Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Czy to jest początek depresji?

Witam. Pierwszy raz tu jestem, nie wiem od czego zacząć. Mam tysiące myśli w głowie i jednocześnie pustkę. Zacznę od tego, że od dziecka nie cierpiałam siebie - wyglądu, zachowania. Rodzice potęgowali to bijąc mnie, poniżając przed rodziną, znajomymi. Czułam...

Witam. Pierwszy raz tu jestem, nie wiem od czego zacząć. Mam tysiące myśli w głowie i jednocześnie pustkę. Zacznę od tego, że od dziecka nie cierpiałam siebie - wyglądu, zachowania. Rodzice potęgowali to bijąc mnie, poniżając przed rodziną, znajomymi. Czułam się podle, chciałam umrzeć - pierwszy raz te słowa wypowiedziałam w wieku 4 lat. W późniejszym czasie stały się częścią mnie, codziennością, tak jak "dzień dobry". Próbowałam się zabić, ale mam chyba silny organizm, bo wzięcie dużej dawki leków i popicie jej alkoholem nic nie pomogło. Po prostu zwymiotowałam. Pojawiają się u mnie napady radości, by zaraz czuć w sobie gniew. Śmiech  -płacz. Taniec - siedzenie we łzach. Jednak rok temu coś się zmieniło, poznałam superfaceta, stwierdziłam, że los się odmieni i będę szczęśliwa. Dni upływały lekko, napady złości miałam, ale gryzłam się w język, by go nie skrzywdzić. Pierwszy raz w życiu czułam się naprawdę bezpieczna. Mówił, że jestem warta wszystkich skarbów na ziemi. Świat wtedy należał do mnie. Było wspaniale. On jednak złamał mi serce - okazało się, że ma żonę i roczną córkę. Przez cały tydzień bolało mnie serce, kłuło mnie, płakałam. Od tamtego momentu płaczę codziennie, nic mnie nie cieszy. Uśmiecham się na pokaz, zamknęłam się w sobie. Udaję kogoś, kim nie jestem. Nienawidzę siebie. Brzydzę się sobą. Mam dość. Nie potrafię odnaleźć w sobie kobiety. Najgorsze jest to, że nikt tego nie zauważył, że ja cierpię.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie potrafię żyć swoim życiem?

Mam 30 lat, jestem żoną i matką dwójki dzieci. Moje pytanie dotyczy obecnej sytuacji w życiu. Od kilku lat moje małżeństwo przechodzi szereg prób, od dłuższego czasu żyjemy z mężem razem lecz osobno. Jestem kobietą, która pomimo uczciwej pracy, nie...

Mam 30 lat, jestem żoną i matką dwójki dzieci. Moje pytanie dotyczy obecnej sytuacji w życiu. Od kilku lat moje małżeństwo przechodzi szereg prób, od dłuższego czasu żyjemy z mężem razem lecz osobno. Jestem kobietą, która pomimo uczciwej pracy, nie zaciągania kredytów w banku jest zadłużona na co najmniej kilka lat, zagubiona, ponieważ nie wiem, co mam robić, by pomóc sobie i mężowi. Mój mąż wniósł w nasze małżeństwo niemałe problemy finansowe, o których wcześniej nie miałam pojęcia, spowodowane niewłaściwym zarządzaniem firmą oraz małym poczuciem odpowiedzialności. Mając nadzieję, że problemy te nie wynikają z jego winy – przecież każdy popełnia błędy – wybaczyłam, wspólnie spłaciliśmy zaległości. Kolejna próba prowadzenia własnej działalności, niestety ponownie nieudana – kolejne tarapaty, problemy finansowe, ZUS itp., które mąż ukrywał przede mną, aby mnie chronić i nie niepokoić, ponieważ spodziewaliśmy się dziecka. Obecnie otoczenie, bliscy, rodzina nakłaniają mnie, abym odeszła z tego związku i zadbała o siebie. Ponieważ jestem zagubiona, cały czas myślę tylko o tym, co będzie dalej, co powinnam zrobić, aby wyjść z tego labiryntu? To ja jestem tą osobą w związku, która dodaje nadziei, energii, optymizmu, lecz powoli zaczynam się załamywać, ponieważ optymizmu brakuje, a mąż uważa, że coś "wykombinuje", co mnie nie uspakaja, bo wiem, że tak nie rozwiążemy naszych problemów. Staram się być pogodną i uśmiechniętą osobą – taką, jaką mnie wszyscy znają, ale taka ja już się powoli kończy i boję się, że bezpowrotnie...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie ze zdradą ?

Mam 9 miesiecznego synka i starszą córkę. Dowiedziałam się przypadkiem, że mój partner umówił się z prostytutką na sex! Wmawia mi, że do spotkania nie doszło, że wysłał tylko jedną informację do niej, żeby sprawdzić jak to jest, ale niestety...

Mam 9 miesiecznego synka i starszą córkę. Dowiedziałam się przypadkiem, że mój partner umówił się z prostytutką na sex! Wmawia mi, że do spotkania nie doszło, że wysłał tylko jedną informację do niej, żeby sprawdzić jak to jest, ale niestety na e-mailu, którego założył tylko po to, żeby się z nią kontaktować, odkryłam drugą wiadomość z prośbą o spotkanie, z inną data.

Dodam, że jestem po 7 poronieniach i walczyłam o ostatnią ciążę. Nasza córcia jest dorosła i wszystko rozumie.  Jestem załamana. Podeptał wszystko, co mieliśmy, nie wiem co robić. On twierdzi, że nie przespał się z nią, ale ja nie mogę uwierzyć. Zaplanował wszystko z zimną krwią, założył e-mail, wyznaczył pierwszą datę spotkania z nią, kiedy miałam na tydzień wyjechać z domu. Na dodatek stwierdził, że zrobił to z nudów - łóżkowych.

Jestem atrakcyjną kobietą - wiem, bo podobam się mężczyznom -  ale nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, by coś takiego jemu zrobić. Proszę, niech ktoś mi poradzi co zrobić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie ze zdradą męża?

Witam. Mój mąż mnie zdradził. Nie fizycznie, bo nie doszło podobno do stosunku, chociaż razem spędzili noc, ale zdrada była psychiczna - wyznawanie miłości, prezenty, długie rozmowy, kwiaty itd. Dowiedziałam się o tym w marcu. Mój mąż wtedy powiedział...

Witam. Mój mąż mnie zdradził. Nie fizycznie, bo nie doszło podobno do stosunku, chociaż razem spędzili noc, ale zdrada była psychiczna - wyznawanie miłości, prezenty, długie rozmowy, kwiaty itd.

Dowiedziałam się o tym w marcu. Mój mąż wtedy powiedział mi, że trwało to 6 tygodni, ale po miesiącu okazało się, że trwało to od listopada i wyszły dalsze kłamstwa. Teraz bardzo stara się żeby było dobrze, ale ja nie potrafię mu nawet wybaczyć, a o zapomnieniu nie ma mowy.

