Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Jak pokonać problemy ze snem i wyleczyć zaburzenia schizoafektywne?

Choruję na zaburzenie schizoafektywne maniakalne. 3 m-ce temu odstawiony miałem lek normotymiczny z powodu niedoczynności tarczycy, biorę też inny lek normotymiczny i lek przeciwpsychotyczny w niedużych dawkach. Zauważyłem u siebie pewne objawy: mam zaburzenie snu (albo śpię większość dnia, czasami...

Choruję na zaburzenie schizoafektywne maniakalne. 3 m-ce temu odstawiony miałem lek normotymiczny z powodu niedoczynności tarczycy, biorę też inny lek normotymiczny i lek przeciwpsychotyczny w niedużych dawkach. Zauważyłem u siebie pewne objawy: mam zaburzenie snu (albo śpię większość dnia, czasami nawet po 15h albo problem z zaśnięciem i sen krótszy 4-6 h), mam natręctwo - dociekliwość myślową i zmniejszoną granice między snem a rzeczywistością (czyli po przebudzeniu tak z minutę odczuwam emocje lub budzę się z myślą, której nie mogę określić co ona znaczy, czego dotyczy, która pochodzi ze snu ), a ponieważ zacząłem szkołę trochę obawiam się, że lekarz będzie chciał wziąć na obserwacje lub przepisze coś mocniejszego, co mnie może zamulić. Proszę o radę, co zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak przywrócić to, co gdzieś mi w życiu umknęło?

Jestem młodą osobą. Nigdy nie miałam żadnych problemów z wykonywaniem prostych czynności. Lecz zmieniło się to jakiś czas temu. Nie jestem już tak aktywną osobą, jaką byłam kiedyś. Nie mam ochoty na żadne formy rozrywki, jak już to pod wpływem...

Jestem młodą osobą. Nigdy nie miałam żadnych problemów z wykonywaniem prostych czynności. Lecz zmieniło się to jakiś czas temu. Nie jestem już tak aktywną osobą, jaką byłam kiedyś. Nie mam ochoty na żadne formy rozrywki, jak już to pod wpływem alkoholu jest to wszystko do zniesienia. Paraliżujący strach przeraża mnie gdy mam robić zakupy. Dlatego też unikam tego. Strasznie razi mnie światło dnia codziennego. Denerwuje się, gdy jadę autobusem. Nie wiem z czego to wynika. Ale najbardziej denerwuję się, jak przychodzi czas sprawdzania biletów. Cały czas udaje przed wszystkimi, że nic mi nie jest. Ale zauważam zmiany w ich zachowaniu w stosunku do mnie. Oddalamy się. Wiem, że powinnam powiedzieć im, że coś nie tak, ale nie chcę, aby wiedzieli. Bardzo bym była wdzięczna o jakąkolwiek radę, co dalej mam robić ze sobą. Chcę, aby moje życie wyglądało jak wcześniej. Nie użalam się nad sobą, bo to nic nie da. Chcę tylko złotego środka, który pomoże mi przywrócić to, co gdzieś umknęło.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy to nerwica, czy nadpobudliwość?

Witam, Jestem mamą trzyletniego Filipka, który już od początku jawił się jako dziecko niezwykle pogodne, nie przejmujące się zbytnio wieloma rzeczami, aczkolwiek dość emocjonalne i ruchliwe. Od początku rozwijał się bardzo dobrze, nie sprawiał nam żadnych problemów i był niezwykle...

Witam, Jestem mamą trzyletniego Filipka, który już od początku jawił się jako dziecko niezwykle pogodne, nie przejmujące się zbytnio wieloma rzeczami, aczkolwiek dość emocjonalne i ruchliwe. Od początku rozwijał się bardzo dobrze, nie sprawiał nam żadnych problemów i był niezwykle rezolutnym maluszkiem. Jedynym problemem była alergia pokarmowa, która obejmowała prawie wszystkie produkty i u Filipka objawiała się problemami w przewodzie pokarmowym oraz brakiem apetytu. Walka z alergią była bardzo trudna, a szczególnie brak apetytu, przy którym trudno było ugotować coś, co nie szkodziłoby synkowi. Dodam, że w międzyczasie wyjechaliśmy z mężem do Niemiec, gdzie mieszkamy nadal bez jakiejkolwiek bliskiej rodziny w pobliżu. Kiedy Filipek miał 19 miesiecy, urodził nam się drugi synek. Niestety Marcinek urodził się z rzadką i ciężką w konsekwencjach mozaikową chorobą genetyczną. Był to wielki szok i cios dla nas wszystkich, tym bardziej, że mutacja chromosomu 16 była spontaniczna oraz, że ciąża przebiegała bez najmniejszych komplikacji. Cały główny dramat rozpoczął się po tym jak po powrocie do domu ze szpitala nie byłam w stanie nakarmić Marcinka (jak się później okazało przyczyną była choroba genetyczna). Spałam po 3-4 godz dziennie i karmiłam go po 10 godz. dziennie, a zjadał tylko ok. 300ml, po czym godzinami nosiłam go, by mogło mu się odbić, co i tak najczęściej kończyło się kolką. Byłam wyczerpana fizycznie, emocjonalnie, na granicy załamania nerwowego. Mimo wielu pobytów w szpitalu, nikt nie chciał nam uwierzyć, że Marcinek naprawdę nie jest w stanie jeść, no bo cyt. "potrafił zjeść 300 ml". Po 7 miesiącach błagania o sondę, dostał ją, ale to tylko z tego powodu, iż był niesamowicie wychudzony, tak iż byle drobna infekcja zagrażała jego życiu. Od tej pory sytuacja była nieco stabilniejsza. Oczywiście Marcinek ma wiele innych wad rozwojowych (rozszczep podniebienia i wargi, problemy z nerkami, nie widzi zbyt wiele, nie słyszy prawie, upośledzenie umysłowe, nieprawidłowa motoryka, wymioty, biegunki, kolki, częste zapalenia dróg oddechowych), ale myśl, że nie zagłodzi mi się jest i tak duza pomocą. Kiedy my błąkaliśmy się po szpitalach bezskutecznie szukając pomocy, Filipek, wówczas dwuletnie dziecko, był pod opieką różnych cioć i babć przez pierwsze trzy miesiące życia Marcinka. Później, kiedy już wszyscy nasi najbliżsi z Polski wykorzystali swoje urlopy pozostałam sama. Próbowaliśmy znaleźć kogoś do pomocy, ale tutaj nie jest to łatwe, tym bardziej, ze osoby bezrobotne otrzymują wystarczające zaplecze socjalne, by nie musieć podejmować pracy. Zresztą nawet jak udawało się kogoś znaleźć to po krótkim czasie, rezygnował, bo zarówno Marcinek jak i Filipek są absorbujący i jest to praca wymagająca. Nie muszę chyba dodawać, ze atmosfera w domu była niezwykle skomplikowana, ja permanentnie zmęczona, częste płacze, kłótnie. Mój mąż pracuje każdego dnia do 18:00 i ma często wyjazdy służbowe. W tym wszystkim nie byłam w stanie opiekować się właściwie Filipkiem, godzinami tkwiłam nad Marcinkiem, a Filipek miał do towarzystwa jedynie zabawki i telewizor. Przez pierwsze 2 miesiące nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, co to znaczy dla Filipka, który przed narodzeniem Marcinka miał zawsze mamusię, kiedy tylko tego potrzebował. Żyliśmy jak w amoku, czasem docierało do nas, ze musimy tez zająć się Filipkiem, ale po krótkim zrywie, znowu wciągał nas temat Marcinka, a Filipek pozostawał znowu sam. Z powodu zaistniałej sytuacji Filipek musiał iść do przedszkola. Było to zupełnie obce środowisko, synek nie znał języka. Trafił do obcych ludzi, gdzie musiał uczyć się gloryfikowanej tutaj pruskiej dyscypliny. Nie potrafił jeszcze korzystać z nocniczka (nie wykazywał jeszcze żadnych oznak gotowości, mimo to bez zmuszania sadzałam go na nocnik, ale nie było to regularne, z powodu moich częstych pobytów w szpitalu), ani samodzielnie ubierać się i rozbierać, a tego wymagano w przedszkolu i zmuszano, by próbował podczas, gdy ja nie miałam pojęcia, że powinnam już uczyć go tego również w domu. Po jakimś pół roku, kiedy wychowawczynie straciły cierpliwość, usłyszeliśmy, że ich zdaniem Filipek nie jest tak do końca normalny, że jest trochę autystyczny, że jest konfliktowy, agresywny, żyje w swoim świecie i nie czyni zbytnio postępów. Dodam jeszcze, ze wcześniej pytałam wielokrotnie, czy wszystko w porządku? I poza kilkoma epizodami, słyszałam zawsze, że tak. Widzieliśmy, że Filipek stał się nerwowy, miał zahamowanie rozwoju mowy, ale wszystko tłumaczyliśmy zaistniałą sytuacją oraz nie byliśmy pewni czy powstające wybuchy złości to zaburzenie rozwojowe, czy też bunt dwulatka, połączony z dramatem rodzinnym i presją ze strony przedszkola, do którego często chętnie o dziwo szedł, zresztą nie wiedzieliśmy jak mu pomóc i co więcej o co mu chodzi, Ta "diagnoza" była dla nas strasznym ciosem. I tu popełniłam największy błąd. Pod presją przedszkola, z braku czasu i cierpliwości, zmęczenia i dodatkowych problemów zaczęłam naciskać na Filipka w sprawach toalety, ubierania się i dyscypliny. Nie było to robione w miłej atmosferze, wściekałam się i zmuszałam malca, żeby robił to co należy, ale było tylko gorzej. A on się stawiał i chciał się przytulać, kiedy był niegrzeczny. Tego już zupełnie nie rozumiałam i nie wiedziałam jak reagować. Pamiętam kilka sytuacji, kiedy naprawdę byłam okropna. Myślę, że wymagaliśmy więcej niż mógł temu sprostać. Dzisiaj mam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu i przekonanie o winie. Nie pomogłam mu tylko go jeszcze bardziej pogrążyłam. Wiem, że sama doświadczałam wycieczenia fizycznego i psychicznego w tym czasie, ale to nie usprawiedliwia mnie. Efekt moich działań był oczywisty. Filipek stracił poczucie pewności siebie, stał się agresywny, impulsywny, z częstym poczuciem winy, niesprawiedliwości i porażki (tak przynajmniej odczytywałam jego zachowanie), ma problemy w kontaktach z dziećmi i na wszystko mówi NIE. Oczywiście nie znosi się ubierać, a do toalety zrobi tylko siusiu, a co do kupki to ma po prostu blokadę. Teraz Filipek ma 3 lata. Byliśmy latem 9 tygodni w klinice w Monachium na oddziale psychosomatycznym. Autyzm wyśmiano i stwierdzono, ze Filipek owszem jest ruchliwy (wręcz uzdolniony sportowo), ale, że to nie nadpobudliwość tylko, że to z powodu problemów domowych, ponadto brak konsekwencji oraz, że potrzebuje dyscypliny i granic, że jest też bystry, ma silny przywódczy charakter i jest zupełnie normalny, ale ustalono to na bazie obserwacji, wywiadów, a nie testów. Wiem, że diagnozę trudno jest postawić z względu na młody wiek dziecka oraz sytuację rodzinną, jednak ja nie uważam, że na pewno problem polega tylko na silnym charakterze Filipka, tym bardziej, że po raz pierwszy w szpitalu wadziłam, że synek bił dzieci (po bliższych analizach z powodu zazdrości najczęściej, problemów komunikacyjnych lub ignorancji ze strony zaczepianych dzieci), no i że w ostatnim dniu pobytu jedna z psychoterapeutek zaleciła nam terapię psychomotoryczną - jako antidotum na problemy społeczne Filipka - co tym bardziej zaniepokoiło mnie i wywołało pytanie:"czy psychoterapeuci są jednak pewni, że z Filipkiem jest wszystko ok?". Byliśmy potem tydzień na urlopie nad morzem, gdzie Filipek miał wiele ruchu, zabawy i naszej uwagi. Gdy powrócił był spokojniejszy, radosny, chętny do współpracy, z chęcią szedł do przedszkola. Byłam taka szczęśliwa! Po powrocie wychowawczynie stwierdziły, że rozwojowo bardzo "poszedł do przodu" - również językowo - i że się wyciszył. Szczęście trwało jednak tylko 3 tygodnie, po czym Filipek znów jest przekorny, pobudzony i nerwowy. Nie potrafi wysiedzieć przy stole (kiedy wcześniej było to możliwe), słabo je, czasami budzi się w nocy (bez płaczu) i leży spokojnie, ciągle walczy o naszą uwagę. Czasem bardzo jest podniecony kiedy mówi i wtedy jest to chaotyczne. Chce zwracać na siebie uwagę, również obcych osób. W gronie rówieśników jest wycofany, ale i ruchliwy, chce rządzić, wtrąca nam się do rozmów, jeśli upomnimy go ostrzej od razu reaguje emocjonalnie, np. rzuca zabawkami lub chce uderzyć (wcześniej się tym nie przejmował), mimo to lubi się dużo śmiać i robić szalone wygłupy. Wśród rówieśników nadal istnieje w nim bariera językowa (rozumie wszystko, ale z mówieniem idzie słabo), ale wydaje mi się też, że Filipek czuje się gorszy od innych dzieci (w przedszkolu jest to grupa mieszana 3-6lat), co jest bardzo przykre, bo jest naprawdę wspaniałym chłopczykiem i przy dobrym nastroju niezwykle uroczym i chętnym do pomocy. Ma dużo uroku, ale wystarczy, że coś go sprowokuje wtedy wybucha i czar pryska. Wiemy, że dzieci nie chcą się z nim czasem bawić (według wychowawców z powodu barier językowych, bądź różnicy wieku), wtedy wybucha, a potem w skrytości cierpi. Jest bardzo wrażliwy i wszystko w środku mocno przeżywa. Nadal nie jestem pewna, czy nie jest to nadpobudliwość czy nerwica lub jakiś uraz po traumatycznych przejściach? Czuję straszne poczucie winy, bo uważam, że wiele spośród problemów mojego dziecka to nasza wina i mimo świadomości sytuacji, w której się znaleźliśmy nie widzę dla siebie żadnego usprawiedliwienia, bo go nie chroniłam, nie byłam dla niego wsparciem, kiedy mnie potrzebował. Sama przyczyniłam się do jego stanu. Obawiam się tylko, czy nie jest już za późno? Czy przeżycia, których doświadczył nie odbiły już trwałego piętna na jego psychice? Czy można mu jakoś pomóc jeszcze? Czy opisane zachowania mogą mieścić się w normach zachwiań trzylatka? Niemcy z natury są spokojni, lubią instrukcje i reguły oraz czują się dobrze i bezpiecznie kiedy mają wodza. Filipek z pewnością odróżnia się od takiego wzorca. Dodam, że odkąd zorientowałam się, że coś niedobrego dzieje się z Filipkiem walczymy o to aby nasz dom znowu stał się na ile to możliwe radosny i bezpieczny dla Filipka. Gdy jest niegrzeczny stawiamy go na krótko do kąta i tłumaczymy spokojnie co jest tego przyczyną, wydaje się, że on lubi wręcz ten kąt, bo czasem sam tam idzie i traktuje go jako strefę wyciszenia. Staramy się bawić na ile to możliwe z Filipkiem, poświęcać mu uwagę, nie kłócić się i nie rozmawiać przy nim o problemach i dużo go chwalić - jest tego naprawdę wart. Kiedy to możliwe organizować mu dużo zabaw ruchowych. Uważamy oboje z mężem, że atmosfera w domu jest o wiele lepsza niż wcześniej, ale obawiam się, że to nie wystarcza. Nadal najczęściej sama zajmuje się domem i opieką nad chorym Marcinkiem, który odkąd otrzymał sondę obrzuszną pozwala mi zaoszczędzić trochę czasu właśnie dla Filipka. Oczywiście chętnie skorzystalibyśmy z terapii psychomotorycznej, ale obawiam się, że do tego może potrzebować jakiejś diagnozy o zaburzeniach, a posiadając takie dokumenty, tutaj w Niemczech, albo wysyła się dzieci do szkoły specjalnej, albo serwuje tabletki uspokajające (aż trudno uwierzyć, ale to powszechna procedura mająca pomóc w utrzymaniu dyscypliny). A tego chcielibyśmy uniknąć, tym bardziej, że pomimo swojej ruchliwości, Filipek potrafi się pięknie skoncentrować na interesujących rzeczach i jest naprawdę bystrym maluszkiem. Powrót do Polski również nie wchodzi w grę, gdyż dla Marcinka opieka terapeutyczna jest tutaj bezpłatna, a ma jej wiele, mój mąż nie ma pracy w Polsce, a ja z pensji nauczycielskiej nie utrzymam rodziny. Proszę o rade co powinnam robić i jak Pani na podstawie tego co napisałam postrzega zachowanie Filipka? Bo bardzo czuję się bezsilna i zagubiona wobec przytłaczających problemów. Co mogę jeszcze zrobić dla mojego synka, któremu zamiast pomóc - zaszkodziłam? pozdrawiam Aneta

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się, że nie dam sobie ze sobą rady. To nerwica czy depresja?

Witam! Mam poważny problem, bo od ponad czterech miesięcy mam dziwne objawy - nie są one częste, zdarza się to dwa-trzy razy w ciągu miesiąca. Uczucie gorąca w głowie, drętwienie i dygotanie kończyn dolnych. Nie mogę się położyć spać, bo...

Witam! Mam poważny problem, bo od ponad czterech miesięcy mam dziwne objawy - nie są one częste, zdarza się to dwa-trzy razy w ciągu miesiąca. Uczucie gorąca w głowie, drętwienie i dygotanie kończyn dolnych. Nie mogę się położyć spać, bo boję się, że mi się coś stanie. W głowie czuję ogromne ciśnienie i puls. Po paru minutach dygotanie przechodzi do góry i zaczynam drżeć cala. Ostatnio zażyłam tabletkę przeciwbólową, bo myślałam, że dostanę wylewu. Z natury jestem osobą nerwową i dużo rzeczy mi przeszkadza. Proszę o pomoc, co mam robić, bo naprawdę boję się, że nie dam sobie ze sobą rady.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Boję się nawet myśleć, że mogłoby się to pogorszyć

Od pewnego czasu zastanawiam się czy wszystko jest ze mną w porządku. Gdy rozmawiam o tym ze znajomymi mam wrażenie, że nie do końca rozumieją moje problemy, mimo tego, że staram się jasno przekazać im co czuję. Jest to problem...

Od pewnego czasu zastanawiam się czy wszystko jest ze mną w porządku. Gdy rozmawiam o tym ze znajomymi mam wrażenie, że nie do końca rozumieją moje problemy, mimo tego, że staram się jasno przekazać im co czuję. Jest to problem dla mnie, ponieważ czuję się z tym osamotniony i to mnie przeraża. Jestem osoba niepalącą, nie piję alkoholu. Przestałem pić kawę i red bulle więc nie mogę znaleźć powodów, które były by przyczyną moich dziwnych stanów. Gdy wychodzę z domu zaczynam mieć pewne obawy, tak jakbym bał się, że zaraz coś mi się stanie. Odczuwam dziwne napady leków, które są spowodowane, np. tym, że czuję jakbym był "pusty" w środku, myślę wtedy o tym, że serce mi wali chociaż tak nie jest, a dopiero jak zaczynam się denerwować tętno mi przyspiesza i jestem w stanie sam siebie doprowadzić do lęku. Czasem gdy idę czuję jakby moja lewa ręką była "lekka", boję się, że zaraz zemdleję chociaż nigdy jeszcze nie zemdlałem. Czuję się tak jakby zaraz miało mnie zwalić z nóg. Wszystko dookoła przestaje istnieć, skupiam się tylko na tym co siedzi mi w głowie. Wykonuję takie dziwne ruchy z tym związane, łapie się za głowę, wkładam i wyciągam ręce z kieszeni, chwytam za telefon tylko po to żeby mieć coś w ręce, robię wszystko żeby dawać sobie bodźce, że jednak zaraz nie zemdleje. Jak jestem w domu czasem też tak się czuję z tym, że bardzo rzadko, no i nie jest to tak silne uczucie jakie mam gdy jestem poza domem, porównam go do delikatnego stanu otępienia. Zaczynam się trochę obawiać, bo jeżeli tak dalej będzie to ciężko będzie mi z tym na co dzień, chodzi mi o prace i ogólnie moją egzystencję. Czasem boję się nawet myśleć, że mogłoby się to pogorszyć, bo wtedy moje życie obróciło by się do góry nogami. Ogólnie staram sobie z tym radzić, tylko że wtedy czuje się tak, jakbym robił coś na siłę, np. gdy wychodzę z domu z dziewczyną do znajomych myślę o tym, że jak będziemy wracać do domu znowu będę czuł się niepewnie i walczył przez tę całą drogę ze swoimi myślami. Nie lubię tego uczucia, jest to dla mnie coś dziwacznego. Z góry dziękuję za odpowiedź, naprawdę jest im potrzebna.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Żyję pod presją by być kimś w tym życiu, lecz nie wiem czy tego dokonam. Co się ze mną dzieje?

Od pewnego czasu dość dziwnie się czuję, nie widzę sensu życia dalej, sądzę że w przyszłości niczego nie dokonam, najchętniej poszłabym już do grobu. Boję się ludzi nieznajomych ich spojrzeń na mnie, od razu sądzę, że są źle nastawieni do...

Od pewnego czasu dość dziwnie się czuję, nie widzę sensu życia dalej, sądzę że w przyszłości niczego nie dokonam, najchętniej poszłabym już do grobu. Boję się ludzi nieznajomych ich spojrzeń na mnie, od razu sądzę, że są źle nastawieni do mnie, choć jestem spokojną osoba niewywołującą konfliktów. Będąc młodsza o kilka lat przechodziłam przez chorobę skóry, wtedy słyszałam niemiłe słowa wobec swojej osoby, byłam poniżana w paru przypadkach, teraz jestem już prawie zdrowa, lecz czuję się gorzej niż wtedy. Żyję pod presja rodziny, by być kimś w tym życiu, lecz nie wiem czy tego dokonam, nie wierzę w siebie na tyle.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica, depresja, czy coś poważniejszego ?

Witam, Jestem 23-letnim chłopakiem. Od dzieciństwa byłem spokojnym, cichym, przewrażliwionym dzieckiem. Zawsze miałem problem z zaaklimatyzowaniem się wśród rówieśników, choć nie było ku temu jakiś psychicznych lub fizycznych przeciwwskazań. Wydaje mi się, że spowodowane to było moim dystansem do wielu... Witam, Jestem 23-letnim chłopakiem. Od dzieciństwa byłem spokojnym, cichym, przewrażliwionym dzieckiem. Zawsze miałem problem z zaaklimatyzowaniem się wśród rówieśników, choć nie było ku temu jakiś psychicznych lub fizycznych przeciwwskazań. Wydaje mi się, że spowodowane to było moim dystansem do wielu spraw. W okresie dojrzewania zdarzało mi się wiele sytuacji problemowych, które kończyły się najczęściej epizodami nerwicowymi z wachlarzem objawów somatycznych i psychicznych. Nie chciałbym tu zanudzać dokładnymi przykładami, ale proszę mi wierzyć, że każda, nawet błaha się sytuacja kończyła się godzinnymi rozmyślaniami i zadręczaniem się i do tego wyżej wspomniane przykre objawy takie jak: kłopoty z sercem, bezsenność, potworne drżenie mięśni, ogólne rozbicie, problemy żołądkowe, natrętne myśli i ten ogromny lęk psychiczny, hipochondria. Powoli nie dawałem sobie rady sam ze sobą i to było główną przyczyną, by zgłosić się do lekarza (to było w 2007 roku). Wtedy usłyszałem diagnozę: nerwica lękowa, stany depresyjne i nerwica natręctw. Został mi przepisany lek z grupy SSRI, który miałem ściśle i rzetelnie sobie dawkować. Kurowałem się tym lekiem rok czasu, po czym wszystkie objawy udało mi się ograniczyć do zera, choć czasem zdarzały się niewielkie ataki nerwicowe. I wtedy zrobiłem chyba najgłupszą rzecz na świecie - samowolnie odstawiłem lekarstwo. Przez dłuższy okres było dosyć dobrze, ale niestety we wrześniu tego roku nerwica znów powróciła w sile dziesięciokrotnej. Przewinęły się chyba wszystkie objawy jakie można znaleźć w podręcznikach/ internecie: arytmia, kołatanie serca, nadciśnienie, drgawki, wymioty, hiperwentylacja, pisk w uszach, raz nawet straciłem przytomność, bóle i zawroty głowy, bezsenność, tiki, skubanie warg, płacz, niechęć do wyjścia z domu i potworny lęk przed utratą kontroli nad sobą (teraz, z perspektywy czasu wiem, że to raczej było nakręcenie się - dużo czytałem na temat chorób psychicznych i chyba trochę za bardzo wziąłem to do siebie). Do tych objawów doszło wiele takich, których nie miałem wcześniej (bynajmniej tak mi się wydaję): uczucie dziwności, strach przed dosłownie wszystkim. Był nawet taki okres kilku dni, że bałem się patrzeć w lustro, innym razem bałem się patrzeć w niebo. Trudno to opisać słowami, ale wszystko kojarzyło mi się z ogromnym lękiem, choć z drugiej strony przez cały czas zdawałem sobie sprawę co się ze mną dzieje. Postanowiłem znów zgłosić się do lekarza, zrobiłem test MMPI, przeprowadziłem rozmowę z lekarzem i potwierdziła się diagnoza napisana wyżej. Nerwica! Lekarz nie chciał szprycować mnie lekami i zalecił elektroakupunkturę. Jestem już po dwunastu zabiegach i sam nie wiem co o tym myśleć. Wiele objawów mi minęło, w szczególności somatyczne. Wielu sytuacji już się nie boję, ale ciągle czuje się jakoś taki nieswojo... Mam straszne wahania nastroju, w jednej chwili mogę być wesoły a za chwilę wątpię, że kiedykolwiek jeszcze wyzdrowieję. Nie myślę o przyszłości, bo nie wiem co będzie jutro. Lęk przed chorobą psychiczną trochę ustąpił, ale czasem zastanawiam się czy to nie cisza przed burzą. Boję się tego, że mógłbym zrobić komuś krzywdę, boję się myśleć. Dominuje w tym wszystkim wiele myśli natrętnych, że jestem taki, owaki, zbok - tak się nie da żyć. Mam wiele zainteresowań, planów, obowiązki wobec rodziny i dziewczyny, ale czuję, że to wszystko schodzi na drugi plan. Liczą się tylko moje natrętne myśli, lęki i objawy, które przypinam do siebie po wyczytaniu w internecie. Jedyny w tym plus, że jak jestem czymś zajęty to te myśli gdzieś uciekają i udaje mi się skupić na czymś a czasem nawet rozweselić/pożartować. Natomiast przeważnie czuję się wyssany i bez chęci do jakichkolwiek działań. Staram się trzymać jakoś kupy, pomaga mi rodzina i dziewczyna, ale wiem, że to ja sam muszę zacząć działać, a do tego brakuje mi sił i motywacji. Chciałbym poruszyć jeszcze jeden temat: mianowicie zdarzyło mi się ostatnio wieczorem, kiedy już zasypiałem takie uczucie, że słyszałem w myślach jakby ktoś powiedział jakieś słowo. Bardzo wyraźnie to słyszałem, ale jak napisałem to było tak jakby w głowie. Nie wiem być może to półsen, ale trochę zaczęło mnie to martwić czy przypadkiem nie słyszałem jakiś głosów, a to oznacza chorobę psych., a na to z kolei znów ogarnia mnie lękiem. Błędne koło. Jestem wyczulony aż do przesady na niektóre bodźce z zewnątrz. :) Czasem nawet jak słyszę coś to pytam się czy druga osoba słyszała to samo co i ja. Ostatnio za bardzo jestem przewrażliwiony. Dziękuje za wszelkie informacje.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam obsesje i myśli, że coś komuś zrobię - co się ze mną dzieje?

Witam, piszę do Was ponieważ mam 18 lat i całe życie przed sobą, a dzieję się ze mną coś złego, a ja chcę żyć normalnie. Dodam, że byłam u 2 psychiatrów - jeden po pierwszej rozmowie zdiagnozował u mnie histerię...

Witam, piszę do Was ponieważ mam 18 lat i całe życie przed sobą, a dzieję się ze mną coś złego, a ja chcę żyć normalnie. Dodam, że byłam u 2 psychiatrów - jeden po pierwszej rozmowie zdiagnozował u mnie histerię z osobowością emocjonalnie chwiejna a drugi zaburzenia dysocjacyjne z elementami natręctw. Nie wiem co to znaczy. Nikt ze mną nie może wytrzymać, nawet ja sama, nawet sam sam psycholog odmówił mi pomocy. Teraz możne napiszę od czego to się zaczęło. Był rok 20004, byłam chora na biegunkę, dostałam silne leki. Mama poszła do sklepu, a ja sama zostałam w domu. Wzięłam 1 tabletkę, trochę pocykałam, potem ją wyrzuciłam, ale nie połknęłam i prawie umarłam. Potem w mojej głowie co jakiś czas to się przypominało i miałam takie obsesje na punkcie mojego zdrowia. Dostawałam telefony z pogróżkami i nachodziły mnie myśli prześladowcze. Potem to minęło i wszystko zaczęło się od maja tego roku, gdy moja koleżanka powiedziała mi coś o pewnym chłopaku, który wszystko o mnie wiedział i dostałam takiej obsesji, że on zna moje myśli, że ja ruszam ustami jak mówię w myślach i tak czasami robiłam, bo to sama wywoływałam. Potem miałam obsesję, że to nie moje myśli i w ogóle, aż doszło do tego, że miałam myśli, że coś komuś zrobię, np. jak kogoś widzę to sobie wyobrażam co mu zrobię, a potem lęk i myśli, że chciałam jednak to zrobić, takie natręctwa, albo że lustra do mnie mówią i rozmywam ze zwierzętami - czasami sama to robiłam nie wiem dlaczego, albo takie moje obsesje, że jak kogoś widzę to mówię w myślach moim głosem, że idę go zabić i takie okropne uczucie, że chcę to zrobić i w ogóle potem myśli, że jestem kimś innym i w ogóle świat jest dla mnie taki dziwny. Codziennie coś innego mnie dręczy. Przechodzi gdy mnie naprawdę coś ciekawego zainteresuje. Czasami mam wrażenie odlatywań, że ktoś inny jest w moim ciel i czasami mam tak, że np. prostuję grzywkę i czuję jak mój głos sam w moich myślach mówi, że zabije siostrę - czuję tak okropną chęć robienia tego potem. Próbuję to analizować i jest jeszcze gorzej. Proszę o szybką odpowiedź, z góry dziękuję. Czasem też mam wrażenie, że myśli i słowa nie są moje, że same mi uciekaj. Dodam, że psycholog powiedział, że nie jest to psychoza ani schizofrenia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To depresja czy zaburzenia osobowości borderline?

Witam, od ponad pół roku mam stwierdzone zaburzenia osobowości typu borderline. Ostatnio od jakiś 2 tygodni nie mam na nic siły, leże cały dzień w łóżku i śpię i miewam myśli samobójcze. Wróciłam do cięcia się aby rozładować...

Witam, od ponad pół roku mam stwierdzone zaburzenia osobowości typu borderline. Ostatnio od jakiś 2 tygodni nie mam na nic siły, leże cały dzień w łóżku i śpię i miewam myśli samobójcze. Wróciłam do cięcia się aby rozładować emocje, lecz panuje nad tym, zdarzyło się to tylko dwa razy po półrocznej przerwie. Nie chcę się ciąć. A na uczelni robią się zaległości. Chciałabym bardzo żeby to się zmieniło. Czasami myślę, że to nigdy nie przejdzie, i że lepiej byłoby to wszystko skończyć. Byłam u lekarza 3 dni temu. Dostałam leki, takie same jak podczas pobytu w szpitalu, lecz po nich czuję się jeszcze bardziej ospała i zmęczona. Nie mam siły do życia. Czy to depresja, a lekarz nie zauważył czy to po prostu "nawrót" choroby. Podjęłam w tamtym tygodniu psychoterapię, lecz psychoterapeuta powiedział, że to będzie trwało latami abym wyszła na prostą. Boję się, że po raz kolejny zawalę studia. Pomóżcie.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy schizofrenia i nerwica się razem wykluczają?

Witam. Chciałbym się dowiedzieć czy można mieć nerwicę i schizofrenię w tym samym czasie, bo laicy twierdzą, że to się wyklucza. Ja po psychozie dostałem silnych objawów lękowych - czy to się nie wyklucza?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to były epizody hipomaniakalne?

Witam. Leczę się na zaburzenia schizoafektywne bez określonego typu czy to depresyjny czy inny. Chwilę przed wybuchem psychozy odczuwałem dziwnie znacznie podwyższony nastrój jak nigdy. Wzrosła mi znacznie samoocena. Snułem plany plany na przyszłość, wszystko widziałem jak przez różowe okulary....

Witam. Leczę się na zaburzenia schizoafektywne bez określonego typu czy to depresyjny czy inny. Chwilę przed wybuchem psychozy odczuwałem dziwnie znacznie podwyższony nastrój jak nigdy. Wzrosła mi znacznie samoocena. Snułem plany plany na przyszłość, wszystko widziałem jak przez różowe okulary. Ten stan trwał tydzień. Kilka miesięcy później znowu pojawił się ten sam stan lecz pojawił się zapał do uszczęśliwiana ludzi. Czynności, które chciałem wykonywać przypominały urojenia. Trwało to kilka dni. Miesiąc lub dwa temu pojawił się ten stan lecz był znacznie nasilony. Znacznie przeceniałem swoją wartości, czułem się potęgą i czułem się lepszy od innych. Wtedy pojawił się "szał" uszczęśliwiania ludzi i urojenia wielkościowe - chciałem stworzyć system operacyjny, który miał mi dać sławę, a ludzi uszczęśliwić. Tyle, że kompletnie nie umiem programować, dzięki mojej osobie miał przyjść Jezus na ziemię, byłem osobą, która miała uratować świat przed zagładą. Chciałem i tworzyłem nową, światową religię, która miała uszczęśliwić ludzi. Ten stan trwał kilka dni. Czy to mogła być hipomania? Brałem 2 antydepresanty, które mogły indukować manię lecz tego nie zrobiły. Poza tymd dłuższego czasu obawiam się spożywać pokarmów, które przynosi mój kolega. Obawiam się, że dodał tam płynów ustrojowych lub jakichś chemikaliów aby mnie podtruć. Czy to może być początek paranoi?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak długo bedę musiała zażywać leki w napadowym lęku panicznym?

Witam. Od roku choruję na napadowy lęk paniczny. Zażywam leki - jak długo będę musiała je zażywać?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pozbyć się somatycznych objawów nerwicy?

Witam, Z tym problemem borykam się od roku. Mam 18 lat, codzienne kołatania serca, bóle w klatce piersiowej i brzuchu, czasem omdlenia, poczucie odrealnienia i silny lęk. Cały czas czuję, jakby coś leżało mi na sercu. Miałem robione...

Witam, Z tym problemem borykam się od roku. Mam 18 lat, codzienne kołatania serca, bóle w klatce piersiowej i brzuchu, czasem omdlenia, poczucie odrealnienia i silny lęk. Cały czas czuję, jakby coś leżało mi na sercu. Miałem robione szereg badań, EKG, Holter, tarczyca, RTG, USG jamy brzusznej, echo serca i jedyne co mi wyszło to niedomykalność zastawki mitralnej. Byłem u kilku kardiologów, wszyscy to samo, wszyscy mówią o nerwicy, biorę lek, ale on tylko hamuje lęki, objawów somatycznych już nie. Co zrobić, żeby zakończyć te jakże przykre przypadłości? Dodam, że często czuję mrowienie w kończynach, gdy jest mi słabo i podniosę jedną rękę w górę a drugą trzymam normalnie, ta na górze jest normalna, a ta przy dole ciemnoczerwona lub sina. Często nie mogę złapać oddechu, cały czas źle się czuję. Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czy to nerwica? Czy konieczne są leki?

Wszystko trwa od ponad 2 lat mam bóle brzucha. W kwietniu miałam usuwany jajnik - pęknięta torbiel. Wizyty u ginekologa systematyczne, wszystko niby jest dobrze, ale została ta okropna nerwica. Boję się praktycznie wszystkiego, boję się żyć, boję...

Wszystko trwa od ponad 2 lat mam bóle brzucha. W kwietniu miałam usuwany jajnik - pęknięta torbiel. Wizyty u ginekologa systematyczne, wszystko niby jest dobrze, ale została ta okropna nerwica. Boję się praktycznie wszystkiego, boję się żyć, boję się umierać, wszystko wokół mnie przeraża - byłam u psychiatry, przepisał leki, ale wiadomo - po nich człowiek chodzi ospały a muszę normalnie funkcjonować – dom, dzieci, praca. Mam problemy z koncentracją, ze snem. Proszę o pomoc, choć parę słów.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co może być przyczyną lęków w nocy?

Witam serdecznie. Mam 25 lat i od jakiegoś czasu, gdy kładę się spać, nie mogę usnąć piszczy mi w uszach mam nieraz ciężko mi jest oddychać, a najbardziej dokucza mi uczucia tak jakby mnie wciskało do środka... Mogę to opisać... Witam serdecznie. Mam 25 lat i od jakiegoś czasu, gdy kładę się spać, nie mogę usnąć piszczy mi w uszach mam nieraz ciężko mi jest oddychać, a najbardziej dokucza mi uczucia tak jakby mnie wciskało do środka... Mogę to opisać w taki sposób: jest to bardzo podobne do uczucia gdy raptownie wstajemy i robi nam się ciemno przed oczami i gdy dmuchamy, np. materac, ciągle nabierając powietrza i je wydmuchując - w pewnym czasie nas zamroczy i właśnie mam tego typu dolegliwości gdy kładę się spać, nie robiąc nic tylko leżąc... Nie mam pojęcia jak tego się mogę pozbyć, ale to jest straszne i chciałbym już zasypiać normalnie. Robiłem EKG, spirometrię, prześwietlenie płuc i wszystko jest dobrze... Dziwne jest to, że jak śpię z dziewczyną nie mam tych objawów, czasem się pokażą, ale w małym stopniu, a gdy śpię sam jest to nie do wytrzymania. Spędzam też bardzo dużo czasu przy komputerze, ale raczej chyba to nie ma żadnego wpływu na moje dolegliwości? Bardzo prosiłbym o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Strasznie boję się szkoły - czy potrzebny mi psycholog?

Mam 15 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie umiem sobie poradzić z narastającym stresem każdego dnia. Co lekcje ogarnia mnie strach, że nauczyciel weźmie mnie do tablicy, że zapyta mnie o coś,...

Mam 15 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie umiem sobie poradzić z narastającym stresem każdego dnia. Co lekcje ogarnia mnie strach, że nauczyciel weźmie mnie do tablicy, że zapyta mnie o coś, a ja nie będę znała odpowiedzi. Okropnie pocą mi się dłonie, czuję uczucie gorąca, serce wali jak młot, zero skupienia, zero wiedzy w głowie - nic. Boję się jeszcze tego, że wszyscy będą się, że mnie śmiać! Wiem, że cierpię na erytrofobię, więc gdy się stresuję to z powodu tego, że będą się ze mnie śmiać, że zrobię się czerwona, ogarnie mnie strach i nic nie będę umiała przy tablicy. Błagam o pomoc, nie umiem sobie radzić już z tym. Przychodzi weekend, ja powinnam się relaksować, odpoczywać, zająć się prywatnymi sprawami, a ja ciągle myślę o nadchodzącym tygodniu szkolnym. Chciałam jeszcze dodać, że od tygodnia łykam tabletki nasenne i pije melisę, bo nie mogę wieczór zasnąć... :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się spać. Jak temu zaradzić?

Witam. Jestem 23-letnią kobietą. Mój problem to lęk przed zasypianiem i samym snem. Moje problemy z bezsennością sięgają dzieciństwa. Zawsze kładłam się późno spać, lubiłam długo siedzieć w nocy, a później spać do południa. Zresztą do tej pory tak mam....

Witam. Jestem 23-letnią kobietą. Mój problem to lęk przed zasypianiem i samym snem. Moje problemy z bezsennością sięgają dzieciństwa. Zawsze kładłam się późno spać, lubiłam długo siedzieć w nocy, a później spać do południa. Zresztą do tej pory tak mam. Jednak, chcąc z tym walczyć, zaczęłam kłaść się wcześniej. Jednak to mi nic nie dawało, bo leżałam na łóżku po kilka godzin, przewracając się z boku na bok, czułam zmęczenie, ale nie mogłam zasnąć. Udawało się dopiero nad ranem.

Do tej pory moim głównym problemem był ten lęk, że przede mną kolejna nieprzespana noc. Na samą myśl, że znów się nie wyśpię, dostawałam szału. Jeszcze gdybym nie była zmęczona, to może bym to zrozumiała, ale zdarzało się, że wstałam o godz. 4.30, rano do szkoły, wracałam po całym dniu do domu o 21.00, kładłam się i nie mogłam spać! Następnego dnia znowu musiałam wstać tak wcześnie, a zero snu. Masakra jakaś! Jednak problem snu od jakiegoś czasu przerodził się w lęk. Jest to lęk przed duchami głównie. I to nie są jakieś moje wymysły, bo po prostu zdarza się, że przychodzą do mnie w czasie snu. Głównie są to duchy kogoś z mojej rodziny.

Wszystko głównie zaczęło się rok temu w Boże Narodzenie. W nocy "odwiedził" mnie duch mojego kuzyna. Obudził mnie jego śmiech i "kuksaniec" w żebra. To było okropne uczucie i nikomu go nie polecam! Wiedziałam, że to duch mojego kuzyna. Nawet dwa dni później przyśnił mi się On znowu. Zapytałam go "czy to On był u mnie dwa dni temu?", odpowiedź była krótka "TAK". Od tamtej pory boję się zasnąć, żeby nie przydarzyły mi się takie sytuacje. Lęk jest tak przerażający, że boję się zamknąć oczy.

Moja ostatnia dziwna sytuacja miała miejsce kilka dni temu. W noc przed Wszystkimi Świętymi. O 4.00 rano musiałam wstać, bo jechaliśmy daleko do rodziny, udało mi się usnąć raptem na 30 minut. Jednak w ciągu tej pół godziny zdążyło się coś wydarzyć. Miałam krótki sen, że zdejmuję bluzkę od piżamy. I co w tym dziwnego? A to, że obudziłam się bez bluzki! Leżałam na wznak (nigdy nie śpię na wznak, bo nie umiem, nie lubię i mam lęk, że coś na mnie usiądzie), z rękami położonymi na kołdrze. Okropne uczucie. Teraz od tej chwili nie śpię najlepiej. Zasypiam przy włączonym świetle albo tv. Boję się! Proszę pomóżcie! Co jest ze mną nie tak? Dodam, że wierzę w duchy i od małej dziewczynki widziałam duchy w postaci kotów, których nie widział nikt, a ja je widziałam. Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to nerwica lub depresja?

Witam. Mam 19 lat. 3 lata temu miałam poważny problem, mianowicie miałam zawroty głowy, praktycznie przez cały czas. Bardzo się tym przejmowałam, zamknęłam się w domu i odcięłam od rodziny i znajomych, było mi bardzo źle. Wszystkie wyniki badań...

Witam. Mam 19 lat. 3 lata temu miałam poważny problem, mianowicie miałam zawroty głowy, praktycznie przez cały czas. Bardzo się tym przejmowałam, zamknęłam się w domu i odcięłam od rodziny i znajomych, było mi bardzo źle. Wszystkie wyniki badań okazały się dobre. Z biegiem czasu (około 4 miesięcy) samo przeszło, ponieważ przestałam się tym tak przejmować, gdyż strach, że coś mi jest poważnego po zrobieniu badań zniknął. Całe 3 lata nie miałam żadnych poważnych problemów i życie miałam po prostu piękne. Jednak od lipca tego roku do września przeżywałam duży stres związany ze stanem zdrowia bliskiej osoby. Na szczęście wróciła do pełni zdrowia, za to ze mną jest gorzej. Znowu kreci mi się w głowie cały czas, czuję ucisk w głowie i zmęczenie. Także mój nastrój nie jest najlepszy, często płaczę. Trwa to już około miesiąca i naprawdę mam dosyć. Na dodatek doszły dziwne stany, to znaczy czuję się jakby nieobecna, jakby wszystko co się działo miało miejsce gdzieś obok, jakbym tylko była obserwatorem mojego życia, a nie w nim uczestniczyła. Staram się nie izolować i nie popadać w rozpacz, ale jest to trudne. Czy można to jakoś pokonać? Czy to są objawy depresji lub nerwicy? Dodam, że ostatnio również wykonywałam wszystkie badania i są dobre. Z góry dziękuję za odpowiedź. Beata

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to nerwica serca?

Dzień dobry. Od paru lat żyję w stresie, w nerwach. Teraz jestem w trakcie rozwodu (bardzo burzliwego), bo chcę męża również pozbawić praw rodzicielskich. Bardzo to przeżywam, ale uciekłam od męża, który znęcał się nade mną psychicznie, ubezwłasnowolnił. Nie mam...

Dzień dobry. Od paru lat żyję w stresie, w nerwach. Teraz jestem w trakcie rozwodu (bardzo burzliwego), bo chcę męża również pozbawić praw rodzicielskich. Bardzo to przeżywam, ale uciekłam od męża, który znęcał się nade mną psychicznie, ubezwłasnowolnił. Nie mam chęci na nic, najlepiej bym nie wychodziła z domu, nie czesała się. Wszystko robię z musu, wszystko mnie denerwuje. Nic mnie nie cieszy, a jak już coś, cieszy to na krótką chwilę. Mam dziecko, o które walczę w sądzie, ale tez nie mam siły na wiele rzeczy w związku z wychowaniem go, choć bardzo go kocham. Często działo się, że strasznie się pociłam i był to bardzo ostry, nieprzyjemny zapach, a nic nie robiłam by się zmęczyć. Czułam, że mam gorączkę lub dreszcze, ale na termometrze nie było podwyższonej temperatury. Potrafiłam nie spać parę nocy pod rząd. Zdarzyło mi się, że wylądowałam w szpitalu, bo strasznie mnie piekło w klatce piersiowej, badano mnie pod kątem zawalu, miałam kłucia i ciężko mi było oddychać, bo czułam ból. Sparaliżowało mi jakby całą lewą stronę, nie mogłam podnieść rąk do góry, wykapać się, umyć czy pomalować. Ale wyniki w szpitalu ekg wyszły dobrze, tylko serce zbyt mocno bilo, zawsze ponad 100. Teraz mam to samo, nie sparaliżowało mnie co prawda, ale mam tak jakby skurcze serca, takie jakby mi ktoś jakaś pajęczą siec tam zarzucił, czasami są w miarę (słabe) a czasami są bardzo bolesne i częste, udaje mi się nawet przesypiać noce. Jestem na tabletkach. Mój rodzinny stwierdził, że to nerwica wegetatywna, mam zamiar wybrać się do kardiologa, czy Państwa zdaniem to możne być nerwica serca? Dodam, że zawsze byłam niskociśnieniowcem, czasami ciśnienie było za niskie, teraz mam 180 na 150 czy 150 na 110 i uderzenia gorąca. Biorę tabletki i na depresje i na serce, wyciszające. Ale chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o tych moich przyczynach. Czy może mam (nie wiem jak to ująć) więcej odmian nerwic w jednym? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam 15 lat, chyba mam nerwicę, to uciążliwe - co zrobić?

Witam, ostatnio, jakieś 5 dni temu, zaczęły się u mnie kłucia w klatce piersiowej - są one przejściowe, a w ostatni wieczór złapał mnie tak jakby stres, ale ja się niczym nie denerwowałem, w nocy przez to nie moglem spać, to jest uciążliwe - co z tym zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty