Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak sobie poradzić z tą sytuacją?

Mam 32 lata. Mąż zostawił mnie w ciąży, odszedł do innej kobiety. To było ponad rok temu. Nie potrafię się pozbierać psychicznie. Oczywiście żyję, jakoś tam funkcjonuję, ale odczuwam lęk przed życiem. Czy sobie poradzę? Bardzo się boję:( Czuję...

Mam 32 lata. Mąż zostawił mnie w ciąży, odszedł do innej kobiety. To było ponad rok temu. Nie potrafię się pozbierać psychicznie.

Oczywiście żyję, jakoś tam funkcjonuję, ale odczuwam lęk przed życiem. Czy sobie poradzę? Bardzo się boję:( Czuję bezsens życia. Na pewno nie odbiorę sobie życia, ale to wszystko nie ma sensu. Nie potrafię też przestać myśleć o mężu, cały czas mam nadzieję, że wróci... Nie widzę już szans na ułożenie sobie życia.

Byłam na psychoterapii, ale nadal czuję się bezwartościowa, gorsza od tej kobiety, do której mąż odszedł. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, aby on był ze mną?

Poznałam przez znajomą chłopaka, Kamil ma na imię. Umówiliśmy się na spotkanie - na pierwszym spotkaniu tylko rozmawialiśmy. Spotkaliśmy się ponownie i już za drugim spotkaniem kochaliśmy się i było cudownie. Myślałam, że to tylko sex i nic więcej i...

Poznałam przez znajomą chłopaka, Kamil ma na imię. Umówiliśmy się na spotkanie - na pierwszym spotkaniu tylko rozmawialiśmy. Spotkaliśmy się ponownie i już za drugim spotkaniem kochaliśmy się i było cudownie.

Myślałam, że to tylko sex i nic więcej i tak to też wygląda z jego strony, ale nie umiem tak po prostu, myślę o nim bardzo dużo i często. Myślałam sobie, że już nigdy więcej nie umówię się z Kamilem. Parę dni temu Kamil zaproponował kolejne spotkanie i nie mogłam się powstrzymać, żeby się z nim nie spotkać. Dobrze wiedziałam, że Kamil umówił się ze mną tylko ze względu na sex i wydaję mi się, że dla niego to tylko była fizyczność, ale podkreślam - wydaje mi się, bo po wszystkim był bardzo czuły, co jeszcze bardziej mnie dobiło, bo tęsknię za nim i wiem, że coś do niego czuję.

Nie umiem rozmawiać na takie tematy, bo nie chcę się wygłupić przed nim. Nie wiem czy mam się z nim jeszcze spotykać, czy po prostu sobie odpuścić - może zapomnę. Proszę o jakaś poradę w tej sprawie, bo ja już nie wiem co mam robić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż mi nie chce dać rozwodu. Co mam robić?

Nie kocham męża i chcę się z nim rozwieść, ale on mi nie chce dać rozwodu. Mamy dwie córki. Ja chciałabym się związać z kimś, kogo kocham, a nie żyć bez miłości. Już dłużej tak nie mogę. Proszę, pomóżcie mi. Co mam zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak zwalczyć bezpodstawny brak zaufania?

Witam, chciałbym podzielić się moją historią i poprosić o radę. Na początku chciałbym zaznaczyć, iż jestem osobą homoseksulaną, bo to z pewnością ma wpływ na ciąg dalszy. Pozostaję w stałym związku z partnerem. Jesteśmy ponad rok ze sobą. Wszystko zaczęło...

Witam, chciałbym podzielić się moją historią i poprosić o radę. Na początku chciałbym zaznaczyć, iż jestem osobą homoseksulaną, bo to z pewnością ma wpływ na ciąg dalszy. Pozostaję w stałym związku z partnerem. Jesteśmy ponad rok ze sobą. Wszystko zaczęło się pięknie, było trwałe, cudowne i nie przeszkadzało nam nawet to, że mieszkaliśmy w różnych miastach, co powodowało, że spotkania były rzadkie... Ale wiedziałem, że zawsze na mnie czeka, ja zawsze czekałem na niego... Pokochaliśmy się i kochamy do dnia dzisiejszego, tylko że... właśnie :(

Ja od jakiegoś czasu nie mam już takiego pełnego zaufania do mojego partnera. Wymyślam, że jak się nie odzywa, to pewnie z kimś spędza czas, że jeśli na sieci nie odpowiada, to pewnei rozmawia z jakiś chłopakiem, jak mówi mi, że na siłowni widział dobrze zbudowanego chłopaka, o jakiejś ładnej sylwetce, to już sobie wyobrażam, że on się mnie brzydzi, że nie podobam mu się... Wiem, że jest inaczej - widzę jak na mnie patrzy, czuję tę miłość, no i co najgorsze - on ZAWSZE miał do mnie 100% zaufania! ZAWSZE! Ja niekoniecznie... :( Tyle, że on nigdy, przenigdy nie dał mi ku temu powodów - nie zdradził, nie odszedł, nie zostawił mnie nawet na moment, zawsze dawał wsparcie...

Kilka razy w ciągu ostatniego pół roku, odkąd zauważyłem u siebie zmiany w zachowaniu, sprowokowałem sytuację, która mogła go wiele, wiele kosztować - zacząłem wydzwaniać na jego służbowy numer w czasie naprawdę nieodpowiednim. Wiedziałem o tym, ale z głupiej zazdrości podchodziłem do prób kontaktu. Dwa pierwsze razy upiekło mi się - był zły, rozżalony, wiem, że było mu przykro, ale teraz ostatnio to już przesadziłem - zacząłem wydzwaniać wiedząc, że nie powinienem. Do tego jakieś smsy o głupiej treści - niestety zrobiłem to pod wpływem alkoholu, bez kontroli. Żałuję jak niczego innego w życiu!

On powiedział, że nie ma siły na wieczną kontrolę, że on zawsze mi ufał, ale teraz już sam nie wie, że boi się mojej miłości, bo od dłuższego czasu kieruje się to w złą stronę :( Nie chcę go stracić! Kocham go i wiem, że mimo wszystko on kocha mnie, ale muszę popracować nad zaufaniem do niego! Przecież on nigdy nie dał mi powodów do zazdrości! A ja czasami robię sceny o byle co, piszę jakieś smsy z cyklu: jeśli masz czas to się odezwij, chyba, że właśnie rwiesz kogoś na sieci - takie totalne bzdury!!!! To żałosne i chore - chcę się zmienić, chcę nad tym popracować! Wiem, że z takim zachowaniem nic z tego nie będzie, a zapewniam, że i dla mnie i dla niego to był chyba najpiękniejszy rok w życiu.

Długo szukaliśmy się na świecie, to środowisko bywa różne, a nam się udało tak wiele przezwyciężyć, sprostać tak wielu przeciwnościom, do tego było kilka ciężkich chwil i zawsze mocno się wspieraliśmy, wiedzieliśmy, że możemy na siebie liczyć. Jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, tylko, że ten mój chory brak zaufania i ta głupia zazdrość to niszczy. Jak to możliwe? Mam świadomośc, że robię źle, a robię! Czy to depresja czy jakaś schizofrenia? Błagam, pomóżcie mi Państwo i doradźcie jak udowodnić, że zależy mi na odbudowaniu zaufania, jak pokazać, że chcę zmian, jak się skutecznie zmienić.

Czy powinienem mojego partnera zaangażować w tę pracę nad sobą, czy wszystko robić samemu, samemu nad sobą pracować i czekać na to, aż zauważy tę poprawę? Aaha, pragnę jeszcze dodać, że zawsze miałem okropne kompleksy! Nadwaga, okulary, brak stylu - po tym jak się poznaliśmy zmieniłem się nie do poznania :D Dzięki niemu właśnie! Teraz zero nadwagi, atrakcyjny wygląd, zdrowa cera - rzuciłem palenie dzięki jego wsparciu! Naprawdę wiele zmeiniłem w swoim życiu. Pomógł mi bardzo stać się taką osobą jaką teraz jestem - pomógł wydobyć ze mnie to co było przykryte "warstewką tłuszczu".

No i jeszcze jedno o czym nie napisałem - jest między nami troszkę różnicy wieku, ale rozumiemy się bez słów, to mój pierwszy poważny partner, natomiast ja jego poważniejszym jestem 3, może 4 z kolei i sporo było przypadkowych znajomości w jego życiu. Na początku mi wszystko powiedział, nie ukrywał niczego, powiedział z kim był, na jakich zasadach, powiedział wszystko od razu, bo wiedział, że i tak będze musiał mi powiedzieć, bo czułby się źle z tym, że nie wiem o jego przeszłości, a wiedział już, że bardzo mu na mnie zależy i mi na nim i powiedzał otwarcie: nie chcę przed Tobą mieć żadnych tajemnic! I tak zawsze było.

Ostatnio o kilku rzeczach powiedział mi po fakcie - jak mu to wypomniałem, to powiedział, że nie musi mi się spowiadać i widzi, że ja mu nie ufam, a to nie tak :( Ja po prostu dziwię się, że nie chciał mi powiedzieć o kilku sprawach. Wytłumaczył się tym, że zrobiłbym mu scenę zazdrości, a na pewno nie było o co, bo jego na razie nikt inny nie interesuje, ale jednocześnie dodał, że jest troszkę zmęczony brakiem tego zaufania i chorą zazdrością. Błagam! Radźcie ile wlezie, bo stracę tę miłość :(((( a nie chce tego... I on też nie. Razem, obaj wiemy, że mamy o co walczyć i chcemy tego, tylko jak na to zapracować? :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to jest toksyczny związek?

Mam 24 lata, mój facet jest ode mnie starszy o 10 lat, jesteśmy ze sobą 5,5 roku. Było różnie - raz dobrze raz źle. Zewnątrz wyglądamy na szczęśliwą parę, ja dla wszystkich jestem radosna i uśmiechnięta, mam dobrą pracę,...

Mam 24 lata, mój facet jest ode mnie starszy o 10 lat, jesteśmy ze sobą 5,5 roku. Było różnie - raz dobrze raz źle. Zewnątrz wyglądamy na szczęśliwą parę, ja dla wszystkich jestem radosna i uśmiechnięta, mam dobrą pracę, jemu też się dobrze powodzi, ale... czuję, że mi czegoś brakuje, nie jestem szczęśliwa.

Mój facet ciągle pracuje, nie dzwoni do mnie, nie pisze - to ja zawsze muszę pierwsza się odezwać, prosić, żebyśmy się spotkali, a on potrafi się 5 godz spóźnić i nawet nie przeprosi, tylko według niego to ja się o wszystko czepiam i krzyczę na niego. Twierdzi, że jak ja się tak denerwuję, to on nie zdecyduje się ze mną na małżeństwo.

A ja po prostu już tego psychicznie nie wytrzymuję - skaczę nad nim, a on potrafi za wszystko mnie skrytykować: nie takie ciastko kupiłam jak chciał, złą bluzką założyłam itp. Pocieszam się, że jak byśmy razem mieszkali to może coś by się zmieniło, bo przynajmniej by się tak nie spóźniał a ja bym się nie denerwowała, ale coraz bardziej zaczynam w to wątpić:(

Dodam jeszcze, że nigdy mi nie mówi, że mnie kocha, czasem przytuli. Było już kilka rozstań i powrotów. Ja za każdym razem, wcześniej czy później, pozwalam mu wrócić, bo go bardzo kocham, ale czy to w ogóle ma sens???

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Renata Kazbieruk
Mgr Renata Kazbieruk

Czy wszystko ze mną dobrze?

Znamy się z dziewczyną 2 lata. Przez pierwszy rok mieszkaliśmy razem za granicą - wszystko było extra. Od 8 miesięcy jesteśmy w związku na odległość (zaczęła studia w innym mieście) - to był dla mnie niesamowicie ciężki okres w życiu,...

Znamy się z dziewczyną 2 lata. Przez pierwszy rok mieszkaliśmy razem za granicą - wszystko było extra. Od 8 miesięcy jesteśmy w związku na odległość (zaczęła studia w innym mieście) - to był dla mnie niesamowicie ciężki okres w życiu, śmierć bliskiej osoby, studia, praca - horror.

Spotykaliśmy się raz na 1,5 tyg i właściwie non stop się kłóciliśmy o jej brak czasu. Zapisała się na wszystkie możliwe rozrywki, kursy tańca, grupy rozwoju,warsztaty - jest tego tak dużo, że brakuje jej czasu na wszystko. Przez cały ten okres bardzo cierpiałem, rozmawialiśmy do 10 min, i nie pisaliśmy smsów, bo twierdziła, że na smsy za dużo czasu się marnuje, a ona musi się uczyć.

Teraz zaczęły się wakacje, na które bardzo czekałem i cały czas dążyłem do tego punktu. Ona jednak zapytała, czy może jechać na obóz taneczny, który zaczyna się w pierwszym dniu wakacji - zgodziłem się. Rozmawialiśmy wczoraj gdzie pojedziemy na wakacje - okazało się, że ona ma w planach kontynuować kurs tańca, warsztaty, ma mnóstwo spraw organizacyjnych do załatwienia i chce, żebysmy zamieszkali razem - i żebym ją wspierał. Teraz będe już liczył się tylko ja.

Jak będziemy razem mieszakać będzie super - ale czuję, że to jest układ - są znajomi nie ma Ciebie,  nie ma znajomych - uciekam do Ciebie... Czy takie zachowanie z jej strony jest w porządku? Czy to jest egoizm z jej strony? Czy ona jestem w stanie się zmienić? Jak powinienem się zachować?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się o mojego chłopaka. Co mu jest?

Zacznę od tego, że od 7 lat mam wspaniałego chłopaka, ale od jakiegoś roku przeżywam koszmar - on faszeruje się witaminami: potas, magnez, dużo magnezu. Uważa, że musi go brać, bo ma niedobór - ma szybkie bicie serca, pocenie...

Zacznę od tego, że od 7 lat mam wspaniałego chłopaka, ale od jakiegoś roku przeżywam koszmar - on faszeruje się witaminami: potas, magnez, dużo magnezu. Uważa, że musi go brać, bo ma niedobór - ma szybkie bicie serca, pocenie dłoni, kłucie w mostku.

Przerasta mnie to, bo wkręca sobie różne choroby, a robił wszystkie możliwe badania i jest zdrowy jak ryba. Wiem, że na pewno mnie nie okłamuje i ma takie objawy, jakie wcześniej wymienił, ale on wyczytuje różne rzeczy na internecie i potem ma objawy wszystkich tych chorób, a za chwilę uważa, że to jednak niedobór magnezu, bo w młodości dużo pił, co oczywiście jest nieprawdą.

To wszytko jest bardzo uciążliwe. Dodam, że do pracy zabiera wodę z rozpuszczonym koncentratem, bo ponoć ma dużo potasu. Jak mam mu pomóc? Obawiam się, że niedługo to i ja sfiksuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Bije mnie. Być z nim czy odejść?

Witam. Mam na imię Martyna i mam 16 lat. Piszę tu aby uzyskać jakąkolwiek pomoc, ponieważ bardzo jest mi ciężko. Jeszcze 3 lata temu byłam trudnym dzieckiem - mama miała ze mną problemy wychowawcze. Przychodziłam pijana do domu, ogólnie źle...

Witam. Mam na imię Martyna i mam 16 lat. Piszę tu aby uzyskać jakąkolwiek pomoc, ponieważ bardzo jest mi ciężko. Jeszcze 3 lata temu byłam trudnym dzieckiem - mama miała ze mną problemy wychowawcze. Przychodziłam pijana do domu, ogólnie źle się zachowywałam, ponieważ popadłam w nieodpowiednie towarzystwo.

Znalazłam sobie chłopaka, który był na początku świetny - układało się nam, ja odizolowałam się od złego towarzystwa. Z czasem zaczęłam spotykać się tylko i wyłącznie z nim. Koleżanki się odwróciły. Zaczęłam być spokojna i opanowana, z czasem załatwiłam sobie nauczanie indywidualne, aby podciągnąć oceny w szkole, poduczyć się, iż była to moja ostatnia klasa gimnazjum. W naszym związku zaczęło się psuć. Mój chłopak zniechęcił się do wychodzenia na dwór, nie chciał nigdzie wyjść, gdy był już przymus to zamawiał taksówkę. Ja nie jestem z bogatej rodziny, choć powodzi się nam, ale mój chłopak ma bogatych rodziców.

Zaczęliśmy się kłócić - niekiedy mnie pobił, wyzywał, ale ja mu wybaczałam, bo go tak kocham. Każda koleżanka mówiła mi abym go zostawiła, bo mnie nie szanuje, nawet mówiła mi to matka. Kiedyś pojechałam do niego na kilka dni. Pokłóciliśmy się - kazał mi się spakować i jechać do domu (powiedział to inaczej lecz nie będę cytowała). Wyzywał mnie, kopał - w tę noc byłam tak załamana, że sięgnęłam po narkotyki. Zaczęłam ich tyle brać, że na drugi dzień koleżanka pomagała mi wstać i iść do wc. Powiedziałam mu o tym, to znów mnie pobił.

Kiedyś też płakałam, bo nie chciałam, żeby brał narkotyki - podszedł i zaczął mnie szarpać, ja złapałam go za ubranie, bo chciałam się bronić - strzeliła mu nitka w nowym swetrze, uderzył mnie z pięści, upadłam na podłogę i zaczęła lecieć mi ciurkiem krew :( Jeszcze bym mogła tak opowiadać, ale dużo tego. Nie wiem dlaczego z nim jestem. Wyrządził mi tyle krzywdy, a ja dalej za nim jestem. Dostałam ciuchy od jego mamy, ponieważ nie miałam w czym chodzić, bo rodziców nie było stać na to, żeby kupować mi ciuchy takie jakbym chciała - za to, że je dostałam musiałam cały czas sprzątać mu w domu i potrafił powiedzieć, że jestem niewdzięczną szmatą.

Dodam, że jest bardzo zazdrosny o mnie. Gdy wychodziłam gdzieś z koleżankami dzwonił do mnie i mnie wyzywał, że mam wracać do domu, że jestem taka i owaka, że się puszczam. Ja zawsze główkę chyliłam i szłam do domu. Koleżanki mówiły, żebym została i się śmiały, że jest on nienormalny. Jak wróciłam do domu musiałam zrobić sobie zdjęcie z napisaną godziną w domu na tle wzorów na ścianie. Przez to wszystko odechciało mi się wychodzić. W poprzednie wakacje pojechaliśmy tylko z 3 razy nad jezioro i całe wakacje siedzieliśmy w domu - te wakacje zapowiadają się takie same.

Boję się wyjść gdziekolwiek sama, bo boję się, że mnie uderzy :( Przytyłam już prawie 10 kg. Przez to wszystko nie chce mi się żyć - kilka razy chciałam się zabić, ale boję się bólu i tego co będzie dalej. Mieliśmy jechać nad morze, ale w nim jest zero organizacji. Nic nie robi w tym kierunku, żebym była szczęśliwa. Zawsze mówił: po co ci koleżanki - masz mnie, a gdy przychodziłam, mówiłam mu, że czuję się samotna, że nie chce mi się żyć, to się śmiał i mówił, że mam "małolackie fazy".

Ja nie wiem co mam już robić. To jest śmieszne, bo nie potrafię się z nim rozejść - kilka razy próbowałam, lecz dzwonił do mojej mamy, mówił, żeby przywiozła mu jego rzeczy, że ja pijana z koleżankami chodzę, albo pisał sms z internetu, aby był anonimowy, i pisał w imieniu jakiś koleżanki czy idę pić i czy wzięłam spod łóżka tę wódkę, co one chowały jak były u mnie. Wymyślał niestworzone rzeczy puszczał głuche telefony na domowy.

Ja już po prostu nie wiem. Nie chce mi się nic, co chwila płaczę z byle powodu, chodzę załamana, nie czuję sensu życia, ponieważ i tak kiedyś w końcu będę musiała umrzeć - a więc po co mam żyć? Mam nadzieję, że eksperci mi pomogą. Nie mam nawet z kim o tym porozmawiać, a nie chcę zamartwiać mamy :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak żyć z mamisynkiem?

Witam. Mam 22 lata i jestem kobietą. Od ponad roku jestem w związku z 24-letnim mężczyzną. Spotykamy się bardzo często, prawie codziennie. Znamy swoje rodziny, jesteśmy lubiani. Oboje studiujemy, pracujemy. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że ciągle się kłócimy...

Witam. Mam 22 lata i jestem kobietą. Od ponad roku jestem w związku z 24-letnim mężczyzną. Spotykamy się bardzo często, prawie codziennie. Znamy swoje rodziny, jesteśmy lubiani. Oboje studiujemy, pracujemy.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że ciągle się kłócimy. O wszystko, a raczej o nic. Oboje chcemy postawić na swoim, musi być po mojemu lub po jego myśli. Nie potrafimy znaleźć kompromisu ani nie potrafimy przestać się kłócić. Mój chłopak jest trochę rozpieszczony, ciągle wydzwania do swojej mamy i praktycznie nie potrafi bez niej przeżyć kilku dni. Ona za to dolewa oliwy do ognia chcąc wszystko wiedzieć i być ciągle na bieżąco. Mnie to strasznie denerwuje, czasem nie mogę wytrzymać.

Moje życie nie należało do najłatwiejszych, od kilku lat mieszkam sama i się sama utrzymuję i chciałabym, żeby mój chłopak też stanął na nogi i oderwał się od maminej spódnicy. Na tym tle ciągle się kłócimy. Ja chciałabym, żeby mój chłopak stał się samodzielny i dorósł wreszcie, a nie myślał w ten sposób: jak mnie wkurzasz to się pakuję i idę do mamy. Jak zwrócę mu uwagę, żeby tyle nie lał wody do wanny, bo szkoda pieniędzy to odpowiada: ja nie muszę się myć, mogę jechać do domu i tam mi nikt wody nie wypomina.

I tak jest ze wszystkim. Czasem mam już dosyć, wieczne kłótnie i zero perspektyw na to, żeby miało być inaczej. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przetrwać rozstanie z dziewczyną?

Pisząc to jestem w dołku. Nie potrafię przestać o niej myśleć. Drugą noc już nie śpię myśląc nad tym wszystkim i nie potrafię się pogodzić. 2 miesiące temu poznałem dziewczynę. Oboje zakochaliśmy się w sobie. Gdy się spotkaliśmy pierwszy raz...

Pisząc to jestem w dołku. Nie potrafię przestać o niej myśleć. Drugą noc już nie śpię myśląc nad tym wszystkim i nie potrafię się pogodzić.

2 miesiące temu poznałem dziewczynę. Oboje zakochaliśmy się w sobie. Gdy się spotkaliśmy pierwszy raz już wtedy tak bardzo iskrzyło. To moja pierwsza dziewczyna, więc nie bardzo wiedziałem jak okazać moje uczucia, ale ona zrobiła to za mnie. Pierwsza mnie pocałowala, a później to juz był sprint. Wszystko działo się bardzo szybko. Mogliśmy razem spędzać cały dzień i noc i następny dzień i noc.

Po paru dniach coś zaczęło się jednak zmieniać. Ja byłem wciaż taki sam, ale ona kompletnie inna. Nie wiedziałem czym było to spowodowane. Kłóciliśmy się o to, że np. ona chodząc ze mną pisała z 2 innymi chłopakami, którzy ją podrywali dla żartów. Tak ona to tłumaczyła. Ja mimo wszystko bardzo mocno ją kochałem i kocham, więc starałem się to w jakiś sposób bliżej nieokreślony zrozumieć. Gdy już było ok - coś innego się znajdowało i tak w kółko.

Wtedy zacząłem wspominać czasy, kiedy było cudownie. Dla mnie to były najpiękniejsze chwile w moim życiu. Po raz pierwszy miałem dziewczynę i to właśnie po raz pierwszy się tak bardzo zakochalem. Ona była kobiecym ideałem. Charakter cudowny. Wygląd tak samo. Kiedy szedłem z nią przez miasto za rękę ciągle widziałem, jak inni kolesie się za nią oglądają notorycznie. Gdy wziąłem się w garść powiedziałem sobie, że o tym po prostu trzeba porozmawiać, wytłumaczyć sobie pewne kwestie, bo to coś może zaradzić.

Gdy chciałem z nią porozmawiać - ona w tym momencie pisała na komputerze z tymi właśnie dwoma kolesiami. Ona już z nimi była wcześniej, ale teraz mówi, że to było i już nie wróci. Chce być ze mną, a oni są tylko kolegami. Ja pierwszy raz spotkałem się w ogóle z czymś takim, że dziewczyna ma chłopaka i pisze jeszcze z dwoma innymi. Było to dla mnie dziwne, ale jakoś to wytrzymywałem. W końcu zamknąłem laptopa i powiedziałem, że czas poważnie porozmawiać.

Gdy tak rozmawialiśmy doszliśmy do tego, że wszystko zaczęło zmieniać się po tym, jak jej tato zobaczył nas w momencie, kiedy ona dawała mi buzi w policzek. Może powiecie, że strasznie mieszam i w ogóle, ale ja po prostu nie wiem już, co mam robić. Myślę o jednym, nie jem nie piję. Nie potrafię funkcjonować. W ogóle to jest tak, że mieszkamy od siebie 230 km. Poznaliśmy się, ponieważ cała rodzina mówiła, że mają kogoś dla nas - mnie mama mówiła, że ma dla mnie dziewczynę, a jej cała rodzina mówiła, że jest chłopak.

Ona jest wnuczką mojego dziadka siostry. Tylko właśnie ta siostra adoptowała ojca gdy był mały i teraz ma właśnie córkę. Tą, którą kocham. W rodzinie jest wszystko ok - wszyscy mówią, że to jest możliwe byśmy byli razem i wszyscy jak najbardziej nas do tego nakłaniają. My bez ich wiedzy zaczęliśmy być razem. Ale jej tato się na to nie zgadza. Powiedział jej, że jeśli ona chce, żeby mniędzy nimi było dobrze, to powinna ze mną skończyć. Nie wiem dlaczego tak jest, bo bardzo dobrze dogaduję się z jej ojciem.

Powiedziała mi, że powinniśmy się rozstać, bo ona nie chce mnie okłamywać. Bo teraz idzie do nowej szkoły i nie wie jak to będzie, przy czym wcześniej, jak zwracałem na to uwagę to powiedziała, że to nie ma znaczenia. Później powiedziała właśnie, że to nie ma sensu, bo mieszkamy za daleko siebie i raczej bardzo rzadko się będziemy widywać, przez co nasz związek nie będzie taki, jakie są normalne. Mówi, że ostatnio nam się nie układa - gdy ją zapytałem dlaczego, powiedziała, że nie wie. Gdy powiedziałem, że może powinniśmy o tym porozmawiać, zastanowić się, jak można to naprawić, też powiedziała, że nie wie.

Wcześniej, gdy do niej pojechałem, pojechaliśmy nad zalew. Tam była jej koleżanka i jacyś koledzy. Mnie przedstawiła jako kuzyna, ponieważ powiedziała, że ona w tej miejscowości, w której mieszka jeszcze nie miała chłopaka, a bardzo jest uczulona na to jak się o niej mówi. Nie chce, by później ktoś opowiadał z kim to się ona trzymała za rękę albo z kim całowała. Obecnie zastanawiamy się czy rozstać się czy jakoś to naprawić, chociaż oboje nie wiemy co możemy takiego zrobić. Powiedziała, że wcześniej mnie kochała, a teraz tak jakby jej to przeminęło i nie wie czy mnie kocha, czy to może było jedynie zauroczenie.

Jedno wiem - dla mnie ona jest miłością, tą jedyną i czuję, że to właśnie z nią chciałbym spędzic całe swoje życie. Jeśli są tu jacyś psychologowie - bardzo proszę o pomoc. W pewnym momencie zacząłem wyobrażać już sobie, że to, co powiniennem zrobić, to popełnić samobójstwo, bo nie potrafię bez niej żyć. Gdy na nią patrzę - przypominają mi się wszystkie te sceny, kiedy byłem z nią bardzo szczęśliwy, a teraz to przeminęło i nijak nie potrafię doprowadzić do tego, by to wróciło. Ale przy samobójstwie pomyślałem sobie o swojej rodzinie - co oni by na to powiedzieli? Na pewno by to bardzo przeżyli, a ja nie chcę, żeby cierpieli przeze mnie.

Pomóżcie mi. Jesli da się to jakoś naprawić - powiedzcie mi jak. A jeśli to już jest koniec, to powiedzcie mi, co mam zrobić, jak mam dalej żyć. Jak mam sobie poradzić z tym, że już z nią nie będę, jak sobie z tym ciężarem poradzić, by nie wpaść w jakiś obłęd? Pomóżcie mi. Nie chcę zrobić sobie nic złego, ale nie potrafię sam z tego dołka wyjść. I przede wszystkim nie piszcie, że powinienem iść do psychologa. Nie chcę, by ktokolwiek się o tym dowiedział.

Jestem typem człowieka, który z wszystkim radzi sobie sam. Lecz nie tym razem. Nie chcę, żeby mama wiedziała, że przez to, że nie wyszło mi z jakąś dziewczyną od razu idę do psychologa. Wiem, że to powinno właśnie tak w rodzinie wyglądać, ale to nie wchodzi w rachubę. Proszę jeszcze raz o jakąs pomoc. Nie wiem, jeśli tego nie można uratować to powiedzcie jak mogę pozbyć się jej z głowy, by nie odczuć tego tak mocno. Czym mogę to zastąpić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Sięgnąłem dna. Co teraz?

Nie wiem jak zacząć... Ogólnie moje życie ostatnimi czasy pikowało w dół. Nic nie układało się po mojej myśli, wszystko było trudne, jakby zawsze pod górkę, ale od początku... Dwa lata temu niespodziewanie zmarł mój tata. Uderzyło to we...

Nie wiem jak zacząć... Ogólnie moje życie ostatnimi czasy pikowało w dół. Nic nie układało się po mojej myśli, wszystko było trudne, jakby zawsze pod górkę, ale od początku...

Dwa lata temu niespodziewanie zmarł mój tata. Uderzyło to we mnie, ale mam taki charakter, że emocje duszę w sobie, nie umiem płakać. Żyłem z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Żyłem po to, żeby wspierać mamę, choć to nie było łatwe widzieć jak płacze i nie wiedzieć jak ją pocieszyć. Mogłem tylko być... Jakoś to razem przeszliśmy. Rok temu śmierć znów zebrała żniwo w mojej rodzinie. Po pięciu latach walki z rakiem odszedł mój brat. Kolejny dramat dla mamy, dla mnie nieco mniejszy, bo brat był dużo starszy ode mnie i utrzymywaliśmy kontakt rzadko.

We wrześniu zacząłem trzecią klasę technikum i wtedy ją poznałem. Tzn. znaliśmy się już wcześniej, bo razem jesteśmy członkami pewnej organizacji, ale we wrześniu między nami zaiskrzyło. Pojawiła się, jak wtedy myślałem, Miłość, taka przez duże M. Bardzo mi na niej zależało i tak naprawdę mogłem dla niej zrobić wszystko. Byłem na każde jej zawołanie, na każde skinienie palcem. Była jednak jedna sprawa, która nie dawała mi spokoju.. Ona nie chciała ze mną być. - To zniszczy przyjaźń - mówiła. Starałem się to zrozumieć, ale nie dawało mi spokoju też to, że wokół niej kręci się tak wielu chłopaków. Spotykała się na przemian ze mną, a potem z trzema innymi. Kiedy ją o to pytałem zazwyczaj się denerwowała i wpadała w furię. - Nie jestem Twoją własnością! Nie jesteśmy razem! Mogę robić to co chcę! - ble, ble, ble - ale mnie to zamykało usta.

W końcówce minionego roku jakoś się to wszystko ułożyło. Zbliżyliśmy się do siebie, inni jakby zeszli na boczny tor. Ale jak było dobrze, pojawił się on... Ma na imię tak samo jak ja i wtedy się wszystko zaczęło. Wierzyłem, że to kolega. - Ufaj mi - mówiła, a ja ufałem. Zaślepiony patrzyłem w nią jak w obrazek. Zrozumiałem nawet, że ona ma prawo pisać mu kochanie, misiu itd., czy jechać z nim na weekend do domku w górach. Kazała ufać, więc ufałem i milczałem. Nie umiałem zrozumieć tylko dlaczego kiedy ona jest z nim, mój kontakt z nią jest ograniczony, a kiedy jest ze mną może z nim pisać esa za esem i nie widzi w tym nic złego, ale z czasem i to jakoś przełknąłem.

Wtedy przyszedł maj. Nie wiem co mnie podkusiło, ale kiedy ona poszła do toalety wziąłem do ręki jej telefon, przeczytałem esy.. Pisała mu, że kocha, że on jest dla niej wszystkim, że nie umie przestać o nim myśleć. Jeszcze tego samego dnia ją o to zapytałem. W pierwszej fazie się wyparła, ale po chwili przyznała, że tak jest. - Piszę mu to dla zabawy. Żeby nauczyć go szacunku do kobiet - mówiła mi. Rzeczywiście szacunku do kobiet on nie miał, bo rozgadywał wszystkim, że ona jest jego dziewczyną, a kiedy to do niej doszło sama była zdziwiona. Znowu jej uwierzyłem, ale poprosiłem, żeby dla naszego dobra jak najszybciej to skończyła. Obiecywała, że tak zrobi.

Zbliżał się koniec roku szkolnego. Już nie wspomnę o tym, że przez moje zaślepienie nią zawaliłem I semestr w szkole i miałem siedem jedynek na półrocze. Poprawiłem to wszystko w końcówce maja. Niestety, zagrożeń z II semestru nie dałem rady. Zostałem w trzeciej klasie. Musiałem wymyślać co powiem mamie, co powiem jej. Wymyśliłem, że mam jedną poprawkę. Potem powiem, że ją oblałem i przeniosę się do wieczorówki. Super to wymyśliłem, co? Czego się zresztą nie robi dla Miłości, tej przez duże M?

Przyszły wakacje. Początek był już nieudany, bo znowu pojawił się temat tego kolesia. Mijają miesiące, a ona nadal to ciągnie. Kiedy ostatnio zasugerowałem jej, że będzie musiała niebawem dokonać wyboru odparła, że nie wybierze żadnego z nas. Ostatnio stała się oschła, nie pisze już, że kocha, nie mówi tego. Nawet przytulić się nie chce. Przed tygodniem znowu pojechała z nim do domku w góry. Nie odzywała się przez tydzień, choć obiecywała, że będzie pisać eski, dzwonić. - Nie miałam telefonu. Dopiero dzień przed wyjazdem pożyczyłam, ale nie miałam skąd wziąć twojego numeru - tłumaczyła. Nie umiałem w to uwierzyć. Znowu się pokłóciliśmy, co ostatnio było normą.

Przyjechała w piątek, pobyła w domu do środy i znowu z nim wyjechała. Wiem, że tam razem śpią. Ona przysięga się, że pod dwiema kołdrami, ale mnie wystarcza to, że na jednym łóżku. Wiem, że zaraz pojawią się porady, że mam to skończyć, że się mną bawi. Może to i prawda, ale ja nie umiem tego skończyć. Zbyt wiele jej poświęciłem. Tej Miłości przez duże M. Poświęciłem rok w szkole, wiele kłótni z mamą o to, że późno wracam do domu. Dla mnie kobieta, którą kocham jest całym światem. Nigdy bym żadnej nie zostawił. Poprzednie zdradzały, ja wybaczałem, znów zdradzały i mnie zostawiały. Ona nie chce mnie zostawić. Jak jej mówię, że nie czuję, że kocham - odpowiada, że ona też nie czuje, a kiedy ma dobry humor puszcza hasło: "skoro wiesz lepiej". Kiedy jej mówię, że nie czuję, że jej zależy - odpowiada, że ona również nie czuje tego z mojej strony.

Naprawdę nie wiem co mam robić. Nie wiem co się ze mną dzieje i co się dzieje z moim życiem. Ostatnio zauważam, że nic mnie nie cieszy, że nie widzę sensu dalszego życia. Najchętniej bym się rozryczał, ale ja nie umiem płakać, a na to żeby popełnić samobójstwo jestem zbyt słaby i nigdy się na to nie zdobędę. To co teraz przeżywam to agonia. Każdy dzień jest cierpieniem. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Moje życie sięgnęło dna. Ja sięgnąłem dna. Mam 20 lat, ona niebawem skończy 18. Może to duża różnica i ona nie postrzega tego tak jak ja?

Błagam, pomóżcie mi!!! Wskażcie kierunek, w którym mam iść, co mam zrobić?! Ja jestem normalnym chłopakiem, który chce kochać i być kochanym. Który poświęcił już tyle dla Miłości. Tej przez duże M..

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jestem w zaawansowanej ciąży, a mąż mi oświadczył, że zakochał się w innej. Co mam robić?

Jestem w 38 tyg. ciąży i 3 dni temu dowiedziałam się, że mój mąż zakochał się w innej kobiecie. Mówi, że mnie nie zdradził, że to jakoś tak przyszło samo, bo oni razem pracują i mają dużo wspólnych tematow,...

Jestem w 38 tyg. ciąży i 3 dni temu dowiedziałam się, że mój mąż zakochał się w innej kobiecie. Mówi, że mnie nie zdradził, że to jakoś tak przyszło samo, bo oni razem pracują i mają dużo wspólnych tematow, i że bardzo dobrze się z nią dogaduje.

Powiedział mi, że go zauroczyła i nie może sobie z tym poradzć, że on nadal mnie kocha, tylko ta nasza miłość jest już taka inna, nie taka jak kiedyś. Mówi, że sam nie wie, czego chce, że mnie i dziecka nie zostawi, ale ja się boję, że on będzie ze mną z litości i dla dziecka. Ja bardzo mocno go kocham i on o tym wie, a o dzidzię staraliśmy się bardzo długo, bo już raz poroniłam i ta ciąża jest taka wyczekana. Widzę, że on nie może sobie z tym poradzią, a ja non stop płaczę i nie mogę spać, jeść - a przecież muszę być silna dla naszego dziecka, bo już za parę dni będzie z nami.

Nie wiem co mam robić: przeczekać sytuację i zobaczyć, jak będzie, czy dać mu odejść? Ja nie wyobrażam sobie zostać sama, kocham go nad życie i wiem, że on też mnie kocha, tylko nie tak, jak ja bym tego chciala. Jak mamy sobie pomóc? Jak mamy przez to przebrnąć? Czy nasz związek ma jeszcze jakieś szanse? Proszę o jakąś poradę, dziekuję z góry.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie wiem co czuję i co się dzieje z moim chłopakiem. Czy ja go jeszcze kocham?

Witam. Mam problem, o którym często myślę :( Jestem z chłopakiem od 2 lat. Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że on już nic do mnie nie czuje. Już nie całuje tak czule na pożegnanie, jak sie kłócimy - on...

Witam. Mam problem, o którym często myślę :( Jestem z chłopakiem od 2 lat. Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że on już nic do mnie nie czuje. Już nie całuje tak czule na pożegnanie, jak sie kłócimy - on poprostu wychodzi zdenerwowany z domu na papierosa i potem przychodzi jak gdyby niby nic i nie chce wracać do tych spraw, a mnie to męczy, bo chcę te spraw wyjaśnić. Czasem nie wiem jak mam z nim rozmawiać.

Często wydaje mi się, że jest ze mną tylko dla seksu, bo byłam jego pierwszą itd... Gdy mu odmawiam - on strzela głupie fochy. Często robi wszystko, żeby do tego doszło, a ja już później ulegam i to robię :( Czasem mam wyzuty po tym wszystkim :( Gdy jestem z nim i się nie kłócimy ani nic, to jestem pewna, że go kocham, ale gdy tylko się pokłócimy i on wyjdzie - mam wrażenie, że go nienawidzę, jestem strasznie wściekła i mam ochotę wyjść, wjechać na jakiś czas. A gdy mnie nie przytuli na pożegnanie, gdy już idzie do domu, to mam wrażenie, że mnie nie kocha, że się mną bawi, albo nie chce ze mną zerwać, żeby mnie nie zranić :(

Dlaczego nie jest tak pięknie jak było kiedyś? Czemu pewnego dnia przyszły problemy i kłótnie? Co mogę zrobić, żeby było dobrze? Czy lepiej będzie, jak z nim zerwę? Co zrobić, żeby nie czuć bólu? Czy może lepiej odejść z tego świata? Często nachodzą mnie takie pytania. Płacz po nocach. Czy może mi ktoś pomóc? Coś poradzić? Proszę! Ps. Z góry dziękuję. Starałam się opisać krótko tę sytułację, mam nadzieję, że mi się udalo.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak go odzyskać, po tym jak go zdradziłam?

Witam. Mam 16 lat i przez długi czas byłam z chłopakiem. Zdradziłam go i on się o tym dowiedział, bo ojciec mojej przyjaciółki mu powiedział, bo ten chłopak to jej rodzina. Ojciec zabronił jej się ze mną spotykać i mówi,...

Witam. Mam 16 lat i przez długi czas byłam z chłopakiem. Zdradziłam go i on się o tym dowiedział, bo ojciec mojej przyjaciółki mu powiedział, bo ten chłopak to jej rodzina.

Ojciec zabronił jej się ze mną spotykać i mówi, że ma mnie dość, bo nie obchodzi mnie jej zdanie (już wcześniej tak było). Chłopak mnie zostawił. Kocham go i nie chcę bez niego żyć - tandetnie to brzmi, ale straciłam przyjaciółkę i chłopaka. Ten, z którym go zdradziłam - nie powiem, jest ładny, ale ja chcę tylko Tomka. Nie chce mi się żyć, nie wiem po co to tu piszę, ale mam ochotę się zabić, już nawet obadałam tabletki. Co mam zrobić, żeby go odzyskać? Pisałam, dzwoniłam - nie odbiera, nie odpisuje, przyjaciólka też ma mnie w d***.

Ratunku! Napisałam mu, że możemy od siebie po prostu odpocząć przez trochę i że się zmienię, ale on mnie nie kochał, chyba na pewno nie. Mam kolegę, którego dziewczyna zdradzała wielokrotnie i on wie, ale i tak do niej wrócił....

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak odbierać zachowanie chłopaka?

Witam. Zrobiłam tak, jak Panie mi kazałyście - spotkałam się, porozmawialiśmy. Ale wszystko wyglądało inaczej. Za każdym spotkaniem jest to samo, ta bliskość, widzę jak na mnie patrzy, mówi do mnie pieszczotliwie. Najbardziej bolą jego słowa, kiedy mówi: "ale nie...

Witam. Zrobiłam tak, jak Panie mi kazałyście - spotkałam się, porozmawialiśmy. Ale wszystko wyglądało inaczej. Za każdym spotkaniem jest to samo, ta bliskość, widzę jak na mnie patrzy, mówi do mnie pieszczotliwie.

Najbardziej bolą jego słowa, kiedy mówi: "ale nie jesteśmy razem". Czuję jak by mi ktoś wbijał nóż w plecy. Nawet dziś powiedział do mnie kilka razy "kocham cię", on był w szoku i ja. Patrzył na mnie i tak po prostu to powiedział, ale ciągle mi mówi, że mnie nie kocha, że już nic nie będzie, że nie możemy dawać sobie takiej bliskości, ale to on pocałował mnie na dzień dobry, to on mnie przytulał. Ja już nie rozumiem jego postępowania, czy on mnie kocha, czy po prostu potrzebuje mnie przytulić? Powiedziałam mu dziś co czuję, niestety się rozpłakałam, ale Karol nie stchórzył, powiedział, że będzie przy mnie.

Jak mam z nim porozmawiać? Bardzo mi na nim zależy. Powiedział mi, że jeszcze kiedyś będziemy razem, ale ja, jeśli w to uwierzę, to będę żyła normalnie, a jeśli za jakiś czas okaże się, że jednak nie, to załamię się całkiem. Co ja mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak radzić sobie z zazdrością i wynikającymi z niej problemami osobowościowymi?

Witam. Jestem kobietą, studentką, mam 21 lat. Otoczenie uważa mnie za bardzo pozytywnego człowieka, wiecznie uśmiechnięta, zabawowa - sama muszę przyznać, że zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie mnie lubią. Ale często jestem taka tylko na pozór - ludzie...

Witam. Jestem kobietą, studentką, mam 21 lat. Otoczenie uważa mnie za bardzo pozytywnego człowieka, wiecznie uśmiechnięta, zabawowa - sama muszę przyznać, że zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie mnie lubią. Ale często jestem taka tylko na pozór - ludzie nie wiedzą, co naprawdę dzieje się w mojej głowie.

Mam jednak pewien problem - nie radzę sobie ze swoimi uczuciami, a mianowicie z zazdrością, w wyniku czego mam problemy emocjonalne. Popadam w depresję, nie mam ochoty wstać z łóżka ani nic ze sobą zrobić. Nie mam ochoty wyjść z domu, więc po prostu nie odbieram telefonów i udaję, że mnie nie ma. Nie potrafię się uczyć, spać, jeść, ani na niczym skupić. W liceum leczyłam się na depresje w wyniku której popadłam w jadłowstręt.

Teraz postaram się opisać moją historię. Miałam bardzo kochającego chłopaka. Wcale nie będę go idealizować, choć tak pewnie będzie wam się wydawało. Był szczery, kochający, ciepły, dobry, opiekuńczy. Nigdy nie zwracał uwagi na inne dziewczyny, ale problem tkwił w tym, że to on swoją urodą, a przede wszystkim dobrocią je przyciągał, a ja robiłam się zazdrosna i robiłam mu o to awantury na każdym kroku. Choć on nie miał na to żadnego wpływu, że tak podoba się dziewczynom.

W końcu zaczęłam go sprawdzać, wydzwaniałam, wypytywałam znajomych... Potrafiłam zadzwonić ze 100 razy w ciągu minuty, groziłam nawet, że się zabiję. W końcu nie wytrzymał i ze słowami: "bardzo Cię kocham, ale dłużej tego nie wytrzymam, razem się wykończymy" zakończył naszą znajomość. Ale to nie zaprzestało mojego wydzwaniania i sprawdzania go. W końcu, po jakimś czasie, uspokoiłam się, przestałam dzwonić, kontaktować się, ale nadal wypytywałam jego znajomych. Chyba popadłam w obsesję.

Rozstaliśmy się w 3 klasie liceum, a teraz skończyłam 2 rok studiów. Myślę, że on nadal ma nadzieję, że się zmienię - powiedział to ostanio przez telefon. Powiedział, że już nigdy nie znajdzie takiej drugiej, że idealnie do siebie pasujemy i zapytał, dlaczego nie mogę tej jednej rzeczy w sobie zmienić?

Teraz siedzi w górach z moją koleżanką, a ja, mimo to, że mam świadomość, że jest tam żeby odpocząć i że oni między sobą nic (bo po pierwsze on jest moim byłym chłopakiem, a ona moją dobrą koleżanką, która wie jak wygląda sytuacja między nami i jak bardzo go kocham, a poza tym ona sama kocha kogoś innego) zazdrosna i wydzwaniam, choć on nie ma tam zasięgu. Mamy się spotkać w poniedziałek wieczorem i porozmawiać.

Czy ja mam prawo znów narażać go na to wszystko? Czy istnieje szansa, że uda mi się zwalczyć moją zazdrość? A jeśli tak, to jak mam to zrobić? Musze zaznaczyć również fakt, że on nigdy nie dał mi nawet najmniejszego powodu do zazdrości, wręcz odwrotnie - nawet zrywał znajomości z koleżankami, o które byłam najbardziej zazdrosna. Proszę, pomóżcie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dziwny sms od chłopaka - o co w tym chodzi?

Mojej kumpeli chłopak napisał takiego sms-a: "Kocham cię szczerze, ale tu też się tli PRZEPRASZAM. Przepraszam, że nie umiem kochać naprawdę, jednak jestem do niczego". Nie wiem o co w tym sms-ie chodzi. Ona jest załamana, nie wie co...

Mojej kumpeli chłopak napisał takiego sms-a: "Kocham cię szczerze, ale tu też się tli PRZEPRASZAM. Przepraszam, że nie umiem kochać naprawdę, jednak jestem do niczego".

Nie wiem o co w tym sms-ie chodzi. Ona jest załamana, nie wie co ma zrobić. Już tylu osób się pytała i nikt nic nie wie. Postanowiłam jej pomóc. Dlatego napisałam. Możecie mi pomóc? Proszę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mój facet to naprawdę ten jedyny?

Witam;)  Tego, co do siebie czujemy, nie da się opisać żadnymi słowami. On mnie kocha całym swoim sercem i ja jego. Ale ;( ostatnio zauważyłam, że on często mówi o swoich kuzynkach i że z nimi często pisze. Nie wiem...

Witam;)  Tego, co do siebie czujemy, nie da się opisać żadnymi słowami. On mnie kocha całym swoim sercem i ja jego. Ale ;( ostatnio zauważyłam, że on często mówi o swoich kuzynkach i że z nimi często pisze.

Nie wiem dlaczego, ale najbardziej mnie zabolało jak byliśmy się przejść, a on zobaczył już z bardzo daleka swoją kuzynkę i jak już byliśmy jakieś 20 m od niej zaczął z nią gadać, źrenice miał poszerzone. Poczułam się jakby mnie przy nim w ogóle nie było. Gadał z nią któtko, ale nie odwracał od niej wzroku;(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pokonać chorobliwą zazdrość?

Witam. Mam na imię Basia, mam 28 lat. Od 7 lat jestem w bardzo szczęśliwym związku. Od 2 lat jesteśmy małżeństwem. Niestety urok naszego związku niszczy moja chorobliwa zazdrość. Pojawiła się ona po 2 latach znajomości. Co prawda...

Witam. Mam na imię Basia, mam 28 lat. Od 7 lat jestem w bardzo szczęśliwym związku. Od 2 lat jesteśmy małżeństwem. Niestety urok naszego związku niszczy moja chorobliwa zazdrość. Pojawiła się ona po 2 latach znajomości.

Co prawda nie szparam w rzeczach męża, nie szpieguję go, nie czytam jego smsów. Objawia się ona głównie wówczas, gdy on spojrzy na ulicy na jakąś ładną dziewczynę, albo dziewczynę na plakacie czy w gazecie. Nawet jak oglądamy telewizję wkurzam się jak dłużej zatrzyma się na kanale gdzie są jakieś seksowne panie, albo jak jakaś kobieta zrzuci to i owo w filmie, który akurat oglądamy. Mój mąż bardzo mnie kocha, chciałabym, żeby wszystkie żony były tak kochane przez swoich mężów. Ja jego także kocham i ufam mu bezgranicznie. Więc skąd ta cholerna zazdrość? Chciałabym poradzić sobie z nią sama, bez pomocy psychologa, ale nie wiem czy to możliwe. Przerasta mnie to i wypala od środka.

Mój mąż ostatnio powiedział, że dłużej tak nie wytrzyma. Wiem, że mnie kocha i nie chce odejść, ale jest zmęczony. My nie kłócimy się o nic innego tylko jak mi "odbije". Bardzo, bardzo, bardzo proszę o pomoc!!!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Renata Kazbieruk
Mgr Renata Kazbieruk

Dlaczego jest tak pasywny?

Mam problem z narzeczonym. A właściwie - byłym narzeczonym, ponieważ ze mna zerwal. Wydaje mi się, że ma on problemy z asertywnościa i w ogóle zachowaniem. Nigdy nie mówi czego chce, czego potrzebuje, co go denerwuje. Wydaje mi się, że...

Mam problem z narzeczonym. A właściwie - byłym narzeczonym, ponieważ ze mna zerwal. Wydaje mi się, że ma on problemy z asertywnościa i w ogóle zachowaniem. Nigdy nie mówi czego chce, czego potrzebuje, co go denerwuje. Wydaje mi się, że ma problem z wyrażaniem emocji, swojego zdania. Za wszelką cenę dąży do unikania konfliktów i konfrontacji. Ja potrzegałam go jako człowieka uległego, któremu wszystko pasuje, który nie ma nic do powiedzenia, jest nudny, i aż prosi się, żeby mu wchodzić na głowę. Ktoś mógłby powiedzieć, że powinnam się cieszyć, że jest tak cierpliwy, ale to jest straszne -  jestem sfrustrowana, bo on w ogóle nie reaguje. Wszystkie decyzje, czy to dotyczące ślubu, czy tego, co robimy danego dnia zostawiał mnie. Że ja najlepiej wiem, że będzie lepiej jak ja zdecyduję, wtedy będę zadowolona. A on będzie czekał. Złapałam się na tym, że zaczęłam go testować, prowokować - tak mnie drażniło to, że on jest taki bezpłciowy, jakiś dziwny. Chciałam usłyszeć, że coś mu się nie podoba, dowiedzieć się, co myśli. A on nic. Jakby nie był mężczyzna. Jestem nauczona, że gdy coś mi nie pasuje - mówię o tym. Zaczęłam więc mówić, zwracać uwagę na jego zachowanie. Prosić, krytykować. A on nic. Mówiłam o swoich potrzebach. On też nie reagował. Ani nie zmieniał się, ani nie mówił jasno i wyraźnie czemu tego nie zrobi. Pokłóciliśmy się. O jakąś blahostkę. Nie rozmawialiśmy tydzień. Gdy się spotkaliśmy on wybuchł. Zaczął wyrzucać z siebie wszytskie pretensje z całego roku, emocje kumulowane miesiącami. Zaczął krzyczeć, że ostatnio nie może przeze mnie spać, że chodzi zdenerwowany. Powiedział, że jestem potworem, że go ciągle krytykuję, ciągle mi się coś nie podoba. Że mowię, że jest beznadziejny. Że on nie wytrzyma takiego życia. Że ja kocham kłótnie, a dla niego priorytetem jest kompletny brak sprzeczek, dyskusji w związku. Najważniejszy jest spokój. On nie chce od nikogo wymagać niczego i nie chce, żeby ktoś wymagał czegoś od niego. Oskarżył mnie o wszystko. Nie widząc problemu w sobie i sam podjął decyzję o zerwniu zaręczyn. Zapomniał nagle o wszystkim, co było dobre. Zapomniał, że jeszcze dwa tygodnie wcześniej mówił jak mnie kocha i jak jest mu dobrze. Kiedy kłamał? To, co działo się w naszym związku było przecież normalne. Obserwuję ludzi i wydaje mi się, że nie ma normalnych związków bez sprzeczek, różnic, zmian. Sztuka polega na tym, żeby dyskutować, być asertywnym, szukać kompromisu. A nie milczeć cały rok, udawać szczęście, a potem wybuchnąć z dziesięciokrotną siłą tak, że druga strona nie wie o co chodzi. Każda z niemiłych rzeczy, które mu powiedziałam czy zrobiłam to głupota. Ale jeśli zbierze się to do kupy, przez rok, może faktycznie stanowić duży problem. W zeszłym roku miała miejsce podobna sytuacja. On po dwóch miesiącach rozłąki stwierdził, że głupio się zachował, ale był wściekły i przez miesiąc w ogóle nie wiedział, co myśleć. I że miałam trochę racji? Myślałam, że coś go ta sytuacja nauczyła. Chciałabym się dowiedzieć: co mu jest? Czy on w ogóle zdaje sobie sprawę, że problem leży (też) po jego stronie, czy naprawdę wierzy w to, że to ja byłam wobec niego zła, a inne kobiety się wcale nie kłócą? Może on w środku czuje, że coś jest z nim nie tak, ale boi się stawić temu czola, więc zrzuca odpowiedzialność na mnie? Czy on podejmuje decyzje przemyślane, czy pod wpływem emocji? Czy jest w stanie sam popracować nad sobą, czy konieczna jest wizyta u psychologa? Czy on w ogóle czuje, że robi coś nie tak? Tak do mnie przemawiał podczas zerwania, jakby był święcie przekonany, że to on się zachowuje normalnie. Jakby nie widział co się dzieje wokół niego na świecie. Może to dlatego, że nie ma znajomych? Ciężko dążyć do kontaktu z takim człowiekiem - on nie chce kłótni, a ja chciałam rozmawiać normalnie. Dziękuje i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Patronaty