Nie ufam mu i jednocześnie kocham i nienawidzę. Proszę pomóżcie, podajcie mi jakiś dobry namiar na poradnię małżeńską Grudziądz, Toruń, Olsztyn.

Boję się już swoich myśli. Co się ze mną dzieje?

Witam. Żeby zrozumieć co mnie męczy, skąd taki stan muszę pokrótce (a krótkie to raczej nie będzie) przedstawić moją historię. Chodzi o faceta. Byliśmy ze sobą 2,5 roku, od kilku miesięcy zaręczeni. Jak to bywa, był (jest?) miłością mojego życia....

Witam. Żeby zrozumieć co mnie męczy, skąd taki stan muszę pokrótce (a krótkie to raczej nie będzie) przedstawić moją historię. Chodzi o faceta. Byliśmy ze sobą 2,5 roku, od kilku miesięcy zaręczeni. Jak to bywa, był (jest?) miłością mojego życia. Mam już swoje prawie 28 lat i długo czekałam na taką miłość. Było cudownie, tak jak zawsze tego pragnęłam, wspólne plany, marzenia, wyjazdy, odkładanie na ślub, wspólne rzeczy... Zaręczyny były wtedy moim najszczęśliwszym dniem w życiu.

Dzisiaj jest już prawie 8 miesięcy jak nie jesteśmy razem, a ja ciągle krwawię z bólu każdego dnia. Z jednej strony z tęsknota, żal, pustka, a z drugiej - tak boli to, co zrobił. Teraz ta gorsza strona... Od jakiegoś czasu zaczynały się coraz większe sprzeczki, ale zawsze o pierdoły, nic poważnego. Zawsze jakoś się dogadywaliśmy, bo ja zawsze wolę porozmawiać i wyjaśnić sobie wszystko. W końcu w takiej szczerej rozmowie stwierdził, że w życiu mu się zrobił burdel i nie chce niczyjej pomocy, ale chce żebym była przy nim w tym trudnym okresie. No to byłam.

Zaczęłam go też łapać na kłamstewkach. Kochałam go, ale zaczęłam odczuwać, że spotyka się ze mną tylko dlatego, ze ja tego chcę, po prostu czułam się jak zbędny ciężar. I oczywiście gdy mu o tym powiedziałam, to zaprzeczał. Ale czułam, że coś jest nie tak. Starałam się porozmawiać, zrozumieć, robiłam co mogłam, bo mi na nim zależało, zależało mi na nas. Każdy kryzys przecież można przetrwać. Tylko obie strony muszą tego chcieć.

Nie wiem czy to ma znaczenie, być może zbieg okoliczności, ale w tym samym czasie poznał dziewczynę swojego kumpla. Wiele razy słyszałam, jaka to ona jest "cudowna". Wiem, że bywał u nich beze mnie - po prostu ja czasami nie mogłam czy nie miałam ochoty (bo szczerze nie przepadałam za nią), no ale jego kolega - niech idzie. Ufałam mu. Któregoś wieczoru jakaś sprzeczka o byle co i usłyszałam, ze on chce to skończyć. Zabolało i to cholernie.

Powiedziałam, żeby to przemyślał, bo wiadomo, w nerwach wiele rzeczy się mówi. Wtedy mi powiedział, że mnie zdradza, ze chodzi na dziwki (wiedział, ze jakby mnie zdradził, albo uderzył to bym mu tego nie wybaczyła). Zaczęłam się dopytywać - jak długo, dlaczego, zaczął się ewidentnie mieszać w swojej historii. Potem dołożył jakąś koleżankę z pracy, że też mnie z nią zdradza i twierdził, ze nie przestanie tego robić. Byłam w szoku, ale mimo wszystko ta historia jak dla mnie była trochę naciągana - jak na moje oko po prostu chciał się mnie pozbyć. No to cóż, oddałam mu pierścionek i wyszłam.

Bolało, bardzo. Ale to nie było najgorsze. Nie jadłam 18 dni, nie byłam w stanie, tylko wymiotowałam. Potem się zorientowałam, zrobiłam test ciążowy. Byłam w ciąży. W przypływie szoku wzięłam ten test i pojechałam do niego. Nie zastałam go w domu, czekałam 7 godzin na dworze, nie wiedziałam co robić. Przyjechał, ale zobaczył mnie, perfidne ominął i poszedł do domu. Potem jego brat mi oświadczył, że on nie wyjdzie porozmawiać. Oj, poczułam się jakbym dostała w pysk, ale to tak mocno. No cóż, weszłam do domu, oddałam mu kilka jego rzeczy (wszystkie inne, które od niego miałam oddałam mu od razu - nie chciałam żeby mi go przypominały) i wyszłam. Test wyrzuciłam gdzieś po drodze. Nie dałam mu.

Teraz już powoli stałam się jeść, prochy uspokajające odstawiłam, ale było już za późno. 4 dni później dostałam strasznego krwotoku, trafiłam na pogotowie, dziecka już nie było. Załamałam się jeszcze bardziej, nie byłam gotowa na ciąże, nie byłam gotowa na to, że to dziecko umrze, a już na pewno nie byłam gotowa na to, że zostanę z tym wszystkim sama!!! W przypływie rozpaczy wysłałam mu smsa i opisałam w skrócie to wszystko. W odpowiedzi dostałam coś w stylu "wiedziałem o twojej ciąży i czekałem tylko kiedy poronisz". Oj, kolejny raz dostałam po pysku i to tak konkretnie. Moja odpowiedź była krótka - jeśli nie wierzy zapraszam - wypis ze szpitala jest w domu i niech wybierze lekarza, pójdę, niech zobaczy co mi zrobili. Pozostało to bez echa.

Oczywiście napisałam w tym czasie jakiegoś maila, jak to bardzo mnie skrzywdził - teraz uważam, że to było żałosne, ale to były moje emocje wtedy. Chyba ze 2 sms-y, generalnie nie nękałam go, jakoś to nie mój styl. Po 3 miesiącach, gdy trochę ochłonęłam, zadzwoniłam i spytałam czy możemy porozmawiać jak dwoje dorosłych ludzi - usłyszałam, że nie mamy o czym. No więc stwierdziłam, że jak chce mi coś powiedzieć to żeby zrobił to osobiście, a nie przez swoja adwokat - to ta, o której wcześniej wspomniałam. Dostałam od niej niezbyt miłego maila - anonima, ale po IP doszłam, że to ona. Przyznał, że to ona, ale ponoć kazał jej się więcej nie wtrącać.

Ponadto okazało się, że i ja i on otrzymujemy jakieś dziwne sms-y od kogoś - on myślał że to ja, ja że to on. To też sobie wyjaśniliśmy. W końcu jakoś tak wyszło, że na chwilkę się spotkaliśmy. Przed spotkaniem dostałam sms-a, że niby się pomylił (pierwszy raz w życiu) i wysłał go do mnie, o treści: "Już jestem w domu Kotku". Jak się spotkaliśmy zaczął od tego, że to oczywiście nie do mnie. No to żeby zamknąć ten temat spytałam wprost czy jest z kimś i czy jest szczęśliwy - powiedział, że tak (wspomnę, że przy rozstanie stwierdził, że chce być sam, że nie chce nikogo). No to na siłę uśmiechnęłam się i stwierdziłam, że super. Pogadaliśmy o dupie marynie. Stwierdziłam, że możemy być znajomymi, bez wracania do przeszłości. Bo dla mnie to jest głupie, żeby po tym wszystkim, widząc się na ulicy udawać, że się nie znamy. Zwykłe cześć, co słychać to chyba nie tak wiele?

W końcu on zaczął ten temat. Zaczął mi tłumaczyć dlaczego poszedł na dziwki, że to było raz (znowu inna wersja), ale przerwałam to, bo wtedy ja bym tego nie wytrzymała, a nie chciałam się przy nim rozpłakać. Powiedziałam, że mnie to nie obchodzi, że brzydzi mnie to co zrobił i że dla mnie nie ma odwrotu. Potem zaczęliśmy gadać o motocyklach, oboje jeździmy, spytałam czy pojedzie tu i tam, bo my z ekipą będziemy jechać. Mówił że tak, jak tylko czas i praca pozwoli - ani słowa o jego nowym Kotku.

Potem jakoś tak doszło coś do tematu dziecka Nie chciałam rozmawiać, bo niestety ten temat bolał i boli nadal. Tu już miałam świeczki w oczach. Ale widziałam, że i on miał. Czyli jednak uwierzył. Trochę za późno. Ciekawe, czy jak go maleństwo kiedyś tam, w niebie spyta: "tato, gdzie byłeś jak cię potrzebowałem?", czy będzie umiał odpowiedzieć tak jak mnie, bez skrupułów "na dziwkach"? I to był jedyny raz jak się widzieliśmy. Potem napisałam ze 2-3 maile odnośnie bieżących spraw. Odpisał. Ja chciałam tej znajomości, ale zauważyłam, że jak ja się nie odezwę to on też nie, a więc jemu nie zależy.

Więc ja się nie odzywam. Jest cisza. Ileż można się narzucać? Teraz mija 8 miesięcy. Znów wszystko wróciło. Nie wiem czemu - może dlatego, że w tym miesiącu maleństwo miałoby się urodzić? Ciężko mi z tym samej. Boli mnie każdy kawałeczek ciała. Chciałabym napisać do niego, pojechać, chciałabym, żeby było tak jak kiedyś, kiedy byłam tak naiwnie szczęśliwa, bo byłam. Tylko wiem, że to nic nie da. Wiem, że jak napisze coś to będę później tego żałować, a on to oleje.

Jeszcze odnośnie tej panny, o której wspominałam - widzę nawet po NK, że się kontaktują. Nie wiem na jakim etapie jest ich znajomość, bo go nie śledzę, nie wypytuje jego znajomych. Wiem tylko, że ona już z jego kolegą nie jest, a więc wolna. W ogóle usłyszałam na pożegnanie, że oczywiście to dla mojego dobra, bo zasługuję na kogoś lepszego. Jakież to, o kurde, szlachetne z jego strony. Ale póki co stwarzam pozory, że nic mi nie jest, że jest OK, na NK wstawiam zdjęcia z imprez - wiem, że ogląda, robię to celowo, niech myśli, że jestem twarda. Ale tak naprawdę to bardzo boli.

Teraz proszę doradźcie. Czy powinnam się w ogóle odzywać? Tak mnie to kusi, a póki co się powstrzymuję. Czy w ogóle powinnam coś robić? W ogóle co zrobić żeby nie bolało. Boli, bo był nie tylko moim kochankiem, narzeczonym, ale również przyjacielem, a zdrada przyjaciela bardzo boli. Czasami ból jest tak silny, ze nie mogę wytrzymać, a ta bezsilność i bezradność dodatkowo mnie dobija. Ile to jeszcze będzie boleć, ile jeszcze mogę tęsknić za kimś kto mówiąc rano, że mnie kocha, wieczorem wbił mi nóż w serce?

W ogóle pytałam go, co z tym wszystkim co obiecywał - odpowiedź "chciałam, ale mi się odwidziało". Z jednej strony czuję co czuję, żal, tęsknotę , a z drugiej czuję, że nie byłam nikim więcej, niż darmową dziwką dla niego - tak właśnie się czuje. Wykorzystał i zostawił, choć obiecywał, że nigdy tego nie zrobi. A co jeśli kiedyś będzie chciał wrócić? Ma to jeszcze sens? Proszę o obiektywną ocenę, bo zakochana kobieta myśli irracjonalnie.

Na koniec taki szczegół - zaręczyny były moim najszczęśliwszym dniem w życiu, po jakimś czasie dowiedziałam się, że nawet jego rodzina o tym nie wie, o kolegach nie wspomnę. I kolejny raz poczułam się jakbym dostała po pysku. Owszem, na początku to on zawsze gadał o dzieciach, ślubie, domu, ale jak przyszło co do czego (zaręczyn) to odwlekała to, a ja jak to kobieta zaczęłam naciskać, "bo przecież miały być w jedne święta, w drugie, pół roku temu". Może wtedy powinnam się zorientować jak bardzo jest niedojrzały i że chodzi mu tylko o sex, a swoje prawdziwe zamiary wobec mnie maskował tylko dobrą gadką. Swoją droga polubiłam jego rodzinę i ich również mi czasem brakuje.

Poza tym ciągle nie potrafię zrozumieć dlaczego, za co, co ja mu takiego zrobiłam, czym sobie na to zasłużyłam. Byłam dla niego zawsze oparciem, starałam się, wiele dla niego poświęciłam, ale kochałam go i uważałam, że warto. Podporządkowałam swoje życie pod jego, może dlatego tak ciężko mi teraz się pozbierać. Co robić? Jak przetrwać ten trudny okres i nie popełnić więcej błędów? Poza tym dotarło dzisiaj do mnie coś jeszcze. Mam prawie 28 lat, żadnego faceta, ten zmarnował mi tyle czasu... Z kimś dojrzałym mogłabym już mieć normalny "rodzinny" związek. Zegar mi tyka, kiedy ja będę miała dziecko. Strata tamtego tym bardziej boli. Pieprzę jego, sama bym wychowała, a tak...

I znów mi źle. Są czasem takie dni, że po prostu nie chce mi się żyć. A żeby zakończyć optymistycznym akcentem, do tego wszystkiego zwolniłam się z pracy. Zawsze byłam silna, ale teraz brakuje mi sił. Płaczę od 8 miesięcy, nie umiem się pozbierać. Na co dzień udaję, że jest OK, ale nie jest. Zamiast być lepiej czuję, że jest coraz gorzej. Czasami przerażają mnie moje własne myśli. Mam ochotę ze sobą skończyć, z tego bólu i bezsilności, ale z drugiej strony nie chcę umierać. Chcę odzyskać jeszcze chociaż część radości mojego dawnego życia. POMOCY!!!!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co powinnam zrobić? Jak go zatrzymać?

Z X znam się od kilku miesięcy. On pierwszy do mnie napisał, wyznał, że mu się bardzo podobam. Przez 2 pierwsze miesiące było między nami świetnie. X zabiegał o mnie i to bardzo. Spotykaliśmy się, było cudownie. Obiecał, że zostaniemy...

Z X znam się od kilku miesięcy. On pierwszy do mnie napisał, wyznał, że mu się bardzo podobam. Przez 2 pierwsze miesiące było między nami świetnie. X zabiegał o mnie i to bardzo. Spotykaliśmy się, było cudownie. Obiecał, że zostaniemy parą, tylko musimy się lepiej poznać. Czekałam cierpliwie.

Jednak od 1,5 miesiąca czar prysł. X przestał do mnie pisać, ja czułam, że za nim tęsknię. Od tego momentu spotkaliśmy się tylko 1 raz. Ostatnio miałam wrażenie, że mnie unika, jednak on odpowiedział, że to tylko moje wrażenie i przeprosił mnie. Jednak postępowania nie zmienił. Tydzień temu napisałam do niego, że jeżeli się nie zmieni, to z nami koniec. Odpisał, że zepsuł mu się telefon i nie ma mojego nr, zaproponował także przyjaźń.

Zgodziłam się, bo bałam się, że jego stracę. Jednak od tego momentu on nadal się do mnie nie odzywa. Co mam zrobić, by go nie stracić? Bardzo proszę o szybko pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to moja wina?

Witam, jestem 31-letnim mężczyzną. Zacznę może od początku. Spotkaliśmy się ponad rok temu po 15 latach, kiedy widzieliśmy się na koloniach. Od samego początku wybuchła miłość, gorąca i namiętna. Wszystko toczyło się po naszej myśli, kochaliśmy się na zabój. Mimo...

Witam, jestem 31-letnim mężczyzną. Zacznę może od początku. Spotkaliśmy się ponad rok temu po 15 latach, kiedy widzieliśmy się na koloniach. Od samego początku wybuchła miłość, gorąca i namiętna.

Wszystko toczyło się po naszej myśli, kochaliśmy się na zabój. Mimo że mieszkaliśmy od siebie 260km, starałem się mieć kontakt z Nią codziennie. Mimo że wracała z pracy czasem po północy, a ja szedłem na 7 rano do pracy, to czekałem, żeby jeszcze porozmawiać. Trwało to ponad pół roku i moje wizyty u niej co wekeend, spędzanie w pks po 12 godzin na wekeend.

Po 3-4 miesiacach jeżdżenia probowałem planować moj przyjazd do Niej, wspólne mieszkanie, ale to dla niej było za wcześnie, dlatego czekałem. I wtedy zaczęło się wypominanie, że przyciskałem ją do muru oraz takie tam podobne rzeczy. Ona pracuje ze swoim partnerem do poźna w nocy, z którym byla 5 lat przede mną i wspólnie mieszkali. Nie powiem, że mi to odpowiadało, mimo to jakoś dawałem radę. 

Ale od ponad pół roku jest ciągle źle. Ciągle kłótnie, wyzwiska, ubliżanie, nie będę mówił tu o języku, bo raczej jest to nie na miejscu. Nigdy taki nie byłem, nigdy nie używałem takiego języka, w szczególności do kobiet, ale ile można wytrzymać ciągłe pretensje, żale.

Ona ciągnie swoje żale z wyzwiskami przez kilka godzin lub dni, więc nie wytrzymuję i oddaję tym samym, żeby mieć święty spokoj, żeby po prostu zamilkła. Tylko jak milknie nastepuje jej brak i tęsknota. Nigdy nikogo nie kochałem, mimo że miałem przed Nią związki.

Ciągle słyszę o tym, jaki ja jestem niedojrzały, że jesten tak zwanym mamisynkiem. Niestety mieszkam z rodzicami (kwestie finansowe), ale czekam, aż powie - szukaj pracy, tu zamieszkajmy. Wiem, że dam radę. Potrafię ugotować, posprzatać, dbać o mieszkanie. Mieszkałem kiedyś 3 lata sam, życie mnie tego nauczylo.

Niestety Ona jest w tych sprawach odwrotnością. Ona nie ma dobrych kontaktow z moją rodziną, ale ja do niczego nie zmuszam, nie stoje po niczyjej stronie, ale od czasu do czasu, kiedy zaczyna się jej "amok" wyrzyca mi wszystko. Nie pozwalam traktować mojej rodziny w taki sposób, dlatego nie wytrzymuję.

Ciągle w jej oczach robię wszystko źle, wszytko nie tak, bo się nie domyślam, jak powinno być. Czy to moja wina, że ja ciągle, jak to okreslę delikatnie, ją denerwuję? Zaczynam mysleć, że naprawdę coś ze mna jest nie tak.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

O czym mam z nim rozmawiać?

Mam prośbę :) dzisiaj byłam na randce z super boskim chłopakiem. Mam taki mały problem, on jest znany (z programu You Can Dance). Jak go zobaczyłam, od razu mi się spodobał, a że nie oglądam tego programu, kompletnie o tym...

Mam prośbę :) dzisiaj byłam na randce z super boskim chłopakiem. Mam taki mały problem, on jest znany (z programu You Can Dance). Jak go zobaczyłam, od razu mi się spodobał, a że nie oglądam tego programu, kompletnie o tym nie wiedziałam, że on tam występował :)

Nie wiem, czy mam zadawać pytania stylu: jak ci się tam podobało?, od ilu lat tańczysz?, kochasz taniec?, czy po za tańcem robisz coś jeszcze? Czy pytania takie też normalne jak: jakie dziewczyny lubisz?, co ci się najbardziej w nich podoba? I jeszcze 1 mały problem: ja lat mam 14, a on 18. Czy to nie jest zbyt duża różnica wieku,  bo w końcu chłopcy w jego wieku myślą już o seksie i nie tylko myślą, ale i chcą to robić...

POMOCY! On mi się strasznie podoba! :(( a jak dzisiaj byliśmy na randce, to on mówił mi co chwilę: czemu się nie odzywasz?, taka cicha myszka z ciebie!!! POMOCY, JAK NAJSZYBSZEJ ! :) Z góry dziękuję ;**

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż każe mi się wyprowadzić. Nie wiem, co się ze mną dzieje...

Od pół roku nie biorę leków, ponieważ było już dobrze. 2 lata leczyłam się na nerwicę lękowa i depresję. Brałam lek przeciwdepresyjny z grupy SSRI 2 raz dziennie i na noc lęk czteropierścieniowy. Od jakiś 4 miesięcy moje życie...

Od pół roku nie biorę leków, ponieważ było już dobrze. 2 lata leczyłam się na nerwicę lękowa i depresję. Brałam lek przeciwdepresyjny z grupy SSRI 2 raz dziennie i na noc lęk czteropierścieniowy. Od jakiś 4 miesięcy moje życie przewróciło się o 180 stopni. Po 12 latach małżeństwa mój mąż stwierdził, że już nie chce być ze mną i do 18 czerwca mam się wyprowadzić z mieszkania jego matki, u której obecnie mieszkam, a mój kochany mąż na moich oczach i naszych dzieci kokietuje naszą sąsiadkę, do niedawna moją przyjaciółkę. Własne dzieci odstawił na dalszy plan, a mamy ich dwoje, 6-letniego synka i 12-letnią córkę, a odgrywa tatusia 4 dzieci naszej sąsiadki. Od tego czasu ja stałam się bardzo nerwowa i mam myśli, że wariuję, stałam się bardzo zazdrosna. Nie wiem, co robić, pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co zrobić z nieszczęśliwą miłością!

Witam. Chciałbym wiedzieć jak i czy da się wyleczyć z chorej miłości. Wszystko zaczęło się w roku 2003, kiedy zakochałem się w koleżance z klasy w liceum. Niestety po paru miesiącach zaczęło być ze mną źle, tzn. przejawiałem pierwsze symptomy...

Witam. Chciałbym wiedzieć jak i czy da się wyleczyć z chorej miłości. Wszystko zaczęło się w roku 2003, kiedy zakochałem się w koleżance z klasy w liceum. Niestety po paru miesiącach zaczęło być ze mną źle, tzn. przejawiałem pierwsze symptomy stanu depresyjnego. Co do swojego obiektu pożądania, nie byłem w stanie nic zrobić. Owa niewiasta dość lekko się prowadzała, a ja byłem zupełnie inny.

Z każdym miesiącem było coraz gorzej. Nie przejawiałem żadnych symptomów chęci do działania. W roku 2005 ona wiedziała o moich uczuciach, lecz niestety nie była z "mojej ligi". W marcu 2005 miałem wszystkiego dość, chciałem odejść. Niestety nie mogłem liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony bliskich, gdyż wszyscy byli zaabsorbowani problemami natury finansowej, jak i alkoholowej (ojciec).

Koniec końców (nie wiem jakim cudem) udało mi się przeżyć straszny stan, w którym byłem, zdałem maturę, dostałem się na studia. Po dwóch latach studiowania, gdzie miałem bardzo dobry kontakt z płcią przeciwną, przerwałem naukę i wyjechałem do Anglii. Oczywiście parę razy się z nią spotkałem. W 2008 wróciłem do Polski, zajmowałem się różnymi rzeczami, jednak cały czas myślałem o niej. Po trzech latach od naszego ostatniego "spotkania", dokładnie w marcu 2010 znów ją zobaczyłem i niestety wszystko wróciło.

Postanowiłem zmierzyć się z tym problemem, tylko nie wiem jak walczyć z własnymi odczuciami. Z jednej strony czuję miłość, pożądanie itd. Z drugiej nienawiść obrzydzenie i chęć odwetu za zmarnowane życie (młodość). Obecnie nie mam depresji. Jednakże boję się, że depresja wróci, a wtedy skończy się to dla mnie tragicznie. Czy istnieją jakieś metody wyleczenia z miłości?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić po zawodzie miłosnym?

Witam. Mam 37 lat i jestem kobietą. Mieszkam od 18 lat w Niemczech z mężem i dwójką dzieci. Jestem tu bardzo samotna i nie mogę dopasować się do tutejszej kultury. Żyję z mężem dobrze, ale z obowiązkami jestem cały dzień...

Witam. Mam 37 lat i jestem kobietą. Mieszkam od 18 lat w Niemczech z mężem i dwójką dzieci. Jestem tu bardzo samotna i nie mogę dopasować się do tutejszej kultury.

Żyję z mężem dobrze, ale z obowiązkami jestem cały dzień sama, bo mąż pracuje. Mam dwie prace i dom, dziecko chore na alergię pokarmową i córkę w wieku dorastania. Nie mam tu się do kogo zwrócić o pomoc, jestem sama. Ta codzienność i problemy, z którymi muszę sobie dawać sama radę, mnie przytłaczają. Do domu dzwonić nie chcę, aby się wygadać mamie, bo się krępuję o tym rozmawiać.

Przed dwoma laty poznałam przez internet mężczyznę, z którym się zaprzyjaźniłam. Szukałam tam przyjaciół, ponieważ było mi łatwiej w ten sposób się komuś wyżalić .Rozmawialiśmy o wszystkim, śmialiśmy się, doradzaliśmy sobie. Po pewnym czasie wyznał mi, że ma depresję. Zaczęłam mu pomagać w jej zwalczeniu, poświęcałam mu dużo czasu. Mnie było też lepiej, bo czułam się silniejsza i pomocna. Ale po czasie się w sobie zakochaliśmy.

Ten mężczyzna nie miał dzieci, ale żonę, która go źle traktowała. Czekaliśmy na siebie codziennie, aby się widzieć (Skype). Nasze obowiązki stały się nam obojętne, chociaż ja miałam całą sytuację domową pod kontrolą. Teraz, kiedy jemu przyszła na świat córka, przestał na mnie czekać. Jest mi smutno i ciągle płaczę, bo go pokochałam.

Czuję jak mnie okłamuje i stroni ode mnie. Wiem, że z przyjściem na świat córki zmieniło się wszystko. Nie jestem mu już tak bliska, bo ma teraz dziecko i nie jest sam. Rozmawialiśmy już o tym, tłumaczył się, że musi dużo pracować, a ja czuję, że to tylko wymówki, bo mnie już nie potrzebuje. Czuję się teraz jak wykorzystana, głupia, naiwna kobieta.

Płaczę, jest mi smutno, straciłam uśmiech i życie wydaje mi się do niczego. A może on ma depresję i to jest powodem, dlaczego ode mnie stroni, a na mnie przeszły jego całe zmartwienia i też mam jakieś stany depresyjne? Proszę o poradę.

Kłócimy się z mężem cały czas...

Witam, mam problem, który mnie już przerasta, bo nie mogę sobie z nim poradzić... Mam 20 lat, jestem dopiero 9 miesięcy po ślubie, mam dziecko pięciomiesięczne... Nie umiem się dogadać z mężem, nie umiem mu dużo rzeczy powiedzieć, które bolą,...

Witam, mam problem, który mnie już przerasta, bo nie mogę sobie z nim poradzić... Mam 20 lat, jestem dopiero 9 miesięcy po ślubie, mam dziecko pięciomiesięczne... Nie umiem się dogadać z mężem, nie umiem mu dużo rzeczy powiedzieć, które bolą, w ogóle kłócimy się prawie co dziennie o byle bzdury, bo ja zawsze mam pretensje o byle co... Jak już się poklecimy, to nie odzywamy się do siebie nawet po dwa tygodnie i żadne nie wyciągnie pierwszy ręki do siebie. Mój mąż pracuje i dorabia po pracy, to całymi dniami go nie ma. Ja jestem w domu, dzieckiem się zajmuję. Wraca z pracy, pije piwo, od razu zje, wykąpie się, weźmie drugie i idzie spać. I to jest cała taka monotonia, dzień w dzień. Dzieckiem się mało zajmie, a nie mówiąc, żeby posiedział z żoną i pogadał o pierdołach czy przytulił się. O to się kłócimy, że nie ma dla mnie nigdy czasu, że tylko śpi, ja się denerwuję o głupoty, powiem dużo słów w nerwach, faktycznie nie zawsze mam rację, ale taka jestem i nie radzę sobie z tym... Brakuje mi bliskości. Pomóżcie mi, proszę, co ja mam zrobić i co w moim zachowaniu zmienić?

Czy warto walczyć?

Poznaliśmy się trzy lata temu. Ja byłam w ostatniej klasie liceum, On w pierwszej. Nie przeszkadzała nam różnica wieku, jaka nas dzieliła. Różniło nas wiele. Nasze rodziny, przyjaciele byli z dwóch zupełnie innych światów. Udało nam się to pokonać. Sukcesywnie...

Poznaliśmy się trzy lata temu. Ja byłam w ostatniej klasie liceum, On w pierwszej. Nie przeszkadzała nam różnica wieku, jaka nas dzieliła. Różniło nas wiele. Nasze rodziny, przyjaciele byli z dwóch zupełnie innych światów. Udało nam się to pokonać. Sukcesywnie poznawaliśmy siebie nawzajem i nasze otoczenie. Ufaliśmy sobie bezgranicznie i tak samo kochaliśmy się. Jednak wraz z upływem czasu stawaliśmy się sobie coraz bardziej obcy.

Skończyłam szkołę do której chodziliśmy razem, więc spotykaliśmy się rzadziej, choć wciąż bardzo często. Nie dostałam się na wymarzone studia i zaczęłam pracować. Czas jaki poświęcałam pracy zabierał nam wspólne chwile. Odsunęliśmy się od siebie, straciliśmy kontakt. Wiedzieliśmy, że chcemy być razem i walczyć, więc mimo zmęczenia, nadmiaru w moim przypadku pracy, w jego - nauki, każdą wolną chwilę poświęcaliśmy sobie.

On poświęcił dla nas trenowanie sportu, który kochał, ja - największe hobby. Nie myśleliśmy wtedy o tym, że to wcale nie był dobry pomysł. Ja, jako że częściej spotykaliśmy się u Niego i z jego przyjaciółmi, zapomniałam o osobach ważnych dla mnie. Przez ponad rok spotkałam się ze swoimi przyjaciółmi nie więcej, jak dwa razy.

W pewnym momencie zauważyliśmy, że nie jest nam ze sobą tak dobrze, jak dawniej. Nie było dnia bez kłótni. Doszło nawet do tego, że noc sylwestrową spędziliśmy osobno. Wciąż powtarzaliśmy sobie jak bardzo brakuje nam chwili wolności, przyjaciół, oderwania od rutyny w którą się wplątaliśmy. Postanowiliśmy spróbować inaczej. Ja postanowiłam odzyskać swoich przyjaciół, czego niestety nawet do dzisiaj nie udało mi się zrobić.

On poczuł tę wolność, którą sobie daliśmy zbyt mocno. Przypomniał sobie o tym, że jest atrakcyjny, a dziewczyny, które zaczęły Go otaczać, nie dawały mu o tym zapomnieć. Zaczęły się niewinne kłamstwa, coraz więcej kłótni i w końcu zdrada. Kiedy prawda o niej wyszła na jaw, obydwoje zrozumieliśmy, ile nas łączy i ile możemy stracić. Wybaczyłam. Zmieniliśmy swoje nastawienie. Walczyliśmy o siebie, naszą przeszłość i przyszłość.

Przez kilka miesięcy wszystko było tak, jak być powinno. Nie zabieraliśmy sobie wolności. Byliśmy naprawdę szczęśliwi. Jednak przez kilka ostatnich miesięcy naszego związku znów nie potrafiliśmy się "zgrać". Kiedy Jemu brakowało dla mnie czasu, ja wariowałam myśląc, że może nie być wobec mnie w porządku. Zaczęły się kontrole, ciągłe telefony, sprawdzanie, pytania: "Gdzie jesteś? Z kim? Co to za dziewczyna?". Choć bardzo się starałam, nie potrafiłam Mu zaufać.

Moja chora ciekawość doprowadziła do tego, że On zamiast udowodnić mi, że mogę mu ufać, zaczął bronić się atakiem.Sprawdzał mnie, wciąż pytał, nie wierzył w moje słowa.Wplątaliśmy się w ogromne błędne koło, z którego nie potrafiliśmy się wydostać. Reagowaliśmy na wszystko złością. W końcu poczułam i byłam przekonana, że znów nie jestem jedyna. Znów poczułam, że nie możemy tego zmarnować, wierzyłam, że tą wiarę zasieję znów w Nim. Spotkałam się z Nim, ale zanim zdążyłam powiedzieć jak bardzo Go kocham, On skończył nasz dwuletni związek.

Postanowiłam wyjechać z miasta. Na dzień przed moim wyjazdem On przyjechał, powiedział, że jestem jedyną kobietą Jego życia i płacząc błagał, żebym została. I zostałam. Po kilku dniach okazało się, że ma dziewczynę. Wtedy zwariowałam. Wydzwaniałam do Niego, wciąż pisałam, prowokowałam spotkania, prosiłam, błagałam i płakałam. On,choć podkreślał, że bardzo mnie kocha, a dziewczyna z którą jest, nic dla Niego nie znaczy, wciąż z nią był. I nadal jest.

Minęły cztery miesiące. Spotykamy się,rozmawiamy. Jestem już o tyle mądrzejsza i większa od samej siebie, że staram się nie okazywać swoich uczuć. Nie mogę pozwolić, by wiedział, jak wciąż cierpię. Są dni, kiedy budzę się rano i mówię sobie: DOSYĆ! Ale to szybko mija. Podświadomie wciąż o Niego walczę, choć dziś już zupełnie nie wiem, czy powinnam...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja mogę zwariować?

Witam. Chciałabym zapytać, czy od nerwów i stresu można zwariować? Stale się ostatnio stresuję i denerwuję odkąd wyszłam za mąż, często się z mężem kłócimy i nie możemy dojść do porozumienia, ja to wszystko strasznie przeżywam i biorę do siebie......

Witam. Chciałabym zapytać, czy od nerwów i stresu można zwariować? Stale się ostatnio stresuję i denerwuję odkąd wyszłam za mąż, często się z mężem kłócimy i nie możemy dojść do porozumienia, ja to wszystko strasznie przeżywam i biorę do siebie... Bardzo to się odbija na mojej psychice:( strasznie się boje, żebym nie zwariowała po kolejnym stresie, czy zdenerwowaniu lub nie dostała w przyszłości przez to schizofrenii. :(:(

Czy mojemu chłopakowi jeszcze na mnie zależy, czy lepiej zakończyć ten związek?

Mam na imię Weronika i jestem 18-latką. Od prawie 4 miesięcy chodzę z chłopakiem, który jest ode mnie starszy o dwa lata. W tym roku zdaje maturę, więc dużo czasu poświęca nauce. Jestem wyrozumiała, bo wiem, że to dla niego...

Mam na imię Weronika i jestem 18-latką. Od prawie 4 miesięcy chodzę z chłopakiem, który jest ode mnie starszy o dwa lata. W tym roku zdaje maturę, więc dużo czasu poświęca nauce.

Jestem wyrozumiała, bo wiem, że to dla niego ogromny stres. Z drugiej strony, boli mnie to, iż ostatnimi czasy nie ma dla mnie w ogóle czasu. Nie dzwoni, nie pisze... czasami wyśle jakąś ogólną wiadomość i na tym się kończy. Dziwnie się z tym czuję, bo nie wiem, czy mu jeszcze na mnie zależy... Ja natomiast nie jestem nim tylko zauroczona, bo brakuje mi jego obecności, dobrego słowa czy przytulenia...

Dodam jeszcze, że mój chłopak znalazł czas na wyjście do znajomych czy na piwo... sam mówi, że strasznie się leni i nie ma, co robić... a jednak nie chce się ze mną spotkać. Przynajmniej ja tak to odbieram.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Sny

Witam, Parę lat temu rozstałam się z chłopakiem. Łączyła mnie z nim ogromna więź. Był on moją pierwszą wielką miłością w fizycznym oraz emocjonalnym znaczeniu. Poznaliśmy się na studiach - on skończył psychologię ja filologie. Już tyle lat z nim...

Witam, Parę lat temu rozstałam się z chłopakiem. Łączyła mnie z nim ogromna więź. Był on moją pierwszą wielką miłością w fizycznym oraz emocjonalnym znaczeniu. Poznaliśmy się na studiach - on skończył psychologię ja filologie. Już tyle lat z nim nie jestem, a wciąż o nim myślę. Ostatnio mi się śni. Często. Coraz częściej.

Tyle bym mogła napisać o tych snach. Dostarczają mi one ambiwalentnej przyjemności. Czuję się po nich dobrze, ale jestem z całym tym bagażem sama, gdyż nie umiem nadać tym snom znaczenia. Mogę dać ogólne znaczenie, o które każdy się pokusi. Nie wiem czy chcę skończyć z tymi snami. Czasami obiecuje sobie, że mu napiszę o tych snach, że może jego świadomość o tym mi w czymś pomoże.

On już ma żonę, czuję, że bardzo ją kocha. Ona również mi się śni. Śnią mi się ich dzieci. Przez lata mi się śni. Czuję, że nie przestanie. Wiem, że nie ma to dla niego żadnego znaczenia, a może ma? Nie umiem nadać temu sensu - potrzebuję interpretacji z zewnątrz. Myślę dużo o tym, co o mnie mówił, jak się zachowywał i moja pamięć jest niemal doskonała, gdyż operuje detalami, szczegółami, całymi zapamiętanymi zdaniami.

Nawet nie wiem czy to jest złe. Nie sama pamięć, ale rozpamiętywanie tego. Czuję zapach jego skóry. Śnił mi się tej nocy. Zbieraliśmy razem rozsypane jabłka. Jak się obudziłam, czułam zapach jabłek, Następne moje relacje z mężczyznami opierały się na zdradzie, zemście, odwecie. Już tak nie chcę. Pragnę całą moją wyobraźnią, pamięcią, intuicją powiedzieć mu wszystko, co od dawna zalega we mnie, ale nie umiem, a i tak teraz to już by nie miało znaczenia.

Dodać muszę, że byłam hospitalizowana - zaburzenia osobowości, nerwica, depresja. Dochodzi do tego alkohol wcześniej nikotyna, narkotyki, tony leków psychotropowych. Teraz cisza. Zero leków, stan zdrowia ok. Palenie rzuciłam, jestem w olimpijskiej formie. Co z tymi snami? Jak uwolnić moją pamięć? A

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przekonać chłopaka, że mi na nim zależy?

Jestem dziewczyną, mam 16 lat. Jakiś czas temu poznałam się z chłopakiem, który jest w moim wieku. Nie jesteśmy ze sobą, ale mimo wszytko pisaliśmy sobie, że się kochamy itp. Po jakimś czasie poznałam się bliżej z jego kolegą z...

Jestem dziewczyną, mam 16 lat. Jakiś czas temu poznałam się z chłopakiem, który jest w moim wieku. Nie jesteśmy ze sobą, ale mimo wszytko pisaliśmy sobie, że się kochamy itp. Po jakimś czasie poznałam się bliżej z jego kolegą z klasy, spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Zakochałam się do takiego stopnia, że dla niego oddałabym życie...

Któregoś dnia ten chłopak, który pisał mi, że mnie kocha szedł po lekcjach w tę samą stronę co ja, wyglądało to jakby mnie gdzieś odprowadzał... następnego dnia coś dziwnego zaczęło się dziać z tym jego kolegą z klasy. Zapytałam się go, co mu jest, on odpowiadał, że nic... Kiedy przyszłam do domu, napisałam do niego, żeby powiedział mi prawdę, że nie jestem ślepa i wiem, że coś mu jest. On odpisał nic mi nie jest, po prostu to co było między nami się skończyło.

Dodał jeszcze, że wie, że Sławek nie odpuści i że on nie lubi konkurencji, więc on odpuszcza. Gdzie ja z tym Sławkiem, przyjaźniliśmy się, a do niego czuję dużo więcej... Uderzyło to we mnie w takim stopniu, że załamałam się totalnie... Kiedy pytałam się go czy to moja wina, on pisał, że nie. Powiedział, że tak już jest nic tego nie zmieni... Przez jakiś czas próbowałam odbudować to, co było między nami... ale on mi powiedział, żebym przestała się starać, bo i tak z tego nic nie będzie...

Dzisiaj dowiedziałam się, że prawdziwym powodem naszego "rozstania" jest inna dziewczyna... Nie wiem, co mam robić, tak bardzo go kocham... Widuję się z nim w szkole i w ogóle... Za każdym razem czuję, że moje serce bije 2x mocniej. Mam ochotę się zabić... przychodzi mi to łatwo, bo nie raz łykałam tabletki, ale za każdym razem mnie ratowali... mam tego dosyć, co mam zrobić, żeby on w końcu zrozumiał, że mi na nim zależy?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mój chłopak staje się coraz gorszy

Jestem z moim chłopakiem już 1,5 roku. Mam 17 lat, on 21. Do naszej rocznicy wszystko było dobrze, jak w normalnym związku. zaufanie itp. Od jakiegoś czasu zabrania mi wszystkiego. Zakładania spódnic, bluzek z dekoltem, malowania się, pisania z kolegami,... Jestem z moim chłopakiem już 1,5 roku. Mam 17 lat, on 21. Do naszej rocznicy wszystko było dobrze, jak w normalnym związku. zaufanie itp. Od jakiegoś czasu zabrania mi wszystkiego. Zakładania spódnic, bluzek z dekoltem, malowania się, pisania z kolegami, spotykania, wychodzenia samej. Nawet na telefonie i gg pokasował mi wszystkie numery kolegów. Ostatnio, gdy bez jego wiedzy pojechałam do znajomych, to nawyzywał mnie, rzekomo zerwał, jednak po 2 dniach powiedział, że to był żart. Kompletnie mi nie ufa. A ja pozwalam mu na wszystko. Miałam chęć odejść, ale nie umiem. Co mam zrobić? Jak mu wytłumaczyć, że chcę mieć własne życie? Żeby przestał wybierać mi znajomych?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Dlaczego jestem niezadowolony ze swojego życia?

Mam 26 lat i jestem niezadowolony z własnego życia. Tak pokrótce można zacząć moją historię. Odkąd pamiętam zawsze miałem problemy w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi. W szkole podstawowej raczej nikt za mną nie przepadał. Miałem tylko jednego przyjaciela, który...

Mam 26 lat i jestem niezadowolony z własnego życia. Tak pokrótce można zacząć moją historię. Odkąd pamiętam zawsze miałem problemy w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi. W szkole podstawowej raczej nikt za mną nie przepadał. Miałem tylko jednego przyjaciela, który później odwrócił się ode mnie.

W szkole średniej również miałem problemy z zawarciem znajomości. W efekcie stałem się pośmiewiskiem klasy. Kujon, który po prostu sobie nie radził z rówieśnikami. Ten czas był czasem moich ideałów. Kochałem ludzi i chętnie im pomagałem bezinteresownie. Zawsze byłem gotów do pomocy, ale gdy ja jej potrzebowałem nikogo przy mnie nie było. W tym okresie praktycznie zamknąłem się w sobie.

Moje poczucie wartości bardzo ucierpiało. Sam sobie musiałem radzić i dawałem radę. Ja, nieśmiały i zamknięty w sobie, uważałem siebie za najbrzydsze, najmniej godne życia stworzenie na świecie. Takie postrzeganie świata sprawiało, że miałem problemy również w sprawach sercowych. W okresie tym miewałem sympatie, z niektórymi się spotykałem i tak trwałem aż do studiów.

Gdy pojawiłem się na uniwersytecie miałem nadzieję, że wszystko ulegnie zmianie. Historia jednak potoczyła się niezbyt korzystnie. Znów problemy z zawieraniem znajomości, zamknięcie się w sobie, depresja. Wtedy poznałem również moją miłość. Z tą kobietą spotykam się od pięciu lat.  Obecnie moje życie pozbawione jest sensu.

Kobieta, którą kocham, myśli o opuszczeniu mnie. Koncentruje się na moich wadach osobowości, ciągle narzeka na nie, chociaż ja wcale taki okropny nie jestem. Odnosi się do mnie w sposób ordynarny, co mnie po prostu boli. Mówi "kocham cię" a później "nie jesteś taki doskonały, bo ...". Słowem, moje życie wali się. Nie ma przy mnie osoby, która by mnie wsparła, niestety. Koledzy olali - wiem, że to wulgarny zwrot, ale najlepiej oddaje sytuację. Pozostaje mi jedynie samotność, ale ciężko być samemu.

Dodam jedynie, że od wielu lat leczę się na nerwicę lękową. Odczuwam silne dolegliwości somatyczne. To dodatkowy problem, gdyż nie mogę normalnie funkcjonować, chociaż chciałbym. Czy osiągnąłem dno? Być może, lecz zdaję sobie sprawę z tego, że sam sobie nie poradzę. Wiem, powinienem się udać do specjalisty. Dziękuję za wysłuchanie...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mój partner mnie psychicznie dręczy

Nie wiem już, co mam robić. Mam myśli samobójcze. Mam już synka i jestem w ciąży z 2 dzieckiem. A mój partner, z którym jestem około 9 lat, po prostu nie daje mi spokojnie żyć. W każdej codziennej i...

Nie wiem już, co mam robić. Mam myśli samobójcze. Mam już synka i jestem w ciąży z 2 dzieckiem. A mój partner, z którym jestem około 9 lat, po prostu nie daje mi spokojnie żyć. W każdej codziennej i błahej sprawie kłamie.

Wychodzi, nie mówiąc gdzie, godzinami nie odbiera tel., a jak już odbierze, to kłamie, co do osób z którymi rzekomo przebywa. Potem okazuje się, że wcale z nimi nie był tego dnia. Gdy go o coś proszę, co jest ważne dla mnie albo dziecka, to muszę za nim tygodniami chodzić i przypominać mu i prosić, żeby to załatwił.

Kiedyś zdarzyło się tak, że mnie zdradził z inną kobietą. Dla niej wszystko potrafił zrobić, nawet rzeczy o które ja się muszę tyle napłakać, ona miała od tak. Rozstaliśmy się wtedy. On po jakimś czasie się nią znudził i za wszelka cenę chciał, żebym wróciła. Opierałam się około 7 mies. Wybaczyłam mu. Obiecał wtedy, że się zmieni.

Minęło 3 lata, jestem w ciąży, a on znowu zaczął się tak zachowywać. Płaczę po nocach. Gdy zaczynam mu wyjaśniać, że mnie rani, że powinien inaczej postępować z racji, że jestem w ciąży, to on ucina rozmowę. Krzyczy, że się go ciągle czepiam. On nie widzi winy w sobie tylko w tym, że ja mu w ogóle zwracam uwagę jakąkolwiek.

Kiedyś myślałam, że to zmieni się, ale po tylu latach mam dość kłamstw we wszystkim. Mam dość, że ciągle mnie zwodzi i obiecuje, a potem okazuje się, że nic nie załatwił. Mam dość jego zniknięć, nie wiem z kim i gdzie... Nie poradzę sobie z 2 dzieci sama.

Co mam robić? Z dnia na dzień jest ze mną gorzej. W moim stanie szczególnie potrzebuję teraz spokoju i opieki, a dostaje podwójną dawkę nerwów i łez. Mam już dość mojego życia. Czuję, że zmarnowałam je sobie z tym człowiekiem. On nigdy nie doceni co ma... A ja nadal cierpię i płaczę po nocach...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty