Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Czy fototerapię można stosować przy zwykłej depresji?

Witam. Mężczyzna mam 32 lata. Moja "przygoda" zaczęła się 14 lat temu, kiedy pierwszy raz zapaliłem marihuanę. Na początku śmiech i fajna zabawa z kolegami, ale po kilkunastym razie już nie było tak śmiesznie. Pojawiły się lęki, niepokoje tuż po...

Witam. Mężczyzna mam 32 lata. Moja "przygoda" zaczęła się 14 lat temu, kiedy pierwszy raz zapaliłem marihuanę. Na początku śmiech i fajna zabawa z kolegami, ale po kilkunastym razie już nie było tak śmiesznie. Pojawiły się lęki, niepokoje tuż po zapaleniu marihuany. Postanowiłem zaprzestać, bo zacząłem czuć, że to nie tędy droga. Zaprzestałem. Po kilku dniach od zaprzestania w nocy pojawił się potwory lęk i kołatanie serca.

Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, miałem wtedy koło 18 lat i całe życie nagle wywróciło mi się do góry nogami. Lęk i niepokój nasilał się z dnia na dzień. To było coś strasznego. Taka sytuacja trwała koło roku i postanowiłem wybrać się do psychiatry. Dodatkowo pojawił się lęk przed ciemnością. Lekarz powiedział, że to reakcja organizmu na narkotyk, bo jak twierdził, za krótki czas by doszło do uzależnienia. Przepisał mi jakieś leki, ale nie brałem, bo byłem taki przestraszony, że bałem się brać.

W międzyczasie byłem u psychologa, który z jakiegoś testu stwierdził, że mam nerwicę wegetatywną. Taka sytuacja trwała koło 2 lat. W międzyczasie zdałem maturę. Lęk zmniejszał się. Poszedłem na studia i zapomniałem o wszystkim, to był najpiękniejszy okres mojego życia. Cudowne lata.

Skończyłem trudne studia. Zaczęła się praca. Pracowałem po 14 godzin dziennie przez rok i zima przyszedł stary lek i niepokój, zniechęcenie, myślałem dużo o egzystencji i nachodził mnie smutek, bezsilność. Miałem silne zawroty głowy i plamy na języku. Rano nie mogłem wstać, głowa mi pękała i kołatało serce. Zrezygnowałem z pracy. Poszedłem do psychiatry. Stwierdził, że mam depresję sezonową i przepisał lek z grupy SSRI. Źle się po nim czułem. Miałem uczucie jakby ktoś za mną szedł. Wyostrzoną uwagę. Wystraszyłem się i odstawiłem go.

Mam wątpliwości czy to nie zwykła depresja, bo czasami w słoneczne letnie dni mam lekkiego dołka, ale zimą jest jednak najgorzej. Mam pytanie czy moglibyście mi doradzić, czy fototerapia jest zawsze skuteczna?Różnie piszą, a chciałem znać Waszą opinię. Chciałem kupić lampę, ale nie mam pojęcia gdzie zasięgnąć rady, jaka ma być. Lekarza pytałem, ale powiedział, że nie może mi pomóc. To duży koszt i nie chciałbym, aby pieniądze poszły na marne. Z góry dziękuję. Mój mail to marekiks@interia.pl.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Samobójstwo chłopaka

Mam 21 lat, jestem kobietą. Ale moje pytanie nie będzie dotyczyło mnie, tylko mojego chłopaka. Miał 24 lata. Od dłuższego czasu cierpiał na depresję, brał leki, chodził do psychiatry. Spotykaliśmy się od pół roku. Zawsze mi powtarzał, że zanim...

Mam 21 lat, jestem kobietą. Ale moje pytanie nie będzie dotyczyło mnie, tylko mojego chłopaka. Miał 24 lata. Od dłuższego czasu cierpiał na depresję, brał leki, chodził do psychiatry. Spotykaliśmy się od pół roku.

Zawsze mi powtarzał, że zanim związał się ze mną było mu bardzo źle (później dowiedziałam się, że miał za sobą próby samobójcze), ale że teraz jest już lepiej. Naprawdę zaczął wychodzić na prostą, znalazł pracę, mieliśmy razem zamieszkać. Bardzo się kochaliśmy.

Zawsze był o mnie bardzo zazdrosny, czasem było to naprawdę absurdalne. Znosiłam tę jego zazdrość, starałam się nie dawać powodów, ale te oskarżenia bardzo mnie bolały. Z czasem powody do kłótni stawały się coraz błahsze. Potrafił bardzo agresywnie się zachowywać (krzyczeć, wyzywać, był wulgarny, chociaż na zwykle mu się to nie zdarzało). Zaczynałam się bać, że którymś razem na krzykach się nie skończy.

Nasza ostatnia kłótnia też wybuchła bez powodu. Chciałam rozmawiać, ale on bardzo krzyczał. W końcu coś we mnie pękło, uciekłam i napisałam mu, że jest beznadziejny i żałuję że go poznałam. Wiedział, że gdyby jeszcze zadzwonił, przeprosił, że wróciłabym do niego. Zawsze wracałam. Dwadzieścia minut później wyskoczył z okna.

Nigdy sobie nie daruję, że nie zauważyłam jak się zmienia. Że jego agresję i drażliwość tłumaczyłam sobie charakterem, a nie powracającą chorobą. Że uciekłam kiedy najbardziej mnie potrzebował, chociaż obiecywałam cierpliwość i wyrozumiałość. Poza tą zmianą w zachowaniu nie dawał żadnych sygnałów ostrzegawczych.

Nigdy nie mówił o śmierci, ani że sobie nie radzi. Poza tymi chwilami gniewu, był naprawdę cudownym człowiekiem. Ciepłym, czułym, kochającym. Nie planował tej śmierci, dzień wcześniej zachowywał się normalnie, snuliśmy plany na wakacje. Zrobił to bez namysłu, w przypływie emocji. Emocji, które ja wywołałam.

Chcę zrozumieć, dlaczego to zrobił (chciał mnie ukarać, a może bał się, że nad sobą nie panuje i kiedyś może mi coś zrobić). I chcę wiedzieć czy i w jaki sposób mogłam mu jeszcze pomóc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie wiem co ze sobą zrobić, gdzie się podziać?

Mam bardzo dziwny problem i nie wiem kogo zapytać o pomoc? Jestem Magda, mam 18 lat. Chodzę do szkoły, uczę się, mam znajomych, spotykam się z nimi. Niby wszystko wygląda okey, ale ja czuję inaczej, bo nie wiem co ze... Mam bardzo dziwny problem i nie wiem kogo zapytać o pomoc? Jestem Magda, mam 18 lat. Chodzę do szkoły, uczę się, mam znajomych, spotykam się z nimi. Niby wszystko wygląda okey, ale ja czuję inaczej, bo nie wiem co ze sobą zrobić. Mam takie odczucie, że wszystko, całe życie, wszystko co robię, nie ma sensu. Wstaję rano, łazienka, kuchnia, szkoła, znajomi, kuchnia, łazienka, sen. Generalnie męczę się, gdy za często muszę się spotykać z ludźmi, nie mam ochoty z nimi gadać, staram się na siłę zmusić, żeby się z nimi spotykać, żeby nie siedzieć w domu i żeby nie być sama. Z drugiej strony wymiguję się od spotkań i wykręcam, bo po prostu.. Jaki w tym sens? Pogadamy i pójdę do domu. Chodzę do szkoły, uczę się, potem może studia i praca, potem będę stara i na co mi to wszystko? Nie wiem co ze sobą zrobić, nie wiem gdzie się podziać, nie mam na nic ochoty, wszystko mnie męczy i wkurza. Do tego mam straszny natłok myśli. Ciągle myślę i analizuję, nie mogę przestać myśleć, nawet przed snem myślę o różnych rzeczach, budząc się rano, dalej kończąc te same myśli. Nie mam spokoju, czuję w sobie mętlik i emocjonalną pustkę. Nic mnie nie interesuje, nic mnie nie obchodzi, nie wiem co ze sobą zrobić, ktoś coś do mnie mówi, nawet nie słucham, tylko przelatują mi słowa przez głowę od ucha do ucha i brzęczą tylko jak upierdliwa mucha. Często odpowiadam automatycznie, nawet nie zdaję sobie sprawy, co mówię. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że się boję. Nie wiem czego. Nie mam powodu do strachu, ale czuję jakby lęk paraliżował moje ciało, boję się, że nie potrafię nic czuć albo już sama nie wiem co. Boję się po prostu. przyjaciółka doradziła mi żebym się zmusiła i czymś zajęła. No to zajęłam się, czytam książki, ale nawet czytając książkę myślę o czymś innym. Czuję się jak automat, który nie wie co robi, ale robi co powinien, bo tak został zaprogramowany. albo jak puszka, pusta w środku z lękliwymi myślami odbijającymi się od ściany do ściany z wielkim echem drążącymi mi dziurę w głowie. Czuję się smutna, niezdecydowana, rozkojarzona, nerwowa. Nie biorę żadnych leków, jakiś czas tylko brałam v***, bo miałam kłopoty ze snem (które raczej minęły). Nie byłam na żadnych badaniach diagnostycznych. Proszę doradźcie mi coś, bo czuję, że oszaleję!
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc osobie cierpiącej na depresję przez internet?

Witam. Zwracam się do Pana/Pani o pomoc, ponieważ czuję się bezradna z pewnej sytuacji. Otóż, pewien mój dobry znajomy, a przy tym bardzo ważna dla mnie osoba, (nie ukrywajmy, jestem po prostu zaangażowana emocjonalnie w znajomość z nim; darzę go...

Witam. Zwracam się do Pana/Pani o pomoc, ponieważ czuję się bezradna z pewnej sytuacji. Otóż, pewien mój dobry znajomy, a przy tym bardzo ważna dla mnie osoba, (nie ukrywajmy, jestem po prostu zaangażowana emocjonalnie w znajomość z nim; darzę go pewnym uczuciem) cierpi na depresję. Nasza znajomość opiera się głównie na kontakcie internetowym, mimo iż znamy się w 'realu'. On często wspomina w naszych rozmowach o swoim stanie, a ja nie wiem, jak mam wtedy reagować. Staram się go pocieszać, dawać sensowne rady... Pragnę mu pomóc, ale nie wiem, w jaki sposób. Dowiedziawszy się o jego chorobie, zaczęłam szukać informacji i porad na temat depresji. Wciąż dowiaduję się czegoś nowego. Wiem, że powinnam nakłonić go do wizyty u psychologa, ale wątpię, że mi się to uda. Zresztą był już u psychologa, a także poddał się na pewien czas leczeniu farmakologicznemu. Nie wykazał chęci jednak uczęszczania na jakąkolwiek terapię. Powody nie są mi znane. Staram się okazywać mu wsparcie, ale nasz elektroniczny kontakt nie daje mi zbyt dużych możliwości. Proszę, poradźcie, jak mogę mu pomóc. Pozdrawiam i z góry dziękuję - P., lat piętnaście.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Podejrzewam depresję u siostry

Podejrzewam, iż moja siostra ma depresje bądź nerwice. Bardziej obstawiam to drugie, ale nie jestem lekarzem. Dziennie z równowagi wyprowadza ją choćby najmniejsza błahostka. Płacze albo krzyczy z byle powodu. Często jest tak, że sprząta z płaczem mówiąc, że...

Podejrzewam, iż moja siostra ma depresje bądź nerwice. Bardziej obstawiam to drugie, ale nie jestem lekarzem. Dziennie z równowagi wyprowadza ją choćby najmniejsza błahostka. Płacze albo krzyczy z byle powodu. Często jest tak, że sprząta z płaczem mówiąc, że coś ją boli, ale gdy ktoś chce pomóc, od razu nerwowo odpowiada, że sama sobie poradzi. Potrafi sprzątać nawet, gdy jest czysto! Wygląda to tak, jakby chciała zwrócić na siebie uwagę. Ma 31 lat, a to co się z nią dzieje trwa już od ok. 7 lat. Próbowałam z nią rozmawiać, ale gdy to robię, nie mogę jej słuchać. To niedobrze z mojej strony wiem, ale ona podczas rozmowy zaczyna tylko narzekać. Z jej życia też pamięta tylko złe strony. Żadnych dobrych. Jak tak dalej pójdzie, cała rodzina się od niej odwróci. Jest straszną egoistką i pesymistką. Mówiąc o swoim życiu jest pewna, że może być tylko gorzej. Może to nieistotne, ale warunki życia siostry są na poziomie tzn. ma męża, córkę teraz jest w ciąży (co niepokoi mnie jeszcze bardziej, bo potrafi krzyczeć i denerwować się non-stop, a to może zaszkodzić i jej i dziecku), mieszkają w pięknym mieszkaniu. Raczej niczego im nie brakuje. Nie jeden by im pozazdrościł. Na początku poświęcaliśmy jej wiele uwagi, tak zaleciła pani psycholog, do której kiedyś siostra chodziła, ale szybko zrezygnowała, usprawiedliwiając się tym, że nie ma na to czasu. Niestety już nikt z rodziny nie potrafi do niej dotrzeć. Każdego, swoim zachowaniem, obraca przeciw sobie. Koleżankom potrafi opowiedzieć pół życia, wytykając wady rodziny, i stawiając siebie jako biedną i poszkodowaną. Chciałabym jej pomóc, zanim stanie się coś złego, albo cała rodzina się poróżni. :(

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak z tym walczyć?

21 lat, mężczyzna. Witam. Od jakoś przeszło 2 lat mam zaburzenia snu. Wcześniej mogłem w ogóle spać, od jakiegoś roku tego snu potrzebuje aż za dużo. Próbowałem przestawić sobie czas spania, ale niestety, zawsze wracałem do tej godziny 3:00....

21 lat, mężczyzna. Witam. Od jakoś przeszło 2 lat mam zaburzenia snu. Wcześniej mogłem w ogóle spać, od jakiegoś roku tego snu potrzebuje aż za dużo. Próbowałem przestawić sobie czas spania, ale niestety, zawsze wracałem do tej godziny 3:00. Po rozwodzie rodziców zacząłem obwiniać siebie, miałem mnóstwo myśli samobójczych, jednak nikt nie mógł mi pomóc, lub może inaczej, ja nie mówiłem o tych problemach, a gdy już mówiłem, każdy je bagatelizował. Jest bardzo mało rzeczy, które mnie uszczęśliwiają. Mam wspaniałą dziewczynę i zdaje sobie sprawę z tego, że ona cierpi u mojego boku właśnie z powodu mojej podupadłej psychiki. Zawsze kiedy próbuję się za coś zabrać, na następny dzień wstaje i nie mam kompletnie sił, chęci do niczego. Na początku myślałem, że to może zwykle lenistwo lub przez papierosy. Rozwiązywałem test, moje odpowiedzi to same D, lub C, może jedna to B (test na wykrycie depresji). Nie poszedłem do lekarza, bo nawet do tego nie mogę się zmobilizować, po prostu brak mi sił na to. Chciałem się dowiedzieć jak wygląda taka terapia? „Zawaliłem" też szkołę i moje kolejne pytanie brzmi, czy mam jakąkolwiek szanse na nauczanie indywidualne? I czy jest szansa, że w ogóle wyjdę z tego stanu i będę mógł żyć tak aktywnie jak kiedyś? Kiedyś każdy moment był szczęśliwy, byłem duszą towarzystwa, teraz zostaje w cieniu. Moje problemy zaczęły się tak jak napisałem, od rozwodu rodziców, ale jakoś sobie z tym poradziłem. Później rozstanie z dziewczyną, z którą bylem ponad 2 lata i to jakoś bardziej dobiło. Powtarzam moje pytania : Chciałbym się dowiedzieć jak wygląda taka terapia? "Zawaliłem" też szkołę i moje kolejne pytanie brzmi, czy mam jakakolwiek szanse na nauczanie indywidualne? I czy jest szansa, że w ogóle wyjdę z tego stanu i będę mógł żyć tak aktywnie, jak kiedyś? Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Płaczliwość, rozdrażnienie przy problemach finansowych i małżeńskich

Witam, od dłuższego czasu czuje się bardzo przygnębiona, nie ma dnia żebym nie płakała, jestem nerwowa i rozdrażniona, kłócę się bez powodu, wszystko mnie denerwuję, cały czas jestem poddenerwowana, mam wrażenie, że wewnątrz wszystko mi się trzęsie. Nie mogę usnąć...

Witam, od dłuższego czasu czuje się bardzo przygnębiona, nie ma dnia żebym nie płakała, jestem nerwowa i rozdrażniona, kłócę się bez powodu, wszystko mnie denerwuję, cały czas jestem poddenerwowana, mam wrażenie, że wewnątrz wszystko mi się trzęsie. Nie mogę usnąć w nocy, bądź budzę się z jakimś dziwnym strachem, nie mam siły nic zrobić, do wszystkiego się zmuszam, źle się czuję fizycznie, mam zawroty głowy, robi mi się słabo, wszystko mnie boli, nie mam siły, pocę się bardziej niż zwykle, często mnie mdli. Nic mnie nie cieszy, cały czas się o coś boję, nie widzę sensu robić czegokolwiek, często myślę, że chciałabym się zabić, ale naprawdę nie umiałabym tego zrobić. Tylko sobie często wyobrażam swoją śmierć. Czuję się nikomu niepotrzebna, odrzucona, brzydka. Najchętniej zostawiłabym wszystko i zniknęła, nie mam ochoty na kontakt z ludźmi, drażni mnie bardzo dzwoniący telefon, do poczty boję się zaglądać, bo znowu ktoś będzie coś ode mnie chciał. Nie mogę skupić się na pracy, przychodzi mi z trudem wykonanie najprostszej czynności. Mam trochę kłopotów, w małżeństwie duże bardzo, nie mogę znaleźć pracy, a zazwyczaj zajmowało mi to góra dwa tygodnie, mam problemy finansowe. Może te samopoczucie jest chwilowe, związane z bieżącymi problemami, ale już nie potrafię udźwignąć wszystkich tych problemów i dać sobie rady z moim samopoczuciem. Proszę o jakąś radę. Pozdrawiam, Maja

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc chłopakowi z depresją?

Witam. Mam na imię Anita i mam 18 lat. Od dwóch lat jestem z chłopakiem, który od roku choruje na depresję. Z początku było normalnie, były czasami smutne dni i wtedy się nie odzywał (nikt nie wiedział, co się z...

Witam. Mam na imię Anita i mam 18 lat. Od dwóch lat jestem z chłopakiem, który od roku choruje na depresję. Z początku było normalnie, były czasami smutne dni i wtedy się nie odzywał (nikt nie wiedział, co się z nim dzieje). Po jakimś czasie zaczął dziwnie się do mnie odzywać: "nie mam po co żyć, idę rzucić się z mostu". Traktowałam to jako zwykłe niepowodzenie w szkole i powtarzałam mu, żeby tak nie myślał i starał się to robić dla mnie, był bardzo kochany.

Z czasem zaczęło się to pogłębiać i występowały u niego takie dni, że pisał do mnie (problem w tym, że mieszkamy 500 km od siebie): " zostaw mnie, znajdź sobie kogoś lepszego ode mnie, kogoś silnego, zdrowego (choruje na astmę). Będę zawsze przy Tobie duszą".

Powiem szczerze, te dni były dla mnie najgorsze, bo czułam, że go straciłam i byłam zła na niego, usilnie próbowałam się z nim skontaktować, co było wielkim błędem ze względu na to, że potrzebuje dużo spokoju w takim stanie. Najczęściej odpisywałam mu: "odezwij się jak Ci przejdą humorki" i po tym wystarczył dzień, żeby wszystko wróciło do normy.

Ostatnio pojechałam do niego - jakieś ponad dwa tygodnie temu - na długi weekend majowy i byłam przy nim cały tydzień. Na początku był szczęśliwy, że przyjechałam potem chodził przygnębiony, więc zaproponowałam mu wzięcie tabletki, którą zapisała mu pani psycholog. Posłuchał mnie, zażył. Ciągle mówił mi, że mnie kocha i że nigdy nie zostawi, że za miesiąc się spotkamy (w czerwcu). Bardzo było widać jak mu na mnie zależy i co do mnie czuje.

Po tym jak wyjechałam, a było to 8 maja, jakieś dwa dni potem zaczął znów być smutny (od tamtej pory, kiedy prosiłam go o wzięcie tabletki, przestał w ogóle je zażywać). Znów się pogarszało ciągle słyszałam " znajdź kogoś innego", jego przyjaciel postanowił go porządnie opieprzyć i powiedzieć jaki jest.

I tu kolejny mój błąd. Wyzwałam go od najgorszych, powiedziałam, że jest beznadziejny i bez serca. On tylko napisał "fajnie", a po chwili zrozumiałam, że źle zrobiłam i go przeprosiłam, po czym dostałam odpowiedź, że tych słów nie da się już cofnąć. Błagałam go o przebaczenie lecz on napisał tylko "spadaj", więc się przestałam odzywać... Po paru godzinach odezwał się.

W ten weekend postanowiłam dać mu pewną nauczkę, bo w końcu powiedział, że się mną w ogóle nie martwi. Przestałam się odzywać tak na dwa dni. Wydzwaniał po 5 razy, aż w tę niedzielę nagrał mi wiadomość, żebym się w końcu odezwała, bo się o mnie martwi. Odezwałam się, a on znów taki sam... Kiedy pytam go czy tęskni odpowiada, że nie, a kiedy pytam, czy mnie kocha, słyszę tylko "no". Cały czas się martwię, że przestał mnie kochać. Powtarzam mu, że jego stan jest chwilowy, a on odpowiada, że mu się taki podoba i że może nie zniknie.

Nie chce go zostawiać, bo go bardzo kocham, pewnie większość dziewczyn w moim wieku zostawiłoby takiego chłopaka, ale ja nie mogę, tylko że on "stara" się mnie odepchnąć od siebie. Sprawia, żebym była zazdrosna, żebym ciągle mu pisała miłe rzeczy tylko, że jak to pisze albo mu mówię to on mi odpowiada "nie mów tak". Zadaje mi pytania "po co mnie kochasz?".

Denerwuję się bardzo, zamiast się cieszyć, że pisze to ja się denerwuję tak, że potem nie mogę ani spać, ani jeść. Wczoraj zadzwonił do mnie i powiedział, że zaraz zadzwoni, a ja "zadzwoń, jak Ci będzie na mnie zależeć" - zadzwonił zaczynając rozmowę zdaniem "nie wiem po co ja dzwonie". Dowiedziałam się, że jutro idzie do psychiatryka.

Nie wiem w ogóle jak ja mogę mu pomóc? Jak ja mam się zachowywać? Czy wierzyć, że mu się poprawi? Myślę, że pogoda ma tu jakiś wpływ na niego. Tracę nadzieje, że kiedykolwiek jeszcze od niego usłyszę coś miłego. A najbardziej tracę nadzieję, że mnie kocha. Dzisiaj jedynie napisał, że mnie kocha, a ja mu odpisałam, że może mnie kocha, a on: "to teraz rozpadło mi się serce". Nie wiem co to miało znaczyć. Proszę o pomoc.

Bezsenność, neurastenia czy depresja?

Jestem 28-letnią kobietą, od 3 lat żoną, od 2 lat mamą. Od najmłodszych lat byłam bardzo nerwowa, ojciec pił i znęcał się fizycznie nad matką, mnie wykańczał psychicznie. Dla ojca zawsze byłam" głupia, niedouczona" i tak jest po dzień dzisiejszy....

Jestem 28-letnią kobietą, od 3 lat żoną, od 2 lat mamą. Od najmłodszych lat byłam bardzo nerwowa, ojciec pił i znęcał się fizycznie nad matką, mnie wykańczał psychicznie. Dla ojca zawsze byłam" głupia, niedouczona" i tak jest po dzień dzisiejszy. Pragnę zauważyć, że posiadam wykształcenie medyczne (jestem terapeutą zajęciowym) stąd moje pytanie o nerwicę neurasteniczną. Mimo,że sama podejrzewam u siebie tą przypadłość, chcę zasięgnąć porady psychiatry. Mój synek skończył niedawno 2 latka i wkroczył w okres buntu. Wszystko wymusza płaczem, wręcz wrzaskiem! Jeśli zabraniam mu czegoś krzyczy tak, jakbym go ze skóry obdzierała. Mój mąż pracuje od 7 do 23, w związku z czym przy dziecku nie pomaga.

Moje problemy, jak wspomniałam, mają już zaczątek w dzieciństwie, jednak teraz objawy nasiliły się. Budzę się rano kompletnie zmęczona, mimo że przesypiam całą noc. Zdarza się też, że budzę się w nocy z niewyjaśnionym lękiem, serce wali mi jak oszalałe i nie śpię pół nocy. Ciągle krzyczę bez powodu na syna, choć jak już wspomniałam jego ciągły wrzask i bunt doprowadza mnie do furii. Coraz częściej żałuję, że zdecydowałam się na dziecko. Bardzo często mam napady duszności, trzęsą mi się ręce, drży całe ciało, boli mnie głowa, serce wali jakby miało z piersi wyskoczyć, przy czym boli jak przy stanie przedzawałowym. Wpadając w histerię zaczynam uciekać się do przemocy fizycznej! Zarówno wobec męża jak i dziecka! Nie zrobiłam żadnemu z nich krzywdy, ale od potrząsania się zaczyna, a jak się może skończyć?

Zdarzają mi się stany depresyjne. Myślę, że jestem niedobrą matką i dlatego mój syn mnie nie słucha. Jestem niedobrą córką, bo nie spełniam oczekiwań ojca tyrana (jestem niewykształcona). Jestem niedobrą żoną- odsunęłam się od męża, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. Nie rozmawiamy ze sobą, bo nie mam o czym z Nim rozmawiać, o seksie od dawna nie ma mowy! Coraz częściej płaczę, wszystko jest mi obojętne, moje myśli krążą wokół samobójstwa. Czuję się kompletnie bezradna, niepotrzebna i bezwartościowa. Obecnie piję roztwór zawierający sole bromu- czy to wystarczy na uspokojenie moich nerwów, czy należy zgłosić się do specjalisty? Dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja

Wydaje mi się, że jestem martwy... Pomocy!

Mam 23 lata i czuję się tym wszystkim przygnieciony, cały świat jest dla mnie szary. Cała przyjemność mojej egzystencji jest tak daleko ode mnie, tak daleko. Może to Wam się wydać to śmieszne. Już sam nie wiem, od jakiegoś 1,5...

Mam 23 lata i czuję się tym wszystkim przygnieciony, cały świat jest dla mnie szary. Cała przyjemność mojej egzystencji jest tak daleko ode mnie, tak daleko. Może to Wam się wydać to śmieszne. Już sam nie wiem, od jakiegoś 1,5 roku myślę, że nie żyję. To przyszło z dnia na dzień, ludzie prawe w ogóle ze mną nie rozmawiają, moja matka ciągle mnie ignoruje, mój ojciec pracuje w Irlandii i nie odpowiada na moje telefony. Sam zjadam posiłki, na studiach nikt ze mną nie rozmawia, siedzę sam w koncie. Jak muszę załatwić coś oficjalnego to wymieniam jak najmniej informacji, wszyscy zachowują się jakby byli zakłopotani moją obecnością, nie patrzą mi w oczy i chcą jak najszybciej ode mnie odejść. Zawsze jestem przygnębiony, każdy nowy dzień jest jakby pustką i ścianą szarej beznadziejności. Nie jestem pewien czy kiedykolwiek żyłem. To nie jest depresja, nie tu chodzi o co innego. Myślę, że jestem trupem, mam niską temperaturę, około 35 stopni, kiedyś jak jeszcze żyłem było normalnie - 36 stopni. Moja dziewczyna zerwała ze mną kilka miesięcy temu, mówiła, że jestem oschły i nie mam uczuć, kiedyś tak nie było. Nie potrafię się niczym zachwycić, słońce jest dla mnie smutne i nawet gry komputerowe są nudne. Myślałem o samobójstwie, ale czasami myślę, że już nie żyję. Może już się dawno temu zabiłem. Proszę Was o pomoc, błagam nie widzę żadnej nadziei, cały świat jest oddalony. Często patrzę na siebie z daleka, z boku, jakbym obserwował kogoś obcego. Mam szarą suchą cerę, w ogóle nie choruję! Jestem jakby w labiryncie beznadziejności. Błagam o jakąś pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Płaczliwość i zamykanie się w sobie a depresja

Może zacznę od tego, że moja mama ma schizofrenię. Zawsze bałam się, że mnie też to spotka. Od kilku miesięcy zamykam się coraz bardziej w sobie. Kiedyś byłam dusza towarzystwa - teraz najchętniej nie wstawałabym z łóżka. Urwał mi...

Może zacznę od tego, że moja mama ma schizofrenię. Zawsze bałam się, że mnie też to spotka. Od kilku miesięcy zamykam się coraz bardziej w sobie. Kiedyś byłam dusza towarzystwa - teraz najchętniej nie wstawałabym z łóżka.

Urwał mi się kontakt z większością znajomych. Nie mogę przestać myśleć, że po prostu nie chcę już tu być- że życie po prostu nie ma sensu. Pojawiły się problemy w pracy - zamiast wstać w poniedziałek rano śpię i płaczę do 15 bez żadnej poważniejszej przyczyny. Jakiś czas temu miałam także problemy z zasypianiem a mianowicie bałam się zasnąć - byłam się rzeczy kompletnie nie stworzonych, albo że ktoś się włamie, coś złego się stanie jak zasnę.

Takie epizody pojawiają się co kilka miesięcy. Mam problemy z koncentracją, są dni kiedy po prostu nie jestem w stanie myśleć o niczym, ani podjąć najgłupszej decyzji: np co chcę zjeść. Czy to depresja, czy już coś innego?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co mam zrobić z ojcem?

Mam problem z moim tatą. Mam 20 lat i jestem najstarszy z rodzeństwa. Rok temu (mniej więcej) popsuły się kontakty moich rodziców. Mama od ok. 2 lat wyjeżdża do pracy do Holandii, tam znalazła sobie kogoś, pół roku temu powiedziała...

Mam problem z moim tatą. Mam 20 lat i jestem najstarszy z rodzeństwa. Rok temu (mniej więcej) popsuły się kontakty moich rodziców. Mama od ok. 2 lat wyjeżdża do pracy do Holandii, tam znalazła sobie kogoś, pół roku temu powiedziała ojcu, że ma też sobie kogoś znaleźć. Ale nie powiedziała mu wprost, że ma innego, tylko że ma jego dość, bo nie umie się postawić, tylko zawsze na wszystko się zgadza (bo faktycznie taki jest). Wiem, że ma innego, bo mi to przyznała. Mój ojciec od tego czasu nie umie sobie z niczym poradzić, nie interesuje się dziećmi (jest nas czwórka 17,18,19 i 20 lat). My się tym tak nie przejmujemy, ale siostry dobija ojciec psychicznie, opuściły się one w nauce, budzi je po nocach i płacze, że żona go zostawiła. Mówi, że jak go długo nie będzie w domu to mają go szukać w pobliższym lesie, bo się powiesi, zaczął popijać. Nie wiem jak mam mu pomóc, jako najstarszy czuje się odpowiedzialny za rodzeństwo, ja nie mieszkam w domu, więc rzadko tam jestem, a siostry dzwonią codziennie i płaczą mi w słuchawkę. Jak mam pomóc ojcu, który jak ja jestem w domu udaje, że jest wszystko w porządku? Interesuje mnie najbardziej to, żeby moje rodzeństwo nie musiało wysłuchiwać ciągle jego problemów i żeby mogły zająć się sobą. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy depresja zagościła u mnie na zawsze?

Mam 26 lat. Dwójkę cudownych dzieci. Kochającego męża. Jako dziecko bardzo często się śmiałam, wygłupiałam i żartowałam. Wszystko zmieniło się ok 15 roku życia. Choć pamiętam, że jako małe dziecko popłakiwałam nocami, myśląc noc w noc o śmierci, wojnach i...

Mam 26 lat. Dwójkę cudownych dzieci. Kochającego męża. Jako dziecko bardzo często się śmiałam, wygłupiałam i żartowałam. Wszystko zmieniło się ok 15 roku życia. Choć pamiętam, że jako małe dziecko popłakiwałam nocami, myśląc noc w noc o śmierci, wojnach i całej reszcie okropnych rzeczy.

Najgorzej było ze mną podczas matury i chwilę potem. Doszło do momentu, że mama wsadziła mnie do samochodu i zawiozła do znajomego lekarza, a potem na przedwczesne wakacje do babci. Lekarz nie potrafił mi pomóc, wypytywał o przyczyny mojego smutku i chęci samobójstwa, nakazał powiedzieć mamie w domu, lub ona się tym potem zajmie, tzw. twarda ręka.

No ale, jakoś się z tego wygrzebałam. Kiedy miałam już totalnie dość, uciekłam od tego, co mnie męczyło, ludzi, których się bałam itp. wyjechałam. Pierwsze 2 miesiące nie były zbyt ciekawe brak pieniędzy i niemożliwość znalezienia pracy ostatecznie doprowadziły mnie do płaczu. Jednak znalazłam p-kt zaczepienia.

Dostałam prace i tam poznałam mojego męża ;) Było cudownie, śmiałam się całymi dniami i dziękowałam Bogu, że żyje. Kładłam się spać ze spokojem i radością, Byłam zajęta pracą i miłością. Do czasu- przebywaliśmy 24h na dobę razem i w końcu dopadła mnie niemożliwa zazdrość(niszcząca) niestety trwa ona do dziś i jest jak kolejna choroba.

Mam mnóstwo problemów jak chyba każdy, ale nie zawsze sobie potrafię z nimi poradzić. Najgorsze to to, że wyzywam się na moich maleństwach. Nie potrafię się z nimi bawić, tylko krzyczę, krzyczę a ostatnio nawet praktycznie bez powodu, a one są przecież takie malutkie, słodkie i kochane. Tylko ja nie potrafię znieść ich płaczu i ciągłych niekończących się pytań.

Dawno temu mówiono na mnie niania, każdy twierdził, żże potrafię jak nikt zając się dziećmi, a teraz guzik z tego, nie potrafię zająć się nawet swoimi;(. Chce tylko spać, nie mam sił podnieść się z łózka, by dać im zjeść i się napić, kiedy pytają.

Nie raz nie wychodzimy przez kilka dni, bo ja nie mam sił się ubrać, umalować itp. Szczególnie jak pogoda okropna, bo ostatnio zauważyłam, jak było słonecznie, to zawsze zabierał je na długi spacer, do parku, na plac zabaw i nie miałam tyle problemów, dzień mijał szybciej prościej.

Eh, rozpisałam się i pogubiłam, tyle tego. Krótko, mówiąc jestem bardzo nieprzewidywalna. jednego dnia budzę się i uważam, że życie jest piękne i mam siły, by przenosić góry, a drugiego dnia-nie mam sił, by wstać z łóżka, czuję się beznadziejnie i chcę tylko płakać.

Nieraz przez kilka tygodni zły nastrój mnie gnębi, a potem znów jest dobrze na jakiś czas. Ogólnie jednak mam wrażenie, że nie ma sensu żeby si tak męczyć. Boje się jednak śmierci. A ten okropny smutek, płacz i humory po prostu mnie wykańczają. Czasami już fizycznie -nie mogę.  

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Codzienny płacz i strach przed powrotem do pustego mieszkania

Witam, jestem kobietą, mam 20 lat. Mieszkam sama. Studiuję. Odkąd studiuję i mieszkam sama ciągle chodzę przybita. Jak myślę, że mam wrócić do pustego mieszkania, od razu czuję kłucie w brzuchu i chce mi się płakać. Płaczę prawie codziennie. Mam...

Witam, jestem kobietą, mam 20 lat. Mieszkam sama. Studiuję. Odkąd studiuję i mieszkam sama ciągle chodzę przybita. Jak myślę, że mam wrócić do pustego mieszkania, od razu czuję kłucie w brzuchu i chce mi się płakać. Płaczę prawie codziennie. Mam chłopaka, kochamy się. On studiuje w innym mieście, widzimy się raz na kiedyś. Mam obniżony popęd seksualny, nie mogę się skupić na kochaniu się z nim, sprawia mi to ból czasami. Mam dużo stresu. Przez to leżałam w szpitalu z zapaleniem żołądka. Brałam na to dużo leków ukierunkowanych na leczenie tego schorzenia. Czuję się osłabiona i senna. Miewam szybkie zmiany nastroju. Mam problemy z koncentracją. Moi rodzice leczą się na depresję. Nie mówiłam im o moich problemach bo zawsze mówią, że sobie poradzę. Mam ciągłe poczucie winy dosłownie o wszystko. Często bolą mnie różne części ciała. Taki stan utrzymuje się już pół roku. Nie palę i nie nadużywam alkoholu. Chciałam napisać anonimowo. Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Jak pomóc ukochanej osobie jednocześnie jej nie obciążając?

Nie jestem chora na depresję, ale jestem związana z osobą, która ma depresję i sama potrzebuję pomocy, wsparcia i jakiejś porady. Gdy przychodzą te gorsze dni (a ostatnio są same gorsze dni), jest mi ciężko i bardzo boję się o...

Nie jestem chora na depresję, ale jestem związana z osobą, która ma depresję i sama potrzebuję pomocy, wsparcia i jakiejś porady. Gdy przychodzą te gorsze dni (a ostatnio są same gorsze dni), jest mi ciężko i bardzo boję się o mojego ukochanego.

Poznałam go gdy był już chory, na początku nie wiedziałam, że ma depresję, dowiedziałam się po jakimś czasie gdy zbliżyliśmy się bardzo do siebie. Kocham go bardzo i bardzo mi na nim zależy. Staram się go wspierać tak jak tylko mogę, troszczę się o niego, martwię się, dzwonię, piszę.

Bardzo mnie boli, kiedy jest w gorszym stanie, czasami odtrąca mnie wtedy, woli być sam, bym na niego nie patrzyła i się nie denerwowała, ale to jest dla mnie bardziej bolesne niż patrzenie na to, jak on cierpi. Odtrąca moją pomoc.

Wiem i rozumiem, że to nie do końca "on", ale boję się, że odtrąci mnie zupełnie, chociaż wiem, że człowiek będący w takim stanie nie powinien podejmować takich decyzji, gdyż nie są one do końca przemyślane. Czasami boję się, że wkraczając w jego życie, zburzyłam mu świat, który zbudował sobie przez ten okres kiedy był sam i sam walczył z chorobą. Nikt go wtedy nie wspierał.

A może to przez starą miłość do kobiety, która go tak skrzywdziła, nie jest w stanie ułożyć sobie życia ze mną? Wiemy, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że, gdyby nie depresja, bylibyśmy idealną parą. Możliwe, że to przeze mnie teraz mu się pogorszyło? Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.

Czy to możliwe, że spotykając się ze mną, będąc ze mną, obciążam go i pogrążam go bardziej w tej depresji? Bo teraz musi nie tylko martwić się o siebie, ale i także o mnie. Może go zostawić samemu sobie? Przy mnie stara się nie pokazywać tego co przeżywa, ukrywa swoje myśli i uczucia by mnie nie ranić, ale ja i tak widzę i czuję kiedy on coś ukrywa.

Boję się, że wykończy go psychicznie ten nasz związek, zresztą chyba już wykańcza. Nie wiem co robić, kocham go i jestem w stanie wiele znieść by być z nim, ale jeśli on czuje do mnie tylko sympatię i nie jest w stanie wykrzesać z siebie nic więcej, w tym stanie w jakim jest? Bierze leki i chodzi na terapię, ale nie ma żadnej poprawy, raczej jest gorzej niż było.

Jak ja mam mu pomóc? Co zrobić? Zostawić go czy trwać i być przy nim, starać się i walczyć o niego?  A jeśli on mnie zostawi? Jak sobie wtedy poradzić z takim rozstaniem? Wiem, a raczej czuję, że nawet jak zrobimy sobie przerwę to do mnie już nie wróci...

Czy to możliwe, że mam depresję?

Mam 16 lat. Jestem dziewczyną. Chodzę do szkoły, w tym roku kończę gimnazjum. Mam dobre oceny. Rodzinę, dom, marzenia. Zależy mi aby dostać się do dobrej szkoły. Chciałabym tak wiele... Dwa lata temu straciłam ważne osoby w moim życiu....

Mam 16 lat. Jestem dziewczyną. Chodzę do szkoły, w tym roku kończę gimnazjum. Mam dobre oceny. Rodzinę, dom, marzenia. Zależy mi aby dostać się do dobrej szkoły. Chciałabym tak wiele... Dwa lata temu straciłam ważne osoby w moim życiu. Dwa lata temu straciłam samą siebie. Myślałam, że najgorsze mam już za sobą.

Przez półtora roku żyłam w horrorze. Nie wiem, co działo się dookoła mnie. Pamiętam tylko okropny ból w klatce piersiowej. Przyspieszony oddech. Kurczenie nóg. Kiedy ból nadchodził modliłam się, abym wreszcie roztrzaskała się na małe kawałeczki. Z drugiej strony kurczowo trzymałam się siebie. Potem przychodził sen. I kolejny dzień. Chciałam ze sobą skończyć. Nie zrobiłam tego. Chyba zabrakło mi sił.

Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym już nigdy nie zobaczyć... Wybudziłam się z tego. Nie żałuję, że w tedy brakowało mi sił, aby ze sobą skończyć. Teraz czuję pustkę. Nie radzę sobie. Widzę, że dzieje się ze mną coś nie tak. Nawet głupio mi o tym pisać. Mam wrażenie, że nieustannie gram. Śmieje się, chodzę do szkoły, uczę się, podejmuję decyzje, a tak naprawdę mam ochotę wstać i krzyczeć "pomocy". Myślałam, że najgorszy etap mam już za sobą. Chyba się łudziłam.

Wmawiam sobie, że w końcu przecież musi być dobrze. Tłumaczę, że przecież mam wszystko. Ubrania, jedzenie, posprzątane. Wszystko. A jednak potem przychodzą znowu myśli... Schemat jest ten sam. Myślę o przeszłości. Nie mogę zapomnieć. Z drugiej strony, wiem, że jestem silna. A może sobie tylko to wmawiam... Nie mogę odnaleźć siebie. W szkole mam koleżanki. Poza również. Ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła którejś z nich o tym opowiedzieć.

Czuję pustkę. To nie trwa ciągle. Są dni, kiedy czuję się dobrze. Mam dobry humor. Ale są też takie dni, jak ten. Może zwariowałam... Nie wiem. Zależy mi na wielu sprawach, choć ostatnio mój zapał przygasł. Wiem też, że muszę sobie z tym poradzić. Tylko nie wiem czy dam radę sama. Nie wiem czy do depresja. Nie wiem, co mam zrobić. Dlatego proszę o odpowiedź i pomoc. Dziękuję.

Nie radzę sobie z życiem, wszystko mnie przytłacza

Mam wielki problem, otóż wydaje mi się, że nie żyję. Wiem, to brzmi głupio, ale tak jest obserwuje wszystko z zewnątrz, nie radzę sobie z tym. Wszystko jest szare i puste, wszystko mnie przytłacza, wszyscy mnie ciągle ignorują, faceci widzą...

Mam wielki problem, otóż wydaje mi się, że nie żyję. Wiem, to brzmi głupio, ale tak jest obserwuje wszystko z zewnątrz, nie radzę sobie z tym. Wszystko jest szare i puste, wszystko mnie przytłacza, wszyscy mnie ciągle ignorują, faceci widzą we mnie tylko obiekt seksualny. To jest straszne, dlaczego tak jest? Jak sobie pomóc? Ostatnio moja mama mnie nienawidzi, uporczywie mnie ignoruje. Tata wyjechał i pracuje w Anglii. Dopóki był, opiekował się mną. Nie mam z kim rozmawiać, byłam u lekarza, ale stwierdził, że to hormonalne zmiany, bo bardzo schudłam i to niby to.

Pomóżcie mi, proszę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja

Depresja w okresie dojrzewania

Witam, mam 17 lat, jestem obecnie w pierwszej klasie liceum. Piszę ten list, ponieważ obawiam się że (boje się nawet myśleć o tym słowie) mam depresję. Wszystko zaczęło się w wakacje tamtego roku. Skończyłam gimnazjum, jakoś nie tęskniłam za...

Witam, mam 17 lat, jestem obecnie w pierwszej klasie liceum. Piszę ten list, ponieważ obawiam się że (boje się nawet myśleć o tym słowie) mam depresję. Wszystko zaczęło się w wakacje tamtego roku. Skończyłam gimnazjum, jakoś nie tęskniłam za swoją klasa. Zawsze byłam dobrą uczennicą, miałam sukcesy artystyczne (skończyłam szkołę muzyczną pierwszego stopnia), słowem ceniłam naukę, prawdziwe wartości w życiu, piękno, szlachetność, uczciwość a na dodatek jestem bardzo wierzącą osobą. W wakacje czułam dziwną obojętność mnie ogarniającą. Kiedy stało się coś naprawdę przykrego, ja tego nie odczuwałam. Jak jakieś znieczulenie. Wszystko się odbijało na mnie po trochu potem. Nigdy nie przychodziła wielka fala smutku, która była raz a porządna. Potem (na końcu wakacji) przeżyłam swój pierwszy pocałunek, z chłopakiem, na którym mi zależało już 7 miesięcy wcześniej. Okazało się, że on nie ma jednak ze mną żadnych planów. Flirtował ze mną dalej, co dawało mi małą nadzieje, choć w głębi duszy wiedziałam, że dla niego to nic nie znaczy. Zresztą nawet w tym roku (styczeń) powiedział mi, że dalej myśli o swojej byłej dziewczynie. Gdy to usłyszałam, pękło mi serce. Pierwszy raz tak mocno płakałam i szlochałam. Nie mogłam się uspokoić, nie spałam. Od końca wakacji tamtego roku myślę o nim codziennie, dosłownie. Nie chcę już, ale to weszło w nawyk. Od paru tygodni się poprawia mój stan, wychodzę z tego, ale zaczynam dostrzegać, że nie tylko on powodował mój zły stan. Od początku wejścia do liceum jest mnóstwo nauki (profil bio-chem-fiz, a z fizyki jestem bardzo słaba), nie mam na nic czasu. Przestałam grać na pianinie, zrezygnowałam z dodatkowych lekcji angielskiego ( czyli z tego, w czym zawsze byłam bardzo dobra). Non stop chodzę smutna, nic mi się nie chce, wszystko odkładam na ostatnią chwile, mało śpię, ciągle jestem senna, boli mnie głowa, z nikim się nie spotykam, nic mnie nie cieszy, straciłam chęci do życia, zainteresowania, odczuwam permanentna apatie. Dużo by tego wymieniać, teraz tylko nadmieniłam kilka stanów. Boje się.. boje się czegoś, czego nie mogę nawet określić. Któregoś dnia kładąc się spać nie mogłam zasnąć z powodu strachu. Nie miałam następnego dnia kartkówki, sprawdzianu itp. Po prostu się bałam. Uciskało mnie coś w środku. Czuję się tak, jakby moje życie było bezwartościowe a cała ja niepotrzebna. Każde małe i większe stresy, smutki, żale i rozpacze nigdy ze mnie nie uchodziły przez np. wysiłek fizyczny, wszystko tłumiłam w sobie, każde uczucia i emocje "zakopywałam" w sobie żywcem. Chcę swoje życie zmienić, ale nie wiem jak i nawet nie mam sił. Gdybym mogła zobrazować swoje wnętrze, to byłoby jak dzisiejsza pogoda: jest zimno, wieje porywisty wiatr, pada deszcz cały dzień, wszędzie jest szaro i ponuro... ale gdzieś głęboko, daleko daleko jest miejsce we mnie, gdzie ukryta jest moja nadzieja i ciepło, ale nawet nie mam sił by się do nich dokopać. Szukam odpowiedzi w wierszach, maksymach, książkach... ale ulatują mi one z mojej pamięci ( jak zresztą wszystko). To wszystko co czuje utrzymuje się już od prawie 9 miesięcy. Nie chcę tak żyć. Pragnę wreszcie znaleźć radość i utraconą nadzieję. Chcę tego i mam dość ciągłego płaczu. Naprawdę nie wiem co robić, a dalej tak być nie może. Proszę o pomoc, bardzo mocno.

Czy powinnam zrezygnować z psychoterapii?

Dzień dobry, mam 20 lat, choruję od roku na depresję. Jednak lekarstwa mi nie pomagają. Chodzę do terapeuty już prawie pół roku, jednak mam mieszane uczucia. Przed każdą wizytą mam wątpliwości czy ona ma sens i strach przed rozmową... Dzień dobry, mam 20 lat, choruję od roku na depresję. Jednak lekarstwa mi nie pomagają. Chodzę do terapeuty już prawie pół roku, jednak mam mieszane uczucia. Przed każdą wizytą mam wątpliwości czy ona ma sens i strach przed rozmową w 4 oczy. Jak już tam jestem, no nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła wyjść. Staram się być jak najbardziej szczera i otwarta, opowiadam mu o swoim życiu, jednak on nie tłumaczy mi, dlaczego się tak zachowuję, jak mam sobie pomóc itd. Zwykle to ja mówię i mówię, a jak milczę to razem milczymy. Bardzo mnie to denerwuje i zniechęca, tym bardziej, że nie widzę poprawy, a nawet jest gorzej. Boję się nawet szczerze powiedzieć o tym mojemu terapeucie, co sądzę o tej terapii. Mam ją za darmo, więc powinnam się cieszyć, że mam choć tyle, a nie narzekać. Mam tylko żal, że nie odpowiada na moje pytania, a sam je mi też bardzo rzadko zadaje. Nie zwrócę się już raczej o pomoc do innego terapeuty, bo bardzo zrażam się do ludzi. Wolę chyba pisać, niż mówić. Na razie nie chodzę na terapię i nie jestem z siebie zadowolona. Dręczą mnie wyrzuty sumienia, że odrzucam pomoc, że jestem tchórzem. Sama nie wiem czego chcę. Lęk przed ludźmi jest chyba gorszy niż lęk przed „obnażeniem” się ze swoich uczuć. Z jednej strony mam nadzieję, że może kiedyś się wyleczę, z drugiej strony strasznie boję się zmian, otwartości, ciągle myślę tylko o tym, jak on mnie odbiera, czy go nie zanudzam, czy mnie rozumie. Nie chcę, by terapia sterowała moim życiem i nie dawała mi spokoju. Ciągle tylko myślę, co powiedzieć terapeucie na następnym spotkaniu, chcę dobrze wypaść. Często nie śpię przez to w nocy, jestem rozkojarzona i nie mogę się na niczym innym skupić. Boję się, że przez to obleję egzaminy na studiach. Nie wiem, co mam robić, czy mimo wszystko chodzić na terapię, czy może jest jakieś inne wyjście? Dziękuję z góry za odpowiedź, Pozdrawiam serdecznie, Kaśka
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy depresja jest do wyleczenia, czy do zaleczenia?

Nerwowość, kłopoty z żołądkiem, sercem, jelitem, mdłości, dziwne uczucie w głowie, zaburzenia równowagi, lęki ja myślałam, że to nerwica. Poszłam do psychiatry, a pani, że to depresja. Dostałam leki na depresję i depresję obsesyjną (z grupy SSRI oraz lek...

Nerwowość, kłopoty z żołądkiem, sercem, jelitem, mdłości, dziwne uczucie w głowie, zaburzenia równowagi, lęki ja myślałam, że to nerwica. Poszłam do psychiatry, a pani, że to depresja.

Dostałam leki na depresję i depresję obsesyjną (z grupy SSRI oraz lek czterpierścieniowy) oczywiście boje się brać ze względu na skutki uboczne. Moje pytanie, czy to depresja i czy dam radę bez tych leków ją pokonać? Kupiłam t*** lek, biorę p***.

Pani mi powiedziała, że depresja jest nie do wyleczenia tylko zaleczenia, czy to prawda? I że nie widzi potrzeby psychoterapii, ja widzę, ale nie mogę znaleźć dobrego od wielu lat. Jestem załamana, czy to już tak całe życie będę się męczyć? Te objawy są okropne, nie dają żyć normalnie

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty