Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Stany lękowe - jak się ich pozbyć?

Witam. Mam 31 lat. Miewam lęki i chyba fobię. Z 3 lata temu przestałem jeździć autobusem, po tym jak myślałem, że zwymiotuję. Jeżdzę ogólnie samochodem. Wydaje mi się, że wyobraziłem sobie wiele lęków. Ogólnie unikam pomieszczeń, gdzie jest sporo ludzi....

Witam. Mam 31 lat. Miewam lęki i chyba fobię. Z 3 lata temu przestałem jeździć autobusem, po tym jak myślałem, że zwymiotuję. Jeżdzę ogólnie samochodem. Wydaje mi się, że wyobraziłem sobie wiele lęków. Ogólnie unikam pomieszczeń, gdzie jest sporo ludzi. Od lęków robi mi się nie dobrze. Nie chodzę do kościoła, a jak już idę, to siedzę w ostatniej ławce. Obecnie nie pracuję i też jest problem z poznaniem nowych ludzi i pracy danej sytuacji. Nawet ostatnio jedząc z rodziną zrobiło mi się niedobrze . Nie wiem czemu. Leczę się u neurologa, biorę leki od 3 miesięcy. Jest trochę lepiej, ale wiem, że coś blokuje moją psychikę, stąd te lęki. Chciałbym się wreszcie ożenić, ale też będzie problem, bo wszyscy będą na mnie patrzeć. Proszę coś doradzić. Od nerwów mam mdłości i nic więcej. Email arus242@op.pl.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co powoduje napadowe duszności?

Witam! Mam na imię Mateusz, mam 18 lat i potrzebuję czyjejś rady. Półtora roku temu gdy siedziałem z dziewczyną, oglądałem mecz, siedzimy sobie spokojnie nagle bardzo źle się poczułem, zrobiłem się blady jak kartka papieru, cały się nagle zlałem potem,...

Witam! Mam na imię Mateusz, mam 18 lat i potrzebuję czyjejś rady. Półtora roku temu gdy siedziałem z dziewczyną, oglądałem mecz, siedzimy sobie spokojnie nagle bardzo źle się poczułem, zrobiłem się blady jak kartka papieru, cały się nagle zlałem potem, do tego mrowienie w rękach i nogach, bardzo szybki puls około 130 na minutę albo więcej, ciężki oddech, duszność i bardzo źle samopoczucie miałem wtedy 17 lat. OK pomyślałem sobie, jeśli to się powtórzy pójdę do lekarza, ale odpukać jak ręką odjął rok nic kompletnie, nagle znów powtórzyło mi się to samo, później znów to samo i znów i teraz coraz częściej lecz nie aż w tak mocno, jak ten pierwszy raz. Wystraszyłem się, że dostanę jakiegoś zawału było u mnie wiele razy pogotowie i tez nic nie wykryli, a teraz żyję w lęku, że niedługo umrę na zawał albo coś takiego zapadłem w taki stan, że nie wiem co się dzieje ze mną, tym bardziej, że sobie kilka razy zażyłem dopalaczy, ale tylko kilka razy, poszedłem do kardiologa miałem podejrzenie napadowej tachykardii serca wytworzona złą pracą nerek lub hormonów itp. Dostałem skierowanie tu i tam i zaczęło się od badań kardiologicznych, zrobiłem echo serca, dziesiątki razy ekg, holtera na 24 h na dobę, pani kardiolog, która jest dobra doktorką to akurat wiem, stwierdziła że serce mam bardzo zdrowe, żadnej wady, nic kompletnie lekkie zaburzenia wyszły na holterze ale są one tak małe każdy człowiek może takie mieć i kazała wykluczyć przyczynę od serca, więc zrobiłem usg tętnic nadnerczy i badania nerek - one też są zdrowe. Wszystko w porządku, tak więc endokrynolog został (na jeden wynik jeszcze czekam, na którym też pewnie nic nie będzie), a poza tym on stwierdził, że z tarczycą i hormonami układem krwionośnym itp. także wszystko jest ok, a ja ciągle miewam napady, troszkę słabsze takie jak opisałem wyżej. Także po wielokrotnych badaniach itp. okazało się, że jestem zdrowy i mam pytanie, skoro jestem zdrowy nie byłem tylko u psychiatry, z czym są związane te objawy? Czy może to być silna nerwica, która objawia się nawet, gdy się nie zdenerwuję czy takie napady to może być poważna nerwica, czy to też mam wykluczyć i nie iść do psychiatry? Jestem młodym człowiekiem, naprawdę się boję, co mam teraz robić, niech ktoś mi pomoże albo chociaż doradzi, bo niedługo sfiksuję. Ciągle myślę, że umrę, jak mam ten napad od razu myślę, że to zawal, mimo że serce jest ok. Miewam też skoki ciśnienia np. 180 na 110 lecz przyjmuję L***, który za bardzo nie pomaga. Jest on na zaburzenia rytmu i ciśnienie i już sam nie wiem co mi jest. Boję się, że mnie to znów dopadnie i umrę co mam robić. Bardzo będę wdzięczny za pomoc lub dobrą radę. Dziękuję z góry.

Dlaczego jestem cały czas smutna i boję się ludzi?

Witam! Od jakiegoś czasu miewam ciągle braki pewności siebie, nie potrafię się skopić na prostych zadaniach. Jak wychodzę do ludzi, ich obecność mnie stresuje, nie potrafię z nimi normalnie rozmawiać, tylko tak się wsłuchuję co mówią. Z tego stresu,...

Witam! Od jakiegoś czasu miewam ciągle braki pewności siebie, nie potrafię się skopić na prostych zadaniach. Jak wychodzę do ludzi, ich obecność mnie stresuje, nie potrafię z nimi normalnie rozmawiać, tylko tak się wsłuchuję co mówią. Z tego stresu, że nie rozumiem tego co mówią i odpowiadam takimi półsłówkami, bo nie wiem o co chodzi i to wygląda dziwnie, jakbym olewała i widzę zaraz to co robię, że jest bez sensu. Ciągle marudzę rodzicom, że coś mi jest a oni mówią, że się nad sobą użalam i żebym się wzięła w garść. Ja się czuję jak małe dziecko nieporadne, że nie umiem sobie poradzić w życiu, pomimo tego że mam 20 lat. Jakbym się cofnęła w rozwoju. Próbuję zwracać na siebie uwagę, robię z siebie przy tym trochę durnia, bo mam uczucie jakbym nagle straciła umiejętność normalnego rozumowania. W pracy jestem zdenerwowana, przy tym wygląda to jakbym nie cieszyła się z tego co robię. Zawsze byłam wesoła i optymistycznie nastawiona do życia, do ludzi. A teraz wydaje mi się, że nic mnie nie cieszy, pomimo że w domu mam wszystko. Zawsze rodzice o mnie dbali i niczego mi nie brakowało, nawet bym powiedziała, że miałam to co chciałam. Siedzę tylko w domu i rozmyślam nad sobą, analizuję ciągle jakieś pierdoły, zamiast się zmotywować do czegoś. Boję się nawet iść zapisać na prawo jazdy, nieraz mam przebłyski, że będzie dobrze a za chwilę zdenerwuję się i znowu wszystko mnie przygnębia, że nie dam rady i że bez sensu. Mam chłopaka, ostatnio między nami nie było za dobrze. Rozstaliśmy się w grudniu, podczas świąt. Ja poszłam na sylwestra sama, zostawiłam go, bo miałam dość już ciągłych kłamstw, bo nie był ze mną szczery, pomimo wszystkiego kochałam go bardzo mocno, ale wiedziałam, że to nie ma sensu. Chciałam sobie ułożyć życie trochę na nowo z nowym chłopakiem, którego poznałam w mojej pracy, tylko że spotykając się z nim wydawało mi się, że zależało mu tylko na seksie ze mną, bo jestem podobno piękną kobieta, tak każdy mówi. Ja ciągle myślałam, jakby to był Sebastian i nie byłam z nim szczęśliwa, w tym zamotaniu nie panowałam nad swoimi uczuciami, bo wydawało mi się, że dalej kocham Sebastiana i robię coś wbrew sobie z inna osobą. W głowie miałam dalej jego, więc zerwałam z tamtym chłopakiem i wróciłam do Sebastiana. Teraz mieliśmy dożo przeżyć, on mnie kiedyś zdradził, ja nie umiałam mu tego trochę wybaczyć. Wróciłam do niego, ale ciągle mu to wytykałam na początku. Później już nie, ale nie miałam zaufania i cokolwiek by nie zrobił podejrzewałam, że mnie okłamuje. Ja pomimo tego, że z nim jestem, czuję się ciągle źle i nie chcę ciągle mu jęczeć, że coś mi jest, bo chciałabym żeby już było fajnie i żebyśmy sobie ułożyli jakoś życie. Jemu wydaje się od razu, że coś wymyślam, bo potrafię się nie odzywać, np. tylko siedzę i analizuję siebie, nawet jak jestem w pracy zapominam, że coś miałam zrobić, napisać SMS czy coś. A jak mam napisać, to nie wiem co... Ciągle jestem smutna i potrafię płakać bez powodu... Nie chcę być taka beznadziejna. Jeszcze dodam, że od jakiegoś czasu coraz więcej myślę i bardziej się stresuję, pocą mi się stopy, mam wysokie ciśnienie i chyba trochę mi wypadają włosy bardziej niż normalnie. Jestem fryzjerką, ale to nie choroba zawodowa, bo siostra mi mówi, że sobie wymyślam, ale ja widzę, że garściami mi lecą, jak nigdy. Czuję się jak babcia stara siedząca kura w domu, bez zajęcia, zarastająca stertą ciuchów po uszy... Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy może dolegać mi coś poważnego?

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24...

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24 godziny na dobę, potem uspokaja się na kilka dni i znów powraca trwając 24 godziny na dobę). Jestem pewna, że mam fobię społeczną, to raz. Za każdym razem jak wychodzę na dwór, mam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy i wytyka palcami (mam nadwagę oraz ubieram się bardziej po „chłopięcemu”). Od kilku lat wychodzę na zewnątrz tylko wtedy, kiedy muszę, ogólnie cały czas siedzę przed komputerem. Za nic w świecie nie można było zaciągnąć mnie do pracy. Przeraża mnie fakt, że będę wśród grupy ludzi. Natomiast z drugiej strony, kiedy już zapoznam się z kimś, nie boję się rozmawiać i być sobą. Raczej przeraża mnie fakt, że będę wśród obcych osób. Do tej pory zawszę ciągam ze sobą mamę. Kiedy wychodzę na dwór, zawsze spuszczam głowę i prawie, że biegnę by tylko szybciej dojść do danego celu. Kiedyś w szkole byłam „kozłem ofiarnym”, po tym zaczęłam się „bać” ludzi. Nie boję się, że mnie skrzywdzą fizycznie, a raczej psychicznie. Myślałam, że moje szkolne doświadczenie umocniło moją psychikę, ale jak widać, bardzo się pomyliłam. Plus, miałam wrażenie, że zawsze miałam „olewczy” stosunek do tego, co ludzie o mnie powiedzą, a jednak podświadomość robiła swoje. Od zawsze byłam typem zdrowej osoby. Jeśli chorowałam, to było to zazwyczaj zwykłe przeziębienie, które leczyłam domowymi sposobami. Kiedy zaczęłam mieć lekkie duszności i mocniejsze bicie serca, od razu udałam się do lekarzy (nigdy czegoś takiego nie miałam, więc od razu panika była na pierwszym miejscu). Miałam robione EKG, Echo serca, Holter EKG - mała niedomykalność mitralna (1/4), serce prawidłowej wielkości + 200 epizodów tachykardii (co dziwne, ponieważ moje tętno zawsze było w granicach 88, kiedy mierzyłam, a to było kilkadziesiąt razy dziennie) oraz wstawki częstoskurczu nadkomorowego (do 193). Najniższe zarejestrowane tętno: 40 (fizjologiczna bradykardia); oraz niemiarowość zatokowa. Nieliczne (20) epizody arytmii nadkomorowej (pojedyncze, podwójne, potrójne) oraz arytmii komorowej (14), natomiast obie wykazywały mniej niż 0.1 wszystkich pobudzeń. Nie stwierdzono arytmii absolutnych oraz pauz dłuższych niż 1.5 sekundy. Dostałam beta-blokera oraz tabletki zawierające potas i magnez. Poza tymi badaniami w panice robiłam wszystko za koleją. Czułam się tragicznie, a wyniki wychodziły dobrze. LDH (w granicach górnej normy), ACTH (w granicach górnej normy), Morfologia 25 z rozmazem, CRP, Jonogram, Biochemia, Immunochemia, Hormony (trochę szwankowały, ale były w granicach górnych norm), USG Doppler. Kolor tętnic szyjnych i kręgowych USG jamy brzusznej (jako, że często mam biegunkę bez bólu brzucha oraz bardzo często oddaję mocz), RTG klatki piersiowej (nawet nie mam „sylwetki mitralnej”), RTG zatok (laryngolog zlecił zrobienie prześwietlenia), Posiew moczu, Wymaz z jamy ustnej i nosa oraz więcej, o których już zapomniałam - wszystko w normie poza PRL (ponad 500 - norma od 60 do 560 - niby w normie, ale bardzo blisko), Kortyzol (17 - norma do 9), OB (27 - norma od 3 do 15), cholesterol (umiarkowane ryzyko miażdżycy) oraz USG tarczycy, ślinianek i węzłów chłonnych wykazał 4 mm guzek na tarczycy. Endokrynolog stwierdził, by nic z tym nie robić... Neurolog oraz laryngolog kazali mi na stojąco zamknąć oczy oraz wyciągnąć ręce przed siebie - troszkę się chwiałam przy zamkniętych oczach, a kiedy kazali maszerować w miejscu przy zamkniętych oczach, skręciłam o 90 stopni, ale stwierdzili, że to „normalne” (mama też przy tym badaniu skręciła o 90 stopni, też ma wyniki badań w normie). Jedyne co neurolog mi przepisała to leki na lęk, natomiast źle na te proszki reagowałam. Miały uspokajać, a moje tętno po tych proszkach dochodziło do 144, okropne kołatanie serca oraz miałam nogi jak z waty. Moja mama również podobnie reaguje na ten sam lek (ma małą niedomykalność mitralną (1/4), tachykardię, częstoskurcze nadkomorowe oraz stwierdzoną arytmię - nie wiem czy komorową, czy nadkomorową - podobnie jak u mnie - oprócz arytmii). Pomimo dobrych wyników badań czuję lęk, że mam coś, czego lekarze nie wykryli, coś co nie wpływa na żadne badania i że umrę. W nocy jest prawdziwa tragedia. Pomimo, że serce bije dość wolno oraz mam tętno 64, czuję uczucie gorąca i zimna na przemian, i boję się usnąć. Czuję ten lęk, ale jak widać, nie zawsze mam przyspieszone bicie serca i szybkie tętno, kiedy czuję ten lęk. Czasami również kiedy już usypiam leżąc jak kłoda, mięśnie napinam do granic możliwości, wtedy łzawią mi oczy (nie nazwałabym tego płaczem, ale jestem tak przerażona, że oczy robią się mokre). Do tego „widzę” różne rzeczy. Najczęściej to jest jedna czarna plamka na ścianie, która zniknie, jak kilka razy pomrugam. Czasami „widzę” coś białego (jakby szatę) za drzwiami (drzwi do pokoju mają szybę na środku), ale to trwa dosłownie sekundę. Wiem, że tam nic nie ma, tak samo jak wiem, że nie ma żadnej plamki na ścianie. Nie mogę się przemóc, by iść do psychiatry (a wiem, że to raczej wskazane w moim przypadku). Jestem raczej skryta, do tej pory rodzice nie wiedzą, że w szkole byłam „kozłem ofiarnym”. Nikomu w rodzinie, ani poza nią, nie mówiłam oraz o tym, że kiedy miałam 11 lat, sąsiad obmacał moje piersi (w internecie jest dużo łatwiej cokolwiek powiedzieć, nikt nie wie, kim jestem). Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale mama kiedyś mnie biła wszystkim, czym miała pod ręką (od kasety VHS po buty) oraz nazywała mnie cielakiem i krową (już wtedy miałam problemy z nadwagą), natomiast tata nadużywa alkoholu. Chciałabym wierzyć, że to „tylko” hipochondria zapukała do moich drzwi, ale jednak mam trudności z uspokojeniem się i zaprzestaniem robienia listy coraz to nowych badań do wykonania. Ostatnio mam dosyć tego wszystkiego i mam myśli samobójcze. Natomiast strach przed śmiercią powstrzymuje mnie od zrobienia czegokolwiek w kierunku pozbawienia siebie życia. Od pewnego czasu prowadzę dziennik. Opisuję swoje zdarzenia w dniu oraz objawy, które mi towarzyszą, kiedy się objawy nasilają, kiedy ustają, jakie to objawy, itp. Przytoczę niektóre części: „Wyszukiwanie chorób, badań; wypytywanie mamy o wyniki badań przy chorobach zagrażających życiu – nasilenie pulsowania w nieokreślonym miejscu (wrażenie pulsowania od serca do lewego kolana); niepokój, nieustanne myślenie o kolejnych badaniach wykluczających wcześniej wyszukiwane choroby; niepokój o wyniki moich badań, gdzie parametry są w górnych granicach normy, natomiast nadal w normie; przeglądanie moich wyników badań i spisywanie tych w górnych granicach normy, by je powtórzyć najszybciej jak można; osłabienie pulsowania, natomiast nie jego ustanie”. „Wyczerpanie psychiczne z powodu ciągłego niepokoju, lęku, strachu. Wrażenie limitu – myśli o skończeniu wszystkiego – myśli samobójcze; strach przed śmiercią; przed jakąś śmiertelną chorobą, którą być może mam pomimo dobrych wyników badań (oraz niektórych z lekkimi odchyleniami od normy)”. „Po raz kolejny sprawdzanie w Internecie objawów najróżniejszych chorób, dopasowywanie do moich objawów oraz spisywanie badań, które trzeba wykonać, by wykluczyć bądź potwierdzić dane choroby – uczucie kłucia na prawym obojczyku; uczucie ciężkości w mostku; kolejne nasilenie pulsowania w tej samej okolicy co poprzednio”. „Sprawdzanie reakcji źrenic w lusterku oraz równowagi z zamkniętymi oczami – trudności w utrzymaniu równowagi z zamkniętymi oczami, lekkie chwianie się, głównie na prawą stronę. Próba palec-nos, nie zawsze skuteczna. Panika, że nie trafienie opuszką palca w czubek nosa tylko nieznacznie powyżej to oznaka śmiertelnej choroby. Chęć płaczu i skończenia tego lęku. Po raz kolejny myśli samobójcze; natomiast strach przed śmiercią jest silniejszy”. „Robienie notatek, by nie zapomnieć zapisać się na wizyty u kolejnych lekarzy; RTG bądź USG najróżniejszych części ciała, które nawet nie bolą; kolejnych badań krwi. Uczucie gorąca i zimna na przemian, kiedy dowiaduję się, że na niektóre badania potrzebne jest skierowanie, którego nie dostanę od lekarza”. „Kortyzol po południu – 17; norma do 9 – obawa przed chorobą; sprawdzanie co powoduje podwyższenie kortyzolu; obsesyjne spisywanie kolejnej tury badań wykluczających bądź potwierdzających choroby związane z podwyższeniem kortyzolu. Wypytywanie o Zespół Cushinga niezależnego od ACTH, które miałam w normie. Nieznaczne uspokojenie po odpowiedzi od mamy, że przy gruczolaku/guzie nadnerczy bądź jakimkolwiek innym, OB oraz CRP byłoby znacznie podwyższone; uczucie ciężkości w okolicach zatok sitowych oraz czoła, kolejna doza kłuć na prawym obojczyku – lekka panika, ponieważ kłucie powróciło i nie przestaje – powstrzymanie się od zażycia proszku przeciwbólowego z obawy na zażywane przeze mnie inne leki i połączenie ich razem”. „Silne pulsowanie (w tych samych okolicach co wcześniej) nie ustaje; przysłuchiwanie się biciu serca za pomocą stetoskopu oraz pomiar tętna; zawroty głowy – panika, ponieważ biorę proszki od zawrotów, a teraz je odczuwam; dziwne zimne kłucie na plecach pod prawą łopatką – kolejna panika, ponieważ nie wiem, od czego”. „Zabawa z kotką – pulsowanie ustało, próba uspokojenia się nie bardzo się powiodła, ponieważ podświadomie dalej myślałam o chorobach; tętno przyspieszyło z powodu „zmęczenia” zabawą – pomiar tętna. Powrót do pokoju – kolejne nasilenie pulsowania; kłucie po lewej stronie pleców w obrębie pasa oraz pod lewą pachą; chwilowy ucisk w klatce piersiowej oraz wrażenie sekundowego braku powietrza; tętno wolne. Kolejne sprawdzenie reakcji źrenic w lusterku oraz sprawdzanie równowagi z zamkniętymi oczami plus palec-nos – po nietrafieniu dokładnie opuszką w czubek nosa poczułam okropne kłucie na lewej łopatce, pod lewą pachą oraz na prawym udzie; łzawienie oczu z powodu bezradności i ciągłego lęku, którego nie potrafię się pozbyć”. „Bardzo często pulsowanie było nieznośne; gorzej było jak siedziałam bądź leżałam na lewym boku; na prawym też cudownie nie było, natomiast jak położyłam się na brzuchu, to pulsowanie czułam bardziej w nodze niż koło serca”. „Dzień. Jak do tej pory poza tym pulsowaniem, nie odczuwam żadnych innych dolegliwości, ale wiem, że kiedy zacznie się ściemniać – zacznie się; to działa jak w zegarku, ZAWSZE zaczynam odczuwać niepokój, kiedy się ściemnia; nie potrafię powiedzieć dlaczego, aż tak się nie boję w dzień”. „Jest 22:00. Przed chwilką musiałam pójść do mamy, by wziąć proszki dla babci, o których babcia zapomniała – po powrocie zauważyłam, że czułam się zupełnie dobrze, myśląc o czymś zupełnie innym – a mianowicie: proszki dla babci – żadnego pulsowania, kłucia, zawrotów, nic (poza wredną wrastającą w policzek od wewnątrz prawą ósemką; lewa też wrasta, ale jeszcze tak tego nie odczuwam). Tylko wróciłam i zaczęłam to pisać, pulsowanie wróciło”. Przepraszam za takie rozpisanie się. Już nie wiem, co mam robić. Bardzo bym prosiła o odpowiedź. Dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwica natręctw: do kogo zwrócić się o pomoc?

Jestem w ciąży w 24 tygodniu. Od pewnego czasu - jeszcze zdarzało się przed ciążą, ale w trakcie ciąży się nasiliło - ciągłe powracające natrętne myśli dotyczące wody, tzn. że rura w domu pęknie, że nas zaleje woda, że rury...

Jestem w ciąży w 24 tygodniu. Od pewnego czasu - jeszcze zdarzało się przed ciążą, ale w trakcie ciąży się nasiliło - ciągłe powracające natrętne myśli dotyczące wody, tzn. że rura w domu pęknie, że nas zaleje woda, że rury przeciekają w domu i woda kapie. Ona nie kapie, a ja ją słyszę jak kapie. Słyszę jak sąsiadka odkręca wodę u siebie, gdyż w domu jest taki charakterystyczny szum wody. Mam w sobie lęk taki, że boję się odkręcić wody w kranie w domu, gdyż od razu mam czarne myśli, że gdzieś rura pęknie lub będzie przeciekało i nas zaleje woda. Byliśmy kilka razy zalani przez sąsiadkę z góry. Również od jakiegoś czasu boję się chodzić na działkę, bo zaraz mam problem z myśleniem o używaniu wody, że gdzieś rura przecieka, kapie, że nas zaleje. Głównie chodzi o postawioną na działce altankę i że ja nie będę wiedziała, co z tym zrobić, gdyż zajmuję się tym sama. Otworzę tylko oczy i już o tym myślę i te myśli są cały dzień ze mną, nie mogę zająć się niczym innym, gdyż one wracają ciągle, nagle i natrętnie. Wzrasta we mnie strach, ciągły niepokój. Nie chcę się tak czuć, chciałabym być bardziej spokojna, co robić i do kogo zwrócić się o pomoc? Czy jest to nerwica natręctw?? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Natrętne myśli: jak sobie pomóc?

Witam. Mam 34 lata. Od czerwca 2010 roku dopadło mnie coś, co wcześniej nie miało miejsca, mianowicie nachodzą mnie myśli, że mogę coś złego zrobić swoim dzieciom, a mam 2 kochanych synów. Pojawia się lęk, który mnie męczy, myślę o...

Witam. Mam 34 lata. Od czerwca 2010 roku dopadło mnie coś, co wcześniej nie miało miejsca, mianowicie nachodzą mnie myśli, że mogę coś złego zrobić swoim dzieciom, a mam 2 kochanych synów. Pojawia się lęk, który mnie męczy, myślę o śmierci, o innej orientacji seksualnej. Mam wspaniałą rodznnkę i kochającą żonę. Analizuję sytuacje, które mogłyby się stać. Do tego wszystkiego dochodzi ciągłe zmęczenie, zawroty i bóle głowy. Brakuje mi chęci do życia, a zawsze byłem osobą, która ciągle szła do przodu, miałem dobry kontakt z ludźmi . Na dzień dzisiejszy jestem zrezygnowany i zmęczony tym, co mnie dopadło, ale mam nadzieję, że to kiedyś minie. Proszę o poradę, jak sobie pomóc, bo jeszcze nikt o mojej sytuacji się nie dowiedział. Pozdrawiam.

Ból głowy - czy jest wywołany przez nerwicę?

Bardzo się denerwuję. Moja mama od dłuższego czasu (jakieś 2 lata) skarży się na ból prawej (o ile dobrze pamiętam) półkuli mózgowej, prawego oka, prawego ucha i prawego migdała. Nie wiem co się dzieje. Mówi, że ból półkuli mózgowej...

Bardzo się denerwuję. Moja mama od dłuższego czasu (jakieś 2 lata) skarży się na ból prawej (o ile dobrze pamiętam) półkuli mózgowej, prawego oka, prawego ucha i prawego migdała. Nie wiem co się dzieje. Mówi, że ból półkuli mózgowej przypomina przeszycie sztyletem. Oko robiło się całe przekrwione, ale ten objaw już zanikł. Mama odwiedzała mnóstwo lekarzy, robiła różne badania: rentgeny, wymazy z gardła, ale wszystkie wyniki wyszły podobno prawidłowo. Zastanawiam się też, czy może to być nerwica. Nie mam ojca, więc nie wyobrażam sobie, gdyby coś stało się mojej mamie. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak wyrwać się z sideł zamartwiania?

Witam! Mam 24 lata i w zasadzie całkowicie poukładane i szczęśliwe życie. Mam cudownego, kochającego męża, wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Kończę studia, czeka mnie jeszcze jedynie poszukiwanie pracy. Ale podchodzę do tej kwestii optymistycznie. Przez otoczenie jestem odbierana jako bardzo...

Witam! Mam 24 lata i w zasadzie całkowicie poukładane i szczęśliwe życie. Mam cudownego, kochającego męża, wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Kończę studia, czeka mnie jeszcze jedynie poszukiwanie pracy. Ale podchodzę do tej kwestii optymistycznie. Przez otoczenie jestem odbierana jako bardzo silna, pogodna i otwarta osoba. Dla przyjaciół jestem i zawsze byłam powiernikiem. Bardzo często ludzie obdarzają mnie wielkim zaufaniem, zwierzają mi się, proszą o rady. Mam wiele pasji, które rozwijam. Jestem przekonana, że moje otoczenie w życiu nie uwierzyłoby, że mam jakiś problem. To szokujące! W rzeczywistości w środku paraliżuje mnie potworny stres. Niby wszystko mi w życiu wychodzi, a miewam okresy takiego niepokoju, że nie daję sobie rady. Można powiedzieć, że ten obezwładniający stres towarzyszy mi od zawsze, niemniej jednak zaczyna mi to coraz bardziej doskwierać. Już jako dziecko często się zamartwiałam i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Oczywiście stany takiego nieopisanego niepokoju nie trwają nieustannie, ale stale nawracają po kilku tygodniach, miesiącach spokoju. Wtedy nie mogę zebrać się w sobie, próbuję odwracać własną uwagę od swoich myśli. W gronie ludzi zapominam, a gdy jestem sama, to dławi mnie w gardle, czuję ucisk w brzuchu i chce mi się płakać. Czuję się jak sparaliżowana, nie mogę znaleźć sobie miejsca i autentycznie sprawia mi to ból. Szamotam się sama ze sobą. Wydaje mi się, że nie wytrzymam. Martwię się często rzeczami zupełnie abstrakcyjnymi. Powiedziałabym, że wymyślam sobie problemy i potwornie mnie to irytuje - jestem na siebie wściekła, że nie umiem dać sobie rady. Przykładowo, boję się, że nie będę dobrą matką i ciąża wywołuje u mnie lęk. Takich przykładów jest naprawdę wiele. A nigdy nie doświadczyłam w tej sferze jakiejś traumy, nie mam za sobą trudnych doświadczeń. Mam ogromne sumienie i bardzo idealistyczne podejście do życia. Najwięcej wymagam od siebie. Kiedy zrobię coś nie tak jak trzeba, zadręczam się - nawet jeśli nikomu nie zrobiłam tym przykrości ani żadnej krzywdy. Częściej nawet dręczę się nie tyle z powodu jakichś czynów, ale samych myśli, powiedziałabym natrętnych (mechanizm: pomyśl o czymś strasznym, a potem udręczaj się, że w ogóle mogłaś o tym pomyśleć). Sama na siebie jestem wściekła, że taka jestem, że nie potrafię stawić czoła swoim problemom. Wiem jakie ludzie mają nieszczęścia i to potęguje moje poczucie winy. Panicznie boję się chorób psychicznych i to akurat wynika z autentycznej traumy. Mąż mojej ciotki chorował na schizofrenię i jego choroba zdominowała życie rodzinne. Ciągle mówiono tylko o tym. Boję się, że unieszczęśliwię ludzi, których kocham i że sama nie będę umiała przeżyć szczęśliwie życia. Nie mam myśli samobójczych. Uważam, że to tchórzostwo. Poza tym za bardzo kocham życie i ludzi którzy są dla mnie ważni. Tylko dlaczego to życie mnie boli? Co powinnam zrobić? Bardzo proszę o radę i z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Lęk przed wyjściem z domu po ataku paniki

Witam, kilka dni temu przeszłam silny atak paniki, to było pierwszy raz w moim życiu. Nagle poczułam przypływ gorąca, potem było coraz gorzej. Po kilku minutach zrobiło mi się słabo, kończyny mi zdrętwiały, poczułam silne kołatanie serca, nie...

Witam, kilka dni temu przeszłam silny atak paniki, to było pierwszy raz w moim życiu. Nagle poczułam przypływ gorąca, potem było coraz gorzej. Po kilku minutach zrobiło mi się słabo, kończyny mi zdrętwiały, poczułam silne kołatanie serca, nie potrafiłam zrobić wdechu, do tego doszedł silny ból w brzuchu. Kilka minut później zmierzyłam sobie ciśnienie i puls i w miarę nasilania się objawów ciśnienie również rosło i osiągało około 150/100, puls około 110. Te objawy utrzymywały się przez 2 godziny. Niestety, od tego czasu boję się wyjść z domu, dostaję duszności, źle się czuję- słabo mi- i czuję się jak przy ostrym zatruciu, żołądek nie daje mi spokoju. W związku z zaistniałą sytuacją, nie byłam na uczelni i unikam długich spacerów, jak i podróży autem. Chciałam się zapytać jak sobie radzić w takich sytuacjach, w środę wracam na uczelnie, a muszę do niej dotrzeć autobusem. Obecnie przyjmuję leki. Proszę o pomoc. Z poważaniem M.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dziwne uczucie przed snem: jak sobie z tym poradzić?

Jak miałem 10-11 lat to miałem tak samo. Był jakiś czas przerwy i znowu tak mam, a mam 16 lat. Gdy chcę zasnąć, to zaczyna boleć mnie brzuch jakbym miał biegunkę. Gdy patrzę na ścianę, to robi się jakaś...

Jak miałem 10-11 lat to miałem tak samo. Był jakiś czas przerwy i znowu tak mam, a mam 16 lat. Gdy chcę zasnąć, to zaczyna boleć mnie brzuch jakbym miał biegunkę. Gdy patrzę na ścianę, to robi się jakaś mała i widzę ją tak jakby w pikselach, trzęsę się. Tak się dzieje, gdy wyłączę telewizor i nic nie gra, jest wtedy tak cicho, bo gdy słyszę jakąś muzykę, to tak nie mam. Boję się zasnąć, myślałem, że z wiekiem to przejdzie, ale się myliłem. Nie wiem, co mam robić.    

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Fobia szkolna - w jaki sposób sobie z nią poradzić?

Witam, mam 17 lat i moje problemy ze szkołą można powiedzieć zaczęły się od zerówki. Pierwszy raz poszłam i już potem zaczęły się problemy... Wymioty, bóle głowy itp. Zawsze przed pójściem płakałam, darłam się, że nie chce iść! Może było...

Witam, mam 17 lat i moje problemy ze szkołą można powiedzieć zaczęły się od zerówki. Pierwszy raz poszłam i już potem zaczęły się problemy... Wymioty, bóle głowy itp. Zawsze przed pójściem płakałam, darłam się, że nie chce iść! Może było to spowodowane tym, iż dzieci zawsze wyśmiewały się z mojego oka (mam zeza). Potem 1. klasa to samo aż do 4. klasy. Od 4. klasy do 1. gim. miałam spokój jakoś nie bałam się chodzić, chodziłam normalnie. Niestety nie trwało to długo. 1. gim. zmiana klasy, poznanie nowych ludzi i to samo, śmiali się ze mnie (mojego oka) opuszczałam parę godzin, ale nie tak dużo. Za rok przepisałam się do następnej klasy i tam jeszcze w miarę chodziłam, ale coś pod koniec roku. Nie chciałam iść, mama chciała załatwić nauczanie indywidualne, ale niestety nic z tego nie wyszło. No i 3. klasa gim. i tu się totalnie "popsuło" nie było mnie nawet po 2 tyg. Miałam 100% opuszczonych godzin, zdałam dzięki mamie, bo chodziła do nauczycieli i jakimś cudem puścili mnie. Po skończeniu gim. Myślałam, że w końcu wszystko będzie OK, że pójdę do nowej szkoły i zacznę od początku. Rodzice załatwili mi LO, byłam pierwszy dzień, ale zrezygnowałam, bałam się, że sobie nie poradzę i również nikogo nie znałam, więc przepisali mnie do zawodówki. I tu pierwszy miesiąc i już nie chciałam chodzić. Zobaczyłam kto tam chodzi (połowa osób z gim. właśnie przez których nie chciałam chodzić). W pierwszym miesiącu jakoś przechodziłam, w drugim już mnie nie było, tylko raz byłam, aż w końcu pedagog przyszła do domu spytać, co jest że nie chodzę, powiedziałam, że rodzice przepisali mnie do zawodówki a tego nie chciałam. Po tym jak pedagog przyszła, chodziłam prawie cały miesiąc a teraz znowu nie było mnie już 2 miesiące. Najgorsze, że nie chodzę na wagary, tylko siedzę w domu i myślę, zamartwiam się, że nie byłam w szkole, że przez to nie zdam, będę miała problemy no i tak się stało, że tego roku już nie zaliczę, a obiecałam sobie wieczorem, że rano obiorę się i pójdę. A tak nie robię. Tata jak przychodzi z pracy pyta się mnie i mamy czy byłam, mówimy że byłam... aż do dzisiaj, dowiedział się, że mnie nie było. Oczywiście wszystko poszło na mamę, że to jej wina, że mnie nie puszcza do szkoły itd. Również cała rodzina uważa, że to wina mamy, że jest chora (ma depresje) i nie powinna wychowywać dzieci. Już naprawdę nie wiem co robić: czasami mam myśli samobójcze. Raz byłam o krok od podcięcia żył, ale z drugiej strony chcę żyć. Nadal wierzę, że wszytko się ułoży i będę szczęśliwa...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Unikam ludzi - nieśmiałość czy fobia społeczna?

Witam. Jestem kobietą i mam prawie 21 lat. Mój problem to lęk, który odczuwam przy wielu okazjach. Najlepiej będzie, jak zacznę od początku. W dzieciństwie byłam normalną dziewczynką, nie można było mnie nazwać nieśmiałą. Bawiłam się z innymi dziećmi,...

Witam. Jestem kobietą i mam prawie 21 lat. Mój problem to lęk, który odczuwam przy wielu okazjach. Najlepiej będzie, jak zacznę od początku. W dzieciństwie byłam normalną dziewczynką, nie można było mnie nazwać nieśmiałą. Bawiłam się z innymi dziećmi, odpowiadałam na lekcjach, śpiewałam na akademiach. Potem, w 5-6 klasie podstawówki, zaczęłam stronić od innych, najlepiej było mi samej, czułam się okropnie brzydka, nie dbałam o siebie, coraz ciężej było mi odpowiadać przy tablicy. W gimnazjum trochę się zmieniłam, zaczęłam się lepiej ubierać, zmieniłam fryzurę. Byłam bardziej otwarta, ale tylko przy najbliższych znajomych, przy całej klasie nie umiałam wykrztusić słowa. Zdarzało się (i to często), że w szkole bardzo mi dokuczano, wyśmiewano. Było mi przykro, ale nie czułam się z tym tak źle, wiedziałam, że jestem gorsza od innych, i akceptowałam to (wtedy tak to widziałam, teraz zupełnie inaczej na to patrzę). W drugiej klasie gimnazjum doszło do przykrej sytuacji: paru kolegów z klasy straszyło mnie molestowaniem, gwałtami, w końcu zamknęli mnie w szatni i zaczęli popychać, łapać za piersi, pupę, rozbierać. Uratował mnie dzwonek na lekcję. Następnego dnia koleżanka z ławki powiedziała, że słyszała rozmowę tamtych chłopaków, z której wynikało, że oni naprawdę mają zamiar zrobić mi krzywdę. Nie wytrzymałam i poszłam do wychowawcy. Na szczęście zareagowano i taka sytuacja już się nie powtórzyła. Najdziwniejsze było to, że ja wtedy po tygodniu już nie pamiętałam o sprawie...Teraz, gdy o tym pomyślę, robi mi się niedobrze. Kiedy poszłam do liceum, zaczął się koszmar. Akcje typu: ból głowy, brzucha, drżenie rąk, czasem nawet wymioty. Takie dolegliwości miałam przed każdym wyjściem do szkoły. Zaczęłam wagarować, i to na poważnie, prawie nie chodziłam do szkoły, rodzice próbowali reagować, ale jakoś nie wychodziło. Bałam się tam chodzić, bałam się nauczycieli, klasy, kompromitacji. Jednocześnie wyjścia typu poczta, sklep też były niemiłe. Gdy ktoś na mnie patrzył, czułam się strasznie. Zaczęłam popijać piwo, czasami wódkę. Miałam 2 koleżanki, z którymi chodziłyśmy na wagary. Z nimi czułam się dobrze, miałyśmy wiele tematów do rozmowy. Często dziwiły się, czemu jestem taka "dwustronna". Gdy byłam z nimi, byłam roześmiana, wesoła, potrafiłam rozmawiać na każdy temat, opowiadać dowcipy. A z innymi ludźmi - cicha, wstydliwa, czerwieniąca się, nieodzywająca się do nikogo w grupie. Nie miewałam też oporów, żeby chodzić na randki, chłopcy lubili mnie, ale nigdy nie byłam w stanie umówić się z kimś ze szkoły. Ogólnie jeśli były ze mną 1 lub 2 osoby, czułam się normalnie. Tak jak z koleżankami lub z niektórymi chłopakami. Jeśli ktoś mi "przypasował", to byłam "cudowną osobą" (tak mówiono), a jeżeli nie - nudziarz i muł. Z trudem skończyłam LO. Teraz sprawy przedstawiają się tak: mam chłopaka, z którym dogadałam się, pomimo że mi na początku nie "przypasował", i teraz kochamy się, ale jesteśmy zupełnie inni. Dwa żywioły. Nie jestem w stanie dogadać się z jego znajomymi (właściwie to są wręcz jego krewni) - to są dla mnie ludzie z innej planety. Na przyjęciach siedzę w kącie, nie odzywam się do nikogo. Już mam podobno etykietkę tchórza i muła. Mojemu chłopakowi jest przykro, że tak się zachowuję. Ja z początku nie chciałam zadawać się z nimi, ale kiedy zauważyłam, jak bardzo go to zasmuca, postanowiłam, że zmuszę się. Nie dało rady. Nie umiem się do nich odezwać, boję się ich, boję się krytyki. Na ostatniej imprezie (na które w ogóle chodzę z przymusu) wyzwaniem było dla mnie przejść przez pokój, a co dopiero zatańczyć. Mój chłopak prosił mnie kilka razy, a ja ze złością odmawiałam. Było mu przykro, mnie też. Ale ja po prostu nie mogłam. Tak samo jak nie chodzę na dyskoteki itp. (nienawidzę obcych ludzi). Boję się rozmawiać z obcymi. Zupełnie nie wiem, jak to wytłumaczyć mojemu partnerowi, który teraz jest na mnie zły: twierdzi, że do siebie nie pasujemy. Bardzo się boję, że mnie zostawi, że nie wytrzyma mojego "tchórzostwa". Czuję się winna i boję się o swój związek. Dodam, że jesteśmy burzliwą parą, ja miewam napady agresji, krzyczę, biję go. Boję się, że on tego nie wytrzyma. Ja bardzo go kocham, ale nie jestem w stanie zmienić się. Czuję się niezrozumiana i opuszczona, czuję, że coś mi jest, nigdzie nie czuję się swobodnie, kontroluję ruchy, rozglądam się ukradkiem, czy ktoś na mnie nie patrzy. Gdy w sklepie przechodzę obok bramek, zawsze boję się, że "zapikają", choć nigdy w życiu niczego nie ukradłam. Gdy pomyślę o tym, że muszę iść na studia, do pracy, to dostaję boleści brzucha. A czy moje wcześniejsze doświadczenia mogą mieć wpływ na moje aktualne zachowanie? Mam już tego dość, chciałabym żyć normalnie. Proszę o pomoc i poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niepokojące objawy - czy cierpię na nerwicę?

Miałem już 2 takie przypadki - podoobne. Jeden w pracy - w trakcie rozmowy z kolegą (pochylając się nad jego biurkiem) poczułem coś w rodzaju mocniejszego uderzenia serca (może 2 czy 3 razy), potem uspokojenie. Ale jakby nagły napad paniki...

Miałem już 2 takie przypadki - podoobne. Jeden w pracy - w trakcie rozmowy z kolegą (pochylając się nad jego biurkiem) poczułem coś w rodzaju mocniejszego uderzenia serca (może 2 czy 3 razy), potem uspokojenie. Ale jakby nagły napad paniki się u mnie pojawił, momentalnie poczułem słabość w nogach, szybszy niż zwykły (60-65) puls ( czyli ok 80-90), następnie pojawiło się jakby mrowienie w rękach i impuls, że coś złego się dzieje. Spowodował to, że wyszedłem z pracy na 10-20 min szybki spacer po świeżym powietrzu. Nie miałem żadnych innych incydentów prócz strachu, z pytaniem co się dzieje. Ja nigdy na nic nie chorowałem, a tu taka niemiła niespodzianka. Do końca dnia "dziwnych" uderzeń serca już nie było, ale ogóla słabość, wyższe tętno i niepokój o własne życie pozostał. Zrobiłem po tym fakcie badania u rodzinnego. Były to badania z krwi, moczu oraz EKG. W krwi nic mi nie wykryto, prócz podwyższonego minimalnie poziomu potasu i minimalnie podwyżsoznego złego cholesterolu (max. 120, a ja miałem chyba 124). Z tym, że lekarz powiedział, że cholesterol jest ok,  ponieważ LDL również mam w górnej granicy normy - więc to się bierze łącznie jako wynik. Miałem robioną też tarczycę i jest w normie. Mocz ok. W EKG tylko informacja, że blok przedsionkowo-komorowy 1 stopnia (lekarz również przyznał, że tym "bloczkiem" nie ma się co przejmować). I tyle. Stwierdził, że prawdopodobnie jest to nerwica i raczej nie zalecił innych badań w kierunku kardiologii (dlaczego?). Fakt, że ostatni rok miałem bardzo, ale to bardzo stresowy głównie za sprawą choroby mamy (sprawy sercowe, potem udar mózgu, potem rozrusznik), teraz podobnie jak mama mój 81 tato również otrzymał rozrusznik. Więc tego stresu trochę było. To wszystko było około września 2010. DRUGI wczoraj - 06 marca 2011, ponowna akcja. Cały dzień czułem się dobrze, a wczoraj wieczorem siedząc przed TV nagle poczułem jedno zaraz drugie i trzecie uderzenie, momentalnie pojawia się strach o życie. Pytanie co jest. Jak zawsze mam puls 60-65 (spoczynkowy), nagle po tej akcji puls ok 90. Pytanie co robić, a więc szybka reakcja (sam nie wiem czy dobra) - pierwsze biorę tbl. W_A_L_E_R_I_N Forte, następnie robię herbatkę z Melisy, potem biorę suplement diety do rozpuszczania (MAGNEZ) i kłądę się spać. Ale niestety nie moge zasnąć. Zaczynam myśleć, że to napewno ciśneinie mi skoczyło (nie mierzyłem ze strachu), potem dalej próbuję zasnąć, ale na próżno. Co przymknę oko to budzę się sprawdzajac puls (czy nie mam jakiejś arytmi lub migotania przedsionków). Boję się arytmi, bo wiem czym grozi. Mama z migotania przedsionków dostała udaru mózgu. Wiem co to udar i strach, że może mnie coś takiego spotkać po prostu mnie przerasta. Ogólnie dodam, że nigdy do tej pory nie miałem problemów z zasypianiem, aż do dzisiaj. Zawsze jakoś potrafiłem się wyłączyc albo efekty jak osłabienie, lub ukłucie serca dopadały mnie w dzień, a wieczorem się wyciszałem i szedłem bez problemu spać. Dzisiaj dostałem w "kość", zarwana nocka spowodowała to, że rano I-sza rzecz to Walerin Forte, potem mierzenie ciśnienia. Najpierw 145/80, a po 5 minutach i małym uspokojeniu (135/80). Po 2 godzinach od wstania piję herbatę z Melisy. Obecnie żadnych ukłuć czy uderzeń serca nie mam, ale puls w granicach 75 (więc wyższy niż mój normalny). Pytanie z czym mam do czynienia i co robić w takich sytuacjach ? Proszę o pomoc !!!!!!!

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Na czym polegają moje problemy ze zdrowiem?

Jakiś czas temu trafiłam do szpital z powodu siniejącej lewej ręki. EKG i badanie krwi nie wykazało nic poważnego. Były podejrzenia o zespół Raynauda. Miałam zrobioną kapilaroskopię dłoni. Okazało się, że faktycznie mam wcześniej wspomniany zespół. Ogólnie jestem osobą nerwową...

Jakiś czas temu trafiłam do szpital z powodu siniejącej lewej ręki. EKG i badanie krwi nie wykazało nic poważnego. Były podejrzenia o zespół Raynauda. Miałam zrobioną kapilaroskopię dłoni. Okazało się, że faktycznie mam wcześniej wspomniany zespół. Ogólnie jestem osobą nerwową i czasami przesadnie boję się o swoje zdrowie. Od kilku dni miałam bóle głowy. Raz z jednej strony bolało, raz z drugiej. Ból był tępy i czasami zdarzało się kłucie. Po konsultacji z lekarzem okazało się, że mam niskie ciśnienie 70/90. W internecie naczytałam się o objawach guza mózgu itp. Od dwóch dni źle się czuję. Jak jestem w trakcie czytania, to często robi mi się ciemno przed oczami. Mam dziwne uczucie, tak jakbym była na karuzeli, ale do tego dochodzi takie dziwne otępienie, jakbym czasami nie wiedziała, co się dzieje (trwa to kilka sekund). Nie wiem, czy sobie wmawiam te objawy, ale bardzo się boję i właściwie tylko o tym myślę całymi dniami, to może pogarszać mój stan. Dodam również, że boli mnie w jednym punkcie w okolicach karku. Ból jest kujący i czuję go, jak ruszam szyją. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czuję, że nie jestem sobą... - jak wrócić do równowagi psychicznej?

Witam. Na imię mi Mariusz i mam 19 lat. Mam ogromny problem i już nie wiem, jak sobie z nim radzić. A mianowicie - jakieś 4 tygodnie temu razem z kolegami zaplanowaliśmy sobie małą domówkę w weekend. Piwko, mecze na...

Witam. Na imię mi Mariusz i mam 19 lat. Mam ogromny problem i już nie wiem, jak sobie z nim radzić. A mianowicie - jakieś 4 tygodnie temu razem z kolegami zaplanowaliśmy sobie małą domówkę w weekend. Piwko, mecze na konsoli itp. - taki męski wieczór. Zrobiliśmy małe zakupy w markecie i udaliśmy się do domu kolegi. Jakiś czas później każdy z nas otworzył sobie piwo i właśnie w tym momencie poczułem jakby uderzenie gorąca, ucisk w głowie i wrażenie, jakbym za chwilę miał zemdleć. Nie wiem jak to określić, bo to bardzo dziwne uczucie spotkało mnie pierwszy raz w życiu. Spanikowany zrobiłem kilka kroków przed siebie, myśląc, ze za chwilę to minie. Tak też się stało, ale po tym zdarzeniu cały wieczór myślałem o tym i nie dawało mi to spokoju. Następnego dnia czułem się już lepiej i nie myślałem już tak o tym. Dzień minął jak każdy inny, ale wieczorem, kiedy wyszedłem po coś do sklepu w pobliżu, odczułem dokładnie to samo, co dzień wcześniej. Nastąpiło to w sklepie. Bardzo się tego przestraszyłem i po chwili wyszedłem ze sklepu, podążając szybkim krokiem do domu. W domu jakby się troszkę uspokoiłem. Usiadłem na fotelu, napiłem się wody, ale bardzo mnie to martwiło i już nie czułem sie tak dobrze, jak wcześniej. Poprosiłem kolegę, by pojechał ze mną do szpitala. W szpitalu opowiedziałem o całym zdarzeniu i zrobiono mi badania serca, a mianowicie usg i ekg, sprawdzono mi ciśnienie (120/80) oraz zrobiono mi badanie krwi, morfologię. Wszystko było w porządku. Nie zaznaczyłem tylko, że wcześniej miałem szybkie i odczuwalne bicie serca, ale na co dzień mi to nie przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu, dlatego nie zwracałem na to szczególnej uwagi. Prowadziłem normalny tryb życia, jak każdy inny człowiek. Wracając do tematu. Każdego kolejnego dnia czułem się już tylko gorzej. Uczucie jakby zawrotów głowy, bezsenność, być może to przez ten stres i myśli o tym, co może mi dolegać. A dalej to już brak apetytu i brak jakiejkolwiek koncentracji. Kompletna pustka w głowie i tak do dziś. Na dodatek to uczucie strachu i obawa przed tym, że w każdej chwili może mi się coś stać. Nie cieszę się już życiem jak wtedy, wszystko przybrało szarych kolorów i tysiące myśli w głowie, co to może być. Po prostu czuję, że nie jestem sobą. Jakby umysł był oderwany od ciała. Jak gdyby ktoś we mnie był i nie chciał sobie pójść, a to co robię w danej chwili - jakby nie miało miejsca. Czuję się jak takie chodzące warzywo, dosłownie jak we śnie. W niczym nie widzę sensu i rzeczy, które do tej pory mnie cieszyły, nagle przestały. Nigdy wcześniej nie miewałem podobnych stanów. Czytałem dużo o derealizacji oraz depersonalizacji, ale nie mam przekonania, że to do końca to, wiec postanowiłem zapytać tutaj. Zawsze byłem energicznym nastolatkiem i duszą towarzystwa. Odwiedziłem neurologa, który dał mi skierowanie na TK głowy. Wykonałem badanie, a następnie udałem się do psychiatry. Psychiatra stwierdził, ze to zaburzenia nastroju i przepisał mi tabletki - ***. Po przeczytaniu ulotki kolejna obawa, bo napisane jest tam, że mogą wystąpić skutki uboczne i troszkę się ich przestraszyłem i nie przyjmuję na razie tych leków. Ale już nie daję rady, mam tego dość. Chciałbym już wrócić do normalności, bo żyć się odechciewa. Proszę o jakąś radę, bo już nie wiem co robić :( Pozdrawiam, Mariusz

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam zrobić z ciągłymi myślami o śmierci?

Mam 30 lat i jestem w 27 tygodniu ciąży :) Od kiedy jestem na L4 nie mogę przestać myśleć o śmierci, o tym co się zdarzy za kilka lat :( Cały czas zadaję sobie pytanie, co będzie kiedy umrę i...

Mam 30 lat i jestem w 27 tygodniu ciąży :) Od kiedy jestem na L4 nie mogę przestać myśleć o śmierci, o tym co się zdarzy za kilka lat :( Cały czas zadaję sobie pytanie, co będzie kiedy umrę i co stanie się z moimi bliskimi? Od jakiegoś czasu nie potrafię już o niczym innym myśleć. Bardzo proszę o poradę, co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Ból w klatce piersiowej - czy to zawał?

Kilka lat temu odczuwałam ból w klatce piersiowej. Ból głównie w mostku, nie promieniuje, nic mi nie drętwieje. Jest to uciążliwy jednostajny ból. Lekarz zrobił EKG, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Stwierdził, że jest to na tle nerwowym....

Kilka lat temu odczuwałam ból w klatce piersiowej. Ból głównie w mostku, nie promieniuje, nic mi nie drętwieje. Jest to uciążliwy jednostajny ból. Lekarz zrobił EKG, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Stwierdził, że jest to na tle nerwowym. Dostałam leki uspokajające i przez kilka lat był spokój. Jednak kilka dni temu ten sam ból powrócił. Dodatkowo w nocy budzi mnie pulsujący ból w klatce, który trwa kilka sekund i odpuszcza i tak przez całą noc. Jest na tyle silny, że potrafię się obudzić z tego bólu. I przez to nie przesypiam nocy, bo po prostu ból nie pozwala zasnąć. Bardzo uciążliwy i bardzo niepokojący dla mnie. Mam 35 lat, prowadzę zdrowy tryb życia, nie palę papierosów ani nie piję alkoholu. Co może być przyczyną tego nocnego bólu? Boję się, że to zawał.

Odczuwam dziwne lęki - czy jestem chora na nerwicę?

Trzy lata temu miałam bardzo stresujący etap w życiu - przez tydzień, po dość traumatycznym wydarzeniu, miałam dziwne uczucie pobudzenia, szybkiego bicia serca - zaczynało się jak tylko otworzyłam oczy rano i trwało cały dzień. Później (po ponad tygodniu bez...

Trzy lata temu miałam bardzo stresujący etap w życiu - przez tydzień, po dość traumatycznym wydarzeniu, miałam dziwne uczucie pobudzenia, szybkiego bicia serca - zaczynało się jak tylko otworzyłam oczy rano i trwało cały dzień. Później (po ponad tygodniu bez przerwy) sytuacja się uspokoiła i objawy ustąpiły - miałam nadzieję, że nigdy nie powrócą, bo to chyba najgorsze uczucie, jakie miałam w życiu. Obecnie mam dość dużo stresu w pracy i prywatnie. Zawsze byłam impulsywna i nerwowa - łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Nawet nie próbowałam tego zmienić, więc bywały sytuacje, że mocno wybuchałam. Ostatnio jest trochę gorzej - wściekam się z coraz mniejszych powodów. W ostatnich dniach napada mnie paraliżujące uczucie gorąca, pocą mi się dłonie i stopy (pomimo tego że są zimne), nie mogę jeść, uciska mnie coś w karku i z tyłu głowy. Budzę się nad ranem, jak nigdy jestem wyjątkowo obudzona. Najgorsze jest wrażenie, że wali mi serce - dużo za szybko i mam ciężar w klatce piersiowej. Trwa to czasem kilka godzin - nie utrzymuje się cały dzień, jak wcześniej. Jestem wtedy zdezorientowana i ciężko mi zebrać myśli i się wysłowić. Czasem w połowie zdania nie wiem po prostu co powiedzieć i muszę złapać głęboki oddech, bo mnie „zatyka”. Mrowią mnie dłonie i twarz. Mam też trochę gorszą koordynację ruchową i np. ciężej mi jest trzymać kubek lub długopis - strasznie mnie to niecierpliwi. Nie mam na nic siły, nic mi się nie chce, najchętniej zostaję w domu. Mam dość odpowiedzialną pracę, a nawet ważne obowiązki ciągle odkładam na później. Jak mam się z kimś spotkać - dążę do spotkania w moim mieszkaniu. Jeden raz musiałam przysiąść na podłodze - wszystko w twarzy mi pulsowało, miałam bardzo bolesny skurcz w brzuchu i czułam ogromny strach. Nie byłam w stanie się ruszyć. Chciałabym wiedzieć, na ile to poważne objawy - wiem, że moje zachowanie nie jest normalne, ale może np. po prostu przejdzie, jak sytuacja się trochę uspokoi? Czy to już duży problem, czy po prostu skutki stresu? Bardzo proszę o konkretną ocenę sytuacji - wiem, że standardową odpowiedzią jest „proszę udać się do lekarza”, ale chciałabym najpierw wiedzieć, jaka jest skala mojego problemu. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Lęk przed śmiercią - co się ze mną dzieje?

Witam! Od jakiegoś czasu mam problem. Mianowicie rano, gdy tylko wstanę, nachodzą mnie myśli, czy przypadkiem dziś nie umrę i tak jest każdego dnia, od paru miesięcy. Czasami nie chce mi się nawet z łóżka wychodzić. Mam problemy ze snem....

Witam! Od jakiegoś czasu mam problem. Mianowicie rano, gdy tylko wstanę, nachodzą mnie myśli, czy przypadkiem dziś nie umrę i tak jest każdego dnia, od paru miesięcy. Czasami nie chce mi się nawet z łóżka wychodzić. Mam problemy ze snem. Boję się usnąć, bo wydaje mi się, że już się nie obudzę. Proszę o pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zdiagnozowano u mnie nerwicę, ale boję się, że to poważna choroba psychiczna – czy to możliwe?

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć...

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć i wstydzić, popatrzenie komuś w oczy było i jest okropne, to podobne uczucie do patrzenia w bezchmurne niebo latem, zaraz mnie razi i opuszczam wzrok, no i czuję też takie mrowienie w okolicach oczu. Z czasem było coraz gorzej, pojawiły się lęki i towarzyszące im objawy, tj. mocne bicie serca, pocenie się, szum w uszach, wyostrzenie wszystkich zmysłów, fale przepływającego gorąca, nagły i wysoki wzrost ciśnienia, przyspieszony oddech, czasem drżenie rąk. Te wszystkie objawy połączone z lękiem są nie do wytrzymania podczas ataku, to kompletny odlot, paraliż ciała i umysłu. Jako dziecko i nastolatek byłem wychowywany bezstresowo i wyręczano mnie z praktycznie wszystkiego, był to kompletny brak samodzielności. Żyłem i żyję w wysokim stresie odkąd pamiętam, w dzieciństwie dorastałem w obecności dzieci z rodzin patologicznych, które mnie nie lubiły, bo ja zawsze wszystko miałem, nie chodziłem brudny i głodny, itd., itp. Mój kolejny problem nerwowy to pijący ojciec, z jednej strony go lubię, a z drugiej nienawidzę za to, że pije. Zawsze też miałem niski poziom własnej wartości i do dziś go mam. Kompletny brak wiary w siebie, myślenie, że nie dam rady, nie potrafię, a po co to robić, jestem beznadziejny, bezwartościowy, nie mający nic do zaoferowania i to wszystko na każdym polu zawodowym (teraz nie pracuję) jak i towarzyskim. Dziś moje życie wygląda okropnie, siedzę praktycznie w domu, boje się ludzi, boję się wychodzić z domu, a jak muszę, omijam zatłoczone miejsca, na tym *** jest lepiej, nie ma większości objawów ciała - bicie serca, pocenie się, stres i lęk są mniejsze, ale dalej się peszę i wstydzę, i właśnie dochodzę do meritum. Mam jeden objaw, który doprowadza mnie do obłędu i jeszcze o nim nie powiedziałem mojemu psychologowi, okropnie się boję, że to np. schizofrenia, jak miewam atak i dzieje się to przy tym peszeniu i wstydzeniu się, to mam wrażenie, że widzę, gdy z kimś rozmawiam, że ta osoba ma nieprzyjemny wyraz twarzy, jakby patrzyła na mnie z obrzydzeniem albo że nie chce ze mną rozmawiać, no ma po prostu mnie gdzieś, coś w tym stylu, nie jest łatwo to tak wytłumaczyć, dodam, że jak się uspokajam albo jestem spokojny i nie zaczynam mojego głupiego myślenia typu (o co ta osoba zapyta, co powiedzieć, nie mam co powiedzieć i takie tam podobne), to jak peszenie się znika i ogólnie atak też znika, to tego mojego widzenia nie ma. Bardzo proszę o poradę, co to może być.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty