Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Bezsenność, lęki, drżenie rąk - czy to są objawy nerwicy?

Dobry wieczór. Chciałam się dowiedzieć, jakie są objawy nerwicy, bo mam następujący problem. Mam 22 lata (kobieta), a występują u mnie takie objawy, że nie mogę sobie z tym poradzić: lęki, bezsenność, gdzie nie mogę nieraz spać całą noc, a... Dobry wieczór. Chciałam się dowiedzieć, jakie są objawy nerwicy, bo mam następujący problem. Mam 22 lata (kobieta), a występują u mnie takie objawy, że nie mogę sobie z tym poradzić: lęki, bezsenność, gdzie nie mogę nieraz spać całą noc, a jeśli zasnę, to sny mnie budzą, uczucie takiej guli w klatce piersiowej, drżenie rąk (jak się czego boję lub zdenerwuje), przyspieszony rytm serca oraz takie drżenie w całym organizmie, które mi jest cieżko opanować. Nie mogę wtedy znaleść sobie miejsca i chce mi się płakać. Zażywam leki ziołowe, ale nie mogę sobie z tym poradzić. Czasem na mnie to nie działa. Biorę tabletki ziołowe na sen, bo pracuję i cieżko mi funkcjonować w pracy po nieprzespanej nocy, i występuje osłabienie u mnie takie dziwne. Czy to są objawy nerwicy? Proszę o szybką pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Zawód - psycholog

Czy osoba chodząca na terapię, może studiować i być psychologiem?
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Trafiłem na beznadziejnego psychiatrę - czy to możliwe?

Witam serdecznie. Mam 20 lat i od dwóch i pół miesiąca borykam się z nienaturalnie długim spadkiem samopoczucia. Manifestuje się on objawami, które jak ulał pasują do depresji, czyli uczuciem beznadziei, zmęczenia, spadkiem aktywności psychofizycznej oraz zniekształconym obrazem... Witam serdecznie. Mam 20 lat i od dwóch i pół miesiąca borykam się z nienaturalnie długim spadkiem samopoczucia. Manifestuje się on objawami, które jak ulał pasują do depresji, czyli uczuciem beznadziei, zmęczenia, spadkiem aktywności psychofizycznej oraz zniekształconym obrazem siebie połączonym z poczuciem niskiej wartości. Do tego dochodzi nieraz apatia oraz porzucenie pasji, dzięki którym jeszcze niedawno czułem się wartościowym i wyjątkowym człowiekiem. Mając dość tego stanu, sam zgłosiłem się do poradni zdrowia psychicznego w placówce NFZ. Wchodząc do gabinetu, nawet w najśmielszych przypuszczeniach nie sądziłem, że zostanę potraktowany tak, jak zostałem. "Psychiatra" nie utrzymywał ze mną kontaktu wzrokowego, przez 10 minut (!) bazgrząc coś na jakimś blankiecie, a kiedy już pozwolił mi mówić, bardziej interesowało go to, co jeszcze przed chwilą pisał, niż to, z jakim problemem przyszedł do niego pacjent. Z wielkim trudem przyszło mi mówić o swoich osobistych sprawach, a on skwitował to tym, że NIE MOGĘ być chory na depresję, bo to jest bardzo poważna choroba, a moim problemem są jakieś tam huśtawki nastroju spowodowane młodym wiekiem. Już dawno nie poczułem tak szczerego gniewu i oburzenia, a kiedy powiedział mi, żebym udał się z tym do psychologa, podniosłem się i bez słowa wyszedłem z gabinetu. Naprawdę nie wiem, co miałem mu powiedzieć, może jakbym zasugerował, że słyszę głosy i bardziej czuję się Batmanem niż sobą, to może wtedy okazałby mi więcej empatii. Poczułem się potraktowany jak jakiś intruz, bo pani, która była u niego przede mną już po dwóch minutach wyleciała z receptą w dłoni, i cała ta poradnia zdrowia psychicznego bardziej przypominała mi jakiś koleżeński układ kilku osób, niż instytucję mającą na celu pomoc potrzebującym. Przepraszam za tak gwałtowną wypowiedź, ale w moim mieście nie ma już publicznych psychiatrów, a na wizytę prywatną po prostu mnie nie stać. Myślałem, że uzyskam w końcu jakąś pomoc, a tak dalej jestem skazany, by męczyć się sam. Pozdrawiam.
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Lęk przed znanymi już osobami - co robić?

Witam. Mam takie pytanie: od jakiegoś czasu miewam poważne lęki, robię się czerwona, tak jakby wstyd albo lęk przed osobami, które znałam bardzo dobrze. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Lekarz uznał, że to depresja i zaczęłam terapię farmakologiczną....

Witam. Mam takie pytanie: od jakiegoś czasu miewam poważne lęki, robię się czerwona, tak jakby wstyd albo lęk przed osobami, które znałam bardzo dobrze. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Lekarz uznał, że to depresja i zaczęłam terapię farmakologiczną. Czy to pomoże? Czasami ten stres mnie paraliżuje, boli mnie brzuch, nie chcę chodzić z tego powodu do pracy. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Renta chorobowa przy zaburzeniach paranoidalno-depresyjnych

Witam! Mam 51 lat, wykształcenie wyższe, bezrobotny, pracowałem jako pracownik marketingu. Mam zdiagnozowane zaburzenia paranoidalno-depresyjne. Od 3 tygodni zażywam lek przeciwdepresyjny. Do wszystkich czynności muszę się przymuszać, nie widzę sensu życia. Czy mogę się starać o rentę chorobową na...

Witam! Mam 51 lat, wykształcenie wyższe, bezrobotny, pracowałem jako pracownik marketingu. Mam zdiagnozowane zaburzenia paranoidalno-depresyjne. Od 3 tygodni zażywam lek przeciwdepresyjny. Do wszystkich czynności muszę się przymuszać, nie widzę sensu życia. Czy mogę się starać o rentę chorobową na czas pozbierania się, abym mógł się starać o inną pracę? Proszę o odpowiedź, dziękuję. Grzegorz

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Nerwica żołądka. Nadwrażliwość żołądka.

Witam! Mam 18 lat, jestem mężczyzną. Zacznę od tego, że jestem osobą, która niezwykle łatwo jest w stanie sobie coś „wkręcić”. Mój mózg jest podatny na wszelkiego rodzaju negatywne warunkowanie, typu jeśli coś tam się stanie, to ja tak i...

Witam! Mam 18 lat, jestem mężczyzną. Zacznę od tego, że jestem osobą, która niezwykle łatwo jest w stanie sobie coś „wkręcić”. Mój mózg jest podatny na wszelkiego rodzaju negatywne warunkowanie, typu jeśli coś tam się stanie, to ja tak i tak zareaguję. Moją zmorą od dziecka są dolegliwości żołądkowe, mianowicie mdłości w określonych sytuacjach. Wszystko zaczęło się, gdy chodziłem do podstawówki. Odwiedziłem z kumplem jakąś ruderę, rzekomo nawiedzaną przez duchy. Oczywiście nic tam nie było, ale w nocy znowu coś sobie wkręciłem i nie mogłem zasnąć. Niby nic w tym dziwnego, wiadomo dzieciaki mają różne schizy. Gdy tak leżałem, stwierdziłem, że jeśli zaraz nie zasnę, to nie wyśpię się i jutro w szkole na pewno będę zaspany, nie będę mógł się skupić, dostane złe oceny itd. Z moim ciałem zaczęło dziać się coś dziwnego. Zacząłem się nadmiernie pocić, było mi gorąco, serce przyspieszyło. Po pewnym czasie poczułem, że jest mi niedobrze. Potem kojarzyłem z tymi mdłościami każdy wieczór. Obawiałem się, co będzie jeśli znowu... To był straszny czas. Każdego wieczoru musiałem przeżywać to na nowo. Jednak udało mi się z tego jakoś wyjść. Od kilku lat spałem spokojnie, jednak z wyjątkami. Czasami to powracało i cały czas w podświadomości odczuwałem strach, że ten odruch powróci, że wkręcę go w schemat jakiejś innej czynności. Tak też się stało. Rok temu dolegliwość ta odezwała się na nowo, tym razem w zestawieniu z kontaktami damsko-męskimi. Ogólnie jestem bardzo towarzyskim człowiekiem. Jeśli jednak sytuacja w relacjach z jakąś bliską mi osobą płci przeciwnej posunie się dalej, gdzieś do przedsionka związku, to ta dziwna dolegliwość znacznie mnie osłabia. Nie raz już wymiotowałem przed imprezą i rezygnowałem z pójścia na nią. Najgorsze jest to, że ja nic nie mogę na to poradzić, zachowuję się dziwnie, ta druga osoba to widzi, ja staram się jej unikać, a nasze stosunki ulegają ochłodzeniu. Zawsze po takim incydencie pojawiają się u mnie negatywne emocje: przygnębienie, brak nadziei i chęci do czegokolwiek, poczucie bezradności. Najdziwniejsze jest to, że jeśli przebywam z tą osobą, rozmawiam, śmieje się to nic się nie dzieje. Te dziwne rzeczy mają miejsce na poziomie podświadomym, gdy np. rozmyślam o niej w domu, myślę jakby to było wspaniale, gdybyśmy byli razem, etc. Wygląda to tak jakby mój organizm wykorzystywał to schorzenie żołądkowe tak, żeby mi przeszkodzić w osiągnięciu szczęścia. Wskutek tych dziwnych zjawisk nie mogę na dobre rozwinąć skrzydeł. Gdy tylko staję się mocniejszy, to dostaje po dupie i znowu wracam do poprzedniego, cichego, skromnego życia, bo tak bezpieczniej. Jestem wycieńczony walką z tym „czymś”. Przerażająca jest świadomość, że gdyby nie te anomalie, to mógłbym żyć na o wiele wyższej stopie niż teraz. Boję się pomyśleć co jeszcze mogę sobie wkręcić. Czy wiecie Państwo, co to może być za choroba? Czy to jakiś rodzaj nerwicy? Jak mogę z tym walczyć? Z góry dziękuję za odpowiedź i przepraszam za użycie kolokwializmów :) Billy

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Dlaczego leczenie zaburzeń nerwicowych trwa tak długo?

Dlaczego leczenie nerwicy jest długie? Czy zależy to wyłącznie od współpracy pacjenta z psychoterapeutą, czy od długości trawnia zaburzeń? Czy jeżeli zaburzenia trwają kilkanaście lat, albo nawet dłużej, jest szansa na wyleczenie?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Samookaleczanie i problemy

Mój chłopak od jakiegoś czasu się tnie i mówi, że to mu pomaga. Tłumaczyłam mu, że to bez sensu, ale on mówi, że to jego sprawa. Ostatnio powiedział nawet, że nie chce żyć. Ma problemy, ale nie chce mi o tym powiedzieć.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy chudnięcie w trakcie przyjmowania leków przeciwdepresyjnych mija po pewnym czasie, czy trzeba zmienić lek?

Otóż dwa miesiące zażywam lek przeciwdepresyjny, wydaje mi się, że pomimo apetytu chudnę, a i tak mam niedowagę. Normalnie ważyłam zawsze o 6 kg więcej. Czuję się przez to źle i mało komfortowo, nie mogę przytyć, a co by było, gdybym nie jadła mało? Pewnie byłabym jeszcze bardziej chuda!!!
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

CZY TO OBJAWY CHOROBY?

Witam! Mam 27 lat, jestem kobietą, żoną i matką. Od kilku lat miewam różne lęki, boję się spać w zupełnej ciemności, nieraz, jak otwieram oczy, widzę, że ktoś stoi w drzwiach. Mam straszny lęk wysokości. Nogi robią mi się...

Witam! Mam 27 lat, jestem kobietą, żoną i matką. Od kilku lat miewam różne lęki, boję się spać w zupełnej ciemności, nieraz, jak otwieram oczy, widzę, że ktoś stoi w drzwiach. Mam straszny lęk wysokości. Nogi robią mi się wtedy jak z waty, serce wali, a głowa zaczyna boleć. Poza tym do pewnego momentu strasznie bałam się mieszkać we własnym domu. Pięć lat temu z mężem kupiliśmy działkę i zaczęliśmy budowę. To był horror. Sama ją wybrałam i wszystko oboje planowaliśmy, ale we mnie rósł strach. Nie sypiałam nieraz nocami, płakałam do poduszki, obwiniałam męża za wszystko. Mówiłam mu o swoim lęku, że boję się mieszkać w domu (wcześniej zawsze mieszkałam w bloku, ale też nie zostawałam nigdy na noc sama), że ktoś wejdzie tam przez okno i zabije naszą rodzinę. Mąż śmiał się z moich lęków, rodzice także. Stałam się drażliwa, miewałam koszmary nocne, dla uspokojenia nieraz wypijałam wino lub piwo, aby dobrze spać. Do tego dochodziły bóle głowy(podobne do migrenowych), wtedy też spadało moje zadowolenie, byłam smutna, wszystko wydawało mi się szare. W przeciągu tych kilku lat zdarzyło mi się kilka razy nie wytrzymać i zaczęłam męża straszyć, że coś sobie zrobię, bo nie mam już siły bać się wszystkiego, nikt mnie nie rozumiał. Kiedy zaszłam w ciążę, uległo to pogorszeniu. Wtedy też straszyłam męża. To zdarzało się zazwyczaj wieczorem, bo wtedy czułam się najgorzej. Nigdy nie planowałam sobie niczego złego zrobić. Po takim napadzie uchodziło ze mnie napięcie i szłam spokojnie spać. Tuż przed samą przeprowadzką było najgorzej, po niej też, nie wiedziałam, co mam zrobić. I w końcu po kilku miesiącach mieszkania tu, lęk przed domem przeszedł, jakby ręką odjął. Są nadal inne lęki, dziwne skojarzenia, czasami mam dziwne myśli, że ktoś mnie zgwałci, że coś mi dolega, ciągle chodzę na jakieś badania, boję się ciemności, odgłosu karetki i jej widoku, dzwonka do drzwi. Mam teraz dziwne objawy: kołatanie serca, uderzenia gorąca, sztywnienie karku, bóle głowy, rozpieranie klatki piersiowej, cała się trzęsę, brakuje mi śliny w ustach, szumy uszne, nie mam w ogóle ochoty na seks, a od kilku lat odczuwam straszny ból podczas stosunku. Byłam u ginekologa i powiedział, że nie widzi przyczyny fizycznej, miałam robiony rezonans i okazało się, że mam polip w zatoce szczękowej o wym. 23 mm na 17 mm, teraz robie badania hormonów, czy one mogą być tego przyczyną. Co mi jest? Czy to może być jakiś rodzaj nerwicy, który trwa już tyle lat, czy może depresja. Wspomnę, że moja mama leczy się na depresję, a siostra na nerwicę, obie mają też migrenę. Czy to wina genów? Teraz mam straszne wyrzuty sumienia, że zachowanie moje jest nieodpowiedzialne, ale nie umiałam się powstrzymać. A może ja jestem taką złą osobą, że robiłam takie rzeczy. Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Co mi w końcu dolega? Natręctwa czy schizofrenia?

Witam! Jestem mężczyzną w wieku 33 lat. Leczę się od kilku lat psychiatrycznie - z powodu epizodu psychotycznego. Stwierdzone zaburzenia osobowości mieszane. Zażywam lek przeciwpsychotyczny oraz przeciwlękowy. Schizofrenię wykluczono podczas pobytu w Klinice Psychiatrii. Jestem pod stałą kontrolą psychiatry. Do...

Witam!

Jestem mężczyzną w wieku 33 lat. Leczę się od kilku lat psychiatrycznie - z powodu epizodu psychotycznego. Stwierdzone zaburzenia osobowości mieszane. Zażywam lek przeciwpsychotyczny oraz przeciwlękowy. Schizofrenię wykluczono podczas pobytu w Klinice Psychiatrii. Jestem pod stałą kontrolą psychiatry. Do rzeczy - od 3. roku życia kołyszę się, leżąc na boku - bywa, że kilka godzin dziennie, co przynosi mi wypoczynek i przyjemność, a jednak dezorganizuje życie w bardzo wielu wymiarach, przez co zaniedbuję obowiązki. Bywa, że takie same, lub inne ruchy cykliczne, pojawiają się w nocy podczas snu - od czasu zażywaniu psychotropów rzadziej. W ciągu dnia chodzę strasznie senny od kilkunastu lat, na około 10 lat przed zażywaniem leków i leczeniem. Ta senność i zmęczenie skłaniały mnie, co określam jako znużenie, do symulowania chorób fizycznych. Bez względu na to, ile godzin śpię w nocy - ta senność i znużenie towarzyszą mi niezmiennie przez cały czas. Przez takie postępowanie doprowadziłem swym zachowaniem do utraty wspaniałej pracy, zarzuciłem naukę w szkole średniej... Psychiatrzy rozłożyli ręce - uznali, że skoro to lubię (kołysać się), to nie ma problemu, ignorując całkowicie znużenie, które przeszkadza mi najbardziej (wiem, że mało wiarygodne, ale kiedy psychiatra twierdzi, że albo dużo kawy, albo amfetamina, to ja już nie wiem, co lepsze - amfy jeszcze nie próbowałem, nie zażywałem nigdy narkotyków).

Nie wiem, czy są to zaburzenia psychiczne - natręctwa (nie czuję przymusu)? Zmęczenie i znużenie nie pozwalają mi niekiedy na zwykłe czynności domowe, czy choćby dbanie o higienę - depresję również wykluczono. CT głowy w porządku - natomiast są zaburzenia, jak twierdził psychiatra nieistotne, w EEG głowy. Opis badania z dnia 26 maja 2004 roku: Rytm afla symetryczny, labilny, niskonapięciowy, 10 Hz. Rz zaznaczona. Obecna obfita czynność Beta. Widoczne są rozsiane i w grupach niskonapięciowe fale theta 7-6 Hz o różnej lokalizacji, z przewagą w odprowadzeniach skroniowych. HV zwiększa wskaźnik theta. Orzeczenie: Zapis ze zmianami uogólnionymi miernego stopnia, pod postacią fal theta, niskonapięciowy. W 2008 EEG również było nie w porządku, przy czym psychiatra stwierdził, że są to zaburzenia polekowe. W czym rzecz? Psychiatra zdaje się działać na moją korzyść, jednak rozkłada ręce przy takich zaburzeniach, które poza doznaniami psychozy, jakie miałem krótko w 2001 roku, są zaburzeniami dla mnie najpoważniejszymi.

Psychiatrzy z kliniki wykluczyli depresję i schizofrenię, stwerdzając jedynie zaburzenia osobowości mieszane. Inny z kolei psychiatra, przed pobytem w klinice uparł się, że mam schizofrenię - więc odpada, jako lekarz leczący. Może jakieś sugestie, które mógłbym podsunąć memu psychiatrze? Myślałem o lekach na narkolepsję. Wszelkie rady mile widziane, mimo wszystko uczę się zaocznie (w tym roku kończę), jednak nie pracuję. Przez ostatnie półtora roku przebywałem na chorobowym, teraz mogąc podjąć pracę, uciekam w zasiłek dla bezrobotnych. Myślę o studiach, również zaocznych - bez jakiegoś sensownego rozwiązania padnę po prostu na twarz. Nie wiem, czy to ma znaczenie - podczas pobytu w klinice, który przerwałem, podejrzewano ZZA, przy czym piję od tamtego czasu umiarkowanie. Nadmiernie piłem od 2007 do 2008 roku.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Proszę o przybliżoną diagnozę oraz poradę, co robić lub co mnie czeka

Nie sprawdzam się w pracy - na nic nie mam chęci, siły i motywacji. Osiągam bardzo złe wyniki w pracy. Praca polega na kontaktach z klientami. Miewam lęki, jakiś czas temu nawet napady lęku w samochodzie - ten objaw minął....

Nie sprawdzam się w pracy - na nic nie mam chęci, siły i motywacji. Osiągam bardzo złe wyniki w pracy. Praca polega na kontaktach z klientami. Miewam lęki, jakiś czas temu nawet napady lęku w samochodzie - ten objaw minął. Często myślę, iż byłoby lepiej, abym nie żyła. Martwię się, iż nie wystarczy mi na utrzymanie dziecka i domu, nie mam siły ciągle walczyć o przetrwanie. Jestem wiecznie rozdrażniona, reaguję zbyt emocjonalnie i czasem nie panuję nad swoim zachowaniem. Gdy mnie coś bardzo zdenerwuje, to czasem wydaje mi się, iż mogłabym komuś zrobić krzywdę w napadzie furii, nawet osobom z najbliższego otoczenia. Chciałabym ciągle spać, ale nie mam takiej możliwości. Nienawidzę swojej pracy, rozwodzę się z mężem i mam problemy wychowawcze z dzieckiem. Uważam, iż jestem nieporadna życiowo, nic nie robię dobrze i nie mam siły to zmienić. Zaczynam nadużywać alkoholu. Byłam na kilku poradach u psychologa w związku z lękami, ale były one jak rozmowa z kimś znajomym, a nie fachowcem - uważam, że mi nie pomogły. Miasto, w którym mieszkam jest bardzo małe, podobno nie ma dobrego psychiatry. Boję się, iż zostanę źle zdiagnozowana i zostaną mi przepisane zbyt silne leki, które uniemożliwią normalne funkcjonowanie. Mój lęk wynika również z tego, iż kiedyś miałam zapaść po przedawkowaniu amfetaminy (incydent podczas studiów), jak również kiedyś bardzo źle się czułam po tabletkach antykoncepcyjnych, więc boję się brać leki. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Szkoła zniszczyła mi psychikę...

Witam! Mam 19 lat i uczęszczam do czwartej klasy liceum. Nie wiem, czy mam jakiś problem dotyczący depresji, ale ostatnio mam wrażenie, że w mojej szkole coś jest mocno nie tak. Otóż w drugiej klasie jedna nauczycielka przyczyniła się do...

Witam! Mam 19 lat i uczęszczam do czwartej klasy liceum. Nie wiem, czy mam jakiś problem dotyczący depresji, ale ostatnio mam wrażenie, że w mojej szkole coś jest mocno nie tak. Otóż w drugiej klasie jedna nauczycielka przyczyniła się do pojawienia się u mnie nerwicy lękowej. Na lekcjach lubiła wypominać mi, że jestem płytka, niewychowana - czepiała się o byle co i szarpała przy każdej okazji. Jednak ten problem już został rozwiązany, bo po wizytach u psychiatry i zażywaniu leków choroba przeszła po roku. Piszę tutaj, bo niedawno wydarzyło się coś innego... Kiedy wchodziliśmy do klasy na lekcję, powiedziałam jakąś głupotę odnośnie jednej koleżanki, która chodzi ze mną do klasy, ona usłyszawszy to, zaczęła coś do mnie mówić, a ja jej na to "odwal się". Wtedy ona wbiła mi paznokcie w twarz, później pociągnęła za włosy na podłogę. Uderzyłam tyłem głowy o beton, trochę mnie zamroczyło, ale jak tylko mogłam wstać, to wybiegłam z klasy. Uciekłam do toalety, gdzie zasłabłam. Głowa bolała mnie strasznie, ale mimo to wróciłam na lekcję. Nauczycielka, z którą mieliśmy lekcję przyprowadziła naszą wychowawczynię, żeby to wyjaśnić. Dziewczyna, która mnie pobiła na swoją obronę miała to, że jest wybuchowa, a że jest osobą lubianą przez nauczycieli, to nasza wychowawczyni od razu naskoczyła na mnie. Krzyczała, że dobrze wiem, że ona jest wybuchowa i mogłam się do niej nie odzywać i że ta cała sytuacja to moja wina, bo ją sprowokowałam. Nie wiem, jak by się to skończyło, gdyby nauczycielka, która była tego świadkiem - nawiasem mówiąc, nie zdążyła na to zareagować, bo to działo się zbyt szybko i w klasie było zbyt duże zamieszanie - nie obstała za mną i nie wyjaśniła, że bicie jest czymś gorszym niż zwrot "odwal się". Skończyło się to wizytą u dyrektorki, która najpierw się dziwiła, że jej nie oddałam - jestem pacyfistką, ale ona w to nie wierzyła - a potem wezwała rodziców.

Tego samego wieczora złapał mnie taki dół, że byłam już zdecydowana popełnić samobójstwo - ostatnio coraz częściej o tym myślę, gdy nie mogę znieść już tego ciągłego smutku. Długo siedziałam w toalecie z żyletką przytkniętą do żył i zastanawiałam się, czy warto to zrobić i skończyć to raz na zawsze. Ostatecznie powstrzymałam się jakoś, obiecując sobie, że zrobię to, ale poczekam jeszcze na finał całej tej historii. Następnego dnia była sobota. Obudziłam się z takim bólem głowy, że aż brało mnie na wymioty, nie mogłam w ogóle nią ruszyć. Pojechałam do szpitala, gdzie stwierdzili, że w miejscu, gdzie zostałam uderzona mam guza o średnicy 2 cm i mogłam doznać lekkiego wstrząśnienia mózgu. Kazali mi leżeć i brać leki, dopóki guz nie zejdzie. W poniedziałek na spotkaniu z rodzicami dyrektorka orzekła, że w tej całej sytuacji jest 25% mojej winy, a 75% tej dziewczyny co mnie pobiła. Ona dostała naganę, a ja upomnienie. Kazała jeszcze, żebyśmy się przeprosili przy całej klasie.

Niby sprawa jest wyjaśniona, ale nikt w tej szkole nawet nie zapytał, jak ja czuję się psychicznie. Boję się chodzić do szkoły, wiedząc, że ta dziewczyna w każdej chwili może to powtórzyć - tym bardziej, że jest strasznie zadowolona z tego, co zrobiła. Wychowawczyni traktuje mnie tak, jakby całe to zajście było moją winą, a tamtą dziewczynę "głaszcze po główce". Codziennie zastanawiam się, czy nie zrezygnować z tej szkoły, tyle że to ostatni rok, a tak głupio zrezygnować przy końcu. Więc znów zaczęłam rozważać możliwość odebrania sobie życia. Ja już tego po prostu nie wytrzymuję. Gdy przychodzę ze szkoły, myślę tylko o tym, że nazajutrz znów czeka mnie dzień unikania tej dziewczyny, żeby czasami coś jej nie strzeliło do głowy, żeby znów mnie pobić. Myślę też o tym, że w oczach dyrekcji i wychowawczyni to ja jestem winna, i zastanawiam się czemu? Wiem, że źle zrobiłam, odzywając się w ogóle do niej i rozumiem, że 25% jest tu mojej winy, ale nie wytrzymuję już tego, że ona jest chwalona, a ja szkalowana. Dlaczego? Przecież to ja męczyłam się z okropnym bólem głowy i spędziłam całą sobotę w szpitalu. Nie wiem, co mam zrobić w tej sytuacji... Widzę tylko dwa wyjścia - albo zrezygnować z dalszej nauki, albo popełnić samobójstwo, bo dłużej nie potrafię żyć w strachu i pod ostrzałem oskarżeń... Mam nadzieję, że uzyskam tutaj pomoc, bo sama nie dam sobie z tym rady... Z góry dziękuję.

Mam dość myśli w mojej głowie

Nie chce mi się po prostu już żyć. Nic mnie nie cieszy. Czuję się nikim i niczym. Już nie daję rady, i boję się strasznie, by się nic złego nie stało. Od ok. roku przyjmuję lek przeciwdepresyjny. Zaburzenia depresyjne...

Nie chce mi się po prostu już żyć. Nic mnie nie cieszy. Czuję się nikim i niczym. Już nie daję rady, i boję się strasznie, by się nic złego nie stało. Od ok. roku przyjmuję lek przeciwdepresyjny. Zaburzenia depresyjne i lęk uogólniony to mój problem. Mam ochotę, by zgnieść sobie głowę. Mam dość myśli, które w niej krążą. Czy ja zwariowałam?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Osobowość borderline czy przemoc psychiczna?

Witam. Znam młodą (30 lat) osobę o bardzo kontrowersyjnym charakterze. Jej zachowania i reakcje noszą dla mnie znamiona przemocy psychicznej względem własnej matki, z którą mieszka. Matka cierpi na depresję dwubiegunową. Ostatnio ma znaczne pogorszenie formy. Czy córka, która powtarza...

Witam. Znam młodą (30 lat) osobę o bardzo kontrowersyjnym charakterze. Jej zachowania i reakcje noszą dla mnie znamiona przemocy psychicznej względem własnej matki, z którą mieszka. Matka cierpi na depresję dwubiegunową. Ostatnio ma znaczne pogorszenie formy. Czy córka, która powtarza swej matce, że tylko ona - jako córka - może jej pomóc, i tylko ona się nią zajmuje należycie, a pozostałe jej dzieci są podłe i niegodziwe, to coś z pogranicza jeszcze normy, czy już choroby? Czy mówienie matce, że się ją zabije, to już przemoc? Uzależnianie matki od osoby córki - wmawianie, że matka sobie bez niej nie poradzi, że tylko ona - córka - ją kocha... Córka potrafi kupować jej prezenty, ale nie potrafi dołożyć pieniędzy do jedzenia czy czynszu - matka żyje na kredyt.... Słyszałem o BPD. I dziewczyna ta faktycznie wykazuje szereg reakcji nieadekwatnych do bodźca. Jest skłócona z rodziną, ale nawiązuje bliskie, ciepłe kontakty z obcymi. Czy obecność takiej osoby mogła wpłynąć na odnowienie się depresji u matki? Matka zdaje się nie widzieć problemu na tyle, aby położyć temu kres. Powtarza słowa córki, że sama sobie nie poradzi, że musi żyć w zgodzie z córką, bo nikt inny jej nie pomoże... Czy osoba z BPD może świadomie być sprawcą przemocy psychicznej? Czy to czyste wyrafinowanie, a nie zaburzenie osobowości u córki ? Czy to się jakoś poddaje leczeniu?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak odstawić leki antydepresyjne?

Mam problem, który teraz się dopiero zaostrzył, świadomie go dostrzegam. Jestem 27-letnią dziewczyną. Mam kompleksy, bardzo niskie poczucie wartości, cały czas mam wrażenie, że coś robię źle, boję się zmian, bardzo boję się krytyki, czuję wewnętrzny niepokój, np. denerwuję się,...

Mam problem, który teraz się dopiero zaostrzył, świadomie go dostrzegam. Jestem 27-letnią dziewczyną. Mam kompleksy, bardzo niskie poczucie wartości, cały czas mam wrażenie, że coś robię źle, boję się zmian, bardzo boję się krytyki, czuję wewnętrzny niepokój, np. denerwuję się, gdy mam z kimś rozmawiać, nawet znajomym, że nie będę miała tematu, nie mam chłopaka. Pocę się, co bardzo mi przeszkadza, rumienię się, nienaturalnie zachowuję, nie jestem ani odrobinkę spontaniczna. Znajomi i otoczenie mówią, że jestem ładną dziewczyną, jestem wykształcona, ale ja nie wierzę w siebie zupełnie. Zrzucam na siebie wszystkie złe sytuacje, zawsze obwiniam siebie. Sytuacja się zmieniła zupełnie, gdy lekarz przepisał mi lek (mam niewielką nadwagę, ale cały czas czuję się bardzo gruba), który hamuje wychwyt zwrotny serotoniny w mózgu. Objadam się kompulsywnie - jak zacznę jeść, to siedzę w kuchni ponad godzinę, potem czuję się jeszcze bardziej beznadziejna :/ Ale zażywając ten lek, schudłam, stałam się spontaniczna, uwierzyłam w siebie, po prostu wszytko było fantastyczne - poczułam, że żyję! Problem pojawił się, gdy chciałam go odstawić, miałam taką depresję, że nie mogłam normalnie funkcjonować, przeraziło mnie, że sobie nie poradzę, że znowu tyję, znów stałam się szarą myszką, która nie wierzy w siebie... i ten wewnętrzny niepokój - znów stałam się osobą, która się wszystkiego boi. Nie wiem, czy się nie uzależniłam. Ale nie wyobrażam sobie życia bez tego leku, który mnie pobudza do działania i dawał chęć do życia. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Czy zdecydować się na wizytę u psychologa?

Witam. Mam 15 lat, uczęszczam do trzeciej klasy gimnazjum i czuję się dość dziwnie, pisząc tutaj. Aktualnie nie mam wielkiego problemu, wszystko niby jest OK, ale czasem powracam do wydarzeń, które się działy w lutym tego roku i cały smutek,...

Witam. Mam 15 lat, uczęszczam do trzeciej klasy gimnazjum i czuję się dość dziwnie, pisząc tutaj. Aktualnie nie mam wielkiego problemu, wszystko niby jest OK, ale czasem powracam do wydarzeń, które się działy w lutym tego roku i cały smutek, żal powraca na nowo. Nie zamierzam tego opisywać, tylko uświadomić, że potrzebuję kogoś, komu mogłabym się wygadać, ale i zdobyć łatwo jego zaufanie, bo naprawdę ciężko mi jest otworzyć się przed drugą osobą. Sądzę, że potrzebna mi jest rozmowa z psychologiem czy kimś "z tych sfer". Przyjaciółka mi radziła, bym poszła do szkolnego psychologa, ale nie potrafiłabym z nim rozmawiać, ponieważ mam wrażenie, że potem będzie się na mnie dziwnie patrzeć, zaczepiać na korytarzu, brać na rozmowy albo wezwie moich rodziców, i będzie chciała z nimi porozmawiać o moich problemach. Gdybym powiedziała o moich problemach mamie, wiem, że nic by sobie z tego nie zrobiła. Ogólnie mam bardzo dobre kontakty z rodzicami, ale oni sądzą, że taki problem, to nie problem. Chciałabym iść do psychologa na rozmowę, ale nie wiem, jak taka wizyta ma wyglądać. Nie wiem, czy mnie zrozumie i doradzi. Biję się z myślami... Czy do tego potrzebna jest zgoda rodziców? Nie chciałabym, by się dowiedzieli... Czy taka rozmowa z psychologiem jest płatna, a jeśli tak, to czy drogie są takie wizyty? Czy on będzie w stanie mi pomóc? Czy nie wyśmieje moich problemów? W końcu jestem jeszcze smarkata... Mówią, że takie problemy, jakie ma dzisiejsza młodzież, to pikuś, dlatego waham się co do tej wizyty. Wiem, że inni ludzie mają większe problemy, ale chciałabym, by ktoś mnie zrozumiał! Nawet przyjaciółka nie jest w stanie tego zrobić... Udaję przed nią, że wszystko jest OK, ale mam wrażenie, że przez moje zachowanie przyjaźń się psuje... Proszę, doradźcie mi. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy to nadal jest nerwica, czy może już inna choroba?

Witam. Mam 36 lat. W marcu tego roku zdiagnozowano u mnie nerwicę lekową z dominacją objawów somatycznych, od czerwca dołączyły się myśli obsesyjne (bluźniercze i wulgaryzmy). Nastąpiła zmiana diagnozy na mieszane zaburzenia lękowe. Od tego czasu objawy somatyczne uległy wyciszeniu,...

Witam. Mam 36 lat. W marcu tego roku zdiagnozowano u mnie nerwicę lekową z dominacją objawów somatycznych, od czerwca dołączyły się myśli obsesyjne (bluźniercze i wulgaryzmy). Nastąpiła zmiana diagnozy na mieszane zaburzenia lękowe. Od tego czasu objawy somatyczne uległy wyciszeniu, dominować zaczęły u mnie natomiast myśli obsesyjne o treści wywołujacej najpierw poczucie winy, a potem ogromne napięcie psychiczne. Od miesiąca biorę lek przeciwlękowy i stabilizator nastroju. Zrobiono mi EEG i badanie pokazało, że mam niski próg pobudliwości drgawkowej. W chwili obecnej najbardziej przeszkadzają mi właśnie te myśli. Są one adresowane nawet do mnie i są o treści mocno wulgarnej i krytycznej. Dodam, że nie przeklinam, więc tego typu myśli są dla mnie utrapieniem. I pojawił się ostatnio lęk przed urojeniami, często nasłuchuję i sprawdzam, skad biorą się różnego rodzaju dźwięki. Często pytam też męża, czy słyszy to samo. Czasami wydaje mi się, że postradałam już zdrowe zmysły. Boję się, czy nie choruję na coś innego niż nerwica, może na jakąś psychozę? Dodam też, że jestem po terapii grupowej, która mi niewiele pomogła. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czy ona jest pod wpływem narkotyku?

Moja koleżanka z klasy normalnie się zachowywała, dopóki nie jej nowy znajomy, z którym się spotka od dwóch tygodni. Kiedyś nie odrobiła pracy z polskiego, a ona zawsze powtarzała, że odrobiona praca cieszy siebie i nauczyciela. To nie jest powód,...

Moja koleżanka z klasy normalnie się zachowywała, dopóki nie jej nowy znajomy, z którym się spotka od dwóch tygodni. Kiedyś nie odrobiła pracy z polskiego, a ona zawsze powtarzała, że odrobiona praca cieszy siebie i nauczyciela. To nie jest powód, bo każdemu się to mogło przydarzyć, ale te zachowania na wychowaniu fizycznym, to ludzkie pojęcie dawno już przeszły. Nagle zaczęła krzyczeć jak zadziorny kibic, a ona nigdy nie robiła tego. Grała jak zadziorna, walczyła o punkt, a kiedyś mało ją ruszało, czy jej drużyna wygra. Po lekcji nastąpił taki moment, jakby odchodzenie sił i stała się apatyczna. Następnego dnia musiała wyjść do toalety, ale nie chciała nam powiedzieć, co i dlaczego nie chce iść z nami, bo zawsze chodziliśmy. I tak jest od miesiąca - pobudzenia, a potem depresje. Co mam zrobić? Pozdrawiam i czekam na odpowiedź...

Co zrobić, by otworzyć się na świat?

Witam. Jestem studentką i mam 20 lat. Obawiam się o swój stan od dawna. Rozwiązałam test i miałam 9 odpowiedzi c lub d. Jestem osobą zamkniętą w sobie. Nie potrafię mówić o sobie i o swoich uczuciach. Nie potrafię nawet...

Witam. Jestem studentką i mam 20 lat. Obawiam się o swój stan od dawna. Rozwiązałam test i miałam 9 odpowiedzi c lub d. Jestem osobą zamkniętą w sobie. Nie potrafię mówić o sobie i o swoich uczuciach. Nie potrafię nawet rozmawiać sensownie z ludźmi. Na jakiekolwiek pytania odpowiadam krótko i zwięźle. W towarzystwie rodziny nigdy nie zabieram głosu. Zastanawiałam się nieraz, z czego to się wzięło? Myślę, że zaczęło się od małego dziecka. Mam starszą siostrę. Pewna siebie, zawsze wśród znajomych była górą. Mnie obrażała i śmiała się, jak to dzieci, żeby być "fajniejsza", jednak ja nie umiałam sobie z tym poradzić. Płakałam w ciszy, nikomu nic nie mówiąc.

Drugim powodem jest chyba nieudany związek. Byłam z chłopakiem 2,5 roku. Jednak już wtedy nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Starałam się jak mogłam. To był bardzo dobry człowiek. Jednak po jakimś czasie zaczęło dochodzić do kłótni i rozstań... wracaliśmy do siebie niejednokrotnie. Rok temu rozstaliśmy się na stałe. Praktycznie od razu poznałam nowego chłopaka i stłumiłam uczucia do poprzedniego. Wtedy nawet nie zapłakałam po rozstaniu. Jakiś miesiąc temu strasznie zaczęłam o nim myśleć i płakać po nocach. Nie umiem tego zakończyć. Powtarzam sobie, że muszę wziąć się w garść, próbuję coś ze sobą robić, jednak nie wychodzi. Tydzień temu płakałam pół nocy, prosząc Boga o śmierć. Mam problemy z koncentracją. W głowie mam straszny bałagan. Co się ze mną stało? Jak temu zapobiec? Co zrobić, żeby się otworzyć trochę na świat? Nie byłam u lekarzy, nie wyobrażam sobie tego. Co robić? No i najważniejsze pytanie, czy to choroba?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty