Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Jak uporać się z nieustannym lękiem?

Witam, jestem 19 letnią dziewczyną. Gdy miałam 9 lat moi rodzice się rozwiedli, ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem. Mimo to zawsze miałam żal do matki, a nie do ojca. Wśród swoich rówieśników, i ogólnie wśród ludzi, często czuję...

Witam, jestem 19 letnią dziewczyną. Gdy miałam 9 lat moi rodzice się rozwiedli, ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem. Mimo to zawsze miałam żal do matki, a nie do ojca. Wśród swoich rówieśników, i ogólnie wśród ludzi, często czuję się wyizolowana. W kontaktach z ludźmi zazwyczaj czuję się niepewnie, jestem nieśmiała. Czuję, że nikt nie jest w stanie mnie polubić, ponieważ nie mam nic do zaoferowania. Jestem nudna, bardzo małomówna, bez żadnej inicjatywy, po prostu beznadziejna. Często mam poczucie winy, gdy próbuję coś zrobić dla siebie, stanąć w obronie swoich praw itp. Nie mam żadnych motywacji do działania. Moim jedynym dążeniem było znalezienie osoby, która mnie zrozumie całkowicie, bezgranicznie pokocha, nada sens mojemu życiu, wypełni pustkę i będzie ze mną do końca. Wydawało mi się, że znalazłam już kogoś takiego, ale pół roku temu mnie zostawił właśnie z powodu moich problemów ze sobą. W sumie zawsze każdy ze mnie rezygnował, więc nie powinno mnie to dziwić. Teraz nie widzę sensu w życiu, żadnych perspektyw, nadziei. Cały czas jestem przygnębiona, nie potrafię się cieszyć, nie umiem po prostu żyć. Boję się, że życie może się stać nie do zniesienia i jedynym wyjściem będzie samobójstwo. Ale jednocześnie nie chcę tego, bo boję się śmierci 24/h. Czuję się jakbym już stała nad grobem i miała umrzeć w każdej chwili. Ciągle jestem niespokojna, często miewam ataki lęku, najczęściej gdy kładę się spać (właściwie mam to co noc, ale z różnym nasileniem), wydaje mi się wtedy, że zaraz umrę, panicznie się boję. Mam wtedy wrażenie, że zaraz zemdleję, duszę się, mam uczucie gorąca, drętwienia, serce wali mi jak szalone itd. Mam problemy ze snem, często nie mogę zasnąć do świtu, albo mam bardzo płytki sen i budzę się co chwilę. W dzień natomiast mam problemy żołądkowe, poza tym mam skłonność do przypisywania sobie różnych chorób, podczas gdy badania na nic nie wskazują. Stale towarzyszy mi lęk, nie wiem jak się go pozbyć. Nie mam już siły dłużej zamartwiać się bez przerwy, zastanawiać się czy zaraz umrę i nie zdążę zrobić wszystkiego co bym chciała (a mimo to nie robię kompletnie nic z tego). Co powinnam zrobić? Czy jest jakaś szansa, żebym zaczęła żyć normalnie, cieszyć się tym życiem, nie myśleć bez przerwy o śmierci, o tym, że umrę i wszystko się skończy? To mnie strasznie przybija. Proszę o jakąś radę, wskazówkę, cokolwiek...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Wstaję rano i jest mi niedobrze. Dlaczego tak mam?

Od kilku tygodni kiedy rano wstaje jest mi niedobrze, źle się czuję, zbiera mi się na wymioty, a to wszystko dzieje się kiedy mam iść do szkoły - dla przypomnienia powiem, że jem normalnie rano śniadania. Pamiętam, że...

Od kilku tygodni kiedy rano wstaje jest mi niedobrze, źle się czuję, zbiera mi się na wymioty, a to wszystko dzieje się kiedy mam iść do szkoły - dla przypomnienia powiem, że jem normalnie rano śniadania. Pamiętam, że w podstawówce miałam taki sam problem, ale jakoś sam zniknął po tygodniu... Wydaje mi się, że teraz to coś innego to zaczyna mnie już męczyć. Byłam już u lekarza, powiedziałam mu wszystko jak jest, ale powiedział, że to stres, tylko ja nie wiem co mam zrobić. Wiem, że w szkole jestem bezpieczna i jest wszystko okej, ale i tak się boję - nie wiem czemu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Napady lęku - depresja, nerwica czy zaburzenia hormonalne?

Miesiąc temu, dzień, dwa przed miesiączka miałam atak nagłego lęku, bez konkretnej przyczyny. Już tego dnia czułam się źle, do głowy zaczęły mi przychodzić różne dziwne myśli. W tych dniach byłam kompletnie rozbita, czułam dziwny ucisk pod mostkiem, bez przerwy...

Miesiąc temu, dzień, dwa przed miesiączka miałam atak nagłego lęku, bez konkretnej przyczyny. Już tego dnia czułam się źle, do głowy zaczęły mi przychodzić różne dziwne myśli. W tych dniach byłam kompletnie rozbita, czułam dziwny ucisk pod mostkiem, bez przerwy chciało mi się płakać, miałam natrętne myśli (tak jakby nie były moje, brały się w mojej głowie jakoś zewnątrz, albo jakaś „zła” część mojej natury mi je podpowiadała, jakbym sama siebie podpuszczała, by czuć się jeszcze gorzej) i obawy dotyczące przyszłości, ciągle towarzyszył mi lęk, najczęściej dotyczący tego, że mój związek się rozpadnie, przestanę kochać mojego chłopaka, będziemy musieli się rozstać - co jest kompletnie bezpodstawne, bo nic się między nami nie zmieniło, nic się nie stało, nasz związek ma się jak najlepiej. Mimo wszystko bardzo obawiałam się przyszłości, pojawiła się też niechęć do chłopaka i kontaktów z innymi ludźmi, seks też przestał mnie interesować. Po ok. tygodniu powoli wszystko przeszło. Brałam w tym czasie magnez z wit. B, ziołowe tabletki uspokajające, piłam melisę i dziurawiec i wyciąg ziołowy z melisą (na alkoholu). W tym miesiącu sprawa się powtórzyła, ale na szczęście już bez ataku panicznego lęku. Mimo to nadal go czuję, obawiam się o przyszłość, męczy mnie poczucie winy, przeczucie nieuniknionej kary, jakiejś katastrofy, tak jakbym nie zasługiwała na szczęście i ktoś miał mnie osądzić. Płaczę, jestem rozdrażniona, zmęczona, dużo śpię, nie mam apetytu. Czy to będzie się powtarzać co miesiąc - może chodzi o hormony? Czy może mieć to związek z pogodą, porą roku - przesilenie jesienne? Bardzo proszę o poradę, Agnieszka, 18 lat

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nerwica i bezsenność - czy można to jakoś zmienić?

Witam. Mam na imię Tomek i mam 26 lat. Ostatnimi czasy stwierdzono u mnie zaburzenia nerwicowe, które objawiały się uczuciem zimna i gorąca, kołataniem serca, osłabieniem. Termin wizyty u psychologa mam ustalony na 17 listopada, wcześniej będę się starał dostać...

Witam. Mam na imię Tomek i mam 26 lat. Ostatnimi czasy stwierdzono u mnie zaburzenia nerwicowe, które objawiały się uczuciem zimna i gorąca, kołataniem serca, osłabieniem. Termin wizyty u psychologa mam ustalony na 17 listopada, wcześniej będę się starał dostać prywatnie do psychiatry. Ostatnio jednak pojawiły się również kłopoty z bezsennością. W nocy śpię tylko ok. 3 godziny, a potem za dnia nie chce mi się spać, przez co jestem bardzo zmęczony i apatyczny. Czy to normalne w nerwicy? Czy jeśli podejmę leczenie, objawy ustaną? Proszę o jakąś odpowiedź, bo jestem zrozpaczony po prostu tym stanem rzeczy. Czy możne są jakieś sposoby, by ten stan rzeczy zmienić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mogę nakłonić mamę do leczenia?

  Witam. Piszę ponieważ nie wiem jak poradzić sobie z nakłonieniem mamy na wizytę u psychiatry. Mama ma 61 lat, mając niespełna 40 zachorowała na nerwicę lękową, nie wychodziła z domu nawet na zakupy, bała się wejść do jakiegokolwiek środka...

  Witam. Piszę ponieważ nie wiem jak poradzić sobie z nakłonieniem mamy na wizytę u psychiatry. Mama ma 61 lat, mając niespełna 40 zachorowała na nerwicę lękową, nie wychodziła z domu nawet na zakupy, bała się wejść do jakiegokolwiek środka transportu, jeżeli już musiała to zawoziliśmy ją samochodem. Od kilku lat jest już lepiej, zaczęła nawet sama wychodzić do przychodni, sklepu, nawet w razie potrzeby jedzie tramwajem czy autobusem. Problem polega na tym, że popadła ze skrajności w skrajność. Kiedyś bała się wszystkiego, była płaczliwa, natomiast obecnie jest nadpobudliwa, biega po sklepach, żyje przeszłością, ma do wszystkich pretensje, potrafi pod wpływem dialogu, który był nie po jej myśli wysiąść z samochodu na skrzyżowaniu, opowiada sąsiadom, rodzinie jaka jest nieszczęśliwa, straszy ojca sądem, ciągle z nami czyli mną, bratem, ojcem walczy, wciąga w to nawet wnuki, wymaga całkowitego oddania. Albo jesteśmy za nią albo przeciwko niej, obraża się o wszystko. Każda próba przekonania jej, że potrzebna jest wizyta u lekarza powoduje, że uważa, że chcemy zrobić z niej wariatkę. Już prawie nikt jej nie odwiedza. Tata jest schorowanym człowiekiem, jest po trzech zawałach serca i po zabiegu by-passy, obecnie przebywa w szpitalu po wszczepieniu stenta i po krwotoku z przewodu pokarmowego. Boi się wrócić do tej atmosfery i oczekuje, że ja i brat porozmawiamy z mamą. Niestety nie wiemy jak, wyczerpaliśmy już pomysły jak do niej dotrzeć - ona uważa, że robi dobrze a wszyscy inni są źli. Mam 2 pytania: co może dolegać mojej mamie i jak nakłonić ją do leczenia? Bardzo dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinnam zasięgnąć rady psychologa?

Witam. Zacznę od tego, że mam 19 lat i jestem na 1 roku studiów. Mój problem polega na tym, że mam straszne wahania nastrojów. Trwa to już od około miesiąca. Najgorzej czuję się rano -  jestem załamana, chce mi się...

Witam. Zacznę od tego, że mam 19 lat i jestem na 1 roku studiów. Mój problem polega na tym, że mam straszne wahania nastrojów. Trwa to już od około miesiąca. Najgorzej czuję się rano -  jestem załamana, chce mi się płakać, nie mam ochoty z nikim rozmawiać, a potem nagle wszystko mi przechodzi. Często czuję się rozdrażniona, a nawet czasami moje reakcje są agresywne. Od 6 miesięcy przyjmuje silny lek na trądzik i przeczytałam w ulotce, że może on powodować stany depresyjne i m. in. wahania nastojów. Nie chcę odstawiać tego leku bo zostało mi 2 miesiące kuracji i pani dermatolog powiedziała, że muszę ją skończyć, bo inaczej trądzik może wrócić. Nie wiem co mam robić, może coś ze mną jest nie tak?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy lecząc się psychiatrycznie mogę stracić prawo jazdy?

Witam. Mam 34 lata. Jestem chorobliwie zazdrosny o żonę. Jest to dla mnie już męczące i chciałbym leczyć to urojenie. Dużo czytałem na temat zazdrości i wiem, że to bez pomocy lekarza samo nie przejdzie. Moim problemem jest to,...

Witam. Mam 34 lata. Jestem chorobliwie zazdrosny o żonę. Jest to dla mnie już męczące i chciałbym leczyć to urojenie. Dużo czytałem na temat zazdrości i wiem, że to bez pomocy lekarza samo nie przejdzie. Moim problemem jest to, że jeśli dostanę leki, jak się domyślam – psychotropowe, to lekarz może wnieść wniosek o zatrzymanie mi prawa jazdy . Czy moje obawy są słuszne? Proszę o odpowiedź. Z góry dziękuje, Darek.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to zaburzenia osobowości? Jakie? Jak mogę się leczyć?

Witam. Mam 24 lata. Nie jestem zdiagnozowana przez nikogo, ponieważ jestem w trakcie serii spotkań w Ośrodku Interwencji Kryzysowej, forma pomocy jest doraźna, chcę to skończyć a potem szukać psychoterapeuty. Nie stać mnie na leczenie prywatne. Zawsze miałam dużo problemów...

Witam. Mam 24 lata. Nie jestem zdiagnozowana przez nikogo, ponieważ jestem w trakcie serii spotkań w Ośrodku Interwencji Kryzysowej, forma pomocy jest doraźna, chcę to skończyć a potem szukać psychoterapeuty. Nie stać mnie na leczenie prywatne.

Zawsze miałam dużo problemów emocjonalnych. Przeszłam depresję, po tym jak ojciec zostawił matkę dla innej kobiety, jestem typem impulsywnym w ogóle nie umiejącym zahamować niektórych popędów (jedzenie, alkohol, papierosy, seks, kupowanie). Co weekend bardzo wyczerpująco imprezuję. Kilka razy zdarzył mi się przypadkowy seks, pod wpływem alkoholu. Nie chciałam tego robić, później miałam wyrzuty sumienia, poczucie wstydu. Ale nie umiem kontrolować wypitego alkoholu i przez to puszczają mi hamulce:/

Mam dużo cech narcystycznych. Ostro selekcjonuje ludzi, większość ludzi uważam za przeciętnych, nudnych, nieinteresujących. Ciągle rywalizuję, lubię być lepsza od innych i to okazywać. Dobrze czuję się sama ze sobą. 90% moich myśli jest skierowanych na analizowanie siebie, swoich uczuć, poglądów. Ciężko mi się zainteresować innymi ludźmi. Staram się otaczać ludźmi nietuzinkowymi, wyjątkowymi, którzy dziwnym zbiegiem okoliczności mają też mnóstwo problemów ze sobą. Problemy ze sobą to chyba najatrakcyjniejsza rzecz, która mnie w ludziach pociąga:/.

Wchodzę w destrukcyjne związki, łatwo przejmuje rolę ofiary, mimo że sama potrafię bardzo skrzywdzić. Widzę silną zależność miedzy relacjami rodzinnymi, dzieciństwem i tym jak to wpłynęło na moje dzisiejsze życie. Mam słabą relację z matką i całkowicie zerwałam kontakty z ojcem, który jest despotyczny, impulsywny, krytykujący wszystko i wszystkich, mało uczuciowy, potrafiący głęboko ranić.

Mój zawód to terapeuta zajęciowy. Praca pokazała mi jak duży mam problem. Nie mogę jej rzucić, bo potrzebuję pieniędzy i bym się chyba kompletnie załamała, nie sądzę, by ktoś w pracy domyślał się co się ze mną dzieje, umiem dobrze udawać. Mam wyrzuty sumienia, że wykonuje zawód ,a nie jestem zdrowa psychicznie:/.

Proszę o radę, odnośnie tego co mi może być i w jaki sposób i gdzie mogę szukać pomocy. Mam silną potrzebę zrobienia coś z tym wszystkim, bo moje życie zaczyna zmieniać się w piekło i jestem osoba stale odczuwającą cierpienie:(. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Niepokój, huśtawka emocjonalna, drażliwość - co dalej?

Witam. Mam 17, za 4 miesiące 18 lat. Uczę się w liceum, mieszkam z rodzicami z którymi stosunki zawsze miałam dobre. Nie mam problemów rodzinnych na większą skalę. "Posiadam" grono przyjaciół i znajomych, na głowie mam też kota. Co jest...

Witam. Mam 17, za 4 miesiące 18 lat. Uczę się w liceum, mieszkam z rodzicami z którymi stosunki zawsze miałam dobre. Nie mam problemów rodzinnych na większą skalę. "Posiadam" grono przyjaciół i znajomych, na głowie mam też kota. Co jest nie tak? Kiedyś, za czasów początku gimnazjum byłam osobą mało pewną siebie. Pod koniec tego okresu zdobyłam tę pewność, lepiej czułam się wśród ludzi, zaczęłam być komunikatywna i "wszędzie było mnie pełno". Od pewnego czasu znowu tracę tą pewność siebie. Przejmuję się opinią środowiska, tłamszę w sobie emocje. Coraz więcej i częściej narzekam na siebie. Mam skoki wiary we własne możliwości (zajmuję się fotografią - odnoszę już pewne drobne sukcesy w tej dziedzinie), jednego dnia jestem z siebie zadowolona, dumna z kolejnej wystawy, następnego mam ochotę rzucić tym. Zdarza się to coraz częściej. Ciągle też odczuwam pustkę. Boję się samotności. Boję się zostawać sama w domu wieczorem. Wpadam wtedy w histerię, płaczę, klnę. Wydaje mi się, że coś widzę, że coś słyszę. Mam problemy z zasypianiem, przynajmniej dwa razy w tygodniu. Jakiś czas temu przed zaśnięciem miałam wrażenie, że trzęsie mi się łóżko. Pociłam się, serce waliło jak młot. Ogółem dopadają mnie różnorodne lęki. Boję się wypadku śmiertelnego np. jadąc autobusem. Boję się zasnąć, bo co jeśli się nie obudzę. Jestem strasznie drażliwa, nerwowa ostatnio. Wahania nastroju, od euforii po stany totalnego rozbicia. Nadużywam słowa "nienawidzę", kiedy coś mnie zdenerwuje. Mam problemy z koncentracją i pamięcią. Myśli czasem przytłaczają mnie swoją ilością. Dużo gniewu we mnie. Jestem spięta często. Często też boli mnie głowa i mam zawroty głowy. Miewam też momenty takiej jakby "utraty świadomości", nie wiem czemu coś zrobiłam, ile minęło czasu, kiedy właśnie jestem... Często płaczę, ot tak zazwyczaj. Łatwo też się męczę, mam mało siły. Szybko drętwieją mi np. nogi, przechodzą mnie często takie "prądy" przez ciało. Przytłacza już mnie to. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Zachowuję się irracjonalnie i mam obsesję

Radek, 26 lat. Od ponad roku dzieje się ze mną "coś", czego nie umiem sobie wytłumaczyć, tzn. odczuwam nagły i niespodziewany lęk, który mi uniemożliwia wykonywanie pracy. W mojej głowie kłębią się myśli aby zakończyć swoje życie i jednocześnie...

Radek, 26 lat. Od ponad roku dzieje się ze mną "coś", czego nie umiem sobie wytłumaczyć, tzn. odczuwam nagły i niespodziewany lęk, który mi uniemożliwia wykonywanie pracy. W mojej głowie kłębią się myśli aby zakończyć swoje życie i jednocześnie odczuwam jakąś siłę, która mnie do tego motywuje, "namawia". Moi przyjaciele odsunęli się ode mnie, zostałem z tym wszystkim sam. Robię rzeczy irracjonalne, np. wystawiam meble z domu, niszczę przedmioty, które stanowią dla mnie wartość nie tylko materialna. Stałem się arogancki i niedostępny dla bliskich. Mam obsesję na punkcie sprawdzania, czy przed oknem ktoś nie stoi i mnie nie obserwuje. Bardzo proszę o pomoc. Jak tak dalej będzie, to stracę prace.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Dlaczego mam wrażenie, że w nocy ktoś jest w moim pokoju?

Mam 19 lat i jestem kobietą. Ostatniej nocy obudziłam się, ponieważ było mi zimno. Ubrałam bluzę i próbowałam dalej spać. Ale coś nie dawało mi spokoju. Gdy tak leżałam w łóżku, próbując usnąć, wydawało mi się, że ktoś znajduje się...

Mam 19 lat i jestem kobietą. Ostatniej nocy obudziłam się, ponieważ było mi zimno. Ubrałam bluzę i próbowałam dalej spać. Ale coś nie dawało mi spokoju. Gdy tak leżałam w łóżku, próbując usnąć, wydawało mi się, że ktoś znajduje się w moim pokoju, tak jakby to była śmierć. Czy to coś oznacza?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Gdzie powinnam szukać jakiejkolwiek pomocy?

  Witam, należy zacząć od przedstawienia swojej osoby, a więc nazywam się K. , mam lat 17 i chciałabym metodą eliminacji poznać przyczynę moich problemów. Piszę anonimowo, gdyż nie jestem pewna czy kwalifikuję się do rozparzania pod względem nerwic lub...

  Witam, należy zacząć od przedstawienia swojej osoby, a więc nazywam się K. , mam lat 17 i chciałabym metodą eliminacji poznać przyczynę moich problemów. Piszę anonimowo, gdyż nie jestem pewna czy kwalifikuję się do rozparzania pod względem nerwic lub depresji. Na przełomie 6 klasy zaczęła mnie pobolewać głowa, bóle były średniego nasilenia i choć utrudniały mi czynności codzienne nie narzekałam zbytnio ze względu na to, że potrafiłam to pogodzić. Jednak martwiło mnie to i wykonywałam serie badań i testów. Kilkakrotnie miałam robione badanie EEG, badania krwi itp. Jednak wszystkie wyniki mieściły się w normie - nic złego w moim organizmie się nie działo. Mogę wspomnieć o tym, że zawsze podejrzewałam przyczyny emocjonalne. Z racji mojego wieku nikt nie brał tego pod uwagę, a ja sama także boję się poruszać ten temat - obawiam się "wyśmiania", tego, że popełniam błąd. Jestem osobą aktywną, nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów z otoczeniem, mam sporo kolegów a także "chłopaka " - nie powinnam się więc czuć osamotniona, jednak to uczucie towarzyszyło mi od najmłodszych lat. Przyjaźnie się z osobami, którym udzielam informacji o swoim stanie psychicznym, lecz nie lubię wspominać o moich domysłach względem pochodzenia bólów głowy. Szukałam pomocy u lekarzy. W gimnazjum zaniechałam "szukania przyczyny" intensywnie, raczej starałam się zdrowo odżywiać, prowadzić odpowiedni dla mojej dolegliwości typ życia (regularne odżywianie się, dbanie o potrzebne minerały itd. ). Rodzice, w szczególności ojciec, podsuwali mi różne artykuły o migrenach (gdyż lekarze których odwiedzałam, również prywatnie, stwierdzali, że ból jest możliwy w okresie dojrzewania dając mi nadzieję, że minie ) - stosowałam się do nich m. in. poprzez unikanie jedzenia, które mogłoby powodować objawy bólowe. Ostatnio również odwiedzam lekarza -neurologa począwszy od lipca, gdyż okres liceum jest jest dla mnie stresorem, poza tym nie potrafię uczyć się kiedy boli mnie głowa, co ostatnio zdarzało się częściej ze względu na szkodliwość leków starałam się ich unikać. Przepisał mi tabletki - regularnie stosowane miały zmniejszać częstotliwość "napadów" - problem w tym, że nie mam owych napadów, ból głowy jaki mnie dotyczy mogę określić jako stały, średniego natężenia, czasem pulsujący o zwiększonym natężeniu w przedniej i skroniowej części głowy. Lek nie działał na mnie dlatego lekarz zlecił mi wykonanie tomografii komputerowej głowy (CT), badanie nie wykazało żadnych szkodliwych i nieszkodliwych zmian w strukturze mózgu toteż doktor przypisał mi inny lek, gdyż skarżyłam się na problemy z nauką (głównie chodzi o koncentrację, ponieważ nawet mimo bólu uczę się bardzo dobrze ) oraz jeszcze jeden - w razie ostrzejszych bólów. Ciekawostką jest, że gdy uświadamiam sobie, że w danej chwili nie odczuwam bólu - on natychmiast się pojawia - lecz nie potrafię "odwrócić" tej reakcji skutkiem jest wobec tego ból. Ale to nie jest główny problem przejawiam też objawy psychicznej dysfunkcji - odczuwam lęk - nie potrafię jednak określić, czego się boję, frustracja, wiecznie mam zimne dłonie i stopy, uczucie kłucia w klatce piersiowej, czasem bóle brzucha, zaburzenia wzroku - często przy jednoczesnym silnym bólu głowy, problemy z zasypianiem (w ostatnim miesiącu również przewlekłe przeziębienie, apatia, problemy z zasypianiem) nudności, zawroty głowy. Jednak często bagatelizuje te objawy lub po prostu wstydzę się do nich przyznać. Wiem, że czynnikiem je wywołującym jest stres. Mimo mojego młodego wieku psychicznie nie czuję się nastolatką. Może być to spowodowane moim dzieciństwem. Przejdźmy więc do tego. Od maleńkości byłam wrażliwa i uczulona na ludzką krzywdę, naprawdę potrafiłam szukać winy u siebie i zadręczać się z powodu czyjegoś nieszczęścia - w gruncie rzeczy uważam jednak to za słabość, dlatego nie przyznaję się do uczuć przed innymi - panicznie boję się odrzucenia. Kiedy miałam lat 8 - 9 w moim, dotychczas spokojnym choć wiecznie "głośnym " domostwie zaczęło się psuć. Rodzice się kłócili i podjęli decyzje o rozwodzie. Na początku codziennie płakałam, gdy krzyczeli, awanturowali lub nawet bili się, Oni jednak nie reagowali na mnie - rozumiałam, że są zbyt zaabsorbowani sobą - więc z czasem stałam się bierna - płakałam w zaciszu pokoju. To wszystko trwało jakieś 2 lata. Był moment, kiedy się pogodzili i narodził się mój brat. Sprawa rozwodowa została więc wycofana. Jednak pamiętam, że nawet, gdy matka była w ciąży rodzice potrafili bić się do krwi, nie bacząc na "błogosławieństwo losu "'. Potem wszystko przycichło i było dobrze. Kiedy brat miał około 2 lat awantury powróciły. Ja - jako starsza siostra - patrzyłam jak mój brat z czasem popełnia te same błędy co ja. Starał się przerywać kłótnie, płakał. Oczywiście ja nie byłam obojętna, wtórowałam mu. Jednak oboje zauważyliśmy, że to nie działa. Pamiętam nawet chwile kiedy rodzice "kłócili się" a my - jak gdyby nigdy nic - bawiliśmy się w swoim pokoju. Wtedy, mając te max. 11-12 lat nie do końca jeszcze rozumiałam i nie przejmowałam się aż tak tą sprawą. Jednak, gdy zaczęłam dojrzewać to powróciło (podejrzewam, że to był okres pierwszego stresu mogącego powodować migreny). Pamiętam, że nie "lubiłam" zbytnio swoich rodziców kiedy zaczęłam organizować sobie swoje, i ich życie, w głowie. Ratunkiem wtedy była moja ukochana babcia. ZAWSZE potrafiła pomóc i mimo że jej nie mówiłam, miałam uczucie, że rozumie to pomagało. Pogodziłam się więc i sobie egzystowałam. Tłumaczyłam sobie, że przecież każdy ma problemy, każda rodzina, że taka jest ogólna sytuacja człowieka. Rozmawiałam na "poważniejsze tematy " z tatą, mama moim zdaniem po prostu się do tego nie nadawała. Nie narzekałam. Za przykład miałam babcię - małżeństwo z drugim mężczyzną, a moim bezpośrednim dziadkiem nie było także udane, zatem wierzyłam, że tak pewnie jest i da się z tym żyć. Dziadek miał kochanki (rozwód moich rodziców też był skutkiem takiej sytuacji ), pił i bił babcię, a także swoje własne dzieci. Nienawidziłam go. Mieszkali razem jednak, ja w gimnazjum będąc co dzień przychodziłam do babci po lekcjach (wszystkie wnuki siedziały tam po szkole - dodam, że jestem najstarsza) - jej mieszkanie było swoistą oazą. Dwa lata temu babcia zaczęła chorować i w niespełna rok później zmarła na raka. To był 31 sierpnia, następnego dnia miałam iść do klasy trzeciej gimnazjum. To był szok. To było straszne i do teraz nie mogę powstrzymać łez na choćby wspomnienie o tej sytuacji 3-miesięczną żałobę przechodziłam od stóp do głów na czarno, nie miałam najmniejszej chęci do życia - ona była wtedy tak ważna. Ogólna sytuacja rodzinna poleciała na łeb na szyję. Rok apatii ogólnej. Lecz nikt o tym nie wiedział, ja zawsze jestem uśmiechnięta, wesoła i przoduje na tle klasy, mimo smutku - nie potrafię go okazywać przy innych. Nie mogę więc dociec przyczyny i pomocy. Smutek musiałam czymś, i kimś wypełnić. Zajęłam się nauką, "dla babci" zdobyłam średnią jaką jej zawsze obiecywałam 5,5 (niewielka różnica do poprzednich, ale taka miała być w klasie 3 i taka była). Znalazłam chłopaka, drugiego, gdyż pierwszy okazał się niedojrzały. Po rocznym związku z X. i dostaniu się na biochemiczny profil zaczęły się komplikacje. X. nie miał ojca (popełnił samobójstwo za młodu syna), chciałam mu pomóc, gdyż naprawdę przejęłam się jego sytuacją, ale nie potrafiłam. Jako, że traktowałam związek poważnie powstawały kłótnie i "zerwania" - bardzo wpływało to na moje samopoczucie. Od czasu śmierci babci odsunęłam się także od rodziny, rzadko rozmawialiśmy, a powtarzanie mojego ojca "jakie ty możesz mieć problemy, masz dopiero 17 lat " powodowało strach i płacz. Zdarzało się, że potrafiłam rozpłakać się na sam widok taty, co mnie samą dziwiło. Byłam wiec praktycznie sama, bo z X. raczej nie rozmawiałam o swoim stanie emocjonalnym, ale kochałam go, dlatego mój nastrój często był uzależniony od naszej relacji. Na początku 1 klasy w liceum, w ubiegłym roku Ojciec mojego kolegi z klasy popełnił, jak się później dowiedziałam, samobójstwo. Starałam się pomagać Y., rozmawiałam z nim kiedy wrócił do szkoły (wtedy jednak myślałam, że ojca stracił w wypadku). Po takich szczerych rozmowach ulżyło mi na duchu, pomogło mi to psychicznie, koledze Y. także, skutkiem takich rozmów stało się uczucie, którym mnie żywił Y, a do którego ja nie chciałam i nie mogłam (związek z X. - szczęśliwy) się przyznać. Gdy od Y. dowiedziałam się, że jego ojciec także popełnił samobójstwo nie wiedziałam przez dłuższy okres czasu jak reagować. Wmawiałam sobie, że to moja wina! Że to nie przypadek, że przyciągam takich chłopców, że nie powinnam istnieć, bo wszystko z czym mam styczność w pewnym sensie umiera. Zdarzyło się także, że Matka X. znalazła mnie i jego w dwuznacznej sytuacji, dowiedzieli się o tym moi rodzice - chyba oboje chcieliśmy wtedy to wszystko skończyć, tyle, że ja zaczęłam miewać myśli samobójcze. Poczucie winy, moja głupota. Nie chciałam żyć. Pod koniec klasy mój związek z X. stal się b. burzliwy, X. nie widział ze mną przyszłości, ja dosłownie błagałam go wtedy, ażeby został, ale to było kwestią czasu. Ogólnie rzecz biorąc byłabym dziś z X. , gdyby nie fakt, że w wakacje sytuacja w domu zaczęła nabierać tempa. Kłótnie, coraz częstsze czepianie się o nic, mój płacz, o którym nikt nie wiedział - to wszystko się nasiliło. Pod koniec sierpnia przeziębiłam się i byłam osłabiona, poczucie osłabienia było silne, choć to zwykle przeziębienie, do tego rocznica (2lata) śmierci babci, początek szkoły, a także kłótnie w domu spowodowały potrzebę uzyskania pomocy. Oczywiście zaczęłam od X. jeszcze w wakacje mu "narzekałam" i w sumie nie otrzymałam pomocy. Zaważyła wyprowadzka ojca (miała trwać 2tygodnie), ale i tak nie wiedziałam co robić. X. mi nie pomógł - to oznaczało koniec, nie chciałam zostać sama ze swoimi problemami, w obawie nawet o własne życie zwróciłam się do Y. On okazał dorosłość, na której mi zależało, pomógł mi. Jego też kochałam, ale wtedy poczułam się dodatkowo źle, gdyż Y. wiele razy chciał się spotkać, mówił mi, że mnie kocha, był tak zdesperowany po śmierci ojca i po odrzuceniu z mojej strony, że wspominał o skończeniu z tym - doskonale go rozumiałam. Poczułam się znowu obarczona winą, za to jaka byłam dla niego przez ten okres, kiedy mu było źle, choć przyjaźń zawsze była b. bliska, jednak on potrzebował więcej, a ja nie słuchałam go wtedy. W połowie września rodzice podjęli decyzję o rozwodzie, co nie było "proste" gdyż nie rozmawiali ze sobą od początku września i to ja lawirowałam miedzy nimi próbując się w tym odnaleźć i "naprawić", choć nie było czego. Nie potrafię tego zrozumieć, w tej chwili mam do nich ogromny uraz za te kłótnie ostatnie, za to, że nie mogli się przemóc i sami załatwić sprawy, zamiast mnie w to mieszać. Gdyby mnie chociaż szanowali to załatwiliby to miedzy sobą - a nie przez dzieci. Żal mi brata, który obecnie, w wieku 9 lat przeżywa to samo co przezywałam ja, ale ja miałam babcię, ona wtedy wiele wniosła do sytuacji. Teraz jest już beznadziejnie. Mieszkam teraz z mamą w domu i bratem, a ojciec wynajmuje lokum. Mimo że odczuwam ulgę psychiczna to nie wiem dlaczego jest ze mną tak źle. Rodzice maja do mnie codziennie pretensje, że nie rozumiem ich "cierpienia", że jestem jeszcze za młoda, ojciec wyrzuca mi, że powinnam zająć się w domu tym, co robił on, a co matka próbuje, lecz jego zdaniem nieudolnie; matka płacze wieczorami i zarzuca mi, że jestem nieczuła. Ja nie będę przy nich płakać. Kłamstwo - płaczę przy ojcu, on nie mówi, on do mnie krzyczy. Dziwię mu się, że nie dostrzega swojej winy w tym, że dziecko płacze na jego oczach, przez jego osobę. Nie zrozumiem ich sytuacji, choć będę zmuszona, gdyż prawdopodobnie będę zeznawać na sprawie rozwodowej. Jestem między młotem a kowadłem, przede mną sprawa alimentacyjna. W szkole nic po mnie nie widać. Śmieję się i pokazuję jak zawsze, sama nie do końca rozumiem mojego zachowania, ale młoda jestem - dojdę przyczyny. Przeziębienie trzyma mnie już ponad miesiąc, ostatni tydzień nie jadłam nic, piłam herbatę gdy odczuwałam głód, nieznacznie schudłam. Powróciły silniejsze bóle głowy, problemy z zasypianiem to teraz norma. Wczoraj, po 4 tabletkach nasennych od 22-02 nie mogąc zasnąć byłam na skraju płaczu, bo przecież muszę być wyspana do szkoły! Śpię po 4 godziny na dobę, stres odczuwam częściej niż pragnienie, plączę ukradkiem. To nie pierwszyzna, znam te odczucia aż nader dobrze. Trwam w tym stanie od 2 lat, od babci, lecz nigdy z takim nasileniem. Biorę leki, na szczęście nie posuwam się jeszcze do mocnych środków, ale na leki przeciwbólowe jestem już praktycznie nieczuła. Sama się sobie dziwię, bo teraz rozpoczynam związek z Y., wiem, że to zapewni, mi szczęście. On mi pomaga i chcę tego jak żyję, ale nie odczuwam potrzeby budzenia się rano. Przeraża mnie to. Dawno podejrzewałam, że przez moje podejście do świata będę miała same problemy, ale nie na niespełna rok przed 18 urodzinami. Nie wiem, czy przesadzam, jak bardzo oddałam realia mojej sytuacji i stanu. Szukam pomocy chyba po raz pierwszy aż tak się zwierzając z przeżyć, ale myślę, że nie mam już nic do stracenia, a nie chcę stanąć przed dokonanym wyborem straty. Nie wiem co robić. Nie wiem nawet czy oczekuje pomocy, ostatnie 1,5 godziny jednak pomogło. Upust uczuć daje pewną satysfakcję. Mam tylko nadzieję, że zasnę i pytanie: czy prawidłowo obrałam kierunek pomocy? Czy powinnam szukać specjalisty -neurologa czy raczej psychologa? Sama nie wiem, na ile to duch a na ile ciało doprowadziło do tego stanu. Proszę o zachowanie prywatności. K.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego to mnie boli? To nerwica czy depresja?

Witam. Mam szesnaście lat i od kilku dni strasznie boli mnie pod łopatką. Do tego dochodzi kłucie w okolicach serca. Czasem mam też taki atak, że nie mogę złapać oddechu przez dobre kilka minut, strasznie kręci mi się w głowie...

Witam. Mam szesnaście lat i od kilku dni strasznie boli mnie pod łopatką. Do tego dochodzi kłucie w okolicach serca. Czasem mam też taki atak, że nie mogę złapać oddechu przez dobre kilka minut, strasznie kręci mi się w głowie i mam uczucie, że ona mi zaraz wybuchnie. Zawieszam się bez przyczyny na kilka minut, a później nic nie pamiętam. Czytałam na internecie, że są to typowe objawy dla nerwicy serca, czy też depresji. Chciałabym jednak zasięgnąć Waszej opinii. Czy możecie mi jakoś pomóc? Doradzić coś? Chciałabym jeszcze dodać, że jestem strasznie nieśmiałą osobą, zamkniętą w sobie i żyję w ciągłym stresie i lęku.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co to znaczy, że mam zaburzenia osobowości?

Mam 31 lat i leczę się na nerwicę depresyjno-lękową, a ponadto psychiatra twierdzi, że mam zaburzenia osobowości, że to leczy się tylko terapią, nie farmakologicznie. A ja nie potrafię znaleźć psychologa, którego obdarzyłabym autorytetem. Chcę wiedzieć co mi jest, czym...

Mam 31 lat i leczę się na nerwicę depresyjno-lękową, a ponadto psychiatra twierdzi, że mam zaburzenia osobowości, że to leczy się tylko terapią, nie farmakologicznie. A ja nie potrafię znaleźć psychologa, którego obdarzyłabym autorytetem. Chcę wiedzieć co mi jest, czym się objawiają te zaburzenia osobowości, bo za wiele tego już. Ponadto żyję ze schizofrenikiem, który mnie utrzymuje - aktualnie przebywa w szpitalu psychiatrycznym (6 nawrot psychozy), on ma 35 lat ja 31 i już nie mam siły na nic. Chcę umrzeć, tylko bezboleśnie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy przyjmowanie antydepresantów może powodować tycie?

Witam serdecznie! Mam na imię Małgorzata i w tym miesiącu kończę 40 lat. Od czerwca przyjmuje SSRI w związku z depresją. Pierwsze trzy tygodnie zamiast ulgi były koszmarem; ucisk w żołądku (tak jakby ktoś wciskał mi zaciśniętą pieść), mocne bicie...

Witam serdecznie! Mam na imię Małgorzata i w tym miesiącu kończę 40 lat. Od czerwca przyjmuje SSRI w związku z depresją. Pierwsze trzy tygodnie zamiast ulgi były koszmarem; ucisk w żołądku (tak jakby ktoś wciskał mi zaciśniętą pieść), mocne bicie serca, które czułam niemal w każdej części ciała, cała jakbym pulsowała, gorąc przenikający moje ciało i wylewający się w głowie, wieczne "rewolucje" w żołądku i związane z tym rozwolnienie, potworne mdłości i wręcz jadłowstręt - czułam głód, a nie byłam w stanie jeść. Do tego dochodziło takie dziwne uczucie jak tylko wychodziłam z domu w drodze z dzieckiem do szkoły, że jeszcze chwila i zemdleję. Bałam się więc wychodzić z domu - paranoja po prostu!Teraz, po zaczynającym się 5-tym miesiącu przyjmowania leku jest dużo lepiej, a nawet były okresy, kiedy czułam się bardzo dobrze. Bywają jednak odcinki czasów, kiedy depresja nie pozwala o sobie zapomnieć - wtedy zaczynam się bać, że to jeszcze nie koniec walki, że nie mogę tak do końca zacząć normalnie funkcjonować. Rozpisałam się o tym jak żyję z depresją i w czasie jej leczenia i teoretycznie, szczególnie czytając doświadczenia i walkę innych ludzi z tą trudną chorobą mam świadomość co może mnie czekać, jak sobie przynosić ulgę, jak nie wpadać w jeszcze większe lęki itd. Mnie nurtuje jeszcze jedno zagadnienie, którego się nie doczytałam. Wiem, że jednym ze skutków ubocznych brania w/w antydepresantu może być tycie (mam tendencję i muszę całe swoje dorosłe życie bardzo uważać co i jak jadam). Jaki jest schemat tycia po tym leku? Czy tyje się właśnie od tego leku, czy jeśli już to z powodu zwiększonego apetytu, spowolnionego trybu życia, braku chęci do aktywności fizycznej, czyli m.in. na skutek spowolnienia tempa życia? Mam nadzieję, że dość dokładnie przekazałam sens mojego pytania. Czy lek ten sam z siebie może spowodować przyrost tkanki tłuszczowej? Z wielka niecierpliwością czekam na odpowiedź. Z góry bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie. Malgorzata

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie mówiąc mogę porozumieć się z kimś przez myśli - czy to normalne?

Witam, mam mały kłopot, miedzy innymi to, że nie mówiąc mogę porozumieć się z kimś przez myśli - czy to normalne? Często słyszę dziwne pytania, jestem rozkojarzony, mam problemy z mową (mówię czegoś, czego nie chcę i wtedy pogłębiam się... Witam, mam mały kłopot, miedzy innymi to, że nie mówiąc mogę porozumieć się z kimś przez myśli - czy to normalne? Często słyszę dziwne pytania, jestem rozkojarzony, mam problemy z mową (mówię czegoś, czego nie chcę i wtedy pogłębiam się w to), nie umiem skopić się na normalnym życiu, wydaje mi się, że ktoś słyszy moje myśli w autobusie. Muszę z kimś rozmawiać, ponieważ nie umiem się wyciszyć i myśleć o sobie - czego to są objawy?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to może być derealizacja?

Moje pytanie dotyczy derealizacji. Od ok. 2 lat czuję dziwny stan, tzn. coś w stylu bycia za szybą - nie mam ochoty na wyjście z domu, nie mam nawet do kogo, bo zerwałam kontakt ze wszystkimi znajomymi, po prostu w...

Moje pytanie dotyczy derealizacji. Od ok. 2 lat czuję dziwny stan, tzn. coś w stylu bycia za szybą - nie mam ochoty na wyjście z domu, nie mam nawet do kogo, bo zerwałam kontakt ze wszystkimi znajomymi, po prostu w towarzystwie czułam się dziwnie, jakbym była we śnie, najprostsze czynności sprawiają mi trudność, na nic nie mam ochoty, cały czas jestem senna, nic nie sprawia radości, nawet najbliżsi stali się tak jakby obcy, jak by mieli inne twarze. Nie umiem sobie z tym poradzić. Gdy mam wyjść z domu czuję jakby serce miało mi wyskoczyć z piersi. Boję się gdziekolwiek sama iść, wyjście na ławkę przed blok staje się przerażające, a co dopiero pójście do szkoły. Mam 20 lat, a czuję się jakbym miała co najmniej z 50 - wszytko jest trudne do zrobienia. Niedługo idę do nowej szkoły i boję się, że sobie nie dam rady. Nie umiem już rozmawiać z innymi ludźmi, od razu wali mi serce i to dziwne uczucie w głowie się pojawia - uczucie bycia we śnie oraz pojawił się u mnie brak koncentracji na czymkolwiek co utrudnia naukę, codziennie wstaję z myślą, czy w mojej głowie znowu pojawi się to dziwne coś? Tak bardzo chciałabym być tą dawna osobą, która cieszyła się życiem, którą każdy dzień cieszył, a teraz zastanawiam się, czy da się powrócić do normalności. Moim kolejnym problemem jest to, że bardzo szybko wpadam w złość i krzywdzę tym moich rodziców - bardzo tego nie chcę, ale nie umiem nad tym zapanować. Co noc śnią mi się jakieś dziwne sny, już sama nie wiem, czy to przez depresję, derealizację czy też inne świństwo, które zagościło w mojej psychice i nie może z niej się wydostać. Idca przez ulice spoglądam na ludzi, którzy są tak nierealni, a ja odosobniona. Dodam, że najlepiej czuję się w samotności, gdy jest zgaszone światło. Co to może być? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy osoba z bordeline może wychowywać dziecko ?

Proszę pani, jestem w trakcie rozwodu, żona za panny była leczona w szpitalu psychiatrycznym, tam stwierdzono bordeline. Żona mnie biła, syna biła po głowie butem. Proszę o pilną odpowiedź! Tu chodzi o 4-letniego syna, syn jest na razie ze mną.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jaki to rodzaj nerwicy?

Mam 19 lat i leczę się na psychozę. Dwa tyg. temu pojawił się lęk przed utratą kontroli nad sobą. Już całkiem boję się wyjść z domu, bo boję się, że: rzucę się na kogoś, będę coś wykrzykiwać, zniszczę coś w...

Mam 19 lat i leczę się na psychozę. Dwa tyg. temu pojawił się lęk przed utratą kontroli nad sobą. Już całkiem boję się wyjść z domu, bo boję się, że: rzucę się na kogoś, będę coś wykrzykiwać, zniszczę coś w furii. Podczas psychozy nie straciłem kontroli nad sobą więc to nie jest przyczyna. Mam jeszcze takie objawy jak lęk przed samodzielnym wychodzeniem z domu od 6 lat. Odczuwam po prostu bezprzedmiotowy lęk. Co ciekawe do szkoły nie bałem się samemu jeździć! Psychiatra zignorował moją izolację. Od dziecka boję się odbierać i dzwonić telefonem i otwierać drzwi, lecz jeśli ktoś mi każe wykonać te czynności to nie odczuwam lęku. Boję się, że we śnie kogoś zabiję albo wyskoczę z okna. Lunatykiem nie jestem. Boję się, że myślami mogę spowodować śmierć rodziców. Kiedy w nocy słyszę jakieś stukania (to nie omamy) to boję się, że to duch matki mnie straszy a ona śpi przecież w drugim pokoju. Boję się, że jestem chory na SM, bo objawy przypominają tą chorobę. Inne objawy to m.in. przewlekłe zmęczenie od miesiąca. O godzinie 11 lub trochę później odczuwam potworne zmęczenie i senność. Kładę się i leżę tak do godziny 17 i odzyskuję siły. Mam ostatnio ogromne problemy ze snem. W nocy zasypiam dopiero o 3 i śpię może ze 2 godziny. Rano odczuwam jakby zawroty głowy z szumami usznymi i uczuciem przebiegającego prądu po całym ciele. Podsypiam godzinę lub dwie po południu.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nic mnie nie cieszy, czasami nie chce mi się wstawać z łóżka i iść do pracy. Czy to objawy depresji?

Witam, mam 23 lata, jestem mężatką. Mam stałą pracę, niedawno ukończyłam studia, wybrałam się na drugie. Mam kochanego męża, ale niestety jest kierowca tira i nie ma go cały tydzień w domu. Mamy dla siebie weekendy i sporadycznie jakieś...

Witam, mam 23 lata, jestem mężatką. Mam stałą pracę, niedawno ukończyłam studia, wybrałam się na drugie. Mam kochanego męża, ale niestety jest kierowca tira i nie ma go cały tydzień w domu. Mamy dla siebie weekendy i sporadycznie jakieś dzień w tygodniu. A teraz jak doszły zjazdy weekendowe w szkole, to jest jeszcze gorzej. Nie wiem, co robić. Nic mnie nie cieszy, czasami nie chce mi się wstawać z łóżka i iść do pracy, a potem z niej wracać do pustego mieszkania, jeść sama, siedzieć całe wieczory. Mam już tego dość. Chcę, by zmienił pracę, ale nie ma gdzie. Często jestem zła, nadpobudliwa, nie chce z nim rozmawiać przez tel. Porównuje naszą sytuacje do innych, tych co mają siebie na co dzień. Zazdroszczę im, bo czasami mam potrzebę, by się do niego przytulić, gdy jest coś nie tak w pracy czy w ogóle, a jego nie ma… Nie umiem sobie z tym poradzić.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty