Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Depresja? Jak żyć bez ukochanej?

Trochę ponad mięsiąc temu zostawiła mnie dziewczyna, którą kochałem i kocham ponad życie. Byłem z nią ponad rok. Mieliśmy plany, marzenia, choć byliśmy bardzo młodzi (wspólne mieszkanie, dzieci). To wszystko sobie przysięgaliśmy i mówiliśmy sobie, że na pewno się spełni....

Trochę ponad mięsiąc temu zostawiła mnie dziewczyna, którą kochałem i kocham ponad życie. Byłem z nią ponad rok. Mieliśmy plany, marzenia, choć byliśmy bardzo młodzi (wspólne mieszkanie, dzieci). To wszystko sobie przysięgaliśmy i mówiliśmy sobie, że na pewno się spełni. Niestety, zostawiła mnie dla innego. Mówiąc mi, że mnie już nie kocha. Teraz nie potrafię normalnie żyć. W nocy się przebudzam, non stop o tym myślę i nie mogę przestać. Te wszystkie wspomnienia. Te niezrozumienia, że to się stało. Nie umiem żyć. Ludzie mnie pocieszają, ale to i tak na nic. Mam strasznie niską samoocenę. Każdego dnia nie mogę przestać o tym myśleć. Mam różne myśli, samobójcze również. Rano to w ogóle mi się nie chce z łóżka wstawać. Ciągle jakiś smutek i niechęć do wszystkiego :( w ogóle nic mnie nie pociesza. Zwykłych ludzi mam za jakieś zwierzęta :( a nie to, co kiedyś mówiłem każdemu, że to jest dobry człowiek i ten jest dobry:( nic do mnie nie dociera. W ogóle nic! Ostatnio tankowałem auto, to nawet zapomniałem zapłacić za paliwo. Chodzę do psychologa i biorę leki, i nic. Nic mnie nie pociesza ani nic mi nie pomaga :( nie mogę uwierzyć w to, że kiedyś jeszcze mi się w życiu ułoży :( W ogóle mam dość życia, nie chce mi się żyć. Żyję, bo żyję jakoś jeszcze. Ale ja już nawet nie widzę ratunku w tym wszystkim :( Nie wiem jak mam żyć. A ta dziewczyna ma mnie teraz za obcego człowieka :( Ona i jej rodzina byli dla mnie czymś najpiękniejszym, co mnie mogło spotkać w życiu ;( A to wszystko odeszło :( Jak ja mam żyć bez tego wszystkiego? Mam cholerne poczucie winy, że może nie zrobiłem wszystkiego, by tak się nie stało ;( Obwiniam siebie :( Czy jest z tego jakieś wyjście? :( Czy to depresja? :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak zachowywać się po rozstaniu, kiedy nic nie ma sensu i nie chce się żyć?

Witam, jestem 20-letnią dziewczyną. Postaram się w miarę swoich możliwości opisać swój problem... Będzie najlepiej jak zacznę od początku. 3 lata temu byłam radosną, optymistycznie nastawioną do życia dziewczyną. Jak każda nastolatka przeżywałam swoje "miłości". Z tego co wiem, jestem...

Witam, jestem 20-letnią dziewczyną. Postaram się w miarę swoich możliwości opisać swój problem... Będzie najlepiej jak zacznę od początku. 3 lata temu byłam radosną, optymistycznie nastawioną do życia dziewczyną. Jak każda nastolatka przeżywałam swoje "miłości". Z tego co wiem, jestem atrakcyjną osobą i mężczyźni zwracają na mnie uwagę. Zazwyczaj bywało tak, że każdy chłopak, z którym byłam, ranił mnie i kończyło się to rozstaniem. Postanowiłam się odegrać i zabawiać uczuciami innych. Przez kilka miesięcy świetnie mi to wychodziło... do momentu kiedy poznałam Łukasza. Od razu coś zaczęło iskrzyć... chociaż przez pewien czas bałam się mu zaufać, kiedy to jednak to nastąpiło... było świetnie. Nigdy tak fantastycznie nie czułam się z nikim innym. I pewnego razu powiedział, że to koniec. Twierdził, że przeze mnie stracił kontakt z kolegami, chociaż ja nigdy czegoś takiego mu nie zabraniałam. Wręcz przeciwnie, nalegałam na to, żeby spotykał się z kolegami... to wolał czas spędzać ze mną... Myślałam, że tego nie przeżyję... przez pół roku próbowałam ratować ten związek... kiedy zaczęłam odpuszczać, on się odezwał... żałował, że mnie zostawił... chciał wrócić i bez większych starań wyszło mu to. Wróciliśmy do siebie... a po miesiącu było podobnie. Przestał się odzywać... bez powodu. Chciałam umrzeć. Płakałam całym dniami. Pisałam do niego, dzwoniłam, a on milczał. Nie wytrzymałam... wzięłam tabletki... dzięki mamie żyję. Niestety... po 2-miesięcznej przerwie znowu się odezwał... twierdził, że był głupi... chce być ze mną i mnie kocha. Pozwoliłam na powrót... i tak było jeszcze raz na jakiś czas... Zaczął mnie oszukiwać, jak byliśmy razem. Kiedy o tym się dowiadywałam, płakał i przepraszał. A ja mu wybaczałam... i kilka miesięcy temu znowu wróciliśmy do siebie. Ale ciągle było jakieś wypominanie. Od jego przyjaciela wiem, że oszukuje wszystkich... nie wie, czego chce... Może chodzi o to, że jego mama była z domu dziecka... i obdarzyła go nadmierną opieką. Wciąż traktuje go jak dziecko. A jemu jest tak wygodniej. Jak byliśmy ze sobą... nie czułam się już szczęśliwa... ciągle płakałam... bo mnie ranił, a dla niego nie było powodów, dla których powinnam płakać. Nic nie ma dla mnie sensu... po co w ogóle żyć? Wiele razy chciałam go zostawić... a on tak wykorzystuje to... że skoro chcę, to OK... a wie, że tego nie zrobię, bo go za bardzo kocham... Nigdy go nie ma, kiedy go potrzebuję... tak strasznie mi ciężko. Nie wiem, co mam dalej robić… bez niego nic nie ma sensu... Tak bardzo chciałabym, by był taki, jak kiedyś... a nie jak teraz... zamknięty w sobie, nie myśli o niczym poważnie... jestem o niego strasznie zazdrosna... kiedy się nie odzywa... wyobrażam sobie, co może robić... w jaki sposób znowu mnie rani... czuję, że tego nie wytrzymam... tyle rozmów przeprowadzonych z nim - nic nie dały... w końcu przestałam się odzywać. Zmieniłam numer, ale nie wiem, co dalej? Bez niego zginę...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Przemoc psychiczna - jak się ratować?

Mam 22 lata, pół roku temu wyszłam za mąż. Przedtem byliśmy ze sobą tylko rok, wszystko było dobrze, on był dobry, cudowny. Przed ślubem zaczęły się kłótnie, on chciał przełożyć ślub. Wieczór przed ślubem po kłótni zadzwonił i powiedział, że...

Mam 22 lata, pół roku temu wyszłam za mąż. Przedtem byliśmy ze sobą tylko rok, wszystko było dobrze, on był dobry, cudowny. Przed ślubem zaczęły się kłótnie, on chciał przełożyć ślub. Wieczór przed ślubem po kłótni zadzwonił i powiedział, że on nie da rady, że wszystko odwołuje. Błagałam, płakałam, żeby tego nie robił, wzięliśmy ślub... teraz żałuję... Po ślubie zaczęło się piekło, ciągłe znęcanie się psychiczne, wyzwiska, kłótnie, obarczanie mnie za wszystko winą. Po każdej kłótni kazał mi się wyprowadzać do rodziców albo groził rozwodem. W kłótni on najpierw wrzeszczy, wyzywa, mówi wiele przykrych słów, a później zamyka się w sobie i nie odzywa przez kilka dni. Kiedy ja przepraszam, on tego nie przyjmuje. Często zdarza się tak, że w te dni, kiedy on się nie odzywa, ja jestem chora lub mam ważne sprawy, w których potrzebuję jego wsparcia, to go nie obchodzi. Śpi w drugim pokoju, nie odzywa się, nawet nie zapyta, jak się czuje. Po kilku dniach mu przechodzi i zapewnia, że tak bardzo mnie kocha, że nie potrafi mnie zostawić, że jestem dla niego najważniejsza. Ja od kilku miesięcy chodzę do psychologa, mimo tego nie daję już sobie rady, często myślę o śmierci, bez przerwy płaczę nie mam siły na normalne funkcjonowanie. Czuję się niekochana, nieszanowana, bardzo samotna. W ogóle nie mogę na niego liczyć. On obiecał, że też pójdzie do psychologa, że się zmieni, postara, bo chce ze mną być. Jak na razie to puste słowa. Takie kłótnie są średnio co tydzień, bardzo chciałabym, żebyśmy żyli normalnie, żeby wszystko się ułożyło, ale już nie mam nadziei. Jestem już tak tym zmęczona, że czasem poniżam sama siebie i robię wszystko, żeby tylko było znowu dobrze, żeby nie był zły, błagam go itd. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak uwolnić się od psychopaty?

Jakiś czas temu byłam z psychopatą. Później on zniknął, zaczął niszczyć życie komuś innemu. Niestety ostatnio spotkaliśmy się i znowu dałam się nabrać na "zmianę". Wmawiał mi i sobie, że się zmienił i ma jakieś cele w życiu. Udawał, że...

Jakiś czas temu byłam z psychopatą. Później on zniknął, zaczął niszczyć życie komuś innemu. Niestety ostatnio spotkaliśmy się i znowu dałam się nabrać na "zmianę". Wmawiał mi i sobie, że się zmienił i ma jakieś cele w życiu. Udawał, że przeżył dużo przykrych wydarzeń (które najprawdopodobniej nie miały miejsca) i że mnie wtedy przy nim nie było. Wymyślał różne historie, codziennie kłamał, później gubił się w swoich kłamstwach, przyparty do muru unikał odpowiedzi, odwracał kota ogonem. Jest zapatrzony w siebie i pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Nie liczy się ze zdaniem innych, każdy dla niego jest "gorszy". Bez używania wulgaryzmów potrafi poniżyć i upokorzyć. Bardzo denerwuje się, gdy widzi, że nie daję wciągać się w dyskusję. Wszyscy ludzie są dla niego wrogami i na wszystkich musi się mścić, choć nie ma ku temu powodów. Potrafi symulować choroby, zna się na prawie, medycynie, psychologii. Jest wygadany i elokwentny, ale też agresywny i porywczy. Ma problem z alkoholem, choć nie chce się do tego przyznać. Wyzywa mnie, a za chwilę mówi, że kocha. Manipuluje mną w taki sposób, żebym wszystko straciła. Wyłudził ode mnie pieniądze. Wzbudzał moje współczucie i wykorzystał moją słabą osobowość. Nie wiem, czy już dał sobie spokój i nie wiem, czy podać go do sądu o te pieniądze, czy lepiej dać sobie spokój, żeby o mnie zapomniał? Czy da sobie spokój i przestanie zwracać się do mnie z wyimaginowanymi problemami?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Problemy sercowe - co mam zrobić?

Hej wszystkim, nazywam się Ania, mam 11 lat i mam problem z chłopakiem... Zakochałam się w chłopaku z mojej klasy i mu to napisałam, ale on mnie nie chce... bardzo mi jest smutno... Ale dzisiaj napisał do mnie na...

Hej wszystkim, nazywam się Ania, mam 11 lat i mam problem z chłopakiem... Zakochałam się w chłopaku z mojej klasy i mu to napisałam, ale on mnie nie chce... bardzo mi jest smutno... Ale dzisiaj napisał do mnie na nk mój były, że chce ze mną chodzić i nie wiem, co mam robić. Pomocy!!!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak pomóc partnerce, z którą się rozstałem?

Witam, parę miesięcy temu rozstałem się z partnerką. To ja się wyprowadziłem po kilku latach wspólnego życia. Wiem, że ona cały czas nie radzi sobie z tą sytuacją. Mimo rozstania, cały czas dobrze jej życzę i trzymam za nią...

Witam, parę miesięcy temu rozstałem się z partnerką. To ja się wyprowadziłem po kilku latach wspólnego życia. Wiem, że ona cały czas nie radzi sobie z tą sytuacją. Mimo rozstania, cały czas dobrze jej życzę i trzymam za nią kciuki. Uważam, że to bardzo wartościowa osoba. Chciałbym jej pomóc "odnaleźć" się w trudnej sytuacji. Czy i jak mogę to zrobić? Czy mam zerwać kontakt, aby zapomniała, czy może kontakt utrzymać i wspierać ją (bez opcji powrotu do wspólnego życia)?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak poradzić sobie z przeszłością?

Witam, mam 21 lat i chciałabym uzyskać poradę, dlaczego nie mogę zatrzymać mężczyzny na dłużej? Moje związki trwają najdłużej pół roku, albo trochę dłużej. Każdy związek kończy mężczyzna, mówiąc, że już mnie nie kocha. Każdy mi mówi, że mam takie...

Witam, mam 21 lat i chciałabym uzyskać poradę, dlaczego nie mogę zatrzymać mężczyzny na dłużej? Moje związki trwają najdłużej pół roku, albo trochę dłużej. Każdy związek kończy mężczyzna, mówiąc, że już mnie nie kocha. Każdy mi mówi, że mam takie dobre serce, że jestem wartościowym człowiekiem, ale co z tego skoro, nudzę im się po jakimś czasie! Cały czas się zastanawiam, co jest we mnie takiego, że oni odchodzą. Jeśli jestem w związku, to nie ograniczam wolności drugiej osoby, nie zamykam go w złotej klatce, zgadzam się na kompromisy. Uważam, że jestem inteligentną kobietą, nie zachowuje się jak idiotka, jestem i poważna i wesoła w zależności od sytuacji. Gdzie tu jest problem? Co jest nie tak? Chciałabym również poruszyć drugi temat związany również z miłością. Otóż 2 lata temu połączyło mnie coś więcej z moim ówczesnym przyjacielem, którego znałam ponad 5 lat. Z nim zerwała dziewczyna, a ze mną facet, no i tak razem w tej niedoli się pocieszaliśmy. Któregoś wieczoru jednak zaszło to dalej, zaczęliśmy się całować. Na drugi dzień napisał mi, że nie żałuje tego, co się stało i że podobało mu się, ja miałam podobne myśli. I tak spotykaliśmy się nadal jak wcześniej, ale zawsze kończyły się już w inny sposób. Po pewnym czasie zaczęłam czuć do niego coś więcej niż tylko pożądanie... Zakochałam się. Spotkania nadal trwały, lecz mnie coraz bardziej umacniały w uczuciu. W końcu zdecydowałam się wyznać co czuje, ale co dostałam w zamian? Tylko westchnął, bo nie wiedział, co miał powiedzieć. Mimo tego chciał się ze mną nadal widywać, zwodził mnie pięknymi słowami, swoim zachowaniem, wyglądał tak jakby czuł coś więcej do mnie ale nic nie mówił o swoich uczuciach. Gdy zabrnęło to za daleko i gdy zaczęłam go naprawdę mocno kochać, napisałam do niego o moich wątpliwościach i chciałam w końcu jakiś wyjaśnień. Napisał mi, że nie czuje tego co ja... Teraz najbardziej nie boli mnie to, że mnie nie kocha, lecz to, że kiedy miał już świadomość, że czuje do niego coś więcej, NIE WYCOFAŁ SIĘ! Nie zrobił nic! Brnął w to dalej! Stawiam w takim razie pytanie, co dla niego znaczyła przyjaźń, która nas wcześniej łączyła? Czemu w imię przyjaźni, w imię szacunku, nie przerwał tego, nie powiedział grzecznie, że trzeba z tym skończyć?! Może teraz utrzymywałabym z nim kontakt, a tak spaliłam mosty za sobą i nie utrzymuję żadnego kontaktu. Nie rozmawiam o nim ze znajomymi, unikam wszelkich miejsc, gdzie ewentualnie mógłby być i muszę powiedzieć, że do tej pory ani razu się z nim nie widziałam. Ale najgorsze jest teraz to, że niestety wracam myślami do niego, do tych chwil wspólnych, choć tak mocno staram się wypierać to wszystko z głowy! Nasi wspólni znajomi wspominali mi kiedyś, że chciałby to wyjaśnić ze mną, że nie chciał, żeby to się tak skończyło. Ja natomiast byłam i jestem nieugięta i nie chce go widzieć, bo choć minęło tyle czasu to gdy o nim słyszę lub spojrzę gdzieś na zdjęcie, na którym jest, przeżywam to bardzo mocno, czuję przeszywającą falę gorąca i dreszczy. Ten człowiek nadal wywołuje we mnie ogromne emocje, choć nie mam z nim żadnego kontaktu. I co, o zgrozo, najgorsze to, to, że w innych mężczyznach szukam chociaż pierwiastka podobizny do niego! Bardzo proszę o radę jak mogę sobie pomóc, żeby ulżyć sobie w tych katuszach? Jak zamknąć tę sprawę i zacząć żyć dalej. Uważam, że przez niego mam teraz problemy w relacjach z mężczyznami, boję się, że nikt nie potrafi mnie naprawdę szczerze pokochać. Że zawsze się będzie liczyć ciało albo moja naiwność.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy ze mną jest coś nie tak? Toksyczny związek

Poznałam go dwa lata temu, ja po rozstaniu z ówczesnym partnerem, on cichy, spokojny, dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Byłam osobą wygadaną, towarzyską, miałam znajomych, z którymi często się spotykałam. Po pół roku postanowiliśmy zamieszkać razem, on rzucił studia, choć usilnie...

Poznałam go dwa lata temu, ja po rozstaniu z ówczesnym partnerem, on cichy, spokojny, dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Byłam osobą wygadaną, towarzyską, miałam znajomych, z którymi często się spotykałam. Po pół roku postanowiliśmy zamieszkać razem, on rzucił studia, choć usilnie go namawiałam, by jednak skończył kierunek, który zaczął - pozostało mu 12 miesięcy. Pracował dorywczo, bo z mojego studenckiego stypendium nie dałabym rady nas utrzymać. Starałam się, jak mogłam, podwoziłam do pracy, bo on prawa jazdy nie ma, gotowałam obiady. Pierwszy raz uderzył mnie po roku, w twarz, za to, że obraziłam jego koleżankę i tak systematycznie coraz bardziej szarpał mnie, gryzł, wyrywał włosy. Wiele razy usłyszałam, że jestem szmatą, że jestem tępym pustakiem i że takich jak ja on ma na pęczki i że tego kwiatu jest pół światu. Pakowanie się o 2 w nocy, bo w łóżku odwróciłam się do niego plecami, ciągłe kłótnie i bójki o znajomych, którzy chcieli się spotkać, zero wychodzenia na jakiekolwiek spotkania towarzyskie. Obrażanie mojej matki, której nie spodobało się to, że on ciągle mówił, a ja siedziałam jak mysz pod miotłą i przytakiwałam, nie mając własnego zdania. W zimowy wieczór byliśmy u jego znajomych, zadzwonił mój ojciec, więc wyszłam na chwilkę. Sprawdził mój telefon po wyjściu, skończyło się tak, że skopana leżałam na śniegu, a on uciekał z moim telefonem. Nie mieszkamy juz razem, ale ja nie umiem się odpędzić od poczucia winy, jakie na mnie wywarł, uważam, że to wszystko moja wina, że nie byłam wystarczająco dobra, wystarczająco kobieca, ładna i uśmiechnięta. Jeżdżę do niego czasami, staram się mieć jakiś kontakt, byle tylko mnie zaakceptował. Z drugiej strony szukam pomocy gdzie się da, bo czuję, że dzieje się ze mną coś nie tak… mam nerwicę, nie mogę spać po nocach, nie mogę się skupić. Pomóżcie mi, bo chcę być taka, jak kiedyś, uśmiechnięta i zadowolona.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Toksyczni teściowie, niedojrzały mąż i depresja

Poznaliśmy się, jak byłam jeszcze w szkole średniej. Był ode mnie o 7 lat starszy. Bardzo go kochałam (czy nadal... nie wiem, obawiam się, że tak). Po prawie 4 latach się zaręczyliśmy, po 5 latach pobraliśmy się. Po roku odeszłam....

Poznaliśmy się, jak byłam jeszcze w szkole średniej. Był ode mnie o 7 lat starszy. Bardzo go kochałam (czy nadal... nie wiem, obawiam się, że tak). Po prawie 4 latach się zaręczyliśmy, po 5 latach pobraliśmy się. Po roku odeszłam. Ale odeszłam nie dlatego, że mi coś "odbiło", spodobał mi się ktoś inny czy tym podobne, nie, nie dlatego. Kochałam go jak nikogo na świecie, nikomu tak nie ufałam. Małżeństwem byliśmy rok, a jeśli wliczyć w to czas oczekiwania na rozwód, to 1,5 roku. Gdy się wyprowadzałam, powiedziałam: "nie odchodzę od Ciebie, odchodzę z domu twoich rodziców". Przez 4 miesiące błagałam go, aby przeprowadził się do mnie do mieszkania moich rodziców, a najlepiej, żebyśmy coś sami wynajęli. Nie chciał... Słyszałam tylko: "mamy gdzie mieszkać". I choć serce mówiło co innego, a rozum co innego, to po 4 miesiącach złożyłam pozew o rozwód. I wszystko skończyło się na pierwszej rozprawie. Od momentu mojej wyprowadzki schudłam 25 kg. Nie wiem jak, bo jadłam normalnie. Czy płakałam... tak, najczęściej na imprezach ze znajomymi, po alkoholu. Zaraz po wyprowadzce byłam na zwolnieniu lekarskim, ponad miesiąc. Nie byłam w stanie podnieść się i pójść do pracy. Najgorsze były noce, bo nadal mi się zdarza nie spać po prostu w nocy. Palę ponad paczkę papierosów dziennie, innych nałogów nie mam. To, jak potraktowali mnie jego rodzice i on sam, nie daje mi do dzisiaj spokoju. Nie mogę uwierzyć, że nie pozwolili mu pójść za żoną, a i on sam tego nie zrobił. On ma 30 lat, normalnie rozmawia ze mną tylko wtedy, gdy nie ma rodziców w pobliżu. Ja się tam w ogóle nie liczyłam, on miał kasę ze swoimi rodzicami, ja sama. Kupował coś, to mi o tym nie mówił, tylko rodziców się pytał. Wmawiali mu, że go zdradzam. A ja nigdy nawet o innym nie pomyślałam, zawsze był tylko on. To tylko kilka przykładów. Mija rok... czy jest lepiej? Raczej nie. Nie potrafię o nim zapomnieć, inni faceci dla mnie nie istnieją. Coraz częściej płaczę, wspominam wszystko co dobre i złe, zastanawiam się, czy tego nie skończyć. Chyba tylko wiara w Boga trzyma mnie jeszcze i wspomnienie tego, jak bardzo byłam ciekawa życia. Jeszcze przed odejściem byłam u psychologa, który uświadomił mi, że on na mnie nie zasługuje, że powinniśmy przyjść razem, mąż powiedział, że tylko nienormalni chodzą do psychologów. Za 2 miesiące wyjeżdżam za granicę... Czy uciekam? Tak, chyba tak. Mam nadzieję, że w środowisku gdzie nikt nie zna mnie ani jego, jakoś się pozbieram. Tak to sobie tłumaczę. Czy dobrze, to tego nie wiem. Zrobiłam ten test na depresję, 1 odpowiedź to C, a pozostałe D. Nie śpię w nocy albo śpię noc i dzień i wstaję tylko do toalety. Palę bardzo dużo. Dlaczego to wróciło, było już dobrze. Uśmiechałam się, wychodziłam do ludzi... a teraz... tylko siedzę w mieszkaniu, nigdzie nie chce mi się iść. Nawet do rodziców nie jeżdżę, bo tam za wiele wspomnień i to tak bardzo boli. Mówiąc wprost, mam też myśli samobójcze, wątpię, żebym miała tyle odwagi, aby targnąć się na swoje życie, ale niepokoi mnie to. Nie raz byłam w podbramkowej sytuacji i nigdy nie zastanawiałam się nawet nad tym. Co mam zrobić, nie wiem. Proszę o szczerą odpowiedź. ~Wiktoria.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Koszt związku

Mężczyzna, lat 30, kilka lat temu leczony farmakologicznie na depresję (dwa różne środki na wychwyt zwrotny serotoniny plus dla równowagi preparaty nasenne), z wykresem EEG podobno wskazującym na cichy zawał ok. 2003-2004. Sytuacja jest taka, że pokochałem matkę kilkuletniej dziewczynki,...

Mężczyzna, lat 30, kilka lat temu leczony farmakologicznie na depresję (dwa różne środki na wychwyt zwrotny serotoniny plus dla równowagi preparaty nasenne), z wykresem EEG podobno wskazującym na cichy zawał ok. 2003-2004. Sytuacja jest taka, że pokochałem matkę kilkuletniej dziewczynki, żyjemy w innych miastach, ale są/były plany połączenia się. Przez nieco ponad pół roku wszystko było dobrze, a teraz katastrofa: przyjeżdżam do tej kobiety i jej dziecka (z małą się dobrze dogaduję, lubi mnie) i jestem świadkiem sytuacji następującej: mała się rozryczała, a babcia (czyli matka narzeczonej) z punktu do niej: zła jesteś, ojcu biologicznemu trzeba cię oddać, potem zestaw motywów typu fekalia plus obozy koncentracyjne, gotowa ilustracja do "Anatomii ludzkiej destrukcyjności". Przerwałem ten chory monolog. W zasadzie przyznano mi nawet słuszność, że dobrze zrobiłem. Proponuję szybki ślub i jak najszybsze zabranie małej z tego środowiska, ale teraz najtrudniejsze: ze strony narzeczonej pojawia się w tym momencie ściana, rozluźnienie kontaktu, pretensje o każdy drobiazg, a o komentowanie matki w szczególności. Twierdzi, że sytuacja jednorazowa, a ja robię z tego coś większego. Bardzo przepraszam, ale przemoc psychiczna wobec dziecka nie jest drobiazgiem, nad którym umiem przejść do porządku dziennego. Po dwóch tygodniach takich rozmów uruchamia mi się bezsenność, kołatanie serca, ogólne rozbicie. Ja już nie wiem, jak się w tej sytuacji odnaleźć - po atakach ze strony narzeczonej, która do tej pory zawsze chciała, bym był po stronie dziecka (co zresztą przychodziło naturalnie), po odrzucaniu czy odkładaniu na przyszłość propozycji ślubu, na którą dotychczas reagowała dobrze, wobec mojej obawy przed powrotem depresji i zagrożeniem kardiologicznym.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Przestałam żywić jakiekolwiek uczucia do męża, jestem załamana, ponieważ od ponad roku nie śpimy ze sobą

Mam poważny problem: od pewnego czasu nie czuję miłości i pociągu seksualnego do męża. Jest mi bardzo ciężko żyć tak dalej. Mąż jest również załamany tą sytuacją i mimo podejść do mnie, nic to nie daje, jest jeszcze gorzej. Odpycha...

Mam poważny problem: od pewnego czasu nie czuję miłości i pociągu seksualnego do męża. Jest mi bardzo ciężko żyć tak dalej. Mąż jest również załamany tą sytuacją i mimo podejść do mnie, nic to nie daje, jest jeszcze gorzej. Odpycha mnie to, co kiedyś przyciągało! Czy moje małżeństwo jest już skończone??? Proszę, pomóżcie mi, potrzebuję ratunku!!!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak sprawić, by jego uczucie narodziło się na nowo?

Witam, mam 22 lata. Mam chłopaka, z którym jestem od 3 lat, między nami oczywiście bywało różnie (jak to w każdym związku), przeżywaliśmy chwile ogromnej radości, smutku, rozczarowania, przeżyliśmy nawet fascynację, zauroczenie innymi osobami. Daliśmy radę! I nagle...

Witam, mam 22 lata. Mam chłopaka, z którym jestem od 3 lat, między nami oczywiście bywało różnie (jak to w każdym związku), przeżywaliśmy chwile ogromnej radości, smutku, rozczarowania, przeżyliśmy nawet fascynację, zauroczenie innymi osobami. Daliśmy radę! I nagle od tygodnia wszystko się zmieniło. Muszę dodać w tym miejscu, że ja studiuję w innym mieście, niż on mieszka. Zaczęło się od mojego wyjazdu po feriach. Pierwszy dzień był taki jak zawsze: miłe SMS-y, tęsknota, dzwonienie do siebie. Ale już we wtorek wszystko się zmieniło. Pewnie to moja wina, bo jestem bardzo zazdrosna o niego i nie lubię jak wychodzi do miasta z jego znajomymi. I przesadziłam, pisząc, że to koniec między nami, oczywiście już za chwilę dzwoniłam, pisałam, że przepraszam, że mnie poniosło. Ale jego to nie obchodziło, jest wolny i teraz skupia się na sobie. Oczywiście stale się kontaktowaliśmy, bo jesteśmy uzależnieni od siebie, ale z jego strony było już to oschłe, czasami nawet chamskie, takie na "odwal się", choć czasami był troskliwy i miły. W końcu po kilku dniach mojego nagadywania zgodził się wrócić, ale nadal to nic nie zmieniło. A nawet jest jeszcze gorzej. Jak chcę się skontaktować, to mnie olewa, mówi, że nie interesuje go, co robiłam przez cały dzień, że jest zajęty sobą i swoimi znajomymi. Już nawet zwróciłam się o pomoc do jego bardzo dobrego kolegi, żeby pomógł mi ratować nasz związek, żeby pogadał z nim, że tak mnie traktując rani, i prowadzi to tylko do jednego: końca naszego związku. Ja tak bardzo kocham tego mojego "drania", nie wyobrażam sobie życia bez niego, jest sensem życia. Nie rozumiem tylko jednego, jak w przeciągu 12 h można przestać kogoś kochać i de facto, nie mając takiego "poważnego" problemu, czuję, że jemu nie zależy, boję się, że go stracę. Gdyby można było cofnąć czas... Co mam zrobić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Dlaczego on tak zerwał bez słowa?

Witam. Od pewnego czasu nie mogę sobie dać rady ze sobą, odkąd go poznałam. Poznaliśmy się przez czat, nie jestem zwolenniczką tej formy zapoznawania, ale chciałam spróbować kogoś zapoznać. I go zapoznałam, rozmawialiśmy ponad 1 miesiąc, gdy oboje stwierdziliśmy, że...

Witam. Od pewnego czasu nie mogę sobie dać rady ze sobą, odkąd go poznałam. Poznaliśmy się przez czat, nie jestem zwolenniczką tej formy zapoznawania, ale chciałam spróbować kogoś zapoznać. I go zapoznałam, rozmawialiśmy ponad 1 miesiąc, gdy oboje stwierdziliśmy, że chcemy się poznać w realu. Przekonał mnie do siebie, mieliśmy wspólnych profesorów, on skończył ten sam kierunek, co ja studiuję. Zrobiliśmy na sobie dobre wrażenie oboje. Po 5 spotkaniach byliśmy już parą. To on nalegał na spotkania, on dzwonił do mnie, było widać, że się mną interesuje. Bardzo dobrze czułam się w jego towarzystwie, bo mieliśmy wiele wspólnego, mogłam z nim porozmawiać w języku niemieckim, twierdził, że z żadną eks nie miał tyle wspólnego, co ze mną. Że go uszczęśliwiam, że wie, że mogę dać mu szczęście, że ze mnie tak łatwo nie zrezygnuje. Spotykaliśmy się często, opowiadałam mu, żeby mnie nie skrzywdził, bo się tego boję, że jest dla mnie za cwany. Zawsze powtarzał „daj mi ostatnią szansę”, bym mu uwierzyła, że on mnie nie skrzywdzi. Byliśmy ze sobą 2 tygodnie jako para. Z nikim się tak dobrze nie czułam jak z nim, odpowiadał mi jego charakter, cały on. Po wspólnym weekendzie nalegał na stosunek, ja jednak nie chciałam, chciałam poczekać miesiąc, dwa miesiące, bo się boję, że mnie zostawi po tym, stwierdził, że poczeka, odwiózł mnie do domu. Po prostu wtedy było coś nie tak, nie pożegnał się, bo mu się spieszyło, wysłał sms, że fajnie się ze mną spędziło weekend, że jestem fajna dżaga. Że zadzwoni następnego dnia, i od tamtej pory już nie zadzwonił ani nie odpisał na SMS. Po paru dniach pojechałam do niego, mieszka sam, wiem że był w domu, spotkałam jego sąsiadkę, która mówi, że widzi go. Po 2 tygodniach wysłałam SMS-a, żeby mi oddał film, bo to był mego brata film, koleżanka doradziła, by dopisać, że jeśli coś przygarnął to kradzież. Tak, odpisał, że on na mój film to ..., żebym podała adres, to mi go wyśle. Nie było słowa nawet przepraszam od niego, jakby się nic nie stało. Zadzwoniłam, to nie odbierał już. Po tym wydarzeniu stałam się taka smutna, przygaszona. Zmieniły mnie te wydarzenia. Dodam, że nie jestem jakąś 15-latką, która przeżywa, bo facet ją olał. Mam 23 lata, jestem dojrzała, jeden kierunek studiów skończyłam, teraz studiuję drugi. Wiem, że jestem atrakcyjna, wielokrotnie mi to podkreślał, że jestem kobieca, że ubieram się w sukienki, czego żadna eks nie nosiła, że jestem śliczna dla niego. Nie poleciałam na jego kasę, bo mam swoją, sam powiedział, że wie, że nie lecę na jego kasę, bo widać, jak mieszkam, jak się ubieram. Podczas ostatniej rozmowy twierdził, że jestem dla niego ważna, że mam ciekawe poglądy na życie itp. Nic nie zapowiadało, że tak postąpi. Czemu tak nagle mnie zostawił, bez słowa. Dodam, że ani razu nie pyskowałam do niego, ani razu nie podniosłam głosu na niego, do końca udawał, że wszystko jest w porządku. Przez to coraz więcej palę, zaczęłam stosować tabletki uspokajające, by zabić ten ból w sobie, ten smutek. Moi znajomi nie rozumieją, jak mógł tak zrobić, jestem naprawdę osobą na poziomie, zadbaną, w porządku. Byłam bardzo dobra dla niego. Nawet do moich znajomych na ostatnim spotkaniu powiedział, że jestem w porządku i że jest ze mną szczęśliwy. Co najgorsze, z żadnym mężczyzną tak dobrze mi się nie rozmawiało jak z nim, za nikim tak nie tęskniłam. Minęło prawie 3 tygodnie od tamtego wydarzenia, a ja dalej mam ten ból w sobie i pytanie, czemu tak mnie potraktował? Chciałabym się z nim spotkać, porozmawiać, czy powinnam coś napisać do niego, a jeśli tak, to co mam napisać, by się ze mną spotkał, bym znała odpowiedź czemu? Bo to, że nie znam odpowiedzi bardzo mnie dręczy, to spowodowało, że teraz już nikomu nie zaufam. Dodam, że on miał 26 lat i to nie jest jakiś żul, z takim bym się nie zadawała, tylko osoba na poziomie. Dodam, że pytałam kolegę, to on powiedział, że dla niego to facet, który myśli, że jak jest bogaty, to może mieć każdą laskę, i że powinnam zasłużyć na kogoś lepszego. Dodam, że on go nie znał, tylko razem byliśmy na imprezie i podczas rozmowy takie o nim miał zdanie. Co mam zrobić, by nawiązać kontakt z nim, naprawdę mi na nim zależy. Co było powodem tego, że facet, który deklaruje, że mnie nie skrzywdzi, odchodzi bez słowa, bez przyczyny. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

18 lat, kobieta... Nie wiem, co robić dalej

Witam, mam problem, nie wiem, czy dalej być z moim chłopakiem. Jesteśmy razem od 3 lat. Kocham go bardzo i wiążę z nim moją przyszłość, ale od dłuższego czasu, jak się kłócimy, zawsze twierdzi, że jest to moja wina. Moje...

Witam, mam problem, nie wiem, czy dalej być z moim chłopakiem. Jesteśmy razem od 3 lat. Kocham go bardzo i wiążę z nim moją przyszłość, ale od dłuższego czasu, jak się kłócimy, zawsze twierdzi, że jest to moja wina. Moje koleżanki radzą mi, żebym nie była z nim. Ale ja nie wiem, czego chcę. Całe dnie spędzamy razem. Zachowuje się chamsko wobec mnie: (mówi, że jestem głupia). Jest strasznym leniem. Jak chcę się przytulić, to robi krzywą minę. Całuje mnie tylko na do widzenia. Przy kolegach mnie olewa, jakby się popisywał. Mówi, że się czepiam go o wszystko. Na spacery nie chce chodzić, bo mu się nie chce. Jakby mógł, to by tylko grał cały dzien. Chcę, żeby zwrócił na mnie uwagę, żeby było dobrze. Jest starszy ode mnie o 2 lata. Mówi, że jestem dla niego najważniejsza. Zostawił mnie po roku dla jakieś innej, ale po 1,5 miesiąca wróciliśmy do siebie (jak nie byłam z nim, to ciął się). Gdy nie byłam z nim, było mi bardzo smutno, wszystko mi się z nim kojarzyło, cały czas płakałam. Nie wiem, co robić. Zabrania mi spotykania się z koleżankami, bo mówi, że mnie wyciągają do jakichś kolesi. Rozmowa z nim kończy się kłótnią. Zawsze to ja pierwsza się odzywam=((

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak zapomnieć o zdradzie męża?

Witam! Jestem kobietą i mam 40 lat. Dwa lata temu zostałam zdradzona przez męża. Wybaczyłam mężowi zdradę, ale od tego czasu nie umiem poradzić sobie z emocjami. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Jeszcze rok temu myślałam,...

Witam! Jestem kobietą i mam 40 lat. Dwa lata temu zostałam zdradzona przez męża. Wybaczyłam mężowi zdradę, ale od tego czasu nie umiem poradzić sobie z emocjami. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Jeszcze rok temu myślałam, że zwyciężyłam, zapomniałam, a teraz wspomnienia mnie zabijają. Ciągle wracam myślami do tamtych wydarzeń: jak dawałam się poniżać, jak żebrałam o miłość, jak próbowałam popełnić samobójstwo, jak udawałam przed światem, że jestem szczęśliwa. Od czasu zdrady męża na niczym mi nie zależy, nie mam marzeń, planów. Czasami mam wrażenie, że poprzez swoją zdradę mąż zabił jakąś cząstkę mnie. I to co mnie najbardziej przeraża: w razie najmniejszego niepowodzenia żałuję, że żyję, że wtedy stchórzyłam. Często, patrząc na męża, zastanawiam się, czy on jest teraz szczęśliwy, czy żałuje, że wybrał mnie. Sama nie mam odwagi zadać mu tych i wielu innych pytań. Muszę napisać, że mąż bardzo się stara, udowadnia mi na każdym kroku, że mnie kocha. Niestety nie umiem się z tego cieszyć, zresztą nic mnie nie cieszy. Czuję się, jakbym żyła w próżni. Zastanawiam się, czy to początki depresji, czy tylko złe wspomnienia? A może, pomimo że tak bardzo kocham męża, nie wybaczyłam mu zdrady?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Co zrobić przy miłości bez odwzajemnienia?

Jestem zakochana w chłopaku ode mnie 2 lata starszym... ja sama mam 14 lat... Nie wiem, co mam zrobić, ponieważ czasem mi nie odpisuje na SMS-y, a mojej koleżance napisał, że ma dziewczynę i świetnie mu się z nią chodzi......

Jestem zakochana w chłopaku ode mnie 2 lata starszym... ja sama mam 14 lat... Nie wiem, co mam zrobić, ponieważ czasem mi nie odpisuje na SMS-y, a mojej koleżance napisał, że ma dziewczynę i świetnie mu się z nią chodzi... i nie chodziłby ze mną... jednak w szkole jest wszystko OK... uśmiecha się do mnie i takie tam... nie wiem, co mam mu powiedzieć, żeby zrozumiał, że ja się w nim bujam... w ogóle nie wiem, co mam zrobić... często przez to płaczę! Liczę na poradę >>>:) Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Miłość, zaufanie, depresja - jak opuścić martwy krąg?

Witam serdecznie. Jestem 28-letnim mężczyzną, posiadającym złożony problem, który postaram się w miarę możliwości zrozumiale i w streszczeniu opisać. Ponad dwa lata temu poznałem kobietę, z którą przeżyłem ponad roczny, najsilniejszy emocjonalnie związek w swoim życiu. Kilkanaście miesięcy temu jednak...

Witam serdecznie. Jestem 28-letnim mężczyzną, posiadającym złożony problem, który postaram się w miarę możliwości zrozumiale i w streszczeniu opisać. Ponad dwa lata temu poznałem kobietę, z którą przeżyłem ponad roczny, najsilniejszy emocjonalnie związek w swoim życiu. Kilkanaście miesięcy temu jednak rozstaliśmy się, głównie z powodu braku zaufania ze strony mojej partnerki. Odbyliśmy wiele rozmów, doszukując się podłoża problemu i wraz z psychologiem (ok. 4 mies. wizyt - tylko ona) dostrzegliśmy problem w poprzednich relacjach, w których była przez partnerów oszukiwana. Nie przyniosło to oczekiwanych skutków/zmian w naszej relacji. Podczas rozstania wielokrotnie "szarpaliśmy się" wizjami powrotów do siebie (oboje po próbie nieudanego związku ze względu na wciąż żywe uczucia do siebie wzajemnie). Ja osobiście po drodze, m.in. jak sądzę z tego powodu, również straciłem pracę plus kłopoty rodzinne, co zaowocowało stanem depresyjnym. Środki SSRI pozwoliły mi dojść do stanu "używalności", w jakim jestem teraz. Po szczerych rozmowach naświetliła mi to, co jest we mnie, co nie pozwala jej ufać, etc. Mianowicie jestem osobą towarzyską (przynajmniej byłem), mam wiele kontaktu z kobietami, który ma wymiar, jak stwierdza: "nazbyt poufały i zażyły", co objawia się m.in. tym, iż ufają mi, powierzają swe zwierzenia, liczą na moją pomoc. W obliczu tego (zapewne również wzmocnionego pryzmatem wcześniejszych doświadczeń) wszystkiego ona sama czuje się zagrożona, mimo iż ja szczerze przed sobą wiem, że takie zagrożenie nie istnieje. Ona - konserwatystka, osoba religijna, ja – liberalny, bardziej nowoczesny, ale gotowy, by się zmieniać i powalczyć. Jakie podjąć kroki? Czy w ogóle szanse są realne? Mediacja? Wspólna terapia? Odpuścić i dać sobie czas aż przejdzie, by budować coś nowego? By dodać kolorytu, na koniec powiem, że oboje jesteśmy z wykształcenia psychologami... Z góry dziękuję za jakąkolwiek wskazówkę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak przestać o Nim myśleć, jak zapomnieć?

Mam 17 lat i choć może się wydawać, że w tym wieku raczej nie spotka się miłości na całe życie, to jednak ja chyba ją znalazłam, tyle że nie mam raczej szans na jej spełnienie. Znam się z Tomkiem od...

Mam 17 lat i choć może się wydawać, że w tym wieku raczej nie spotka się miłości na całe życie, to jednak ja chyba ją znalazłam, tyle że nie mam raczej szans na jej spełnienie. Znam się z Tomkiem od czasów gimnazjum, już w pierwszej klasie mi się podobał, ale było to tylko dziecięce zauroczenie, i szybko się z niego wyleczyłam. Wszystko znów się zaczęło pod koniec trzeciej klasy, on nagle się mną zainteresował. Były długie rozmowy na wszelkie tematy, wygłupy w szkole. Początkowo miałam go za zwykłego kolegę, który lubi ze mną spędzać czas, ale te jego spojrzenia, próby przebywania jak najbliżej mnie dały mi do zrozumienia, że coś do mnie czuje, chociaż on nigdy mi o tym nie powiedział. No i tak skończył się rok szkolny, mieliśmy wprawdzie jakieś ognisko klasowe, ale ja wyjechałam na całe wakacje za granicę i nawet o nim zapomniałam, poszliśmy do różnych szkół, zmieniłam nr telefonu, nawet nie starałam się zdobyć jego. Po wakacjach spotkałam go dopiero w październiku w kościele! Siedzieliśmy po przeciwległych stronach i ciągle wymienialiśmy spojrzenia. Potem przez chwilę ze sobą rozmawialiśmy i tyle. Ciągle o nim myślałam, ale gdy nie widziałam go dłuższy czas, wszystko wracało do normy. Tyle, że każde spotkanie z nim, każdą imprezę, na której się zetknęliśmy, mocno przeżywałam, nie mogłam jeść, spać, uczyć się. On był w każdej mojej myśli, nie robił pierwszego kroku, a czułam, że nie jestem mu obojętna. Od chwili kiedy zrozumiałam, że go kocham, minęło już prawie 2 lata i nic z tego nie wyszło. Ostatnio, jakiś miesiąc temu, zaprosiłam go na półmetek. Zgodził się bez wahania, ale żałowałam tego, nie wiem dlaczego, może dlatego, że miałam nadzieję, że coś z tego będzie i bałam się rozczarowania. On był bardzo spięty, mało mówił, przyglądał mi się badawczo, zadedykował dla mnie piosenkę i był miły. Tyle, że po tej imprezie on nie dawał żadnego sygnału, może to moja wina, bo przez tydzień nie siedziałam na gadu, bałam się, że on napisze, poprosi o spotkanie, a ja bym spanikowała i powiedziała nie. Mimo że go kocham, starałam się dawać mu powody do tego, by nie czuł, że jest dla mnie najważniejszy, przeciwnie, powiedziałam, że idę na studniówkę z kimś innym, on z kolei nie zaprosił mnie na swoją osiemnastkę. Wiem, że to dziwne, że ja i moje zachowanie jest dziwne, ale nie potrafię się od niego uwolnić, chciałabym wymazać go z pamięci, ale nie umiem. Czekam, że napisze, zadzwoni, ale to jest bezcelowe. Nie mogę jeść, cokolwiek zjem, od razu boli mnie brzuch, nie mogę spać, a najbardziej boję się powrotu do szkoły, teraz są jeszcze ferie, ale ja nie wyobrażam sobie, jak mam się uczyć, zakuwać do sprawdzianów. Wiem, że dla niego gotowa byłabym poświęcić wiele, plany, ambicje, wymarzone studia, byle tylko być z nim. Moja mama mówi, że przesadzam, ale ja w to wątpię. Nie mogę pomyśleć, że jak wyjadę z domu na studia, znajdę potem pracę, a on założy rodzinę, będzie miał swoje życie, nie mogę znieść tej wizji, a ona mnie prześladuje. Są momenty, gdy chciałabym wyjechać na drugi koniec świata, nie wiedzieć nic o nim, co robi, z kim się spotyka, ale potem zdaję sobie sprawę, że bez tej wiedzy o nim straciłabym sens życia, on nadaje mu całą radość... Mam pytanie, czy istnieje coś takiego jak całkowite usunięcie wszystkiego, co związane z Nim, tak jakbym go nigdy nie spotkała, nic o nim nie wiedziała. Pomóżcie, bo sama nie dam rady o nim zapomnieć. Czy mam iść do psychologa?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak pomóc chłopakowi odejść od dziewczyny chorej psychicznie?

Witam, zgłaszam się tutaj, ponieważ nie mogę znaleźć żadnej stronki z poradami. Mam taki problem, iż brat spotyka się 10 lat ze swoją kobietą, nie mają dzieci, ślubu ani nie są zaręczeni. Już parę lat temu brat chciał od niej...

Witam, zgłaszam się tutaj, ponieważ nie mogę znaleźć żadnej stronki z poradami. Mam taki problem, iż brat spotyka się 10 lat ze swoją kobietą, nie mają dzieci, ślubu ani nie są zaręczeni. Już parę lat temu brat chciał od niej odejść, ponieważ stwierdził, że do siebie nie pasują, że ona jest całkiem inna i wtedy się zaczęło. Zaczęła go straszyć, że połknie tabletki i się zabije. Było to pierwszy raz, on od niej odszedł, a na drugi dzień dowiedział się, że ona leży w szpitalu, ponieważ zjadła tabletki i na szczęście mama to zauważyła i zadzwoniła po pogotowie. Wtedy wszyscy obarczali winą mojego brata, że to przez niego ona chciała się zabić. Cała jej rodzina chodziła po ludziach i tak mówiła, PO CZYM MÓJ BRAT NIE WYTRZYMAŁ psychicznie i do niej wrócił z przymusu. Kiedy minęło 8 lat takiego chorego związku, poznał pewną dziewczynę, przy której odżył, miło się na niego patrzy, zakochał się w niej, ale nie potrafi zakończyć związku z Asią, bo się boi, że ona się zabije. Ten drugi związek trwa 2 lata, bo ta dziewczyna powiedziała, że da mu czas, żeby to zakończyć, że wie, że nie jest to tak hop, ale mijają te dwa lata i ona ma tego dość, a brat z dnia na dzień ją traci, a wie, że jest to miłość jego życia. Próbował Asi powiedzieć, że to koniec, że do siebie nie pasują. Asia ma 30 lat, a zachowuje się, jakby miała 12. Kiedy powiedział, że nie chce z nią być, to ona uciekła z domu i znaleźli ją na dworcu po 3 godzinach. Potem znowu udawał, że jest wszystko OK, ale kiedy ta druga dziewczyna ma już dość, to znów powiedział Asi, że naprawdę to nie ma sensu, to wzięła przy nim tabletki i powiedziała, że jak wyjdzie od niej, to się zabije i musiał zostać tam na noc przez tydzień, a przez 10 lat wychodził od niej o 22.00. Ona jest chora psychicznie, brat nie potrafi z tym sobie poradzić, a ta druga dziewczyna przez to, że tak długo tego nie kończy ma już depresję i też nie jest z nią za dobrze. Kiedy po tygodniu Asia puściła go do domu, to znów zaczęła swoje histerie i żeby go przytrzymać na noce, to leżała na łóżku i prosiła Boga, żeby zabrał ją z tego świata. To nie jest normalne!!! Nie mogę patrzeć, jak mój brat się męczy, ona go zniszczy, a on ma szanse teraz na lepsze życie z osobą, którą naprawdę kocha. Co mam robić???? Nie potrafię znaleźć nigdzie pomocy, nie mogę patrzeć na nią, jak nim manipuluje. Dostaje takiej histerii, że tego nie można tak normalnie opisać. Proszę, wręcz błagam, o pomoc. Dorota

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Proszę o poradę, jak sobie poradzić, aby zapomnieć o osobie, którą się kochało 3 lata, a teraz zerwany jest wszelki kontakt?

Jestem mężczyzną, 56 lat. Przed trzema laty poznałem na "erocie" kobietę 20 lat młodszą ode mnie, raz ją odwiedziłem w realu. Jednakże codziennie spotykaliśmy sie w internecie. Jest mężatką z dwójką małych dzieci (9 i 6 lat). Jakimś pechowym zbiegiem...

Jestem mężczyzną, 56 lat. Przed trzema laty poznałem na "erocie" kobietę 20 lat młodszą ode mnie, raz ją odwiedziłem w realu. Jednakże codziennie spotykaliśmy sie w internecie. Jest mężatką z dwójką małych dzieci (9 i 6 lat). Jakimś pechowym zbiegiem okoliczności nasze rozmowy odkryła moja żona, podążając tropem, "odkryła" też zdjecia (dość intymne). Zaczęła ją szantażować, że jeśli nie zerwie ze mną kontaktu, powiadomi o tym jej męża. No i wszystko się rypło, tamta kobieta powiedziała wszystko mężowi. Powiem wprost, bardzo ją kocham, według jej zapewnień ona mnie także, ale dałem słowo jej mężowi, że więcej się nie odezwę. Ale wciąż motam się, jak w sieci. Niby rozumiem, ale nie pojmuję. Aha. On jej poblokował wszelkie kontakty ze mną. Nie radzę sobie, prosze o poradę, jak szybko zapomnieć o tej znajomości, wiem, że nigdy już zapewne jej nie spotkam. Jeszcze jedna sprawa. Nadal mam w kompie jej fotografie i privy z rozmów, jakoś nie potrafię się ich pozbyć. Pewnie powinienem je usunąć raz na zawsze?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty