Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Czy mam szansę na normalne, szczęśliwe życie?

No raz już tutaj pisałem, ale mniejsza o to. Ostatnio szukałem źródła moich problemów (aspołeczność, nieśmiałość, kompleks niższości, fobia społeczna, stany depresyjne od 4 lat, poczucie beznadziejności i bezsensu egzystencji, brak przyjaciół, pomimo ponad 18 lat brak jakichkolwiek miłości w...

No raz już tutaj pisałem, ale mniejsza o to. Ostatnio szukałem źródła moich problemów (aspołeczność, nieśmiałość, kompleks niższości, fobia społeczna, stany depresyjne od 4 lat, poczucie beznadziejności i bezsensu egzystencji, brak przyjaciół, pomimo ponad 18 lat brak jakichkolwiek miłości w życiu) doszedłem do kilku wniosków.

Ogólnie jestem introwertykiem, na enneagramie mój typ osobowości to 5w4 (introwertyk myśliciel, obserwator dystansujących ludzi i tłumiący emocje). Mój problem polega na tym, że nie potrafię się skupić na teraźniejszości, myślę cały czas o przyszłości lub przeszłości, "tu i teraz" dla mnie nie istnieje. Zacząłem się zastanawiać czy kiedykolwiek wyjdę do ludzi, nie będę aż tak przeżywał każdej znajomości, zaufam ludziom i w ogóle znajdę miłość i powiem "jestem szczęśliwy" - wychodzi na to, że czeka mnie czarna przyszłość. Nawet psychiatrzy i psychoterapia mi chyba nie pomogą.

Rozmawiałem z pewną znajomą (jedną z bardzo nielicznych osób z którymi trzymam kontakt), w ogóle poznaliśmy się dlatego, bo miała stany depresyjne i wydawało mi się, że też jest domatorką i introwertyczką i dobrze będziemy się dogadywać, a tutaj mega zaskoczenie, bo wyszło że pomiędzy jej stanami depresji jest imprezowiczką (stwierdzona osobowość histeryczna). W ogóle ona nie wyobraża sobie weekendu bez imprezy i twierdzi, że na takich imprezach poznaje się najlepiej ludzi (nie zależy jej na trwałych relacjach z ludźmi).

Ja siebie nie potrafię wyobrazić jako imprezowicza, takie zachowanie w ogóle nie jjest w moim typie. A wyszło na to, że wszyscy ludzie chcący poznawać innych chodzą na imprezy, a introwertycy mają przesrane w życiu towarzyskim. Stwierdziła, że jak miała by sobie wyobrazić mnie z kimś to widzi mnie, że nie odstępuje drugiej połówki na krok, będę jak kula o nogi i taka osoba ucieknie przed moją chorobliwą zazdrością (z jednej strony też tak o sobie myślałem, ale miałem nadzieje że to przez moją zaniżoną samoocenę), a ta osoba zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny więc te słowa nie są wzięte z księżyca.

Trochę mnie to zabolało, ale dało też do myślenia, poza tym cenie sobie prawdę, nieważne jakby była bolesna. I wychodzi na to, że wszyscy ludzie to imprezowicze szukający mocnych wrażeń na jedną noc, a mnie taka opcja bardzo nie pasuje i dlatego nigdy nikogo nie poznam i nigdy nie będę szczęśliwy. I tak jak trzymała mnie na tym świecie tylko nadzieja na lepsze jutro, to teraz ta nadzieja, że tak powiem poszła się chędożyć. I nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić :/.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy można leczyć mówienie przez sen?

Mam 23 lata, jestem mężatką, od jakiegoś czasu mam więcej stresu, zaczęłam mówić przez sen! To dla mnie ogromny problem, ponieważ wyjawiam moje najbardziej skrywane tajemnice. Najgorsze jest to, że często dochodzi do kłótni z mężem właśnie przez to...

Mam 23 lata, jestem mężatką, od jakiegoś czasu mam więcej stresu, zaczęłam mówić przez sen! To dla mnie ogromny problem, ponieważ wyjawiam moje najbardziej skrywane tajemnice. Najgorsze jest to, że często dochodzi do kłótni z mężem właśnie przez to co mówię! Opowiadam dosłownie wszystko, czego normalnie nigdy bym nikomu nie powiedziała. Mówię o sprawach aktualnych, jak i o sprawach z przeszłości, do których raczej wolałabym nie wracać... Co robić, czy to można leczyć??

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie chcę dalej być taka nerwowa. Co mogę zrobić, by się zmienić?

  Mam 14 lat, wychowuję się w domu, gdzie ojczym ma nerwicę. Często denerwuje się na mnie i robi mi awantury z byle powodu, np. że sprzątam w nowych spodniach lub zaspałam do szkoły i on musiał wyjść za...

  Mam 14 lat, wychowuję się w domu, gdzie ojczym ma nerwicę. Często denerwuje się na mnie i robi mi awantury z byle powodu, np. że sprzątam w nowych spodniach lub zaspałam do szkoły i on musiał wyjść za mnie z psem. Ostatnio wiele znajomych wypomina mi to, że można wyprowadzić mnie z byle powodu z równowagi. Potrafię zdenerwować się przez to, że mama poprosi mnie o wykonanie jakiejś czynności w domu, albo na korytarzu w szkole zobaczę osobę, której nie lubię. Często nie umiem opanować emocji i w nerwach mówię innym przykre rzeczy albo rzucam przedmiotami. Zdarza mi się samookaleczać, by stłumić emocje. Jest to chwila ulgi, następnie mam wyrzuty sumienia i obniżoną samoocenę. Rodzice zauważyli to, lecz zamiast mi pomóc jeszcze bardziej się zdenerwowali na mnie. Nie chcę dalej być taka, co mogę zrobić, by się zmienić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić ze wstrętem do własnej osoby?

Mam 20 lat. Od dosyć długiego czasu po prostu mam wstręt, głównie do mojego ciała. Niestety codziennie, choćby myjąc zęby, patrzę w lustro. Jestem brzydki i nie jest tak, że to moje subiektywne odczucie. W dzieciństwie w szkole trochę...

Mam 20 lat. Od dosyć długiego czasu po prostu mam wstręt, głównie do mojego ciała. Niestety codziennie, choćby myjąc zęby, patrzę w lustro. Jestem brzydki i nie jest tak, że to moje subiektywne odczucie.

W dzieciństwie w szkole trochę śmiano się z mojego wyglądu (przezwiska itp), reakcji rodziców nie było i tak to się rozwijało gdzieś we mnie. I chyba mieli rację. Ten wstręt przerodził się chyba w autoagresję. Już kilka razy zadrapywałem się na ramionach, udach. Mam na udach półroczne blizny. A chęć do tego powraca i się nasila. Robiłem to z myślą o ukaraniu siebie.

Pomijam to, że o znalezieniu dziewczyny nie ma mowy. Po prostu już nie potrafię się cieszyć życiem. Ludzie mówią, że całe życie przede mną, ja chciałbym już być w trumnie. A gdy mówią, że to najlepszy okres w życiu (studia), to dla mnie czarny humor. Do tego dochodzi nieśmiałość. A poczucie własnej wartości mam chyba poniżej zera. Często w myślach po prostu wyzywam siebie od różnych takich k***, ch*** i innych.

Piszę bo po prostu komuś muszę powiedzieć. Pewnie jakoś podświadomie chcę jakiejś pomocy. Nie wiem, czy to jakaś choroba?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinnam skontaktować się z psychiatrą?

Jestem w wieku licealnym. Od ponad roku jestem smutna, zgorzkniała, odczuwam wstręt do swojej osoby, odczuwam nieuzasadniony lęk, mam niekontrolowane napady gniewu (nie jest to agresja, po prostu czuję złość). Czasem czuję nieodpartą chęć zadania sobie bólu,...

Jestem w wieku licealnym. Od ponad roku jestem smutna, zgorzkniała, odczuwam wstręt do swojej osoby, odczuwam nieuzasadniony lęk, mam niekontrolowane napady gniewu (nie jest to agresja, po prostu czuję złość). Czasem czuję nieodpartą chęć zadania sobie bólu, co robię, kiedy wpadam w histerię - głównie drapanie po szyi. Występuje to, kiedy np. mama stwierdza, że nie muszę osiągać dużo - mam wysokie ambicje. Twardo stoję przy swoich racjach, argumentuję je tak, aby nikt nie mógł ich negować. Mam wrażenie, jakby moje myśli były poplątane, a wnętrze rozbite na kawałki. Jest to stan męczący, więc proszę o rychłą odpowiedź. Jest mi ciężko, nie potrafię sobie pomóc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica, depresja czy normalne zachowanie?

Witam! Mam 16 lat, niedługo 17. Żeby się nie rozpisywać po prostu opisze moje niepokojące dolegliwości. Zawsze byłam osobą wrażliwą, z niską samooceną, każde złe słowo skierowane do mnie, najmniejsza kłótnia kończy się łzami w oczach. Często się wszystkim przejmuję,...

Witam! Mam 16 lat, niedługo 17. Żeby się nie rozpisywać po prostu opisze moje niepokojące dolegliwości. Zawsze byłam osobą wrażliwą, z niską samooceną, każde złe słowo skierowane do mnie, najmniejsza kłótnia kończy się łzami w oczach. Często się wszystkim przejmuję, nie mogłabym kogoś obrazić, bo później przez 3 dni o tym myślę.

Denerwuje mnie wiele błahych rzeczy i to bez powodu ( np. to że mój chłopak był u kolegi, gdy ktoś nawet mama wejdzie do mojego pokoju, jak pojawi się jakaś reklama na stronie internetowej) - wtedy mam ochotę powyzywać tego kogoś, wykrzyczeć się, ale się powstrzymuję, bo po co później mam myśleć o tym jak ktoś to odebrał.

Nieraz siedzę ze znajomymi, jest wszystko OK, nagle z nikim nie rozmawiam wszystko wydaje mi się beznadziejne, nudne, bez sensu, mam ochotę się popłakać. Gdy rano wstanę i mam dobry humor, to nawet rozlanie herbaty czy rozsypanie cukru potrafi mi go zepsuć na cały dzień.

W szkole idzie mi nawet dobrze, ale nie ma dnia kiedy bym się nie przejmowała, że dostanę złą ocenę (chociaż wszystkiego się nauczyłam). Nieraz też rano wstaje i sobie myślę "jak zwykle będzie zły dzień". Mam wielu przyjaciół, chociaż im ufam to nigdy nikomu się nie zwierzam, nie ma takiej osoby, której bym wszystko mówiła.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Bronię się przed wspomnieniami z dzieciństwa, ale one nie dają mi żyć. Co robić?

Szukam w życiu zmian, chyba ucieczki od siebie, wyjaśnienia tego co się ze mną stało... Czasem czuję jakbym tak naprawdę nie żyła, jakby życie było czymś co nie dzieje się naprawdę.Nie pamiętam ile miałam lat gdy po raz pierwszy mój...

Szukam w życiu zmian, chyba ucieczki od siebie, wyjaśnienia tego co się ze mną stało... Czasem czuję jakbym tak naprawdę nie żyła, jakby życie było czymś co nie dzieje się naprawdę.Nie pamiętam ile miałam lat gdy po raz pierwszy mój ojciec dotykał tam gdzie nie wolno, tak bardzo bronię się przed tymi wspomnieniami iż naprawdę nie wiele pamiętam, chociaż miało to miejsce jakoś do 13 roku życia.

Kilkanaście lat totalnej amnezji... staram się jak mogę by nie pamiętać. Jednak to część mnie i mam wrażenie jakby to rujnowało moje życie. Mam męża, małżeństwem jesteśmy od 3 miesięcy - nie potrafię mu jednak dać przyjemności... Zawsze gdy zaczynam tracić kontrole nad tym co się dzieje z moim ciałem wpadam w panikę, duszę się, nie mogę oddychać. Mąż bardzo mnie kocha, otacza opieką, przytula i uspokaja. Czuje się wtedy jak to małe dziecko, którym byłam kiedyś, wtulam się mocno i zasypiam, zmęczona najczęściej płaczem.

Do pewnego czasu było na tyle ciężko, że musiałam spać z misiem z dzieciństwa mając 23 lata. To dziwne - mimo iż wiem, że to nie jest zachowanie normalne to z drugiej strony wiem, że bez tego misia nie dałabym rady zasnąć. Na co dzień staram się funkcjonować na pełnych obrotach, by nikt nie domyślił się jakim słabym człowiekiem jestem w środku, a w zasadzie dzieckiem w świecie dorosłych. Chciałabym móc zacząć świadomie żyć, w pokoleniu w którym się urodziłam.

Chociaż cenie w sobie wiele z przymiotów jakie posiadam dzięki swym przeżyciom to jednak widzę, że swoją nadwrażliwością, delikatnością, zadumą zaczynam odstawać od wyścigu szczurów, zaczynam miewać wahania do jakiego świata właściwie należę, skoro w żadnym sobie nie radze. Zadając tutaj pytania, uzewnętrzniając się, nie wiem, nie wiem czego się spodziewać. Wolałabym uchwycić się czegokolwiek, by nie czuć w sobie takiej pustki.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Szwagier znęca się nad moją rodziną - co robić?

Przeszło 20 lat znęca się nade mną mój szwagier. Jak tylko ożenił się z moją siostrą zupełnie się zmienił.Jak posprzątałam mieszkanie to specjalnie chodził w gumaczach po błocie, a potem po mieszkaniu. Jak powiedziałam, by zmienił obuwie bo sprzątnęłam, to... Przeszło 20 lat znęca się nade mną mój szwagier. Jak tylko ożenił się z moją siostrą zupełnie się zmienił.Jak posprzątałam mieszkanie to specjalnie chodził w gumaczach po błocie, a potem po mieszkaniu. Jak powiedziałam, by zmienił obuwie bo sprzątnęłam, to szwagier wyzwał mnie od rożnych. Potem jak się dowiedział, że wychodzę za mąż to się upił, zaczął mnie wyzywać, więc zamknęłam drzwi na klucz od korytarza, to je pięścią rozwalił. Chciał go wtedy uspokoić kolega, który u niego był, ale szwagier przyłożył mu w twarz - od tamtego czasu tamten jego kolega już nie przychodzi. A ja i moja rodzina przechodzimy koszmar z tym człowiekiem. Mojej siostrze chyba to nie przeszkadza, szwagier też ją wyzywa, popycha, ale jej to widać jest bez znaczenia. Nawet jest jej to na rękę, bo zawsze się tłumaczy przed naszą matką, że np. mamy być cicho, bo on przez nas się z nią kłóci. Ostatnio szwagier zaczął szarpać mojego męża zniszczył mu sweter i telefon. Wyzywa nasze dzieci a potem się dziwi jak one mu się tym samym odpłacają bo on ich tego uczy. Policja nie reaguje na nasze wezwania. Spiszą i to wszystko. Sąd też ma to gdzieś. Moja matka nawet nie reaguje na to, że on mierzył z wiatrówki do moich dzieci, że spuszczał psa z łańcuchu na nie, że straszy ich na podwórku i wyzywa. Nie mam już sił, szwagier nas obgaduje opowiada niestworzone rzeczy i tak to wygląda jakby cała wina była po naszej stronie. Dręczy nas psychicznie i fizycznie. Codziennie potrafi wypić kilkanaście piw. Przyprowadza do domu różnych facetów i z nimi opróżnia butelki. Dla obcych jest osobą idealną ale dla nas szwagier jest tyranem, jego matka mu wpoiła, że to on powinien być właścicielem i tak to sobie zakodował. Moja matka na razie jest właścicielką, ale nie reaguje na to co robi, bo jak mówi to jest mąż mojej siostry, a ona nie chce się z nim kłócić,a co ona ma powiedzieć, wtedy on nic w domu nie zrobi, a są gorsi faceci itp. My nawet już go unikamy jak możemy, ale on zawsze szuka dziury w całym. Nie wiem co mam zrobić i do kogo się zwrócić. Nie możemy nawet spokojnie wjechać autem do domu, bo jego rodzina, on i jego znajomi często zastawiają nam wjazd, który jest wspólny. Dla niej liczy się tylko to że przynosi pensję do domu. Moja matka, pomimo że jest jedyną właścicielką nie robi w tej sprawie nic. Tym samym mu pozwala by nas ciągle nękał.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Paniczne ataki, płacz - co to jest?

Mam 16 lat, ostatnio, gdy jestem zła czy z jakiegoś powodu jest mi smutno dostaję ataku. To nie pojawia się często, ale właśnie przed chwilą doświadczyłam tego. Skończyłam oglądać film („Koszmar z ulicy wiązów”) - nie wiem czy to ma...

Mam 16 lat, ostatnio, gdy jestem zła czy z jakiegoś powodu jest mi smutno dostaję ataku. To nie pojawia się często, ale właśnie przed chwilą doświadczyłam tego. Skończyłam oglądać film („Koszmar z ulicy wiązów”) - nie wiem czy to ma coś z tym wspólnego, zaczęłam się bać, utożsamiałam się z bohaterami, zaczęłam płakać, serce mi biło i nie mogłam oddychać, złapać tchu. Pojawia się to również, gdy jestem na coś zła lub smutna. Wtedy ogarnia mnie lęk, łzy mi lecą oraz dostaje ataków duszności. Nie wiem co to jest, proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pokonać samotność, brak wiary w siebie i klątwę sumienności?

Mam prawie 18 lat i jestem kobietą. Z góry przepraszam za objętość mojej wypowiedzi. Mój problem rozpoczął się już w szkole podstawowej. Gdy miałam 11 lat w moim życiu zaszły diametralne zmiany. Wszystko rozpoczęło się od rozwodu rodziców. Rodzina się...

Mam prawie 18 lat i jestem kobietą. Z góry przepraszam za objętość mojej wypowiedzi. Mój problem rozpoczął się już w szkole podstawowej. Gdy miałam 11 lat w moim życiu zaszły diametralne zmiany. Wszystko rozpoczęło się od rozwodu rodziców. Rodzina się odwróciła. Została tylko babcia, która starała się pomagać mamie jak najwięcej, jednak obie doszły do wniosku, że mnie ten temat całkowicie nie dotknął. Zamknęłam się w sobie i zostałam z całym tym ciężarem sama.

Tata początkowo starał się kontaktować ze mną jak najwięcej, jednak z czasem nasz kontakt ograniczył się do kilku sms-ów na rok. Próbowałam to naprawić, jednak tato zaczął mnie obwiniać, że to ja nie chcę się z nim widywać, że nie dzwonię, że robię to umyślnie. Ilekroć próbowałam z nim rozpocząć rozmowę to zawsze słyszałam to samo, próbował wzbudzić u mnie wyrzuty sumienia (ciągle obwiniając mnie o to, że mu się nie wiedzie za dobrze). Z czasem sobie z tym poradziłam. Zrozumiałam, że muszę poradzić sobie sama i doszłam do wniosku, że po prostu tak musiało być.W ciągu roku próbowałam sobie uświadomić, że dostałam najpiękniejszy prezent na I Komunię Świętą- z dnia na dzień musiałam dorosnąć (i w to wierzę, chociaż nie wiem czy tak powinno być). Jednak później było jeszcze gorzej.

Gdy miałam 13 lat mama się tak jak i ja zmieniła. Co raz więcej wychodziła z domu (myślałam okay, jeśli Tobie to pomaga to idź), jednak zostawiała mnie samą w domu na noc. Nigdy nic mi nie brakowało, dbała o mnie. Jednak dla 13-latki był to kolejny duży krok w życiu. Znowu zostałam sama z pozoru błahymi problemami (typowymi dla dziecka - strach przed ciemnością, oglądanie horrorów itp.) z tym też sobie poradziłam. Nie dość, że wychodziła sobie to jeszcze tak, aby babcia się nie dowiedziała (prawdopodobnie dlatego, że się jej boi) i dzięki temu do dzisiaj muszę ją okłamywać, kiedy dzwoni pod wieczór ja muszę mówić, że mama już śpi lub cokolwiek innego.Jednak nie minął miesiąc, a ona sprowadziła do domu „przyjaciela”. Ciężko było, ale się przyzwyczaiłam i go polubiłam. Ale nie, mamie było mało. Zerwała z nim. I zaczęła sprowadzać przynajmniej raz w tygodniu kogoś nowego do domu. Starała się zastąpić mi przyjaciółkę, która w pewnych momentach przypominała mi panią lekkich obyczajów. Potrzebowałam matki.

Myślałam, że poradziłam sobie z tymi problemami, ale to wszystko przełożyło się na szkołę. Musiałam i chciałam udowodnić wszystkim, że dam sobie radę, że coś osiągnę w życiu. Musiałam być najlepsza, zaczęłam zarywać noce, aby wykuć najmniejszy szczegół. W gimnazjum otrzymałam miano typowego kujona. Klasa zaczęła mnie gnębić, wyzywać, molestować psychicznie. Próbowałam rozmawiać o tym z mamą, otwarcie mówiłam, że muszę iść do psychologa. Ona stwierdziła, że przesadzam i wymyślam sobie problemy. To było dla mnie za dużo. Początkowo zaczęłam się okaleczać. Do dzisiaj mam blizny. Później przerastał mnie najmniejszy problem jak 4 na sprawdzianie. Miałam przez to myśli samobójcze, płakałam po nocach, wmawiałam sobie, że nic w życiu nie osiągnę. Musiałam mieć pasek. Brak jego na świadectwie byłby dla mnie końcem świata.

Dopiero teraz zrozumiałam, że muszę doceniać wszystko co mam. Nie miałam wśród rówieśników przyjaciół, ba, nawet koleżanek. Pod koniec gimnazjum zaprzyjaźniłam się z pewną osobą, która (jak wtedy myślałam) była podobna do mnie. Prawdopodobnie to ja spieprzyłam sprawę. Miała problemy typowej nastolatki, np. takiego typu, że nie ma chłopka. Co to jest za problem? Ja tego nie rozumiałam i do dzisiaj nie rozumiem, tłumaczyłam jej, że przyjdzie czas na wszystko, ale ona uznała, że jej nie rozumiem. I tak zakończyła się nasza przyjaźń. Dopiero po zalogowaniu się na kilku stronach, w których mogłam udzielać porad innym ludziom poczułam się (pierwszy raz w życiu) potrzebna. Wiele osób nie potrafiło uwierzyć, że mam 15 lat i udzielam tak 'dorosłych odpowiedzi'. To mnie podbudowało. Szczególnie wypowiedź pewnej studentki psychologii:), która powiedziała mi, że nie mam przejmować się brakiem koleżanek wśród moich rówieśników, bo taki tok myślenia zdobędą oni po dwudziestce, albo i jeszcze później.

W liceum też nie jest najlepiej, ale uświadomiłam sobie, że mam prawo popełnić błąd. Jednak nadal krąży nade mną klątwa sumienności. Przeżywam każdą oceną.Chociaż, dzisiaj, pasek na świadectwie jest dla mnie nie istotny (próbuję oddać się przedmiotom maturalnym). Przez pół roku musiałam sobie uświadomić, że liczy się tylko matura, chociaż było to napisane czarno na białym, ja w to nie wierzyłam. Przejmuję się wszystkim. Boję się, że nie zdołam napisać matury i dostać się na wymarzone studia. Ludzie odbierali mi wiarę we własne możliwości. Nie wierzę w siebie. Mimo że mam 5 i 4- wmawiam sobie, że nie zdam. Ostatnio też zawaliłam kartkówkę (kolejny powód, aby sobie wmawiam toksyczne rzeczy).

Odzyskiwanie tej wiary jest dla mnie syzyfową pracą (zapomniałam wspomnieć też, że mama ciągle wmawia mi, że jestem za gruba, chociaż według pielęgniarki mam niedowagę). Teraz, siedzę i piszę o moich odczuciach, które przybierają formę eseju (za co najmocniej przepraszam) i mam wyrzuty sumienia, że nie idę jutro do szkoły na sprawdzian z angielskiego. Nie idę, bo taka jest siła wyższa - choruję. Nie potrafię zrozumieć co się ze mną dzieje. Nie wiem jak uwierzyć w siebie. I jak pokonać klątwę sumienności. Dziękuję za pomoc:)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mogę już tak dłużej... Czy poradzę sobie sama ze swoimi emocjami?

Karolina, 16 lat. Nie potrafię się uporać z przeszłością. O moim dzieciństwie staram się jak najmniej pamiętać, bo kojarzy mi się z alkoholizmem ojca, krzykiem matki i klepaniem biedy... Łatwo wpadam w gniew i ranię moich bliskich, ostatnimi czasy zdarza...

Karolina, 16 lat. Nie potrafię się uporać z przeszłością. O moim dzieciństwie staram się jak najmniej pamiętać, bo kojarzy mi się z alkoholizmem ojca, krzykiem matki i klepaniem biedy... Łatwo wpadam w gniew i ranię moich bliskich, ostatnimi czasy zdarza mi się to coraz częściej. Nie chcę tego, nie zniosę... Przecież mam nowe, lepsze życie!

Kilka lat temu wraz z matką porzuciłyśmy ojca i miejsce, do którego się przywiązałam. Niedługo potem ojciec zmarł, a ja nawet nie zatęskniłam. Niedawno moja mama wzięła po raz drugi ślub z facetem, który naprawdę jest dla niej dobry. To, co było złe jest już za mną, a ja nadal zawodzę na każdym kroku...

Jestem beznadziejna. Jestem podła. Złośliwa. Impulsywna. Za to przed klasą mam problem się odezwać, nie jestem w stanie podnieść ręki i pochwalić się swoją wiedzą, mam ochotę zapaść się pod ziemię kiedy nauczyciel mnie o coś zapyta. Jestem uosobieniem porażki. Mam pełno lęków. Kiedy moje życie wreszcie zaczęło się układać znów to psuję. Obawiam się, że moje możliwości autodestrukcyjne sięgają zenitu. Czuję się, jakbym zasługiwała na najgorsze.

Mam dwie przyjaciółki, przed którymi nie umiałabym wydukać słowa, gdyby przyszło mi się zwierzyć z tego o czym tu piszę, przed jakimkolwiek psychologiem face to face było tak samo, dlatego piszę tutaj... Postanowiłam, że nigdy się z nikim nie zwiążę, nie chcę żadnych dzieci ani związku. Nie chcę już nikogo więcej ranić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z tym, że moja była dziewczyna chciała się zabić?

Moja była dziewczyna chciała popełnić samobójstwo… Była pijana. Podeszła do mamy i się z nią pożegnała. Brat ją znalazł w komórce jak wisiała na sznurku, mama ją szybko odcięła… Przeżyła, jest na OIOM-ie. Co mam zrobić? Źle mi z tym, nie radzę sobie. To wszystko się działo 11 października.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić ze swoim życiem, by było lepsze?

Witam serdecznie, nazywam się Nina, mam pewien problem: nie potrafię się cieszyć życiem. Mój ojciec jest dosyć nerwowy, kocham go jest najlepszy i ogólnie spoko, ale od dłuższego czasu moja matka ma ojca gdzieś, robi co się jej podoba...

Witam serdecznie, nazywam się Nina, mam pewien problem: nie potrafię się cieszyć życiem.

Mój ojciec jest dosyć nerwowy, kocham go jest najlepszy i ogólnie spoko, ale od dłuższego czasu moja matka ma ojca gdzieś, robi co się jej podoba i gdy się kłócą rzuca się do niego i wtedy się szarpią. Boję się, wtedy nie wytrzymam kolejnej awantury, nie mogę się wysypiać do szkoły, boję się modlę się do Boga o to, by wszystko było w porządku.

Moja siostra starsza nie skończyła szkoły, jest wredna, ma pracę za grosze, jest strasznie uparta, mam dość jej zachowania - dlaczego nie mogę mieć z nią dobrych kontaktów jak w każdym normalnym domu?W szkole nie radzę sobie, jestem cienka z matmy i historii, nie daję już rady, mam kompleksy, nie dbam o siebie, przytyłam z jakieś 6 kg! Okaleczam się, nie mogę normalnie funkcjonować, ciągle płaczę - co się dzieje? Ja już sobie nie radzę! Chcę być szczęśliwa, chcę, żeby rodzice się zmienili. Co mam zrobić aby moje kontakty z siostrą były lepsze? Rozmawiałam z nią, ale nie wiem czy to coś daje?

Chcę abym się zmieniłam, nie była wredna, nadrobiła zaległości w szkole, żebym w końcu schudła, wyładniała. Chcę być szczęśliwa, chcę uszczęśliwić rodzinę - nie chcę żadnych terapeutów rodzinnych, chcę sama to załatwić. Jak mogę zmienić siebie, swoje i rodziny życie na lepsze? Błagam o pomoc nie wiem czy dalej to zniosę ;[.

Jestem już tym zmęczona, błagam o pomoc, jestem zdesperowana. Proszę o pomoc. Nina.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Może to ja jestem zła?

Witam zacznę od tego, że nie radzę sobie z życiem. Cały czas mam wrażenie, że jestem gorsza od innych, nie potrafię ufać ludziom, a tak bardzo bym chciała się mieć komuś wyżalić. Nie potrafię okazywać ludziom tego jak bardzo ich...

Witam zacznę od tego, że nie radzę sobie z życiem. Cały czas mam wrażenie, że jestem gorsza od innych, nie potrafię ufać ludziom, a tak bardzo bym chciała się mieć komuś wyżalić. Nie potrafię okazywać ludziom tego jak bardzo ich lubię, po prostu nie potrafię okazywać uczuć, a najgorsze jest to, że cały czas patrzę wstecz, rozpamiętuję to co było w dzieciństwie i nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.

Moje dzieciństwo nie należy do wspaniałych - mama biła mnie czym popadnie za to, że zdarzyły się złe oceny, że zapomniałam wynieść śmieci, że coś źle zrobiłam - za wszystko obrywałam, miałam siniaki po ciele. Nie raz szarpała mnie za włosy czy kopała. Czuję do niej o to żal, ale też czuje żal do siebie, że czegoś nie zrobiłam - być może mogłam się lepiej starać być lepszym dzieckiem? Zawsze jestem tolerancyjną osobą, nie sprawiam kłopotów, nie ćpam, nie piję, nie palę, większość ludzi ma do mnie zaufanie i mnie lubi.

Staram się być wesoła i miła, a moja mama, mimo iż mnie już nie bije, uważa mnie za przeciwieństwo tych wszystkich ww cech - cały czas krzyczy, że jestem zła, że nic nie robię (a staram się). Wyklina mnie od szmat, diabłów, szatanów itd., jeszcze ani raz nie usłyszałam od niej dobrego słowa, a tak mi bardzo brakuje tego. Chciałabym czuć się potrzebna, kochana, a cały czas czuję się jak śmieć. Próbowałam z nią rozmawiać, mówić, że mam do niej żal o dzieciństwo i obecną sytuację, ale ona wszystko wywraca do góry nogami mówi "a nie pamiętasz jak tłumaczyłam ci zadania?" (często na stole leżał pasek i jak czegoś nie rozumiałam to biła mnie aż zrozumiem), "a teraz może ci czegoś brakuje?" itd.

Jeśli o to ostatnie chodzi to faktycznie niczego mi nie brakuje i doceniam to, ale czasami wolałabym żeby powiedziała mi coś miłego, Zauważyłam, że mam do mamy ogromny dystans, nie potrafię teraz rzucić się jej na szyje i uściskać. Za bardzo boli mnie to co robiła. Może to ja jestem zła? Już sama nie wiem... Czuję taka obojętność do świata, nie mam siły na naukę i na wszystko - co mam robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Stres a depresja - czy warsztaty na pewno bywają skuteczne?

Pani Arleto, myślę, że ma Pani wiele racji w tym co Pani napisała jednak mimo tego iż zgadzam się z Pani opiniami nie znajduję w sobie siły by podjąć jakieś działania związane z realizacją swoich zamierzeń... Dobrze, że wspomniała Pani...

Pani Arleto, myślę, że ma Pani wiele racji w tym co Pani napisała jednak mimo tego iż zgadzam się z Pani opiniami nie znajduję w sobie siły by podjąć jakieś działania związane z realizacją swoich zamierzeń...

Dobrze, że wspomniała Pani o warsztatach radzenia sobie ze stresem - ostatnio uczestniczyłam w takich, jednak nie jestem pewna czy przyniosły one oczekiwany efekt. Podeszłam do nich raczej sceptycznie, nie potrafię się zrelaksować, gdy na sali jest piętnaście osób, a ja mam leżeć na podłodze z zamkniętymi oczami i wyobrażać sobie, że stoję pod wodospadem - nie wiem, może jest coś ze mną nie tak, ale zaproponowane mi sposoby radzenia sobie ze stresem wydały mi się raczej śmieszne niż pomocne. Na swój sposób to doświadczenie stało się źródłem nowych rozterek i zwiększa moją apatię.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mogę normalnie żyć. Od czego zacząć, by sobie pomóc?

Witam bardzo serdecznie. Jestem młodym, 19-letnim chłopakiem, od kilku dobrych lat męczę się z samym sobą, przejmuję się najmniejszymi rzeczami (na przykład ktoś mi coś dowali przy wszystkich czy poniży, albo coś głupiego zrobię).Nie wiem czemu tak jest, ponieważ jestem...

Witam bardzo serdecznie. Jestem młodym, 19-letnim chłopakiem, od kilku dobrych lat męczę się z samym sobą, przejmuję się najmniejszymi rzeczami (na przykład ktoś mi coś dowali przy wszystkich czy poniży, albo coś głupiego zrobię).Nie wiem czemu tak jest, ponieważ jestem lubiany myślę i w miarę możliwości towarzyski (lubię poznawać nowych ludzi, jakoś nie mam większego problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów - no może trochę z dziewczynami).O swoich problemach lubię rozmawiać z innymi - mam przyjaciółkę, przyjaciela i jeszcze kilka osób, którym mogę opisać moje problemy, lecz nie mówię, że podejrzewam u siebie depresję - wstydzę się po prostu, no co tu ukrywać.

To przejmowanie się to jeszcze jakoś przeżyje, chociaż ostatnio coraz ciężej, coraz więcej problemów (nie mam dla siebie czasu, szkoła, praca, problemy w domu - ogólnie życie w biegu), lecz przez to mam problemy z koncentracją, czasami odpływam, nie wiem gdzie jestem (nie ogarniam sytuacji, np. proste czynności ogarnąć czy coś...), lub mam ochotę danej chwili w danym miejscu położyć i się poddać, wydrzeć się, nawet rozpłakać.... Co do snu mam wrażenie, że od bardzo dawna się nie wyspałem, nie zależy od pory w jakiej się położę, czy śpię regularnie, dużo, mało - i tak jestem niewyspany. Ziewam całymi dniami, w szkole na ławce się kładę i idę spać.

Mam też problem w podejmowaniu decyzji, waham się w najprostszych sprawach, od np. na stacji paliw jakie sosy do hot-doga wziąć, przez podejmowanie decyzji w pracy, po życiowe decyzje. Mógłbym jakoś z tym żyć,  gdyby nie wpływało to na moje życie (przez moje myśli i przejmowanie się zostawiłem kochającą mnie dziewczynę, bo nie mogłem wytrzymać jak mieliśmy małe spory i problemiki), mam brak koncentracji w szkole i w pracy przez co nie mogę w 100% dać z siebie wszystkiego. Nie wiem co robić, szczerze to płakać mi się chce... boje się, że mi tak zostanie, że życie sobie zepsuję przez to.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Izolacja, niechęć, apatia - jak zwalczyć to wszystko?

Witam! Jestem kobieta, mam 22 lata. Właściwie trudno mi od czegokolwiek zacząć, bo ja tak naprawdę nie mam pojęcia co możne być przyczyna stanu/samopoczucia, w którym się znajduje. Z jednej strony uważam, że nie powinno być żadnego powodu dlaczego czuje...

Witam! Jestem kobieta, mam 22 lata. Właściwie trudno mi od czegokolwiek zacząć, bo ja tak naprawdę nie mam pojęcia co możne być przyczyna stanu/samopoczucia, w którym się znajduje. Z jednej strony uważam, że nie powinno być żadnego powodu dlaczego czuje się, tak jak się czuje. Jednak z drugiej strony mam wrażenie, że chyba nie jest dobrze, a przynajmniej powinno być lepiej.

Może powinnam zacząć od kilku zdań o sobie. Uważam się za osobę relatywnie silną psychicznie, nie mam problemów z samooceną, nie jestem zakompleksioną szarą myszką, potrafię bronić swoich racji, itd. Mimo, że niejednokrotnie usłyszałam, że jestem cyniczna i sarkastyczna (często również apodyktyczna) a moje wypowiedzi ociekają ironią, to z powodu jakichś innych cech mojego charakteru ludzie do mnie lgną, lubią mi się zwierzać, ufają mi. Mam trojkę rodzeństwa, z czego tylko nasza najmłodsza siostra mieszka z rodzicami, a ja oraz starsi brat i siostra żyjemy w rożnych krajach. Całą moją rodzinę kocham do bólu i wiem, że jeśli tylko będę kogokolwiek potrzebowała, to oni będą przy mnie. Wiem, że jestem młoda i mogę wszystko, bo jak nie teraz, to kiedy?

Właśnie skończyłam studia i mogę zacząć karierę, mogę też wyjechać gdzieś na koniec świata albo po prostu kontynuować obecną pracę, która nie sprawia mi jakiejś wielkiej przyjemności, ale też nie czuję, że jest mi w niej źle. I tu właśnie zaczynają się schody, bo ja czuję się tak neutralnie, jakbym była zawieszona w czasie i przestrzeni i nie potrzebuję żadnych zmian. Jest mi obojętne co będzie się ze mną działo, najlepiej czuję się gdy jestem sama, bo nie muszę niczego udawać, nie muszę udawać, że kogoś lubię, nie muszę nikogo tolerować. Zazwyczaj czytam książki, coś piszę, oglądam filmy, przeszukuję internet w poszukiwaniu do niczego niepotrzebnych mi informacji lub wyciszam się słuchając muzyki. Uciekam w mój mały, bezpieczny świat. Tylko, co jakiś czas mam uczucie, że to nie jest pełnia życia i żeby być szczęśliwą muszę być z ludźmi.

Wydaje mi się jednak, że nauczyłam się być sama, wytrenowałam się do samotności i samowystarczalności do tego stopnia, że moje kontakty z innymi ograniczają się do koniecznych codziennych rozmów, grzecznościowych pozdrowień, itd. i na tym koniec, nie interesuje mnie co robią inni po pracy, czy jak spędzili dzień wolny - takie codzienne sprawy wydaja się przyziemne i monotonne. Moja praca czy krąg znajomych (który de facto zmienia się bardzo często) wymagają ode mnie jakiejś dozy socjalizacji. Zazwyczaj jest jakieś wspólne wyjście i oczywiście, aby rozmowy o całej tej rutynie dnia codziennego nie były takie nudne, leję w siebie alkohol. Nie pamiętam już takiego wyjścia, po którym wróciłabym do domu w miarę trzeźwa. Najczęściej kończy się przysłowiowym urwanym filmem i tylko drobnymi przebłyskami z poprzedniego wieczoru. Tak jest mi łatwiej, bo w ten sposób też nie muszę udawać, alkohol usprawiedliwia każde głupie zachowanie a im więcej wypiję, tym życie wydaje się mniej gorzkie.Dodatkowo nie ufam ludziom, w takim sensie, że nie potrafię się otworzyć, rozmawiać. Wychodzę również z założenia, że każdy ma jakieś swoje bolączki i nikt nie będzie chciał wnikać w moje problemy czy rozważania, wiec rozmyślam o wszystkim sama.

Dawno temu straciłam też wiarę w to, że kiedykolwiek stworzę szczęśliwy i udany związek, bo niestety po każdym dotychczasowym zostawałam cała w rozsypce i z głęboko zranionym sercem. Mój ostatni partner tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Szczęśliwie ze sobą trwaliśmy aż do momentu, kiedy mnie zostawił, kompletnie się odciął, a ja do tej pory nie wiem dlaczego. I jeszcze jest mnóstwo innych rzeczy, które mogły lub mogą mieć wpływ na mnie, burzliwa przeszłość i niemniej zawarowani teraźniejszość, ale chyba delikatnie i pokrótce opisałam siebie.

Jak powiedziałam, czuję, że coś jest nie tak, wiec zabrałam się za sztuczną reanimację mojego życia, bo przecież kiedyś byłam inna, a bynajmniej inaczej się czułam. Zapisałam się na kurs norweskiego, będę wśród ludzi, ale nie będzie tak przyziemnie, odstawiłam całkowicie alkohol i przy wspólnych wyjściach zamiast lądować w pubie chodzimy do restauracji, kina czy na kawę itd. Jeszcze tylko wyreguluje swoje godziny snu i zacznę spać więcej niż 3-4 godziny dziennie, a zamiast przez cały dzień podjadać rożne ciastka i ciasteczka zacznę odżywiać się zdrowo, to może coś się zmieni. Kto wie? Są chęci, potrzebny jeszcze motor do działania. Lorelai

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak leczyć mówienie przez sen?

Mam ponad 30 lat i przez całe dotychczasowe życie mówiłem przez sen. Wiem o tym z relacji rodziców, ale też innych osób, które miały (nie)przyjemność spać w mojej obecności. Od pewnego czasu jestem w związku z kobietą, która ma...

Mam ponad 30 lat i przez całe dotychczasowe życie mówiłem przez sen. Wiem o tym z relacji rodziców, ale też innych osób, które miały (nie)przyjemność spać w mojej obecności. Od pewnego czasu jestem w związku z kobietą, która ma stosunkowo płytki sen i moje mówienie przez sen okazuje się bardzo kłopotliwe. Podczas snu prowadzę różne rozmowy, szczególnie takie, jakbym się z kimś kłócił. Można nawet powiedzieć, że krzyczę przez sen, a nie tylko mówię.

Nie chcę spać w innym pokoju, dlatego mam pytanie - czy można jakoś leczyć tę dolegliwość? A jeśli tak, to jak? Dodam tylko, że większość przyczyn podawanych w artykułach na ten temat nie ma na mnie wpływu. Jestem osobą bardzo spokojną, mam bezstresową pracę, nie jem na noc, nie biorę leków itd. Potencjalne przyczyny nie mają więc miejsca, tym bardziej że mówię przez sen nie od dziś, a od dzieciństwa. Praktycznie nie ma nocy, abym przez kilka godzin nie prowadził zażartych sennych dyskusji, dlatego uważam, że tę dolegliwość należałoby jakoś w końcu zacząć leczyć.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak podnieść poczucie wartości u mężczyzny?

Witam, jestem w związku z cudownym mężczyzną. Pierwszy raz czuję się tak szczęśliwa, gdyż z nikim nie czułam takiego porozumienia jak z nim. Jest jednak jeden problem, który, boję się, to szczęście może zniszczyć. Należę do osób o bardzo pozytywnym...

Witam, jestem w związku z cudownym mężczyzną. Pierwszy raz czuję się tak szczęśliwa, gdyż z nikim nie czułam takiego porozumienia jak z nim. Jest jednak jeden problem, który, boję się, to szczęście może zniszczyć.

Należę do osób o bardzo pozytywnym myśleniu, takich których wszędzie jest pełno, potrafiących cieszyć się drobnostkami, zaś sprawami błahymi starają się nie przejmować. Staram się czerpać z życia wszystko co w nim najlepsze. Mój partner niestety przy pierwszym lepszym małym swoim niepowodzeniu, czy rzeczy, która dzieje się nie po jego myśli staje się ogromnym pesymistą. Twierdzi że do niczego się nie nadaje, nic nie potrafi. Wszystko widzi w ciemnych kolorach. Ma bardzo niską samoocenę, przejmuje się drobnostkami i co najgorsze - przywiązuje do nich większą wagę niż do rzeczy naprawdę istotnych.

Uwielbia on ład i porządek, potrafi spędzić cały dzień nad jakąś rzeczą, dopóki nie uzna, że jest dobrze. Zatraca tym samym wszystko inne co w życiu jest istotne. Jego zachowanie w momencie, gdy uważa, że coś się mu nie udało doprowadza mnie do łez. Bo jak można marnować życie, pozytywną energię dla rzeczy naprawdę nieistotnej? Ciągle mu powtarzam, że w życiu najważniejsza jest miłość, zdrowie, bliscy, że cała reszta nie ma znaczenia. Jemu tymczasem fakt, że nie udało się poprawnie skręcić mebli, że kupił złą rzecz przysłania wszystko. Potrafi popłakać się jak dziecko nawet, gdy coś go przerasta. Mówi, że to wina jego dzieciństwa, że ciągle rodzice go krytykowali, twierdzili, że nic nie potrafi zrobić dobrze, że w takim przekonaniu został wychowany.

Staram się jak tylko mogę zmienić jego nastawienie do życia i tego kim jest, cała sobą, swoim entuzjazmem, radością życia, proszę go by tylko, aby dał sobie pomoc - on jednak twierdzi, że to nic nie da, od razu z góry spisuje wszystko na straty. Mamy póki co po 23 lata, planujemy wspólna przyszłość, jednak boję się, że gdy przyjdą w życiu naprawdę poważne problemy, np. jak utrata pracy to nie będzie w stanie sobie z tym poradzić. Mam silną psychikę, zniosę wiele, jednak nie wiem czy uniosę dany ciężar za nas dwoje. To mężczyzna bardziej powinien stanowić oparcie dla kobiety, gdy się coś wali i pali, tym czasem to ja zagryzam zęby i podtrzymuje na duchu, mówię, że wszystko będzie dobrze, że poradzimy sobie.

Jak mogę mu pomoc, jak można tak głęboko zakorzenione przekonanie wyplenić z męskiej psychiki? Okazywać aprobatę i uznanie? Już to robię, ale przecież to za mało.... Co zrobić, aby odzyskał poczucie własnej wartości, a raczej je zrodzić, gdyż podejrzewam, że nigdy nie miało szansy rozwoju? Jak sprawić, aby przestał przywiązywać wagę do drobnostek, był mniej pedantyczny i zaczął cieszyć się życiem?

Rozmawiam z nim nie raz godzinami na te tematy, wiem jak ważna jest rozmowa, jednak przy pierwszym mniejszym niepowodzeniu wszystko zaczyna się od nowa.Wszelkie spotkania z psychologiem, grupy terapeutyczne nie wchodzą w grę - wiem, że tylko ja jestem w stanie mu pomoc, już z jedną rzeczą mi się udało. Miał tendencję do kłamstw, wymyślania niestworzonych historii, wszystko po to, by skupić na sobie moja uwagę, abym się nim przejmowała, martwiła. To już mamy na szczęście za sobą, jednak też było wynikiem poczucia tego, że nikomu na nim nie zależny, ze nikt się nim nie interesuje - znów dzieciństwo, znów poczucie niskiej wartości. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z problemami uczuciowymi?

Witam! Nie wiem od czego zacząć, możne zacznę od początku. Z tym problemem już nie wiem co zrobić, dlatego szukam na razie porady w internecie, jeżeli to nie będzie skutkować jak nazbieram pieniądze udam się do psychologa. Otóż chodzi o...

Witam! Nie wiem od czego zacząć, możne zacznę od początku. Z tym problemem już nie wiem co zrobić, dlatego szukam na razie porady w internecie, jeżeli to nie będzie skutkować jak nazbieram pieniądze udam się do psychologa.

Otóż chodzi o to, że byłem kiedyś u psychologa, bo miałem kilka problemów. Jednym z nich były myśli obrazy jakie stawiały mi przed oczami z kiedyś poznaną dziewczyną, były to obrazy kontaktów fizycznych itp., często kiedy np. byłem ze swoją dziewczyną. Następnym problemem było wyzywanie mojej partnerki, a jeszcze jednym problemem było to, że nie potrafiłem określić czy ją kocham. Otóż psycholog stwierdził, że działa to na zasadzie nakręcania się, że raz pomyślę i zaraz się nakręcam i tak cały czas, poradził mi co mam robić i kazał zgłosić się na wizytę. Lecz mi te "obrazy"i wyzwiska ustały i finanse za bardzo mi na to nie pozwalają żeby udać się tam ponownie.

Zostaje problem z "kochaniem". Jestem z dziewczyna dwa lata i cztery miesiące, na 1 rocznicę wytatuowałem sobie jej imię. Potem jakoś zaczęło się walić wszystko, jakieś kłótnie itp. Lecz z tym "kochaniem" to było tak, że nie potrafiłem tego określić, po wizycie doszedłem do wniosku, że kocham. Ale to chyba nie w tym jest problem. Zauważyłem od pewnego czasu ze mam problem ogólny chyba z emocjami w stosunku do partnerki. Zakładając, że spotkam się z nią, jak zadam sobie pytanie po co chce się spotkać nie potrafię sobie odpowiedzieć. Kolejnym przykładem jest to, że kiedy zadam pytanie sobie czy ją kocham też nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jeżeli coś mówię jej, to nie mówię tego stanowczo. Nie wiem czym to jest spowodowane, w ogóle zero uczuć, nie wiem co jest grane. Bylem i jestem z nią szczery, mówiłem jej o rzeczach jakich nikt nie wie.

Zaufałem na 100% i ufam dalej i wiem, że nie powie. Powiedziałem o rzeczach takich, że jeżeli by ktoś się dowiedział, to bym chyba musiał się zabić, żeby mieć spokój. Wracając do tematu: nie potrafię się określić dlaczego tak zrobiłem, czy kocham, co czuję. Mam ogólny problem z uczuciami. Mam 20 lat, nie wychodzę na dwór do znajomych, bo przeprowadzając się do nowego miasta po jakimś czasie poznałem dziewczynę, z która jestem do tej pory i tylko z nią spędzałem czas. Brak jakichkolwiek zainteresowań. Nie jestem pogodny i wesoły, jestem raczej osobą taką smutną, choć w towarzystwie nie do końca.

Nie wiem co jest ze mną, czy to problem z uczuciami? Z emocjami? Nie mam pojęcia, dlatego proszę o radę co robić. Dodam, że nasz związek wisi na włosku przez to wszystko. Proszę o szybką odpowiedź. W razie jakichkolwiek pytań chętnie odpowiem, by móc wspólnie rozwiązać ten problem. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty