Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak namówić do rozstania osobę żyjącą w toksycznym związku?

Mam 37 lat i chcę pomóc mojej mamie. Od 39 lat jest w związku, który na przestrzeni ostatnich 20 lat podlegał takim zmianom, że obecnie mama jest terroryzowana psychicznie zarówno przez swojego męża (mojego ojca), jak i mojego brata....

Mam 37 lat i chcę pomóc mojej mamie. Od 39 lat jest w związku, który na przestrzeni ostatnich 20 lat podlegał takim zmianom, że obecnie mama jest terroryzowana psychicznie zarówno przez swojego męża (mojego ojca), jak i mojego brata. Od 6 lat mam jest na lekach przeciwdepresyjnych i dzięki temu jakoś funkcjonuje - raz lepiej raz gorzej. Od ponad 16 lat namawiam ją na pozostawienie ojca, ale mam wrażeni, że mama bardzo bezpiecznie i pewnie (na swój specyficzny sposób) czuje się w tym chorym układzie i boi się zmian mimo, że finansowo byłaby zabezpieczona. Są momenty, że nie mogę słuchać tego o czym mi mówi: wyzwiskach, poniżaniu, sprowadzaniu jej do poziomu niewolnicy. Potem sama mam problem w funkcjonowaniu w swojej rodzinie - nerwy mi puszczają. Pomyślałam, że może podrzucę mamie jakaś literaturę na temat ją dotyczący, może chociaż to skłoni ją do podjęcia psychoterapii. Czy mogliby Państwo mi coś polecić na temat toksycznych związków? Bardzo bym jednak prosiła o pozycję napisaną w prostym, zrozumiałym języku. Najlepiej jakby była to historia kogoś, kto przeszedł drogę od toksycznego związku do wolności. Bardzo mi zależy aby moja mama, która twierdzi, że już nigdy nie będzie szczęśliwa, zrozumiała, że tak wcale nie musi być i szczęście zależy tylko od niej. Pozdrawiam, życząc wszystkim zdrowych i spokojnych Świąt oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku. Rybka3337

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc zdradzonej przyjaciółce?

Moją przyjaciółkę zdradził mąż. Przyznał się do wszystkiego. Mało tego - powiedział, że kocha inną i nie żałuje zdrady! "Gosia" zabrała małe dziecko i wyprowadziła się z domu. Zamknęła się w sobie. Nie ma ochoty wychodzić z domu. Wzięła...

Moją przyjaciółkę zdradził mąż. Przyznał się do wszystkiego. Mało tego - powiedział, że kocha inną i nie żałuje zdrady! "Gosia" zabrała małe dziecko i wyprowadziła się z domu. Zamknęła się w sobie. Nie ma ochoty wychodzić z domu. Wzięła urlop, bo nie może skoncentrować się na pracy, ale brak zajęcia nie wpływa na nią pozytywnie. Jak mam do niej dotrzeć? Jak pomóc, by znów poczuła się wartościowym człowiekiem? Proszę o pomoc, Lena

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z chorobliwą zazdrością, która prowadzi do destrukcji związku?

Jestem 21-letnią kobietą. Nie wiem, czy szukam pomocy w dobrym miejscu, ale warto spróbować. Mój problem w porównaniu do innych pewnie jest jakąś bzdurą, a mimo to nie umiem sobie poradzić. Od 3 lat jestem w związku ze wspaniałym mężczyzną....

Jestem 21-letnią kobietą. Nie wiem, czy szukam pomocy w dobrym miejscu, ale warto spróbować. Mój problem w porównaniu do innych pewnie jest jakąś bzdurą, a mimo to nie umiem sobie poradzić. Od 3 lat jestem w związku ze wspaniałym mężczyzną. Mój partner jest 3 lata starszy ode mnie. Kocham go bardzo, a mimo to zniszczyłam już chyba doszczętnie to uczucie. Uczepiłam się go resztkami nadziei i naiwności. Wiem, że męczę swojego partnera, wiem, że muszę się zmienić, a nie umiem. Jestem chorobliwie zazdrosna o każdy telefon, o każdą wiadomość, o jego rozmowy z koleżankami, o wszystko. Wydzwaniam do Niego, a jeśli ma wyłączoną, komórkę, albo nie odbiera do wszystkiego dorabiam sobie jakiś czarny scenariusz, że np. na pewno mnie w tej chwili zdradza. Męczy mnie to, a co dopiero Jego. On mówi, że już tego nie widzi, że już nie widzi nas razem, a ja nawet nie umiem pozwolić mu odejść. Choć z drugiej strony, gdy mnie całuje i tuli czuję się wciąż jego ukochaną dziewczyną. Teraz znów się pokłóciliśmy z powodu mojego zachowania, zostawił mnie, wrócił, ale jest taki odległy. Chciałabym, żeby po prostu powiedział, że mnie kocha, żebym odzyskała nad sobą kontrolę, radość i żeby On był ze mną szczęśliwy. Można sobie z tym poradzić? Można odzyskać zaufanie? Można to odbudować, bo ja nad życie go kocham, czasem myślę, że gdyby go nie było, to i mnie mogłoby nie być... Chciałabym, żeby poszedł ze mną do psychologa, zgodził się, ale mówi, że to nic nie da... Już nie wiem co robić, wiem, że to moje życie, życie nad którym nie panuję. Co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ból po rozstaniu - czy warto spróbować jeszcze raz?

Witam, mam 23 lata 2 dni temu zerwał ze mną chłopak. Byliśmy ze sobą 16 miesięcy. Wcześniej też miał jakieś załamanie i zerwał, ale szybko się pogodziliśmy. Teraz już oświadczył, że to koniec, prawdziwy, bo ma dość mnie i moich...

Witam, mam 23 lata 2 dni temu zerwał ze mną chłopak. Byliśmy ze sobą 16 miesięcy. Wcześniej też miał jakieś załamanie i zerwał, ale szybko się pogodziliśmy. Teraz już oświadczył, że to koniec, prawdziwy, bo ma dość mnie i moich scen zazdrości, nieufności, bo gdy pił alkohol albo chodził na imprezy lub do kolegów to się bałam, że mnie zdradzi i pisałam do niego z pretensjami i aluzjami, a on zawsze mówił, że mnie nie zdradził, ale mi ciężko było zrozumieć. Od rozstania go nie widziałam, pisał, że wpadł w złe towarzystwo i stracił sens życia, jest w moim wieku. Proszę, pomóżcie, nie wiem co mam robić, boli mnie rozstanie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Bolesne zerwanie, myśli samobójcze - co robić?

Zostawiła mnie dziewczyna, z tym, że ja mam dopiero 17 lat, jestem raczej dzieckiem, byłem z dziewczyną 3 miesiące, ale ją zaniedbałem i skrzywdziłem :(. Bardzo ją kocham i chcę o nas walczyć. Gdy mnie zostawiła zrozumiałem tak naprawdę ile...

Zostawiła mnie dziewczyna, z tym, że ja mam dopiero 17 lat, jestem raczej dzieckiem, byłem z dziewczyną 3 miesiące, ale ją zaniedbałem i skrzywdziłem :(. Bardzo ją kocham i chcę o nas walczyć. Gdy mnie zostawiła zrozumiałem tak naprawdę ile ona dla mnie znaczy, jest całym moim światem… Mam myśli samobójcze, bo bez niej nic nie ma sensu, ale to skrzywdzi ją jeszcze bardziej - bez niej nie poczuję tego szczęścia już nigdy, nigdy w życiu nikt nie dał nikomu tyle szczęścia, ile ona dała mi przez ten krótki czas. Bardzo ją kocham i chcę, żeby była szczęśliwa, ale w tym momencie nie potrafię przestać o niej myśleć :(. Wiem, że ona mnie kocha bardzo, może nawet bardziej ode mnie, ale boi się do mnie wrócić, bo nie chce być skrzywdzona znowu - obiecałem kilka razy poprawę, ale tak naprawdę dopiero teraz to robię, teraz jestem gotów stworzyć stały związek, ale boję się, że jest za późno by mi uwierzyła ;(. Chcę jej dać tyle szczęścia ile tylko mogę, tyle, ile ona mi dała. Chcę jej oddać całe moje serce. Całe moje życie to dno, ale ona sprawia, że przy niej mogę być sobą i mogę uwierzyć w to, że jednak dla kogoś coś znaczę. Może jestem dzieckiem i pewnie o miłości mam pojęcia tyle co nic, ale znam ją jakieś 7 lat byłem z nią kiedyś, czasy podstawówki. Wtedy pozwoliłem, żeby to się zepsuło. Przez 5 lat nie utrzymywałem z nią kontaktu, widziałem ją dosyć często jak przechodziła obok mnie. Gdy ją widziałem czułem ból i szczęście. Teraz, gdy znowu do mnie wróciła, już jej nie chcę zostawiać, nie doceniłem tego jak ona się mną opiekowała - bardzo ją kocham i potrzebuję tylko tego, żeby ona była przy mnie szczęśliwa, bym i ja mógł szczęśliwie żyć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy różnica w wykształceniu może rodzić konflikty?

Mam 28 lat. Moim problemem jest kwestia myślenia, jaką narzuciła mi moja matka. Otóż w jej przekonaniu najważniejsze jest wykształcenie. Nie pieniądze, nie status, zdrowie czy relacje z nimi. Ma obsesję wiedzy, którą we mnie zaraziła. Ukochanego poznałam na studiach....

Mam 28 lat. Moim problemem jest kwestia myślenia, jaką narzuciła mi moja matka. Otóż w jej przekonaniu najważniejsze jest wykształcenie. Nie pieniądze, nie status, zdrowie czy relacje z nimi. Ma obsesję wiedzy, którą we mnie zaraziła. Ukochanego poznałam na studiach. Nasze relacje wyglądały poprawnie do momentu rozmowy o jego wykształceniu. Namawiałam go na powrót na studia, ponieważ rzucił po 2 latach. Z powodu swojego wieku 30 lat i pracy w soboty jego studia są uciążliwe, a po pewnym czasie w ogóle się oddał. Chciał mieć choć odrobinę czasu dla siebie. Częściowo go rozumiem. Natomiast moje obawy związane są z wzorowaniem się na rodzicach. Mam skończyła studia i osiągnęła wielki sukces a ojciec nie, ponieważ w tamtym czasie wolał się bawić. Na starość ojciec ledwo wiąże koniec z końcem, jest na dorobku mamy. W ciężkich chwilach popija. Wiem, że takie rzeczy nie mają przełożenia, ale jednak o tym myślę. Namawiam ukochanego na skończenie studiów, ale też rozumiem, że jest mu ciężko. Boję się iż w sytuacji kiedy ja obronię tytuł doktorski on będzie za mną daleko w tyle. Już teraz widzę grono moich znajomych, wykształconych i dobrze zarabiających i jego na posadce, z której się ledwo utrzymuje. Bez chęci pacy nad sobą. Jeśli nie studia to własna firma? Też mu nie pasuje. Zastanawiam się czasem czy to niezgodność charakterów. Jak dalej może wyglądać nasze życie? Teraz go kocham, ale jak będzie później. Czy to jest dla mnie realne zagrożenie? Czy mogę coś zrobić aby nie obawiać się tego tak bardzo? Czy jednak może mieć to wpływ na nasze dalsze relacje?  

odpowiada 3 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego mój partner stał się nieczuły, obojętny i rozdrażniony?

Witam, Jestem 26-letnią kobietą, jestem w 2-letnim prawie związku z mężczyzną 3 lata młodszym. Zamieszkaliśmy ze sobą po miesiącu bycia razem, gdyż nadarzyła się okazja wolnego domu do pilnowania. Z biegiem czasu wynajmujemy już trzecie mieszkanie. Mój partner był już...

Witam, Jestem 26-letnią kobietą, jestem w 2-letnim prawie związku z mężczyzną 3 lata młodszym. Zamieszkaliśmy ze sobą po miesiącu bycia razem, gdyż nadarzyła się okazja wolnego domu do pilnowania. Z biegiem czasu wynajmujemy już trzecie mieszkanie. Mój partner był już w długim związku, jak i ja - gdy rozstaliśmy się z poprzednimi partnerami używaliśmy życia jak się dało, nie razem, lecz w odrębnych towarzystwach, bo byliśmy znajomymi tylko na "cześć". Na początku, gdy pierwszy raz zamieszkaliśmy razem mój partner starał się bardzo, był niepewny mnie i tego, czy będę z nim długo, był czuły, kochany, wszystko dla mnie. Dodam, że mam syna w wieku 7 lat z poprzedniego 8-letniego związku, który zakończył się 5 lat wcześniej. Syna bardzo lubił, partner naprawdę był bardzo za mną i widać, że chciał mojego szczęścia - był delikatnie zazdrosny, miał ochotę na seks. Dodam, że zawsze był zdany na siebie i nie miał dzieciństwa jak należny, na wszystko zapracował sobie sam. Widziałam, że bywa zamknięty w sobie czasami i nie był typem nie wiadomo jak wylewnym, raczej trzymał uczucia w sobie. Pokochałam go strasznie i tu zaczęły się chyba problemy. Jak już zaczął być mnie pewien, widział, że mi zależy, to jego zachowanie się zmieniało na gorsze. Przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania - na początku było ok, ale po jakimś czasie zaczęły się codzienne kłótnie, jego nastroje i rozdrażnienia, dodam że obecny partner ma firmę i ciężko z opłatami - dużo kredytów i pracuje bardzo dużo, żeby to wszystko popłacić, a jak mieszkaliśmy na początku razem, to jeszcze firmy nie było. Po jakimś czasie zauważyłam, że ucieka w pracę, że wyładowuje na mnie rożne problemy, bo niby tylko ja jestem pod ręką. Potem stal się obojętny - cokolwiek bym robiła, jak mi coś nie pasowało to słyszałam: „rozstańmy się, przecież jest wyjście”, a jak mu nerwy przechodziły to już tak nie uważał. Ja zaczęłam być bardzo zazdrosna i zaborcza, bo po niektórych jego słowach, nawet w nerwach, straciłam stabilność i pewność. Potrafił każdy nerw i zmianę nastroju na mnie odbić. Zaczęłam się starać jeszcze bardziej, więc teraz słyszę, że ja nigdy z nim nie zerwę w nerwach. Tyle przykrych rzeczy, brak seksu brak czułości… O każde przytulenie, czy pocałunek, czy cokolwiek czuję, jakbym się musiała prosić, jakby robił to tylko po to, żebym nie była zła, a jakby nic nie robił sam z siebie, jakby nie potrzebował mojej bliskości. Kiedyś byliśmy bardzo blisko ze sobą, nawet jak była praca - nadrabialiśmy to w weekendy tak, że czułam się nasycona i szczęśliwa. Teraz nawet tego nie ma i ciężko mi z tym. Kocham go bardzo, ale nie wiem czy naprawdę on mnie kocha jeszcze. Dlaczego potrafi być tak nieczuły, zmienny? Ja jestem typem przylepy i pieszczocha, on wręcz przeciwnie (choć kiedyś też był taki czuły), teraz wręcz się bulwersuje jak mu mówię: „przytulimy się?” to tak jakby z westchnieniem, albo mówi „Jezu! no chodź” jakbym przeszkadzała i truła mu du*ę. Jak już się pokłócimy o cokolwiek to jest już obojętny na wszystko - czy plączę, czy wyjdę, czy cokolwiek. „Nie pasuje, to rozstańmy się” - mówi i np. zaczyna się pakować, ja go zatrzymuję, potem mówi, że nie da się ze mną zerwać, a potem, jak się uspokoi, przeprasza. Nie mam już sił. Proszę odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Bardzo kocham - jak postąpić aby jej nie stracić?

Witam, To dość skomplikowana historia, ale postaram się ją dokładnie opisać. Wszystko zaczęło się 4 lata temu, gdy poznałem swoją pierwszą dziewczynę. Ona zaczęła do mnie pisać na komunikatorze internetowym i tak doszło do zapoznania się. Związek ten był dość...

Witam, To dość skomplikowana historia, ale postaram się ją dokładnie opisać. Wszystko zaczęło się 4 lata temu, gdy poznałem swoją pierwszą dziewczynę. Ona zaczęła do mnie pisać na komunikatorze internetowym i tak doszło do zapoznania się. Związek ten był dość dziwny, ponieważ - po pierwsze - byłem strasznie niedojrzały, a po drugie - zrywałem z nią co miesiąc i wracaliśmy do siebie. Po czwartym razie ona miała dość i zerwała ze mną. Znalazła sobie innego chłopaka, z którym była 3 lata, podczas gdy ja próbowałem być z kimś innym, jednak nie potrafiłem nikogo pokochać, bo myślałem o niej. Minęły 4 lata podczas gdy ja pracowałem za granicą - postanowiłem napisać do niej. Myślałem, że mi nie odpisze, ponieważ po tym jak mnie rzuciła nie utrzymywaliśmy żadnego kontaktu. Myliłem się - odpisała. Po tygodniu pisania umówiliśmy się na spotkanie i postanowiłem zrezygnować z pracy za granicą i wrócić do Polski. Pierwsze spotkanie po 4 latach było dla mnie szokiem, bo myślałem, że już nigdy jej nie spotkam. Tak to już trwa aż po dzień dzisiejszy, czyli przeszło miesiąc czasu. Z każdym dniem uświadamiam sobie jak bardzo ją kocham, a zarazem mam mieszane uczucia. Nie wiem czemu tak jest, ale jak myślę, że mógłbym ją stracić, to po prostu bym tego nie wytrzymał. Chciałbym wrócić za granicę, bo bardzo mnie tam ciągnie, ale jak pomyśle o tym, że widywalibyśmy się co 3 miesiące, to mnie to nie pociesza, a ponadto nie chcę jej już opuszczać i nie wiem, czy bym wytrzymał tak długi czas. Boję się, że mógłbym ją stracić. Spisałem się, ale musiałem widocznie to zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Uzależniłam się od partnera - jak sobie poradzić?

Mąż odszedł ode mnie i trzymiesięcznego dziecka. Mieliśmy kryzys wcześniej - zauroczył się koleżanką z pracy, wyznawał jej miłość i jednocześnie zdecydował się na spłodzenie dziecka, jak później mówił - myślał, że ono między nami naprawi relacje. Okłamywał mnie kilka...

Mąż odszedł ode mnie i trzymiesięcznego dziecka. Mieliśmy kryzys wcześniej - zauroczył się koleżanką z pracy, wyznawał jej miłość i jednocześnie zdecydował się na spłodzenie dziecka, jak później mówił - myślał, że ono między nami naprawi relacje. Okłamywał mnie kilka miesięcy w ciąży, przyłapałam go na zdradzie (maile, sms, nie wiem czy doszło do zdrady fizycznej), kazałam się pakować, lecz ukląkł na kolana, powiedział, że kocha i, ponieważ byłam w ciąży, odpuściłam. Po narodzinach dziecka zajmował się nim, pomagał mi we wszystkim, lecz ciągle mówił, że ono jest jego jedyną siłą, a mnie już raczej nie kocha. Poprosiłam by poszedł do psychologa, bo czułam bezsilność. Po rozmowie z psychologiem przyszedł z bukietem kwiatów, wcześniej, w ciągu dnia wyprowadził się, gdy byłam z dzieckiem poza domem, powiedział że chce rozwodu. Minęło 1,5 miesiąca, dostałam pismo od jego adwokata o polubownym porozumieniu się co do rozwodu i opieki nad dzieckiem. Ja go nadal kocham, czuję się porzucona, lecz nie umiem przez to, że braliśmy ślub kościelny odpuścić sobie - wciąż mam nadzieję, że się zejdziemy mimo tego, że (co prawda nie patrząc mi w oczy) mówi, że uczucie w nim wygasło, znajomemu mówi, że jedynym sposobem na nasze problemy jest to by zniknął, mi mówi, że stroni od ludzi, że nie ma ochoty na rozmowy i spotkania. Dawał mi dwuznaczne sygnały, jednakże już przestał (po mojej prośbie, że za bardzo mnie to boli). Koledze mówi, że na żadną terapię nie będzie chodził, bo nikt go nie przekona, że mnie kocha kiedy on nie kocha. Dziecko widuje sporadycznie, często mu coś wypada, najchętniej zabiera je na weekend do swoich rodziców, do miejscowości oddalonej 80 km od miejsca zamieszkania. Mówi, że teraz jest mu dobrze samemu, że ma na myśli nie tylko związek z kimś innym, ale i to, że za dzieckiem czasami tęskni. Stwierdził, że może za kilka lat może będzie żałował, teraz jest mu dobrze. Chodzę do psychologa, mam wrażenie, że mąż może mieć depresję, skończył brać leki na trądzik (ponad rok stosowania), albo niestety, muszę też tę myśl dopuścić, że może adwokat mu kazała udawać depresję, ponieważ ja mam dowody (maile) na jego zdradę z koleżanką z pracy, kiedy byłam w ciąży. Nie umiem sobie poradzić z całą sytuacją, wciąż mam nadzieję, nie potrafię uwierzyć, że po 5 latach związku, 4 latach mieszkania razem, po 2 miesiącach od narodzin dziecka, trochę ponad rok od ślubu wszystko w nim tak wygasło?! Że w ogóle nie tęskni - sam powiedział, że nie tylko nie za mną, ale za żadną moją cechą, a zawsze chwalił moją kuchnię, pieczone ciasta, opiekę nad domem, organizację… Ciężko mi stanąć na nogi, wiem, że bardzo się od niego uzależniłam, boję się być sama. Wciąż mam nadzieję i modlę się o to, by mąż zmądrzał. Nawet ostatnie miesiące mimo tego, że względem mnie był oschły, nie przejawiał inicjatywy - umieliśmy rozmawiać, śmiać się, byliśmy sobie "przyjaciółmi" - nie wiem niestety na ile to było w jego głowie udawanie, a na ile prawda…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Rozstanie z chłopakiem, tabletki uspakajające, myśli autodestrukcyjne - depresja?

Witam, Jestem 20-letnią studentką. Długo zastanawiałam się czy napisać. Początek moich problemów jest dosyć błahy. 1,5 miesiąca temu poznałam chłopaka. Zakochałam się bez pamięci. Spędzaliśmy ze sobą cały wolny czas, nawet zawalając studia i pracę. Po 3 tygodniach On mnie...

Witam, Jestem 20-letnią studentką. Długo zastanawiałam się czy napisać. Początek moich problemów jest dosyć błahy. 1,5 miesiąca temu poznałam chłopaka. Zakochałam się bez pamięci. Spędzaliśmy ze sobą cały wolny czas, nawet zawalając studia i pracę. Po 3 tygodniach On mnie zostawił. Teraz utrzymujemy mały kontakt, ale nie widzieliśmy się od tamtej pory. Na początku myślałam, że to rozpacz po Nim. Były łzy, bezsenne noce, omijanie zajęć, bezsensowność wszystkiego. Jednak minął już miesiąc, a moje samopoczucie się nie poprawia. Jest wręcz gorzej. Najpierw aby zasnąć brałam tabletki uspakajające. Potem zaczynałam je brać aby normalnie przeżyć dzień. W trakcie zajęć totalnie się "odłączam" od świata, płaczę bez powodu. Nic do mnie nie dociera. Po 1,5 tygodnia udało się odstawić tabletki. Pojawiły się za to myśli autodestrukcyjne, bo nie wiem czy można je nazwać samobójczymi. Nie myślę typowo o śmierci. Za to często pojawiają się myśli o wypadku. O przyśpieszeniu auta, a potem o zderzeniu, poślizgu, wypadku. Pojawiają się myśli o ranieniu siebie. Pojawiają się myśli o napadzie, bójce, zabójstwie. O ojej śmierci. Aby przestać tak myśleć zaczęłam jeszcze więcej pracować. Ogółem wychodzi, że studiuję dziennie i pracuję na 3 etatach. I to nic nie pomaga. W środku pracy pojawiają się łzy, dziwne myśli, smutek. I tak jest codziennie. Czasem się śmieje. Bardzo rzadko szczerze. Próbuję udawać przed wszystkimi, ale powoli nie daję rady. Wiem, że to krótki okres. Może to nie depresja. Ale nigdy tak nie miałam. Wydaje mi się, że potrzebuję pomocy. Specjalistycznej. Bo rady znajomych już nic nie dają. Boję się o siebie. Boję się swoich czynów. Boję się siebie. Co mam zrobić? Gdzie się zgłosić? Mieszkam w okolicach Łodzi.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak podejść do rozmowy z chłopakiem?

Witam, Mam na imię Angelika i mam 20 lat. Jestem z chłopakiem (23lata) od ponad 4 lat, mieszkamy razem. Mój problem polega na tym, że kompletnie nie potrafimy się porozumieć. Z mojej strony było wiele podejść do poważnych rozmów, starałam...

Witam, Mam na imię Angelika i mam 20 lat. Jestem z chłopakiem (23lata) od ponad 4 lat, mieszkamy razem. Mój problem polega na tym, że kompletnie nie potrafimy się porozumieć. Z mojej strony było wiele podejść do poważnych rozmów, starałam się mówić delikatnie co mnie gnębi. On z kolei zawsze wybucha, że się czepiam, że sama nie jestem lepsza. Zawsze kiedy próbuje rozwinąć temat on się od niego wymiguje, stara się załagodzić sytuację przytulając i całując. Mnie natomiast to denerwuje, ponieważ mam mu wiele do powiedzenia, a on stara się tego uniknąć. Kiedy już porozmawiamy przez chwilę kilka dni jest dobrze, potem wszystko zaczyna się od początku. Wielkim problemem są u nas finanse, co oczywiście skłania nas do "biedniejszego" trybu życia. Ja, dysponując tymi pieniędzmi, chciałabym żeby starczyło na cały miesiąc, niestety on mi w tym nie pomaga. Problemem jest to, że on lubi piwo. Pewnie jak większość mężczyzn i to rozumiem. Tylko jest pewien umiar, którego on czasami nie zna. Wychowywałam się w takiej, a nie innej rodzinie, że nie jestem przekonana do alkoholu, o czym on bardzo dobrze wie. Nie ma mowy u niego o jednym piwie, bo jak on twierdzi: "jednym zrobię sobie tylko smaka". I tutaj powstaje kolejny powód do kłótni. Druga sprawa to seks. Kiedy mówię "nie" po prostu tego nie rozumie. Wydaje mi się, że problemem są tutaj tabletki antykoncepcyjne, które zażywam. Natomiast on interpretuje to inaczej. Wiele razy przez niego płaczę. Kocham go. Bywają dni, że jest pięknie, ale dla mnie jeden dzień kłótni to katorga. Nie potrafię tego znieść. Wiele razy chciałam odejść, ale jest coś co mnie przy nim trzyma. Wiem, że to na pewno jest miłość, bo świata po za nim nie widzę, ale jednak jestem tym powoli zmęczona. Natomiast jest iskierka nadziei, że to się zmieni. Nawiązując. Co robić? Wierzyć, że to się zmieni ? Jak podejść do rozmowy? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy terapia pomoże przy kłótniach z partnerem?

Jestem w 6 miesiącu ciąży, mój partner mnie zostawił dzień przed wigilią. Związek trwał dokładnie 3 lata, obydwoje mamy dumne charaktery i się prawie ciągle kłóciliśmy, mieliśmy już dużo rozstań i za każdym razem wracaliśmy do siebie. On mi...

Jestem w 6 miesiącu ciąży, mój partner mnie zostawił dzień przed wigilią. Związek trwał dokładnie 3 lata, obydwoje mamy dumne charaktery i się prawie ciągle kłóciliśmy, mieliśmy już dużo rozstań i za każdym razem wracaliśmy do siebie. On mi już jakiś czas mówił, że stracił do mnie szacunek i się czepiał o wiele rzeczy, ogólnie był mało szczęśliwy. Przy rozstaniu powiedział, że jestem jedyną i ostatnią kobietą w jego życiu i płakał opuszczając mnie. Powiedział, że robi to dla nas, że tak będzie lepiej i wyprowadził się do innego miasta zostawiając mnie w dużym zimnym domu samą. Ja go wciąż kocham, zaplanowaliśmy to dziecko, więc chcę, żeby miało normalną rodzinę. Czy terapia by coś tu pomogła? Ja czuję, że i ja i on potrzebujemy rozmowy z psychologiem, gdyż on mi nie może wybaczyć zdrady, której nigdy nie było, z przed 3 lat, początku naszego związku i chyba to blokowało nasz rozwój.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak uwolnić się od chłopaka tyrana?

  Mam 20 lat. Ale tu nie chodzi o mnie tylko o mojego chłopaka, który zniszczył mi życie. Ma 21 lat, napady gniewu płaczu, kłamie i nie dotrzymuje obietnic. Nie chciałam się do tego przyznawać, mam przez niego depresję....

  Mam 20 lat. Ale tu nie chodzi o mnie tylko o mojego chłopaka, który zniszczył mi życie. Ma 21 lat, napady gniewu płaczu, kłamie i nie dotrzymuje obietnic. Nie chciałam się do tego przyznawać, mam przez niego depresję. I to ostrą. Po długim czasie udało mi się przemóc i tutaj napisać. Mój chłopak nienawidzi, kiedy się odzywam. Nienawidzi, wszystko jedno co mówię, kiedy ma gorszy dnień ciągle wrzeszczy i mówi, ze to moja wina, nie widząc przy tym swojego tragicznego zachowania. Każe mi "zamknąć mordę" zaczyna płakać, trząść się, w domu często wymiotuje mówiąc, że to moja wina. Sam wychował się w rodzinie, która mogłaby podchodzić pod patologiczną, chociaż nie ma tam bijatyk. On potrafi mnie przedrzeźniać, a potem, kiedy jestem zła za to, zaczyna się wściekać, mówi, że nie mam prawa się odzywać, że wszystko niszczę. Parę godzin później potrafi już o niczym nie pamiętać i być baaaaaaaardzo miły i opiekuńczy. Następnego dnia znowu to samo. Zachowuje się jak potwór, nie człowiek. Nie mogę go zostawić, bo wtedy się zabije. Ja też zresztą jestem od niego uzależniona. On mówi, że jestem jedynym jego celem w życiu. Tylko dzięki mnie zdał liceum i poszedł na studia. Dlatego nie mogę go zostawić. To nie jest proste. "Zostaw go, on jest zły" pewnie wszyscy powiedzą, ale nie mogę, bo wtedy to by się równało z zabiciem człowieka. Zdarzało się, że udawał swoją śmierć abym się stresowała, a potem mówił, że na to zasługuję. Że zasługuję, aby na mnie wrzeszczeć i powinno się mnie jeszcze bić. Nie koloryzuję, tak jest naprawdę. Ja niczego od niego nie mogę wymagać i jedno słowo wystarczy aby stał się najgorszym człowiekiem jaki chyba mógł powstać. Chciałabym aby umarł, ale z drugiej strony bym się załamała. Naprawdę to co on zrobił z moim życiem… Ja kiedyś się śmiałam, a teraz nic. Wysilam się, aby wszystko wyglądało normalnie. On ciągle wrzeszczy, mówi nielogicznie, wyzywa, natomiast kiedy ja coś mówię, rozłącza się, bądź po prostu mnie zostawia, kiedy się widzimy. Rzuca przedmiotami, nie da się mu nic wyjaśnić, tak jakby był po prostu upośledzony. NIC, wszystko jedno jak by to było logiczne. On nie ma pieniędzy na terapię, ale wiem, że musi na nią iść! Ja już jestem znieczulona, nic mnie nie rusza. Nawet nie wiem, czy bym płakała jakby ktoś umarł w rodzinie. Raz poprosiłam Go aby zrozumiał mnie, tzn. nieważne, jedną rzecz. Żeby postarał się mnie zrozumieć. On powiedział, że nie chce tego robić i tego nie zrobi. Zdenerwowałam się on wtedy po prostu zaczął wrzeszczeć i zachowywał się jakby nic do niego nie docierało. On uważa, że się stara, a to ja wszystko psuję. Nie mam siły aby poprawiać ten tekst. Wielu rzeczy nie napisałam, przepraszam za wszelkie błędy nie mam siły ich poprawiać... Prawdopodobnie nie zaliczę semestru i wylecę ze studiów przez Niego.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak żyć po bolesnym rozstaniu?

Dzień dobry, Przez kilka lat byłam z 15 lat od siebie młodszym mężczyzną, obiecał, że będzie ze mną zawsze, teraz odszedł, a ja mam już prawie dorosłe dzieci, jedno nawet na 1 roku studiów i boję się, że na starość...

Dzień dobry, Przez kilka lat byłam z 15 lat od siebie młodszym mężczyzną, obiecał, że będzie ze mną zawsze, teraz odszedł, a ja mam już prawie dorosłe dzieci, jedno nawet na 1 roku studiów i boję się, że na starość zostanę sama. Czuję się jak nikomu niepotrzebny przedmiot, który można od tak odstawić kiedy się znudzi, jak stara niepotrzebna baba, duszę się w sobie, plącze codziennie, powinnam go nienawidzić, a ja tak bardzo za nim tęsknię, tak bardzo go potrzebuję… On na koniec naszej znajomości powiedział "spierdal*j", że nie może na mnie patrzeć, że muszę w końcu zrozumieć, że on odchodzi, bo chce mieć swoją rodzinę (a jeszcze 2 tyg. temu mówił, że ja jestem najważniejsza, że chce być ze mną, że nie musi mieć swoich dzieci), żebym przestała go nękać, że nie mogę mu nic zarzucić, przez tyle lat się starał, a teraz odchodzi, bo sama cały czas mówiłam, że on kiedyś odejdzie, tylko ja mówiąc to chciałam, żeby upewniał mnie każdego dnia, że nie odejdzie. Nie wiem jak żyć, nie umiem sobie ze sobą poradzić. Błagam, proszę mi powiedzieć co muszę zrobić, może powinnam brać jakieś leki? Do psychologa nie pójdę, nie chcę, żeby ktoś obcy musiał tego wysłuchiwać i patrzeć jaka jestem żałosna…

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czuję się maltretowana psychicznie - co mam robić?

Dzień dobry, mam 21 lat, z chłopakiem jestem od sześciu, a od roku jesteśmy zaręczeni, nasz ślub ma odbyć się w czerwcu. Niestety od kilku miesięcy nie układa się między nami zbyt dobrze. Mój partner stał się strasznie drażliwy, mściwy,...

Dzień dobry, mam 21 lat, z chłopakiem jestem od sześciu, a od roku jesteśmy zaręczeni, nasz ślub ma odbyć się w czerwcu. Niestety od kilku miesięcy nie układa się między nami zbyt dobrze. Mój partner stał się strasznie drażliwy, mściwy, czepliwy. Najmniejsza błahostka jest w stanie wyprowadzić go z równowagi. Kiedy mu się coś nie podoba to głośno to demonstruje, krzyczy. Najgorsze jest to, że obojętnie jakbym się nie tłumaczyła to on uważa, że wie lepiej i wszystkie moje argumenty jednym uchem wpadają a drugim wypadają. Bezpodstawnie zarzuca mi, że spotykam się z kimś innym, wmówił sobie coś i nie da mu się tego wybić z głowy. Najgorsze jest jednak to, że kiedy ja mam jakiś problem i staram się mu o tym powiedzieć to on wpada w szał i zawsze próbuje mnie obarczyć winą. Swojej winy nigdy nie widzi, uważa siebie za ideał. Nie liczy się ze słowami, obraża mnie. Dla niego nie istnieje kompromis, zawsze musi być tak jak on chce. A ja czuję się wtedy niekochana, samotna, sfrustrowana, bo czasami chciałabym, żeby coś zrobił dla mnie, żeby zdobył się na coś, bo mnie na tym zależy. Nie chodzi mi o wielkie rzeczy, tylko o to, gdzie spędzimy Sylwestra, o pójście na spacer. Nawet tego nie jest w stanie dla mnie zrobić. Czuję się maltretowana psychicznie. Potrafi mi powiedzieć słowa typu "żałuję, że Cię poznałem", "moje życie bez Ciebie byłoby lepsze", "jeśli Ci się nie podoba to znajdź sobie innego jelenia", zawsze przy tym jest taki arogancki, kompletna znieczulica. Czuję się z tym okropnie! Staram mu się jakoś to wytłumaczyć, że mnie tym krzywdzi, że takie słowa bolą, ale on nie widzi problemu. Podczas każdej kłótni wypomina mi rzeczy z dalekiej przeszłości, za każdym razem te same. Ja nie chcę robić mu tego samego, ale gdy czasami nie wytrzymam i też mu coś wypomnę, to zawsze słyszę: "to zupełnie inna sprawa, bo Ty…". Czasami następnego dnia napisze sms'a o treści "przepraszam", ale mnie to nie wystarczy po takich słowach. On myśli, że przeprosi i problem zostanie rozwiązany. Kiedy chcę porozmawiać i rozwiązać problem, powiedzieć co mnie boli, to on uważa że nie ma tematu i nie chce do tego wracać. Tylko, że on nie potrafi zrozumieć tego, że ja mam potrzebę powiedzenia kilku rzeczy, że chcę coś ustalić, że we mnie dalej to wszystko siedzi. Kiedy słyszę odmowę zwykle znowu czuję się odrzucona, on ma do mnie o to pretensje i koło się zamyka, kłócimy się znowu, znowu przykre słowa, znowu łzy. Zapewnia od czasu do czasu, że mnie kocha, tylko czy gdyby tak było to tak łatwo by o tym zapominał, kiedy jest zdenerwowany? Boję się, że po ślubie będzie jeszcze gorzej, że nie będę miała prawa do swojego zdania, a nie chcę siedzieć jak mysz pod miotłą. Boję się czy dobrze robię. Czy da się go jakoś zmienić? Zaznaczę, że wszelkie próby podjęcia przeze mnie rozmowy kończyły się pretensjami i szałem. Chcę mieć prawo do własnego zdania, nie mogę tylko ja wiecznie iść na kompromis. Już nie wiem co robić :( Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Chcę być szanowana przez partnera - co robić?

Dziękuję za odpowiedź, ale ja naprawdę dużo z nim rozmawiam, jesteśmy szczerzy do bólu i staram się o wszystkim co czuję mówić. On zazwyczaj mówi "Jezu, znowu będziemy gadać, daj mi spokój " itp. - męczy go to i drażni...

Dziękuję za odpowiedź, ale ja naprawdę dużo z nim rozmawiam, jesteśmy szczerzy do bólu i staram się o wszystkim co czuję mówić. On zazwyczaj mówi "Jezu, znowu będziemy gadać, daj mi spokój " itp. - męczy go to i drażni :(((. Przy każdej kłótni zrywa, chce się wyprowadzać. Wczoraj powiedział mi, że musi znosić moje dziecko, że jest taksówką dla mnie, że nie ma do mnie żadnej miłości, ale mnie kocha, ale już mu nie zależny, że lepiej żebyśmy się rozstali, wiec ja oczywiście rozmawiałam i rozmawiam - mówiłam co czuję, aż w końcu doszliśmy, że jemu chodzi o wolność, że chyba nie umie być w związku, że musi się liczyć ze mną, a nie robić co chce :(, że mnie nie chce na razie. Potem, jak zaproponowałam żebyśmy spróbowali, że ja mu dam swobodę w granicach rozsądku zapytał, czego oczekuję - szacunku, bycia kochaną itp. Tak bolą mnie te wszystkie słowa, tak go kocham, a nie powinnam za to wszystko jak mnie rani, ale nie umiem. Czuję czasami, że godzę się na wszystko, on mówi, że się nie stara, bo mu już nie zależy tak. Nie wiem już czy dobrze robię. Wie o wszystkim co mnie rani, co mnie boli, o wszystkim co czuję, ale niezależnie od tego mówi: "to mam cie kłamać?" - czuję się zirytowana i jakbym była kimś niepotrzebnym, jakbym mogła być i równie dobrze mogłoby mnie nie być. Czuję jakbym tylko ja się starała, jak mi się coś nie podoba to rozstańmy się. Pytam go, czy on wie w ogóle co do mnie mówi, czy ma jakieś uczucia, liczysz się z uczuciami moimi, a on na to: "nie mam uczuć". Tak potrafi mnie zranić, taką czuję beznadzieje, pustkę i bezsilność :(, a tak go kocham, chyba za to jaki był, nie za to jaki jest, jeszcze to, że mieszkamy razem… Nie wiem już co mam robić, ale wykończę się niedługo z tym wszystkim :(.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego jestem lekceważona przez partnera?

Kobieta, 20 lat. Poznałam mężczyznę (29 lat) w nietypowy sposób, umówiliśmy się na seks przez internet, on mieszka daleko, to miało być spotkanie zachowane w tajemnicy, bez żadnych konsekwencji uczuciowych, nie planowaliśmy nic więcej. Spotkanie było bardzo udane, było namiętnie,...

Kobieta, 20 lat. Poznałam mężczyznę (29 lat) w nietypowy sposób, umówiliśmy się na seks przez internet, on mieszka daleko, to miało być spotkanie zachowane w tajemnicy, bez żadnych konsekwencji uczuciowych, nie planowaliśmy nic więcej. Spotkanie było bardzo udane, było namiętnie, swobodnie, rozmawialiśmy o sobie i o świecie bez skrępowania, do tego relaksujące masaże, pocałunki... Od spotkania minął cały dzień i dostałam sms-a od niego, że chciałby porozmawiać, poznać się, że nie chce się narzucać i podał swój numer gg. Przez cały tydzień ze sobą rozmawialiśmy na gg po kilka godzin, a w weekend spotkaliśmy się znowu. Spacerowaliśmy, był na chwilę u mnie w domu, poszliśmy na kino pod gwiazdami, był zachwycony taką zorganizowaną imprezą, spędziliśmy w samochodzie całą noc. Zapytałam się czy poszedłby ze mną na wesele i się zgodził, później chciał się wykręcić, sam się do tego przyznał, ale i tak zrobił mi tą przyjemność. Zachowywaliśmy się jak para, były pocałunki, nawet tańczył ze mną, choć nie lubi. Uważałam, ze było całkiem ok, ale na dłuższy dystans czasu on nie chciał mnie zaprosić do siebie, tłumaczył się problemami z rodziną, pracą, brakiem czasu. Nawet na jedną godzinę nie chciał mnie przyjąć. Wiem, że cierpliwość nie jest moją domeną, dlatego powiedziałam sobie, że poczekam na niego. Po jakimś czasie zauważyłam że coś się nie tak dzieje z moim śluzem, ze nie pachnie tak jak zawsze, poszłam na wizytę u ginekologa. Dowiedziałam się, że zaraził mnie rzęsistkiem - wiem, że mam to od niego, bo z nikim innym nie współżyłam bez prezerwatywy i nie tak często. Załamałam się najpierw, ale przecież to, że nieświadomie mnie zaraził, nie powinno jakoś przekreślać naszej znajomości. On nie przyjmuje do wiadomości, że mógłby to mieć, bo przecież: "nie mam żadnych objawów, jestem zdrowy". Ma sporo na głowie i wiem to, ale przestał do mnie dzwonić, mniej się odzywaliśmy do siebie, chciałam iść z nim na zabawę andrzejkową, powiedział, ze nie ma czasu, chciałam spędzić z nim Sylwestra, pytałam się co będziemy robić, odpowiedzi: zobaczymy, pomyślimy jeszcze sporo czasu, a teraz dowiaduję się, ze idzie na "męski wieczór w Sylwestra". Pisaliśmy sms-y, w końcu zadzwoniłam do niego, napisał mi sms-a, że nie może odebrać bo jest u znajomych. Widzę, że nie traktuje mnie poważnie, a może jako koleżankę do bzykania. Jestem załamana, mam napady płaczu, chodzę smętna po domu, albo odrywam się od rzeczywistości oglądając serial o demonach, mam ochotę zrobić mu krzywdę fizyczną, albo rozpowiedzieć co mi "sprzedał", albo coś żeby cierpiał. Przez niego mam wstręt do siebie samej, że pozwoliłam mu zarazić mnie tym świństwem, a on na dodatek tak mnie traktuje, "olewa" mnie, woli znajomych ode mnie, nie szanuje mnie. Powinien mnie wspierać, poczuć się przynajmniej trochę winnym, okazać czułość nawet na odległość. Nie wspomnę, że leczenie tej choroby kosztuje mnie i czas, i zdrowie, i pieniądze. Dostałam leki również dla niego na recepcie, ale on nawet nie zapytał się czy coś powinien mi oddać, nic. Teraz dostałam globulki, każda jedna kosztuje 25 złotych. Powinnam z nim zerwać wiem, ale w sumie miło jest spotykać się, mieć kogoś do kogo można się przytulić… Nie wiem co zrobię z nim, ze sobą… Nie było nas - jestem ja i on.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak zaakceptować odejście osoby, którą się kocha?

Witam, Mam 26 lat, od 5 miesięcy jestem mężatką. Z moim partnerem jestem od 7 lat. Jest on najwspanialszym i najżyczliwszym mężczyzną jakiego kiedykolwiek poznałam. Zaczęło się u nas od przyjaźni, wspólne studia, wspólne dojazdy do domu. Ja zerwałam w...

Witam, Mam 26 lat, od 5 miesięcy jestem mężatką. Z moim partnerem jestem od 7 lat. Jest on najwspanialszym i najżyczliwszym mężczyzną jakiego kiedykolwiek poznałam. Zaczęło się u nas od przyjaźni, wspólne studia, wspólne dojazdy do domu. Ja zerwałam w tym czasie z poprzednim partnerem. Miałam złamane serce. Mój mąż wtedy był dla mnie podporą, ocierał mi łzy i wspierał w ciężkich chwilach. Później nasza przyjaźń przerodziła się w miłość. On wcześniej mi powiedział, że mnie kocha, mi zajęło nieco czasu znów kogoś pokochać. Ale miałam wrażenie, że przez te 7 lat byliśmy bardzo szczęśliwi razem. On jest niesamowity, ciepły, kochający i potrafił dać mi każdą cześć siebie. Ja niestety od zawsze miałam problemy ze sobą. Brak akceptacji, niska samoocena, brak jakieś takiej pasji w życiu - do teraz nie wiem co chcę robić, czym się zająć. Choć mam pracę, nie cieszy mnie. Zawsze układałam życie naokoło nas, przeprowadziłam się do obcego miasta z mężem, bo zawsze myślałam, że i tak pewnie kiedyś to ja poświecę się dzieciom i domowi i moja praca jest mniej ważna itd. Przez te wszystkie lata to on był dla mnie oparciem, ja dla niego rzadko. On jest niepoprawnym optymista, radosnym człowiekiem, który nigdy nie narzekał, nawet gdy było mu bardzo ciężko, to on wręcz przytulał mnie i mówił, że będzie dobrze. Pobierałam od niego pozytywną energię i jego optymizm. Ja z kolei jestem płaczliwa, pesymistycznie zazwyczaj nastawiona do świata, brakuje mi jakieś takiej zwykłej radości z życia. Wszyscy znajomi mówili, że jesteśmy zawsze super parą, bardzo się kochamy, spędzamy każdą chwilę razem, dużo wyjeżdżamy itd. Nikt jednak nie widział tej drugiej naszej strony, że to zawsze on się starał, że to on był podporą bardziej dla mnie niż ja dla niego, że to on sam sobie radził ze swoimi nastrojami i złym humorem, nie pokazując mi niczego złego, że to on zawsze mnie przytulał, obejmował, całował i pisał, że mnie kocha. A to ja dawałam mu tylko tyle, ile w danym momencie chciałam, często wiedziona złym humorem go odpychałam. Często byłam bardzo dla niego niedobra, nie dawałam mu tyle ciepła i miłości ile chciałam, ale jednocześnie wiedziałam, że bardzo go kocham. Za rzadko mu mówiłam o tym. Nawet seks przestał być namiętny, był tylko żeby zaspokoić jakieś tam potrzeby. To ciężko opisać, bo kochając go i potrzebując tak mocno jednoczenie go odpychałam w tym samym czasie. Byłam ostatnio u psycholog i ona mi powiedziała po godzinie ze potrafi skwitować mnie jednym zdaniem: że jestem osobą, która uważa, że nie zasługuje na miłość i podświadomie próbowałam niszczyć to co miałam przez lata. Miesiąc temu mój mąż porozmawiał ze mną. Usiadł i powiedział, że już nie potrafi dłużej udawać, że od jakiegoś czasu czuje, że jego uczucie wygasło, że czuł się ograniczany, że próbowałam na siłę nim sterować, zmieniać go, że nie dostawał ode mnie żadnych ciepłych uczuć, że tyle razy go odpychałam i raniłam swoim zachowaniem, że wręcz nie potrafi teraz już blisko mnie być. Bardzo mnie to zabolało i postawiło na nogi. Otworzyło oczy... Ja go nie przestałam kochać, ale zdałam sobie sprawę jak się zachowywałam w naszym związku, jak pogardzałam nim czasami, jak wykorzystywałam jego optymizm i zmuszałam, żeby zawsze pomagał mi w moich problemach. Tego się nie da opisać jak się czuję. Czuję się jak jakiś potwor, choć wiem, że nim nie jestem. Wiem co chcę w sobie zmienić i wiedziałam przez lata czego w sobie nie lubię i źle czułam się zawsze we własnej skórze. Teraz zaczęłam chodzić do psychologa, tylko nieco za późno. On na początku po tej rozmowie nie potrafił nawet na mnie patrzeć, uśmiechać się, nic. Mamy wspólne mieszkanie, wspólne jakieś tam materialne rzeczy, więc choć najlepszą decyzją wydawało nam się rozstanie na jakiś czas, to jednak ciężkie do wykonania. Więc przyjeżdżał raz na parę dni do domu na chwilkę, nocując gdzieś w jakichś hotelikach albo po prostu spiąć w aucie. Teraz są święta, stwierdziliśmy, że spędzimy je razem, jako że ten okres jest dla nas obojga ważny. Gościliśmy znajomych. Było milo, przyjemnie rodzinnie i ciepło. Jednak cały czas widzę w nim brak do mnie jakiejkolwiek miłości. Stara się być miły, jak dla przyjaciółki, ale na tym się kończy. Ja mam wrażenie, że żebrzę o każde przytulenie i uśmiech. Wiem, że w tym wszystkim jest praktycznie tylko i wyłącznie moja wina w tym, jak go traktowałam i jak nie doceniałam naszej wspólnej miłości. Do niego mam tylko żal, że nie powiedział wcześniej jak się z tym wszystkim czuł, ponoć już przed ślubem miał mnóstwo czarnych myśli. Teraz, po ślubie, ciężko podjąć jakaś decyzję. Wiem, że on się nie poddaje, wiem że nie ma nikogo innego na boku. Wiem, że chce walczyć, stąd wciąż pewne rzeczy robimy razem, wciąż się stara, ale mówi, że nie potrafi już więcej udawać ani wmawiać mi i nam, że będzie dobrze. Widzę, że nie zmusza się do miłości do mnie. Wiem, że tak jest lepiej. Jednak nie wiem jak pozwolić mu odejść jednocześnie tak bardzo go kochając. Nie wydaje mi się, że coś może się jeszcze zmienić. Dopiero minął miesiąc w sumie, ale ja psychicznie nie wytrzymuje tego niewiadomego, nie wiem co będzie za miesiąc, dwa. Nie wiem, czy da nam ponownie jakąkolwiek szansę, nie wiem czy on będzie w stanie cokolwiek do mnie kiedykolwiek jeszcze poczuć - tych rzeczy nie da się przyspieszyć ani sfałszować. Wydaje mi się, że za długo dusił w sobie negatywne emocje, żal do mnie o moje zachowania, ale jednocześnie, kochając mnie, bardzo nie chciał skrzywdzić. Wydaje mi się, że coś w nim tak pękło, że nie widzi już we mnie niczego z dawnej osoby, w której się zakochał. Przychodzi mi tylko jedno zdanie do głowy: „gdybym mogła cofnąć czas…”, ale już za późno:(. Jak sobie z tym poradzić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić z chorobliwą zazdrością i brakiem wiary w siebie?

Witam, Mam na imię Marzena i mam 28 lat, jestem mężatką od 8 lat i mam 5-letnią córkę. Od ponad 2 lat mój związek przechodzi kryzys, więcej dni się kłócimy. Nigdy nie byłam zazdrosna o mojego męża, natomiast od momentu...

Witam, Mam na imię Marzena i mam 28 lat, jestem mężatką od 8 lat i mam 5-letnią córkę. Od ponad 2 lat mój związek przechodzi kryzys, więcej dni się kłócimy. Nigdy nie byłam zazdrosna o mojego męża, natomiast od momentu jak zaczął przesiadywać na GG z koleżanką z pracy nocami, później cały czas razem mieli zmiany, czyli partnerzy - wspólna szatnia do przebierania, pękło coś we mnie. W tym momencie nie ufam mu, nie wierzę w żadne słowo, jestem po prostu kłębkiem nerwów, nie wiem co mam robić już, jest coraz gorzej. W pracy też jest różnie - prowadzę własną działalność i jest teraz okres taki, że nie ma nikogo, bywają dni, że siedzę sama cały dzień przed komputerem. Nie wierzę w siebie, że może mi się coś udać. Nie radzę sobie z tym już, nie wiem co mam robić. Wiem jedno: mój związek się sypie, jest to kwestia czasu jeśli się nie zmienimy. Teraz pałamy do siebie nie miłością, tylko nienawiścią.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ciągłe rozstania i niska samoocena. Co zrobić w tej sytuacji?

Od 4,5 roku w moim życiu obecna jest pewna dziewczyna. Próbowaliśmy być ze sobą trzykrotnie jednak za każdym razem próby te kończyły się fiaskiem. Dziewczyna nagle twierdziła, że jest nieszczęśliwa ze mną i zostawiała mnie pod różnymi kiepskimi pretekstami. Ja...

Od 4,5 roku w moim życiu obecna jest pewna dziewczyna. Próbowaliśmy być ze sobą trzykrotnie jednak za każdym razem próby te kończyły się fiaskiem. Dziewczyna nagle twierdziła, że jest nieszczęśliwa ze mną i zostawiała mnie pod różnymi kiepskimi pretekstami. Ja zawsze bardzo ciężko to przechodziłem, zamykałem się w sobie, miałem ogromne wyrzuty sumienia, odczuwałem silny żal. Wychodziłem z tego przez około 3 miesiące, a po czterech miesiącach od zdarzenia dziewczyna bardzo usilnie starała się odnowić nasz kontakt oraz związek. Ja ponownie ulegałem, jednak potrzebowałem sporo czasu na przywyknięcie do tego i pogodzenie się z przeszłością zanim jeszcze doszedłem do wniosku, że ten związek na prawdę ma szanse. Jednak sytuacja z zerwaniem powtarzała się i ponownie kilka miesięcy poświęcałem na dojście do siebie. Jestem osobą otwartą i czuję się bardzo przywiązany do tej dziewczyny, nie wyobrażam sobie bycia z inną kobietą. Co w takiej sytuacji zrobić? W jaki sposób sobie z tym poradzić? Obecnie jestem na etapie kolejnego zrywania przez nią kontaktu i obawiam się, że za kilka miesięcy sytuacja zacznie się powtarzać, a ja kolejny raz ulegnę, a z miesiąca na miesiąc, z sytuacji na sytuację czuję ogromne obniżenie samooceny oraz zamykam się przed nowymi znajomościami.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty