Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak sobie poradzić z napadami chorobliwej zazdrości?

Witam. Piszę w sprawie, która jest strasznie dla mnie męcząca. Mianowicie jestem chorobliwie zazdrosna o swojego chłopaka. Znamy się długo, jesteśmy ze sobą od paru miesięcy. Kocham go i wiem, że naprawdę mogę być już z nim na zawsze, a...

Witam. Piszę w sprawie, która jest strasznie dla mnie męcząca. Mianowicie jestem chorobliwie zazdrosna o swojego chłopaka. Znamy się długo, jesteśmy ze sobą od paru miesięcy. Kocham go i wiem, że naprawdę mogę być już z nim na zawsze, a on nie raz zapewniał, że też mnie kocha i w to wierzę. 

Nie wierzę tylko w to, że mnie nie zdradzi. Jestem bardzo nieufna i podejrzliwa, gdy idzie na imprezę, czuję się jak gdyby szedł tam żeby się ode mnie wyrwać i w końcu „zabalować” z kolegami,a co za tym idzie - i z koleżankami. Wtedy miewam stany lękowe, od razu chce mi się płakać i w ogóle nie mogę skupić się dosłownie na niczym. Dochodzę wtedy do wniosku, że po prostu mu nie wierzę, że nasz związek nie ma sensu skoro on jest nie fair w stosunku do mnie, a ja nie mogę mu ufać.

Nie wierzę ani w jego zapewnienia o miłości, ani w to, że siedzi na imprezie grzecznie z kolegami. Od razu staje mi przed oczami jak bawią się z dziewczynami i mój chłopak zupełnie o mnie nie myśli, tak jakbym nie istniała. Czuję się jakbym była tylko „zapełnieniem czasu” gdy jest mu nudno. Nigdy nie zrobiłam mu awantury przez zazdrość, bo wiem, że to wcale nie pomaga, wręcz wystrasza chłopaka. Zazwyczaj próbuję to zdusić w sobie i przeczekać „napad”, lecz jest mi bardzo ciężko (teraz piszę właśnie po takim napadzie).

Najgorsze jest to, że co by nie mówił, "ja swoje wiem" i nie udaje mi się przekonać do tego, że jednak możemy być szczęśliwi a on mnie nie zdradzi. Pozdrawiam i proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić po rozstaniu z dziewczyną?

Witam. W swoim życiu przechodzę teraz bardzo trudny okres. Mianowicie mam 16 lat i do szaleństwa byłem zakochany w pewnej dziewczynie, z którą chodzę do jednej klasy od podstawówki (9 lat). Kiedyś byliśmy parą, ale to było dawno temu, jeszcze...

Witam. W swoim życiu przechodzę teraz bardzo trudny okres. Mianowicie mam 16 lat i do szaleństwa byłem zakochany w pewnej dziewczynie, z którą chodzę do jednej klasy od podstawówki (9 lat). Kiedyś byliśmy parą, ale to było dawno temu, jeszcze w podstawówce. Kiedy teraz mam opuścić szkolne mury i myślę, że to może być koniec naszej znajomości, to wydaję mi się, że oszaleję! Teraz zrozumiałem jak wiele dla mnie znaczy. Wszystko zaczęło do mnie dochodzić, ale jest już za późno.

W kwietniu powiedziałem jej co czuję. Ona parę dni później powiedziała mi, że nic z tego nie będzie, ale ostatnio przez pewną rozmowę, pojawiła się bliskość i zaczęliśmy się całować. Następnego dnia paczką wybraliśmy się na spacer po naszym pięknym mieście. Gdy ją odprowadziłem sytuacja się powtórzyła. Następnego dnia, kiedy się spotkaliśmy wraz z jej przyjaciółką (jednocześnie jest to moja kuzynka) nie odezwała się do mnie praktycznie ani słowem. W poniedziałek powiedziała mi, że wszystko przemyślała i uważa, że nic z tego nie będzie. Zamknąłem się w sobie.

Nie wiem, co mam robić. Zawsze byłem energicznym, pełnym poczucia humoru facetem, ale od ostatniego czasu nie czuję chęci życia, woli walki. Wszystko mnie przytłacza . Myślałem nawet, żeby skończyć ze sobą raz na zawsze, że tak będzie lepiej. Do tej pory nie dochodzi do mnie, dlaczego tak się stało. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego on milczy?

Hej, nie wiem, co robić, może mi pomożecie... Ponad pół roku temu na czateri poznałam chłopaka, spodobaliśmy się z wyglądu. On chciał się spotkać, ale ciągle odmawiałam, ponieważ nie spodobał mi się na tyle, żebym z nim się miała spotkać....

Hej, nie wiem, co robić, może mi pomożecie... Ponad pół roku temu na czateri poznałam chłopaka, spodobaliśmy się z wyglądu. On chciał się spotkać, ale ciągle odmawiałam, ponieważ nie spodobał mi się na tyle, żebym z nim się miała spotkać. Trochę pisaliśmy, ale nie pamiętam, kiedy kontakt się urwał.

Dwa miesiące temu jakoś zobaczyłam go na nk i pomyślałam, że napiszę do niego na gg co słychać. Okazało się, że miał problemy z kompem i lista osób mu przepadła na gg. Dziękował, że się odezwałam i takie tam (to było rano). Po południu sam mnie pierwszy zaczepił, ale ja jakoś go olałam – wtedy przyszła moja koleżanka, więc za bardzo też i nie mogłam z nim pisać.

Kilka dni mieliśmy przerwę. I znowu pierwszy się odezwał, ale ta rozmowa była już inna. Zaczął mi się podobać jako chłopak. W tym samym czasie on poczuł to co ja, sam mi pierwszy o tym napisał, i od tamtej pory było super. Tydzień przed spotkaniem codziennie dzwonił, czasami po dwa razy. No i bardziej zafascynowani byliśmy sobą. Mamy po 25 lat, a zaczęliśmy się za sobą uganiać jak dzieciaki. Po miesiącu w końcu się spotkaliśmy. Był zachwycony, ja zresztą też (oboje inaczej wyglądamy niż na fotkach), ale sama rozmowa i atmosfera była miła.

Zaprosił mnie do knajpki na kawę, siedział blisko mnie, patrzył się w oczy, po jakimś czasie postanowiliśmy się przejść po mieście. Niespodziewanie wziął mnie za rękę i nie chciał puścić (dla mnie to było trochę za szybko jak na pierwszą randkę), ale nie chciał puścić. Idąc, patrzył mi prosto w oczy (często patrzył, prawie cały czas), byłam zachwycona, (nie było pocałunku, bo oboje sądzimy, że na pierwszej randce jest na to za wcześnie, chociaż oboje coś do siebie czuliśmy – tak powiedział).

Po spotkaniu napisał mi SMS-a, że dziękuje, że pojawiłam się w jego życiu. Pisaliśmy na gg, dzwonił przed snem. Następnego dnia zaczepił mnie na gg – było normalnie, zapytał kiedy się widzimy, powiedziałam, że kiedy on chce, zaproponował, że dzisiaj, ja odpisałam, że niestety ale nie mogę, ponieważ kończę pisanie mgr i że mi pasuje czwartek, powiedział okej, ale już było inaczej. Zapytał, czy ja o nim myślę, odpisałam, że tak, on napisał, że tęskni, a ja zapytałam, czy o mnie też myśli, powiedział "tylko ty".

Byłam zajęta poprawianiem pracy, że nie pomyślałam tylko walnęłam, że skoro tylko ja myślę, to po co za mną tęsknisz. I tym go tak bardzo uraziłam, że powiedział, że nie wie, czy ta znajomość ma sens skoro ja zadaję dziwne pytania. Wyobrażacie sobie – mój prawie ideał, chłopak z moich marzeń pół godziny wcześniej pisze, że chce ze się spotkać, a później, że nie wie, czy ta znajomość ma sens, ponieważ źle go zrozumiałam.

Nie odzywał się, nawet nie pożegnał się ani nie zadzwonił. Następnego dnia sam napisał, ja byłam uparta i się pierwsza nie odzywałam. Napisał „hej”, a ja „hej”. Złość przeszła, a on, że nie i nie wie, czy ta znajomość ma dalej sens, i więcej słowem nie napisał. W środę napisałam mu, że jest dziwny i takie tam. W piątek dopiero zadzwonił z podniesionym głosem, że myśli dalej, co z nami będzie, bo dla niego to szkoda czasu skoro mam się czepiać głupot, że zachowuje się jak dziecko, a ja powiedziałam mu, że po prostu źle go zrozumiałam, a on, że tak napisał, bo miał na myśli, że tylko ja jestem ważna w jego życiu.

Miał się odezwać, ale odezwał się dopiero we wtorek, jak napisałam do niego SMS-a. Wyjaśniliśmy to sobie i powiedział, że jednak chce się odzywać i zaproponował spotkanie. Mogłam w czwartek i tak się umówiliśmy. Na pytanie dlaczego się nie odzywał, powiedział, że na mnie czekał, a jak powiedziałam, że nie lubię się narzucać, to odpowiedział, że on też nie. Więc w środę postanowiłam zadzwonić, nie odebrał tel., wieczorem napisałam, co słychać, nie odpisał. Więc napisałam SMS-a, że jego zachowanie jest dziwne, że chyba sam nie wie czego, chce i ciekawe, co będzie jutro... A on nic.

W czwartek rano napisał mi, że sorry, ale dzisiaj nie masz czasu dla ciebie, sorki:( odpisałam, że tak bywa, że nie masz czasu dla mnie, ciekawa jestem, czy jeszcze się spotkamy – może źle napisałam, nie po jego myśli, więc za jakiś czas mu napisałam raz jeszcze, że jak będzie miał czas, to żeby dał znać. A on nic. Wieczorem był na gg słowem się nie odezwał, napisałam za namową kuzynki „hej jesteś na gg, a słowem się nawet nie odezwiesz, jak ja mam to rozumieć, odpisz jeżeli to nie problem”. Źle zrobiłam że to napisałam. Nie odzywa się do dnia dzisiejszego. Nie usunął mnie też z nk.

Wczoraj też był na gg, więc postanowiłam napisać, bo pomyślałam sobie, że może czeka na mój ruch. W sumie to tydzień dzisiaj jest jak milczy. I tak napisałam "Siema, żyjesz? 15:11:43 he, he no tak najpierw piszesz, a później milczysz. Fajne bajeczki opowiadasz – poważnie... Gdybym wiedziała, że tak zakończysz znajomość, to bym sobie głowy tobą nie zawracała, a tak kurczę, jeszcze się spotkaliśmy, no trudno myślałam, że należysz do innych chłopaków, ale widać, że się pomyliłam. Już nigdy się nie odezwie. Papa." i też nic nie odpisał, dzisiaj był rano, ale słowem się nie odezwał:(

Jak ja mam rozumieć takie zachowanie? Dlaczego dzwonił, że jednak chce utrzymywać kontakt, a później odstawia takie cos, dla mnie to jest nie normalne, czyżby faktycznie oszukiwał mnie? Ale jak można okłamywać kogoś, patrząc mu cały czas w oczy? Błagam pomóżcie, bo zwariuję. Ja jestem tak nim zauroczona, że zwariuję, jak tak dalej będzie milczał:(

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Małgorzata Salamon
Dr n. med. Małgorzata Salamon

Duża różnica wieku w związku - co robić?

Jestem z 22-letnim mężczyzną, a sama mam 15 lat... On nie jest pedofilem i nie zależy mu na stosunku ze mną. Jestem z nim kilka miesięcy i jest nam dobrze. Rodzice nic nie wiedzą, bo by mi zabronili na ten związek. Czy ten związek jest normalny? POMOCY :(
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie wiem, czy zerwać z chłopakiem...

Witam, mam jeden problem z chłopakiem. Jestem z nim już 2 miesiące i nie umiem mu do tej pory zaufać, strasznie mnie to męczy. Jak z nim rozmawiałam na ten temat to podchodził do tego bardzo tak olewająco, tak ja...

Witam, mam jeden problem z chłopakiem. Jestem z nim już 2 miesiące i nie umiem mu do tej pory zaufać, strasznie mnie to męczy. Jak z nim rozmawiałam na ten temat to podchodził do tego bardzo tak olewająco, tak ja by słuchał, ale wypuszczał wszystko drugim uchem.

Kocham go, ale jest mi źle poniekąd, po prostu sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Nawet ciężko mi jest to wszystko wytłumaczyć. Koleżanki mi mówią, że jest we mnie bardzo zakochany i ja tego nie widzę, żartuję sobie ze mnie, a mi jest przykro z tego powodu, bo ja czegoś takiego nie robię.

Zresztą towarzystwo jego kolegów mi nie odpowiada, źle się czuję, jeżeli jestem z nim i jego kolegami, a jak jesteśmy sami, to jest inaczej. Ale widzę, że to już jest takie bardzo naciągane. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego odszedł bez słowa?

Witam:( Byliśmy ze sobą 1,5 roku, między nami bywało różnie, ale jakoś się kręciło. Ja bardzo go pokochałam, on twierdził to samo, że kocha mnie na zabój. Dla niego odeszłam od mężczyzny, z którym byłam 8 lat, a on od...

Witam:( Byliśmy ze sobą 1,5 roku, między nami bywało różnie, ale jakoś się kręciło. Ja bardzo go pokochałam, on twierdził to samo, że kocha mnie na zabój. Dla niego odeszłam od mężczyzny, z którym byłam 8 lat, a on od swojej dziewczyny, z którą też był kilka ładnych lat.

Problem zaczął się od tego, ze nie mamy pieniędzy, aby się usamodzielnić. Ja wynajmuję pokój, a on mieszka z rodzicami. Cały czas powtarzał, że gdyby nie brak pieniędzy to już dawno nasze życie wyglądałoby inaczej. Bardzo dołowała go praca, ale w związku z tym, że nie mógł znaleźć innej, cały czas siedział w obecnej i narzekał. Ja miałam na początku wypadek samochodowy, skasowałam auto, potem nie przedłużyli mi umowy o pracę, wiec pozostałam bez niczego.

Ostatni raz rozmawiałam z nim miesiąc temu, nie pokłóciliśmy się wtedy, rozmawialiśmy normalnie. I od tego czasu cisza!!! Milczy, a ja nie wiem co się stało. Ja się z nim nie próbowałam skontaktować, bo twierdzę, że jakby on chciał, to by się odezwał - w sumie zawsze tak robił. Nie wiem jak mam teraz żyć! Tak bardzo za nim tęsknię!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Czy dać nam ostatnią szansę?

7 miesięcy temu rozstałam się, a raczej zostaliśmy zostawieni (ja, 6-letni syn i 18-miesięczna córka) przez mojego narzeczonego - ojca drugiego dziecka. Rozstaliśmy się z błahego, przynajmniej dla mnie, powodu. Otóż chodzi o to, że ja nie lubię się...

7 miesięcy temu rozstałam się, a raczej zostaliśmy zostawieni (ja, 6-letni syn i 18-miesięczna córka) przez mojego narzeczonego - ojca drugiego dziecka. Rozstaliśmy się z błahego, przynajmniej dla mnie, powodu. Otóż chodzi o to, że ja nie lubię się kłócić i gdy ja i mój były narzeczony mieliśmy małe nieporozumienia, to ja wolałam wszystko dusić w sobie i potrafiłam nie odzywać sie do niego nawet przez dwa tygodnie.

On próbował się do mnie odzywać, nawet przytulać, a ja nic - byłam zimna i uparta (dzis tego bardzo żałuję) i dalej milczałam. Aż nadszedł dzień, kiedy mój były narzeczony spakował i się wyprowadził do swoich rodziców mieszkajacych 700 km od nas. Po rozstaniu dzwonił czasami do mnie i pytal o dzieci i o mnie. Miesiąc temu przyjechał odwiedzić naszą córkę i przy okazji chcial zabrać resztę swoich rzecz - tak mówił dzwoniąc dzień przed przyjazdem.

W trakcie jego pobytu starałam się, aby z moich ust nie padło słowo ZOSTAŃ i udało mi się, choć to jest kolejna rzecz, której żałuję, bo jak się okazało, dzień po wyjeździe rozmawialiśmy i mój były narzeczony powiedział mi, że czekał na jedno tylko słowo ode mnie i był w stanie zamknąć wszyskie swoje sprawy rodzinnym mieście i wrócić do nas. Tym słowem było oczywiście słowo ZOSTAŃ. Powiedziałam mu, że nie chciałam mu sie narzucać i dlatego nie wspominałam o tym, abyśmy jeszcze raz spróbowali.

Na dzień dzisiejszy uzgodniliśmy, że porozmawiamy o tym, jak się spotkamy. Tylko że ja już nie wiem co mam robić. Chcę, aby moje dzieci miały pełną, kochającą się rodzinę. Czy warto spróbować? Strasznie przeżyłam nasze ostatnie rozstanie i nie chciałabym znow tego przechodzić, a z drugiej strony - skąd mogę mieć pewność, że znowu nas nie zostawi (zrobil to juz 3 razy, jeden raz nawet jak bylam w 7 m-cu zagrożonej ciąży i nie mógł znieść moich ciągłych narzekań)?

Chcę jeszcze dodać, że oboje jesteśmy wykształceni i z dobrych rodzin. Mam straszny mętlik w głowie. Syn strasznie się zmienił od rozstania: zaczął się jąkać i czasami moczy się w nocy. Cały czas mówi, że tęskni za tatusiem (choć on tak naprawdę nim nie jest) i chce aby on wrócił. Co mam zrobić? Te 7 m-cy to długi okres czasu i nie chcę znowu dzieciom mieszać w głowach. Może powinno zostać tak, jak jest? Już drugi raz nie udało mi się ułożyć życia! 

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wciąż nie umiem zapomnieć

Byłam z chłopakiem dosyć długo. Kochałam go z całego serca, nagle zaczęliśmy się kłócić i wszystko się rozsypało. Rozstaliśmy się. Bardzo to przeżywałam. Chciałam o nim zapomnieć i spotykałam się z innymi, lecz to nie pomogło. Brałam tabletki, nie...

Byłam z chłopakiem dosyć długo. Kochałam go z całego serca, nagle zaczęliśmy się kłócić i wszystko się rozsypało. Rozstaliśmy się. Bardzo to przeżywałam.

Chciałam o nim zapomnieć i spotykałam się z innymi, lecz to nie pomogło. Brałam tabletki, nie miałam siły, aby prawidłowo funkcjonować. Doszło nawet, że pocięłam sobie rękę. On nie chce mnie znać, to już minęły dwa lata od tego wszystkiego, a on dalej mi się śni, a ja? Wciąż mam nadzieje, że napisze do mnie znów. On nie znalazł nikogo. Stał się bardzo dziwny. Myślę, że też nie jestem mu obojętna, ale tak jakoś wyszło.

Próbuję ułożyć sobie życie z innym. Na początku szło mi super, ale gdy go zobaczę, od razu mam łzy w oczach, a gdy nikt nie widzi, płaczę tak jak wtedy przy rozstaniu. Nie wiem co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak długo może trwać ból po utraconej miłości życia?

Mam 22 lata. Przez 2 lata byłem z dziewczyną którą do tej pory kocham. Wiem, że ona ma już innego na oku a ja sam tez miałem inną ale nie umiałem z nią żyć. Po chwili mój nowy związek się...

Mam 22 lata. Przez 2 lata byłem z dziewczyną którą do tej pory kocham. Wiem, że ona ma już innego na oku a ja sam tez miałem inną ale nie umiałem z nią żyć.

Po chwili mój nowy związek się rozpadł przez to, że wtedy jak i teraz myślę o tej byłej, którą cały czas kocham. Nie umiem się z tego wyleczyć, pomimo porad od moich przyjaciół. Próbowałem wszystkiego, spotykać się z przyjaciółmi, przełamywać lęki, robić szalone rzeczy, skupywałem się na tym, co mnie interesuje i mi sprawia przyjemność, ale dalej nie umiem sobie z tym ani z niczym już poradzić.

Ona była dla mnie jedyną podporą. W miłości do niej postawiłem wszystko na jedną kartę ale jednak przegrałem. Sam już nie wiem czy coś w ogóle ma sens.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Kocham go, chcę być z nim - co zrobić?

Byłam z chłopakiem 3 mies. Kłóciliśmy się, ale bardzo go kochałam. Pewnego dnia postanowiłam zerwać (bo się nie układało). Bardzo cierpiałam. Po ok. pół roku napisał. Były to moje urodziny. Złożył mi życzenia. Potem pisał kilka razy typu: co...

Byłam z chłopakiem 3 mies. Kłóciliśmy się, ale bardzo go kochałam. Pewnego dnia postanowiłam zerwać (bo się nie układało). Bardzo cierpiałam. Po ok. pół roku napisał. Były to moje urodziny. Złożył mi życzenia. Potem pisał kilka razy typu: co tam?, jak tam? itp. Pisaliśmy ogólnie o wszystkim, tylko nie o "nas". Nagle przestał pisać. Nie wiem, co robić. Czy może teraz moja kolej, żeby napisać? Jeśli napisać, to co? Kocham go, chcę z nim być, ale nie wiem, co robić? ;(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zerwanie z dziwnych przyczyn - czy to jest możliwe?

Mojej koleżanki były chłopak zerwał z nią z dziwnych przyczyn. Stwierdził, że ją na początku kochał, potem jednak próbował pokochać, a na końcu stwierdził, że to zauroczenie. Czy to jest możliwe, że w tak krótkim czasie może nastąpić takie coś?...

Mojej koleżanki były chłopak zerwał z nią z dziwnych przyczyn. Stwierdził, że ją na początku kochał, potem jednak próbował pokochać, a na końcu stwierdził, że to zauroczenie. Czy to jest możliwe, że w tak krótkim czasie może nastąpić takie coś?

On ma 18 lat, przeżył wiele złych rzeczy od podstawówki do teraz. Ale kiedy jej powiedział, że zerwał z dwoma dziewczynami właśnie z powodu zauroczenia, to ona mu się zapytała czy ma się obawiać tego, to on odpowiedział, że nie. A zapytała mu się dokładnie 2 dni zanim stwierdził, że się nią zauroczył. Miał problem z uczuciami twierdzi, że ich nie ma, ale przecież przytulał ją, okazywał jej je, martwi się o uczucia. Prosił ją o pomoc, a ona zgodziła się. Doszła do tego, że on może ją kochać po przyjacielsku albo jak dziewczynę, ale boi się okazać uczuć.

On odpowiedział, że kocha ją, ale boi się okazać uczuć, a popołudniu powiedział jej, że się nią zauroczył. Jak to możliwe? Proszę odpiszcie, bo ona nie wie co ma robić, a bardzo go kocha.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co ze mną jest nie tak?

Mam problem, byliśmy ze sobą 7 lat, zero kryzysów, pełna zgodność co do planów na przyszłość, poglądów. Ja jestem zajęty pracą mam 23 lata, zbierałem pieniądze na ślub, ona kończy studia ma 24 lata, przygotowuje się do obrony pracy...

Mam problem, byliśmy ze sobą 7 lat, zero kryzysów, pełna zgodność co do planów na przyszłość, poglądów. Ja jestem zajęty pracą mam 23 lata, zbierałem pieniądze na ślub, ona kończy studia ma 24 lata, przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej.

We wrześniu rozpoczęła drugi kierunek i poznała tam pewnego osobnika w wieku lat 22. Na początku tego roku zaczęło się między nami psuć, a Ona zaczęła z nim rozmawiać. Znaleźli wspólny język. Dzwonili do siebie, pisali smsy po nocach. Mieszkaliśmy razem i byliśmy wtedy zaręczeni. Pewnej nocy zaczęli pisać do siebie, ja się przebudziłem i powiedziałem co o tym myślę, spałem dalej. Rano sprawdziłem w internecie ile smsów wymienili; około 20 smsów od 22 do 2 w nocy. Między tym rozmowa trwająca ponad 2 godziny. Od razu zadzwoniłem do niej, żeby mi to wyjaśniła, zagroziłem rozstaniem. Wyzwałem ją od szmat. Że mnie nie szanuje i okłamuje.

Kilka tygodni później, kiedy między nami było już wyjaśnione, poszła z nim do kina nie mówiąc mi o tym. Mówiła, że był to koleżeński wypad między zajęciami. W tym przekonaniu trwałem przez 2 miesiące. Potem sprawdziłem jej archiwum na gg. Rozmawiała z nim codziennie po pare godzin, kiedy ja byłem w pracy. Mnie mówiła, że się uczy. Niby nic takiego tam nie było, ale mimo to - nie mówiła mi o tym. Mam wybuchowy charakter i mówiła, że się boi mojej reakcji. Podjeliśmy decyzje o czasowym rozstaniu. Wyprowadziłem się, a dzień później on przyjechał do niej. Rozmawiali i wyjaśniali sobie wszystko. Ona zaczęła mieć wrażenie, że dotychczasowy kolega ją adoruje.

Kiedy się dowiedziałem o tym spotkaniu znowu się wściekłem, zadzwoniłem do niej i wyzwałem od dziwek i szmat (nie wiem dlaczego, byłem wściekły że znowu się z nim spotyka) zadzwoniłem do niego zagroziłem, że pożałuje przyjazdu. Byłem wściekły na nią ale znowu się dogadaliśmy. Od miesiąca nie jesteśmy razem. Ale dwa tygodnie temu spotkaliśmy się, Ona przyjechała do mnie, było miło, rozmawialiśmy, całowaliśmy się. Została na noc. Na drugi dzień powiedziała, że była z nim na kręglach bo Ją zaprosił. Pytałem dlaczego nie odmówiła, po co poszła. Kolejna karczemna awantura zakończona łzami z mojej i Jej strony. Znowu wszystko na nic.

Ostatnio znowu się spotkaliśmy. Wybraliśmy się na wycieczkę, było inaczej niż zwykle. Znowu widziałem Ją szczęśliwą, rozkwitła. Mówiła, że podoba jej się jak jest. Nikt jej nie kontroluje, nie ma zobowiązań. Kolega jest tylko kolegą. Zauważyła jednak, że się rozkręcił, jej koleżanki też to zauważyły. Zaczął jej prawić komplementy, aluzje na temat seksu. Powiedziała, że zaczął ją odprowadzać na pociąg do domu, dając buziaka w policzek. Przyjmowałem to ze spokojem, ale żal mi serce ściskał. Ona traktuje to jako koleżeński gest. Podkreśla, że nie chce z nim być, mimo to nie chce kontaktu z nim tracić. Wieczorem wybraliśmy się na piwo, porozmawialiśmy.

Powiedziała mi, że mnie kocha (ja cały czas jej to mówiłem, nawet po rozstaniu), ale nie chce być ze mną, bo się boi, że zrobię jej krzywdę, że zrobię krzywdę dziecku. Nie mamy ich, ale w planach były, a 2 lata temu straciliśmy dziecko. Ona leczy się z depresji, ma na głowie obronę pracy magisterskiej. Cały czas utrzymujemy kontakt. Podczas spotkań dochodzi do zbliżeń, nie ma żalu w nas, oboje się kochamy, ale nie ufam jej do końca, a ona się boi.

Niby pogrążyłem się w pracę, żeby nie myśleć o tej sytuacji, ale i tak co chwilę płaczę, że Jej nie ma, Ona uciekła w znajomych, powiedziała, że musi się wyszaleć. Wiem, że to strasznie skomplikowane, ale Ja nie wiem czy zniknąć z jej życia, czy starać się znowu w sobie rozkochać i łudzić się powrotem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak namówić partnera do udziału w terapii małżeńskiej?

Witam. Jestem kobietą, mam 27 lat, od 4,5 roku pozostaję w stałym nieformalnym związku. Właściwie nie wiem od czego zacząć tę historię, w zasadzie cały okres naszego związku był dość burzliwy i chyba nie do końca udany. Mój partner...

Witam. Jestem kobietą, mam 27 lat, od 4,5 roku pozostaję w stałym nieformalnym związku. Właściwie nie wiem od czego zacząć tę historię, w zasadzie cały okres naszego związku był dość burzliwy i chyba nie do końca udany. Mój partner jest ode mnie młodszy o 4 lata. Poznaliśmy się gdy on miał 19, a ja 23 lata. Wówczas zaimponował mi bardzo swoją dojrzałością, ja miałam już za sobą kilka związków, zazwyczaj ze starszymi mężczyznami - on w porównaniu z nimi wydawał się być nad wyraz odpowiedzialny, poukładany jak na swój wiek. Pierwsze pół roku znajomości było dość spokojnym okresem.

Mniej więcej po tym czasie zaobserwowałam u niego wiele niepokojących zachowań. Był bardzo zaborczy, zazdrosny o mnie, w zasadzie nie chodziło o innych mężczyzn lecz o moją rodzinę i znajomych. Przytoczę kilka sytuacji. Pewnego razu rozmawiałam z koleżanką przez telefon (stacjonarny), w tym czasie on do mnie zadzwonił na komórkę, poprosiłam, żeby zadzwonił troszkę później, gdyż właśnie rozmawiam z koleżanką, a on wpadł w furię, zrobił mi straszną awanturę, że koleżanka jest dla mnie ważniejsza, rozłączył się i obraził się na mnie. Pamiętam jak bardzo wtedy płakałam, zupełnie nie rozumiałam tego co się stało, właściwie nie rozumiem tego do dziś.

Był również wściekły o moje wyjazdy do siostry i jej rodziny, siostra mieszkała w innym mieście, czasami odwiedzałam ją w weekendy, z tego powodu ciągle robił mi awantury. To było piekło. I stało się jeszcze większe, ponieważ potem stało się ze mną coś złego. Zaczęłam reagować agresją na jego zachowanie. Czułam się bezsilna, moje argumenty nie docierały do niego, to wszystko wydawało mi się niedorzeczne, byłam przekonana o swojej racji, traktował mnie jak swojego więźnia, nie wiedziałam już co robić. Stało się coś bardzo złego. Zaczęłam go bić. Biłam go za każdym razem gdy moje argumenty do niego nie trafiały. On nigdy mnie nie uderzył, ja natomiast biłam go bardzo. Wtedy odczuwałam to tak jakby on mnie zniszczył, zabił we mnie radość życia.

Dlaczego go nie zostawiłam? Bo go kocham, bardzo go kocham. Dziś mamy trochę inne problemy. Po jego zazdrości i zaborczości nie ma już ani śladu, może była to kwestia wieku, nie wiem. Mi natomiast zdarzy się czasami go uderzyć. Dlaczego? Gdy w związku pojawia się jakiś problem, wszyscy zawsze doradzają: porozmawiajcie o tym, rozmowa jest najważniejsza, to na pewno pomoże. W naszym przypadku to wcale nie pomaga. Dlaczego? Bo tylko ja mówię.Przysięgam, zawsze ze spokojem staram się wyjaśnić swój punkt widzenia, ustalić jakiś kompromis, ale do mojego partnera to nie trafia, on nie uznaje kompromisów. I gdy ja tak próbuję, i próbuję, i próbuję, a on siedzi z oczami wlepionymi w komputer albo w telewizor i nawet na mnie nie patrzy, wpadam w szał, zaczynam podnosić głos, a gdy to nadal nie pomaga - zaczynam bić, i dopiero to pomaga.

Od pół roku jesteśmy rodzicami. Chcę by nasz syn miał szczęśliwe dzieciństwo, by patrzył na kochających się rodziców tworzących zespól,a nie walczących ze sobą. Nie chcę by był świadkiem kłótni. Jakiś czas temu mieliśmy z partnerem ciche dni, już nie mogłam tego znieść, chciałam porozmawiać, wyjaśnić to. Usłyszałam, że jemu jest tak dobrze. Bardzo się zdenerwowałam, rozpłakałam się, zadzwoniłam do siostry i poprosiłam, żeby przyjechali po mnie. Uznałam, że skoro on nie chce ze mną rozmawiać, nic tu po mnie. Wściekł się, powiedział, że ja mogę sobie jechać, ale syna nie mam prawa zabierać. Zagroził mi policją, bardzo się przestraszyłam, nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Wyjechałam. Policji nie było, nie wezwał nikogo.

Myślałam, że się opamięta, ale jak zwykle to ja wyciągnęłam rękę do zgody. Niby jest już dobrze, ale on nie chce teraz kontaktu z moją rodziną, właśnie z powodu tego wydarzenia. Stwierdził, że on będzie jeździł do swojej, a ja do swojej rodziny. Dla mnie to nie do przyjęcia. Mamy syna, powinniśmy razem odwiedzać nasze rodziny. On każe mi wybierać, która rodzina jest dla mnie ważniejsza: on i syn, czy moi rodzice i rodzeństwo.To chore. Powiedziałam, że jak on może w ogóle twierdzić, że mnie kocha, skoro stawia mnie przed takimi wyborami. Przeprosił, przyznał, że przesadził.

Mam wrażenie, że nasz związek to wieczna wojna. Nie chcę się rozstawać, kocham go i kocham naszego syna, chcę, by miał rodzinę. Poza tym, gdybym zdecydowała się odejść, on urządziłby mi piekło, chciałby odebrać mi syna. Czuję, że od czasu gdy mamy syna, ja już się dla niego nie liczę. On zapewnia mnie, że tak nie jest. Opisałam ciemne strony naszej relacji. Nie oznacza to, że nie ma dobrych, ale te złe przysłaniają mi cały pozytywny obraz naszego związku. Chcę go ratować, myślę o terapii, ale on nie chcę się na nią zgodzić. Jak mogę go do niej przekonać? Czy podstęp to dobra myśl? Ultimatum na pewno nie wchodzi w grę, na niego nie działa to motywująco. Pomóżcie nam.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak przetłumaczyć mężowi, że potrzebuję więcej uczucia i troski z jego strony?

Jestem od trzech lat mężatka, ale jest mi bardzo ciężko. Mój mąż mnie w ogóle nie słucha. Jest zamknięty w sobie, prawie nic się nie odzywa. Mam 26 lat i jest mi ciężko, ponieważ nie mogę do niego dotrzeć, on...

Jestem od trzech lat mężatka, ale jest mi bardzo ciężko. Mój mąż mnie w ogóle nie słucha. Jest zamknięty w sobie, prawie nic się nie odzywa. Mam 26 lat i jest mi ciężko, ponieważ nie mogę do niego dotrzeć, on mnie zbywa lub unika. Wychodząc za mąż myślałam, że to tak będzie tylko na początku, a później się lepiej poznamy, to się ułoży.

Jestem bardzo samotna, dla niego zostawiłam swój dom rodzinny i wyjechałam za granicę. Okazuje się, że jest bardzo porywczy i chciałby mną bardzo rządzić, nie dając mi się wypowiedzieć. Wiele razy zostaję sama i nie mogę jemu nic powiedzieć. Powinien się mną bardziej zaopiekować i upewniać w miłości.

Jak dotrzeć do niego, że musi mi okazać więcej uczuć, więcej rozmawiała, a nie zostawiać mnie samą i wychodzić. To tak jakby miął kogoś, są takie moje podejrzenia, bo w sumie jest w domu, ale tak, jakby jego nie było. Nie mogę sobie dać rady z tym. Czy ktoś zabiera mi moje szczęście, moją miłość, mojego męża, może to jakaś kobieta. Jeśli tak, to na pewno bym się z tym pogodziła i ułożyła sobie życie od nowa.

Jak przetłumaczyć, jeśli nawet chodzi o zdradzanie siebie wzajemnie, że tak się nie robi, że to niemoralne, że serce to nie jest tworzywo sztuczne, że to tak bardzo boli, jeśli ktoś coś ukrywa. Współczuję bardzo kobietom, które są zdradzane. Powinno się wybrać jedną drogę, a nie łamać dwa serca, jak dotrzeć do takich ludzi, że to naprawdę boli?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Depresja czy jak?

Wiem, że podobne pytanie już zostało zadane na tym forum, jednak nie wiem, gdzie indziej mogę znaleźć pomoc. Mam 16 lat, jestem dziewczyną. Zaczęło się chyba od tego, jak mój chłopak ze mną zerwał. Nie mogłam spać ani jeść przez...

Wiem, że podobne pytanie już zostało zadane na tym forum, jednak nie wiem, gdzie indziej mogę znaleźć pomoc. Mam 16 lat, jestem dziewczyną. Zaczęło się chyba od tego, jak mój chłopak ze mną zerwał. Nie mogłam spać ani jeść przez tydzień, tzn. jadłam tylko tyle, żeby nie zemdleć, bo jeszcze by mnie wzięli do szpitala albo co...

Potem te dolegliwości trochę osłabły (pewnie organizm już nie wytrzymał), ale przygnębienie pozostało. Już ponad 2 miesiące. Nie umiem się już czymkolwiek cieszyć jak dawniej, nic mnie nie interesuje, nie chce mi się nic robić... Mam myśli samobójcze i ciągle sobie obiecuję, że jak pojawi się możliwość, to na pewno to uczynię. Czuję, że nie mam po co żyć, ani dla kogo. Wobec ludzi jestem nieraz opryskliwa, czuję, że nic nie rozumieją i irytuje mnie ta ich radość życia, nie wiadomo skąd.

Szkoła powiadomiła rodziców, w zeszłym miesiącu miałam wizytę u psychiatry, ale rodzice siedzieli ze mną w gabinecie, ich obecność mnie krępowała. Lekarz przepisał mi Z*** - jeśli w ogóle działał, to dawno przestał... Błagam, pomocy! To nie jest życie.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak pogodzić się ze zdradą męża?

Jesteśmy po ślubie prawie 19 lat. 10 miesięcy temu mąż mnie zdradził. Sprawa banalna, ale nie do końca. Od chwili, kiedy się o tym dowiedziałam, szukam odpowiedzi na pytanie dlaczego, jak do tego doszło? Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, zawsze...

Jesteśmy po ślubie prawie 19 lat. 10 miesięcy temu mąż mnie zdradził. Sprawa banalna, ale nie do końca. Od chwili, kiedy się o tym dowiedziałam, szukam odpowiedzi na pytanie dlaczego, jak do tego doszło?

Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, zawsze byliśmy bardzo blisko. Kilka razy dziennie telefon, najlepiej czuliśmy się w swoim towarzystwie, mając siebie obok. Jego plany były moimi, moje jego, żadnych tajemnic, żadnego oddalenia się, żadnych ukrytych szuflad, chowanych telefonów, pełny dostęp do portfela i kieszeni. Pełne zaufanie. Jeśli chodzi o seks, nigdy nie mieliśmy problemów, nigdy nie musiałam udawać, że boli mnie głowa, czy że jestem zmęczona.

1000 wspólnych planów, jedno zawsze mogło liczyć na drugie. Czasem mąż był o mnie zazdrosny, choć nie miał powodów, bo patrzyłam w niego jak w obraz. Może nie był najwylewniejszy i najczulszy, ale byłam pewna jego uczuć. Prawie codzienni wracał brudny z pracy (kierowca-mechanik), często chodził nieogolony, zaniedbany, tak jak zawsze. I zawsze był mój. Zawsze wiedziałam, gdzie jest i co robi.

W ubiegłe wakacje zaprosiliśmy do siebie moją 23-letnią kuzynkę. Dziewczyna przeciętna, niczym się nie wyróżniająca z tłumu. Była u nas 4 tygodnie. Przez pierwsze trzy tygodnie mąż traktował ją raczej jak intruza. Z reguły nie jesteśmy gościnni, a zaproszenie jej do nas to rodzinna przysługa. Nagle po trzech tygodniach ni z tego ni z owego podszedł do niej i powiedział jej, żeby wyjechała, bo do głowy przychodzą mu głupie myśli. Ona nie wyjechała, za to zaczęła się myć dwa razy dziennie.

Po następnych dwóch dniach, kiedy wyszłam z domu dosłownie na 15 minut z moim starszym synem, on podszedł do niej, zdjął jej majtki i wylizał, mówiąc, że zrobi wszystko dla jej przyjemności. Ona się nie broniła, pozwoliła mu na to, rozłożyła nogi. Nie zrobiła niczego więcej, nie dotknęła go, nic nie powiedziała, jedynie, że ja zaraz wrócę. Zrobił to przy otwartych szeroko drzwiach do ogrodu, przez które każdy mógł wejść i to wprost do salonu, gdzie to się stało, przy odblokowanych drzwiach frontowych, przez które też każdy mógł wejść, ze świadomością, że ja zaraz wrócę z młodszym dzieckiem, grającym na komputerze na górze.

Tego samego dnia zostali razem wieczorem w salonie i oglądali telewizję. Położyła mu głowę na kolanach i dała się macać. Była gotowa na wszystko, ale do niczego więcej nie doszło. Tak samo jak wcześniej nie zrobiła nic, nic nie powiedziała, nie dotknęła go, nie było żadnych pieszczot, żadnej aktywności seksualnej.

O pierwszej części dowiedziałam się od niej. Mówiła, że niby nie chciała, że mówiła nie, że zrobił to wbrew jej woli. Jednak nie ma takiej możliwości, żeby osobie siedzącej na naszej kanapie zdjąć majtki bez jej zgody, ponieważ jest tak miękka i głęboka. O drugiej części wieczoru dowiedziałam się od niego. Powiedział jej, żeby rozpięła stanik i to zrobiła. I dalej ją po prostu macał. Jeszcze gdzieś w miedzy czasie była miedzy nimi jakaś rozmowa, i na jej pytanie dlaczego to zrobił, czy mnie nie kocha, odpowiedział, że kocha mnie bardzo i niczego nie chce zmieniać.

Kiedy z nim rozmawiałam, nie umiał mi wytłumaczyć, dlaczego to zrobił i jak do tego doszło, czego mu brakowało w naszym związku. Powiedział natomiast, że czuł się bardzo dziwnie, że miał pustkę i dudnienie w głowie, nie myślał, i nic nie czuł, że serce waliło mu nie tyle szybciej, co mocniej, i miał niesamowicie sucho w ustach. Nie czuł żadnego smaku, ani zapachu, że nie wie, dlaczego to zrobił. Powiedział, że mógł zrobić z nią wszystko, bo niczego mu nie zabraniała, i jakby czekała na więcej, mimo że nie podjęła żadnej aktywności, ale po prostu nie mógł, bo nie był podniecony i mu nie stał.

Nawet zaczęłam podejrzewać, że mógł zostać potraktowany jakimś ogłupiaczem, ale nawet nie mam pojęcia, czy coś takiego istnieje, słyszałam o feromonach czy innych środkach pobudzajacych, ale nie wiem nawet, jak one działają. Czytałam o hiszpańskiej musze, popularnym afrodyzjaku, i nawet niebezpiecznym. Dociekałam tak dlatego, że ta historia miała swój ciąg dalszy, ale nie wiem, czy mogę powiązać jedno z drugim.

Otóż po jakichś 3-4 dniach ja byłam tak niesamowicie podniecona, że samo siadanie sprawiało mi nieopisaną rozkosz i z podniecenia budziłam się w nocy. Tylko, że to podniecenie, nie brało się bliskości fizycznej, bo raczej trudno się podniecać zdradą męża. Natomiast wszystkie narządy miałam tak niesamowicie obrzmiale i wrażliwe, jak nigdy przedtem i nigdy potem.

Po następnych kilku dniach wylądowałam w szpitalu z niezidentyfikowanym bólem brzucha, w moim odczuciu podobnym do kolki jelitowej, który doprowadził mnie do utraty przytomności. Ból ten utrzymywał się przez dwa dni, reagował jedynie na morfinę. Do tego miałam objawy podobne do zapalenia pęcherza moczowego, które utrzymywały się przez jakieś 10 dni, ale nie były tak dotkliwe, jak zapalenie, każdego dnia miały inne nasilenie, raczej jak podrażnienie cewki. Jeśli zaś chodzi o mojego męża, to przez klika godzin miał bolesny wzwód, i nie mógł dojść do końca. Nie wiem tylko, czy to wszystko było skutkiem działania jakiegoś świństwa, czy reakcja psychiczna.

Obecnie mieszkamy w UK i nie mam dostępu do polskiego psychologa. Przez 5 miesięcy brałam tabletki antydepresyjne, ale nie chcę całego życia spędzić na prochach. Mój mąż jest teraz bardzo czuły, troskliwy, na każdym kroku czuję jego miłość, ale nie potrafię na nią odpowiedzieć. Nie wiem, co było miedzy nami nie tak, że musiało dojść do czegoś takiego, nie rozumiem tego i nie potrafię się z tym pogodzić.

Mąż nie potrafi dać mi odpowiedzi na żadne pytanie, mówi, że gdyby wiedział, już dawno by powiedział, żebym się tak nie męczyła, żebym mogła to zaakceptować i żyć dalej, albo odejść. On sam często płacze i ma stany depresyjne z tego powodu. I choć mówi, że to nie miało dla niego żadnego znaczenia, to jednak się stało i zniszczyło moje życie. Bardzo proszę o komentarz, bo jestem w niesamowitym dołku i tyle samo we mnie miłości, co nienawiści.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek

Jak sobie poradzić z toksycznym związkiem?

Witam. Piszę w sprawie swojego 7 letniego związku. Mam 22 lata, od 15 roku życia jestem z partnerem, to mój pierwszy mężczyzna. Mamy 16 miesięczną córeczkę, jest wspaniała, kochamy ją całym sercem, tylko między nami jest coraz gorzej. Żyjemy...

Witam. Piszę w sprawie swojego 7 letniego związku. Mam 22 lata, od 15 roku życia jestem z partnerem, to mój pierwszy mężczyzna. Mamy 16 miesięczną córeczkę, jest wspaniała, kochamy ją całym sercem, tylko między nami jest coraz gorzej.

Żyjemy w toksycznym związku - partner mnie bije, ja ciągle krzyczę, są wiecznie awantury, a on ostatnio dom traktuje jak hotel. Wiem, że pracuje i zarabia, ale zawsze mógłby wracac szybciej do domu - nie robi tego, bo po co! Codziennie boli mnie głowa, bo więcej płaczę niż się śmieję, z tym biciem to już nie mogę wytrzymać. Przeprasza, ale i tak to robi. Jest nerwowy i to bardzo, mówi, że ja za każdym razem przesadzam i lamentuję jak mnie uderzy, bo patrząc z jego strony to tylko pchnięcie lub lekkie uderzenie, tyle, że ja waże 59 kg a on 120 kg. Jest dużym i silnym mężczyzną i za każdym razem jak mnie uderzy strasznie cierpię. Nie raz mi sie zdarzyło mieć sine oko, twarz, o rękach czy nogach nie wspomnę. Wyzwiska przeróżne padają, i te najgorsze, w moją i jego strone codziennie.

Próbowalam odejść, ale nie potrafię. Kocham go, żyję z nim tyle lat, mamy wspaniałą córkę, ale ona rośnie i patrzy na to, sama patologia. Chcę go leczyć, nie wiem od czego zacząć. Proszę o pomoc. Agnieszka

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nie wiem, co mam robić... Być przy nim?

Witam, niedługo skończę 23 lata. Od 5 lat spotykam się z mężczyzną, który ma żonę i dziecko. Bardzo go kocham i on mnie też. Właśnie podjął decyzję o rozstaniu (czekał aż dziecko będzie starsze), kiedy jego żona oznajmiła mu, że...

Witam, niedługo skończę 23 lata. Od 5 lat spotykam się z mężczyzną, który ma żonę i dziecko. Bardzo go kocham i on mnie też. Właśnie podjął decyzję o rozstaniu (czekał aż dziecko będzie starsze), kiedy jego żona oznajmiła mu, że jest w ciąży.

Nie wiem, co mam zrobić, nie wyobrażam sobie bez niego życia. Wydaje mi się, że jego żona zrobiła to, żeby ratować ich związek, ale on już od dawna nie jest w nim szczęśliwy. Chciał odejść, męczy się w tym związku. Ma z nią zostać tylko z poczucia obowiązku, bo tak wypada. Żyć dalej z kobietą, której nie kocha. Żyć życiem, które nie daje mu spełnienia.

Co on powinien zrobić w takiej sytuacji? Co ja powinnam zrobić w takiej sytuacji? Być przy nim, wspierać go? Mówił mi, że tego potrzebuje. Czy po prostu zniknąć z jego życia, chociaż tak bardzo bym cierpiała. Wcześniej był z nią ze względu na małe dziecko, a teraz będzie następne małe dziecko i CO NASTĘPNYCH 5 LAT? To myśl jest straszna. Już było tak blisko, żebyśmy byli wreszcie razem, a tu takie coś.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Chorobliwa zazdrość o chłopaka, który rozmawia z innymi dziewczynami

Mam 16 lat i jestem z moim chłopakiem 2 lata rocznikowo 3. Lecz powodem ciągłych kłótni jest moja chorobliwa zazdrość, ciągle go kontroluje, pytam gdzie jest, co robi, czy rozmawiał z dziewczynami, czy się za nimi oglądał, rozmawiać z dziewczynami...

Mam 16 lat i jestem z moim chłopakiem 2 lata rocznikowo 3. Lecz powodem ciągłych kłótni jest moja chorobliwa zazdrość, ciągle go kontroluje, pytam gdzie jest, co robi, czy rozmawiał z dziewczynami, czy się za nimi oglądał, rozmawiać z dziewczynami mu zabroniłam, gdy np. jakaś do niego się odezwie od razu jestem zła i robię awantury, telefon mu sprawdzam codziennie, jestem nawet zazdrosna o to, że idąc do kościoła, ogląda się za dziewczynami (choć raczej tak nie jest). Dodam jeszcze, że kilka razy mnie zawiódł. Obiecał, że nie będzie się odzywał do dziewczyn, a i tak się odzywał. Zdarzyło się to z 5 razy. Na ostatniej imprezie wypił alkohol i rozmawiał z dziewczyna. Od razu poszłam na tą imprezę i kazałam mu iść do domu, poszedł. Po tej imprezie była wielka kłótnia, że mnie zdradził (co nie było prawdą). Nie wiem co mam robić? Nie wiem czy iść do psychologa, ale w inny sposób nie potrafię ograniczyć zazdrości, wiele razy próbowałam. Czy psycholog wypisuje jakieś tabletki, dzięki którym choroba ustępuje? Dodam jeszcze, że mój chłopak nigdy by mnie nie zdradził, tylko chodzi o dziewczyny, z którymi rozmawia i na nie patrzy, wtedy od razu mam w myślach, że on sobie myśli, że ta dziewczyna ma ładną twarz szkoda, że moja takiej nie ma :( Wiele razy myślałam, że to przez moją urodę, ponieważ jestem trochę brzydka, przynajmniej ja tak sądzę choć chłopak mówi, że jestem ładna, ale ja mam niską ocenę o sobie :() Ta zazdrość niszczy nas związek. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Co mam zrobić, żeby mój chłopak do mnie wrócił?

Mój chłopak ze mną zerwał i wrócił do byłej, ale czasem tego żałuje, że tak zrobił. Ja go dalej kocham i chcę z nim być, ale nie wiem, co mam zrobić, żeby go odzyskać :( Pomóżcie mi.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty