Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Dlaczego po przebudzeniu nie mogę się ruszać?

Mam pytanie, kiedy ucinam sobie drzemkę w dzień, dobrze śpię. Problem pojawia się, gdy już chcę się obudzić, świadomością jestem wśród żywych, ale nie mogę niczym poruszyć, po prostu wstać, to jest okropne, jak gdybym nie żyła. Proszę o poradę!
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pokonać stres i strach przed szkołą?

Witam, chciałbym się dowiedzieć jak przeżyć pierwsze dni po feriach w szkole. Mam 18 lat, chodzę do LO - zawsze w ostatni tydzień ferii, wakacji zaczynam się bać powrotu do szkoły, po tygodniu, lub 2 zaczyna to mijać i jest...

Witam, chciałbym się dowiedzieć jak przeżyć pierwsze dni po feriach w szkole. Mam 18 lat, chodzę do LO - zawsze w ostatni tydzień ferii, wakacji zaczynam się bać powrotu do szkoły, po tygodniu, lub 2 zaczyna to mijać i jest mi obojętnie. Proszę o jakąś poradę jak przeżyć w spokoju ten pierwszy tydzień i dzisiejszy dzień (nie mogę jeść, kreci mi się w głowie i ogólnie źle się czuję).

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego duszę się, gdy się stresuję?

W momencie gdy pomyślę o czymś dla mnie stresującym lub znajdę się w takiej sytuacji, natychmiastowo duszę się i kaszlę. Czasem nie mogąc tego opanować. Jest to bardzo męczące. Czy da się to jakoś zmienić?
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jestem sam i czuję się niepotrzebny - czy mam depresję?

Witam, blisko od 5 lat po śmierci mamy czuje się w domu niepotrzebny, zbędny, cały czas jestem sam. Każdy siebie pilnuje. Po prostu jak była, to było ciepło rodzinne w domu, od śmierci zżyłem się z siostrami ciotecznymi - młodszą... Witam, blisko od 5 lat po śmierci mamy czuje się w domu niepotrzebny, zbędny, cały czas jestem sam. Każdy siebie pilnuje. Po prostu jak była, to było ciepło rodzinne w domu, od śmierci zżyłem się z siostrami ciotecznymi - młodszą i starszą. Blisko od roku jestem ze starszą pokłócony. Poszło dokładnie o mego byłego kolegę - jej chłopaka. Po prostu powiedziałem starszej prawdę, że jak z nimi chodziłem, czułem się niepotrzebny, odepchnięty, po prostu było mi smutno, że jestem sam, to się ona z tego powodu obraziła. Ich mama też jest na mnie zła ze względu na wyjazdy, gdzie młodszą zabierałem (ma 18 lat), po prostu mnie osądza, że jestem nieodpowiedzialny, a ja cały czas się nią opiekowałem. Nie chce tego słuchać, więc też nie mam wstępu do ich domu, jedynie utrzymuję kontakt z młodszą. Ostatnio doskwiera mi to, że jestem sam, taka samotność, brak bliskiej osoby, fakt, niedługo będę miał 22 lata i nigdy w związku nie byłem, cały czas byłem odpychany przez inne dziewczyny, po prostu brakuje mi tego, żeby się do kogoś przytulić, bo nie mam do kogo. Tak samo wiem, że nawet jak coś by mi się stało, nikt by się mną nie przejął. Po prostu chciałbym być kochany, taki jaki jestem, kimś się zaopiekować, a wciąż jestem sam. Mam pasję - organizowanie wycieczek, ognisk - ale ja tam z płci przeciwnej nikogo nie poznaję, jedynie wciągnąłem młodszą siostrę. Próbowałem szukać koleżanek przez Internet, z marnym skutkiem. Chyba jestem skazany na samotność i odrzucenie. Po prostu brak mi bliskości i ciepła, za które wiele bym dał. Czy jest to normalne? Może mam depresję? Czy powinienem pójść z tym do psychiatry/psychologa?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak można pomóc opisanej dziewczynie, która była ofiarą w klasie?

Z jakieś 5,5 roku temu temu gimnazjum ukończyła pewna dziewczyna, którą znam. Do klasy chodziła z 2 dziewczynami ze szkoły podstawowej. Razem chodziła z nimi na lekcje, spotykała się po lekcjach - tak też było na początku gimnazjum, jednak po...

Z jakieś 5,5 roku temu temu gimnazjum ukończyła pewna dziewczyna, którą znam. Do klasy chodziła z 2 dziewczynami ze szkoły podstawowej. Razem chodziła z nimi na lekcje, spotykała się po lekcjach - tak też było na początku gimnazjum, jednak po pewnym czasie wszystko się zmieniło. A zaczęło się od tego iż 1 chłopak z klasy przyszedł na podwórko, na którym one były i zaczął się wyśmiewać z tamtej dziewczyny tak jakby chciał zaimponować swoim zachowaniem. Potem dokuczał jej w klasie, a do niego dołączyli inni chłopcy, z którymi kolegował. Nikt nie chciał przypadkiem oberwać i dlatego klasa zaczęła się od niej izolować. Ta osoba, która była ofiarą pochodziła z dużej rodziny dlatego nie miała wszystkiego co jej rówieśnicy, m.in. telefonu komórkowego czyli jej inność musiała być powodem stawania się ofiarą. Na całą klasę była 1 dziewczyna, od której czasem pożyczyła jakiś zeszyt (ta, którą znała wcześniej). Opisywana adolescentka nikomu nie mówiła o tym co się działo, zamykała się w sobie i czasami w nocy płakała do poduszki. Chłopcy podwadzali jej nogę, kopali, pluli, popychali, szarpali, kopali plecakiem (raz w nim było coś do picia i podczas tego kopania się wylało, zdarzenie zauważyła jedna z nauczycielek, otworzyła okno, dała na nie książki, które były zamoczone, a tamtym osobom powiedziała, że mają je odkupić jednak nie odkupili, potem ta dziewczyna nie wiedziała co się stało z 1 z książek, która się suszyła, no a przez to, że jej nie miała np. nie miała jak odrobić zadania co skutkowało pogorszeniem się ocen z 1 przedmiotu) była wyśmiewana, wykluczana i izolowana z grupy, na w-f zostawała ostatnia co do osób wybieranych do drużyn, najczęściej grała jako rezerwowa. W sumie na początku to lekceważyła to co się działo myślała, że jak nie będzie na to zwracać uwagi to w końcu jej sytuacja się zmieni. Kiedy chciała się uczyć, wyciągała książki jednak była zdekoncentrowana i nie mogła się skupić na nauce, miewała zmiany nastrojów. Kiedy zaczynała czytać zaczynała myśleć o tym co się dzieje, chciało jej się płakać dlatego zaraz zamykała książki. Oceny miała nie najgorsze, ale też nie najlepsze. Gdy pedagog pytała się jej o to co się działo to nic nie mówiła w obawie, że będzie to wykorzystane przeciwko niej w ten sposób, że będzie się o tym mówić, a ona już miała tego dość i nie chciała dlatego by mówiono. Wystarczał jej fakt, że mówiono już o niej kiedyś na wywiadówce. W sumie chodziła ona tam do 2 klas. W czasie gimnazjum miała 3 wychowawców. O przeniesieniu do innej klasy zaczęła mówić jej nauczycielka od polskiego pod koniec pierwszej klasy. Chciała, żeby trafiła ona do jej klasy, mówiła, że na pewno się tam będzie dobrze czuć, że są tam fajne dziewczyny. Po 1,5 roku została przeniesiona do innej klasy, w której miała czuć się lepiej. Lepiej to czuła się na początku. Wtedy wszystkim się przyglądała, zaczęła zwracać uwagę na chłopaków. Jakiś czas od tego os. z tamtej starej klasy przychodziły jej dokuczać, znali oni kilku chłopaków z tamtej nowej klasy, którzy sprawiali kłopoty wychowawcze. Po jakimś czasie w nowej klasie też jej dokuczano, a inni dalej się od niej izolowali, z nikim nie rozmawiała. Wychowawczyni napisała na kartce z ocenami, że jest ona cichą i skromną dziewczynką, wzbudza sympatię, że chciałaby aby nie stroniła od rówieśników, nie unikała ich. To tą dziewczynę troszkę zdenerwowało gdy mama przyniosła jej kartkę z wywiadówki gdyż tak naprawdę to ona nie izolowała się od innych tylko inni od niej. Gdy siadała koło dziewczyn to te zaraz szły siedzieć kawałek dalej. Raz dziewczyna o typie chłopczycy ( z całkiem innej klasy) kopnęła ją w środek pupy, że opisywana dziewczyna myślała że chyba nie wytrzyma z bólu. Gdy wbijali w nią cyrkiel nauczycielka od matmy ją przesadziła przez co miała ona gorszy widok. Pewnego razu pani pedagog poprosiła ją do siebie. W pokoju oprócz niej było 2 dzielnicowych o 2 płciach. Wtedy jak zwykle nie chciała nic powiedzieć, a pytana o to czy chce by sprawę skierowano do sądu to nic nie powiedziała. Można by się zastanawiać dlaczego nie chciała nic z tym zrobić. Odpowiedź jest taka, że chciała o tym zapomnieć, nie chciała też sprawiać problemów swojej mamie, nie chciała by słyszała o tym co się działo. W sumie wtedy pobyt w tej szkole dla niej dobiegał końca a wiedziała, że potem trafi do innej szkoły, gdzie inni nie będą znać jej przeszłości, bała się, że jak sprawa poszłaby do sądu to by pewno pisano o tym w gazetach a każdy domyślałby się o kogo chodzi i potem byłaby znana i że sytuacja mogłaby się czasem powtórzyć. Miewała ona czasem myśli samobójcze. Jednak było coś co ją powstrzymało, nie była ona na tyle silna by je zrealizować no i czuła, że jeszcze jest ktoś dla kogo warto żyć, ktoś w trzeciej klasy kim czuła wsparcie. Był to chłopak, który razem z nią uczęszczał do jednej klasy. W sumie to od początku wydawał się jej fajny, dobrze się uczył, widać było, że był optymistą ponieważ ciągle się uśmiechał, był pewny siebie. I właśnie ta jego postawa była dla niej wsparciem, taką odskocznią od rzeczywistości - gdyż ona patrząc na niego (niby na godzinę na zegarze) odrywała się od tego co się działo. Jednak gdy go nie było w szkole miała nadzieję, że może się jeszcze pojawi gdyż dzień w szkole bez niego był dla niej dniem straconym. Kiedy dowiedziała się, że urodził się w ten sam dzień pomyślała sobie: „jak fajnie, ma wtedy urodziny co ja”. Był taki dzień, że do klasy miał przybyć nowy chłopak wtedy to wychowawczyni zawiadomiła ich o tym i powiedziała, żeby go dobrze przyjąć wtedy ona zrozumiała, że tak też było w jej przypadku, że pogodne przyjecie jej do klasy na początku nie było z własnej woli dziewczyn, tylko wynikało z wcześniejszego monologu wychowawczyni do klasy. Choć minęło już sporo czasu od tego to czasem ona myśli o tym chłopaku, płacze czasami i myśli, że ciekawe jakby ona jakby była taka jak inni, była bardziej pewna siebie, chociaż pewnie wtedy gdyby nic się nie działo by nie spotkała tego chłopaka, który nadawał jej życiu sens. W szkole średniej za bardzo jej się nie układało z z chłopakami, przez jakiś czas szukała osoby, która by była podobna do tamtego, potem chciała jego przeciwieństwa, najdłuższa znajomość trwała około 3 m-cy dla niej tamten rzucił inną, jednak ona już nie mogła tak psuć życia tamtej dziewczynie, tamten zaprowadził ją do innego, który z nią jest, jednak ona nadal co jakiś czas nie może spać myśląc o tym mężczyźnie, który w najważniejszym dla niej momencie był dla niej podporą, zawsze wiedziała że i tak u niego nie miałaby szans gdyż miał duże powodzenie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przestać czuć się nic nie wartą?

Jestem mężatką od przeszło 2 lat, mam synka. Zaszłam w ciąże w czasie klasy maturalnej. Maturę zdałam, studiuję. W moim związku jest więcej kłótni niż szczęścia. Mieszkam z mężem od 0,5 roku u teściów (wcześniej mieszkaliśmy sami). Mam wspaniałą teściową....

Jestem mężatką od przeszło 2 lat, mam synka. Zaszłam w ciąże w czasie klasy maturalnej. Maturę zdałam, studiuję. W moim związku jest więcej kłótni niż szczęścia. Mieszkam z mężem od 0,5 roku u teściów (wcześniej mieszkaliśmy sami). Mam wspaniałą teściową. Mąż ma 3 siostry. Gdy one są w domu czuję się nic nie warta. Czuję, jakby wszyscy uważali je za cudy natury, w tym szczególnie mąż. On twierdzi, że tak nie jest. To zjada mnie od środka, tyle złości nienawiści smutku… Leczyłam się u specjalistów, ale mąż rozkazał zakończyć terapie z powodów finansowych - tak twierdził, mi czasem wydaje się że bał się tego, że zaczynam się lubić i cenić. Teraz brak mi własnej wartości. Mąż nawet nabija się z moich "głupich" studiów (studia artystyczne) - nie mam motywacji do działania, do radości...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

W jaki sposób podnieść swoją samoocenę, żeby zacząć podobać się chłopakom?

Mam 22 lata, nikomu się nie podobam, moja siostra miała zawsze powodzenie. A mi zawsze w szkole mówiły, że jestem brzydka a moja siostra ładna. To chłopaki się za nią uganiali. Boję się iść na dyskotekę, bo tyle jest ładnych...

Mam 22 lata, nikomu się nie podobam, moja siostra miała zawsze powodzenie. A mi zawsze w szkole mówiły, że jestem brzydka a moja siostra ładna. To chłopaki się za nią uganiali. Boję się iść na dyskotekę, bo tyle jest ładnych dziewczyn, nie mam u chłopaków szans, nikt na mnie nie spojrzy na pewno. Nie wiem co robić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jestem nerwową matką

Witam! Z góry przepraszam za długi list. Mam ogromny problem sama ze sobą i nie potrafię sobie poradzić. Jestem już po 30-tce ale niestety nie mam czasu ani namiarów na psychoterapię (a może powinnam?) Internet to takie miejsce, gdzie można...

Witam! Z góry przepraszam za długi list. Mam ogromny problem sama ze sobą i nie potrafię sobie poradzić. Jestem już po 30-tce ale niestety nie mam czasu ani namiarów na psychoterapię (a może powinnam?) Internet to takie miejsce, gdzie można się wygadać bez świadków ...- i dobrze! Nie wiem od czego zacząć - czy od dzieciństwa czy od tego że mam spokojnego męża który ze mną wytrzymuje i dwoje dzieci 5 i 2 lata. Proszę BARDZO o poradę. Jestem z natury totalnym cholerykiem, potrafię niespodziewanie wybuchnąć, zawsze tak było, nawet w dzieciństwie pewne sytuacje wywoływały we mnie furię nawet jak miałam 8,9 czy 10 lat i później - i nigdy nie potrafiłam tego zmienić - a próbowałam wiele razy!!! Wytrzymałam kilka miesięcy a potem znów to samo - impuls - wściekłość - nienawiść do siebie że znów poległam. Czasem zastanawiam się dosłownie nad hipnozą!!!! Problem w tym, że teraz krzyczę na starszą córkę (5 lat), jak mnie zezłości to tak wrzeszczę, że się nie umiem opamiętać i na koniec czasem trzasnę drzwiami. Nienawidzę siebie potem. Dawniej córce dawałam czasem klapsy - wiem że to złe, i ja nie chcę tego robić (sama dostawałam w dzieciństwie lanie i dosłownie nienawidziłam potem swojej mamy!!!! ). Starsza córka ma do tego wszystkiego rogaty charakterek (od urodzenia się przejawiający), chodzi własnymi drogami, jest piekielnie inteligentna i straszna gaduła i trzeba do niej ogromnej cierpliwości - której ja nie mam!!! Młodsze dziecko jest inne, spokojne, bezkonfliktowe, nawet nie mam powodu się na nie denerwować. Dlatego od nowego roku - 2011 prowadzę dziennik i wpisuję na koniec dnia OK - że nie krzyknęłam na córkę, a klapsy to w ogóle odpadają, bo już ich nie daję, chodzi mi o to by na nią nie krzyczeć tylko tłumaczyć i normalnie do niej mówić. Niestety w tym roku wczoraj i dziś znów kanał i mam doła - nawrzeszczałam na nią, że nie uważa - a wina była w sumie moja, bo to dziecko i ja powinnam sprawdzić gdzie ona ma rękę (przytrzasnęłam jej rączkę drzwiami od auta, na szczęście bez urazu, tylko stłuczenie, byłyśmy w szpitalu) - ona się darła z bólu a ja na nią wrzeszczałam w samochodzie że jest gapa, bo samochodem wożę ją codziennie).Potem ją przeprosiłam ale teraz nienawidzę siebie!!! Nawrzeszczałam na nią, bo byłam wściekła na siebie, że ja nie popatrzyłam gdzie ona trzyma tą rękę - a powinnam. Młodsze dziecko było też w aucie i było świadkiem mojej furii i wrzasku. Ja jestem chyba nienormalna!!! No i niestety - jak mam napięcie przedmiesiączkowe to zawsze na bank wrzasnę na córkę, bo wtedy wszystko mnie tak na maxa drażni, ze nawet magnez nie pomaga. Zacznę może od dzieciństwa - może tam tkwi geneza? - tak mi się wydaje. Moi rodzice ciągle się kłócili, tata nadużywał alkoholu a na trzeźwo to zawsze w czasie kłótni z mamą był nerwus i agresywny. Podobno bił bardzo moich dwóch starszych braci a jednego to raz prawie udusił(tak mówiła mi mama) chociaż brat nie powiedział mu wtedy nic złego, miał po prostu inne zdanie, ja miałam wtedy rok, i to widziałam i się darłam podobno. Mnie tata nie bił wcale ale pamiętam wieczne oczekiwanie na niego z pracy z mamą w oknie - jak długo nie wracał i że wróci pijany. Z dzieciństwa pamiętam paniczny strach - że rodzice znów się pokłócą - bałam się wtedy strasznie, bo bardzo krzyczeli a tata był nieobliczalny i niby mamy nie bił ale nie wiadomo było czy np. nagle nie walnie ją garnkiem itp - bo byłby zdolny to zrobić. Ja się wiecznie bałam, robiłam się zimna, ścisk w żołądku itp. Mama była dość kłótliwa i potrafiła zrobić z igły widły, normalnie kłótnię z byle powodu z tatą - więc poniekąd rozumiem, że tata (pomijając pijaństwo) nie wytrzymywał jej czepiania się o byle co. Mama nie pracowała i obciążała mnie problemami dorosłych swoimi i taty od dzieciństwa, opowiadała o problemach, które mnie dziecko dobijały (chyba nie miała komu się wygadać) miała mi też często za złe to, że śmiem mieć inne zdanie niż ona na niektóre tematy i za to też dostawałam lanie nawet jak miałam 8-9 lat - paranoja!!! Poza tym bardzo często porównywała mnie do innych dzieci - że Agnieszka to już makaron umie zrobić (miałam 11 lat), że Kasia to super zamiata (mnie to nie wychodziło w tym czasie, miałam 10 lat), że moi bracia w moim wieku to robili to i tamto a ja tego nie robię. Efekt -starałam się na każdym kroku zadowolić mamę i w wielu rzeczach dążyłam do niemożliwego perfekcjonizmu!!! Całą podstawówkę miałam świadectwa z paskiem ale matematyka mi kompletnie nie szła, nie rozumiałam i nie lubiłam - w 5 klasie jak dostałam z klasówki 3+ z matmy, to mało nie zemdlałam ze strachu wracając do domu - tak jak myślałam w domu dostałam totalne lanie i do nocy musiałam siedzieć nad matematyką (uważałam, że moja matka jest nienormalna) , mama stwierdziła że jestem leniem i że nie chce mi się uczyć. Swoje dzieciństwo i czas nastoletni bardzo źle wspominam. Moja mama została duchem w latach 50- tych gdy żyła na wsi i kompletnie nie rozumiała moich nastoletnich miejskich problemów i potrzeb. Pediatra skierowała mnie do neurologa jak miałam 9-10 lat, bo ręce mi się trzęsły, jeździłam do neurologa do 13-14 roku życia. Neurolog przepisywała mi masowo T***, którego nie brałam - bo chciało mi się po nim spać i nie miałam sił + jakieś witaminy. Nie wiem czy był w ogóle sens tam jeździć. Gdy byłam dorosła, to czasami mama dawała mi swoje R*** 5 (bo mniejsza dawka nic mi nie pomagała) - w sytuacjach stresowych w pracy np. i co ciekawe - czułam się po tym super, tak jak nigdy na codzień się nie czuję (zwykle jestem podminowana czymś). Proszę o poradę - skąd mam wziąć cierpliwość do dziecka??? Dodam, że aktualnie nie pracuję i zajmuję się dziećmi. Brak mi pracy - ale nie mam jak wrócić na razie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niestabilność nastroju w okresie dojrzewania - czy to coś poważnego?

Witam. Mam 15 lat i ostatnio mam pewne problemy natury psychicznej. Zawsze byłam podatna na emocje i rozmyślania o sprawach "nieprzyziemnych". Jednak często mam dziwne wahania nastroju, a nawet tożsamości, mam nawyk myślenia w cudzych kategoriach, raz moja samoocena wzrasta...

Witam. Mam 15 lat i ostatnio mam pewne problemy natury psychicznej. Zawsze byłam podatna na emocje i rozmyślania o sprawach "nieprzyziemnych". Jednak często mam dziwne wahania nastroju, a nawet tożsamości, mam nawyk myślenia w cudzych kategoriach, raz moja samoocena wzrasta i ogólnie mam taki przerost ambicji, a po chwili ogarnia mnie przygnębienie, niemoc i uczucie, że jestem nikim. Mam pustkę w głowie, nie potrafię sprecyzować, czego chcę, i to jest właśnie najgorsze, jakbym była pozbawiona wspomnień, myśli, uczuć, że nie mam życia, tylko ten nieodłączny smutek i melancholia i wszystko wydaje się beznadziejne. Wszystko mnie dołuje. Czasem jestem impulsywna, popadam w złość, manię, jakieś przypadkowe sugestie na mój temat czy jakikolwiek inny wprawiają mnie w obsesję, że wszyscy o mnie wszystko wiedzą. Cały czas przechodzę od stanu do stanu. Jeśli chodzi o towarzystwo, to jak się na początku z kimś zaznajomię, jest wszystko w porządku, a potem tracę zainteresowanie, nie chce mi się ciągnąć znajomości, wycofuję się z kontaktów, wszyscy wydają mi się płytcy, nudni, bez osobowości. Potem mi jakiejś osoby brak, a jak znów się z nią spotykam, wszystko się powtarza, nawet zaczynam ją nienawidzić i to wszystko u mnie jest takie zmienne. Mam jakąś wrogość do wszystkich. Ogólnie szybko się wszystkim nudzę, dlatego często zmieniam otoczenie. Czy to dobrze? Najgorsze jest jeszcze to, że boję się odrzucenia i moje działania jednak do tego zmierzają, przez co rozpatruję wszystkie swoje poczynania, jakiekolwiek, kontempluję nad wszystkimi błędami, tak że mam wrażenie, jakbym nigdy nie była szczęśliwa, i zaczynam siebie nienawidzić. To obłęd! Boję się, że tak będzie zawsze i zostanę sama. Mam tyle w sobie sprzeczności, że nikt mnie nie jest w stanie zrozumieć, i już w ogóle zwątpiłam, że ktokolwiek może. Czasem chcę tylko siedzieć i płakać, choć chyba wypłakałam już wszystkie łzy. Zastanawiam się, czy ze sobą nie skończyć, choć wiem, że to nie jest dobre rozwiązanie. Wszystko przez te napady zachłanności przeplatające się z pustką... Boję się, że nie poradzę sobie w życiu, mam też napady paranoi i nie wiem, co robić. Czasem wmawiam sobie, że to po prostu ten wiek dojrzewania, że to się skończy...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam napady lęku i strachu, nie mam z kim porozmawiać - jak sobie poradzić z tymi uczuciami?

Witam! W tym roku kończę 16 lat i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Najchętniej bym się zabiła. Gdy myślę o przyszłości to plączę, bo wiem ze jestem na straconej pozycji. Od małego ojciec bił mnie i brata, ale...

Witam! W tym roku kończę 16 lat i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Najchętniej bym się zabiła. Gdy myślę o przyszłości to plączę, bo wiem ze jestem na straconej pozycji. Od małego ojciec bił mnie i brata, ale jego zawsze obroniła matka. Stosował tzw. tradycyjne wychowanie. Do tego od zawsze chorowałam, więc większość czasu spędzałam w szpitalach. Gdy jak zawsze dostanę to po prostu rozwalam wszystko dookoła, bo nie chce uderzyć ojca.  Jakiś czas temu poznałam chłopaka 10 lat starszego, był moim trenerem. Zakochałam się. Miałam obsesję na jego punkcie, często bywałam tam gdzie on i uznał, że za nim łażę, nasza znajomość się zakończyła i do tego miał dziewczynę od 8 lat. Ciągle płakałam zawaliłam pierwszy semestr. Matka przeczytała w moim telefonie jego SMS-y, zadzwoniła do niego, teraz cały czas mi dogaduje ; / nie da mi spokojnie wyjść z domu.  Od małego jestem gruba i mam z tym problem. Nigdy nie miałam chłopaka. Raz się zdarzyło, że całowałam się z chłopakiem przyjaciółki, bo uciekłam z domu i byłam w nocy u niego, ale powiedziałam jej o tym. W klasie nikt mnie nie lubi, bo mało bywam w szkole. Boję się jej. Mam parę koleżanek, ale gdy jednej powiedziałam prawdę odwróciła się ode mnie. Gdy widzę tamtego chłopaka, gdy usłyszę jego imię, poczuję jego perfumy to znów mi się wszystko wali, wszystko wraca. Często jak idę to patrze czy on nie jedzie.  Obecnie spodobał mi się też trochę drugi chłopak, jest 8 lat starszy tylko że on myśli, że mam rok więcej niż naprawdę. Też jest trenerem na miejsce tamtego i boję się, że słyszał o całej historii nieszczęśliwej miłości od pracowników. Często się na mnie patrzy, ale boję się że znów sobie coś ubzduram jak z tamtym, że mnie kocha. Jestem zbyt nieśmiała, żeby z nim więcej rozmawiać tyle, że podeszłam i się przedstawiłam, a on nic. Jeszcze obecnie pisze przez internet z jednym chłopakiem, on chce się spotkać. Ma 22 lata, jest miły sympatyczny, często piszemy.  Byłam u psychologa szkolnego i powiedział tylko, że mam się słuchać rodziców. Nie wiem co robić...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja klientka była molestowana - czy zgłosić ten fakt policji?

Jestem jeszcze mało doświadczonym psychologiem. W ostatnich dniach trafiła do mnie matka z 17-letnią córką, która doświadczyła molestowania seksualnego przez swojego ojca. Rodzice są rozwiedzeni, dziewczyna przebywała u ojca m.in. w okresie ferii, ale już wcześniej dochodziło do sytuacji, gdy...

Jestem jeszcze mało doświadczonym psychologiem. W ostatnich dniach trafiła do mnie matka z 17-letnią córką, która doświadczyła molestowania seksualnego przez swojego ojca. Rodzice są rozwiedzeni, dziewczyna przebywała u ojca m.in. w okresie ferii, ale już wcześniej dochodziło do sytuacji, gdy ojciec odwiedzał ją nagi w pokoju w nocy i skłaniał do kontaktu. Jestem umówiona na kolejną wizytę, jednak myślę, jak powinnam postąpić od strony prawnej. Czy obowiązek zgłoszenia przestępstwa spoczywa na matce, która jest pełnoprawnym opiekunem, i to jej córka opowiedziała o zaistniałych wydarzeniach. Będę ją do tego namawiać. Jeśli nie podejmą takich działań, to jak powinnam się zachować, mając przede wszystkim na celu stan psychiczny klientki, i nie zaniedbać obowiązku prawnego, wynikającego z powinności zgłoszenia przestępstwa. Pozdrawiam i proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Moi rodzice się rozwodzą - jak im powiedzieć, co o tym myślę?

Mam 12 lat i poważny problem: moi rodzice się rozwodzą. Gdy mi o tym powiedzieli, to się popłakałam, ale gdy ochłonęłam, to z nimi poważnie porozmawiałam. Tato i mama wytłumaczyli mi, że tak będzie lepiej, bo się nie dogadują....

Mam 12 lat i poważny problem: moi rodzice się rozwodzą. Gdy mi o tym powiedzieli, to się popłakałam, ale gdy ochłonęłam, to z nimi poważnie porozmawiałam. Tato i mama wytłumaczyli mi, że tak będzie lepiej, bo się nie dogadują. Parę dni później zauważyłam, że coś jest nie tak, bo mama nadal mówiła do taty "misiu" i zachowywali się, jakby naszej rozmowy nie było, i czułam wtedy ból. Najgorsze jest to, że znów parę dni później zauważyłam, że moi rodzicie się kochają w nocy. Obudziło mnie to i się popłakałam. Teraz jestem rozdarta wewnętrznie i nie wiem, co mam o tym myśleć. Wiele razy z nimi rozmawiałam o tym, że mówią do siebie "kochanie", ale o kochaniu się bałam się zacząć rozmowę. Bardzo mnie to denerwuje, że oni współżyją seksualnie, i sprawia mi to przykrość, bo jak rozwód, to rozwód. Z rozwodu się nie cieszę, bo szkoda takiej fajnej rodziny. Bardzo kocham moich rodziców i nie chcę ich stracić. Proszę o poradę!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy skoro jestem wybuchowa i mam wahania nastroju dzieje się ze mną coś złego?

Może zacznę od tego, że mam 14 lat. Od jakiegoś czasu borykam się ze silnym stresem, zwykle związanym z ocenami. Nie wiem skąd się to bierze, bo rodzice nigdy nie wywierali na mnie presji. Gdy miałam 7 lat zamieszkałam...

Może zacznę od tego, że mam 14 lat. Od jakiegoś czasu borykam się ze silnym stresem, zwykle związanym z ocenami. Nie wiem skąd się to bierze, bo rodzice nigdy nie wywierali na mnie presji. Gdy miałam 7 lat zamieszkałam z mamą. Rodzice rozwiedli się. Był to chyba najtrudniejszy moment w moim życiu i ciągle na samą myśl napływają mi łzy do oczu. W szkole nie jest jest ciekawie. Tzn. zachowanie mam wzorowe, a z przedmiotów zwykle 4,5, 3 no i zdarzają się gorsze, lecz jako takich problemów nie mam. Za to często słyszę straszne komentarze na swój temat. Kiedyś mnie to nie ruszało, lecz teraz to inna sprawa. Od jakiegoś czasu miewam straszne huśtawki nastrojów, śpię po 5 godzin, albo 15. Nic nie wygląda normalnie, poza moimi przyjaciółmi. Z nimi zawszę wraca mi chęć życia. Potrafię być bardzo szczęśliwa, by zaraz wybuchnąć płaczem. Nie wiem jak okiełznać swoje zachowanie. Rzecz, która zaczęła mnie niepokoić to to, że nagminnie przeklinam i miewam straszne myśli. Zawsze byłam grzeczna (oprócz gdy miałam jakieś 6-7 lat, nie pamiętam jak to było, jednak dużo osób w rodzinie mówi mi, że byłam bardzo wybuchowa w tym czasie). Ach... no i mama w podobnym czasie wzięła ślub i urodziła dziecko - moją przyrodnią siostrę. A tato rok temu również wziął ślub. I na sam koniec... czasami w domu czuję się jak obcy człowiek. Jakbym była błędem młodości rodziców. Mama mówiła mi, że tamto małżeństwo było pochopne. Jeśli chodzi o życie rodzinne jest tego więcej. To wygląda jak jakaś telenowela... Nie wiem co robić z tym jak się ze sobą czuję, jak wszystko odbieram. Były chwile gdy myślałam o samobójstwie, lecz to tylko takie pochopne myśli. Za bardzo bym się bała. Aaa i psycholog - chodzi o to, że nie chcę żeby mama wiedziała co się dzieje. Nie mogę jej spytać czy zapisze mnie na wizytę. Może nawet nie będzie trzeba się do tego posuwać. Proszę o pomoc, bo naprawdę jestem bezradna.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie mogę zasnąć, mam koszmary i wpadam w histerię? Co robić dalej ?

Mam 18 lat, od pewnego czasu nie mogę zasnąć, mam koszmary, w nocy boję każdego dziwnego odgłosu, bardzo często płaczę, łatwo się denerwuję i wpadam w histerię z błahych powodów, gdy ktoś mocno mnie zdenerwuje odczuwam silny ból w kręgosłupie,...

Mam 18 lat, od pewnego czasu nie mogę zasnąć, mam koszmary, w nocy boję każdego dziwnego odgłosu, bardzo często płaczę, łatwo się denerwuję i wpadam w histerię z błahych powodów, gdy ktoś mocno mnie zdenerwuje odczuwam silny ból w kręgosłupie, czasami aż ciężko mi się wtedy ruszyć. Zdążały się również myśli samobójcze, nadużywanie leków różnego rodzaju. Zastanawiam czy to przejdzie samo, czy może powinnam coś z tym zrobić, czy to może objawy choroby.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie jem ze stresu? A może nie jem, bo nie lubię?

Witam, mam 23 lata i ważę 49 kg. Nie uważam, że jestem gruba, ale chyba nie za bardzo lubię jeść. Kiedyś jadłam "prawie " normalne posiłki, tj. obiad i kolację. Nigdy nie jem śniadania, ponieważ zaraz robi mi...

Witam, mam 23 lata i ważę 49 kg. Nie uważam, że jestem gruba, ale chyba nie za bardzo lubię jeść. Kiedyś jadłam "prawie " normalne posiłki, tj. obiad i kolację. Nigdy nie jem śniadania, ponieważ zaraz robi mi się niedobrze. Przez ostatni czas mam trochę problemów w życiu i przestałam już prawie jeść... Dziennie wypijam czarną kawę i jem jabłko lub banana, na tym kończą się moje posiłki. Nie czuję głodu w ogóle, czasem wmuszę w siebie jakiś owoc, bo niczego innego nie przełknę. Wiem doskonale, że nie powinnam tak robić, ale nie potrafię jeść normalnie. Czy to jakaś choroba? Co mam robić? Byłam u lekarza to stwierdził, że mam anemię, awitaminozę i dał mi jakieś głupie tabletki na uspokojenie, po których czułam się jak pijana. Pomóżcie, bo wiem, że nie jest za ciekawie.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy jest sposób na pociągnięcie do odpowiedzialności rodziców za spowodowanie urazów psychicznych w dzieciństwie?

Bardzo często miewam myśli samobójcze. Mam 45 lat. W wieku 23 lat usiłowałam popełnić samobójstwo, niestety odratowano mnie. Niestety - bo do tej pory żałuję tego. Złożyło się na to ciężkie dzieciństwo itd. Nie korzystałam nigdy z pomocy psychologa, ani...

Bardzo często miewam myśli samobójcze. Mam 45 lat. W wieku 23 lat usiłowałam popełnić samobójstwo, niestety odratowano mnie. Niestety - bo do tej pory żałuję tego. Złożyło się na to ciężkie dzieciństwo itd. Nie korzystałam nigdy z pomocy psychologa, ani psychiatry z przyczyn ideowych. Za moje przeżycia w dzieciństwie odpowiadają rodzice. Tymczasem za leczenie muszę płacić ja sama. W jaki sposób można pociągnąć do odpowiedzialności przynajmniej finansowej rzeczywistych sprawców mojej choroby, tj. rodziców. Ciężko pracuję i nie rozumiem dlaczego dotąd nie ma możliwości obciążenia za leczenie rodziców? W wieku kilku lat, kiedy znęcano się nade mną psychicznie, nie byłam w stanie poradzić sobie z tym sama, a dzisiaj to ja muszę płacić za leczenie? Taka niesprawiedliwość jest dodatkowym czynnikiem pogłębiającym depresję. Prawnie też ciężko tego dowieść, bo dziecko nie pamięta, kto mógł być świadkiem jego przeżyć. Poza tym z reguły przyjmuje się, że rodzice wychowują właściwie, a rezultaty są widoczne dużo później. Czy jest sposób na pociągnięcie do odpowiedzialności rodziców? W jaki sposób? A jeśli nie - to kiedy się to wreszcie zmieni?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam niską samoocenę - jak mogłabym to zmienić?

Witam, napisałam już z prośbą o pomoc, ale chyba źle wysłałam, więc spróbuję raz jeszcze. Mam 34 lata. Wychodzę/wyszłam (?) z anoreksji, bulimii. Jem w miarę normalnie, w związku z tym miesiąc temu odstawiłam lek. Niemniej od czasu wychodzenia z...

Witam, napisałam już z prośbą o pomoc, ale chyba źle wysłałam, więc spróbuję raz jeszcze. Mam 34 lata. Wychodzę/wyszłam (?) z anoreksji, bulimii. Jem w miarę normalnie, w związku z tym miesiąc temu odstawiłam lek. Niemniej od czasu wychodzenia z choroby moja i tak zaniżona samoocena sięgnęła dna. Żyję z największym swoim wrogiem, i to tak blisko, że bliżej już nie można - TEN WRÓG TKWI WE MNIE, JEST MNĄ. Nienawidzę siebie, i to tak bardzo, jak bardzo w ogóle można nienawidzić. Teraz zamiast w rozm. 32, 34 mam już 36/38. Brzydzę się sobą. Czasem myślę - jak dobrze byłoby wziąć cokolwiek, nożyczki, nóż, i obciąć ten nadmiar ciała!!!!!! Nie pracuję, więc mogę zamknąć się w domu i udawać, że nie istnieję. Jestem mega rozbita, mam myśli destrukcyjne (ale brak mi odwagi) i jestem totalnie nerwowa. A przecież mam córeńkę, którą kocham ponad życie, i drę się na Nią o byle co wniebogłosy. Ja tak nie chcę, już nie mogę, już dłużej nie wytrzymam. Na dodatek od pół roku nie było jednej nocy, żebym nie musiała zmieniać piżamy, tak bardzo się pocę. Jestem po kilku terapiach - już mnie na nie nie stać, straciłam na nie krocie. I NIC. Kiedy ważyłam przy wzroście 173 (teraz 171, bo przez kilka lat zaburzeń odżywiania zmalałam o 2 cm) 39 kg, wszyscy byli obok mnie. Wspierali, dbali, walczyli, załatwiali lekarzy, bo w każdej chwili mogłam umrzeć. Dziś zostałam sama, bo wyglądam i ważę normalnie (dla bliskich). Nie mam o to żalu, ale teraz bliżej mi do tej śmierci niż kiedykolwiek wcześniej. Bo nie wiem, czy taka emocjonalna, wewnętrzna śmierć nie jest gorsza od tej fizycznej. Tak bardzo potrzebuję pomocy!!!!!!!!!!!!!!!! Dlatego rzadko to robię, bo przecież muszę być najlepsza we wszystkim, perfekcyjna, naprawdę proszę o pomoc. Muszą być jakieś leki, które zaślepią moje ponoć chore spojrzenie na samą siebie i łagodność. Tego dziś pragnę najbardziej. Z wyrazami szacunku katrina

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Moje życie straciło sens - co mogę zrobić, by wyrwać się z tego stanu?

Witam. Nazywam się Krzysztof i mam 17 lat. Gdy miałem 6 lat umarła moja matka i zaczął się koszmar. Zostałem adoptowany i krok po kroku moje życie zaczęło się po prostu w dosłownym znaczeniu walić. Zaczęło się już w zerówce,...

Witam. Nazywam się Krzysztof i mam 17 lat. Gdy miałem 6 lat umarła moja matka i zaczął się koszmar. Zostałem adoptowany i krok po kroku moje życie zaczęło się po prostu w dosłownym znaczeniu walić. Zaczęło się już w zerówce, kiedy spośród tylu dzieci nikt nie lubił akurat mnie. Nie wyróżniałem się niczym od innych, byłem zwykłym dzieckiem, a jednak inni dostrzegali we mnie coś i odrzucali mnie. Całą podstawówkę miałem w klasie jednego wroga, który mi ubliżał - zaczynało się od chwalenia się ciuchami i moralizowaniu oraz porównywaniu mojej wartości jako gorszego od niego. Wtedy można było zauważyć u mnie dziwne zachowania np. mruganie oczami czy robienie innych tików. Gdy poszedłem do gimnazjum było jeszcze gorzej, było już więcej osób, które mnie nie lubiły, często byłem popychany i obijany...kiedy już nie mogłem wytrzymać wybuchałem taką złością, że moje gałki oczne robiły się praktycznie czerwone. Miałem kolegę, który dogadywał się ze mną gdy byliśmy sami, a gdy przyszli koledzy bił mnie i poniżał. Do tego doszły kłopoty w domu, kiedy zacząłem palić i raz się upiłem. Wpadłem w złe towarzystwo, z tikami walczyłem tak długo, aż w końcu je wyeliminowałem do zera. Zacząłem poznawać ludzi i żyłem tylko wychodami do kolegów...czułem, że tylko oni mnie rozumieją i przy puszce piwa i papierosie mogę się wyżalić, a tylko oni mnie doceniali i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to co zauważyłem - a było to uczucie maski. Byłem innym człowiekiem przy zmieniających się warunkach. Gdy przychodziłem do przyjaciółki byłem troskliwym romantykiem, a gdy rozmawiałem z kolegami byłem totalnym stoczonym żulem. Jednego dnia płakałem, biłem się sam po twarzy i szarpałem wszystko co się da, a po godzinie rozmawiałem z ludźmi jakby nigdy nic. Kiedy zakochałem się w jednej dziewczynie miałem depresję 7 miesięcy, ale tylko gdy byłem sam, bo nie umiałem tego ukazać. W końcu zacząłem użalać się i non stop płakać, ciąłem się, sam się poniżałem, obsesyjnie winiłem za wszystko Boga, lecz jednocześnie czułem, że jestem winny tym, że się urodziłem. Nadeszły wakacje, które były oczywiście odzwierciedleniem mojego przypadku. Zmiany nastroju, popadanie z skrajności w skrajność, poczucie bezradności i beznadziejności sytuacji. Za wszystko obwiniałem innych - szczególnie moich opiekunów...Cioci mówiłem, że tak ich nie cierpię, że gdy dorosnę nigdy nie wyślę im nawet kartki - a z drugiej strony po godzinie złość mijała i byłem normalny, gadałem znów z innymi. Nadszedł koniec wakacji. Poszedłem do technikum, wtedy moje życie było jak bajka... Znalazłem sobie dziewczynę, każdy z klasy mnie lubił, to jak cieszyłem się życiem było po prostu poezją. Aż w końcu wszystko zaczęło się walić. Zaczęło się na pożyczaniu od kolegi papierosów. Kiedy zrozumiał, że jestem kompletnie spłukany i nie jestem raczej nic warty, razem z dwoma innymi odwrócił się ode mnie i zaczął przy innych mnie wyzywać i nie daje mi nawet "cześć". Wtedy popadałem w coraz głębszą histerię i wszystko powróciło. Zacząłem być zazdrosny, gdy moja dziewczyna rozmawiała z innymi chłopakami; gdy prosiła mnie, abym przestał palić, olewałem jej polecenia; gdy nie chciała złapać mnie za rękę, robiłem się wściekły a w domu płakałem i bałem się, że mnie rzuci. Znów zacząłem się ciąć i użalać się innym (nigdy wcześniej nie użalałem się) - na początku na komunikatorach i przez wiadomości, później na forum innych przyjaciół. Kiedy tak użalałem się kilka tygodni z rzędu, zostałem odsunięty od połowy towarzystwa i został mi już tylko związek na włosku, trzech kolegów i przyjaciel. Nadszedł dzień, w którym dziewczyna zerwała i w tym momencie wpadłem w otchłań żalu. Przez 2 tygodnie non stop płakałem, gdy nikt nie patrzył robiłem sobie krzywdę, chciałem rzucić się pod samochód - ale zatrzymał się, łykałem tabletki na serce i gdy połknąłem wszystko miałem płukanie żołądka - myślałem tylko o niej. Zostaliśmy przyjaciółmi, ona nie chciała słyszeć w ogóle o moim stanie, chciała żebym się uśmiechał, ale gdy tylko powiedziałem jej co czuję, obrażała się lub w ogóle się nie odzywała. Tą opowieścią dotarłem do dnia dzisiejszego, kiedy tracę już sens życia. Obwiniam wszystkich, połowa ludzi odwróciła się, a moje motto to ,,wszystko albo nic''. W tej chwili jestem na pozycji nic i czuję się tak beznadziejnie ,,zgwałcony'' przez los, że gdybym mógł mieć do czynienia z Bogiem oplułbym go.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powiedzieć psychiatrze o samookaleczaniu się i koszmarach?

Witam, Proszę o pomoc w moim problemie, otóż zdiagnozowano u mnie zaburzenia impulsów i emocji. Do jakiegoś czasu się tnę. Na początku były to tylko ręce obecnie również nogi, kilka kresek brzucha. Ostre przedmioty wywołują u mnie chęć pocięcia się,...

Witam, Proszę o pomoc w moim problemie, otóż zdiagnozowano u mnie zaburzenia impulsów i emocji. Do jakiegoś czasu się tnę. Na początku były to tylko ręce obecnie również nogi, kilka kresek brzucha. Ostre przedmioty wywołują u mnie chęć pocięcia się, ale tego nie robię tylko myślę. Z raz spróbowałam pociąć się nożem i nożyczkami, ale za tępe. Zastanawiam się czy powinnam o nich powiedzieć mojemu psychiatrze. Do tego jeszcze dochodzą problemy ze snem i koszmary nocne (tłumacze je zażywaniem nowego leku). Boje się powiedzieć o tym wszystkim psychiatrze, gdyż nie chcę skończyć w szpitalu. Na pewno mam problem, ale nie aż taki aby lądować w psychiatryku. Czy jest możliwość, że psychiatra podejmie taką decyzję? Jak państwo mogą ustosunkować się do mojego stanu. Dziękuje za odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy takie objawy oznaczają lunatyzm?

Nigdy nie miałam problemów ze snem, może tylko dręczyła mnie nadmierna senność, ale nic poza tym. Dowiedziałam się od rodziny, że zdarza mi się mówić przez sen, budzić ich i prosić, by zrobili rzeczy, które doskonale mogłabym zrobić sama....

Nigdy nie miałam problemów ze snem, może tylko dręczyła mnie nadmierna senność, ale nic poza tym. Dowiedziałam się od rodziny, że zdarza mi się mówić przez sen, budzić ich i prosić, by zrobili rzeczy, które doskonale mogłabym zrobić sama. Na przykład chciałam, by ktoś powiedział mi, która godzina. Gdy tylko dostałam odpowiedź, od razu położyłam się znów do łóżka. Ostatnio ustawiłam sobie budzik, żeby wstać w nocy. Nie obudziłam się, a budzik, gdy go znalazłam, był wyłączony i stał w kompletnie innym miejscu niż go postawiłam wcześniej. Sama nie wiem, czy po prostu wstaję i robię to wszystko, gdy jestem mniej więcej 'obudzona', a potem nie pamiętam, czy robię to przez sen?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty