Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Chcę odejść od męża - jak to zrobić?

Witam, Mam 23lata jestem mężatką od roku i mam 2-letnie dziecko. W moim życiu rodzinnym, a tym bardziej uczuciowym nie układa się najlepiej, a w sumie nigdy nie było chociażby dobrze. Jestem totalnie rozbita. Nie wiem jak mam przetłumaczyć mężowi...

Witam, Mam 23lata jestem mężatką od roku i mam 2-letnie dziecko. W moim życiu rodzinnym, a tym bardziej uczuciowym nie układa się najlepiej, a w sumie nigdy nie było chociażby dobrze. Jestem totalnie rozbita. Nie wiem jak mam przetłumaczyć mężowi żeby zaczął mnie choć trochę szanować. Zawsze dawałam mu to co chciał, wszystko miał podstawiane pod nos - w sumie jest tak cały czas. Niestety nigdy nie czułam się kochana, nigdy nie otrzymywałam szacunku z jego strony. Zawsze było i jest tak, że jestem najgorsza, nie potrafię zająć się dzieckiem i nic nie robię. Mimo tego, że zajmuję się wszelkimi obowiązkami, nawet tymi, które należą do męża - on twierdzi, że nie jestem niczego warta. Do tego dochodzi problem alkoholowy, który mąż ma, lecz nie potrafi się do tego przyznać. Poza tym jestem ciągle poniżana i nie doceniana przez niego. Chcę go zostawić, ale boję się jego reakcji, boję się po prostu jego. Nie potrafię już nawet się cieszyć z tego, że jestem matka i mam cudownego syna. Proszę o pomoc - co mam z tym zrobić i jak to zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Poza proszeniem i szantażowaniem nic innego nie robi - czy do niego wrócić?

Witam, Mam 27 lat, od 10 lat jestem z chłopakiem. Bywało różnie, były dobre chwile, ale więcej było tych chwil nie bardzo - kilkaset razy się rozchodziliśmy z jego winy - kłótnie, nie wracanie na noce do domu, zdrady...

Witam, Mam 27 lat, od 10 lat jestem z chłopakiem. Bywało różnie, były dobre chwile, ale więcej było tych chwil nie bardzo - kilkaset razy się rozchodziliśmy z jego winy - kłótnie, nie wracanie na noce do domu, zdrady… Wszystko wybaczałam, ale ostatnio podjęłam decyzję o odejściu. Wyprowadziłam się do mamy, która wyjechała za granicę na 2 miesiące. On wie, że jestem sama - przyjeżdża, prosi, płacze, błaga, prosi o jeszcze jedną szansę, a ja jak zwykle mięknę. Nie wiem co mam robić, bo z jednej strony go kocham, a z drugiej boję się powrotu, bo nie wiem czy teraz coś będzie inaczej. Łudzę się za każdym razem, serce mam złamane, ale mam taki mętlik w głowie, że nie wiem co mam robić. Jak nie chcę z nim rozmawiać to się odgraża, że przyjedzie i pokopie mi drzwi i rozwali rolety w oknach, że jak z nim nie będę to z nikim innym - ja już nie wiem czy chcę wrócić, czy też nie, ale boję się reakcji. Idą święta i błaga mnie, żebym go samego nie zostawiała, bo nie ma nikogo innego. Prosi o pomoc, ale tak naprawdę poza proszeniem i szantażowaniem - i tak w kółko - nic innego nie robi. Proszę o pomoc, bo ja zwariuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Co mam o tym wszystkim mysleć? Może mu w ogóle nie zależy?

Witam serdecznie, Mam 29 lat, jestem kobietą i samotną matką od 2 lat. Ojciec dziecka zostawił mnie na samym początku ciąży, dodam jeszcze, że poznał dziewczynę, z którą ożenił się dwa tygodnie przed narodzinami naszego bąbelka. Całą ciążę praktycznie się...

Witam serdecznie, Mam 29 lat, jestem kobietą i samotną matką od 2 lat. Ojciec dziecka zostawił mnie na samym początku ciąży, dodam jeszcze, że poznał dziewczynę, z którą ożenił się dwa tygodnie przed narodzinami naszego bąbelka. Całą ciążę praktycznie się nie odzywał, ja również, jednak kiedy nasz synek miał dziesięć miesięcy odezwał się, chciał się spotkać, mówił, że jest nieszczęśliwy ze swoją żoną, że to kwestia czasu i będziemy razem. Swój ślub tłumaczył tym, że to była ucieczka, że przestraszył się odpowiedzialności. Mówił, że tylko z nami będzie szczęśliwy i odnajdzie spokój, oczywiście przepraszał. Dodam, że bardzo go kochałam i dalej kocham. Spotkaliśmy się w tamtym roku w grudniu (w listopadzie jego żona wyjechała do swoich rodziców), było wspaniale, mówił, że chce być z nami, że się rozwiedzie i zaopiekuje się nami, po czym dwa miesiące później znowu do niego wróciła - tym razem jednak nie przestał się odzywać, dzwonił i dawał do zrozumienia, że nie jest szczęśliwy. Jak pytałam dlaczego z nią jest mówił, że to bardzo trudne wszystko. Minęły kolejne dwa miesiące - zadzwonił pewnej nocy i powiedział, że podjął ostateczną decyzję, rozstaje się z żoną i chce być z nami, mówił, że już z nią rozmawiał i chce żebyśmy jak najszybciej zamieszkali razem. Boże, jak ja się ucieszyłam! Zostawiłam dla niego pracę, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa, samodzielność - dodam, że nie płaci mi na dziecko. Moje szczęście nie trwało zbyt długo - spotkaliśmy się w wakacje, mieliśmy wszystko poustalać, a on znowu milczał i znowu jego żona była u niego. Dodam, że pracuje od niedawna za granicą, kiedy z nim próbowałam rozmawiać był bardzo skryty, mówił, że to wszystko jest ciężkie, ale nie mówił konkretnie czy odejście od żony, czy co? Jest bardzo skryty, trudno z niego cokolwiek wydobyć. Niedługo po tym spotkaniu ponownie rozstał się z żoną. Ona wyjechała - zaprosił nas do siebie, pojechaliśmy, byliśmy u niego 1,5 miesiąca. Starałam się z nim rozmawiać co dalej - mówił, że chce żebyśmy spróbowali, że musimy szukać mieszkania itp., ale nic nie robi w tym kierunku. Rozwodu też nie zaczął, cały czas słyszę, że to trudne dla niego. Dodam jeszcze, że jak wypije parę piwek to jest bardzo rozmowny, wtedy kocha nas najbardziej na świecie, mówi, że to ja będę jego żoną, taką prawdziwą, sprzed ołtarza (teraz ma tylko cywilny). Bardzo mnie to boli wszystko, to jego niezdecydowanie - nie wiem co mam myśleć, co robić. Zaprosił nas teraz na święta - mamy już bilety, postanowiłam, że pojedziemy. Proszę mi podpowiedzieć jak mam z nim rozmawiać, jak dotrzeć do osoby, którą kocham. Dodam, że też sprawia mi trudność rozmowa o uczuciach, ale jestem w stanie się otworzyć. Wykończy mnie ta sytuacja. Tak naprawdę to nie wiem kim dla niego jestem, mam również skłonności do tego, że o wszystko obwiniam siebie, wystarczy jeden dzień, w którym mnie nie przytuli i myślę, że już mu nie zależy, bo może mu naprawdę w ogóle nie zależy? Chciałabym żebyśmy spróbowali być normalną rodziną, ale nie wiem czy to możliwe - ja potrzebuję dużo czułości, a on nie jest zbyt wylewny. Bardzo to wszystko ciężkie jest. Najgorsze jest jednak to poczucie winy, że to ja jestem wszystkiemu winna, mój wygląd, wmawiam sobie, że się nas wstydzi (a może tak jest?). Nic już nie rozumiem i czuję się coraz bardziej beznadziejna i bezwartościowa. Proszę o pomoc i dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Jak pomóc mojej dziewczynie i co jej jest?

Mam 22 lata, a moja dziewczyna 19, jesteśmy ze sobą rok. Mnie od początku wydawało się, że wszystko jest super. Prawie. Miałem przypuszczenia, że jest ktoś jeszcze - Ona zaprzeczała. Po jakimś czasie przyznała się, że coś było. Choć było...

Mam 22 lata, a moja dziewczyna 19, jesteśmy ze sobą rok. Mnie od początku wydawało się, że wszystko jest super. Prawie. Miałem przypuszczenia, że jest ktoś jeszcze - Ona zaprzeczała. Po jakimś czasie przyznała się, że coś było. Choć było mi trudno widząc, że bardzo żałuje i zależy jej na mnie wybaczyłem i znowu było pięknie - do czasu aż powiedziała mi, że czuje dziwne uczucie (może wyrzuty), że dręczą ją wspomnienia o jej byłych związkach, że boi się, że mnie straci, że przez to nie wie co czuje do mnie, że myśli o moich byłych dziewczynach i czuje zazdrość. Ma w głowie ciągle jakąś głupia myśl "czy na prawdę mnie kocha", ale mówi, że dobrze wie ze tak jest. Generalnie sam nie wiem o co Jej chodzi. Kiedy się spotykamy wszystko jest cudownie, ale kiedy się nie widzimy wracają do niej te myśli. Do tego co jakiś czas ma dziwne załamania nastrojów. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że chcę z nią być, kocham ją, Ona zapewnia mnie, że również chce ze mną być, ale nie potrafię sobie z tym poradzić, nie wiem co myśleć. Przepraszam za chaotyczność wypowiedzi, ale nie potrafię jakoś tego ogarnąć - co robić, w czym tkwi problem? Jak jej i nam pomóc?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pozbyć się chorobliwej zazdrości?

Witam, Mam 23 lat i jestem w związku ze swoim partnerem 5 lat. Problem tkwi w mojej chorobliwej zazdrości. W sumie nie mam zbytnio podstaw żebym była zazdrosna, ale jednak zawsze wynajdę jakiś szczegół. Uważam się za osobę dość...

Witam, Mam 23 lat i jestem w związku ze swoim partnerem 5 lat. Problem tkwi w mojej chorobliwej zazdrości. W sumie nie mam zbytnio podstaw żebym była zazdrosna, ale jednak zawsze wynajdę jakiś szczegół. Uważam się za osobę dość atrakcyjną, ale nie dość atrakcyjna w oczach mojego partnera. Problemy jakie wynajduję i o co jestem zazdrosna to: wieszanie plakatów z obnażonymi kobietami, wychodzenie z kolegami, rozmowy z koleżankami i wiele innych śmiesznych rzeczy. Sama sobie tłumaczę, że to są głupoty, o które nie warto się złościć, ale niestety rozrywa mnie od środka. Chciałabym normalnie funkcjonować, dać mu tą swobodę i trochę wolności, a jednak nie potrafię. Widujemy się prawie codziennie, często też śpimy u siebie, ale zawsze jest mi za mało jego towarzystwa. Wiem, że moje zachowanie tylko zmniejsza uczucie partnera do mnie. Nigdzie nie wychodzimy razem, przeważnie takie wyjście kończyło się kłótnią, a powody były różne: nie zwracanie na mnie uwagi, nie rozmawianie ze mną. Partner nie podziela moich zainteresowań, często chciałabym zachęcić go do pewnych rzeczy, ale nie potrafię na spokojnie - często się obrażam jak nie chce czegoś zrobić. Partner twierdzi, że moja zazdrość i wścibstwo jest spowodowane między innymi brakiem zajęcia, ponieważ obecnie nie pracuję. Czy brak pracy, zajęcia może nasilać moją zazdrość? Mam również problemy w domu - częste kłótnie rodziców, gdzie jestem świadkiem. Często musiałam rozdzielać bijących się rodziców, widziałam płacz mamy oraz jej krew po starciu z ojcem. Byłam bronią matki za każdym razem jak ojciec stawał się agresywny. Do teraz mam problem z okazywaniem uczuć, w towarzystwie rodziny raczej się nie uśmiecham tylko jestem opryskliwa, poważna, wstydzę się łez oraz smutku - przy partnerze chce być zupełnie inna, ale mi to nie wychodzi. Czy przemoc w rodzinie (w dzieciństwie), cielesne oraz psychiczne znęcanie się ojca nad matką, alkoholizm ojca może być przyczyną mojej chorobliwej zazdrości? Nie chcę być zaborcza oraz nie chcę ograniczać mojego partnera. Jest wykształcony, ma dobrą pracę, a ja dotychczas nic nie osiągnęłam. Pewnie brak wiary w siebie powoduje, że się go tak kurczowo trzymam, chciałabym to zmienić. Proszę o napisanie mi co mogłabym zrobić żeby nie być chorobliwie zazdrosna, ćwiczenia, porady - cokolwiek.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Tytus Dziewięcki
Mgr Tytus Dziewięcki

Zostawił mnie mój chłopak, ostatnio jest ze mną coraz gorzej - co robić?

Witam :) Mam 17 lat. Mój problem polega na tym, że zostawił mnie mój chłopak. Bylo to aż 5 miesięcy temu. Ostatnio jest ze mną coraz gorzej. Na początku codzienny płacz mi wystarczył, potem rozmowy z przyjacielem, a następnie ciecie...

Witam :) Mam 17 lat. Mój problem polega na tym, że zostawił mnie mój chłopak. Bylo to aż 5 miesięcy temu. Ostatnio jest ze mną coraz gorzej. Na początku codzienny płacz mi wystarczył, potem rozmowy z przyjacielem, a następnie ciecie się… Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale to mnie uspokaja i poprawia samopoczucie choć na jakiś czas. W szkole się opuściłam - ze średniej ok. 4 spadłam na ok 3. Mam bardzo duże problemy z koncentracją. Raz jestem w stanie się czegoś nauczyć, gdy mam lepszy dzień, na to 3, a raz kompletnie nic. Schudłam dwa kg i wyraźnie spadł mi apetyt. W szkole udaję, że jest ok. Potrafię się śmiać. Zaś gdy przyjdę do domu to wszystko mi go przypomina. Odnajduje go nawet w piosenkach. Nie potrafię kontrolować tych myśli. Często czuję głęboki smutek i mam warzenie jak bym miała się zaraz popłakać. Ponad dwa tygodnie temu zerwałam kontakt z tym chłopakiem. Od tamtej pory źle sypiam. Budzę się w nocy od ponad dwóch tygodni chociaż raz. Czasami jest to kilka razy na noc. Potrafię się obudzić i nie spać, bo ciągle myślę. Nienawidzę swojego życia. Ostatnio nawet miewam myśli samobójcze - raz wbiłam scyzoryk głębiej. Krew leciała ok. godziny. Następnego dnia chciałam go wyrzucić, ale nie mogłam. Nie chcę więcej się ciąć. Widzę, że ostatnio nie potrafię się kontrolować. Zwłaszcza odkąd nie pisze z nim. Mam ochotę pociąć się nawet z powodu głupiej oceny w szkole. Szczerze mówiąc wszystko mi jedno co będzie ze mną dalej. Odkąd go straciłam moje życie się rozpada. Bardzo go kocham i nie potrafię o nim zapomnieć. Co mi jest? Czy tak już będzie zawsze? Jak sobie mam z tym poradzić? To mnie wykańcza…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Po śmierci męża córka poznała mężczyznę, który wypija z niej krew - co robić?

  Moja córka ma 34 lata. Po śmierci męża poznała mężczyznę, który wypija dosłownie z niej krew, traktuje ją jak śmiecia, do tego jest narkomanem. Moja córka jest zupełnie od niego uzależniona, ciągle mu wybacza. Kiedy była w ciąży...

  Moja córka ma 34 lata. Po śmierci męża poznała mężczyznę, który wypija dosłownie z niej krew, traktuje ją jak śmiecia, do tego jest narkomanem. Moja córka jest zupełnie od niego uzależniona, ciągle mu wybacza. Kiedy była w ciąży pobił ją i w szóstym miesiącu urodziła martwe dziecko i to jej też nie odepchnęło od niego - to jest chore! Jak jej pomóc? Jestem bezsilna i patrzę na to wszystko, czuję jak opadają mi siły. Proszę o pomoc, Mira

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak zerwać z chłopakiem, który grozi samobójstwiem?

Witam, Mam poważny problem. Kilka dni temu zerwałam z chłopakiem, bo go nie kocham. Byliśmy ze sobą 2 lata. On nadal jest we mnie zakochany, normalnie piszemy i gadamy, ale ja bym chciała być sama, a on tego nie...

Witam, Mam poważny problem. Kilka dni temu zerwałam z chłopakiem, bo go nie kocham. Byliśmy ze sobą 2 lata. On nadal jest we mnie zakochany, normalnie piszemy i gadamy, ale ja bym chciała być sama, a on tego nie może zrozumieć. Napisał mi ostatnio, że nie może beze mnie żyć i że wziął jakieś lekarstwa i spotkamy się w lepszym świecie. Od razu do niego zadzwoniłam i powiedziałam, że będę z nim jeżeli pójdzie i to wszystko zwróci. Zrobił tak i wróciłam do niego, ale nie jestem szczęśliwa. Nie kocham go i w ogóle nic nie czuję. Co mam robić? Być z nim i żyć w nieszczęściu czy pozwolić by się zabił?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić ze swoim związkiem?

Mam 17 lat i jestem ze swoim chłopakiem X od 2 lat. Odkąd pamiętam zawsze się kłóciliśmy i wyzywaliśmy. Przy nim zaczęłam pić i palić. W sumie głównie na tym polegają nasze spotkania. Przez okres naszego związku byłam z 2...

Mam 17 lat i jestem ze swoim chłopakiem X od 2 lat. Odkąd pamiętam zawsze się kłóciliśmy i wyzywaliśmy. Przy nim zaczęłam pić i palić. W sumie głównie na tym polegają nasze spotkania. Przez okres naszego związku byłam z 2 innymi chłopakami. Posunęłam się z nimi za daleko, ale on nadal nie dawał mi spokoju i mimo to, że mnie wyzwał od najgorszych nadal chciał być ze mną. No i tak jesteśmy nadal razem. Wstydzę się tego co zrobiłam, ale gdy byłam z jednym z tych chłopaków czułam się szczęśliwa. X jednak powiedział mi, że niby go gdzieś widział, że on mnie wykorzystuje, że mnie zrani. Uwierzyłam mu i do tej pory z nim jestem. Jednak codziennie zastanawiam się nad sensem tego związku. Chodziłam z tym nawet do psychologa, ale wtedy miałam również wątpliwości co do swej orientacji. Teraz już wiem, że jestem biseksualna, ale nie o tym mowa. Spotkania z X często kończą się kłótnią, smutkiem, płaczem. Nie czuję się przy nim swobodnie. Zawsze zwala na mnie całą winę. A gdy ostatnio chciałam z nim na poważnie zerwać, zaczął mnie szantażować i wymusił spotkanie. Znów zmiękło mi serce i tak jesteśmy razem. Budząc się rano znów zaczęłam się nad tym zastanawiać. Żyję w strachu, że znów będziemy się kłócić, że znów będę żałować tego, że mu uległam. Nie chcę już tego więcej przeżywać. Kocham go i na ostatnim spotkaniu czułam się szczęśliwa, ale mimo to nadal się boję tego, że będzie źle. Poza tym chciałabym być wolna i mieć więcej swobody, nie być wciąż kontrolowana i obrażana - jeśli zobaczyłby, że do Was piszę to pewnie też zrobiłby mi awanturę. Zaczynam myśleć, że to ze mną jest coś nie tak, że z nim zrywam, a potem wracam, ale jestem pewna, że jakby nie wymusił spotkania i dał mi święty spokój, to nie wróciłabym do niego:(. Teraz jestem zdezorientowana, nie wiem co robić, nie wiem czy to ja robię coś źle, czy to jego wina, nie wiem czy chcę z nim być czy nie, chociaż raczej nie chcę, ale coś mnie przy nim trzyma i poza tym łatwo się od niego nie uwolnię. Żyję w świadomości, że tracę swój czas, ale boję się odejść, znów mnie zaszantażuje, a ma czym, naprawdę się boję, bo jestem pewna, że nie będzie między nami dobrze, bo od zawsze tak było. Nie powiem, były dobre chwile, ale co to znaczy w porównaniu z tym, że czasem czuję się tak bezradna przy nim i tak poniżona, zmanipulowana, że mam ochotę zabić siebie, albo jego? Już raz latałam za nim z nożem, czuję że się w tym pogrążam... Jak mam myśleć pozytywnie o przyszłości z nim po tym, co przeszliśmy? Po tym piekle jakie przeżywałam nie potrafię już uwierzyć, a on tego nie rozumie...;( Powiedzcie mi, co powinnam zrobić, bo ja na prawdę już nie wiem czy dalej to ciągnąć ze względu na to, że go kocham, czy nie warto, skoro i tak codziennie zastanawiam się nad tym związkiem?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy jeszcze istnieje szansa dla nas obojga?

Witam, Mam na imię Maciej, 32 lata. Moja małżonka 24 lata. Poznaliśmy się i pokochaliśmy niemal od pierwszego wejrzenia. Ślub i dziecko było zaplanowane - to nie żadna wpadka. Około dwóch miesięcy temu rozstałem się z żoną. W jednej chwili...

Witam, Mam na imię Maciej, 32 lata. Moja małżonka 24 lata. Poznaliśmy się i pokochaliśmy niemal od pierwszego wejrzenia. Ślub i dziecko było zaplanowane - to nie żadna wpadka. Około dwóch miesięcy temu rozstałem się z żoną. W jednej chwili świat zawalił mi się na głowę. Straciłem dwie ukochane osoby - dziecko, synka 3 lata i żonę. Powodem tego rozstania było brak zaufania żony do mnie, ciągłe konflikty między nami, niedogadywanie się, kontrolowanie żony. Ogólnie po rozmowie z nią usłyszałem, że ona obawia się mojego zachowania, nie ma do mnie zaufania. Zaczęła mówić o rozwodzie. Mieszka obecnie u swoich rodziców. Wyprowadziła się z naszego mieszkania. Mamy ze sobą jakiś tam kontakt - sprawy dziecka, nasze. Ostatnio podczas spotkania naszego w naszym mieszkaniu dałem jej z powrotem klucze od mieszkania - przyjęła je. W czasie rozmowy wspomniała coś o rozwodzie - zacząłem o tym rozmawiać, starałem się tłumaczyć, wyjaśniać, przyznałem się do swoich błędów, powiedziałem jej iż w chwili obecnej poddałem się terapii psychologicznej. Nie argumentowałem nic, nie okazałem jej miłości, sympatii. Dopiero teraz widzę co talk naprawdę straciłem i jak bardzo wartościową osobą jest moje żona i za razem jak ważną osobą jest. Na co dzień odsunąłem się od niej nie zamęczam jej telefonami, sms-ami - i nie robiłem tego wcześniej po rozstaniu. Kontaktujemy się ze sobą w sprawach naszego synka. Ostatnio nawet poprosiła mnie sama o pomoc - pomogłem jej - podziękowała. Widzę zmiany w sobie nastające krok po kroku. Staram się zmienić swoje zachowanie, sposób życia i wiele innych ważnych dla związku rzeczy. Dopiero teraz zauważam rzeczy jakie moja małżonka robiła dla mnie, jak bardzo starała się mnie nakierować na właściwe tory. Zaprzepaściłem to. Wiem, że wina zawsze leży po środku. Nadmieniam, że nigdy nie zdradziłem swojej żony, nigdy też nie dałem jej powodu do zazdrości, nie jestem żadnym brutalem czy damskim bokserem. Oddałem całe swoje serce na dłoni dla mojej rodziny. Nie popadałem w pracoholizm. Nigdy nie nadużywałem alkoholu czy innych używek. Bardzo chcę naprawić swoje błędy, starać się ich nie popełniać, odzyskać rodzinę, zaufania żony i odbudować uczucie jakie nas łączy. Czy jeszcze istnieje szansa dla nas obojga? Jak być kochającą się rodziną? Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak poradzic sobie z toksycznym związkiem?

Witam, Mam 20 lat, tkwię w toksycznym związku niecały rok z mężczyzną o 12 lat ode mnie starszym. Oto moja historia. Rok temu przeszłam ciężka depresję i znalazłam się w szpitalu psychiatrycznym, gdzie poznałam mojego teraźniejszego chłopaka. Wówczas byliśmy...

Witam, Mam 20 lat, tkwię w toksycznym związku niecały rok z mężczyzną o 12 lat ode mnie starszym. Oto moja historia. Rok temu przeszłam ciężka depresję i znalazłam się w szpitalu psychiatrycznym, gdzie poznałam mojego teraźniejszego chłopaka. Wówczas byliśmy tylko znajomymi z oddziału. Mój lekarz prowadzący zaproponował mi pobyt na udziale leczenia zaburzeń nerwicowych. Zgodziłam się. W ten sam dzień miałam załatwione miejsc na "nerwicach". Po tygodniu zjawił się on. Na początku byliśmy tylko dobrymi przyjaciółmi, dużo rozmawialiśmy, wiedziałam o nim wszystko, ponieważ razem z nim chodziłam na psychoterapię, do tej samej grupy. Wiedziałam, że jest rozwodnikiem, byłym wojskowy, że już nie raz gościł w szpitalu psychiatrycznym, wiedziałam, że nie ma pracy, ze jest alkoholikiem itp. Zaczął mnie uwodzić, a ja w to brnęłam. Po 2 mies. bycia razem wyprowadziłam się z rodzinnego domu i wynajęliśmy razem mieszkanie, ale on nie miał żadnych pieniędzy. Zaczęłam studia, więc przez pierwszy, drugi, trzeci miesiąc moi rodzice płacili nam za mieszkanie, dawali nam pieniądze na utrzymanie (nadal dają). Moi rodzice nie wiedzą, że razem mieszkamy. On nie chce iść do pracy, chociaż tyle razy go prosiłam. Ma długi. Czasami zachowuje się w sposób agresywny w stosunku do mnie. Często mnie obraża. Wydaje mi się, że jest chorobliwie zazdrosny o mnie. Na początku wydawało mi się, że go kocham, teraz sama nie wiem, ale chyba tak. Boję się, że jak od niego odejdę to zacznie pić, a tego nie chcę. Boję się, że zostanę całkiem sama, ponieważ w tym mieście nikogo nie znam, tylko jego. Dzisiaj wiem, że to związek bez przyszłości. Czy miłość może to wszystko przezwyciężyć? Czy skończyć to raz na zawsze? Czy sobie poradzę? Jak to zakończyć? Jak uniknąć cierpienia? Setki pytań w mojej głowie...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy dobrze zrobilam kończąc ten związek?

  Proszę o pomoc, nie radzę sobie. Otóż byłam z z moją pierwszą miłością 4 lata, bardzo go kochałam, on mnie też, ale i też ranił. Po 1,5 roku bycia ze sobą zrobił separację, bo poznał w pracy jakaś dziewczynę...

  Proszę o pomoc, nie radzę sobie. Otóż byłam z z moją pierwszą miłością 4 lata, bardzo go kochałam, on mnie też, ale i też ranił. Po 1,5 roku bycia ze sobą zrobił separację, bo poznał w pracy jakaś dziewczynę - spotykał się z nią przez tydzień, ale jak mu napisałam, że ja kończę całkowicie z nim to wrócił z podkulonym ogonem, a że nie chciałam z nim gadać - przyjechał z rodzicami i prosił o wybaczenie no i wybaczyłam, zamieszaliśmy razem, było super. Po 6 miesiącach zauważyłam, że coś źle się dzieje - pisał na gg wieczorami, jak ja usypiałam i wyczytałam, że pisał słodko z koleżanką z roku, po prostu chciał mnie z nią zdradzić - gdy z nim zerwałam o od razu płakał, błagał, mówił, że to się nie powtórzy. Wybaczyłam. Po 3 miesiącach znów wyczytałam w sms-ach, że romansuje z jakaś dziewczyną z pracy;/ i znów mu wybaczyłam, ale się wyprowadziłam, żeby pozbierać myśli. On mimo wszystko nie odpuścił sobie - mówił, że mnie kocha, że już tak nie robi itd. Trwało tak rok, a ja już go nie sprawdzałam, nie wiem, czy dalej chciał mnie zdradzić, czy nie, w końcu nie radziłam siebie z tym, bałam się, że on taki już będzie, że mnie kiedyś w przyszłości jeszcze oszuka. Mija już rok jak nie jesteśmy razem, kontakt mamy, ja sama nie mogę kogoś normalnego sobie znaleźć, boje się i martwię, że będę sama, a mimo wszytko tęsknię za nim, bo z charakteru był naprawdę niesamowity - bardzo doby, opiekuńczy, bardzo troskliwy, a mało kto taki jest:(. Brat ma bardzo dobry kontakt z nim, spotykają się, dzwonią do siebie - dowidziałam się teraz, że on ma kogoś i mi tak ciężko, nie radzę sobie, myślę o samobójstwie, jestem niepotrzebna na tym świecie, nic mi się nie układa:( i coraz bardziej żałuję, że z nim zerwałam coraz bardziej. Jak z nim zerwałam to powiedział do mnie, że żałuje że poznał mnie tak wcześnie, mając 20 lat, bo był młody i głupi, a wolałby teraz mnie poznać - byłoby zupinie inaczej i dlatego teraz myślę, że gdybym z nim nie zerwała być może już by takiego błędu nie popełniał i teraz nie mogę wybaczyć sobie co ja zrobiłam ze swoim życiem. Nie jestem młoda, mam już 25 lat, jestem już za stara i mam mniejsze szanse na poznanie kogoś wartościowego, bo to, co najlepsze już jest zajęte i boję się, że mogę trafić na jeszcze gorszego faceta.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Toksyczny związek, przemoc - co dalej?

Z Piotrkiem jestem/byłam 4 lata. Wszystko zaczynało się tak jak w każdej bajce - książę na białym koniu, starania, długie rozmowy itd. Do czasu... Książę był bardzo o mnie zazdrosny co mi w pewnym stopniu imponowało, dodawało poczucia własnej wartości...

Z Piotrkiem jestem/byłam 4 lata. Wszystko zaczynało się tak jak w każdej bajce - książę na białym koniu, starania, długie rozmowy itd. Do czasu... Książę był bardzo o mnie zazdrosny co mi w pewnym stopniu imponowało, dodawało poczucia własnej wartości, Kiedy pojawiały się z jego strony propozycje, że chce mnie mieć tylko dla siebie, żebym nie spotykała się z koleżankami "bo to szemrane towarzystwo" chętnie na to przystawałam - w końcu mój ukochany chciał ten czas spędzać tylko ze mną. Po kilku miesiącach znajomości wprowadził się do mnie i tutaj zaczęło się piekło. Sprawdzanie rozmów na gg czy mailu, obwinianie mnie o to, że rozmawiam z kolegami z roku (wówczas studiowałam) było codziennością. Nie mogłam wychodzić na imprezy, nie mogłam spotykać się z koleżankami, bo to były "kur*y" nie mogłam nawet porozmawiać bez jego obecności z własną mamą, która była za granicą. Doszło do tego, że budził mnie o 2 w nocy, bo odwróciłam się "do niego plecami" i pakował swoje rzeczy oraz wychodził, a ja płakałam i prosiłam go by nie robił awantury i by został. Nie pamiętam kiedy uderzył mnie po raz pierwszy, ale później było tylko gorzej - miałam posiniaczone ręce, kiedy przyjeżdżałam do jego rodziców na „niedzielne obiadki” jego mama raz zapytała mnie wprost czy Piotrek mnie bije - skłamałam. Ciągnięcie za włosy, popodbijane oczy, szarpanie, duszenie i wyzywanie mnie od szmat stawało się codziennością. Nigdy nie zapomnę nocy w której obudził mnie i kazał jeść chleb z nutellą, bo według niego byłam za chuda i za brzydka. Ciągle mówił o swoich ideałach kobiet i pokazywał mi to w internecie - czułam się jak ostatnia szmata. Straciłam kontakt ze wszystkimi znajomymi, nie miałam rodziny, mama nie mogła się ze mną normalnie kontaktować, ponieważ bałam się jej cokolwiek w jego obecności powiedzieć. Po jednej z kłótni wyprowadził się do rodziców, stracił pracę i przestał się uczyć - tak jest po dzień dzisiejszy - rodzice utrzymują 24-letneiego nieroba. Wówczas go zdradziłam, ale, męczona wyrzutami sumienia postanowiłam się przyznać - mówił, że wybacza, zaczęłam czuć się coraz gorzej, przepraszałam na każdym kroku, nawet za to, że żyję, a on mając takiego asa w rękawie bił mnie i poniżał coraz mocniej. Pewnego dnia nie wytrzymałam i powiedziałam dość. Postanowiłam żyć bez niego. Pech chciał, że po studiach dostałam dobrze płatną pracę w mieście, w którym on mieszka i musiałam się tam przeprowadzić - wynajęłam więc stancję. Szybko nawiązałam kontakty z ludźmi i zaczęłam się z nimi spotykać - tutaj zaczyna się bardzo poważny problem. Jego „wpadanie na mnie” było coraz częstsze, przychodził do miejsc gdzie zazwyczaj stał mój samochód tylko po to by sprawdzić z kim jestem - popatrzył i wychodził bez słowa. Zaczęłam się go bać na poważnie kiedy wtargnął do domu, w którym wynajmowałam pokój i nie chciał wyjść, a rozjuszony zaczął mnie dusić. Po kilku tygodniach "ciszy" napisał pierwszy, że chce kontaktu, że chce być przyjacielem - głupia dałam mu szansę. Przychodził pod moją pracę z obiadami, jeździł ze mną wszędzie i był inni niż zwykle do czasu kiedy powiedziałam mu, że w danym dniu nie mam dla niego czasu ponieważ wychodzę ze znajomymi - zwyzywał mnie wówczas od szmat i napluł mi w twarz, a także uderzył. Po jakimś czasie napisał na gg, że wówczas "kiedy mnie nie było" założył profil na portalach randkowych i że znalazł tam dziewczynę, która go interesuje - przyznam szczerze, że zignorowałam to, a kiedy on zauważył, że nie odpowiadam na zaczepki zaczął być coraz bardziej nachalny. Z jednej strony czuję, że się łamię, nie mam tego błysku w oczach co kiedyś i wierzę, że tylko jego akceptacja mi pomoże z drugiej strony go nienawidzę za to co mi robił i robi nadal, nie wiem gdzie mam szukać pomocy. Czuję się jak jego własność, jakby miał nade mną władzę, boję się go, a z drugiej strony jest mi go szkoda, bo to w końcu ja jestem tą złą. Co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Elżbieta Grabarczyk Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA
Mgr Elżbieta Grabarczyk Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA

Jak żyć normalnie?

Witam! Mam wielki problem z którym nie potrafię sobie poradzić i z każdym dniem jest coraz gorzej. Na wstępie poinformuję, że 9 lat temu nałogowo brałem amfetaminę, co trwało kolejne 3 lata. Z nałogu wyszliśmy wspólnie z moją obecną...

Witam! Mam wielki problem z którym nie potrafię sobie poradzić i z każdym dniem jest coraz gorzej. Na wstępie poinformuję, że 9 lat temu nałogowo brałem amfetaminę, co trwało kolejne 3 lata. Z nałogu wyszliśmy wspólnie z moją obecną żoną i tu zaczynają się schody. Najpierw byliśmy przyjaciółmi, później pojawiła się miłość i od 2004 roku jesteśmy w związku. Wszystko było pięknie aż do 2006 roku kiedy mojej partnerce przytrafił się niewielki skok w bok. Wtedy stałem się lekko podejrzliwy i zaborczy. Taka sytuacja trwała do marca tego roku, kiedy sytuacja powtórzyła się, tylko już z "grubszej rury". Do kontaktów fizycznych chyba nie doszło, ale był tzw. seks przez telefon. Uwierzcie mi, ale zdrada psychiczna boli tak samo jak fizyczna, a chyba nawet bardziej. Po wielu trudnych i bolesnych rozmowach wykreśliłem to na jakiś czas z pamięci. W sierpniu moja żona dostała nową pracę, a we wrześniu wzięliśmy ślub. W nowej pracy moja żona ma nieplanowane wyjazdy i tego moja psychika nie potrafiła przyjąć, znów stałem się mocno podejrzliwy. W krótkim czasie zmieniły jej się gusta muzyczne, zaczęła czytać książki, czego nie robiła nigdy. To spowodowało, że zajrzałem w jej telefon. Znalazłem w nim sms-a, w którym napisała do kolegi z pracy "mój najcieplejszy promyku słońca". Te 4 głupie słowa 2 miesiące po ślubie, spowodowały, że coś we mnie pękło. Załamałem się i w ciągu miesiąca schudłem 10 kg, bardzo mało sypiam i wcale nie jestem w stanie pracować. W teście na depresję wyszły mi 44 pkt. Oprócz tego mam chyba jakąś obsesję na punkcie żony, raz jestem potulny jak baranek, by po chwili przejrzeć jej rzeczy i zrobić bezsensowną zadymę. Dodam, że do poradni jestem zarejestrowany na 28 z powodu braku wolnych terminów, a na prywatną wizytę mnie nie stać. Czy jest jeszcze jakaś szansa wrócić do normalności? Czy da się jeszcze naprawić nasz związek?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Toksyczny związek - jak zwalczyć chorobliwą zazdrość?

Witam, Mam 27lat, od prawie 3 lat jestem z moim obecnym partnerem - obcokrajowcem. Poznaliśmy się gdy byłam w innym związku z innym mężczyzną, jednak tamten związek się wypalił. Ujęta pełnym zainteresowaniem mojego nowego partnera, czułością, opieką i wieloma innymi...

Witam, Mam 27lat, od prawie 3 lat jestem z moim obecnym partnerem - obcokrajowcem. Poznaliśmy się gdy byłam w innym związku z innym mężczyzną, jednak tamten związek się wypalił. Ujęta pełnym zainteresowaniem mojego nowego partnera, czułością, opieką i wieloma innymi rzeczami zdecydowałam o zakończeniu poprzedniego związku. Na początku nie było nam łatwo, mieszkaliśmy w różnych krajach, tylko po kilka miesięcy w ciągu roku spędzając razem. Dopiero w tym roku udało nam się załatwić wszystkie formalności by móc załatwić wszystko razem. Na początku oczywiście było jak w bajce, chociaż pewne sygnały już zaczęły się pojawiać, że mój nowy partner jest bardzo zazdrosny, ale wtedy mi to nie przeszkadzało, bo była to zupełnie inna sytuacja niż w poprzednim związku. Świadczyła o trosce i zainteresowaniu. Również pewne kłótnie co jakiś czas wybuchały ze względów różnic kulturowych, religijnych. Po dużych kłótniach, zawsze było parę cichych dni, aż do pogodzenia się. Oboje należymy niestety do dość upartych osób i impulsywnych. W dalekich planach rozmawiamy czasami o ślubie, natomiast ja mam coraz więcej wątpliwości związanych tylko i wyłącznie z jego zazdrością. Wiem, że nie potrafi mi zaufać, nie wiem z czego to wynika... Po wspólnym zamieszkaniu jakiś czas trwała sielanka, a potem zaczęły się kłótnie, coraz częstsze, o coraz to bardziej banalne rzeczy, aż któregoś dnia mój chłopak rzucił kluczami od mieszkania i nie wrócił na noc. Po każdej kłótni twierdzi, że to przecież jest moja wina, nie jego, bo on mnie tak bardzo kocha, a ja zawsze muszę jakąś kłótnię sprowokować... Później było jeszcze parę kłótni, już nie tak spektakularnych i efektywnych. Co jakiś czas zdarza mu się wysnuwać jakieś dziwne wnioski, że chyba go zdradzam (oczywiście nie daję mu żadnych powodów by tak myślał, a historie, które on wymyśla są wyssane z palca), bo np: przez tydzień nie uprawiamy seksu, bo ja jestem zmęczona po pracy, lub on wraca późno ze swojej pracy, lub inne powody. Później przez prawie 2 miesiące był absolutny, sielankowy spokój. Az do pewnego dnia, w którym to rano nie chciałam iść z moim chłopakiem na autobus rano, nie byłam jeszcze gotowa a poza tym do pracy jeździmy w zupełnie innych kierunkach. Wyszedł obrażony trzaskając drzwiami, a następnie stwierdził ze widział mnie jak wsiadam do jakiegoś samochodu i jadę z tą osobą do pracy. Sytuacja absurdalna, bo jak co dzień poszłam na autobus i tą drogą dotarłam do pracy. Jednak mój partner, brnąc w swoją historię, chyba sam w pewnym momencie uwierzył, że to prawda co mówi. Cały dzień zszedł na bezcelowej kłótni, z której wynikało, z jego punktu widzenia, że mu nie mówię prawdy, okłamuję, zdradzam i nie chce z nim być. Mój punkt widzenia znacznie się różnił - wg mnie on nie potrafi mi zaufać (nie wiem z jakiego powodu ) i sam wymyśla sobie różne historie co jakiś czas, które dyktuje mu jego zazdrosny charakter. W pewnym momencie przestałam mieć już cierpliwość, bo ile razy można odpowiadać to samo: „kochanie, przecież Cię nie okłamałam, pojechałam do pracy autobusem i z nikim się nie spotkałam”, a w odpowiedzi słyszeć: „kłamiesz! Powiedz mi z kim?”. We wcześniejszych przypadkach takie sytuacje zawsze kończyły się nastepnego dnia, w tym wypadku jest zupełnie inaczej. Nawet mogę stwierdzić, ze jego przekonanie o własnej racji tylko wzrosło, dalej uważa, że kłamię i sam sobie podsyca i prowokuje kolejne kłótnie. Jest świecie przekonany, że gdy on jest w pracy to ja spędzam czas z wyimaginowanym przez niego kochankiem itp. Brakuje mi już cierpliwości oraz siły żeby to znosić. Chyba uzależniłam się od niego, i jestem w stanie zrobić wszystko, byleby ten związek się nie rozpadł, bo tak bardzo go kocham. A z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że on się najzwyczajniej znęca nade mną psychicznie w ten sposób, chce kontrolować, jest chorobliwie zazdrosny, a czasem posuwa się nawet do szantażu. Moje rozmowy z nim, że robi źle i wcale nie jest tak jak myśli nie odnoszą żadnego skutku. Co by się nie wydarzyło to zawsze jest moja wina… Co zrobić w takiej sytuacji? Można sobie poradzić z nią samodzielnie? Psychoterapie pewnie nie wchodziłaby w grę - bariera językowa partnera w przypadku jez. polskiego. Poza tym chyba jest zbyt dumny na takie rozwiązanie, bo on uważa, że z nim wszystko jest ok. Proszę o pomoc w rozwiązaniu tej sytuacji i cenne komentarze.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak mam żyć, skoro moje życie kręci się tylko wokół niego?

Byłam z chłopakiem 17 miesięcy. Rozstawaliśmy się chyba 4 razy. Rozstaliśmy się ponownie 14 grudnia. Chcę popełnić samobójstwo. Nie widzę sensu bez niego… Oddałam mu się. Nie potrafię wykreślić go z mojego życia, mimo że tak bardzo mnie ranił i...

Byłam z chłopakiem 17 miesięcy. Rozstawaliśmy się chyba 4 razy. Rozstaliśmy się ponownie 14 grudnia. Chcę popełnić samobójstwo. Nie widzę sensu bez niego… Oddałam mu się. Nie potrafię wykreślić go z mojego życia, mimo że tak bardzo mnie ranił i wykańczał psychicznie. Jak mam żyć, skoro moje życie kręci się tylko wokół niego? Próbowałam popełnić już samobójstwo, wylądowałam w szpitalu i dlatego mnie zostawił. Nie potrafi powiedzieć, że mnie nie kocha, ale mówi, że ma wyjeb***:(. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Problemy z psychiką - czy mam szansę na udany związek?

Mam 19 lat. I mam dosyć duży problem. Jestem z moim chłopakiem od ponad półtora roku. Początki były nawet fajne. Zabiegał o mnie, traktował mnie z należytym szacunkiem, wspierał mnie, mogłam liczyć na jego dobre słowo. I mimo przeżyć, jakie...

Mam 19 lat. I mam dosyć duży problem. Jestem z moim chłopakiem od ponad półtora roku. Początki były nawet fajne. Zabiegał o mnie, traktował mnie z należytym szacunkiem, wspierał mnie, mogłam liczyć na jego dobre słowo. I mimo przeżyć, jakie przeszedł. Jest z rodziny alkoholicznej, mieszka na trudnej dzielnicy, nie może liczyć na wsparcie rodziców ani braci. Jego ojciec bił go od czasu jak był dzieckiem, chciał podnieść rękę na jego i na jego brata (ma brata bliźniaka) kiedy jeszcze byli niemowlętami. Zrobiłby to gdyby jego matka nie interweniowała. Nie było u nich nigdy normalnej rodzinnej rozmowy. Wyrzucili go ze szkoły, sprawiał problemy wychowawcze. Nie mógł liczyć na wsparcie kuratorki. Ignorowała jego wypowiedzi. Większą uwagę przywiązywała do tego, co mówiła jego matka. Już od dziecka chodził niedożywiony. Kradli z bratem jedzenie żeby zaspokoić głód. Pali papierosy od 10. roku życia. Miał 20 dziewczyn przede mną. Uważam, że u każdej poszukiwał miłości i zainteresowania jakiego nie otrzymał w domu rodzinnym. Wracając do tematu. Imprezował sporo, dużo pił, miał styczność z narkotykami, ale nie był uzależniony od narkotyków. Żeby każdy swój ból uśmierzyć popijał, to było jednym z powodów, dla którego rzuciło go kilka dziewczyn, aczkolwiek nie wiedziałam o tym. Wiec mimo tych wszystkich problemów, których nie znałam zakochując się w nim, układało się nam, wspierałam go. Pisze wiersze, przelewa swoje bóle na papier, prowadzi też dzienniki z życia. Postrzegałam jego jako wrażliwego człowieka, łaknącego miłości, przepełnionego cierpieniem. Nie zdawałam sobie sprawy, że posiadał tyle złych przeżyć. Wszystko zaczęło się zmieniać z czasem. Upił się, wdał w bójkę i złamano mu nos. Niby taki początek. Dowiedziałam się po fakcie. Mimo to obiecał mi, że to się nie powtórzy. Na początku związku mówił mi o tym, że mu zależy na mnie, że mnie kocha (w sumie szybko się do mnie przywiązał), powiedział, że na mnie nigdy nie podniesie ręki i nie wyzwie mnie. Przechodziłam z nim przez różne trudne sytuacje. Wyjechałam pracować za granice w wakacje i po jakiś 2 tygodniach wyznał mi, że pije od dwóch tygodni, rodzice go wyrzucili z domu. Tęsknił za mną i przez to pił, co mnie ogromnie wyprowadziło z równowagi. Niejednokrotnie miały miejsce takie sytuacje, w których nie panował nad sobą. Początki były spokojne, z czasem coraz gorzej. Od samego początku moi dziadkowie nie akceptowali go, rodzina też. Nie podobał się im jego styl ubierania się, to że nosi długie włosy. Ale raczej najbardziej, że nie ma pracy i nie uczy się. Dorabiał dorywczo, lecz nie udało mu się załatwić niczego na dłużej. Mama go na zimę po raz kolejny wyrzuciła z domu, szukał wsparcia w rodzinie, lecz nie mogli mu pomoc na dłużej, babcia go najbardziej wspierała i jest najbliższą jemu osobą oprócz mnie. Zdenerwowałam się, udałam się na rozmowę do jego brata, potem z nim do jego domu, do matki. Byłam przy nim, rozmawiałam z jego mamą. Wyznała że go kocha, że psycholog jej radziła tak z nim postępować. Przyjęła go z powrotem do domu. Nie wspomniałam jednak o moich problemach, regularnie co jakiś czas, nawet będąc na imprezie, upijał się. I mówił mi po fakcie. Nie wspominałam, że próbowałam z nim zrywać kilkakrotnie, nie będąc na tyle silna by udźwignąć cały ciężar związany z jego zachowaniami i krytyką innych mojego związku z nim. Krytykowano również mnie, wyśmiewano się. Niejednokrotnie mówił mi, że się zabije, jeśli od niego odejdę, że jestem jego ostatnią dziewczyną. Ma za sobą próby samobójcze... Jak już wspominałam było coraz gorzej. Były okresy kiedy był dla mnie miły i troskliwy, ale najwięcej było tych, w których się kłóciliśmy i tych, które były zbyt trudne dla mnie. Z czasem zaczęłam się czuć coraz bardziej wypalona. Potrafił być podły dla mnie, kiedy płakałam mówił: "i czego ryczysz? Nie masz po co". Zdarzały się sytuacje, że mnie szarpał. Miałam niejednokrotnie siniaki. Wyżywał się na różnych rzeczach. Niejednokrotnie pomagałam mu jak był pijany, nie zostawiłam go. Wspierałam go cały czas. Niejednokrotnie się szarpaliśmy. Potrafił do mnie zadzwonić po pijaku, powiedzieć że jestem kur*a, szmata, dziwka, a następnego dnia powiedzieć, że nic nie pamięta (jednokrotny incydent). Za każdym razem mnie przeprasza kiedy się upije. Przynosiłam mu jedzenie żeby miał co jeść. Troszczyłam się o niego. Mimo wszystko. Zamieszkał w mieszkaniu po zmarłym wujku. Miał prace przez wakacje, ale to tyle. Pomagałam ja i moja mama. Przez cały ten okres straciłam sens i chęci do życia, zaczęłam mieć myśli samobójcze. Zrobiłam się agresywniejsza dla niego. Mimo że nigdy tak się nie zachowywałam. Jak bezczelnie się do mnie odezwał ostatnio, rzuciłam się na niego z rękoma. Oczywiście wywiązała się szarpanina, chciałam się powiesić na kablu od żelazka i o mały włos by mi się udało... przygryzłam sobie język. W porę się otrząsnęłam. Pobiegłam do pokoju, w którym był i zdyszana odparłam „pomóż mi”. Pomógł. Kilkakrotnie próbowałam to zrobić, ale tym razem było na poważnie. Mieliśmy też okresy, że było dobrze, zaczęliśmy rozmawiać ze sobą, ostatnio był kolejny incydent. Napił się, znowu mnie tym zdenerwował, wyznał mi, że chce się zmienić, że nie umie, że się stara i nie umie, że chce się zmienić, że chce skorzystać z pomocy, chce się leczyć. Odbyliśmy poważna rozmowę. Powiedział, że wystarczy ze przy nim będę. Wczoraj wróciła moja mama z zagranicy. Miała imieniny wiec zostałam. Powiedział, że będzie ok. Dzwoniłam i pytałam się co u niego, mówił że ok. Był u taty. Nie pił, a potem wrócił do domu. Wczoraj w nocy dzwoniłam i nie odbierał. Myślałam że śpi. Dziś rano zadzwonił. Powiedział, że nie wie co się stało, że jest cały zakrwawiony, że mu krew z nosa leci. Że nie ma telefonów i kilku swoich rzeczy. Potem wyznał, że kumpel do niego zadzwonił i że poszedł do niego pić. I nie pamięta reszty, jak wrócił ani nic. Powiedziałam, że mu się to należało widać, powiedział, że wie, ale nie wie co zrobić. Dzwoniłam do kumpla i nie odebrał. Prosił żebym przyjechała, ale nie mogłam. Napisałam, że nie mogę. Rozmawiałam z moją mamą. Nie mam już siły na to. Jestem wykończona psychicznie. Nie czuje się już w ogóle szczęśliwa. Lecz dzięki rozmowie z moją mamą i przyjaciółką, która była u mnie dzisiaj zrozumiałam, że powinnam bardziej się skupić na sobie. Na nauce i na dostaniu się na studia. Od razu mówię, że mam również własne pasje, zainteresowania (gram na gitarze, chodzę na fakultety do szkoły, śpiewam w szkole muzycznej). Lecz to jakoś w tym wszystkim nie daje mi radości. Rozmowa z moja przyjaciółką podniosła mnie na duchu. Bardzo się zmieniłam przez te półtora roku. Zatraciłam gdzieś tą radosną cząstkę siebie. Zawsze byłam radosna. Miewałam problemy jak każdy, ale nie aż tak. Teraz nie ma dnia żebym nie płakała. A mój chłopak denerwuje się kiedy nie mam dla niego czasu. Drugi dzień się nie widzimy. Myślę poważnie nad tym, że chciałabym to zakończyć definitywnie, kocham go, ale nie mam siły na kolejne nerwy, tym bardziej, że miałam już poważne zaburzenia. Byłam w szpitalu psychiatrycznym, z podejrzeniem o padaczkę na tle nerwowym, byłam wówczas z moim pierwszym poważnym chłopakiem (mój były, byłam z nim przed obecnym). Boje się, że nie pomogę mu, ani on mi, bo każde z nas potrzebuje pomocy (chodzę do psychologa). Mój obecny chłopak nie chodzi gdyż nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Wiem już, że mam dosyć, ale co ja mam zrobić. Dodatkowo w lutym jego rodzice się rozwodzą, on ma dół psychiczny, czuje się bezwartościowy i jest chory, potrzebuje pomocy. Mam z nim zerwać? Najbardziej przeraża mi to, że mogłabym być tak bezduszna, lecz ja też pragnę szczęścia, boję się kolejnej z jego reakcji, on nie pogodziłby się z utratą mnie, boję się, że zacznie mnie prześladować lub się powiesi. Boje się jego zachowania. Dziś rozmawiałam o tym z przyjaciółką czy powinnam stopniowo się od niego oddalać, przestawać się angażować w jego sprawy? Doradziła mi żebym mu nie mówiła, że go kocham... :( Kocham go, ale to jest wszystko takie chore i skomplikowane. Nie wiem co robić. Proszę, doradźcie mi jak mam postępować. To ja napisałam ten anonimowy artykuł jakiś czas temu. Próbowałam zerwać z moim chłopakiem ostatnio ostatecznie, lecz poprosił o ostatnią szanse. Dałam mu ją. Nie miały miejsca żadne niepokojące incydenty. Oprócz tego, że ostatnio pił przez 3 dni - niedużo, ale pił. Powiedział mi, że nie umie odmówić, kiedy ktoś mu proponuje alkohol. Wcześniej mu się to udawało, a teraz sięga po kieliszek. Mówi, że podejmie leczenie, że mu zależy na tym żeby się zmienić i że sam źle się z tym czuje. W styczniu przywrócą mu ubezpieczenie, powiedział, że od razu pójdzie do psychologa… Ja wiem, że on już nie daje rady w tym poczuciu beznadziei swojego losu i życia (problemy z pracą, brak szkoły, brak wsparcia u rodziców i rodzeństwa). Koledzy mu nie pomogą, tylko poleją. Powiedziałam mu, czy wie o tym, że najlepszym rozwiązaniem byłaby dla niego hospitalizacja, powiedział, że tak. Wie, że w szpitalu mu pomogą. Ja o tym wiem. Spędziłam jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym i to jest miejsce, w którym naprawdę człowiek się zmienia. Staje się silniejszy psychicznie. Zaczyna coraz bardziej rozumieć samego siebie (leżałam na oddziale młodzieżowym). Wiele osób trafiło tam na leczenie z uzależnienia. I powychodziło z tego. Chcę wiedzieć, czy z perspektywy specjalisty psychologa jest jakaś szansa aby taki związek przetrwał, zmienił się. Wiem, że jest toksyczny.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy związek z osobą leczącą się psychiatrycznie ma sens?

Witam, Mam 23 lata. Od kilku lat choruję psychicznie, obecnie jestem pacjentką psychiatrycznego oddziału dziennego jednego z krakowskich szpitali. Leczę się z depresji, nerwicy lękowej, fobii społecznej oraz zaburzeń osobowości, przyjmuję stale leki antydepresyjne. Skończyłam studia, mieszkam i utrzymuję się...

Witam, Mam 23 lata. Od kilku lat choruję psychicznie, obecnie jestem pacjentką psychiatrycznego oddziału dziennego jednego z krakowskich szpitali. Leczę się z depresji, nerwicy lękowej, fobii społecznej oraz zaburzeń osobowości, przyjmuję stale leki antydepresyjne. Skończyłam studia, mieszkam i utrzymuję się sama. Niedawno związałam się z 26-letnim chłopakiem, który również okazał się pacjentem poradni psychiatrycznej. Cierpi na zaburzenia typu borderline, depresję, nerwicę, również przyjmuje leki. Nasza relacja jest bardzo skomplikowana. On posiada wiele dziwnych nawyków, które tłumaczy chorobą, w ogóle wiele kwestii tłumaczy swoją chorobą i wymaga ode mnie bezgranicznej akceptacji. Często zdarza się, że nie zważa na moje uczucia mówiąc rzeczy, które mnie ranią. Jestem osobą bardzo wrażliwą, wszelka krytyka bardzo mocno we mnie zapada, nad tym też obecnie pracuję, jednak uważam, że dobry związek opiera się na kompromisie i ja jestem w stanie zmienić w sobie niektóre zachowania, aby jemu było lepiej, jednak nie dostrzegam takiej chęci z drugiej strony. Chciałabym się dowiedzieć, na ile powinnam zaakceptować jego przyzwyczajenia (np. nienaruszalny rytm dnia, wszelka zmiana w nim powoduje u niego drażliwość, wyładowywaną także na mnie), których jest bardzo wiele, a na ile motywować go do zmian lub zastanowić się nad sensem tej relacji? Dodam, że pomimo posiadania przeze mnie swoich problemów, rola "tej silniejszej" w związku nieco pomaga mi w przezwyciężeniu swoich słabości, jednak momentami brakuje mi już siły do pocieszania załamanego partnera, znoszenia jego nawyków oraz radzenia sobie z własnymi "demonami". Byłabym wdzięczna za jakiekolwiek sugestie. Kinga B.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy całkowite zerwanie kontaktu z byłym partnerem pozwoli na powrót do równowagi?

Witam, Mam 33 lata, od wielu lat choruję na CHAD. Mam za sobą nieudane małżeństwo z winy męża. Ostatnie lata były bardzo stabilne. Poznałam partnera, 31 lat. Byliśmy 2 lata w związku i byliśmy bardzo ze sobą związani uczuciowo....

Witam, Mam 33 lata, od wielu lat choruję na CHAD. Mam za sobą nieudane małżeństwo z winy męża. Ostatnie lata były bardzo stabilne. Poznałam partnera, 31 lat. Byliśmy 2 lata w związku i byliśmy bardzo ze sobą związani uczuciowo. Jednak podczas któregoś ze wspólnych wyjść on poznał 24- letnia kobietę i odszedł do niej. Wiem, że nie była to dla niego łatwa decyzja. Ja bardzo rozpaczałam. Popadłam w depresję, musiałam iść na zwolnienie lekarskie. Cały czas mieliśmy ze sobą kontakt. Z tym, że ja liczyłam, że może on wróci, a z jego strony był to kontakt koleżeński. Bardzo mnie to męczyło, nie dawałam sobie rady. Ja go darzę głębokim uczuciem, jego miłość już się wypaliła. Minęły 3 miesiące od rozstania. On jest już bardzo zaangażowany gdzie indziej, a ja zatrzymałam się w miejscu. Ostatnio pojęłam w porozumieniu z nim decyzję o zerwaniu kontaktu. Jest to dla mnie bardzo trudna decyzja i bardzo przez to cierpię, ale wydaje mi się, że nie ma innego rozwiązania, że inaczej nie zdołam wyjść z depresji i wrócić do równowagi.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak żyć w zgodzie ze swoim partnerem?

Witam, Mam 20 lat. Od ponad dwóch lat jestem ze swoim obecnym chłopakiem - niby bardzo się kochamy, ale jakby oddalamy z każdym dniem. Mieszkamy razem ponad rok. Co zrobić, żeby było dobrze? Czasami już jestem bezradna, bo nie wiem...

Witam, Mam 20 lat. Od ponad dwóch lat jestem ze swoim obecnym chłopakiem - niby bardzo się kochamy, ale jakby oddalamy z każdym dniem. Mieszkamy razem ponad rok. Co zrobić, żeby było dobrze? Czasami już jestem bezradna, bo nie wiem co mam robić - płakać już czasami to nawet nie mam siły, ustępuję mu jak tylko mogę, a jeśli nie zrobię czegoś po jego myśli, czy jak on coś chce, to już jest obrażony i wtedy najchętniej to krzyczy na mnie i wypomina mi wszystko - czy to już koniec uczucia? Czasami już mam dosyć, najchętniej powiedziałabym: „idź sobie i nie wracaj”, ale nie umiem, kocham go z całego serca i on mnie niby też, ale jak go pytam czasami po kłótni „czy mnie kochasz”, to on mówi, że tak, ale nie wiem czy mówi żeby dać mu spokój. Gdyby mnie naprawdę kochał to nie mówiłby czasami obraźliwych słów. Kiedyś było całkiem inaczej, miał dla mnie czas, a teraz tylko niedziela i ma ciągle pretensje, że to nie tak coś postawię czy cokolwiek. On mnie chyba nie rozumie, że chcę mieć go chociaż na chwilę, poprzytulać się czy spędzić ze sobą kilka minut sam na sam - on ciągle mówi, że przecież ma dla mnie czas, a ja coś wymyślam. Proszę o pomoc! Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty