Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Problemy z pełnym wdechem

Witam, od dłuższego już czasu mam problemy z oddechem w niektórych sytuacjach. Postanowiłem o tym napisać... może ktoś mi pomoże. Mianowicie, mój problem polega na tym, że w ciągu dnia pod wpływem napięcia mięśniowego ogólnego (które nie jest spowodowane żadnym...

Witam, od dłuższego już czasu mam problemy z oddechem w niektórych sytuacjach. Postanowiłem o tym napisać... może ktoś mi pomoże. Mianowicie, mój problem polega na tym, że w ciągu dnia pod wpływem napięcia mięśniowego ogólnego (które nie jest spowodowane żadnym konkretnym powodem, po prostu się pojawia), nie mogę złapać pełnego oddechu. Chcę mi się momentalnie ziewać, ale nie mogę tego zrobić. Czuję, że biorę niepełny oddech i mój wydech jest o wiele krótszy niż normalnie. Mam problemy z mową (szybko mówię), chodzę do logopedy - twierdzi on, że to problem stresu, ale ja się niczym nie stresuję... To znaczy nie jest to powodem jakiegoś określonego stresu, wynikającego z konkretnych sytuacji... po prostu jest napięcie niczym nie spowodowane... Jak sobie z tym radzić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co mi jest? Czy to nerwica?

Witam. Jestem 17-letnią dziewczyną, która do niedawna naprawdę cieszyła się życiem. Od zawsze byłam ambitna i często przez to, że chciałam wszystkiego spróbować, niektórych spraw nie doprowadzałam do końca. Uśmiechałam się częściej niż płakałam, a kiedy płakałam, to najczęściej z...

Witam. Jestem 17-letnią dziewczyną, która do niedawna naprawdę cieszyła się życiem. Od zawsze byłam ambitna i często przez to, że chciałam wszystkiego spróbować, niektórych spraw nie doprowadzałam do końca. Uśmiechałam się częściej niż płakałam, a kiedy płakałam, to najczęściej z radości! Nie miałam na co narzekać - wspaniali rodzice, bardzo dobre oceny, wspaniali przyjaciele i chłopak.

Od miesiąca jest źle... mam dość nowej szkoły. Mimo starań, nic mi nie wychodzi, doprowadza mnie to do szału. Miesiąc temu zemdlałam pierwszy raz. Zrobiłam badania i wszystko było bez zarzutów. Przed świętami straciłam świadomość podczas przerwy. Trafiłam do szpitala - tam okazało się, że mam niski poziom TSH (bodajże) i w EEG głowy wyszły mi zmiany w części ciemieniowo-skroniowej (nie wiem dokładnie, co to znaczy). Od zawsze cierpiałam na nadciśnienie, jednakże ostatnio naprawdę zaczęło mi ono dokuczać - ciśnienia miewałam rożne - od 140/90 do 160/120. W szkole potrafiłam dostać takiego bólu głowy, że nie byłam w stanie się ruszyć, od razu występowały bóle w klatce piersiowej i skoki ciśnienia. Zauważyłam, że złe samopoczucie występowało wtedy, kiedy miałam najwiecej nauki i najbardziej się stresowałam.

Od jakiegoś czasu nie mam na nic ochoty, mam myśli samobojcze i jedną próbę samobójczą za sobą - niestety, a może i stety, nieudaną. Szybko się denerwuję i byle co wyprowadza mnie z równowagi, potrafię płakać bez powodu. Mimo dobrego ciśnienia, mam wrażenie, że serce mi zaraz wyskoczy. Nie wiem, co tak naprawdę się ze mną dzieje... Denerwują mnie wahania nastroju, brak ochoty na cokolwiek, lęk przed szkołą tak paniczny, że zaciska mi się żołądek, robi mi się gorąco i mam wrażenie, że zaraz się przewróce, obgryzam paznokcie, ulgę odnajduje albo w płaczu albo w krzyku. Nie cierpię na bezsenność, ale często budzę się niewyspana, bo np. miałam koszmary... Proszę o pomoc.

PS Od kilku dni biorę leki uspokajające.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc komuś, kto odmawia pomocy?

Mój szwagier ma 34 lata. Jest kawalerem, mieszka z rodzicami, prostymi ludźmi. Nie ma znajomych, dziewczyny, jest zagubiony, samotny. Stan ten trwa już kilka lat i jest coraz gorzej. Obecnie doszło już do tego, że szwagier nie ogląda nawet telewizji,...

Mój szwagier ma 34 lata. Jest kawalerem, mieszka z rodzicami, prostymi ludźmi. Nie ma znajomych, dziewczyny, jest zagubiony, samotny. Stan ten trwa już kilka lat i jest coraz gorzej. Obecnie doszło już do tego, że szwagier nie ogląda nawet telewizji, nie rozmawia praktycznie z rodziną. Ma coraz gorszy apetyt, jest przeraźliwie chudy. Wypija ogromne ilości kawy i pali papierosy. Po pracy (fizyczna praca w zakładzie stolarskim) tylko śpi w swoim pokoju. Rodzina wielokrotnie namawiała go na leczenie, ale on odmawia, twierdząc, że nic mu nie jest. Matka wzywała nawet psychiatrę do domu (prywatnie), ale szwagier nie chciał z nim nawet słowa zamienić. Psychiatra stwierdził, że nic mu nie pomoże, bo chory musi sam chcieć się leczyć, i poszedł. Czy to nie jest jakiś absurd? Jak mu pomóc? Rodzice męża są już starsi i sami schorowani. Rodzeństwo ma swoje rodziny i nie za bardzo interesuje ich fakt, że ich brat sam nie chce się leczyć. Czy jest jakieś rozwiązanie w tej sprawie? Czy można go jakoś namówić na leczenie lub zmusić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Zastanawiam się co mi dolega...

Witam. Od około pół roku coś się ze mną dzieje. Schudłam, ważę teraz 43 kg przy 168 cm. Od razu muszę dodać, że nigdy nie byłam gruba. Gdy zaszłam w ciążę, ważyłam 48 kg. I taka waga mniej więcej...

Witam. Od około pół roku coś się ze mną dzieje. Schudłam, ważę teraz 43 kg przy 168 cm. Od razu muszę dodać, że nigdy nie byłam gruba. Gdy zaszłam w ciążę, ważyłam 48 kg. I taka waga mniej więcej cały czas mi się utrzymywała. Mam 31 lat. Tylko teraz właśnie schudłam... Byłam u neurologa, bo odczuwałam bóle pleców. Wszystko w porządku. Byłam u gastrologa. Badania dobre. Nie mam helicobactera - wyleczyłam w czerwcu. Nie mam pasożytów, wrzodów, hormony tarczycy też okej. Muszę dodać, to co jest ważne. Jestem osoba bardzo nerwową. Ostatnio nawet płaczliwą i rozdrażnioną. Są dni kiedy jest ciut lepiej. A czasami to nie mam na nic chęci. Dusi mnie w piersiach, ciśnie, żołądek robi się twardy, sztywny, odczuwam w zasadzie nieustanny lęk i niepokój. W listopadzie 2 razy byłam na pogotowiu - miałam potworne kołatania serca, wręcz nie mogłam oddychać. Wreszcie 2 tygodnie temu byłam u pschiatry. Dostałam lek, który miał zlikwidować u mnie ten lęk. Niestety, po 2 dawkach czułam się potwornie źle i odstawiłam. Biorę lek w syropie rano i wieczorem, to mnie nawet wcyisza. No, ale nie ma dnia bez czegoś takiego. Nie mam już sił chodzić po lekarzach. Chciałabm normalnie żyć, śmiać się, a jestem ciągle nerwowa. Dodam, że atmosfera w domu nie sprzyja wyzdrowieniu, ostatnio dużo miałam problemów i spraw na głowie... Może to mnie tak przytłoczyło. Co mam dalej zrobić, to już trwa kilka miesięcy. Źle mi z tym jest. Proszę o pomoc. Dodam, że funkcjonuję raczej normalnie, tzn. pracuję, zajmuję się domem, jestem nauczycielką, mam mnóstwo roboty, brakuje mi czasu dla dziecka. Chciałabym się wyciszyć, ale jak...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Katarzyna Janota
Lek. Katarzyna Janota

Jak mam sobie poradzić w walce z samą sobą?

Witam. Jestem 20-letnią, bardzo ambitną kobietą. Od niedawna rozpoczęłam nowy rozdział w życiu, zaczęłam uczęszczać na wymarzone studia, poznałam wspaniałego mężczyznę, przy którym czuję się najszczęśliwszą kobietą na świecie i z którym jestem już ponad 11 miesięcy. Mam grono sprawdzonych...

Witam. Jestem 20-letnią, bardzo ambitną kobietą. Od niedawna rozpoczęłam nowy rozdział w życiu, zaczęłam uczęszczać na wymarzone studia, poznałam wspaniałego mężczyznę, przy którym czuję się najszczęśliwszą kobietą na świecie i z którym jestem już ponad 11 miesięcy. Mam grono sprawdzonych przyjaciół, którzy starają się być zawsze blisko mnie. Mam nieidealną, chodź kochającą mnie rodzinę... a mimo to czuję się najbardziej samotną osobą na świecie... Nie potrafię zrozumieć samej siebie i pragnęłabym być taką kobietą, jak kiedyś, zawsze uśmiechniętą i szczęśliwą. Nie potrafię dłużej już znosić samej siebie, nie jestem już tą pewną siebie osobą, którą byłam dawniej. Mam niekontrolowane napady złości, które krzywdzą najbliższe mi osoby. Nie potrafię panować nad swoimi nerwami. Wielokrotnie zażywałam liczne leki uspokajające, jednak one tylko jeszcze bardziej mnie pobudzały. Owszem, zawsze byłam bardzo nerwową kobietą, ale jak dotąd udawało mi się nad tym wszystkim zapanować... aktualnie jeszcze do tego doszło poczucie beznadziejności, bezradności i poczucie winy, że krzywdzę wszystkich wokół siebie. Czuję jakby mieszkała we mnie obca osoba... Nic mnie nie cieszy, chodzę ciągle przygnębiona i zażenowana własnym zachowaniem. Przestałam spotykać się regularnie ze swoimi znajomymi, a znajomych mojego chłopaka odtrącam coraz częściej swoim zachowaniem (czuję, że robię to celowo), co ogranicza i mnie, i jego. Ogromnie się boję, że przez swoją "depresję" i niekontrolowane napady złości stracę to wszystko, na co, pomimo swojego wieku, ciężko pracowałam. Nie chcę dłużej już ranić swoich bliskich i siebie. Ciągle przepraszam otaczający mnie świat za swoje zachowanie... a to zaczyna męczyć już nie tylko mnie, ale również otaczających mnie ludzi. Ja i mój mężczyzna od niedawna mamy problemy zdrowotne. On ma przechodzić niedługo operację, a ja dowiedziałam się od lekarza, że urodziłam się bez jednego jajnika oraz jajowodu. Czy to może być przyczyną tak nagłej zmiany nastroju? Zapomniałam dodać, że wszystkie powyżej wymienione objawy towarzyszą mi i nasilają się od ok. 2 miesięcy (silna nerwica od ponad paru lat). Bardzo bym prosiła o pomoc. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że powinnam z tym pójść do specjalisty, jednak wolałabym jednocześnie zacząć walczyć z tym sama. Co mam robić? Skąd bierze się mój ciągły lęk i tak silna nerwica? Czy naprawdę mam depresję? Proszę, pomóżcie. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co zrobić, gdy leki nie skutkują?

W 1998 roku zachorowałem. Objawy to głównie lęk. Zostałem skierowany na psychoterapię oraz dostałem trójpierścieniowy lek przeciwdepresyjny, po którym nastąpiła poprawa. Jednak w klinice odstawiono leki i wpadłem w głęboką depresję. W takim stanie po 10 tygodniach zostałem wypisany do...

W 1998 roku zachorowałem. Objawy to głównie lęk. Zostałem skierowany na psychoterapię oraz dostałem trójpierścieniowy lek przeciwdepresyjny, po którym nastąpiła poprawa. Jednak w klinice odstawiono leki i wpadłem w głęboką depresję. W takim stanie po 10 tygodniach zostałem wypisany do domu. Leczyłem się w poradni, brałem leki trójpierścieniowe oraz SSRI. Największą poprawę stwierdzono  po leku trójpierścieniowym, po czym odstawiłem lek i stan zdrowia trwał 3 lata. W maju 2005, wskutek stresów, znów zachorowałem. Dostałem ten sam lek, ale poprawę czułem dopiero po wieczornej dawce, rano koszmar. Trafiłem do szpitala, gdzie zmieniono leczenie na lek z grupy SSRI.  6 tygodni bez efektu. Następnie kolejny preparat z tej grupy przez 3 miesiące – bez efektu. Wypisano mnie do domu, gdzie lekarz zalecił jeden lek oraz drugi. Było odrobinę lepiej, wskutek tego lekarz odstawił pierwszy, a zalecił inny 100 mg plus 60 mg tego drugiego. Poczułem się dobrze, jednak po 2 miesiącach zdarzały się utraty przytomności i lekarz internista kazał odstawić koniecznie leki. Psychiatra zmienił lek na trójpierścieniowy, poczułem się już 2 dnia super, ale przez 4 doby nie spałem. Później lek już nie działał tak wyraźnie i po 6 miesiącach, jak po każdym TLPD, miałem wysokie ciśnienie i zaburzenia rytmu. Następny lek był też super przez 5 dni – później lęk i napięcie wzrosły do poziomu nie do wytrzymania. Leczenie zmieniono – brałem lek rok, poprawa średnia, wysokie ciśnienie, tętno 150. Zmieniono znowu lek, który biorę 5 miesięcy plus 10 mg innego. Poprawa jest średnia, dalej dokucza mi napięcie i niemożność zaśnięcia oraz siedzenia w miejscu, bez przerwy muszę ruszać nogami. Lekarz już bezradnie rozkłada ręce. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Kończę terapię, a nadal odczuwam napięcie. Co robić?

Witam, na nerwicę zachorowałam pod koniec sierpnia 2008 roku. Od tego czasu byłam na lekach, teraz jestem bez leków 4 tygonie. Chodzę na terapię. Kończę już za tydzień, ale dalej odczuwam napięcie. Co powinnam dalej robić?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Układ współczulny a nerwica

Witam. 6 lat temu moje sielankowe i beztroskie życie przerwał agonalny wręcz atak, polegający na skurczu i rozkurczu mięśni gdzieś przy sercu, wraz z hiperwentylacją. Wylądowałem w szpitalu. Zaczął się długi proces diagnozy - usg serca, rtg klatki, eeg,... Witam. 6 lat temu moje sielankowe i beztroskie życie przerwał agonalny wręcz atak, polegający na skurczu i rozkurczu mięśni gdzieś przy sercu, wraz z hiperwentylacją. Wylądowałem w szpitalu. Zaczął się długi proces diagnozy - usg serca, rtg klatki, eeg, ekg, litry krwi itp., itd... Nie znaleziono nieprawidłowości w funkcjonowaniu mojego ciała i wydano werdykt... nerwica. Mija już 6 rok i gdy wspomnę tamte ataki i kłucia serca, to tęsknię za nimi, bo teraz moje ataki są jeszcze gorsze, i o dziwo, natury gastrologicznej. Ostatnio znowu wylądowałem w szpitalu konający. Okropne pieczenie, wręcz palenie pod żołądkiem, a najgorszy ból w okolicy trzustki. Zanim dotarłem do szpitala, całą noc cierpiałem w domu, myśląc, że samo przejdzie. Dawne, choć inne ataki, nauczyły mnie, że po krótkim czasie wszystko wraca do normy. A tu nie. Więc w szpitalu znowu dużo krwi do badania ekg i znowu nic nie stwierdzono, a ja ledwo z lekarzami rozmawiałem, tak cierpiałem. To dobra nazwa - cierpienie, bo ból to może być zęba, nawet ten najgorszy, a ja odczuwam cierpienie. Czy warto znowu na siłę wsadzać sobie rurę do żołądka itd., mając już takie badania robione 6 lat temu? Czy nadal walczyć tylko, a może aż, z nerwicą? Pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nerwica - kiedy to się skończy?

Chodziłam na terapię grupową. Jak się nie mylę, była to dynamiczno-poznawcza czy coś takiego. Dziś byłam na wizycie u innego lekarz. Powiedziałam, jak się czuję, a on powiedział, że jeśli chcę, to przepisze mi receptę, żeby znowu brać leki....

Chodziłam na terapię grupową. Jak się nie mylę, była to dynamiczno-poznawcza czy coś takiego. Dziś byłam na wizycie u innego lekarz. Powiedziałam, jak się czuję, a on powiedział, że jeśli chcę, to przepisze mi receptę, żeby znowu brać leki. Ja nie chcę już ich brać, ale też nie wiem, co mam dalej robić. Moja nerwica zaczęła się rok temu po użądleniu szerszenia. Objawy minęły po zażywaniu leków, ale w tę sobotę miałam atak paniki i znowu jest strach, że to wraca. Proszę o pomoc. Pozdrawiam.

Proszę o pomoc. Bardzo się boję

Witam. Powiem co mi dolega ogólnie, bo już byłem u psychologa i u lekarza, ale nadal się boję i nie wiem, co myśleć. Z uwagi na anonimowość, powiem tylko, że jestem młody, wysoki i chudy. Jestem bardzo nieśmiały i zakompleksiony....

Witam. Powiem co mi dolega ogólnie, bo już byłem u psychologa i u lekarza, ale nadal się boję i nie wiem, co myśleć. Z uwagi na anonimowość, powiem tylko, że jestem młody, wysoki i chudy. Jestem bardzo nieśmiały i zakompleksiony. Od kilku dni mój stan się pogorszył. Jestem bardzo słaby, nie mam na nic siły. Następnego dnia po wystąpieniu tych objawów poszedłem do lekarza, wcześniej bardzo to odciągałem. Dostałem skierowanie do psychologa, neurologa i doktor powiedział, że mogę brać magnez z potasem i żelazo. Z braniem tabletek, tych większych, mam problemy, myślę, że to nieprzyjemne wspomnienia się odbijają, ale udaje mi się jakoś je połykać. Z badań krwi tylko MON jest poniżej normy (0,2 l). I tu moje obawy. Bardzo się boję lekarzy, mam dużo urojeń, obsesji, można tak powiedzieć, i fobii. Tak myślę, bo psycholog na razie nie dał mi skierowania do psychiatry. Mam też problemy z jamą ustną - poobgryzałem ją sobie ze stresu, teraz mi się dosłownie buzia klei i nieprzyjemny zapach. To mi utrudnia kontakt z innymi, nie chcę mówić, że uniemożliwia, bo tak raczej nie jest. Odkąd mam te osłabienia, nasiliły się ataki strachu, nie wiem, jak to się nazywa. Czuję, że albo się duszę, albo w głowie mam takie uczucie, jakby coś mi się rozlało. Panikuję i nie wiem, co robić. Boję się, że to jakaś choroba w głowie, bo mam takie znamiona za uszami, boli mnie kark i często nie mam siły utrzymać głowy. Jak mam te ataki, jeśli można to tak nazwać, to po prostu szaleję. Biegam, trzęsę się i nie wiem, co robić, często łapię za telefon lub coś innego, ale i to nie pomaga zbytnio. Mogę dodać, że od kilku lat oddalałem się od innych z powodu kompleksów i tych problemów z jamą ustną, doszło do tego, że prawie w ogóle się nie odzywam. Proszę o pomoc i chciałbym zachować anonimowość.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czy to może być dystymia?

Witam. Od jakiegoś czasu czuję, że jestem w "złym" stanie psychicznym. Czuję się nieszczęśliwa, bez wyraźnego powodu, przynajmniej nie potrafię go określić. Od około roku obserwuję u siebie znaczny spadek nastroju, brak energii, brak motywacji do działania. Często zmuszam się...

Witam. Od jakiegoś czasu czuję, że jestem w "złym" stanie psychicznym. Czuję się nieszczęśliwa, bez wyraźnego powodu, przynajmniej nie potrafię go określić. Od około roku obserwuję u siebie znaczny spadek nastroju, brak energii, brak motywacji do działania. Często zmuszam się do wykonywania swoich obowiązków, z tymi ważniejszymi, np. zawodowymi sprawami, radzę sobie gorzej, łatwiej przychodzi mi wykonywanie najprostszych czynności, ale wykonuję je wolno. Generalnie to nic mi się nie chce... Potrafię tylko skupić się na czymś, co całkowicie odrywa mnie od mojego życia, np. film, książka. Często łapię się na tym, że żyję jakby innym życiem, które mam w swojej głowie (tak jak bohater powieści "Tato" Williama Whartona). W "tamtym życiu" jestem osobą, którą chciałabym być, taką wymarzoną... Już od dawna taki stan się utrzymuje, ale przez ostatnie kilka lat jest raczej gorzej. Kiedyś byłam aktywna, robiłam wiele rzeczy naraz, uprawiałam sporty, nie mogłam usiedzieć w domu, otaczałam się ludźmi. 4 lata temu byłam na krótkiej psychoterapii i brałam lek antydepresyjny. Wtedy pomogło, tak na jakieś 2, 3 lata. Ostatnio przeczytałam trochę informacji na forach odnośnie depresji i dopatrzyłam się objawów dystymii u siebie. Do tej pory nie byłam przekonana co do leczenia farmakologicznego, ale zaczynam zmieniać zdanie... Jestem również za psychoterapią. W całym tym opisie, bo trudno to zmieścić w kilku zdaniach, nurtuje mnie to, czy ja nie przesadzam. Czy to może po prostu lenistwo albo brak konkretnego zajęcia, tzn. zbyt duża ilość wolnego czasu (ponieważ mam wolny zawód, co dodatkowo utrudnia mi zebranie się w sobie). Gdybym pracowała np. na etacie, to musiałabym być w pracy i już. Sama prowadzę swoją działalność, która wymaga zaangażowania i energii, a tego mi brak. Nie opisuję dokładnie swojej sytuacji życiowej (średnio wychodzi mi lakoniczne pisanie), ale mam nadzieję, że to wystarczy, skupiłam się na objawach. Przyczyny też są zapewne ważne, ale proszę o opinię na podstawie objawów. Pozdrawiam, Joanna. PS W teście Becka na większość pytań (tj. 6) odpowiedziałam d lub c.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Depresja, bruksizm i łysienie - czy pacjent może prosić o przyjęcie do szpitala, by sobie pomóc?

Cierpię na depresję i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Prawdopodobnie na coś jeszcze. Wizytę u psychiatry mam dopiero za 2 tygodnie. Mój problem polega jednak na tym, że mam też bruksizm, który się pogłębia, jednym słowem rozwalam sobie zęby i jest coraz gorzej....

Cierpię na depresję i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Prawdopodobnie na coś jeszcze. Wizytę u psychiatry mam dopiero za 2 tygodnie. Mój problem polega jednak na tym, że mam też bruksizm, który się pogłębia, jednym słowem rozwalam sobie zęby i jest coraz gorzej. Do tego łysieję - w tej chwili mam na głowie około 30% tych włosów, które miałam, zanim dostałam depresji. To było prawie rok temu. Mam dobre wyniki badań krwi, nie można stwierdzić żadnej innej przyczyny wypadania garściami włosów niż stres. Z kolei dentystka sama powiedziała, że bruksizm wynika z zaburzeń neurologicznych. Co mogę więc zrobić w takiej sytuacji? Bardzo późno zdecydowałam się na wizytę u psychiatry. Nawet nie wiem do końca, na co cierpię. Odpowiedź, iż to depresja i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne otrzymałam od Państwa przez internet. Prawie 2 lata sama męczę się z moimi urojeniami, obniżeniem nastroju, atakami szału i tak dalej. Teraz, jak mam iść do psychiatry, jestem już prawie łysa, mam zniszczone zęby i czuję się tragicznie. Cały ten czas miałam świadomość choroby, jakichś konfliktów wewnątrz mnie, to wpływało na całe moje życie i powodowało i powoduje nadal tak olbrzymi stres, że organizm nie daje już rady. W dodatku czuję się winna, że mam takie problemy. Jestem w takim stanie, że nawet pomyślałam sobie, czy nie byłoby najlepiej położyć się na oddział. Niech sprawdzą wreszcie, co mi jest, bo już tego nie wytrzymuję, jak tak dalej pójdzie to za parę miesięcy będę bez zębów i bez włosów. Dodam, że od roku prawie nie wychodzę z domu, rzuciłam studia, właściwie nie mam kontaktu z rówieśnikami. Nie wiem, jak żyję teraz i jak miałabym żyć póżniej. Moje pytanie: czy pacjent może prosić o przyjęcie do szpitala, żeby wreszcie jakoś sobie pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Druga fala depresji

Mam 23 lata i jestem studentem 5 roku zarządzania. Jestem osobą z natury nieśmiałą i samotną. W lutym tego roku dopadła mnie pierwsza fala depresji. Powodem tego stanu była moja samotność i brak dziewczyny. Ten stan trwał do końca...

Mam 23 lata i jestem studentem 5 roku zarządzania. Jestem osobą z natury nieśmiałą i samotną. W lutym tego roku dopadła mnie pierwsza fala depresji. Powodem tego stanu była moja samotność i brak dziewczyny. Ten stan trwał do końca lipca. Wtedy to poznałem swoją dziewczynę i byłem szczęśliwy. Niestety, nasz związek trwał krótko - 1,5 miesiąca. Miesiąc po tym wydarzeniu - czyli pod koniec października - znowu zaczęło się ze mną dziać bardzo źle. Dopadła mnie druga fala depresji. Zacząłem płakać i w myślach wspominać moją dziewczynę. Później zaczęły się lęki i natrętne myśli natury agresywnej i seksualnej. Zacząłem nienawidzić świata i ludzi i ogarnęła mnie pustka. Każda czynność życiowa stała się problemem. Zacząłem unikać ludzi i zamykać się w domu - tylko w pracy mam kontakt z ludźmi. Straciłem sens życia - kompletne zrezygnowanie - i przestałem rozmawiać. Znienawidziłem swoją pracę i wszystko inne. Zazdroszczę życia innym, zdrowym osobom. Przyjmowane leki mi nie pomagają. Czy to już koniec mojego życia? Jestem bezradny i boję się swoich natrętnych myśli natury agresywno-seksualnej. Proszę o pomoc...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc mamie, żeby się nie zamartwiała?

Moja mama od ok. 1/2 roku ma problem. Uważa, że ludzie śmieją się z niej, chociaż tak naprawdę nie jestem już pewna, czy rzeczywiście z niej się śmieją... Każdego o to podejrzewa. Uważa, że ktoś mógł rozpowiedzieć coś na jej...

Moja mama od ok. 1/2 roku ma problem. Uważa, że ludzie śmieją się z niej, chociaż tak naprawdę nie jestem już pewna, czy rzeczywiście z niej się śmieją... Każdego o to podejrzewa. Uważa, że ktoś mógł rozpowiedzieć coś na jej temat, coś nieprawdziwego, i z tego powodu ludzie się śmieją. Nie pomaga tłumaczenie, że może ona nadinterpretuje pewne sytuacje, bo zaraz twierdzi, że chcą zrobić z niej wariatkę. Nawet jeśli okaże się, że nikt na jej temat nie rozmawiał, to i tak potrafi znaleźć wytłumaczenie, że było inaczej. Moja mama nie radzi sobie z tym, całymi dniami rozmyśla, kto i co mógł na jej temat rozpowiedzieć. Ma żal do siebie, ze wyżaliła się do kilku osób i one musiały wszystko rozgadać. Czasami wydaje mi się, że to wszystko tak mocno przeżywa, bo nie ma pracy, jakiegoś zainteresowania, czegoś, co by ją cieszyło. Poza tym ma żal do siebie, że nie pomogła pewnej osobie (teraz jest już za późno), ale wtedy to nie było takie proste i nie zależało tylko od niej. Tylko ludzie czasami, opowiadając jakąś sytuację, potrafią wiele rzeczy niekiedy nieprawdziwych dołożyć. Moją mamę boli to, że nie wie, co ktoś o niej powiedział, i przez to nie ma możliwości się wytłumaczyć. Jest jej wstyd i woli nie wychodzić z domu, żeby nie spotykać znajomych ludzi. Moi rodzice nie mają przyjaciół, zwykle spotykają się tylko z rodziną. Zauważyłam, że moja mama już od dawna nikomu nie ufa, nie wierzy, że ktoś może być bezinteresowny. Nie wiem, jak jej pomóc, jak rozmawiać. Mój tata cały czas z nią rozmawia, ale chyba ja ją lepiej rozumiem w tej sprawie, bo wiem, jakbym się na jej miejscu czuła. Nikt nie lubi, jak się ludzie z niego śmieją...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Lęk przed myślami samobójczymi

Mam 27 lat, jestem kobietą. Obecnie nie pracuję, wychowuję dziecko. Mój problem polega na tym, że coś się ze mną dzieje, ale nie wiem co. Bywają dni, że jestem szczęśliwa, zajmuję się moim dzieckiem i zajęciami domowymi, ale są dni...

Mam 27 lat, jestem kobietą. Obecnie nie pracuję, wychowuję dziecko. Mój problem polega na tym, że coś się ze mną dzieje, ale nie wiem co. Bywają dni, że jestem szczęśliwa, zajmuję się moim dzieckiem i zajęciami domowymi, ale są dni (zwłaszcza gdy na zewnątrz jest ponuro, pada deszcz), że budzę się rano i jestem smutna, leniwa i chce mi się płakać. Wtedy do głowy przychodzą mi dziwne myśli - co by było, gdyby się coś stało mojemu dziecku, co by było, gdyby męża zabrakło. Najczęściej zdarzają mi się myśli o ludziach, którzy popełniają samobójstwo. Wtedy ogarnia mnie straszny lęk i panika, po prostu strach przed tym, że może ja mam depresję, i jak nie zacznę się leczyć to też będę mieć myśli samobójcze. Tak może jest jeden, dwa dni i wszystko wraca do normy do chwili, gdy znów za jakiś czas przychodzą takie dni. W sumie ten problem dręczy mnie od lat. Będąc małym dzieckiem, wszystkiego się bałam, wstydziłam się i nie chciałam nigdy zostać bez mamy u koleżanek. W ciągu jednego dnia ubzdurałam sobie, że mogę sobie nóż wbić w brzuch i bałam się panicznie, że mogę to zrobić. Inny przyklad: bawiąc się raz w łazience u kogoś, ubzdurałam sobie, że spróbowałam trutki na myszy. Tak panikowałam, że umieram, że wylądowałam u lekarza i wtedy wszystko mi przeszło. To parę przykładów z dzieciństwa, ale z teraźniejszości to głównie lęk przed myślami samobójczymi, że może mi się zdarzyć chęc popełnienia samobójstwa. Wtedy nie mogę się na niczym skupić, cała się trzęsę, boli mnie brzuch i nie wiem, co robić. Jakieś cztery lata temu byłam z tym u lekarza rodzinnego. Przepisała mi tabletki przeciwdepresyjne, brałam sześć miesięcy. Będąc w ciąży (urodziłam w 2008 r.), miałam kilka dni takich. Gdy urodziłam synka, to czułam się cały czas szczęśliwa. Teraz mój synek ma 17 miesięcy. Osiem miesięcy temu wyjechaliśmy do Anglii i tu częściej zdarzają mi się takie dni, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. Jestem osobą nerwową, brak mi ochoty na seks, z czego też jestem niezadowolona. Proszę o pomoc - co ja mam robić? Czy to depresja? Chcę podkreślić, że ciągle karmię piersią i chciałabym dalej to robić. Dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czy to choroba psychiczna, schizofrenia?

Witam! W moim mieście było kilka przypadków, w których osoba psychicznie chora zabiła np. swoich rodziców bądź bliskich. W telewizji też często o tym mówią... Jednego dnia pomyślałam sobie, że, Boże, a jak ja oszaleję, zwariuję i zabiję swoich bliskich?...

Witam! W moim mieście było kilka przypadków, w których osoba psychicznie chora zabiła np. swoich rodziców bądź bliskich. W telewizji też często o tym mówią... Jednego dnia pomyślałam sobie, że, Boże, a jak ja oszaleję, zwariuję i zabiję swoich bliskich? Wpadłam w szok. Okropnie się bałam, że zrobię komuś krzywdę, że nagle wstanę, pójdę do kuchni, wezmę nóż i zabiję rodziców. Nie mogłam z głowy tych myśli się pozbyć, paraliżowały mnie. Serece mi biło jak szalone, dreszcze itp. Przecież ja nigdy bym rodziców nie skrzywdziła i nie chcę ich skrzywdzić, ale te myśli mnie dobijały. Cały czas sobie mówiłam, Boże, zlituj się, jak mogę mieć takie myśli, skoro ja ich kocham i nie chcę tego zrobić. Gdy teraz znowu usłyszałam o takiej syutacji, że chłopak psychicznie chory chciał dziewczynę zabić, to te myśli mi znowu przyszły do głowy. To takie coś jak natręctwa. Boję się, że zachoruję na jakąś psychozę. Proszę o poradę i opinię. Pozdrawiam

Co jest ze mną nie tak? Dlaczego ciągle się zamartwiam?

Witam serdecznie. Mam 30 lat i w zasadzie udane życie! Niedawno wzięłam ślub. Mam wspaniałego męża. Od zawsze byłam ostrożna. Wszystkiego się bałam, w trosce o własne zdrowie i życie... a im starsza jestem, to boję się o życie innych....

Witam serdecznie. Mam 30 lat i w zasadzie udane życie! Niedawno wzięłam ślub. Mam wspaniałego męża. Od zawsze byłam ostrożna. Wszystkiego się bałam, w trosce o własne zdrowie i życie... a im starsza jestem, to boję się o życie innych. Jest to pewnie normalne, ale nie do tego stopnia, w jakim ja się zamartwiam. Jeśli mój mąż wychodzi z kolegami na piwo, obawiam się, że w drodze powrotnej może go ktoś zaczepić i coś może mu się stać. Dlatego wracając, musi mi ciągle potwierdzać, że wszystko jest okej. Mama ma chore serce od lat, przechodziła zawał... niech wyśle mi choć 1 SMS-a w ciągu dnia... martwię się, że coś się stało. Mam starszego psa... już myślę, co zrobię, jak on odejdzie z tego świata... pierwsza myśl... chyba odejdę razem z nim. Jak dotąd z bliskich osób straciłam dziadka, którego bardzo kochałam... i bardzo obawiam się straty kogoś bliskiego, i dla kogoś może być to śmieszne, ale w tym nawet psa. Boję się o własne zdrowie. Tak się składa, że pracuję w branży medycznej. Naoglądałam się tych różnych chorób i modlę się, by nie spotkało to nikogo z mojej rodziny. Kiedy wszystko mi się super układa, zaczynam się zastanawiać, kiedy wydarzy się coś złego. Od 2 lat borykam się z guzkiem w piersi... lekarze obserwują. Jedni uspokajają, inni straszą, a nikt nie jest w stanie mi na 100% powiedzieć, co dalej, co najlepiej zrobić. Byłam u 3. Spędza mi to sen z powiek, przez co jestem drażliwa i płaczliwa. Wiele rzeczy jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Od 5 lat choruję na tarczycę. W tej chwili mam niedoczynność. Zażywam lek, ale regularnie badam poziom hormonów i wszystko jest niby w porządku. Cała ta obawa o los moich bliskich i mój powoduje, że ciągle jestem spięta, bo ciągle czekam, aż coś złego się wydarzy... dlaczego? Mam bardzo niską samoocenę, choć wszyscy wokół mówią, jaka to jestem sympatyczna i ładna. Co jest ze mną nie tak?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Depresja, lęki i nerwica

Witam. Chciałem podzielić się z Wami moim problemem. Spróbuję opisać sytuację możliwie od samego początku. Za 2 miesiące kończę 21 lat. Od zdania matury - 1,5 roku temu - siedzę bezczynnie w domu. Nie chodzę do pracy ani nie studiuję....

Witam. Chciałem podzielić się z Wami moim problemem. Spróbuję opisać sytuację możliwie od samego początku. Za 2 miesiące kończę 21 lat. Od zdania matury - 1,5 roku temu - siedzę bezczynnie w domu. Nie chodzę do pracy ani nie studiuję. Zawiodłem się na kolegach, którzy mieli mi pomóc w znalezieniu pracy w Anglii. Zawiodłem się na samym sobie. Nie chciałem pracy w Polsce, ponieważ uważałem, że nie będę pracował za psie pieniądze, podczas gdy dużo prości ludzie ode mnie zarabiają krocie na Wyspach. Uważam się za nieudolnego człowieka. Mam bardzo niską samoocenę, chociaż wielu znających mnie ludzi na pewno myśli sobie inaczej, ponieważ staram się tworzyć pozory osoby z wysoką samooceną. Z góry chcę nadmienić, że jestem realistą i racjonalistą. Przejdę teraz do smutnego sedna sprawy. Otóż, siedząc w domu, zwyczajnie z nudów zacząłem czytać w internecie o medytacji. A dokładniej o pewnej jej odmianie, tzw. "symulacji śmierci". Kilka dni później byłem bardzo zmęczony, ponieważ naprawiałem bratu nawigację przez kilka godzin. Była godzina 2.30 i położyłem się do łóżka. Gdy się położyłem, ciągle badałem swój stan umysłu. Chodziło o to, by wyobrazić sobie uczucie spadania, które już znałem ze snów. Gdy to zrobiłem, najprawdopodobniej lekko przysnąłem i myślałem, że to dzieje się naprawdę. Ogarnął mnie ogromny lęk. To było staszne. To był największy strach, jaki kiedykolwiek czułem. Myślałem, że zwariowałem i szybko wstałem z łóżka, i włączyłem światło. Ze strachu nie spałem całą noc. Przeleżałem z włączonym światłem. Następnego dnia powiedziałem swojej matce o wszystkim i chciałem poszukać w internecie, co mi jest. Pierwszą rzeczą, jaką napotkałem była depersonalizacja. Czyli uczucie jakbym nie był sobą. Z perspektywy czasu wiem, że była to tylko moja autosugestia, która stworzyła mi się ze strachu, ponieważ jak sobie zacząłem wmawiać, że jestem już sobą, to rzeczywiście ustąpiła. Poszedłem do psychiatry, który rozpoznał zespół paranoidalny. Nie zgadzam się z tym rozpoznaniem, ponieważ nie czuję strachu przed ludźmi, nie czuję, że osoba prowadząca "Wiadomości" mówi do mnie, nie czuję odsłoniętych myśli i wielu innych, które świadczą o tej chorobie. Lekarz przepisał mi neuroleptyk oraz lek przeciwlękowy. Ten pierwszy biorę od miesiąca, a drugi od sześciu dni. Ostatnio przez 5 dni nie brałem neuroleptyku i wczoraj w nocy miałem znowu lęk przed snem. Mam ogromny lęk przed pójściem spać. Po prostu boję się zasnąć. Z sekundy na sekundę analizuję swój stan umysłu i kiedy jest przejście z jawy w sen, automatycznie włącza mi się lęk. Już mam tego dosyć. Od miesiąca, czyli od pierwszego lęku, mam ogromną depresję. Nie mam nadziei, że będzie lepiej, czuję kompletny bezsens życia, nic nie sprawia mi przyjemności. Zawsze byłem materialistą i w sumie cieszyłem się z tego. Teraz nawet wygrana w Totolotka nie sprawiłaby mi przyjemności. Ciągle "gram", rozmawiając ze znajomymi, na siłę pytam, co u nich, mając to kompletnie gdzieś. Wszystko robię na siłę. Czasami siedząc, czuję strach przed życiem. Do tego wszystkiego mam nerwicę, ciągle skupiam się na ciszy i słyszę jej szum i pisk. Zawsze mogłem to usłyszeć, gdy się skupiłem, ale teraz jest to natrętne. To samo z mętami ciała szklistego w prawym oku. Nie dają mi spokoju. Do tego wszystkiego mam parę razy na dzień myśl, żeby się targnąć na życie, bo nie mam nadziei na poprawę. Proszę, powiedzcie, co o tym sądzicie.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak mogę pomóc przyjacielowi ze schizofrenią?

Mój przyjaciel Hubert ma schizofrenię. Jak się wkurzy, to rzuca czym popadnie. Jednym słowem robi piekło. Nie widuję się z nim, bo on mieszka w Anglii. Razem z jego przyjacielem Joeyem chcemy mu pomóc. Ale nie wiemy jak. Ostatnio...

Mój przyjaciel Hubert ma schizofrenię. Jak się wkurzy, to rzuca czym popadnie. Jednym słowem robi piekło. Nie widuję się z nim, bo on mieszka w Anglii. Razem z jego przyjacielem Joeyem chcemy mu pomóc. Ale nie wiemy jak. Ostatnio ubzdurał sobie, że rozdeptał swojego chomika i zawzięcie czyścił kawałek dywanu. Hubert bierze leki na schizofrenię. Ale głównie chodzi o to, że on nie chce żyć i ostatnio przy Joeyu chciał się pociąć. Ja i Joey nie chcemy stracić Huberta. Bez Huberta sobie nie poradzę. Występują u mnie zachowania autoagresywne, a Hubert powoduje, że się jeszcze nie zabiłam. Proszę o szybką odpowiedź. Naprawdę nie wiemy, co mamy robić, by mu pomóc. Przepraszam, jeśli jest to trochę niezrozumiałe.

Jak pomóc chłopakowi, którego kocham i naszemu nienarodzonemu dziecku?

Witam, mam 20 lat i od roku związana jestem z cudownym mężczyzną. Od niecałego miesiąca dzieje się w jego, a co za tym idzie i moim, życiu coś okropnego. Mój chłopak bardzo cierpi. Mówi, że nie jest już tym samym...

Witam, mam 20 lat i od roku związana jestem z cudownym mężczyzną. Od niecałego miesiąca dzieje się w jego, a co za tym idzie i moim, życiu coś okropnego. Mój chłopak bardzo cierpi. Mówi, że nie jest już tym samym człowiekiem, którym był kiedyś. Że czuje się jak puste opakowanie, że nie ma duszy. Że chce się zabić. Odsunął się ode mnie. Nie dopuszcza mnie do siebie. Rzadko kiedy odbiera ode mnie telefony, rzadko odpisuje. Jeśli coś pisze sam z siebie, to zwykle oskarża mnie o to, że jestem fałszywa, że mam kogoś.

Serce mi pęka, bo ja mam kogoś... w sobie... Nasze dzieciątko. Zacznie się już 2. miesiąc ciąży. To mój pierwszy mężczyzna. Bardzo go kocham. Chcę mu pomóc, ale nie wiem jak? Proponowałam, że pójdziemy do lekarza. Ale on definitywnie mówi nie. Nie chce też, bym do niego przyjechała. Bym przy nim była. Nie chce się spotykać. Czasem tylko, jak się upije, dzwoni i krzyczy, i płacze, że on nie chce żyć, żebym odeszła do innego. A ja aż jęczę z bólu, bo pod sercem mam jego dziecko. Codziennie piszę mu, bo telefonów nie odbiera, że ma we mnie wsparcie. Że wyjdziemy z tego zwycięzko, że musi mi tylko podać dłoń... ale on pozostaje na to głuchy... nie wiem, co robić. Jestem w połowie, jakby martwa. Nie pokazuję mu tego, trzymam się, kiedy rozmawiamy, bo nie chcę dodatkowo go dołować. On nie wspomina o dzieciątku. Tak jakby tego tematu nie było...

Czy mój chłopak ma depresję? Jak mogę mu pomóc? Ja nie daję już sobie z tym rady. Sama rozważam odejście z tego świata. Bo nie daję rady już. Zostałam sama, chcę go ratować. Ale nie wiem jak. Myślę o aborcji. Boję się tej ciąży. Nie dam rady wychować dziecka sama. Nie chodzi o kwestie finansowe. Po prostu tak starsznie potrzebuję mieć oparcie w moim mężczyźnie. A wiem, że on nie jest mi też w stanie pomóc. Błagam, jak ja mogę pomóc jemu? Pozdrawiam ciepło.

Patronaty