Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Boję się swojej chorobliwej zazdrości, braku radości z życia...

Mam 20 lat. Od 17 roku życia myślę, że mam objawy depresji. Kiedyś myślałam, że to po prostu nuda i dlatego nic mi się chce, ale wraz z upływem czasu, cały czas brakuje mi chęci do życia. Półtora...

Mam 20 lat. Od 17 roku życia myślę, że mam objawy depresji. Kiedyś myślałam, że to po prostu nuda i dlatego nic mi się chce, ale wraz z upływem czasu, cały czas brakuje mi chęci do życia.

Półtora roku temu zakochałam się. Pierwszą miłość przeżyłam w gimnazjum, była nieodwzajemniona, nieszczęśliwa. Długo przeżywałam. W końcu poznałam mojego wymodlonego chłopaka, który jest dla mnie tak dobry, jak nikt inny na świecie. Jesteśmy razem 15 miesięcy, a On po 9 miesiącach oświadczył się. Ślub planujemy za ok. 2 lata. Mam też kochaną przyjaciółkę, która zawsze jest przy mnie, gdy jest mi smutno.

Czasami myślę sobie, że po prostu nie chce mi się już żyć i dla własnej wygody chciałabym zniknąć z tego świata. Nawet te szczęśliwe wydarzenia, które dzieją się w moim życiu nie dają mi maksymalnej radości, jaką powinny. Mój chłopak twierdzi, że z niczego się nie cieszę i nie doceniam niektórych rzeczy. Kocham go bardziej niż chłopaka z mojej pierwszej miłości. Wiem, że mam ogromne szczęście, że jest ze mną.

Często kłócimy się z powodu mojej zazdrości. Wystarczy, że powie, że poznał w szkole dziewczynę-mężatkę i z nią rozmawiał lub z koleżankami z pracy. Ja od razu doszukuję się zdrad albo tłumaczę mu, że wywołuje we mnie kompleksy, bo wydaje mi się, że nie jestem dla Niego wystarczająco atrakcyjna, skoro ogląda się za innymi dziewczynami.

On tłumaczy mi z kolei, że nie mogę zamknąć go w klatce i że styczność z kobietami jest nieunikniona. Tym bardziej, że pracuje na stacji benzynowej. Boję się swojej chorobliwej zazdrość, braku radości z życia.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Myśli samobójcze - czy to poważne?

Witam. Mam 18 lat. Od pewnego czasu (3 lata) ciągle choruję przewlekle na anginę, anemię, ostatnio mam tez poważne problemy z nerkami (kamica). Od ok. 2 lat po prostu sobie nie radzę. Nie chce mi się nic robić, nic mnie...

Witam. Mam 18 lat. Od pewnego czasu (3 lata) ciągle choruję przewlekle na anginę, anemię, ostatnio mam tez poważne problemy z nerkami (kamica). Od ok. 2 lat po prostu sobie nie radzę.

Nie chce mi się nic robić, nic mnie nie cieszy. Myślę o samobójstwie. Najdziwniejsze jest to, że mam rodzinę, co jeść, gdzie spać. Nie rozmawiam ze swoimi rodzicami, ponieważ nie potrafię, i nie wiedzą oni o moich problemach emocjonalnych, gdy próbowałam im powiedzieć, wyśmiali mnie. Brak mi pewności siebie, winie się za wszystko, nawet za to, że chłopak, z którym byłam 2 lata, mnie zostawił, bo mu się znudziłam.

Ciągle mam myśli samobójcze. Chcę się zabić. Nic mnie tu nie trzyma, mam wszystko gdzieś. Nie obchodzi mnie, czy będzie ktoś za mną płakał, czy nie. Wszystko jest mi obojętne. Nie mam siły nawet spać. Leczyłam się na anemię, stosowałam różne diety, które miały mi poprawić również samopoczucie - nie pomagało.

Nie wiem nawet, dlaczego tu piszę. Może mam jeszcze za mało odwagi, żeby się zabić... Zostałam sama, nie mam ochoty nawet z nikim rozmawiać. Nawet nie wiem, czy chcę pomocy...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Leki w leczeniu depresji - czy dobrze działają?

Witam. Mam 14 lat. Stwierdzono u mnie depresję umiarkowaną. Mój stan trwa od prawie 2 lat, ale leczenie farmakologiczne zaczęłam dopiero miesiąc temu. Biorę lek z grupy SSRI raz dziennie – rano. Przez pierwsze 3-4 dni przyjmowania leku byłam śpiąca...

Witam. Mam 14 lat. Stwierdzono u mnie depresję umiarkowaną. Mój stan trwa od prawie 2 lat, ale leczenie farmakologiczne zaczęłam dopiero miesiąc temu. Biorę lek z grupy SSRI raz dziennie – rano. Przez pierwsze 3-4 dni przyjmowania leku byłam śpiąca i spowolniona, ale to ustąpiło i wróciłam do stanu wcześniejszego (tj. zanim zaczęłam brać leki). Obecnie biorę je już 4 tygodnie i mój nastrój znacznie się poprawił, mam większy napęd do życia.

Nie jestem już stale przygnębiona, zobojętniała. Jednak codziennie wieczorami mam strasznego doła, bez powodu, bo w ciągu dnia wszystko jest w porządku. Czuję się wtedy fatalnie, właśnie tak jak wcześniej zanim zaczęłam brać leki i miałam takie gorsze dni. Ciężko jest mi wtedy nawet znaleźć siłę aby umyć się i pójść spać. Następnego dnia gdy wstaję, znów wszystko jest w porządku, aż do kolejnego wieczora... Czy jest to normalne w procesie leczenia?

Wiem, że na początku może pojawiać się senność, potem przez 3-4 tygodnie nastrój się nie poprawia, tylko zwiększa się sam napęd, a dopiero po ok.4 tygodniach poprawia się nastrój. Tylko dlaczego u mnie nastrój poprawia się w ciągu dnia, a wieczorem znacznie spada? Może lekarz powinien zwiększyć mi dawkę leku, np. żebym brała dwa razy dziennie czy coś...? I w ogóle jak mam sobie radzić, co ze sobą zrobić, kiedy wszystko wydaje się takie okropne i chce po prostu zniknąć, bo jest mi tak źle?

I jeszcze kilka pytań... Czy w leczeniu depresji lepsza jest pomoc psychologa czy terapeuty? Jeśli zalecono mi rozpoczęcie systematycznej terapii indywidualnej, to powinnam się zgłosić do psychoterapeuty czy psychologa, a może to bez różnicy większej dla mnie? Bo obecnie chodzę tu i tu (muszę chodzić do psychologa, abym mogła do psychiatry w poradni zdrowia psychicznego), ale nie wiem, czy nie zrezygnować z czegoś, bo bardziej pomaga mi chyba wizyta u terapeuty.

I kolejne, już ostatnie nurtujące mnie pytanie. Czy spotkanie z terapeutą raz na 3 tygodnie to wystarczająca ilość? Bo szczerze mówiąc, jak dla mnie to jest to trochę rzadko i nie wiem, jak ma mi to pomóc. Ostatnio, gdy powiedziałam terapeucie, żeby dał mi jakiś szybszy termin to dał mi za 2 tygodnie... W internecie czytałam, że najlepiej chodzić raz na tydzień. Co mam zrobić, żebym dostawała szybsze terminy bez upominania się o to jak ostatnio?

Tylko jest jeden problem... Nie chcę za bardzo mówić tego wprost, bo jakoś tak mi głupio :| Można by to jakoś zasugerować? Bo wydaje mi się, że mój terapeuta sam z siebie powinien mi dawać szybsze terminy, bo zna przecież moje problemy i chyba nie są one jakieś małe... częste myśli samobójcze, problemy z jedzeniem (na szczęście jakoś się tego pozbyłam, jednak myśli pozostały), ogólnie obniżony nastrój cały czas (no teraz już nie), niska samoocena, bezsens życia i wiele innych...

Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Zmuszam się prawie każdego dnia, żeby wstać z łóżka - co mi jest?

Witam. Właściwie nie wiem od czego zacząć, bo nigdy nie korzystałam z pomocy psychologa. Może jednak zacznę od początku. Mam na imię Sylwia, mam 26 lat. Od dłuższego czasu coś się ze mną dzieje, a ja nie potrafię odpowiedzieć sobie...

Witam. Właściwie nie wiem od czego zacząć, bo nigdy nie korzystałam z pomocy psychologa. Może jednak zacznę od początku. Mam na imię Sylwia, mam 26 lat. Od dłuższego czasu coś się ze mną dzieje, a ja nie potrafię odpowiedzieć sobie co takiego. Od kilu miesięcy mam doła, jestem ciągle przybita, smutna, nie umiem cieszyć się z drobnych rzeczy.

Dzieciństwo wspominam niezbyt dobrze. W moim domu był alkohol - tato bardzo często był pijany i robił awantury, często uciekałam z domu wraz z mamą i rodzeństwem, chodziłam nieprzygotowana do szkoły, często bez jedzenia. W niedługim czasie, także mój starszy brat zaczął pić i robić awantury, także wspólnie z ojcem.

Ja bardzo marzyłam o tym, aby jak najszybciej uwolnić się z domu, poznałam chłopaka w wieku 15 lat, czułam się przy nim bezpiecznie, mogłam uciec do niego, gdy działo się w domu źle. Bardzo szybko wyszłam za mąż - w wieku 18 lat, urodziłam dziecko – dziewczynkę, ma na imię Klaudia.

W niedługim czasie wyjechałam wspólnie z mężem i córeczką do Anglii i wtedy zaczął się mój koszmar. Pojawiło się zupełnie inne towarzystwo, między mną a mężem coraz częściej dochodziło do kłótni, w końcu doszło do rozwodu. Kiedy wróciliśmy do Polski mój mąż pozbawił mnie wszystkich rzeczy w domu - zostały mi gołe ściany.

Zostały mi w głowie słowa męża - jesteś do niczego, jesteś beznadziejna, zniszczę cię, do niczego się nie nadajesz, powinnaś być mi wdzięczna, że wyciągnąłem cię z bagna. Próbowałam się bronić, krzyczałam, liczyłam na pomoc ojca, bo był akurat w domu, ale niestety wolał leżeć na łóżku. Nie zostało mi nic... Nie mogłam liczyć na niczyją pomoc, ciągłe osądzanie, że sama jestem sobie winna, że nie potrafię utrzymać faceta przy sobie itp.

Miałam tego dosyć, wyjechałam z powrotem do Anglii, aby móc zarobić jakieś pieniądze. W tym czasie mój były mąż ograniczył mi prawa rodzicielskie do mojej córki. Tego było dla mnie już za wiele - byłam tam zupełnie sama ze swoimi problemami, już wtedy nachodziły mnie straszne myśli, potrafiłam sama poparzyć sobie rękę lub nabić guza na czole.

Kontaktowałam się z dzieckiem bardzo często - mój były mąż powiedział, że nie ma dla niego znaczenia wyrok sądu, żebym niczym się nie martwiła, że Klaudia na pewno do mnie wróci jak będę w Polsce. Uspokoiłam się, wierzyłam mu strasznie. Gdy przyjeżdżałam do Polski, faktycznie córka była ze mną, a stosunki między mną a byłym mężem poprawiły się.

Parę tygodni później usłyszałam od byłego męża, że bierze ślub, do jego kobiety Klaudia mówi mamo. Czułam, jak pęka mi serce, to było dla mnie straszne. Wróciłam do Polski założyłam sprawę w sądzie o przywrócenie władzy rodzicielskiej - niestety bez skutku, a mój były mąż śmiał mi się prosto w twarz. Zaczęłam zamykać się w sobie, przestałam spotykać się z ludźmi, czułam się winna wszystkiemu, czułam się beznadziejną matką, miałam ochotę z sobą skończyć.

Pojawił się w moim życiu mężczyzna - Marek. Poczułam się trochę lepiej, ale nie na długo... spotykałam się z córką, był ciągle płacz i krzyk, bo ona zawsze chciała jechać ze mną do domu. Kłótnie i pretensje żony byłego męża, bo coś powiedziałam, zrobiłam nie tak, jak powinnam ich zdaniem. Kiedy jechałam do córki, odczuwałam ogromną radość, że ją zobaczę, a jednocześnie myślałam, o co będą mieli pretensje.

W niedługim czasie zachorowała moja mama - to w Niej miałam jakieś wsparcie - nie potrzebowałam koleżanek - Ona była moją przyjaciółką. Okazało się, że ma raka wątroby, byłam przy niej całe dnie w szpitalu, aż do chwili Jej śmierci... Świat dla mnie przestał istnieć... Od śmierci Mamy minęło dwa lata, a ja dalej nie mogę się z tym pogodzić...

Parę tygodni potem kolejna sprawa w sądzie o ograniczenie moich kontaktów z córką - sąd skierował nas do RODK - tam dowiedziałam się, że jestem niedojrzała emocjonalnie i nie powinnam zajmować się córką na co dzień, potem usłyszałam od Sędzi, że powinnam iść do psychologa, aby nauczył mnie jak być matką...

W domu miałam piekło, ojciec ciągle pił, robił mi wyrzuty z byle powodu, 3 miesiące po śmierci mamy ojciec sprowadził do domu inną kobietę, która bardzo ingerowała w spawy rodzinne - także moje - buntowała ojca przeciw nam. Wygonił mnie z domu. Wyprowadziłam się wraz z Markiem, który jest moim partnerem. Pojawiły się kolejne problemy. Marek zaczął dość intensywnie pić - wspomnienia z dzieciństwa się nasiliły, wiele razy Marek obiecywał, że się zmieni, że już nie będzie pił, ale nigdy nie dotrzymał słowa.

Bardzo chciałabym odzyskać Klaudię, ale jest to niemożliwe, wiele razy próbowałam dogadać się z byłym mężem, aby pozwolił Klaudii u mnie zamieszkać - co prawda obiecał, ale zaraz potem zmienił zdanie, nawet nie powiadomił mnie o tym, że zapisał Klaudię do przedszkola... Jest mi przykro, tym bardziej że zaczynają pojawiać się jakieś wymysły, że ja buntuję Klaudię, że każę jej bić swoją przyrodnią siostrę. NIGDY Z MOJEJ STRONY NIE PADŁY TAKIE SŁOWA. Lecz jeśli zaczynam się tłumaczyć, oczywiście nikt mi nie wierzy...

Wszystko to, co dzieje się wokół mojej osoby, spowodowało, że nie potrafię się na niczym skupić, w pracy jestem ciągle zamyślona i smutna - oczywiście pytają, co mi jest - ale ja udaję, że jest wszystko w porządku... Zerwałam kontakt ze znajomymi, zawsze ich spławiam, że jestem bardzo zajęta i nie mam czasu na spotkania.

Wydaje mi się, że wszyscy wiedzą o mojej sytuacji i śmieją się ze mnie, że uważają mnie za kogoś złego, beznadziejnego, kogoś z kim nie warto się zadawać... Ostatnio pojawił się problem mieszkania. Chciałam wrócić, chociaż na miesiąc do domu, lecz ojciec się nie zgodził. Był pijany i kazał mi wy... Ja już mam dosyć wszystkiego, w mojej głowie nie ma ani jednej pozytywnej myśli, kiedy patrzę na siebie, czuję niechęć, mam coraz większe myśli, że lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby mnie nie było.

Coraz częściej płaczę bez powodu, może chciałabym się wygadać, ale nie mam komu... Marek kiedy zaczynam coś mówić, zaraz się denerwuje - krzyczy na mnie, nie mam żadnych koleżanek - NIKOGO. Nawet ostatnio wcale nie mam ochoty chodzić do pracy - zmuszam się prawie każdego dnia, żeby wstać z łóżka. W pracy chcę jak najszybciej stamtąd wyjść. Nie wiem już sama, co się dzieje, może ja przesadzam, może to normalne i jest wszystko w porządku?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy mąż wyprowadził się z domu z powodu depresji?

Pytanie dotyczy mojego męża, który 3 tygodnie temu wyprowadził się z domu, podając jako powód "sprawiam za dużo kłopotów". Krótka historia naszego związku - ja jestem Polką, 42 lata, dwóch nastoletnich synów z poprzedniego małżeństwa. David,13 lat starszy, leczył się...

Pytanie dotyczy mojego męża, który 3 tygodnie temu wyprowadził się z domu, podając jako powód "sprawiam za dużo kłopotów". Krótka historia naszego związku - ja jestem Polką, 42 lata, dwóch nastoletnich synów z poprzedniego małżeństwa. David,13 lat starszy, leczył się na depresję zanim go poznałam 3 lata temu, bardzo niepewny siebie, o niskim poczuciu swojej wartości, z domu gdzie nie był kochany, kilka nieudanych związków w przeszłości, 4 dzieci z różnych związków (z żadnym nie utrzymuje kontaktu), nie ma również przyjaciół.

Kiedy się poznaliśmy, to ja pierwsza wyznałam miłość, w co nie mógł uwierzyć, bo czuł, że nie jest wart, aby ktoś go kochał. Zamieszkaliśmy razem i pobraliśmy się. Nasz związek był dość niestabilny ze względu na zaborczość Davida i zazdrość o moich dorastających synów, a także nasz lifestyle, t. praca na noce, przemęczenie, niezgodność zainteresowań (właściwie on nie ma żadnych poza telewizją). Ale pomimo wielu, wielu problemów, także finansowych, zawsze byliśmy razem, bo darzyliśmy się głębokim uczuciem.

Ale David stawał się coraz bardziej przygnębiony, czasem zdarzało mu się płakać, czasem wpada w złość, wydawało mi się, że jest ich dwóch - mój czuły, kochający mąż i ktoś obcy, kogo nie znam. Nasze życie seksualne na początku było wspaniałe, z czasem przestało istnieć, co bardzo mnie bolało, bo potrzebowałam jego bliskości, a oddalaliśmy się od siebie.

3 tygodnie temu odbyliśmy rozmowę i David zdecydował, że najlepiej będzie jak się wyprowadzi i tym sposobem ja odzyskam wolność, którą on mi odebrał i kontakt z moimi dziećmi (czuł, że nie okazujemy mu szacunku, rozmawiając po polsku w jego obecności, co zdarzało się rzadko, ale on zawsze podejrzewał, że mówimy o nim), ja dziś doskonale rozumiem jego obawy, ale czasem po prostu łatwiej jest się komunikować we własnym języku.

Tak więc wyprowadził się z domu, wynajmuje pokój u obcych ludzi i odchodząc stwierdził, że nie ma drogi powrotu. Spotkaliśmy się tydzień temu po raz pierwszy po wysłaniu do niego emaila, w którym mu opisałam, jak bardzo mi go brakuje i jak bardzo go kocham. Odpisał od razu, ciepłego, miłego SMS-a (wcześniej komunikował się ze mną wysyłając tekst typu: mam nadzieję, że u ciebie w porządku).

Spotkaliśmy się następnego dnia, było miło, porozmawialiśmy i mu obiecałam, że zrobię wszystko, żeby wrócił i żebyśmy mogli zacząć od nowa, wywołało to prawie łzy w jego oczach i stwierdził, że musi sobie poukładać w głowie i nauczyć się, jak sobie radzić i nie obiecuje niczego ,ale nie mówi nie. Po naszym spotkaniu przysłał znów parę miłych SMS-ów... następnego dnia znów zimne, nic nie znaczące "hope you are OK".

Wczoraj spotkaliśmy się ponownie i ta sama historia. Nie wiem, co jest powodem zmienności jego nastroju i chęci lub niechęci kontaktowania się ze mną. Podejrzewałam różne wersje, żadnej nie mogę wykluczyć, ale nie sadzę, by miał inną kobietę, mówi, że większość czasu śpi, był również u lekarza, który przepisał mu antydepresanty.

Czy Pan/Pani myśli, że to depresja? Jeśli tak, jak ja mam postępować? Czy dać mu czas i nie pisać do niego, nie chcę "naginać", nie chcę również stracić z nim kontaktu, bo jeśli jest chory, to chcę, żeby wiedział, że zawsze może liczyć na moją pomoc, a nade wszystko nie chcę przekreślić tego małżeństwa, bo uważam Davida za wspaniałego człowieka i bardzo go kocham. Ale jeśli to nie choroba tylko ma po prostu dość? Co mam robić? Bardzo się o niego martwię (nie wspominam o stanie mojego rozdartego serca). Proszę o jakąś wskazówkę - Dorota

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to depresja? Jestem z tym sama...

Witam. Mam 29 lat, męża, synka, kończę studia i właściwie powinnam być szczęśliwa. Niestety nie jestem, a właściwie to jestem tylko czasami. Dwa lata temu, stwierdzono u mnie depresję poporodową. Poszłam do psychologa, dostałam leki i jakoś sobie z tym...

Witam. Mam 29 lat, męża, synka, kończę studia i właściwie powinnam być szczęśliwa. Niestety nie jestem, a właściwie to jestem tylko czasami. Dwa lata temu, stwierdzono u mnie depresję poporodową. Poszłam do psychologa, dostałam leki i jakoś sobie z tym poradziłam. Sama, bo na zrozumienie ze strony najbliższych nie mogłam liczyć.

Mój syn ma obecnie 2,5 roku, a ja znowu mogę poradzić sobie sama ze sobą. Przez jakiś czas było w porządku, bo z depresji poporodowej wyszłam, gdy mały miał pół roku. Od pól roku jest coraz gorzej. Mam takie dni, że nie wstawałabym z łóżka, moje dziecko, mąż i otaczający świat doprowadzają mnie do szału. Na niczym nie mogę się skupić, nie potrafię się uczyć.

Przede mną napisanie pracy magisterskiej, a ja nie potrafię tego zrobić, nie potrafię przygotować się do jednego egzaminu, chociaż na pierwszym roku studiów potrafiłam zdać w jednej sesji, bardzo dobrze pięć. Nawet już nie potrafię pisać, chociaż kończę filologię polską. Ten mój list, dlatego właśnie jest bez ładu i składu. Nie wiem, co mam robić, znowu jestem z tym sama.

Mój mąż mnie kocha, ale pochodzi z rodziny silnych kobiet i nie potrafi zrozumieć mojego stanu. Rodzina i znajomi, mąż też, myślą, że nie chce mi się uczyć i dlatego zawalam kolejne egzaminy, a obronę pracy przesunęłam na wrzesień. Co mam robić? Zapisałam się niedawno do psychiatry w mojej miejscowości, ale odwołałam wizytę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy ćwiczenia oddechowe pomagają?

1,5 roku miałam depresję z nerwicą. Zaczęło się od złych myśli, a potem stany lękowe, ale poszłam do psychologa. Pomógł mi bardzo. Wracała mi radość życia i przez jakiś czas było okej, a dziś znowu mam jakieś załamanie. Mam myśli,...

1,5 roku miałam depresję z nerwicą. Zaczęło się od złych myśli, a potem stany lękowe, ale poszłam do psychologa. Pomógł mi bardzo. Wracała mi radość życia i przez jakiś czas było okej, a dziś znowu mam jakieś załamanie. Mam myśli, których nie chcę.

Z mężem chcemy mieć dziecko, ale ja się boję, bo jak będę chora na depresję, to nie chcę zaniedbać dziecka przez swoje problemy psychiczne. Nie wiem, co mam robić? Czasem myślę, że oszaleję, że mam schizofrenię, ale oczywiście, że to myśli nawet mam takie, że nie kocham swojego męża.

Nie mam sił, ale staram się normalnie funkcjonować. Chodzę do pracy, spotykam się ze znajomymi, lubię się ładnie ubrać i mieć porządek w domu. Tak po prostu, to tylko te myśli mnie załamują. Myślę, że załamie się i że nie dam rady cokolwiek robić w życiu, a jednak wszystko robię, co do mnie należy.

Nie zaniedbuję obowiązków, ale przez te myśli przestaję być sobą, ba, nawet mam takie myśli, że jestem zła, a tak naprawdę to tak nie jest. Wiem, że przez ćwiczenia z oddechem można wrócić do normalności. Czy to prawda? Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy przyczyną depresji może być transfuzja krwi?

Witam, mam na imię Marcin-27 lat. Nie wiem czy mogę napisać? Wszystko spróbuje napisać krótko i na temat. Mam wszystkie objawy depresji. Generalnie od dziecka je czułem, ale nie wiedziałem co mi jest. Z resztą nikt o tym nie wiedział,...

Witam, mam na imię Marcin-27 lat. Nie wiem czy mogę napisać? Wszystko spróbuje napisać krótko i na temat. Mam wszystkie objawy depresji. Generalnie od dziecka je czułem, ale nie wiedziałem co mi jest.

Z resztą nikt o tym nie wiedział, że potrzebuję naprawdę pomocy. Co niektórzy pytali, co mi jest, czemu jestem smutny, taki zamknięty w sobie, czemu się boję, a ja myślałem, że te objawy miną z czasem, ale nigdy tak się nie stało. Cud, że żyje, bo było ciężko.

Teraz jestem na lekach psychotropowych i dopiero po tym lekarstwie czuję się lepiej, a dostawałem wiele innych, które mnie usypiały i pogarszały czasami mój stan. Próbowałem znaleźć przyczynę mojej depresji i doszedłem do wniosku, że czynniki zewnętrze nie mają z tym nic wspólnego.

Mam lęki, wpadam w panikę, czasami mam kłopoty ze snem, kłopoty z myśleniem i podejmowaniem decyzji, myśli samobójcze itd. Po urodzeniu miałem transfuzje krwi. Wiem, że depresja nie jest choroba dziedziczną, ale innego wytłumaczenia mojej sytuacji nie widzę. Proszę o odpowiedź:) MARCIN

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy mam objawy depresji?

Mam 15 lat. Jak na swój wiek jestem dojrzała psychicznie, jednak od jakiegoś czasu straciłam ochotę do życia. Miałam takie plany, ale teraz czuję, że to już nie ma sensu. Wydaje mi się, że to co budowałam nagle się...

Mam 15 lat. Jak na swój wiek jestem dojrzała psychicznie, jednak od jakiegoś czasu straciłam ochotę do życia. Miałam takie plany, ale teraz czuję, że to już nie ma sensu. Wydaje mi się, że to co budowałam nagle się zawaliło.

Ciągle mam zawroty głowy, źle się czuję. Jestem nieszczęśliwa, czuję pustkę. Ostatnio wieczorem bez powodu dostałam jakiegoś ataku płaczu. Nie mogłam przestać. Wcześniej myslałam, że nic nie ma sensu, rozmyslałam nad moim życiem.

Dziś przez cały dzień płakałam. Jak już przestałam, przytuliłam się do przyjaciółki. To bylo tak mocne, że wtedy jeszcze bardziej wybuchnęłam płaczem. Nie mam na nic ochoty i siły. Jestem wykończona. Trudno rano się budzę. Czy może to być depresja? :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Problemy w domu i szkole

Witam. Mam 14 lat i obecnie chodzę do I klasy gimnazjum. Od kilku dni mam myśli samobójcze. Zaczęło się od choroby mojego ojca, który jest alkoholikiem. Robił awantury, miał kochankę, z którą ma dziś czteroletnią córkę. Ale prawdziwym...

Witam. Mam 14 lat i obecnie chodzę do I klasy gimnazjum. Od kilku dni mam myśli samobójcze. Zaczęło się od choroby mojego ojca, który jest alkoholikiem. Robił awantury, miał kochankę, z którą ma dziś czteroletnią córkę. Ale prawdziwym problemem jest szkoła.

Kiedyś byłam bardzo lubiana i każdy chciał mieć u mnie tak zwane plusy, więc miałam grono przyjaciół. Niestety dziś połowa się odwróciła, przezywają mnie, nawet nie znam powodu, przy każdej okazji chcą mi zadać cios. Dla wszystkich w ciągu kilku miesięcy stałam się zwykłą szmatą do pomiatania. Strasznie mi z tym źle.

Często zamykam się w pokoju i gdy nikt nie słyszy cicho płaczę, trudno jest mi się uśmiechać, ciągle czuję wewnętrzny smutek. Nawet mój dobry kolega odwrócił się dziś ode mnie i nazwał mnie małolatą, która myśli, że jest najlepsza, gdy raz udało mi się uśmiechnąć.

Często myślę, że nie mam po co żyć. Nikt by o mnie nie pamiętał, ani nawet jedna łza by nie poleciała. Zastanawiam się czy jesteś coś warta.

Dotyczy: Neurologia Depresja

Myśli samobójcze po rozstaniu z dziewczyną

Witam mam 18 lat... rzuciła mnie dziewczyna, kocham ją bardzo, ale ona najwidoczniej mnie już nie, nie podała jasnego powodu rozstania. Obwiniam się, za niektóre rzeczy. Od jakiegoś czasu jestem bardzo przygnębiony, nic mnie nie bawi, wszystko jest szare i...

Witam mam 18 lat... rzuciła mnie dziewczyna, kocham ją bardzo, ale ona najwidoczniej mnie już nie, nie podała jasnego powodu rozstania. Obwiniam się, za niektóre rzeczy. Od jakiegoś czasu jestem bardzo przygnębiony, nic mnie nie bawi, wszystko jest szare i bez sensu, a gdy jestem sam albo w nocy nachodzą mnie złe myśli...

Co się ze mną dzieje?!

Ostatnio jestem bardzo załamana nad sobą. Kłócę się ze wszystkimi, nie chce mi się jeść, nie mam zapału do nauki, nie chce mi się dosłownie nic, nawet czasem umyć! Powiedziałam mamie, że prawdopodobnie mam depresję, ale nie jestem tego taka...

Ostatnio jestem bardzo załamana nad sobą. Kłócę się ze wszystkimi, nie chce mi się jeść, nie mam zapału do nauki, nie chce mi się dosłownie nic, nawet czasem umyć! Powiedziałam mamie, że prawdopodobnie mam depresję, ale nie jestem tego taka pewna... Musiałam mamie się ostatnio wygadać, dlaczego tak myślę. To było straszne, ale dałam radę. Powiem tylko tyle, że moi rodzice się rozstali, kiedy miałam 6 lat, i od tego czasu (7lat) wszystko przeżywam x3.

Niedawno moje jedyne przyjaciółki się ze mną pokłóciły, bo stwierdziły, że na nie krzyczę, kiedy coś mi się nie podoba, oraz mówię i myślę tylko o sobie! Ja powiedziałam, że nad tym nie panuje, i żeby zrozumiały to co przeżywałam (i przeżywam)! Ale nie pomogło i dalej jesteśmy pokłócone. Mogę powiedzieć, że tak jakby tracę nad sobą kontrole. Świat wydaje mi się zły i taki dziwny, niezrozumiały. Najgorsze są moje uczucia, bo ja wszystko przeżywam!

Mama tłumaczyła mi, ze ona też tak przeżywała, kiedy była w okresie dojrzewania (w tej chwili mam 13 lat), ale jakoś mnie tym nie pocieszyła. Mówi mi żebym się nie patrzyła na ludzi tylko na przyrodę, kiedy jest mi smutno. Tylko, że mnie nie fascynuje przyroda! Pomocy, nie wiem co mam robić, by zapanować nad sobą. I jeszcze jedno: czy potrzebny jest mi psychiatra, czy coś w tym stylu i czy za to się płaci? I błagam, proszę odpowiedzcie szybko, bo gdy odpowiedź nie nadchodzi, mój dołek zamienia się w studnie! Z góry dziękuję za pomoc :*

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Fatalne samopoczucie mimo prawidłowych wyników badań?

Witam. Joanna 30 lat, 160 cm wzrostu, 58 kg. Od kilku lat obserwuję u siebie następujące objawy: zmęczenie i bezustanna senność, trudności w obudzeniu, apatia, spadek libido, ogromne problemy z cerą, mimo, że wszystkie badania hormonalne...

Witam. Joanna 30 lat, 160 cm wzrostu, 58 kg. Od kilku lat obserwuję u siebie następujące objawy: zmęczenie i bezustanna senność, trudności w obudzeniu, apatia, spadek libido, ogromne problemy z cerą, mimo, że wszystkie badania hormonalne mam wzorcowe,c zęste uczucie zimna, sukcesywny wzrost wagi, podwójny podbródek, opuchnięta twarz, pieczenie oczu, osłabienie siły mięśni, wzdęcia, zaparcia, spadek koncentracji. Dodam, że nie przyjmuję na stałe żadnych leków. Po opisaniu tych dolegliwości lekarz podejrzewał problemy z tarczycą i skierował mnie na badania krwi. Oto wyniki: FT4 1,26, FT3 3,23, TSH 1,69. Pani doktor po obejrzeniu wyników stwiedziła, że są w normie i na tym sprawa się zakończyła. Bardzo proszę o radę, ponieważ objawy te uniemożliwiają mi normalne funkcjonowanie. Pomimo 12 godzin snu czuję się senna i nie mam siły na codzienne obowiązki. Jestem zrozpaczona, moi równieśnicy prowadzą aktywny tryb życia, a mnie na nogi nie są w stanie postawić nawet hektolitry kawy.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Dotyczy: Neurologia Depresja

Nie chcę już żyć, co mam zrobić?

Witam, nie wiem, gdzie udać się z tym problemem. Nie powiem, jak mam na imię, nie powiem skąd jestem. Mam 19 lat, jeśli wszystko dobrze pójdzie to we wrześniu skończę 20. Byłem z dziewczyną przez prawie 4 lata, była to...

Witam, nie wiem, gdzie udać się z tym problemem. Nie powiem, jak mam na imię, nie powiem skąd jestem. Mam 19 lat, jeśli wszystko dobrze pójdzie to we wrześniu skończę 20. Byłem z dziewczyną przez prawie 4 lata, była to moja pierwsza dziewczyna i chciałem, żeby była tą ostatnią. Mimo że czasami się rozstawaliśmy, to zawsze do siebie wracaliśmy. Każde rozstanie wynikało z mojego małego wkładu w ten związek.

Teraz mam już prawie 20 lat, trochę spoważniałem i będąc z nią, chciałem wierzyć, że tak już zostanie na zawsze. Później przyszły kiepskie dni, moja dziewczyna była "nieznośna" przez około 2 tygodnie, ja niestety nic nie zrobiłem, a powinienem. Zamiast tego uniosłem się dumą, przez te 2 tygodnie znosiłem to, że była dla mnie nieuprzejma, aż w końcu nie wytrzymałem i role się odwróciły. Doszło do tego, że byłem dla niej strasznie chłodny, dodatkowo problemy jakie miałem w domu (popsute relacje z mamą) nie pomagały.

Poddałem w wątpliwość ten związek, powiedziałem jej, że chce się zastanowić, czy to ma jakikolwiek sens. Przez tydzień nie odzywałem się do niej, mimo, że ona pisała i chciała wszystko poukładać. Po tygodniu się z nią spotkałem, powiedziałem jej, że chcę zobaczyć co będzie dalej, jedyne czego nie zrobiłem, to nie zacząłem się starać, chłód pozostał i moja dziewczyna nie wytrzymała. Zostawiła mnie 4 maja. Na początku przyjąłem to ze spokojem, chociaż nie ukrywam, że byłem rozczarowany.

Dni mijały, a ja coraz to bardziej uświadamiałem sobie swój błąd. Doszło do tego, że próbowałem to naprawić, ale tym razem jest inaczej, niż poprzednim razem kiedy zrywaliśmy. Powiedziała mi, że nie chce teraz być ze mną, że boi się, że i tak się nie uda, i że nie chce się do niczego zmuszać. Ponoć mnie kocha, ponoć tęskni, ale po prostu nie chce. Niby nie skreśliła mnie na zawsze, ale nie jest w stanie określić kiedy do mnie wróci i czy w ogóle wróci.Przez to wszystko przestałem jeść i mało śpię. Zjadam jeden niepełny posiłek dziennie, schudłem już ponad kilogram, a z moim samopoczuciem jest coraz gorzej.

Trzy dni temu odechciało mi się zupełnie żyć, dziś przybrało to na sile i myślę o zakończeniu tego marnego żywota. Gdyby nie fakt, że się boje, dziś już by mnie nie było. Bez przerwy na zmianę myślę o niej i o samobójstwie. Bardzo chciałem uniknąć tego określenia, ale nie da się. Tak bardzo ją kocham, że z żalu nad sobą nie panuję, nie potrafię powstrzymać myśli. Kolega radził mi, żebym o niej zapomniał, ale tylko mnie to dodatkowo dobiło, po za tym nie chce. Jestem do niej tak mocno przywiązany, że nie wyobrażam sobie życia bez tej dziewczyny.

Wiem, że nie zmuszę jej do powrotu do mnie, nawet nie zamierzam tego zrobić, prośby i obietnice, których naprawdę chciał bym dotrzymać nie pomagają, a ja nie umiem czekać. Zbieram w sobie odwagę, żeby z sobą skończyć, nie wiem, czy mi się to uda. Czy jest coś, co jest w stanie mi pomóc? Jestem w totalnej rozsypce, proszę o pomoc ;(

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego jestem nieszczęśliwy?

Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Zawsze byłem dobrym, grzecznym dzieckiem, nie sprawiałem kłopotów wychowawczych. W szkole średniej byłem wzorem. Niestety, zawsze byłem zamknięty w sobie, nieśmiały. Pochodzę z biednej, wielodzietnej rodziny i nie mieszkam w luksusach. Wydaje...

Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Zawsze byłem dobrym, grzecznym dzieckiem, nie sprawiałem kłopotów wychowawczych. W szkole średniej byłem wzorem. Niestety, zawsze byłem zamknięty w sobie, nieśmiały. Pochodzę z biednej, wielodzietnej rodziny i nie mieszkam w luksusach. Wydaje mi się, że to z tego powodu czułem się zawsze gorszy od innych. W dodatku mamy trudną sytuację finansową. Rodzice często się kłócą. Mój ojciec od paru lat znęca się nade mną psychicznie. Krzyczy na mnie, mówi że jestem do niczego.

W grudniu 2008 roku rozpocząłem swoją pierwszą pracę w banku. W lutym 2009 roku doznałem załamania. Zacząłem płakać, że jestem beznadziejny, samotny, biedny, że inni chłopcy jeżdżą samochodami i mają partnerki. Nie mogłem spać i budziłem się z bólami brzucha. W pracy chciało mi się płakać.

Moja mama postanowiła udać się ze mną do psychiatry. Zacząłem przyjmować leki. Lekarz po zdiagnozowaniu moich objawów przepisał mi silne leki przeciwdepresyjne, które powodowały, że pół dnia spałem (przyjmowałem benzodiazepiny). Udałem się do innego specjalisty, który zalecił mi łagodniejsze leki. Samopoczucie poprawiło się. W lipcu było już bardzo dobrze. Odstawiłem leki - niepotrzebnie.

Dodatkowo od sierpnia zacząłem spotykać się z dziewczyną. Byłem nią zafascynowany, dobrze mi się rozmawiało, spędzało czas. Pojechaliśmy razem w góry. Zakochałem się. Niestety, nasza znajomość trwała krótko. Zaledwie 1,5 miesiąca. Po powrocie z wymarzonych wakacji zostawiła mnie. Wtedy to uświadomiłem sobie, że to nie była dla mnie dziewczyna, ponieważ rozstała się wcześniej z narzeczonym po długim związku, a ja byłem dla niej tylko zabawką. Mówię, trudno - skończyło się.

Niestety, w połowie października znowu ogarnął mnie zły nastrój. Zacząłem płakać, że znów jestem sam, że jestem beznadziejny. Pojawiły mi się natrętne myśli natury agresywno-seksualnej. Nie mogłem się na niczym skupić. Oglądałem film i nie wiedziałem, o co w nim chodzi. W listopadzie udałem się do trzeciego specjalisty i zalecił mi lek przeciwdepresyjny i przeciwlękowy. Biorę go do dziś, już piąty miesiąc. Natrętne myśli zaczęły ustępować, ale strasznie zacząłem się pocić i pojawił się jakiś niedowład ruchowy.

Na nieszczęście w styczniu 2010 roku straciłem pracę, czyli jedyną rzecz, która tak naprawdę dawała mi sens życia, bo miałem zajęcie i byłem wśród inteligentnych, fajnych ludzi. Teraz siedzę w domu. Jestem załamany, że życie jest bardzo trudne i jestem nieszczęśliwy. Leżę do południa w łóżku, nie chce mi się rozmawiać. Nie potrafię żyć dla siebie - jakbym się poddał i zaczął nienawidzić siebie i cały świat. Zwalam winę na mojego ojca, który bardzo mało zarabia i który nie potrafi utrzymać rodziny.

Ogarnęła mnie jakaś bezradność, obojętność. Czuję się niepotrzebny na tym świecie, nie potrafię postawić sobie żadnych celów. Powtarzam sobie w myślach, że nie chce mi się żyć. Czuję, że zrujnowałem sobie życie i nie da się nic zrobić, że to psychika zaważyła na wszystkim, że się poddałem i teraz cierpię. Zawsze marzyłem, żeby mieć spokojną pracę biurową i dobrą, czułą, kochającą dziewczynę. Niestety nie mam ani pracy ani wspaniałej dziewczyny. Psychiatra stwierdziła, że po prostu jestem nieszczęśliwy.

Mnie się wydaje, że moja depresja wynika z bardzo słabej psychiki, która jest niszczona przez ojca i jest to depresja natury społecznej. Nie wiem, jak dalej mam żyć. Czuje się jak staruszek i nie widzę przyszłości. Często myślę, że chciałbym cofnąć czas i inaczej pokierować swoim życiem. Chciałbym spełnić swoje marzenia, ale nie wiem, czy to jest możliwe. Chcę pracować i być kochanym.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinnam zrobić coś jeszcze?

Witam, mam 22 lata i jestem studentką. Od 4 lat biorę leki antydepresyjne (brałam już chyba wszystkie możliwe leki, lekarz już nie wie, co ma ze mną zrobić), kilka razy chciał mnie wysłać do szpitala, jednak ja nie chcę przerywać...

Witam, mam 22 lata i jestem studentką. Od 4 lat biorę leki antydepresyjne (brałam już chyba wszystkie możliwe leki, lekarz już nie wie, co ma ze mną zrobić), kilka razy chciał mnie wysłać do szpitala, jednak ja nie chcę przerywać studiów i wracać do rodziców.

Chodzę na terapię indywidualną od półtora roku, teraz będę mieć dość długą przerwę z powodu okoliczności ode mnie niezależnych. Czekam na rozpoczęcie grupowej terapii dla DDA. Jednak depresja nie daje mi spokoju, czuję się coraz gorzej (przerwa w terapii i zbliżająca się sesja), nic mi się nie chce, najchętniej bym tylko leżała i nie kiwnęła nawet palcem, a jak pomyślę o studiach i egzaminach, to mam ochotę sobie żyły popodcinać. Wszystko widzę w czarnych barwach, cały czas jestem zmęczona. Cały czas jestem na największej możliwej dawce leku. Nie wiem już, co mam robić, żeby się uspokoić nadużywam alkoholu i leków na uspokojenie.

Co powinnam zrobić, żeby sobie pomoc? Jest mi już wstyd iść do mojego psychiatry i znowu powiedzieć, że jest źle, że znowu mam myśli samobójcze i z niczym sobie nie radzę. Co robić? Jak sobie samej pomoc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Zmęczenie i ból głowy po próbie samobójczej - czy to minie?

Próbowałam się zabić. Przedawkowałam leki psychotropowe. Odratowano mnie, jestem w domu i ciągle mam zawroty głowy i bardzo źle się czuje. Czy to minie? Tamtego dnia wzięłam 60 różnych tabletek psychotropowych, wcześniej wypiłam dwa piwa. Straciłam przytomność, na oddziale...

Próbowałam się zabić. Przedawkowałam leki psychotropowe. Odratowano mnie, jestem w domu i ciągle mam zawroty głowy i bardzo źle się czuje. Czy to minie?

Tamtego dnia wzięłam 60 różnych tabletek psychotropowych, wcześniej wypiłam dwa piwa. Straciłam przytomność, na oddziale wewnętrznym byłam 3 dni. Teraz jestem w domu, ciągle boli mnie głowa, mam zaburzenia widzenia, przekrwione oczy, czuje się cały czas strasznie zmęczona.

Czy ten okropny stan minie? Zrobiłam to wszystko przez chłopaka, nie było warto. Teraz bardzo źle się czuję. Czy wrócę do zdrowia?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy jest to depresja dwubiegunowa, czy potrzebny szpital?

Witam. Nie sądziłam, że będę musiała zadać tutaj to pytanie. Mam 17 lat. Rok temu byłam pod opieką psychologa z powodu trudnej sytuacji w rodzinie. Może zacznę od początku. W 1999 mój Tato rozwiódł się z moją Matką. Został wrobiony...

Witam. Nie sądziłam, że będę musiała zadać tutaj to pytanie. Mam 17 lat. Rok temu byłam pod opieką psychologa z powodu trudnej sytuacji w rodzinie. Może zacznę od początku. W 1999 mój Tato rozwiódł się z moją Matką. Został wrobiony w pobicie, znęcanie się nad rodziną. Przed pierwszą wizytą ten okres pozostawał dla mnie czarną dziurą, natomiast po rozpoczęciu terapii wszystko zaczęło mi się przypominać. Pamiętam jak moja Matka buntowała mnie przeciwko niemu, jak mówiła, że jeśli będę go kochać, to ona nie będzie kochać mnie. Mówiła, że jest zły. Mama zawsze potrafiła wpakować się w problemy finansowe. Przez chwilę gdzieś pracowała, później kradła i szła na zwolnienie z powodu złego stanu zdrowia. To był jej plan. Do dzisiaj ciągną się za nią długi, jednak ona nic sobie z tego nie robi. Gdy skończyłam podstawówkę (ze średnią 5,1 - wtedy jeszcze nie miałam problemów z nauką), przeprowadziłyśmy się do Żyrardowa (50 km od Warszawy). Dla mnie był to szok, ponieważ wychowywałam się w Bieszczadach, duże miasto mnie przerażało. Po jakimś miesiącu wszystko wróciło do normy. Moja Matka znalazła pracę, ale wtedy zaczęło się moje małe piekiełko. Zaczęła na mnie wrzeszczeć z byle powodu, zostawiony kubek na biurku był wg niej doskonałym powodem do awantury. Zaczęłam unikać przebywania w domu. Dużo czasu spędzałam u brata (Wojtka), ale gdy u nich nocowałam (miałam też bliżej do szkoły), Matka groziła, że wezwie policję i cytuję "spieprzy mi kartotekę". Wracałam więc do domu, ale zaczęły pojawiać się myśli samobójcze. Chciałam skoczyć z okna, przedawkować leki (zakupiłam wtedy dużo leków, przygotowałam się), ale nie mogłam, bo było mi żal zostawiać niedokończone sprawy. Później mocno związałam się z instytucją Kościoła, chodziłam na spotkania Odnowy w Duchu Świętym. Jednak z tego też musiałam zrezygnować, bo Matka krzyczała, że to sekta, że mnie wciągnęli, że opuściłam się w nauce (już wcześniej byłam przytłoczona kłótniami, nie dawałam rady). Opuściłam Kościół – wtedy, jedno z nielicznych miejsc, gdzie czułam się dobrze, byłam akceptowana. Przez jakiś czas (w najtrudniejszym okresie) mój brat (Wojtek) chciał mnie odebrać Matce, ale później jak zauważył, że Matka być może chce mu przepisać mieszkanie (sami musieli wyprowadzić się z wynajmowanego i zamieszkać u rodziców bratowej), odwrócił się ode mnie, wyparł i od tamtej pory się do mnie nie odzywa. W lutym 2009 postanowiłam odzyskać stracone relacje z Ojcem. Pomogła mi w tym moja siostra, która przez cały czas miała z nim kontakt. Z tego, co mi powiedziała, to Tato doskonale wie, jak się uczę, co u mnie słychać i że we mnie wierzy, że jest spokojny. Przez cały czas "donosiła" mu informacje o moim stanie zdrowia itd. Postanowiłam pojechać do niego na ferie. Była to najlepsza decyzja w moim życiu. Nigdy tego nie żałowałam. Jednak moja Matka stwierdziła, że już mnie nie kocha. Przez cały czas wytykała mi to, że zaczęłam interesować się kontaktem z Tatą. W tym okresie ciężko zachorowałam na stawy, dwa razy byłam hospitalizowana, ciężko to przeżyłam. Tym bardziej, że miałam podejrzenia nowotworu, na szczęście okazało się, że to mały, najprawdopodobniej niegroźny guzek. Jest obserwowany. Moja Matka nie interesowała się jednak moim stanem zdrowia. W czasie, gdy leżałam w szpitalu odwiedziła mnie tylko raz, podczas pierwszego pobytu. Później stwierdziła, że to nie jej interes. W sierpniu 2009 po dużej kłótni, nie wytrzymałam. Coś we mnie pękło i wyprowadziłam się z domu. Pojechałam wtedy do siostry. Później wróciłam po resztę moich rzeczy. To był dobry czas w moim życiu. Trochę odpoczęłam, zaczęłam terapię u psychologa. Starał się zdiagnozować co mi jest, ale stwierdził tylko, że to może być depresja dwubiegunowa. Miałam wtedy okresy, gdy nie byłam w stanie wyjść z łóżka, a innym razem pracowałam 3 razy efektywniej niż normalny człowiek, nie spałam w nocy. Bałam się tego. Kilkakrotnie cudem uniknęłam wypadku (po prostu chwilowe zawieszenie, nic do mnie nie docierało, szłam i nie zwracałam uwagi na to co się działo dookoła). Długo dojeżdżałam do szkoły (ok. 3 h dziennie). Znowu zaczęłam rozmawiać z Matką, przez chwilę myślałam, że wszystko się ułoży. Postanowiłam wrócić do domu (nie musiałam także dojeżdżać 3 h dziennie do szkoły). Jednak okazało się, że moja Matka sprowadziła do domu nowego mężczyznę, a ja byłam jej potrzebna tylko ze względu na alimenty, które dostawałam wtedy na własne konto. Zbuntowałam się, nie chciałam mieszkać pod jednym dachem z obcym mężczyzną, a wiedziałam też, że jeśli oddam Mamie pieniądze, to nie będę mogła chociażby kupić książek czy nowych butów. Więc coraz częściej dochodziło do kłótni, jej mężczyzna podsłuchiwał moje rozmowy, przez całe dnie przesiadywał przed telewizorem (kiedyś musiałam wypraszać z mojego pokoju mężczyznę, którego Matka sprowadziła do domu, a on urządzał awantury, był alkoholikiem). Nie sprzątał po sobie. Znowu więc zaczęłam unikać przebywania w domu. Ale tym razem spotykałam się z przyjaciółmi, zaczęłam pracować w teatrze, rozpoczęłam współpracę z gitarzystą (śpiewam od 9 lat), napisałam własny scenariusz spektaklu, nad którym obecnie pracuję (a raczej pracowałam). Zaczęłam również malować obrazy, niektóre osoby pozamawiały u mnie kilka reprodukcji w zamian za inną pomoc (w zorganizowaniu sali do prób grupy teatralnej, albo za naukę gry na gitarze). Niestety zaczęłam również spotykać się z mężczyznami poznanymi na portalu randkowym. Nie wiem co mną kierowało, chyba poszukiwałam kogoś, kto mógłby mnie wspierać, kochać. Nie byli to mężczyźni w moim wieku (nigdy nie dogadywałam się z rówieśnikami, mam przyjaciół, którzy są na studiach). Zazwyczaj byli to chłopcy w wieku 23-24 lata. Jeden jedyny raz spotkałam się z mężczyzną 29-letnim. Zakochałam się, ale po krótkim czasie okazało się, że on kochał również inne kobiety, więc najzwyczajniej dałam sobie spokój. Minęło kilka tygodni i mój Tato wystąpił do sądu z pozwem o odebranie mojej Matce praw do mnie. Za moją zgodą (było to po prostu wcześniej ustalone). Matka wpadła w szał. Bałam się, że coś mi zrobi, ale zamknęła się w pokoju. Tamtej nocy nie spałam. Ostatnio zaczęłam się siebie bać. W szkole mi nie szło, czułam, że coś jest nie tak z moją psychiką. Zgłosiłam się po pomoc do szkolnego psychologa, ale ten nie jest w stanie zrobić nic więcej, niż wysłuchać. Poza tym niedługo kończy się rok szkolny, więc dałam sobie spokój. Przez jakiś czas chciałam się "na ochotnika" zgłosić do szpitala psychiatrycznego, ale nie wiem gdzie mogłabym... no i przecież potrzebuję zgody prawnego opiekuna, a moja Matka już podczas terapii u psychologa nazywała mnie wariatką. Nie wiem, co mam robić. Mimo wszystko dalej szukam pomocy. Wiem, że sobie nie radzę. Przerażające jest to, że jestem tak młoda, a moje życie już niejako jest wrakiem. Liczę na szybką odpowiedź, przepraszam za to, że tekst być może jest zbyt obszerny. Pozdrawiam, Małgorzata

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy udać się do innego terapeuty?

Witam! Mam 31 lat, jestem kobietą, chorą na epilepsję. Padaczka jest od lat kontrolowana i nauczyłam się z nią funkcjonować. Pojawiły się natomiast w moim życiu silne lęki, które niszczą mi życie. Jestem DDA i córką toksycznej matki,... Witam! Mam 31 lat, jestem kobietą, chorą na epilepsję. Padaczka jest od lat kontrolowana i nauczyłam się z nią funkcjonować. Pojawiły się natomiast w moim życiu silne lęki, które niszczą mi życie. Jestem DDA i córką toksycznej matki, która nie daje mi żyć normalnie. Mam już swój dom i partnera, ale zazdrość, nerwy i gniew na matkę, która wielokrotnie przekracza moje granice i obwinia mnie o wszystko, niszczą moje życie - nie umiem się od nich uwolnić. Mam depresję, chodzę do psychologa i jest już odrobinę lepiej, ale terapia trwa dwa lata, a ja od tego czasu nie pracuję, siedzę w domu. Przestałam normalnie funkcjonować. Mam wrażenie, że stoję w miejscu. Co robić? Czy mam udać się do innego terapeuty? Chciałabym wrócić do normalnego życia i przestać bać się ludzi. Proszę o pomoc.

Samobójstwo a szczęście...

Cztery lata temu miałam próbę samobójczą, po której miałam płukanie żołądka. Przez pół roku chodziłam do poradni psychologicznej co naprawdę mi pomagało, ale pewnego dnia powiedziałam sobie, że już tego nie potrzebuję. Teraz po tych czterech latach jestem szczęśliwa,...

Cztery lata temu miałam próbę samobójczą, po której miałam płukanie żołądka. Przez pół roku chodziłam do poradni psychologicznej co naprawdę mi pomagało, ale pewnego dnia powiedziałam sobie, że już tego nie potrzebuję.

Teraz po tych czterech latach jestem szczęśliwa, mam chłopaka, który mnie kocha, prawdziwych przyjaciół... Lecz wciąż myślę o śmierci, dokładnie planuję samobójstwo doskonałe... Czuję jakby moja dusza była rozerwana na kawałki, zaś mój umysł był bardzo szczęśliwy... Gubię się już w tej sytuacji...

Te uczucia są tak skrajnie sprzeczne, ale gdy już pojawi się ten zły stan nie jestem w stanie sobie poradzić i biorę tabletki na wyciszenie... Nikt z przyjaciół ani mój ukochany nie jest w stanie zrozumieć moich uczuć... Dlatego proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty