Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Jak walczyć z natrętnymi myślami, że zrobię synkowi krzywdę?

Mam 5-letniego synka, którego kocham nad życie. Ostatnio zaczęły mnie nachodzić dziwne myśli, że mogę zrobić mu krzywdę, pojawiają się dziwne obrazy, których nie mogę powstrzymać. Już sobie z tym nie radzę. Boję się, że mogę przez to zwariować i...

Mam 5-letniego synka, którego kocham nad życie. Ostatnio zaczęły mnie nachodzić dziwne myśli, że mogę zrobić mu krzywdę, pojawiają się dziwne obrazy, których nie mogę powstrzymać. Już sobie z tym nie radzę. Boję się, że mogę przez to zwariować i stracić nad sobą kontrolę. Strasznie boję się tych myśli, chodzę cały czas przygnębiona, nie mam na nic siły. Co mam robić, bo już nie daję sobie z tym rady.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Wygląd fizyczny - wstyd za partnera

Witam. Od dwóch lat mam partnera, z którym mieszkam prawie rok. Kiedy go poznałam wydawało mi się, że jest mi przeznaczony, bo takich cech oczekiwałam od faceta: spokój, wrażliwość, czułość. Niestety jeśli chodzi o wygląd, nie był w moim typie,...

Witam. Od dwóch lat mam partnera, z którym mieszkam prawie rok. Kiedy go poznałam wydawało mi się, że jest mi przeznaczony, bo takich cech oczekiwałam od faceta: spokój, wrażliwość, czułość. Niestety jeśli chodzi o wygląd, nie był w moim typie, ale szybko się przekonałam, że nie to jest najważniejsze, bo on ma być dla mnie, a nie dla innych. Skrzętnie ukrywałam go w domu, nie poznawałam z rodziną, przyjaciółmi. Było nam dobrze, tylko we dwójkę. Jak zamieszkaliśmy ze sobą, wszystko było w jak najlepszym porządku. Poczułam się szczęśliwa. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas, gotować, oglądać tv. Ale niestety zaczęło mi doskwierać to, że jesteśmy już ze sobą tyle czasu, a nikt go nie zna - ani rodzina, ani znajomi. Jak pomyślę o jakimkolwiek spotkaniu, paraliżuje mnie strach. Boję się, że ktoś go źle osądzi. Jeśli chodzi o rodzinę, to boję się głównie o wygląd - zawsze istniał tam wzorzec wysokiego, przystojnego faceta, o typowo męskich cechach, a mój partner wygląda jeszcze jak chłopiec, niski, skromny blondyn. Jeśli chodzi o znajomych - głównie o charakter, bo moi przyjaciele są głośni, wygadani, kłótliwi, a mój partner taki cichy, nieśmiały. Wstydzę się z nim pokazać, a ten wstyd jest bardzo męczący i napawa mnie strachem. Nawet jak wychodzimy gdzieś na spacer, to jakoś nie do końca dobrze się z nim czuję. Ciągle konfrontuję nasz wygląd z innymi parami. Mam dziwny dyskomfort psychiczny, czego w ogóle nie mam razem z nim w domu. I obawiam się, żeby tylko nie spotkać nikogo znajomego. Przez to nasuwają mi się wątpliwości co do sensu tego związku. Ale jak pomyślę o rozstaniu, to wydaje mi się to takie głupie, bo przecież dobrze nam razem. Chyba tego nie chcę :( Zastanawiam się, czy problem jest w moim uczuciu wobec niego czy problem gdzieś tkwi w mojej psychice, zakorzenionych schematach, które przesłaniają mi odpowiednie postrzeganie świata. Jeśli to pierwsze - to pewnie nic poza rozstaniem nie pomoże, jeśli to drugie - proszę powiedzieć jak mogę to przepracować. Bardzo proszę o sensowną poradę, bo gubię się w tym, zaczyna mi to przeszkadzać, przez to nie potrafię cieszyć się życiem i go wykorzystywać. Często płaczę jak skądś wracamy. Mam dwadzieścia parę lat, a zachowuję się jak emeryt - siedząc ciągle w domu przed tv, bez żadnej pasji, rozrywki.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy jest to nerwica lękowa?

Witam! Obecnie mam 22 lata. Należę od osób transseksualnych. Jestem w trakcie zmiany płci z kobiety na mężczyznę. Od 15 roku życia cierpię na depresję - ciężko mi dokładnie sprecyzować od kiedy, ale wydaje mi się, że od tego okresu....

Witam! Obecnie mam 22 lata. Należę od osób transseksualnych. Jestem w trakcie zmiany płci z kobiety na mężczyznę. Od 15 roku życia cierpię na depresję - ciężko mi dokładnie sprecyzować od kiedy, ale wydaje mi się, że od tego okresu. Mam wsparcie w rodzinie. Jednak moje życie nigdy łatwe nie było. W domu często dochodziło do kłótni między rodzicami. Chyba jak miałem 13 lat to się rozwiedli. Z tego co pamiętam to ja i moja siostra namawialiśmy mamę na taki krok, bo z ojcem nie dało się wytrzymywać. Straszny choleryk z niego był, kłótnie o byle co. Jednak nie wydaje mi się by rozwód jakoś źle na mnie wpłynął. W wieku 15 lat moja mama wraz z siostrą dowiedziały się o mojej przypadłości, że czuję się chłopcem, a nie dziewczynką. Bardzo się bałem im o tym powiedzieć, ale zaakceptowały mnie. Muszę wspomnieć, że w tym czasie moja mama również cierpiała na depresję i chyba miała załamanie nerwowe przez ojca. Bała się sama wychodzić z domu przez jakiś czas. Także byłem obciążony i swoją depresją i mojej mamy. Ważna jest też kwestia tego, że ona od zawsze była bardzo troskliwa, obchodziła się ze mną jak z jajkiem (winą jest to, że od najmłodszych lat ciężko chorowałem i kilka razy uniknąłem śmierci, ja jednak tamtych czasów nie pamiętam). Od końca szkoły podstawowej miałem problemy w szkole. Gimnazjum zaliczałem na szybko, ledwo zdając z klasy do klasy. Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów. Tak samo było w liceum, jednak 2 klasę powtarzałem. Stany depresyjne brały górę. Unikałem psychologów, bo mi nie pomagali. W 2 klasie straciłem też przyjaciółkę, zmarła z winy pęknięcia tętniaka. Bardzo to przeżyłem. Jednak pozbierałem się jakoś. Zdałem maturę, jednak z trudnościami. W trakcie jednego z egzaminów zaczęły się krótkie napady paniki, musiałem wychodzić z sali z nauczycielem, bo nie mogłem usiedzieć w ławce. Tłumaczyłem to jednak stresem związanym z maturą. Tak więc po maturze było niby wszystko ok. Musze też wspomnieć, iż odkąd moje sprawy związane ze zmianą płci się przeciągały, w sumie w nieskończoność, zaczęły się wybuchy agresji z mojej strony. Stałem się bardzo nerwowy. Wszystko mnie irytowało. Tuż po maturze, nie wiem, miesiąc? Miałem jechać do Gdańska na koncert z którego się bardzo cieszyłem, bo wygrałem w konkursie bilety na koncert. Już byłem w drodze, gdy nagle zrobiło mi się słabo, musiałem wyjść z autobusu. Nie wiem, nie umiem nawet tego opisać co się wtedy ze mną stało. Gdy wysiadłem z autobusu (całe szczęście nie byłem sam) po kilku chwilach, strasznie rozbolał mnie brzuch i skończyło się to biegunką. Nigdy nie miałem takiego ataku. Całe szczęście znalazłem toaletę. Ale cały czas towarzyszył mi jakiś nerw. Koniecznie chciałem wrócić do domu. Nie wiem, towarzyszył mi jakiś lęk? Nie umiem tego opisać. Po za tym, minęło już trochę czasu bo działo się to w 2009 roku. Po tym dniu byłem strasznie rozwalony, przez nie wiem, dwa, trzy tygodnie. Nie wychodziłem z domu. Płakałem. Mówiłem, że już mam dość wszystkiego. Straszna rezygnacja. Byłem przybity. Zmęczony wszystkim. Jednak powiedziałem sobie któregoś dnia: nie, nie dam się. I zacząłem z tym walczyć, wychodzić z domu (przez chwilę bałem się sam jeździć autobusami, kojarzyło mi się to z tym dniem, gdy doszło do tego pierwszego ataku). Jednak z czasem to minęło. Ale po tym przeżyciu z biegunką, miałem (nie wiem jak to nazwać, ale nazwę to potocznie) nerwicą natręctw. Musiałem najpierw iść do toalety i wysiedzieć swoje. Jeśli się nie udało, miałem poza domem lekki stres. Tłumaczyłem to tym, że przestraszyłem się tamtego dnia. I tak minął rok. Moje sprawy trochę ruszyły do przodu. Z przyczyn finansowych ciągle wszystko stało w miejscu. Jednak w 2009 roku zacząłem terapię hormonalną, szczęśliwy. Rok minął i w 2010 w październiku miałem pierwszą operację. Również bardzo mnie to uszczęśliwiło. Muszę również wspomnieć, że od jakiś 3-4 lat wycofałem się trochę z życia towarzyskiego. Winą jest też moja znajomość z moją przyjaciółką. Nie chciała nigdzie chodzić ani do kina, ani na wystawy itp. Kiedyś byłem (mimo swojego transseksualizmu) pogodnym, towarzyskim człowiekiem. Obecnie stałem się temu przeciwieństwem, wydaje mi się, że to z przyczyn depresji. Mam całą masę kompleksów. Niską samoocenę. Po maturze możnaby rzec, że cały czas w domu siedzę. Wszystko mnie zaczęło frustrować, moja sytuacja finansowa, że jestem transseksualistą, czuję się gorszy od wszystkich. I w tym roku, dokładnie 1 stycznia skończyłem na ostrym dyżurze, zabrało mnie pogotowie. Teraz wiem, że był to ostry napad paniki. Myślałem, że umieram. Dosłownie. Chciałem iść tylko do lekarza. By mnie ratowali. Na pogotowiu powiedzieli, że wszystko ok. Serce zdrowie itp. I tu, po ataku znowu rozsypka totalna. I trwa to do dzisiaj. Pojawiły się stany lękowe. Nie wychodzę sam z domu. Płaczliwość. Agresja. Frustracja. Rezygnacja. Staram się to zwalczać, bo mam plany i chcę żyć. Chcę być znów tym pogodnym facetem, który latał po mieście. Chcę iść na studia. Do pracy. Ale te lęki i te wszystkie negatywne odczucia. W dodatku symptomy fizyczne, czyli że np. serce mi dokucza. Uczucie chodzenia jakby po materacu. Często, gdy teraz zaczynam się denerwować mam dziwne uczucie, jakby odrętwienia karku. Nie wiem co to. Czy to nerwica? Czy to może być schizofrenia? Boję się, że popadłem w jakąś chorobę psychiczną, że zwariowałem. Choć w duchu mam nadzieję, że to załamanie nerwowe i uda mi się z tego wyjść. Stany lękowe moje, potrafią czasem być naprawdę bez sensu, np. że zemdleję, umrę, że coś mi się stanie. Albo np. boję się wyjść na balkon (mieszkam na 10 piętrze), bo obawiam się, że coś mi odwali i zechcę skoczyć. Nie wiem już co mam ze sobą zrobić. Proszę o jakąś poradę. Wspomnę też, że czekam na wizytę u psychologa, bo sam już chyba nie dam rady się z tym uporać. Ogranicza mnie to strasznie. Czuję się uwiązany w domu z tym wszystkim. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób pozbyć się lęku i zacząć szczerze rozmawiać z rodzicami?

Mam ogromny problem, będę świadkiem w sądzie. Sprawa jest dość trudna, bardzo się boję. Nigdy nie byłam w sądzie, ale najbardziej mi trudno z tym, że boję się powiedzieć o tym moim rodzicom. Bardzo ich kocham, liczę się z ich...

Mam ogromny problem, będę świadkiem w sądzie. Sprawa jest dość trudna, bardzo się boję. Nigdy nie byłam w sądzie, ale najbardziej mi trudno z tym, że boję się powiedzieć o tym moim rodzicom. Bardzo ich kocham, liczę się z ich zdaniem, bo oni mnie nie rozumieją są starsi, nigdy nie mieli do czynienia z prawem, z sądami. Nie chciałam być tym świadkiem, na policji mnie przesłuchano w taki sposób, że okropnie mnie zastraszano. Boję się wyjść do wszystkich. Myślę, że najlepszym wyjściem jest skończyć ze sobą, ale trzyma mnie jeszcze przy życiu to, że mam synka i kochanego męża, ale już jestem w takim załamaniu, że sobie nie radzę. Nikt mi nie pomoże, rodzina nie rozumie, mąż nie rozumie, że mogę być załamana, krzyczy na mnie, żebym się wzięła w garść, a ja nie wiem co ze sobą zrobić. Tak mnie przeraża ten sąd, że nie wiem co mam myśleć, a będę tylko świadkiem. Nie chcę by przeze mnie miał ktoś problemy, tak mi przykro i źle. Czym jest moje życie? Niczym, chwilę tylko za mną popłaczą i zapomną, po co im taka matka córka żona, niemądra wręcz głupia, nie chce mi się żyć tyle osób przeze mnie cierpi. Czy ktoś może mnie jeszcze podnieść na duchu, że jest sens życia. Ja wiem, mam rodzinę, choć ze zdrowiem też krucho. Sama po swoim toku myślenia widzę, że nie jest ze mną dobrze. Jest bardzo źle i nie liczę, że ktoś mi odpisze i pomoże. Proszę o radę jak rozmawiać z rodzicami? Mieszkam z nimi, nie wiem jak im to powiedzieć. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Cały czas odczuwam ciało obce w gardle - czy to nerwica?

Wszystko zaczęło się w styczniu, poczułam coś w gardle, a właściwie coś w okolicy prawego migdała,j akby coś tam mi siedziało i ta okropna suchość w gardle. Zgłosiłam się do lekarza, stwierdził powiększenie migdałów, dostałam antybiotyk, ale...

Wszystko zaczęło się w styczniu, poczułam coś w gardle, a właściwie coś w okolicy prawego migdała,j akby coś tam mi siedziało i ta okropna suchość w gardle. Zgłosiłam się do lekarza, stwierdził powiększenie migdałów, dostałam antybiotyk, ale to nie pomogło. W lutym po raz kolejny poszłam do lekarza,powiedział,że on nic nie widzi,ale ja dał kolejny antybiotyk na to ''coś w gardle'',jednak też nie pomogło. Na początku marca zrobiłam wyniki krwi i wszystko wyszło niby dobrze, ale ja dalej coś w tym gardle czułam, więc zgłosiłam się do prywatnego laryngologa,który stwierdził,że nic tam w środku nie ma. Jednak ja dalej coś czuję w tym gardle, jednak od miesiąca nie w okolicy migdała, tylko w gardle, jakby uczucie ciała obcego. Oprócz tego od czasu do czasu czuję kłucie w uszach. Teraz też odczuwam jakieś inne bóle typu jakieś kłucie w łopatkach, bóle w łokciach czy kolanach. Planuję po raz kolejny iść do laryngologa. Cały czas myślę, że coś mi dolega, gdy coś mnie nowego zaboli myślę o kolejnej chorobie. Już nie wiem co robić. Cały czas mi to towarzyszy, jedynie kiedy śpię jest dobrze. Co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Boję się pisać, kiedy ludzie na mnie patrzą - do jakiego specjalisty powinnam sie udać?

Witam! Mój problem polega na tym, że boję się podpisywać i pisać w miejscach publicznych. Jak ktoś na mnie patrzy jak piszę to trzęsie mi się ręka tak bardzo, że nie jestem w stanie nic napisać. Wychodzą mi wtedy straszne...

Witam! Mój problem polega na tym, że boję się podpisywać i pisać w miejscach publicznych. Jak ktoś na mnie patrzy jak piszę to trzęsie mi się ręka tak bardzo, że nie jestem w stanie nic napisać. Wychodzą mi wtedy straszne bazgroły. Bije mi mocno serce i pocę się. Ogólnie czuję strach, jak najszybciej chciałabym uciec. Strasznie się wtedy wstydzę. Jest to dla mnie ogromny problem. Do kogo powinnam iść z tym problemem? Czy to jest fobia?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego jem i wymiotuję oraz wszystko napawa mnie lękiem?

Mam problem, ponieważ jem i wymiotuję. Mam 172 cm wzrostu i ważę około 55-56 kg. Dodam, iż bardzo boję się kontaktów z ludźmi. Chciałabym iść do pracy, lecz nawet nie potrafię zadzwonić. Tygodniami muszę się zmagać z lękiem,...

Mam problem, ponieważ jem i wymiotuję. Mam 172 cm wzrostu i ważę około 55-56 kg. Dodam, iż bardzo boję się kontaktów z ludźmi. Chciałabym iść do pracy, lecz nawet nie potrafię zadzwonić. Tygodniami muszę się zmagać z lękiem, zanim zadzwonię a później nic nie mówiąc odkładam słuchawkę. Boję się dosłownie wszystkiego. Nie odbieram nawet telefonu, gdy nie znam numeru. Zazdroszczę innym ludziom, którzy mi mówią: "Gdybyś chciała to byś mogła, zmienić swoje życie". Nie pójdę do psychologa ponieważ nie potrafię rozmawiać o swoich problemach, nie chcę. Ubieram się byle jak, bo po co skoro ja nie chcę mieć chłopaka? Może i bym chciała, ale jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, po prostu boję się umówić z kimś na randkę. Przecież na niczym się nie znam, nie mam zainteresowań, nic nie potrafię. Kiedyś tak było, że poznałam wspaniałego chłopaka przez GG, ale nie potrafiłam się z nim spotkać, chociaż do dzisiaj bardzo cierpię z tego powodu. Powoli przestaje się odzywać, w końcu mu się nie dziwie. Chciałabym być wolontariuszką, ale jak, skoro trzeba było podać swoje dane kontaktowe i pewnie by dzwonili do mnie, a ja bym i tak nie odebrała. Nie wiem co będzie ze mną dalej, co mam robić? 10-letnie dzieci mają więcej odwagi ode mnie. Studiuję, ale po co, skoro w przyszłości nawet nie zapytam o pracę. Gdyby nie moi rodzice już dawno bym umarła z głodu i nie miała się nawet w co ubrać. Tak więc liczę chociaż na jakąkolwiek poradę przez Internet, ponieważ nie odważę się iść do specjalisty. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja cierpię na anoreksję?

Witam, chciałabym wiedzieć, czy mam anoreksję, cała rodzina mi to wmawia. Mam wiele innych schorzeń, tj. nadczynność tarczycy, silną nerwicę, wrzody żołądka i dwunastnicy, od lat chorowałam na gruźlicę z dziurą w płucach, zapalenie nerek odmiedniczkowe nadal mam....

Witam, chciałabym wiedzieć, czy mam anoreksję, cała rodzina mi to wmawia. Mam wiele innych schorzeń, tj. nadczynność tarczycy, silną nerwicę, wrzody żołądka i dwunastnicy, od lat chorowałam na gruźlicę z dziurą w płucach, zapalenie nerek odmiedniczkowe nadal mam. Jadam często, ale w małych ilościach, jestem bardzo nerwowa, ponieważ musiałam usunąć też wszystkie zęby, dostałam zapalenie okostne i nie mogę jeść, tylko płynne produkty, a mam ochotę już na coś lepszego. Spadłam z wagi bardzo, mam tak silną nerwicę, że jak się zdenerwuję, trzepie mną całą, a w szczególności żołądkiem, że wymiotuję, rodzina uważa, że to anoreksja. Nie zwracam uwagi na kalorie, na swoje ciało, nie odchudzam się, ale jestem wyczerpana, nerwowa, a jak mnie żołądek i dwunastnica dopadnie, to wymiotuję. Żołądek stanął mi motorycznie, nie wydziela enzymów, mam otwarty odźwiernik i ulewa się ze mnie, jak zjem za dużo. Nie mogę jeść smażonego, sosów, dietka nie toleruje mleka, nabiału, sera, mięso drobiowe jedynie, ryby, ale półpłynne.

Mam zapalenie zatoki lewej, czeka mnie zabieg, mam nerwicę lękową, boję się krzyku. Mama krzyczy na mnie i ojczym, że udaję. Wozili mnie do szpitali psychiatrycznych, wszędzie mówili, że to nie tu, ale nadal uważają, że mam anoreksję. Czuję się niekochana, odepchnięta od rodziny, brak mi ich wsparcia i miłości, może marudzę czasem, ale bardzo kocham mamę i potrzebuję jej miłości i ciepła, a nie krzyku, że niedorajda życiowa, kula u nogi. Czasami tracę sens życia, już poszłabym na tę terapię, co mówią, a w poradni dochodząca, gdzie mam się udać. Proszę o radę, nie mam już sił. Często się odwadniam, brak witamin, bo ciągły stres, mają mnie za psychola, ja już głupieję, płaczę. Proszę mamę o miłość i wsparcie, a nie krzyk, aby czasem mnie przytuliła, a nie odpychała, to mnie dobija, woli wnuczkę, jak mnie to boli.

Proszę o ratunek, mimo że mam 40 lat i wzrost 162 cm, ważę 36 kg, ale jem, nie mam żadnych objawów z anoreksji, już małą depresję, bo nie jestem kochana, nie okazują mi miłości, nie chcą jeść ze mną śniadań, obiadów, jadam w kącie i boli to. Mam mieć jakąś dietę. Ugotuję im obiad, siedzę w kącie w kuchni, podam i nikt nie da mi talerza, wnusia przyjedzie, to szykuje dla nich, a mnie jakby nie było i nie mam prawa siedzieć z nimi. Mamie mówię, to krzyk, bo wnusia jej, która życzy mi, żebym zdechła, jestem trupem, brzydzi się, zabiłaby na spaniu. Błagam, pomóżcie mi, gdzie mam się udać, proszę, ratujcie! To nie życie, mam już kompleksy, że jestem zerem, niczym. Pozdrawiam PS Czekam na radę, może jakaś dieta.

W jaki sposób powstrzymać gwałtowne wybuchy złości?

  Mam problem polegający na tym, że nie potrafię kontrolować swoich emocji, w reakcji na problemy jakie mają miejsce w moim związku. Prawie codziennie, lub 2-3 razy w tygodniu, wieczorem kiedy wraca mój partner, dochodzi miedzy nami do jakiegoś spięcia...   Mam problem polegający na tym, że nie potrafię kontrolować swoich emocji, w reakcji na problemy jakie mają miejsce w moim związku. Prawie codziennie, lub 2-3 razy w tygodniu, wieczorem kiedy wraca mój partner, dochodzi miedzy nami do jakiegoś spięcia (głównie na tle komunikacji, zawsze mieliśmy z tym problem, on często zwraca się do mnie ozywając słów, które mnie ranią lub on zrobi coś, co mnie bardzo urazi, lub nie da mi tyle uwagi ile potrzebuję). W wyniku tego spięcia ja obrażam się na niego lub zaczynam się gniewać i zaczynamy się kłócić, a kłótnia prawie zawsze kończy się moją totalną histerią, w trakcie której płaczę, rzucam przedmiotami, pakuje się do wyprowadzki, sięgam po nóż strasząc go, że sobie podetnę żyły, a przede wszystkim naprawdę, w trakcie "szczytu" tej histerii czuję się strasznie, tak bardzo źle, że szczerze życzę sobie wtedy śmierci. Po prostu w tych momentach wydaje mi się niemożliwe rozwiązanie problemów w moim związku, wydaje mi się, że nigdy nie będę z moim chłopakiem tak naprawdę szczęśliwa, że mimo że chcę mieć dzieci, to z nim to nie będzie możliwe (no bo jak zdecydować się na dzieci w takiej atmosferze w domu). I jedynym wyjściem jest tak naprawdę rozstanie a jednocześnie czuję, że nie mam w sobie siły go zostawić i być sama, dopóki kogoś znów poznam. A poza tym wciąż go jednak kocham, mimo wszystko i nie mogę odejść, a jednocześnie nie potrafimy tygodnia jednego mieć bez takich kłótni. Dlatego też, w momentach wybuchu moich emocji jednocześnie doznaję uczucia totalnej beznadziei i naprawdę chcę przestać istnieć. Co ciekawe, w ciągu dnia kiedy on jest w pracy i ja pracuję, czuję się zazwyczaj całkiem dobrze, jedynie problemem jest, że często męczą mnie bóle głowy. Ale za dnia zazwyczaj mam sporo energii do życia, jestem kreatywna, bardzo ceniona w pracy (pracuję jako konsultant dla organizacji pozarządowej zajmującej się pokojem między religiami). Mam kilku bliskich przyjaciół, którzy uważają mnie za radosną dziewczynę, ja wstydzę się zwierzać z moich histerii, bo trudno mi w ogóle to wszystko wytłumaczyć, o co chodzi itp. Potrafię w 2 godziny po wybuchu emocji i impulsywnych zachowaniach, o wszystkim tak jakby "zapomnieć" i śmiać się przy oglądaniu filmów. Rano wstaję i zaczynam życie od nowa, za dnia jestem zdrowym, pełnym optymistycznych planów na przyszłość człowiekiem. Jednak wieczorem wszystko tak łatwo może się zmienić. Myślałam, żeby iść na terapię, ale jednak nie wiem czy mogę się podjąć w tym momencie takiego zobowiązania finansowego. Wydaje mi się ciągle, że nie jest tak źle, że jednak nie muszę. Ale coraz częściej myślę, że powinnam coś zrobić, bo sytuacja się nie polepsza, ale pogarsza i nie potrafię się wyrwać z tego koła. Moje wybuchy mnie wykańczają, tak naprawdę czuję ich konsekwencje wiele dni potem. To nie może tak wiecznie trwać. Co robić?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nagłe wystąpienie nerwicy lękowej - czy należy wracać do pracy?

Mój partner całe życie silny fizycznie i umysłowo (52 lata) w jednym momencie się rozłożył na małe cząsteczki, cały czas leży. W ogóle mu się nie chce ani wstać, ani jeść. Ma lęki itp. Byliśmy u psychiatry, bierze leki. Jest...

Mój partner całe życie silny fizycznie i umysłowo (52 lata) w jednym momencie się rozłożył na małe cząsteczki, cały czas leży. W ogóle mu się nie chce ani wstać, ani jeść. Ma lęki itp. Byliśmy u psychiatry, bierze leki. Jest na zwolnieniu w tej chwili, ale 26.06.2011 ma iść do pracy. Teraz histeryzuje, że sobie nie poradzi, że nic nie pamięta. Nie chce za bardzo jeść. W ogóle nic nie chce, cały czas leży, nie chce nawet do mnie się odzywać. Ma od czasu do czasu drgawki nerwowe. Powiedzcie czy lepiej, żeby poszedł do pracy, czy prosić o dalsze zwolnienie? Co radzicie? Ja naprawdę nie wiem co mam robić, to jest straszna choroba? W ciągu dnia bierze - 1 tabletkę P*** na noc bierze - H*** VP.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Brak koncentracji i nadpobudliwość - czy to są objawy nerwicy?

Witam serdecznie! Mam problem z żoną, otóż często potrafi się denerwować, np. na poczcie pani była niemiła w okienku lub też w sklepie pani ekspedientka miała niemiły głos, to żona od razu się denerwuje, wraca do domu cała nabuzowana i...

Witam serdecznie! Mam problem z żoną, otóż często potrafi się denerwować, np. na poczcie pani była niemiła w okienku lub też w sklepie pani ekspedientka miała niemiły głos, to żona od razu się denerwuje, wraca do domu cała nabuzowana i przekłada to na mnie, wyzwiska, fochy. Często podczas kłótni potrafi upaść na ziemię i wpaść w histerię lub rzucać się na mnie z pazurami na twarz. Zauważyłem też, że podczas rozmowy, gdy żonie coś tłumaczę, ona słucha mnie uważnie, przytakuje i mówi, że mam rację, a za chwilę wraca do tej kwestii i mówi odwrotnie. Gdy ja jej znowu powiem, np.: „ale tego już dawno nie ma”, to mówi: „aha”, „ok”, „to dziwne”, choć wie, że czegoś tam od dawna nie ma. Czy takie braki koncentracji też mogą o tym świadczyć? Często potrafi zdenerwować ją byle co, nie może przez to jeść. Po dłuższym napięciu nerwowym bardzo boli ją serce, dostaje kołatania, czasem było tak, że musieliśmy jechać do szpitala na EKG, niestety wynik nie był najlepszy. W ogóle wydaje mi się, że żona ukrywa przede mną wrodzoną wadę serca, mianowicie ma problem z lewą komorą (arytmia, kołatanie). Czy przez taką wadę mogła powstać nerwica? Przepraszam za mało fachowy język, ale nie znam się na tym zbyt dobrze. Dziękuję za poradę

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Nerwica czy coś poważniejszego?

Witam serdecznie! Zacznę od tego, że moje problemy zaczęły się już w młodym dzieciństwie - zaburzenia hipochondryczne. Poszedłem wtedy do psychologa z rodzicami i dostałem leki, - przeszło. Przez długi czas było okej. No właśnie - do czasu, aż zostałem...

Witam serdecznie! Zacznę od tego, że moje problemy zaczęły się już w młodym dzieciństwie - zaburzenia hipochondryczne. Poszedłem wtedy do psychologa z rodzicami i dostałem leki, - przeszło. Przez długi czas było okej. No właśnie - do czasu, aż zostałem uderzony kolanem w głowę (przypadkowo podczas grania w piłkę). Nie straciłem przytomności, poczułem tylko jakby impuls przechodzący po kręgosłupie, ale zacząłem sobie wkręcać znowu różne rzeczy. Ciągłe myślenie, czy nie odczuwam właśnie jakichś objawów, wynikających z tego zdarzenia, tj. zawrotów głowy itp. No i długo nie było trzeba czekać, po jakimś miesiącu, dwóch zaczęły się nieprzyjemności. Uczucie odpływania (nigdy nie zdarzyło mi się faktycznie stracić przytomność), uczucie umierania. Obecnie jestem w takim stanie, że ciężko mi funkcjonować. W lecie pocę się niemiłosiernie, w zimie często wietrze pokój, bo mi gorąco. Chroniczne zawroty głowy, gorące uszy i twarz (rozpalenie) szczególnie późnym wieczorem, to u mnie normalność. Dodatkowo również uciążliwe drganie mięśni. Często wieczorami również łapię się na tym, że mam strasznie napięte mięśnie twarzy, gdy próbuje się rozluźnić, to mam takie dziwne odczucia zakręcenia. Najgorsze jest to, że nie mogę już normalnie funkcjonować - cały czas myślę o tym, jak się czuję, pierwszą myślą po przebudzeniu jest właśnie to, jak się czuję. Z rana jest w miarę okej, ale w trakcie upływu dnia jest coraz gorzej. Wyjście w upalną pogodę, w jakąś dłuższą trasę, to męczarnia, zaraz odczuwam potężne osłabienie, zawroty głowy, dekoncentrację, nie mogę się skupić na tym, co ktoś do mnie mówi, jak to miało miejsce parę lat temu. Robiłem podstawowe badania krwi i wszystko w normie, badania tarczycy w porządku. Dodam jeszcze, że po alkoholu, gdy wypiję ze 2 piwa to czuję się dużo lepiej. Przy większych ilościach alkoholu zupełnie przechodzą mi te wszystkie objawy (nie nadużywam jakoś specjalnie przez to alkoholu), ale na następny dzień odczuwam wszystkie możliwe objawy kaca jakie tylko mogą być, wręcz oczekuję kiedy w końcu zejdę z tego świata i aż dziw bierze, że to jeszcze nie nastąpiło, biorąc pod uwagę te wszystkie symptomy. Bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Siedmiolatek z przymusem duszenia kogoś - czy należy udać się do lekarza?

Witam! Mój siedmioletni synek powiedział mi dziś z płaczem, że ma często napady przymusu uduszenia każdego, kto jest obok niego. Nawet mnie w tamtym momencie. Powiedział, że próbował dusić zabawki, ale to nie pomogło. Pomaga mu trochę spokojne oddychanie. Płakał,...

Witam! Mój siedmioletni synek powiedział mi dziś z płaczem, że ma często napady przymusu uduszenia każdego, kto jest obok niego. Nawet mnie w tamtym momencie. Powiedział, że próbował dusić zabawki, ale to nie pomogło. Pomaga mu trochę spokojne oddychanie. Płakał, że nie chce nigdy już czegoś takiego przeżywać. Widzę, że cierpi. Martwi się, że może komuś zrobić krzywdę. Ma dwóch młodszych braci. Prosił mnie, żeby pójść do lekarza i żebym mu powiedziała, czy to normalne. Jesteśmy z mężem w szoku. On jest bardzo rozwinięty intelektualnie, ale jego dojrzałość emocjonalna za tym nie nadąża. Dodam, że miał ciężki rok w szkolnej zerówce, "szkołę życia", z prywatnego przedszkola wszedł w świat przekleństw i agresji. Sama przypłaciłam to załamaniem nerwowym. Poza tym niedawno się przeprowadziliśmy, co było dużym stresem dla całej rodziny. W tym roku zaczął interesować się filmami i grami, w których jest forma agresji, np. Gwiezdnymi Wojnami. Wcześniej bał się nawet filmów Disney'a. Z innych ewentualnych objawów zauważyłam tyko, że zaczął bać się owadów, na dworze co pół minuty mnie pyta, czy nie ma czegoś na plecach. Czy jest to wynik stresu, czy powinniśmy iść do lekarza? Będę wdzięczna za odpowiedz.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Choruję na nerwicę lękową - czy mogę sobie jakoś pomóc?

Witam! Mam 18 lat. Dwa lata temu w wakacje nagle źle się poczułam - zawroty głowy, ogromne duszności. Po nieprzespanej nocy zabrano mnie do szpitala, gdzie stwierdzono nerwicę, dostałam leki. Praktycznie cały miesiąc spędziłam w łóżku. Przez zawroty...

Witam! Mam 18 lat. Dwa lata temu w wakacje nagle źle się poczułam - zawroty głowy, ogromne duszności. Po nieprzespanej nocy zabrano mnie do szpitala, gdzie stwierdzono nerwicę, dostałam leki. Praktycznie cały miesiąc spędziłam w łóżku. Przez zawroty głowy nie mogłam chodzić, nie wychodziłam praktycznie z domu. Także razem z rodziną jeździłam do psychiatry, który stwierdził hiperwentylacje - jak dobrze pamiętam i dostałam nowe leki. Pod koniec wakacji samopoczucie troszkę się poprawiło, przynajmniej mogłam spokojnie chodzić do szkoły. Co jakiś czas i tak źle się czułam. Zawsze byłam i jestem dziewczyną pełną energii, otwartą, mającą wielu znajomych i wparcie wśród rodziny. Jak każdy miewałam problemy, lecz dawałam sobie z nimi rade. Każda chwila, w której dobrze się czułam była doceniona moim wielkim uśmiechem. Lecz to wraca tak nagle. Od pewnego czasu objawy znowu się zaostrzyły. Znowu byłam u psychiatry, który odradził mi moje leki, bo działały na mnie otępiająco i dał w zamian delikatniejsze. Chciałabym wiedzieć, czy jest jakiś skuteczny sposób na poradzenie sobie z tym? Bo bardzo mnie to ostatnio przybija.   Czy jest jakiś sposób na zawroty głowy, ucisk w klatce piersiowej, duszności, ucisk w części tylnej szyi (kark), uderzenia gorąca?   Proszę o odpowiedz. Pozdrawiam

Dotyczy: Neurologia Nerwica

Nerwica lękowa - leczenie

Witam serdecznie. Od przeszło 10 lat leczę się z powodu nerwicy lękowej. Wcześniej przyjmowałem seroxat z przerwami. Objawy nerwicy ustały. W 2009 roku zaprzestałem przyjmowania leków, a efekt terapeutyczny trwał jeszcze przez ok pół roku. Po tym czasie stany lękowe...

Witam serdecznie. Od przeszło 10 lat leczę się z powodu nerwicy lękowej. Wcześniej przyjmowałem seroxat z przerwami. Objawy nerwicy ustały. W 2009 roku zaprzestałem przyjmowania leków, a efekt terapeutyczny trwał jeszcze przez ok pół roku. Po tym czasie stany lękowe powróciły. W maju 2010 roku udałem się na psychoterapię behawioralno - poznawaczą. Uczęszczam na nią do dnia dzisiejszego. Ostatnio miałem ok. tygodniowy stan depresyjny. Po wizycie u psychoterapeuty zauważyłem u siebie obecnie trwający okres totalnie pozbawiony lęku. Coś jakby stan hipomanii. Obecnie nie stosuję żadnych leków. Nie wiem czy jest to sukces psychoterapii czy jest to spowodowane nie zdiagnozowaną chorobą afektywną. Faktem jest, że : - śpię bardzo dobrze po ok 10-12 h. - mam apetyt - nie mam natłoku myśli - nie mam nie przemyślanych wydatków - mam wrażenie że mam wszystko pod kontrolą Niepokoi mnie jedynie fakt, że nie mam ani drobiny lęku. Wcześniejsze rzeczy sprawiające mi trudność np. zakupy w hipermarkecie obecnie nie stanowią dla mnie najmniejszego problemu orz dalekie podróże itp. Nie wiem czemu ale obawiam się, że mogę mieć Chad. Czy jest to możliwe ? Czy moje objawy mogą wskazywać na w/w chorobę ? Czy może to być gwałtowny przełom w psychoterapii ? Porszę o opinię

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nerwica depresyjna - czy jest dla mnie jakaś szansa?

Mam 19 lat i olbrzymie problemy ze sobą, ciągnie się za mną masakrycznie niska samoocena, wszystko. Teraz jestem sam i bardzo ciężko mi jest z tym, chociaż i tak uważam, że jestem do niczego, często zastanawiam się nad sensem...

Mam 19 lat i olbrzymie problemy ze sobą, ciągnie się za mną masakrycznie niska samoocena, wszystko. Teraz jestem sam i bardzo ciężko mi jest z tym, chociaż i tak uważam, że jestem do niczego, często zastanawiam się nad sensem własnej egzystencji i często myślę o śmierci, jakby to było jedyne rozwiązanie moich problemów. W rzeczywistości wiem, że to nie jest wyjście, chciałbym się cieszyć życiem, bo jestem młody i wiele przede mną. Doskwiera mi zresztą samotność. Co prawda miałem dziewczynę, ale na krótko i czułem się dosłownie z nią jak śmieć, w porę zauważyłem, że byliśmy razem tylko dlatego, że bała się samotności i skończyłem to. I tak wątpię w znalezienie kogoś, jestem zbyt egoistyczny, zatracony we własnym ja i uważam, że nie jestem przystojny, mam odstające uszy i duży nos, w prawdzie nie jest to wielki problem dla mnie, ale jednak największy kompleks mam dotyczący wzrostu. Mam 175 cm, wiem, że nie jest to mało, natomiast kiedyś straszne mi to przeszkadzało, teraz się z tym pogodziłem. Sławny piłkarz David Villa też ma 175 cm wzrostu i w życiu doszedł do czegoś, jest znany, ma dużo pieniędzy, stał się dla mnie przykładem i nie powiem, jest o wiele lepiej. Druga sprawa to nerwica, tak podejrzewam, kiedy się stresuję, mrugam oczami. Kiedyś ruszałem ramionami i machałem szyją ze zdenerwowania, niestety podłoże tego ma początek w domu. Rodzice od zawsze się kłócą, kiedyś się bili i ja, jako małe dziecko, to przeżywałem, teraz może już się nie biją, ale wyzywają. Nienawidzę w domu panującej atmosfery, nienawidzę swojego ojca, ale nie mogę nic zrobić. Oni na mnie pracują, czekam tylko, aż skończę szkołę i podejmę pracę, wtedy wyrzucę wszystko, co mi leży na sercu. Ostatnio nawet, prawie bym pobił ojca, bo chciał pobić matkę. Nienawidzę tej atmosfery, matka jest głupia, zamiast rozwieść się z ojcem, tkwi w tym bez przyszłości małżeństwie, nienawidzę jej, za to i nienawidzę tego, że jestem na ich utrzymaniu. Teraz mrugam oczami, często jak się zdenerwuję, był okres, że prawie w ogóle nie mrugałem, ale potem wracało to ze zdwojoną siłą w podstawówce i gimnazjum, strasznie mrugałem i mi ubliżali z tego powodu, wyzywając mnie, teraz też mrugam, ale zdecydowanie mniej. Teraz nie wiem, jak sobie pomóc, od 2 lat non stop mam jednego wielkiego doła, cicho mówię, czuję się niepewnie. Jak jestem w tłumie ludzi, mam ochotę uciec, stresuję się, drżą mi ręce, wydaje mi się, że wszyscy mnie śledzą i oceniają na podstawie wyglądu i często robię się przez to czerwony na twarzy, czując się, jak śmieć, jak wyrzutek społeczeństwa. I przy czym coraz bardziej odczuwam bezsens swojej egzystencji i brak szans na poprawę swojego losu, wiele razy próbowałem się zmienić, próbowałem, ale nie daję rady, starałem się poznawać ludzi, ale jestem małomówny i sam sobą ludzi odstraszam, więc się nie dziwię, że jestem sam, skoro jestem nudny i odpycham sobą ludzi. Mimo wszystko szukałem sobie zajęcia, jakieś pasji, coś, co będzie sprawiać mi radość i znalazłem, zacząłem jeździć na rowerze w dalekie trasy, kupiłem sobie sprzęt do roweru, zmodernizowałem go i zacząłem interesować się II Wojną Światową, mimo wszystko czuję się fatalnie, nie mam chęci do życia, nie mam znajomych, nie mam z kim wyjść. Mam tylko jednego "kumpla", ale on ma swoje życie, jeździ na imprezy, a ja zostaję sam, chodzę do Technikum, w klasie ludzie są w porządku, ale z nikim się tam nie zaprzyjaźniłem, czasami pogadam, ale czuję się beznadziejnie. Pragnę ludzkiego ciepła, jak każdy człowiek potrzebuję czułości i bliskości drugiej osoby, ale już nawet nie szukam, poddałem się, totalna rezygnacja, po co mam być z jakąś kobietą, skoro jestem brzydki, potem i tak zdradzi mnie z przystojnym i wysokim facetem, jak tylko nadarzy się okazja i wtedy nie ważne jest, czy ma rodzinę, dzieci, czy jest w związku, to jest smutna prawda. Nie wiem, gdzie szukać pomocy, chciałbym zmienić swoje życie, ale wewnętrzny smutek mnie ogranicza, z wiekiem będzie coraz gorzej, aż w końcu popełnię samobójstwo, bo będę aż tak zrozpaczony.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Bóle mięśni, kości, serca - czy to nerwica?

Witam! Mam 27 lat, od 3 cierpię na nerwicę - właściwie dużo wcześniej już ją miałam, ale nie była tak dokuczliwa. Ponad 6 m-cy temu zaczęłam brać C*** 20 i X*** jednocześnie. Brałam je przez 2 tygodnie, później tylko C***....

Witam! Mam 27 lat, od 3 cierpię na nerwicę - właściwie dużo wcześniej już ją miałam, ale nie była tak dokuczliwa. Ponad 6 m-cy temu zaczęłam brać C*** 20 i X*** jednocześnie. Brałam je przez 2 tygodnie, później tylko C***. 2 tygodnie temu odstawiłam C***. Mój lekarz wylądował w szpitalu, więc nie mogłam się z nim skontaktować - a do innego musiałabym czekać 2 m-ce, więc bez konsultacji najpierw zmniejszyłam dawkę do pół tabletki, a ostatnie 2 dni wzięłam po 1/4. W trakcie ostatnich dawek leku zaczęły się bóle lewej strony: pacha, ręka, bark, pod i nad piersią. Z dnia na dzień są coraz silniejsze. Miałam prześwietlenie i stwierdzono zaawansowaną esowatość kręgosłupa i pogłębiającą się kifozę. Kręgosłup zawsze mnie bolał - ale po ciężkim wysiłku i bardzo rzadko. Teraz boli cały czas - ćwiczę go, rozciągam wzmacniam, ale nic nie daje. W efekcie teraz boli mnie: lewa ręka, lewy bok, nad i pod piersią najbardziej dokuczliwe, czasami na środku klatki boli - jakby serce - albo żebra. Czasami mam chwilowe bóle prawej strony. Boli mnie cała górna część kręgosłupa - ustaje na 30 min po masażu - i lewa łopatka. Pod lewą piersią - bardziej od strony zewnętrznej - czuję ucisk, ciężar. Nie jakby ktoś w ręce zgniatał, a naciskał. Wszystkiemu towarzyszą bóle głowy, również migreny. Mój ośrodek nerwowy umiejscowiono w brzuchu, więc mam też problemy z trawieniem - wzdęcia, gazy w dużej ilości - co mnie przeraża i powoduje, że nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Gazy są bezzapachowe, ale raz ciche raz głośne. Idąc coraz niżej odczuwam ból jakby w jajnikach, który promieniuje do nóg i czasami muszę "utykać" by nie poryczeć się z bólu. Bolą mnie mięśnie ud i stawy w kolanach. Przy tych bólach odczuwam drżenie całego ciała - przechodzi po wypiciu elektrolitów i jak wezmę magnez. Do tego jestem osłabiona i kręci mi się w głowie. Czasami czuję jakby ktoś wsadził mi głowę w imadło - odczuwam straszny ucisk, ale bez bólu. Co dziwne odczuwam też ból w szyi, po obu bokach - na całej długości (tam gdzie idą żyły, za węzłami chłonnymi), jest to przeszywający ból, chwilowy. Odkąd zaczęłam brać C*** moja nerwica przeobraziła się w nerwicę lękową - zaczęłam bać się wychodzić z domu - bo dostanę zawału, biegunki, gazów, bo źle się poczuję... Właściwie bałam się wszystkiego i dalej boję, ale teraz staram się z tym walczyć. Miałam: USG jamy brzusznej, kolonografię, badania TSH, krwi... wszystkie w normie. 3 lata temu miałam Helictobacter - wyleczony. Proszę o pomoc, już mam tego wszystkiego dość. Z góry dziękuje.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to może być wynik nerwicy?

Witam! W poprzednim roku została u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe z napadami paniki. Dokuczały mi wtedy głównie objawy somatyczne typu: silne duszności, ból w klatce piersiowej oraz silny lęk przed uduszeniem się. Po wykonaniu serii badań, morfologii (w normie),...

Witam! W poprzednim roku została u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe z napadami paniki. Dokuczały mi wtedy głównie objawy somatyczne typu: silne duszności, ból w klatce piersiowej oraz silny lęk przed uduszeniem się. Po wykonaniu serii badań, morfologii (w normie), spirometrii (objętość płuc bardzo dobra), oraz rtg płuc (bez zmian). Od bieżącego roku towarzyszą mi inne objawy typu: - nudności, - ciągłe odbijanie się, - zawroty głowy, - bóle głowy, - częsta biegunka, - bóle żołądka, - zawroty głowy, - lęk przed wymiotowaniem (paniczny lęk przed wymiotowaniem). Ostatnio byłam na konsultacji neurologicznej, lekarz nic szczególnego mi nie powiedział, dał jedynie skierowania na dalsze badania: usg tętnic dogłowowych (które niestety nie mogę mieć przeprowadzonych, nie mam 17 lat, w poradni powiedzieli, że mogą one być od 18 lat) oraz rtg odcinka szyjnego, które będę mieć robione w lipcu. Czy mogą to być objawy refluksu? Dodam, że mam zazwyczaj niskie ciśnienie. Badania typu gastroskopia oraz innych inwazyjnych bardzo boję się przeprowadzać. Czy istnieją jakieś inne badania, które mogłabym przeprowadzić w celu zdiagnozowania co mi dolega? U internisty byłam, stwierdził, że da mi skierowanie na badanie gastroskopię. Odmówiłam. Proszę o pomoc. Z góry dziękuję! Pozdrawiam

Dlaczego cały czas ogarnia mnie nieopisany lęk?

Witam serdecznie! Mam problem, jakiś miesiąc temu miałem zły sen, obudziłem się w nocy z lękiem i może nic by się nie wydarzyło, tylko że ten lęk pozostał. Lęk ten tak troszkę od tamtego czasu "ewoluował" tzn. na początku...

Witam serdecznie! Mam problem, jakiś miesiąc temu miałem zły sen, obudziłem się w nocy z lękiem i może nic by się nie wydarzyło, tylko że ten lęk pozostał. Lęk ten tak troszkę od tamtego czasu "ewoluował" tzn. na początku lepiej z nim się czułem w pracy, teraz lepiej mi jest w domu, z tym, że jestem jakby przeczulony, takie mam lęki, że ktoś coś mi zrobi złego, zwłaszcza jestem wyczulony na jednego kolegę z pracy. Nie wiem czemu tak jest. Właściwie jak się budzę to znów jakby sobie przypominam o tym lęku, czasami jest lepiej a czasami gorzej. Dodam jeszcze, że z początku dolegliwości miałem większe takie, że nawet w kinie na filmie nie byłem w stanie wytrzymać, lęk, strach, zamulenie. Mam 26 lat i wcześniej wszystko było dobrze. Jestem osobą wrażliwą, w pracy staram się robić wszystko jak najlepiej, porażki przeżywam też bardzo. Staram się być ponad to wszystko i wciąż zastanawiam się jak to się stało, że wcześniej było OK a teraz nie. Bardzo martwię się jakimś takim brakiem odporności na stres i tym, żeby nikomu się nie narazić. Dodatkowo się stresuję jak pomyślę, że to co mi dolega może być nieuleczalne, że mogę być psychicznie chory.  Nie wiem co mam dalej robić, proszę o poradę. Z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie mogę nawet dojeżdżać do pracy, co mi się stało?

Witam! Około 2 miesiące temu, jadąc do pracy autobusem mało zabrakło i bym w nim zemdlała. Miałam takie jakby uderzenie gorąca, mroczki przed oczami, ręce mi mrowiły i było mi słabo. Wysiadłam i jeszcze myśląc wezwałam pogotowie. W szpitalu badania...

Witam! Około 2 miesiące temu, jadąc do pracy autobusem mało zabrakło i bym w nim zemdlała. Miałam takie jakby uderzenie gorąca, mroczki przed oczami, ręce mi mrowiły i było mi słabo. Wysiadłam i jeszcze myśląc wezwałam pogotowie. W szpitalu badania wyszły ok, dali mi kroplówkę z glukozą, potem jeszcze z sodem, magnezem i chyba potasem. Jednak od tamtego momentu boję się jechać do pracy, do miasta. W ogóle czasami boję się wyjść z domu. Byłam u neurologa-psychiatry, który stwierdził u mnie nerwice lękową (boję się wsiąść do autobusu) i przepisał C*** (wg mnie on na mnie nie działa; jem go już chyba 6 tygodni i dalej nie jeżdżę autobusem). Byłam nawet u kardiologa, ale ten stwierdził u mnie tylko kołatanie serca i skoki tętna, ale jak stwierdził po EKG to na tle nerwowym. Przepisał mi B*** 5, potas raz na 3 dni i krople M*** w razie napadów duszności, uderzeń gorąca. Jednym słowem siedzę w domu już prawie 2 miesiące, jedynie gdzie wychodzę, to do rodziców (300 m), a jak sobie pomyślę, że mam jechać autobusem w stronę centrum miasta lub nawet na rowerze, to się mi cuda dzieją (ścisk w gardle, robi mi się niedobrze, boję się, kołatanie serca). Po miesiącu takiego życia wróciłam do pracy, dokładnie na jeden dzień, ponieważ 8 godzinne siedzenie w pracy jest dla mnie koszmarem. Za każdym razem boję się, że stanie się to samo co w autobusie. Proszę o pomoc, bo nikt mnie nie rozumie, a ja nie chcę się bać wyjść z domu. Muszę pracować, bo mam małe dziecko. Ja chcę pracować, tylko cały czas się boję wyjść dalej od domu. Ja mam dopiero 28 lat i boję się autobusu. Czy ja już zwariowałam?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Dr Dominika Farley
Dr Dominika Farley
Mgr Anna Ingarden
Mgr Anna Ingarden
Patronaty