Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

To chyba depresja. Co mam zrobić?

Dzień dobry. Nazywam się Ewelina i mam 16 lat. Czuję, że wariuję. Chodzę do najlepszego LO w mieście, ale mam coraz mniej energii i ochoty by tam chodzić. Ostatnimi czasy kompletnie nie chce mi się uczyć, zazdroszczę koleżance, że ma...

Dzień dobry. Nazywam się Ewelina i mam 16 lat. Czuję, że wariuję. Chodzę do najlepszego LO w mieście, ale mam coraz mniej energii i ochoty by tam chodzić. Ostatnimi czasy kompletnie nie chce mi się uczyć, zazdroszczę koleżance, że ma lepsze oceny od moich. Nie mam przyjaciół, nie wiem jak to określić, ale to pewnie moja wina, że ich nie mam. Nie mam nikogo tak bliskiego, żeby mu się wyżalić. Jestem jakaś zamknięta w sobie, boję się odezwać wśród ludzi. Mam trudności w nawiązywaniu przyjaźni. Co do myśli samobójczych to miewam je, chcę skończyć z tym wariowaniem. Chciałabym skończyć cierpieć, cokolwiek to znaczy, ale nie zabiję się, bo wiem, że to grzech. Staram się mieć kontakt z Bogiem. Mam wrażenie, że nie pasuję do tego świata, czasem myślę o rzuceniu szkoły. Nie wiem, to chyba depresja.. Mam dość tego wszystkiego. Pomóżcie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Przygnębienie, apatia, wahania nastroju - co się ze mną dzieje?

Witam, mam 17 lat i ostatnio (od roku) dotyka mnie wiele niepokojących objawów. Mam okresy, że popadam w euforię by po chwili zanurzyć się w przygnębieniu i apatii. Nie mogę się skoncentrować, często oddaję się marzeniom i daję się...

Witam, mam 17 lat i ostatnio (od roku) dotyka mnie wiele niepokojących objawów. Mam okresy, że popadam w euforię by po chwili zanurzyć się w przygnębieniu i apatii. Nie mogę się skoncentrować, często oddaję się marzeniom i daję się ponieść dość wybujałej wyobraźni (w nauce radzę sobie dobrze, pasjonują mnie przedmioty ścisłe, ale niestety ostatnio nie umiem się nawet nad nimi skupić i popełniam wiele pomyłek, które normalnie mi się nie zdarzały). Chwilami przypominam bohaterów z utworów romantycznych. Potrafię obudzić się pełen optymizmu, by w trakcie bądź pod koniec dnia zacząć myśleć o tym czy nie lepiej by ze sobą skończyć. Nie jestem duszą towarzystwa i nigdy nie czułem się dobrze w grupie osób, nie chodziłem z rówieśnikami na różne imprezy, bo nie lubiłem się tak bawić, ale ostatnio czuję dodatkowe wyalienowanie, czuję się niedopasowany, mam grono znajomych, z którymi lubię spędzać czas, ale ostatnio czuję, że mimo to nie odczuwam żadnej więzi z tymi ludźmi, a sam nie pasuję do nich, ani trochę mimo podobnych zainteresowań itp. Nie wiem co to może być, bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to nerwica, czy nadpobudliwość?

Witam, Jestem mamą trzyletniego Filipka, który już od początku jawił się jako dziecko niezwykle pogodne, nie przejmujące się zbytnio wieloma rzeczami, aczkolwiek dość emocjonalne i ruchliwe. Od początku rozwijał się bardzo dobrze, nie sprawiał nam żadnych problemów i był niezwykle...

Witam, Jestem mamą trzyletniego Filipka, który już od początku jawił się jako dziecko niezwykle pogodne, nie przejmujące się zbytnio wieloma rzeczami, aczkolwiek dość emocjonalne i ruchliwe. Od początku rozwijał się bardzo dobrze, nie sprawiał nam żadnych problemów i był niezwykle rezolutnym maluszkiem. Jedynym problemem była alergia pokarmowa, która obejmowała prawie wszystkie produkty i u Filipka objawiała się problemami w przewodzie pokarmowym oraz brakiem apetytu. Walka z alergią była bardzo trudna, a szczególnie brak apetytu, przy którym trudno było ugotować coś, co nie szkodziłoby synkowi. Dodam, że w międzyczasie wyjechaliśmy z mężem do Niemiec, gdzie mieszkamy nadal bez jakiejkolwiek bliskiej rodziny w pobliżu. Kiedy Filipek miał 19 miesiecy, urodził nam się drugi synek. Niestety Marcinek urodził się z rzadką i ciężką w konsekwencjach mozaikową chorobą genetyczną. Był to wielki szok i cios dla nas wszystkich, tym bardziej, że mutacja chromosomu 16 była spontaniczna oraz, że ciąża przebiegała bez najmniejszych komplikacji. Cały główny dramat rozpoczął się po tym jak po powrocie do domu ze szpitala nie byłam w stanie nakarmić Marcinka (jak się później okazało przyczyną była choroba genetyczna). Spałam po 3-4 godz dziennie i karmiłam go po 10 godz. dziennie, a zjadał tylko ok. 300ml, po czym godzinami nosiłam go, by mogło mu się odbić, co i tak najczęściej kończyło się kolką. Byłam wyczerpana fizycznie, emocjonalnie, na granicy załamania nerwowego. Mimo wielu pobytów w szpitalu, nikt nie chciał nam uwierzyć, że Marcinek naprawdę nie jest w stanie jeść, no bo cyt. "potrafił zjeść 300 ml". Po 7 miesiącach błagania o sondę, dostał ją, ale to tylko z tego powodu, iż był niesamowicie wychudzony, tak iż byle drobna infekcja zagrażała jego życiu. Od tej pory sytuacja była nieco stabilniejsza. Oczywiście Marcinek ma wiele innych wad rozwojowych (rozszczep podniebienia i wargi, problemy z nerkami, nie widzi zbyt wiele, nie słyszy prawie, upośledzenie umysłowe, nieprawidłowa motoryka, wymioty, biegunki, kolki, częste zapalenia dróg oddechowych), ale myśl, że nie zagłodzi mi się jest i tak duza pomocą. Kiedy my błąkaliśmy się po szpitalach bezskutecznie szukając pomocy, Filipek, wówczas dwuletnie dziecko, był pod opieką różnych cioć i babć przez pierwsze trzy miesiące życia Marcinka. Później, kiedy już wszyscy nasi najbliżsi z Polski wykorzystali swoje urlopy pozostałam sama. Próbowaliśmy znaleźć kogoś do pomocy, ale tutaj nie jest to łatwe, tym bardziej, ze osoby bezrobotne otrzymują wystarczające zaplecze socjalne, by nie musieć podejmować pracy. Zresztą nawet jak udawało się kogoś znaleźć to po krótkim czasie, rezygnował, bo zarówno Marcinek jak i Filipek są absorbujący i jest to praca wymagająca. Nie muszę chyba dodawać, ze atmosfera w domu była niezwykle skomplikowana, ja permanentnie zmęczona, częste płacze, kłótnie. Mój mąż pracuje każdego dnia do 18:00 i ma często wyjazdy służbowe. W tym wszystkim nie byłam w stanie opiekować się właściwie Filipkiem, godzinami tkwiłam nad Marcinkiem, a Filipek miał do towarzystwa jedynie zabawki i telewizor. Przez pierwsze 2 miesiące nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, co to znaczy dla Filipka, który przed narodzeniem Marcinka miał zawsze mamusię, kiedy tylko tego potrzebował. Żyliśmy jak w amoku, czasem docierało do nas, ze musimy tez zająć się Filipkiem, ale po krótkim zrywie, znowu wciągał nas temat Marcinka, a Filipek pozostawał znowu sam. Z powodu zaistniałej sytuacji Filipek musiał iść do przedszkola. Było to zupełnie obce środowisko, synek nie znał języka. Trafił do obcych ludzi, gdzie musiał uczyć się gloryfikowanej tutaj pruskiej dyscypliny. Nie potrafił jeszcze korzystać z nocniczka (nie wykazywał jeszcze żadnych oznak gotowości, mimo to bez zmuszania sadzałam go na nocnik, ale nie było to regularne, z powodu moich częstych pobytów w szpitalu), ani samodzielnie ubierać się i rozbierać, a tego wymagano w przedszkolu i zmuszano, by próbował podczas, gdy ja nie miałam pojęcia, że powinnam już uczyć go tego również w domu. Po jakimś pół roku, kiedy wychowawczynie straciły cierpliwość, usłyszeliśmy, że ich zdaniem Filipek nie jest tak do końca normalny, że jest trochę autystyczny, że jest konfliktowy, agresywny, żyje w swoim świecie i nie czyni zbytnio postępów. Dodam jeszcze, ze wcześniej pytałam wielokrotnie, czy wszystko w porządku? I poza kilkoma epizodami, słyszałam zawsze, że tak. Widzieliśmy, że Filipek stał się nerwowy, miał zahamowanie rozwoju mowy, ale wszystko tłumaczyliśmy zaistniałą sytuacją oraz nie byliśmy pewni czy powstające wybuchy złości to zaburzenie rozwojowe, czy też bunt dwulatka, połączony z dramatem rodzinnym i presją ze strony przedszkola, do którego często chętnie o dziwo szedł, zresztą nie wiedzieliśmy jak mu pomóc i co więcej o co mu chodzi, Ta "diagnoza" była dla nas strasznym ciosem. I tu popełniłam największy błąd. Pod presją przedszkola, z braku czasu i cierpliwości, zmęczenia i dodatkowych problemów zaczęłam naciskać na Filipka w sprawach toalety, ubierania się i dyscypliny. Nie było to robione w miłej atmosferze, wściekałam się i zmuszałam malca, żeby robił to co należy, ale było tylko gorzej. A on się stawiał i chciał się przytulać, kiedy był niegrzeczny. Tego już zupełnie nie rozumiałam i nie wiedziałam jak reagować. Pamiętam kilka sytuacji, kiedy naprawdę byłam okropna. Myślę, że wymagaliśmy więcej niż mógł temu sprostać. Dzisiaj mam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu i przekonanie o winie. Nie pomogłam mu tylko go jeszcze bardziej pogrążyłam. Wiem, że sama doświadczałam wycieczenia fizycznego i psychicznego w tym czasie, ale to nie usprawiedliwia mnie. Efekt moich działań był oczywisty. Filipek stracił poczucie pewności siebie, stał się agresywny, impulsywny, z częstym poczuciem winy, niesprawiedliwości i porażki (tak przynajmniej odczytywałam jego zachowanie), ma problemy w kontaktach z dziećmi i na wszystko mówi NIE. Oczywiście nie znosi się ubierać, a do toalety zrobi tylko siusiu, a co do kupki to ma po prostu blokadę. Teraz Filipek ma 3 lata. Byliśmy latem 9 tygodni w klinice w Monachium na oddziale psychosomatycznym. Autyzm wyśmiano i stwierdzono, ze Filipek owszem jest ruchliwy (wręcz uzdolniony sportowo), ale, że to nie nadpobudliwość tylko, że to z powodu problemów domowych, ponadto brak konsekwencji oraz, że potrzebuje dyscypliny i granic, że jest też bystry, ma silny przywódczy charakter i jest zupełnie normalny, ale ustalono to na bazie obserwacji, wywiadów, a nie testów. Wiem, że diagnozę trudno jest postawić z względu na młody wiek dziecka oraz sytuację rodzinną, jednak ja nie uważam, że na pewno problem polega tylko na silnym charakterze Filipka, tym bardziej, że po raz pierwszy w szpitalu wadziłam, że synek bił dzieci (po bliższych analizach z powodu zazdrości najczęściej, problemów komunikacyjnych lub ignorancji ze strony zaczepianych dzieci), no i że w ostatnim dniu pobytu jedna z psychoterapeutek zaleciła nam terapię psychomotoryczną - jako antidotum na problemy społeczne Filipka - co tym bardziej zaniepokoiło mnie i wywołało pytanie:"czy psychoterapeuci są jednak pewni, że z Filipkiem jest wszystko ok?". Byliśmy potem tydzień na urlopie nad morzem, gdzie Filipek miał wiele ruchu, zabawy i naszej uwagi. Gdy powrócił był spokojniejszy, radosny, chętny do współpracy, z chęcią szedł do przedszkola. Byłam taka szczęśliwa! Po powrocie wychowawczynie stwierdziły, że rozwojowo bardzo "poszedł do przodu" - również językowo - i że się wyciszył. Szczęście trwało jednak tylko 3 tygodnie, po czym Filipek znów jest przekorny, pobudzony i nerwowy. Nie potrafi wysiedzieć przy stole (kiedy wcześniej było to możliwe), słabo je, czasami budzi się w nocy (bez płaczu) i leży spokojnie, ciągle walczy o naszą uwagę. Czasem bardzo jest podniecony kiedy mówi i wtedy jest to chaotyczne. Chce zwracać na siebie uwagę, również obcych osób. W gronie rówieśników jest wycofany, ale i ruchliwy, chce rządzić, wtrąca nam się do rozmów, jeśli upomnimy go ostrzej od razu reaguje emocjonalnie, np. rzuca zabawkami lub chce uderzyć (wcześniej się tym nie przejmował), mimo to lubi się dużo śmiać i robić szalone wygłupy. Wśród rówieśników nadal istnieje w nim bariera językowa (rozumie wszystko, ale z mówieniem idzie słabo), ale wydaje mi się też, że Filipek czuje się gorszy od innych dzieci (w przedszkolu jest to grupa mieszana 3-6lat), co jest bardzo przykre, bo jest naprawdę wspaniałym chłopczykiem i przy dobrym nastroju niezwykle uroczym i chętnym do pomocy. Ma dużo uroku, ale wystarczy, że coś go sprowokuje wtedy wybucha i czar pryska. Wiemy, że dzieci nie chcą się z nim czasem bawić (według wychowawców z powodu barier językowych, bądź różnicy wieku), wtedy wybucha, a potem w skrytości cierpi. Jest bardzo wrażliwy i wszystko w środku mocno przeżywa. Nadal nie jestem pewna, czy nie jest to nadpobudliwość czy nerwica lub jakiś uraz po traumatycznych przejściach? Czuję straszne poczucie winy, bo uważam, że wiele spośród problemów mojego dziecka to nasza wina i mimo świadomości sytuacji, w której się znaleźliśmy nie widzę dla siebie żadnego usprawiedliwienia, bo go nie chroniłam, nie byłam dla niego wsparciem, kiedy mnie potrzebował. Sama przyczyniłam się do jego stanu. Obawiam się tylko, czy nie jest już za późno? Czy przeżycia, których doświadczył nie odbiły już trwałego piętna na jego psychice? Czy można mu jakoś pomóc jeszcze? Czy opisane zachowania mogą mieścić się w normach zachwiań trzylatka? Niemcy z natury są spokojni, lubią instrukcje i reguły oraz czują się dobrze i bezpiecznie kiedy mają wodza. Filipek z pewnością odróżnia się od takiego wzorca. Dodam, że odkąd zorientowałam się, że coś niedobrego dzieje się z Filipkiem walczymy o to aby nasz dom znowu stał się na ile to możliwe radosny i bezpieczny dla Filipka. Gdy jest niegrzeczny stawiamy go na krótko do kąta i tłumaczymy spokojnie co jest tego przyczyną, wydaje się, że on lubi wręcz ten kąt, bo czasem sam tam idzie i traktuje go jako strefę wyciszenia. Staramy się bawić na ile to możliwe z Filipkiem, poświęcać mu uwagę, nie kłócić się i nie rozmawiać przy nim o problemach i dużo go chwalić - jest tego naprawdę wart. Kiedy to możliwe organizować mu dużo zabaw ruchowych. Uważamy oboje z mężem, że atmosfera w domu jest o wiele lepsza niż wcześniej, ale obawiam się, że to nie wystarcza. Nadal najczęściej sama zajmuje się domem i opieką nad chorym Marcinkiem, który odkąd otrzymał sondę obrzuszną pozwala mi zaoszczędzić trochę czasu właśnie dla Filipka. Oczywiście chętnie skorzystalibyśmy z terapii psychomotorycznej, ale obawiam się, że do tego może potrzebować jakiejś diagnozy o zaburzeniach, a posiadając takie dokumenty, tutaj w Niemczech, albo wysyła się dzieci do szkoły specjalnej, albo serwuje tabletki uspokajające (aż trudno uwierzyć, ale to powszechna procedura mająca pomóc w utrzymaniu dyscypliny). A tego chcielibyśmy uniknąć, tym bardziej, że pomimo swojej ruchliwości, Filipek potrafi się pięknie skoncentrować na interesujących rzeczach i jest naprawdę bystrym maluszkiem. Powrót do Polski również nie wchodzi w grę, gdyż dla Marcinka opieka terapeutyczna jest tutaj bezpłatna, a ma jej wiele, mój mąż nie ma pracy w Polsce, a ja z pensji nauczycielskiej nie utrzymam rodziny. Proszę o rade co powinnam robić i jak Pani na podstawie tego co napisałam postrzega zachowanie Filipka? Bo bardzo czuję się bezsilna i zagubiona wobec przytłaczających problemów. Co mogę jeszcze zrobić dla mojego synka, któremu zamiast pomóc - zaszkodziłam? pozdrawiam Aneta

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się nawet myśleć, że mogłoby się to pogorszyć

Od pewnego czasu zastanawiam się czy wszystko jest ze mną w porządku. Gdy rozmawiam o tym ze znajomymi mam wrażenie, że nie do końca rozumieją moje problemy, mimo tego, że staram się jasno przekazać im co czuję. Jest to problem...

Od pewnego czasu zastanawiam się czy wszystko jest ze mną w porządku. Gdy rozmawiam o tym ze znajomymi mam wrażenie, że nie do końca rozumieją moje problemy, mimo tego, że staram się jasno przekazać im co czuję. Jest to problem dla mnie, ponieważ czuję się z tym osamotniony i to mnie przeraża. Jestem osoba niepalącą, nie piję alkoholu. Przestałem pić kawę i red bulle więc nie mogę znaleźć powodów, które były by przyczyną moich dziwnych stanów. Gdy wychodzę z domu zaczynam mieć pewne obawy, tak jakbym bał się, że zaraz coś mi się stanie. Odczuwam dziwne napady leków, które są spowodowane, np. tym, że czuję jakbym był "pusty" w środku, myślę wtedy o tym, że serce mi wali chociaż tak nie jest, a dopiero jak zaczynam się denerwować tętno mi przyspiesza i jestem w stanie sam siebie doprowadzić do lęku. Czasem gdy idę czuję jakby moja lewa ręką była "lekka", boję się, że zaraz zemdleję chociaż nigdy jeszcze nie zemdlałem. Czuję się tak jakby zaraz miało mnie zwalić z nóg. Wszystko dookoła przestaje istnieć, skupiam się tylko na tym co siedzi mi w głowie. Wykonuję takie dziwne ruchy z tym związane, łapie się za głowę, wkładam i wyciągam ręce z kieszeni, chwytam za telefon tylko po to żeby mieć coś w ręce, robię wszystko żeby dawać sobie bodźce, że jednak zaraz nie zemdleje. Jak jestem w domu czasem też tak się czuję z tym, że bardzo rzadko, no i nie jest to tak silne uczucie jakie mam gdy jestem poza domem, porównam go do delikatnego stanu otępienia. Zaczynam się trochę obawiać, bo jeżeli tak dalej będzie to ciężko będzie mi z tym na co dzień, chodzi mi o prace i ogólnie moją egzystencję. Czasem boję się nawet myśleć, że mogłoby się to pogorszyć, bo wtedy moje życie obróciło by się do góry nogami. Ogólnie staram sobie z tym radzić, tylko że wtedy czuje się tak, jakbym robił coś na siłę, np. gdy wychodzę z domu z dziewczyną do znajomych myślę o tym, że jak będziemy wracać do domu znowu będę czuł się niepewnie i walczył przez tę całą drogę ze swoimi myślami. Nie lubię tego uczucia, jest to dla mnie coś dziwacznego. Z góry dziękuję za odpowiedź, naprawdę jest im potrzebna.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

To depresja czy po prostu taka jestem?

Mam 19 lat i w tym roku zaczęłam studia. Zawsze byłam słabo odporna na stres, mój nastrój często się zmieniał, ale ostatnio zaburzenia nastroju nasiliły się. Zdarzają się dni, kiedy nie wychodzę z domu, że płaczę, bez żadnego konkretnego...

Mam 19 lat i w tym roku zaczęłam studia. Zawsze byłam słabo odporna na stres, mój nastrój często się zmieniał, ale ostatnio zaburzenia nastroju nasiliły się. Zdarzają się dni, kiedy nie wychodzę z domu, że płaczę, bez żadnego konkretnego powodu, czuję się okropnie i nie widzę żadnego sensu w tym co robię. Staram się normalnie funkcjonować. Na zewnątrz, poza domem jestem osobą towarzyską, uśmiechniętą, pośród ludzi czuje się zupełnie inną osobą. Nie mogę się na skupić na studiach, wydaje mi się, że zaczęłam je, "bo tak teraz trzeba". Mam straszne problemy z koncentracją, wszystko mnie rozprasza. Nie umiem rozmawiać o tym co się ze mną dzieje. Wydaje mi się, że jestem ciężarem dla przyjaciół, że nie zrozumieją tego czego ja sama nie potrafię zrozumieć - dlaczego jest tak jak jest. Wstydzę się siebie, słabo jest z moją pewnością siebie, podejmowaniem decyzji. Odsunęłam się od rodziny, nie umiem rozmawiać o tym co mnie boli. Z jednej strony odczuwam potrzebę opowiedzenia o sobie, z drugiej reaguję rozdrażnieniem na każdą próbę pomocy ze strony rodziców. Cały czas wydaje mi się, że mama mnie krytykuje, rzadko akceptuje moje wybory, chociaż wiem, że często wyolbrzymiam i źle interpretuje to co o mnie mówi. Przyszłość mnie przeraża, boję się samotności, a jednocześnie odsuwam od siebie ludzi. Nie umiem sobie radzić z moimi nastrojami, często się zdarza, że zażywam tabletki uspokajające. Wydaje mi się, że moje problemy są błahe, sama sobie je stwarzam, że są ludzie z ważniejszymi kłopotami...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zmienny nastrój, od euforii do przygnębienia, brak koncentracji - czy to może być depresja?

Witam, od dłuższego czasu, tak od pół roku dotyka mnie wiele niepokojących dolegliwości. Chwilami popadam w euforię, tryskam energią by po chwili wpaść w duże przygnębienie, apatię. Czasem takich dni przygnębienia jest więcej. Powtarza się to niestety często. Potrafię...

Witam, od dłuższego czasu, tak od pół roku dotyka mnie wiele niepokojących dolegliwości. Chwilami popadam w euforię, tryskam energią by po chwili wpaść w duże przygnębienie, apatię. Czasem takich dni przygnębienia jest więcej. Powtarza się to niestety często. Potrafię zacząć dzień bardzo optymistycznie, by pod koniec pogrążyć się w myśli o śmierci. Do tego nie mogę się skoncentrować nad tym co robię. Robiąc coś zaczynam nagle myśleć o czymś innym, daję się ponieść własnej wyobraźni (a ta jest dość rozbudowana, nie wiem czy to dobre określenie) i uciekam w marzenia (tak jakbym śnił na jawie). O ile problemy z koncentracją miałem wcześniej, tak teraz są one większe.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Stresor zniknął, a depresja trwa nadal - dlaczego?

Witam! W ostatnim poście Państwo odpisaliście mi, że aby przy podejrzeniu hiperkortyzolemii warto zrobić test hamowania deksametazonem oraz że wzrost poziomu kortyzolu zwiększa ryzyko nawrotu depresji nawet jeśli bodziec stresowy dawno już nie oddziaływuje. U mnie stresor zniknął 6 lat...

Witam! W ostatnim poście Państwo odpisaliście mi, że aby przy podejrzeniu hiperkortyzolemii warto zrobić test hamowania deksametazonem oraz że wzrost poziomu kortyzolu zwiększa ryzyko nawrotu depresji nawet jeśli bodziec stresowy dawno już nie oddziaływuje. U mnie stresor zniknął 6 lat temu, a nadal mam stany depresyjne. W mojej okolicy takich badań nie ma (deksametazon). Czy można zrobić zwykłe badanie krwi i oznaczyć poziom kortyzolu? Czy jest równie skuteczne i odzwierciedla poziom kortyzolu? Dlaczego kortyzol jest tak ważny w etiologii depresji? Większość najnowszych opracowań podaje, że hiperkortyzoleia (chroniczny stres, choroba Cushinga, zespół Cushinga, choroby nadnerczy) ma ścisły związek z depresją. 70 do 90% osób z hiperkortyzolemią ma objawy ciężkiej depresji. Czy przy depresji z hiperkortyzomeią warto leczyć taka depresję inhibitorami kortyzolu bądź całej osi stresu niż lekami przeciwdepresyjnymi? Nie tylko u Państwa (w artykule "Depresja stres") wyczytałem, że nadmiar kortyzolu lub/i CRH (tylko nie wiem, który hormon ma większe znaczenie w depresji) powoduje obniżenie poziomu serotoniny i noradreanliny oraz wpływa na receptor 5-HT1A, który jest najważniejszy w etiologii depresji i tym samym wywołując zaburzenie depresyjne. Dlaczego depresja lubi nawracać u osób, które nigdy wcześniej nie chorowały, a zaburzenie depresyjne miało ewidentnie początek po długotrwałym i ciężkim stresie i ten stresor minął (tak jak u mnie 6 lat temu) a depresja trwa nadal? Czy podczas stresu mogły wystąpić zmiany (np. w obrębie osi stresu związane z kortyzolem), które dopóki nie zostaną zaleczone to dopóty będzie depresja? To się kłóci z podstawowymi podziałami depresji na reaktywną (jest przyczyna) i jednobiegunową (na ogół bez przyczyny). Im więcej epizodów tym głębsza depresja. Ja mam chyba pomieszany typ albo zbieg mojej depresji był tylko przypadkowy ze stresem. Z góry pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Miałam nerwicę lękową, teraz powoli wraca niepokój - czy powinnam się martwić?

Witam, mam 25 lat. 3 lata temu miałam zdiagnozowaną nerwicę lękową. Miałam epizod depresyjny, z którego wyszłam. Byłam na rocznej terapii u psychologa. Zmieniłam dużo w swoim życiu. Mimo wszystko zawsze bardziej się bałam na przed egzaminami na studiach niż...

Witam, mam 25 lat. 3 lata temu miałam zdiagnozowaną nerwicę lękową. Miałam epizod depresyjny, z którego wyszłam. Byłam na rocznej terapii u psychologa. Zmieniłam dużo w swoim życiu. Mimo wszystko zawsze bardziej się bałam na przed egzaminami na studiach niż inni, ale wiedziałam, że po prostu tak mam i to „przeczekiwałam” etc. Bałam się też długo, że mogę znów się załamać - z czasem przestałam. Potem poszłam na staż (jestem dentystą) i wszystko jakoś minęło, robiłam co miałam robić, odczuwałam satysfakcję itd. Teraz skończyłam staż, otwieram swój prywatny gabinet i od dwóch miesięcy niczym innym się nie zajmuję ( mam gabinet po mamie, która nagle zmarła 7 lat temu) i znów ten lęk wraca - staram się z nim walczyć, ale nie potrafię myśleć o niczym innym. Ciągle ściska mnie w żołądku. Dobrze się czuję, tylko to coś co siedzi w środku, ciągle ze mną jest. Mam poczucie winy, że nic nie robię przez te dwa miesiące, a wiadomo, biurokracja skutecznie opóźnia mi to otwarcie. Czy to jest normalne, czy mogę się tak czuć? Czy powinnam się zacząć martwić zanim znów będzie za późno? Zawsze mi ciężko ocenić kiedy to już jest lęk, który powinien zapalić mi światło ostrzegawcze, a kiedy to tylko zwykły stres. No i nie chcę niepotrzebnie iść do psychologa, żeby nie potraktował mnie jak jakąś przewrażliwioną babę, która po prostu ma za dużo wolnego czasu i jej odbija.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Stałam się nie do zniesienia. Co mam zrobić?

Witam, mam 24 lata i chciałabym wiedzieć czy mam objawy depresji. Nie wiem jak zacząć, może po prostu napiszę, że jeszcze 3 lata temu byłam zupełnie inną osobą - cieszyłam się ze wszystkiego, że wychodzę na imprezkę, że mam...

Witam, mam 24 lata i chciałabym wiedzieć czy mam objawy depresji. Nie wiem jak zacząć, może po prostu napiszę, że jeszcze 3 lata temu byłam zupełnie inną osobą - cieszyłam się ze wszystkiego, że wychodzę na imprezkę, że mam chłopaka, że coś sobie kupiłam... Byłam uśmiechniętą duszą towarzystwa, miałam chęci do wszystkiego, by gdziekolwiek wyjść, coś porobić, a dziś... Dziś mam męża i roczne dziecko i wszystko się zmieniło. Kiedyś pragnęłam dostać pierścionek, wyjść za mąż – pierścionek, dostałam, ale bez emocji, ślub dla mnie nie był niczym specjalnym (do dziś nie wiem czy dobrze zrobiłam). Nie cieszy mnie prawie nic (no może widok mojego synka), nie pracuję, siedzę od 2 lat w domu i może to jest powód? Jestem zmęczona domem i robotami domowymi, na dodatek męża nie ma w tyg. w domu, tylko na weekend więc wszystko jest na mojej głowie. Nie pamiętam z czego i kiedy się naprawdę cieszyłam, ani wczasy zagraniczne, ani niespodzianki męża, prezenty – są, bo są i jest ok. Nie wspomnę o sprawach łóżkowych - dla mnie seks mógłby nie istnieć, zmuszam się dla męża, a kiedyś było cudownie. Mogłabym leżeć i nic nie robić :(. W nocy dobrze śpię (o ile dziecko pozwoli). Często kłócę się z mężem o byle głupoty i płaczę - czego wcześniej nigdy nie robiłam. Nawet teraz chce mi się beczeć… Kiedyś z mężem stwierdziłam, że to przez tabletki antykoncepcyjne taka zmiana nastroju i spadek libido, ale ja już ich nie jem od pól roku i nic, bez zmian. Ja taka po prostu się stałam nie do zniesienia. Co ja mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak długo bedę musiała zażywać leki w napadowym lęku panicznym?

Witam. Od roku choruję na napadowy lęk paniczny. Zażywam leki - jak długo będę musiała je zażywać?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to początek depresji?

Mam 16 lat. Dwa dni temu moja najlepsza przyjaciółka trafiła do szpitala z powodu wyrostka. Wszystko z nią w porządku ale ze mną wręcz przeciwnie. Płacz, smutek i złe samopoczucie, brak jakiejkolwiek motywacji do nauki oraz brak apetytu. Nie umiem sobie z tym poradzić. Co mam zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to nerwica? Czy konieczne są leki?

Wszystko trwa od ponad 2 lat mam bóle brzucha. W kwietniu miałam usuwany jajnik - pęknięta torbiel. Wizyty u ginekologa systematyczne, wszystko niby jest dobrze, ale została ta okropna nerwica. Boję się praktycznie wszystkiego, boję się żyć, boję...

Wszystko trwa od ponad 2 lat mam bóle brzucha. W kwietniu miałam usuwany jajnik - pęknięta torbiel. Wizyty u ginekologa systematyczne, wszystko niby jest dobrze, ale została ta okropna nerwica. Boję się praktycznie wszystkiego, boję się żyć, boję się umierać, wszystko wokół mnie przeraża - byłam u psychiatry, przepisał leki, ale wiadomo - po nich człowiek chodzi ospały a muszę normalnie funkcjonować – dom, dzieci, praca. Mam problemy z koncentracją, ze snem. Proszę o pomoc, choć parę słów.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy częste bóle głowy wskazują na jakąś chorobę?

Witam! Od 3 tygodni bardzo często (praktycznie codziennie) budzę się rano z zatkanymi uszami. Odetkanie następuje dopiero po kilku godzinach. Na dodatek miewam bóle głowy, zazwyczaj na czole lub nad uchem/uszami, gdzie muszę przyznać, że przez całe... Witam! Od 3 tygodni bardzo często (praktycznie codziennie) budzę się rano z zatkanymi uszami. Odetkanie następuje dopiero po kilku godzinach. Na dodatek miewam bóle głowy, zazwyczaj na czole lub nad uchem/uszami, gdzie muszę przyznać, że przez całe życie (mam 20 lat) miewałam ból głowy jedynie kilka razy i można powiedzieć, że nieznane dla mnie było powiedzenie "mam migrenę". Dochodzi do tego jeszcze to, że od kilku dni po wstaniu rano jest mi niedobrze (ale nie wymiotuję). Nieraz miewam tzw. "brak koncentracji" oraz zdarza mi się, że nie mogę sobie przypomnieć różnych rzeczy. I przez cały ten czas chodzę jak struta, wszyscy mnie denerwują, na nic nie mam ochoty i nic nie sprawia mi radości, kłócę się z narzeczonym (co też bardzo rzadko nam się zdarzało). Pani Doktor, czy te objawy wskazują bardziej na jesienną depresję, czy może jakieś zaburzenia neurologiczne? Bardzo proszę o odpowiedź i pozdrawiam serdecznie!
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

To depresja czy rozczarowanie?

Witam. Jestem mężczyzną, mam 21 lat, obecnie studiuję. Zauważyłem, że od jakiś 3 lat powoli traciłem znajomych. W obecnej chwili mam dosłownie 3-4 osoby, do których mogę zadzwonić aby się spotkać i pogadać. Przyczyną tego była moja dziewczyna. Zaczęliśmy się...

Witam. Jestem mężczyzną, mam 21 lat, obecnie studiuję. Zauważyłem, że od jakiś 3 lat powoli traciłem znajomych. W obecnej chwili mam dosłownie 3-4 osoby, do których mogę zadzwonić aby się spotkać i pogadać. Przyczyną tego była moja dziewczyna. Zaczęliśmy się spotykać i nie miałem czasu dla kolegów koleżanek. Do tego doszła zazdrość, że rozmawiam z ludźmi w szczególności z dziewczynami. Jestem osobą z reguły radosną, ale od jakiś 2 lat nachodzą fale smutku i niezadowolenia. Czuję się po po prostu nieszczęśliwy. Często są to naloty bez powodów. I ostatnio zdarzają mi się coraz częściej. Jak już wspomniałem studiuję, jestem na drugim roku. Idąc na studia myślałem, że spotkam tam nowych ludzi, zaprzyjaźnię się z kimś itp. Ale tak nie wyszło. Nie umiem dogadać się z ludźmi. 3 lata temu w byłem zawsze radosny,wesoły i  miałem chęć do życia. Zawsze dużo żartowałem. Teraz w nowym towarzystwie spinam się strasznie, denerwuję i w ogóle. Moja matka i dziewczyna zauważyły, że stałem się taki „co to nie ja”, w towarzystwie przyjmuję postawę takiego kozaka. Przemyślałem to i mają rację. Nie robię tego specjalnie. Myślę, że może przyjąłem taką postawę, żeby zdobyć znajomych!? Podejrzewam, że może to jest przyczyną, że nie nawiązuję nowych znajomości. Szczerze to nawet nie wiem o czym mam gadać, kiedyś było inaczej. I sam już nie wiem czy może się rozczarowałem studiami, że z nikim się nie zaprzyjaźniłem czy może jest to początek depresji. Powiem szczerze, że zawsze miałem odporną psychikę, ale z tym nie mogę sobie poradzić. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jestem już u kresu sił, a nie mam odwagi zakończyć tego. Co mam zrobić ze sobą?

Od jakiegoś czasu dręczy mnie poczucie życia na pustyni. Nie mam ochoty na kontakty z ludźmi i wydaje mi się, że jest ich wokół mnie coraz mniej. Wszystko jest bez sensu i bez perspektyw. Nigdy się nie leczyłam, bo nie...

Od jakiegoś czasu dręczy mnie poczucie życia na pustyni. Nie mam ochoty na kontakty z ludźmi i wydaje mi się, że jest ich wokół mnie coraz mniej. Wszystko jest bez sensu i bez perspektyw.

Nigdy się nie leczyłam, bo nie wierzę w powodzenie kuracji, poza tym obawiam się opinii chorej psychicznie. Pragnę żeby ktoś mi pomógł, ale nie mam nikogo w pobliżu. Nie ufam ludziom a tak chciałabym żeby coś w moim życiu się zmieniło na dobre :(. Często płaczę, nie sypiam w nocy, jestem smutna i bez energii i chyba tej energii i radości życia najbardziej mi brakuje. Moje życie to zwykła egzystencja i mogłaby się zakończyć bez ubytku dla otoczenia.

Proszę o wskazówkę co dalej ze sobą zrobić, bo jestem już u kresu sił, a nie mam odwagi zakończyć tego.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Bulimia, depresja, myśli samobójcze

Witam pisałam już kiedyś ok. rok temu. Wymiotuję już od 3 lat. Mam 166 cm wzrostu i ważę 58 kilo, niestety... Ale oprócz tego, że staram się schudnąć za wszelką cenę (chociaż wiem, że BMI mam w normie) mam problem...

Witam pisałam już kiedyś ok. rok temu. Wymiotuję już od 3 lat. Mam 166 cm wzrostu i ważę 58 kilo, niestety... Ale oprócz tego, że staram się schudnąć za wszelką cenę (chociaż wiem, że BMI mam w normie) mam problem z nękającymi mnie myślami samobójczymi. Są dość uciążliwe. Mam problemy ze snem. Raz śpię bardzo długo i tak się nie wysypiam, a raz budzę się często zalana potem, ze strachu- mam lęki. Kiedyś dokładnie pół roku temu próbowałam się targnąć na życie (połknęłam b. dużo tabletek), ale zwymiotowałam, nic to nie dało i dobrze. No i 2 lata temu przechodziłam dość ciężką depresję, ale coś mi się wydaje, że wcale mi nie przeszła.

Najchętniej zamknęłabym się w pokoju i w ogóle bym nie wychodziła, nie stykałabym się z nikim. Mam dużo objawów somatycznych, trochę pewnie przez wymiotowanie, a trochę przez nerwicę pewnie. Ale odważyłam się w końcu powiedzieć mamie o moim problemie i jutro będziemy się rejestrować do specjalisty. Ale mam pytanie. Czy z powodu tych myśli tego samopoczucia, ciągłego zmęczenia i rezygnacji jest możliwość, że będę musiała być na oddziale?? A mam 17 lat tzn. za 2 miesiące już 18. Z góry dziękuje za odpowiedź!!!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jak dostać się do wojska z ADHD

Witam, mam pytanie dotyczące tego, jak się dostać do wojska. Z racji tego, że w pierwszej klasie podstawówki rzekomo stwierdzono u mnie ADHD, zastanawiam się, czy nie będzie mi to przeszkadzać w wykonywaniu zawodu, jaki wykonywać chciałbym. Od zawsze... Witam, mam pytanie dotyczące tego, jak się dostać do wojska. Z racji tego, że w pierwszej klasie podstawówki rzekomo stwierdzono u mnie ADHD, zastanawiam się, czy nie będzie mi to przeszkadzać w wykonywaniu zawodu, jaki wykonywać chciałbym. Od zawsze chciałem iść do wojska lub do policji. Zaraz po gimnazjum chcę iść do szkoły wojskowej, ale nie wiem, czy jest sens, skoro z tym "schorzeniem" mogą mnie potem nie przyjąć. Dlatego chcę się dowiedzieć, czy z ADHD mam w ogóle szansę dostać się do wojska lub policji. Jeśli tak, to jak dostać się do wojska ze stwierdzonym ADHD, czy jest to standardowa droga, czy powinienem podjąć jakieś inne kroki? Może powinienem dodatkowo zdobyć jakieś zaświadczenia, że jestem zdolny pełnić obowiązki w wojsku? Boję się też, że ADHD mnie wykluczy i nie będę mógł wykonywać pewnych zawodów. Bardzo proszę o informację, czy stwierdzone ADHD jest ograniczeniem możliwości zawodowych i przede wszystkim, jak dostać się do wojska z ADHD. Z góry dziękuję.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Jak pomóc koleżance w depresji?

Moja koleżanka od 4 lat choruje na depresję. Zaczęło się od wypadku w pracy - maszyna zgniotła jej palec, pracodawca obwinił ją, że to z jej winy (chociaż tak nie było, udowodnił to sąd). Ona nie może się z...

Moja koleżanka od 4 lat choruje na depresję. Zaczęło się od wypadku w pracy - maszyna zgniotła jej palec, pracodawca obwinił ją, że to z jej winy (chociaż tak nie było, udowodnił to sąd). Ona nie może się z tym pogodzić, pomimo że palec się zagoił - ona ciągle go bandażuje, nienawidzi tej ręki, ma myśli samobójcze.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy rezonans magnetyczny wykryje niedokrwienny udar mózgu?

  Czy na wyniku badania MR, wykonanym 1,5 miesiąca po podejrzeniu udaru mózgu (niedokrwiennego), będzie on widoczny, czy nie? Czy czas ma jakieś znaczenie przy wykryciu go, czy to nie za późno? Oraz czy podanie kontrastu w tej sytuacji coś...   Czy na wyniku badania MR, wykonanym 1,5 miesiąca po podejrzeniu udaru mózgu (niedokrwiennego), będzie on widoczny, czy nie? Czy czas ma jakieś znaczenie przy wykryciu go, czy to nie za późno? Oraz czy podanie kontrastu w tej sytuacji coś by zmieniło, tzn. Sprawiło, że byłby on widoczny? Pacjent, 24 lata, ucisk na tętnicę szyjną i rdzeń kręgowy spowodowany przesunięciem krążka międzykręgowego.
odpowiada 2 ekspertów:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Mgr Tatiana Lewicka
Mgr Tatiana Lewicka

Nie mam zajęcia, jestem przygnębiony - czy to depresja?

Jestem młodym chłopakiem, mam 16 lat. Od jakiego czasu mam dziwne uczucie - nie chce mi się jeść, nie mogę spać, nie mam zajęcia tylko szwendam się po domu bez celu i myślę o szkole. Myślę, że to jest...

Jestem młodym chłopakiem, mam 16 lat. Od jakiego czasu mam dziwne uczucie - nie chce mi się jeść, nie mogę spać, nie mam zajęcia tylko szwendam się po domu bez celu i myślę o szkole. Myślę, że to jest wszystko spowodowane nowym otoczeniem. Nie znam nikogo. Codziennie jestem jakby przygnębiony mam uczucie jak miałbym zaraz się popłakać. Co można poradzić?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Patronaty