Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Mam dość siebie. Czy mogę to jakoś zmienić?

Od dłuższego czasu moje problemy z samoakceptacją nasilają się. Jak na złość niedawno miałam ospę i została mi wielka dziura na czole, przez co nie mogę na siebie patrzeć. 2 lata nosiłam aparat ortodontyczny więc myślałam, że chociaż to mam...

Od dłuższego czasu moje problemy z samoakceptacją nasilają się. Jak na złość niedawno miałam ospę i została mi wielka dziura na czole, przez co nie mogę na siebie patrzeć. 2 lata nosiłam aparat ortodontyczny więc myślałam, że chociaż to mam z głowy, jednak nie, bo moje zęby postanowiły wrócić na swoje miejsce. Uważam się za strasznie brzydką osobę. Poza tym doskwiera mi brak prawdziwych przyjaciół, otacza mnie mnóstwo ludzi, ale nikt nie jest w stanie mi pomoc. Mam dość mieszkania z rodzicami, bo na każdym kroku mnie denerwują i nawet nie mam prawa do własnego zdania. To wszystko zaczyna mnie przerastać. Piszę to strasznie chaotycznie, ale towarzysza mi nieprzyjemne emocje. Monika. Podaję swój email jakby ktoś miał ochotę napisać: rollergirl@tlen.pl

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nienawidzę szkoły. Co robić? Dłużej już nie wytrzymam

Mam 16 lat, chodzę do 1 kl. LO - nienawidzę szkoły. Codziennie rano kiedy mam do niej iść jest mi niedobrze, a wieczorami kiedy siedzę sama w pokoju myślę tylko o szkole i o upokorzeniach, które mnie jutro spotkają....

Mam 16 lat, chodzę do 1 kl. LO - nienawidzę szkoły. Codziennie rano kiedy mam do niej iść jest mi niedobrze, a wieczorami kiedy siedzę sama w pokoju myślę tylko o szkole i o upokorzeniach, które mnie jutro spotkają. Obiecuję sobie to, że się zabiję, a od dwóch dni zabieram ze sobą nóż do pokoju i próbuję kaleczyć się w żyły i szyję. Bardzo się boję i już dłużej tego nie wytrzymam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czemu nie wierzę w siebie?

Mam 14 lat i nie za bardzo widzę, że jestem ładna : /, ubieram się swoim stylem, ale jak widzę jak moje kumpele się ubierają, to czuję się 100 x gorzej ;/. Widzę, że chłopaki uganiają się za dziewczynami z...

Mam 14 lat i nie za bardzo widzę, że jestem ładna : /, ubieram się swoim stylem, ale jak widzę jak moje kumpele się ubierają, to czuję się 100 x gorzej ;/.

Widzę, że chłopaki uganiają się za dziewczynami z mojej klasy, ale zauważyłam, że gdy nie jadę na wycieczkę z koleżankami co mam z nimi pokój, to chłopacy, których nie znam przyczepiają się do mnie, a moim koleżankom jest przykro, ale w szkole nikomu się nie podobam, tylko Mateuszowi - ja jestem w klasie b a on c i powiedział mi wprost, że mu się podobam, ale na przerwie mówi mi tylko siema, a na gg nie odpisuje chyba, że napiszę mu, że jeśli mnie nie lubi to niech mi to napisze i wtedy odpisuje, że mnie bardzo lubi i jestem bardzo uczuciowa.

Co mam zrobić żeby mu się podobać i innym chłopakom? Cerę mam czystą, używam bardzo drogich kremów, które mi pomagają. Jak mam się ubierać? Czy może mam coś w sobie zmienić? I co mam zrobić, żeby zaimponować chłopakom? Proszę, pomóżcie ;(

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy warto żyć na tym świecie?

Moja mama często mnie bije kijem, krzyczy, upokarza, w szkole dużo dziewczyn mnie wyśmiewa, nikt mi nie pomaga, jestem brzydka, jak to chłopacy mówią, ale dużo osób mówi mi że jestem ładna. Bardzo dużo cierpię, nigdy nie byłam szczęśliwa! Powiecie...

Moja mama często mnie bije kijem, krzyczy, upokarza, w szkole dużo dziewczyn mnie wyśmiewa, nikt mi nie pomaga, jestem brzydka, jak to chłopacy mówią, ale dużo osób mówi mi że jestem ładna. Bardzo dużo cierpię, nigdy nie byłam szczęśliwa! Powiecie mi czy warto mi żyć? Mam dopiero 16 lat, proszę o pomoc!

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
mgr Monika Góra
mgr Monika Góra

Czuję się nudna i bezwartościowa. Jak mam zmienić swoje życie?

Jestem w dołku. W takim dołku jeszcze nigdy nie byłam. Skończyłam gimnazjum i poszłam do liceum. Myślałam: "Nowa szkoła. nowe życie, będzie dobrze". Co ja miałam wtedy na myśli? Sama nie wiem.Wtedy jeszcze w to wierzyłam, a teraz już z...

Jestem w dołku. W takim dołku jeszcze nigdy nie byłam. Skończyłam gimnazjum i poszłam do liceum. Myślałam: "Nowa szkoła. nowe życie, będzie dobrze". Co ja miałam wtedy na myśli? Sama nie wiem.Wtedy jeszcze w to wierzyłam, a teraz już z każdym dniem moja nadzieja gaśnie. Wiem, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Miałam szansę, żeby jakoś odmienić swoje życie. Nie wykorzystałam jej, czego do dziś żałuję.

Zawsze zastanawiałam się dlaczego jestem inna, dlaczego nie jestem taka jak inni, po prostu dlaczego nie jestem normalna. Kto mnie tak wychował? Wiem, że nie miałam wpływu na to jaką będę i kiedy się urodziłam, ale czy moi rodzice musieli mnie tak wychować? Dlaczego nie zrobili nic, kiedy byłam jeszcze mała, kiedy można było jeszcze coś zrobić? Nie wiem, może powinni mnie wtedy wziąć do jakiegoś psychologa, psychiatry? Może specjalista by coś poradził? A tak to kiedyś nawet pomyślałam sobie, że byłam niechcianym dzieckiem, że oni mnie nie chcieli, albo że w dzieciństwie wydarzyło się coś co wpłynęło na moją samoocenę. Musiało być coś nie tak, jak ja mogę być taka jaka jestem? Dzisiaj sama tego nie rozumiem. Czasem odnoszę wrażenie, że chciałaby, żeby mnie w ogóle nie było.

Poznałam Go tak nagle i zakochałam się w Nim od pierwszego wejrzenia, nigdy nie sądziłam, że spotka mnie takie uczucie i że zrobię na chłopaku takie wrażenie, jakbym była nie wiadomo jaka piękna. Co prawda dużo osób mówi mi, że jestem ładna, ale ja w to nie wierzę. Może dlatego, że on mi tego nie powiedział. Ja naprawdę chciałam z nim być, ale kiedy uświadomiłam sobie jaka ja jestem stwierdziłam, że lepiej Mu będzie beze mnie. Potem dałam Mu kosza. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo go kocham, ale było już za późno. To On był moją pierwszą, wielką, prawdziwą miłością i w dodatku niespełnioną. Po tym wszystkim zupełnie straciłam wiarę w siebie i zamknęłam się w sobie. Nawet dzisiaj o Nim wciąż myślę. Od tamtej pory pojawiło się wielu innych, a ja na żadnego z nich nie potrafiłam spojrzeć tak jak na niego. Wszystkich olewałam. I czuję się taka strasznie samotna...

Tak naprawdę to ja nie mam nikogo. Nie mam przyjaciółki, chłopaka i nawet znajomych nie mam Nigdzie nie wychodzę, z nikim się nie spotykam, nie chodzę na imprezy, nie poznaje innych ludzi. Nie jestem zbyt rozmowna. Jestem strasznie nieśmiała. Prawie w ogolę się nie odzywam. Nie wiem o czym mam rozmawiać z innymi. Nie wiem co mam powiedzieć, mam wrażenie, że jak coś powiem to mnie wyśmieją albo powiem coś źle wiem, że to głupie, ale tak mam - nie potrafię się otworzyć na innych. Ciągle jestem smutna, już nic mnie nie cieszy. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. Jestem jakaś inna, nie z tego świata. Za co los mnie tak ukarał? Co ja złego zrobiłam?

Żyję w swoim nierealnym świecie, odcięta od innych i od rzeczywistości. Zawsze zachowywałam się inaczej. Przyzwyczaiłam się do tego, że nigdzie mnie nie chcą. Zawsze trzymałam się na uboczu. Zawsze byłam wielką samotnicą, szarą myszką przez co czułam się gorsza od innych. Nie umiem „zarzucić” tematu do rozmowy. Wtedy zapada taka cisza tworzy mi się mętlik w głowie i im dłużej się zastanawiam co mam powiedzieć, tym większą pustkę mam w głowie Nie umiem rozmawiać z innymi ludźmi. Często w czyjejś obecności zamiast mówić, pogrążam się we własnych myślach. Poza tym uważam się za nudną osobę, bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Nie umiem rozmawiać o emocjach z nikim. Nigdy nie mówię wprost jak jest naprawdę. Mam frustrację z powodu zaniżonej samooceny, zbyt duży poziom lęku, napięcia i niepokoju.

Moje życie to tylko wielki smutek. Moje kontakty z ludźmi zawsze kończyły się katastrofą. Zaczynam akceptować swoją samotność. Już nie wierzę, że będzie lepiej, bo nic na to nie wskazuje:( Jak ja sobie dalej poradzę? Dlaczego nie potrafię się zmienić? Moje życie to jedna, wielka pomyłka. Wiem, że moje życie jest strasznie dziwne. Wydaje mi się, że nie ma sensu. Co ja powinnam zrobić? Proszę mi pomóc, bo ja już sama nie umiem sobie ze sobą poradzić:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mi jest? Chciałabym jeszcze kiedyś normalnie żyć...

Witam, mam19 lat. Od 3lat nie potrafię się uśmiechać jak kiedyś, a jak się uśmiechnę to po chwili łapię doła, zaczynam płakać, słuchać muzyki dołującej czytać smutne blogi. To się zaczęło jak mama zaczęła pić, a od 3 miesięcy jej...

Witam, mam19 lat. Od 3lat nie potrafię się uśmiechać jak kiedyś, a jak się uśmiechnę to po chwili łapię doła, zaczynam płakać, słuchać muzyki dołującej czytać smutne blogi. To się zaczęło jak mama zaczęła pić, a od 3 miesięcy jej nie ma w domu i ciągle płaczę, zamartwiam się o nią. Tata mówi, że ona już nie wróci, bo sama sobie wybrała takie życie i nas już nie chce, ale dlaczego tak jest? Piszę, płaczę, ręce mi się trzęsą, ciągle krzyczę bez powodu, aby się wyżyć, ale nic nie pomaga. Co robić? Ja chcę jak kiedyś żyć, już nie wiem co to jest uśmiech, szczęśliwe życie... :(

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy życie to kara dla osoby bez pomocy?

Ile bym nie dala, pomogła, to i tak zero wdzięczności. Brak mi sił - czy bliscy nie potrafią zrozumieć, że ciężko mi na tym świecie samej, bez zrozumienia i pomocy? Jak dać do zrozumienia bliskim, że muszą niebawem zrozumieć,...

Ile bym nie dala, pomogła, to i tak zero wdzięczności. Brak mi sił - czy bliscy nie potrafią zrozumieć, że ciężko mi na tym świecie samej, bez zrozumienia i pomocy? Jak dać do zrozumienia bliskim, że muszą niebawem zrozumieć, że moje życie niedługo się skończy i by zrozumieli, że męczyłam się na tym świecie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co się ze mną dzieje? Czy wahania nastroju mogą być aż tak silne i częste?

To zaczęło się już od września. Zachowuję się tak jakbym miała jakąś nerwicę, tzw. krzyczę na wszystkich, oskarżam ich o swoje niepowodzenia, płaczę i zachowuje się egoistycznie. Często po takich krzykach, płaczu przychodzi czas wybuchu śmiechem, euforią, nawet jak...

To zaczęło się już od września. Zachowuję się tak jakbym miała jakąś nerwicę, tzw. krzyczę na wszystkich, oskarżam ich o swoje niepowodzenia, płaczę i zachowuje się egoistycznie. Często po takich krzykach, płaczu przychodzi czas wybuchu śmiechem, euforią, nawet jak z tą osobą się uprzednio kłóciłam, to potem mówię do niej miłe słowa i przepraszam. Nie panuję nad swoją agresją. Nienawidzę siebie, swojego wyglądu i zachowania, które często ulega wahaniom. Mam 17 lat, być może to wynik burzy hormonalnej, ale czy by aż tak to miało wpływ na ponad 10-krotne wahania nastroju w ciągu dnia?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Pierwszoklasista a szkoła - jak pomóc synowi przetrwać?

Witam. Problem dotyczy mojego synka, który ma 7 lat i w tym roku poszedł do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Do zerówki również chodził do tej samej szkoły, więc większość dzieci zna doskonale i zawsze opowiada jak fajnie jest w szkole....

Witam. Problem dotyczy mojego synka, który ma 7 lat i w tym roku poszedł do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Do zerówki również chodził do tej samej szkoły, więc większość dzieci zna doskonale i zawsze opowiada jak fajnie jest w szkole. Ostatnio jednak opowiada coraz mniej miłe sytuacje.

Jest w klasie jeden chłopiec, który jest w pewnym stopniu agresywny i ewidentnie się go "czepia", czasem nawet uderzy. Ja uczę syna aby nie bił dzieci tylko poinformował wychowawczynię jeśli dzieję się coś złego. On tak właśnie robi. Niestety sytuacje podobne powtarzają się prawie codziennie i syn zaczyna mnie prosić, abym nie posyłała go do szkoły. Zgłosiłam sprawę wychowawczyni oraz rozmawiałam z Panią ze świetlicy, ale obawiam się, że to nie wiele zmieni. Rozmawiałam nawet z tym niegrzecznym chłopcem. Nie chodzi tylko o tego jednego chłopca z klasy bo zdarzało się, że inne dzieci też zaczepiały mojego synka.

Zastanawiam się czy dobrze robię mówiąc mu aby nie oddawał jak go ktoś uderzy tylko powiedział Pani. Mój mąż mówi, że syn musi oddać aby inne dzieci wiedziały, że on się nie boi. Nie wiem co mam robić, jak umocnić syna w przekonaniu, że nie musi się nikogo bać, jak dodać mu odwagi? Jak dzieci mówią mu coś przykrego albo się z niego śmieją to on od razu płacze. Tłumaczę mu, że dzieci takie są i że on też czasami się śmieję z innych, powtarzam, aby obracał to w żarty to dzieci przestaną się śmiać, gdy zobaczą, że ich głupie żarty nie robią na nim wrażenia.

Dziwi mnie zachowanie mojego syna ponieważ w domu, jak i z kolegami z podwórka zachowuje się zupełnie inaczej, jest odważny, a nawet często przemądrzały, ma mnóstwo pomysłów na zabawy, jest pomocny i bardzo mądry. Dlaczego w szkole jego pewność siebie znika i pojawia się obawa i lęk. W zerówce nie miał takich problemów mimo, że chodził do tej samej szkoły i do tej samej świetlicy.

Co mogę zrobić aby dodać synkowi odwagi i aby wywołać w nim ponownie radość z chodzenia do szkoły? Myślę, że na psychologa jest za wcześnie. Zaznaczę, że mam bardzo dobry kontakt z synem więc wiem, że mnie zawsze posłucha. Jeśli jednak mu powiem aby był odważniejszy, to nie zadziała, bo przecież to nie jest prośba np. o odrobienie lekcji, sprawa odwagi i zachowania leży przecież w jego psychice. Proszę o poradę, ewentualnie podpowiedź w kwestii jakiejś literatury, która pomoże mi odpowiednio się zachować i pomóc synkowi. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jestem już na skraju moich sił. Co robić?

OK, miejmy te moje marne wypociny z głowy. Wiec mam 15 lat. Od kilku miesięcy (a może nawet i dłużej) jestem na zmianę albo bardzo smutna albo po prostu… Nie. Nie mogę powiedzieć szczęśliwa. Ale albo mam świadomość (albo sobie...

OK, miejmy te moje marne wypociny z głowy. Wiec mam 15 lat. Od kilku miesięcy (a może nawet i dłużej) jestem na zmianę albo bardzo smutna albo po prostu… Nie. Nie mogę powiedzieć szczęśliwa. Ale albo mam świadomość (albo sobie tak wmawiam), że jest OK, że będzie lepiej, że wszystko się ułoży. Tylko trzeba czekać. Bo już na pewno za miesiąc, tydzień, po świętach będzie lepiej. I czuję taki powiedzmy - przedsmak szczęśliwości. Choć czasem i to dziwne, złudne uczucie, że jest OK, że się wszystko ułoży. I mijają te wszystkie terminy, a wcale lepiej nie jest, wcale nic się nie układa i nie zmienia.  

Mieszkam w raczej małym mieście. I to też mi doskwiera. Czuję, że tu nie ma żadnych możliwości, ŻADNYCH. Dusi mnie to, że w ciągu 1,5 godziny jestem w stanie przejść się od początku do końca. Mam tylko jedną przyjaciółkę, o!i tu tez mam wątpliwości, bo np. mam dwie koleżanki w klasie, z którymi czuję bardziej się koleguje. I one mnie tak bardziej traktują pod przyjaźń. A ja nie. Nie chcę. Jakoś nie czuję, że mogłoby coś z tego być. Kilka miesięcy temu bardzo się w taką jedną przyjaźń zaangażowałam, a zostałam potraktowana jak zużyta zabawka. Nagle nastąpił koniec. I to jaki. Na poziomie przedszkola, ale wiem, że gdyby to była prawdziwa przyjaźń to tak by nie było. Bo wątpię czy prawdziwa przyjaźń polega na stwierdzeniu, że coś nam jednak w tej osobie nie pasuje i po 2 latach znajomości zostawieniu bez słowa, olewaniu całkowitym, a z początku ze złośliwościami.

Może jestem trochę aspołeczna? Nie doceniam ludzi, których mogę mieć? Tylko chcę innych? A z tym też mam problem? Bo jak mam niby się z kimś kto dla mnie wyda się interesujący zapoznać? Znając moje zdolności konwersacji takie zapoznania byłoby jedna wielką farsą! A za swoją klasą naprawdę nie przepadam. Nie że mi dokuczają czy coś w tym rodzaju. Nie. Po prostu banda dzieciarni. Naprawdę. Wchodzę i czuję się jakbym wracała do lat przedszkolnych. Czuję czasem ogromną, ale to ogromną potrzebę samotności. Nie czasem. Dość często. Zamknąć się w pokoju z czekoladą i A. Christie i odpłynąć.

Nie mam chłopaka, co też mi coraz bardziej doskwiera. Tak wiem, że przyspieszyć miłości nie można. Tak. Tyle, że ja naprawdę marzę, żeby się w kogoś wtulić i wypłakać. Żeby się ktoś mną opiekował. Dbał. Kochał. Po raz enty podkochuję się w kimś nieszczęśliwie, chociaż akurat co do tego problemu to zauważyłam, że zawsze wybieram osoby, z którymi być bym nie mogła. Zajęte, starsze. Tak jakbym sama się domagała nieszczęśliwego zakochania. Chociaż parę miesięcy temu stwierdziłam, że to bez sensu. I póki co na razie serce (umysł?)nie robi mi takich wybryków.

A na dokładkę mój ojciec ma problemy z alkoholem. Duże problemy.Relacje rodzinne też dość dziwne, skomplikowane. Z mamą są naprawdę dobre. Wiadomo, zdarzają się kłótnie i gorsze dni, ale ogółem jest naprawdę dobrze. A z ojcem? Dziwne uczucie nie przepadać za własnym ojcem. Choć nie. Gdy z miesiąc nie pije to nawet go lubię. Ale kochać to go kochałam jakieś 3, 4 lata temu. Teraz już ani nie chcę, ani nie potrafię. Zdecydowanie nie chcę. Nie ma honoru, jest egoistą i myśli tylko i wyłącznie o sobie. Wiem, że brzmi to trochę jak mamrotanie humorzastej nastolatki, ale to nie tylko mój pogląd. To po prostu widać – jest dwulicowy, humorzasty i obrzydliwy. I teoretycznie rzecz biorąc to aż dziw, że nie mam wstrętu do mężczyzn. Jednego dnia miły - drugiego skończony cham.

Są takie dni kiedy myślę, że najlepiej byłoby to skończyć. I tu pojawia się moja bezradność, bo nie chcę się zabić. Ale nie chcę też żyć. Zresztą uważam samobójstwo za cholerny egoizm, na który raczej nie potrafiłabym się zdobyć. A! Znów biorę lek (Deprim). Kiedyś brałam go sporadycznie i wydawało mi się mi pomagał. Teraz znowu (jakiś tydzień?10 dni?) temu zaczęłam i o ile na początku może minimalnie mi coś dawał, to teraz nic. Pocieszenia „inni mają gorzej” jest jednym, które na mnie działa i które wzbudza we mnie poczucie niewdzięczności. Ale ile można się pocieszać, że ktoś ma większe nieszczęścia? I nie chcę rady w stylu idź do psychologa. Moja mam ma wystarczająco dużo problemów (chora babcia, ojciec, kredyt) żeby jej jeszcze dorzucić. Zapewne żałosne i durne te wypociny. Ale cóż. Ja już naprawdę jestem na skraju moich sił i nie mam pojęcia ile jeszcze wytrzymam. Ach! Życzę miłego dnia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie potrafię uporządkować swojego życia, czuję się strasznie bezradny. Co robić?

Witam. Jestem 20 letnim mężczyzną i ciekawi mnie to czy mam problem. Zacznę może od tego: od 12 roku życia do 17 roku trenowałem hokej, na który zostałem zapisany silą przez ojca. Przez pierwsze całe 5 lat nie sprawiało mi...

Witam. Jestem 20 letnim mężczyzną i ciekawi mnie to czy mam problem. Zacznę może od tego: od 12 roku życia do 17 roku trenowałem hokej, na który zostałem zapisany silą przez ojca. Przez pierwsze całe 5 lat nie sprawiało mi to żadnej przyjemności, czułem się odludkiem wśród kolegów z klubu, miałem tego dość, ale kiedy zrezygnowałem z tego sportu żeby ratować sytuacje w szkole, która była coraz gorsza, zrozumiałem, że była to chyba jedyna pożyteczna rzecz, jaką w życiu robiłem. Myliłem się co do tego, że nie sprawiało mi to przyjemności, a możne nie sprawiało, tylko po prostu miałem cały czas jakieś zajęcie? Teraz nie mam niczego. Ledwie zdałem do drugiej klasy liceum, ale problemy się dopiero zaczynały.

Przez prawie cały drugi rok w liceum nie było mnie w szkole, ale udało się wszystko nadrobić tak, że mógłbym zdać do następnej klasy, gdyby, no właśnie - nie wiem czemu po prostu to olałem. Miałem dość nauczycieli, ludzi w tej szkole, swojej klasy, z wyjątkiem przyjaciela, którego tam poznałem. Od 2 lat jestem bez szkoły i bez pracy. Miałem 2 dziewczyny przez ten czas i tylko one się dla mnie liczyły i nic więcej, poświęcałem cały swój czas jaki miałem tylko im i czekałem tylko na to żeby się z nimi spotkać. Obie mnie zostawiły. Przez jedną z nich zacząłem się ciąć, ale kolega mnie uratował.

Ciągle siedzę w domu. Pracowałem w kilku miejscach, ale zaledwie po 2-3 tygodniach rezygnowałem, bo ludzie mi tam tez nie pasowali, alienowałem się od wszystkich. Próbowałem znaleźć sobie jakiekolwiek zajęcie, hobby, ale znowu po na prawdę krótkim czasie nudziło mnie to i nie sprawiało żadnej satysfakcji. Obecnie mam znowu dziewczynę, ale znowu ten sam problem. Liczy się tylko ona, ale chyba dlatego, że tylko ona mnie uszczęśliwia. Często płaczę, myślę nad tym czemu postąpiłem kiedyś tak, a nie inaczej i robię sobie z tego powodu wyrzuty sumienia. Jestem ciągle poddenerwowany, często podnoszę głos bez potrzeby, czuję się nieszczęśliwy, wszystko mnie przytłacza… Najchętniej bym ciągle spał, bo po prostu mam święty spokój.

Teraz zaczynają się również problemy z ostatnią osobą, która mnie uszczęśliwia, czyli z moją dziewczyną. Czepiam się o byle co i zaczynamy się coraz częściej kłócić, a było kiedyś tak fajnie. Po prostu zaczynam mieć często chwile kiedy od niej też chcę mieć spokój. Straciłem kontakt z prawie wszystkimi moimi znajomymi i to z mojej winy, bo nie chciało mi się z nimi widzieć, nie oddzwaniałem, nie odpisywałem - chciałem mieć spokój. Nie potrafię uporządkować swojego życia, wziąć się do kupy, nie wiem od czego zacząć i czuję się strasznie bezradny. Straciłem prawie kompletnie apetyt. Jeszcze 2 lata temu jadłem bardzo dużo, teraz potrafię nie jeść przez kilka dni żyjąc na kawie i papierosach.

Kiedyś nie zwracałem uwagi na to jak wyglądam. Teraz czuję, że wyglądam coraz gorzej chociaż wg wielu osób jestem bardzo przystojny, potrafię zawsze znaleźć coś co mi nie pasuje, nie czuję się dobrze sam ze sobą. Moje zainteresowanie seksem bywa bardzo chwiejne. Czasami jest normalnie, ale o wiele częściej tak, że po prostu mógłby seks dla mnie nie istnieć, chyba najdłużej trwający taki okres kiedy seks nie był mi w ogóle potrzebny trwał ze 3 miesiące. Wiem, że napisałem to bardzo chaotycznie i niespójnie, ale nie wiedziałem też jak to napisać i jak opisać to, co czuję - naprawdę to ciężkie. Pozdrawiam i mam nadzieję, że dostanę odpowiedź na nurtujące mnie pytanie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić, żeby mnie polubili?

Witam. Staram się rozmawiać z moimi rówieśnikami z klasy, jednak oni mnie lekceważą. Czuję się przy nich jak jakaś ściana. Nie mogę sobie dać rady. Śmieją się ze mnie. Czasami kolega prosi mnie, żebym zanim poszedł i zaprowadzi mnie do...

Witam. Staram się rozmawiać z moimi rówieśnikami z klasy, jednak oni mnie lekceważą. Czuję się przy nich jak jakaś ściana. Nie mogę sobie dać rady. Śmieją się ze mnie. Czasami kolega prosi mnie, żebym zanim poszedł i zaprowadzi mnie do swojej dziewczyny i mnie przed nią ośmiesza, że ją kocham i takie tam. Postanowiłem się uczyć, że ich zatka. Wyszło mi, bo zdobywam 4 i 5 lecz oni jeszcze bardziej. Nie rozumiem. Chcę się zabić, pomóżcie proszę. Co mam zrobić, żeby mnie polubili?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy to jest nerwica i zaburzenia świadomości?

Witam. Mam 23 lata. Od dłuższego czasu chciałabym wybrać się do psychologa, niestety za każdym razem brakuje mi odwagi. Czasem wydaje mi się, że wyolbrzymiam sytuację, że przesadzam, ale czasem naprawdę nie radzę sobie. Jestem strasznie wybuchowa, wszystko mnie drażni,...

Witam. Mam 23 lata. Od dłuższego czasu chciałabym wybrać się do psychologa, niestety za każdym razem brakuje mi odwagi. Czasem wydaje mi się, że wyolbrzymiam sytuację, że przesadzam, ale czasem naprawdę nie radzę sobie.

Jestem strasznie wybuchowa, wszystko mnie drażni, bardzo często obrażam się jak ktoś mi odmawia, jak coś jest nie po mojej myśli. Kiedyś taka nie byłam, nie wiem czemu nagle zaczęłam taka być. Chciałabym być spokojniejsza, umieć się pogodzić z sytuacjami kiedy coś jest nie tak. Czy to jest uleczalne? Czy mogę być spokojną dziewczyną? Czy nerwy już zawsze będą miały przewagę nade mną? Chciałabym przestać płakać, płaczę prawie codziennie, jak nie mam powodu to go wymyślam, żeby pocierpieć. Chyba nawet się uzależniłam od łez. Słucham smutnych piosenek i się dołuję. Nie wiem czy potrafię przestać - bardzo bym chciała być szczęśliwą dziewczyną. Głównie to są to przyczyny kłótni z chłopakiem lub mamą. Nie umiem przyjmować krytyki, często nie umiem się dogadać, wybucham. Bardzo proszę o odpowiedź.

Ostatnio zaczęłam się martwić jeszcze jedną sprawą. Zaczęłam mieć zaburzenia snu. Trochę się boję tego. Zaczynam wstawać w nocy i przez sen czegoś szukać, czasem zdejmuję różne rzeczy z półek, potem nie wiem skąd się wzięły. Często szukam czegoś przez sen a potem się budzę i zastanawiam się co ja robię albo zrywam się i myślę, że powinnam gdzieś iść aż zorientuję się gdzie jestem - mam wrażenie, że czasem tracę świadomość. Proszę o poradę. Wiem, że powinnam się przejść do psychologa, ale zawsze brakuje mi odwagi. Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam, Paulina.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego nikt nie chce mnie zaakceptować?

Dlaczego nikt nie chce mnie zaakceptować? Od przedszkola jestem nielubiany :(, nie wiem dlaczego - mam 14 lat i nadal nie jestem akceptowany. Od 1 klasy do 6 podstawowej tez byłem nieakceptowany. Jestem normalny, ale zadaję sobie tylko takie pytanie:...

Dlaczego nikt nie chce mnie zaakceptować? Od przedszkola jestem nielubiany :(, nie wiem dlaczego - mam 14 lat i nadal nie jestem akceptowany. Od 1 klasy do 6 podstawowej tez byłem nieakceptowany. Jestem normalny, ale zadaję sobie tylko takie pytanie: „Dlaczego nikt nie chce mnie zaakceptować?”. Czasami mam chęć zabić tych, którzy mnie nie akceptują. Czasami to tak serce mi mocno bije, tak jakby chciało mi pęknąć z bólu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Ratunku! Jak mam przetrwać w szkole?

Już nie mam siły znowu tam jutro pójść, do tej szkoły, nie mam siły znosić tych ciągłych upokorzeń i poczucia, że jestem najgorsza w klasie. Czasami na lekcjach nie mogę się opanować i napływają mi łzy do oczu i...

Już nie mam siły znowu tam jutro pójść, do tej szkoły, nie mam siły znosić tych ciągłych upokorzeń i poczucia, że jestem najgorsza w klasie. Czasami na lekcjach nie mogę się opanować i napływają mi łzy do oczu i wtedy obiecuje sobie, że to mój ostatni dzień w szkole. Dzisiaj wieczorem znów mam w ręce nóż i obiecuję sobie, że się zabiję, nie wiem czy to wytrzymam do jutra. Proszę o szybki ratunek.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam ze sobą zrobić, jak sobie pomóc?

Już od dłuższego czasu zastanawiam się co mi jest. Tnę się od 5 klasy podstawówki, na początku były to drobne ranki robione agrafką, ale teraz to dużo i żyletką. Gdy tylko zdarzy mi się jakaś mała wpadka, zasmucę się lekko,...

Już od dłuższego czasu zastanawiam się co mi jest. Tnę się od 5 klasy podstawówki, na początku były to drobne ranki robione agrafką, ale teraz to dużo i żyletką. Gdy tylko zdarzy mi się jakaś mała wpadka, zasmucę się lekko, od razu myślę o żyletce.

Cały dzień niczym jakąś mantrę powtarzam sobie, że się nienawidzę, myślę już tak automatycznie jak nakręcona lalka. Jestem okropnie wrażliwa wystarczy, że ktoś mi powie jakąś drobną obelgę biorę to sobie okropnie do serca, ktoś sobie ze mnie zażartuje, powie coś nie przyjemnego - ja zapamiętuję to, myślę nad tym cały dzień i wpisuje to sobie gdzieś w głowie jako kolejną wadę. Gdy ktoś mnie odrzuci lub powie coś niemiłego ja po prostu czuję takie okropne ukłucie w sercu, nie radzę sobie z tym, a najgorsze jest to, że ja nigdy tej osobie o tym nie powiem, nie upomnę jej, że mnie to obraża lub smuci, nawet jak to jakaś bliska mi osoba przypadkowo to zrobi - ja milczę udaję, że nic takiego nie miało miejsca. Dopiero w domu lub gdy nikogo nie ma przy mnie płacze, smucę się i tnę.

Najdziwniejsze w moim charakterze jest to, że w szkole przy znajomych, rodzinie uśmiecham się, udaje szczęśliwą, zabawną, radosną. Moja jedyna dobra koleżanka mówi, że jestem towarzyska, zawsze uśmiechnięta itp. Gdy jestem sama w domu pokazuje swój prawdziwy charakter, emocje. Nie mogę spojrzeć w lustro, nienawidzę się, mam tysiące wad i kompleksów jeszcze więcej, noszę byle jakie męskie ubrania, które mają zakryć te wady. Całymi dniami przesiaduję na krześle lub leżę w łóżku i słucham muzyki, takiej bardzo smutnej, i rozmyślam o wszystkim i o niczym, a najczęściej o tym, że nie mam nikogo, że jestem tak okropnie sama i że nawet nie mam komu o tym powiedzieć.

Mam jedną dobrą koleżankę, ale boje się jej powiedzieć jak się czuje, zwierzyć jej się, boje się, że mnie wyśmieje, że powie, że jestem głupia... Ostatnio miewam myśli samobójcze. Co ja mam z sobą zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak poradzić sobie z wybuchami złości?

Od dwóch tygodni kumuluje się we mnie złość. Nie wiem o co chodzi, bo zawsze byłam osobą radosną i pełną energii. Zawsze też starałam sienie ranić uczuć innych, a teraz mam to gdzieś i mogę wszystkim powiedzieć nawet niemiłe...

Od dwóch tygodni kumuluje się we mnie złość. Nie wiem o co chodzi, bo zawsze byłam osobą radosną i pełną energii. Zawsze też starałam sienie ranić uczuć innych, a teraz mam to gdzieś i mogę wszystkim powiedzieć nawet niemiłe rzeczy. I często to robię nie myśląc o tym co powiedziałam. Cały czas jestem zła i zdenerwowana. Trzęsą mi się ręce i ciężko mi się oddycha. Mam ochotę wyżyć się na czymś, w coś uderzyć, coś rozwalić. Są chwile, gdy jestem tak zdenerwowana że che mi się płakać. Próbowałam już głębokich oddechów, liczenia do 10, a nawet medytacji, ale nic mi nie pomaga! Czy ze mną coś się dzieje?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Straciłam siedem lat mojego życia. Co dalej?

Mam 31 lat, jestem matka wspaniałego chłopca i mężatka. Od siedmiu lat mieszkam w Niemczech i od siedmiu lat moje życie przypomina jedną wielką pomyłkę. Każdego dnia, budząc się rano, zastanawiam się jaki cel sobie postawić, żeby tylko się nie...

Mam 31 lat, jestem matka wspaniałego chłopca i mężatka. Od siedmiu lat mieszkam w Niemczech i od siedmiu lat moje życie przypomina jedną wielką pomyłkę. Każdego dnia, budząc się rano, zastanawiam się jaki cel sobie postawić, żeby tylko się nie załamać.

Mówię sobie, że jest dobrze, mam kochającego męża, zdrowego synka, ładne mieszkanie i nie cierpię głodu, ale jestem oderwana od świata, w którym byłam szczęśliwa, od rodziny, od Polski. Każdy mi mówił "minie dwa lata, przejdzie ci", minęło siedem i jest coraz gorzej. Najgorsze, że nikt mnie nie rozumie i wręcz dziwią się, że chcę wracać do Polski, mój mąż na początku chciał wrócić, ale teraz, będąc tu już 15 lat, stwierdził, że nie jest w stanie w Polsce zapewnić nam takiego bytu jak tutaj, no i służba zdrowia w Polsce jest skandaliczna. Ale dla mnie najważniejsze jest tylko być tam, mogę być biedniejsza, ale szczęśliwa.

Tutaj poznałam ludzi od najgorszej strony, przestałam wierzyć właśnie tutaj w dobroć ludzką. Każdego dnia coś mi przypomina mój dom w Polsce, będąc na spacerze szukam w drzewach podobieństwa do polskich drzew... Tęsknota zmieniła mnie - nie śmieję się już jak kiedyś, w ogóle się nie śmieję, a najgorsze, że straciłam sens życia, a wiem, że muszę żyć dla mojego synka, ale nie mam już siły walczyć o każdy dzień.

Straciłam siedem lat mojego życia - siedem lat łez, tęsknoty - nie wiem co robić, nie chcę zniszczyć mojej rodziny, sama wychowywałam się bez ojca (umarł jak miałam 2 latka), więc chcę żeby mój synek miał pełną rodzinę, ale dłużej nie zniosę tego życia.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Wszystko mnie denerwuje - jaka może być tego przyczyna?

Mam 17 lat. Od dłuższego czasu wszystko mnie drażni ;( Nawet głupie pytanie rodziców "jak tam w szkole". Bez powodu się denerwuję i naskakuję na wszystkich. Czy może to być spowodowane nadczynnością tarczycy? A jak nie to jakie są tego przyczyny? I jak zapanować nad sobą?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak wyleczyć problem z oddawaniem moczu w sytuacjach stresowych?

Cześć, mam 17lat, podobnie jak katia22 mam problem z oddawaniem moczu w sytuacjach stresowych. Ten problem powoduje, że unikam imprez wypadów ze znajomymi. Co mam robić?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty