Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Czy wrócę do normalnego stanu psychicznego?

Witam, Od 2 miesięcy zaczęły się ze mną dziwne problemy. Otóż po zjedzeniu czegoś zaczyna mi bić szybko serce oraz przed oczami mgła, do tego duszności i ścisk w szyi. Przed tymi problemami chodziłem nieco przybity z powodu uczucia w... Witam, Od 2 miesięcy zaczęły się ze mną dziwne problemy. Otóż po zjedzeniu czegoś zaczyna mi bić szybko serce oraz przed oczami mgła, do tego duszności i ścisk w szyi. Przed tymi problemami chodziłem nieco przybity z powodu uczucia w głowie pustki ( takie błądzenia po lesie) wszystko wydaje mi się takie nierealne, ciągle mnie kłuje koło serca, ciężko mi z tym żyć. Wybrałem się do psychiatry - lekarz przepisał mi leki, już 6 dzień jutro będzie. Bóle przeszły, samopoczucie wróciło, lecz w głowie zaczęło mi się dalej wydawać, że co mnie otacza to tak jak by był to sen, gdzie tylko popatrzę oczy tak jakby za późno mi przekazywały obraz :(. Dodam, że śpię dobrze, śnię ciągle, z rana, jak wstanę, czuję się dobrze, lecz gdy przyjdzie południe czuję jakby te ataki chciały wyjść ze mnie, lecz ta tabletka zatrzymuje je, a głowa dalej taka dziwna - co robić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mogę pomóc dzieciom, nad którymi znęca się matka?

Zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja jak znęcanie psychiczne i fizyczne nad dziećmi powinna być zgłoszona, jednak rzecz dzieje się w rodzinie mojej siostry i to właśnie ona jest sprawcą tychże okropnych rzeczy. Boję się jednak, że jeśli zgłoszę to,...

Zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja jak znęcanie psychiczne i fizyczne nad dziećmi powinna być zgłoszona, jednak rzecz dzieje się w rodzinie mojej siostry i to właśnie ona jest sprawcą tychże okropnych rzeczy. Boję się jednak, że jeśli zgłoszę to, to zabiorą jej dzieci, a tego nikt by nie chciał. Jak można im pomóc skutecznie, bez ryzyka, że dzieci zostaną zabrane? Dzieci są w wieku 11, 8, 5, 3 lata, z czego trójka starszych jest najbardziej gnębiona. Siostra zdaje sobie sprawę, że źle robi, ale nie potrafi nad tym zapanować i atakach furii - wygaduje i robi naprawdę okropne rzeczy, potrafi używać takich wyzwisk, że trudno nawet sobie wyobrazić, że można tak się do dzieci odzywać, zdarza się również, że bije dzieci. Potem oczywiście tego żałuje. Chciałabym pomóc dzieciom, które są przestraszone, skryte, małomówne, ale też chciałabym pomóc mojej siostrze, która nie potrafi sobie z tym po prostu poradzić, próbowała już psychologa, ale nie wiem czy była do końca szczera, szybko jednak przerwała to. Wiem, że chciałaby opanować swoje emocje, ale to już ją przerosło dawno temu. Proszę o pomoc, bo nie mogę dłużej patrzeć na krzywdę tych dzieci, zdając sobie sprawę jakie szkody wyrządza to w ich psychice i że wpłynie to na całe ich życie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy mam iść z córką do psychologa?

Moja córka ma 10 lat i zachowywać dziwnie zaczyna się złościć na cały świat. Nie wiem co się z nią dzieje? Płacze jak jej się zwróci uwagę! Pomóżcie mi.    
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak sensu życia. Nie wiem co się dzieje?

Witam. Mam 14 lat i jestem tu nowa. Już od dłuższego czasu nie mogę znaleźć sensu życia. Nie dogaduje się z rodzicami, szczególnie z mamą. Nie mam nawet hobby. Strasznie irytują mnie różne pytania np. Co dziś robiłaś lub z...

Witam. Mam 14 lat i jestem tu nowa. Już od dłuższego czasu nie mogę znaleźć sensu życia. Nie dogaduje się z rodzicami, szczególnie z mamą. Nie mam nawet hobby. Strasznie irytują mnie różne pytania np. Co dziś robiłaś lub z kim byłaś itd.? Zaraz zaczynam krzyczeć i płakać. Mam zmiany emocjonalne (od śmiechu do płaczu). Umiem też iść ulica i płakać bez powód. Ostatnio płakałam z tego powodu, że moje życie jest bardzo monotonne i nie wiem co z tym zrobić żeby to zmienić? Proszę o pomoc.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nawet nie wiem o co zapytać. Młoda matka potrzebuje pomocy!

Jestem kobietą, mam 21 lat. W wieku 19 lat urodziłam dziecko. Ciąża bardzo wpłynęła na moje życie. Byłam w ostatniej klasie liceum, miałam plany związane ze studiami. Na szczęście wszystko dobrze się potoczyło, zdałam maturę i postanowiłam w następnym roku...

Jestem kobietą, mam 21 lat. W wieku 19 lat urodziłam dziecko. Ciąża bardzo wpłynęła na moje życie. Byłam w ostatniej klasie liceum, miałam plany związane ze studiami. Na szczęście wszystko dobrze się potoczyło, zdałam maturę i postanowiłam w następnym roku iść na studia. Przez rok zajmowałam się tylko synem, rzadko spotykałam się ze znajomymi, miałam kontakt jedynie z mężem i rodzicami. Po czasie zaczęłam być bardzo nerwowa, wszystko mnie drażniło i irytowało, często płakałam, szukałam sposobu żeby wyrwać się z domu. Miałam dość życia tylko z dzieckiem. Zaczęłam popalać papierosy. Myślałam, że taki nastrój spowodowany jest przyjmowaniem doustnej antykoncepcji, dlatego też nic z tym nie robiłam. Gdy dostałam się na studia wszystko nagle się polepszyło ale po 2 miesiącach zmieniłam się nie do poznania. Postanowiłam przestać brać tabletki- jednak to nie ich przyczyna, ponieważ nic się nie zmieniło. Od ponad miesiąca nie mogę spać, wieczorami myślę o całym swoim życiu, wypominam sobie błędy, czuję jakiś wewnętrzny strach, obawy, że czegoś zapomniałam, że czegoś nie zrobiłam, jakieś wyrzuty sumienia. I tak jest co noc. Gdy wstaję rano jestem nie do życia, włączam synowi bajki i sama szukam okazji żeby tylko się zdrzemnąć. Nie ubieram się. Gdyby nie fakt, że muszę wyjść na spacer z synkiem to w ogóle tego bym nie robiła. Przestałam sprzątać, bawić się z dzieckiem. Gdy był niemowlakiem i budził się kilka razy w nocy miałam więcej siły i ochoty na prace domowe, na gotowanie i sprzątanie niż teraz! Czytałam z nim książki, chodziłam na długie spacery. Strasznie mi go żal. Czuję, że zaniedbuję nie tylko siebie ale też go. Nie znaczy to, że go nie karmie,nie przebieram, czy nie rozmawiam z nim Bardzo go kocham! I przez to mam do siebie największe pretensje. Co wieczór obiecuje sobie, że gdy obudzę się rano to wstanę normalnie, ubiorę się, zrobię makijaż, że zacznę żyć normalnie, ale gdy się budzę nie mam siły żeby to wszystko zrobić. Moje życie towarzyskie ogranicza się do wyjścia raz w miesiącu do koleżanek. Gdy idę do nich czuję się świetnie, przeglądam swoją szafę, szykuję się dwa dni do przodu. Jest to zawsze normalne spotkanie ze znajomymi, a ja czuję się jakbym szła na bal. Zawsze gdy wracam z takiego spotkania to analizuję całe wyjście, zaczynam załamywać się nad tym, że nie mam prawdziwych przyjaciół, że koleżanki spotykają się ze mną tylko wtedy, gdy ja o to poproszę, że pierwsze nie zadzwonią, nie napiszą. Węszę wtedy podstęp, że pewnie nawet mnie nie lubią, że spotykają się ze mną tylko dlatego żeby mi nie było przykro. Czuję, że z osobami które znam 10 lat nic już mnie nie łączy, że one mają swoje sprawy, a ja jestem tylko raz na jakiś czas jak te piąte koło u wozu. Za każdym razem obiecuję sobie, że wyszłam już do nich ostatni raz, że nie będę się więcej narzucać, że się nie odezwę i poczekam czy one sobie przypomną. Czuję, że nie mam już nikogo. Fakt, jest mąż ale na niego nie mogę nieraz patrzeć. Boli mnie to że go ranię, jestem zła na samą siebie że tak go traktuje, ze on mnie kocha, stara się a ja jestem tak oziębła. Często się kłócimy, często ja te kłótnie prowokuję, często mówię mu, że ma się wynosić, nie mam go dość a potem żałuję. Często czuję, że to co mówię do niego to tak jakbym mówiła do samej siebie. Jeszcze jedna ważna sprawa. W okresie gimnazjum, jak to w wieku buntu, miałam problem z autoagresją, cięłam się, myślałam o śmierci, fascynował mnie ten temat. W wieku 15 lat leżałam w szpitalu po zatruciu lekami psychotropowymi-miałam je od koleżanki matki, która choruje na schizofrenie. Nie wiem czy to co piszę ma jakiś sens,nie wiem czy zbytnio nie bagatelizuję swoich problemów, czy może po prostu nie stałam się leniem. Mam nadzieję, że to co czuję minie gdy wyjdzie słońce, gdy zrobi się ciepło, wtedy gdy będę mogła wyjść na spacer z synem, ale też nie jestem pewna czy będę miała na to siłę. Poczekam do końca zimy, jeżeli nic się nie zmieni-idę do psychologa.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pokonać niską samoocenę?

Witam! Jestem uczennicą 3 klasy gimnazjum. Mam problem, ponieważ brakuje mi pewności siebie, w dodatku mam bardzo niską samoocenę. Boje się, że nie dam rady sobie w nowej szkole i w życiu. Uważam, że jestem głupia, nic niewarta i...

Witam! Jestem uczennicą 3 klasy gimnazjum. Mam problem, ponieważ brakuje mi pewności siebie, w dodatku mam bardzo niską samoocenę. Boje się, że nie dam rady sobie w nowej szkole i w życiu. Uważam, że jestem głupia, nic niewarta i że do niczego się nie nadaję. Ze swojego wyglądu też nie jestem zadowolona, choć ludzie mówią mi komplementy. Po prostu wydaje mi się, że mylą się w tych kwestiach. Mam ojca alkoholika, przez niego jestem płaczliwa i nerwowa. Gdy dochodzi w domu do awantur czasem nie daję rady, cała się trzęsę, mam problemy z oddychaniem. Czasami mam kołatania serca co mnie niepokoi. Czasem myślę, że moją niską samoocenę zawdzięczam ojcu. Nie potrafię cieszyć się z życia. Przez problemy w domu mam kłopoty z nauką. Staram się to nadrabiać, ale często mi nie wychodzi. Lubię przebywać w domu, ale tylko wtedy, gdy ojciec jest w pracy. Jednak gdy wraca z pracy mam ochotę po prostu wyjść. Jego wieczory wyglądają tak: powrót z pracy, piwo, komputer. Tak jest ciągle. Tata wybiera mamie pieniądze z portfela, aby mieć na piwo, potrafi nawet pożyczyć ode mnie bądź od siostry i skłamać, że to na papierosy lub na chleb czy mleko. Wstydzę się mojego ojca. W domu mama stara się łączyć koniec z końcem, wszystko rozplanowuje jak w tym miesiącu wyjdzie z pieniędzmi, na co wydać, stara się opłacić wszystkie rachunki. Ojciec nigdy nic nie sprząta ani nie robi nic sam. Przez to mam dużo zadań w domu. Staram się pomagać mamie, bo wiem, że młodsza siostra nie da rady zrobić tyle co ja. Po prostu nie wiem… Trochę chaotycznie piszę, ale nie potrafię pisać o tym inaczej. Nie wiem jak się przełamać i nie myśleć pesymistycznie. Co mam robić ?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pokonać problem z samą sobą przez nowe miejsce i studia?

Witam, mam 20 lat i jestem studentką pierwszego roku. Ostatnio zauważyłam, że dzieje się ze mną coś złego i nie umiem sobie z tym poradzić. Zawsze byłam osobą pełną życia, otwartą, towarzyską, nawet jak coś mi się nie udawało to...

Witam, mam 20 lat i jestem studentką pierwszego roku. Ostatnio zauważyłam, że dzieje się ze mną coś złego i nie umiem sobie z tym poradzić. Zawsze byłam osobą pełną życia, otwartą, towarzyską, nawet jak coś mi się nie udawało to nie przejmowałam się tym tylko brnęłam do przodu i zawsze było dobrze. Gdy zaczęłam studia wszystko było ok. Przyzwyczaiłam się do nowego miasta, mieszkania, ludzi i uczelni. Czułam się tam dobrze... niestety tak mi się tylko wydawało. Teraz jak mam opuścić rodzinny dom i jechać do miasta w którym studiuję... dla mnie to jest męka, jakbym dostała wyrok i musiała w nowym mieszkaniu spędzić karę. Gdy wsiadam do autobusu i zegnam się z rodzicami to mam ochotę krzyczeć aby mi pozwolili zostać w domu. Jak już jestem 100 km od domu to jedynie czego chcę to tam wrócić i tam pozostać przykryć się kołdrą i siedzieć tak całe dnie. Jestem również po pierwszej sesji, którą strasznie przeżyłam. Prawie codziennie płakałam, odczuwałam stres nie miałam motywacji do nauki i ciągle pojawiały się myśli, że nie dam rady i wywalą mnie ze studiów. Udało mi się jednak wszystko pozaliczać za pierwszym razem i na kilka dni odzyskałam spokój... do czasu. Wczoraj poznałam plan zajęć na semestr letni i od razu jak poznałam ilość przedmiotów jakie mnie czekają... załamałam się. Mam tydzień wolnego i zamiast się tym cieszyć to ja się zamartwiam, że nie zaliczę drugiego semestru, a nawet go nie zaczęłam. Chcę się uczyć, ale jak zawsze widzę ogrom materiału to dopada mnie zniechęcenie, bo wiem, że się tego nie nauczę i nie zaliczę i zakończę studia. Gdy myślę o studiach i o opuszczeniu domu to łzy same cisną mi się do oczu, nawet to pisząc płacze. W domu szukam wsparcia u mamy, która mnie wspiera i mówi, że studia są piękne, że będzie dobrze i nawet jak czegoś nie zaliczę to nic się nie stanie, że poprawka jest dla ludzi. Jak jej nie ma w pobliżu to dzwonie i płaczę jej przez telefon. Szukam też wsparcia u przyjaciółki z uczelni. W jej towarzystwie czuję się dobrze i mam wrażenie, że mogę osiągnąć wszystko. Ona zawsze jak ma naukę to, mimo że jej się nie chce to stara się uczyć i nawet jak jest źle to ona zawsze ma dobry humor. Jej towarzystwo pomaga mi, ale ona mieszka w akademiku i dzieli nas pewna odległość. Wtedy czuję się źle, niedowartościowana, głupia i nikomu niepotrzebna. Chcę studiować by coś osiągnąć, ale jest mi tak bardzo ciężko. Kiedyś idąc na uczelnie obserwowałam jadące samochody i dopadła mnie myśl aby rzucić się pod jeden z nich i wreszcie mieć spokój, zero problemów. Aż się przeraziłam tą myślą. Bardzo proszę o pomoc. Nie wiem gdzie szukać pomocy i jak długo tak zdołam pociągnąć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie mam żadnych uczuć?

Witam, mam pewnie problem. Jakieś 3 miesiące temu zauważyłam, że nie mam uczuć. Może to dziwnie brzmi, ale wszystko jest mi obojętne. Niedawno zmarła moja babcią, którą jak mi się wydawało - bardzo kochałam. Niestety nie przejęłam się tym w...

Witam, mam pewnie problem. Jakieś 3 miesiące temu zauważyłam, że nie mam uczuć. Może to dziwnie brzmi, ale wszystko jest mi obojętne. Niedawno zmarła moja babcią, którą jak mi się wydawało - bardzo kochałam. Niestety nie przejęłam się tym w cale. Wszyscy płakali, a ja nawet nie mogłam zmusić się do płaczu. Było to dla mnie zupełnie obojętne. Czasami gdy idę ulicą wydaje mi się, że nie czuję nic, zupełnie nic. Nie czuję szczęścia, smutku, ani miłości, jedynie obojętność. Mam chłopaka,który jest naprawdę wspaniałym człowiekiem, rodziców, znajomych, a jednak tego nie czuję, nie czuję ich bliskości. Nie wiem co się ze mną dzieje. Nigdy tak nie miałam zawsze szybko się wzruszałam, często się zakochiwałam, przejmowałam się losem bezdomnych zwierząt, a teraz? Teraz jest mi to wszystko obojętne. Proszę o pomoc. Co powinnam zrobić, aby było znów tak jak kiedyś?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mówienie przez sen - jakie są przyczyny i jak to leczyć?

Witam. Mam 14 lat i wczoraj dowiedziałam się od siostry, z którą dzielę pokój, że od niedawna mówię przez sen. I pojawia się pytanie: dlaczego i jak to wyleczyć? Proszę o jak najszybszą odpowiedź, ponieważ mam wiele sekretów, których ujawnienia...

Witam. Mam 14 lat i wczoraj dowiedziałam się od siostry, z którą dzielę pokój, że od niedawna mówię przez sen. I pojawia się pytanie: dlaczego i jak to wyleczyć? Proszę o jak najszybszą odpowiedź, ponieważ mam wiele sekretów, których ujawnienia wolałabym uniknąć... Przeczytałam też, że może być to spowodowane stresem. Czy to prawda?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak wrócić na właściwe tory w życiu?

Dzień dobry, moje problemy trwają już kilka lat i z czasem nabrały wyraźniejszych kształtów, by potem znów się zabliźnić. W wieku 13 lat zostałam wykorzystana seksualnie przez dwóch dorosłych chłopaków, gdy byłam na kolonii. Nie zgwałcili mnie, ale wywarło to...

Dzień dobry, moje problemy trwają już kilka lat i z czasem nabrały wyraźniejszych kształtów, by potem znów się zabliźnić. W wieku 13 lat zostałam wykorzystana seksualnie przez dwóch dorosłych chłopaków, gdy byłam na kolonii. Nie zgwałcili mnie, ale wywarło to na mnie taki szok, że do dnia dzisiejszego nie umówiłam się z żadnym chłopakiem. Dziś mam 20 lat. W wieku 15 lat zachorowałam na anoreksję, byłam kilka razy hospitalizowana, aktualnie zmagam się z bulimią. Moje życie jest jak życie linoskoczka, ciągle na równi pochyłej, jest lepiej, by za chwilę znów cofnąć się o parę kroków wstecz. Z ojcem mieszkałam pod jednym dachem od 5 roku życia, nigdy z nim nie rozmawiałam, myślałam, że umrę, jak miałam z nim zostać sama, a musiałam, gdy mama zachorowała na raka i poszła do szpitala, wówczas miałam 11 lat i przejęłam jej obowiązki domowe. Nigdy w moim domu nie mówiło się o uczuciach, ojciec na mnie krzyczał, nie rozmawiał, nie tulił, a przecież byłam dzieckiem, potrzebowałam tego. Gdy zachorowałam na anoreksję, ojciec zaczął się zmieniać. Pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha jak leżałam z sondą w nosie w szpitalu, miałam 18 lat. Było już za późno. Nie umiem z nim rozmawiać, nie widuję go. Gdy ojciec złagodniał mama zwariowała, dosłownie miałam takie wrażenie. Wrzeszczała o wszystko, o kubek, o brak papieru, o zły widelec na stole, krzyczała i nie mogła przestać. Tłamsiła mojego ojca, była jak huragan, niszczyła wszystko. Nie pozwoliła też nam - mi i tacie, spróbować się do siebie zbliżyć, a może to ja nie chciałam ? On próbował, ja nie potrafiłam. We wrześniu zdradził moją mamę i wyprowadził się z domu, będzie miał nowe dziecko. Moja mama spotyka się teraz z innym mężczyzną, lubię go, ale kompletnie nie ma dla mnie czasu. Wiem, jestem dorosłą osobą, ale czasem wydaję mi się, że nie umiem normalnie funkcjonować w otoczeniu. W zeszłym roku byłam najlepszą studentką, miałam stypendium naukowe, a w tym.. nie uczę się i zdaję tylko egzaminy, dzięki temu, co zapamiętałam z wykładów. Wewnętrznie pragnę mieć chłopaka, ale nie umiem... nie potrafię z nimi rozmawiać, a tym bardziej nie chcę dopuścić by któryś z nich mnie dotknął. Moja rodzina zaczyna się zastanawiać, co się stało, mówi, że jestem ładna i inteligentna, więc dlaczego nie chcę mieć chłopaka. Nie chcę im tego tłumaczyć, ale sobie też nie umiem. miałam tyle okazji poznać kogoś wartościowego i fajnego, ale nie potrafiłam, co więcej, nie umiałam nawet przyjąć zaproszenia na kawie. Izoluje się od ludzi, wymiotuje, gdy nie mogę sobie z czymś poradzić, płaczę i nie widzę sensu. Gdy dobrze się uczyłam, widziałam jakąś wartość w sobie, obecnie nie daje sobie w życiu z niczym rady, nie wkładam w to żadnej pracy, nie chcę przeżyć życia na 20 %, minęło 20 lat, odkąd jestem na świecie, a przez tyle lat, nic nie ułożyło się, tam jakbym chciała. W momencie zdrady ojca, wspierałam mamę jak umiałam, teraz ona mnie nie potrzebuje, a ja.. ? a mi brakuje miłości rodziców, mimo, że mam 20 lat, nie zaznałam jej jak byłam mała, a teraz nie umiem stworzyć normalnych interakcji z ludźmi. Nie radzę sobie.. i nie wiem, jak zmotywować się, by moje życie wróciło na właściwie tory.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Problem znajomej

Dzień dobry. Mam pytanie dotyczące problemu mojej znajomej, może Pani rozjaśni jakoś tę sprawę. Koleżanka przyznała si,ę że często miewa jakby ,,ataki" złości na jakąś osobę (tu nie chodzi o konkretny przypadek). Przyznała się że dana osoba nic nie zrobiła,...

Dzień dobry. Mam pytanie dotyczące problemu mojej znajomej, może Pani rozjaśni jakoś tę sprawę. Koleżanka przyznała si,ę że często miewa jakby ,,ataki" złości na jakąś osobę (tu nie chodzi o konkretny przypadek). Przyznała się że dana osoba nic nie zrobiła, a ona jest zła. Następnie z tego powodu jest zła na samą siebie i cały cykl kończy się płaczem. Co to może być? Dane koleżanki: wiek 19 lat, 4 rodzeństwa, 60m mieszkanie w bloku, ojciec pułkownik WP (mówiła, że strasznie dominuje w domu) lubi jeździć na wieś do dziadków, ma tam jakąś siostrę i nawzajem sobie ,,pomagają" w trudnych sprawach. Wygląd zewnętrzny: ładna dziewczyna z idealną figurą, bardzo naturalna i ciepła jeśli to pomoże to jej chłopak studiuje bezpieczeństwo zewnętrzne. Pozdrawiam    

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego jestem zirytowany bez powodu?

Zdarza mi się dosyć często, co tydzień dwa tygodnie być wkurzonym, zirytowanym, wściekłym bez powodu. Bez żadnej najmniejszej przyczyny. Mam ochotę coś rozwalić, uderzać krzesełkiem od ściana, pobić kogoś, wydłubać oczy, zagryźć, roztrzaskać. Czuję się z tym bardzo niekomfortowo, nie...

Zdarza mi się dosyć często, co tydzień dwa tygodnie być wkurzonym, zirytowanym, wściekłym bez powodu. Bez żadnej najmniejszej przyczyny. Mam ochotę coś rozwalić, uderzać krzesełkiem od ściana, pobić kogoś, wydłubać oczy, zagryźć, roztrzaskać. Czuję się z tym bardzo niekomfortowo, nie mogę myśleć normalnie, jestem jakby otępiały. Piszę to w takim stanie. Czuję się jakbym miał jakąś blokadę na głowie, myśli przerywają mi się w połowie, są jakieś bezsensowne, głupie, debilne. Nie mogę nic zrobić, skupić. Mam ochotę zapić ten stan, kupić piwa i pić aż do utraty przytomności. Wiem, że powinienem położyć się spać, ale nie podoba mi się sen, czuję do niego niechęć.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czuje się wypalona: co mi dolega?

Witam. Mam 22 lata pracuje na stanowisku koordynatora. Uczę się i mieszkam bez mamy czyli samodzielnie utrzymuje dom wraz z chłopakiem, z którym jestem 4 lata. Nie wiem czy to istotne ale może się przydać w diagnozie, moja mama cierpi...

Witam. Mam 22 lata pracuje na stanowisku koordynatora. Uczę się i mieszkam bez mamy czyli samodzielnie utrzymuje dom wraz z chłopakiem, z którym jestem 4 lata. Nie wiem czy to istotne ale może się przydać w diagnozie, moja mama cierpi na schizofrenie, ojciec jest alkoholikiem i nie żyje z nami. Nami czyli moją mamą i czwórką młodszego rodzeństwa. Gdy skończyłam 9 lat choroba mamy się ujawniła jeździła po szpitalach, a ja z moim rodzeństwem zostawaliśmy z ojcem, który pil. Mama po dłuższym czasie terapii w końcu się z tatą rozwiodła, bo strasznie pił. Tyle że w trakcie zaprzestała leczenia, ja o tym nie wiedziałam, a nawet nie zwróciłam większej uwagi. W mojej klasie maturalnej okazało się, że ma nawrót choroby to było straszne przeżycie ponieważ doszło nawet do tego, że chcieli zabrać moje rodzeństwo do domu dziecka. Musiałam więc zdać maturę i wsadzić mamę do szpitala co nie było łatwe przy bardzo nasilonych objawach jej choroby. Krótko mówiąc to było piekło zajmowałam się swoim rodzeństwem przez 3 miesiące odwiedzając co tydzień mamę w szpitalu. Ogólnie piszę, bo liczę na to, że uzyskam wskazówki lub uspokoi mnie to wewnętrznie. Momentami nie wiem co się ze mną dzieje. Mama teraz jest pod stałą kontrolą lekarza bierze leki i ma się dobrze utrzymuje dom i wychowuje moje rodzeństwo ja natomiast wyprowadziłam się z chłopakiem do kupionego mieszkania. Mam bardzo duże problemy ze sobą polegają one na tym, że czuje się wypalona wiecznie na coś narzekam nie potrafię sobie odpowiedzieć nawet na co narzekam, co mi przeszkadza i w ogóle. Jestem agresywna wobec swojego chłopaka, on w kółko powtarza, że powinnam isć do lekarza, ale nie mam na to teraz czasu. Czasem wydaje mi się, że wszyscy mnie obgadują albo są źli na mnie. Czy to w szkole, czy w pracy mam wrażenie, że nie radze sobie ze sobą. Postanowiłam napisać dziś, bo szukam pomocy widzę, że naprawdę coś jest nie tak. Dzisiaj znów pokłóciłam się z moim chłopakiem, nie wiem o co mi chodzi, czasem mnie denerwuje tak naprawdę bez powodu, wyzywam go i traktuje źle sądząc w tym momencie, że mu się należy, ale za co to już nie potrafię powiedzieć. Czuje się naprawdę źle z wieloma sprawami. Proszę o jakiekolwiek naprowadzenie. Sylwia  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy można powiedzieć kobiecie o swoich problemach?

Mam koleżankę, z którą bym chciał być, znamy się już długo, ale ona wcześniej miała chłopaka, a teraz jest wolna - czy warto mówić jej o swoich problemach, np. że czuję się niepotrzebny gdy mi na niej zależy i jak ona może na to zareagować? Dodam, że jest psychologiem.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Rodzice się rozwodzą, a chłopak przestał się do mnie odzywać. Co robic, bo nie daje rady?

Mam dopiero 18 lat, a już nie mogę sobie dać rady w życiu, boje się każdego następnego dnia, jestem strasznie nieśmiała, spokojna, mam mało znajomych, skryta, nie lubię mówić o tym, co mnie gryzie. Zaczęło się od tego, że w...

Mam dopiero 18 lat, a już nie mogę sobie dać rady w życiu, boje się każdego następnego dnia, jestem strasznie nieśmiała, spokojna, mam mało znajomych, skryta, nie lubię mówić o tym, co mnie gryzie. Zaczęło się od tego, że w wieku 13 lat widziałam śmierć mojej babci, chorowała na raka, nie mogłam się pozbierać, po tym rok później moja mama pokłóciła się z dziadkiem i się z nim nie widywaliśmy i rok temu zmarł ;( i do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że się z nim nie pogodziłam, nie spotkałam się z nim przed jego śmiercią ;(. Jak miałam 15 lat dowiedziałam się, że choruję na niedoczynność tarczycy - to był dla mnie koszmar, w szkole cały czas problemy, raz powtarzałam klasę, w domu też nie mam za wesoło, rodzice się ciągle kłócą, do tego ojciec pije i teraz jeszcze rozwód… Jak miałam 17 lat poznałam chłopaka, jestem z nim do dziś, strasznie go kocham, wiem, że mogę na niego liczyć, zawsze mi pomoże itp., ale często się kłócimy. Ostatnio gdy ja coś zrobię on jest obrażony na wiele dni, nawet jak to będzie błahostka, a jak on coś zrobi to ja się nie umiem się na niego gniewać i mu wybaczam. Ostatnio on się zachowuje dziwnie, cały czas ma jakieś pretensje, nie chce pogadać, a ja go teraz potrzebuję najbardziej, bo jak pisałam wcześniej - rodzice się rozwodzą, ale on tego nie może zrozumieć. Ja już sama sobie z tym rady nie daję, mam ochotę się zabić, boję się, że popadłam w depresję czy coś ;(. Ja nie wiem co mam robić, to wszystko jest za trudne…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Sypiam po 10 godzin dziennie i jestem zmęczona: czy to normalne?

Mam 16 lat. Moje objawy dotyczą niezdrowego, jak mi się wydaje, długiego snu. Sypiam około 10 godzin, po czym nie mam siły na nic, a kiedy ktoś siłą obudzi mnie po około 6 godzinach snu, lepiej się czuję, mam...

Mam 16 lat. Moje objawy dotyczą niezdrowego, jak mi się wydaje, długiego snu. Sypiam około 10 godzin, po czym nie mam siły na nic, a kiedy ktoś siłą obudzi mnie po około 6 godzinach snu, lepiej się czuję, mam energię, jednak nie potrafię wstać sama. Byłam z tym u lekarza pierwszego kontaktu, kazał mi zrobić badania na występowanie anemii, jednak choroba się nie potwierdziła. Nie wiem co mam zrobić, ponieważ wieczorem nie mogę zasnąć, mimo iż jestem wykończona, a rano trudno mnie obudzić. Mam tak od 2 lat i zaniedbuję przez to naukę. W dłuższe ferie staram się zarwać noc, po czym następnego dnia zasnąć wcześniej, jednak i tak usypiam. Później budzę się niewyspana. Proszę o szybką odpowiedź. Co mogę zrobić? Nie chcę żyć, nie mając siły przyrządzić sobie herbaty, bo nawet na to nie mam siły.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czy samobójstwo to tylko egoizm?

Zrobiłam dzisiaj test Becka i mój wynik to 44 pkt. Mam 15 lat, rok temu umarła najważniejsza osoba w moim życiu. Nagle zaczęła mnie wychowywać mama, w ogóle się nie dogadujemy. Nie widzę sensu. Nie użalam się nad sobą, wspieram...

Zrobiłam dzisiaj test Becka i mój wynik to 44 pkt. Mam 15 lat, rok temu umarła najważniejsza osoba w moim życiu. Nagle zaczęła mnie wychowywać mama, w ogóle się nie dogadujemy. Nie widzę sensu. Nie użalam się nad sobą, wspieram innych, nie rozmawiam o moich problemach, staram się być silna, ale myślę, że moja rodzina i znajomi dadzą sobie radę beze mnie. Czy samobójstwo będzie zbyt egoistycznym posunięciem?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Płacz bez powodu

Witam, mam 17 lat. Jestem bardzo szczęśliwa ze swoim chłopakiem, z którym jestem od 4 miesięcy. Od pewnego czasu (2miesiące) mam napady płaczu, które występują około co 3 tygodnie. Płacz nie ma dokładnego powodu, powodem może być wszystko, głupia błahostka....

Witam, mam 17 lat. Jestem bardzo szczęśliwa ze swoim chłopakiem, z którym jestem od 4 miesięcy. Od pewnego czasu (2miesiące) mam napady płaczu, które występują około co 3 tygodnie. Płacz nie ma dokładnego powodu, powodem może być wszystko, głupia błahostka. Jestem rozdrażniona, bardzo trudno jest mi się uspokoić gdy płaczę.. wpadam w totalną rozpacz z której nie umiem wyjść. Na co dzień jestem otwartą, uśmiechniętą dziewczyną. Jestem pewna siebie i wiem,że jestem atrakcyjna lecz gdy jestem w tym "szale płaczu" czuję się beznadziejna, nikomu niepotrzebna. Jest to dla mnie dokuczliwy problem, bo wiem że mój chłopak bardzo chce żebym była najszczęśliwszą dziewczyną na tej planecie, nie chciałabym psuć mu dnia moim płaczem. Czym może być to spowodowane? Nigdy wcześniej nie miałam takich napadów płaczu. Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam, Djana    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy strach przed ludźmi, szkołą i napady agresji są spowodowane nerwicą?

Witam, mam na imię Wiktoria, mam 13 lat, uczęszczam do gimnazjum i mam pewien problem już od 6 klasy. Otóż chodzi o to, że panicznie boję się szkoły, rano przed wyjściem mam skurcze żołądka i chce mi się płakać. W...

Witam, mam na imię Wiktoria, mam 13 lat, uczęszczam do gimnazjum i mam pewien problem już od 6 klasy. Otóż chodzi o to, że panicznie boję się szkoły, rano przed wyjściem mam skurcze żołądka i chce mi się płakać. W szóstej klasie wagarowałam - trwało to przez miesiąc, jednak teraz strach przed szkołą jest większy niż rok temu. Nie przepadam za moją klasą i nauczycieli też nie darzę sympatią, boję się ich i przez to w tym roku również narobiłam sobie problemów z wagarami - byłam u pedagoga, wytłumaczył mi, że muszę chodzić do szkoły i na tym zostało, nie mówiłam mu o swoich problemach, o lęku. Jednak strach przed szkołą nie jest jedynym moim problemem, to jeden z trzech, z którymi nie mogę się uporać. Jest jeszcze strach przed ludźmi - otóż jedynym miejscem do którego wychodzę z domu jest szkoła. Nie chodzę nawet do sklepu, z psem przed blok a nawet nie wyjrzę przez okno, bo wszędzie są ludzie, gdy obok nich przechodzę zaciskam szczękę i patrzę się w dół by na nich nie spojrzeć, a przecież nic obcy przechodzeń mi nie zrobił, nie wiem skąd ten lęk, ale tak po prostu mam. Agresja - to mój trzeci problem, otóż od kiedy zaczął się ten rok szkolny stałam się agresywna, w wakacje byłam spokojna i zrównoważona, a teraz? Krzyczę na wszystkich o byle co, o to, że mama przestawi mój kubek w inne miejsce, że pies szczeknie czy babcia zapyta po raz drugi czy chcę jeść – krzyczę, a czasem nawet dochodzi do szarpaniny którą ja wszczynam i to między mamą i babcią. Często rzucam różnymi przedmiotami albo ciągnę się za włosy na głowie gdy jestem zdenerwowana. To jest nerwica czy może jednak coś innego?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Obsesyjna matka, niskie poczucie własnej wartości, nieudane życie - w jaki sposób mam podnieść swoją samoocenę?

Witam, mam 30 lat, za sobą 3 nieudane związki, przed sobą wyprowadzkę "na swoje" (remont zaczyna się za kilka dni) i kompletny brak napędu życiowego. Największy z moich obecnych problemów to zanik motywacji i siły, by robić cokolwiek. I zupełna...

Witam, mam 30 lat, za sobą 3 nieudane związki, przed sobą wyprowadzkę "na swoje" (remont zaczyna się za kilka dni) i kompletny brak napędu życiowego. Największy z moich obecnych problemów to zanik motywacji i siły, by robić cokolwiek. I zupełna niewiara w siebie (ją mam akurat od zawsze, ciągle walczę i ciągle ona się odzywa w różnych sferach). Nie wiem, czy to jest rodzaj depresji? Czy może stan depresyjny/obniżony nastrój, wynikający z lęku i 'zwykłego' okresu żałoby? Ale od początku.   Jakiś czas temu postanowiłam zmienić swoje życie i porzuciłam stałą, etatową pracę, by założyć własną działalność gospodarczą (usługową, polegającą na projektowaniu). Przewidziałam, że posiedzę trochę w domu z rodzicami/na kursach i pouczę się, żeby się lepiej do tego przygotować (działalność ta nie jest związana z moim wykształceniem). Zgodzili się. Uczyłam się sporo, skończyłam 2 kursy, przerobiłam wiele książek i czuję, że ten proces 'poznawczy' jest już na ukończeniu, że już niedługo mogłabym zarejestrować firmę i zacząć działać. No właśnie, mogłabym... Coś mnie jednak paraliżuje: jakiś olbrzymi lęk, że nie dam sobie rady, że się ośmieszę, że stracę pieniądze (ZUSy itp. trzeba opłacać), że jeszcze nie jestem dostatecznie przygotowana i nie będę w stanie sprostać wymaganiom klientów (rok temu musiałam zrezygnować z jednego zlecenia, bo stopień trudności zadania przerósł moje możliwości; wtedy porwałam się z motyką na słońce). Sytuację komplikuje fakt, że jestem w ciągłym "dołku" - latem zakończył się mój związek z mężczyzną, na którym bardzo mi zależało i bardzo przeżyłam to rozstanie, nie chciałam, żeby tak się stało - ale to był związek bardzo trudny, on jest DDA, po rozwodzie, z dwójką dzieci, mieszka w innym mieście, a była żona komplikuje mu życie jak tylko potrafi - podejrzewam, że chciał chronić mnie przed tym wszystkim - i siebie przed konfliktem z moją rodziną, która go nie akceptowała, non-stop oczerniała go w moich oczach i naciskała na mnie, żebym z nim zerwała (zwłaszcza matka). Nie chciałam tego rozstania i do dzisiaj nie umiem sobie z tym poradzić - nadal go kocham i tęsknię za nim, mimo, że "racjonalnie" wiele przemawiało na niekorzyść tego związku, a ja przejawiam wiele cech kobiety "kochającej za bardzo", uzależniającej się od ludzi. Dodam, że w związkach wykazuję wiele cech DDA / osoby współuzależnionej, choć w moim domu nie było takich rzeczy jak alkoholizm, awantury czy zdrady. Jedyne, co było, to mój nieuleczalnie chory brat (już nieżyjący) i - jak tak pomyślę - trochę przemocy na linii ojciec - matka (ale nie mam pewności, czy to przekraczało "statystykę", czy nie). Ja na pewno byłam ofiarą przemocy psychicznej - nadopiekuńczości i nadmiernych wymagań.   No właśnie. Sytuację jeszcze bardziej komplikuje "gorący oddech na plecach" ze strony moich rodziców. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem już dzieckiem, że i tak byli uprzejmi utrzymując mnie po odejściu z pracy i pozwalając mi na ich koszt się uczyć. Jednak... to jest chwilami nie do wytrzymania. Czuję się traktowana nie jak 30-latka, tylko jak 18-latka. Moja mama jest osobą bardzo dynamiczną i ekspansywną, lubi narzucać swoją wolę. Do tego od zawsze obsesyjnie mnie kontroluje. I tak sukcesem jest to, że już nie grzebie mi w prywatnych zapiskach, nie sprawdza torebki, nie śledzi (robiła to dawniej, kiedy przechodziłam tzw. młodzieńczy bunt). Najgorsza jest jej panika i strach: ona zawsze "tak się o mnie martwi", tak wszystko wyolbrzymia. Chwilami czuję się, jakby mnie uważała za życiowego inwalidę: ona wie, jak powinnam żyć, a ja powinnam się jej słuchać zamiast "szaleć" - tego typu teksty prześladują mnie od wczesnego dzieciństwa. To jej marzenie o moim posłuszeństwie. Tak jakbym ja sama nie miała prawa ani umysłowych możliwości do podejmowania samodzielnych dobrych decyzji. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o związki. Mojego pierwszego chłopaka wprost nienawidziła (tu akurat miała rację, bo okazał się człowiekiem bez zasad i szacunku do mnie, dobrze, że już z nim nie jestem). Znienawidziła też drugiego - tego, na którym mi do dziś zależy, choć on ode mnie ucieka i nie chce żadnego bliskiego kontaktu, wykraczającego poza koleżeństwo. Być może w jego przypadku też ma rację, jednak nie w tym jest problem. Problem jest w tym, że mam wrażenie, że jak tylko polubię/pokocham coś/kogoś, do czego/do kogo ona nie ma przekonania albo jej się nie podoba, to od razu osądza mnie źle i w wielu słowach, w wielu rozbudowanych pogadankach na te tematy wdeptuje w błoto "znienawidzonego wroga" (przy czym bliższa jest raczej gardzeniu tym zjawiskiem/człowiekiem), do tego teksty "jak mogłaś?"/"jak możesz?" są normą. Zwalczała tak wiele moich zainteresowań, w tym np. muzyką rockową, kulturą Indii i Bollywoodem, reagowała tak gdy w młodości poszukiwałam innych poglądów politycznych/religijnych, itp. Tak jakbym nie miała prawa zrobić niczego, co jej nie odpowiada, ani być z nikim, kogo ona nie zaaprobuje. Ścisły nadzór, ostra ocena, mega-wymagania. W ostatnich miesiącach, gdy bardzo ciężko przeżywałam rozstanie z moim ukochanym, do czego zresztą swoją postawą też się trochę przyczyniła - wprawdzie podeszła do mnie bardziej po ludzku niż w dawnych latach: przytuliła, pocieszyła, wspomogła dobrym słowem. Widzę, że się starała, i że nasza relacja zaczęła się poprawiać. Jednak gdy tylko trochę zaczęłam się otrząsać i stawać na nogi, piekło wróciło. To piekło, które ma na imię "strach o mnie". Od początku zimy jestem znów zasypywana tekstami i agresywnymi wykładami typu: "powinnaś iść gdzieś, do ludzi, poznać chłopaka i założyć rodzinę, póki jeszcze nie jest za późno"; "musisz iść do pracy, bo jak nie będziesz pracowała długi czas, to nikt cię nie przyjmie". Czuję się jak biegacz z przetrąconym kolanem - albo raczej z połamaną nogą, który jest zmuszany do dalszego biegnięcia, smagany batem po tyłku, "bo nie zdąży". Nieważne, jak się czuję, co przeżywam, mam wypełniać życiowe obowiązki, zawarte w planie, który dla mnie napisali, a czas jest ograniczony. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ja - sama z siebie - autentycznie chcę mieć męża i dzieci. Chcę pracować, cieszyć się z tego co robię. Tylko... "siadło" we mnie wszystko. Od zeszłego lata nie widzę sensu życia. Wegetuję tak sobie bez celu. Spotykam się wprawdzie z ludźmi, z moimi przyjaciółmi i znajomymi, czasem podróżuję, oddaję się swojej pasji. Ale nic więcej nie jestem w stanie zrobić. Jestem jakaś odrętwiała, pusta w środku, czasem tylko wspominam byłego i mi wtedy trochę dobrze, a bardzo smutno. Niewiele mnie cieszy. Niewiele mnie obchodzi. Na myśl o randce z kimś innym niż mój utracony facet robi mi się niedobrze (zwłaszcza, że mam na koncie zakończony już związek "na pocieszenie" i wiem, że to nie jest dobre wyjście, że to nie jest coś czego bym chciała). Na myśl o szukaniu pracy na etat mam zimne dreszcze. Czuję się taka bezradna, nic nie warta, nic nie umiejąca - mimo że mam wyższe wykształcenie, jakiś staż w pracy też, pokończone kilka kursów, wachlarz kwalifikacji. Ale paraliżuje mnie świadomość, że mam się starać, "bić" o posadę, pokazywać swoje dobre strony ("zapominam" o nich w rozmowie kwalifikacyjnej, albo się czuję bardzo nieautentyczna - jakbym coś recytowała w jakimś przedstawieniu), a później - że mam iść między jakichś ludzi, wstawać o tej samej godzinie, codziennie być w ich otoczeniu i narażać się na to, że mnie będą komentować, może wyśmiewać, na ich ocenę i złośliwości. (Doświadczeń szkolnych nie mam za dobrych, w podstawówce byłam typowym "kozłem ofiarnym", wrażliwym dzieciakiem którego inni szykanowali - może to stąd).  Może to wszystko śmieszne, co piszę, ale naprawdę mam taki problem i czuję, że cokolwiek bym nie robiła, jakkolwiek bym nie starała się z tym walczyć - ciągle się boję i ciągle w siebie nie wierzę. Odniosłam wprawdzie sukces jeżeli chodzi o zdobywanie przyjaciół, nawiązywanie znajomości z ludźmi na stopie towarzyskiej, z poznawaniem mężczyzn też nie mam problemów (poza tym, że teraz nie chcę randkować i dobija mnie świadomość, że muszę się z tym pospieszyć jeżeli chcę mieć dzieci, a chcę je mieć - a przez moje obecne nastawienie nie jestem w stanie z nikim być...) - jednak w sferze pracy nadal pozostaje paraliżujący strach, poczucie bycia nikim i blokada przed działaniem. Ponieważ się niedługo wyprowadzam do własnego mieszkania, wiem, że powinnam być niezależna finansowo - ale założenia działalności się jeszcze boję (co zrobić z tym strachem?) a i praca na etacie, co dzień wśród ludzi mnie ciężko przeraża. Jak sobie z tym strachem poradzić? A jak poradzić sobie z rozstaniem? Ciągle się łudzę, że on zrozumie i wróci do mnie. Usycham bez niego i wiem, że dla mnie samej to jest złe. Bo ta nadzieja może być płonna. Do tego wcale nie wiadomo, czy udałoby się nam posklejać wszystko. Czy można jakoś skrócić, przyspieszyć okres żałoby (w lipcu będzie rok po zerwaniu)? I jak go konstruktywnie zakończyć, bez zawierania nieudanego związku "na pocieszenie" albo władowania się w kolejną uzależniającą miłość?   I jeszcze jedno pytanie. Wiem, że mojej mamy nie zmienię i że bez sensu są bunty, ucieczki i inne niedojrzałe metody. Jak zmienić samą siebie, żeby uodpornić się na jej "pogadanki", na jej strach i obsesję na moim punkcie? Jak nie pozwolić rodzinie na nieustanne kontrolowanie i nadzorowanie mnie? I wreszcie - nawet, jeżeli ona nie uznaje moich granic i usiłuje żyć moim życiem, dokonywać uzurpacji - decydować za mnie w sferach, do których nie ma prawa (faceci, związki) - jak jej na to nie pozwolić i obronić siebie, nie mając przy tym poczucia winy, porażki, bycia "złą", albo bycia głupim dzieciakiem-buntownikiem? Jak zyskać samodzielność, gdy wszyscy wokół (jestem w tej chwili najmłodsza w całej rodzinie) z jednej strony traktują mnie jak kogoś nieporadnego, niesamodzielnego, nie mogącego sobie na swój sposób radzić z życiem i ciągle, nawet na siłę, pchają się z radami - a z drugiej strony wymagają ode mnie ciągle tak wiele i tak szybko, i próbują rozliczać z wykonania tego? I wreszcie: czy to, co przeżywam, to jakaś forma depresji, czy tylko "zwykły" stan depresyjny, rodzaj chwilowego kryzysu w życiu, a może przekroczenie masy krytycznej przez narosłe w ciągu lat problemy i nie najzdrowsze relacje z otoczeniem?   Bardzo proszę o wyrozumiałość, jeżeli napisałam coś niejasno i o odpowiedź - poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty