Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Czy czas na szpital psychiatryczny?

Mam prawie 20 lat, jestem na studiach, 1 rok, sporo osób uważa mnie za ładną, inteligentną, lecz inną niż wszystkie dziewczynę. Od niedawna zaczął się remont piętra w stanie surowym w moim domu, pieniędzy mam pod dostatkiem, na studiach radzę...

Mam prawie 20 lat, jestem na studiach, 1 rok, sporo osób uważa mnie za ładną, inteligentną, lecz inną niż wszystkie dziewczynę. Od niedawna zaczął się remont piętra w stanie surowym w moim domu, pieniędzy mam pod dostatkiem, na studiach radzę sobie całkiem nieźle. Wszystko na pozór jak w sielance. Ale...

Już od 5 lat leczę się psychiatrycznie i przyjmuję leki antydepresyjne. Niejednokrotnie na własna rękę próbowałam zrobić przerwę w przyjmowaniu leków, a nawet zaniechać leczenia (pod opieką psychologa także jestem - 4 na liście i b. dobrze się dogaduję i współpracuję). Efekt jest taki, że jak nie przyjmuje leków, to kumuluje się u mnie furia, złość, nienawiść, gniew, non stop płaczę, rozbijam naczynia, które mi się nie podobają, wyżywam się na znajomych i babci, z którą mieszkam (97 lat).

Mówię wtedy, że zniszczę dom, siebie, że będę nękać innych ludzi, co są szczęśliwi, tj. umieją się cieszyć życiem, i tych którzy maja pełną rodzinę. Ponadto tnę ręce, kiedyś brzuch, głowa mnie masakrycznie boli. Tyle o tym, co się ze mną dzieje, gdy przestaję brać leki.

W 2004 roku zmarła mi mama na raka piersi z przerzutami (miałam wtedy 14 lat), ojciec ma odebrane prawa rodzicielskie, nigdy się nie poczuwał do zajmowania się mną, nie mówiąc o wsparciu i trosce rodzicielskiej. Mama męczyła się z ojcem, często się kłócili, żadnej zgody ani wzajemnej miłości. Przez to wszystko też zawsze byłam smutna, jakbym nie miała rodziny.

W dzieciństwie byłam cholernie lękliwa bałam się zwłaszcza pozytywek i z tego, co wiem, to nie byłam z tego powodu pod opieką specjalisty, pamiętam zaś, że mama, chyba na własną rękę, podawała mi leki psychotropowe, a sama też przez zniszczone nerwy z ojcem je brała. Skutkowało to tym, że niekiedy nie potrafiłam rozróżnić, co było rzeczywistością, a co śniło mi się ostatniej nocy. Na chłopski rozum te nieznane mi leki mogły mieć wpływ na neurony.

W wieku 13 lat (czyli jak mama jeszcze żyła) zaobserwowałam u siebie częste myśli samobójcze, obniżone poczucie własnej wartości, narastające lęki o zdrowie własne i innych, porzucenie hobby, izolowanie się itd. Leczeniu poddałam się dobrowolnie i ze swojej inicjatywy. Na chwilę obecną biorę leki w kratkę, gdyż boję się, że zrobią one więcej szkód w moim organizmie niż dobrego, czasem nie chcę się leczyć wcale.

Wątpię, że zechce mnie w takim stanie chłopak (niedawno się z jednym rozstałam), bo nikt nie lubi wariatek i smutasów. Od niedawna szukam mocnych wrażeń, przypływu adrenaliny, a efektem tego jest np. seks z kolega, chęć wycieczki w nieznane tereny, najlepiej z nutką niebezpieczeństwa, żadna wycieczka typu ciepłe kraje nie rajcuje mnie, bo dla mnie to nuda, wolę jak coś się dzieje, coś nasączone tajemniczością, zgrozą, no i niebezpieczeństwem.

Nie wiem dlaczego tak mam i czy to jest rzeczywiście niepokojące? Zauważyłam także to, że kipię aż nienawiścią i nieopisanym gniewem (powód częstej furii). Postanowiłam się niszczyć na wiele sposobów, być nieżyczliwa wobec innych osób, nie wyprawiać więcej żadnych imprez (swoich urodzin zwłaszcza) ani obchodzić czyjeś. Niedobrze mi się robi, jak patrzę na ten świat, a póki co AUTODESTRUKCJA to mój jedyny cel, bo nawet kierunek studiów mnie znudził.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

O jakim zaburzeniu (zaburzeniach) mogą świadczyć niżej wyliczone objawy?

Silne napięciowe bóle głowy, nadpobudliwość nerwowa, poirytowanie, męczliwość, wewnętrzny niepokój, problemy ze snem, nałogowa masturbacja (czasem kilka, kilkanaście razy dziennie), lepiej się czuje rano aniżeli wieczorem. Słodycze (jem ich sporo) i ruch w pewnym stopniu poprawiają moje samopoczucie. Męczy mnie...

Silne napięciowe bóle głowy, nadpobudliwość nerwowa, poirytowanie, męczliwość, wewnętrzny niepokój, problemy ze snem, nałogowa masturbacja (czasem kilka, kilkanaście razy dziennie), lepiej się czuje rano aniżeli wieczorem.

Słodycze (jem ich sporo) i ruch w pewnym stopniu poprawiają moje samopoczucie. Męczy mnie dłuższe siedzenie w miejscu i bezruch. Dodam, że nie piję alkoholu, nie palę papierosów i nigdy nie zażywałem żadnych narkotyków. Z góry dziękuję za odpowiedź...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy możliwy jest nawrót stanów lękowych?

Witam, mam 27 lat, jestem kobietą, mama czteroletniego synka. Od trzech lat leczę się u lekarza psychiatry. Mam stany lękowe. Biorę też lek, który przepisała mi moja Pani doktor... Na początku bardzo źle się czułam, ale po jakimś czasie brania...

Witam, mam 27 lat, jestem kobietą, mama czteroletniego synka. Od trzech lat leczę się u lekarza psychiatry. Mam stany lękowe. Biorę też lek, który przepisała mi moja Pani doktor... Na początku bardzo źle się czułam, ale po jakimś czasie brania lekarstwa moje objawy, tzn. lęk, strach, kołatanie serca, jadłowstręt itp. zaczęły ustępować, po pewnym czasie było już całkiem okej. Przestałam bać się, że za chwilę zemdleję i zaczęłam wracać do normalnego życia.

Dawka lekarstwa została zmniejszona (0,25 mg), potem często o nim zapominałam, bo dobrze się czułam. Niestety od jakiegoś miesiąca znowu czuję się gorzej, poszłam do mojej Pani doktor, która kazała mi wrócić do dawki początkowej, tj. 5 mg. Biorę tę dawkę od środy, tj. 19.05.2010, i mam wrażenie, że czuję się jeszcze gorzej...

Studiuję i boję się jeździć do szkoły, bo boję się, że zemdleję, że będę miała atak paniki, bo jestem z dala od domu, zacznie znowu walić mi serce itp. Poza tym znowu odczuwam lęk przed jazdą pociągiem, mam jadłowstręt i nudności. Na wizytę kontrolną u psychiatry jestem umówiona na 15.06.2010 roku. Denerwuję się tym złym samopoczuciem, bo już było dobrze, a teraz znowu...

Bardzo proszę o odpowiedź. Czy to mi w końcu przejdzie? Czy no normalne, że znowu czuję się tak jak na początku leczenia? Czy tak jak wtedy poczuję się lepiej po kilku dniach/tygodniach zażywania leków? Czy mam prawo czuć się gorzej przy zwiększonej dawce, mimo że już ten lek brałam wcześniej? Z góry dziękuję za szybką odpowiedź. Monika.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mam pomóc mamie chorej na nerwice lękową?

Witam!!! Mam 28 lat i nie mogę uwolnić się od mojej mamy:( Chodzi o to, że jest (moja mama) chora na nerwice lękową od 15 lat. Mam przez to z siostrą straszne życie. Wiem, że nerwica to choroba, ale powoli...

Witam!!! Mam 28 lat i nie mogę uwolnić się od mojej mamy:( Chodzi o to, że jest (moja mama) chora na nerwice lękową od 15 lat. Mam przez to z siostrą straszne życie. Wiem, że nerwica to choroba, ale powoli nie mamy już sił. Mama wymusza na nas wszystko, dyktuje nam jak mamy żyć, moja siostra ma już męża, ja jestem w stałym związku i obydwie mamy swoje dzieci, a ona dalej traktuje nas jak małe dziewczynki i wtrąca się we wszystko, a jak nie jest po jej myśli, to od razu ma napady i wtedy nie przebiera w słowach i strasznie rani nas i naszych partnerów. Moja siostra mieszka już na swoim, ja mieszkam z moja mamą, ale chcę się wyprowadzić do innego miasta i ona się nie może z tym pogodzić. Powiedziała mi, że czuje się bezpieczniej jak jestem w domu, ale ja przecież nie mogę poświecić mojej rodziny. Zagroziła, że jeśli wyjadę, to nie mam matki, żebym już nie wracała do niej i żebym się z nią nie kontaktowała, że nie jestem jej córką. Strasznie mnie to boli, bardzo ją kocham, ale jeszcze bardziej kocham mojego synka i partnera. Boję się, że jeśli wyjadę, coś jej się stanie, bo ma napady lękowe i tym mnie trochę szantażuje. Bardzo bym chciała się przeprowadzić, mamy tam super pracę i lepsze perspektywy. Proszę, pomóżcie, może mama powinna zmienić lekarza. Nie wiem, co mam robić, nie chciałabym jej zrobić przykrości, ale nie mogę rezygnować z własnego szczęścia.

Ojciec nie chce pracować. Czy mam go utrzymywać?

Mój ojciec (62 lata) od 15 lat nie pracuje, utrzymuje go moja mama. Chociaż są po rozwodzie razem mieszkają. Ojciec nie ma swoich dochodów, jest niezdolny do utrzymania siebie, gdyż nie chce podjąć żadnej pracy. 15 lat temu miał...

Mój ojciec (62 lata) od 15 lat nie pracuje, utrzymuje go moja mama. Chociaż są po rozwodzie razem mieszkają. Ojciec nie ma swoich dochodów, jest niezdolny do utrzymania siebie, gdyż nie chce podjąć żadnej pracy. 15 lat temu miał działalność gospodarczą, która zakończyła się bankructwem i obecnie nic nie posiada.

Całymi dniami siedzi w domu przed telewizorem i nic nie robi. 25 lat temu został pozbawiony praw rodzicielskich do mnie i mojej starszej siostry. Nigdy nie płacił alimentów, wychowywała i utrzymywała nas mama. Mama 2 tygodnie temu przeprowadziła się do swojej mamy, gdyż musi się nią opiekować. Stwierdziła, że ojca już dłużej nie będzie utrzymywać. Ojciec został sam w domu. Wiem, że nie pracuje i nie ma pieniędzy, nic nie je. Czy mam przejąć "pałeczkę" od mojej mamy i teraz ja mam go utrzymywać?

Przyznam się, że mój mąż mi na to nie pozwoli, a ja nie jestem w stanie wypłacać mu około 700 zł na przeżycie. Mój ojciec nigdy nie chodził do lekarza, podejrzewam, że nie jest psychicznie zdrowy, ale na żadne badania on nie pójdzie. Bardzo proszę o radę co mam zrobić. Żal mi mojego ojca, ale szczerze powiedziawszy on nigdy się mną nie interesował.

Problemy z samookaleczeniem i halucynacje

Od kiedy pamiętam miałem obniżony nastrój, w szkole koledzy bili mnie i prześladowali. Zmieniłem szkołę i pomogło, ale na krótko. Teraz jestem w klasie maturalnej. Coraz częściej zdaje mi się, że słyszę głosy w mojej głowie-innym razem dochodzą z...

Od kiedy pamiętam miałem obniżony nastrój, w szkole koledzy bili mnie i prześladowali. Zmieniłem szkołę i pomogło, ale na krótko. Teraz jestem w klasie maturalnej.

Coraz częściej zdaje mi się, że słyszę głosy w mojej głowie-innym razem dochodzą z radia albo zdaje mi się, że ktoś coś mi mówi obraźliwego, zdaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą i mnie obrażają. Znowu powracają problemy z samookaleczeniem, zaczynam mieć halucynacje, zaburzenia pamięci, robię się agresywny.

Kilka lat temu brałem dużo leków i wąchałem klej. Czy to może mieć wpływ? (robiłem to przez pragnienie śmierci....na chwilę pomagało). Pan psycholog niezbyt mi pomógł.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ktoś jest mi w stanie pomóc?

Witam. Mam 26 lat, od ok. dziesięciu mam nerwicę. Miałam agorafobię, ale to mi na razie ustąpiło. Miałam też różne bóle w klatce piersiowej, bóle żołądka, biegunki ze strasznymi bólami brzucha. Te ostatnie leczyłam u gastrologa...

Witam. Mam 26 lat, od ok. dziesięciu mam nerwicę. Miałam agorafobię, ale to mi na razie ustąpiło. Miałam też różne bóle w klatce piersiowej, bóle żołądka, biegunki ze strasznymi bólami brzucha. Te ostatnie leczyłam u gastrologa i przeszły. Dwa razy leczyłam się u psychiatry, brałam leki, ale nie szczególnie pomogły. Obecnie nauczyłam się z tym żyć, ale jeden objaw nie daje mi spokoju. Są to duszności, ale nie takie że jak np. te, które się czuję w dusznym pomieszczeniu lub przed burzą. Moje duszności są takie, że czuję ucisk w gardle, w klatce piersiowej i wydaje mi się, jakby powietrze nie mogło mi przejść dalej do środka, nie mogę złapać takiego głębokiego oddechu, nawet jak próbuję się "zachłysnąć" tym powietrzem, czyli je tak głęboko wciągnąć to nie zawsze mi się udaje. Ten objaw mam nie tylko wtedy, gdy się zdenerwuję, ale także potrafię się obudzić rano i już mieć duszność, praktycznie później przez cały dzień. Dodam jeszcze, że podczas snu duszności mi nie dokuczają i wtedy, gdy po prostu o tym zapomnę, ale tak naturalnie, nie na siłę. Chyba ważne jest też to, że gdy problemy z dusznościami się u mnie zaczęły (jakieś 3 lata temu), najpierw dusiło mnie po jedzeniu, potem przechodziło, do następnego posiłku. Teraz już praktycznie to czy coś zjadłam, czy nie, nie ma wpływu na moje duszności. Robiłam już praktycznie wszystkie badani – EKG, tarczyca, płuca, astma – wszystko zostało wykluczone. Robiłam też gastroskopię, też nic nie wyszło. Leczyłam się u psychiatry, nic to nie pomogło, bo nawet podczas brania leków duszności, choć słabsze, jednak były. Teraz chodzę na psychoterapię, na razie tylko były 2 spotkania więc może na poprawę za wcześnie. Ostatnio pani psycholog zasugerowała, że moja nerwica może mieć w pewnej części podłoże hormonalne. Mam zespół policystycznych jajników, za wysoki testosteron i prolaktynę (o innych hormonach nie wiem, bo lekarz nie zlecił ich zbadania). Od ok. 7 lat biorę leki antykoncepcyjne na tę właśnie chorobę. Około 7 miesięcy temu przestałam je brać, ale zrobiła się torbiel na jajniku i testosteron się jeszcze podwyższył i znów musiałam zacząć brać leki antykoncepcyjne. Biorę je od 3 miesięcy. Zauważyłam, że od tego czasu moje objawy nerwicowe się nasiliły. Pytałam swojego lekarza ginekologa o związek nerwicy z hormonami, ale to zbagatelizował, kiedyś gdy leczyłam się u psychiatry też pytałam go o to samo i jego reakcja była podobna. Nie wiem, gdzie się udać, co zrobić, aby ktoś mi pomógł i abym się już nie dusiła. Jestem już u kresu wytrzymałości, bo te duszności bardzo utrudniają mi życie i normalne funkcjonowanie i nikt nie potrafi mi pomóc. Każdy lekarz rozkłada tylko ręce. Dlatego bardzo proszę o pomoc i odpowiedź na moje pytanie – czy moja nerwica i duszności mogą mieć związek z nieprawidłowym funkcjonowanie jajników i z moimi hormonami? Co ja mam teraz zrobić, gdzie się udać po pomoc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Stan "odrealnienia"

Dzień dobry. Zwracam się z prośbą dość trudną przeze mnie do opisania. A więc chodzi o to, że miewam stany, które nazwałam "odrealnieniem od rzeczywistości". Chodzi o to, że czuję się, jakbym wpadała w stan odłączenia się od świata, tzn....

Dzień dobry. Zwracam się z prośbą dość trudną przeze mnie do opisania. A więc chodzi o to, że miewam stany, które nazwałam "odrealnieniem od rzeczywistości".

Chodzi o to, że czuję się, jakbym wpadała w stan odłączenia się od świata, tzn. bardzo dobrze wiem, co się dzieje, gdzie jestem itp., jednak nie jest tak jak zwykle. Patrzę się na otaczający świat i jest on jakby za szybą. Trudniej mi się wtedy skoncentrować itp. Jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że bardzo się tego stanu boję, nie chcę, aby on powracał i co rana budzę się z nadzieją, że już tak nie będzie, sama jakby się nakręcam i znów tak się dzieje. To nie trwa cały dzień, parę godzin, dopóki o tym myślę, jak zajmę się czymś, to zapominam o tym i jest trochę lepiej.

Byłam u psychiatry, który stwierdził, że jest to objaw nerwicy i zalecił mi pójście na terapię do psychologa. Ale czy taka terapia wystarczy? Czy jak porozmawiam z psychologiem to wszystko wróci do normy? Naprawdę już mam dosyć tej obawy, żeby ten stan nie wrócił... Z czego to się bierze? Czy to jest bardzo groźne? Dlaczego mi się to przytrafiło? Nie mam aż bardzo stresującego życia, abym miała jakąś naprawdę wielką nerwicę. Chociaż może podświadomie coś jest dla mnie tak stresujące?

Chciałabym wiedzieć, od czego takie stany się biorą. Postanowiłam napisać tutaj, gdyż do psychologa jestem zarejestrowana na bardzo odległy termin, a może chociaż po odpowiedziach Państwa się uspokoję. Z góry dziękuję za odpowiedź. :)

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Hanna Markiewicz
Mgr Hanna Markiewicz

Czy już zawsze będzie źle? Czy da się odstawić leki?

Jak już wcześniej pisałam, leczę się juz ponad 1,5 roku. Ostatnio lekarz próbowała odstawić mi leki, ale niestety nie udało się, ponieważ był nawrot. Psychicznie czułam się dobrze, tylko objawy fizyczne, takie jak zawroty głowy, duszności, lęk, płacz, byłam... Jak już wcześniej pisałam, leczę się juz ponad 1,5 roku. Ostatnio lekarz próbowała odstawić mi leki, ale niestety nie udało się, ponieważ był nawrot. Psychicznie czułam się dobrze, tylko objawy fizyczne, takie jak zawroty głowy, duszności, lęk, płacz, byłam taka skołowana. Lekarz z powrotem przepisała mi te same leki, ale zauważyłam, że mam po nich gorsze samopoczucie, jestem otępiała, nie myślę racjonalnie, nie czuję się sobą, czuję, że mnie bardzo obciążają psychicznie, więcej się zamartwiam, nie mam chęci do niczego, chociaż objawy fizyczne ustąpiły. Nie wiem, co mam zrobić? Oczywiście powiem o tym lekarzowi. Ale martwi mnie to, że z tego nie wyjdę, bo czytałam, że proszki działają tylko doraźnie, a jak mi lekarz kazała odstawić, to mnie po 4 dniach z powrotem naszło to samo. Czy to dlatego, że za wcześnie próbowałam odstawić, czy może być jakiś inny powód? Już się z tym wszystkim pogubiłam, nie wiem, co mam myśleć i robić. Mam wrażenie, że tak już źle będzie zawsze. Proszę o rady.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Okresowe załamania psychiczne

Mam 25 lat. Moje życie jest pół na pół udane. Mam cudownego męża, którego bardzo kocham z wzajemnością. Mam wspaniałą rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć. Natomiast strona zawodowa oraz moja nieskończona szkoła wpędza mnie wręcz często w rozpacz. Nie...

Mam 25 lat. Moje życie jest pół na pół udane. Mam cudownego męża, którego bardzo kocham z wzajemnością. Mam wspaniałą rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć. Natomiast strona zawodowa oraz moja nieskończona szkoła wpędza mnie wręcz często w rozpacz. Nie potrafię się wziąć za siebie, raz wreszcie skończyć studiów, nie mogę znaleźć pracy.

Dodatkowo dręczy mnie fakt, że od dziecka byłam ponoć bardzo uzdolniona w różnych kierunkach. Zawsze powtarzano mi że jestem wspaniałą uczennica, że daleko zajdę w życiu. Tymczasem studia wybrałam najwyraźniej nieodpowiednie, nie tworzę już nic tak jak kiedyś (malowanie, gra aktorska, śpiewanie). Nie robię nic, co by mi dodało skrzydeł i jestem nikim sama dla siebie.

Natomiast mój problem, z którym się zwracam to pytanie: czy to już depresja? Jeżeli średnio raz, dwa razy w tygodniu od rana do wieczora płaczę i nic nie może poprawić mi nastroju. Nic mi się wtedy nie chce. Wychodzę z łóżka, z domu, staram się funkcjonować - dla mojego męża. Ostatnio coraz częściej myślę, że gdybym miała pewność, że on mi to wybaczy, pozbawiłabym się życia.

Ciągle myślę, że już mam taką osobowość, i po prostu czasem dopada mnie chandra, ale ostatnio to się dzieje za często. I wygląda coraz groźniej - moje myśli samobójcze czasem mnie samą przerażają, kiedy na przykład układam w myślach listy pożegnalne. Z drugiej strony poza tymi okresami dołka jestem osoba pogodna i uśmiechniętą, spotykam się z ludźmi, bawię się, robię plany na przyszłość i cieszę się z życia.

Bardzo proszę o pomoc. Czy mój problem jest poważny, czy niektórzy po prostu tak mają? Dodam jeszcze, że takie stany miewam od okresu dojrzewania, natomiast całą wczesną młodość łączyłam to z tęsknotą za miłością. Z moim mężem jestem od pięciu lat i teraz moje smutki skupiają się na innych problemach. Ale jak były, tak są ze mną nadal.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

O czym świadczą te moje dziwne objawy?

Witam serdecznie, mam 20 lat, jestem kobietą. Od jakiś 2 tygodni utrzymuje się u mnie dziwny stan – bóle w mostku nie ustępujące w ogóle, ucisk, do tego często długotrwałe kłucia serca. Ciągle mam problemy z oddychaniem, czuję się, jakby... Witam serdecznie, mam 20 lat, jestem kobietą. Od jakiś 2 tygodni utrzymuje się u mnie dziwny stan – bóle w mostku nie ustępujące w ogóle, ucisk, do tego często długotrwałe kłucia serca. Ciągle mam problemy z oddychaniem, czuję się, jakby brakowało mi powietrza, ciężko się oddycha. Do tego bóle pleców po lewej stronie pod łopatką czasami lub bóle od karku po całym kręgosłupie, który utrzymuje się cały czas. Myślałam, że to nerwy, brałam tabletki na uspokojenie i nie pomagało, stan ciągle się utrzymuje i pogarsza. Przy większym wysiłku czuję brak powietrza i źle mi się oddycha. Zrobiłam badania. W wyniku moczu pokazało osad – krwinki czerwone mam do 2. Co to oznacza??? Ogólnie reszta mieści się w normie, jaka jest ustalona. We krwi też okej, tak mi się wydaje. Co to może być i co dalej robić, na co się leczyć? Jakie badania zrobić? Ekg zrobiłam, z tego co widziałam jest okej. Jutro jeszcze lekarz zobaczy, który pewnie stwierdzi, że to nerwica, bo wyniki dobre, ale nie sądzę, żeby to z nerwowo było... bo ich nie mam.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Zaburzenie schizoafektywne

Witam. Leczyłem się na depresję z objawami psychotycznymi, lecz teraz lekarz zmienił mi diagnozę na zaburzenia schizoafektywne. Czyli stałem się schizofrenikiem i posiadam autyzm oraz rozpad osobowości?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Schizofrenia po "trawce"

Trudno mi o tym pisać, nigdy bym nie pomyślał, że będę na stronie typu tej się wypowiadał, no ale cóż A więc, może to głupio zabrzmi, ale z 2 lata temu przez pewna grupę znajomych poznałem jak by to ując...

Trudno mi o tym pisać, nigdy bym nie pomyślał, że będę na stronie typu tej się wypowiadał, no ale cóż A więc, może to głupio zabrzmi, ale z 2 lata temu przez pewna grupę znajomych poznałem jak by to ując technikę"obgadywania". Działa to na zasadzie, że kogoś można obgadywać nawet, gdy się jest przy tej osobie, np. ale to drzewo jest brzydkie itd. a to ciągle się mówi o tej osobie i nawet nic nie o tym nie wie, jeszcze się z tego śmieje i to potwierdza. Wszystko ładnie, pięknie, lecz kiedyś bylem na nocce u kumpli i stosowali ta "technikę" na mnie. I od tamtej pory zdarza mi się, że wszyscy wokół mnie tą technikę stosują, rzadko ale zdarza mi się to nieraz to, że zwykłej rozmowy podsumuje i to w rozmowie w 4 oczy, a nie z kilkoma osobami. Do tego czasami dobrze nie umiem ułożyć zdań, co wychodziło mi kiedyś bardzo dobrze, nie chodzi o to, że gadam jak jakiś KALI tyle, że czasami jakoś dziwnie układam zdania i to najczęściej z tymi osobami co myślę, że mnie ta techniką obgadywali. Zastanawiam się właśnie, czy to nie przypadkiem schizofrenia? W sumie jak czytałem o tym artykuły, to nie ma czegoś takiego, że się zamykam w sobie, nie tracę kontaktu ze światem zewnętrznym, jestem dalej zabawna, osoba która rozwija swoje znajomości, mam dużo kumpli. Bardzo dużo osób mnie lubi, jestem osoba towarzyska. Lecz zastanawiam się właśnie nad tą moją mową i wkręcaniem sobie, że ktoś mnie obgaduje, przeważnie jak tak właśnie mi się wydaje, to dopiero mam tą wadę mowy tzn. źle składam zdania. Czekam na odpowiedzi specjalistów. Z góry bardzo dziękuję. Proszę mi tylko nie pisać, że mam iść do szpitala, czy coś w tym stylu, bo nie mam zamiaru, chce się tylko dowiedzieć czy jest taka możliwość, że mam tą chorobę, jeśli mam sam sobie z nią poradzę, mam silną wolę. Może bardzo ważną rzeczą w pomocy Wam nad moim pytaniem będzie fakt, że czasami sobie zapalę marihuanę, może to też przez to? Proszę na szybką odpowiedź. No i dodam jeszcze, że spędzam często czas wolny na dworze i to nie samotnie : P bo tam w tych artykułach o schizo. były takie objawy jak osamotnienie, a więc ja czegoś takiego nie mam, często chodzę na imprezy itd. Ok to na tyle, proszę na szybką odpowiedź. Dzięki. Jestem mężczyzną i mam 17 lat.

odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Agnieszka Urbanowicz
Mgr Agnieszka Urbanowicz

Nie mam już siły

W grudniu przeżyłam swój pierwszy epizod psychotyczny. Od tego czasu jestem na r**** 1 mg. Wszystko było by ok, gdyby nie ta ciągła myśl, że się zmieniłam. Dawniej miałam chęć do życia, byłam bardzo wesoła, optymistycznie nastawiona do świata,...

W grudniu przeżyłam swój pierwszy epizod psychotyczny. Od tego czasu jestem na r**** 1 mg. Wszystko było by ok, gdyby nie ta ciągła myśl, że się zmieniłam. Dawniej miałam chęć do życia, byłam bardzo wesoła, optymistycznie nastawiona do świata, zwariowana nastolatka, komunikatywna. Teraz chęci do życia brak, nie odczuwam uczuć, a co najgorsze izoluje się od ludzi.

Strasznie boję się kontaktu. Denerwuję się na spotkaniach z ludźmi, zwłaszcza z obcymi, do tego stopnia, że drżą mi ręce, okropnie się boję rozmów z ludźmi, czuje się niepełnosprawna umysłowo, nie mam nic do powiedzenia, ciągle mam pustkę w głowie. Czuje to, że ludzie traktują mnie jak sierotę, bo jeżeli się prawie nic nie odzywam, to jak inaczej, mogą mnie traktować.

Czyż to możliwe, że po takim epizodzie się tak mogłam zmienić, czy to przez leki, czy jest jeszcze szansa bym była ta dawna dziewczyna? Proszę bardzo o odpowiedź

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Uczucie bycia obgadywanym a schizofrenia

Trudno mi o tym pisać, nigdy bym nie pomyślał, że będę na stronie typu tej się wypowiadał, no ale cóż A więc, może to głupio zabrzmi, ale z 2 lata temu przez pewna grupę znajomych poznałem jak by to ując...

Trudno mi o tym pisać, nigdy bym nie pomyślał, że będę na stronie typu tej się wypowiadał, no ale cóż A więc, może to głupio zabrzmi, ale z 2 lata temu przez pewna grupę znajomych poznałem jak by to ując technikę"obgadywania". Działa to na zasadzie, że kogoś można obgadywać nawet, gdy się jest przy tej osobie, np. ale to drzewo jest brzydkie itd. a to ciągle się mówi o tej osobie i nawet nic nie o tym nie wie, jeszcze się z tego śmieje i to potwierdza. Wszystko ładnie, pięknie, lecz kiedyś bylem na nocce u kumpli i stosowali ta "technikę" na mnie. I od tamtej pory zdarza mi się, że wszyscy wokół mnie tą technikę stosują, rzadko ale zdarza mi się to nieraz to, że zwykłej rozmowy podsumuje i to w rozmowie w 4 oczy, a nie z kilkoma osobami. Do tego czasami dobrze nie umiem ułożyć zdań, co wychodziło mi kiedyś bardzo dobrze, nie chodzi o to, że gadam jak jakiś KALI tyle, że czasami jakoś dziwnie układam zdania i to najczęściej z tymi osobami co myślę, że mnie ta techniką obgadywali. Zastanawiam się właśnie, czy to nie przypadkiem schizofrenia? W sumie jak czytałem o tym artykuły, to nie ma czegoś takiego, że się zamykam w sobie, nie tracę kontaktu ze światem zewnętrznym, jestem dalej zabawna, osoba która rozwija swoje znajomości, mam dużo kumpli.

Czy to już choroba psychiczna?

Słyszę glosy w mojej głowie, szczególnie kiedy usiłuję zasnąć, czasem dyskutują ze sobą, kłócą się. Czasem jest ich dwóch, a czasem cała masa przekrzykujących się (nie dzieje się to często, raczej miałam taki okres przez parę miesięcy, że nie byłam...

Słyszę glosy w mojej głowie, szczególnie kiedy usiłuję zasnąć, czasem dyskutują ze sobą, kłócą się. Czasem jest ich dwóch, a czasem cała masa przekrzykujących się (nie dzieje się to często, raczej miałam taki okres przez parę miesięcy, że nie byłam sobą i działy się takie rzeczy, potem długo spokój, a dziś znowu głos. To nie są moje myśli, to inny glos wypowiadający jakieś zdanie bezsensowne do sytuacji i budzący mnie, kiedy zasypiam. Kilka razy budziłam się w nocy, słysząc w głowie jakby muzykę ustawioną na cały regulator. Nie mogę spać, zasypiam i budzę się po godzinie... Potem całą noc nie mogę spać. Jakiś czas temu miałam okres, który tłumaczyłam sobie, a raczej zaczęłam sobie wkręcać, że mamy w domu duchy... tak się bałam, że nie dość, że nie mogłam spać, to jeszcze budziłam się w nocy zlana potem. Właśnie wtedy zaczęłam słyszeć głosy w głowie. Oprócz tego wrażenie w półśnie, jakbym łatała nad łóżkiem i kręciła się w kółko. Teraz nie czuję się wyobcowana, nie stronię od ludzi, wręcz przeciwnie, ale był długi czas, kiedy byłam baaardzo zamknięta, wręcz mieszkając ze znajomymi nie wychodziłam z pokoju, żeby ich nie spotkać :/ Byłam totalnie odcięta od rzeczywistości... tak naprawdę dzisiaj, kiedy znów słyszałam głos w głowie, zaczęłam szperać w Internecie i wiem, że to objaw schizofrenii, i zapisałam się na wizytę u psychiatry. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak sobie poradzić ze stanami lękowymi?

Witam, obecnie mam 25 lat, w latach liceum ostro imprezowalam... nie dosypiałam, dragi, alkohol, papierosy... Po liceum już tylko alkohol. Nie zalewałam się codziennie, ale wystarczająco często, aby winą za moje samopoczucie obwinić używki. Do tego miałam chyba...

Witam, obecnie mam 25 lat, w latach liceum ostro imprezowalam... nie dosypiałam, dragi, alkohol, papierosy... Po liceum już tylko alkohol. Nie zalewałam się codziennie, ale wystarczająco często, aby winą za moje samopoczucie obwinić używki. Do tego miałam chyba anoreksję czy coś, bo często wywoływałam wymioty, świadomie jadłam kilo ciastek, a potem szłam do łazienki... bo wiedziałam, że się tego pozbędę. Jakiś czas temu zasłabłam na ulicy i od tamtej pory nie wynurzam się z domu, ponieważ odczuwam dyskomfort w miejscach publicznych. Mam zawroty, gdy wyjdę na dwór, słaba jestem, czasem coś mi drętwieje, zarwie mnie czy serducho szaleje i zimny pot oblewa. Od tego omdlenia przystopowałam z alkoholem, fajek nie palę i nie ćpam nic. To było 4 lata temu. Dziwię się temu, gdyż zawsze byłam duszą towarzystwa... uwielbiałam ludzi, muzykę, hałas... niczego się nie bałam, a teraz mam nawet lęk wysokości! Wczoraj spojrzałam na lustro i poczułam lęk, po czym szybko te myśli odsunęłam, gdyż wytłumaczyłam sobie, że tego byłoby dość, gdybym się jeszcze luster bać zaczęła. Mam jakieś dziwne stany lękowe, czasem ni stąd, ni zowąd, robię się podenerwowana, oddech mi szaleje, sucho w ustach się robi, drżę... masakra... parę miesięcy temu był już luz z tymi stanami, jednak poluzowałam z alkoholem i miesiąc piłam... codziennie prawie co najmniej 2 piwka były... aż nie trzasnęło mnie znów na ulicy, jak te 4 lata temu... zawroty, słabości, lęk, drżenie, ulica wydawała się niesamowicie hałaśliwa, a budynki przerażająco wielkie... ludzie obcy... brr, odstawiłam piwo i zaczęłam dbać o siebie. Po ok. 2 tyg. te najsilniejsze lęki tak jakby zanikały, ale nie zupełnie. Tzn. te stany wyglądają tak: nie mogę przełknąć śliny, mam ciasno w gardle, czuję ścisk w żołądku, drżę, tracę kontakt z rzeczywistością - nie mdleję, po prostu odczuwam derealizacje i depersonalizacje, taką mega. Boję się wtedy ludzi tak jakoś. Chce mi się płakać, czuję się bezsilna, chcę się skulic... niech nikt nie patrzy... Chcę być sama, a najlepiej to bym weszła do szafy i tam siedziała, dosłownie, tak mnie wszystko przeraza! No i zauważyłam właśnie, że ten stan, pojawia się także zawsze na kacu. Toteż przestałam pić... no w sumie nie piłam 2 tyg... no bo aż dziwne, żeby nawet po jednym piwku na drugi dzień się tak fatalnie czuć! No i te myśli dziwne... jak zostaje sama z małym dzieckiem (nie moim), to czasem patrzę na nie i tak jakby mam wrażenie, że zaraz je skrzywdzę, że uderzę czy coś... że strącę świadomość np. i w afekcie je zabiję, a potem nie będę wiedziała, że to ja zrobiłam... rozumiecie? Trochę się zakręciłam... no boję się właśnie tych stanów, tych chwil, gdy sam na sam mam z dzieckiem zostać... boję się, że w czyjejś obecności zacznę krzyczeć albo się rozbierać...ja pierd...ykam... kurde... właśnie do tego w sumie dążyłam. Moje pytanie brzmi: czy to nie jest początek jakiejś choroby psychicznej? Schizofrenii jakiejś czy psychozy, czy coś? I czy gdy odstawie nawet te pojedyncze piwka, to mogę się pozbyć tych stanów lękowych i moich paranoi? Kasy nie mam na psychologów, bo na jednej wizycie się nie kończy... Podchodzę do NLP, ale samemu to ciężko... do psychiatry nie pójdę, gdyż nie dam się namówić na żadne ogłupiacze... chcę po prostu wiedzieć, czy mam się... bać?

Jak sobie poradzić z nadmiernym przeżywaniem wydarzeń?

Witam. Jestem nastolatką w drugiej gimnazjum. Wydaję mi się, że mogę mieć nerwicę. Boję się jednak pójść do specjalisty. Rozmawiałam na ten temat z mamą, ale i tak nie powiedziałam jej zbyt wiele, bo czułam się z tym nieswojo.... Witam. Jestem nastolatką w drugiej gimnazjum. Wydaję mi się, że mogę mieć nerwicę. Boję się jednak pójść do specjalisty. Rozmawiałam na ten temat z mamą, ale i tak nie powiedziałam jej zbyt wiele, bo czułam się z tym nieswojo. Poza tym, jestem osobą bardzo wrażliwą i przeżywającą nadmierne wszystko co nasila moje lęki i obawy. Mam też niską samoocenę. Problem miałam chyba od zawsze. Odkąd pamiętam kontakty z rówieśnikami sprawiały mi problem. Bałam się sama gdzieś jeździć, wyjść z domu. Zawsze czułam i czuję się lepiej gdy ktoś ( kogo znam) jest obok, odprowadza mnie. Najgorszy jest ten początek spotkania. Sprawia mi problem dojechanie gdzieś, w konkretne miejsce, czekanie na tą osobę lub gdy już jest to do niej podejść. Okropnie się też czuję, gdy ktoś na mnie patrzy. W szkole siedzę ciągle pod klasą, wyjście do sklepiku szkolnego lub przejście przez korytarz gdzie jest dużo osób sprawia mi duży problem. Gdy widzę, że ktoś mnie obserwuje, spuszczam głowę, odwracam wzrok. ''Otwieram'' się tylko przy osobach, które naprawdę dobrze znam. To z nimi najczęściej gdzieś idę, nigdy sama. Czasami objawia się też u mnie nagła gadatliwość. W sytuacjach stresowych, zaczynam mówić jakieś nawet bez sensu rzeczy do koleżanki, od tak, aby coś mówić. Gdy jestem zmuszona być w miejscu publicznym sama, wyciągam telefon, aby nie skupiać się na ludziach, żeby nie widzieć ich wzroku. Odczuwam także lęk przed dzwonieniem gdziekolwiek. Problem występuje też w komunikacji miejskiej. Do szkoły dojeżdżam tramwajem. Najczęściej są tłoki. Napada mnie wtedy taki nagły lęk. Duszności, uciskanie w gardle, szybkie bicie serca, uczucie omdlenia. A gdy wiem, że już zaraz będę musiała wysiąść to wszystko się nasila. Lęk nasila się też, gdy muszę wejść do pomieszczeń gdzie jest już duża grupa innych ludzi. Kłopot mam też w sprawach sercowych. Głównie chodzi o spotkania z płcią przeciwną. Boję się. Nie wiem czego. Tu nie chodzi o to, że odczuwam strach, że źle wypadnę czy, że nie będę miała o czym rozmawiać. To jest nieokreślony lęk. Nigdy go nie zrozumiem. Niestety ogranicza on moje kontakty. Kontaktów nie mam całkiem ograniczonych. Owszem, mam znajomych. Przy nich potrafię się bardziej 'otworzyć', rozweselić. Jednak gdy wracam do domu często płaczę. Choć, nie jest to tak, że jestem ciągle chodzę smutna, to coraz częściej bywają dni, kiedy ciągle jestem przygnębiona. Jak już wspomniałam, wszystkim się przejmuję. Jest jeszcze jedna, chyba istotna rzecz. Kiedy pojawia się w moim życiu coś, co bardzo mnie stresuje. Egzamin, wyjazd, itp. to następnego dnia, po takim ogromnym lęku, bolą mnie cały dzień miejsca w okolicy szyi, węzłów chłonnych. Często słyszę "wyrośniesz z tego". Jednak miesiące, lata mijają a problem nie znika. Nie wiem co mam już robić...
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Ciągłe huśtawki nastroju

W nocy nie mogę spać,jestem poddenerwowana, w głowie ciągle natłok negatywnych myśli. Nic mnie nie cieszy, jestem zła na wszystko, krzyczę na dziecko (potem tego żałuję), myślę o samobójstwie i już wybieram datę, kiedy i jak, jednak gdy leżę...

W nocy nie mogę spać,jestem poddenerwowana, w głowie ciągle natłok negatywnych myśli.

Nic mnie nie cieszy, jestem zła na wszystko, krzyczę na dziecko (potem tego żałuję), myślę o samobójstwie i już wybieram datę, kiedy i jak, jednak gdy leżę koło synka i patrzę jak on śpi, to myślę, że nie mogę tego zrobić. Jednego dnia mam dosyć wszystkiego, a innego mam wielkie plany na przyszłość. Jestem rozbita, mam niecałe 30 lat.

Wiem, że tym, co się dzieje niszczę moją rodzinę, nie potrafię dogadać się z mężem, on mnie nie rozumie. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Skoki ciśnienia podczas lęku i ataku paniki

Witam, nazywam się Paweł i mam 33 lata. Mam zdiagnozowaną nerwicę lękową. Leczę się na nią już ok. 10 lat. Leczę się preparatem paroksetyny. Pierwszy raz rok z przerwą 1 roku, a następnie 2 lata z przerwą 1,5 roku. W...

Witam, nazywam się Paweł i mam 33 lata. Mam zdiagnozowaną nerwicę lękową. Leczę się na nią już ok. 10 lat. Leczę się preparatem paroksetyny. Pierwszy raz rok z przerwą 1 roku, a następnie 2 lata z przerwą 1,5 roku. W czasie zażywania ww. preparatu wszelki objawy nerwicy ustąpiły. Po odstawieniu leku, wracały. Wówczas nie uczęszczałem na psychoterapię. Obecnie jestem już po 10 sesji psychoterapeutycznej. Na razie nie widać żadnej poprawy mojego samopoczucia. Mam ciągłe stany lękowe i raz na 2-3 dni napady paniki. Wówczas ratuję się preparatem benzodiazepiny. Po ostatniej konsultacji psychiatrycznej zasugerowałem mojemu lekarzowi powrót do paroksetyny. Stwierdził on, że nie widzi takiej potrzeby, ale jeśli ma mi to poprawić komfort życia, to mogę do leku wrócić. Ostatnimi czasy zauważyłem, że podczas trwania lęku i podczas ataku paniki dostaję silnych bólów głowy i skoków ciśnienia krwi. Podczas ostatniego ataku moje ciśnienie wyniosło 180/110. Chociaż mam badania kardiologiczne, z których nic nie wynika. Lekarz nie stwierdził u mnie również choroby nadciśnieniowej. Moje ciśnienie zwykle ma 120/80. Boję się, że moje ataki mogą skończyć się zawałem lub wylewem krwi do mózgu ze względu na tak wysokie ciśnienie. Dlatego zacząłem je kontrolować nawet kilkanaście razy dziennie. Domyślam się, że taka ilość pomiarów jest za częsta, niemniej jednak jest to silniejsze ode mnie. Każdy ból głowy lub sztywnienie karku od razu wiążę się z wylewem lub zawałem. Chciałem zapytać, czy tego typu skoki ciśnienia są rzeczywiści groźne dla organizmu i czy powinienem się z tym gdzieś zgłosić. W tym miejscu chciałem dodać, że po zastosowaniu benzodiazepiny, a tym samym "zażegnaniu" lęku, ciśnienie powraca do normy. Wysokie ciśnienie występuje jedynie podczas lęku. Bardzo się tym martwię i nie daje mi to spokoju. Zarówno mój psycholog, jak i psychiatra, nie dają mi jednoznacznej odpowiedzi na moje pytanie. W związku z tym może otrzymam je od Państwa. Z poważaniem

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty