Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Czy są jakieś szanse na uratowanie mojego związku?

Witam! Jestem 22-letnią kobietą. Jestem niecałe dwa miesiące przed ślubem, a im bliżej tego terminu, tym coraz większe obawy, czy słusznie postępuje wychodząc za mojego narzeczonego. Jesteśmy ze sobą trzy lata, widujemy się codziennie. Wydaje mi się, że tworzymy...

Witam! Jestem 22-letnią kobietą. Jestem niecałe dwa miesiące przed ślubem, a im bliżej tego terminu, tym coraz większe obawy, czy słusznie postępuje wychodząc za mojego narzeczonego. Jesteśmy ze sobą trzy lata, widujemy się codziennie. Wydaje mi się, że tworzymy toksyczny związek, w którym on jest tą stroną, która nas zatruwa.

Nie wiem od czego zacząć... Tyle było tych sytuacji, że nie sposób wymienić wszystkiego... Powiem najpierw bardzo ogólnie. Mój partner bardzo często wyzywa mnie i to bardzo brzydko. Prowokuje sytuacje, w których stwarza problemy. Niby zawsze jest moja wina, niby zawsze ja prowokuję takie jego zachowanie i to przez ze mnie on jest kłębkiem nerwów i ma nerwicę. Po czym po takiej kłótni i po wylaniu przeze mnie morza łez - przeprasza bardzo, tłumaczy, że to tylko puste słowa, że obiecuje poprawę i że się zmieni. A zmian nie widać. Raz na tydzień zawsze jest taka wojna, a bardzo często nawet częściej.

Wydaje mi się, że ma on dwie twarze. Raz jest czuły i kochający, a innym razem bezczelny, opryskliwy, niemiły. Na przykład kiedyś dowiedział się przez przypadek, że mam problem z pitem, a mianowicie usłyszał, że mam jutro gdzieś iść, ale nie wiedział po co, a gdy zapytał ja mu powiedziałam, że mam taki, a taki problem. Zdenerwował się, że szukałam pomocy u mojej cioci a nie u niego. Nazywał mnie kłamcą, k***ą, c***ą, kretynką. Gdy próbowałam mu wyjaśnić dlaczego tak zrobiłam (nie chciałam go denerwować) mówił mi, żebym zamkła pysk lub mordę bo inaczej mnie j***nie. Nie dał się dotykać ani nie rozmawiał ze mną już do końca wieczoru. Myślał, ze to moi rodzice zabronili mi mówić o tym, a tylko mama wie i to był mój wybór aby nic nie mówić.

Często zdarzają się takie sytuacje, że on się denerwuje na mnie z byle powodu i zaczyna mnie wyzywać. Ogólnie cały weekend majowy był w nerwach. Boję się mu mówić o niektórych rzeczach, bo nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie gniewem. On twierdzi, że to w większości moja wina tych jego nerwów. Niedawno miałam też sytuację, kiedy stwierdził, że ja jestem nieczuła dla niego, że zero inicjatywy w sprawie seksu itd. (uprawiamy tylko seks oralny, ponieważ z tym właściwym czekamy do ślubu - oczywiście ja chciałam czekać, a on nie, dlatego też się nasłuchałam różnych rzeczy zanim on też stwierdził, że poczeka). Robił mi wojnę cały następny dzień.

Przez cały dzień zasypywał mnie smsami typu, że mam w***ć, spieprzać, że jestem głupim capem, mam rudą pałę, w której mi się poprzestawiało wszystko, że jest nie jestem jedyna na świecie, że nie ubiorę już spódniczek, bo nie będę kręcić d*** przed innymi a on ze mnie nie ma nic. I wiele, wiele innych przykrych i gorzkich słów mi pisał. Potem mówił, że to ja powinnam się starać złagodzić sytuację, że mam go przeprosić i błagać o przebaczenie, mam być pokorna i żałować za to, co odpieprzam... A przysięgam nie napisałam mu nic złego w smsach. Po prostu był w jakimś transie i cokolwiek bym powiedziała, to wszystko by było złe.

Wypowiada się także nie najlepiej o mojej rodzinie - wszystkich po kolei. Przez te wszystkie przykre słowa, które kierował do mnie bardzo się zmieniłam. Straciłam gdzieś tę radość życia, którą wcześniej miałam. Mniej się uśmiecham. Moje kontakty z innymi ludźmi osłabły - kiedyś uwielbiałam plotkować z moimi przyjaciółmi, teraz, gdy mam z nimi rozmawiać, czuje, że robię to na siłę. Kiedyś uwielbiałam wychodzić z domu, a teraz mi się po prostu nie chce. Zresztą mało co mi się chce. Większość rzeczy robię tak, żebym jak najszybciej skończyła. Nie przynoszą mi one radości i satysfakcji jak dawniej. Nawet te przynoszące przyjemność.

Obniżyła się moja samoocena, ponieważ czuje się niedowartościowana (przez te ciągłe krytyki), niekochana, nieakceptowana przez najbliższą osobę i nieszanowana. Narzeczonemu mówię, jaką mi krzywdę wyrządza, ale on twierdzi, że to w większości przeze mnie. Owszem przeprasza, obiecuje poprawę, ale nic się nie zmienia, a wręcz się pogarsza, ponieważ używa coraz brzydszych słów! Raz mówi, że tego kwiatu jest pół światu, a innym razem, że jestem dla niego najważniejsza tylko mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie. Jednym razem mówi, że jestem najpiękniejsza i najmądrzejsza, a innym razem, że jestem głupią c***ą i nie jestem miss piękności :(

Oczywiście są chwile, kiedy wszystko jest w porządku i jest dla mnie dobry, czuły, dużo rozmawiamy. Po prostu jakby miał dwie twarze - tylko która jest prawdziwa? Czy jest jakaś szansa dla naszego związku? Czy próbować to jakoś zmienić? Czy lepiej zakończyć to póki czas, krótki czas - niecałe dwa miesiące? Tylko ja go kocham...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie umiem cieszyć się życiem

Witam. Od jakiegoś czasu nie umiem cieszyć się życiem. Wygląda to tak, jakbym postawiła na przetrwanie, a przecież nie o to w życiu chodzi. Jestem mężatką od 9 lat, z mężem poznaliśmy się 18 lat temu. W 2004 roku urodziłam...

Witam. Od jakiegoś czasu nie umiem cieszyć się życiem. Wygląda to tak, jakbym postawiła na przetrwanie, a przecież nie o to w życiu chodzi. Jestem mężatką od 9 lat, z mężem poznaliśmy się 18 lat temu. W 2004 roku urodziłam córeczkę, miała 12 dni gdy zmarła nagle (wada serca). Było to traumatyczne przeżycie dla nas obojga.

Wyprowadziliśmy się. Urodziłam dwie śliczne, zdrowe córeczki, bałam się, czy będą zdrowe i czy ich nie stracę. Ciąże nie dawały mi radości tylko strach, potem było różnie. Teraz mają 2 i 3 lata. Są żywe, pełne energii, nie umiem ich okiełznać. Walczą między sobą i dużo jest płaczu co powoduje u mnie czasami rezygnację. Dla męża to jest też trudna sytuacja. Powoli zaczęliśmy się od siebie oddalać. Mój świat to dzieci i mąż. Nie mam zainteresowań, nie mam znajomych (oprócz tych z pracy i znajomości sąsiedzkich). Córka mojej siostry choruje na białaczkę, mąż drugiej siostry ma raka - generalnie w rodzinie smutek i przygnębienie, już od jakiś 2 lat.

Ostatnio dostałam ataku zazdrości, gdy dowiedziałam się, że mąż rozmawia z koleżanką z pracy na gg i wysyłają sobie smsy. Coś pewnie w rodzaju flirtu. No i zaczęło się. Wkręciłam sobie niezły romans, życie rozsypało się i wszystko się wali. Pierwszy miesiąc był straszny, teraz jest lepiej, ale nie jest dobrze. Straciłam zaufanie, czuję się nieatrakcyjna, nudna i ciągle szukam dziury w całym. Oddalam się od męża, dzieci mnie denerwują (kocham je mocno) i jestem smutna. Byłam u psychologa, ale jakoś mi to nie pomogło. Jeden mnie zbył, że tak powiem, mówiąc że mam kryzys (to wiem), a drugi myślę, że mógłby mi pomóc, ale jest za drogi.

Oboje z mężem staramy się to zmienić, ale mi wszystko wydaje się beznadziejne. Ja myślę, że on myśli jak ja i jest mi jeszcze gorzej, a przecież to inna osoba - nawet jak mówi co czuje, to ja mu nie mogę uwierzyć. Zresztą mogłabym o tym mówić non stop, ale kto by to wytrzymał? Wbijam sobie igiełki i się umartwiam. On też jest pesymistą, jest wiecznie niezadowolony. Oboje nie wiemy, czego chcemy. Mnie to jeszcze bardziej dobija. Kocham go i chcę się zmienić dla niego i dzieci. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy warto czekać?

Byliśmy razem 4,5 roku. Związek zakończył się przeze mnie - bo stwierdziłam, że przestało mi już na nim zależeć. Przez dwa kolejne lata mój były chłopak (Piotrek) ciągle miał nadzieję, że do siebie wrócimy. Spotykaliśmy się przez cały ten okres...

Byliśmy razem 4,5 roku. Związek zakończył się przeze mnie - bo stwierdziłam, że przestało mi już na nim zależeć. Przez dwa kolejne lata mój były chłopak (Piotrek) ciągle miał nadzieję, że do siebie wrócimy. Spotykaliśmy się przez cały ten okres - tak po przyjacielsku. Później okazało się, że zaczął spotykać się z koleżanką z sąsiedniej miejscowości. Gdy się o tym dowiedziałam, dotarło do mnie, że mogę go stracić na zawsze, że jednak coś do niego czuję, że nie mogę tak tego zostawić.

Byli ze sobą rok. Przez cały ten czas Piotrek spotykał się ze mną. Rozmawialiśmy o nas i wiele razy go pytałam, czy jest jeszcze dla nas jakaś szansa. Odważyłam się na takie pytania, bo on twierdził, że związek z tą koleżanką raczej nie wyjdzie, że on się nie angażuje. W końcu powiedział, żebym dała mu czas na zakończenie tego związku. Chciał to zrobić delikatnie, bez kłótni. Ja się zgodziłam. Trwało to jakieś 4 miesiące - myślałam, że się wykończę psychicznie. Teraz nie są razem od 2 tygodni, a ja ciągle czuję, że coś jest nie tak.

On twierdzi, że ciężko będzie nam "znowu zaistnieć" jako para. Nie chce chodzić ze mną na jakiekolwiek imprezy, bo twierdzi, że to za szybko. Nie chce, żeby ludzie gadali, że zerwał z jedną i od razu jest ze swoją "byłą". Mnie to okropnie męczy, ponieważ on chodzi na imprezy, na których jest ona (np. dwa dni temu był na takiej imprezie), a ze mną nie chce się pokazywać publicznie. Czuję się jak trędowata. Jedynym miejscem, w którym się spotykamy, jest mój dom - u mnie zawsze wszyscy mieli o nim dobre zdanie i bardzo chcą, byśmy znowu byli razem.

Nie umiem sobie z tym poradzić. Jestem zła, że on tak bardzo przejmuje się zdaniem innych ludzi. Widzę, że nie zależy mu tak bardzo na tym związku jak kiedyś, ale gdy tylko mówię: "może to nie ma sensu..." on nawet nie chce tego słuchać. Ciągle chce się spotykać itd. Ja już nie wiem co mam robić. Chciałabym założyć z nim rodzinę, bo kocham go bardzo, ale widzę, że on ciągle nie jest pewien... Jak mam go przekonać? I czy w ogóle powinnam? POMOCY!!!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Myśli samobójcze po rozstaniu z chłopakiem

Witam. Mam 16 lat. Od dłuższego czasu nie radzę sobie sama ze sobą. Czuję się beznadziejnie. Nic nie chcę mi się robić, nie chcę mi się wychodzić z domu, nawet w tak piękną pogodę. Mam chęć napić się alkoholu lub...

Witam. Mam 16 lat. Od dłuższego czasu nie radzę sobie sama ze sobą. Czuję się beznadziejnie. Nic nie chcę mi się robić, nie chcę mi się wychodzić z domu, nawet w tak piękną pogodę. Mam chęć napić się alkoholu lub wziąć jakieś tabletki po których choć na chwilę zapomnę o problemach, które sama sobie stwarzam. Czuję się taka bezużyteczna. Nienawidzę na siebie patrzeć. Nie akceptuję siebie, swojego ciała.

Kilka miesięcy temu spotykałam się z pewnym chłopakiem, który mnie zostawił po kilku tygodniach. Powiedział, że chciał się tylko mną zabawić, bo nie jestem nic warta. Bardzo za nim tęsknię, mimo wszystko, nie wiem co mam robić. Do tego dochodzi jeszcze to, że bardzo tęsknię za tatą, który opuścił nas 3 lata temu. Czasami do mnie dzwoni, ale to nie to samo. Bardzo mi go brakuje. Ostatnio mam straszne kłopoty z koncentracją, ciągle czegoś zapominam, strasznie dużo śpię. Przychodzę takie dni czasami, że wcale nie chcę mi się jeść, a czasami opycham się nieustannie.

Nie wiem co mam zrobić, że poprawić swoje samopoczucie. Chciałabym być szczęśliwa jak kiedyś, ale nie potrafię nic z tym zrobić. Nie wierzę w siebie, bo po prostu nie mam na to siły. Czuję się strasznie samotnie.Chciałabym z kimś porozmawiać. Boję się siebie, coraz częściej mam myśli samobójcze. Proszę o jakąś radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Być z nią, czy odejsć?

Witam. Jestem tu nowy, więc przepraszam jeśli tekst jest zbyt długi, ale musze dokładnie opisać problem, żeby sugestie miały konkretne podparcie. Bardzo potrzebuje porady co robić, bo sam nie daję sobie już z tym rady. W 2007 roku poznałem dziewczynę,...

Witam. Jestem tu nowy, więc przepraszam jeśli tekst jest zbyt długi, ale musze dokładnie opisać problem, żeby sugestie miały konkretne podparcie. Bardzo potrzebuje porady co robić, bo sam nie daję sobie już z tym rady. W 2007 roku poznałem dziewczynę, z która jestem do dzisiaj, lecz jest to związek nietypowy, ponieważ jest ona sporo starsza ode mnie i jest mężatka oraz ma córkę, która mogłaby być moją siostrą.

Nadal nie mieszkamy razem, bo ona mieszka z mężem, a ja wynajmuje pokój i dzieli nas sporo kilometrów. Moja rodzina, z którą jestem bardzo zżyty nigdy nie akceptowała zaistniałej sytuacji, dlatego na początku nawet nie wiedzieli, że jesteśmy razem, ale od początku krytycznie wyrażali się o mojej znajomości z nią, co bardzo ja bolało i za to ma żal do nich do dziś. W trakcie naszego związku prawie przez rok czasu olewałem ją, bo znalazłem sobie wirtualną „miłość”, a co gorsza spotkałem się z tą osobą w realu i na szczęście do niczego nie doszło, ale moja dziewczyna nadal mi tego nie darowała.

Niebawem spodziewamy się dziecka, przez co nie potrafię tak po prostu dać sobie z nią spokoju, a ona od tamtej sytuacji z moja „zdradą” nie przejawia chęci zamieszkania ze mną, bo mówi, że potrzebuje czasu żeby mi zaufać itp. Jej mąż oczywiście nie wie, że to dziecko nie jest jego, a ona regularnie szantażuje mnie, że stracę kontakt z dzieckiem i z nią jeśli, np. powiem jej mężowi prawdę. Grozi, że ucieknie za granicę i takim sposobem wymusza na mnie trudne decyzje, np. musiałem zrezygnować z udziału w weselu kuzyna, bo nie chciałem, żeby moja rodzina poznał ją w takiej sytuacji gdzie wygląda to jakbyśmy mieli tylko romans, a ja jestem jej kochankiem z którym „wpadła”.

Ma ona dość trudny charakter i jak ktoś jej zalezie za skórę to nie odpuszcza łatwo, a ja niejednokrotnie ją z czymś oszukałem. Potrafi się mścić i też boję się ja zabierać na imprezy rodzinne, bo nie wiem czy czegoś nie odwali, np. jakimś złośliwym komentarzem itp. A bardzo chcę, żeby miała dobry wizerunek i pokazała się z tej lepszej strony. Niedługo mam kolejne wesele i od początku obiecałem jej, że pójdziemy tam razem, ale teraz mam wątpliwości, a ona jest na mnie wściekła, że ją wystawiam do wiatru. Proszę o poradę, co mogę zrobić w takiej sytuacji? Być z nią czy odpuścić sobie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić z zaistniałą sytuacją?

Pisałam już wcześniej jak wygląda moja sytuacja. Zamiast być lepiej to jak widzę, jest gorzej. Karol boi się ze mną rozmawiać, ponieważ boi się, że da mi nadzieję, a przecież dał mi już ją, spotykając się ze mną, przytulając mnie...

Pisałam już wcześniej jak wygląda moja sytuacja. Zamiast być lepiej to jak widzę, jest gorzej. Karol boi się ze mną rozmawiać, ponieważ boi się, że da mi nadzieję, a przecież dał mi już ją, spotykając się ze mną, przytulając mnie itp. Każdy mówi mi: trzeba czasu, ale ja się boję, że go stracę bezpowrotnie, a z tym nie pogodzę się.

Jest mi coraz gorzej, nie widzę już nawet sensu życia. Jak mam z nim porozmawiać, jak on się boi? Co ja mam zrobić? Jestem bezradna. Szukam pomocy gdzie się tylko da, ale nic nie pomaga. Ja chcę mu powiedzieć co czuję, ale wiem, że nie będzie chciał już ze mną rozmawiać. Pomocy. Ja już naprawdę nie mam siły :(

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co mogę zrobić, aby odzyskać chłopaka?

Witam. Mój problem polega na tym, że po 3 latach bycia z moim chłopakiem, on mnie zostawił, a dlaczego? No właśnie, chodzi o to, że przejrzał mi mój telefon i przeczytał wszystkie sms, jakie pisałam z kolegą. Oczywiście to były...

Witam. Mój problem polega na tym, że po 3 latach bycia z moim chłopakiem, on mnie zostawił, a dlaczego? No właśnie, chodzi o to, że przejrzał mi mój telefon i przeczytał wszystkie sms, jakie pisałam z kolegą. Oczywiście to były żarty, ale on nie potrafi tego zrozumieć.

Próbowałam z nim rozmawiać, a on mi ciągle wmawia, że go zdradziłam, a nic takiego nie miało miejsca. Z każdym dniem jest mi coraz gorzej, dzień w dzień płaczę, nie wychodzę z domu i ciągle wydaje mi się, że zaraz przyjdzie, zadzwoni a tu nic.

Już nie wiem co mam robić, to wszystko tak boli, że już nie mam ochoty żyć. Nie wierzę w to, że przestał mnie kochać w ciągu krótkiej chwili.Chcę to wszystko uratować, tylko jak ?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Odejść czy dać mu szansę?

Nawet nie wiem jak mam zacząć pisać. Mam 23 lata. We wrześniu minie rok jak powiedzieliśmy sobie z mężem sakramentalne "tak". Przed ślubem byliśmy razem 3,5 roku. Jeszcze nikomu tego nie mówiłam ani z nikim nie rozmawiałam - tylko teściowie...

Nawet nie wiem jak mam zacząć pisać. Mam 23 lata. We wrześniu minie rok jak powiedzieliśmy sobie z mężem sakramentalne "tak". Przed ślubem byliśmy razem 3,5 roku. Jeszcze nikomu tego nie mówiłam ani z nikim nie rozmawiałam - tylko teściowie wiedzą, że ostatnio między nami nie jest za dobrze. Po raz już kolejny myślę o odejściu od męża.

W tamtym roku mąż stracił pracę i przez 6 m-cy siedział w domu był nerwowy, czepiał się o wszystko, zaczął częściej pić - jak tylko coś powiedziałam tłumaczył się tym, że męczy go brak pracy, że cały czas o tym myśli i tylko tak może się odstresować, Myślałam wtedy, że powinnam dać mu spokój, bo ma ciężki okres, i że ma prawo czasem zrobić mi o coś kazanie. Kiedy nareszcie poszedł do pracy byłam zadowolona, było prawie dobrze, ale znowu się zaczęło - ciągle jest zmęczony, robi mi wymówki, nie przytula, nie całuje, a sex jest taki mechaniczny, że jak dla mnie nie ma tam żadnego uczucia.

Najgorsze jest to, że codziennie o coś dostaję - a to że nie zamknęłam szyb w aucie, że nie wzięłam telefonu schodząc na dół, że poszłam za późno się kąpać. Nie liczy się z moim zdaniem, nigdy nie uznaje mojej racji, długo by jeszcze opowiadać. Czuje że w tym związku się dusze, nie wychodzę z domu, bardzo rzadko spotykam się z koleżankami i tylko wtedy mogę naprawdę być sobą, jak jestem sama jak go niema. Dodam też, że nie mogę wychodzić na całą noc ani nie mogę nigdzie nocować - cały czas muszę siedzieć w domu.

Wczoraj nawet dosłało mi się, że jestem za gruba, że powinnam bardziej o siebie dbać, a ważę 53 kg i wszyscy inni twierdzą, że jestem szczupła. Chciałaby od niego odejść, ale się boje. Myślę sobie, że może to tylko chwilowy kryzys i powinnam poczekać z 6 m-cy - możne wszystko będzie ok.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Miłość czy rozsądek?

Mam 36 lat i tkwię od 7 lat w związku z mężczyzną, który nie spełnia moich potrzeb. Nie osiągnęłam nic. Mój partner ma 43 lata. Nie dał mi dziecka, o które właściwie to ja się staram bezskutecznie, oboje się badaliśmy...

Mam 36 lat i tkwię od 7 lat w związku z mężczyzną, który nie spełnia moich potrzeb. Nie osiągnęłam nic. Mój partner ma 43 lata. Nie dał mi dziecka, o które właściwie to ja się staram bezskutecznie, oboje się badaliśmy i rzekomo wszystko jest dobrze. Problemem jest to że, to ja muszę zabiegać o zbliżenie. On rzadko czuje potrzebę kochania się.

Oboje pracujemy, ale nie starcza coraz częściej na opłaty. Mieszkamy w mieszkaniu po zmarłej babci, które i tak musimy opuścić, gdyż walka o wykup na własność skończyła się niepowodzeniem i wyrokiem sądu. Otrzymałam socjal tylko na siebie.Boję się dnia przeprowadzki gdyż nie wiem jaka to będzie dzielnica i w jakim stanie będzie to mieszkanie. Nie stać nas nawet na przeprowadzkę i transport.

Najgorsze jest jednak to, że pieniądze, które miałam przeznaczone na wykup mieszkania, dałam na przechowanie mojej mamie,a teraz, kiedy są mi potrzebne, to nie mogę ich odzyskać, gdyż mama bez mojej wiedzy wydała je na swoje zadłużone mieszkanie. Wiem, że nie ma możliwości mi oddania. Ale jest to matka - musiałam jej wybaczyć. Mój partner wini mnie o to i naciska regularnie, żebym wpłynęła na nią, żeby wzięła kredyt ,choć nie dostanie go nigdzie bo sama spłaca 3 kredyty.

Chłopak straszy mnie, że wynajmie ludzi ściągających długi, wyzywa matkę od złodziei i oszustów. Co mam robić? Myślę coraz częściej o rozstaniu i ułożenia sobie życia z byłym chłopakiem, którego zostawiłam dla obecnego. Finansowo na pewno byłoby mi z nim lepiej, jest ugodowy, ale nie kocham go, może... Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To depresja czy uczucia?

Cześć. Wczoraj, gdzieś o 22.30, chłopak na takiej stronce ze mną zerwał. Mam tylko 12 lat i gdy mu napisałam, że on chyba ma mnie gdzieś zerwał ze mną, od tego czasu mało jem, płaczę i nie śmieję się,...

Cześć. Wczoraj, gdzieś o 22.30, chłopak na takiej stronce ze mną zerwał. Mam tylko 12 lat i gdy mu napisałam, że on chyba ma mnie gdzieś zerwał ze mną, od tego czasu mało jem, płaczę i nie śmieję się, jestem przygnębiona i zmęczona.

Musiałam odkłamać rodziców, że niby mnie nie przytulają itp., bo myśleli, że mam jakiś problem, ale im o tym nie powiem nigdy w życiu, nawet znalazłam nowego chlopaka, ale nie kocham go. Podobno jak z nim chodziłam był w szpitalu, później wyszedł i miał nogę w gipsie. Czy to mój błąd i czy mam depresję po rozstaniu? PROSZĘ O POMOC!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego zdradziłem?

Mam na imię Marcin, mam 22 lata i jestem, a raczej byłem w 5-letnim związku. Nie potrafię sam sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zdradziłem. Wszystko zaczęło się w styczniu tego roku. Na portalu jakleci.pl poznałem pewną kobietę,  Anię, ...

Mam na imię Marcin, mam 22 lata i jestem, a raczej byłem w 5-letnim związku. Nie potrafię sam sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zdradziłem. Wszystko zaczęło się w styczniu tego roku. Na portalu jakleci.pl poznałem pewną kobietę,  Anię,  29-latkę z dwójką dzieci.  Na początku mieliśmy kontakt tylko w internecie, później telefon. 

W marcu tego roku wyjechałem w pracy w delegację. Cały miesiąc pisałem z tą drugą, a jednocześnie z moją ukochaną Pauliną. Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego, gdy zjeżdżałem do domu pojechałem do niej.  Fakt, że trochę wypiłem alkoholu, ale pojechałem do tej drugiej, nie do ukochanej, która czekała cały miesiąc na mnie. Jest mi ciężko nawet pisać. Czuję straszne wyrzuty sumienia, okropny ból w sercu.

To był czwartkowy wieczór, gdy do niej przyjechałem. Najpierw rozmowa, ale zrobiło się ciemno, późno, była godzina gdzieś 23 -  zaczęliśmy się całować i wiadomo jak się skończyło. Gdy wstałem rano po prostu uciekłem stamtąd. Chciałem cofnąć czas, dręczyły mnie myśli. Przecież Paulina na mnie czeka, co ty zrobiłeś, jak jej to teraz powiedzieć... Wsiadłem do autobusu. Paulina miała praktykę. Po drodze ochłonąłem i stwierdziłem, że na razie nic nie powiem.

Kupiłem kwiaty i poszedłem, jakby nigdy nic do niej. Przywitaliśmy się, wręczyłem kwiaty, mówiłem jak bardzo tęskniłem, zachowywałem się jakby nigdy nic się nie stało. Chciałem jak najszybciej zapomnieć o tej drugiej, lecz ona na to nie pozwoliła - pisała do mnie sms, dzwoniła, straszyła, że powie Paulinie. Wystraszyłem się. Pisałem z nią, flirtowałem. Paulinie nic nie powiedziałem. Za żadne skarby świata nie dałem nic po sobie poznać.

Byłem w domu tydzień i znów wyjechałem na cały kwiecień. Nadal utrzymywałem kontakt z tą drugą w obawie, żeby się nie wydało. Wróciłem 1 maja. Wszystko było dobrze, ale nie wytrzymałem. 19 maja w nocy przyznałem się Paulinie co zrobiłem. Nie potrafiłem z tym żyć. Paulina się totalnie załamała, znienawidziła, czuła obrzydzenie. Ja zmieniłem numer, zerwałem kontakt z tą drugą. Paulina powiedziała, że nie kocha mnie już. Byliśmy razem 5 wspaniałych lat, od roku mieszkaliśmy już sami, we własnym mieszkaniu. Razem próbowaliśmy to naprawić, lecz nie udalo się.

14 czerwca Paulina się wyprowadziła do brata. Jest mi bardzo ciężko, nie potrafię żyć bez tej kobiety. Wracam do domu, czuję pustkę i żal. Zamykam oczy - widzę ją i czuję. Nie zerwaliśmy ze sobą kontaktu, piszemy i dzwonimy do siebie. Bardzo mi zależy na tym związku, by go odbudować, zacząć na nowo. Chcę się dla niej zmienić, lecz nie radzę sobie sam. 4 dzień jestem w domu. Gdy jestem w pracy mogę powiedzieć, że jest dobrze, ale gdy wracam, a tu jest pusto, nie ma jej zaczynam płakać, dzwonić do niej, żeby wróciła.

Płaczę jak małe dziecko, nie potrafię spać, chcę, żeby ktoś mi pomógł, powiedział, co mam dalej robić, jak żyć, jak to naprawić, gdzie szukać wsparcia, pomocy... Proszę o pomoc. Z dnia na dzień jest mi coraz gorzej, parzę sobie melisę, zażywam tabletki na uspokojenie... Naprawdę nie daję rady. Proszę o pomoc. Czuję ogromny ból, chcialbym cofnąć czas. Naprawdę ją kocham. Ta miłość jest silniejsza ode mnie. Nie umiem nad tym zapanować. Zadręcza mnie pytanie, dlaczego to zrobiłem. Nie umiem sobie odpowiedzieć. Przecież niczego mi nie brakowało, kochaliśmy się. Nie wiem...

Jak walczyć z myślami samobójczymi po rozstaniu?

Witam. Mam 17 lat i jestem tu po raz pierwszy, nie wiem za bardzo od czego zacząć. Mam myśli samobójcze przez byłą dziewczynę. Chodziłem z nią ponad dwa lata i tak z dnia na dzień wszystko sie zepsuło :( Tęsknię...

Witam. Mam 17 lat i jestem tu po raz pierwszy, nie wiem za bardzo od czego zacząć. Mam myśli samobójcze przez byłą dziewczynę. Chodziłem z nią ponad dwa lata i tak z dnia na dzień wszystko sie zepsuło :( Tęsknię za nia bardzo mocno i mi strasznie jej brakuje. Już nie jesteśmy razem 4 tygodnie i od tej pory, jak nie jesteśmy razem, mam myśli samobójcze i już nie wiem co mam ze sobą robić ;( Proszę, pomocy! ;(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przekonać męża?

Krótko i na temat: mąż chce mnie zostawić, jest wobec mnie obojętny, a jednocześnie nienawidzi mnie. Mamy dziecko. Mąż przebywa za granicą od urodzenia małego (jakieś 2,5 roku), po drodze mieliśmy dużo problemów z mieszkaniem, z pieniędzmi. On mnie zaniedbywał,...

Krótko i na temat: mąż chce mnie zostawić, jest wobec mnie obojętny, a jednocześnie nienawidzi mnie. Mamy dziecko. Mąż przebywa za granicą od urodzenia małego (jakieś 2,5 roku), po drodze mieliśmy dużo problemów z mieszkaniem, z pieniędzmi.

On mnie zaniedbywał, nie wysyłał czasem pieniędzy, okłamywał i miał gdzieś moje potrzeby, ja go zdradziłam. Żałuję. To było jednorazowe. Chodziłam ze znajomymi na imprezy, kłóciłam się z nim jak był w Polsce. Wiem jakie popełniłam błędy i nie potrzebuję, żeby mnie ktokolwiek biczował. Sama i tak zbieram już "plony".Sęk w tym, że mamy dziecko i ja bardzo kocham męża. Nie potrafiłabym żyć normalnie bez niego, strasznie mi ciężko.

Mąż nie chce ze mną być. Mówi, że chce być wolny, ale czuję, że tam może ktoś jednak mieć na niego jakiś wpływ. Chciałabym przekonać upartego męża do terapii, żebyśmy spróbowali raz jeszcze. Potrafimy ze sobą rozmawiać, ale zazwyczaj to ja jestem spokojniejsza. Mąż ma dużo żalu do mnie o wszystko.

Chciałabym go przekonać, że warto spróbować. Porozmawiać nim - ale już wiem, jak będzie ta rozmowa wyglądać: ja będę płakać, on będzie krzyczał, że mnie nienawidzi, że ma dosyć bycia ze mną. Brałam już go na dziecko, nawet prosiłam, żebyśmy spróbowali dla synka - zezłościł się, że dziecko w to wplątuję, ale jak mam nie wplątywać, skoro to ono później będzie cierpiało, że nie ma pełnej rodziny?!

Błagam, dajcie jakiś pomysł, nakreśliłam wam sytuację jak najbardziej szczegółowo. Ja chcę go tylko przekonać, żeby wrócił z Holandii i udał się ze mną na terapię rodziną. Jak mogę mu to powiedzieć, żeby się zdecydował?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinam dalej być z moim mężem?

Mam 30 lat. Od 5 lat jestem w związku małżeńskim. W trakcie trwania naszego małżeństwa mąż mnie zdradził. Ze związku z inną kobietą na 2-letniego syna. Testy DNA potwierdziły jego ojcostwo. Mąż stwierdził jednak, że nadal chce być ze mną,...

Mam 30 lat. Od 5 lat jestem w związku małżeńskim. W trakcie trwania naszego małżeństwa mąż mnie zdradził. Ze związku z inną kobietą na 2-letniego syna. Testy DNA potwierdziły jego ojcostwo. Mąż stwierdził jednak, że nadal chce być ze mną, ale nadal zaniedbuje nasze małżeństwo - wypady z kolegami na piwo, niemal co wieczór; kiedy zaproponowałam, żebyśmy umówili się na randkę tak jak przed ślubem - to mnie wyśmiał i powiedział, że "nie zabiera się drzewa do lasu" i na randki to się chodzi, żeby "wyrwać chwasta".

Kiedy zwróciłam mu uwagę, żeby pomógł mi zanieść zakupy z samochodu do domu, i czemu pozwala, aby kobieta nosiła za nim siatki i do tego otwierała mu drzwi - to wydarł się "no i co jeszcze... nie za dobrze ci?" I tak dalej, po prostu ręce opadają... On twierdzi, że wszystko co mamy, to dzięki niemu, a moja praca się nie liczy, choć pracuję na cały etat w dużej firmie, przynoszę do domu wypłatę, prowadzę firmę (sklep spożywczy), w którym on pracuje - ale i tak po pracy jeżdżę do sklepu, żeby zrobić zamówienia, przyjąć dostawy, posprzątać, umyć lodówki, dołożyć towar na półki i obsługiwać klientów, bo on musi odpocząć, czytaj: pobyć sobie z kumplami.

Mąż do tej pory nie wyjaśnił mi, co jego zdaniem jest z naszym związkiem nie tak, co pchnęło go do zdrady. Przed ślubem byliśmy ze sobą 5 lat i nic nie wskazywało na taki obrót sprawy - był czuły, cały wolny czas spędzaliśmy ze sobą, razem chodziliśmy do kina, odwiedzaliśmy dziadków, chodziliśmy na spacery. Dzisiaj nie mamy dzieci, mamy tylko psa. Mąż kupił szczeniaczka, mimo, iż prosiłam, żeby sie jeszcze nad tym zastanowił (mieszkaliśmy u jego rodziców, a jego ojciec nie cierpi zwierząt w domu). O psa nie dba, nie pamięta o spacerach, karmieniu, nalaniu wody do miski, kąpaniu, szczepieniach - sama muszę się zajmować naszą sunią.

Nie interesuje się dzieckiem, ale też nie jest zainteresowany budowaniem dobrych relacji ze mną - muszę przypominać mu o moim istnieniu. Nadal mają miejsce wypady z kolegami wieczorami, do późnej nocy, zupełnie nie interesuje się domem, mną, niezbyt poradnie wychodzi mu praca w naszej firmie - mimo, iż pracuję na etat, po pracy wracam do naszego sklepu, aby przygotować zamówienia, dołożyć towar na półki, przyjąć dostawy na magazyn, posprzątać…

Ta cała historia ze zdradą oraz list z wynikami testów DNA doprowadziły mnie do depresji. W wieku 30 lat mam siwe włosy, trzy tygodnie temu rozpoczęłam leczenie - psychiatra zapisała mi S***, potrzebuję wsparcia psychoterapeuty (umówiłam się na wizytę u psychologa – za dwa tygodnie). Powiedziałam mężowi o mojej depresji. Poprosiłam o pomoc i jego udział w psychoterapii i codzienne wsparcie. Powiedział, że jak mi dolega coś na główkę to nie zamierza brać udział w jakimś cyrku i stwierdził, że cała moja rodzinka jest jakaś psychiczna (u mojej siostry lekarz stwierdził schizofrenię (siostra leczyła się, niedawno wróciła ze szpitala i leczy się w domu).

Nie daję sobie rady w budowaniu od nowa relacji z mężem,nie mam siły na rozwód… Całą sprawę utrzymuję w tajemnicy przed moją rodziną, bo wiem, że zaczęłoby się piekło, a nie mam na to siły… Co powinnam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Rzuciła mnie. Co robić?

Witam. Spotykałem się z osobą, ktorą kocham. Poświęciłem się dla niej całkowicie, zależało/zależy (?) mi na niej nieziemsko (i to jest mój błąd). Niestety, byłem na jej każde zawołanie. Wreszcie usłyszałem magiczne "zostańmy przyjaciółmi". Popełnilem kolejny błąd dając jej...

Witam. Spotykałem się z osobą, ktorą kocham. Poświęciłem się dla niej całkowicie, zależało/zależy (?) mi na niej nieziemsko (i to jest mój błąd). Niestety, byłem na jej każde zawołanie.

Wreszcie usłyszałem magiczne "zostańmy przyjaciółmi". Popełnilem kolejny błąd dając jej do zrozumienia, że to był dla mnie ogromny cios. Wiem, że jej na mnie też zależy (jednak w innym wymiarze). Chciałbym z nią być, widzimy się siłą rzeczy parę razy w tygodniu, mamy mnóstwo wspólnych znajomych.

Wszystko to łączy się z depresją - nie mogę się na niczym skupić, myślę o niej non stop. Nie wiem jak się zachowywyać. Jakie podjąć kroki? Proszę o radę, Anonim, l. 20.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy duża różnica wieku przeszkadza w związku?

Poznałm takiego fajnego faceta, dogadujemy się nieźle, jest super, ale także jest jakieś "ale", jak zawsze jest problem -on jest dużo ode mnie starszy i to jest najgorsze.Ja mam 15 lat, a on 21 i to jest strasznie duża różnica...

Poznałm takiego fajnego faceta, dogadujemy się nieźle, jest super, ale także jest jakieś "ale", jak zawsze jest problem -on jest dużo ode mnie starszy i to jest najgorsze.Ja mam 15 lat, a on 21 i to jest strasznie duża różnica wieku...

Spotykamy się, przytulamy, całujemy, ale to nie jest związek... Sama nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, dlatego chciałbym się poradzić czy ciągnąć to dalej, bo fakt, zależy mi i podoba mi się starsznie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z uzależnieniem od chłopaka?

Mam 17 lat. Od 3 lat mam chłopaka, który jest moim pierwszym. Zawsze były kłótnie, ale jakoś mijały, raz gorzej raz lepiej - jak to bywa w związku... Od pewnego czasu dochodzi do rękoczynów. On chce odejść ode...

Mam 17 lat. Od 3 lat mam chłopaka, który jest moim pierwszym. Zawsze były kłótnie, ale jakoś mijały, raz gorzej raz lepiej - jak to bywa w związku... Od pewnego czasu dochodzi do rękoczynów. On chce odejść ode mnie i ja też chcę odejść od niego, ale jakoś nie możemy. Spotkamy się i wszystko wraca.

Gdy jestem bezsilna, podejmuję próby samobójcze, krzyczę, biorę tabletki, ciągle płaczę i nic nie jem, a uspokajam się tylko wtedy, gdy się pogodzimy. Wiem, że ze mną coś jest nie tak. Kiedy rozstaliśmy się jakiś rok temu na miesiąc, to ciągle płakałam, nie wychodziłam z domu, cały czas byłam samotna. Boję się samotności. Wszyscy mowią, że możesz mieć innego, będziesz szczęśliwa, ale ja nie mogę patrzeć na innych facetów.

Nie wiem co mam robić, to toksyczny związek, a ja go tak cholernie kocham, mimo że czuję się jak totalna szmata. Wszystko mi go przypomina. Cierpimy oboje psychicznie i fizycznie. Pomocy :(

Jak żyć z chorobliwą zazdrością?

Mam pewien problem. Czuję że jestem chorobliwie zazdrosna o mojego chłopaka. Zawsze muszę wiedzieć co robi, gdzie jest, z kim jest, z kim rozmawia/rozmawiał na gg, nie pozwalam mu rozmawiać z innymi dziewczynami, a jak już rozmawia to czuję się...

Mam pewien problem. Czuję że jestem chorobliwie zazdrosna o mojego chłopaka. Zawsze muszę wiedzieć co robi, gdzie jest, z kim jest, z kim rozmawia/rozmawiał na gg, nie pozwalam mu rozmawiać z innymi dziewczynami, a jak już rozmawia to czuję się gorsza, czuję się jakby mnie miał zostawić.

Nie mogę znieść, gdy na ulicy patrzy się za innymi kobietami, chociaż on mowi, że tego nie robi. Nawet sama myśl, że widzi jakąś reklamę kobiety w bieliźnie w internecie sprawia, że się załamuję. Tak samo jak w telewizji - teledyski, reklamy itd. Pomóżcie, co mam zrobic? On jest cały czas na mnie zły, mówi że ze mną nie wytrzyma jak tak dalej będzie. Ale ja go kocham. Pomóżcie!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić, żeby zacząć żyć normalnie?

Jeszcze miesiąc temu byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Dwoje dzieci, praca i cudowny partner. I właśnie ten cudowny partner z dnia na dzień stwierdził, że musi przemyśleć jakie życie chce dalej prowadzić - czy chce żyć jak kawaler itd. Poznał...

Jeszcze miesiąc temu byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Dwoje dzieci, praca i cudowny partner. I właśnie ten cudowny partner z dnia na dzień stwierdził, że musi przemyśleć jakie życie chce dalej prowadzić - czy chce żyć jak kawaler itd. Poznał nową kobietę, a mnie cały czas mówi, że jego uczucia do mnie się nie zmieniły.

Muszę powiedzieć, że przez 4 lata rozumieliśmy się prawie bez słów, kontaktowaliśmy się niemalże codziennie. Jeszcze w czwartek mieliśmy plany na wakacje, na życie, a w piątek to wszystko się skończyło. Od miesiąca żyję w innej rzeczywistości, przestałam jeść - z nerwów, zawsze tak mam, tylko po raz pierwszy tak długo.Powiem, że to wydarzenie przeżywam bardziej, niż śmierć mojej mamy. Może wielu to zszokuje, ale piszę szczerze, żeby oddać cały ból, rozpacz, stan w jakim jestem.

O niczym innym nie myślę, tylko czy on wróci. Najbardziej szkoda mi moich dzieci, bo je zaniedbuję i nie potrafię tego zmienić. Najgorsze są ranki, bo nie mogę wstać, brakuje mi jakichkolwiek chęci do działania. Zmuszam się, np. pójścia na firmową kolację, jakieś odruchy samozachowawcze chyba zostały, ale z przyjemnością myślę o śmierci.

Dzieciom i tak będzie lepiej u ojca niż u rozchwianej emocjonalnie matki. Naprawdę najbardziej teraz lubię spać, a nie lubię się budzić, może... Trochę się jednak boję i jeszcze jest ten moment, gdy chcę zmienić myślenie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Żona mnie zostawiła. Co mam robić?

Nie wiem co robić. Mam 41 lat, byliśmy w związku 6 lat, mamy wspaniałą córeczkę, którą kocham ponad życie. Teraz ona mi to wszystko zabrała, wyjeżdża 500 km ode mnie. Twierdzi, że nam nie wyszło, nie bierze pod uwage moich...

Nie wiem co robić. Mam 41 lat, byliśmy w związku 6 lat, mamy wspaniałą córeczkę, którą kocham ponad życie. Teraz ona mi to wszystko zabrała, wyjeżdża 500 km ode mnie.

Twierdzi, że nam nie wyszło, nie bierze pod uwage moich uczuć i tego, że to ja większość czasu poświęcałem dziecku (ona pracowała w knajpie, ja pracuję w firmie państwowej). Dziecko jest bardzo związane ze mną, a teraz zostaję sam. Nie mogę sobie z tym poradzić, nerwy mi siadają, nie mogę znaleźć sobie miejsca, nie śpię po nocach, bo ciągle myśle o nich. Próbowałem z nią rozmawiać, prosić, abyśmy spróbowali zacząć od nowa, ale bez skutku. Myślę, że ma kogoś, bo ostatnimi czasy poźno wracała do domu, czasami nad ranem, bez słowa wyjaśnienia. Raz mnie zdradziła, ale wybaczyłem jej i chyba to nie było dobrze.

Proszę o pomoc. Co mam robić, żeby nie zwariować, żeby mi serce nie pękło? Ja już nie mam siły, ciągle myślę o tym i to mnie dobija, a nie potrafię o tym zapomnieć. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Anna Ręklewska
Mgr Anna Ręklewska
Patronaty