Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Czy można stracić wzrok przez zdenerwowanie?

Mam 16 lat, od kilku dni jestem w ciągłym strachu lub zdenerwowaniu, dzisiaj siedząc przy komputerze zaczęły znikać mi litery z monitora, chociaż były, zaczęły się zlewać... Od dziecka mam problemy ze wzrokiem, ale od kiedy zdjęłam okulary w wieku... Mam 16 lat, od kilku dni jestem w ciągłym strachu lub zdenerwowaniu, dzisiaj siedząc przy komputerze zaczęły znikać mi litery z monitora, chociaż były, zaczęły się zlewać... Od dziecka mam problemy ze wzrokiem, ale od kiedy zdjęłam okulary w wieku 9 lat... Zaczynam się zastanawiać, czy moje problemy ze wzrokiem są spowodowane licznymi zdenerwowaniami. Proszę o szybką poradę.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy powinnam odejść od męża, czy dalej tkwić w tym związku?

Witam, mam 27 lat. Z mężem znam się od 10 lat, od ponad pół roku jesteśmy małżeństwem. Już przed ślubem mój mąż wykazywał pewne zachowania, które mnie niepokoiły. Potrafił ze złości w coś kopnąć, uderzyć, raz gdy ścinałam mu...

Witam, mam 27 lat. Z mężem znam się od 10 lat, od ponad pół roku jesteśmy małżeństwem. Już przed ślubem mój mąż wykazywał pewne zachowania, które mnie niepokoiły. Potrafił ze złości w coś kopnąć, uderzyć, raz gdy ścinałam mu włosy maszynka był tak niezadowolony sposobem w jakim ją trzymam i golę mu włosy, że wyrwał mi ja z rak i rzucił o podłogę - cała się roztrzaskała. Kilka razy w gniewie, złości wyzywał mnie, szarpał mnie za bluzkę albo łapał za gardło... Potem mówił, że czuł się przeze mnie ignorowany, niesłuchany i chciał zwrócić moją uwagę. Ja wtedy się go bałam. Potem on żałował, przepraszał, mówił że się to nie powtórzy. Na kilka miesięcy przed ślubem taka sytuacja również miała miejsce i wówczas mało co nie wyrzuciłam go z domu, ale obiecał, że tego nigdy nie zrobi, że nie splami naszego małżeństwa. Po ślubie na początku było dobrze, a potem on zaczął grac non stop w gry komputerowe, a ja sama siedziałam w drugim pokoju. Przez to się oddaliliśmy, ja nie miałam ochoty na seks w przerwie pomiędzy jego grami. Gdy ostatnio wyjechałam służbowo z kolegą zrobił mi awanturę, mówił, że nie pozwoli by jego żona jeździła z obcymi morszczyznami po hotelach, a po powrocie do domu awantura trwała dalej i znów mnie szarpał za bluzkę. Gdy na weekend wyjechałam do rodziny on znów zrozumiał, że źle postąpił i teraz bardzo żałuje i przeprasza mnie za swoje postępowanie, mówi że wie co go nakręca do tych zachowań i że się zmieni, że teraz będzie o mnie dbał. Powiedział, że to przez zazdrość i brak seksu pomyślał, że może ja coś na tym wyjeździe robię. Nie potrafię mu uwierzyć. Poprosiłam go by się przeniósł na jakiś czas do rodziców, bo chcę zostać sama. On cały czas mnie przeprasza, a gdy widzi że nie przyjmuje jego deklaracji płacze, mówi, że nie może jeść, spać, że jestem wszystkim, że jeśli go zostawię on popełni samobójstwo. Jesteśmy małżeństwem niecały rok. Z jednej strony gdy patrzę na nasz cały związek czuję, że powinnam odejść, bo później będzie jeszcze gorzej, ponadto czuję się wypalona tą ciągłą walką o szczęście, z drugiej szkoda mi tych wszystkich lat i tego, że dopiero wzięłam ślub. Czy powinnam tkwić w tym związku? Czy on się zmieni?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Dlaczego po śmierci mamy zdziczałam i dzieje się ze mną coś dziwnego?

Mam 23 lata. Stało się to w marcu zeszłego roku, moja mama popełniła samobójstwo, ja ją znalazłam po powrocie ze szkoły. Tego dnia nie płakałam, byłam w szoku, nie jadłam nic do pogrzebu. Najwięcej płakałam na pogrzebie, przed nim...

Mam 23 lata. Stało się to w marcu zeszłego roku, moja mama popełniła samobójstwo, ja ją znalazłam po powrocie ze szkoły. Tego dnia nie płakałam, byłam w szoku, nie jadłam nic do pogrzebu. Najwięcej płakałam na pogrzebie, przed nim potrafiłam nawet się uśmiechać, jakby nic się nie stało (!!!). Był to dla mnie ogromny cios, jestem jedynaczką, z ojcem nigdy nie miałam dobrych kontaktów, właściwie z nim nie rozmawiałam, zawsze tylko z mamą. Bardzo pomagał mi mój chłopak. Wtedy jeszcze studiowałam dziennie, obroniłam się we wrześniu, a od października zaczęłam studia zaoczne. I wtedy właśnie moje życie zaczęło się zmieniać. Całe dnie spędzam przed komputerem. Chciałabym pracować, ale nie chce mi się szukać pracy, bo pewnie i tak mnie nie przyjmą. Moją wymarzoną pracą byłaby taka, gdzie nie musiałabym kontaktować się z innymi ludźmi. Zauważyłam, że "zdziczałam". Całe dnie przed komputerem, wstaję ok. 12, piję kawę, komputer, obiad (tata robi), komputer, kolacja, komputer, kładę się koło północy lub później, a następnego dnia to samo. Gdy ktoś ze znajomych chce się spotkać, to najczęściej wymyślam powody na nie. Jedyną radością są dla mnie spotkania z chłopakiem w weekendy, tylko przy nim czuję się bezpiecznie i swobodnie, niestety mieszkamy w różnych miejscowościach. Czuję się słaba, brzydka, gruba, źle ubrana, źle uczesana, inna. Czuję, że ludzie na ulicy gapią się na mnie i myślą "ale dziwna". Nie lubię wychodzić z domu, czuję wtedy strach. Nigdy nie byłam chwalona, zawsze słyszałam, że jestem za gruba (67 kg, 173 cm wzrostu), babcia za każdym razem, gdy mnie widzi, mówi: "ty chyba przytyłaś", a teraz przy wigilii mój ojciec dla "żartu" powiedział: "nie jedz tyle, już i tak dobrze wyglądasz" Nie cierpię go. Mieszkam z nim, ale nie rozmawiamy, wymieniamy tylko zdania w stylu "co jutro na obiad", "o której wrócisz", itp. Całymi dniami milczenie. Nie myślę o samobójstwie, nie zrobię tego, co mama, nie chcę. Ale czasem mam różne myśli, że po co, przecież i tak niczego nie osiągnę, jestem dzikusem, który boi się ludzi. Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Nawet, gdy ktoś do mnie zagada, to cała się spinam i nie wiem, co powiedzieć. Z moim chłopakiem jestem prawie 3 lata, a za każdym razem, gdy jestem u niego zachowuję się, jakbym tam była po raz pierwszy. Nie wiem, co powiedzieć, gdzie patrzeć, jak się zachować. I tak wszędzie. Wiem, że jestem dziwna. Mam takie dni (np. dziś), gdy jestem po prostu smutna. Nie wiem, dlaczego. Cały dzień mam ochotę się rozpłakać, czuję kulę w gardle. Ale płaczę tylko w nocy, do poduszki. Bardzo jest mi źle, czuję, że tu nie pasuję, chciałabym coś robić, ale nie mam motywacji, nikt mnie nie wspiera, gdy mój chłopak jest u mnie na weekend, wtedy jest dobrze, ale on zawsze wraca do siebie, czuję, że on nie jest mój, bo zawsze ode mnie wraca do domu. Jego mama ma na niego duży wpływ. Wiem, że mnie kocha, ale czuję, ze nie jestem dla niego najważniejsza. Że dla nikogo nie jestem najważniejsza. Ojciec się nie interesuje mną, może go trochę odepchnęłam, ale on nigdy się nie interesował, nawet jak mama żyła. Myślałam, że mam depresję, ale poczytałam o niej na tej stronie i teraz już nie wiem, może się po prostu nad sobą rozczulam. Ale nie mam komu się zwierzyć, z kim o tym porozmawiać. Nie mam komu opowiadać zwykłych codziennych spraw. Jest mi źle. Zawsze bardzo dobrze się uczyłam, a teraz czuję, że nie dam rady obronić magistra. Po prostu nie chce mi się. Na niczym mi chyba już nie zależy. Chciałabym być w czymś najlepsza, żeby ktoś mnie pochwalił. Nikt mnie nie chwali. Mój chłopak tylko, ale on robi to za często, więc nie wierzę w te pochwały. Nie wiem, co mam jeszcze napisać, bardzo chciałabym, żeby ktoś spojrzał na mnie i powiedział mi coś, co mnie podbuduje, co mi pomoże wrócić do normalnego życia. A.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Śni mi się moja śmierć: co robić?

Witam serdecznie. Od 3 dni śni mi się moja śmierć. Pracuję jako górnik. Czy jest to związane z moim zawodem, że się boję? Proszę o odpowiedź, z góry dziękuję.    
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak mam zwrócić uwagę bliskich, bo potrzebuję ich pomocy?

Od ponad roku mam problemy ze zdrowiem. Kilka tygodni przeleżałam w szpitalu, generalnie nic odbiegającego od normy nie znaleziono, wysłano mnie do domu. Na początku 2010 r. okazało się iż mam szczelinę odbytu - dość nieprzyjemna sprawa, która nie chciała...

