Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 0 6 2

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Jak walczyć z natrętnymi myślami, że zrobię synkowi krzywdę?

Mam 5-letniego synka, którego kocham nad życie. Ostatnio zaczęły mnie nachodzić dziwne myśli, że mogę zrobić mu krzywdę, pojawiają się dziwne obrazy, których nie mogę powstrzymać. Już sobie z tym nie radzę. Boję się, że mogę przez to zwariować i...

Mam 5-letniego synka, którego kocham nad życie. Ostatnio zaczęły mnie nachodzić dziwne myśli, że mogę zrobić mu krzywdę, pojawiają się dziwne obrazy, których nie mogę powstrzymać. Już sobie z tym nie radzę. Boję się, że mogę przez to zwariować i stracić nad sobą kontrolę. Strasznie boję się tych myśli, chodzę cały czas przygnębiona, nie mam na nic siły. Co mam robić, bo już nie daję sobie z tym rady.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Czy jest to nerwica lękowa?

Witam! Obecnie mam 22 lata. Należę od osób transseksualnych. Jestem w trakcie zmiany płci z kobiety na mężczyznę. Od 15 roku życia cierpię na depresję - ciężko mi dokładnie sprecyzować od kiedy, ale wydaje mi się, że od tego okresu....

Witam! Obecnie mam 22 lata. Należę od osób transseksualnych. Jestem w trakcie zmiany płci z kobiety na mężczyznę. Od 15 roku życia cierpię na depresję - ciężko mi dokładnie sprecyzować od kiedy, ale wydaje mi się, że od tego okresu. Mam wsparcie w rodzinie. Jednak moje życie nigdy łatwe nie było. W domu często dochodziło do kłótni między rodzicami. Chyba jak miałem 13 lat to się rozwiedli. Z tego co pamiętam to ja i moja siostra namawialiśmy mamę na taki krok, bo z ojcem nie dało się wytrzymywać. Straszny choleryk z niego był, kłótnie o byle co. Jednak nie wydaje mi się by rozwód jakoś źle na mnie wpłynął. W wieku 15 lat moja mama wraz z siostrą dowiedziały się o mojej przypadłości, że czuję się chłopcem, a nie dziewczynką. Bardzo się bałem im o tym powiedzieć, ale zaakceptowały mnie. Muszę wspomnieć, że w tym czasie moja mama również cierpiała na depresję i chyba miała załamanie nerwowe przez ojca. Bała się sama wychodzić z domu przez jakiś czas. Także byłem obciążony i swoją depresją i mojej mamy. Ważna jest też kwestia tego, że ona od zawsze była bardzo troskliwa, obchodziła się ze mną jak z jajkiem (winą jest to, że od najmłodszych lat ciężko chorowałem i kilka razy uniknąłem śmierci, ja jednak tamtych czasów nie pamiętam). Od końca szkoły podstawowej miałem problemy w szkole. Gimnazjum zaliczałem na szybko, ledwo zdając z klasy do klasy. Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów. Tak samo było w liceum, jednak 2 klasę powtarzałem. Stany depresyjne brały górę. Unikałem psychologów, bo mi nie pomagali. W 2 klasie straciłem też przyjaciółkę, zmarła z winy pęknięcia tętniaka. Bardzo to przeżyłem. Jednak pozbierałem się jakoś. Zdałem maturę, jednak z trudnościami. W trakcie jednego z egzaminów zaczęły się krótkie napady paniki, musiałem wychodzić z sali z nauczycielem, bo nie mogłem usiedzieć w ławce. Tłumaczyłem to jednak stresem związanym z maturą. Tak więc po maturze było niby wszystko ok. Musze też wspomnieć, iż odkąd moje sprawy związane ze zmianą płci się przeciągały, w sumie w nieskończoność, zaczęły się wybuchy agresji z mojej strony. Stałem się bardzo nerwowy. Wszystko mnie irytowało. Tuż po maturze, nie wiem, miesiąc? Miałem jechać do Gdańska na koncert z którego się bardzo cieszyłem, bo wygrałem w konkursie bilety na koncert. Już byłem w drodze, gdy nagle zrobiło mi się słabo, musiałem wyjść z autobusu. Nie wiem, nie umiem nawet tego opisać co się wtedy ze mną stało. Gdy wysiadłem z autobusu (całe szczęście nie byłem sam) po kilku chwilach, strasznie rozbolał mnie brzuch i skończyło się to biegunką. Nigdy nie miałem takiego ataku. Całe szczęście znalazłem toaletę. Ale cały czas towarzyszył mi jakiś nerw. Koniecznie chciałem wrócić do domu. Nie wiem, towarzyszył mi jakiś lęk? Nie umiem tego opisać. Po za tym, minęło już trochę czasu bo działo się to w 2009 roku. Po tym dniu byłem strasznie rozwalony, przez nie wiem, dwa, trzy tygodnie. Nie wychodziłem z domu. Płakałem. Mówiłem, że już mam dość wszystkiego. Straszna rezygnacja. Byłem przybity. Zmęczony wszystkim. Jednak powiedziałem sobie któregoś dnia: nie, nie dam się. I zacząłem z tym walczyć, wychodzić z domu (przez chwilę bałem się sam jeździć autobusami, kojarzyło mi się to z tym dniem, gdy doszło do tego pierwszego ataku). Jednak z czasem to minęło. Ale po tym przeżyciu z biegunką, miałem (nie wiem jak to nazwać, ale nazwę to potocznie) nerwicą natręctw. Musiałem najpierw iść do toalety i wysiedzieć swoje. Jeśli się nie udało, miałem poza domem lekki stres. Tłumaczyłem to tym, że przestraszyłem się tamtego dnia. I tak minął rok. Moje sprawy trochę ruszyły do przodu. Z przyczyn finansowych ciągle wszystko stało w miejscu. Jednak w 2009 roku zacząłem terapię hormonalną, szczęśliwy. Rok minął i w 2010 w październiku miałem pierwszą operację. Również bardzo mnie to uszczęśliwiło. Muszę również wspomnieć, że od jakiś 3-4 lat wycofałem się trochę z życia towarzyskiego. Winą jest też moja znajomość z moją przyjaciółką. Nie chciała nigdzie chodzić ani do kina, ani na wystawy itp. Kiedyś byłem (mimo swojego transseksualizmu) pogodnym, towarzyskim człowiekiem. Obecnie stałem się temu przeciwieństwem, wydaje mi się, że to z przyczyn depresji. Mam całą masę kompleksów. Niską samoocenę. Po maturze możnaby rzec, że cały czas w domu siedzę. Wszystko mnie zaczęło frustrować, moja sytuacja finansowa, że jestem transseksualistą, czuję się gorszy od wszystkich. I w tym roku, dokładnie 1 stycznia skończyłem na ostrym dyżurze, zabrało mnie pogotowie. Teraz wiem, że był to ostry napad paniki. Myślałem, że umieram. Dosłownie. Chciałem iść tylko do lekarza. By mnie ratowali. Na pogotowiu powiedzieli, że wszystko ok. Serce zdrowie itp. I tu, po ataku znowu rozsypka totalna. I trwa to do dzisiaj. Pojawiły się stany lękowe. Nie wychodzę sam z domu. Płaczliwość. Agresja. Frustracja. Rezygnacja. Staram się to zwalczać, bo mam plany i chcę żyć. Chcę być znów tym pogodnym facetem, który latał po mieście. Chcę iść na studia. Do pracy. Ale te lęki i te wszystkie negatywne odczucia. W dodatku symptomy fizyczne, czyli że np. serce mi dokucza. Uczucie chodzenia jakby po materacu. Często, gdy teraz zaczynam się denerwować mam dziwne uczucie, jakby odrętwienia karku. Nie wiem co to. Czy to nerwica? Czy to może być schizofrenia? Boję się, że popadłem w jakąś chorobę psychiczną, że zwariowałem. Choć w duchu mam nadzieję, że to załamanie nerwowe i uda mi się z tego wyjść. Stany lękowe moje, potrafią czasem być naprawdę bez sensu, np. że zemdleję, umrę, że coś mi się stanie. Albo np. boję się wyjść na balkon (mieszkam na 10 piętrze), bo obawiam się, że coś mi odwali i zechcę skoczyć. Nie wiem już co mam ze sobą zrobić. Proszę o jakąś poradę. Wspomnę też, że czekam na wizytę u psychologa, bo sam już chyba nie dam rady się z tym uporać. Ogranicza mnie to strasznie. Czuję się uwiązany w domu z tym wszystkim. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób pozbyć się lęku i zacząć szczerze rozmawiać z rodzicami?

Mam ogromny problem, będę świadkiem w sądzie. Sprawa jest dość trudna, bardzo się boję. Nigdy nie byłam w sądzie, ale najbardziej mi trudno z tym, że boję się powiedzieć o tym moim rodzicom. Bardzo ich kocham, liczę się z ich...

Mam ogromny problem, będę świadkiem w sądzie. Sprawa jest dość trudna, bardzo się boję. Nigdy nie byłam w sądzie, ale najbardziej mi trudno z tym, że boję się powiedzieć o tym moim rodzicom. Bardzo ich kocham, liczę się z ich zdaniem, bo oni mnie nie rozumieją są starsi, nigdy nie mieli do czynienia z prawem, z sądami. Nie chciałam być tym świadkiem, na policji mnie przesłuchano w taki sposób, że okropnie mnie zastraszano. Boję się wyjść do wszystkich. Myślę, że najlepszym wyjściem jest skończyć ze sobą, ale trzyma mnie jeszcze przy życiu to, że mam synka i kochanego męża, ale już jestem w takim załamaniu, że sobie nie radzę. Nikt mi nie pomoże, rodzina nie rozumie, mąż nie rozumie, że mogę być załamana, krzyczy na mnie, żebym się wzięła w garść, a ja nie wiem co ze sobą zrobić. Tak mnie przeraża ten sąd, że nie wiem co mam myśleć, a będę tylko świadkiem. Nie chcę by przeze mnie miał ktoś problemy, tak mi przykro i źle. Czym jest moje życie? Niczym, chwilę tylko za mną popłaczą i zapomną, po co im taka matka córka żona, niemądra wręcz głupia, nie chce mi się żyć tyle osób przeze mnie cierpi. Czy ktoś może mnie jeszcze podnieść na duchu, że jest sens życia. Ja wiem, mam rodzinę, choć ze zdrowiem też krucho. Sama po swoim toku myślenia widzę, że nie jest ze mną dobrze. Jest bardzo źle i nie liczę, że ktoś mi odpisze i pomoże. Proszę o radę jak rozmawiać z rodzicami? Mieszkam z nimi, nie wiem jak im to powiedzieć. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Cały czas odczuwam ciało obce w gardle - czy to nerwica?

Wszystko zaczęło się w styczniu, poczułam coś w gardle, a właściwie coś w okolicy prawego migdała,j akby coś tam mi siedziało i ta okropna suchość w gardle. Zgłosiłam się do lekarza, stwierdził powiększenie migdałów, dostałam antybiotyk, ale...

Wszystko zaczęło się w styczniu, poczułam coś w gardle, a właściwie coś w okolicy prawego migdała,j akby coś tam mi siedziało i ta okropna suchość w gardle. Zgłosiłam się do lekarza, stwierdził powiększenie migdałów, dostałam antybiotyk, ale to nie pomogło. W lutym po raz kolejny poszłam do lekarza,powiedział,że on nic nie widzi,ale ja dał kolejny antybiotyk na to ''coś w gardle'',jednak też nie pomogło. Na początku marca zrobiłam wyniki krwi i wszystko wyszło niby dobrze, ale ja dalej coś w tym gardle czułam, więc zgłosiłam się do prywatnego laryngologa,który stwierdził,że nic tam w środku nie ma. Jednak ja dalej coś czuję w tym gardle, jednak od miesiąca nie w okolicy migdała, tylko w gardle, jakby uczucie ciała obcego. Oprócz tego od czasu do czasu czuję kłucie w uszach. Teraz też odczuwam jakieś inne bóle typu jakieś kłucie w łopatkach, bóle w łokciach czy kolanach. Planuję po raz kolejny iść do laryngologa. Cały czas myślę, że coś mi dolega, gdy coś mnie nowego zaboli myślę o kolejnej chorobie. Już nie wiem co robić. Cały czas mi to towarzyszy, jedynie kiedy śpię jest dobrze. Co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Boję się pisać, kiedy ludzie na mnie patrzą - do jakiego specjalisty powinnam sie udać?

Witam! Mój problem polega na tym, że boję się podpisywać i pisać w miejscach publicznych. Jak ktoś na mnie patrzy jak piszę to trzęsie mi się ręka tak bardzo, że nie jestem w stanie nic napisać. Wychodzą mi wtedy straszne...

Witam! Mój problem polega na tym, że boję się podpisywać i pisać w miejscach publicznych. Jak ktoś na mnie patrzy jak piszę to trzęsie mi się ręka tak bardzo, że nie jestem w stanie nic napisać. Wychodzą mi wtedy straszne bazgroły. Bije mi mocno serce i pocę się. Ogólnie czuję strach, jak najszybciej chciałabym uciec. Strasznie się wtedy wstydzę. Jest to dla mnie ogromny problem. Do kogo powinnam iść z tym problemem? Czy to jest fobia?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Boję się rozmawiać - jak sobie pomóc?

Witam, od roku mam spory problem ze sobą, mianowicie nie mam pojęcia co się ze mną dzieje. Rok temu przed maturą zaczęłam się okropnie denerwować a fakt, że będę osoba pełnoletnią te nerwy pogłębił. Czułam się wtedy okropnie, wydawało mi...

Witam, od roku mam spory problem ze sobą, mianowicie nie mam pojęcia co się ze mną dzieje. Rok temu przed maturą zaczęłam się okropnie denerwować a fakt, że będę osoba pełnoletnią te nerwy pogłębił. Czułam się wtedy okropnie, wydawało mi się, że wszyscy się ze mnie śmieją a ja sama jestem dziwna. Później objawy te częściowo zniknęły, niestety nadeszły inne, zaczęłam czytać dużo o zaburzeniach psychicznych i strasznie się przestraszyłam, bo wiele zaburzeń wskazywało moją osobowość. Najbardziej zmartwiło mnie to, że mogę mieć osobowość typu Borderline albo też narcystyczną i przez to też do tej pory analizuje swoje zachowanie, często muszę skomentować co jest dziwne a co nie. Czytałam też dużo o fobii społecznej i uważam, że też mogę na to cierpieć, ponieważ mam teraz problemy z podtrzymaniem rozmowy, podczas której tez się kontroluję i w zamian skupiać się na rozmowie to okropnie się denerwuje, jestem rozkojarzona. Podobnie też jest z wyjściem do miasta, sama okropnie się bojż, że ktoś mi coś powie a ja nie będę mogla odpowiedzieć, bo tak będę się wstydziła. Wszystko to mnie przytłacza, boję się, że przeze mnie, swoją marną komunikację sobie nie dam w życiu rady, czuję się gorsza od innych. Chciałabym być taka jak byłam młodsza, gdy wszystko miałam gdzieś i nie przejmowałam się życiem. Teraz jestem smutna, często myślę o śmierci, chociaż zdarzają się dni, gdy jest dobrze. Proszę o pomoc bo czuje się okropnie . Nie chce mi się nic robić, wychodzić do znajomych. A muszę się przygotować na poprawkę Matury;( Chcę też powiedzieć, że korzystałam z usług pani psycholog. Ale pewnego razu, gdy przyszłam na omówiona wizytę ta zapomniała o mnie. Chcę się zapisać też do psychiatry, niestety jest teraz na urlopie. Moje miasto jest małe, przez co nie mam dużego wyboru lekarzy. Wątpię, żeby byli w moim mieście psychoterapeuci;( Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy dolega mi nerwica wegetatywna?

Witam, mam 28 lat, 2 lata temu przydarzyła mi się bardzo nieprzyjemna sytuacja, a mianowicie zdrętwiało mi całe ciało, nogi, ręce, twarz i brzuch, zanim to nastąpiło, czułam silne lęki, pieczenie takie chwilowe w stopie i na ciele w różnych...

Witam, mam 28 lat, 2 lata temu przydarzyła mi się bardzo nieprzyjemna sytuacja, a mianowicie zdrętwiało mi całe ciało, nogi, ręce, twarz i brzuch, zanim to nastąpiło, czułam silne lęki, pieczenie takie chwilowe w stopie i na ciele w różnych miejscach, po tym wszystkim zachodziły takie krótkie epizody, np. drętwiały mi ręce, robiło mi się słabo, miałam uczucie duszności i do tego mrowienie od kolan w dół. Zazwyczaj w jakiejś stresującej sytuacji. Poszłam do neurologa, przepisał mi L*** i coś jeszcze, powiedział, że jak nie przejdzie, to będziemy dalej robić badania - w karcie zapisał „sm” ze znakiem zapytania. Po miesiącu brania leków poszłam na wizytę, oczywiście przeszły mrowienia itd., więc już nie zlecił mi innych badań. Do tej pory czułam się bardzo dobrze i nic mi się nie działo. Taka sytuacja z drętwieniem powtórzyła się teraz, ale tak, jakby ze zdwojoną siłą, nie mogłam przez to w ogóle funkcjonować, bo jak się zdenerwowałam, to od razu drętwiały i pociły mi ręce, robiło mi się słabo, duszno, miałam wrażenie, że umieram i do tego te głupie myśli, że zaraz w nogi coś mi się stanie, kto mnie uratuje, itd. Znowu udałam się do neurologa, ale tym razem zmieniłam lekarza - stwierdził dystonię wegetatywną, biorę C*** , A*** na noc, drętwienia ustąpiły, już się nie boję, lekarz mi bardzo solidnie wyjaśnił, na czym to polega - tylko martwią mnie te pojawiające się od czasu do czasu lekkie pieczenia i częściej w lewej nodze oraz na ciele również. Czy one będą się tak cały czas utrzymywać? Może nie przeszły, bo przerwałam 2 lata temu kurację. Czy wskazane by było badanie rezonansem? Bardzo proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nerwica lękowa a tachykardie zatokowe - jak to leczeć?

Witam serdecznie! Jestem dwudziestodwuletnim mężczyzną z niemałym problemem. Mianowice od roku miewam problemu z napadami lęku. Pierwszy taki atak wystąpił nawet wcześniej koło 3-4 lat temu. W moim życiu miały miejsce ciężkie i bardzo trudne chwile dla mnie, często powodujące...

Witam serdecznie! Jestem dwudziestodwuletnim mężczyzną z niemałym problemem. Mianowice od roku miewam problemu z napadami lęku. Pierwszy taki atak wystąpił nawet wcześniej koło 3-4 lat temu. W moim życiu miały miejsce ciężkie i bardzo trudne chwile dla mnie, często powodujące łzy, brak chęci do życia. Jednak wszystko udało się "poukładać" należycie. Wydawałoby się, iż to koniec kłopotów, ale nic bardziej mylnego. Pierwszy poważny atak nastąpił w kolejce, bodajże za świeżym chlebem, nagle poczułem falę gorąca, serce skakało jak zwariowane, uciekłem. Dodam, że odkąd pamiętam miałem mocne rumieńce na twarzy, takie czerwone wypieki, bardzo się wstydziłem. Od roku latam po różnych lekarzach, była już morfologia x4, kał, mocz, rtg klatki piersiowej, kilkakrotne ekg, usg jamy brzusznej i ostatnio holter, którego wyniki właśnie odebrałem. Diagnoza: Tachykardie zatokowe, przyjmuję M*** 50mg. Stany lekowe nabierają na sile, nie wychodzę już prawie z domu, nawet tutaj odczuwam lęki, owszem jak się uprę to potrafię chodzić w bliskiej okolicy do późnych godzin nocnych, ale przekraczając "niewidzialną barierę" nagle czuję się nerwowy, słaby, serce wali, płytki oddech i całą resztę. Ostatnimi czasy zdarzyło mi się nie spać całą noc, na drugi dzień myślałem, że już po mnie, moje policzka były tak gorące, czerwone, serce biło jak oszalałem, zwolniło dopiero po pół tabletki M***, miałem nawet mdłości (pierwszy raz ). Sam już nie wiem czy jestem chory na coś poważnego, a nerwice sobie tylko wmawiam, czy też to właśnie nerwica płata mi takie figle. Dodam, że podczas wstawania z krzesełka odczuwam szybkie bicie serca, przy pochylaniu się uderzenia gorąca do głowy. Tych uderzeń do głowy boję się najbardziej, że dostanę wylewu bądź zawału. Proszę o radę, jakie badania jeszcze wykonać, na jaką terapię się zapisać ? Czy te uderzenia krwi do głowy są groźne i czego przyczyną mogą być? Dziękuje za odpowiedź i pozdrawiam załogę abcZdrowie.pl Zdrówka wszystkim!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób powstrzymać gwałtowne wybuchy złości?

  Mam problem polegający na tym, że nie potrafię kontrolować swoich emocji, w reakcji na problemy jakie mają miejsce w moim związku. Prawie codziennie, lub 2-3 razy w tygodniu, wieczorem kiedy wraca mój partner, dochodzi miedzy nami do jakiegoś spięcia...   Mam problem polegający na tym, że nie potrafię kontrolować swoich emocji, w reakcji na problemy jakie mają miejsce w moim związku. Prawie codziennie, lub 2-3 razy w tygodniu, wieczorem kiedy wraca mój partner, dochodzi miedzy nami do jakiegoś spięcia (głównie na tle komunikacji, zawsze mieliśmy z tym problem, on często zwraca się do mnie ozywając słów, które mnie ranią lub on zrobi coś, co mnie bardzo urazi, lub nie da mi tyle uwagi ile potrzebuję). W wyniku tego spięcia ja obrażam się na niego lub zaczynam się gniewać i zaczynamy się kłócić, a kłótnia prawie zawsze kończy się moją totalną histerią, w trakcie której płaczę, rzucam przedmiotami, pakuje się do wyprowadzki, sięgam po nóż strasząc go, że sobie podetnę żyły, a przede wszystkim naprawdę, w trakcie "szczytu" tej histerii czuję się strasznie, tak bardzo źle, że szczerze życzę sobie wtedy śmierci. Po prostu w tych momentach wydaje mi się niemożliwe rozwiązanie problemów w moim związku, wydaje mi się, że nigdy nie będę z moim chłopakiem tak naprawdę szczęśliwa, że mimo że chcę mieć dzieci, to z nim to nie będzie możliwe (no bo jak zdecydować się na dzieci w takiej atmosferze w domu). I jedynym wyjściem jest tak naprawdę rozstanie a jednocześnie czuję, że nie mam w sobie siły go zostawić i być sama, dopóki kogoś znów poznam. A poza tym wciąż go jednak kocham, mimo wszystko i nie mogę odejść, a jednocześnie nie potrafimy tygodnia jednego mieć bez takich kłótni. Dlatego też, w momentach wybuchu moich emocji jednocześnie doznaję uczucia totalnej beznadziei i naprawdę chcę przestać istnieć. Co ciekawe, w ciągu dnia kiedy on jest w pracy i ja pracuję, czuję się zazwyczaj całkiem dobrze, jedynie problemem jest, że często męczą mnie bóle głowy. Ale za dnia zazwyczaj mam sporo energii do życia, jestem kreatywna, bardzo ceniona w pracy (pracuję jako konsultant dla organizacji pozarządowej zajmującej się pokojem między religiami). Mam kilku bliskich przyjaciół, którzy uważają mnie za radosną dziewczynę, ja wstydzę się zwierzać z moich histerii, bo trudno mi w ogóle to wszystko wytłumaczyć, o co chodzi itp. Potrafię w 2 godziny po wybuchu emocji i impulsywnych zachowaniach, o wszystkim tak jakby "zapomnieć" i śmiać się przy oglądaniu filmów. Rano wstaję i zaczynam życie od nowa, za dnia jestem zdrowym, pełnym optymistycznych planów na przyszłość człowiekiem. Jednak wieczorem wszystko tak łatwo może się zmienić. Myślałam, żeby iść na terapię, ale jednak nie wiem czy mogę się podjąć w tym momencie takiego zobowiązania finansowego. Wydaje mi się ciągle, że nie jest tak źle, że jednak nie muszę. Ale coraz częściej myślę, że powinnam coś zrobić, bo sytuacja się nie polepsza, ale pogarsza i nie potrafię się wyrwać z tego koła. Moje wybuchy mnie wykańczają, tak naprawdę czuję ich konsekwencje wiele dni potem. To nie może tak wiecznie trwać. Co robić?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moje objawy wskazują na fobię?

Witam serdecznie! Od kilku lat mam lekką agorafobię, której jedynym objawem jest lęk przed otwartą przestrzenią, jak np. supermarket, pole, duża hala sportowa. Nie przeszkadzały ani nie przeszkadzają mi one w normalnym życiu. Nigdy nie miałem innych objawów tej choroby,...

Witam serdecznie! Od kilku lat mam lekką agorafobię, której jedynym objawem jest lęk przed otwartą przestrzenią, jak np. supermarket, pole, duża hala sportowa. Nie przeszkadzały ani nie przeszkadzają mi one w normalnym życiu. Nigdy nie miałem innych objawów tej choroby, jak np. lęk przed tłumem, jazdą pociągiem, podróżowaniem itd. Zawsze moim największym marzeniem było pojechać do Ameryki Północnej, chciałem zacząć czynić kroki, aby to zrealizować, jednak około roku temu nagle wpadła mi do głowy myśl, że skoro mam agorafobię, to możliwe, że nie będę mógł tam pojechać, bo lęk przed podróżowaniem jest jednym z objawów i może się pojawić, gdy będę tak daleko, a wtedy nie miałbym co zrobić itp., itd. Wtedy zacząłem się nakręcać, czytałem w Internecie różne historie na temat lęku przed dalekimi wyjazdami, szukałem wiadomości. Im więcej o tym myślałem, tym gorzej się czułem, aż teraz czuję, że nie dałbym chyba rady pojechać samemu tak daleko. Chociaż oczywiście pewności mieć nie mogę, a nie wiem, jak to sprawdzić (oczywiście inaczej niż pojechać gdzieś). Nie wiem, skąd tak nagle pojawiła się u mnie ta myśl, bo nigdy wcześniej nie miałem problemów z wyjazdami. Fakt, że nie tak daleko i nie sam, ale byłem 3 razy kilka tysięcy kilometrów od domu i przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym czuć przed tym strach. Ironią losu jest trochę to, że ostatnio pojawiła się możliwość wyjazdu na wymianę ze studiów i teraz nie wiem, co zrobić. Z jednej strony jest szansa, że tej fobii w ogóle nie mam i ten strach to tylko efekt nakręcania oraz tego, że bardzo chciałem tego wyjazdu i sam zacząłem szukać problemów (w niektórych przypadkach tak mam). Z drugiej jednak strony możliwe jest, że faktycznie pojawił się u mnie objaw agorafobii i teraz mogę mieć problemy z wyjazdem tak daleko, a wtedy nie będę miał niestety drogi odwrotu. Wiadomo, nawet jeśli nie byłby to wyjazd na studia i nie musiałbym tam spędzić kilku miesięcy, to nie tak łatwo byłoby wrócić z innego kontynentu. A fakt, że będę tam musiał spędzić kilka miesięcy, bo inaczej nie zaliczę roku, jest trochę dobijający. Z jednej strony taka szansa się nie powtórzy, z drugiej jednak może pojawić się lęk, i co wtedy? Czy prawdopodobne jest, że nabyłem fobię przed podróżowaniem, będąc w domu, bez kontaktu z tym czynnikiem, który ma wywołać fobię, czyli dalekim wyjazdem? Czy prawdopodobne jest, że nagle po kilku latach tylko z jednym objawem agorafobii nagle zaczął się u mnie rozwijać inny, mimo iż wcześniej nie występował? Co uważa Pan/Pani za najbardziej prawdopodobne, no i co zalecił/a by Pan/Pani mi zrobić? Zaryzykować wyjazd czy nie? Jeśli tak, to co może mi pomóc w tym wyjeździe? Jakieś tabletki od psychiatry na wszelki wypadek? Czytałem trochę o różnych rodzajach terapii, np. poznawczo-behawioralnej i że jest dosyć szybka, ale jednak mam za mało czasu. Z drugiej strony jednak, nie wiem, czy mam co leczyć, nie wiem, jakie będą/mogłyby być objawy, bo nigdy jeszcze tego nie doświadczyłem. Nie mam obecnie kontaktu z psychiatrą, dlatego piszę tutaj. Sytuacja z boku może się wydawać trochę dziwna, nie wiem, czy czytelnie to opisuję, ale dla mnie to naprawdę poważny dylemat. Prosiłbym o poradę. Zależy mi, aby korzystając z Pani/Pana doświadczenia, podał/a Pan/Pani najbardziej prawdopodobny scenariusz tego, co będzie się ze mną działo podczas wyjazdu i czy Pani/Pana zdaniem możliwe jest, że ten lęk, skoro obawiam się tego w domu, pojawi się, czy raczej to tylko myśli, które nie będą miały przełożenia w rzeczywistości. Dodam tylko tak na marginesie, bo zapomniałem napisać, nie wiem, czy to istotne, ale niektórzy znajomi mówią, że to może mieć znaczenie, iż mam także lęk wysokości i trochę boję się latać samolotem (leciałem 2 razy w życiu, wtedy tylko lekki niepokój na początku, ale nic szczególnego się nie działo, jednak nadal czuję przed tym obawę). Gdy myślę o dalekim wyjeździe, akurat przelot wydaje się najmniejszym problem, zawsze można wziąć jakąś tabletkę, w końcu to tylko kilka godzin. Przepraszam za mało fachowy język, ale nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Liczę na pomoc. Pozdrawiam!

Szybkie bicie serca i uczucie ciężkości na szyi a nerwica

Mam 38 lat, od półtora roku dzieje się ze mną coś dziwnego, mam jakieś dziwne stany, chyba lękowe. Jest mi niedobrze, szybciej bije serce, takie uczucie ciężkości na szyi, uczucie, jakbym miał zaraz stracić przytomność. Częste ataki mam, jak przychodzi...

Mam 38 lat, od półtora roku dzieje się ze mną coś dziwnego, mam jakieś dziwne stany, chyba lękowe. Jest mi niedobrze, szybciej bije serce, takie uczucie ciężkości na szyi, uczucie, jakbym miał zaraz stracić przytomność. Częste ataki mam, jak przychodzi pora do zasypiania i leżę już w łóżku, a najgorsze objawy są, kiedy już zasnę i po godzinie przebudzę się. Wtedy serce wali mi jak oszalałe, jest mi słabo, biorę coś na uspokojenie. Muszę wstać, pójść do toalety, oddać mocz, obmyję się zimną wodą i po jakimś czasie przechodzi. Od jakiegoś czasu mierzę ciśnienie krwi i przeważnie jest dobrze, między 120-130/75-88, a czasem jak mnie to dopada, to 145/92. Choruję na dnę moczanową i zażywam M***, robiłem badania pod tym kątem, czyli kwasu moczowego, moczu, morfologii - wszystko w porządku, EKG wyszło także dobrze, cholesterol w normie.

Mój lekarz rodzinny twierdzi, że mam nadciśnienie, przepisał mi tabletki N*** i kazał zażywać po pół tabletki wieczorem. Nie wiem, czy tabletki mi pomagają, dalej mam te napady, ostatnio coraz częściej mi się zdarza przebudzić w nocy z dziwnym odczuciem głowy, jakby zaraz miało w niej coś pęknąć. Sam do siebie coś mówię, z tego co pamiętam, mówię, co mam robić, żeby to coś mi nie pękło, wstaję, idę do kuchni, chwilę się pokręcę i przechodzi... Jestem osobą, która nie pali, raz na tydzień coś tam się wypije, nie mam problemu ze sportem, z wysiłkiem, mogę pobiegać, pograć w piłkę, nic wtedy mi nie dolega, mam 182 cm wzrostu, 92 kg. Moi rodzice leczą się na nadciśnienie, ojciec jest po przebytym udarze mózgu, boję się, że mnie to także czeka. Pozdrawiam i proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nagłe wystąpienie nerwicy lękowej - czy należy wracać do pracy?

Mój partner całe życie silny fizycznie i umysłowo (52 lata) w jednym momencie się rozłożył na małe cząsteczki, cały czas leży. W ogóle mu się nie chce ani wstać, ani jeść. Ma lęki itp. Byliśmy u psychiatry, bierze leki. Jest...

Mój partner całe życie silny fizycznie i umysłowo (52 lata) w jednym momencie się rozłożył na małe cząsteczki, cały czas leży. W ogóle mu się nie chce ani wstać, ani jeść. Ma lęki itp. Byliśmy u psychiatry, bierze leki. Jest na zwolnieniu w tej chwili, ale 26.06.2011 ma iść do pracy. Teraz histeryzuje, że sobie nie poradzi, że nic nie pamięta. Nie chce za bardzo jeść. W ogóle nic nie chce, cały czas leży, nie chce nawet do mnie się odzywać. Ma od czasu do czasu drgawki nerwowe. Powiedzcie czy lepiej, żeby poszedł do pracy, czy prosić o dalsze zwolnienie? Co radzicie? Ja naprawdę nie wiem co mam robić, to jest straszna choroba? W ciągu dnia bierze - 1 tabletkę P*** na noc bierze - H*** VP.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nerwica czy coś poważniejszego?

Witam serdecznie! Zacznę od tego, że moje problemy zaczęły się już w młodym dzieciństwie - zaburzenia hipochondryczne. Poszedłem wtedy do psychologa z rodzicami i dostałem leki, - przeszło. Przez długi czas było okej. No właśnie - do czasu, aż zostałem...

Witam serdecznie! Zacznę od tego, że moje problemy zaczęły się już w młodym dzieciństwie - zaburzenia hipochondryczne. Poszedłem wtedy do psychologa z rodzicami i dostałem leki, - przeszło. Przez długi czas było okej. No właśnie - do czasu, aż zostałem uderzony kolanem w głowę (przypadkowo podczas grania w piłkę). Nie straciłem przytomności, poczułem tylko jakby impuls przechodzący po kręgosłupie, ale zacząłem sobie wkręcać znowu różne rzeczy. Ciągłe myślenie, czy nie odczuwam właśnie jakichś objawów, wynikających z tego zdarzenia, tj. zawrotów głowy itp. No i długo nie było trzeba czekać, po jakimś miesiącu, dwóch zaczęły się nieprzyjemności. Uczucie odpływania (nigdy nie zdarzyło mi się faktycznie stracić przytomność), uczucie umierania. Obecnie jestem w takim stanie, że ciężko mi funkcjonować. W lecie pocę się niemiłosiernie, w zimie często wietrze pokój, bo mi gorąco. Chroniczne zawroty głowy, gorące uszy i twarz (rozpalenie) szczególnie późnym wieczorem, to u mnie normalność. Dodatkowo również uciążliwe drganie mięśni. Często wieczorami również łapię się na tym, że mam strasznie napięte mięśnie twarzy, gdy próbuje się rozluźnić, to mam takie dziwne odczucia zakręcenia. Najgorsze jest to, że nie mogę już normalnie funkcjonować - cały czas myślę o tym, jak się czuję, pierwszą myślą po przebudzeniu jest właśnie to, jak się czuję. Z rana jest w miarę okej, ale w trakcie upływu dnia jest coraz gorzej. Wyjście w upalną pogodę, w jakąś dłuższą trasę, to męczarnia, zaraz odczuwam potężne osłabienie, zawroty głowy, dekoncentrację, nie mogę się skupić na tym, co ktoś do mnie mówi, jak to miało miejsce parę lat temu. Robiłem podstawowe badania krwi i wszystko w normie, badania tarczycy w porządku. Dodam jeszcze, że po alkoholu, gdy wypiję ze 2 piwa to czuję się dużo lepiej. Przy większych ilościach alkoholu zupełnie przechodzą mi te wszystkie objawy (nie nadużywam jakoś specjalnie przez to alkoholu), ale na następny dzień odczuwam wszystkie możliwe objawy kaca jakie tylko mogą być, wręcz oczekuję kiedy w końcu zejdę z tego świata i aż dziw bierze, że to jeszcze nie nastąpiło, biorąc pod uwagę te wszystkie symptomy. Bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Siedmiolatek z przymusem duszenia kogoś - czy należy udać się do lekarza?

Witam! Mój siedmioletni synek powiedział mi dziś z płaczem, że ma często napady przymusu uduszenia każdego, kto jest obok niego. Nawet mnie w tamtym momencie. Powiedział, że próbował dusić zabawki, ale to nie pomogło. Pomaga mu trochę spokojne oddychanie. Płakał,...

Witam! Mój siedmioletni synek powiedział mi dziś z płaczem, że ma często napady przymusu uduszenia każdego, kto jest obok niego. Nawet mnie w tamtym momencie. Powiedział, że próbował dusić zabawki, ale to nie pomogło. Pomaga mu trochę spokojne oddychanie. Płakał, że nie chce nigdy już czegoś takiego przeżywać. Widzę, że cierpi. Martwi się, że może komuś zrobić krzywdę. Ma dwóch młodszych braci. Prosił mnie, żeby pójść do lekarza i żebym mu powiedziała, czy to normalne. Jesteśmy z mężem w szoku. On jest bardzo rozwinięty intelektualnie, ale jego dojrzałość emocjonalna za tym nie nadąża. Dodam, że miał ciężki rok w szkolnej zerówce, "szkołę życia", z prywatnego przedszkola wszedł w świat przekleństw i agresji. Sama przypłaciłam to załamaniem nerwowym. Poza tym niedawno się przeprowadziliśmy, co było dużym stresem dla całej rodziny. W tym roku zaczął interesować się filmami i grami, w których jest forma agresji, np. Gwiezdnymi Wojnami. Wcześniej bał się nawet filmów Disney'a. Z innych ewentualnych objawów zauważyłam tyko, że zaczął bać się owadów, na dworze co pół minuty mnie pyta, czy nie ma czegoś na plecach. Czy jest to wynik stresu, czy powinniśmy iść do lekarza? Będę wdzięczna za odpowiedz.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Mam poszarpane nerwy - jak się uspokoić i nie brać wszystkiego do siebie?

Mam rozszarpane nerwy, jak nie uda się coś, chodzi o pracę. W domu jak coś wyjdzie nie tak potrafię dać sobie rozgrzeszenie, ale jak coś w pracy pójdzie źle - nie śpię, nie jem, chodzę w kółko po domu. Przykład:...

Mam rozszarpane nerwy, jak nie uda się coś, chodzi o pracę. W domu jak coś wyjdzie nie tak potrafię dać sobie rozgrzeszenie, ale jak coś w pracy pójdzie źle - nie śpię, nie jem, chodzę w kółko po domu. Przykład: przyjmuję maila i wyraźnie jest napisane - złożyć wydruki do teczki, a ja machnęłam z marginesem, nie zrozumiałam polecenia i potem nerwy. Jaka jest na to rada? Czytać tekst, ale jak poradzić sobie po? Kilka setek w kosz, ale jak ja to przezywam, jakby ktoś mi umarł. Można to porównać, a jak ktoś bliski umrze to nie wiem jak zareaguję, może sfiksuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to może być wynik nerwicy?

Witam! W poprzednim roku została u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe z napadami paniki. Dokuczały mi wtedy głównie objawy somatyczne typu: silne duszności, ból w klatce piersiowej oraz silny lęk przed uduszeniem się. Po wykonaniu serii badań, morfologii (w normie),...

Witam! W poprzednim roku została u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe z napadami paniki. Dokuczały mi wtedy głównie objawy somatyczne typu: silne duszności, ból w klatce piersiowej oraz silny lęk przed uduszeniem się. Po wykonaniu serii badań, morfologii (w normie), spirometrii (objętość płuc bardzo dobra), oraz rtg płuc (bez zmian). Od bieżącego roku towarzyszą mi inne objawy typu: - nudności, - ciągłe odbijanie się, - zawroty głowy, - bóle głowy, - częsta biegunka, - bóle żołądka, - zawroty głowy, - lęk przed wymiotowaniem (paniczny lęk przed wymiotowaniem). Ostatnio byłam na konsultacji neurologicznej, lekarz nic szczególnego mi nie powiedział, dał jedynie skierowania na dalsze badania: usg tętnic dogłowowych (które niestety nie mogę mieć przeprowadzonych, nie mam 17 lat, w poradni powiedzieli, że mogą one być od 18 lat) oraz rtg odcinka szyjnego, które będę mieć robione w lipcu. Czy mogą to być objawy refluksu? Dodam, że mam zazwyczaj niskie ciśnienie. Badania typu gastroskopia oraz innych inwazyjnych bardzo boję się przeprowadzać. Czy istnieją jakieś inne badania, które mogłabym przeprowadzić w celu zdiagnozowania co mi dolega? U internisty byłam, stwierdził, że da mi skierowanie na badanie gastroskopię. Odmówiłam. Proszę o pomoc. Z góry dziękuję! Pozdrawiam

Duszności u 7-latki - jakie badania wykonać?

Proszę o poradę. Dziewczynka 7-letnia, od 2 miesięcy ma ataki duszności wieczorem. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Od ok. pół roku mówi, że jest jej niedobrze (wieczorami). Teraz ma nagłe ataki duszności (mówi, że nie może oddychać -...

Proszę o poradę. Dziewczynka 7-letnia, od 2 miesięcy ma ataki duszności wieczorem. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Od ok. pół roku mówi, że jest jej niedobrze (wieczorami). Teraz ma nagłe ataki duszności (mówi, że nie może oddychać - pokazuje na szyję, nieraz okolice serca lub brzuch), że jest jej niedobrze, robi jej się zimno, trzęsie się, mówi, że kręci się jej w głowie, wpada w panikę, boi się, że umiera, płacze, wszystko to jeszcze przed położeniem się do łóżka (w domu panuje atmosfera spokoju i wyciszenia - jesteśmy szczęśliwą rodziną). Lekarz wstępnie zdiagnozował glistę (bez badań) i przepisał lek P***, który mała zażyła (tydzień temu), ale objawy nie ustąpiły. W ciągu dnia jest bardzo żywa, dużo przebywa na dworze, ma dużo siły. Jest bardzo wrażliwa - od urodzenia, obraża się często, myśli, że inni się z niej śmieją, boi się chorób i śmierci. Panicznie bała się przedszkola, ostatnie 2 miesiące nie chodziła. W nocy zgrzyta zębami. Dodam jeszcze, że jest chuda, 128 cm i 20 kg. W ciągu dnia okaz zdrowia, a wieczorami... Boję się już każdego wieczora. Jakie badania wykonać, co to może być?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czy to normalne, że przy nerwicy lękowej odczuwam paniczny lęk i źle czuję się we własnym ciele?

  Witam! Mam 21 lat. Jestem kobietą. Od wczesnego dzieciństwa zmagam się z różnymi symptomami nerwicy. Mniej więcej 2 lata temu przybrała ona formę lęku napadowego. Przyjmowałam leki, które pomogły mi wrócić do normalności. Obecnie znów zmagam się nasileniem...

  Witam! Mam 21 lat. Jestem kobietą. Od wczesnego dzieciństwa zmagam się z różnymi symptomami nerwicy. Mniej więcej 2 lata temu przybrała ona formę lęku napadowego. Przyjmowałam leki, które pomogły mi wrócić do normalności. Obecnie znów zmagam się nasileniem objawów mej przypadłości. Od ponad tygodnia przyjmuję A*** i doraźnie L***. Jednakże tym, co najbardziej spędza mi sen z powiek, jest pewne uczucie, które towarzyszy mi podczas ataków. A zatem: bywa, że czuję się po prostu tak, jakby było mi bardzo "źle" we własnym ciele. Jakbym miała za chwilę nie wytrzymać, zwariować, sama nie wiem... Jest to pewien szczególny rodzaj "dyskomfortu", za którym natychmiastowo podąża panika, chęć "ucieczki", jak i objawy somatyczne. Chwila obecna zdaje mi się przesłaniać cały świat. Czuję się beznadziejnie, strasznie; boję się, a na myśl o kimś bliskim, o dniu jutrzejszym dostaję tylko kolejnego uczucia "katastrofy". Jednak najgorsze, a zarazem "napędzające" lęk, jest wrażenie/obawa przed tym, aby ten stan nie pozostał już na zawsze, że nawet śmierć nie mogłaby przynieść mi ulgi (choć nie myślę o samobójstwie, wręcz przeciwnie). Myśl o nieprzemijalności tego doznania jest chyba najgorsza. Zastanawiam się czy to co czuję to tylko jeden z wielu odcieni lęku, czy może coś więcej... Dodatkowym problemem jest moja wyjątkowo zaawansowana hipochondria, która (jak przypuszczam) podsuwa mi myśli o "beznadziejności" i "wyjątkowości" mego przypadku: nikt tak naprawdę nie wie, co mi jest. Mało tego, nigdy jeszcze nauka nie miała do czynienia z podobnymi objawami. Czyli w skrócie: Nie ma dla mnie ratunku. Znalazłam się w pułapce. Starałam się opowiedzieć o moich doznaniach lekarzowi psychiatrze, który mnie prowadzi, ale nie wydał się nimi zaniepokojony, mnie jednak dalej prześladują różne myśli. Dlatego też chciałam uzyskać odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście powinnam czuć się zaniepokojona. Z góry dziękuję za odpowiedź.

Dziwne zachowania - czy to może być nerwica?

Witam! Od jakiegoś czasu męczy mnie przymus zadawania bezsensownych, wyrwanych z kontekstu pytań, niekiedy po kilka razy pod rząd, np. do męża: „jak się masz?", „co mi powiesz?”, „jak się czujesz”, „czy kupisz mi pierścionek z brylantem”. Robię to niejako...

Witam! Od jakiegoś czasu męczy mnie przymus zadawania bezsensownych, wyrwanych z kontekstu pytań, niekiedy po kilka razy pod rząd, np. do męża: „jak się masz?", „co mi powiesz?”, „jak się czujesz”, „czy kupisz mi pierścionek z brylantem”. Robię to niejako automatycznie, bez oczekiwania na odpowiedź. Mój mąż irytuje się coraz bardziej. Przestałam oglądać wiadomości, bo wszystkie możliwe katastrofy (samochodowe, lotnicze itp.), zwłaszcza z udziałem dzieci, przeżywam potem po kilka dni lub tygodni, przy czym ze szczegółami sobie odtwarzam czarny scenariusz i wyobrażam, jak czułabym się jako rodzic, który traci dziecko. Na przykład pamiętam, że w jakiejś katastrofie lotniczej zginęło jedno niemowlę i tworzę sobie z tego całą historię. Często atakują mnie jakieś dziwne wyobrażenia, że jestem w sytuacji, w której muszę wybrać jedno z moich dzieci do uratowania i nie wiem, które wybrać i panikuję. Nie chcę o tym myśleć, ale i tak te myśli mnie atakują. Mieszkam na 9. piętrze, więc często pojawia się motyw pożaru i rozmyślania - co ja bym wtedy zrobiła. Do tego doszła obsesja na punkcie sprawdzania w nocy, czy dzieci oddychają, wyłączania wszystkiego z prądu, zakręcania kurków z gazem. Wieczorem chodzę po kilka razy do kuchni i sprawdzam, czy wszystko wyłączone i mimo że widzę, że wyłączone, nie mogę odejść i muszę sobie kilka, kilkanaście razy powtórzyć sama do siebie, że wyłączone. A i tak za chwilę wrócę i jeszcze raz sprawdzę. Ostatnio doszło do tego wyłączanie listwy od komputera i jakieś głupie wyobrażenia, że jak nie wyłączę, będzie spięcie i pożar. Denerwuje mnie ta moja dziwna skłonność i niepokoi, bo boję się, że takie rozmyślania w końcu jakąś tragedię sprowadzą. Kiedyś tak z niepokojem wyobrażałam sobie, że nagle odchodzi moja Mama, z którą miałam bardzo bliski i dobry kontakt, i rzeczywiście nagle niespodziewanie tak się stało. Czy to może być jakaś nerwica, depresja? Da się coś z tym zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mogę nawet dojeżdżać do pracy, co mi się stało?

Witam! Około 2 miesiące temu, jadąc do pracy autobusem mało zabrakło i bym w nim zemdlała. Miałam takie jakby uderzenie gorąca, mroczki przed oczami, ręce mi mrowiły i było mi słabo. Wysiadłam i jeszcze myśląc wezwałam pogotowie. W szpitalu badania...

Witam! Około 2 miesiące temu, jadąc do pracy autobusem mało zabrakło i bym w nim zemdlała. Miałam takie jakby uderzenie gorąca, mroczki przed oczami, ręce mi mrowiły i było mi słabo. Wysiadłam i jeszcze myśląc wezwałam pogotowie. W szpitalu badania wyszły ok, dali mi kroplówkę z glukozą, potem jeszcze z sodem, magnezem i chyba potasem. Jednak od tamtego momentu boję się jechać do pracy, do miasta. W ogóle czasami boję się wyjść z domu. Byłam u neurologa-psychiatry, który stwierdził u mnie nerwice lękową (boję się wsiąść do autobusu) i przepisał C*** (wg mnie on na mnie nie działa; jem go już chyba 6 tygodni i dalej nie jeżdżę autobusem). Byłam nawet u kardiologa, ale ten stwierdził u mnie tylko kołatanie serca i skoki tętna, ale jak stwierdził po EKG to na tle nerwowym. Przepisał mi B*** 5, potas raz na 3 dni i krople M*** w razie napadów duszności, uderzeń gorąca. Jednym słowem siedzę w domu już prawie 2 miesiące, jedynie gdzie wychodzę, to do rodziców (300 m), a jak sobie pomyślę, że mam jechać autobusem w stronę centrum miasta lub nawet na rowerze, to się mi cuda dzieją (ścisk w gardle, robi mi się niedobrze, boję się, kołatanie serca). Po miesiącu takiego życia wróciłam do pracy, dokładnie na jeden dzień, ponieważ 8 godzinne siedzenie w pracy jest dla mnie koszmarem. Za każdym razem boję się, że stanie się to samo co w autobusie. Proszę o pomoc, bo nikt mnie nie rozumie, a ja nie chcę się bać wyjść z domu. Muszę pracować, bo mam małe dziecko. Ja chcę pracować, tylko cały czas się boję wyjść dalej od domu. Ja mam dopiero 28 lat i boję się autobusu. Czy ja już zwariowałam?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Dr Dominika Farley
Dr Dominika Farley
Mgr Anna Ingarden
Mgr Anna Ingarden
Patronaty