Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Jak zapanować nad emocjami?

Mam 15 lat. Dziś na lekcji polskiego pani oddawała klasówki, ja poszłam odebrać swoją i zauważyłam, że koleżanka jedno zadanie ma dobrze, a ja nie, a odpowiedź miałyśmy tę samą. Poszłam do pani a ona do mnie, że mam usiąść,... Mam 15 lat. Dziś na lekcji polskiego pani oddawała klasówki, ja poszłam odebrać swoją i zauważyłam, że koleżanka jedno zadanie ma dobrze, a ja nie, a odpowiedź miałyśmy tę samą. Poszłam do pani a ona do mnie, że mam usiąść, bo rozdaje klasówki. Wkurzyłam się, bo moja koleżanka poszła i jej sprawdziła i poprawiła ocenę, a mi nie. Znów do niej poszłam, jak skończyła oddawać klasówki, znów mi powiedziała, że mam usiąść i już się tak wkurzyłam, że wybuchłam płaczem.   Już mi nie zależało czy będę mieć z tego 4 czy 5, bo brakło mi punktu do 5, a za to zad. bym miała 5. Pani mi powiedziała, że nie panuję nad emocjami. Bez mojej wiedzy koleżanka wzięła moja klasówkę i dala pani i dzięki niej mam 5, ale to chodzi o moje emocje - jak przestałam płakać zaczęłam się śmiać z koleżankami i żartowałam. Często kłócę się z koleżanką o rożne błahostki, a zaraz ją przepraszałam, tłumaczyłam to sobie, tym, że jesteśmy spod tego samego znaku zodiaku (lew). Jak się z czegoś cieszę to muszę ze wszystkimi się podzielić tym, nawet jak ktoś nie jest w humorze, jak jestem smutna tez wszystkim o tym mowie. Jak mam nad moimi uczuciami zapanować?
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Wszystko mnie drażni i często wpadam w złość. Co robić?

Witam! Myślę, że mam poważny problem, na który niestety nie dostrzegam rozwiązania. Mam prawie 30 lat, jestem stanu wolnego, ale brak "drugiej połówki" to akurat jest najmniejszy problem, bo fakt iż zostanie tak do końca życia zdołałam już zaakceptować. Moim...

Witam! Myślę, że mam poważny problem, na który niestety nie dostrzegam rozwiązania. Mam prawie 30 lat, jestem stanu wolnego, ale brak "drugiej połówki" to akurat jest najmniejszy problem, bo fakt iż zostanie tak do końca życia zdołałam już zaakceptować.

Moim problemem jest to, iż jakoś nie mogę wpasować się w swoje życie. Nic mi nigdy nie wychodzi, a nawet jak wychodzi, jest dla mnie pocieszeniem na kilka dni. Długi czas byłam bezrobotna i brakiem stałej pracy usprawiedliwiałam swój stan. Po znalezieniu pracy przez dwa czy trzy miesiące czułam się inaczej, bardziej dostrzegając plusy, jednak ten stan już minął. Praca nie sprawia mi już żadnej przyjemności. Najchętniej zamknęła bym się w domu i w ogóle nie wychodziła i z nikim się nie widywała, bo nawet rozmowy z przyjaciółmi nie sprawiają mi przyjemności. Mieszkam z rodziną i fakt, że nie stać mnie na to, żeby się od nich wyprowadzić, też mi nie pomaga.

Wszystko mnie drażni i często wpadam w złość. Odeszła mi ochota do życia już dawno, ale ostatnio chyba nawet się nasiliła. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Iść do psychologa, czy już do psychiatry?

Mam 23 lata, odkąd pamiętam byłam introwertykiem z niską samooceną. Moje samopoczucie poprawiło się gdy się zakochałam, jednak bez wzajemności, bo mimo ogromnej sympatii i przyjaźni jaka nas łączyła, on wybrał inną. Było to 3 lata temu, a ja nadal...

Mam 23 lata, odkąd pamiętam byłam introwertykiem z niską samooceną. Moje samopoczucie poprawiło się gdy się zakochałam, jednak bez wzajemności, bo mimo ogromnej sympatii i przyjaźni jaka nas łączyła, on wybrał inną. Było to 3 lata temu, a ja nadal nie mogę się do końca pozbierać.

Od 2 lat jestem w stałym związku z innym chłopakiem, który bardzo mnie kocha. Ja jednak nie wiem co do niego czuję i nie potrafię powiedzieć "kocham". Przez rok ubolewałam i rozpamiętywałam o "tamtym" - teraz nic już do niego nie czuję, ale nachodzą mnie ciągle myśli, co by było, gdyby i nadzieje, że możne jeszcze kiedyś będziemy razem. Prawdopodobnie przez to wydarzenie jestem ciągle nieszczęśliwa, jest mi strasznie smutno, mam żale, płaczę bez powodu, a od kilku dni miewam absurdalne lęki...:/

Trudno mi żyć w moim otoczeniu, a coraz bardziej z sama sobą... Wiem, że sto stan depresyjny, bo trwa lata. Czy terapia u psychologa wystarczy, czy wymaga to już leczenia u psychiatry?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Każdy stres powoduje u mnie myśli i próby samobójcze. Co robić?

Witam mam na imię Maciek. Mam 23 lata i poważne problemy ze swoją osobą... Zacznę możne od dnia wczorajszego.Zerwała ze mną dziewczyna. Wiem, że to moja wina, bo bez sensu podnosiłem na nią głos i denerwowałem się bzdurami . Mam...

Witam mam na imię Maciek. Mam 23 lata i poważne problemy ze swoją osobą... Zacznę możne od dnia wczorajszego.Zerwała ze mną dziewczyna. Wiem, że to moja wina, bo bez sensu podnosiłem na nią głos i denerwowałem się bzdurami . Mam bardzo porywczy charakter, nie potrafię zapanować nad tym co mówię, gdy jestem wściekły.

Chwilę po tym jak to zrobiła (mieszkamy nadal razem) poszedłem do sypialni i napisałem jej sms-a "żegnaj" po czym zawiązałem pętlę na klamce od szafy, zrobiłem pętlę na szyi i powoli się osuwałem w doł. Mój wzrok skupiony był na jakimś czerwonym światełku, które robiło się co raz jaśniejsze, aż nagle wbiegła do pokoju i spojrzała na mnie z przerażeniem i szybko zdjęła mi pasek z szyi, zaczęła płakać...

Od wczoraj cały czas mam ochotę targnąć się na życie. Mailem kiedyś również z tym problemy, również po miłosnej porażce, wtedy chciałem popodcinać sobie żyły, ale pociąłem tak głęboko ręce, że gdyby nie powrót mojego taty do domu to bym się pewnie wykrwawił.

Kilka lat temu, będąc w wojsku, uderzyłem wyższego rangą żołnierza, po czym wywieziono mnie na obserwację do szpitala psychiatrycznego - stwierdzono tam że posiadam cechy dezadaptacji. Proszę o jakakolwiek pomoc, bo czuję, że w środku powoli umieram i możne się stać to i na zewnątrz.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

To depresja czy dojrzewanie?

Często rano myślę co będzie później, czy dam radę przejść ten dzień bez bólu brzucha. Stach, ale nie wie przed czym. Senność w dzień. Wieczorem płaczę, boję się, że wszyscy mnie opuszczą. Nie mam komu się wyżalić z problemów. Nie mogę zasnąć.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie potrafię sobie radzić z moimi nerwami. Czy jestem chora psychicznie?

Od kilku dni wszystko mnie denerwuje. Nie odpowiada mi to co mówią w telewizji, co mówią rodzice. Najbardziej na tym wszystkim cierpi mój chłopak, bo całą złość wyładowuję na nim. Czepiam się go o byle jaki powód, np. gdy otworzę...

Od kilku dni wszystko mnie denerwuje. Nie odpowiada mi to co mówią w telewizji, co mówią rodzice. Najbardziej na tym wszystkim cierpi mój chłopak, bo całą złość wyładowuję na nim. Czepiam się go o byle jaki powód, np. gdy otworzę mu drzwi od domu i zrobi nie taka minę jak trzeba to od razy rzucam się na niego. Chciałabym dodać, że mam częstoskurcze i lekarz powiedział, że jest to prawdopodobnie na tle nerwowym. Skierował mnie do psychiatry, który powiedział, że nie nadaję się do leczenia. Tylko, że ja chyba nie potrafię radzić sobie z moimi nerwami. Bardzo często czuję, że mam zimne i mokre ręce. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Niska samoocena i zazdrość w związku jest moim dużym problemem. Jak z tym walczyć?

Witam, mam 19 lat i jestem dziewczyną. Mój problem polega na tym, że bardzo boje się o swój związek z moim chłopakiem. Oboje zaczynamy teraz studia, tylko, że na różnych uczelniach i boję się, że nasz związek tego nie przetrwa....

Witam, mam 19 lat i jestem dziewczyną. Mój problem polega na tym, że bardzo boje się o swój związek z moim chłopakiem. Oboje zaczynamy teraz studia, tylko, że na różnych uczelniach i boję się, że nasz związek tego nie przetrwa.

Bardzo się boję, że on pozna jakąś fajniejszą dziewczynę ode mnie i się we mnie odkocha. Nie jestem typem nieśmiałej, szarej myszki. Wręcz przeciwnie. Jestem przebojowa,inteligentną, pewną siebie i jestem naprawdę atrakcyjną dziewczyną, która zawsze miała powodzenie u mężczyzn. Wiem, jak działam na facetów i nie mam problemu ze zdobyciem żadnego, ale jeżeli chodzi o związki jest mi trudniej uwierzyć w to, że można mnie kochać. Mimo, że mój partner nie jest typem Bóg wie jak przystojnego modela, to jestem o niego strasznie zazdrosna. On mówi, że mnie kocha, że jestem idealna, jesteśmy ze sobą już naprawdę długo, niby mu wierzę.. ale strasznie się boję.

To jest mój pierwszy tak długi i udany związek i bardzo boję się go stracić. Mam naprawdę nieprzyjemne doświadczenia z moim poprzednimi partnerami, którzy mnie zdradzali, wykorzystywali seksualnie a potem wmawiali mi, że jest to moja wina. Obawiam się, że to zostało w mojej psychice, że oprócz mojej urody nie ma za co mnie kochać. To odbija się na naszym związku, bo zamiast miło spędzić czas, zaczynam płakać, że on mnie rzuci dla kogoś i często robię bezsensowne afery, za które potem jest mi strasznie głupio. Nie chce się tak czuć, chce być szczęśliwą i chce mu naprawdę zaufać. Co mam zrobić, żeby poradzić sobie z zazdrością?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak unormować swój stan psychiczny?

Witam, mam 28 lat i jestem bardzo zagubioną osobą, czuję, że całe życie wymyka mi się spod kontroli, nie wiem już sama, co powinnam robić, a czego nie? Zacznę od tego, że od zawsze moim problemem były relacje z ojcem...

Witam, mam 28 lat i jestem bardzo zagubioną osobą, czuję, że całe życie wymyka mi się spod kontroli, nie wiem już sama, co powinnam robić, a czego nie?

Zacznę od tego, że od zawsze moim problemem były relacje z ojcem, który ciągle próbował kierować moim życiem oraz życiem mojej mamy. Do tej pory poddawałam się jego dyktaturom, spotykając się ciągle z brakiem jakiejkolwiek wdzięczności, a wręcz wielokrotnie musiałam wysłuchiwać, co znowu zrobiłam źle. Moja mama do teraz ma ciężkie życie. Nie raz chciała odejść od taty jednak wspólny dom i interes rodzinny oraz prawdopodobnie miłość do niego trzyma ją w tym małżeństwie. Są dość zamożnym małżeństwem, mają własną firmę, zbudowali dom, mają jeszcze dwa mieszkania. Oprócz tego spory kredyt i inne długi z tytułu prowadzenia firmy.

Jeśli chodzi o mieszkanie to chcieliby, żebym zamieszkała z nimi, jednak ja cały czas się przed tym wzbraniałam, w końcu mam już swoje lata. Wolałam mieszkać z babcią niż męczyć się z nastrojami mojego taty w ich nowym domu. Mając 25 lat zamieszkałam z babcią i trwało to jakieś dwa lata. Ponieważ mają jeszcze dwa mieszkania, mama cały czas walczyła z tatą, aby pozwolił mi w jednym z nich zamieszkać(kawalerka), żebym mogła zacząć układać swoje życie. Bardzo mu to było nie na rękę jednak, kiedy zadeklarowałam, że będę mu płacić za wynajem -  zgodził się. Mieszkałam tam rok, na każdym kroku wysłuchując, jaką jestem księżniczką, która zaszyła się w tym mieszkaniu. Czułam się jak intruz szczególnie, że co jakiś czas awanturował się i kazał mi się z mieszkania wynosić. Wytrzymałam rok, po czym się wyprowadziłam.

Mój partner, którego poznałam dobry rok wcześniej na początku nie wiedział o moich stosunkach z ojcem, wstydziłam mu się powiedzieć. Później musiałam opowiedzieć mu, że to wcale nie jest takie kolorowe życie jak się wydaje. Wyprowadziłam się z mieszkania do koleżanki, dzięki czemu uwolniłam się od psychicznego nękania mnie. Na chwilę odzyskałam spokój, po jakimś czasie nawet relacje z ojcem minimalnie się wyklarowały. Ja zawsze starałam się być lojalna wobec ojca, jeśli potrzebował mojej pomocy, byłam gotowa mu pomóc, jednak nigdy nie spotkałam się z jego wdzięcznością. Pożyczałam mu pieniądze, przepisałam jego firmę na siebie, żeby mu pomóc, pomagałam w tej firmie. Ciągle było za mało, oczekiwał pełnej dyspozycyjności, mimo że mam własną pracę. Do tego ciągłe pretensje oraz żale kierowane były do mamy i do mnie. Rodzina nie mogła zrozumieć dlaczego tak się mu podporządkowałyśmy, dlaczego wciąż kieruje nami jak marionetkami. W święta potrafił się tak awanturować, żeby tylko wszystko popsuć, doprowadzał do tego, że uciekałyśmy z tego pięknego domu i święta spędzałyśmy tułając się po rodzinie albo w mieście.

Wszystkiego nie chcę tutaj opisywać, mój problem jest trochę zawiły, jednak przede wszystkim chodzi mi teraz o relacje z moim chłopakiem. Kochamy się i planujemy razem przyszłość. Od kilku dni mieszkamy razem. Kupił mieszkanie w Bydgoszczy (mieszkanie po swoich rodzicach). W związku z tym przeprowadziłam się z Torunia do Bydgoszczy. Nadal pracuję w Toruniu i do pracy dojeżdżam. Przed przeprowadzką chcieliśmy pojechać z moim partnerem do domu moich rodziców, ale jak się ojciec dowiedział powiedział, że nie chce mnie widzieć, Patryka też nie. Prawdopodobnie nawet nie wie, że mieszkamy razem, mama stwierdziła, że jakby się dowiedział to jak zwykle chciałby się wtrącić i znowu miałby inną koncepcję mojego życia. On oczekuje, że Patryk powinien zapytać go o zdanie, poprosić o rękę, ożenić się ze mną, a później układać życie i zamieszkać razem.

Jestem w tym wszystkim bardzo pogubiona, kocham mamę, tęsknie za nią, żal mi jej i tego że ciągle musi słuchać na mój temat samych negatywów. Wstyd się przyznać, ale ojca nie chce mi się wcale oglądać. Łapię się na tym, że jak widzę go gdzieś w mieście, to odwracam głowę, albo zastanawiam się czy czasami nie odbierze telefonu jak dzwonię do mamy. Przemawia przeze mnie nienawiść, czuję się z tym źle, nie potrafię być szczęśliwa, łapię doły, czuję się niedowartościowana, mam mnóstwo kompleksów i wstydzę się siebie, tego że mam taką rodzinę, że nie potrafię rozmawiać z ojcem normalnie. Chciałabym żeby zaakceptował moje decyzje, ale jak, skoro mając 28 lat boję się mu mówić o swoich postanowieniach? Boję się jechać do mamy, bo wiem, że jak mnie zobaczy to będzie mi kazał się wynosić, tylko ubierze to w bardziej wulgarne słowa. Ostatnio kiedy pojechałam w odwiedziny musiałam wracać do domu, nie dało się normalnie rozmawiać, używał tylko samych epitetów.

Zauważyłam, że stałam się bardzo przewrażliwiona, emocjonalnie reaguje w sytuacjach stresowych, jestem nerwowa i nie panuję nad wszystkimi swoimi reakcjami. Chciałabym trochę spokoju i stabilizacji w życiu, jednak ze względu na ciężkie relacje z tatą jest to niemożliwe. Jego ingerencja w moje sprawy powoduje, że czuje się stłamszona i przygnieciona ciężkim balastem, którego nie potrafię udźwignąć. Zawsze byłam optymistką, teraz często piszę czarne scenariusze, boję się też nowego życia z partnerem. Kocham go bardzo, mam do niego zaufanie, ale w życiu się różnie układa. Staram się tego nie okazywać, ale obawiam się że jeśli nie wyjdzie nam mieszkanie razem to zostanę sama, bez mieszkania, bez przyjaciół, i z ogromną satysfakcją mojego taty ze mi nie wyszło.

I jeszcze jedno, chciałabym mieć męża, mój partner o tym wie, w związku z czym bliżej nieokreślone plany są. Myślę, że to pozwoliłoby mi unormować swoje życie. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że dzięki temu odzyskałabym jakąś stabilizację i kontrolę nad swoim życiem. Z drugiej strony, nie chcę już zmuszać Patryka do podejmowania decyzji, on sam musi zdecydować kiedy będzie na to gotowy. Wydaje mi się, że powinnam iść do jakiegoś psychologa, z kimś porozmawiać, zrobić coś ze swoimi problemami, chciałabym normalizacji, ale ciężko mi się ogarnąć z tymi wszystkimi problemami, które rodzą się w mojej głowie. Proszę o pomoc! Pozdrawiam, Kasia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zachowuję się jak taki pies, którego bito. Gdzie powinnam się udać po pomoc?

Witam, mam na imię Oszka i mam 21 lat. Nigdy nie byłam silna psychicznie. Nie wiem czy przesadzam czy naprawdę mogę cierpieć na depresję... Pierwsze "objawy" pojawiły się, gdy miałam 15 lat - zmarła moja bliska koleżanka, nie przeżyła przeszczepu...

Witam, mam na imię Oszka i mam 21 lat. Nigdy nie byłam silna psychicznie. Nie wiem czy przesadzam czy naprawdę mogę cierpieć na depresję... Pierwsze "objawy" pojawiły się, gdy miałam 15 lat - zmarła moja bliska koleżanka, nie przeżyła przeszczepu serca, stało się to w lipcu, ale do mojej głowy informacja ta dotarła dopiero we wrześniu (nie wiem jak to wytłumaczyć po prostu mój umysł nie przyjął wiadomości o śmierci Magdy do świadomości). Potem były smutek i płacz. Trwało to ok. 2 miesięcy.

Kolejnym krytycznym momentem w moim życiu było wplątanie się w wieku 16 lat w związek z dorosłym, żonatym mężczyzną innego wyznania. Spotykaliśmy się 3 lata. Przez pewien czas mieszkałam u niego w Anglii. Jego (ex) żona nachodziła mnie, wyzywała. Dodatkowo całą sytuację ukrywałam przed rodzicami. Cała te historia potwornie wpłynęła na moją psychikę, zwłaszcza gdy się rozstaliśmy (było mi strasznie źle, byłam wymęczona psychicznie, byłam zbyt młoda i nie dawałam sobie rady). To bardzo dziwne, ale w ogóle nie pamiętam pierwszych 3 miesięcy od rozstania. Po prostu dziura, jakbym miała amnezję, jakby ta sytuacja nie miała miejsca. Pytałam mamę, co się wtedy ze mną działo, mówiła, że płakałam, całe dnie spałam, nie chciałam chodzić do szkoły, wypadały mi włosy, z nikim nie rozmawiałam. Ogólny kiepski stan utrzymywał mi się przez kolejne 1,5 roku (na każde wspomnienie o tym chłopaku wpadałam w histerię).

Ostatnie przykre wydarzenie to to, że mój przyjaciel maltretował mnie psychicznie (stało się to 1 raz, teraz skasowałam jego nr tel. i zerwałam kontakt, bo się go boję - był mi bardzo bliski...). Doprowadził do stanu paniki, histerii. Chowałam się wtedy w kącie i płakałam, a potem siedziałam, np. na podłodze i kiwałam się bezwiednie jak dzieci z chorobą sierocą. Robił mi różne złe rzeczy z głową, czułam się jak w filmie, wszędzie grała psychodeliczna, elektroniczna muzyka, nie wiedziałam gdzie jestem (to było w nocy w obcym mieście), on nie chciał mi powiedzieć pod jakim adresem mieszkamy, rozbił kopniakiem szybę w samochodzie, był tam alarm. Ja się strasznie bałam, a tam nie było nikogo, kto by mi pomógł. Nie było policji, było pusto. Ja nie wiedziałam co mam robić. Ja się tak bardzo boję... cały czas. On mnie nawyzywał. Powiedział, że jestem obrzydliwa, że jestem nienormalna, autystyczna, że się mnie brzydzi, jestem wariatką, że jestem gruba i brzydka (dzień wcześniej się kochaliśmy - planowaliśmy być razem), to wydarzenie miało miejsce 2 tyg temu.

Od tamtej pory ciągle się boję. Mam myśli samobójcze, bo jestem nienormalna i nikt mnie nie pokocha. Nigdy. Ja nie wiem czy to jest depresja czy ja przesadzam. Krzyczę, ale nikt mi nie pomaga. Bardzo nie lubię teraz ludzi i jestem agresywna. Zachowuje się jak taki pies, którego bito. Gdzie powinnam się udać po pomoc?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Wahania nastrojów - jestem chora, czy po prostu tak już mam?

Witam, jestem Magda, mam 16 lat. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mam dziwne wahania nastrojów. Raz się cieszę, a raz chciałabym się zapaść pod ziemię. Gdy kupuję sobie bluzkę to po chwili uważam, że jest mi ona niepotrzebna. Gdy wykonuję...

Witam, jestem Magda, mam 16 lat. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mam dziwne wahania nastrojów. Raz się cieszę, a raz chciałabym się zapaść pod ziemię. Gdy kupuję sobie bluzkę to po chwili uważam, że jest mi ona niepotrzebna. Gdy wykonuję jakąś prace najpierw się z niej cieszę, a potem sądzę, że nikt jej nie docenia. Przez to wszystko chce mi się czasami płakać. Chciałabym być inną osobą. Czy jestem chora, czy po prostu tak już mam? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego mam takie myśli, dlaczego cierpię, dlaczego czuję się samotna?

Witam, mój problem jest taki, że z powodu tego, że czuje się okropnie samotna mam myśli samobójcze, ale nie chcę tego zrobić ponieważ się boję, boję się tego, że wtedy będę miała jeszcze większą pustkę w sobie niż teraz....

Witam, mój problem jest taki, że z powodu tego, że czuje się okropnie samotna mam myśli samobójcze, ale nie chcę tego zrobić ponieważ się boję, boję się tego, że wtedy będę miała jeszcze większą pustkę w sobie niż teraz.

Moje cierpienie da się opisać - mam wokół siebie ludzi, ludzi do których mam dystans, w domu mam miłość, której nie doceniam i uwielbiam jak jestem sama w domu, bez nikogo, kocham wręcz samotność, ten spokój - co jest ze mną nie tak, że tak czuję? Idąc do ludzi nie widzę zalet tylko same wady co powoduje, że ponownie uciekam w samotność do pokoju, gdzie siedzę w kącie patrząc się w ścianę... Ale ta samotność to moje szczęście. Boli mnie to, że tak jest, cierpię, nie mogę się przełamać i z kimkolwiek o tym porozmawiać. Kiedyś byłam duszą towarzystwa w wieku dziecięcym i początku wieku nastoletniego, teraz mając 18 lat jestem samotnym potworem nienawidzącym ludzi i życia wokół siebie oraz siebie samej.

Proszę o radę, co ja powinnam zrobić, dlaczego ja myślę o samobójstwie oraz dlaczego mam w sobie nienawiść do każdego człowieka? Chcę żyć dalej, ale z normalnym podejściem do życia, ludzi i siebie samej. Chcę zawalczyć o siebie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jestem zbyt mało pewny siebie, jest coraz gorzej i okropnie mi jest z tym. Jak z tym walczyć?

Jestem uczniem drugiej klasy średniej. Jestem świadomy tego, że mam zaniżoną samoocenę, czytałem wiele poradników w tym temacie, ale w praktyce wychodzi całkiem co innego. Czuję się odsunięty od grupy kolegów w szkole, dokładniej trzymam się z nimi, ponieważ...

Jestem uczniem drugiej klasy średniej. Jestem świadomy tego, że mam zaniżoną samoocenę, czytałem wiele poradników w tym temacie, ale w praktyce wychodzi całkiem co innego.

Czuję się odsunięty od grupy kolegów w szkole, dokładniej trzymam się z nimi, ponieważ mam z nimi większość lekcji, ale nie mogę wkupić się w grupę, oni tacy rozgadani i szukają tylko pretekstu żeby kogoś obrazić, poniżyć co mi bardzo nie pasuje, kilkakrotnie myślałem o zmianie klasy, szkoły, ale zawsze rezygnowałem ze strachu przed nowymi ludźmi. Codziennie czuję się bardzo skrępowany wśród znajomych i innych obcych mi ludzi, chowam się, spuszczam wzrok. Kiedyś byłem bardzo aktywny, po szkole spotykałem się ze znajomymi przez ostatnie półtora roku wszystko obróciło się o 180 stopni.

Chciałbym realizować swoje marzenia i zainteresowania, ale boję się opinii innych, zrobiłem się tzw. szarą myszką co mi bardzo nie odpowiada, ponieważ byłem bardzo odważny i cieszyłem się kiedy ładna dziewczyna patrzyła się na mnie, teraz mnie to krępuje. Mam kompleksy z powodu oka, tzn. od urodzenia mam obniżoną powiekę i od dawna jest to moim problemem, przez ostatnio okres przykułem do tego większą uwagę. Nie wiem nic o takich zabiegach korekcji powieki i nie mam pojęcia co z tym można zrobić. Jestem też dużo niższą osobą do moich znajomych, co jest też mi często wytykane oraz moja niedowaga.

Ostatnio również zauważyłem, że często się stresuje z byle powodu i zamykam się w sobie, w czasie odpytywania stres bierze górę, mylę się i zostaje wyśmiewany. Chciałbym być silną jednostką z silnym charakterem, jak było to za czasów gimnazjum. Miałem zamiar skontaktować się z psychologiem, nawet szkolnym, ale to mnie jak na razie przerasta i wątpię, że to zrealizuję. Jestem zbyt mało pewny siebie, jest coraz gorzej i okropnie mi jest z tym. Proszę o poradę i z góry dziękuje.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak się nie ciąć i przestać okaleczać

Mam 15 lat. To wszystko zaczęło się gdzieś w grudniu 2009 roku. Wtedy pierwszy raz chwyciłam po szkło, którym zaczęłam się okaleczać. Mój nadgarstek u lewej dłoni jest cały w bliznach, kryję się z tym jak tylko mogę.... Mam 15 lat. To wszystko zaczęło się gdzieś w grudniu 2009 roku. Wtedy pierwszy raz chwyciłam po szkło, którym zaczęłam się okaleczać. Mój nadgarstek u lewej dłoni jest cały w bliznach, kryję się z tym jak tylko mogę. Mam chłopaka, wspaniałego zauważył moje blizny jesteśmy razem 9 miesięcy. Wciąż mnie wspiera, błaga bym tego nie robiła, czasem nawet krzyczy, lecz nic nie pomaga. Ja obiecuję, że nie będę, lecz gdy tylko pojawia się jakiś problem sięgam po żyletkę. Tak, wiem już nie robię tego szkłem, teraz ranię się żyletką. Rany się pogłębiły z czasem są coraz większe i głębsze. Oprócz mojego chłopaka, mnie i siostry, która widziała blizny tylko na początku, jak zaczęłam, nikt o tym nie wie. Ostatnio jest coraz gorzej. Gdy tylko się boję zaraz sięgam po żyletkę - to mnie wycisza, uspokaja. I wciąż się kryję. Proszę o pomoc. Boję się powiedzieć mamie i komukolwiek. Strasznie się boję. Nie wiem co mam robić.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Denerwuję się nawet tym, że tu napisałam. Czy moje zachowanie jest depresją?

Jestem osobą bezrobotną. Kiedy znajdę pracę to szybko się męczę, ponieważ czuję, że nie dam sobie rady z tym. Nie wiem, gdzie jest moje miejsce. Nie potrafię odkryć w sobie to co chciałam bym robić w przyszłości. Jestem osobą ,...

Jestem osobą bezrobotną. Kiedy znajdę pracę to szybko się męczę, ponieważ czuję, że nie dam sobie rady z tym. Nie wiem, gdzie jest moje miejsce. Nie potrafię odkryć w sobie to co chciałam bym robić w przyszłości.

Jestem osobą , która nie potrafi się śmiać ani się zabawić. Na zewnątrz próbuję to trochę tuszować, lecz nie wychodzi to. Nie potrafię również zabrać się do życia. Nie potrafię kochać, nawet bliskich. Czuję się pusta, do niczego nie potrzebna. Wielokrotnie myślę o samobójstwie. Czasem chciałam bym to już uczynić, lecz wciąż coś mnie wstrzymuje. Czasem pojawiają się lekkie przebłyski, że jest wszystko dobrze a tak nie jest. To wszystko już trwa ponad 2 lata i nawet nikt nie wie o tym, że taka jestem załamana, nie potrafiąca cieszyć się życiem. Częste mam bóle głowy, odczuwam napięcie, czuję się bezużyteczna, przybieram na wadze, czuję się zmęczona prawie każdego dnia, jestem smutna przez większość dnia, niemal codziennie.

Proszę o odpowiedź i pomoc. Dziękuje. Pisząc to cała się denerwuję, bo chyba źle zrobiłam, że to napisałam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co powoduje, że czuję się tak źle? Nerwica czy depresja?

Jestem mężczyzną w wieku 23 lat. Wszystko zaczęło się po śmierci mamy. Gdy miałem 12 lat nerwowa sytuacja w domu doprowadzała mnie do takiego zdenerwowania, że robiło mi się słabo, a nawet raz cały zmrowiałem. Od tamtego czasu powiedziałem sobie,...

Jestem mężczyzną w wieku 23 lat. Wszystko zaczęło się po śmierci mamy. Gdy miałem 12 lat nerwowa sytuacja w domu doprowadzała mnie do takiego zdenerwowania, że robiło mi się słabo, a nawet raz cały zmrowiałem. Od tamtego czasu powiedziałem sobie, że nie będę się już tak denerwował, bo szkoda mego zdrowia, ale pojawiły się takie dolegliwości jak wieczna zgaga po czymkolwiek, która bywała coraz częściej, aż do momentu, że była dla mnie codziennością oraz rozdrażnienie, zawroty głowy i niedotlenienie, zazwyczaj z rana.

Dopiero zwróciłem się do lekarza z tym 1,5 roku temu. Przepisano mi tabletki na ochronę żołądka takie jak A*** itp., zażywam je do dziś, ale pomogły tylko na zgagę. Obecnie moimi dolegliwościami są bóle brzuch, zaburzenia jelit, wzdęcia czy rozwolnienie, mdłości (całymi dniami jakby chciało mi się wymiotować), kłucie w mostku, a czasem w klatce, wiecznie jestem zmęczony. Mam zaburzenia snu, drgawki przy zasypianiu, napady agresji czy silnego rozdrażnienia umysłowego, czasem z błahego powodu.

Czasem jestem nadpobudliwy, a drugiego dnia wstaję zmęczony, bez energii, bez chęci do czegokolwiek i zmuszam się do wszystkiego, próbuje to zagłuszyć sportem czy zajmowaniem się czymś, co kocham, ale staję się tylko coraz bardziej agresywny, wybuchowy i mam wieczne huśtawki do nadpobudliwości do braku energii.Wszystko kontroluję, tylko że mnie to męczy. Mam myśli samobójcze, ale nigdy bym tego nie zrobił, bo za bardzo kocham życie, tylko to przeszkadza mi czasem w funkcjonowaniu, np. w pracy, która jest bardzo stresująca.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wiem, że nie zasłużyłam na miłość od rodziny, przyjaciół, nikogo. Nie daję sobie rady. Co robić?

Witam. Mam 16 lat i jestem z niewielkiej miejscowości. Moje problemy psychiczne zaczęły się jakieś półtora roku temu. Zawsze byłam cicha, nieśmiała i wstydliwa. Nie potrafiłam nawiązać bliższego kontaktu z ludźmi. Może zacznę od tego, że gdy byłam mała moim...

Witam. Mam 16 lat i jestem z niewielkiej miejscowości. Moje problemy psychiczne zaczęły się jakieś półtora roku temu. Zawsze byłam cicha, nieśmiała i wstydliwa. Nie potrafiłam nawiązać bliższego kontaktu z ludźmi.

Może zacznę od tego, że gdy byłam mała moim jedynym przyjacielem był dziadek, jednak gdy miałam 3-4 lata zmarł. Miałam wtedy dziecięcą depresję. Rwałam sobie włosy z głowy, miałam ataki paniki i strachu, nie pozwalałam nikomu wejść do mojego domu, nie pozwalałam jeść mojemu ojcu i sama nic nie chciałam jeść. Prawdopodobnie miałam też psychologa dziecięcego. Wracając jednak do teraz...

Mój ojciec jest alkoholikiem. Całymi dniami nie ma go w domu (pomimo iż ma małe dziecko, którym ja zajmuje się całymi dniami) gdy wraca pijany robi awantury, zdarza się że mnie uderzy, rozwala wtedy moje rzeczy i niszczy je. Jednak ból fizyczny jest niczym w porównaniu do bólu psychicznego, z którym się zmagam. Odkąd pamiętam mam zły kontakt z rodzicami. Nie potrafię się z nimi dogadać. Ojciec codziennie (nawet gdy jest trzeźwy) mówi jaka beznadziejna jestem, jaka brzydka jestem, często powtarza mi też, że żałuje, że w ogóle się urodziłam albo że istnieję. Na początku to znosiłam, jednak po dłuższym czasie moja psychika nie wytrzymała i uwierzyłam w to co mówi.

Teraz moja samoocena wynosi zero. Nie wierzę w siebie, nie potrafię z nikim porozmawiać. Boję się ludzi i boję się z nimi rozmawiać. Gdy jestem w śród nich (z domu wychodzę tylko do szkoły) potwornie się pocę z nerwów. W całe wakacje z domu wyszłam około 10 razy (przysięgam) i tylko z przymusu. Przez całe wakacje nie dostałam żadnego sms-a od kogoś znajomego, nikt też mi nie odpisywał, nikt nie chciał ze mną wyjść na dwór. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że jestem zupełnie sama. Nie mam ani rodziny ani przyjaciół. Nie radzę sobie z tym.

Teraz opiszę trochę moje stany od początku tego roku. Sylwestra spędziłam w domu z moim młodszym bratem, ponieważ ojciec kazał mi z nim zostać, aby móc zabalować. Kilkanaście dni później miałam swoją pierwszą próbę samobójczą. Już wcześniej planowałam ten dzień. Napisałam kilka wersji listu pożegnalnego, jednak wybrałam tę najkrótszą: " Przepraszam, że nie dałam się kochać. Pozdrowię dziadka". Z tego okresu i tego dnia nie pamiętam wcale. Dzień wcześniej opracowałam cały "plan" działania, jednak podczas próby straciłam zupełnie władanie nad sobą i nic z tego nie wyszło. Następnego dwa tygodnie po tej sytuacji były dla mnie straszne. Ból i rozczarowanie, że nadal żyję był nie do zniesienia.

Na początku lutego zaczęłam wychodzić na prostą. Znów się śmiałam, miałam pełno energii, nie bałam przeciwstawić się ojcu i matce. Zdarzyło mi się nawet wyjść na imprezę. Kiedy myślałam, że wreszcie wszystko zacznie się układać, już w połowie marca spontanicznie kupiłam żyletkę i pocięłam całe dłonie. Nie chciałam się wtedy zabić, chciałam się tylko ukarać za to żyję. Podobało mi się to jak krew spływała mi z rąk i brudziła pościel. Jednak gdy ból i krew ustała zaczęłam płakać, bo zrozumiałam co zrobiłam. Znów kolejne tygodnie były dla mnie smutne. Całymi dniami płakałam, nie mogłam skupić się na nauce, na normalnym życiu. Trwało to resztę marca i kwiecień.

W maju znów się pozbierałam ponieważ musiałam poprawić swoje oceny które zawaliłam przez moją psychikę. W czerwcu znów dopadł mnie smutek, prawie w ogóle nie chodziłam do szkoły, płakałam całymi dniami i trwało to całe wakacje, o których już wspomniałam i trwa do dnia dzisiejszego. Jedynie na początku września byłam potwornie podekscytowana nową szkołą, postanowiłam również napisać książkę, ale parę dni potem zrezygnowałam, tak samo z pomysłem na malowanie, zrobienie filmu.

Teraz znów całymi dniami płaczę. Gdy wracam do domu, zapłakana słysząc kolejne przykrości od ojca płaczę i patrzę w jedno miejsce. Wszystko kojarzy mi się ze śmiercią. Chcę znów spotkać dziadka. Wyglądając przez okno wyobrażam sobie jak z niego skaczę, krojąc chleb, o tym jak kroje siebie i tak bez przerwy... Zaczęłam interesować się narkotykami i znów planować "ten dzień", tym razem planując wszystko dokładnie - aby więcej nie przeżywać tego bólu rozczarowania. Moje oceny są złe, brzydzę się siebie.. nie potrafię spojrzeć w lustro myjąc zęby. Przestał obchodzić mnie ból wygląd zewnętrzny. Wierzę w swoją beznadziejność.

Wiem, że nie zasłużyłam na miłość od rodziny, przyjaciół, nikogo. Nie mogę porozmawiać z rodzicami ponieważ nigdy z nimi nie rozmawiam. Ludzie zaczynają mnie denerwować. Mam ataki paniki, potem przypływy szczęścia, adrenaliny a na końcu poczucie beznadziejności. Jestem agresywna psychicznie. Lubie przechodzić przez ulicę w ostatniej sekundzie, aby czuć, że chodź w połowie zostałam potrącona przez samochód, ale chwile później żałuje tego co zrobiłam. Jestem cały czas senna, płaczę, jem wszystko co mogę.

Nie mam o tym z kim porozmawiać. Już dawno zabiłabym się po raz kolejny, ale boje się, że znów mi się nie uda. Jest ze mną aż tak źle ?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mam bardzo niską samoocenę i jestem przewrażliwiony. Co robić?

Witam! Jestem mężczyzną, mam 21 lat. W skali Becka uzyskałem 21 punktów. Mój problem polega na tym, że mam ogromnie zaniżone poczucie własnej wartości. Bardzo często obwiniam siebie za swoje zachowania z przeszłości, bardzo mocno biorę do siebie krytykę i...

Witam! Jestem mężczyzną, mam 21 lat. W skali Becka uzyskałem 21 punktów. Mój problem polega na tym, że mam ogromnie zaniżone poczucie własnej wartości. Bardzo często obwiniam siebie za swoje zachowania z przeszłości, bardzo mocno biorę do siebie krytykę i obcych i czasami bliskich (choć wiem, że w przypadku obcych tak naprawdę nie powinienem, bo nie powinna ona mieć na mnie żadnego wpływu.).

Jestem ambitny i mam dość duże aspiracje, myślę bardzo pozytywnie o możliwości ich zrealizowania. Ogólnie jestem optymistą z zaniżonym poczuciem własnej wartości, patrzącym w przeszłość z uśmiechem nie licząc jednej sprawy, ale o tym później. Dodam jeszcze, że w młodym wieku byłem często krytykowany przez dziadka i tatę, od tak, w zwykłych sprawach. Nie była to krytyka połączona z agresja czy przemocą, ale taka zwykła, na spokojnie.

Mocno stresują mnie wystąpienie publiczne, niezależnie od osób, przed którymi miałbym to robić, w przypadku krytyki często nie wiem co odpowiedzieć, czerwienię się itd. Myślę, że jestem za bardzo wrażliwy. Często stresuje się w zwykłych, codziennych sytuacjach takich jak jazda autobusem, zakupy, spacer. Choć to zależy od mego nastroju. Czasem mam uczucie, że "mogę wszystko" a czasem dołek. Kiedy jestem w złym nastroju czuję się gorszy chyba od wszystkich. Wtedy często chcę pokazać, że nie jestem słabszy i wychodzą z tego głupie sytuacje.

Dość często wymyślam sobie przeszkody, np. nie odpowiadam na jakieś pytanie, bo przewiduje, że możne mnie ktoś skrytykować, albo nie idę w jakieś miejsce, bo znajdzie się tak ktoś kto mógłby coś źle o mnie powiedzieć, ośmieszyć i tak dalej. Myślę, że jestem za bardzo przewrażliwiony na punkcie swojej osoby i uważam, że czyjeś zdanie nie powinno wpływać na poczucie mojej własnej wartości. Choć czasami niestety wpływa. Moją reakcją na takie sytuacje jest często agresja słowna kiedy czuję się pewniej, a kiedy mniej pewnie to nie ma żadnej reakcji.

Kolejnym problemem, który dość mocno mnie dołuje i ciężko mi uwierzyć w jego pozytywne rozwiązanie są problemy z erekcją (bylem u urologa, wyniki mam dobre, wiec są to problemy na tle psychicznym). Dostawałem tabletki i niestety po ich odstawieniu problem znów się powtarza. Mam niedługo dostać nowe, ale ciężko mi myśleć pozytywnie w tej sprawie.

To chyba wszystko. Bardzo chciałbym sobie poradzić z tymi objawami sam, bez pomocy lekarza. Jest szansa? Może jakieś rady? Bo już po napisaniu tej wiadomości czuję się chyba lepiej, że w końcu powiedziałem to sobie i nie próbowałem wmawiać, że jest inaczej. Od razu mam uśmiech na twarzy :) Z góry dzięki za odpowiedź! Pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie radzę sobie z nerwami, bardzo bym chciała nad tym zapanować, ale jak?

Dobry wieczór, mam probem, z którym nie radzę sobie. Mam 24 lata, córeczkę, która 26 grudnia skończy 3 latka:) i męża! Mój problem mianowicie jest taki, że jestem bardzo nerwowa i odbija się to na moim kochanym dziecku, czasem jak...

Dobry wieczór, mam probem, z którym nie radzę sobie. Mam 24 lata, córeczkę, która 26 grudnia skończy 3 latka:) i męża! Mój problem mianowicie jest taki, że jestem bardzo nerwowa i odbija się to na moim kochanym dziecku, czasem jak wpadnę w jakieś nerwy to krzyczę na nią i potem obie płaczemy.

Wczorajsza sytuacja: w nocy dziecko mi zaczęło płakać, wstałam chciałam uspokoić, ale ona nadal płakała to zaczęłam wrzeszczeć, żeby była cicho zamiast wziąć na ręce, uspokoić, przytulić - potem wzięłam, przytuliłam i było w porządku. Chodzi mi o to, że nie radzę sobie z wybuchem wściekłości, chcę mieć jeszcze dzieci, ale się boję - mieszkam w UK i nie mam się tu do kogo zwrócić. Wybuchnę jak jest mała nieznośna, a potem tego żałuję, może to też być powód zmęczenia, bo wstaje o 5 rano, a kładę się o 21 w tym czasie chodzę do szkoły i pracuję również popołudniu  - nie wiem już na co zrzucić winę.

Jak kłócę się z mężem to każe mi się leczyć, że powinnam iść do psychiatry. Bardzo bym chciała nad tym zapanować, ale jak? Proszę o pomoc, z góry bardzo dziękuję i pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie wiem co myślę i czuję. Czy powinnam leczyć się na depresję?

Witam! Mam 21 lat. Jestem panną, studentką zaoczną. Na co dzień pracuje przy realizacji szkoleń. Od paru lat jestem bulimiczką. Wymiotuję od jednego do kilku razy w tygodniu. Już parę razy starałam się ustalić przyczynę. I mam z tym...

Witam! Mam 21 lat. Jestem panną, studentką zaoczną. Na co dzień pracuje przy realizacji szkoleń. Od paru lat jestem bulimiczką. Wymiotuję od jednego do kilku razy w tygodniu. Już parę razy starałam się ustalić przyczynę. I mam z tym trudność, zazwyczaj nadmierna żarłoczność pojawia się w chwilach nudy, bezradności. Czasem jednak także w dniach, które świetnie się układają. Nie umiem sobie ze sobą poradzić.

Wiele razy myślę o tym, kim jestem i nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie. Bardzo zależy mi, żeby być w centrum zainteresowania, gdy schodzę na bok lub czuję się odrzucona, nieakceptowana czy krytykowana bardzo boleśnie to odczuwam. Nie umiem także zbudować stałego związku. Mój ostatni rozpadł się po 2 latach, nie umiałam nigdy okazywać uczuć, wiele oczekiwałam, mało dając w zamian. Widzę ten swój egoizm na każdym kroku, niby się staram, bardzo dużo modlę, ale nadal czuję beznadzieję, bezradność. Nie umiem się przełamać.

Wstaję rano i już nie mam sił na resztę dnia. Nie mam hobby, zainteresowań. Nie wiem co mam w głowie, sercu. Bardzo dotkliwie czuję, że się nie znam. Mam bardzo wielu przyjaciół, których często zaniedbuję. Mam okres kiedy zrobiłabym dla nich wszystko, jednak jeśli widzę, że jest to nieodwzajemnione - buntuję się i zamykam w sobie. Cierpię także na zespól jelita drażliwego o postaci zaparciowej, często czując się ciężka, czuję okropny dyskomfort i wszystkiego mi się odechciewa. Bardzo proszę o poradę. Czy jakiś lek na depresję pomógłby?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągle płaczę i nie chce mi się już żyć. Co mi jest?

Nazywam się Justyna i mam 14 lat. W przeszłości, głównie na wakacjach ciągle płakałam i mama poszła ze mną do psychologa, on powiedział, że jestem nadwrażliwa. Problemy pojawiły się znowu w tamte wakacje, gdzie znowu płakałam, płacząc myślę o rzeczach...

Nazywam się Justyna i mam 14 lat. W przeszłości, głównie na wakacjach ciągle płakałam i mama poszła ze mną do psychologa, on powiedział, że jestem nadwrażliwa. Problemy pojawiły się znowu w tamte wakacje, gdzie znowu płakałam, płacząc myślę o rzeczach złych i przykrych, przypominają mi się wszystkie problemy.

Zaczął się rok szkolny i tam również płakałam, opuszczałam lekcje, dzwoniłam do rodziców itp. Dodam, iż w podstawówce miałam niemiłą klasę, ale jakoś dawałam radę, być może dlatego, że szkoła była blisko domu. Będąc w gimnazjum mama znów poszła ze mną do psychologa, nawet psychiatry, ale nie zdiagnozował depresji i po kilku wizytach mój stan się poprawił.

Teraz jestem w drugiej kl. gim. i znów płaczę, a sama nie widzę powodu tego płaczu i nie umiem go wyjaśnić, potrafię się śmiać cieszyć, a za chwilę dopada mnie taki smutek, najczęściej zdarza się to w szkole, myślałam o fobii szkolnej, ale moja pani psycholog nazywa to obniżeniem nastroju. Dodam, iż czasami mam ochotę po prostu skoczyć z mostu i się zabić, ale przy życiu utrzymuje mnie myśl, iż wyrządziłabym wielka krzywdę moim bliskim robiąc to.

Mam bliskich, ale coraz częściej się na nich zawodzę, chciałabym porozmawiać o tym wszystkim z mama, ale nie umiem zresztą ona mnie nie rozumie, raz dałam jej do przeczytania pewien artykuł o buncie nastolatka, gdzie było opisane dokładnie co czuję, ale był tam pewien chłopak, który rzucił szkolę i zdał maturę za rok i mama się mnie pyta czy ja tez możne chcę rzucić szkolę i w ten sposób to odbiera. Tata jest trzeźwym alkoholikiem i pracuje za granicą, pracował, bo teraz jest w kraju i chce tu być, żeby wraz z mamą jakoś to wszystko utrzymać. Nie wiem co mi jest. Pomocy.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty