Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uzależnienia: Pytania do specjalistów

Dlaczego mąż po wypiciu alkoholu zachowuje się agresywnie?

Witam, mam pytanie odnośnie do zachowania mojego męża po alkoholu. Sytuacja wygląda tak, że jak mąż wypije, tylko raczej sporo, to w pewnym momencie tak jakby piorun w niego trzasnął, staje się agresywny, bluźni, wyżywa i nic do niego...

Witam, mam pytanie odnośnie do zachowania mojego męża po alkoholu. Sytuacja wygląda tak, że jak mąż wypije, tylko raczej sporo, to w pewnym momencie tak jakby piorun w niego trzasnął, staje się agresywny, bluźni, wyżywa i nic do niego nie dociera. Oczywiście na drugi dzień nic nie pamięta i zastanawiam się czy to jakaś choroba? Ponieważ bardzo się go boję. Jak mamy jakąś imprezę itp., to od razu myślę, co będzie się działo w domu i zaraz na początku zabawy jest złość i słowa nie pij więcej lub nie pij tyle, bo ja od razu myślę, żeby nie przekroczył tego punktu. Zastanawiam się, co może być tego przyczyną?

odpowiada 3 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Czy badanie THC we włosach wykryje, że paliłem marihuanę?

Witam! Mam pytanie na temat testu THC we włosach (bo takie badania są wykonywane u mnie w pracy). Paliłem marihuanę ok. 2 miesiące temu i nie wiem czy test na włosy coś wykaże? Dodam, że wcześniej nie paliłem przez ponad...

Witam! Mam pytanie na temat testu THC we włosach (bo takie badania są wykonywane u mnie w pracy). Paliłem marihuanę ok. 2 miesiące temu i nie wiem czy test na włosy coś wykaże? Dodam, że wcześniej nie paliłem przez ponad 2 lata albo i trochę więcej. Czy ewentualne zgolenie włosów z klatki piersiowej, głowy załatwiłoby sprawę? I wykrywalność byłaby mniejsza? Czy THC osadza się we wszystkich włosach na całym ciele i obojętnie jaki włos weźmiemy, to będzie to samo (np. brwi, nogi, ręce)? Na czym ten test polega? Czy badana jest cebulka czy tylko struktura włosa? Co mogłoby mi pomóc (np. jakieś specjalne diety?) w wyzbyciu się tego i przejściu testu negatywnie, co można zrobić, by oszukać ten test? Jest to dla mnie być albo nie być w pracy.

Zatraciłam się w amfetaminie - jak mam sobie pomóc?

Od 5 miesięcy biorę amfetaminę, przez ostatni miesiąc aż do teraz przesadziłam, bo biorę codziennie lub co drugi dzień. Jednak czuję, że się wypalam, ciągle myślę o samobójstwie. Codziennie palę trawę i biorę speeda. Zatraciłam się strasznie. Już...

Od 5 miesięcy biorę amfetaminę, przez ostatni miesiąc aż do teraz przesadziłam, bo biorę codziennie lub co drugi dzień. Jednak czuję, że się wypalam, ciągle myślę o samobójstwie. Codziennie palę trawę i biorę speeda. Zatraciłam się strasznie. Już nie biorę, żeby było fajnie, ale żeby sobie ulżyć, od jakiegoś czasu myślę o silniejszych narkotykach. To już nie daje mi takiej satysfakcji jak kiedyś. Błagam, pomóżcie, już mam dość. Boję się każdego dnia, gdy wyjdę z domu, bo wiem, że kupię kolejną działkę. Chcę iść do poradni, ale we wrześniu kończę dopiero 18 lat, a nie chcę wciągać w to rodziców, bo i tak mam u nich przechlapane. Pomóżcie proszę!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Otępienie i zmęczenie po pierwszym zażyciu marihuany: kiedy to minie?

Witam. Mam problem. Znajomy, który od jakichś 2 miesięcy pali marihuanę zaproponował mi, żebym spróbował. Paliliśmy z fifki, twierdził, że to jakieś 0,2 grama, ale był mocny. Zaciągnąłem się lekko, może z 5 razy. Miałem fazę przez jakieś 5-6 godzin,...

Witam. Mam problem. Znajomy, który od jakichś 2 miesięcy pali marihuanę zaproponował mi, żebym spróbował. Paliliśmy z fifki, twierdził, że to jakieś 0,2 grama, ale był mocny. Zaciągnąłem się lekko, może z 5 razy. Miałem fazę przez jakieś 5-6 godzin, potem wróciłem do domu. Tam stwierdziłem, że dalej czuję odrętwienie twarzy, jamy ustnej i jąder (co może być trochę dziwne). Przespałem się (jakieś 10 godzin), obudziłem, usiadłem do kompa, po jakiejś godzinie strasznie zaczęła mnie boleć głowa (zwykle po całym dniu grania na kompie nic mi nie jest), miałem problem z przeczytaniem tekstu, ogólnie kręciło mi się w głowie, wziąłem tabletkę od bólu głowy. Udało mi się na godzinkę zdrzemnąć, głowa przestała boleć. Wieczorem znów stwierdziłem, że mam odrętwienie w tych samych miejscach, co poprzednio. Poszedłem spać z myślą, że do rana mi przejdzie. Faktycznie, obudziłem się jakby nigdy nic. Po południu pojechałem na działkę (mam dom w budowie), popracowałem kilka godzin (bez jakiegoś przesilenia, lekka robota). Po pewnym czasie (w trakcie pracy) miałem dziwne uczucie, jakbym się trochę (naprawdę niewiele) najarał - nie mogłem się skoncentrować, dziwnie patrzyłem na ludzi, wszystko wydawało mi się iluzją, nie miałem chęci z nikim rozmawiać (np. chciałem coś powiedzieć, ale nie chciało mi się otwierać ust), czyli ogólnie to, co za pierwszym razem, tylko z mniejszym efektem. Wróciłem do domu, czułem to samo lekkie odrętwienie, co wcześniej, w głowie trochę mi szumiało.

Taki stan trwa już od 6 dni, co prawda dziś czuję się już trochę lepiej, dalej odczuwam wspomniane wcześniej objawy - zmęczenia, dekoncentracji, braku chęci do rozmowy, ostatnio też agresji. Czy to THC dalej utrzymuje się w moim organizmie? Boję się, że trwale coś sobie uszkodziłem. Ile taki stan może potrwać? Spotkałem na tej stronie podobne (a nawet identyczne) problemy, niestety nikt nie napisał jak i kiedy taki stan minął. Czy są jakieś sposoby przyspieszenia wydalania tej substancji z organizmu? Wczoraj wypiłem 1,5 litra wody. Nie wiem, czy to miało jakiś wpływ, ale tak jak napisałem, następnego dnia (tj. dziś) czułem się lepiej.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Kiedy mi przejdą stany lękowe po odstawieniu marihuany?

Witam, mam 17 lat i uczęszczam do pierwszej klasy szkoły średniej. Wszystko zaczęło się około dziewięciu miesięcy temu, kiedy to po raz pierwszy spróbowałem marihuany. Na początku uznałem to za zwykłą rozrywkę, tak jak piwo, od czasu do czasu...

Witam, mam 17 lat i uczęszczam do pierwszej klasy szkoły średniej. Wszystko zaczęło się około dziewięciu miesięcy temu, kiedy to po raz pierwszy spróbowałem marihuany. Na początku uznałem to za zwykłą rozrywkę, tak jak piwo, od czasu do czasu z kolegami po prostu coś na wzór ucieczki od codziennej rutyny, ale właśnie z tej rutyny wpadłem w następną. Przez pierwsze dwa miesiące nie odczuwałem żadnych negatywnych skutków zażywania narkotyku, faktem jest to, że zacząłem powoli opuszczać lekcje i zamieniać się w bardziej cichą istotę, co było spowodowane paranojami, które wywoływała u mnie marihuana. Po 4 miesiącach przestałem całkowicie palić na około półtora miesiąca w wyniku wypadku, po którym znalazłem się w szpitalu. Po długiej kuracji w końcu wróciłem do szkoły, jednocześnie wracając do „kółka różańcowego”, z którym nie rozstawałem się aż do maja.

Moja pamięć znacznie się pogorszyła, co teraz poskutkowało na moich ocenach, ponadto nigdy nie miałem kłopotów z pamięcią, zawsze byłem świetnie przygotowany na sprawdziany z tematyki humanistycznej oraz pojawiło się już coś innego niż paranoja, coś co wywarło na mnie tak wielkie wrażenie (a raczej strach). Przez jakiś czas nie wychodziłem z domu, ponieważ bałem się być wyśmiany i obrzucony obelgami na ulicy. Teraz staram się, aby wszystko wróciło do normy, lecz tutaj właśnie kieruję moje pytanie do specjalisty - ile czasu minie, zanim wszystko wróci do normy? Psychika w miarę się ustabilizuje, a pamięć znów będzie w bardziej konkretnym stanie? Dodam, że mam teraz niemały problem z zaufaniem co do innych ludzi, nie mogę się przełamać i być do końca sobą w towarzystwie innych.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Po alkoholu jestem innym człowiekiem - jak odbudować relacje z ukochaną?

Witam! Jestem w związku z cudowną kobietą od prawie 2 lat. Mamy po 28 lat. Były wzloty i upadki jak to w każdym związku bywa, ale ostatnio zrobiłem jej ogromną przykrość, zwyzywałem ją przy innych osobach. Wszystko działo się pod...

Witam! Jestem w związku z cudowną kobietą od prawie 2 lat. Mamy po 28 lat. Były wzloty i upadki jak to w każdym związku bywa, ale ostatnio zrobiłem jej ogromną przykrość, zwyzywałem ją przy innych osobach. Wszystko działo się pod wpływem alkoholu a bardziej jego nadmiaru. Oczywiście nic nie pamiętam i nie wiem co się działo i dlaczego tak zrobiłem. Bardzo ją kocham, ale taka sytuacja powtórzyła się drugi raz i nie wiem co mną kieruje jak wypiję. Nie jestem wtedy sobą. Na trzeźwo nigdy w życiu nie zrobiłbym jej takiej krzywdy. Rozumiem, że alkohol nie jest dla mnie i nie dotknę butelki już do końca życia. Ona jest dla mnie największym skarbem a strasznie ją zraniłem i nie wiem co teraz zrobić. Jak sprawić by mi znowu zaufała. Wiem, że podstawą jest odstawienie alkoholu raz na zawsze i tak właśnie zrobię, ale co dalej? Bardzo ją kocham i chcę żeby nam się układało.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

2-3 piwa dziennie - czy to już alkoholizm?

Witam! Mam problem z mężem. Znamy się od sześciu lat. Na początku znajomości mój obecny mąż miał poważny problem alkoholowy - dziennie wypijał od 6 piw w górę. Na imprezach upijał się prawie do nieprzytomności. Na szczęście odkąd zaczął się...

Witam! Mam problem z mężem. Znamy się od sześciu lat. Na początku znajomości mój obecny mąż miał poważny problem alkoholowy - dziennie wypijał od 6 piw w górę. Na imprezach upijał się prawie do nieprzytomności. Na szczęście odkąd zaczął się ze mną spotykać, pracował nad tym, by ograniczać to szaleństwo. Obecnie wypija 2-3 piwa dziennie, ale o tylu to ja wiem. Dziś przekonałam się, że mój mąż wypija jeszcze po kryjomu. Otóż, byłam pewna, że jest jedno piwo w lodówce, bo sama je przekładałam. Przez przypadek zorientowałam się, że piwa już w lodówce nie ma, a była dopiero godzina 10.30! W sobotę, mój mąż również zrobił taką akcję, i wypił około godz. 11. Uważam, że jako biznesmen, który ma poważną firmę, powinien być na chodzie, a nie tylko wysyła ludzi jak gdzieś trzeba jechać samochodem. No i oczywiście dochodzą do tego kłamstwa, bo gdy zapytałam gdzie jest to piwo, do od razu odpowiedział, że oddał koledze, który dziś przyszedł na kacu. Nie udało mu się jednak zrobić ze mnie idiotki i powiedziałam mu, że myślę, że jest alkoholikiem. A on na to: „ale czy ja jestem pijany? Czy leżę n***** pod stołem?!”. Taka z nim rozmowa.

On uważa, że jak pije w domu, to nie jest alkoholizm, bo alkoholicy to sączą wódę pod sklepem. Zdaję sobie sprawę z tego, że on nie jest świadomy swojego nałogu, ale ciągłe zamartwianie się, czy jak wrócę z pracy do domu, czy będzie już po piwku, czy nie, zaczyna mnie męczyć. Mąż w sumie nie jest agresywny po piwie, ale zdarzyły się dwie sytuacje, że gdy stanowczo powiedziałam, że nie pozwolę mu wypić piwa, to on rzucił tym piwem o ścianę i wybiegł z domu. Innym razem po delikatnej kłótni na tym właśnie gruncie poszedł zabalować do kolegi i wrócił drugiego dnia po południu kompletnie zalany. Proszę mi pomóc, jak mu przetłumaczyć, że to jest problem, że nie chcę tak żyć?! Co mam zrobić, gdzie się kierować? Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Lek. Jerzy Bajko
Lek. Jerzy Bajko

Czy złe samopoczucie może utrzymywać się kilka miesięcy po zażyciu amfetaminy?

Witam, 6 miesięcy temu miałem kilka razy przygodę z amfetaminą, ale nie ukrywam, że wziąłem jak na pierwszy raz duże dawki - do 1 grama na noc. Od któregoś razu zaczął utrzymywać się ciągnący ból w skroni o słabym nasileniu...

Witam, 6 miesięcy temu miałem kilka razy przygodę z amfetaminą, ale nie ukrywam, że wziąłem jak na pierwszy raz duże dawki - do 1 grama na noc. Od któregoś razu zaczął utrzymywać się ciągnący ból w skroni o słabym nasileniu po prawej stronie. Wcześniej widziałem trochę jakby za mgłą na jedno oko, więc poszedłem do okulisty. Stwierdził, że mam astygmatyzm 0,5 cylindra w prawym oku i ból to raczej nie od oka. Zrobiłem rezonans magnetyczny, jest w normie. Ból i dyskomfort nasila się po np. kawie, papierosie, podczas czytania albo gdy jestem osłabiony i wieczorem. Wizytę u neurologa mam za 3 miesiące i martwię się. Proszę o radę. Dodam, że po kawie zauważyłem, że łapie mnie lęk i taka panika, ale nie zawsze. Mam też silną nerwicę i jestem bardzo spięty, co daje dziwne objawy, ale to już od 7 lat. Z góry dzięki i pozdrawiam. P.S. Żałuję, że tego spróbowałem, bo po tym od 6 miesięcy czuję się jakiś nieswój:(

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat

Paraliż po alkoholu - czy to groźne?

Mam problem, który nie daje mi spokoju. Moja mama przy spożyciu alkoholu, a nie spożywa go zbyt mało, dziwnie się zachowuje. Chodzi mi tu o to, że chwilami jej ciało się wygina i trwa to kilka minut. Przy tym...

Mam problem, który nie daje mi spokoju. Moja mama przy spożyciu alkoholu, a nie spożywa go zbyt mało, dziwnie się zachowuje. Chodzi mi tu o to, że chwilami jej ciało się wygina i trwa to kilka minut. Przy tym tak jakby na chwilę zasypiała, ma ciężki oddech (tak jakby nie mogła prawidłowo oddychać, można porównać to do sapania) i ma zaciśniętą szczękę, potrafi nawet się przez to przewracać. Paraliżuje ją to praktycznie całą. Gdy jest trzeźwa, to się nie pojawia. Nie wiem o co chodzi. Ma to kilka lat, a niestety się nie leczy. Do czego to może doprowadzić, co to w ogóle jest i skąd się wzięło? Proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 3 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Jaki jest czas utrzymywania się marihuany we krwi?

Paliłem marihuanę oraz haszysz co dzień od ok. 3 lat. Jestem szczupłym, 23-letnim mężczyzną, ok. 178 cm, 70 kg, jeśli to ma znaczenie. Wydaje mi się, iż mam szybką przemianę materii, źle się odżywiam, zazwyczaj jeden syty posiłek w ciągu...

Paliłem marihuanę oraz haszysz co dzień od ok. 3 lat. Jestem szczupłym, 23-letnim mężczyzną, ok. 178 cm, 70 kg, jeśli to ma znaczenie. Wydaje mi się, iż mam szybką przemianę materii, źle się odżywiam, zazwyczaj jeden syty posiłek w ciągu dnia i jakieś małe przekąski, nie zażywam ruchu, prowadzę bierny tryb życia. Chcę się dowiedzieć, jak długo w mojej krwi hipotetycznie mogą być ślady palenia marihuany. Jeśli to możliwe, proszę powiedzieć, czy istnieje możliwość, że przez własne działanie mogę przyspieszyć jej zniknięcie, np. poprzez zmianę diety, zażywanie leków, witamin, stymulowanie przyrostu krwinek czy większą aktywność fizyczną. Jeśli tak, to jak? Proszę wskazać, ile w przybliżeniu może średnio kosztować laboratoryjne badanie obecności marihuany we krwi?  

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Co zrobić, żeby mój partner nie wpadł w chorobę alkoholową?

Witam! Mam 28 lat, jestem w związku z 27-letnim partnerem od lat 8. Mamy 7-letnią córeczkę. Zauważam, że mój partner zaczyna dużo pić. Często pracuje w delegacji. Ostatnio nie było go 2,5 miesiąca i wiem, że strasznie dużo tam pił....

Witam! Mam 28 lat, jestem w związku z 27-letnim partnerem od lat 8. Mamy 7-letnią córeczkę. Zauważam, że mój partner zaczyna dużo pić. Często pracuje w delegacji. Ostatnio nie było go 2,5 miesiąca i wiem, że strasznie dużo tam pił. Średnio raz w tygodniu pił wódkę w dość dużej ilości i piwo w międzyczasie. Teraz wrócił. Jest w domu ponad tydzień i już zdążył mieć jeden nieplanowany „wyskok pod sklep” (podczas gdy ja byłam cały dzień w pracy) wtedy, gdy miał mnóstwo ważnych spraw załatwić, m.in. odebrać córkę ze szkoły. Nie zrobił ani jednej z tych rzeczy. Córkę odebrał wujek, ale mnie to przeraziło... A gdyby wujek wtedy nie był osiągalny?! Obiecywał, że w domu pić nie będzie. Zaniedbuje dziecko, które strasznie się za nim stęskniło. Jak zostaje z córką sam, to często przesypia kilka godzin, zamiast spędzić z nią trochę czasu. Rozumiem, że jest zmęczony, bo na wyjeździe ciężko pracował, ale to go nie usprawiedliwia. Ma niedopilnowane sprawy służbowe, boję się, że będą przez to kłopoty...

Borykam się z problemem DDA i jestem przerażona tym, co się zaczyna dziać. On twierdzi, że oczywiście przesadzam, a jemu od czasu do czasu wolno się napić - przecież nie pije codziennie. A poza tym nie będzie zawsze robił tego, co ja chcę, a z powodu mojego problemu (DDA) na pewno nie zostanie abstynentem - Jego słowa! Żadne tłumaczenie, prośby, a nawet straszenie nie ma dla niego żadnego znaczenia. Kompletnie nie liczy się ze mną w tym temacie. Nawet lubi się ze mną drażnić w sprawie alkoholu. On generalnie jest trudnym człowiekiem. Ma bardzo ciężki charakter. Nie znosi, jak mu ktoś zwraca uwagę albo kiedy robi się coś inaczej niż on by chciał. Nic nie można mu przetłumaczyć. A do tego jest bardzo nerwowy. Jest kilka lat po ciężkim wypadku i najdrobniejsza sprawa może go wyprowadzić z równowagi. Nie jest w stosunku do mnie i do dziecka agresywny po alkoholu. Nie bije nas (przynajmniej na razie!). Ale zawiódł mnie i nie mam do niego zaufania. Nie mogę na nim polegać. Wiem, że jestem też przewrażliwiona - kiedyś drażnił mnie nawet kiedy pił jedno-dwa piwa raz na jakiś czas (b. rzadko). Nie przejdę nad tym do porządku dziennego. Nie potrafię! Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji, żeby nie było gorzej?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak mam pomóc mężowi i naszej rodzinie?

Dzień dobry, mam pytanie, jestem mężatką 12 lat. Mój mąż jest uzależniony od alkoholu i nie wiem, jak mu pomóc, ja i dzieci też jesteśmy już na wyczerpaniu. Nie mogę spać ani jeść. Jestem przygnębiona, a moje dzieci są bardzo...

Dzień dobry, mam pytanie, jestem mężatką 12 lat. Mój mąż jest uzależniony od alkoholu i nie wiem, jak mu pomóc, ja i dzieci też jesteśmy już na wyczerpaniu. Nie mogę spać ani jeść. Jestem przygnębiona, a moje dzieci są bardzo agresywne, niespokojne, a najmłodsza zaczęła się moczyć w nocy. Nie wiem, co mam robić i jak nam i jemu pomóc. Zaczynam się poddawać i załamywać, że nie dam rady. Proszę o radę, bo nie wiem, co robić. Dziękuję i pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jakie mogą wystąpić skutki uboczne po odstawieniu dopalaczy?

Witam. Mam prawie 19 lat. Przez ok. rok zażywałem dopalacze w postaci proszku oraz do palenia. Wcześniej wdychałem klej i rozpuszczalnik. Nie biorę od zamknięcia dopalaczy, czyli prawie rok. Przez ten czas paliłem tylko marihuanę i piłem alkohol. Chodzi mi...

Witam. Mam prawie 19 lat. Przez ok. rok zażywałem dopalacze w postaci proszku oraz do palenia. Wcześniej wdychałem klej i rozpuszczalnik. Nie biorę od zamknięcia dopalaczy, czyli prawie rok. Przez ten czas paliłem tylko marihuanę i piłem alkohol. Chodzi mi o to, że z dnia na dzień tracę chęć do życia, bo nie jestem w stanie nic zrobić. Nie mam siły, jestem ciągle zmęczony i śpiący. Nawet od razu po przebudzeniu. Mam strasznie głupie i ograniczone myśli. Czuję jakbym cofał się w rozwoju. Tracę na masie, bolą mnie wszystkie stawy, głowa, często miewam migreny. Od jakiegoś czasu bardzo słabo widzę, nawet nie potrafię tego określić, po prostu źle, przez co często chce mi sie wymiotować. Nie potrafię nic zapamiętać ani logicznie myśleć, ciągle śmieję sie z byle głupot i mówię sam do siebie. Mam problemy z utrzymaniem równowagi, mową, czuję się jakbym był lekko przeziębiony poprzez wrażliwe ciało. Meczące kołatania serca, bezsenność, duszności, często też nie potrafię złapać powietrza lub też przy zasypianiu czuję się jakbym miał zaraz zapomnieć, że mam oddychać i po prostu czuję jakbym odpływał. Chaotyczność w myślach i mowie, cały czas brakuje mi słów, których potrzebuję użyć, czuję, że po prostu jestem nikim. Nie potrafię przedstawić czegokolwiek tak jakbym tego chciał.

Mam strasznie zmarnowaną twarz, opadnięte kąciki ust, otępiały wzrok, wory pod oczami. Czuję dziwne szmery w żołądku, napady zimna, jak i ciepła. Nie wiem po prostu co mam zrobić! Drętwienie dłoni, szyi, skurcze całego ciała, także prącia. Częste oddawanie jasnego kału. Kurczenie się jąder, swędzenie odbytu, rzadko skrzepy w kale oraz ostatnio parę razy biała wydzielina z odbytu. Tego jest tak dużo, a ja chcę po prostu normalnie funkcjonować i mieć swoje życie. Chcę wiedzieć, że robię coś dla siebie i wpływa to na moją przyszłość, że staję się mądrzejszy, a nie głupszy. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, unikają mnie, nie lubią ze mną rozmawiać, bo jestem strasznie nudny i dziwny. Byłem na badaniu krwi i moczu, gdzie wszystko podobno wyszło dobrze, na badaniach neurologicznych powiedziano mi, że nie ma potrzeby, żebym został na obserwacji. Lekarz pierwszego kontaktu powiedział, że mam się udać do poradni zdrowia psychicznego i uzależnień. Boję się, że jestem chory na coś poważnego i że to nie jest odwracalne. Czekam na konkretną odpowiedź. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Co zrobić z mamą alkoholiczką?

Moja mama, odkąd pamiętam, pije. Codziennie chodzi kilka razy do sklepu i kupuje po kilka butelek piwa, także wieczorem ledwo trzyma się na nogach. Tata pracuje od rana do późnych godzin wieczornych, niedawno wykryto u niego krwiaka, więc postanowił ukrócić...

Moja mama, odkąd pamiętam, pije. Codziennie chodzi kilka razy do sklepu i kupuje po kilka butelek piwa, także wieczorem ledwo trzyma się na nogach. Tata pracuje od rana do późnych godzin wieczornych, niedawno wykryto u niego krwiaka, więc postanowił ukrócić mamie dostęp do alkoholu, nie dając jej pieniędzy. Ona znalazła na to sposób, okłamując go, że zabrakło mąki, masła czy potrzebuje na papierosy, nieraz tata daje jej pieniądze dla świętego spokoju. Rodzice bardzo często się kłócą, a od kilku dni przyjeżdża do nas kuzyn mamy, z którym mama pije. Ten kuzyn to były wojskowy i gdy tata próbuje go wyprosić z domu, ten grozi mu, że naśle na niego swoich kolegów, którzy zrobią z nim porządek. Tata przez te kłótnie czuje się coraz gorzej. Co mam zrobić w tej sytuacji? Strasznie boję się o zdrowie taty i że ci bandyci mogą coś nam zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Co zrobić, gdy chłopak lubi alkohol?

Witam! Mam 17 lat. Jestem z chłopakiem, który, nie oszukujmy się, lubi alkohol. Zanim się poznaliśmy, wraz z kolegami po szkole udawał się na jedno czy też dwa niezobowiązujące piwa. Później, jak byliśmy już razem, więcej mu się to nie...

Witam! Mam 17 lat. Jestem z chłopakiem, który, nie oszukujmy się, lubi alkohol. Zanim się poznaliśmy, wraz z kolegami po szkole udawał się na jedno czy też dwa niezobowiązujące piwa. Później, jak byliśmy już razem, więcej mu się to nie zdarzało, gdyż jak uważa, stawia mnie na pierwszym miejscu. Któregoś dnia wyjechał na warsztaty naukowe, na których upił się niemiłosiernie. Przyznał mi się do tego, gdy to usłyszałam, rozkleiłam się, postawiłam mu warunek, że jeśli jeszcze raz tak się 'schleje' to z nami koniec. Bardzo się stara, gdy idzie gdzieś, po imprezie dzwoni do mnie, by poinformować, ile wypił. Ogólnie wszystko jest ok, ale gdy mnie nie ma na horyzoncie, od razu ucieka się do kolegów. Nie wiem, jak mu delikatnie powiedzieć, by zajął się czymś pożytecznym po szkole, kiedy ja nie mam dla niego czasu, a nie udawał się z chłopakami na piwko. Boję się, że kiedyś może się to przeobrazić w uzależnienie, chociaż on gwarantuje mi, że tak nie będzie. Chłopak z niego dobry, dba o mnie, jest ambitny, chce iść na studia, a następnie pracować w wymarzonym zawodzie. Stara się, od tamtych felernych warsztatów jeszcze mnie nie zawiódł. Co robić? Proszę o pomoc. Z góry dziękuję za radę i pozdrawiam:)

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy przy uzależnieniu od mefedronu potrzebny jest detoks?

Mam koleżankę, która od miesiąca codziennie (dosłownie) zażywa od 1 do 2 gramów mefedronu. Sama nie jestem w stanie jej to wybić z głowy. W internecie jest za mało jeszcze informacji na temat tej substancji, wiec nie wiem jak to...

Mam koleżankę, która od miesiąca codziennie (dosłownie) zażywa od 1 do 2 gramów mefedronu. Sama nie jestem w stanie jej to wybić z głowy. W internecie jest za mało jeszcze informacji na temat tej substancji, wiec nie wiem jak to wpływa na jej psychikę i co będzie dalej. Koleżanka jest zachwycona mefedronem i mówi, że bez niego nie mogłaby normalnie funkcjonować. Od czasu gdy zaczęła brać, dużo więcej się udziela towarzysko. Ma straszny słowotok, przez co łatwo nawiązuje nowe kontakty i widać, że naprawdę wydaje się bardzo zadowolona z życia. Jeszcze przed zażywaniem mefedronu była osobą bardzo melancholijną i raczej zamkniętą w sobie. Nie lubiła rozmawiać, była bardzo introwertyczna, jej rodzice myśleli, że coś bierze i robili wszelakie testy. Jednak one nic nie wykryły, ponieważ to była po prostu jej natura. Teraz, gdy zaczęła brać, jest kompletnie inna, ma lepsze kontakty ze znajomymi, jak i również (a w szczególności) z rodzicami, którzy oczywiście nie mają zielonego pojęcia o mefedronie i po prostu są przekonani, że dojrzała czy coś w tym stylu (ona ma dopiero 19 lat). Trochę to paradoksalne, ale mefedron naprawdę zmienił ją „na lepsze”. Wiem, że na pewno nie będzie chciała uczestniczyć w żadnej terapii. I tu pojawiają się moje pytania: po jakim czasie (i jakie) pojawiają się skutki zażywania mefedronu? Czy do pozbycia się uzależnienia potrzebny jest detoks na oddziale zamkniętym, czy zwykła psychoterapia? Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dr Izabela Dębicka
Dr Izabela Dębicka

Czy moje dolegliwości to skutki narkotykowego maratonu?

Witam! Niedawno ukończyłem 22 lata. W wieku 19 lat zacząłem sporadycznie podpalać marihuanę i haszysz. Niestety częstotliwość zażywania narkotyków z miesiąca na miesiąc sukcesywnie rosła. Brałem przez niecałe 2 lata, przeważnie raz w tygodniu, lecz zdarzały się dwukrotne narkotykowe ekscesy...

Witam! Niedawno ukończyłem 22 lata. W wieku 19 lat zacząłem sporadycznie podpalać marihuanę i haszysz. Niestety częstotliwość zażywania narkotyków z miesiąca na miesiąc sukcesywnie rosła. Brałem przez niecałe 2 lata, przeważnie raz w tygodniu, lecz zdarzały się dwukrotne narkotykowe ekscesy w ciągu siedmiu dni. W większości były to środki, których sposób aplikowania polegał na paleniu (marihuana, także dopalacze). Epizodycznymi sytuacjami w moim życiu było zażycie cięższych narkotyków, takich jak amfetamina czy ecstasy. Niespełna pół roku temu przestałem brać, postanowiłem skupić się na studiach, staram się pożytkować swoje życie w sposób produktywny. Lecz niestety notorycznie udzielają mi się stany obniżonego nastroju, głębokiego zdenerwowania, lęku, wewnętrznego niepokoju. Źle się ze sobą czuję, moje reakcje są opóźnione, zdarzają się sytuacje, kiedy głowa mi „pęka”, nie posiadam wystarczającej pewności siebie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że są to konsekwencje moich wcześniejszych, zupełnie irracjonalnych czynów. Obawiam się tylko jednego: mianowicie, że te minione eskapady kończące się stanami nietrzeźwości mogły doprowadzić do jakiegoś stałego defektu psychicznego. Czy mój lęk jest uzasadniony, czy jednak te objawy mogą być tylko etapem przejściowym i po jakimś czasie całkowicie „dojdę do siebie”? Z góry dziękuję i bardzo proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy dopalacze mogły spowodować, że czuję się odrealniony?

Witam! Mam 15 lat, jakiś miesiąc temu naszedł mnie dziwny stan. Stałem z kolegami pod klatką, kolega dzwonił do drugiego kolegi, podczas wsłuchiwania naszedł mnie dziwny stan, tak jakby to się nie działo. Poszedłem od razu do domu, włączyłem komputer,...

Witam! Mam 15 lat, jakiś miesiąc temu naszedł mnie dziwny stan. Stałem z kolegami pod klatką, kolega dzwonił do drugiego kolegi, podczas wsłuchiwania naszedł mnie dziwny stan, tak jakby to się nie działo. Poszedłem od razu do domu, włączyłem komputer, wołała mnie mama i gdy zadawała mi jakieś pytania to się jąkałem itp. Byłem bardzo wystraszony. Na drugi dzień wstałem, ubrałem się, bardzo dziwnie się czułem, taki zmęczony. Poszedłem do sklepu i w drodze do sklepu poczułem się znów bardzo dziwnie, wydawało mi się jakbym nie wiedział gdzie idę, tak jakby mi się to śniło. Wróciłem do domu no i siedziałem przed komputerem, tylko tak mogę zapomnieć o tym co ze mną jest, nie myślę o tym. Na drugi dzień szedłem do szkoły, tą samą drogą co do sklepu bo, tak zawsze chodzę. Znów mi się wydawało, jakby mi się śniło to, takie nierealne. Ogólnie do tej pory tak mam. Jakiś rok temu doszedł mi do życia śnieg optyczny, na początku było ciężko się przyzwyczaić do tego, ale śnieg mi nie sprawia kłopotów z życiem codziennym. Nie wiem co mam robić, boję się powiedzieć rodzicom o tym, czy ma to związek z tym, że jakiś rok wcześniej paliłem dopalacze?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena BrudzyĹska
Mgr Magdalena BrudzyĹska

W jaki sposób namówić męża, żeby zaczął leczyć się z uzależnienia od alkoholu?

Dzień dobry! Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku naszej znajomości. Problem dla mnie jest bardzo złożony, ale przyczyna chyba tylko jedna – alkohol (albo ja). Znamy się z mężem jakieś osiem lat, małżeństwem jesteśmy sześć, obydwoje jesteśmy...

Dzień dobry! Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku naszej znajomości. Problem dla mnie jest bardzo złożony, ale przyczyna chyba tylko jedna – alkohol (albo ja). Znamy się z mężem jakieś osiem lat, małżeństwem jesteśmy sześć, obydwoje jesteśmy po trzydziestce kilka lat. Przez rok, zanim zostaliśmy parą przyjaźniliśmy się jak kolega z koleżanką, jeździliśmy razem na imprezy dyskoteki, mieliśmy duże towarzystwo i zawsze wszystkiemu towarzyszył alkohol. Już wtedy mój mąż pił codziennie piwo wieczorem, nie licząc wyjść w wolne dni, kiedy to się upijał. Chyba nie przeszkadzało mi to, bo sama też nie stroniłam wtedy, bawiłam się jak wszyscy z naszego otoczenia, nie upijałam się może, ale zawsze jakiś alkohol sączyłam, zresztą nie mam głowy do picia i na drugi dzień źle się czuję co jest dla mnie argumentem, żeby nie przesadzać. Poza tym wtedy nie dało się nie pić, bo wszyscy pili i dzieżko by się z nimi rozmawiało bez "podkładu". Mój mąż już wtedy prowadził swoją firmę, a ja miałam dobrze dochodową pracę i na wiele było nas stać, pochodzę raczej z mało zamożnej rodziny, w moim domu raczej nie było na co dzień alkoholu, ale wieczne awantury, rodzice w ogóle się nie dobrali. Nie wiem później tę wieczną zabawę tłumaczyłam sobie chęcią jakiegoś odreagowania, po studiach, ciężkiej pracy i nieudanych ograniczających nas związkach. Zaznaczę tylko, że mój mąż wtedy jak i teraz bardzo ciężko i intensywnie pracował, zawsze po takich towarzyskich "występach" w dni wolne rano wstawał i szedł do pracy nie obijając się. Mój mąż ma firmę transportową i wtedy jeszcze sam jeździł zawsze tłumaczył, że musi odreagować po całym tygodniu pracy. Pierwszy niepokojący sygnał miał miejsce w sylwestra, który kojarzę raczej z tym, że zostaliśmy parą niż z tym zdarzeniem. Mój mąż wtedy, jak zwykle na tego typu przyjęciu upił się do nieprzytomności, tzn. on zawsze prosto idzie, z wszystkimi rozmawia, na różne tematy, tylko nie ma świadomości, czyli nic na drugi dzień nie pamięta i ma mętne prawie zamknięte oczy. Uciekał po jakichś lasach przed kimś, kto go podobno gonił po czym jeden silniejszy kolega go dosłownie przyniósł, a on wybił głową szybę w oknie (krew, rozbita szyba i głowa). Przeprosił, powiedział, że dla mnie się zmieni, co już wtedy świadczyło, że to nie pierwszy przypadek i że on wie, że coś jest z nim nie tak. Powiedział pierwszy raz, że mnie kocha (a mój mąż nie jest wylewny, chyba że dla dzieci), nawet chyba nie rozpatrywałam tego w kategorii wybaczania, po prostu przeszliśmy do porządku dziennego. W między czasie często były sytuacje, że z jakichś imprez, wesel itp. siłą musiałam go wyciągać, ale bez awantur, na co dzień byliśmy szczęśliwą parą, rozumieliśmy się bardzo dobrze, prawdziwa dojrzała miłość (tak mi się wydaje). Druga sytuacja miała miejsce na wczasach, (pół roku po tym sylwestrze) w dużym towarzystwie i bardzo zakrapianych, mężczyźni prawie nie trzeźwieli przez tydzień. Mój chłopak wtedy wsiadł do samochodu, prawie nie trzymając się na nogach (nikt tego nie widział), po czym jadąc dzwonił do mnie mówiąc, że goni go policja, następnie dawał mi do telefonu starszego aspiranta policji, którego sam udawał. Wrócił nad ranem, przepraszał, obiecywał, mówił, że nie jest mnie wart itd. Zaznaczam, że nigdy nie był agresywny wobec mnie, raczej wobec siebie. No i dalej żyliśmy, planowaliśmy, postanowiliśmy się pobrać, dzień przed zaręczynami oficjalnymi z rodzicami (bo w ogóle to oświadczył mi się w Wieliczce kilkaset metrów pod ziemią w kościele z soli) znowu miał wybryk po dużej ilości alkoholu z uciekaniem, dzwonieniem i wtedy na przeprosiny obrał już inną metodę. Chciał odejść, bo bał się, że zmarnuje mi życie, ale ja brnęłam w to dalej, chyba nawet sama go wtedy prosiłam, żeby został. Nie wiem, czy to wstyd przed rodziną, wszyscy go uważają za prawie wzór cnót (szczególnie z mojej strony), mądry, bogaty, wykształcony, pracowity (prawie na wszystko zapracował sam), dobry - wszystkim zawsze pomaga (finansowo i inaczej również). Na drugi dzień zaręczyny, wzruszenie, płacz szczęścia, ustaliliśmy datę ślubu. Dalej żyliśmy, szczęśliwi, dorabialiśmy żeby zapewnić sobie jakiś start. Mój mąż wiele w życiu od siebie wymaga, przyzwyczajony jest do dosyć wysokiej stopy życiowej, duże pieniądze, ogromny stres w firmie i nie bardzo chce przyjmować pomocy od innych. W między czasie nadal dosyć dużo imprezowaliśmy, alkohol w naszym życiu był zawsze, piwo pije codziennie odkąd go znam, nawet interesy twierdził, że nie da się inaczej załatwić jak przy alkoholu i faktycznie tak było. Ale jakichś szczególnych ekscesów nie było, chociaż faktycznie nie wiem kiedy, ale przybrałam metodę nie drażnienia go jak wypił (czyli nie mówiłam, żeby już nie pił, wracałam sama z tych imprez czy wesel, czy przyjęć rodzinnych on później wracał grzecznie kładł się spać). Nikt nie zauważa nic, oprócz jego taty (też alkoholik leczący się i nie pijący, bardzo dobry i mądry człowiek prowadzący dużą firmę), a może ktoś zauważa tylko nic nie mówią. Nie wiem, ja w każdym razie coś czułam, ale to wszystko zdarzało się później na tyle rzadko, a na co dzień wręcz sielanka, doskonale się rozumieliśmy, podobne plany, nauczyliśmy się kompromisów. I to też chyba był błąd z mojej strony. Ludzie uważali nas za przykładną parę, koledzy mojego męża podawali mnie za przykład, że potrafię tak bez awantury wyjść z imprezy i pozwolić mu zostać z kolegami i "upodlić" się do końca, a ja chyba gdzieś podświadomie czułam, że takie awanturowanie może źle się skończyć. Zmniejszałam ryzyko. Problem był, on sam teraz mówi, że to wraca ze zdwojoną siłą. Następnie był ślub, wesele, pierwsza córka. Mój mąż okazał się wspaniałym mężem i ojcem, bardzo dobry kontakt z dzieckiem. To ja jestem chyba nawet gorsza, mam mniej cierpliwości, on na co dzień jest wręcz aż za spokojny, wszystkich potrafi zrozumieć i wytłumaczyć, pomagamy sobie. Czasami wydaje mi się, że wyolbrzymiam, że przecież on ma tylko jedną wadę, że nie ma ludzi bez wad. I może to jest prawda. Nadal codziennie wieczorem piwo. Mało imprez, raczej tylko rodzinne i z przyjaciółmi. Dziecko zazwyczaj kładłam wcześniej, więc nie patrzyło na "upodlenie ojca", nigdy nie było awantur. Kiedy byłam w ciąży z drugą córką, a pierwsza miała ok. roczek, dwa i pół roku po ostatnim wybryku, wróciliśmy z zaręczyn od mojej kuzynki. Był bardzo pijany, położyłam córkę spać, zamknęłam ją w pokoju i chociaż zawsze często się budziła tę noc przespała całą. Ja poszłam się kąpać a mój mąż prawie śpiąc z butelką piwa oglądał coś w telewizji lub czytał gazetę, bo robi to i to po pijanemu, chociaż mnie się wydaje, że nie widzi na oczy. A zapomniałam, że chciał przenieść imprezę do nas łącznie z pijanym kuzynem, ja zabroniłam i jakimś cudem go przywiozłam samego, ale był zły. Kiedy wyszłam z łazienki, walił głową w szybę, ale szyba była wzmacniana i tylko nabił sobie guza, kiedy próbowałam go uspokoić wybił szybę od jednych drzwi zamknął się w łazience i straszył, że podetnie sobie żyły, pociął sobie tylko dłoń. Wezwałam wtedy sąsiada kolegę, pomógł nam i zabrał go do siebie, bo ja już się bałam z nim być w takim stanie. Nasza córeczka starsza, która już wtedy miała "szósty zmysł" nie obudziła się w trakcie tej awantury nawet na chwilę. Zresztą nasze dzieci nigdy nie widziały żadnej awantury, bo u nas nie ma awantur. Na drugi dzień nic nie pamiętał, próbował trochę mnie obwiniać, że go wygoniłam z domu. Spakował się, chciał się wyprowadzić dla naszego dobra, bo jak sam twierdził, nic nie pamięta i nie wie czy kiedyś nie zrobi nam krzywdy. Sama prosiłam, żeby został, ja z brzuchem i maleńkim dzieckiem. Dałam nam jeszcze jedną szansę, wtedy mówiłam, że ostatnią. Znalazłam lekarza, namówiłam mojego męża z ogromnym trudem i pojechaliśmy do niego, wszystko opowiedzieliśmy. Lekarz stwierdził, że nie jest alkoholikiem (przypominam, że codziennie pije piwo lub kilka i myślę, że od kilkunastu lat) i na terapię się nie nadaje. Jedynie, jak to on wytłumaczył, jest jakby uczulony na pewną ilość alkoholu, która odbiera mu normalne myślenie. Wtedy wydawało mi się to proste. Teraz mam żal, że tacy lekarze istnieją. Mój mąż nie pił "mocnego alkoholu" ok. roku, piwo codziennie (nie mógł się nim upić, bo ma dosyć mocną głowę, więc brzuch by mu rozsadziło, bo musiałby wypić ogromną ilość). Później wszystko wróciło do normy. Teraz już nie prowadzimy tak rozrywkowego trybu życia, mamy dwie cudowne córki (trzy i pięć lat), jesteśmy dosyć zamożni, mamy wiele planów, chcemy wybudować jeszcze jeden dom na starość, wyobrażamy sobie nasze córki kiedyś, staramy się zapewnić jakąś przyszłość. Wolne dni spędzamy razem. Mój mąż jest niesamowitym ojcem, dziewczynki go uwielbiają. Na co dzień jesteśmy przykładną rodziną, dzieci nigdy nie widziały awantur. Od ostatniej niebezpiecznej sytuacji minęło ponad trzy lata. Piwo jest nadal codziennie, nadal chodzę jak truś jak jest pod wpływem dużej ilości alkoholu i jakoś się udawało. Trochę życie jak na bombie. Cztery dni temu zrobiliśmy grilla, przyszła kuzynka z mężem i kolega z żoną, z którymi nie widzieliśmy się ok. roku. Dzieci biegały, my biesiadowaliśmy. Mężczyźni już prawie doszli do punktu krytycznego (dzieci położyłam wcześniej). Mój mąż chciał jechać z kolegą i jego ciężarną żoną do nich, nie wiem po co, bo chyba po drodze by usnął, ale postawiłyśmy się, pojechali. Nn pomógł mi posprzątać, pijany, zaczął podlewać trawę i przyszedł w którymś momencie do kuchni i zaczął mnie pytać grzecznie, dlaczego mu nie pozwoliłam jechać (jakby chciał mnie sprowokować do kłótni). Ja mu zaczęłam mówić, że musi myśleć w takich chwilach, że ma nas, córeczki. A on odebrał to tak, że ja mu zarzuciłam, że nie kocha dziewczynek. Zaczął płakać i krzyczeć, że kocha je nad życie, a ja jestem zła i mówię takie straszne rzeczy. Pobiegł z tyłu domu i zaczął kopać w drzwi od piwnicy, bo niby nie chciały się zamknąć, aż wypadły z zawiasów. Ja już nic nie mówiłam, tylko delikatnie krzątałam się po domu i z ukrycia obserwowałam co on robi. Uspokoił się, usiadł przed telewizorem, jadł cisto, a ja poszłam się kąpać (było ok. 23). Kiedy wyszłam on się krzątał, przyszedł do łazienki myć zęby, podałam mu pidżamkę i powiedziałam, że wyjdę przed drzwi na werandę zapalić. Kiedy siedziałam sobie i się odstresowałam, mój mąż wyszedł i mówi, że go gonią potwory. Ja na to, żeby się nie wygłupiał i poszedł na górę spać, a on zamknął drzwi i przekręcił zamek od środka. Wpadłam w panikę, on sam w takim stanie i dzieci, mam bujną wyobraźnię (tyle się słyszy o przykładnych ojcach albo matkach, którzy mordują swoje rodziny i sami popełniają samobójstwo). To była godzina koszmaru. Obleciałam cały dom czy czasami coś nie zostało otwarte, ale przecież ja mam manie zamykania wszystkiego przed snem. Nie chciałam walić w drzwi, żeby dzieci nie obudzić, skamlałam pod drzwiami jak pies, żeby mi otworzył, ale jego tam chyba nie było. Szczęście, że mam też manię noszenia telefonu przy sobie, nawet w szlafroku. Zadzwoniłam po siostrę, która pojechała po klucze do mamy (ma od naszego domu, bo zajmuje się dziećmi). Siostra dotarła w ciągu godziny, która była chyba najgorszą w moim życiu. Weszłyśmy do domu a on sobie spał na górze, nic nie zrobił, ale zrozumiałam, że mogło się stać wszystko, przecież sam mówi, że nie jest siebie pewien. Rano nie wytrzymałam, wyzwałam go od najgorszych świrów i wykrzyczałam, że albo leczenie, albo rozwód. On był na początku bardzo zdziwiony, nic nie pamiętał, a później jakby chciał mnie obwinić. Zły był, że zastał moją siostrę (co miałam zrobić, bałam się już z nim zostać). Spakował się i powiedział, że się wyprowadza, wtedy jeszcze dziewczynki spały. Mówił że on się nie będzie leczyć, bo wie, że to się nie uda i najgłupszy argument jaki słyszałam że "nie ma na to czasu", nie potrafię tego zrozumieć, mówi że kocha nas a nie chce spróbować. Ma wspaniałą rodzinę, jesteśmy na co dzień szczęśliwi. On chyba nas po prostu nie kocha, to wszystko to jakiś film. Prosiłam, błagałam, żeby się leczył, bo inaczej faktycznie tylko rozwód. Walizka stała już spakowana, dziewczynki powoli zaczęły się wybudzać i schodzić na dół, zalały go pytaniami o walizkę. Jakoś wytłumaczył, że jedzie w trasę. Myślałam, że z nimi jakoś się udało. Wywiozłam dzieci do mamy i próbowałam z nim jakoś rozmawiać, po raz następny mówiłam, że mu pomogę, ale on kategorycznie, że nie będzie się leczył, bo to nic nie da. Wróci za rok, dwa, pięć lub dziesięć lat ze zdwojoną siłą. Po prawie całym dniu rozmów chyba mu przyznałam rację, mój mąż nie chce nas krzywdzić. Powiedział, że dzieci zostają przy mnie (bo wie, że nie ma innej możliwości), wszystko co w kredycie on bierze a to co spłacone moje, że mam posprzedawać działki i kupić sobie mieszkanie, samochód jeden dostaje, na dzieci będzie dawał. Mam przecież pracę, jestem zdrowa, on się na razie wyprowadzi do hotelu. W ciągu tygodnia wynajmie coś, ja mogę zostać w domu do czasu, kiedy nie znajdziemy dla mnie mieszkania, wszystko będzie opłacał. No jakby nadal sielanka, przecież tyle jest strasznych rozwodów, powinnam to wszystko wziąć i spieprzać gdzie pieprz rośnie, ale ja go kocham, kocham moją rodzinę. Patrzę na twarze moich dzieci i jak ja im to powiem, przecież one nie widziały nigdy między nami awantury. Zdruzgotana przystałam na te wszystkie warunki, bo on ma racje z wszystkim, tyle że nie mogę zrozumieć czemu mając tak wspaniałą rodzinę nie chce się leczyć. Pojechałam, jeździłam po mieście, spotkałam się z jego ojcem, który zna temat, poradził żeby powstrzymać się z działaniami tydzień. Chciałam go posłuchać, wiem że powinnam mu dać spokojnie myśleć, że sam powinien do pewnych wniosków dojść, że powinien za nami się stęsknić. Miałam przyjechać dopiero z dziećmi, jak już go nie będzie, ale on jakby to wszystko przeciągał, dzwonił a to gdzie to jest, a to jak się bak otwiera, a to że tu dokumenty zostawił. W końcu wieczorem przyjechałam do domu, dzieciom naświetliłam, że tata na tydzień w trasę wyjeżdża, przecież często tak było. On mi powiedział, że w weekend zobaczy się z nimi, wszystko OK, ale jak już wcześnie wspomniałam, moja starsza córka ma "szósty zmysł". Jak jechałyśmy jeszcze w samochodzie, zaczęła bardziej niż zwykle dopytywać: czemu taty nie będzie, a czemu z nią się nie pobawi po kąpieli i takie tam, płakała, przecież mój mąż często wyjeżdżał. Ja już wtedy wiedziałam, że nie dam rady, jej smutna twarz. Łzy ciągle mi się cisnęły do oczu. Kiedy bawiły się w wannie, zadzwoniłam do niego, że tak nie damy rady, musimy to zrobić stopniowo, że ma przyjechać, pobawić się i położyć je jak zawsze, a jak będą spały to pojedzie. No i tak zrobiliśmy, ale moja starsza córcia, kiedy położył się koło niej (normalnie usypiają same), oplotła go rękoma tłumacząc, że robi to, żeby sobie nie poszedł. Usnęły, zszedł, powiedział mi to, a ja nie dałam rady, zaczęłam go błagać, żeby się leczył. On cały czas kategorycznie nie, tę noc został. Bez ustalenia żadnych konkretów, walizkę nadal wozi w samochodzie. Na następny dzień zobaczyłam, że nie ma obrączki, jakby mnie chciał ukarać, nie wiem za co, później założył. Wieczorem zaczął pić piwo, zwróciłam mu uwagę, że musi przestać, a on tylko cicho powiedział "dobrze". Nie wiem, czy dokończył. Jestem zdruzgotana, nie wiem co robić. Proszę o pomoc, bo nie wiem co nas czeka na następny raz albo jego, bo o to też się boję. Przecież to, że odejdzie to nic nie da, na ulicy może komuś coś zrobić albo sobie. Nie wiem czy jest niebezpieczny...

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Padaczka alkoholowa - jak leczyć?

Moja mama - wiek 35 lat, pije od 2 lat codziennie pół litra wódki. Wczoraj, gdy byliśmy u mojej babci, ok. godziny 17:30 zaczęła się dusić, a potem sztywna poleciała na ziemię! Ciocia poszła zadzwonić po pogotowie, a mama miała...

Moja mama - wiek 35 lat, pije od 2 lat codziennie pół litra wódki. Wczoraj, gdy byliśmy u mojej babci, ok. godziny 17:30 zaczęła się dusić, a potem sztywna poleciała na ziemię! Ciocia poszła zadzwonić po pogotowie, a mama miała lekkie drgawki. Tata skoczył ratować ją, żeby nie zadusiła się własnym językiem. Kazał drugiej cioci zabrać z widoku dzieci. Ponoć z opowieści taty dosłownie zsiniała aż do koloru granatowego. Objawy były następujące: stracenie przytomności, ścisk zębów, lekki ślinotok, paraliż i inne małe objawy. Lekarze powiedzieli, że prawdopodobnie była to padaczka alkoholowa i potrzebne są badania u neurologa. Potem siedziała osowiała dość długi czas, a następnie stała się nadpobudliwa. Dziś przeczytałam w internecie, że mogło to spowodować nagłe zmniejszenie dawki alkoholu! Postanowiła przestać pić, ale martwię się, że nie na długo, bo parę razy po drinku też tak gadała. Ale akurat wtedy była trzeźwa. Jedyne co ostatnio pamięta, to że jadła śledzie. Nie wiem, co mam robić, bo muszę z tatą kontrolować ją jak małe dziecko. To koszmar! Lekarka przez telefon powiedziała, że badania nic nie dadzą i że potrzebne jest leczenie. Nie wiem, co dalej?!

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Patronaty