej firmie, a aparat przestałam brać do ręki. Próbowałam popełnić samobójstwo, wylądowałam w szpitalu, psychiatra po krótkiej rozmowie ze mną (trwała może niecałe 5 minut) stwierdził, że nie potrzebuję żadnej terapii. Jednak po powrocie do domu zaczęłam się zamykać w pokoju, opuściłam 3 tygodnie szkoły, cały czas spałam, nawet najmniejsza rzecz wymaga ode mnie największego wysiłku, prawie każdą noc spędzam, płacząc w poduszkę, coraz częściej zaczynam płakać w dzień. Przestało mnie obchodzić wszystko, nie chcę rozmawiać z ludźmi, nie chcę słuchać ludzi (przyjaciół, rodziny), gdy starają się ze mną rozmawiać, irytuje mnie to. Nie odpowiadałam na wiadomości przyjaciół, którzy teraz przestali się interesować. Mam wrażenie, że życie przesypuje mi się między palcami, a ja nie potrafię nic z tym zrobić. Coraz częściej żałuję, że mnie uratowali.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Bardzo źle ze mną; nie wiem, co robić...

Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Jestem osobą z natury zamkniętą w sobie i nieśmiałą. Pochodzę z biednej rodziny. Zawsze byłem dobrym dzieckiem. W szkole nie miałem problemów z nauką. Wszyscy bardzo mnie lubili i mieli o mnie...

Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Jestem osobą z natury zamkniętą w sobie i nieśmiałą. Pochodzę z biednej rodziny. Zawsze byłem dobrym dzieckiem. W szkole nie miałem problemów z nauką. Wszyscy bardzo mnie lubili i mieli o mnie dobre zdanie. Niestety, od ponad roku choruję na ciężką depresję. Spowodowana była ona niską samooceną i poczuciem niższości. W wakacje poznałem dziewczynę i się w niej zakochałem. Niestety zostawiła mnie. Tak naprawdę nic do mnie nie czuła. Na domiar złego 3 miesiące temu straciłem pracę, która tak naprawdę była dla mnie jedyną rzeczą, dla której żyłem. Teraz jestem załamany. Czuję się beznadziejny, niepotrzebny. Straciłem chęć do życia. Mój stan się bardzo pogorszył. Mam lęki - nie wiem, czy dam radę pracować znowu. Potrzebuję bardzo kogoś kto mnie pokocha bo jestem wartościową osobą tylko nieszczęśliwą i załamaną. Chcę znowu zacząć żyć - moje gg 3731402.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy powinienem zgłosić się do lekarza?

Wiek 28 lat, mężczyzna. Mam takie objawy już ponad 2 tygodnie. Nic mi się nie chce, cały czas jestem przygnębiony, smutny, czasami się popłaczę bez powodu, nie mam apetytu na nic, problemy z zaśnięciem, nie mogę zasnąć. Jak mam iść...

Wiek 28 lat, mężczyzna. Mam takie objawy już ponad 2 tygodnie. Nic mi się nie chce, cały czas jestem przygnębiony, smutny, czasami się popłaczę bez powodu, nie mam apetytu na nic, problemy z zaśnięciem, nie mogę zasnąć. Jak mam iść do pracy, to mnie trzęsie od środka, zaraz głowa mnie zaczyna boleć. W pracy wszystko mnie denerwuje, ból żołądka, biegunka, nic mnie nie cieszy jak dawniej, omijam spotkania z z kolegami, jak ktoś dzwoni domofonem, to nawet go nie odbieram. Ze swoją dziewczyną nie mam o czym rozmawiać, ona mówi, a ja prawie cały czas milczę i myślę o wszystkim. Miałem wcześniej myśli samobójcze, że byłoby lepiej, jakby mnie nie było. Teraz w pracy wziąłem urlop na żądanie, bo nie chce mi się tam wracać. Nie wiem, co mam robić i do jakiego lekarza się zgłosić. Coś się dzieje ze mną i nie wiem co.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Niechciana ciąża u chorej na depresję i anoreksję

Witam, mam 32 lata, od 14 lat leczę się na depresję, dodatkowo od około 8 na anoreksję. Nawet częściowe wyleczenie nie jest wg mnie możliwe, bo przyczyn tych chorób nie da się usunąć. Obecnie wstaję z łóżka tylko dzięki lekowi...

Witam, mam 32 lata, od 14 lat leczę się na depresję, dodatkowo od około 8 na anoreksję. Nawet częściowe wyleczenie nie jest wg mnie możliwe, bo przyczyn tych chorób nie da się usunąć. Obecnie wstaję z łóżka tylko dzięki lekowi przeciwdepresyjnemu z grupy SNRI. Parę dni temu potwierdził się najczarniejszy scenariusz, jaki mógłby mieć w moim przypadku miejsce: jestem w ciąży (mimo stałego zażywania tabletek!!!). Nie zniosę tego piekła dłużej, fizycznie i psychicznie jestem od dawna wrakiem, na domiar złego już zaczynam wyglądać jak świnia, ubrania mam już w większości za małe i absolutnie żadnego wsparcia od nikogo! Wręcz przeciwnie: ojciec dziecka mnie maltretuje psychicznie, a rodzice tolerują, jeśli spełniam określone kryteria i wymagania (gdy spełnię wszystkie, zawsze pojawiają się następne i tak bez końca). Co mi pozostaje? Zimowy płyn do spryskiwaczy? Wolę szybką i bezbolesną śmierć, a to wymaga starannego przygotowania.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mam pomóc bratu, który ma depresję, a nie chce jej leczyć?

Mam na imię Kasia. Mam 35 lat. Mój brat jest w wieku 24 lat. Ja już mam własną rodzinę, natomiast brat mieszka sam w domu rodzinnym. Niedawno zmarli nam rodzice. Ja jakoś daję radę w tej sytuacji, bo mam dla...

Mam na imię Kasia. Mam 35 lat. Mój brat jest w wieku 24 lat. Ja już mam własną rodzinę, natomiast brat mieszka sam w domu rodzinnym. Niedawno zmarli nam rodzice. Ja jakoś daję radę w tej sytuacji, bo mam dla kogo żyć, natomiast brat bardzo się załamał. Nie chce niczyjej pomocy. Ma myśli samobójcze. Chodzi do psychologa, ale nie leczy się farmaceutycznie. Ma lęki przed braniem leków. Czasami zachowuje się w dziwny sposób. Boję się, że zrobi sobie coś, a ja tak bardzo czuję się za niego odpowiedzialna. Boję się, że w pewnym momencie i ja popadnę w jakąś depresję. Nie mam już siły. Nie mogę liczyć na niczyją pomoc, bo nie mamy żadnej rodziny. Czuję, jak coś mnie ściska w gardle z żalu. Proszę, pomóżcie mi, a szczególnie mojemu bratu. Nie mogę go na siłę do niczego zmusić. To bardzo trudne. Chciałabym normalnie żyć i cieszyć się życiem, ale nie potrafię, bo ciągle myślę o moim bracie i się o niego bardzo boję. Proszę, pomóżcie mi. Dajcie mi jakąś wskazówkę, bo naprawdę nie wiem, co mam robić.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to, co się ze mną dzieje, to depresja?

Zawsze chodziłam uśmiechnięta. Teraz nie mam siły na śmiech, patrzę na ludzi w autobusie jak na inne stworzenia nie z tej planety, nie mam nastroju na żarty, czuję sie w swoim ciele obco, jakbym nie była tą osobą, którą...

Zawsze chodziłam uśmiechnięta. Teraz nie mam siły na śmiech, patrzę na ludzi w autobusie jak na inne stworzenia nie z tej planety, nie mam nastroju na żarty, czuję sie w swoim ciele obco, jakbym nie była tą osobą, którą jestem. Nigdy wcześniej tak nie było, cała jestem obolała, nic mnie nie cieszy, nie mam zapału do nauki, a co najważniejsze - moja samoocena spadła do zera. W sumie to i tak mało tutaj napisałam, po prostu czuję się jak nie ja, i fizycznie i psychicznie. Co raz częściej nie mogę patrzeć na siebie w lusterku, jednym słowem - masakra.

Czy to jest depresja? Jak mam się z tym uporać?

Jestem nastolatką. Mam 17 lat. Od jakiegoś czasu moje życie jest bez sensu. Wydaje mi się szare, smutne. Nic mnie nie cieszy. Na nic nie mam ochoty. Wszystko jest dla mnie ciężarem. Nawet najlepsze koleżanki mnie drażnią. Nie mam ochoty...

Jestem nastolatką. Mam 17 lat. Od jakiegoś czasu moje życie jest bez sensu. Wydaje mi się szare, smutne. Nic mnie nie cieszy. Na nic nie mam ochoty. Wszystko jest dla mnie ciężarem. Nawet najlepsze koleżanki mnie drażnią. Nie mam ochoty na spotkania z nikim. Najchętniej siedziałabym w domu. Mam problemy z koncentracją i pamięcią. Mam przeświadczenie o tym, iż nic mi nie trzeba. Mam na myśli np. nowe ciuchy czy też kosmetyki. Do tej pory zależało mi na modzie. Starałam się co jakiś czas kupować nowe ubrania. Teraz nie mam na to głowy. Jednego dnia snuję plany na dalsze dni, a gdy przychodzi co do tego zaplanowanego dnia, to plany te nie są realizowane, ponieważ brakuje mi na to siły.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy mój mąż może mieć depresję?

Witam. Jeszcze trzy tygodnie temu napisałabym, że jestem szczęśliwą żoną i dumną mamą. Teraz już tylko dumną mamą. Jesteśmy z mężem 9 lat po ślubie, różnie bywało, jak w życiu. Zawsze jednak czułam, że jesteśmy w stanie przetrwać wszystko, bo...

Witam. Jeszcze trzy tygodnie temu napisałabym, że jestem szczęśliwą żoną i dumną mamą. Teraz już tylko dumną mamą. Jesteśmy z mężem 9 lat po ślubie, różnie bywało, jak w życiu. Zawsze jednak czułam, że jesteśmy w stanie przetrwać wszystko, bo najważniejsze, że się kochamy, lubimy, przyjaźnimy... Dwa tygodnie temu kilka słów i upadłam na kolana. "Nie kocham Cię, wszystko się we mnie wypaliło. Nie ma nic, rozumiesz? Jesteśmy wystarczająco dorośli, żeby widzieć gówno w życiu". Od dwóch tygodni żyję nastrojami męża, początkowo na lekach, teraz już zasypiam sama, ale myślę... Od listopada się psuło, mąż uciekał w komputer, nie wychodził z domu, nie chodził z dziećmi na spacery. Apatia. Kładł się na kanapie, był nieobecny. Miałam wrażenie, że mu z dziećmi przeszkadzamy. Że irytuje go nasza obecność. Obwiniałam tym stanem pracę i stresy. Od marca zauważyłam, że schudł, nie jada śniadań i właściwie cały dzień może być bez jedzenia. Ewentualnie piwo. Zaczął znowu palić. Na moje pytania co? jak? dlaczego? jedyną odpowiedzią było i jest - nie wiem. Wpatruje się w jeden punkt w ścianie, nie uśmiecha się, dziećmi nie zajmuje się zupełnie, chyba, że go o to poproszę. Jednocześnie twierdzi, że jestem wspaniałą żoną i matką. Raz mówi, że powinien mi dawać szczęście, za chwilę, że tylko dzieci są ważne. Sama nie wiem, co myśleć. Jak żyć z "tą" okrutną wiedzą? Będę wdzięczna za pomoc.

Czy to możliwe, że ten stan, w którym się znajduję, to depresja?

Zawsze chodziłam uśmiechnięta, teraz nie mam siły na śmiech, patrzę na ludzi w autobusie, jak na inne stworzenia nie z tej planety, nie mam nastroju na żarty, czuję się w swoim ciele obco, jakbym nie była tą osobą, którą...

Zawsze chodziłam uśmiechnięta, teraz nie mam siły na śmiech, patrzę na ludzi w autobusie, jak na inne stworzenia nie z tej planety, nie mam nastroju na żarty, czuję się w swoim ciele obco, jakbym nie była tą osobą, którą jestem, nigdy wcześniej tak nie było, cała jestem obolała, nic mnie nie cieszy, nie mam zapału do nauki, a najważniejsze, moja samoocena spadła do zera. W sumie to i tak mało tutaj napisałam, po prostu czuję się jak nie ja, i fizycznie, i psychicznie... Coraz częściej nie mogę patrzeć na siebie w lusterku, jednym słowem masakra.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Mam stwierdzoną depresję, ale nie wiem, co mam robić...

Byłam u dwóch psychiatrów i dwóch psychologów. Problem pojawił się w styczniu, więc udałam się do psychologa. Tam jedynie zostałam uspokojona i mogłam się wygadać. Pomogło mi to na kilka dni, a później znów histerie, lęki no i najgorsze...

Byłam u dwóch psychiatrów i dwóch psychologów. Problem pojawił się w styczniu, więc udałam się do psychologa. Tam jedynie zostałam uspokojona i mogłam się wygadać. Pomogło mi to na kilka dni, a później znów histerie, lęki no i najgorsze - poczucie rozdwojenia jaźni, odrealnienia. Opuściłam się w szkole, a obecnie jestem zagrożona z 3 przedmiotów i usłyszałam, że mogę być niesklasyfikowana z wf. z racji na to, że często się zwalniam. Nie wyobrażam sobie powtarzania klasy, to w ogóle nie wchodzi u mnie w grę. Zostały zaledwie dwa miesiące szkoły, a ja nadal mam te same problemy... Nie potrafię się skupić, szybko zapominam materiał, który udało mi się w jakiś sposób opanować. Każdego dnia wychodzę z domu pół świadoma tego, co się dookoła mnie dzieje. Jestem już wyczerpana ciągłym wrażeniem, że wszystko co się dzieje, jest jakimś snem, z którego nie mogę się wybudzić. Boję się podejmowania jakichkolwiek decyzji, nie jestem pewna tego, co robię. Ciągle kontroluję czy zdarzenia, które miały miejsce w przeszłości, pokrywają się jakoś z tym, co jest teraz. Bez przerwy kontroluję każdą swoją czynność, ponieważ boje się, że stracę panowanie nad tym, co robię i zacznę się gubić. Jeden psychiatra powiedział mi, że mogę mieć nerwicę i przepisał mi tabletki psychotropowe A***, jednak one nic mi nie dawały. Znalazłam prywatnego psychiatrę, ponieważ zależy mi, aby jak najszybciej rozwiązać owy problem. Tam bez wahania psychiatra powiedział mi, że mam depresję. Dostałam zaświadczenie o potrzebie indywidualnego nauczania i mocniejsze tabletki psychotropowe C***. Wzięłam ją raz, ale jeszcze dziwniej się czułam. Nie mam teraz czasu, żeby eksperymentować z tabletkami, bo chcę za wszelką cenę zdać 1 kl. liceum. Pozbierałam się psychicznie na tyle, ile potrafię i ciągle z tym walczę. Wydaje mi się, że zaświadczenie na indywidualne nauczanie dostane jakoś w połowie maja lub później, co za wiele mi nie pomoże... Nie mam już pomysłów jak dopingować siebie do nauki, wychodzenia z domu. Każde spotkanie ze znajomymi kosztuje mnie wiele nerwów. Praktycznie do każdego spotkania z chłopakiem muszę się zmuszać. Czuję się strasznie ograniczona, bo nie mogę rozwijać moich zainteresować i relacji ze znajomymi. Stoję ze wszystkim w miejscu, a może nawet się cofam. Na dodatek dręczą mnie ciągłe myśli (dosłownie!) czy faktycznie żyję i wszystko to, co widzę ma miejsce. Ciągle też nasuwają mi się myśli, że mogę być na coś chora i umieram... Mam jeden wielki mętlik w głowie i nie wiem już, jak wiązać koniec z końcem, chociaż do końca tego roku szkolnego.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy to depresja czy po prostu taka jestem?

Mam 21 lat. Zawsze otaczali mnie kochający ludzie na których mogłam liczyć - rodzice, teraz chłopak. Jestem inteligentna, przez szkołę przeszłam z łatwością i wysokimi ocenami, studiuję świetny kierunek, nie miałam żadnych większych problemów w życiu, rzadko nie osiągam celu...

Mam 21 lat. Zawsze otaczali mnie kochający ludzie na których mogłam liczyć - rodzice, teraz chłopak. Jestem inteligentna, przez szkołę przeszłam z łatwością i wysokimi ocenami, studiuję świetny kierunek, nie miałam żadnych większych problemów w życiu, rzadko nie osiągam celu który sobie obiorę. Jestem spokojna, nieśmiała, nigdy nie sprawiałam większych problemów wychowawczych. Mimo to od kiedy pamiętam mam irracjonalnie niskie poczucie własnej wartości, przesadnie dużo oczekuję od siebie i od życia, często zdarza mi się płakać bez powodu już od dzieciństwa. Od kiedy pamiętam mam problemy z zasypianiem - zawsze muszę przeleżeć co najmniej 2 godziny, w bardziej stresujących momentach życia typu sesja zdarza mi się nie móc zasnąć nawet na lekach nasennych mimo skrajnego zmęczenia. Moim stanem "normalnym" jest smutek - do wesołości potrzebuję bodźca, musi się zdarzyć coś co wprawi mnie w dobry nastrój, do smutku nie potrzebuję niczego, jestem smutna, gdy nie wydarzy się nic super. Jakoś funkcjonuję, jakoś przeżyłam te wszystkie lata, może dwa dni w życiu miałam takie że nie miałam rano sił wstać z łóżka i przeleżałam - jestem mimo wszystko w stanie zmusić się do "parcia do przodu". Wypełnia mnie rezygnacja - niby wszystko jest ok, ale z niczego nie potrafię być zadowolona, rzadko coś sprawia mi przyjemność, czuję że życie nie ma mi już nic do zaoferowania. Czuję się stara, zmęczona i zużyta. Ostatnio zauważyłam też znaczny wpływ pogody na mój nastrój - wystarczy jeden deszczowy dzień i ryczę, wyjdzie słońce wpadam w euforię. Chwilowo znajduję się w gorszym momencie, więc to wszystko może zabrzmieć przesadnie. Czy to depresja ciągnąca się od lat czy po prostu depresyjna osobowość, marudny charakter na który jestem skazana? Czy jest jakaś nadzieja, że uda mi się kiedyś tego pozbyć całkiem i stać się wesołą, pełną energii, np. gdybym podjęła się leczenia farmakologicznego? Paraliżuje to moje życie, czuję się zablokowana, brak mi motywacji do czegokolwiek, jakbym się już wypaliła, a przecież jestem młoda i nawet nie zaczęłam życia na dobre.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Rozwód rodziców

Od małego dziecka mam problemy rodzinne, moi rodzice nie są razem odkąd tylko pamiętam. Jak miałam 10 lat, wyprowadziłam się z mamą od taty, ale po 3 latach chciałam wrócić, by mieć normalną rodzinę. Okazało się, że jest jeszcze...

Od małego dziecka mam problemy rodzinne, moi rodzice nie są razem odkąd tylko pamiętam. Jak miałam 10 lat, wyprowadziłam się z mamą od taty, ale po 3 latach chciałam wrócić, by mieć normalną rodzinę. Okazało się, że jest jeszcze gorzej niż kiedykolwiek. Jak chodziłam do 1-2 klasy gimnazjum, w domu była okropna atmosfera, kłótnie rodziców, ale zero rozmowy. Teraz mam 16 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Rodzice się rozwodzą, a z mamą widzę się z 2 razy w tygodniu i to tylko przelotnie. Zostawia mnie i tatę i jedzie do swojej koleżanki. Praktycznie to ona już tam mieszka. Ma do mnie pretensje i mówi, że tato to mój pupilek. Ale ja przecież nic na to nie poradzę, że zżyłam się bardziej z tatą. Mam do niej ogromny żal. Ale do taty też, bo gdyby się inaczej zachowywał, wszystko byłoby dobrze. Gdyby zrobił coś, jak dziadek pobił moją siostrę, to też byłoby inaczej. A teraz siostra wyjechała na studia i jest w domu może z 3 razy w roku. Nigdy tacie tego nie wybaczy, że nie stanął w jej obronie. Ogólnie to moje całe dzieciństwo jest okropne, dziadek chciał podpalić nam dom, jego bójki z ojcem, moje kłótnie z babcią, bez powodu wyzywanie mnie od kurew i dziwek i cytuję 'idź pod latarnię', pamiętam to dokładnie, choć było to, gdy miałam 13 lat. Nie zapomnę też nigdy jak dziadek chciał zabić tatę. To wszystko jest straszne. Gdy jest dobrze, babcia mi mówi 'to Twój dom, masz swój kąt', a gdy tylko ją coś napadnie, mówi mi 'wypier... stąd, to nie Twój dom!'. Ciężko mi z tym wszystkim, działo się tyle złych rzeczy odkąd tylko pamiętam. Przejmuję się też przyjaciółmi. Czasem czuje się odrzucana, nikomu niepotrzebna, choć to teraz oni są moją jedyną rodziną. Martwię się też przyszłą szkołą, czy się dostanę tam, gdzie chcę. Smutno mi, gdy słyszę jak mamy koleżanek pocieszają swoje córki, że będzie dobrze, że się dostaną. A ja słyszę jedynie 'było się uczyć, co, ja Ci zabraniałam?'. Tylko tyle, że moja mam nic o mnie nie wie, nie wie, jak się staram w szkole, chociaż ostatnio to było ciężko. To wszystko sprawiło, że moje zachowanie zmieniło się na gorsze. Pyskowałam, byłam wulgarna, biłam się. Zaczęłam palić. Wiem, że przez to wszystko popsułam, grozi mi naganne zachowanie i popsucie zdrowia. Czasem też popijałam sobie, sama nie wiem dlaczego, może chciałam się lepiej poczuć. Po opisaniu mojej całej sytuacji, mojej tragedii, chcę zapytać, czy mam depresję? Bo teraz, ale i wcześniej, bo to nie pierwszy raz, chodzę przygnębiona, mam wrażenie, że nikt nie zwraca na mnie uwagi, że moje zdanie się nie liczy. Nie umiem się nawet uśmiechnąć. A gdy jestem w gronie przyjaciół, jestem wesołą, to zaraz ktoś mi zwraca uwagę i mówi 'weź się, Marta, uspokój'. Czy ze mną jest coś nie tak? Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy wyjdę z tego?

Mam 19 lat. Leczę się od półtora roku. Na początku doktor przepisała mi lek przeciwdepresyjny z grupy SSRI i lek uspokajający, później zmieniła mi na lek uspokajający i przeciwlękowy. Byłam w bardzo złym stanie, teraz już jest trochę lepiej, ale...

Mam 19 lat. Leczę się od półtora roku. Na początku doktor przepisała mi lek przeciwdepresyjny z grupy SSRI i lek uspokajający, później zmieniła mi na lek uspokajający i przeciwlękowy. Byłam w bardzo złym stanie, teraz już jest trochę lepiej, ale nie do końca. Odczuwam lęk, smutek i przygnębienie. Doktor zmieniła mi lek przeciwdepresyjny z grupy SNRI. Biorę go półtora tygodnia, ale nie widzę na razie poprawy. Nie czuję się za dobrze, nie mam ochoty chodzić do szkoły i spotykać się ze znajomymi. Mam wrażenie, że wszyscy się ode mnie odwracają. Jestem nudna, płaczliwa i na nic nie mam ochoty. Nie czuję się sobą, mam natrętne myśli. Boję się, że już nie będę umiała normalnie żyć, że nie będę już taka jak wcześniej. Boję się o swoją przyszłość, nie wyobrażam sobie jej. Mam wrażenie, że coś się skończyło, wygasło i że już zawsze tak będzie. Bardzo się boję. Wszyscy mają mnie dosyć i mojego zachowania. Chcę być taka jak wcześniej, uśmiechnięta, żeby znowu wszędzie mnie było pełno, ale boję się, że już tak nie będzie. Proszę mi powiedzieć, czy z tego da się wyjść? Czy będę taka jak wcześniej?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja

Brak sensu życia

Mam na imię Jacek i mam 23 lata. Od ponad roku choruję na depresję. Jestem osobą z natury spokojną, zamkniętą w sobie i nieśmiałą. Pochodzę z biednej rodziny i mam czworo rodzeństwa. Jestem w trudnej sytuacji finansowej. W grudniu 2008...

Mam na imię Jacek i mam 23 lata. Od ponad roku choruję na depresję. Jestem osobą z natury spokojną, zamkniętą w sobie i nieśmiałą. Pochodzę z biednej rodziny i mam czworo rodzeństwa. Jestem w trudnej sytuacji finansowej. W grudniu 2008 roku rozpocząłem swoją pierwszą pracę w banku. W lutym 2009 roku doznałem załamania. Zacząłem płakać, że jestem beznadziejny, samotny, biedny. Nie mogłem spać i budziłem się z bólami brzucha. W pracy chciało mi się płakać. Moja mama postanowiła udać się ze mną do psychiatry. Zacząłem przyjmować leki. Lekarz po zdiagnozowaniu moich objawów przepisał mi silne leki przeciwdepresyjne, które powodowały to, że pół dnia spałem (przyjmowałem benzodiazepiny). Udałem się do innego specjalisty, który zalecił mi łagodniejsze leki. Samopoczucie poprawiło się. W lipcu było już bardzo dobrze. Odstawiłem leki (niepotrzebnie). Dodatkowo od sierpnia zacząłem spotykać się z dziewczyną. Byłem nią zafascynowany, dobrze mi się rozmawiało, spędzało czas. Pojechaliśmy razem w góry. Zakochałem się. Niestety, nasza znajomość trwała krótko. Zaledwie 1,5 miesiąca. Po powrocie z wymarzonych wakacji zostawiła mnie. Wtedy to uświadomiłem sobie, że to nie była dla mnie dziewczyna, ponieważ rozstała się ona wcześniej z narzeczonym po długim związku, a ja byłem dla niej tylko zabawką. Mówię, trudno - skończyło się. Niestety, w połowie października znowu ogarnął mnie zły nastrój. Zacząłem płakać, że znów jestem sam, że jestem beznadziejny. Pojawiły mi się natrętne myśli natury agresywno-seksualnej. Nie mogłem się na niczym skupić. Oglądałem film i nie wiedziałem, o co w nim chodzi. W listopadzie udałem się do trzeciego specjalisty i zalecił mi lek przeciwdepresyjny i przeciwlękowy. Biorę go do dziś, już 5 miesiąc. Natrętne myśli zaczęły ustępować. Niestety, strasznie zacząłem się pocić i pojawił się jakiś niedowład ruchowy. Na nieszczęście w styczniu 2010 roku straciłem pracę (czyli jedyną rzecz, która tak naprawdę dawała mi sens życia), że miałem zajęcie i byłem wśród inteligentnych i fajnych ludzi. Teraz siedzę w domu i jestem załamany że życie jest bardzo trudne i że ja jestem nieszczęśliwy. Leżę do południa w łóżku, nie chce mi się rozmawiać. Nie potrafię żyć dla siebie - jakbym się poddał i zaczął nienawidzić siebie i cały świat. Ogarnęła mnie jakaś bezradność, obojętność. Czuję się niepotrzebny na tym świecie, nie potrafię postawić sobie żadnych celów. Powtarzam sobie w myślach że nie chce mi się żyć. Czuję, że zrujnowałem sobie życie i nie da się nic zrobić, że to psychika zaważyła na wszystkim, że się poddałem i teraz cierpię. Psychiatra stwierdziła, że po prostu jestem nieszczęśliwy.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Prośba o pomoc - czy to już depresja?

Witam. Jestem 30-letnią kobietą, można powiedzieć, że spełnioną pod każdym względem. Mam męża, cudowne dziecko, fajną pracę, którą lubię, ale... coś jest nie tak. Od jakiegoś czasu nic mnie nie cieszy, nie umiem cieszyć się swoim małym dzieckiem, nie umiem...

Witam. Jestem 30-letnią kobietą, można powiedzieć, że spełnioną pod każdym względem. Mam męża, cudowne dziecko, fajną pracę, którą lubię, ale... coś jest nie tak. Od jakiegoś czasu nic mnie nie cieszy, nie umiem cieszyć się swoim małym dzieckiem, nie umiem cieszyć się każdym nachodzącym dniem, nie akceptuję swojej osoby. Wszystko mnie denerwuje - wieczorami tylko łzy i łzy. Na dodatek coraz gorzej dogaduję się z mężem - tylko kłótnie - nie umiemy dojść do porozumienia - niby wszystko już jest okej - ale znów jedna iskra i w domu jest piekło. Najgorzej denerwuje mnie to, że na to wszystko patrzy moje małe dziecko. Powiem, że już wszystkiego mam dość - nie umiem sama sobie z tym wszystkim poradzić, nie umiem znaleźć rozwiązania. Bardzo proszę o jakąkolwiek pomoc. Jestem już załamana tym wszystkim.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Straciłam chęć do życia...

Jestem kobietą i mam 19 lat. Od jakiegoś roku, od kiedy zaczęłam drastycznie się odchudzać, straciłam chęć do życia. W sumie dalej się odchudzam, nie mając nadwagi (54 kg przy 168 cm). Potrafię nie jeść nic całymi dniami. Przestałam wierzyć...

Jestem kobietą i mam 19 lat. Od jakiegoś roku, od kiedy zaczęłam drastycznie się odchudzać, straciłam chęć do życia. W sumie dalej się odchudzam, nie mając nadwagi (54 kg przy 168 cm). Potrafię nie jeść nic całymi dniami. Przestałam wierzyć w Boga, nie widzę sensu w tym, żeby rano wstawać, w ogóle w niczym nie widzę sensu. Mam chłopaka już ok. 1,5 roku. Kiedy on jest blisko i jest dla mnie dobry, to chce mi się żyć. Wiem, że mam po co i że będę szczęśliwa. Rodzice nigdy nie byli dla mnie za mili – z matką nigdy nie mogłam porozmawiać, nigdy nie powiedziała mi, że mnie kocha. Generalnie sytuacja w domu jest bardzo napięta. Mam wrażenie, że mam bardzo niskie poczucie własnej wartości, dlatego wymagam od chłopaka dużo ciepła i z tym jest problem. (Potrzebuję, żeby ktoś mi mówił, że jestem dla niego ważna, że mnie kocha, potrzebuje itp.). Tymczasem mój chłopak uwielbia w żartach mi dokuczać. Mówi, że mam brzydkie włosy, małe piersi, nie mówi mi za wiele miłych i ciepłych słów. Płaczę przez to, jestem nieszczęśliwa, czuję się nikim. Ludzie postrzegają mnie za smutasa. Rzadko kiedy się uśmiecham, jestem poważna, uszczypliwa. Mam za sobą jedną próbę samobójczą. Zastanawiam się, czy ze mną jest coś nie tak, czy po prostu nie pasujemy do siebie z chłopakiem. Nie chcę podejmować jakichś złych decyzji, a potem bardzo, bardzo żałować, bo bardzo go kocham. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak podnieść samoocenę i nabrać chęci do życia?

Mam 21 lat i trzyletnią córeczkę. Od 3 miesięcy nie mam chęci do życia i zajmowania się dzieckiem. Mam bardzo niską samoocenę. Ciągle mi się wydaje, że chłopak już mnie nie kocha i zdradza. Wiem, że tak nie jest,...

Mam 21 lat i trzyletnią córeczkę. Od 3 miesięcy nie mam chęci do życia i zajmowania się dzieckiem. Mam bardzo niską samoocenę. Ciągle mi się wydaje, że chłopak już mnie nie kocha i zdradza. Wiem, że tak nie jest, lecz mimo to sprawdzam, kontroluję go. Płaczę bez powodu. Ciągle śpię. Każdy dzień to dla mnie męczarnia, gdy w tygodniu zostaję sama z małą, a narzeczony jest w pracy. Mam myśli samobójcze. Pati

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy jest to możliwe, że mam depresję albo nerwicę?

Od jakiegoś czasu (niecały miesiąc) mam ciągle doła, zły nastrój, brak jakiejkolwiek energii do działania. Od ponad 2 tygodni ani razu się nie wyspałam. Strasznie ciężko mi zasnąć, a kiedy się to już staje, mam niespokojny sen, budzę się w...

Od jakiegoś czasu (niecały miesiąc) mam ciągle doła, zły nastrój, brak jakiejkolwiek energii do działania. Od ponad 2 tygodni ani razu się nie wyspałam. Strasznie ciężko mi zasnąć, a kiedy się to już staje, mam niespokojny sen, budzę się w nocy bardzo dużo razy. Dużo ciężej jest mi się też koncentrować. Staram się robić dobrą minę do złej gry, ale wszystko i wszyscy mnie denerwują. Czuję się wewnętrznie rozdarta, jakby coś mnie wyniszczało. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty