Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uzależnienia: Pytania do specjalistów

Ucieczka w narkotyki po skończeniu z prostytucją

Gdzie mam szukać pomocy? Witam, mam 21 lat, narobiłam sobie trochę problemów w życiu i teraz odbija mi się to na psychice. W wieku 17 lat zostałam prostytutką, nie miałam tam za ciekawie, od roku już nie pracuję. A teraz...

Gdzie mam szukać pomocy? Witam, mam 21 lat, narobiłam sobie trochę problemów w życiu i teraz odbija mi się to na psychice. W wieku 17 lat zostałam prostytutką, nie miałam tam za ciekawie, od roku już nie pracuję. A teraz jest coraz gorzej, nie potrafię sobie poradzić ze stanem psychicznym. Tracę sens życia, czuję do siebie wstręt, mam okropne wyrzuty sumienia, jak ja mogłam to zrobić rodzicom, taki wstyd przynieść rodzeństwu. Nie potrafię zaufać nikomu, ciągle mam wrażenie, że ktoś ma jakiś cel, rozmawiając ze mną, chce mnie wykorzystać. Boję się otwierać drzwi, czuję ogromny wstyd, mam wrażenie jakby wszyscy wiedzieli o tym i mnie potępiali. Od kiedy zaczęłam tak pracować, w moim życiu pojawiły się narkotyki. Teraz też są raz w miesiącu, ale chodzę już do terapeuty i na spotkania. Właśnie wczoraj złamałam abstynencję. Przerwanie mam tak, że jest wszystko dobrze, a raptem przychodzi taki dzień, gdzie nie mam już siły żyć i walczyć z tym wszystkim. Nie chce mi się nic, więc wtedy uciekam w narkotyki. Ja już nie wiem, co mam robić. Czuję się okropnie, myślałam o Monarze, ale ja nie mam tylko problemu z narkotykami, ja mam problem z zaakceptowaniem siebie. Proszę mi poradzić, gdzie mogłabym się udać? Czuję jak wykańczam się psychicznie. Dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z mężem alkoholikiem?

Jestem mężatką 28 lat. Mój mąż od początku naszego małżeństwa dość dużo sobie popijał i mnie obijał, gdy wyrażałam moje niezadowolenie z tego powodu. Ja siedziałam w domu, na przełomie tych lat także chodziłam do pracy, bo nie zawsze starczało...

Jestem mężatką 28 lat. Mój mąż od początku naszego małżeństwa dość dużo sobie popijał i mnie obijał, gdy wyrażałam moje niezadowolenie z tego powodu. Ja siedziałam w domu, na przełomie tych lat także chodziłam do pracy, bo nie zawsze starczało na życie. Latami przybywało nam dzieci. Obecnie nie pracuję, mąż siedzi w domu, bo jest na rencie wypadkowej, a ja z nim i mi dokucza. Sytuacja jest nie do wytrzymania, ponieważ mąż zachowuje się bezczelnie w stosunku do mnie, nazywając mnie dziwką w obecności dzieci, twierdząc, że się k***, dzieci wykorzystuje do ciężkiej pracy wokół domu, a gdy się sprzeciwiają, wyzywa je, nie przebierając w słowach i goni z tym co mu w ręce wpadnie, bywa, że z nożami.

Wypadek mojego męża miał miejsce 3 lata temu. Od tego czasu nasze życie jest koszmarem, każde wyjście z pokoju, w którym przesypia większą część dnia, jest dla nas wszystkich stresem, ponieważ już przy drzwiach zaczyna krzyczeć, czym nas wszystkich sterroryzował. Musi być tak jak on chce, a każdy posiłek to nie to, co by sobie akurat zjadł. Co dzień sobie do tego pije, jest wtedy agresywny i złośliwy. W domu mam 4 dzieci w wieku od 10-16 lat, a starszych mam 3. Obecnie od 3 dni jestem u córki, bo nie mogłam psychicznie wytrzymać i nie wiem, co mam dalej zrobić. Czy wrócić, czy znaleźć sobie pracę i wynająć mieszkanie? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak przestać rozładowywać stres na rodzinie?

Witam serdecznie, w sumie to nie wiem, od czego zacząć. Ostatnimi czasy stałam się osobą nie do zniesienia. Tzn. dla ludzi obcych jestem miła i uśmiechnięta, natomiast dramat odgrywa się w domu. Wracając z pracy (w której non stop myślę...

Witam serdecznie, w sumie to nie wiem, od czego zacząć. Ostatnimi czasy stałam się osobą nie do zniesienia. Tzn. dla ludzi obcych jestem miła i uśmiechnięta, natomiast dramat odgrywa się w domu. Wracając z pracy (w której non stop myślę o synku i mężu, jak to będzie fajnie przyjść do domu i ich przytulić), staję się agresywna i nerwowa. Drażni mnie najmniejsza pierdoła do tego stopnia, że wszystkiego zabraniam i wyżywam się na wszystkich. Nawet na psie...:/ Nic mi się nie chce, ani chodzić na zakupy, ani sprzątać - chyba że ktoś ma do mnie przyjść, to wtedy mogę się zmobilizować, ale też wolę, żeby nie przychodził albo jest mi to obojętne:/ Wieczorem kiedy kładę się spać, obiecuję sobie, że następny dzień będzie lepszy. Podsumowując, cały dzień dochodzę do wniosku, że zachowałam się niedobrze i mam wyrzuty sumienia z tego powodu.

Moje relacje z mężem też uległy pogorszeniu. Prawie w ogóle z nim nie rozmawiam i nie mam ochoty współżyć - czego nie potrafi zrozumieć. Non stop mnie obwinia o jakieś zdrady i żeby przyszło mi to w ogóle na myśl, to jeszcze bym to zrozumiała, ale ja nic. Nawet za specjalnie nie myślę o seksie, tak jakbym w ogóle go nie potrzebowała. Zaczynając rozmowę o jakimś problemie, szybko ją kończę, bo zawsze coś mi się nie spodoba - stwierdzam, że w ogóle go to nie interesuje, bo jego mina na to wskazuje. Powoli ograniczę wszystkich domowników do takiego stopnia, że będą bali się cokolwiek powiedzieć, żebym tylko nie wybuchła. Mąż też jeździ na delegacje i cały tydzień tęsknię, nie mogę doczekać się jego powrotu, a jak się tylko pojawia to dopada mnie taka olewka, tak jakbym miała go w nosie. Nie potrafię tego zrozumieć, dlaczego się tak dzieje.

Oprócz tej mojej nerwowej i agresywnej reakcji mam taki dziwny niepokój w żołądku, tak jakbym cały czas była przed jakimś ważnym egzaminem. Trochę mnie to męczy, bo ten niezdefiniowany lęk trwa już długo. Mało tego - wszyscy odbierali mnie za żywiołową i energiczną dziewczynę. Nie mogłam usiedzieć na jednym miejscu i bardzo często uprawiałam jakiś sport. Teraz natomiast mam uczucie ciągłego zmęczenia - że doba jest za krótka na te moje codzienne zadania. Następnego dnia okazuje się, że tak naprawdę nie zrobiłam wiele... Przy pierwszej lepszej okazji uciekam spać. Męczą mnie zabawy z dzieckiem, nie mogę się skupić na niczym, mam słabszą pamięć i wszystko stało się takie obojętne. Wszystko zaczęłam odkładać na jutro. Np. pisząc swoją pracę - nie potrafię się zmobilizować do nauki i do jej napisania, co wcześniej było niewyobrażalne - wszystko zawsze oddawałam na czas. Tak samo mam w pracy. Przestałam być kreatywna i bazuję na tzw. przebimbaniu dnia roboczego.

Czekam na dzień wolny, bo się nie wysypiam, a śpię więcej niż w szkole średniej i na studiach. Natomiast zapas energii starcza mi na bardzo krótko. Tak jakby wszystkie stresy skumulowały się razem i osłabiły mój organizm do tego stopnia, że stał się obojętny praktycznie na wszystko. Czasami mam wrażenie, jakbym stała obok, jakby to była inna osoba, a ja tylko na nią patrzę... Np. mam psa, który zawsze był moim oczkiem w głowie, ale ostatnio non stop ją karcę, wyganiam z miejsca na miejsce, denerwuje mnie to, że leży tam, gdzie ja teraz chcę np. pójść, a kiedy wchodzi na łóżko i je rozkopuje podczas mojej nieobecności to normalnie wpadam w taką furię i agresję, że chwytam co mam pod ręką i spuszczam jej lanie. Nigdy tego nie robiłam, jeżeli teraz jest pies, to kto będzie następny. Pomocy!

Przyznam też, że mam dziwne myśli i sama dorabiam sobie historie, jeżeli ktoś nie odbiera telefonów, spóźnia się itd. Jadąc tramwajem, który mocniej się kołysze, w ułamku jednej sekundy pojawia się myśl wypadku. Co dalej, karetka, szpital, ciężki stan, śmierć - ciekawa jestem jaka byłaby reakcja otoczenia. Tak mam bardzo często w różnych aspektach życiowych:/ nie wiem dlaczego... Mam słomiany zapał... wyznaczam sobie cele, a kiedy moment realizacji jest już blisko, przestają mnie już interesować i cieszyć. Moje zadowolenie z czegokolwiek jest krótkie:/ Zawsze chciałam dać moim dzieciom to czego nie miałam i o ile w sferze finansowej się to udaje, o tyle w sferze emocjonalnej wydaje mi się, że nie. Nie potrafię okazywać uczuć. Nie poświęcam dziecku tyle czasu ile chciałam dostać od swojej matki - robię podobnie - doprowadzam do tego, że będzie bardzo samodzielny, a zarazem zamknięty na otoczenie, nie będzie umiał okazywać uczuć podobnie jak ja. Daję mało ciepła, bo mało go dostawałam - chyba w ogóle, bo nic nie pamiętam.

Nigdy z rodzicami nie rozmawiałam o swoich problemach, troskach - dawałam radę sama. Moi rodzice to tak jakby przeszłość, do której ciężko wracać. Ojciec uprawiał hazard, a matka w odwecie piła. Nieustanne awantury i brak szacunku dla wszystkich ze strony matki, to była niemal codzienność. Wracając ze szkoły, modliliśmy się, żeby ktoś był w domu - jeżeli był i był trzeźwy, to było cudownie, ale jak widziałam grono pijanych osób i wśród nich matka, to wszystkiego się odechciewało. W najgorszym wypadku chodziło się po wszystkich koleżankach i szukało się jej, żeby przyszła do domu. Ojca znowu zbieraliśmy z knajp, gdzie przegrywał całą wypłatę... koło się zamykało. Dziw tylko bierze, że w takich warunkach nie zrezygnowałam ze szkoły i studiów, bo często nie spałam po nocach, siedziałam na strychu, aż się uspokoi. Modliłam się, kiedy wszystko się zakończy - nieraz życzyłam z bezsilności śmierci jednemu z nich - wtedy by się tak nie działo. Dzisiaj już wiem, że to nie jest rozwiązanie. Rodzicie się rozeszli i ojciec poukładał sobie życie z inną kobietą, która trzyma go na wodzy, z mamą też było jakiś czas dobrze, a potem wszystko wróciło. Alkohol okazał się silniejszy - przy tym, gdy matka wypije, jest bardzo absorbującą osobą - wszyscy wokół mają rozwiązać jej problem, bo ona jest taka biedna - zawsze ona była pokrzywdzona, a to że wszystkich poniewierała i poniżała, jak była pijana, to było w porządku. Nigdy nie usłyszałam przepraszam za potargane ciuchy, siny kark czy ręce, nie wspomnę już o wyzwiskach, które słała pod moim adresem jeszcze w gimnazjum. Opowiadała takie rzeczy, że czasami zastanawiałam się, po co ja w ogóle chodzę po tym świecie.

Zboczyłam trochę z tematu, wydaje mi się, że teraz przeszłość krzyżuje się z teraźniejszością i nie daję rady. Proszę o pomoc, bo nie chcę stracić swoich bliskich i traktować ich podobnie jak nauczyła mnie moja matka:/ Wydaje mi się, że na niektóre zachowania nie ma się wpływu. Wierzę jednak, że da się coś zrobić, bo jeżeli ten zalążek się zagalopuje, to prędzej czy później stracę wszystko - tzn. rodzinę:/ Proszę mi powiedzieć, u jakiego lekarza powinnam szukać pomocy. Będę wdzięczna za odpowiedź, która mam nadzieję naprowadzi mnie na właściwy tor dochodzenia do lepszej siebie...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Totalny zanik libido i poczucie obcości po ciągu amfetaminowym

Czy anhedonię, poczucie obcości i totalny zanik libido po kilkumiesięcznym ciągu amfetaminowym da się w ogóle wyleczyć? Jeśli można, to proszę o wskazanie jakichś leków. Czy ja w ogóle mam szansę na powrót do dawnego życia?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak leczyć padaczkę alkoholową?

Witam! Około roku temu miałem napad padaczkowy, który był wywołany zaprzestaniem picia alkoholu, ciąg trwał bardzo długo, bo około 1 roku (czas, jaki nadużywałem alkoholu to około 5 lat). Napad ten rozwinął się po upływie około 24-36 godzin, z tego...

Witam! Około roku temu miałem napad padaczkowy, który był wywołany zaprzestaniem picia alkoholu, ciąg trwał bardzo długo, bo około 1 roku (czas, jaki nadużywałem alkoholu to około 5 lat). Napad ten rozwinął się po upływie około 24-36 godzin, z tego co wiem miałem napad drgawkowy, który trwał około 15 minut, po czym przyjechało po mnie pogotowie. Zostałem zabrany do szpitala, gdzie zostały mi zrobione badania wszelkiego rodzaju wraz z pobraniem krwi, tomografią głowy itp. (moje ciśnienie w momencie odzyskania świadomości to 200/160). W szpitalu po przeprowadzeniu badań po około 2 godzinach dostałem zastrzyk i zostałem odesłany do domu (niestety nie posiadam wypisu). Od tamtego momentu zaprzestałem całkowicie picia alkoholu, także staram się zwracać uwagę na to, aby produkty spożywcze nie miały zawartości alkoholu nawet najmniejszej ilości.

Od tamtej pory wszystko się zmieniło, odzyskałem sprawność fizyczną, apetyt, nie narzekam na bezsenność, mam także stałą pracę. Nie odczuwam także niczego niepokojącego w moim stanie zdrowia (co myślę, że jest najważniejsze - nie czuję takiej potrzeby, aby się napić, po prostu to znikło). I moje pytanie jest takie - co jeszcze powinienem zrobić? Czy poddać się terapii lub czegoś w tym rodzaju? I czy taki atak może jeszcze powrócić? Z góry dziękuję za odpowiedź! Pozdrawiam!

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Alkohol a przemoc wobec dziecka

Witam! W tym roku skończę 18 lat. Mieszkam sama z dziadkiem. Moja mama wyjechała do pracy do Niemiec i ma problem z alkoholem, i nie mogę na nią liczyć. Tata nie mieszka z nami, ma swoją „drugą'' rodzinę. Od...

Witam! W tym roku skończę 18 lat. Mieszkam sama z dziadkiem. Moja mama wyjechała do pracy do Niemiec i ma problem z alkoholem, i nie mogę na nią liczyć. Tata nie mieszka z nami, ma swoją „drugą'' rodzinę. Od zawsze w moim domu był problem z alkoholem. Czasami dochodziło do rękoczynów. Ostatnio pokłóciłam się z dziadkiem, a on rzucił się na mnie, złapał mnie za szyję i wyrzucił z domu. Poszłam do cioci i u niej spędziłam noc. Nie wiem, co mam robić. Chciałabym zamieszkać sama, ale dalej się uczę i nie mam środków, aby sama opłacać mieszkanie. Chcę wiedzieć, czy mogę liczyć na jakąś pomoc społeczną od państwa w takiej sytuacji. Bardzo proszę o jakąkolwiek pomoc. Bo w tej chwili nie wiem co mam zrobić. Nie chcę wracać do domu, bo jestem pewna, że taka sytuacja się powtórzy. Proszę o poradę i co mogę zrobić. Z góry bardzo dziękuję.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Opiaty we krwi - jak długo są wykrywalne?

Mam pytanie. Czy 21 ng/ml opiatów we krwi to dużo czy mało? Jak to jest obliczane? Czy moje reakcje psychofizyczne były zaburzone? Czułem się dobrze, lecz przy wyrywkowej kontroli zatrzymano mi prawo jazdy po ok. 40 godzinach od zażycia.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Agnieszka Barchnicka
Lek. Agnieszka Barchnicka

Jak długo w moczu utrzymuje się THC?

Ile maksymalnie utrzymuje się w moczu wykrywalność THC? Ja ostatni raz paliłem 34 dni temu, czyli ponad miesiąc i nadal wynik testu z apteki mam dodatni. Czy spożywanie tłustych posiłków lub picie np. oleju (tłuszcz) przyspieszy pozbycie się tego świństwa z moczu? Od czego zależy długość występowania THC w moczu?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Jak poradzić sobie z uzależnieniem od alkoholu i hazardu ojca?

Witam! Chciałbym się poradzić, bo czuję, że nie reaguję na otoczenie i to co się dzieje wokół mnie tak jak powinienem. Wydaje mi się, że postawiłem wokół siebie jakąś kurtynę i próbuję oszukać sam siebie, co może doprowadzić kiedy, choć...

Witam! Chciałbym się poradzić, bo czuję, że nie reaguję na otoczenie i to co się dzieje wokół mnie tak jak powinienem. Wydaje mi się, że postawiłem wokół siebie jakąś kurtynę i próbuję oszukać sam siebie, co może doprowadzić kiedy, choć nie musi, do jakiejś depresji czy coś w tym rodzaju. Otóż mam problem w domu: z jednej strony kochająca matka, z drugiej ojciec - pijak hazardzista na silnych środkach psychotropowych C*** czy coś takiego, nie pamiętam nazwy. Dzisiaj ojciec rano wyglądał strasznie, często mówi do siebie, czuje urazę do całego świata o krzywdy, jakie go w życiu spotkały. Wg mnie jest nieudacznikiem, który nigdy nie miał celu, wykorzystywał matkę, poniżał siostrę moją i mnie. To typ cwaniaczka, który popisywał się kasą, a kiedy teraz jest na małej rencie i nic nie ma, to ma żal do wszystkich.

Mam obawy, choć ewidentnie mam serce po matce, że mogę kiedyś popełniać jego błędy. Mam wg mnie bardzo silny charakter, ale nie chcę, by pewność siebie mnie zgubiła. Co robić, boję się każdej nocy o matkę, czy coś jej nie zrobi, czy coś mi nie zrobi. Dzisiaj powiedział, że chciał się powiesić. To zostawiam bez komentarza, bo nie wiem czy to prawda, czy chciał ode mnie wydusić 1000 na długi i chciał, żebym się zlitował. I tak oto siedzę z mamą w patowej sytuacji i nie wiem co zrobić. Myślałem o pójściu do psychologa na jakąś terapię.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Alkoholizm i próba samobójcza

Witam, jestem młodą 19 letnią kobietą i mam starszego o 6 lat, pracującego już chłopaka, który ma problem z alkoholem. Ostatnio próbował nawet popełnić samobójstwo będąc pod jego wpływem. Wiele razy próbowałam go nakłonić do przestania picia, raz nawet prawie...

Witam, jestem młodą 19 letnią kobietą i mam starszego o 6 lat, pracującego już chłopaka, który ma problem z alkoholem. Ostatnio próbował nawet popełnić samobójstwo będąc pod jego wpływem. Wiele razy próbowałam go nakłonić do przestania picia, raz nawet prawie rozstaliśmy się przez to jego nadużywanie. Przeważnie po alkoholu jest dla mnie niemiły, mówiłam mu to potem, i przekonywał mnie żebym nie wierzyła w to co mówił wtedy, wydawał mi się całkiem inną osobą niż ta, którą znam od ponad 10 miesięcy. Kilka razy było tak, że umawialiśmy się na spotkanie, a on do mnie dzwonił, przepraszał i mówił, że dzisiaj jednak nie da rady i było słychać po głosie, że jest pijany. Stracił dobrze płatną pracę przez to, że przyszedł do niej będąc pod wpływem i wiele czasu zajęło mu znalezienie nowej w zawodzie. Tuż na początku naszej znajomości spowodował wypadek samochodowy, wskutek czego stracił prawo jazdy i tonie teraz w długach. Nowa praca wymagała od niego przeniesienia się do większego miasta, około 300 km od miejsca, w którym mieszkam. Jest tam od tygodnia, w tym czasie właśnie próbował się powiesić na gałęzi, która na szczęście nie wytrzymała ciężaru i się złamała. Gdy rozmawialiśmy potem przez telefon, mówił żebym się nie przejmowała tym co się stało i co mówił, przekonywał, że na pewno nic złego sobie nie zrobi. Nie ma zbyt dobrych kontaktów z rodziną. Jak mieszkał w tym samym mieście gdzie ja, zawsze starałam się g wspierać. Zanim wyjechał do nowej pracy sam stwierdził, że jest uzależniony i potrzebuje leczenia. Jednak w poradni dowiedział się, że odwyk trwa 6 tygodni, w tym czasie nie będzie mógł pracować żeby zarobić na spłaty długów i koło się zamyka. Przez tą sytuację z próbą samobójstwa nie wiem jak mam z nim rozmawiać bo ciągle myślę tylko o tym. Nie wiem jak mogę mu pomóc, a sama zaczynam się męczyć z tą sytuacją.  W mojej dalszej rodzinie miałam przykłady jak okropne potrafi być życie z pijakami i nie chcę tak skończyć. Mimo to kocham go, lecz w obecnej sytuacji czuję się rozdarta czy zostać z nim i cieszyć się chwilami szczęścia, czy przerwać naszą znajomość. Bardzo proszę o radę. Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Mam problem z bratem, który zachowuje się jak psychicznie chory

Witam. Mam problem ze swoim bratem, który ma 26lat. Dwa lata temu był normalnym człowiekiem, zachowywał się normalnie. Wszystko zaczęło się zmieniać od kiedy spróbował marihuany. Na początku było normalnie, ale po roku czasu przestawał mieć jakieś ambicje, aspiracje. Po...

Witam. Mam problem ze swoim bratem, który ma 26lat. Dwa lata temu był normalnym człowiekiem, zachowywał się normalnie. Wszystko zaczęło się zmieniać od kiedy spróbował marihuany. Na początku było normalnie, ale po roku czasu przestawał mieć jakieś ambicje, aspiracje. Po jakimś czasie wyjechał do Holandii. Był tam przez około pół roku i z tego co wiem zażywał cięższe narkotyki. Po powrocie było już tragicznie, nie zależy mu na higienie, na pracy, mieszka na stancji i pracuje, ale z tego co się dowiedziałem to do pracy chodzi jak chce. Zwyczajnie niczym się nie przejmuje. Chodzi cały tydzień w ubraniu roboczym śmierdzącym, zarośnięty. Nawet nie chodzi normalnie robi jakieś dziwne miny. Nie poznaje przy tym ludzi. Sądzę że ten stan się pogarsza bo widuje go czasami. Moje pytanie jest takie czy jak go zawiozę do szpitala psychiatrycznego to dostanie opiekę zdrowotną? Dodam, że nie jest ubezpieczony bo nic go nie interesuje. Wydaje mi się, że nie stwarza zagrożenia dla otoczenia, ale to tylko moje domysły. Nie wiem co mam robić. A wiem, że będzie coraz gorzej. Proszę o poradę, bo już nie mam siły, a boję się, że skończy na cmentarzu jak mu nie pomogę. Czy szpital lub państwo może pokryć koszty leczenia takiej osoby?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak pomóc chłopakowi wyjść z nałogu?

Witam! Mój problem związany jest z partnerem, który jest bardzo agresywny po wypiciu alkoholu. Nieważne, czy jest to piwo, czy „coś” mocniejszego. Ale budzi się w nim wtedy jakiś „demon”, który w jednej minucie potrafi zmienić się z miłego, radosnego...

Witam! Mój problem związany jest z partnerem, który jest bardzo agresywny po wypiciu alkoholu. Nieważne, czy jest to piwo, czy „coś” mocniejszego. Ale budzi się w nim wtedy jakiś „demon”, który w jednej minucie potrafi zmienić się z miłego, radosnego człowieka w osobę, która nie kontroluje swojego zachowania. Niestety, dochodzi wtedy także do popychanek i szarpanek między nim a mną. Bardzo zaniepokoiło mnie jego ostatnie zachowanie (dodam, iż od ostatniej szarpaniny pół roku wcześniej nie doszło to takiej sytuacji), w której to szarpał mną, wyzywał od najgorszych, a ostatecznie kazał mi wynosić się do domu, popchnął mnie, ja się przewróciłam i zaczął mnie ciągnąć po trawie. Wstałam, poprosił, abym weszła do domu. Widział jaka jestem roztrzęsiona i zapytał, czy mam coś do przebrania, bo nie chce w oczach rodziny wyjść na tyrana. Wtedy zaczął płakać, tak jakby się ocknął, lamentował co on zrobił. Poprosił, abym pojechała do domu, żebym stamtąd uciekała. Powiedział, że to już koniec, że on nie może narażać mnie na takie niebezpieczeństwo, że nie wie co go opętało. Pojechałam do domu. Później zadzwonił do mnie. Płakał, przepraszał mnie. Prosił, żebym mu kiedyś wybaczyła. Chciał popełnić samobójstwo, ale na szczęście zareagowałam i poinformowałam jego rodzinę. Następnego dnia wysyłał do mnie wiadomości na tel. kom., że prosi o wybaczenie, że nie wie, co go opętało. Do tej pory wymieniamy się wiadomościami. Napisałam mu, że wybaczyłam, bo chcę normalnie funkcjonować, a nie rozpamiętywać. Jednocześnie chcę mu pomóc, bo wiem jak dobrym jest człowiekiem.

Wcześniej już zauważyłam, że czasami jest wybuchowy i szybko się denerwuje, ale zawsze mogłam na to zaradzić. Powiedziałam dobre słowo, przytuliłam. Nie kłóciliśmy się. Rok wcześniej, gdy wypił za dużo, wracając do domu też mnie popchnął. A pół roku wstecz, gdy wypił 4 piwa, źle zinterpretował moje słowo i wybuchnął złością. Ale nie powtarzało się to często, wielokrotnie obyło się to bez jakichkolwiek awantur. Tak jak napisałam wcześniej - chcę Mu pomóc, bo za dużo dobrych chwil z nim przeżyłam. Byliśmy narzeczeństwem. Planowaliśmy ślub, dzieci. I nagle wszystko się rozsypało. Nie wiem jak mam się zachować, czy go zostawić tak jak wszyscy radzą, że jak stało się raz, to i 2 się stanie. Ale nie chcę się poddawać i tak tego zostawić, bo to nie rozwiązanie. Nie wiem, co mogło być motywem takiego zachowania. Z tego co kojarzę, jego mama wspominała, że jej ojciec, czyli jego dziadek bił swoją żonę. Jego 2 dziadek bił dzieci po alkoholu. Ale wierzę, że nie musi być taki sam! Ponadto jego ojciec zmarł, gdy miał 8 lat. Bardzo wcześnie zaczął pracować i zarabiać na życie. Wiem, że było im bardzo ciężko. Jego mama miała „twardą rękę”. On mieszka na wsi i wydaje mi się, że ma też z tego powodu kompleksy. Do tego dom na utrzymaniu, nie jest zadowolony z pracy. Ale z drugiej strony wiem, że jest bardzo dobrym człowiekiem. Pomaga bezinteresownie. Dla mnie też jest bardzo czuły, zrobi dla mnie wszystko. Na trzeźwo nigdy mnie tak nie zwyzywał, zawsze czule się do mnie odnosił. Naprawdę chcę mu pomóc, tylko nie wiem jak. Czy jest sens? Może powinien pójść do psychologa? Proszę mi coś doradzić. Będę bardzo wdzięczna. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Uzależnienie od amfetaminy

Witam, biorę amfetaminę od 5 lat, średnio 2-3 razy w miesiącu. Moje życie straciło sens! Robię coraz więcej błędów, mam śliczną córeczkę, żonę, prowadzę interes, ale powoli odczuwam, że wszystko się oddala i że to jakiś zły sen. Nie mam...

Witam, biorę amfetaminę od 5 lat, średnio 2-3 razy w miesiącu. Moje życie straciło sens! Robię coraz więcej błędów, mam śliczną córeczkę, żonę, prowadzę interes, ale powoli odczuwam, że wszystko się oddala i że to jakiś zły sen. Nie mam ochoty na nic, nic mi się nie chce, nie chce mi się nawet wyjść z domu. Zaczynam mieć problemy z wysławianiem się i pamięcią, no i czasami wyprzedzam myśli - najpierw robię, potem myślę, co mi się wcześniej nie zdarzało. Przez 3 lata przytyłem 40 kilo. Pomocy!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Anhedonia i całkowity zanik libido po zażywaniu amfetaminy

Czy anhedonię, poczucie obcości i totalny zanik libido po kilkumiesięcznym ciągu amfetaminowym da się w ogóle wyleczyć? Czy jest szansa, że będę się czuł jak dawniej?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak poradzić sobie ze skutkami zażywania narkotyków?

Dzień dobry! Mam 29 lat i doszedłem do pewnego etapu w swoim życiu - stwierdziłem, że nikt nie może mi pomóc. Ci wszyscy specjaliści, którzy myślą, że są tacy wspaniali, ponieważ pomagają ludziom. Jeżeli są tacy wspaniali, to gdzie oni...

Dzień dobry! Mam 29 lat i doszedłem do pewnego etapu w swoim życiu - stwierdziłem, że nikt nie może mi pomóc. Ci wszyscy specjaliści, którzy myślą, że są tacy wspaniali, ponieważ pomagają ludziom. Jeżeli są tacy wspaniali, to gdzie oni są, dlaczego szkodzą innym zamiast im pomóc? Niektórym bym zakazał wykonywania tego zawodu. A jeszcze innych postawiłbym przed odpowiedzialnością swoich kłamstw. Tak więc jestem młodym człowiekiem, zawsze byłem spokojny, wrażliwy, czuły. Już jako dziecko byłem chłopcem niezwyczajnym, nawet jak się rodziłem to lekarz musiał mnie wyciągać za nogi. W wieku 17 lat popadłem w nałóg palenia skuna, który trwa aż do dziś. Eksperymentowałem też z różnymi specyfikami, właściwie brałem wszystko, co jest na rynku, poza heroiną. Nie miałem większych problemów z tego powodu, że nadużywałem narkotyków.

Po skończeniu studiów przyjechałem do domu i zostałem sam. W chwili obecnej jestem sam, nie mam rodziny, przyjaciół, których miałem na studiach, nie mam dziewczyny, nie mam nikogo. Nikt we mnie nie wierzy, nie mam wsparcia, nigdy nie usłyszałem dobrego słowa, miłego słowa. W dobie kryzysu straciłem pracę, otarłem się o tzw. układy „praca po znajomości” i zrozumiałem, że moje wykształcenie jest warte tyle, co nic. Jeździłem także do terapeutki, która mi nieźle namieszała. Po każdej następnej wizycie u niej czułem się strasznie, nic mnie nie cieszyło, czułem się gorszy. Myślałem nawet o unicestwieniu swojego marnego życia. Wydawało mi się, że ona traktuje mnie przedmiotowo i można powiedzieć, że traktowała mnie jak klienta, któremu trzeba wcisnąć ten towar - sprzedać, a nie jak pacjenta, o którego się dba, wspiera i wierzy w niego. No, ale co tam, przecież ona pomaga ludziom. Obecnie jestem samotny, jestem wędrowcem. Ja i mój cień. Cierpię w milczeniu i chcę zniknąć, rozpłynąć się w zapomnieniu. Poznałem swoje przeznaczenie, które dla innych może być smutne, a dla jeszcze innych obojętne.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Zaburzenia percepcji i senność po marihuanie

Witam, mam 18 lat, paliłem marihuanę może 5 razy z odstępem kilku miesięcy. Zwykle podczas jak inni odwalali, to na mnie prawie nie działała, po czym spaliłem jedno nabicie (najmniej w życiu, a palili też inni, więc nie w towarze...

Witam, mam 18 lat, paliłem marihuanę może 5 razy z odstępem kilku miesięcy. Zwykle podczas jak inni odwalali, to na mnie prawie nie działała, po czym spaliłem jedno nabicie (najmniej w życiu, a palili też inni, więc nie w towarze rzecz), miałem straszne fazy, świat mi migał, nie wiedziałem, co się dzieje i niesamowicie się bałem. Według relacji świadków bardzo pobladłem, podobno jak trup, chciałem, żeby to się skończyło jak najszybciej. Po paru godzinach mi przeszło i był niby luz. Poszedłem spać i następnego dnia obudziłem się taki otępiały. Dziwnie widzę świat, tak jakby trochę jak w śnie, może nierealnie. Według znajomych nic nie widać z moich ruchów albo słów. Liczyłem, że to przejdzie, no ale to już 6. dzień trwa. Jak normalnie śpię po 3-5 h na dobę, tak teraz śpię po 9 i nadal jestem śpiący. Cały czas jestem zmulony, jem mniej i dużo piję. To nie wydaje się niczym strasznym, ale ja już nie mogę tego znieść, jestem taki jakby nieobecny. Widziałem tutaj podobne pytania, ale z odpowiedzi, przykro mi to stwierdzić, ale nic nie wynika. Kiedy to się skończy? Czy to sie skończy? Czy w jakiś sposób mogę to zwalczyć sam, czy muszę się do kogoś zgłosić (czego wolałbym nie robić ze względu na rodzinę)? Nie wiem, czy to ma znaczenie, ale mam lekką niedowagę. Proszę o odpowiedź na te pytania, bo już naprawdę nie wiem, co robić, a doświadczeni koledzy nigdy nie mieli z czymś takim styczności. Pomocy!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Zaburzenia snu po odstawieniu marihuany i nikotyny – czy przejdą samoistnie?

Od pewnego czasu zacząłem palić marihuanę, natomiast w ciągu ostatnich miesięcy paliłem częstokroć codziennie, dodatkowo paląc papierosy. Od momentu rzucenia nikotyny (1,5 roku zupełnie bez papierosów) po 10 latach regularnego palenia (20 sztuk dziennie), wracałem do nałogu kilkakrotnie, ale...

Od pewnego czasu zacząłem palić marihuanę, natomiast w ciągu ostatnich miesięcy paliłem częstokroć codziennie, dodatkowo paląc papierosy. Od momentu rzucenia nikotyny (1,5 roku zupełnie bez papierosów) po 10 latach regularnego palenia (20 sztuk dziennie), wracałem do nałogu kilkakrotnie, ale od ok. 2 lat palenie papierosów było raczej nieregularne, ok. 15-30 sztuk tygodniowo - wraz ze zbliżającym się weekendem i zawsze dodatkowo przy paleniu marihuany. Dodam jeszcze dwie lekko kolidujące ze sobą rzeczy: staram się prowadzić zdrowy tryb życia - zdrowo i regularnie się odżywiam, 2-3 razy w tygodniu trenuję na siłowni, ale... w związku z tym, że prowadzę agencję promocyjną (promującą życie nocne, clubbing, koncerty, etc.), moje życie jest urozmaicone nad wyraz obfitą ilością imprez (niekiedy długich ze sporą ilością alkoholu...). Ostatnio postanowiłem całkowicie wyeliminować palenie zarówno tytoniu, jak i marihuany (niecałe 3 tygodnie temu). Od tego czasu mam poważne problemy z zasypianiem, wysypianiem się, lekkim snem, chronicznym zmęczeniem itp. Ponadto nigdy nie doświadczałem wcześniej lekkiej fazy marzeń sennych, która od jakiegoś czasu występuje u mnie codziennie zaraz przed przedwczesnym przebudzeniem. Zazwyczaj budzę się zmęczony, niewypoczęty... Proszę poradzić, czy powinienem zgłosić się do lekarza i podjąć stosowne leczenie, czy obecne problemy ze snem i zmęczeniem są wynikiem abstynencji nikotynowo-marihuanowej?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Granica błędu w wynikach policyjnych testów na obecność narkotyków

Jaka jest granica błędu w wynikach testów na obecność narkotyków wykonywanych przez policję? Czy jeżeli wynik wyniósł 21 ng/ml (opiaty), mogło to być 20 ng/ml? Czy te badania są obarczone jakimś błędem, czy jest jakaś tolerancja w takich badaniach, czy mógł wystąpić błąd w takich badaniach?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Marihuana a napady lęku i zmęczenie fizyczne

Witam! Dwa tygodnie temu zapaliłem z kolegami marihuanę. Oprócz tego wypiłem jeszcze jedno piwo. Od tamtej pory gnębią mnie różne problemy, które nie występowały wcześniej (w sumie paliłem 7 razy). Pierwszy atak nastąpił około 24 godziny po zapaleniu. Zaczęły...

Witam! Dwa tygodnie temu zapaliłem z kolegami marihuanę. Oprócz tego wypiłem jeszcze jedno piwo. Od tamtej pory gnębią mnie różne problemy, które nie występowały wcześniej (w sumie paliłem 7 razy). Pierwszy atak nastąpił około 24 godziny po zapaleniu. Zaczęły napadać mnie różne lęki, a wszystko co się działo wydawało mi się nierzeczywiste, jakby wszystko to był jakiś koszmar. Przy tym miałem silny stan depresyjny i wysokie ciśnienie. Problem pojawiał się często, ale z dnia na dzień mam wrażenie, że jest coraz lepiej. Zauważyłem, że mam zaniki pamięci krótkotrwałej, np. mówię o czymś i za chwilę mogę zapomnieć o czym. Oprócz tego codziennie bardzo szybko się męczę. Zazwyczaj ok. godz. 19 jestem już tak wyczerpany, że nie jestem zdolny do jakiegokolwiek działania. Stany depresyjne ostatnio się pomniejszyły, ale nadal występują. Bardzo chciałbym wiedzieć, czy to co się ze mną dzieje ustąpi po czasie, czy też powinienem się zgłosić do specjalisty z tego zakresu? Przypominam, że od czasu zapalenia minęły już dwa tygodnie! Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak pomóc mężowi alkoholikowi?

Witam! Proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Jestem w 8 miesiącu ciąży i bez pracy. Mój mąż jest alkoholikiem. Ma 30 lat. Pije od 15. roku życia. Nie umiem mu pomóc. Kiedy nie pije, jest aniołem. Tylko...

Witam! Proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Jestem w 8 miesiącu ciąży i bez pracy. Mój mąż jest alkoholikiem. Ma 30 lat. Pije od 15. roku życia. Nie umiem mu pomóc. Kiedy nie pije, jest aniołem. Tylko ostatnio jest wiecznie pijany. Nie jest zły, ale bardzo cierpi, szarpie się. Pije dzień w dzień. Nie chodzi do pracy. Mieszkamy z rodzicami. Szef dzwoni, że męża nie ma w robocie od 2 dni. Sama dawałam mu kanapki i jak zawsze wyszedł o 4 rano niby do zakładu. Minęły 24 h, nie wiem, gdzie jest. Widziany był z kumplami pijany. Szef mówił, że co tydzień daje mu 400 zł, a mi powiedział, że nie dostaje ani złotówki. Mama straciła pracę i nie mamy z czego żyć. Stan męża: Wini mnie za wszystko. Pomagam mu, staram się wspierać, wszystko odrzuca. Robi nowe długi, pije coraz więcej. Unika rozmów, ucieka z domu i kłamie bez przerwy. Podbiera tacie pieniądze z portfela, wykradł kartę i na maksa wyczyścił konto, 600 zł w jeden dzień. Nie potrafi usiąść i porozmawiać.

Często przychodzi w strasznym stanie, kładzie się na trawie, mokry od moczu i sypie wulgaryzmami. Zawsze uderza we mnie. Pochodzi z rodziny wielodzietnej, gdzie nie miał lekko - ojciec pił, mąż chował się sam, często obity, wagarował, nikt mu nie pomógł na czas. Niewiele zaznał miłości. Chciałam przymusić go do leczenia. Mnie nie bije. Za to powiedział, że wykończy mnie psychicznie. 13 lat od 1997 roku do 2010 leczyłam się z depresji endogennej z próbami samobójczymi. Za każdym razem mówi, że mam żółte papiery, zamknie mnie u czubków, wyzywa od suk i mówi, że się mnie brzydzi i powinnam się cieszyć, że chce ze mną żyć, bo nikt mnie by nie zechciał. Jestem przyczyną jego nieszczęścia i niszczę mu życie. Opowiada ludziom, że pije przeze mnie, bo robię mu piekło w domu. Nigdy nie robię awantur, nie wyrzucam za drzwi, usiłuję mu wybaczać i pomagać. Całe lato spał na dworze i mówił, że go wyrzuciłam za drzwi. Kiedy pracowałam, to płaciłam jego długi. Teraz nie mam za co. Robił mi awantury na ulicy i wyzywał od byle czego i tłuków, i co gorsze, przy ludziach. Powiedział, że może tak zrobić, że poronię jak komuś naskarżę. To wszystko co mówi to nieprawda, ale ja mimo to czuję się winna.

Widzę jak mój ukochany mężczyzna się stacza i nie umiem tego zmienić ani mu pomóc. Nie jest szczęśliwy, szarpie się i cierpi. Nie wiem, jak postępować. Po wytrzeźwieniu nie pamięta połowy tego, co mi powiedział, a we mnie to siedzi i męczy. Od 3 miesiąca ciąży choruję. Rok temu miałam wypadek w pracy i wypadły mi dwa kręgi z jądra miażdżystego. Czuję wielki ból, a uraz można leczyć dopiero po okresie karmienia, nie czuję oddawania moczu i chodzę w pieluchach. Nie ja tu jestem najważniejsza, ale mój mąż przychodzi pijany i ze złości szturcha mnie w bolesne miejsce, nie musi bić, ból jest okropny. Kiedy płaczę z bólu, mówi: masz za swoje - powiesz mamusi i tak będzie zawsze. Boję się, że nasza córeczka nie wytrzyma stresów i stanie się nieszczęście. Nie wiem jak mam z nim postępować. Mówi, że potrzebuje pieniądze na dojazd do pracy, a idzie do kumpli i pije za ciężko zarobione pieniądze moich rodziców - już 60-latków. Ja nie mam pracy, bo pracodawca zwolnił mnie w ciąży.

Nie mam siły teraz walczyć. Czuję się jak śmieć. Nie wiem gdzie jest mój mąż. Ostatnio powiedział, że się powiesi i płakał. On ma jakieś stany depresyjne, ale jak go leczyć, skoro non stop pije. Nie uważa, że ma problem. Mówi, że okradam go z pieniędzy, ale ja nie dostałam od 2 miesięcy żadnej gotówki. Nie mam na leki. Jestem na bezrobociu, ale pracodawca nie płacił mi składek na fp, więc nie mam zasiłku. Mama wczoraj straciła pracę. Mąż bez mojej wiedzy założył firmę, ale nie płaci ZUS ani podatku. Długi rosną. Ja na pieluchy wydałam już 2000 zł. Ponoć nie mam szansy na refundację, bo mojej jednostki chorobowej nie ma na liście funduszu. Mąż wini mnie za brak pieniędzy, bo nie mam pracy. To już ósmy miesiąc ciąży. Nie śpię po nocach, nie mogę sama wyjść z domu, a mój mąż nie przychodzi. Czasem marzę, aby to się skończyło, wszystko jedno jak, żeby nic nie bolało i żebym nie musiała tego widzieć. Tata jest nerwowy, miesiąc temu miał zawał, on nic nie mówi, ale cierpi. Muszę myśleć o dziecku, a co ja powiem córce, jak mi zarzuci, że stworzyłam jej taką patologię. Psychiatra powiedział, że moja depresja może wrócić w sprzyjających warunkach. Boję się, że moja córka zostanie bez rodziców. Mnie zabiorą do szpitala, a Ewę do Izby Dziecka. Proszę o informację, jak ocalić siebie i córkę, jak pomóc mężowi.

Ja już nie mam siły i czasem żałuję, że wtedy na toksykologii 6 lat temu mnie odratowano. Mój psychiatra nie wie, że mam męża alkoholika. Ostrzegał mnie jak wychodziłam za mąż, aby tylko nie pił. Ja mu chciałam pomóc. Uważałam, że to że pije nie znaczy, że mąż nie zasługuje na odrobinę szczęścia. Mam poczucie winy, że wiedziałam, że mąż pije, a mimo wszystko zgotowałam rodzinie taki los. Jestem po wyższych studiach i 2 podyplomówkach, ale mimo to nic nie wiem. Nie myślałam, że będzie tak źle. Chcę zmusić męża do leczenia, ale ponoć w sytuacji braku zgłoszeń na policję nie mogę. Poza tym wiem, że wracają alkoholicy po odwykach i piją dalej. Proszę o pomoc. Ledwie chodzę. Państwo są jedyną moją nadzieją. Za odpowiedź zapłacę. Ta sprawa jest dla mnie najważniejsza. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Patronaty