Od ponad roku mam problemy ze zdrowiem. Kilka tygodni przeleżałam w szpitalu, generalnie nic odbiegającego od normy nie znaleziono, wysłano mnie do domu. Na początku 2010 r. okazało się iż mam szczelinę odbytu - dość nieprzyjemna sprawa, która nie chciała się zaleczy, niby się udało, ale czasem się pojawia. Długo chodziłam po lekarzach, bo nadal źle się czuła i odkryto pod dziąsłem poziomy ząb 8, który sprawiał wiele problemów, które po jego wyrwaniu zniknęły (zawroty głowy, słabość, ból gardła itd.). Powiedziano mi, że proces gojenia po chirurgicznym usuwaniu potrwa kilka miesięcy. Mimo poważnych problemów z zagojeniem i suchym zębodołem myślałam, że w końcu wszystko się uspokoi i będzie ok:), jednak wszystko zaczęło się od nowa w listopadzie, pojawiły się znów problemy z dziąsłem po wyrwaniu nieszczęsnej ósemki - często puchła, krwawiła itd, mimo prześwietleń i wizyt u chirurga nic nie wskórano - niby jest ok, tylko jeśli tak to dlaczego mi dokucza i puchnie itd.? Poza tym, również w listopadzie, dowiedziałam się, iż posiadam HPV - chwilowo widzę postęp, mam też nadżerkę, od której prawdopodobnie pojawiają się krwawienia, niby małą (obecnie stosuję leki zapisane przez ginekolog), mam też nawracające problemy z zakażeniami układu moczowego, posypała mi się również znajomość, znajomość bliska sercu:(. Wiem, iż to nie są ogromne problemy, lecz bardzo ciążą mi na psychice. Od początku grudnia 2010 było ze mną coraz gorzej, siedziałam sama, non stop płakałam, nie odzywałam się do nikogo, nawet w pracy zdarzało mi się płakać. Postanowiłam, iż muszę coś z sobą zrobić, bo tak być nie może dlatego postanowiłam zapisać się do psychiatry, trochę się bałam, ale poszłam - lekarzy wypytał co i jak i zapisał lek, przez tydzień było super. Po tygodniu miałam wizytę kontrolną u lekarza, chciał mi zwiększyć dawkę, nie zgodziłam się, ponieważ lek działał wg mnie super. Lekarz powiedział, iż można zaryzykować - to był piątek. Jednak w poniedziałek nastąpiło poważne pogorszenie ze względu na Kolegę - postanowił zostać jedynie moim przyjacielem i obiecał pomóc mi w pozbieraniu się z depresji itd. Obecnie czekam na rezonans, mam powiększoną jedną źrenicę i podwójne widzenie w jednym oku w pewnym polu, jednak lekarze doszli już do tej diagnozy rok temu w szpitalu, z tym że nie wiedzą co powoduje podwójne widzenie. Jedyną osobą, która wie niemal wszystko to właśnie kolega - mimo iż obiecał pomoc i pytałam czy jest pewien, że tego chce, zgodził się, ucieszyłam się, jednak chyba nie rozumie mnie tak jak pozostali. Rodzice, z którymi mieszkam myślą, iż jeśli nie płaczę itd. to wszystko jest ok, ale tak nie jest. Jest mi ciężko, bo czuję się sama ze swoimi problemami nie chce ich fatygować i prosić o pomoc, ale już nie daję sobie z sobą rady. Mam 4 tyg zwolnienia lekarskiego, chodzę w tyg. do kilku lekarzy itd. i czekam na rezonans, nie mogę się nad niczym skupić, jestem bardzo, bardzo smutna i chyba już długo nie wytrzymam, nie chce popaść znów w stan kiedy to ciągle łzy napływają mi do oczu i płacze gdzie i kiedy się da:(((. Nie chcę tak żyć, chcę być zdrowa i nie martwić się czy jutro będzie OK, jak będę się czuła, chce żyć tak jak wcześniej, cieszyć się słońcem, śniegiem itd. Myślę nad zapisaniem się dodatkowo do psychologa, czekam na skończenie terapii geoekologicznej aby móc chodzić na basen, ale najbardziej jednak brak mi rozmowy/bliskości/zrozumienia - sama, mimo iż wiem, że powinnam robić to i to nie potrafię się zmobilizować, brak mi chęci:(. Jak mogę sobie pomóc? Czy warto prosić mamę, kolegę o konkretną pomoc? Mam wrażenie, że jeśli by im zależało na pomocy to sami by zauważyli, że coś naprawdę jest nie tak i sami by do mnie przyszli choć wiem, że z natury nie okazuję emocji. Mamy nie chcę martwić więc nie wiem czy mam jej wszystko mówić, z resztą to trudne o wszystkim jej opowiadać, a kolega przytuli, wysłucha jednak odzywa się do mnie raz na tydzień albo i rzadziej. Nie wymagam aby siedział ze mną 24h, ale potrzebuję częstszej rozmowy i do końca - nigdy nie zdążę się mu wygadać, bo już trzeba kończyć, a rozmowy z nim bardzo pomagają, ale na dzień-dwa, potem on się nie odzywa a ja znów popadam w dołek. Pomocy:(, proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co zrobić, bo chcę zostać projektantem mody, ale nie widzę sensu mojego życia?

Cześć, mam problem, sam nie wiem co mi jest. Mam wahania nastroju, nie wiem czego chcę, raz jestem wesoły, raz smutny, mam bardzo niską samoocenę, nie mam problemów z nawiązywaniem nowych kontaktów, jestem osoba odważną, ale od dłuższego czasu...

Cześć, mam problem, sam nie wiem co mi jest. Mam wahania nastroju, nie wiem czego chcę, raz jestem wesoły, raz smutny, mam bardzo niską samoocenę, nie mam problemów z nawiązywaniem nowych kontaktów, jestem osoba odważną, ale od dłuższego czasu wszystko mnie irytuje, nie lubię przebywać w towarzystwie innych osób, faktem jest, że od zawsze kocham samotność, bo pomaga mi rozmyślać. Może to jest wina tego, że jestem, tzn. będę projektantem mody, może się boję, że nic mi w tej dziedzinie nie wyjdzie, sam już nie wiem - jestem zdesperowany nie mam ochoty na nic, nie mam sensu życia. Proszę, a wręcz błagam o jakąś pomoc. W domu nie mam żadnych problemów, normalne kontakty z rodzicami.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego pod wpływem nerwów obrzucam wszyskich wyzwiskami?

Jestem młodą mamą, mam kochanego synka i narzeczonego. Bardzo często się denerwuję i łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Gdy jestem zła wygaduję przeróżne głupoty, przede wszystkim wyżywam się przez to , często kłócę z moim partnerem. Nie dziwię się, bo...

Jestem młodą mamą, mam kochanego synka i narzeczonego. Bardzo często się denerwuję i łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Gdy jestem zła wygaduję przeróżne głupoty, przede wszystkim wyżywam się przez to , często kłócę z moim partnerem. Nie dziwię się, bo kto wytrzyma takie wyzwiska i czepiania się o byle co? Nie wiem jak sobie z tym poradzić, żałuję tego co robię i tego co mówię, ale za późno. Czasami mam siebie dość, proszę, dajcie mi jakieś wskazówki na zmianę siebie.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Edyta Szafran
Mgr Edyta Szafran

Dlaczego chcę się zabić, bo nie wiem?

Mam 13 lat, chodzę do szóstej klasy. Od roku nachodzą mnie myśli aby się zabić. Nie wiem czemu nagle robi mi się smutno, zaczynam płakać. Wpadam w histerię. Kilka razy chciałam się zabić. Pocięłam sobie rękę nożyczkami. Dwa...

Mam 13 lat, chodzę do szóstej klasy. Od roku nachodzą mnie myśli aby się zabić. Nie wiem czemu nagle robi mi się smutno, zaczynam płakać. Wpadam w histerię. Kilka razy chciałam się zabić. Pocięłam sobie rękę nożyczkami. Dwa razy wzięłam do ręki nóż. W tamtym roku na koloniach też próbowałam, ale wtedy przyszła nauczycielka. Ja nie chcę śmierci. Wiele razy nie mogę skupić się na lekcjach. Mam wspaniale przyjaciółki, ale kiedy biorę w rękę nóż nie myślę nad tym co robię. Proszę o pomoc czemu tak jest przecież mam wspaniałych rodziców, ale wystarczy, że ktoś powie mi coś przykrego, a mam ochotę się zabić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc mężowi uporać się z poczuciem winy?

W ten weekend stal się straszny wypadek u nas w rodzinie. Ja z moim mężem byliśmy u mojej szwagierki i pomagaliśmy jej przy remoncie i szlifowaniu podłogi. Mój mąż szlifował podłogę, szwagierka heblowała próg, mój bratanek (15 lat) miał szlifować...

W ten weekend stal się straszny wypadek u nas w rodzinie. Ja z moim mężem byliśmy u mojej szwagierki i pomagaliśmy jej przy remoncie i szlifowaniu podłogi. Mój mąż szlifował podłogę, szwagierka heblowała próg, mój bratanek (15 lat) miał szlifować boki podłogi fleksem, a ja byłam na dole z resztą dzieci. I nagle stał się straszny wypadek. Mój bratanek pokaleczył się fleksem, bo trafi na gwoździa i maszyna odbiła się na niego. Przeciął sobie lewą rękę i lewe udo.   Natychmiast zabrano go do szpitala i wszystko zszyto. Na razie jest nawet w dobrym stanie. Będzie musiał przejść rehabilitację no i najgorsze jest to, że nie ma czucia w dwóch palcach lewej reki. Mój mąż ma stale poczucie winy. Mówi, że to on kazał mu pomagać i pokazał mu jak ma pracować fleksem. Powiedział też, że to on powinien być na jego miejscu w szpitalu. Ja też powoli się załamuję, bo cały czas próbuję mu tłumaczyć, że to nie jest tak jak on myśli, ale to nie przynosi skutku. Chciałam go zabrać do lekarza, ale on powiedział, że potrzebuje trochę czasu i będzie samo dobrze, ale ja się ciągle o niego boję, bo widzę, że on ciągle o czymś myśli, a jak się pytam to mówi, że to nic nie jest. Co mogę zrobić w tej sytuacji? Ja sama też już nie mam siły i ostatnio całą noc przepłakałam, bo ciągle widzę wszędzie krew, ale robię to tak, żeby on tego nie widział, bo wiem, że to nie jest dobre dla niego i może go jeszcze bardziej pogrążyć. Co mam teraz zrobić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak skończyć z płakaniem z byle powodu?

Witam! Od jakiegoś czasu zauważyłam, że nie jestem już taka "twarda" jak kiedyś. Pamiętam, że nigdy nie wzruszały mnie żadne pogrzeby, kłótnie - nic nie powodowało mojego płaczu. Od pewnego czasu jednak widzę, że cokolwiek potrafi mnie wyprowadzić z równowagi...

Witam! Od jakiegoś czasu zauważyłam, że nie jestem już taka "twarda" jak kiedyś. Pamiętam, że nigdy nie wzruszały mnie żadne pogrzeby, kłótnie - nic nie powodowało mojego płaczu. Od pewnego czasu jednak widzę, że cokolwiek potrafi mnie wyprowadzić z równowagi a dokładniej mówiąc - coś, na czym mi zależy i dotyczy bezpośrednio mojej osoby, np. kłótnia z chłopakiem, myśl o tym, że może być gorzej w moim życiu, że coś mi się nie uda, że kogoś zawiodłam - wystarczy mi chwila myślenia o takich rzeczach i już czuję "baseny w oczach". Jednocześnie nadal nie wzruszają mnie do tego stopnia problemy moich bliskich, jak np. śmierć czy choroba - oczywiście, przejmuję się tym, ale jak gdyby wcale to do mnie nie dociera, często wstyd mi jest, że ja nie płaczę gdy robią to inni, a rozczulam się nad rzeczami pozornie nieistotnymi. Chciałabym się przełamać i przede wszystkim skończyć z tym płakaniem z byle powodu. Czy jest na to jakiś sposób?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z tym, że co dzień toczę walkę o swoje życie?

Witam, 2 lata temu zmarł mój mąż i zostałam sama z malutkim dzieckiem. Jestem, trwam, żyję, ale każdy nawet najmniejszy problem bardzo boli i podcina skrzydła. Teraz posyłam dziecko do przedszkola, pracuje na 2 etatach… Od dawna mam problemy ze...

Witam, 2 lata temu zmarł mój mąż i zostałam sama z malutkim dzieckiem. Jestem, trwam, żyję, ale każdy nawet najmniejszy problem bardzo boli i podcina skrzydła. Teraz posyłam dziecko do przedszkola, pracuje na 2 etatach… Od dawna mam problemy ze snem. W nocy nie potrafię zasnąć, a w dzień przez niewyspanie fatalnie funkcjonuje. Jestem przerażona tym jak samotna matka ma dać radę w naszym kraju. Mój psycholog stwierdził, ze to nie depresja tylko ciągła żałoba. Mój lekarz po błaganiach daje skierowania na badania, ale też jest ok. A ja średnio 2 razy w tygodniu wyglądam przez okno i wałczę, żeby nie skoczyć. Jestem zmęczona, przerażona. Żyję tylko dla dziecka. Boję się głośno mówić o myślach jakie mam, bo nie chcę stracić synka. Ale z drugiej strony skoro takie myśli mam - jest ze mną coś nie tak i może lepiej abym wreszcie skoczyła i przestała się nad sobą użalać - na co dziecku matka wariatka? Ciągle jestem zła na męża, dlaczego to ja nie umarłam? Ja jestem niezaradna i słaba, a on był silnym człowiekiem. Wiem, że tu wchodzi w grę też poczucie własnej wartości. Zawsze miałam z tym problem, ale teraz to horror. Co mam robić? Czy tak już będzie zawsze? Rodzina jest ze mnie dumna, że daję radę, że sama wszystko robię i trzymam się. Nie powiem im o tym co we mnie siedzi - nie ma mowy, nie potrafię. Nauczyłam się grać przed nimi, przed światem, ale kiedy zamykam drzwi mieszkania, a maluszek idzie spać zaczynam walkę o życie…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego ciągle płaczę i wszystko mnie denerwuje?

Witam, Ostatnio, na koniec ferii coś we mnie pękło. Boję się mojego kolegi, który ciągle żartuje, koledzy pytają co ze mną się dzieje. Ciągle płaczę, tylko o czymś pomyślę. Dodam, że mam 13 lat. Ostatnio śpię po szkole, boję się...

Witam, Ostatnio, na koniec ferii coś we mnie pękło. Boję się mojego kolegi, który ciągle żartuje, koledzy pytają co ze mną się dzieje. Ciągle płaczę, tylko o czymś pomyślę. Dodam, że mam 13 lat. Ostatnio śpię po szkole, boję się wszystkiego co widzę. Nie odróżniam już żartów od prawdy. Mało śpię, czy to dorastanie? Mało snu? I kiedy skończy się ten dziwny okres? Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czemu mój chłopak nie mówi mi, że mnie kocha?

Witam, Mam bardzo wielki problem i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Chodzi o mojego chłopaka, jesteśmy ze sobą od miesiąca (to nie jest długo), ja czuję, że już go kocham, nawet mu to powiedziałam, ale on nie mówi...

Witam, Mam bardzo wielki problem i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Chodzi o mojego chłopaka, jesteśmy ze sobą od miesiąca (to nie jest długo), ja czuję, że już go kocham, nawet mu to powiedziałam, ale on nie mówi mi tego samego. Mówi tylko, że mnie uwielbia, że jestem jego wielkim szczęściem... Jak się spotykaliśmy zawsze było super, przytulanki itd., ale od jakiegoś czasu brakuje mi jego miłości, tego słowa „kocham”. Może on nie jest gotowy? Całymi dniami myślę tylko o tym, nie mogę się skopić na szukaniu pracy :/. Często w nocy płaczę z tego powodu. Następnym problemem jest to, że nie umiem zaakceptować swojego domu, rodziny, dlatego mam wielkie kompleksy. Myślę, że jak chłopak się dowie gdzie mieszkam i jaką mam rodzinę to po prostu mnie zostawi. Wiem, że on ma super rodzinę, dom, pracę. Proszę, doradźcie mi, co ze mną jest nie tak? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwy, znudzenie, zniechęcenie, a gdzie w tym wszystkim ja?

Mam taki stan od długich miesięcy, nienawidzę ludzi, czasami mi porostu przeszkadzają, jestem nerwowy, mam różne nastroje w przeciągu kilku chwil, nie widać tego tak drastycznie, ale po prostu w jednej chwili potrafię ostro się zdenerwować, a za chwilę opanuję...

Mam taki stan od długich miesięcy, nienawidzę ludzi, czasami mi porostu przeszkadzają, jestem nerwowy, mam różne nastroje w przeciągu kilku chwil, nie widać tego tak drastycznie, ale po prostu w jednej chwili potrafię ostro się zdenerwować, a za chwilę opanuję się, przejdzie mi i jestem spokojny. Nie wiem czy sam się wpędziłem przemyśleniami i wmawiam sobie, że mam problem, ale nawet żona zauważyła, że mam te same problemy na okrągło i na nic więcej się nie skarżę, przeżywam tylko te same sprawy i żona reasumując określiła to, że nie czuję się doceniony, że mam zachwiania mojej osoby, bo jestem człowiekiem raczej ambitnym i prącym do przodu, ale już nie, teraz nie, od około roku. Jest tego tak dużo, że nie potrafię spokojnie opisać. Co mam zrobić, do kogo się udać? Czasami to już żyć mi się nie chce, ale szybko te myśli porzucam i męczę się dalej. Nie mam przyjaciela, z którym mógłbym o tym pogadać, uważam, że do rozmowy potrzebuję mentora, a nie zwykłego słuchacza (bo taki kolega to by się znalazł). Nie wiem czy moja ambicja mnie zjada czy ja już sam nie wiem czego chcę. Jedno jest pewne - chciałbym coś w życiu osiągnąć, a nie mam źle, pomimo to nadal chciałbym stworzy coś wielkiego by zaimponować tym, pośród których znaleźć się nie mogę. Jest pewna osoba, z którą kiedyś pracowałem, byliśmy w dobrych relacjach i było ok, później nasze drogi się rozeszły, a teraz znowu pracujemy razem i nie jest tak jak było, odzywa się, gdy czegoś potrzebuje to i numer pamięta, ale na spotkanie takie tam na mieście to nie zaprosił nigdy, tylko ja jak ta sirota zawsze do wszystkich wychodzę pierwszy z ręką, a później żałuję, tak dla sprostowania nie wychowywałem się tu i nie mam znajomy ani kolegów, po prostu są tylko ludzie z pracy. Ostatnio przelała się czara goryczy z ostrymi słowy w myślach, po prostu nie widzę tego "kolegi", przestałem się do kogokolwiek w jakiś zbyt "do przodu" sposób odnosić, tzn. już nie wyskakuję z zapytaniami co tam jak tam, nie zagaduję tylko przywitam się i odchodzę. Nie wiem czy to dobre, ale po prostu nie mam nawet do kogo zagadać. Zastanawiałem się nad psychologiem, by ze mną porozmawiał, pomyślał, ale nie wiem czy to dobry pomysł - może przesadzam, nie wiem co robić, pisząc to miałem myśli, że i tak nikt nie odpowie, ale zmusiłem się by jak zwykle w chaotyczny sposób wypowiedzieć się, może ktoś zareaguje. I znowu mam myśli, że chyba zwróci ktoś uwagę jak sobie w łeb strzelę, bo w przeciwnym razie to się nie uda, ale spoko, kończę, bo mnie zrezygnowanie ogarnia. Pozdrawiam i mam nadzieję, że jakoś się w końcu ogarnę i będzie lepiej, ale na odp. jakąś czekam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to efekt dorastania, który samoistnie przeminie, czy może nerwica?

Wkroczyłam niedawno w siedemnasty rok życia, wciąż jestem uczennicą. Dodam, że wszystko zaczęło się dziać w końcowych klasach podstawówki (podejrzewam, że na przełomie piątej i szóstej), wraz z upływem lat objawy się nasiliły i doszły kolejne. Obecnie, mój stan przedstawia... Wkroczyłam niedawno w siedemnasty rok życia, wciąż jestem uczennicą. Dodam, że wszystko zaczęło się dziać w końcowych klasach podstawówki (podejrzewam, że na przełomie piątej i szóstej), wraz z upływem lat objawy się nasiliły i doszły kolejne. Obecnie, mój stan przedstawia się następująco: objawy somatyczne to drżenie rąk (obecnie nawet gdy nie ma lęku, drżą, choć mniej intensywnie; byłam na badaniach dotyczących moich drżeń i wszystko wyszło czyste), bóle w okolicach serca (tępe, ostre punktowe, ostre przygniatające i jakby występujące z tyłu), dławienie w gardle, zawroty głowy. Ostatnio coraz gorzej idzie mi koncentrowanie się (co jest ważne przy nauce; kiedyś było znośnie i wystarczająco, by bardzo dobrze skończyć szkoły), zapamiętywanie, męczę się byle czym, prawie cały czas jestem zmęczona - mogłabym przesypiać prawie cały dzień. Brak mi motywacji. Odczuwam często tylko pustkę, nie sądzę, bym miała jakąkolwiek wartość jako człowiek i nie widzę sensu we własnym życiu. Wydaje mi się, że trzymam w sobie wiele gniewu, żalu oraz nienawiści i nie mam żadnego skutecznego sposobu rozładowania negatywnych odczuć. Nie płaczę, wymiotowanie nie pomaga, częściowo radzę sobie, gdy zacznę się gryźć, drapać, ciągnąc za włosy itp. - jednakże nie okaleczam się, ponieważ boję się bardzo ostrych przedmiotów. Od paru lat mam myśli samobójcze, zafascynowanie własną śmiercią. Śmierć innych (a raczej nadchodzenie tej śmierci) to jeden z moich wielkich lęków. Często gwałtownie przechodzę ze stanu wielkiego pragnienia zrobienia komuś krzywdy do ogromnego poczucia winy i potrzeby dotkliwej kary (najczęściej fizycznej). Wszędzie widzę podstęp, fałsz, najgorsze zamiary, jestem czujna, zawsze w pogotowiu, gdyby ktoś chciał, przykładowo, rzucić się na mnie z czymś ostrym. Niestety przerodziło się to w podejrzewania o zamachy na własne życie itd. Przez te myśli mam ogromne lęki. Boję się ludzi, boję się chodzić na widoku. Nie lubię iść zbyt wystawiona na tłum. Nie mogę myśleć swobodnie przy nieznajomych, bo od razu zaczynam skrupulatnie liczyć cokolwiek w pobliżu, by tylko nie odczytali z mojej głowy moich sekretów itp. Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale zupełnie nie widziałam, co pisać - to, co przedstawiłam w tym pytaniu, to czubek góry lodowej, jestem dość zagubiona. Pozdrawiam
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nocne pobudki: czy zła dieta może być przyczyną?

Witam. Mam 19 lat. Od miesiąca mam bardzo częste nocne pobudki. Po 4-6 godzinach budzę się, zazwyczaj po jakimś dziwnym śnie, niekiedy koszmarze. Czasem po takiej pobudce męczę się godzinę, by i tak już nie zasnąć. Jeśli mi...

Witam. Mam 19 lat. Od miesiąca mam bardzo częste nocne pobudki. Po 4-6 godzinach budzę się, zazwyczaj po jakimś dziwnym śnie, niekiedy koszmarze. Czasem po takiej pobudce męczę się godzinę, by i tak już nie zasnąć. Jeśli mi się uda, to budzę się już średnio co godzinę. Nawet sen po dużej ilości alkoholu, wysiłku, który zawsze odłączał mnie od świata na 12-14 godzin nie daje mi spokoju. Dziś spałem 6 godzin. Od 5, przymusowa pobudka o 9, pobudka ostateczna o 11. Myślę, że to nie ma związku z problemami psychicznymi lub stresem, gdyż na tej płaszczyźnie jest w porządku. Czy zła dieta (od miesiąca jem trochę niezdrowo, dużo fast foodów itp.) może mieć wpływ?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Dlaczego ciągle nie mogę się pogodzić ze śmiercią taty?

Mój tata zmarł 6 lat temu, ale dalej nie mogę się otrząsnąć po jego śmierci. Miałam wtedy 7 lat, nie rozumiałam dokładnie o co chodzi. Gdy leżał w trumnie wyglądał jakby spał. Mój tata był alkoholikiem. Często robił awantury w...

Mój tata zmarł 6 lat temu, ale dalej nie mogę się otrząsnąć po jego śmierci. Miałam wtedy 7 lat, nie rozumiałam dokładnie o co chodzi. Gdy leżał w trumnie wyglądał jakby spał. Mój tata był alkoholikiem. Często robił awantury w domu, jak przychodził pijany. Przed śmiercią moja mama leżała w szpitalu w Biskupcu z powody kręgosłupa. Szliśmy na działkę, było ciemno i trzymałam tatę za rękę i nie puszczałam. Gdy wróciliśmy do domu tata powiedział, że strasznie boli go ręka (nie był piany). Kiedy następnego dnia mama wróciła ze szpitala, poszliśmy na pogotowie żeby zbadali mu rękę. Lekarze wypytywali mnie jak to się stało, ale ja sama nie wiedziałam, skoro trzymałam go cały czas za rękę, to nie mógł się ani przewrócić, ani uderzyć. Zrobili mu prześwietlenie od łokcia do dłoni. Lekarz powiedział, że nie widzi złamania, ale wsadzą rękę w gips od łokcia do dłoni. Miał bardzo obciążoną rękę chodził jakiś wykrzywiony, miał zachwiania równowagi. Następnego dnia poszedł do pracy powiedzieć, że nie może na razie pracować, bo z ręką w gipsie będzie mu ciężko. Niestety do pracy nie doszedł. Na pewnej polanie się zatrzymał w krzakach, żeby zrobić siusiu to było ok. godziny 10. Nie było go cały dzień mama myślała, że poszedł z kolegami na piwo. Około godziny 18 mój brat przyszedł z dworu, mówiąc, że na łące coś się dzieje, że kogoś drzewo przycisnęło. Mama zażartowała mówiąc, że może tatę przygniotło, ale mój brat powiedział, że nie, bo facet przygnieciony miał jasną czapkę i ciemną kurtkę. Mama powiedziała, że tata tak był ubrany, a mój brat powiedział, że nie bo miał ciemne buty, a mama powiedziała, że może w błocie umazał (była deszczowa pogoda). Siedziałyśmy z mamą i oglądałyśmy TV kiedy zadzwonił telefon ze szpitala, informując mamę, ze mój tata jest w szpitalu. Dotarło do niej, że to co się działo to było związane z tatą. Poszła do szpitala, a ja poszłam do mojej koleżanki. Wróciła około godziny 11 w nocy. Lekarz powiedział, że jakieś dzieci bawiące się na łące znalazły mojego tatę leżącego i zaplątanego w krzakach a z ręką w gipsie ciężko mu było się wydostać. Lekarz powiedział, że mój tata jest pijany (co było nieprawdą) i nie będzie go badał powiedział: „poleży do rana, to wytrzeźwieje”. Mój tata miał zaczerwienione oczy i cały się trząsł z powodu zimna, bo siedział 8 godzin bez możliwości ruchu, to masakra. Na drugi dzień na rękach mojego taty pojawiały się bąble w wielkości i kolorze śliwek, które pękały i wylewała się krew z wodą. Okazało się, ze mój tata miał złamany obojczyk, ale lekarze zrobili tylko zdjęcie od łokcia w dół. Kolejnego dna mama poszła o 9 rano do szpitala, ale lekarze powiedzieli, że mój tata jest zmęczony i żeby moja mama przyszła o 15, kiedy będzie mało ludzi. O godzinie 13 mama dostała telefon, że mój tata nie żyje. Do tej pory opłakuję jego śmierć. Patrzę na zdjęcie i płacze, ale nie przy mamie, bo ona widzi, że już mi przeszło. Kiedy leżał w trumnie dotarło do mnie co się stało. Siedziałam koło trumny, płakałam rozmawiałam z nim, ale było za późno by powiedzieć kocham cię :(. Dziękuję, że mogłam się wypowiedzieć : )

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moje objawy wywołał nadmierny stres?

Witam, 2,5 roku temu zaczął się mój problem. Bardzo dużo pracowałam, lekceważyłam zmęczenie, po pewnym czasie zaczęło robić mi się słabo, myślałam, że zemdleję, szczególnie w ciepłych pomieszczeniach, po wyjściu na dwór robiło mi się lepiej, co prawda nigdy nie...

Witam, 2,5 roku temu zaczął się mój problem. Bardzo dużo pracowałam, lekceważyłam zmęczenie, po pewnym czasie zaczęło robić mi się słabo, myślałam, że zemdleję, szczególnie w ciepłych pomieszczeniach, po wyjściu na dwór robiło mi się lepiej, co prawda nigdy nie zemdlałam. Unikam dużych, zamkniętych obiektów, sklepów itp. Mam też ogromny problem z koncentracją, boję się przez to prowadzić samochód, w oczach zlewa mi się obraz, często boli mnie głowa i w okolicy serca. Robiłam wiele badań, min. morfologia, rezonans mag. głowy, ekg i wszystko w porządku, no tylko żołądek - liczne nadżerki, przepuklina rozworu przełykowego i kilka kamieni w woreczku żółciowym - czy to może mieć wpływ? Mój lekarz zalecił mi magnez i lek na uspokojenie, a ja wciąż czuję się słabo. Najgorsze to uczucie nagłego ciepła, które oblewa mi twarz i robię się czerwona i nagłe uczucie, że robi mi się słabo. Próbuję więcej odpoczywać, wysypiać się, ale to nic nie pomaga. Całe życie, a mam 29 lat, byłam bardzo aktywna i zdrowa. Poradźcie jak się tego pozbyć i żyć normalnie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mój chłopak przeżył wypadek samochodowy, ale dziwnie się zachowuje. Jak mu mogę pomóc?

Ja z pytaniem, ponieważ nurtuje mnie zachowanie mojego chłopaka, ma 26 lat. Ponad 6 lat temu przeżył wypadek, w którym jako jedyny przeżył (nie był kierowcą). Jesteśmy para od 3 lat, martwię się bardzo o niego, bo ma dziwne huśtawki...

Ja z pytaniem, ponieważ nurtuje mnie zachowanie mojego chłopaka, ma 26 lat. Ponad 6 lat temu przeżył wypadek, w którym jako jedyny przeżył (nie był kierowcą). Jesteśmy para od 3 lat, martwię się bardzo o niego, bo ma dziwne huśtawki nastrojowe - raz nadzwyczaj wesoły i taki potrzepany, a za chwile poważny i zawieszony, jeśli z kimś rozmawia jest skupiony w przestrzeń i robi wrażenie jak by nie słuchał, ale sprawdzałam to i całkowicie do niego dociera i odpowiada na pytania, ale czasem dopiero po dłuższej chwili gubi się w tym co mówi, raz tak, a za chwile inaczej, ma tysiące planów (bajeruje), a w zasadzie rezygnuje z nich wszystkich, nie wiem dlaczego. Gdy próbuję z nim pogadać to się złości i nerwy. Wiem, że wychował się w biedzie, tata zostawił jak się urodził i kompletnie nim się nie interesował, mama jego jest bardzo dziwna, kompletnie nie przeszkadza jej brud w domu, jest taka mało inteligentna, impulsywna - co ja mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak zmienić nastawienie i pokonać niechęć do życia?

Dzień dobry, Piszę tutaj, bo sama nie wiem co mam ze sobą zrobić... Mam 19 lat i nie widzę sensu swojego życia. Nie widzę w swoim życiu nic pozytywnego. Wiele osób mi mówi, że jestem ładna, ale ja w to...

Dzień dobry, Piszę tutaj, bo sama nie wiem co mam ze sobą zrobić... Mam 19 lat i nie widzę sensu swojego życia. Nie widzę w swoim życiu nic pozytywnego. Wiele osób mi mówi, że jestem ładna, ale ja w to nie wierze. Nie potrafię też rozmawiać z drugimi osobami. Często ktoś to wykorzystuje, a ja nie potrafię się wybronić. Nie chcę wychodzić z domu, do ludzi, bo boję się, że popełnię jakąś gafę, boję się, że jakakolwiek moja decyzja zostanie wyśmiana, dlatego staram się wszystko dokładnie analizować. Strasznie przejmuję się opiniami innych. Nie potrafię znaleźć sobie chłopaka, boję się czułości i nie wierzę, że może być ktoś zainteresowany moją osobą. Zaraz sobie myślę, że pewnie ktoś sobie ze mnie robi żarty. Nie chcę rano wstawać z łóżka. Bardzo proszę o pomoc, bo wiem, że sama nie dam rady się pozbierać.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty