Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 0 6 2

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Wygląd fizyczny - wstyd za partnera

Witam. Od dwóch lat mam partnera, z którym mieszkam prawie rok. Kiedy go poznałam wydawało mi się, że jest mi przeznaczony, bo takich cech oczekiwałam od faceta: spokój, wrażliwość, czułość. Niestety jeśli chodzi o wygląd, nie był w moim typie,...

Witam. Od dwóch lat mam partnera, z którym mieszkam prawie rok. Kiedy go poznałam wydawało mi się, że jest mi przeznaczony, bo takich cech oczekiwałam od faceta: spokój, wrażliwość, czułość. Niestety jeśli chodzi o wygląd, nie był w moim typie, ale szybko się przekonałam, że nie to jest najważniejsze, bo on ma być dla mnie, a nie dla innych. Skrzętnie ukrywałam go w domu, nie poznawałam z rodziną, przyjaciółmi. Było nam dobrze, tylko we dwójkę. Jak zamieszkaliśmy ze sobą, wszystko było w jak najlepszym porządku. Poczułam się szczęśliwa. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas, gotować, oglądać tv. Ale niestety zaczęło mi doskwierać to, że jesteśmy już ze sobą tyle czasu, a nikt go nie zna - ani rodzina, ani znajomi. Jak pomyślę o jakimkolwiek spotkaniu, paraliżuje mnie strach. Boję się, że ktoś go źle osądzi. Jeśli chodzi o rodzinę, to boję się głównie o wygląd - zawsze istniał tam wzorzec wysokiego, przystojnego faceta, o typowo męskich cechach, a mój partner wygląda jeszcze jak chłopiec, niski, skromny blondyn. Jeśli chodzi o znajomych - głównie o charakter, bo moi przyjaciele są głośni, wygadani, kłótliwi, a mój partner taki cichy, nieśmiały. Wstydzę się z nim pokazać, a ten wstyd jest bardzo męczący i napawa mnie strachem. Nawet jak wychodzimy gdzieś na spacer, to jakoś nie do końca dobrze się z nim czuję. Ciągle konfrontuję nasz wygląd z innymi parami. Mam dziwny dyskomfort psychiczny, czego w ogóle nie mam razem z nim w domu. I obawiam się, żeby tylko nie spotkać nikogo znajomego. Przez to nasuwają mi się wątpliwości co do sensu tego związku. Ale jak pomyślę o rozstaniu, to wydaje mi się to takie głupie, bo przecież dobrze nam razem. Chyba tego nie chcę :( Zastanawiam się, czy problem jest w moim uczuciu wobec niego czy problem gdzieś tkwi w mojej psychice, zakorzenionych schematach, które przesłaniają mi odpowiednie postrzeganie świata. Jeśli to pierwsze - to pewnie nic poza rozstaniem nie pomoże, jeśli to drugie - proszę powiedzieć jak mogę to przepracować. Bardzo proszę o sensowną poradę, bo gubię się w tym, zaczyna mi to przeszkadzać, przez to nie potrafię cieszyć się życiem i go wykorzystywać. Często płaczę jak skądś wracamy. Mam dwadzieścia parę lat, a zachowuję się jak emeryt - siedząc ciągle w domu przed tv, bez żadnej pasji, rozrywki.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co powoduje napadowe duszności?

Witam! Mam na imię Mateusz, mam 18 lat i potrzebuję czyjejś rady. Półtora roku temu gdy siedziałem z dziewczyną, oglądałem mecz, siedzimy sobie spokojnie nagle bardzo źle się poczułem, zrobiłem się blady jak kartka papieru, cały się nagle zlałem potem,...

Witam! Mam na imię Mateusz, mam 18 lat i potrzebuję czyjejś rady. Półtora roku temu gdy siedziałem z dziewczyną, oglądałem mecz, siedzimy sobie spokojnie nagle bardzo źle się poczułem, zrobiłem się blady jak kartka papieru, cały się nagle zlałem potem, do tego mrowienie w rękach i nogach, bardzo szybki puls około 130 na minutę albo więcej, ciężki oddech, duszność i bardzo źle samopoczucie miałem wtedy 17 lat. OK pomyślałem sobie, jeśli to się powtórzy pójdę do lekarza, ale odpukać jak ręką odjął rok nic kompletnie, nagle znów powtórzyło mi się to samo, później znów to samo i znów i teraz coraz częściej lecz nie aż w tak mocno, jak ten pierwszy raz. Wystraszyłem się, że dostanę jakiegoś zawału było u mnie wiele razy pogotowie i tez nic nie wykryli, a teraz żyję w lęku, że niedługo umrę na zawał albo coś takiego zapadłem w taki stan, że nie wiem co się dzieje ze mną, tym bardziej, że sobie kilka razy zażyłem dopalaczy, ale tylko kilka razy, poszedłem do kardiologa miałem podejrzenie napadowej tachykardii serca wytworzona złą pracą nerek lub hormonów itp. Dostałem skierowanie tu i tam i zaczęło się od badań kardiologicznych, zrobiłem echo serca, dziesiątki razy ekg, holtera na 24 h na dobę, pani kardiolog, która jest dobra doktorką to akurat wiem, stwierdziła że serce mam bardzo zdrowe, żadnej wady, nic kompletnie lekkie zaburzenia wyszły na holterze ale są one tak małe każdy człowiek może takie mieć i kazała wykluczyć przyczynę od serca, więc zrobiłem usg tętnic nadnerczy i badania nerek - one też są zdrowe. Wszystko w porządku, tak więc endokrynolog został (na jeden wynik jeszcze czekam, na którym też pewnie nic nie będzie), a poza tym on stwierdził, że z tarczycą i hormonami układem krwionośnym itp. także wszystko jest ok, a ja ciągle miewam napady, troszkę słabsze takie jak opisałem wyżej. Także po wielokrotnych badaniach itp. okazało się, że jestem zdrowy i mam pytanie, skoro jestem zdrowy nie byłem tylko u psychiatry, z czym są związane te objawy? Czy może to być silna nerwica, która objawia się nawet, gdy się nie zdenerwuję czy takie napady to może być poważna nerwica, czy to też mam wykluczyć i nie iść do psychiatry? Jestem młodym człowiekiem, naprawdę się boję, co mam teraz robić, niech ktoś mi pomoże albo chociaż doradzi, bo niedługo sfiksuję. Ciągle myślę, że umrę, jak mam ten napad od razu myślę, że to zawal, mimo że serce jest ok. Miewam też skoki ciśnienia np. 180 na 110 lecz przyjmuję L***, który za bardzo nie pomaga. Jest on na zaburzenia rytmu i ciśnienie i już sam nie wiem co mi jest. Boję się, że mnie to znów dopadnie i umrę co mam robić. Bardzo będę wdzięczny za pomoc lub dobrą radę. Dziękuję z góry.

Dlaczego jestem cały czas smutna i boję się ludzi?

Witam! Od jakiegoś czasu miewam ciągle braki pewności siebie, nie potrafię się skopić na prostych zadaniach. Jak wychodzę do ludzi, ich obecność mnie stresuje, nie potrafię z nimi normalnie rozmawiać, tylko tak się wsłuchuję co mówią. Z tego stresu,...

Witam! Od jakiegoś czasu miewam ciągle braki pewności siebie, nie potrafię się skopić na prostych zadaniach. Jak wychodzę do ludzi, ich obecność mnie stresuje, nie potrafię z nimi normalnie rozmawiać, tylko tak się wsłuchuję co mówią. Z tego stresu, że nie rozumiem tego co mówią i odpowiadam takimi półsłówkami, bo nie wiem o co chodzi i to wygląda dziwnie, jakbym olewała i widzę zaraz to co robię, że jest bez sensu. Ciągle marudzę rodzicom, że coś mi jest a oni mówią, że się nad sobą użalam i żebym się wzięła w garść. Ja się czuję jak małe dziecko nieporadne, że nie umiem sobie poradzić w życiu, pomimo tego że mam 20 lat. Jakbym się cofnęła w rozwoju. Próbuję zwracać na siebie uwagę, robię z siebie przy tym trochę durnia, bo mam uczucie jakbym nagle straciła umiejętność normalnego rozumowania. W pracy jestem zdenerwowana, przy tym wygląda to jakbym nie cieszyła się z tego co robię. Zawsze byłam wesoła i optymistycznie nastawiona do życia, do ludzi. A teraz wydaje mi się, że nic mnie nie cieszy, pomimo że w domu mam wszystko. Zawsze rodzice o mnie dbali i niczego mi nie brakowało, nawet bym powiedziała, że miałam to co chciałam. Siedzę tylko w domu i rozmyślam nad sobą, analizuję ciągle jakieś pierdoły, zamiast się zmotywować do czegoś. Boję się nawet iść zapisać na prawo jazdy, nieraz mam przebłyski, że będzie dobrze a za chwilę zdenerwuję się i znowu wszystko mnie przygnębia, że nie dam rady i że bez sensu. Mam chłopaka, ostatnio między nami nie było za dobrze. Rozstaliśmy się w grudniu, podczas świąt. Ja poszłam na sylwestra sama, zostawiłam go, bo miałam dość już ciągłych kłamstw, bo nie był ze mną szczery, pomimo wszystkiego kochałam go bardzo mocno, ale wiedziałam, że to nie ma sensu. Chciałam sobie ułożyć życie trochę na nowo z nowym chłopakiem, którego poznałam w mojej pracy, tylko że spotykając się z nim wydawało mi się, że zależało mu tylko na seksie ze mną, bo jestem podobno piękną kobieta, tak każdy mówi. Ja ciągle myślałam, jakby to był Sebastian i nie byłam z nim szczęśliwa, w tym zamotaniu nie panowałam nad swoimi uczuciami, bo wydawało mi się, że dalej kocham Sebastiana i robię coś wbrew sobie z inna osobą. W głowie miałam dalej jego, więc zerwałam z tamtym chłopakiem i wróciłam do Sebastiana. Teraz mieliśmy dożo przeżyć, on mnie kiedyś zdradził, ja nie umiałam mu tego trochę wybaczyć. Wróciłam do niego, ale ciągle mu to wytykałam na początku. Później już nie, ale nie miałam zaufania i cokolwiek by nie zrobił podejrzewałam, że mnie okłamuje. Ja pomimo tego, że z nim jestem, czuję się ciągle źle i nie chcę ciągle mu jęczeć, że coś mi jest, bo chciałabym żeby już było fajnie i żebyśmy sobie ułożyli jakoś życie. Jemu wydaje się od razu, że coś wymyślam, bo potrafię się nie odzywać, np. tylko siedzę i analizuję siebie, nawet jak jestem w pracy zapominam, że coś miałam zrobić, napisać SMS czy coś. A jak mam napisać, to nie wiem co... Ciągle jestem smutna i potrafię płakać bez powodu... Nie chcę być taka beznadziejna. Jeszcze dodam, że od jakiegoś czasu coraz więcej myślę i bardziej się stresuję, pocą mi się stopy, mam wysokie ciśnienie i chyba trochę mi wypadają włosy bardziej niż normalnie. Jestem fryzjerką, ale to nie choroba zawodowa, bo siostra mi mówi, że sobie wymyślam, ale ja widzę, że garściami mi lecą, jak nigdy. Czuję się jak babcia stara siedząca kura w domu, bez zajęcia, zarastająca stertą ciuchów po uszy... Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy może dolegać mi coś poważnego?

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24...

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24 godziny na dobę, potem uspokaja się na kilka dni i znów powraca trwając 24 godziny na dobę). Jestem pewna, że mam fobię społeczną, to raz. Za każdym razem jak wychodzę na dwór, mam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy i wytyka palcami (mam nadwagę oraz ubieram się bardziej po „chłopięcemu”). Od kilku lat wychodzę na zewnątrz tylko wtedy, kiedy muszę, ogólnie cały czas siedzę przed komputerem. Za nic w świecie nie można było zaciągnąć mnie do pracy. Przeraża mnie fakt, że będę wśród grupy ludzi. Natomiast z drugiej strony, kiedy już zapoznam się z kimś, nie boję się rozmawiać i być sobą. Raczej przeraża mnie fakt, że będę wśród obcych osób. Do tej pory zawszę ciągam ze sobą mamę. Kiedy wychodzę na dwór, zawsze spuszczam głowę i prawie, że biegnę by tylko szybciej dojść do danego celu. Kiedyś w szkole byłam „kozłem ofiarnym”, po tym zaczęłam się „bać” ludzi. Nie boję się, że mnie skrzywdzą fizycznie, a raczej psychicznie. Myślałam, że moje szkolne doświadczenie umocniło moją psychikę, ale jak widać, bardzo się pomyliłam. Plus, miałam wrażenie, że zawsze miałam „olewczy” stosunek do tego, co ludzie o mnie powiedzą, a jednak podświadomość robiła swoje. Od zawsze byłam typem zdrowej osoby. Jeśli chorowałam, to było to zazwyczaj zwykłe przeziębienie, które leczyłam domowymi sposobami. Kiedy zaczęłam mieć lekkie duszności i mocniejsze bicie serca, od razu udałam się do lekarzy (nigdy czegoś takiego nie miałam, więc od razu panika była na pierwszym miejscu). Miałam robione EKG, Echo serca, Holter EKG - mała niedomykalność mitralna (1/4), serce prawidłowej wielkości + 200 epizodów tachykardii (co dziwne, ponieważ moje tętno zawsze było w granicach 88, kiedy mierzyłam, a to było kilkadziesiąt razy dziennie) oraz wstawki częstoskurczu nadkomorowego (do 193). Najniższe zarejestrowane tętno: 40 (fizjologiczna bradykardia); oraz niemiarowość zatokowa. Nieliczne (20) epizody arytmii nadkomorowej (pojedyncze, podwójne, potrójne) oraz arytmii komorowej (14), natomiast obie wykazywały mniej niż 0.1 wszystkich pobudzeń. Nie stwierdzono arytmii absolutnych oraz pauz dłuższych niż 1.5 sekundy. Dostałam beta-blokera oraz tabletki zawierające potas i magnez. Poza tymi badaniami w panice robiłam wszystko za koleją. Czułam się tragicznie, a wyniki wychodziły dobrze. LDH (w granicach górnej normy), ACTH (w granicach górnej normy), Morfologia 25 z rozmazem, CRP, Jonogram, Biochemia, Immunochemia, Hormony (trochę szwankowały, ale były w granicach górnych norm), USG Doppler. Kolor tętnic szyjnych i kręgowych USG jamy brzusznej (jako, że często mam biegunkę bez bólu brzucha oraz bardzo często oddaję mocz), RTG klatki piersiowej (nawet nie mam „sylwetki mitralnej”), RTG zatok (laryngolog zlecił zrobienie prześwietlenia), Posiew moczu, Wymaz z jamy ustnej i nosa oraz więcej, o których już zapomniałam - wszystko w normie poza PRL (ponad 500 - norma od 60 do 560 - niby w normie, ale bardzo blisko), Kortyzol (17 - norma do 9), OB (27 - norma od 3 do 15), cholesterol (umiarkowane ryzyko miażdżycy) oraz USG tarczycy, ślinianek i węzłów chłonnych wykazał 4 mm guzek na tarczycy. Endokrynolog stwierdził, by nic z tym nie robić... Neurolog oraz laryngolog kazali mi na stojąco zamknąć oczy oraz wyciągnąć ręce przed siebie - troszkę się chwiałam przy zamkniętych oczach, a kiedy kazali maszerować w miejscu przy zamkniętych oczach, skręciłam o 90 stopni, ale stwierdzili, że to „normalne” (mama też przy tym badaniu skręciła o 90 stopni, też ma wyniki badań w normie). Jedyne co neurolog mi przepisała to leki na lęk, natomiast źle na te proszki reagowałam. Miały uspokajać, a moje tętno po tych proszkach dochodziło do 144, okropne kołatanie serca oraz miałam nogi jak z waty. Moja mama również podobnie reaguje na ten sam lek (ma małą niedomykalność mitralną (1/4), tachykardię, częstoskurcze nadkomorowe oraz stwierdzoną arytmię - nie wiem czy komorową, czy nadkomorową - podobnie jak u mnie - oprócz arytmii). Pomimo dobrych wyników badań czuję lęk, że mam coś, czego lekarze nie wykryli, coś co nie wpływa na żadne badania i że umrę. W nocy jest prawdziwa tragedia. Pomimo, że serce bije dość wolno oraz mam tętno 64, czuję uczucie gorąca i zimna na przemian, i boję się usnąć. Czuję ten lęk, ale jak widać, nie zawsze mam przyspieszone bicie serca i szybkie tętno, kiedy czuję ten lęk. Czasami również kiedy już usypiam leżąc jak kłoda, mięśnie napinam do granic możliwości, wtedy łzawią mi oczy (nie nazwałabym tego płaczem, ale jestem tak przerażona, że oczy robią się mokre). Do tego „widzę” różne rzeczy. Najczęściej to jest jedna czarna plamka na ścianie, która zniknie, jak kilka razy pomrugam. Czasami „widzę” coś białego (jakby szatę) za drzwiami (drzwi do pokoju mają szybę na środku), ale to trwa dosłownie sekundę. Wiem, że tam nic nie ma, tak samo jak wiem, że nie ma żadnej plamki na ścianie. Nie mogę się przemóc, by iść do psychiatry (a wiem, że to raczej wskazane w moim przypadku). Jestem raczej skryta, do tej pory rodzice nie wiedzą, że w szkole byłam „kozłem ofiarnym”. Nikomu w rodzinie, ani poza nią, nie mówiłam oraz o tym, że kiedy miałam 11 lat, sąsiad obmacał moje piersi (w internecie jest dużo łatwiej cokolwiek powiedzieć, nikt nie wie, kim jestem). Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale mama kiedyś mnie biła wszystkim, czym miała pod ręką (od kasety VHS po buty) oraz nazywała mnie cielakiem i krową (już wtedy miałam problemy z nadwagą), natomiast tata nadużywa alkoholu. Chciałabym wierzyć, że to „tylko” hipochondria zapukała do moich drzwi, ale jednak mam trudności z uspokojeniem się i zaprzestaniem robienia listy coraz to nowych badań do wykonania. Ostatnio mam dosyć tego wszystkiego i mam myśli samobójcze. Natomiast strach przed śmiercią powstrzymuje mnie od zrobienia czegokolwiek w kierunku pozbawienia siebie życia. Od pewnego czasu prowadzę dziennik. Opisuję swoje zdarzenia w dniu oraz objawy, które mi towarzyszą, kiedy się objawy nasilają, kiedy ustają, jakie to objawy, itp. Przytoczę niektóre części: „Wyszukiwanie chorób, badań; wypytywanie mamy o wyniki badań przy chorobach zagrażających życiu – nasilenie pulsowania w nieokreślonym miejscu (wrażenie pulsowania od serca do lewego kolana); niepokój, nieustanne myślenie o kolejnych badaniach wykluczających wcześniej wyszukiwane choroby; niepokój o wyniki moich badań, gdzie parametry są w górnych granicach normy, natomiast nadal w normie; przeglądanie moich wyników badań i spisywanie tych w górnych granicach normy, by je powtórzyć najszybciej jak można; osłabienie pulsowania, natomiast nie jego ustanie”. „Wyczerpanie psychiczne z powodu ciągłego niepokoju, lęku, strachu. Wrażenie limitu – myśli o skończeniu wszystkiego – myśli samobójcze; strach przed śmiercią; przed jakąś śmiertelną chorobą, którą być może mam pomimo dobrych wyników badań (oraz niektórych z lekkimi odchyleniami od normy)”. „Po raz kolejny sprawdzanie w Internecie objawów najróżniejszych chorób, dopasowywanie do moich objawów oraz spisywanie badań, które trzeba wykonać, by wykluczyć bądź potwierdzić dane choroby – uczucie kłucia na prawym obojczyku; uczucie ciężkości w mostku; kolejne nasilenie pulsowania w tej samej okolicy co poprzednio”. „Sprawdzanie reakcji źrenic w lusterku oraz równowagi z zamkniętymi oczami – trudności w utrzymaniu równowagi z zamkniętymi oczami, lekkie chwianie się, głównie na prawą stronę. Próba palec-nos, nie zawsze skuteczna. Panika, że nie trafienie opuszką palca w czubek nosa tylko nieznacznie powyżej to oznaka śmiertelnej choroby. Chęć płaczu i skończenia tego lęku. Po raz kolejny myśli samobójcze; natomiast strach przed śmiercią jest silniejszy”. „Robienie notatek, by nie zapomnieć zapisać się na wizyty u kolejnych lekarzy; RTG bądź USG najróżniejszych części ciała, które nawet nie bolą; kolejnych badań krwi. Uczucie gorąca i zimna na przemian, kiedy dowiaduję się, że na niektóre badania potrzebne jest skierowanie, którego nie dostanę od lekarza”. „Kortyzol po południu – 17; norma do 9 – obawa przed chorobą; sprawdzanie co powoduje podwyższenie kortyzolu; obsesyjne spisywanie kolejnej tury badań wykluczających bądź potwierdzających choroby związane z podwyższeniem kortyzolu. Wypytywanie o Zespół Cushinga niezależnego od ACTH, które miałam w normie. Nieznaczne uspokojenie po odpowiedzi od mamy, że przy gruczolaku/guzie nadnerczy bądź jakimkolwiek innym, OB oraz CRP byłoby znacznie podwyższone; uczucie ciężkości w okolicach zatok sitowych oraz czoła, kolejna doza kłuć na prawym obojczyku – lekka panika, ponieważ kłucie powróciło i nie przestaje – powstrzymanie się od zażycia proszku przeciwbólowego z obawy na zażywane przeze mnie inne leki i połączenie ich razem”. „Silne pulsowanie (w tych samych okolicach co wcześniej) nie ustaje; przysłuchiwanie się biciu serca za pomocą stetoskopu oraz pomiar tętna; zawroty głowy – panika, ponieważ biorę proszki od zawrotów, a teraz je odczuwam; dziwne zimne kłucie na plecach pod prawą łopatką – kolejna panika, ponieważ nie wiem, od czego”. „Zabawa z kotką – pulsowanie ustało, próba uspokojenia się nie bardzo się powiodła, ponieważ podświadomie dalej myślałam o chorobach; tętno przyspieszyło z powodu „zmęczenia” zabawą – pomiar tętna. Powrót do pokoju – kolejne nasilenie pulsowania; kłucie po lewej stronie pleców w obrębie pasa oraz pod lewą pachą; chwilowy ucisk w klatce piersiowej oraz wrażenie sekundowego braku powietrza; tętno wolne. Kolejne sprawdzenie reakcji źrenic w lusterku oraz sprawdzanie równowagi z zamkniętymi oczami plus palec-nos – po nietrafieniu dokładnie opuszką w czubek nosa poczułam okropne kłucie na lewej łopatce, pod lewą pachą oraz na prawym udzie; łzawienie oczu z powodu bezradności i ciągłego lęku, którego nie potrafię się pozbyć”. „Bardzo często pulsowanie było nieznośne; gorzej było jak siedziałam bądź leżałam na lewym boku; na prawym też cudownie nie było, natomiast jak położyłam się na brzuchu, to pulsowanie czułam bardziej w nodze niż koło serca”. „Dzień. Jak do tej pory poza tym pulsowaniem, nie odczuwam żadnych innych dolegliwości, ale wiem, że kiedy zacznie się ściemniać – zacznie się; to działa jak w zegarku, ZAWSZE zaczynam odczuwać niepokój, kiedy się ściemnia; nie potrafię powiedzieć dlaczego, aż tak się nie boję w dzień”. „Jest 22:00. Przed chwilką musiałam pójść do mamy, by wziąć proszki dla babci, o których babcia zapomniała – po powrocie zauważyłam, że czułam się zupełnie dobrze, myśląc o czymś zupełnie innym – a mianowicie: proszki dla babci – żadnego pulsowania, kłucia, zawrotów, nic (poza wredną wrastającą w policzek od wewnątrz prawą ósemką; lewa też wrasta, ale jeszcze tak tego nie odczuwam). Tylko wróciłam i zaczęłam to pisać, pulsowanie wróciło”. Przepraszam za takie rozpisanie się. Już nie wiem, co mam robić. Bardzo bym prosiła o odpowiedź. Dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwica natręctw: do kogo zwrócić się o pomoc?

Jestem w ciąży w 24 tygodniu. Od pewnego czasu - jeszcze zdarzało się przed ciążą, ale w trakcie ciąży się nasiliło - ciągłe powracające natrętne myśli dotyczące wody, tzn. że rura w domu pęknie, że nas zaleje woda, że rury...

Jestem w ciąży w 24 tygodniu. Od pewnego czasu - jeszcze zdarzało się przed ciążą, ale w trakcie ciąży się nasiliło - ciągłe powracające natrętne myśli dotyczące wody, tzn. że rura w domu pęknie, że nas zaleje woda, że rury przeciekają w domu i woda kapie. Ona nie kapie, a ja ją słyszę jak kapie. Słyszę jak sąsiadka odkręca wodę u siebie, gdyż w domu jest taki charakterystyczny szum wody. Mam w sobie lęk taki, że boję się odkręcić wody w kranie w domu, gdyż od razu mam czarne myśli, że gdzieś rura pęknie lub będzie przeciekało i nas zaleje woda. Byliśmy kilka razy zalani przez sąsiadkę z góry. Również od jakiegoś czasu boję się chodzić na działkę, bo zaraz mam problem z myśleniem o używaniu wody, że gdzieś rura przecieka, kapie, że nas zaleje. Głównie chodzi o postawioną na działce altankę i że ja nie będę wiedziała, co z tym zrobić, gdyż zajmuję się tym sama. Otworzę tylko oczy i już o tym myślę i te myśli są cały dzień ze mną, nie mogę zająć się niczym innym, gdyż one wracają ciągle, nagle i natrętnie. Wzrasta we mnie strach, ciągły niepokój. Nie chcę się tak czuć, chciałabym być bardziej spokojna, co robić i do kogo zwrócić się o pomoc? Czy jest to nerwica natręctw?? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego jem i wymiotuję oraz wszystko napawa mnie lękiem?

Mam problem, ponieważ jem i wymiotuję. Mam 172 cm wzrostu i ważę około 55-56 kg. Dodam, iż bardzo boję się kontaktów z ludźmi. Chciałabym iść do pracy, lecz nawet nie potrafię zadzwonić. Tygodniami muszę się zmagać z lękiem,...

Mam problem, ponieważ jem i wymiotuję. Mam 172 cm wzrostu i ważę około 55-56 kg. Dodam, iż bardzo boję się kontaktów z ludźmi. Chciałabym iść do pracy, lecz nawet nie potrafię zadzwonić. Tygodniami muszę się zmagać z lękiem, zanim zadzwonię a później nic nie mówiąc odkładam słuchawkę. Boję się dosłownie wszystkiego. Nie odbieram nawet telefonu, gdy nie znam numeru. Zazdroszczę innym ludziom, którzy mi mówią: "Gdybyś chciała to byś mogła, zmienić swoje życie". Nie pójdę do psychologa ponieważ nie potrafię rozmawiać o swoich problemach, nie chcę. Ubieram się byle jak, bo po co skoro ja nie chcę mieć chłopaka? Może i bym chciała, ale jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, po prostu boję się umówić z kimś na randkę. Przecież na niczym się nie znam, nie mam zainteresowań, nic nie potrafię. Kiedyś tak było, że poznałam wspaniałego chłopaka przez GG, ale nie potrafiłam się z nim spotkać, chociaż do dzisiaj bardzo cierpię z tego powodu. Powoli przestaje się odzywać, w końcu mu się nie dziwie. Chciałabym być wolontariuszką, ale jak, skoro trzeba było podać swoje dane kontaktowe i pewnie by dzwonili do mnie, a ja bym i tak nie odebrała. Nie wiem co będzie ze mną dalej, co mam robić? 10-letnie dzieci mają więcej odwagi ode mnie. Studiuję, ale po co, skoro w przyszłości nawet nie zapytam o pracę. Gdyby nie moi rodzice już dawno bym umarła z głodu i nie miała się nawet w co ubrać. Tak więc liczę chociaż na jakąkolwiek poradę przez Internet, ponieważ nie odważę się iść do specjalisty. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Natrętne myśli: jak sobie pomóc?

Witam. Mam 34 lata. Od czerwca 2010 roku dopadło mnie coś, co wcześniej nie miało miejsca, mianowicie nachodzą mnie myśli, że mogę coś złego zrobić swoim dzieciom, a mam 2 kochanych synów. Pojawia się lęk, który mnie męczy, myślę o...

Witam. Mam 34 lata. Od czerwca 2010 roku dopadło mnie coś, co wcześniej nie miało miejsca, mianowicie nachodzą mnie myśli, że mogę coś złego zrobić swoim dzieciom, a mam 2 kochanych synów. Pojawia się lęk, który mnie męczy, myślę o śmierci, o innej orientacji seksualnej. Mam wspaniałą rodznnkę i kochającą żonę. Analizuję sytuacje, które mogłyby się stać. Do tego wszystkiego dochodzi ciągłe zmęczenie, zawroty i bóle głowy. Brakuje mi chęci do życia, a zawsze byłem osobą, która ciągle szła do przodu, miałem dobry kontakt z ludźmi . Na dzień dzisiejszy jestem zrezygnowany i zmęczony tym, co mnie dopadło, ale mam nadzieję, że to kiedyś minie. Proszę o poradę, jak sobie pomóc, bo jeszcze nikt o mojej sytuacji się nie dowiedział. Pozdrawiam.

Czy ja cierpię na anoreksję?

Witam, chciałabym wiedzieć, czy mam anoreksję, cała rodzina mi to wmawia. Mam wiele innych schorzeń, tj. nadczynność tarczycy, silną nerwicę, wrzody żołądka i dwunastnicy, od lat chorowałam na gruźlicę z dziurą w płucach, zapalenie nerek odmiedniczkowe nadal mam....

Witam, chciałabym wiedzieć, czy mam anoreksję, cała rodzina mi to wmawia. Mam wiele innych schorzeń, tj. nadczynność tarczycy, silną nerwicę, wrzody żołądka i dwunastnicy, od lat chorowałam na gruźlicę z dziurą w płucach, zapalenie nerek odmiedniczkowe nadal mam. Jadam często, ale w małych ilościach, jestem bardzo nerwowa, ponieważ musiałam usunąć też wszystkie zęby, dostałam zapalenie okostne i nie mogę jeść, tylko płynne produkty, a mam ochotę już na coś lepszego. Spadłam z wagi bardzo, mam tak silną nerwicę, że jak się zdenerwuję, trzepie mną całą, a w szczególności żołądkiem, że wymiotuję, rodzina uważa, że to anoreksja. Nie zwracam uwagi na kalorie, na swoje ciało, nie odchudzam się, ale jestem wyczerpana, nerwowa, a jak mnie żołądek i dwunastnica dopadnie, to wymiotuję. Żołądek stanął mi motorycznie, nie wydziela enzymów, mam otwarty odźwiernik i ulewa się ze mnie, jak zjem za dużo. Nie mogę jeść smażonego, sosów, dietka nie toleruje mleka, nabiału, sera, mięso drobiowe jedynie, ryby, ale półpłynne.

Mam zapalenie zatoki lewej, czeka mnie zabieg, mam nerwicę lękową, boję się krzyku. Mama krzyczy na mnie i ojczym, że udaję. Wozili mnie do szpitali psychiatrycznych, wszędzie mówili, że to nie tu, ale nadal uważają, że mam anoreksję. Czuję się niekochana, odepchnięta od rodziny, brak mi ich wsparcia i miłości, może marudzę czasem, ale bardzo kocham mamę i potrzebuję jej miłości i ciepła, a nie krzyku, że niedorajda życiowa, kula u nogi. Czasami tracę sens życia, już poszłabym na tę terapię, co mówią, a w poradni dochodząca, gdzie mam się udać. Proszę o radę, nie mam już sił. Często się odwadniam, brak witamin, bo ciągły stres, mają mnie za psychola, ja już głupieję, płaczę. Proszę mamę o miłość i wsparcie, a nie krzyk, aby czasem mnie przytuliła, a nie odpychała, to mnie dobija, woli wnuczkę, jak mnie to boli.

Proszę o ratunek, mimo że mam 40 lat i wzrost 162 cm, ważę 36 kg, ale jem, nie mam żadnych objawów z anoreksji, już małą depresję, bo nie jestem kochana, nie okazują mi miłości, nie chcą jeść ze mną śniadań, obiadów, jadam w kącie i boli to. Mam mieć jakąś dietę. Ugotuję im obiad, siedzę w kącie w kuchni, podam i nikt nie da mi talerza, wnusia przyjedzie, to szykuje dla nich, a mnie jakby nie było i nie mam prawa siedzieć z nimi. Mamie mówię, to krzyk, bo wnusia jej, która życzy mi, żebym zdechła, jestem trupem, brzydzi się, zabiłaby na spaniu. Błagam, pomóżcie mi, gdzie mam się udać, proszę, ratujcie! To nie życie, mam już kompleksy, że jestem zerem, niczym. Pozdrawiam PS Czekam na radę, może jakaś dieta.

Lęk przed wyjściem z domu po ataku paniki

Witam, kilka dni temu przeszłam silny atak paniki, to było pierwszy raz w moim życiu. Nagle poczułam przypływ gorąca, potem było coraz gorzej. Po kilku minutach zrobiło mi się słabo, kończyny mi zdrętwiały, poczułam silne kołatanie serca, nie...

Witam, kilka dni temu przeszłam silny atak paniki, to było pierwszy raz w moim życiu. Nagle poczułam przypływ gorąca, potem było coraz gorzej. Po kilku minutach zrobiło mi się słabo, kończyny mi zdrętwiały, poczułam silne kołatanie serca, nie potrafiłam zrobić wdechu, do tego doszedł silny ból w brzuchu. Kilka minut później zmierzyłam sobie ciśnienie i puls i w miarę nasilania się objawów ciśnienie również rosło i osiągało około 150/100, puls około 110. Te objawy utrzymywały się przez 2 godziny. Niestety, od tego czasu boję się wyjść z domu, dostaję duszności, źle się czuję- słabo mi- i czuję się jak przy ostrym zatruciu, żołądek nie daje mi spokoju. W związku z zaistniałą sytuacją, nie byłam na uczelni i unikam długich spacerów, jak i podróży autem. Chciałam się zapytać jak sobie radzić w takich sytuacjach, w środę wracam na uczelnie, a muszę do niej dotrzeć autobusem. Obecnie przyjmuję leki. Proszę o pomoc. Z poważaniem M.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Fobia szkolna - w jaki sposób sobie z nią poradzić?

Witam, mam 17 lat i moje problemy ze szkołą można powiedzieć zaczęły się od zerówki. Pierwszy raz poszłam i już potem zaczęły się problemy... Wymioty, bóle głowy itp. Zawsze przed pójściem płakałam, darłam się, że nie chce iść! Może było...

Witam, mam 17 lat i moje problemy ze szkołą można powiedzieć zaczęły się od zerówki. Pierwszy raz poszłam i już potem zaczęły się problemy... Wymioty, bóle głowy itp. Zawsze przed pójściem płakałam, darłam się, że nie chce iść! Może było to spowodowane tym, iż dzieci zawsze wyśmiewały się z mojego oka (mam zeza). Potem 1. klasa to samo aż do 4. klasy. Od 4. klasy do 1. gim. miałam spokój jakoś nie bałam się chodzić, chodziłam normalnie. Niestety nie trwało to długo. 1. gim. zmiana klasy, poznanie nowych ludzi i to samo, śmiali się ze mnie (mojego oka) opuszczałam parę godzin, ale nie tak dużo. Za rok przepisałam się do następnej klasy i tam jeszcze w miarę chodziłam, ale coś pod koniec roku. Nie chciałam iść, mama chciała załatwić nauczanie indywidualne, ale niestety nic z tego nie wyszło. No i 3. klasa gim. i tu się totalnie "popsuło" nie było mnie nawet po 2 tyg. Miałam 100% opuszczonych godzin, zdałam dzięki mamie, bo chodziła do nauczycieli i jakimś cudem puścili mnie. Po skończeniu gim. Myślałam, że w końcu wszystko będzie OK, że pójdę do nowej szkoły i zacznę od początku. Rodzice załatwili mi LO, byłam pierwszy dzień, ale zrezygnowałam, bałam się, że sobie nie poradzę i również nikogo nie znałam, więc przepisali mnie do zawodówki. I tu pierwszy miesiąc i już nie chciałam chodzić. Zobaczyłam kto tam chodzi (połowa osób z gim. właśnie przez których nie chciałam chodzić). W pierwszym miesiącu jakoś przechodziłam, w drugim już mnie nie było, tylko raz byłam, aż w końcu pedagog przyszła do domu spytać, co jest że nie chodzę, powiedziałam, że rodzice przepisali mnie do zawodówki a tego nie chciałam. Po tym jak pedagog przyszła, chodziłam prawie cały miesiąc a teraz znowu nie było mnie już 2 miesiące. Najgorsze, że nie chodzę na wagary, tylko siedzę w domu i myślę, zamartwiam się, że nie byłam w szkole, że przez to nie zdam, będę miała problemy no i tak się stało, że tego roku już nie zaliczę, a obiecałam sobie wieczorem, że rano obiorę się i pójdę. A tak nie robię. Tata jak przychodzi z pracy pyta się mnie i mamy czy byłam, mówimy że byłam... aż do dzisiaj, dowiedział się, że mnie nie było. Oczywiście wszystko poszło na mamę, że to jej wina, że mnie nie puszcza do szkoły itd. Również cała rodzina uważa, że to wina mamy, że jest chora (ma depresje) i nie powinna wychowywać dzieci. Już naprawdę nie wiem co robić: czasami mam myśli samobójcze. Raz byłam o krok od podcięcia żył, ale z drugiej strony chcę żyć. Nadal wierzę, że wszytko się ułoży i będę szczęśliwa...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak koncentracji i nadpobudliwość - czy to są objawy nerwicy?

Witam serdecznie! Mam problem z żoną, otóż często potrafi się denerwować, np. na poczcie pani była niemiła w okienku lub też w sklepie pani ekspedientka miała niemiły głos, to żona od razu się denerwuje, wraca do domu cała nabuzowana i...

Witam serdecznie! Mam problem z żoną, otóż często potrafi się denerwować, np. na poczcie pani była niemiła w okienku lub też w sklepie pani ekspedientka miała niemiły głos, to żona od razu się denerwuje, wraca do domu cała nabuzowana i przekłada to na mnie, wyzwiska, fochy. Często podczas kłótni potrafi upaść na ziemię i wpaść w histerię lub rzucać się na mnie z pazurami na twarz. Zauważyłem też, że podczas rozmowy, gdy żonie coś tłumaczę, ona słucha mnie uważnie, przytakuje i mówi, że mam rację, a za chwilę wraca do tej kwestii i mówi odwrotnie. Gdy ja jej znowu powiem, np.: „ale tego już dawno nie ma”, to mówi: „aha”, „ok”, „to dziwne”, choć wie, że czegoś tam od dawna nie ma. Czy takie braki koncentracji też mogą o tym świadczyć? Często potrafi zdenerwować ją byle co, nie może przez to jeść. Po dłuższym napięciu nerwowym bardzo boli ją serce, dostaje kołatania, czasem było tak, że musieliśmy jechać do szpitala na EKG, niestety wynik nie był najlepszy. W ogóle wydaje mi się, że żona ukrywa przede mną wrodzoną wadę serca, mianowicie ma problem z lewą komorą (arytmia, kołatanie). Czy przez taką wadę mogła powstać nerwica? Przepraszam za mało fachowy język, ale nie znam się na tym zbyt dobrze. Dziękuję za poradę

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Na czym polegają moje problemy ze zdrowiem?

Jakiś czas temu trafiłam do szpital z powodu siniejącej lewej ręki. EKG i badanie krwi nie wykazało nic poważnego. Były podejrzenia o zespół Raynauda. Miałam zrobioną kapilaroskopię dłoni. Okazało się, że faktycznie mam wcześniej wspomniany zespół. Ogólnie jestem osobą nerwową...

Jakiś czas temu trafiłam do szpital z powodu siniejącej lewej ręki. EKG i badanie krwi nie wykazało nic poważnego. Były podejrzenia o zespół Raynauda. Miałam zrobioną kapilaroskopię dłoni. Okazało się, że faktycznie mam wcześniej wspomniany zespół. Ogólnie jestem osobą nerwową i czasami przesadnie boję się o swoje zdrowie. Od kilku dni miałam bóle głowy. Raz z jednej strony bolało, raz z drugiej. Ból był tępy i czasami zdarzało się kłucie. Po konsultacji z lekarzem okazało się, że mam niskie ciśnienie 70/90. W internecie naczytałam się o objawach guza mózgu itp. Od dwóch dni źle się czuję. Jak jestem w trakcie czytania, to często robi mi się ciemno przed oczami. Mam dziwne uczucie, tak jakbym była na karuzeli, ale do tego dochodzi takie dziwne otępienie, jakbym czasami nie wiedziała, co się dzieje (trwa to kilka sekund). Nie wiem, czy sobie wmawiam te objawy, ale bardzo się boję i właściwie tylko o tym myślę całymi dniami, to może pogarszać mój stan. Dodam również, że boli mnie w jednym punkcie w okolicach karku. Ból jest kujący i czuję go, jak ruszam szyją. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czuję, że nie jestem sobą... - jak wrócić do równowagi psychicznej?

Witam. Na imię mi Mariusz i mam 19 lat. Mam ogromny problem i już nie wiem, jak sobie z nim radzić. A mianowicie - jakieś 4 tygodnie temu razem z kolegami zaplanowaliśmy sobie małą domówkę w weekend. Piwko, mecze na...

Witam. Na imię mi Mariusz i mam 19 lat. Mam ogromny problem i już nie wiem, jak sobie z nim radzić. A mianowicie - jakieś 4 tygodnie temu razem z kolegami zaplanowaliśmy sobie małą domówkę w weekend. Piwko, mecze na konsoli itp. - taki męski wieczór. Zrobiliśmy małe zakupy w markecie i udaliśmy się do domu kolegi. Jakiś czas później każdy z nas otworzył sobie piwo i właśnie w tym momencie poczułem jakby uderzenie gorąca, ucisk w głowie i wrażenie, jakbym za chwilę miał zemdleć. Nie wiem jak to określić, bo to bardzo dziwne uczucie spotkało mnie pierwszy raz w życiu. Spanikowany zrobiłem kilka kroków przed siebie, myśląc, ze za chwilę to minie. Tak też się stało, ale po tym zdarzeniu cały wieczór myślałem o tym i nie dawało mi to spokoju. Następnego dnia czułem się już lepiej i nie myślałem już tak o tym. Dzień minął jak każdy inny, ale wieczorem, kiedy wyszedłem po coś do sklepu w pobliżu, odczułem dokładnie to samo, co dzień wcześniej. Nastąpiło to w sklepie. Bardzo się tego przestraszyłem i po chwili wyszedłem ze sklepu, podążając szybkim krokiem do domu. W domu jakby się troszkę uspokoiłem. Usiadłem na fotelu, napiłem się wody, ale bardzo mnie to martwiło i już nie czułem sie tak dobrze, jak wcześniej. Poprosiłem kolegę, by pojechał ze mną do szpitala. W szpitalu opowiedziałem o całym zdarzeniu i zrobiono mi badania serca, a mianowicie usg i ekg, sprawdzono mi ciśnienie (120/80) oraz zrobiono mi badanie krwi, morfologię. Wszystko było w porządku. Nie zaznaczyłem tylko, że wcześniej miałem szybkie i odczuwalne bicie serca, ale na co dzień mi to nie przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu, dlatego nie zwracałem na to szczególnej uwagi. Prowadziłem normalny tryb życia, jak każdy inny człowiek. Wracając do tematu. Każdego kolejnego dnia czułem się już tylko gorzej. Uczucie jakby zawrotów głowy, bezsenność, być może to przez ten stres i myśli o tym, co może mi dolegać. A dalej to już brak apetytu i brak jakiejkolwiek koncentracji. Kompletna pustka w głowie i tak do dziś. Na dodatek to uczucie strachu i obawa przed tym, że w każdej chwili może mi się coś stać. Nie cieszę się już życiem jak wtedy, wszystko przybrało szarych kolorów i tysiące myśli w głowie, co to może być. Po prostu czuję, że nie jestem sobą. Jakby umysł był oderwany od ciała. Jak gdyby ktoś we mnie był i nie chciał sobie pójść, a to co robię w danej chwili - jakby nie miało miejsca. Czuję się jak takie chodzące warzywo, dosłownie jak we śnie. W niczym nie widzę sensu i rzeczy, które do tej pory mnie cieszyły, nagle przestały. Nigdy wcześniej nie miewałem podobnych stanów. Czytałem dużo o derealizacji oraz depersonalizacji, ale nie mam przekonania, że to do końca to, wiec postanowiłem zapytać tutaj. Zawsze byłem energicznym nastolatkiem i duszą towarzystwa. Odwiedziłem neurologa, który dał mi skierowanie na TK głowy. Wykonałem badanie, a następnie udałem się do psychiatry. Psychiatra stwierdził, ze to zaburzenia nastroju i przepisał mi tabletki - ***. Po przeczytaniu ulotki kolejna obawa, bo napisane jest tam, że mogą wystąpić skutki uboczne i troszkę się ich przestraszyłem i nie przyjmuję na razie tych leków. Ale już nie daję rady, mam tego dość. Chciałbym już wrócić do normalności, bo żyć się odechciewa. Proszę o jakąś radę, bo już nie wiem co robić :( Pozdrawiam, Mariusz

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Choruję na nerwicę lękową - czy mogę sobie jakoś pomóc?

Witam! Mam 18 lat. Dwa lata temu w wakacje nagle źle się poczułam - zawroty głowy, ogromne duszności. Po nieprzespanej nocy zabrano mnie do szpitala, gdzie stwierdzono nerwicę, dostałam leki. Praktycznie cały miesiąc spędziłam w łóżku. Przez zawroty...

Witam! Mam 18 lat. Dwa lata temu w wakacje nagle źle się poczułam - zawroty głowy, ogromne duszności. Po nieprzespanej nocy zabrano mnie do szpitala, gdzie stwierdzono nerwicę, dostałam leki. Praktycznie cały miesiąc spędziłam w łóżku. Przez zawroty głowy nie mogłam chodzić, nie wychodziłam praktycznie z domu. Także razem z rodziną jeździłam do psychiatry, który stwierdził hiperwentylacje - jak dobrze pamiętam i dostałam nowe leki. Pod koniec wakacji samopoczucie troszkę się poprawiło, przynajmniej mogłam spokojnie chodzić do szkoły. Co jakiś czas i tak źle się czułam. Zawsze byłam i jestem dziewczyną pełną energii, otwartą, mającą wielu znajomych i wparcie wśród rodziny. Jak każdy miewałam problemy, lecz dawałam sobie z nimi rade. Każda chwila, w której dobrze się czułam była doceniona moim wielkim uśmiechem. Lecz to wraca tak nagle. Od pewnego czasu objawy znowu się zaostrzyły. Znowu byłam u psychiatry, który odradził mi moje leki, bo działały na mnie otępiająco i dał w zamian delikatniejsze. Chciałabym wiedzieć, czy jest jakiś skuteczny sposób na poradzenie sobie z tym? Bo bardzo mnie to ostatnio przybija.   Czy jest jakiś sposób na zawroty głowy, ucisk w klatce piersiowej, duszności, ucisk w części tylnej szyi (kark), uderzenia gorąca?   Proszę o odpowiedz. Pozdrawiam

Dotyczy: Neurologia Nerwica

Nerwica lękowa - leczenie

Witam serdecznie. Od przeszło 10 lat leczę się z powodu nerwicy lękowej. Wcześniej przyjmowałem seroxat z przerwami. Objawy nerwicy ustały. W 2009 roku zaprzestałem przyjmowania leków, a efekt terapeutyczny trwał jeszcze przez ok pół roku. Po tym czasie stany lękowe...

Witam serdecznie. Od przeszło 10 lat leczę się z powodu nerwicy lękowej. Wcześniej przyjmowałem seroxat z przerwami. Objawy nerwicy ustały. W 2009 roku zaprzestałem przyjmowania leków, a efekt terapeutyczny trwał jeszcze przez ok pół roku. Po tym czasie stany lękowe powróciły. W maju 2010 roku udałem się na psychoterapię behawioralno - poznawaczą. Uczęszczam na nią do dnia dzisiejszego. Ostatnio miałem ok. tygodniowy stan depresyjny. Po wizycie u psychoterapeuty zauważyłem u siebie obecnie trwający okres totalnie pozbawiony lęku. Coś jakby stan hipomanii. Obecnie nie stosuję żadnych leków. Nie wiem czy jest to sukces psychoterapii czy jest to spowodowane nie zdiagnozowaną chorobą afektywną. Faktem jest, że : - śpię bardzo dobrze po ok 10-12 h. - mam apetyt - nie mam natłoku myśli - nie mam nie przemyślanych wydatków - mam wrażenie że mam wszystko pod kontrolą Niepokoi mnie jedynie fakt, że nie mam ani drobiny lęku. Wcześniejsze rzeczy sprawiające mi trudność np. zakupy w hipermarkecie obecnie nie stanowią dla mnie najmniejszego problemu orz dalekie podróże itp. Nie wiem czemu ale obawiam się, że mogę mieć Chad. Czy jest to możliwe ? Czy moje objawy mogą wskazywać na w/w chorobę ? Czy może to być gwałtowny przełom w psychoterapii ? Porszę o opinię

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nerwica depresyjna - czy jest dla mnie jakaś szansa?

Mam 19 lat i olbrzymie problemy ze sobą, ciągnie się za mną masakrycznie niska samoocena, wszystko. Teraz jestem sam i bardzo ciężko mi jest z tym, chociaż i tak uważam, że jestem do niczego, często zastanawiam się nad sensem...

Mam 19 lat i olbrzymie problemy ze sobą, ciągnie się za mną masakrycznie niska samoocena, wszystko. Teraz jestem sam i bardzo ciężko mi jest z tym, chociaż i tak uważam, że jestem do niczego, często zastanawiam się nad sensem własnej egzystencji i często myślę o śmierci, jakby to było jedyne rozwiązanie moich problemów. W rzeczywistości wiem, że to nie jest wyjście, chciałbym się cieszyć życiem, bo jestem młody i wiele przede mną. Doskwiera mi zresztą samotność. Co prawda miałem dziewczynę, ale na krótko i czułem się dosłownie z nią jak śmieć, w porę zauważyłem, że byliśmy razem tylko dlatego, że bała się samotności i skończyłem to. I tak wątpię w znalezienie kogoś, jestem zbyt egoistyczny, zatracony we własnym ja i uważam, że nie jestem przystojny, mam odstające uszy i duży nos, w prawdzie nie jest to wielki problem dla mnie, ale jednak największy kompleks mam dotyczący wzrostu. Mam 175 cm, wiem, że nie jest to mało, natomiast kiedyś straszne mi to przeszkadzało, teraz się z tym pogodziłem. Sławny piłkarz David Villa też ma 175 cm wzrostu i w życiu doszedł do czegoś, jest znany, ma dużo pieniędzy, stał się dla mnie przykładem i nie powiem, jest o wiele lepiej. Druga sprawa to nerwica, tak podejrzewam, kiedy się stresuję, mrugam oczami. Kiedyś ruszałem ramionami i machałem szyją ze zdenerwowania, niestety podłoże tego ma początek w domu. Rodzice od zawsze się kłócą, kiedyś się bili i ja, jako małe dziecko, to przeżywałem, teraz może już się nie biją, ale wyzywają. Nienawidzę w domu panującej atmosfery, nienawidzę swojego ojca, ale nie mogę nic zrobić. Oni na mnie pracują, czekam tylko, aż skończę szkołę i podejmę pracę, wtedy wyrzucę wszystko, co mi leży na sercu. Ostatnio nawet, prawie bym pobił ojca, bo chciał pobić matkę. Nienawidzę tej atmosfery, matka jest głupia, zamiast rozwieść się z ojcem, tkwi w tym bez przyszłości małżeństwie, nienawidzę jej, za to i nienawidzę tego, że jestem na ich utrzymaniu. Teraz mrugam oczami, często jak się zdenerwuję, był okres, że prawie w ogóle nie mrugałem, ale potem wracało to ze zdwojoną siłą w podstawówce i gimnazjum, strasznie mrugałem i mi ubliżali z tego powodu, wyzywając mnie, teraz też mrugam, ale zdecydowanie mniej. Teraz nie wiem, jak sobie pomóc, od 2 lat non stop mam jednego wielkiego doła, cicho mówię, czuję się niepewnie. Jak jestem w tłumie ludzi, mam ochotę uciec, stresuję się, drżą mi ręce, wydaje mi się, że wszyscy mnie śledzą i oceniają na podstawie wyglądu i często robię się przez to czerwony na twarzy, czując się, jak śmieć, jak wyrzutek społeczeństwa. I przy czym coraz bardziej odczuwam bezsens swojej egzystencji i brak szans na poprawę swojego losu, wiele razy próbowałem się zmienić, próbowałem, ale nie daję rady, starałem się poznawać ludzi, ale jestem małomówny i sam sobą ludzi odstraszam, więc się nie dziwię, że jestem sam, skoro jestem nudny i odpycham sobą ludzi. Mimo wszystko szukałem sobie zajęcia, jakieś pasji, coś, co będzie sprawiać mi radość i znalazłem, zacząłem jeździć na rowerze w dalekie trasy, kupiłem sobie sprzęt do roweru, zmodernizowałem go i zacząłem interesować się II Wojną Światową, mimo wszystko czuję się fatalnie, nie mam chęci do życia, nie mam znajomych, nie mam z kim wyjść. Mam tylko jednego "kumpla", ale on ma swoje życie, jeździ na imprezy, a ja zostaję sam, chodzę do Technikum, w klasie ludzie są w porządku, ale z nikim się tam nie zaprzyjaźniłem, czasami pogadam, ale czuję się beznadziejnie. Pragnę ludzkiego ciepła, jak każdy człowiek potrzebuję czułości i bliskości drugiej osoby, ale już nawet nie szukam, poddałem się, totalna rezygnacja, po co mam być z jakąś kobietą, skoro jestem brzydki, potem i tak zdradzi mnie z przystojnym i wysokim facetem, jak tylko nadarzy się okazja i wtedy nie ważne jest, czy ma rodzinę, dzieci, czy jest w związku, to jest smutna prawda. Nie wiem, gdzie szukać pomocy, chciałbym zmienić swoje życie, ale wewnętrzny smutek mnie ogranicza, z wiekiem będzie coraz gorzej, aż w końcu popełnię samobójstwo, bo będę aż tak zrozpaczony.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Bóle mięśni, kości, serca - czy to nerwica?

Witam! Mam 27 lat, od 3 cierpię na nerwicę - właściwie dużo wcześniej już ją miałam, ale nie była tak dokuczliwa. Ponad 6 m-cy temu zaczęłam brać C*** 20 i X*** jednocześnie. Brałam je przez 2 tygodnie, później tylko C***....

Witam! Mam 27 lat, od 3 cierpię na nerwicę - właściwie dużo wcześniej już ją miałam, ale nie była tak dokuczliwa. Ponad 6 m-cy temu zaczęłam brać C*** 20 i X*** jednocześnie. Brałam je przez 2 tygodnie, później tylko C***. 2 tygodnie temu odstawiłam C***. Mój lekarz wylądował w szpitalu, więc nie mogłam się z nim skontaktować - a do innego musiałabym czekać 2 m-ce, więc bez konsultacji najpierw zmniejszyłam dawkę do pół tabletki, a ostatnie 2 dni wzięłam po 1/4. W trakcie ostatnich dawek leku zaczęły się bóle lewej strony: pacha, ręka, bark, pod i nad piersią. Z dnia na dzień są coraz silniejsze. Miałam prześwietlenie i stwierdzono zaawansowaną esowatość kręgosłupa i pogłębiającą się kifozę. Kręgosłup zawsze mnie bolał - ale po ciężkim wysiłku i bardzo rzadko. Teraz boli cały czas - ćwiczę go, rozciągam wzmacniam, ale nic nie daje. W efekcie teraz boli mnie: lewa ręka, lewy bok, nad i pod piersią najbardziej dokuczliwe, czasami na środku klatki boli - jakby serce - albo żebra. Czasami mam chwilowe bóle prawej strony. Boli mnie cała górna część kręgosłupa - ustaje na 30 min po masażu - i lewa łopatka. Pod lewą piersią - bardziej od strony zewnętrznej - czuję ucisk, ciężar. Nie jakby ktoś w ręce zgniatał, a naciskał. Wszystkiemu towarzyszą bóle głowy, również migreny. Mój ośrodek nerwowy umiejscowiono w brzuchu, więc mam też problemy z trawieniem - wzdęcia, gazy w dużej ilości - co mnie przeraża i powoduje, że nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Gazy są bezzapachowe, ale raz ciche raz głośne. Idąc coraz niżej odczuwam ból jakby w jajnikach, który promieniuje do nóg i czasami muszę "utykać" by nie poryczeć się z bólu. Bolą mnie mięśnie ud i stawy w kolanach. Przy tych bólach odczuwam drżenie całego ciała - przechodzi po wypiciu elektrolitów i jak wezmę magnez. Do tego jestem osłabiona i kręci mi się w głowie. Czasami czuję jakby ktoś wsadził mi głowę w imadło - odczuwam straszny ucisk, ale bez bólu. Co dziwne odczuwam też ból w szyi, po obu bokach - na całej długości (tam gdzie idą żyły, za węzłami chłonnymi), jest to przeszywający ból, chwilowy. Odkąd zaczęłam brać C*** moja nerwica przeobraziła się w nerwicę lękową - zaczęłam bać się wychodzić z domu - bo dostanę zawału, biegunki, gazów, bo źle się poczuję... Właściwie bałam się wszystkiego i dalej boję, ale teraz staram się z tym walczyć. Miałam: USG jamy brzusznej, kolonografię, badania TSH, krwi... wszystkie w normie. 3 lata temu miałam Helictobacter - wyleczony. Proszę o pomoc, już mam tego wszystkiego dość. Z góry dziękuje.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ból w klatce piersiowej - czy to zawał?

Kilka lat temu odczuwałam ból w klatce piersiowej. Ból głównie w mostku, nie promieniuje, nic mi nie drętwieje. Jest to uciążliwy jednostajny ból. Lekarz zrobił EKG, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Stwierdził, że jest to na tle nerwowym....

Kilka lat temu odczuwałam ból w klatce piersiowej. Ból głównie w mostku, nie promieniuje, nic mi nie drętwieje. Jest to uciążliwy jednostajny ból. Lekarz zrobił EKG, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Stwierdził, że jest to na tle nerwowym. Dostałam leki uspokajające i przez kilka lat był spokój. Jednak kilka dni temu ten sam ból powrócił. Dodatkowo w nocy budzi mnie pulsujący ból w klatce, który trwa kilka sekund i odpuszcza i tak przez całą noc. Jest na tyle silny, że potrafię się obudzić z tego bólu. I przez to nie przesypiam nocy, bo po prostu ból nie pozwala zasnąć. Bardzo uciążliwy i bardzo niepokojący dla mnie. Mam 35 lat, prowadzę zdrowy tryb życia, nie palę papierosów ani nie piję alkoholu. Co może być przyczyną tego nocnego bólu? Boję się, że to zawał.

Dlaczego cały czas ogarnia mnie nieopisany lęk?

Witam serdecznie! Mam problem, jakiś miesiąc temu miałem zły sen, obudziłem się w nocy z lękiem i może nic by się nie wydarzyło, tylko że ten lęk pozostał. Lęk ten tak troszkę od tamtego czasu "ewoluował" tzn. na początku...

Witam serdecznie! Mam problem, jakiś miesiąc temu miałem zły sen, obudziłem się w nocy z lękiem i może nic by się nie wydarzyło, tylko że ten lęk pozostał. Lęk ten tak troszkę od tamtego czasu "ewoluował" tzn. na początku lepiej z nim się czułem w pracy, teraz lepiej mi jest w domu, z tym, że jestem jakby przeczulony, takie mam lęki, że ktoś coś mi zrobi złego, zwłaszcza jestem wyczulony na jednego kolegę z pracy. Nie wiem czemu tak jest. Właściwie jak się budzę to znów jakby sobie przypominam o tym lęku, czasami jest lepiej a czasami gorzej. Dodam jeszcze, że z początku dolegliwości miałem większe takie, że nawet w kinie na filmie nie byłem w stanie wytrzymać, lęk, strach, zamulenie. Mam 26 lat i wcześniej wszystko było dobrze. Jestem osobą wrażliwą, w pracy staram się robić wszystko jak najlepiej, porażki przeżywam też bardzo. Staram się być ponad to wszystko i wciąż zastanawiam się jak to się stało, że wcześniej było OK a teraz nie. Bardzo martwię się jakimś takim brakiem odporności na stres i tym, żeby nikomu się nie narazić. Dodatkowo się stresuję jak pomyślę, że to co mi dolega może być nieuleczalne, że mogę być psychicznie chory.  Nie wiem co mam dalej robić, proszę o poradę. Z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zdiagnozowano u mnie nerwicę, ale boję się, że to poważna choroba psychiczna – czy to możliwe?

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć...

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć i wstydzić, popatrzenie komuś w oczy było i jest okropne, to podobne uczucie do patrzenia w bezchmurne niebo latem, zaraz mnie razi i opuszczam wzrok, no i czuję też takie mrowienie w okolicach oczu. Z czasem było coraz gorzej, pojawiły się lęki i towarzyszące im objawy, tj. mocne bicie serca, pocenie się, szum w uszach, wyostrzenie wszystkich zmysłów, fale przepływającego gorąca, nagły i wysoki wzrost ciśnienia, przyspieszony oddech, czasem drżenie rąk. Te wszystkie objawy połączone z lękiem są nie do wytrzymania podczas ataku, to kompletny odlot, paraliż ciała i umysłu. Jako dziecko i nastolatek byłem wychowywany bezstresowo i wyręczano mnie z praktycznie wszystkiego, był to kompletny brak samodzielności. Żyłem i żyję w wysokim stresie odkąd pamiętam, w dzieciństwie dorastałem w obecności dzieci z rodzin patologicznych, które mnie nie lubiły, bo ja zawsze wszystko miałem, nie chodziłem brudny i głodny, itd., itp. Mój kolejny problem nerwowy to pijący ojciec, z jednej strony go lubię, a z drugiej nienawidzę za to, że pije. Zawsze też miałem niski poziom własnej wartości i do dziś go mam. Kompletny brak wiary w siebie, myślenie, że nie dam rady, nie potrafię, a po co to robić, jestem beznadziejny, bezwartościowy, nie mający nic do zaoferowania i to wszystko na każdym polu zawodowym (teraz nie pracuję) jak i towarzyskim. Dziś moje życie wygląda okropnie, siedzę praktycznie w domu, boje się ludzi, boję się wychodzić z domu, a jak muszę, omijam zatłoczone miejsca, na tym *** jest lepiej, nie ma większości objawów ciała - bicie serca, pocenie się, stres i lęk są mniejsze, ale dalej się peszę i wstydzę, i właśnie dochodzę do meritum. Mam jeden objaw, który doprowadza mnie do obłędu i jeszcze o nim nie powiedziałem mojemu psychologowi, okropnie się boję, że to np. schizofrenia, jak miewam atak i dzieje się to przy tym peszeniu i wstydzeniu się, to mam wrażenie, że widzę, gdy z kimś rozmawiam, że ta osoba ma nieprzyjemny wyraz twarzy, jakby patrzyła na mnie z obrzydzeniem albo że nie chce ze mną rozmawiać, no ma po prostu mnie gdzieś, coś w tym stylu, nie jest łatwo to tak wytłumaczyć, dodam, że jak się uspokajam albo jestem spokojny i nie zaczynam mojego głupiego myślenia typu (o co ta osoba zapyta, co powiedzieć, nie mam co powiedzieć i takie tam podobne), to jak peszenie się znika i ogólnie atak też znika, to tego mojego widzenia nie ma. Bardzo proszę o poradę, co to może być.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty