Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Stany lękowe i zmiany nastroju - co się dzieje?

Witam! Mam 16 lat. Ostatnio zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Mam stany lękowe, zmiany nastrojów, zaburzenia osobowości. Nie wiem, co się dzieje. Myślałam nad wizytą u psychologa, by sobie ulżyć. Czasem po prostu nie mogę wytrzymać. Stany lękowe pojawiają się...

Witam! Mam 16 lat. Ostatnio zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Mam stany lękowe, zmiany nastrojów, zaburzenia osobowości. Nie wiem, co się dzieje. Myślałam nad wizytą u psychologa, by sobie ulżyć. Czasem po prostu nie mogę wytrzymać. Stany lękowe pojawiają się mniej więcej co dwa tygodnie. Przez ten czas, gdy ich nie mam, strasznie się boję, że wrócą. Proszę o radę. Czy mogę brać jakieś leki, które mnie uspokoją i pozwolą funkcjonować bez stresu?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Boję się choroby psychicznej - co mam robić?

Najpierw zacznę od tego, że mam 13 lat, jestem dziewczyną, naprawdę potrzebuję odpowiedzi i nie chcę, by pytanie było opublikowane. Chodzi o to, że boję się chorób psychicznych. Boję się np. schizofrenii, kiedyś bałam się opętania. Sądzę, że to...

Najpierw zacznę od tego, że mam 13 lat, jestem dziewczyną, naprawdę potrzebuję odpowiedzi i nie chcę, by pytanie było opublikowane. Chodzi o to, że boję się chorób psychicznych. Boję się np. schizofrenii, kiedyś bałam się opętania. Sądzę, że to głównie chodzi o stracenie kontroli nad własnymi czynami. Więc tak - powiem, że nigdy nie zdarzyło mi się nic takiego, ale tak jakby na siłę próbuję sobie wmówić, że coś ze mną nie tak. Np. przed zaśnięciem specjalnie odwracam się, żeby sprawdzić, czy niczego nie widzę dziwnego. Potem, kiedy już widzę, że wszystko jest ok, mówię sobie, że nie powinnam była się odwracać, że samo takie zachowanie jest nienormalne. Lub przypominam sobie objawy takiej choroby - to sama szepcę sobie w myślach coś do siebie głupiego i obrażającego, byle tylko jakoś porównać, że coś ze mną nie tak. Naprawdę bardzo się boję, czuję, że się załamuję. Może ma to coś wspólnego z moim ojcem - o ile pamiętam, zaczęło się to wtedy, kiedy on zaczął naprawdę uprzykrzać życie rodzinie. Bardzo kocham moją mamę, ale do ojca kompletnie straciłam szacunek i gromadzi się we mnie złość. Moja mama jest po ciężkiej chorobie (rak), kiedy wyzdrowiała i czuła się już gotowa do pracy w domu - zaczęła pracować. Przyznaję, ja i dwie moje starsze siostry (dajmy na to, Malwina i Hania) nie pomagałyśmy jej, a wiem że powinnyśmy. On robił tak: wracał do domu, jadł obiad, siadał przed komputerem (czasem grał do samego rana), a także zaczął się wykłócać o różne rzeczy, np. że mama nie powiedziała jego siostrze, że Malwina jest chora (jego siostra jest lekarzem i mama wiedziała, że ona by i tak nie pomogła: po pierwsze, nie jest, jak to napisać, fachowcem, a także rodzina z jego strony uważa mamę i jej córki [czyli mnie i moje siostry] za, jak to określili, chamki, ponieważ mama pochodzi ze wsi [oczywiście, nie zostało to powiedziane na głos, ale my to po prostu wiemy, z ich zachowań i z sposobu, z jakiego się do nas odnoszą]), lub kiedy ojciec skłamał, że zapłacił rachunek, a tak naprawdę nie zapłacił i teraz mają problemy, czy kiedy mama mówiła, żeby nie zjadł całej zupy, bo chciałaby mieć na jutro. W takich kłótniach on zawsze się nakręcał i padały podstawowe formułki: ,,Aż tak mnie nie kochasz?'', ,,Tak bardzo uprzykrzam ci życie?'', ,,Taki jestem zły?''. A w jednej kłótni - nigdy tego nie zapomnę - podał mamie nóż i powiedział, żeby go zabiła, skoro tak go nienawidzi. Czasami robiłam wszystko, byle tylko skończyli się kłócić i wysyłałam sms-a do cioci, że mama chce z nią teraz rozmawiać, czy wychodziłam z domu na spacer z psem, żeby tego uniknąć. Wiem, że były to głupie sposoby, no ale chciałam, żeby on przestał krzyczeć, chociaż na sekundkę. Malwina wyjechała na studia, Hania była w domu, ale nie rozmawialiśmy (jakby uważała mnie za bachora). Potem siostry (to były wakacje, druga siostra wróciła ze studiów) znalazły ohydne sms-y w komórce mojego ojca. Zdradzał mamę. Dziewczyny jej to powiedziały i wtedy się zaczęło. Kiedy tylko wrócił z pracy, powiedziałyśmy mu to. On najpierw krzyczał, dlaczego grzebałyśmy w jego telefonie, potem - że to tylko takie żarty (jak on mógł mówić do nas tak, jakbyśmy były kompletnymi kretynkami?), następnie zrobił pokazówkę, jak skacze z balkonu (Malwina go stamtąd ściągnęła), potem - że mama jest... i że się z nim nie kocha (mama miała raka, więc to jest przecież niemożliwe) i że do tego ogląda pornosy. Po tej sytuacji mama doszła z nim jakoś do porozumienia, ale ja ani Hania nie. Powiem tylko, że Malwina ma z nim dobry kontakt - próbowałam z nią rozmawiać, ale ona powiedziała, że wcale mu nie wybaczyła i że nie chce o tym gadać. Dodam, że ja z Hanią zaczęłyśmy dużo pomagać mamie. Na początku chciałam porozmawiać z ojcem, ale kiedy do tego doszło, on wydusił swoje słynne: ,,Myślisz, że mnie to nie boli, kiedy się do mnie odzywasz?'', ,,Myślisz, że ja nie cierpię?'', ,,Powiedz, czego ty w ogóle ode mnie chcesz, co, aż taki jestem zły?'' i wspomniał, że nie wie dlaczego go tak traktuję - nie mogłam. Po prostu się rozpłakałam i nie wracaliśmy do tematu. Nie odzywałam się do niego, zero powitań, zero kontaktu, po prostu nic. On zawsze i tak wracał do domu, jadł obiad i grał na komputerze. Ciągle grał. Bez przerwy. Kłótnie nie znikły, ale stały się trochę bardziej subtelne, tzn. mama z tatą siadali w jego pokoju (nawet wtedy on grał na komputerze) i się kłócili. Zdarzały się też głośniejsze kłótnie, a wtedy słyszałam, jaką to on jest ofiarą, jak okropnie się czuje, czy my myślimy, że on jest bez uczuć?... Kiedy kłócił się, nie docierały do niego żadne argumenty, po prostu nie dawał dojść do słowa, tylko chciał mówić i mówić. Wtedy też podłapałam lepszy kontakt z Hanią. Naprawdę, rozmowa z nią bardzo mi pomogła. Ale to była tylko rozmowa, potem milczenie. Mój ojciec ma dobrą, opłacalną pracę (mama jest bezrobotna) i mamy okropne długi, a także nie możemy odejść, bo tylko on zarabia. Z mamą nie mogę o tym porozmawiać, bo szybko zamyka mi usta, mówiąc, że to on na mnie zarabia i mam go szanować. Nie ma z kim o tym pogadać, no i jeszcze te moje lęki. I też zauważyłam, że zaczynam intensywnie się odchudzać (dużo mniej jedzenia, brzuszki po każdym posiłku), no nie wiem czemu to piszę, miałam napisać krótko. Chyba staram się zwrócić ich uwagę (?). Dodaję strony internetowe o depresji do ulubionych - to tak jakby ślad, jakby ktoś przeglądał komputer. We mnie ciągle jest strach. Nie wiem, czemu się tak rozpisałam, w sumie to miałam opisać to krótko. Ale bardzo proszę o odpowiedź. Naprawdę jest mi potrzebna.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Stany lękowe - jak się ich pozbyć?

Witam. Mam 31 lat. Miewam lęki i chyba fobię. Z 3 lata temu przestałem jeździć autobusem, po tym jak myślałem, że zwymiotuję. Jeżdzę ogólnie samochodem. Wydaje mi się, że wyobraziłem sobie wiele lęków. Ogólnie unikam pomieszczeń, gdzie jest sporo ludzi....

Witam. Mam 31 lat. Miewam lęki i chyba fobię. Z 3 lata temu przestałem jeździć autobusem, po tym jak myślałem, że zwymiotuję. Jeżdzę ogólnie samochodem. Wydaje mi się, że wyobraziłem sobie wiele lęków. Ogólnie unikam pomieszczeń, gdzie jest sporo ludzi. Od lęków robi mi się nie dobrze. Nie chodzę do kościoła, a jak już idę, to siedzę w ostatniej ławce. Obecnie nie pracuję i też jest problem z poznaniem nowych ludzi i pracy danej sytuacji. Nawet ostatnio jedząc z rodziną zrobiło mi się niedobrze . Nie wiem czemu. Leczę się u neurologa, biorę leki od 3 miesięcy. Jest trochę lepiej, ale wiem, że coś blokuje moją psychikę, stąd te lęki. Chciałbym się wreszcie ożenić, ale też będzie problem, bo wszyscy będą na mnie patrzeć. Proszę coś doradzić. Od nerwów mam mdłości i nic więcej. Email arus242@op.pl.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ból głowy - czy jest wywołany przez nerwicę?

Bardzo się denerwuję. Moja mama od dłuższego czasu (jakieś 2 lata) skarży się na ból prawej (o ile dobrze pamiętam) półkuli mózgowej, prawego oka, prawego ucha i prawego migdała. Nie wiem co się dzieje. Mówi, że ból półkuli mózgowej...

Bardzo się denerwuję. Moja mama od dłuższego czasu (jakieś 2 lata) skarży się na ból prawej (o ile dobrze pamiętam) półkuli mózgowej, prawego oka, prawego ucha i prawego migdała. Nie wiem co się dzieje. Mówi, że ból półkuli mózgowej przypomina przeszycie sztyletem. Oko robiło się całe przekrwione, ale ten objaw już zanikł. Mama odwiedzała mnóstwo lekarzy, robiła różne badania: rentgeny, wymazy z gardła, ale wszystkie wyniki wyszły podobno prawidłowo. Zastanawiam się też, czy może to być nerwica. Nie mam ojca, więc nie wyobrażam sobie, gdyby coś stało się mojej mamie. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy może dolegać mi coś poważnego?

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24...

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24 godziny na dobę, potem uspokaja się na kilka dni i znów powraca trwając 24 godziny na dobę). Jestem pewna, że mam fobię społeczną, to raz. Za każdym razem jak wychodzę na dwór, mam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy i wytyka palcami (mam nadwagę oraz ubieram się bardziej po „chłopięcemu”). Od kilku lat wychodzę na zewnątrz tylko wtedy, kiedy muszę, ogólnie cały czas siedzę przed komputerem. Za nic w świecie nie można było zaciągnąć mnie do pracy. Przeraża mnie fakt, że będę wśród grupy ludzi. Natomiast z drugiej strony, kiedy już zapoznam się z kimś, nie boję się rozmawiać i być sobą. Raczej przeraża mnie fakt, że będę wśród obcych osób. Do tej pory zawszę ciągam ze sobą mamę. Kiedy wychodzę na dwór, zawsze spuszczam głowę i prawie, że biegnę by tylko szybciej dojść do danego celu. Kiedyś w szkole byłam „kozłem ofiarnym”, po tym zaczęłam się „bać” ludzi. Nie boję się, że mnie skrzywdzą fizycznie, a raczej psychicznie. Myślałam, że moje szkolne doświadczenie umocniło moją psychikę, ale jak widać, bardzo się pomyliłam. Plus, miałam wrażenie, że zawsze miałam „olewczy” stosunek do tego, co ludzie o mnie powiedzą, a jednak podświadomość robiła swoje. Od zawsze byłam typem zdrowej osoby. Jeśli chorowałam, to było to zazwyczaj zwykłe przeziębienie, które leczyłam domowymi sposobami. Kiedy zaczęłam mieć lekkie duszności i mocniejsze bicie serca, od razu udałam się do lekarzy (nigdy czegoś takiego nie miałam, więc od razu panika była na pierwszym miejscu). Miałam robione EKG, Echo serca, Holter EKG - mała niedomykalność mitralna (1/4), serce prawidłowej wielkości + 200 epizodów tachykardii (co dziwne, ponieważ moje tętno zawsze było w granicach 88, kiedy mierzyłam, a to było kilkadziesiąt razy dziennie) oraz wstawki częstoskurczu nadkomorowego (do 193). Najniższe zarejestrowane tętno: 40 (fizjologiczna bradykardia); oraz niemiarowość zatokowa. Nieliczne (20) epizody arytmii nadkomorowej (pojedyncze, podwójne, potrójne) oraz arytmii komorowej (14), natomiast obie wykazywały mniej niż 0.1 wszystkich pobudzeń. Nie stwierdzono arytmii absolutnych oraz pauz dłuższych niż 1.5 sekundy. Dostałam beta-blokera oraz tabletki zawierające potas i magnez. Poza tymi badaniami w panice robiłam wszystko za koleją. Czułam się tragicznie, a wyniki wychodziły dobrze. LDH (w granicach górnej normy), ACTH (w granicach górnej normy), Morfologia 25 z rozmazem, CRP, Jonogram, Biochemia, Immunochemia, Hormony (trochę szwankowały, ale były w granicach górnych norm), USG Doppler. Kolor tętnic szyjnych i kręgowych USG jamy brzusznej (jako, że często mam biegunkę bez bólu brzucha oraz bardzo często oddaję mocz), RTG klatki piersiowej (nawet nie mam „sylwetki mitralnej”), RTG zatok (laryngolog zlecił zrobienie prześwietlenia), Posiew moczu, Wymaz z jamy ustnej i nosa oraz więcej, o których już zapomniałam - wszystko w normie poza PRL (ponad 500 - norma od 60 do 560 - niby w normie, ale bardzo blisko), Kortyzol (17 - norma do 9), OB (27 - norma od 3 do 15), cholesterol (umiarkowane ryzyko miażdżycy) oraz USG tarczycy, ślinianek i węzłów chłonnych wykazał 4 mm guzek na tarczycy. Endokrynolog stwierdził, by nic z tym nie robić... Neurolog oraz laryngolog kazali mi na stojąco zamknąć oczy oraz wyciągnąć ręce przed siebie - troszkę się chwiałam przy zamkniętych oczach, a kiedy kazali maszerować w miejscu przy zamkniętych oczach, skręciłam o 90 stopni, ale stwierdzili, że to „normalne” (mama też przy tym badaniu skręciła o 90 stopni, też ma wyniki badań w normie). Jedyne co neurolog mi przepisała to leki na lęk, natomiast źle na te proszki reagowałam. Miały uspokajać, a moje tętno po tych proszkach dochodziło do 144, okropne kołatanie serca oraz miałam nogi jak z waty. Moja mama również podobnie reaguje na ten sam lek (ma małą niedomykalność mitralną (1/4), tachykardię, częstoskurcze nadkomorowe oraz stwierdzoną arytmię - nie wiem czy komorową, czy nadkomorową - podobnie jak u mnie - oprócz arytmii). Pomimo dobrych wyników badań czuję lęk, że mam coś, czego lekarze nie wykryli, coś co nie wpływa na żadne badania i że umrę. W nocy jest prawdziwa tragedia. Pomimo, że serce bije dość wolno oraz mam tętno 64, czuję uczucie gorąca i zimna na przemian, i boję się usnąć. Czuję ten lęk, ale jak widać, nie zawsze mam przyspieszone bicie serca i szybkie tętno, kiedy czuję ten lęk. Czasami również kiedy już usypiam leżąc jak kłoda, mięśnie napinam do granic możliwości, wtedy łzawią mi oczy (nie nazwałabym tego płaczem, ale jestem tak przerażona, że oczy robią się mokre). Do tego „widzę” różne rzeczy. Najczęściej to jest jedna czarna plamka na ścianie, która zniknie, jak kilka razy pomrugam. Czasami „widzę” coś białego (jakby szatę) za drzwiami (drzwi do pokoju mają szybę na środku), ale to trwa dosłownie sekundę. Wiem, że tam nic nie ma, tak samo jak wiem, że nie ma żadnej plamki na ścianie. Nie mogę się przemóc, by iść do psychiatry (a wiem, że to raczej wskazane w moim przypadku). Jestem raczej skryta, do tej pory rodzice nie wiedzą, że w szkole byłam „kozłem ofiarnym”. Nikomu w rodzinie, ani poza nią, nie mówiłam oraz o tym, że kiedy miałam 11 lat, sąsiad obmacał moje piersi (w internecie jest dużo łatwiej cokolwiek powiedzieć, nikt nie wie, kim jestem). Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale mama kiedyś mnie biła wszystkim, czym miała pod ręką (od kasety VHS po buty) oraz nazywała mnie cielakiem i krową (już wtedy miałam problemy z nadwagą), natomiast tata nadużywa alkoholu. Chciałabym wierzyć, że to „tylko” hipochondria zapukała do moich drzwi, ale jednak mam trudności z uspokojeniem się i zaprzestaniem robienia listy coraz to nowych badań do wykonania. Ostatnio mam dosyć tego wszystkiego i mam myśli samobójcze. Natomiast strach przed śmiercią powstrzymuje mnie od zrobienia czegokolwiek w kierunku pozbawienia siebie życia. Od pewnego czasu prowadzę dziennik. Opisuję swoje zdarzenia w dniu oraz objawy, które mi towarzyszą, kiedy się objawy nasilają, kiedy ustają, jakie to objawy, itp. Przytoczę niektóre części: „Wyszukiwanie chorób, badań; wypytywanie mamy o wyniki badań przy chorobach zagrażających życiu – nasilenie pulsowania w nieokreślonym miejscu (wrażenie pulsowania od serca do lewego kolana); niepokój, nieustanne myślenie o kolejnych badaniach wykluczających wcześniej wyszukiwane choroby; niepokój o wyniki moich badań, gdzie parametry są w górnych granicach normy, natomiast nadal w normie; przeglądanie moich wyników badań i spisywanie tych w górnych granicach normy, by je powtórzyć najszybciej jak można; osłabienie pulsowania, natomiast nie jego ustanie”. „Wyczerpanie psychiczne z powodu ciągłego niepokoju, lęku, strachu. Wrażenie limitu – myśli o skończeniu wszystkiego – myśli samobójcze; strach przed śmiercią; przed jakąś śmiertelną chorobą, którą być może mam pomimo dobrych wyników badań (oraz niektórych z lekkimi odchyleniami od normy)”. „Po raz kolejny sprawdzanie w Internecie objawów najróżniejszych chorób, dopasowywanie do moich objawów oraz spisywanie badań, które trzeba wykonać, by wykluczyć bądź potwierdzić dane choroby – uczucie kłucia na prawym obojczyku; uczucie ciężkości w mostku; kolejne nasilenie pulsowania w tej samej okolicy co poprzednio”. „Sprawdzanie reakcji źrenic w lusterku oraz równowagi z zamkniętymi oczami – trudności w utrzymaniu równowagi z zamkniętymi oczami, lekkie chwianie się, głównie na prawą stronę. Próba palec-nos, nie zawsze skuteczna. Panika, że nie trafienie opuszką palca w czubek nosa tylko nieznacznie powyżej to oznaka śmiertelnej choroby. Chęć płaczu i skończenia tego lęku. Po raz kolejny myśli samobójcze; natomiast strach przed śmiercią jest silniejszy”. „Robienie notatek, by nie zapomnieć zapisać się na wizyty u kolejnych lekarzy; RTG bądź USG najróżniejszych części ciała, które nawet nie bolą; kolejnych badań krwi. Uczucie gorąca i zimna na przemian, kiedy dowiaduję się, że na niektóre badania potrzebne jest skierowanie, którego nie dostanę od lekarza”. „Kortyzol po południu – 17; norma do 9 – obawa przed chorobą; sprawdzanie co powoduje podwyższenie kortyzolu; obsesyjne spisywanie kolejnej tury badań wykluczających bądź potwierdzających choroby związane z podwyższeniem kortyzolu. Wypytywanie o Zespół Cushinga niezależnego od ACTH, które miałam w normie. Nieznaczne uspokojenie po odpowiedzi od mamy, że przy gruczolaku/guzie nadnerczy bądź jakimkolwiek innym, OB oraz CRP byłoby znacznie podwyższone; uczucie ciężkości w okolicach zatok sitowych oraz czoła, kolejna doza kłuć na prawym obojczyku – lekka panika, ponieważ kłucie powróciło i nie przestaje – powstrzymanie się od zażycia proszku przeciwbólowego z obawy na zażywane przeze mnie inne leki i połączenie ich razem”. „Silne pulsowanie (w tych samych okolicach co wcześniej) nie ustaje; przysłuchiwanie się biciu serca za pomocą stetoskopu oraz pomiar tętna; zawroty głowy – panika, ponieważ biorę proszki od zawrotów, a teraz je odczuwam; dziwne zimne kłucie na plecach pod prawą łopatką – kolejna panika, ponieważ nie wiem, od czego”. „Zabawa z kotką – pulsowanie ustało, próba uspokojenia się nie bardzo się powiodła, ponieważ podświadomie dalej myślałam o chorobach; tętno przyspieszyło z powodu „zmęczenia” zabawą – pomiar tętna. Powrót do pokoju – kolejne nasilenie pulsowania; kłucie po lewej stronie pleców w obrębie pasa oraz pod lewą pachą; chwilowy ucisk w klatce piersiowej oraz wrażenie sekundowego braku powietrza; tętno wolne. Kolejne sprawdzenie reakcji źrenic w lusterku oraz sprawdzanie równowagi z zamkniętymi oczami plus palec-nos – po nietrafieniu dokładnie opuszką w czubek nosa poczułam okropne kłucie na lewej łopatce, pod lewą pachą oraz na prawym udzie; łzawienie oczu z powodu bezradności i ciągłego lęku, którego nie potrafię się pozbyć”. „Bardzo często pulsowanie było nieznośne; gorzej było jak siedziałam bądź leżałam na lewym boku; na prawym też cudownie nie było, natomiast jak położyłam się na brzuchu, to pulsowanie czułam bardziej w nodze niż koło serca”. „Dzień. Jak do tej pory poza tym pulsowaniem, nie odczuwam żadnych innych dolegliwości, ale wiem, że kiedy zacznie się ściemniać – zacznie się; to działa jak w zegarku, ZAWSZE zaczynam odczuwać niepokój, kiedy się ściemnia; nie potrafię powiedzieć dlaczego, aż tak się nie boję w dzień”. „Jest 22:00. Przed chwilką musiałam pójść do mamy, by wziąć proszki dla babci, o których babcia zapomniała – po powrocie zauważyłam, że czułam się zupełnie dobrze, myśląc o czymś zupełnie innym – a mianowicie: proszki dla babci – żadnego pulsowania, kłucia, zawrotów, nic (poza wredną wrastającą w policzek od wewnątrz prawą ósemką; lewa też wrasta, ale jeszcze tak tego nie odczuwam). Tylko wróciłam i zaczęłam to pisać, pulsowanie wróciło”. Przepraszam za takie rozpisanie się. Już nie wiem, co mam robić. Bardzo bym prosiła o odpowiedź. Dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwica lękowa lub maniakalna - czy jest szansa na wyleczenie?

Mam 18 lat, mój chłopak 19. Problem nerwicy dotknął właśnie jego. Przeszło półtora roku temu przeżył tragiczny wypadek. Głupawka po alkoholu podpowiedziała mu z kolegą, żeby się wykąpać w zbiorniku wodnym. Kolegę mojego chłopaka złapał skurcz, utopił się, on próbował...

Mam 18 lat, mój chłopak 19. Problem nerwicy dotknął właśnie jego. Przeszło półtora roku temu przeżył tragiczny wypadek. Głupawka po alkoholu podpowiedziała mu z kolegą, żeby się wykąpać w zbiorniku wodnym. Kolegę mojego chłopaka złapał skurcz, utopił się, on próbował go ratować. Nie udało się... Sam został uratowany. Był na krawędzi życia i śmierci. Bardzo to przeżył, był leczony, bo nie mógł sobie z tym poradzić. Niedawno, bo przed świętami, choroba powróciła. Przyczyną było zbyt raptowne odstawienie leków, z pewnością zażywanie alkoholu. Byłam załamana, nie wiedziałam co się z nim dzieje, on nie chciał, żebym go w takim stanie oglądała. Jego mama powiedziała mi, że to jest nerwica maniakalna. Przed trafieniem do szpitala bardzo czegoś się bał, ciągle powtarzał "boję się". Widział rzeczy których nie było, mówił do nich. Powynosił z domu drogocenne rzeczy, np. laptopa. Naprawdę nie wiem, co to jest za choroba! ;-( bierze 2 leki, jeden na serce, a drugi uspokajający. Boję się o niego. Wobec mnie jest czuły troskliwy, kochający. Czy to może się zmienić? Czy jest szansa na wyleczenie? Wyeliminowanie tej choroby z jego życia? Proszę o odpowiedź eksperta.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Poważny problem: jak uporać się z samookaleczaniem?

Witam. Mam 17 lat, mieszkam w mieście, które jest zbyt małe na otaczające mnie problemy. Zacznę od tego, że od kilku miesięcy notorycznie okaleczam swoje ciało, chodzę przygnębiona, lecz nie ściągam maski z szerokim uśmiechem z twarzy, duszę to... Witam. Mam 17 lat, mieszkam w mieście, które jest zbyt małe na otaczające mnie problemy. Zacznę od tego, że od kilku miesięcy notorycznie okaleczam swoje ciało, chodzę przygnębiona, lecz nie ściągam maski z szerokim uśmiechem z twarzy, duszę to wszystko w sobie. Przy znajomych zachowuję się normalnie, nie okazuję swojego bólu. Gdy wracam do domu nie potrafię się z niczym uporać. Sprzątam, bawię się z psem, kotem, lecz nic nie pozwala mi zapomnieć o żyletce. Myślałam, że mam silną wolę, bo na jakiś czas skończyłam z tym, ale znow to robię. Rozcinam sobie skórę tak mocno, że najlepszym rozwiązaniem byłoby to zszyć, ale nic z tym nie robię, pozostawiam to aż do zagojenia. Najśmieszniejsze jest to, że pomagam znajomym, tłumaczę im, wyciągam ich z problemów, a sama sobie nie potrafię pomóc. Znalazłam tę stronę przypadkiem i stwierdziłam, że w jakiś sposób pomożecie mi się z tym uporać. To wszystko może się źle skończyć. 3 razy już nacięłam sobie żyły i nic mi to nie dało. Mam tego dość, moja ręka wygląda jak stara ściana. Proszę o radę. Nadziejoholiczka.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Lęk przed chorobą - jak leczyć?

Mam 18 lat i od pewnego czasu wmawiam sobie jakieś choroby. Np: że mam żółtaczkę, jakieś dziwne kłucia w głowie itp. Czy to się leczy? I co mam z tym dalej zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz

Jak wyrwać się z sideł zamartwiania?

Witam! Mam 24 lata i w zasadzie całkowicie poukładane i szczęśliwe życie. Mam cudownego, kochającego męża, wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Kończę studia, czeka mnie jeszcze jedynie poszukiwanie pracy. Ale podchodzę do tej kwestii optymistycznie. Przez otoczenie jestem odbierana jako bardzo...

Witam! Mam 24 lata i w zasadzie całkowicie poukładane i szczęśliwe życie. Mam cudownego, kochającego męża, wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Kończę studia, czeka mnie jeszcze jedynie poszukiwanie pracy. Ale podchodzę do tej kwestii optymistycznie. Przez otoczenie jestem odbierana jako bardzo silna, pogodna i otwarta osoba. Dla przyjaciół jestem i zawsze byłam powiernikiem. Bardzo często ludzie obdarzają mnie wielkim zaufaniem, zwierzają mi się, proszą o rady. Mam wiele pasji, które rozwijam. Jestem przekonana, że moje otoczenie w życiu nie uwierzyłoby, że mam jakiś problem. To szokujące! W rzeczywistości w środku paraliżuje mnie potworny stres. Niby wszystko mi w życiu wychodzi, a miewam okresy takiego niepokoju, że nie daję sobie rady. Można powiedzieć, że ten obezwładniający stres towarzyszy mi od zawsze, niemniej jednak zaczyna mi to coraz bardziej doskwierać. Już jako dziecko często się zamartwiałam i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Oczywiście stany takiego nieopisanego niepokoju nie trwają nieustannie, ale stale nawracają po kilku tygodniach, miesiącach spokoju. Wtedy nie mogę zebrać się w sobie, próbuję odwracać własną uwagę od swoich myśli. W gronie ludzi zapominam, a gdy jestem sama, to dławi mnie w gardle, czuję ucisk w brzuchu i chce mi się płakać. Czuję się jak sparaliżowana, nie mogę znaleźć sobie miejsca i autentycznie sprawia mi to ból. Szamotam się sama ze sobą. Wydaje mi się, że nie wytrzymam. Martwię się często rzeczami zupełnie abstrakcyjnymi. Powiedziałabym, że wymyślam sobie problemy i potwornie mnie to irytuje - jestem na siebie wściekła, że nie umiem dać sobie rady. Przykładowo, boję się, że nie będę dobrą matką i ciąża wywołuje u mnie lęk. Takich przykładów jest naprawdę wiele. A nigdy nie doświadczyłam w tej sferze jakiejś traumy, nie mam za sobą trudnych doświadczeń. Mam ogromne sumienie i bardzo idealistyczne podejście do życia. Najwięcej wymagam od siebie. Kiedy zrobię coś nie tak jak trzeba, zadręczam się - nawet jeśli nikomu nie zrobiłam tym przykrości ani żadnej krzywdy. Częściej nawet dręczę się nie tyle z powodu jakichś czynów, ale samych myśli, powiedziałabym natrętnych (mechanizm: pomyśl o czymś strasznym, a potem udręczaj się, że w ogóle mogłaś o tym pomyśleć). Sama na siebie jestem wściekła, że taka jestem, że nie potrafię stawić czoła swoim problemom. Wiem jakie ludzie mają nieszczęścia i to potęguje moje poczucie winy. Panicznie boję się chorób psychicznych i to akurat wynika z autentycznej traumy. Mąż mojej ciotki chorował na schizofrenię i jego choroba zdominowała życie rodzinne. Ciągle mówiono tylko o tym. Boję się, że unieszczęśliwię ludzi, których kocham i że sama nie będę umiała przeżyć szczęśliwie życia. Nie mam myśli samobójczych. Uważam, że to tchórzostwo. Poza tym za bardzo kocham życie i ludzi którzy są dla mnie ważni. Tylko dlaczego to życie mnie boli? Co powinnam zrobić? Bardzo proszę o radę i z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dziwne uczucie przed snem: jak sobie z tym poradzić?

Jak miałem 10-11 lat to miałem tak samo. Był jakiś czas przerwy i znowu tak mam, a mam 16 lat. Gdy chcę zasnąć, to zaczyna boleć mnie brzuch jakbym miał biegunkę. Gdy patrzę na ścianę, to robi się jakaś...

Jak miałem 10-11 lat to miałem tak samo. Był jakiś czas przerwy i znowu tak mam, a mam 16 lat. Gdy chcę zasnąć, to zaczyna boleć mnie brzuch jakbym miał biegunkę. Gdy patrzę na ścianę, to robi się jakaś mała i widzę ją tak jakby w pikselach, trzęsę się. Tak się dzieje, gdy wyłączę telewizor i nic nie gra, jest wtedy tak cicho, bo gdy słyszę jakąś muzykę, to tak nie mam. Boję się zasnąć, myślałem, że z wiekiem to przejdzie, ale się myliłem. Nie wiem, co mam robić.    

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Unikam ludzi - nieśmiałość czy fobia społeczna?

Witam. Jestem kobietą i mam prawie 21 lat. Mój problem to lęk, który odczuwam przy wielu okazjach. Najlepiej będzie, jak zacznę od początku. W dzieciństwie byłam normalną dziewczynką, nie można było mnie nazwać nieśmiałą. Bawiłam się z innymi dziećmi,...

Witam. Jestem kobietą i mam prawie 21 lat. Mój problem to lęk, który odczuwam przy wielu okazjach. Najlepiej będzie, jak zacznę od początku. W dzieciństwie byłam normalną dziewczynką, nie można było mnie nazwać nieśmiałą. Bawiłam się z innymi dziećmi, odpowiadałam na lekcjach, śpiewałam na akademiach. Potem, w 5-6 klasie podstawówki, zaczęłam stronić od innych, najlepiej było mi samej, czułam się okropnie brzydka, nie dbałam o siebie, coraz ciężej było mi odpowiadać przy tablicy. W gimnazjum trochę się zmieniłam, zaczęłam się lepiej ubierać, zmieniłam fryzurę. Byłam bardziej otwarta, ale tylko przy najbliższych znajomych, przy całej klasie nie umiałam wykrztusić słowa. Zdarzało się (i to często), że w szkole bardzo mi dokuczano, wyśmiewano. Było mi przykro, ale nie czułam się z tym tak źle, wiedziałam, że jestem gorsza od innych, i akceptowałam to (wtedy tak to widziałam, teraz zupełnie inaczej na to patrzę). W drugiej klasie gimnazjum doszło do przykrej sytuacji: paru kolegów z klasy straszyło mnie molestowaniem, gwałtami, w końcu zamknęli mnie w szatni i zaczęli popychać, łapać za piersi, pupę, rozbierać. Uratował mnie dzwonek na lekcję. Następnego dnia koleżanka z ławki powiedziała, że słyszała rozmowę tamtych chłopaków, z której wynikało, że oni naprawdę mają zamiar zrobić mi krzywdę. Nie wytrzymałam i poszłam do wychowawcy. Na szczęście zareagowano i taka sytuacja już się nie powtórzyła. Najdziwniejsze było to, że ja wtedy po tygodniu już nie pamiętałam o sprawie...Teraz, gdy o tym pomyślę, robi mi się niedobrze. Kiedy poszłam do liceum, zaczął się koszmar. Akcje typu: ból głowy, brzucha, drżenie rąk, czasem nawet wymioty. Takie dolegliwości miałam przed każdym wyjściem do szkoły. Zaczęłam wagarować, i to na poważnie, prawie nie chodziłam do szkoły, rodzice próbowali reagować, ale jakoś nie wychodziło. Bałam się tam chodzić, bałam się nauczycieli, klasy, kompromitacji. Jednocześnie wyjścia typu poczta, sklep też były niemiłe. Gdy ktoś na mnie patrzył, czułam się strasznie. Zaczęłam popijać piwo, czasami wódkę. Miałam 2 koleżanki, z którymi chodziłyśmy na wagary. Z nimi czułam się dobrze, miałyśmy wiele tematów do rozmowy. Często dziwiły się, czemu jestem taka "dwustronna". Gdy byłam z nimi, byłam roześmiana, wesoła, potrafiłam rozmawiać na każdy temat, opowiadać dowcipy. A z innymi ludźmi - cicha, wstydliwa, czerwieniąca się, nieodzywająca się do nikogo w grupie. Nie miewałam też oporów, żeby chodzić na randki, chłopcy lubili mnie, ale nigdy nie byłam w stanie umówić się z kimś ze szkoły. Ogólnie jeśli były ze mną 1 lub 2 osoby, czułam się normalnie. Tak jak z koleżankami lub z niektórymi chłopakami. Jeśli ktoś mi "przypasował", to byłam "cudowną osobą" (tak mówiono), a jeżeli nie - nudziarz i muł. Z trudem skończyłam LO. Teraz sprawy przedstawiają się tak: mam chłopaka, z którym dogadałam się, pomimo że mi na początku nie "przypasował", i teraz kochamy się, ale jesteśmy zupełnie inni. Dwa żywioły. Nie jestem w stanie dogadać się z jego znajomymi (właściwie to są wręcz jego krewni) - to są dla mnie ludzie z innej planety. Na przyjęciach siedzę w kącie, nie odzywam się do nikogo. Już mam podobno etykietkę tchórza i muła. Mojemu chłopakowi jest przykro, że tak się zachowuję. Ja z początku nie chciałam zadawać się z nimi, ale kiedy zauważyłam, jak bardzo go to zasmuca, postanowiłam, że zmuszę się. Nie dało rady. Nie umiem się do nich odezwać, boję się ich, boję się krytyki. Na ostatniej imprezie (na które w ogóle chodzę z przymusu) wyzwaniem było dla mnie przejść przez pokój, a co dopiero zatańczyć. Mój chłopak prosił mnie kilka razy, a ja ze złością odmawiałam. Było mu przykro, mnie też. Ale ja po prostu nie mogłam. Tak samo jak nie chodzę na dyskoteki itp. (nienawidzę obcych ludzi). Boję się rozmawiać z obcymi. Zupełnie nie wiem, jak to wytłumaczyć mojemu partnerowi, który teraz jest na mnie zły: twierdzi, że do siebie nie pasujemy. Bardzo się boję, że mnie zostawi, że nie wytrzyma mojego "tchórzostwa". Czuję się winna i boję się o swój związek. Dodam, że jesteśmy burzliwą parą, ja miewam napady agresji, krzyczę, biję go. Boję się, że on tego nie wytrzyma. Ja bardzo go kocham, ale nie jestem w stanie zmienić się. Czuję się niezrozumiana i opuszczona, czuję, że coś mi jest, nigdzie nie czuję się swobodnie, kontroluję ruchy, rozglądam się ukradkiem, czy ktoś na mnie nie patrzy. Gdy w sklepie przechodzę obok bramek, zawsze boję się, że "zapikają", choć nigdy w życiu niczego nie ukradłam. Gdy pomyślę o tym, że muszę iść na studia, do pracy, to dostaję boleści brzucha. A czy moje wcześniejsze doświadczenia mogą mieć wpływ na moje aktualne zachowanie? Mam już tego dość, chciałabym żyć normalnie. Proszę o pomoc i poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Drżenie rąk - czy może mieć związek z nerwicą?

Gdy tylko się trochę zdenerwuję trzęsą mi się ręce. Czasem się nie denerwuję i same mi skaczą (i to mnie martwi). Podczas zdenerwowania nie mogę się skupić, wysłowić (czasem drętwieje mi twarz). Jestem osobą, która miewa stany depresyjne, z...

Gdy tylko się trochę zdenerwuję trzęsą mi się ręce. Czasem się nie denerwuję i same mi skaczą (i to mnie martwi). Podczas zdenerwowania nie mogę się skupić, wysłowić (czasem drętwieje mi twarz). Jestem osobą, która miewa stany depresyjne, z niską samooceną, z wierzchu twardą, a w środku miękką, nieśmiałą. Szybko się denerwuję, jestem wyczulona na słowa innych, wybuchowa (ale szybko mi przechodzi). Czy moje ręce tak reagują ze względu na nerwicę?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niepokojące objawy - czy cierpię na nerwicę?

Miałem już 2 takie przypadki - podoobne. Jeden w pracy - w trakcie rozmowy z kolegą (pochylając się nad jego biurkiem) poczułem coś w rodzaju mocniejszego uderzenia serca (może 2 czy 3 razy), potem uspokojenie. Ale jakby nagły napad paniki...

Miałem już 2 takie przypadki - podoobne. Jeden w pracy - w trakcie rozmowy z kolegą (pochylając się nad jego biurkiem) poczułem coś w rodzaju mocniejszego uderzenia serca (może 2 czy 3 razy), potem uspokojenie. Ale jakby nagły napad paniki się u mnie pojawił, momentalnie poczułem słabość w nogach, szybszy niż zwykły (60-65) puls ( czyli ok 80-90), następnie pojawiło się jakby mrowienie w rękach i impuls, że coś złego się dzieje. Spowodował to, że wyszedłem z pracy na 10-20 min szybki spacer po świeżym powietrzu. Nie miałem żadnych innych incydentów prócz strachu, z pytaniem co się dzieje. Ja nigdy na nic nie chorowałem, a tu taka niemiła niespodzianka. Do końca dnia "dziwnych" uderzeń serca już nie było, ale ogóla słabość, wyższe tętno i niepokój o własne życie pozostał. Zrobiłem po tym fakcie badania u rodzinnego. Były to badania z krwi, moczu oraz EKG. W krwi nic mi nie wykryto, prócz podwyższonego minimalnie poziomu potasu i minimalnie podwyżsoznego złego cholesterolu (max. 120, a ja miałem chyba 124). Z tym, że lekarz powiedział, że cholesterol jest ok,  ponieważ LDL również mam w górnej granicy normy - więc to się bierze łącznie jako wynik. Miałem robioną też tarczycę i jest w normie. Mocz ok. W EKG tylko informacja, że blok przedsionkowo-komorowy 1 stopnia (lekarz również przyznał, że tym "bloczkiem" nie ma się co przejmować). I tyle. Stwierdził, że prawdopodobnie jest to nerwica i raczej nie zalecił innych badań w kierunku kardiologii (dlaczego?). Fakt, że ostatni rok miałem bardzo, ale to bardzo stresowy głównie za sprawą choroby mamy (sprawy sercowe, potem udar mózgu, potem rozrusznik), teraz podobnie jak mama mój 81 tato również otrzymał rozrusznik. Więc tego stresu trochę było. To wszystko było około września 2010. DRUGI wczoraj - 06 marca 2011, ponowna akcja. Cały dzień czułem się dobrze, a wczoraj wieczorem siedząc przed TV nagle poczułem jedno zaraz drugie i trzecie uderzenie, momentalnie pojawia się strach o życie. Pytanie co jest. Jak zawsze mam puls 60-65 (spoczynkowy), nagle po tej akcji puls ok 90. Pytanie co robić, a więc szybka reakcja (sam nie wiem czy dobra) - pierwsze biorę tbl. W_A_L_E_R_I_N Forte, następnie robię herbatkę z Melisy, potem biorę suplement diety do rozpuszczania (MAGNEZ) i kłądę się spać. Ale niestety nie moge zasnąć. Zaczynam myśleć, że to napewno ciśneinie mi skoczyło (nie mierzyłem ze strachu), potem dalej próbuję zasnąć, ale na próżno. Co przymknę oko to budzę się sprawdzajac puls (czy nie mam jakiejś arytmi lub migotania przedsionków). Boję się arytmi, bo wiem czym grozi. Mama z migotania przedsionków dostała udaru mózgu. Wiem co to udar i strach, że może mnie coś takiego spotkać po prostu mnie przerasta. Ogólnie dodam, że nigdy do tej pory nie miałem problemów z zasypianiem, aż do dzisiaj. Zawsze jakoś potrafiłem się wyłączyc albo efekty jak osłabienie, lub ukłucie serca dopadały mnie w dzień, a wieczorem się wyciszałem i szedłem bez problemu spać. Dzisiaj dostałem w "kość", zarwana nocka spowodowała to, że rano I-sza rzecz to Walerin Forte, potem mierzenie ciśnienia. Najpierw 145/80, a po 5 minutach i małym uspokojeniu (135/80). Po 2 godzinach od wstania piję herbatę z Melisy. Obecnie żadnych ukłuć czy uderzeń serca nie mam, ale puls w granicach 75 (więc wyższy niż mój normalny). Pytanie z czym mam do czynienia i co robić w takich sytuacjach ? Proszę o pomoc !!!!!!!

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Lęk przed ciążą - czy jest chorobą?

Witam. Mam 16 lat. Od ponad 9 miesięcy jestem w związku. Dodam, że to mój pierwszy "poważny" związek jak na ten wiek. Po pół roku, z moim chłopakiem zaczęliśmy uprawiać petting. Po pierwszej takiej "zabawie" przypomniało mi się jak czytałam...

Witam. Mam 16 lat. Od ponad 9 miesięcy jestem w związku. Dodam, że to mój pierwszy "poważny" związek jak na ten wiek. Po pół roku, z moim chłopakiem zaczęliśmy uprawiać petting. Po pierwszej takiej "zabawie" przypomniało mi się jak czytałam gdzieś, ze od pettingu można zajść w ciążę. Usiadłam więc tego wieczoru przed komputerem i przeszukałam cały internet, z którego dowiedziałam się, że - tak, można. Wpadłam w tedy w ogromną panikę. Chłopak zapewniał mnie, że nie było kontaktu spermy, z moimi okolicami intymnymi. Ale ja przez 2 tygodnie chodziłam jak struta i bałam się, że do czegoś doszło. Wtedy po raz pierwszy zaczęły boleć mnie jajniki. Oczywiście weszłam w internet i studiowałam "objawy ciąży", do których zaliczają się bóle jajników, że niby zarodek zagnieżdża się w macicy, która się powiększa. Byłam załamana, ale po 2 tygodniuach regularnie dostałam okres, który trwał również normalnie 7 dni, jak zawsze. Lecz okres nie dał mi pewności, bo przeczytałam również, że nie każdy okres oznacza brak ciąży. Po 3 dni od okresu, zrobiłam test - wyszedł negatywnie. Lekko mnie to uspokoiło, postanowiliśmy też z chłopakiem, że żadnych "zabaw" w dni płodne. I tak też było. Ale ja przez cały miesiąc do następnego okresu oglądałam brzuch czy się nie powiększa, piersi. Bardzo bolały mnie jajniki. Wszyscy mówili, że dojrzewam, mama mówiła, że nieraz kobiety tak boleśnie przeżywają cykl. Jest, przyszedł kolejny okres, spóźniony jeden dzień. Trwał normalnie. Po nim po raz pierwszy pojawiły mi się lekkie brązowe upławy. Do tego doszedł straszy był żołądka. Ja oczywiście już panika - ciąża. Po czym seria badań, usg nerek, narządów rodnych, jamy brzusznej. Nic nie było. Na usg narządów akurat poszłam w 14 dniu cyklu i było widać jajeczka. To mnie nie uspokoiło. Upławy jakoś minęły. Nie uprawialiśmy pettingu w dni płodne, tylko w niepłodne. Równo tydzień później dostałam okres spóźniony 3 dni. Trwał również 7 dni. A ja wciąż myślę, że może coś jest nie tak, oglądam brzuch, piersi. Przed okresem miałam "wywalony brzuch" - mama mówi, że to normalne. Czasem pod wieczór też tak mam, ale to nie codziennie. Piersi nawet mi nie urosły przez te 3 miesiące. Czasem mi odbija i biję się lekko po brzuchu. Mój chłopak mówi, że wszystko sobie wkręcam. Czy to jest jakaś choroba, paniczy lęk przed ciążą? Dodam, że jestem dziewicą, nie uprawiam seksu. Proszę o odpowiedź, bo od 3 miesięcy zadręczam się tym.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Ból głowy a nerwica

Witam. Od dłuższego czasu czuję bardzo ostry ból głowy, najczęściej z tyłu potylicy, górna część, czasami w samej górze i po bokach, w okolicach uszu. Kiedyś miałem złamany obojczyk i od tego czasu, boli mnie również mięsień szyjny. Ponadto...

Witam. Od dłuższego czasu czuję bardzo ostry ból głowy, najczęściej z tyłu potylicy, górna część, czasami w samej górze i po bokach, w okolicach uszu. Kiedyś miałem złamany obojczyk i od tego czasu, boli mnie również mięsień szyjny. Ponadto w przeszłości miałem upadek, gdzie uderzyłem głową o beton, po czym na krótki czas mnie zamroczyło. Nie robiłem nigdy żadnych badań u lekarza. Zauważyłem, że od jakiegoś czasu mam ogromne problemy z koncentracją, uczeniem się i ogólnie z zapamiętywaniem. Zdarza mi się ostatnio bardzo często zapominać, co robiłem przed chwilą. Nie mogę się skupić na jednej rzeczy. Do tego dochodzą różnego rodzaju lęki i niechęć do wykonywania różnych czynności. Proszę o fachową poradę. Utrudnia mi to codzienne życie i naukę w szkole. Nieustannie towarzyszą mi różne lęki, jakbym cały czas wyczekiwalł niepowodzenia w różnych sytuacjach. Czy są to objawy nerwicy??

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam zrobić z ciągłymi myślami o śmierci?

Mam 30 lat i jestem w 27 tygodniu ciąży :) Od kiedy jestem na L4 nie mogę przestać myśleć o śmierci, o tym co się zdarzy za kilka lat :( Cały czas zadaję sobie pytanie, co będzie kiedy umrę i...

Mam 30 lat i jestem w 27 tygodniu ciąży :) Od kiedy jestem na L4 nie mogę przestać myśleć o śmierci, o tym co się zdarzy za kilka lat :( Cały czas zadaję sobie pytanie, co będzie kiedy umrę i co stanie się z moimi bliskimi? Od jakiegoś czasu nie potrafię już o niczym innym myśleć. Bardzo proszę o poradę, co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Odczuwam dziwne lęki - czy jestem chora na nerwicę?

Trzy lata temu miałam bardzo stresujący etap w życiu - przez tydzień, po dość traumatycznym wydarzeniu, miałam dziwne uczucie pobudzenia, szybkiego bicia serca - zaczynało się jak tylko otworzyłam oczy rano i trwało cały dzień. Później (po ponad tygodniu bez...

Trzy lata temu miałam bardzo stresujący etap w życiu - przez tydzień, po dość traumatycznym wydarzeniu, miałam dziwne uczucie pobudzenia, szybkiego bicia serca - zaczynało się jak tylko otworzyłam oczy rano i trwało cały dzień. Później (po ponad tygodniu bez przerwy) sytuacja się uspokoiła i objawy ustąpiły - miałam nadzieję, że nigdy nie powrócą, bo to chyba najgorsze uczucie, jakie miałam w życiu. Obecnie mam dość dużo stresu w pracy i prywatnie. Zawsze byłam impulsywna i nerwowa - łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Nawet nie próbowałam tego zmienić, więc bywały sytuacje, że mocno wybuchałam. Ostatnio jest trochę gorzej - wściekam się z coraz mniejszych powodów. W ostatnich dniach napada mnie paraliżujące uczucie gorąca, pocą mi się dłonie i stopy (pomimo tego że są zimne), nie mogę jeść, uciska mnie coś w karku i z tyłu głowy. Budzę się nad ranem, jak nigdy jestem wyjątkowo obudzona. Najgorsze jest wrażenie, że wali mi serce - dużo za szybko i mam ciężar w klatce piersiowej. Trwa to czasem kilka godzin - nie utrzymuje się cały dzień, jak wcześniej. Jestem wtedy zdezorientowana i ciężko mi zebrać myśli i się wysłowić. Czasem w połowie zdania nie wiem po prostu co powiedzieć i muszę złapać głęboki oddech, bo mnie „zatyka”. Mrowią mnie dłonie i twarz. Mam też trochę gorszą koordynację ruchową i np. ciężej mi jest trzymać kubek lub długopis - strasznie mnie to niecierpliwi. Nie mam na nic siły, nic mi się nie chce, najchętniej zostaję w domu. Mam dość odpowiedzialną pracę, a nawet ważne obowiązki ciągle odkładam na później. Jak mam się z kimś spotkać - dążę do spotkania w moim mieszkaniu. Jeden raz musiałam przysiąść na podłodze - wszystko w twarzy mi pulsowało, miałam bardzo bolesny skurcz w brzuchu i czułam ogromny strach. Nie byłam w stanie się ruszyć. Chciałabym wiedzieć, na ile to poważne objawy - wiem, że moje zachowanie nie jest normalne, ale może np. po prostu przejdzie, jak sytuacja się trochę uspokoi? Czy to już duży problem, czy po prostu skutki stresu? Bardzo proszę o konkretną ocenę sytuacji - wiem, że standardową odpowiedzią jest „proszę udać się do lekarza”, ale chciałabym najpierw wiedzieć, jaka jest skala mojego problemu. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Odczuwam strach przed związkiem z mężczyzną - dlaczego tak się dzieje?

Jestem 27-letnią dziewczyną. Mieszkam na wsi z rodzicami. Piątka starszego rodzeństwa wyfrunęła już z gniazda, założyli własne rodziny, ja natomiast cały czas jestem sama. Byłam tylko w trzech związkach, tzn. takich, że tych trzech chłopaków przyprowadzałam do domu. To były...

Jestem 27-letnią dziewczyną. Mieszkam na wsi z rodzicami. Piątka starszego rodzeństwa wyfrunęła już z gniazda, założyli własne rodziny, ja natomiast cały czas jestem sama. Byłam tylko w trzech związkach, tzn. takich, że tych trzech chłopaków przyprowadzałam do domu. To były bardzo krótkie związki, trwające od 3 tygodni do 1,5 miesiąca. Miewałam również inne związki, mniej oficjalne, ale równie krótkie, może nawet krótsze. Z żadnym z tych chłopaków nie spałam, nie jestem dziewicą, ale to już całkiem inna historia. Uważam, że nie jestem brzydka, nie jestem idealna, wiele rzeczy bym w sobie zmieniła, ale nie powiedziałabym o sobie, że jestem brzydka. Podobam się facetom, często mnie pytają: "dlaczego taka ładna dziewczyna nie ma faceta?". Niestety prawda jest taka, że często podobam się facetom, którzy nie są w moim typie, nie zawsze, ale bardzo często. W gronie moich znajomych przeważają faceci i wiem, że kilku z nich się podobam, nie ukrywają tego. Może przejdę do sedna sprawy, mój problem polega na tym, że nie potrafię się związać z facetem. Sytuacja wygląda tak, że poznaję pewnego chłopaka, bardzo mi się podoba, ja jemu też, umawiamy się na randkę, niestety nie zawsze do tej randki dochodzi, ponieważ ja chyba za dużo myślę, zaczynam wymyślać powody, dlaczego nie powinnam się z danym chłopakiem spotykać, niestety w wyniku tych przemyśleń często odwołuję randki. Jeżeli już uda mi się stworzyć związek, spotykam się z chłopakiem jakiś czas, krótki, tak jak napisałam wcześniej, znowu dopadają mnie myśli, że nie powinnam się z tym chłopakiem spotykać, że to nie jest to. Robię taki bilans wad i zalet danego chłopaka, przy czym bardziej skupiam się na tych wadach, robię wszystko, żeby mieć powód, żeby z nim zerwać. Bardzo często potem żałuję swoich decyzji, bo przecież tak naprawdę oni mi się podobali, a mimo to zaczynam sobie wmawiać, że to nie ten, że do siebie nie pasujemy. Bardzo często, kiedy umawiam się z chłopakiem na pierwszą randkę, potem mam jakieś dziwne wyrzuty sumienia, że nie powinnam się z nim umawiać. Jestem najmłodsza z rodzeństwa, przyjęło się tak, że jako najmłodsza po ślubie zamieszkam z rodzicami, żeby się nimi zaopiekować. Wiem, że rodzice bardzo czekają na już ostatniego zięcia. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, przecież taka jest kolej rzeczy - dzieci dorastają i zakładają swoje rodziny, to przecież jest takie naturalne, a ja nie wiem dlaczego, jakoś tak wstydzę się powiedzieć rodzicom, że się umówiłam, z wielkim trudem mi to przychodzi. Dlaczego tak jest? Właśnie teraz jestem w takiej sytuacji, kilka dni temu spotkałam chłopaka, którego poznałam kilka lat temu, teraz podoba mi się bardziej niż kiedyś, jakoś nie był w moim typie, oczywiście nigdy się nie spotykaliśmy. Na drugi dzień po zabawie, na której spotkaliśmy się po latach, znalazł mnie na Naszej Klasie, zaczęliśmy do siebie pisać, wymieniliśmy się numerami telefonów. Wiedziałam, że zechce mnie dzisiaj gdzieś zaprosić i zrobił to, przysłał mi SMS-a, że przyjedzie po mnie i zabierze mnie na pizzę, a co ja zrobiłam? Jak zwykle się wykręciłam, że niby to mam dużo pracy i wieczorem będę zmęczona i naprawdę nie mam ochoty nigdzie wychodzić, tylko wcześniej położyć się spać. Spodziewałam się, że odpisze "więc może jutro?", ale tego nie zrobił, nic nie odpisał. Co jest ze mną nie tak? Dlaczego tak postępuję? Chcę mieć męża, urodzić dzieci, chcę być szczęśliwa, a nie potrafię. Dlaczego?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Zdiagnozowano u mnie nerwicę, ale boję się, że to poważna choroba psychiczna – czy to możliwe?

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć...

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć i wstydzić, popatrzenie komuś w oczy było i jest okropne, to podobne uczucie do patrzenia w bezchmurne niebo latem, zaraz mnie razi i opuszczam wzrok, no i czuję też takie mrowienie w okolicach oczu. Z czasem było coraz gorzej, pojawiły się lęki i towarzyszące im objawy, tj. mocne bicie serca, pocenie się, szum w uszach, wyostrzenie wszystkich zmysłów, fale przepływającego gorąca, nagły i wysoki wzrost ciśnienia, przyspieszony oddech, czasem drżenie rąk. Te wszystkie objawy połączone z lękiem są nie do wytrzymania podczas ataku, to kompletny odlot, paraliż ciała i umysłu. Jako dziecko i nastolatek byłem wychowywany bezstresowo i wyręczano mnie z praktycznie wszystkiego, był to kompletny brak samodzielności. Żyłem i żyję w wysokim stresie odkąd pamiętam, w dzieciństwie dorastałem w obecności dzieci z rodzin patologicznych, które mnie nie lubiły, bo ja zawsze wszystko miałem, nie chodziłem brudny i głodny, itd., itp. Mój kolejny problem nerwowy to pijący ojciec, z jednej strony go lubię, a z drugiej nienawidzę za to, że pije. Zawsze też miałem niski poziom własnej wartości i do dziś go mam. Kompletny brak wiary w siebie, myślenie, że nie dam rady, nie potrafię, a po co to robić, jestem beznadziejny, bezwartościowy, nie mający nic do zaoferowania i to wszystko na każdym polu zawodowym (teraz nie pracuję) jak i towarzyskim. Dziś moje życie wygląda okropnie, siedzę praktycznie w domu, boje się ludzi, boję się wychodzić z domu, a jak muszę, omijam zatłoczone miejsca, na tym *** jest lepiej, nie ma większości objawów ciała - bicie serca, pocenie się, stres i lęk są mniejsze, ale dalej się peszę i wstydzę, i właśnie dochodzę do meritum. Mam jeden objaw, który doprowadza mnie do obłędu i jeszcze o nim nie powiedziałem mojemu psychologowi, okropnie się boję, że to np. schizofrenia, jak miewam atak i dzieje się to przy tym peszeniu i wstydzeniu się, to mam wrażenie, że widzę, gdy z kimś rozmawiam, że ta osoba ma nieprzyjemny wyraz twarzy, jakby patrzyła na mnie z obrzydzeniem albo że nie chce ze mną rozmawiać, no ma po prostu mnie gdzieś, coś w tym stylu, nie jest łatwo to tak wytłumaczyć, dodam, że jak się uspokajam albo jestem spokojny i nie zaczynam mojego głupiego myślenia typu (o co ta osoba zapyta, co powiedzieć, nie mam co powiedzieć i takie tam podobne), to jak peszenie się znika i ogólnie atak też znika, to tego mojego widzenia nie ma. Bardzo proszę o poradę, co to może być.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Lęk przed śmiercią - co się ze mną dzieje?

Witam! Od jakiegoś czasu mam problem. Mianowicie rano, gdy tylko wstanę, nachodzą mnie myśli, czy przypadkiem dziś nie umrę i tak jest każdego dnia, od paru miesięcy. Czasami nie chce mi się nawet z łóżka wychodzić. Mam problemy ze snem....

Witam! Od jakiegoś czasu mam problem. Mianowicie rano, gdy tylko wstanę, nachodzą mnie myśli, czy przypadkiem dziś nie umrę i tak jest każdego dnia, od paru miesięcy. Czasami nie chce mi się nawet z łóżka wychodzić. Mam problemy ze snem. Boję się usnąć, bo wydaje mi się, że już się nie obudzę. Proszę o pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty