Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Jak podejmować właściwe decyzje?

Witam. Jestem młoda, bo mam zaledwie 25 lat, w tym wieku przychodzi czas na bycie odpowiedzialnym. Obecnie kończę studia, jestem na ostatnim roku, a narzeczony, z którym jestem już od 8 lat ma już od 3 lat stałą pracę i...

Witam. Jestem młoda, bo mam zaledwie 25 lat, w tym wieku przychodzi czas na bycie odpowiedzialnym. Obecnie kończę studia, jestem na ostatnim roku, a narzeczony, z którym jestem już od 8 lat ma już od 3 lat stałą pracę i oboje mieszkamy u swoich rodziców. Wiemy, że to już czas na usamodzielnienie się.

Moja rodzina (tata i mama) jest dysfunkcyjna, gdyż tata od czasu kiedy byłam mała pracuję za granicą i do dziś są tego skutki, gdyż mama nie ma żadnego wsparcia w swoim mężu, z wszystkimi problemami zostawała zawsze sama. Mój o rok starszy brat nie ma nawet matury i to zawsze bolało zwłaszcza mamę, więc ja jako córka chciałam ulżyć rodzicom poszłam na studia, żeby mieli choć we mnie jakąś uciechę, dumę. Na dzień dzisiejszy brat wyjechał do Warszawy, usamodzielnił się i spełnia się zawodowo mimo braku wykształcenia. Mama od 6 lat znalazła ukojenie w piwie i do dziś ukrywa się z piciem (jak sama mówi nie ma problemu z piciem, bo nie pije wódki), rodzina nas odizolowała od siebie, kontakt jest sporadyczny.

Żałuję decyzji pójścia na studia dzienne, gdyż wolałabym mieć już stałą pracę i swoje życie. Teraz nie umiem pomóc ani mamie ani sobie. Powtarzałam już rok na studiach, gdyż miałam problemy z koncentracją, zaczęły się nerwobóle i rozwinęło się u mnie reumatoidalne zapalenie stawów i jestem na tabletkach sterydowych. Nie mam znajomych, mój kontakt z rówieśnikami mam tylko na uczelni, poza nią mam obowiązki domowe (mama zaniedbuję samą siebie i dom, jedynie w pracy jako tako daję rade). Moja rodzina sądzi, że jestem nieodpowiedzialna, gdyż powinnam już dawno skończyć studia lub iść na zaoczne i sama na wszystko zarabiać i już mieszkać z narzeczonym. Pewnie mają mnie za lenia...

Problem w tym, że przyszedł czas aby zaplanować wspólną przyszłość. Pierwsze kroki, zapoznanie się z rynkiem nieruchomości i realiami. Został mi rok studiów i na tej końcówce przyjdzie podjąć decyzję co do ślubu, mieszkania i pracy. Bycie odpowiedzialnym to bycie dorosłym. Każdy kiedyś musi znaleźć moment na podjęcie właściwych decyzji. Czy teraz jest ten moment? Życie pokaże. Ten moment to rozsypana układanka, którą trzeba skrupulatnie układać w jedną całość, a to czy nas coś przerasta to już inna sprawa. Rodzina narzeczonego mówi abym zaczęła szukać pracy na 1/2 etatu i aby wsiąść szybki ślub cywilny i kupić mieszkanie. A ja czuję, że nie jestem emocjonalnie na to gotowa, zaczęłam się bać ludzi, unikać sytuacji stresujących.

Nie wiem co mam robić, zależny mi by ułożyć sobie życie z narzeczonym, ale nie rozumie moich lęków, on mówi, że muszę przestać być nieśmiała i kiedyś dojrzeć, a nie zadręczać się... Nie mam z kim o tym porozmawiać.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie radzić z psychiką?

Witam, jestem 22 - letnią dziewczyną, mam uciążliwy charakter, który mi przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu między ludźmi. Drażni mnie odmienne zdanie na jakiś temat, jeśli jest ono inne niż moje. Rzadko kiedy się uśmiecham, coraz częściej chce mi się płakać....

Witam, jestem 22 - letnią dziewczyną, mam uciążliwy charakter, który mi przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu między ludźmi.

Drażni mnie odmienne zdanie na jakiś temat, jeśli jest ono inne niż moje. Rzadko kiedy się uśmiecham, coraz częściej chce mi się płakać. Czuje się mało dowartościowana, nie potrafię sobie poradzić z tym, że znajomi mówią mi nie miłe rzeczy... Jakaś mała odzywka niemiłym tonem do mnie może spowodować u mnie niechęć. Bardzo często się kłócę i awanturuję. Dodam, że moja matka (z którą się nie wychowywałam), ma zaburzenia emocjonalne, depresję... brała jakieś leki, często robiła awantury po alkoholu, nie potrafi sobie poradzić sama ze sobą. Boję się, że z wiekiem pojawiają się u mnie coraz silniejsze objawy i że będę taka sama jak ona.Jak mam temu zapobiec?

Naprawdę jest mi coraz bardziej ciężko. Wszystko mnie drażni. Czuję się gorsza od innych, nie potrafię sobie znaleźć własnego miejsca na ziemi. Również przestało mnie cokolwiek cieszyć. Do tego wszystkiego dochodzi wstydliwość... lęk przed pojawieniem się w jakiejś ogólnej sytuacji publicznej, gdzie uwaga będzie skoncentrowana na mnie. Unikam chodzenia w miejsca, gdzie ktoś mógłby mnie obserwować, gdy np. uprawiam sport, pływam lub biegam. Boję się negatywnych opinii na swój temat, a z drugiej strony myślę, że zawsze mam rację. Boje się, że ktoś może mnie źle postrzegać, wystarczy, że spojrzy na mnie. Nie potrafię się pogodzić, że np. mój chłopak jest w towarzystwie i dobrze się bawi, a ja nie. Mam dużo różnych dziwnych i sprzecznych myśli. Często płaczę i spotykam się z niezrozumieniem u najbliższych. Jestem nadwrażliwa.

JAK MAM SOBIE POMÓC? Nie chcę skończyć jak moja matka, histeryczka i wariatka, która przez to, jaka jest narobiła sobie wiele złego w życiu. Wszyscy mówią o niej jak o nienormalnej. Jak mam sobie z tym poradzić? Nie znoszę kiedy ktoś porównuje mnie do niej, nie znoszę krytyki. Nie umiem się śmiać. Ostatnio sama siebie usprawiedliwiam, że mam depresję, bądź zaburzenia emocjonalne, nie wiem tak naprawdę co to jest, ale wiem, że nie jest wszystko w porządku!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Tak tęsknię, że mam już myśli samobójcze. Jak sobie poradzić z tęsknotą?

Mam dziewczynę i spotykamy się co tydzień, bo jej rodzice uważają, że jak będziemy częściej to się sobą znudzimy. A ja już tego nie wytrzymuję, tej tęsknoty. I czasami nie wiem co z sobą robić, czy się zabić i nie cierpieć.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Rodzina znęca się nad moją mamą i bratem - jak im mogę pomóc?

Witam! Piszę do Państwa, bo sama nie mogę poradzić sobie z tym problemem. Tak strasznie żal mi mamy i mojego kilkunastoletniego brata. W domu oboje przechodzą piekło, a to za sprawą mojego ojca, jego ukochanej córeczki i zięcia. Siostra zajmuje...

Witam! Piszę do Państwa, bo sama nie mogę poradzić sobie z tym problemem. Tak strasznie żal mi mamy i mojego kilkunastoletniego brata. W domu oboje przechodzą piekło, a to za sprawą mojego ojca, jego ukochanej córeczki i zięcia.

Siostra zajmuje się ciągle sprawami mojej mamy, wtrąca się do wychowania mojego brata, zapominając o tym, że ma 2-letnie dziecko, któremu mało kiedy poświęca uwagę. I to właśnie nim powinna się zająć. Wtrąca się do wszystkiego i do wszystkich, nie wspominając już o sprawach finansowych. Poruszyła już nawet mojego męża i moich teściów. Swoimi teściami też próbowała zawładnąć, ale bezskutecznie. Jej mężulek szybko jej to wybił z głowy. Widocznie tak "mocno się kochają". Jest kompletnie zdemoralizowana, totalny degenerat. Ja mieszkam daleko i nic nie mogę z tym zrobić - przykro mi kiedy mama wypłakuje się do słuchawki. Oboje z bratem są roztrzęsieni. Siostra mieszka obok rodziców, w dodatku u nich pracuje. Myślę, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby ojciec "trzymał" stronę mamy i walnął pięścią w stół. Ale nie... wszystko co powie jego córeczka jest święte. Niejednokrotnie dochodzi do przemocy.

Ja z mamą i bratem jesteśmy dla całej tej Trójcy Świętej (ojciec, siostra, zięć) solą w oku dlatego, że trzymamy się razem. Wpadam do domu naprawdę rzadko, raz na miesiąc, na dwa. A sama płaczę do poduszki, bo jestem bezsilna. Nie wiem już co robić. Padały już tak przykre słowa w kierunku moim, a przede wszystkim mamy. Boję się o nią i o brata, bo nie wiem co przyniesie następny dzień. Szwagier też lubi wtrącić swoje 3 grosze. Wiem też, że cała ta sytuacja jest mu "na rękę". Odnoszę wrażenie, że chodzi im tylko o pieniądze. W myśl dewizy: "zarobić, ale się nie narobić", bo po co. Ojciec utrzyma. Są po prostu wyzuci z norm moralnych. Zastraszają mamę, boję się, nie wiem co mam z tym zrobić.

Jak pomóc mamie? Widzę, że ta kobieta jest z tym wszystkim sama, przyjmuje silne leki na nerwicę. Do tego dołożył się jeszcze alkoholizm ojca. Awantury są na porządku dziennym. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że za całe zło tego świata obwiniają mamę. Pochodzę z małej miejscowości, gdzie każdy wie wszystko o sobie. Myślę też, że ludzie się nawet domyślają tego co się dzieje. Brat nie może skupić się na nauce, żal mi go strasznie. Ojciec próbuje go nastawiać na mamę. Pod naporem córeczki grozi mamie eksmisją i nie tylko. Tak samo ciężko na to pracowała i pracuje. Gdzie oni mogą się udać. Boję się, że dojdzie do tragedii. Jak ich wszystkich "ukrócić"? Błagam, proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy powinnam udać się do psychologa?

Witam, mam 17 lat i od jakiegoś czasu zastanawiam się czy nie powinnam udać się do psychologa. Kiedyś (około rok temu) mama sama mi to proponowała, ponieważ twierdziła, że potrzebuję pomocy po ich rozwodzie z tatą. Mnie nie było...

Witam, mam 17 lat i od jakiegoś czasu zastanawiam się czy nie powinnam udać się do psychologa. Kiedyś (około rok temu) mama sama mi to proponowała, ponieważ twierdziła, że potrzebuję pomocy po ich rozwodzie z tatą. Mnie nie było to potrzebne, więc odmówiłam. Ostatnio w rozmowie z dość bliskim kolegą, ten stwierdził, że moje życie nie ma w sumie sensu. Nie bardzo zrozumiałam, co ma na myśli, ale wyjaśnił mi, że nie mam żadnej pasji, zainteresowania, niczego, co wypełniałoby moje życie. Nie do końca mogę się z nim zgodzić, ponieważ lubię czytać, uczyć się, czasem rysuję, interesuję się muzyką, a także muzykami, więc to chyba nie o to chodzi. Kolejnym powodem, dla którego mam wątpliwości jest fakt, że nie potrafię do końca poradzić sobie z życiem moim, a także innych. Chodzi o to, że tak bardzo czasem boli i dotyka mnie to, jak zachowują się ludzie, że nie potrafię zrozumieć niesprawiedliwości, przemocy, agresji. Nie potrafię zrozumieć świata. Wiem, że to nie dotyczy jedynie mnie, tylko to są takie "podstawowe" problemy nastolatka. Tylko, że zazwyczaj jak rozmawiam z rówieśnikami, twierdzą, że to świat ich nie rozumie. Ja natomiast mam troszkę odwrotnie. Kolejnym (i ostatnim już) argumentem jest moja wiara - a raczej jej brak. Doszłam ostatnio do wniosku, że twierdzę, że nie wierzę w Boga, bo tak mi łatwiej. Bo wiarę trzeba pielęgnować, trzeba ją w sobie rozwijać. Ja jestem słaba, dlatego nie potrafię wierzyć. A przynajmniej tak mi się wydaję. Tak więc, bardzo proszę o poradę i ewentualne zasugerowanie, co mogłabym przedstawić lekarzowi, jako swój problem. Czy po prostu miałabym tam pójść i opowiedzieć to, co tu napisałam? Czy może to jest całkiem normalne i nie muszę nic robić, poza samodzielnym poradzeniem sobie z życiem? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Skąd ten dziwny stan i dlaczego trwa tak długo?

Od miesiąca, mam zaburzenia snu, huśtawkę nastrojów i dziwny apetyt, znaczy się raz go mam, a raz nie. Nawet od małego drobiazgu płaczę i jestem strasznie niespokojna. Zero skupienia. Mam 15 lat i tłumaczę to hormonami, ale dlaczego to tak długo trwa?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Dlaczego tak bardzo zaczęłam się skupiać na wyglądzie męża?

Witam serdecznie! Mam taki problem wewnętrzny (zaczął się tydzień przed ślubem): dostałam na początek silnego lęku i myśli negatywnych na temat przyszłego męża, jestem z nim w ciąży, a dowiedziałam się na 3 miesiące przed ślubem. Jesteśmy ze sobą od...

Witam serdecznie!

Mam taki problem wewnętrzny (zaczął się tydzień przed ślubem): dostałam na początek silnego lęku i myśli negatywnych na temat przyszłego męża, jestem z nim w ciąży, a dowiedziałam się na 3 miesiące przed ślubem. Jesteśmy ze sobą od 4 lat i zawsze się rozumieliśmy, jest dobry dla mnie, wymarzony kandydat na męża, nigdy mi krzywdy nie zrobił, nawet pomagał zawsze w trudnych chwilach. Mimo tych myśli, lęku wyszłam za niego. Jesteśmy teraz 6 miesięcy od ślubu, a ja nadal mam dziwne uczucie takiego nacisku, tak jak bym wszystko co robię robiła automatycznie, obiad, porządki w domu, nuda codzienności - nie wiem, ale mam taki niepokój w mostku jak jestem z moim mężem, przebywam z nim, rozmawiam.Nie wiem co to jest wpatruję się w niego, doszukuję wad w wyglądzie, coś mi się w nim nie podoba w twarzy, czuję ucisk w żołądku, ale po paru minutach myśli przechodzą w inny tok myślenia - tak mam prawie codziennie, strasznie się męczę. Dlaczego zaczęłam się skupiać na jego wyglądzie? Patrzę na niego, potem na nasze zdjęcia z wesela itd. - przecież w życiu to nie jest aż takie ważne. Przedtem takich myśli nie miałam.

Byłam u psychologa i powiedziała mi, że to może objaw depresji, obsesji lub nerwicy natręctw i kazała poczekać do końca porodu i zacząć brać leki, ale czy to może tak się ujawniać? Czytałam, że może się pojawić w ciąży depresja. Naprawdę nie wiem co myśleć! Już się zastanawiałam czy czasem nie opuścić męża jeśli przy nim mam takie dolegliwości, ale z drugiej strony jest on dla mnie taki dobry, opiekuńczy, mam straszne wyrzuty sumienia. Proszę o poradę! Czy mi to przejdzie? Byłam już kilka razy u psycholog i nic mi nie pomogła - kazała czekać na rozwiązanie.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nie radzę sobie w życiu. Gdzie szukać pomocy?

Witam wszystkich. Mam 22 lata, mieszkam w średniej wielkości mieście i jako nastolatek miałem dobre życie w normalnej rodzinie, w szkole odnosiłem sukcesy, byłem osobą rozpoznawalną i lubianą. Teraz mam problem, z którym sam nie potrafię sobie poradzić. Od jakiegoś...

Witam wszystkich. Mam 22 lata, mieszkam w średniej wielkości mieście i jako nastolatek miałem dobre życie w normalnej rodzinie, w szkole odnosiłem sukcesy, byłem osobą rozpoznawalną i lubianą.

Teraz mam problem, z którym sam nie potrafię sobie poradzić. Od jakiegoś czasu czuję się coraz gorzej ze sobą samym. Dobija mnie myśl o tym, że mogę sobie nie poradzić w życiu. Że te studia nic nie dadzą, że brakuje na wszystko czasu, pieniążków. Że nie będę potrafił dać szczęścia moim najbliższym. Obecnie mieszkam z moja dziewczyną, z którą również wspólnie studiujemy. Nie mam osoby, przed którą mógł bym się otworzyć. Wiem, że powinna to być moja partnerka, rodzina czy przyjaciele, ale nie chcę tego.

Pracuję w nocy, więc moja dziewczyna bała się sama spać i poprosiła o szczeniaka. Wtedy, kiedy przyjechał do domu wszystko się zmieniło. Wszystko, co ukrywałem gdzieś w sobie wyszło na zewnątrz. Dostaje szału kiedy go widzę, zaczynam płakać. Wiem, że jest słodki, że trzeba o niego dbać, a jednocześnie odczuwam do niego tak ogromną niechęć. Nie mogę w ogóle spać, jestem przybity i zmęczony. Tak bardzo chciałbym zasnąć tak, żeby nie było niczego, tak po prostu odpocząć. Nie mam ochoty nic jeść, pomimo że zawsze byłem obżartuchem, nawet na piwo choć tak bardzo je lubiłem. Nie mam ochoty na sex, po prostu nie odczuwam już tej potrzeby, nawet na moją partnerkę patrzę jakoś inaczej. Mieszkanie zrobiło się takie ciasne. Czuję jak ogranicza mnie ta przestrzeń, jak się w niej duszę i czuję, że nie będę mógł z niej już wyjść.

Od 3 dni mam niekontrolowane napady płaczu. Biorę H*** 2 x dziennie po 25 mg. Wtedy na jakiś czas się uspokajam, ale brzuch dalej mnie boli, wciąż nie chce mi się jeść, nie potrafię się śmiać. Cieszę się tylko wtedy, kiedy idę do pracy. Kiedy wiem, że będę musiał coś robić i nie będę miał czasu myśleć o innych rzeczach. Tam jest tak spokojnie, mogę odpocząć. Za to kiedy mam wracać do domu staję się ponownie powolny. Przeciągam moment wyjścia do domu. Ciągle czuje lęk i strach. Zawsze byłem nerwowy, potrafiłem wybuchnąć z byle powodu, szybko się denerwowałem - teraz wszystko jest mi obojętne. Krzyczę tylko kiedy już nie wytrzymuję piszczenia tego psa. Zresztą zewsząd słyszę te popiskiwania, z za ściany gdzieś w tle w tv i radiu.

Wiem, że coś jest nie tak ze mną i chcę znaleźć pomoc. Co powinienem zrobić na początku? Powinienem iść do psychiatry czy do psychologa, co powinienem mu powiedzieć?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czuję się źle, obawiam się, że już nie dam rady. Co robić?

Witam. Mam 14 lat i wiele problemów. W domu rodzice strasznie na mnie naciskają na naukę, chociaż nie mam złych ocen to 3 to dla nich beznadziejnie, a na koniec roku muszą mieć pasek. Jeśli chodzi o towarzystwo... mam...

Witam. Mam 14 lat i wiele problemów. W domu rodzice strasznie na mnie naciskają na naukę, chociaż nie mam złych ocen to 3 to dla nich beznadziejnie, a na koniec roku muszą mieć pasek. Jeśli chodzi o towarzystwo... mam koleżanki, ale nie potrafię się przed nimi otworzyć. Nikomu nie ufam.

Mam dość tego życia. Często płaczę z byle powodu, mam napady złości. Czasami miewam myśli samobójcze. Moja matka do wszystkiego mnie zmusza. Nie mogę nawet zrezygnować z religii, mimo że nie jestem wierząca. W szkole już też nie daję rady. Czasami czuję, że moja głowa eksploduje. Nie mam odwagi pójść z tym do kogoś. W moim miasteczku wszyscy się znają, więc jak coś się zrobi od razu wszyscy wiedzą. Mnie nie obchodzi opinia innych, ale rodziców bardziej obchodzi to od mojego zdania. Jak mówię, że źle się czuję co nie da się potwierdzić objawami widocznymi gołym okiem rodzice mi nie potrafią uwierzyć.

Nie spotykam się z przyjaciółmi. Wolę samotność. Jedyne co mnie ratuje to to, że mam komputer i mogę odejść w świat mangi i anime. To trwa już chyba od roku,  ale przy początku roku nasiliło się. Czasami obawiam się że nie dam już rady... Moje marzenia także są rujnowane. Wpierali mi cały czas, że nie mogę pójść do szkoły plastycznej, że to nie ma przyszłości. Teraz już odechciało mi się malować. Nie kończę żadnego obrazu i nawet potrafią mieć o to pretensje lub naśmiewać się.

Czasami już myślę że ja już nie żyję, że utknęłam w tej beznadziejnej codzienności i męczarniach. Właśnie dlatego jak tylko będę miała okazję nie zawaham się przeprowadzić. Ale co mogę zrobić, żeby do tamtej pory nie zwariować?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić gdy matka wszczyna awantury i używa obelg wobec mnie i mojej córki?

Mam 36 lat i 10-letnią córkę. Od dwóch lat jestem po rozwodzie i mieszkam z moją matką. Płacę za mieszkanie regularnie czynsz i media w wysokości 2/3 wszystkich opłat, a sądownie po tacie mam przyznane połowę mieszkania, ponieważ rodzice byli...

Mam 36 lat i 10-letnią córkę. Od dwóch lat jestem po rozwodzie i mieszkam z moją matką. Płacę za mieszkanie regularnie czynsz i media w wysokości 2/3 wszystkich opłat, a sądownie po tacie mam przyznane połowę mieszkania, ponieważ rodzice byli po rozwodzie, a ja jestem jedyną córką.

Od 1,5 roku moja matka regularnie wtrąca się w moje życie. Wyzywa mnie, moich znajomych, córkę od najgorszych. Córka jest świadkiem obrzucania mnie błotem i używania rękoczynów wobec mnie. W zeszłym roku kopnęła mnie tak, że miałam krwiaka na udzie wielkości dłoni dorosłego mężczyzny. Zrobiłam obdukcję i zgłosiłam to dzielnicowemu. Ale od tamtej pory jest coraz gorzej. Napady wściekłości, posądzenia o cokolwiek są powodem do wszczynania awantur i używania rąk. Nie chcę dać się sprowokować, ale czuję, że moja cierpliwość i wytrzymałość się kończy. Córka nie wraca po szkole do domu tylko czeka, aż wrócę z pracy. Nie pomagają tłumaczenia, że chcemy spokojnie żyć. Wszystko ma za nic.

Co zrobić by choć troszkę mieć spokój? Gdzie i komu zgłosić taką sprawę? Policja zaoferowała mi tylko interwencję jeśli będzie dochodzić do awantur, ale każda taka interwencja doprowadza do lawiny oszczerstw, wyzwisk, a sąsiedzi patrzą na mnie jak na zbója, bo matka wszystko zwala na mnie, że to ja wykańczam ją psychicznie, tymczasem prawda jest inna.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Skąd wziąć pomysł na życie?

Witam. Mam 19 lat i jestem mężczyzną. Pierwszy raz w swoim życiu jestem na jego wielkim "zakręcie". Chciałem zostać strażakiem, niestety do szkoły, u której ubiegałem się o przyjęcie nie dostałem się. W tym momencie mieszkam z tatą, na studia...

Witam. Mam 19 lat i jestem mężczyzną. Pierwszy raz w swoim życiu jestem na jego wielkim "zakręcie". Chciałem zostać strażakiem, niestety do szkoły, u której ubiegałem się o przyjęcie nie dostałem się. W tym momencie mieszkam z tatą, na studia nie poszedłem ponieważ budżet mojej rodziny na to nie pozwala. Chciałbym się usamodzielnić, chciałbym mieszkać sam. Niestety nie mam pomysłów jak mogę zrealizować swój cel, nie mam pracy i pozostaje na utrzymaniu taty. Do tego dochodzi rozstanie z bliską osobą. Cały czas jestem przybity, teraz nic mnie nie cieszy. Czuje że potrzebuje zmian w swoim życiu, pewnej świeżości po prostu czegoś nowego. Niestety brak mi jakichkolwiek pomysłów. Pomocy;)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Dlaczego zrywam się podczas snu?

Witam. Mam problem, jestem chory na cukrzycę, generalnie chorobę mam dobrze wyregulowaną, dość często badam cukier, staram się kłaść spać tylko i wyłącznie z określonym poziomem cukru (w nocy miałem często niedocukrzenia). Przed snem nie jadam słodyczy i innych produktów,...

Witam. Mam problem, jestem chory na cukrzycę, generalnie chorobę mam dobrze wyregulowaną, dość często badam cukier, staram się kłaść spać tylko i wyłącznie z określonym poziomem cukru (w nocy miałem często niedocukrzenia). Przed snem nie jadam słodyczy i innych produktów, po których cukier szybko rośnie i równie szybko spada.

Mój problem polega na tym, że od 30 min do 1 godziny po zaśnięciu zrywam się z łóżka i kompletnie nie poznaję przez pierwsze minuty gdzie jestem, nie poznaję swojej dziewczyny, jestem wystraszony jak małe dziecko. Nie potrafię poznać swojego mieszkania i dopiero spokojne przywołanie mnie przez moją dziewczynę "przywraca" mnie do rzeczywistości. Proszę o pomoc, gdzie się z tym udać, boję się o to, że w tym całym wystraszeniu w końcu zrobię sobie krzywdę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pokonać ciągły stres?

Witam. Ten problem gnębi mnie od paru miesięcy. Otóż mam ogromny kłopot ze stresem. Najmniejsza kłótnia, potknięcie, czasem nawet brak powodu doprowadza mnie do stresu. Nie umiem tego opanować. Sięgam po tabletki na uspokojenie, gdyż sama sobie z...

Witam. Ten problem gnębi mnie od paru miesięcy. Otóż mam ogromny kłopot ze stresem. Najmniejsza kłótnia, potknięcie, czasem nawet brak powodu doprowadza mnie do stresu. Nie umiem tego opanować. Sięgam po tabletki na uspokojenie, gdyż sama sobie z tym nie radzę. Wiem, że mam 16 lat i to bardzo dziwne... Niestety, zaistniał ten problem i chciałabym go rozwiązać bez pomocy tabletek.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czuję się już niepotrzebna na tym świecie. Czy to da się zmienić? - c.d.

Witam. Zapomniałem tego napisać więc teraz odpisuję na odpowiedzi, które mi pani zadała. To zaczęło się jakieś dwa miesiące temu, nie mówię tego nikomu, próbuję to ukrywać w domu jak i również w pracy. Ale moja przyjaciółka zaczęła już...

Witam. Zapomniałem tego napisać więc teraz odpisuję na odpowiedzi, które mi pani zadała. To zaczęło się jakieś dwa miesiące temu, nie mówię tego nikomu, próbuję to ukrywać w domu jak i również w pracy. Ale moja przyjaciółka zaczęła już coś podejrzewać, bo powiedziała mi, że za bardzo coś schudłam i zapytała mi co mi jest. A ja jej odpowiedziałam, że to przez naszą pracę, którą wykonujemy - dużo stresu i obowiązków (razem pracujemy w tej samej firmie ale na innej zmianie). Do pracy przychodzę uśmiechnięta, żeby nikt nie zauważył, że ze mną coś nie tak jest. Wtedy normalnie rozmawiam z ludźmi, ale za jakąś godzinę zamykam się w sobie, nie chce mi się z nikim rozmawiać, wtedy czuję smutek i żal do samej siebie. Praca mnie teraz psychicznie i nerwowo wykańcza. W domu to się zamykam w swoim pokoju i płaczę i wtedy przychodzą złe myśli, że muszę ze sobą skończyć po co mam żyć i się męczyć, skoro mi się nie chce już być na tym świecie. Przyczyną mojego zachowania może być duży stres w pracy no i czasami małe sprzeczki z moją przyjaciółką, którą bardzo kocham, a nie chcę jej zranić. Ale jedną z największych przyczyn jest moja siostra, którą obwiniam za śmierć naszej mamy, która by mogła jeszcze żyć, ale jej nie pomogła. I dlatego nie chce mi się już żyć, chcę skończyć ze sobą, bo dla kogo mam żyć skoro mi najbliższa osoba już nie żyje? Może na tamtym świecie będzie inaczej - wtedy będę u boku mojej ukochanej mamusi i wszystkie smutki pójdą w dal, a ja będę szczęśliwa?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Myśli samobójcze, napady szału - co się ze mną dzieje?

Witam, mam 16 lat. Nie wiem co się dzieje czy mam jakaś depresję czy coś. W moim domu nie jest dobrze, rodzice mnie wyzywają, za wszystko krzyczą, za to co zrobią siostry też ja obrywam i tata czasem uderzy po...

Witam, mam 16 lat. Nie wiem co się dzieje czy mam jakaś depresję czy coś. W moim domu nie jest dobrze, rodzice mnie wyzywają, za wszystko krzyczą, za to co zrobią siostry też ja obrywam i tata czasem uderzy po twarzy itp. Codziennie płaczę, wpadam w histerię, obrywam tapetę, ze ściany, kaleczę się, próbowałam się nawet powiesić. Mam praktycznie ciągłe myśli samobójcze, które nie dają mi spokoju, nigdy się nie uśmiecham, nienawidzę siebie, uważam, że jestem beznadziejna, czuję się poniżana i czuję pustkę w środku, taką nicość, mam wrażenie, że życie nie ma sensu... Nie mam wielu znajomych gdyż rzadko wychodzę z domu, praktycznie w ogóle. Gdy wpadam w histerię zaczynam się cala trząść i wychodzę tak jakby spod kontroli, gdyż oberwane ściany i nacięcia na ciele - orientuję się, że zrobiłam je dopiero po fakcie. Często mam bóle w klatce piersiowej i jestem ciągle senna. Nie mam pojęcia co robić nic, mnie nie cieszy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak radzić sobie z lunatykowaniem męża?

Witam. Mój mąż lunatykuje, wydaje mi się, że głównie po wypiciu piwa (wystarczy 1-2 piwa). Dzisiaj zasnął w dzień, a po godzinie zaczął lunatykować, nie budziłam go, tylko czekałam, aż znów się położy i dopiero po chwili go obudziłam. Mąż...

Witam. Mój mąż lunatykuje, wydaje mi się, że głównie po wypiciu piwa (wystarczy 1-2 piwa). Dzisiaj zasnął w dzień, a po godzinie zaczął lunatykować, nie budziłam go, tylko czekałam, aż znów się położy i dopiero po chwili go obudziłam. Mąż ma 28 lat i ostatnio co kilka dni przyłapuję go na lunatykowaniu. Zaczęłam się obawiać o nasze dziecko, które za 3 miesiące się urodzi, aby przez sen nie zrobił mu nic złego. Jego lunatykowanie głównie przejawia się w chodzeniu po mieszkaniu, tępym wpatrywaniu się np. w ścianę lub sikaniu na krzesło, do umywalki. Co mamy robić? Czy to piwo może być przyczyną lunatykowania? Do kogo najlepiej udać się w Rzeszowie? Proszę o odpowiedź i z góry za nią dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak się odnaleźć w Polsce?

Wróciłam do kraju po 6 letnim pobycie w UK. Jestem tu od 2,5 miesiąca, mąż został w Anglii. Mam dwoje dzieci: 6,5 i 3,5 roku. One tęsknią za Anglią, nie za tatą, ja nie mogę znaleźć pracy, opanować dzieci i...

Wróciłam do kraju po 6 letnim pobycie w UK. Jestem tu od 2,5 miesiąca, mąż został w Anglii. Mam dwoje dzieci: 6,5 i 3,5 roku. One tęsknią za Anglią, nie za tatą, ja nie mogę znaleźć pracy, opanować dzieci i nie mogę liczyć na wsparcie męża ani rodziny. Powoli zaczynam wariować i jest mi wszystko jedno. Póki co nie mogę się skupić na szukaniu pracy w pełnym tego słowa znaczeniu, starszy syn popłakuje często i rozmawia ze mną otwarcie o tym, za czym tęskni. Ja nie chcę podejmować pochopnie decyzji o powrocie do UK, ale i on i córka, która totalnie mnie nie słucha, sprawiają, że odchodzę od zmysłów. Boję się własnej reakcji na dzieci, bo mam w sobie coraz więcej agresji. Syn nazywa Polskę najgorszym krajem i tutejszą szkołę również. A jak ja mam im i sobie pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Straciłam wszystko co miałam - co mam robić?

Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Straciłam wszystko co miałam i teraz nie wiem co mam robić. W 2006 roku umarła mi matka, a tydzień temu dziadek. Tnę się już od kilku lat. Teraz jest co raz gorzej. Już raz...

Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Straciłam wszystko co miałam i teraz nie wiem co mam robić.

W 2006 roku umarła mi matka, a tydzień temu dziadek. Tnę się już od kilku lat. Teraz jest co raz gorzej. Już raz wylądowałam w szpitalu - próba samobójcza. Mój ojciec nic sobie z tego nie robi. Nie mieszkam w Polsce, więc nie widuję się z babcią, która została sama, nie wiem czy sobie poradzi… Mój ojciec nawet nie pozwolił mi jechać na pogrzeb dziadka. Nie czuję się w stanie uśmiechać się. Kiedy podchodzi do mnie znajomy lub znajoma wyćwiczyłam sztuczny uśmiech. Nie wiem jak długo jeszcze pociągnę. Nie chce mi się żyć. Szkoła to jedyne miejsce mojej ucieczki, nie muszę patrzeć na to, jak mój ojciec się cieszy z życia. Boję się nawet coś do niego powiedzieć, żeby mnie nie uderzył. Rozmawiam z nim tylko kiedy naprawdę muszę. Od dawna piszę wiersze, bo na papierze można napisać wszystko. Papier się nie odezwie. Nikogo nie zbeszta. Łzy kołyszą mnie do snu każdego wieczora.

Nie umiem już sobie poradzić. Mam znajomych, którzy chcą mi pomóc, ale ja nie wiem jak mam tę pomoc przyjąć. Chciałam już iść do psychologa, ale boję się, że mój ojciec się o tym dowie, a wtedy to się źle dla mnie skończy. Pomocy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pozbyć się chęci zabicia człowieka? Czy mam depresję?

Witam, jestem 24-letnią kobietą. Mieszkam w domu z mamą i ojczymem. Ojczym zatruł życie nam wszystkim. Moi bracia wyprowadzili się z domu z jego powodu, w atmosferze wielkiej awantury. Od tamtego czasu wszystko kumuluje się na mnie. Poniża mnie, zastrasza,...

Witam, jestem 24-letnią kobietą. Mieszkam w domu z mamą i ojczymem. Ojczym zatruł życie nam wszystkim. Moi bracia wyprowadzili się z domu z jego powodu, w atmosferze wielkiej awantury. Od tamtego czasu wszystko kumuluje się na mnie.

Poniża mnie, zastrasza, wchodzi do mojego pokoju i grozi, że jeśli powiem mamie o różnych jego zachowaniach, to mnie pobije albo wyrzuci z domu (dom jest jego), przerywa mi w rozmowie, a każdy mój argument jest idiotyczny, nawet jeśli mam rację. Ciągle domaga się wdzięczności za rzeczy, które mi kupił. Kiedy jest pijany, zaczyna ze mną rozmawiać w irytujący sposób - wolno stawia jakąś tezę (np. "przez ciebie kłócę się z twoją matką"), po czym wolno powtarza to samo, tylko innymi słowami. Przez niego czuję się głupia, brzydka i bezwartościowa (to najczęściej od niego słyszę) i mam poczucie winy za wszystko, co złe.

Boję się ludzi, boję się załatwić coś w urzędzie, odebrać telefon. Narzeczony kupił niedawno mieszkanie, do którego mam nadzieję wyprowadzić się za pół roku. Od kiedy ojczym się o tym dowiedział, jest jeszcze gorzej. Codziennie są spięcia, które dla mnie są przerażające, a na nim chyba w ogóle nie robią wrażenia. Mam ochotę zrobić mu krzywdę. Blokuje mnie tylko to, że nie chciałabym zostawić narzeczonego, to byłaby dla mnie największa kara. Narzeczony jest dla mnie największym oparciem.

Nie stać mnie na psychologa. Co powinnam zrobić? Pół roku to dużo czasu, nie wiem, czy dam radę. Żeby stłumić ból psychiczny, często sprawiam sobie ból fizyczny. Proszę o jakieś wskazówki. Myślę, że mam depresję. Oprócz objawów, które wymieniłam wyżej dokuczają mi: bezsenność (właściwie codziennie mam z tym problem), zniechęcenie, apatia, napady głodu, trzęsące ręce, niechęć do chodzenia na uczelnię i do wstania z łóżka.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy to tylko egoizm i próba przejścia przez życie po najmniejszej linii oporu czy może jestem nienormalna?

Nie odczuwam takich uczuć jak miłość czy tęsknota i nie chodzi mi tylko o miłość do osoby odmiennej płci.Mój problem wiąże się z tym, że nie potrafię się określić w kontaktach z mężczyznami, na początku tłumaczyłam to sobie w ten...

Nie odczuwam takich uczuć jak miłość czy tęsknota i nie chodzi mi tylko o miłość do osoby odmiennej płci.Mój problem wiąże się z tym, że nie potrafię się określić w kontaktach z mężczyznami, na początku tłumaczyłam to sobie w ten sposób, że może jeszcze nie trafiłam na tego jedynego (w końcu jestem młodą osobą) i z nadzieją czekam dalej, ale jakiś czas temu zrozumiałam, że nie tylko o mężczyzn chodzi, zauważyłam, że nie darze żadnymi uczuciami przyjaciół, rodzeństwa, rodziców...

Bardzo źle się z tym czuję, ale nie potrafię w żaden sposób wpłynąć na zmianę mojego podejścia do ludzi. Często kieruje mną niewytłumaczalny gniew i wstręt do teoretycznie bliskiej mi osoby (np. przyjaciółki czy mamy) mówię wtedy okropne rzeczy, które nie rzadko są bolesną prawdą - problem polega na tym, że mówię to w okrutny sposób i po pewnym czasie bardzo tego żałuję. Zdaję sobie wtedy sprawę, że to we mnie tkwi problem, a nie w nich, żal mi się siebie robi jak pomyślę, że rodzice, przyjaciele kochają mnie, innych ludzi, potrafią dzielić uczucia na innych. Ja nie potrafię nic poczuć. Myślę czasem, że muszę być straszną egoistką albo mieć serce z kamienia.

Nie chcę się nad sobą użalać - po prostu męczy mnie stan rzeczy, który utrzymuje się już bardzo długo, w sumie to od kiedy pamiętam tak jest. Nie potrafię określić moich planów na przyszłość, nie mam żadnych celów w życiu. Czasem po prostu nie mam ochoty otwierać ust, żeby odpowiadać na jakieś bezsensowne pytania zadawane przez rodziców czy znajomych. Kiedy problemy mnie przerastają, myślę, że lepiej było by umrzeć i nie przejmować się niczym. Moja egzystencja opiera się głównie na tym, że godzę się ze stanem rzeczy na który i tak nie mam żadnego wpływu, a moje życie upływa gdzieś obok. Mam wrażenie, że jestem tylko biernym obserwatorem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty