Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 8 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Dlaczego Bóg nie pozwoli mi odejść?

Dlaczego Bóg nie pozwoli mi odejść? Często gdy płaczę (mam depresję), rozmawiam z Bogiem, i często go pytam, dlaczego nie pozwoli mi odejść z tego świata. Ciągle płaczę, prawie codziennie, czasem kilka razy w ciągu dnia. W domu ciągłe kłótnie...

Dlaczego Bóg nie pozwoli mi odejść? Często gdy płaczę (mam depresję), rozmawiam z Bogiem, i często go pytam, dlaczego nie pozwoli mi odejść z tego świata. Ciągle płaczę, prawie codziennie, czasem kilka razy w ciągu dnia. W domu ciągłe kłótnie. Brak pieniędzy. Nie mam wielu przyjaciół, dwie przyjaciółki, którym powiedziałam ostatnio, że się tnę i nie wiem, czy dobrze zrobiłam. W szkole i w domu ciągle pilnuję, aby nie było widać moich cięć na rękach, nie chcę, żeby ktoś się o tym dowiedział. Chcę już odejść z tego świata, próbowałam się zabić - raz wzięłam garść tabletek, nawet nie wiem na co one były. Po prostu były, to je wzięłam, a chwilę później zaczęłam się ciąć. Następnego dnia trafiłam do szpitala z powodu silnego osłabienia i odwodnienia się. Nic wtedy nie jadłam ani nie piłam. Rodzice do tej pory nie wiedzą, że wzięłam te tabletki i że się cięłam. W szpitalu pytali mnie, czy brałam jakieś tabletki, czy piłam alkohol, czy paliłam, czy brałam narkotyki wczorajszego dnia, ale oczywiście zaprzeczyłam. Powiedziałam, że nigdy w życiu. Uwierzyli mi. Rodzice do tej pory nie wiedzą. Chciałam wtedy odejść, lecz Bóg mi na to nie pozwolił. Dlaczego? Skoro ja tak bardzo pragnę odejść. Może po coś jestem na tym świecie, może jestem, żyję, żeby później pomóc ludziom takim jak ja. Nie wiem. Wiem tylko tyle, że mam ochotę odejść z tego śwata. A Bóg mi w tym nie pomaga. Jestem uzależniona od cięcia się! Mam depresję! I jeszcze do tego jestem lekomanką! Pomóżcie mi! Proszę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co z neuroboreliozą?

Nie mogę odnaleźć linku o neuroboreliozie - może gdzieś jest?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Izabela Brym
Lek. Izabela Brym

Bezradność wobec autoagresji dziecka

Mam syna, który ma trzy i pół roku. Od prawie 2 lat mamy z mężem z nim taki o to problem: syn kiedy coś nie idzie po jego myśli, albo czasem też bez powodu, kładzie się na podłodze i uderza...

Mam syna, który ma trzy i pół roku. Od prawie 2 lat mamy z mężem z nim taki o to problem: syn kiedy coś nie idzie po jego myśli, albo czasem też bez powodu, kładzie się na podłodze i uderza głową, krzycząc przy tym strasznie i wyginając się. Potrafi też walić w ścianę lub w meble. Robi to obecnie tak długo, aż któreś z nas nie podejdzie i go nie przytuli, bądź nie podniesie. Nie bardzo wiemy co robić? Byliśmy u lekarza, ale ten powiedział, że to minie i że jest ok. Czasem jest też tak, że syn nie chce wychodzić na dwór, trzeba go namawiać. Bardzo proszę o odpowiedź.

Dziękuję

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Czy powinienem iść do specjalisty?

Witam. Mam 26 lat. Od pewnego czasu nachodzą mnie coraz częściej myśli samobójcze. Coraz częściej tracę nad sobą panowanie... często wybucham gniewem. Bardzo prosto jest mnie wyprowadzić z równowagi. Nie układa mi się w życiu - ani w miłości, ani...

Witam. Mam 26 lat. Od pewnego czasu nachodzą mnie coraz częściej myśli samobójcze. Coraz częściej tracę nad sobą panowanie... często wybucham gniewem. Bardzo prosto jest mnie wyprowadzić z równowagi. Nie układa mi się w życiu - ani w miłości, ani w pracy. Czasami potrafię usiąść, zacząć się kiwać w lewo, prawo, płakać... wtedy zaczynam sięgać po alkohol... po czym nachodzą mnie kolejne myśli, aby po prostu z tym wszystkim skończyć i nie męczyć się już... Nie wiem, ile jeszcze uda mi się nad tym panować i czy wreszcie te myśli nie przejmą nade mną całkowitej kontroli. Patrząc na okno, wyobrażam sobie siebie skaczącego z niego... patrząc na nóż, widzę siebie podcinającego żyły... Jestem cholernie nieszczęśliwy... i nie wiem, czy szukać pomocy, czy zostawić to jak jest... czy to samo przejdzie... czy tylko się pogorszy. Czy może lepsze byłoby wyjechanie z dala od wszystkiego... tylko co, jeśli wyjadę, a tam będzie to samo i w ogóle będę sam jak palec... Prosiłbym o jakąś poradę, pomoc, cokolwiek...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Niepokój i lęki w kontaktach z ludźmi

Witam. Mam 26 lat. Chciałbym się dowiedzieć, czy moje objawy to schizofrenia, nerwica, fobia? Mój problem polega na tym, że odczuwam niepokój i lęki w kontaktach z ludźmi. Boję się wychodzić z domu. Jak jestem w miejscach...

Witam. Mam 26 lat. Chciałbym się dowiedzieć, czy moje objawy to schizofrenia, nerwica, fobia? Mój problem polega na tym, że odczuwam niepokój i lęki w kontaktach z ludźmi. Boję się wychodzić z domu. Jak jestem w miejscach publicznych, często mam wrażenie, że jestem obserwowany. Nie mam przyjaciół i w zasadzie nigdy nie miałem. Większość czasu spędzam w domu, na czytaniu książek, oglądaniu filmów i graniu na komputerze. Ale nie zawsze. Bywają dni, że nie potrafię się zmotywować do czegokolwiek i nudzę się. Czasem nic nie robię, a wyobrażam sobie, że jestem bogaty, sławny, podziwiany. Na koniec dodam, że jąkam się i mówię niewyraźnie, czasami jak mam coś powiedzieć, to aż ściska mnie w klatce piersiowej.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Problem z synem z podejrzeniem o ADHD.

Jestem mamą 4 dzieci. Mój czteroletni syn ma podejrzenie ADHD. Jest trudnym dzieckiem. Jak coś mu się nie spodoba, coś mu się zabroni, to zaczyna krzyczeć, płakać, rzucać wszystkim, co ma wokół siebie. Potrafi płakać i krzyczeć kilka godzin. Nigdzie...

Jestem mamą 4 dzieci. Mój czteroletni syn ma podejrzenie ADHD. Jest trudnym dzieckiem. Jak coś mu się nie spodoba, coś mu się zabroni, to zaczyna krzyczeć, płakać, rzucać wszystkim, co ma wokół siebie. Potrafi płakać i krzyczeć kilka godzin. Nigdzie nie można z nim wyjść, ponieważ nie da ręki, nie słucha poleceń. Na placu zabaw bije wszystkie dzieci, również starszą siostrę, z którą jest na co dzień (6 lat). Chodzę do neurologa (stwierdził minimalne uszkodzenie mózgu w okolicach skroniowych). Psychiatra nic nie robi, mówi, że mu przejdzie. Z psychologiem ani z logopedą nie chce pracować. Muszę również powiedzieć, że dziecko nic nie mówi, jedynie po swojemu, że nikt go nie rozumie. Badania słuchu wyszły dobre. Ostatnio pediatra skierował nas do OREW na wczesną interwencję. Tam lekarze stwierdzili silną nadpobudliwość. Powiedzieli, że dziecko wymaga leków, żeby go trochę uspokoić, ale lekarz psychiatra nawet nie chce słyszeć o lekach. Podawałam mu H***, ale stwierdzili, że działa na niego odwrotnie. Nic po niej się nie uspokajał, a dostawał 2 razy dziennie po 7 ml.

Nie wiem, co mam robić, gdzie mam się jeszcze udać, bo widzę, i ludzie, którzy mnie otaczają, że dzieje się z nim coraz gorzej. Nagrody i kary nie skutkują, ponieważ on nie chce wykonywać poleceń. Jest bardzo uparty.

Proszę o jakąś dobrą radę, co mam jeszcze zrobić, aby mu pomóc, gdzie się jeszcze udać?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Łukasz Kowalski
Lek. Łukasz Kowalski

Czy to zaburzenia ze spektrum autyzmu?

Marcin ma obecnie 2 lata i 4 miesiące. Rozwijał się prawidłowo, jedynie nie raczkował. Mówił sylabami mama, tata, baba, dada, pupa, kaka, robił pa pa, bawił się w a ku ku, pokazywał gdzie jest nos, oko, ucho na misiu, na...

Marcin ma obecnie 2 lata i 4 miesiące. Rozwijał się prawidłowo, jedynie nie raczkował. Mówił sylabami mama, tata, baba, dada, pupa, kaka, robił pa pa, bawił się w a ku ku, pokazywał gdzie jest nos, oko, ucho na misiu, na nas i na sobie. Najpierw przestał reagować na swoje imię, potem przestał mówić, to co umiał. Odzywa się po swojemu, wydając jakieś dźwięki. Jak coś chce, to ciągnie nas za ubranie lub krzyczy. Jeżeli nie wiemy o co chodzi, to synek wzięty na ręce weźmie tą rzecz lub wskazuje całą ręką. Jak coś Mu się nie podoba, to krzyczy lub piszczy. Omija pluszaki, z zabawek bawi się jedynie samochodami, kręcąc kółkami, gryząc je, układając jeden obok drugiego, kładąc się na łóżku i jeżdżąc sobie koło głowy. Układa klocki w wieże lub ustawiając je obok siebie. Bardzo lubi w łazience wystawiać szampony, mydła, płyny do prania i ustawia je jeden za drugim na brzegu wanny. Może to robić bardzo długo. Bardzo lubi również układać w ten sam sposób różne pudełka, zmywaczki, płyty, a nawet książeczki.

Marcin lubi przekładać kartki w książeczkach, dotykać je do twarzy, przesuwać po nosie, nie chce, żeby je czytać. Obwąchuje różne rzeczy i ludzi. Lubi się kręcić w kółko, chodzić na palcach, oglądać reklamy. Jak jakaś Mu się podoba, to tupie w miejscu i macha rączkami. Od jakiegoś czasu są u synka problemy z jedzeniem. Obiad trzeba na siłę włożyć Marcinkowi do buzi, wtedy jest szansa, że zje choć kilka łyżeczek. Nie chce jeść kanapek, tylko np. sam chleb lub samą wędlinę. W nocy syn przesypiał całe noce, teraz jednak potrafi się wybudzić i coś tam do siebie mówić lub krzyczy. Potrafi tak nie spać po kilka godzin i nad ranem usypia zmęczony i śpi dość długo. Na spacerach chodzi swoimi drogami, próba zmiany trasy kończy się płaczem i krzykiem. W sklepie najchętniej biega wokół jakiegoś regału. Z dziećmi nie bawi się razem, tylko chodzi wokół stołu lub biega z miejsca do miejsca. Czasami chce jakby przytulić jakieś dziecko i łapie je wpół, ale dzieci się boją, jedynie starsze się śmieją. W kościele synek łapał panie za nogi i głaskał. Potrafił chodzić na klęczka wokół doniczki z palmą. Lubi stukać w różne meble, ale czasami chodzi zatykając uszy.

Nawiązuje kontakt wzrokowy, ale nie zawsze. Nieraz patrzy się gdzieś w górę, macha rączkami przed twarzą. Nieraz jakby patrzył przez nas. Lubi się przytulać, ale wtedy, kiedy On tego chce. Często nas od siebie odpycha. Jak się bawi, to robi to w kąciku i nie reaguje często nawet na nasz dotyk. Syn bardzo lubi jeździć samochodem, ale nie lubi przerw w jeździe, wtedy głośno krzyczy i płacze. Ostatnio przed snem chce do nas do łóżka, leży między nami, wspina się na męża, po czym rzuca się na poduszki na twarz. Robi tak kilkakrotnie. Zaczął nas uderzać głową, ściskać brodą, czasami gryźć. Lubi się jakby do mnie przytulać, ale wyciąga wtedy mój medalik na łańcuszku i gryzie go. Byliśmy u logopedy w PPP, gdzie synek nie bardzo chciał współpracować z panią, lecz wolał chować klocki do regału lub ustawiać je na stole. Czekamy jeszcze na badanie psychologiczne. Proszę o odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Prof. dr hab. Małgorzata Marszałek
Prof. dr hab. Małgorzata Marszałek
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Czuję się niepotrzebna... Co mam ze sobą zrobić?

Mam 30 lat, jestem mężatką od 6 lat, mam synka 5-letniego i niby wszystko jest dobrze, ale jednak coś jest nie tak. Kiedyś byłam inną osobą, każdy mówił, że nie znikał mi uśmiech z twarzy, a teraz ciągle jestem smutna,...

Mam 30 lat, jestem mężatką od 6 lat, mam synka 5-letniego i niby wszystko jest dobrze, ale jednak coś jest nie tak. Kiedyś byłam inną osobą, każdy mówił, że nie znikał mi uśmiech z twarzy, a teraz ciągle jestem smutna, zamyślona, czuję się niepotrzebna, nigdy siebie nie zaakceptowałam taką, jaką jestem (a jestem przy kości). Myślę tyko o tym, czy jak założę to czy tamto, to czy czasem ktoś nie powie, że grubo wyglądam. Nie umiem przyjmować krytyki, a jeśli ktoś mi coś złego powie o wyglądzie moim, to już tragedia. Snuję się od rana po domu, nie chce mi się sprzątać, bo po co, nikt nie przyjdzie. Mamy z mężem od roku dużo problemów, które mnie przerastają. Myślę tylko o tym, żeby nikt nie dowiedział się, że nam jest źle. Jestem nerwowa, byle co potrafi mnie wkurzyć, mąż nawet jak źle ręcznik powiesi, to robię awanturę. Nie mam planów na przyszłość, a kiedyś tyle miałam, boję się czegokolwiek, nawet podjąć decyzji w sprawie kupna dziecku kurtki, bo nie wiem, czy niebieską czy zieloną, zastanawiam się dwa dni zanim ją kupię. Czuję się niedoceniona, nie pracuję, czuję się tak, jakby życie mnie zawiodło. Płakać mi się chce, że inni mają lepiej i że mąż okazał się z problemami, a ja myślałam, że mogę się nim pochwalić... Kiedyś byłam optymistką, musiało mi się udać to, co sobie zaplanowałam, a teraz wiem, że mi się nie uda. Skończyłam studia, które mnie w ogóle nie interesują, nie wiem, co chciałabym dalej w życiu robić. Mąż mówi, że ma mnie dość, że byle problem, a ja robię z tego, jakby miał być koniec świata. Tak boję się problemów, boję się odebrać telefonu, bo może znowu kłopoty, jak ktoś zapuka do drzwi, to serce mi wali, bo może znowu coś złego listonosz przynosi, a doszły bóle głowy. Zmierzyłam ciśnienie, wysokie, lekarz dał leki, trochę lepiej, ale od nowa głowa boli, żadne przeciwbólowe leki nie pomagają, nie wiem, czy to ma coś wspólnego?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nerwica, alkohol, leczenie

Witam, od pół roku leczę się na nerwicę lękową, biorę leki. Objawy - mam lęki, normalne bicie serca, ale mocne, i coś takiego jak słabości podczas ruchu, ale przed tą chorobą piłem dużo alkoholu. Czy to może coś z tym związane być?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Czy ja na pewno mam depresję?

Witajcie! Wychowałam się w rodzinie, gdzie alkohol to świętość, byłam bita do nieprzytomności, jak zwracałam się o pomoc, to zawsze padało zasłużyłaś sobie. I tak zaczynałam zamykać się, zostawiając rozdział życia, nie mam żadnych nałogów, zbudowałam sobie gniazdko, które miało...

Witajcie! Wychowałam się w rodzinie, gdzie alkohol to świętość, byłam bita do nieprzytomności, jak zwracałam się o pomoc, to zawsze padało zasłużyłaś sobie. I tak zaczynałam zamykać się, zostawiając rozdział życia, nie mam żadnych nałogów, zbudowałam sobie gniazdko, które miało być inne. Okazało się, iż mój mąż to kocha bardziej alkohol niż rodzinę. Nie zostawiłam go, lecz staram się mu pomóc. Wszystkie siniaki tłumaczyłam zawsze. Dziś jakoś nie dochodzi u nas do przemocy fizycznej, problem alkoholowy męża został, ja znalazłam pracę i zaczęliśmy wspólnie budować to, co udało mu się zniszczyć. Ale w pracy zmienił się mój współpracownik i już od początku zaczął mi dokuczać i robić na złość, bym sama zrezygnowała, bo głośno powiedział, że ma kogoś innego na to miejsce. Ja oczywiście starałam się nie poddawać, od półtora roku co tydzień wizyty u psychologa, ale jego czyny znęcania się psychicznego były coraz silniejsze. W listopadzie na skutek silnego zdenerwowania zabrało mnie z pracy pogotowie, bo doszło do sparaliżowania lewej strony ciała. Wróciłam po chorobowym do pracy, ale nie na długo. Od lutego znowu jestem na L-4. Ciągle myślałam o samobójstwie, nic mnie nie cieszy, wystarcza czasem drobiazg, by wszystko było czarne, ciągle powtarzam: nie daj się, komunia córki, olimpiady drugiej, ale czasem to tylko pomaga. Objadam się byle czym, byle jeść. Ale to myślenie w końcu przerodziło się w czyn. W ostatnich chwilach, myślę rozsądnego myślenia, zaczęłam dzwonić po znajomych, by cały czas rozmawiać. Sama poszłam po pomoc do lekarza psychiatry. BOJĘ SIĘ BARDZO, ŻE STRACĘ SIŁĘ WALKI O WŁASNE ŻYCIE, POMIMO ŻE MNIE NIE OSZCZĘDZAŁO. CO ROBIĆ, JAK ZOSTAJĘ SAMA W DOMU? Wiem jedno, że ta praca nie warta była tego i już do niej nie wrócę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam depresję. Tnę się! Czy można wyjść z tego nałogu? Jak?

Mam 15 lat. Mam depresję. Ciąć się zaczęłam około 4 miesięcy temu. Boję się, bo czuję, że się od tego uzależniam. Czytałam na ten temat trochę i myślę, że da się uzależnić od tego. Nie chcę się już ciąć, ale...

Mam 15 lat. Mam depresję. Ciąć się zaczęłam około 4 miesięcy temu. Boję się, bo czuję, że się od tego uzależniam. Czytałam na ten temat trochę i myślę, że da się uzależnić od tego. Nie chcę się już ciąć, ale gdy jest mi źle, po prostu biorę coś ostrego do dłoni i tnę się. Mam dość swojego życia. Ciągłe kłótnie z rodzicami, poniżanie przez siostrę, która mnie jeszcze do tego bije i różne inne problemy. Nie mam nikogo, komu mogłabym całkowicie zaufać. O tym, że się tnę, wiedzą 3 osoby i to już za dużo. Boję się, że dowiedzą się o tym moi rodzice lub wychowawczyni. Co mam zrobić? Jak mam się z tego wyleczyć? Czy w ogóle da się wyjść z tego nałogu? Czytałam, że nie! Dużo ludzi na różnych forach pisze, że gdy sięgniesz po żyletkę, pozostanie ona twoim przyjacielem na zawsze. To prawda? I jeszcze do tego ta depresja ; / Nie chcę iść do psychologa. Nie chcę mówić o tym rodzicom. Jak mam się wyleczyć?! Pomóżcie, proszę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy jest to nerwica, czy także objawy depresyjne, a może to i to?

Mam dwadzieścia lat. Jestem studentem, który zastanawia się, czy niebawem odwiedzić psychologa. Wydaje mi się, że mam objawy depresyjne. Od kiedy zacząłem racjonalnie myśleć, zawsze miałem poczucie winy i strachu przed śmiercią. Kiedyś byłem bardzo religijny. Czuję,...

Mam dwadzieścia lat. Jestem studentem, który zastanawia się, czy niebawem odwiedzić psychologa. Wydaje mi się, że mam objawy depresyjne. Od kiedy zacząłem racjonalnie myśleć, zawsze miałem poczucie winy i strachu przed śmiercią. Kiedyś byłem bardzo religijny. Czuję, że przez dwadzieścia lat nie było tygodnia, w którym czułbym, że jestem szczęśliwy. Zawsze miałem problemy z kobietami. Teraz nasilają się bardziej, kiedy jestem coraz starszy i mam większe potrzeby. Byłem wychowywany przez apodyktyczną babkę i podległą jej matkę. Nie znam ojca, nic o nim nie wiem. Mam obniżone poczucie wartości, mimo że osiągnąłem wiele jak na swój wiek (świetne studia, wyniki naukowe, świetne relacje z wieloma przyjaciółmi, każdym środowiskiem w jakim obcuję), ale brak pewności siebie w stosunkach z ludźmi, a w szczególności z kobietami. W gruncie rzeczy jestem chyba socjofobem. Kocham występować publicznie, ale dlatego, że wiem o pokonywaniu własnej słabości. Na siłę wymyślam pretekst, by udowodnić sobie, że potrafię poderwać dziewczynę na przystanku autobusowym, choć nigdy mi ni to nie wychodzi. Nie miałem nigdy bliższego kontaktu z kobietą, nigdy nie miałem dziewczyny. To rzutuje na moją osobowość i na to, że jestem samotny. Żyję w ciągłym strachu przed tym, że nie uda mi się osiągnąć tego, co sobie zaplanowałem w życiu. Jedyne chwile szczęścia jakie zaznałem w życiu, to wiara w to, że kiedyś coś osiągnę, będę mógł kochać i będę szczęśliwy Wydaje mi się, że mam obawy nerwicy. Przed maturą egzaminami, potrafię popaść w paranoję, że mi się nie uda nie dam rady, nie nauczę się, nie zdam. Odczuwam wściekły lęk, czuję nawet ból w klatce piersiowej po lewej stronie. Ogółem ostatnio jestem zdekoncentrowany, rozdrażniony, mam problemy ze snem - nie mogę zasnąć. Popadam w skrajne emocje - od chwilowej euforii po wielkie przygnębienie. Popadam w szewską pasję, kiedy nie udają mi się podstawowe relacje płciowe z kobietami, jak umówienie się na randkę. Mam wyrzuty do świata. Jestem uzależniony od dwóch moich przyjaciół, z którymi dzielę się moimi problemami, non stop do nich dzwonię i opowiadam o moich niepowodzeniach.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak znaleźć motywację do niepopełnienia samobójstwa?

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem na wizycie u psychologa. To tytułem wstępu :) Mam 21 lat, mieszkam we Wrocławiu. Odkąd poznałem teorie Freuda (amatorskim okiem), dostrzegłem fałsz bezinteresowności i przyczynowość każdego ludzkiego zachowania, a co za tym idzie...

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem na wizycie u psychologa. To tytułem wstępu :) Mam 21 lat, mieszkam we Wrocławiu. Odkąd poznałem teorie Freuda (amatorskim okiem), dostrzegłem fałsz bezinteresowności i przyczynowość każdego ludzkiego zachowania, a co za tym idzie - przewidywalność. Nie miałem jednak nadmiaru czasu (zapewne to jest powodem), aby zastanawiać się nad tym w kierunku utraty wiary w człowieka. Teraz, jako student fizyki, jestem zarażony (świadomie i z przekonania) determinizmem, czy nawet fatalizmem. Dawno nie wierzyłem w wolną wolę, teraz jednak uświadomiłem sobie bezsens odgórnych zasad moralnych i wytycznych religijnych - wszak stworzeni w ścisły sposób nie możemy być inni, niż jesteśmy, co rewiduje solidnie pojęcie odpowiedzialności za siebie. Wymiar sprawiedliwości staje się tutaj, jak religia, społecznym regulatorem, stabilizatorem.... Ale to odbiega dalece od tematu. Nie wierzę w życie wieczne i brzydzi mnie jego wizja. Tak, jak Lem mówię przekornie, że zanudziłbym się "na śmierć". Ale jednak od pewnego czasu bardzo ciężko idzie mi pogodzenie się z myślą, że ani nic po mnie nie pozostanie, ani świat nie zmieni się potężnie przez moją nieobecność. Śmierć definitywnie zakończy dosłownie wszystko. Nie będę nawet istnieć po to, by nad tym ubolewać. Więc skoro i tak vanitas vanitatum et omnia vanitas, to czemu mam się męczyć i nie zakończyć życia już teraz? Co mi daje takiego to życie? I tak wszystko stracę, każda doświadczona radosna chwila pójdzie w... Trąci tanim egzystencjonalizmem - jestem tego świadom, jednak stało się to dla mnie problemem. Jestem singlem. Nie wierzę nawet w monogamię. Błyskawiczna konstatacja, że nigdy nie byłem w związku, jest oczywiście słuszna, a jakże. Wiem, że nietrudno się domyślić, że doświadczając nieco optymistyczniejszego, czy mniej samotnego życia, nie wpadłbym w ten tok rozumowania, przez co widać wyraźnie, że jest on kolejnym, żałosnym odruchem samoobrony ze strony superego. Ale i to nie zmienia intensywności nachodzących mnie myśli o bezsensie i bezcelowości żywota. Nie chcę mi się żyć. Nic mi to nie daje. I tak wszystko stracę, mimo, że mam niewiele (mentalnie i materialnie). Dlaczego mam wstawać rano, a nie "siąść i płakać"? Nie wiem, po co mam żyć, to uciążliwe. Jednocześnie mam na uwadze to, że ludzkość nie popełniła masowego samobójstwa, ateiści niekoniecznie mają kliniczną depresję, a wspomniany już Stanisław Lem, o poglądach zbliżonych do wyznawanych przeze mnie, nie widział problemu celowości w dożyciu swojego słusznego wieku. Bardzo jestem ciekaw odpowiedzi, interesuje mnie, jaki tok rozumowania przegapiłem, jak przebiega proces "wybijania z głowy" takiego podejścia, w którego słuszność, podkreślam, szczerze wierzę. Myślę też nad udaniem się na wizytę u psychologa. Możliwe, że warto też wspomnieć, że pochodzę z rozbitej rodziny i mam problemy natury neurologicznej.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czy moje bliźniaki mają autyzm?

Drodzy Państwo. Jestem nieco zaniepokojony rozwojem moich trzyletnich bliźniąt (chłopców)(trzy lata kończą w kwietniu 2010). Chciałbym dowiedzieć się, czy opisane poniżej zachowania dzieci mogą świadczyć o autyzmie. Chłopcy nie mówią. Wypowiadają pojedyncze słowa - niektóre powtarzają słysząc je uprzednio w...

Drodzy Państwo.

Jestem nieco zaniepokojony rozwojem moich trzyletnich bliźniąt (chłopców)(trzy lata kończą w kwietniu 2010). Chciałbym dowiedzieć się, czy opisane poniżej zachowania dzieci mogą świadczyć o autyzmie. Chłopcy nie mówią. Wypowiadają pojedyncze słowa - niektóre powtarzają słysząc je uprzednio w telewizji, czasem powtarzają po nas (rodzicach), ale często nie potrafią dopasować ich znaczenia do konkretnych czynności, przedmiotów (nie zawsze - potrafią też użyć ich świadomie). Co ciekawe znają cyfry i potrafią liczyć do 10, ale tylko i wyłącznie po angielsku (do drugiego roku życia dzieci mieszkaliśmy w Wielkiej Brytanii). Znają też kilka kolorów i nazywają je po angielsku. Jeden z chłopców opanował prawie cały alfabet - nie chodzi o recytowanie go po kolei - zna litery na wyrywki: cy, dy, zy, i, e, itd. Nie radzi sobie z wymową tylko tych trudnych jak np. R, choć próbuje je wymawiać (w przypadku R wychodzi coś w rodzaju gyyy). Jest w tym na tyle dobry, że potrafi usiąść przed gazetą i literować słowa z artykułu. Nie poświęca na to jednak zbyt dużo czasu – jeśli któraś z liter sprawi mu trudność (inna czcionka niż ta którą zna) to porzuca tą zabawę. Ogólnie jednak zasób słów każdego z chłopców oceniam na około 20, raczej nie więcej.

Chłopcy nie poruszają się tak jak inne dzieci w ich wieku. Kiedy biegną lub idą rozkładają ręce na boki lub wysuwają je przed siebie, aby balansować. Nie potrafią biegać w tzw. ‘podskokach’ wymachując rękami w przód i w tył na przemian i odrywając obie nogi od podłoża. Ich bieganie to raczej takie tupanie małymi krokami, choć potrafią poruszać się niezwykle szybko. Tu muszę dodać, że mają zdiagnozowane płaskostopie, które zacznie być leczone wkrótce (zgodnie z zaleceniami naszego pediatry). Ich częstą zabawą jest bieganie z pokoju do pokoju. Potrafią biegać tam i z powrotem, zatrzymując się w tych samych miejscach, przez ponad pół godziny. Ostatnimi czasy biegnąć wykrzykują „one, two, three” (jeden, dwa, trzy po angielsku). Od kilku dni robią to trzymając w rękach klocki (dość duże ‘pluszowe’ klocki). Każdy z nich po 3 klocki – nigdy jeden, ani cztery – zawsze muszą być 3. Kiedy któryś z nich upuści klocki to pozbiera je tylko i wyłącznie pod warunkiem, że będą leżały blisko siebie. Jeśli malec usiądzie lub kucnie i nie będzie mógł dosięgnąć każdego z klocków, które upuścił, zacznie krzyczeć lub starać się o pomoc rodziców (np. wskazując na te klocki, które leżą za daleko, ale sam po nie nie pójdzie).

Jeden z chłopców często usiłuje wysługiwać się rodzicami. Kiedy upadnie mu zabawka, nie chce podnieść jej sam, ale chce, aby rodzic podniósł zabawkę z podłogi i podał mu – tak jakby był zbyt leniwy, aby się schylić. Ten sam chłopiec nie lubi dotykać przedmiotów mokrych, klejących się, zimnych (np. mokry kubek, cukierek) – kiedy bardzo chce zjeść coś co lubi, a jest to nieprzyjemne w dotyku, to próbuje wysługiwać się dorosłymi – sygnalizuje, żeby podać mu do ust dany smakołyk (czekolada, itp.). Ale jeśli dostanie lizaka z patyczkiem, to nie ma problemu – trzyma za patyczek i zajada. Ten sam chłopiec nienawidzi chodzić bosymi stopami po podłodze, która nie jest przyjemna w dotyku (np. kafelki, drewniane panele – ale dywan jest już w porządku). Ostatnio zaczęliśmy wymuszać na nim konieczność chodzenia na boso po kafelkach, to zaczął chodzić na palcach – całą stopą nie stanie – robi postępy – początkowo uciekał jak najszybciej na krzesło lub dywan do drugiego pokoju, ale teraz już zaczyna sam chodzić po mieszkaniu – nadal jednak tylko i wyłącznie na palcach. Drugi chłopiec nie przejawia tego typu zachowań - jak się pobrudzi jedzeniem to skończy jeść, a następnie przyjdzie wyciągając ręce w geście proszącym o wytarcie ich.

Drugi chłopiec jednak w pewnych sytuacjach też stara się wysługiwać dorosłymi, a mianowicie: podczas kolacji chłopcy oglądają zazwyczaj jakieś bajki na telewizorze (zazwyczaj Teletubisie). Kiedy przychodzi czas kolacji to malec włącza sam telewizor używając dwóch różnych pilotów, a następnie przyciskami na dekoderze ustawia właściwy kanał (jak już wspominałem znają cyfry, więc wie, że jego bajki będą na kanale 68). Problem pojawia się po kolacji, kiedy trzeba wyłączyć telewizor. Ten sam chłopiec wyłącza telewizor – to jest jego zadanie, ale nie chce nacisnąć guzika na pilocie samodzielnie (ten sam przycisk, którego używa, aby włączyć telewizor). Podaj pilota dorosłemu i wskazuje, aby chwycić za jego palec i pomóc mu nacisnąć przycisk, który wyłącza telewizor. Trochę dziwne – przecież dobrze wie, którzy guzik należy nacisnąć, a jednak nie chce zrobić tego sam.

Chłopcy słabo jedzą – raczej nie wymiotują (choć jeden z nich cierpi na lekką chorobę lokomocyjną), ale są bardzo szczupli jak na swój wiek. Są za to dość wysocy w porównaniu do rówieśników. Można powiedzieć, że odnośnie wagi są na granicy minimum, a wzrostowo są na granicy maksimum (zgodnie z siatką centylową). Kiedy są karmieni przez nas potrafią zjeść sporo, ale dotyczy to jedynie zup i innych potraw, których nie trzeba żuć. Niektóre inne potrawy ich też interesują, ale jeśli jedzą sami to tylko do momentu zaspokojenia pierwszego głodu (np. dwie kosteczki chleba 2x2cm po kilku godzinach od ostatniego posiłku). Nie lubią nowych potraw. Z nowości interesują ich tylko rzeczy niezdrowe, takie jak frytki z McDonalda, skóra ze smażonego kurczaka itp.

Kontakt wzrokowy. Nawiązują kontakt wzrokowy z innymi osobami, ale gdy popatrzyć im prosto w oczy przed kilka sekund to wydają się być jakby speszeni - odwracają głowy jakby się wstydzili. W czasie zabawy potrafią jednak skoncentrować się na wzroku dorosłego, ale wydaje się, że tylko po to, aby przewidzieć co dorosły zrobi za chwilę – tak jakby się bali tego co może za chwilę nastąpić. Dotyk innych osób. Raczej nie zauważamy anomalii. Jeden z chłopców (ten mniej wrażliwy na dotyk mokrych i nieprzyjemnych przedmiotów) nie lubi być długo przytulany. Kiedy się go zawoła, aby się przytulił (do mamy lub taty, bo do obcych to niekoniecznie) to biegnie na złamanie karku, ale pozwala się trzymać na rękach przez zaledwie kilka sekund, po czym zaczyna się wyrywać. Nie stroni od kontaktu dotykowego (podobnie jak drugi chłopiec) w czasie zabaw typu ‘noszenie na barana’.

Do niedawna obaj chłopcy witali tatę (czyli mnie) po powrocie z pracy – wybiegali na spotkanie, gdy wracałem do domu. Od około roku pracuję w domu, więc zamykam się po prostu w pokoju obok. Chłopcy kontynuowali witanie się ze mną na początku – tj. gdy wychodziłem z pokoju po skończonej pracy biegli mi na spotkanie, ale od mniej więcej dwóch miesięcy robią to coraz rzadziej, a niekiedy całkowicie ignorują fakt mojego pojawienia się w ich otoczeniu po kilku godzinach nieprzebywania z nimi. Zauważamy jeszcze pewne drobiazgi, które mogłyby świadczyć o nieprawidłowym rozwoju, ale nie będę o nich wspominał, gdyż wydają się one być jedynie ‘dziecięcymi fanaberiami’. Na zakończenie dodam jedynie, że dzieci (bliźnięta) urodziły się przedwcześnie, bo w 32 tygodniu ciąży. Przebywali na oddziale dla noworodków przez 2 tygodnie. Początkowo mieli problemy z samodzielnym ssaniem piersi, ale problem ten ustąpił dość szybko. Żona nie miała jednak wystarczająco dużo pokarmu dla nich obu, a więc dość szybko zaczęliśmy karmić chłopców butelką (czyli sztucznym mlekiem dla niemowląt). Ogólnie rzecz ujmując, obaj chłopcy przejawiają (lub przejawiali) te same objawy/symptomy, ale są/były one bardziej zauważalne u jednego z nich. Czy powyższy opis może pasować do charakterystyki dziecka (dzieci) autystycznego?

Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Co się ze mną dzieje? Czy to może być depresja?

Witam!!! Potrzebuję porady. Nie wiem, czy powinnam udać się do lekarza specjalisty, więc postanowiłam najpierw poszukać pomocy tutaj. Mam 23 lata, uczę się, mam córeczkę 20-miesięczną i narzeczonego. Mieszkamy razem z moją mamą. Od kilku miesięcy mam straszny problem ze...

Witam!!! Potrzebuję porady. Nie wiem, czy powinnam udać się do lekarza specjalisty, więc postanowiłam najpierw poszukać pomocy tutaj. Mam 23 lata, uczę się, mam córeczkę 20-miesięczną i narzeczonego. Mieszkamy razem z moją mamą. Od kilku miesięcy mam straszny problem ze swoim zachowaniem. Wszystko mnie drażni i nic mi się nie chce. Najbardziej odbija się to na mojej córeczce, moim związku i moim domu. Jeżeli chodzi o moją córeczkę, to jest bardzo energiczna i czasami za nią nie nadążam. Nie mam kiedy usiąść, odpocząć, często się na niej wyżywam. Np. gdy zrobi coś nie po mojej myśli lub czymś mnie zdenerwuje, szarpię ją, czasem też uderzę po tyłku. Ona zaczyna płakać, a ja zaraz potem ją przepraszam, płaczę, żałuję. To jest silniejsze ode mnie. Próbowałam nad tym panować, ale nie potrafię. To samo jest z moim narzeczonym. On ciężko cały dzień pracuje, wraca z pracy, a ja mam wiecznie o coś pretensje, kontroluję go i krytykuję na każdym kroku. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez to co się dzieje, zaniedbuję dom: jest brudno, wszędzie leżą ubrania. Szczerze mówiąc, to nie chce mi się sprzątać. Najchętniej cały dzień bym przeleżała. Jedyne co zawsze robię, to gotuję. Ale bałagan w domu mnie przytłacza. Lubię jak jest czysto, a nie chce mi się sprzątać. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Boję się, że mogę rozwalić swój związek i stracić autorytet u córki. Wiem, że jestem młodą osobą i wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć, ale czasem naprawdę najchętniej uciekłabym od tego wszystkiego. Nie wiem, do kogo mam się zwrócić o pomoc. Próbowałam już leków takich jak bez recepty, ale mi nie pomagają. Błagam o pomoc. Nie chcę już na początku spaprać swojego życia, a kocham moją rodzinę nad życie.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mój ADHD-owiec

Jestem mamą 4 dzieci. Mój syn Mateusz 4-letni ma podejrzenie ADHD. Jest trudnym dzieckiem. Jak coś mu się nie spodoba, coś mu się zabroni, to zaczyna krzyczeć, płakać, rzucać wszystkim co ma wokół siebie. potrafi płakać i krzyczeć kilka godzin....

Jestem mamą 4 dzieci. Mój syn Mateusz 4-letni ma podejrzenie ADHD. Jest trudnym dzieckiem. Jak coś mu się nie spodoba, coś mu się zabroni, to zaczyna krzyczeć, płakać, rzucać wszystkim co ma wokół siebie. potrafi płakać i krzyczeć kilka godzin. Nigdzie nie można z nim wyjść, ponieważ nie da ręki, nie słucha poleceń. Na placu zabaw bije wszystkie dzieci. Również starszą siostrę, z którą jest na co dzień (6 lat). Chodzę do neurologa (stwierdził minimalne uszkodzenie mózgu w okolicach skroniowych). Psychiatra nic nie robi mówi, że mu przejdzie. Z psychologiem ani z logopedą nie chce pracować. Muszę również powiedzieć, że dziecko nic nie mówi. Jedynie po swojemu, że nikt go nie rozumie. Badania słuchu wyszły dobre. Ostatnio pediatra skierował nas do orew na wczesną interwencję. Tam lekarze stwierdzili silną nadpobudliwość. Powiedzieli, że dziecko wymaga leków, żeby go trochę uspokoić, ale lekarz psychiatra nie chce nawet słyszeć o lekach. Podawałam mu h***, ale stwierdzili, że działa na niego odwrotnie. Nic po niej się nie uspokajał, a dostawał 2 razy dziennie po 7ml.

Nie wiem co mam robić, gdzie mam się jeszcze udać, bo widzę i ludzie, którzy mnie otaczają, że dzieje się z nim coraz gorzej? Nagrody i kary nie skutkują, ponieważ on nie chce wykonywać poleceń. Jest bardzo uparty. Proszę o jakąś dobrą radę, co mam jeszcze zrobić, aby mu pomóc, gdzie się jeszcze udać?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Jak nakłonić mężczyznę z objawami depresji do wizyty u specjalisty?

Witam! Podejrzewam, a raczej jestem pewna, że mój chłopak ma depresję. Do tego dochodzi uzależnienie od gier komputerowych. Próbowałam z nim rozmawiać, ale niestety bezskutecznie... Jesteśmy ze sobą 3,5 roku. Od 3 lat mieszkamy razem. Zmiany w jego nastroju zauważyłam...

Witam! Podejrzewam, a raczej jestem pewna, że mój chłopak ma depresję. Do tego dochodzi uzależnienie od gier komputerowych. Próbowałam z nim rozmawiać, ale niestety bezskutecznie... Jesteśmy ze sobą 3,5 roku. Od 3 lat mieszkamy razem. Zmiany w jego nastroju zauważyłam około 2 lata temu. Przez 1,5 roku siedział w domu, nie pracował, nie mył się, prawie nic nie jadł, tylko grał na komputerze. Teraz pracuje, jednak nadal przychodzi z pracy i zasiada przed komputer. Tak samo jest w weekendy. Nie chce ze mną rozmawiać, na ogół jest spokojny i zamknięty w sobie, jednak, kiedy zaczynam z nim rozmowę, jego nastrój zmienia się: zaczyna się robić drażliwy, krzyczy. Kiedy proszę go, żeby porozmawiał ze mną, to mówi, że ma depresję, źle się czuje psychicznie, nic mu się nie chce, ale do specjalisty nie pójdzie. Bardzo mi na nim zależy, ale sama u siebie zaczynam zauważać pogorszenie nastroju. Nie radzę sobie z taką sytuacją w związku, bo nie mam wsparcia w moim chłopaku - jesteśmy niby razem, ale osobno. Dodam jeszcze, że seksu w naszym związku już praktycznie nie ma. Nigdzie też razem nie wychodzimy. Mój chłopak ma 29 lat. Proszę o podpowiedź: jak mam rozmawiać z moim chłopakiem? Jak go nakłonić do rozmowy, do pójścia do psychologa/psychiatry? Z góry bardzo dziękuję za wszelką pomoc.

Myśli samobójcze od kilku lat

Witam. Mam 16 lat i od paru lat mam myśli samobójcze... Nie mam juz siły dalej żyć. Wszystko, co dobre, miałem za sobą. Już dosyć mam udawania, że wszystko jest OK. Jestem tak beznadziejny, że nawet samookaleczyć się nie mam...

Witam. Mam 16 lat i od paru lat mam myśli samobójcze... Nie mam juz siły dalej żyć. Wszystko, co dobre, miałem za sobą. Już dosyć mam udawania, że wszystko jest OK. Jestem tak beznadziejny, że nawet samookaleczyć się nie mam odwagi. Znajomych nie mam wcale. Jestem na dnie towarzyskim. W domu śmieją się ze mnie. Mówią mi, że zachowuję się jak "down, debil, idiota". Patrząc w lustrze, rzygać mi się chce na swój widok. Nikt mnie nie zechce. Jestem skazany na samotność. Sądzę, że odbierając sobie życie, tak naprawdę uszczęśliwię wszystkich dookoła. Tego jedynie pragnę. Nie mam planów na przyszłość. Po co mi one? I tak jestem nikim. Wszyscy to wiedzą. Nikomu nie zaufam. Miałem (mam) tylko pseudoprzyjaciół, którzy potrzebują mnie wtedy, kiedy coś ode mnie chcą. Życie jest beznadziejne... Już nawet szkołę powoli zawalam. Nienawidzę tam chodzić. Wszyscy się w niej śmieją ze mnie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy depresja może mieć związek z menopauzą?

Witam. To, co chcę opisać, kilka razy w życiu przechodziłam – stany być może depresji, stanu nerwowego (oczywiście leczyłam się skutecznie) tyle tylko, że o różnych nasileniach. Od około dwóch miesięcy można by powiedzieć, że z dnia na dzień, nagle...

Witam. To, co chcę opisać, kilka razy w życiu przechodziłam – stany być może depresji, stanu nerwowego (oczywiście leczyłam się skutecznie) tyle tylko, że o różnych nasileniach. Od około dwóch miesięcy można by powiedzieć, że z dnia na dzień, nagle odczuwam lęk, niepokój, kołatanie serca takie, że chce wyskoczyć. W sekundę jestem cała spocona, a jeżeli nie cała, to dłonie, czasem stopy. Nie przychodzi mi to samoistnie, wręcz przeciwnie, na ogół w chwili, kiedy pomyślę o niemiłych sytuacjach czy wydarzeniach, które mnie spotkały w przeciągu kilkunastu miesięcy, a przede wszystkim utrata pracy, niemożność jej zdobycia, do tego z dnia na dzień narastające problemy z zadłużeniami. Jakby tego było mało, dwa miesiące temu mój partner dostał padaczki (na tle nerwowym) co do tej pory nie zdarzyło się, a tę padaczkę dostał przy mnie, jadąc ze mną do pracy, i tak bardzo mocno w danej chwili to przeżyłam, że do tej pory nie mogę się otrząsnąć i zapomnieć wydarzenia z padaczką i właśnie od tamtej chwili coś się ze mną niedobrego dzieje, jak wyżej opisałam. Objawy, które bardzo mi dokuczają, tak bardzo, że trudno mi wyjść z domu – jedynie do pracy na siłę. Tych objawów jest o wiele więcej, ale nie tak mocnych i z którymi da się jakoś żyć. Czy to depresja? Dodam, że jestem 49-latką i nie myślę, że to nagła z dnia na dzień menopauza, choć czasem zdarzały mi się jakieś uderzenia gorąca, ale tylko zdarzały, a teraz te lęki, niepokoje, obawy przed Bóg wie czym i wszystko inne, senność, nicnierobienie, zmęczenie po przebudzeniu, jestem cała obolała, boli kark i mięśnie – to co to jest? A w styczniu jeszcze wszystko było dobrze... Ewka

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy menopauza może prowadzić do depresji?

Moja mama ma 55 lat. Od pewnego czasu zauważyliśmy ogromne zmiany w jej zachowaniu. Stała się zamknięta w sobie, milcząca, zamyślona. Nasza czujność była uśpiona, gdyż wszyscy myśleliśmy, że jest to chwilowe, spowodowane problemami mieszkaniowymi jednej z córek. Niestety, okazało...

Moja mama ma 55 lat. Od pewnego czasu zauważyliśmy ogromne zmiany w jej zachowaniu. Stała się zamknięta w sobie, milcząca, zamyślona. Nasza czujność była uśpiona, gdyż wszyscy myśleliśmy, że jest to chwilowe, spowodowane problemami mieszkaniowymi jednej z córek. Niestety, okazało się najgorsze, gdyż podjęła próbę samobójczą, wzięła tabletki, na szczęście została uratowana. Wtedy twierdziła, że wzięła je, bo myślała, że jest w ciąży w 6 mies. i czuła ruchy dziecka. No i w afekcie tego trafiła do szpitala na oddział psychiatryczny, jest pod obserwacją, ale wstępna diagnoza to ciężka depresja. Jest w ciężkim stanie psychicznym, bardzo się za wszystko obwinia, uważa, że nas skrzywdziła i przez nią wszystko wokół się zawali. Twierdzi, że nie ma po co żyć, że dla niej życie już się skończyło. Chciałabym zapytać, ile może trwać leczenie takiej osoby i czy jest szansa, że wszystko wróci do normy??? Mama też ciężko przechodziła klimakterium, nie brała środków farmakologicznych, czy to też mogło wpłynąć na obecny jej stan zdrowia? W naszej rodzinie pojawiło się też sporo problemów ostatnio, więc być może to też miało wpływ na jej psychikę, bo bardzo wszystko przeżywała. Chcielibyśmy po jakichś 2 tygodniach wypisać mamę ze szpitala i leczyć ją prywatnie w domu. Chciałabym zapytać - czy to byłoby możliwe i dla niej lepsze? Być może w domu szybciej do siebie dojdzie. Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki
Dotyczy: Neurologia Depresja
Patronaty