Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak stanąć ponownie na nogi?

W walentynki zostawiła mnie żona. To był cios, jakiego się nie spodziewałem, załamałem się totalnie, zostawiła mnie dla innego. Bedąc ze mną, jeszcze na boku się umawiała z tamtym. Wcześniej jednak była u rodziców, przemyśleć sprawę, a jak przyjechała, to...

W walentynki zostawiła mnie żona. To był cios, jakiego się nie spodziewałem, załamałem się totalnie, zostawiła mnie dla innego. Bedąc ze mną, jeszcze na boku się umawiała z tamtym. Wcześniej jednak była u rodziców, przemyśleć sprawę, a jak przyjechała, to mi oznajmiła, że nic już do mnie nie czuje, że nie chce już ze mną być! Znamy się 4 lata, z czego małżeństwem jesteśmy dopiero 1,5, mieliśmy ostatnio mały kryzys, ale myślałem, że da się to naprawić... no, ale wyszło na to, że się myliłem... Długi czas już nie mogę spać, myślę o niej w każdej minucie, kocham ją strasznie, wybaczyłbym wszystko... nie wiem, co robić, jaką postawę przyjąć, jak ponownie stanąć na nogi, gdyż jestem strasznie załamany... Jestem teraz za granicą, parę mies. temu straciłem pracę... a teraz żonę... życie się zawaliło - co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Czy uda się odzyskać miłość męża i uratować ten związek?

Witam! Może zacznę od początku. Za kilka dni kończę 26 lat, w maju miną 2 lata od ślubu z ukochanym mężczyzną. Mamy 20-miesięczną córcię. Tydzień temu moje małżeństwo legło w gruzach, jestem przerażona, chcę wszystko naprawić, odzyskać miłość i zaufanie...

Witam! Może zacznę od początku. Za kilka dni kończę 26 lat, w maju miną 2 lata od ślubu z ukochanym mężczyzną. Mamy 20-miesięczną córcię. Tydzień temu moje małżeństwo legło w gruzach, jestem przerażona, chcę wszystko naprawić, odzyskać miłość i zaufanie męża, ale czy to możliwe? To jest właśnie pytanie, które pragnę skierować do Pani/Pana. Tak jak wspomniałam wcześniej, świat zawalił mi się dokładnie tydzień temu. Po raz kolejny wykazałam swój paskudny charakter. Pokłóciliśmy się po raz kolejny o to samo - o jego mamę. Zaakceptowanie jej lenistwa, wykorzystywanie męża do najmniejszych błahostek, brak pomocy przy opiece nad dzieckiem, wielokrotne wystawianie nas do wiatru wywoływało u mnie wielką niechęć do niej. Niestety nie potrafiłam stłamsić tego uczucia ani trzymać języka za zębami. Wielokrotnie wybuchałam, gdy słyszałam o kolejnych pomysłach mamy. Od pewnego czasu, po każdej takiej kłótni, mąż uprzedzał mnie, żebym uważała na to, co mówię, że go to bardzo boli i że kiedyś może coś się wydarzyć, coś pęknąć i będzie za późno. Nie traktowałam tego poważnie. Żeby tego było mało, przy kolejnych kłótniach wspominał, że nie mówi mi wielu rzeczy, o których chciałby, ale nie umie. Mówił też wiele rzeczy łącznie z tym, że jest ze mną tylko ze względu na małą. Po każdej takiej kłotni, kiedy było już dobrze, zaczynałam rozmowę, czy naprawdę mnie nie kocha. Zawsze powtarzał, że w kłótni działają silne emocje i nie mówi się nieraz tego, co się myśli, a on świadom tego, co mnie zaboli, próbował się odgryźć na mój atak szału. Chociaż nieraz padały słowa o rozwodzie, zawsze prosiłam o tę jedną ostatnią szansę. I mi ją dawał. Takie kłótnie trwały krótko, godziliśmy się maksymalnie na drugi dzień.  Teraz jest inaczej. Powiedział, że już więcej nie umie, że coś pękło, że nie umie tego nazwać, sprecyzować. Po prostu coś pękło. Błaganiem, płaczem, prośbami poprosiłam, by został. I został, początkowo na jedną noc z zastrzeżeniem, że nie wie, czy w następnych dniach się nie wyprowadzi. Tak już jest 7 dni i nocy, śpi odwrócony plecami na skraju łóżka. Po wielu rozpoczynanych rozmowach powiedział w skrócie, że: - jedynym wyjściem jest rozwód, chce sobie ułożyć życie na nowo (to było na samym początku), - że nie umie sobie spojrzeć w lustrze w twarz (także pierwszego dnia kłótni), - że jedynym hamulcem jest nasza córka, - że czuje obojętność, że nie umie nazwać uczuć do mnie, że może jak przyjdzie odwilż, to okaże się, że jednak są w nim jeszcze jakieś uczucia pozytywne dla mnie, - że to, co go najbardziej przeraża, że kiedyś po sprzeczkach wieczorami chciał się do mnie przytulić, poczuć bliskość, a teraz nie ma tego kompletnie, że nawet nie umie mi spojrzeć dłużej prosto w oczy. Wczoraj dodał jednak, że: - chyba chciałby, by było między nami tak, jak dawniej (podkreślam słowo chyba), ale że nie umie i nie wie, czy coś z tego wyjdzie, - po zaproponowanej terapii dla par uznał, że pójdzie ze mną, skoro mi to może coś pomóc, on jest natomiast sceptyczny co do możliwych zmian w jego umyśle po takiej terapii. Stwierdza też, że gdyby to było zależne od woli, to by wmówił sobie, że ma mnie kochać i byłoby OK. Ale to jest gdzieś wewnętrzna przeszkoda. Wie jednak, że wiele rzeczy on musi przemyśleć i wiele on musiałby przepracować. Powtarza jednak, że będzie pracował na tyle, ile umie, czego nie będzie potrafił, nie zrobi tego. Na pytanie o rozwód powiedział, że przecież wiem, że nie lubi podejmować skrajnych działań, "ale on nie jest już nawet przyparty do muru, on jest gdzieś poza tym, jakby w innym wymiarze" - chce ratować rodzinę, ale nie wie, czy nasz związek. O wielu rzeczach mi nie mówił, bo się bał, nie umiał, unikał kontaktów, że byłam najbliższą mu osobą, z którą jako jedyną chciał pogadać o pewnych sprawach, a nie umiał. Powiedziałam mu wczoraj, że chcę na nowo go odzyskać, jego miłość, zaufanie, i że niczego tak nie pragnę, jak doczekać chwili, kiedy podejdzie do mnie i zacznie mówić o jakimś problemie. Odpowiedział, że to docenia i że zawsze o tym marzył. Widzę, że zachodzą w nim jakieś zmiany. Cielesność w ogóle jest wyłączona, przeprasza za każde przypadkowe otarcie, jak kogoś w autobusie. W umyśle jednak coś drga. Przez pierwsze 2 dni nasze rozmowy były bardzo oschłe, właściwie wśród tej całej formy grzecznościowej brakowało jedynie sformułowania: Pan/Pani. Teraz rozmawiamy normalnie, czasem pożartujemy, ale tylko na luźne tematy. Sam powtarza, że lubi ze mną rozmawiać, więc nawet w zaistniałej sytuacji to nam bez większych oporów wychodzi. Koleżanka ze studiów, fanka psychologii, psychiatrii twierdzi, że to da się odbudować. Że wybudował sobie mur przede mną, że tak naprawdę za tym wszystkim jest miłość do mnie, ale jest głęboko ukryta. Twierdzi, że jeśli zmienię swoje zachowanie, to z czasem uda mi się wyjmować cegiełkę po cegiełce i otworzy się na mnie. Czy to prawda? Czy możliwy jest taki scenariusz? Proszę powiedzieć, czy są jeszcze jakieś sznase na uratowanie naszego małżeństwa?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Rozstaliśmy się i nie chcę się już męczyć tym - jak to zrobić?

Mam 18 lat. Poznałem rok temu dziewczynę w Internecie. Z bardzo daleka, bo z drugiego końca Polski. Zakochaliśmy się bardzo, bardzo. W świecie realnym widzieliśmy się mało, ale się widzieliśmy. Bardzo dużo rozmawialiśmy przez Internet, telefon, widzieliśmy się sporo na...

Mam 18 lat. Poznałem rok temu dziewczynę w Internecie. Z bardzo daleka, bo z drugiego końca Polski. Zakochaliśmy się bardzo, bardzo. W świecie realnym widzieliśmy się mało, ale się widzieliśmy. Bardzo dużo rozmawialiśmy przez Internet, telefon, widzieliśmy się sporo na kamerce internetowej. Przez rok było super, planowaliśmy wspólną przyszłość. Ona miała przyjechać tu do szkoły. Wtedy mieliśmy być blisko siebie już na zawsze. W końcu tyle na to czekaliśmy. Prawie rok to było planowane. Z powodów, które w tej sytuacji są nieistotne, ona nie będzie mogła tu przyjechać do szkoły i mieszkać w internacie. Nie jest to jej wina, ani moja. Jednak ja nie potrafię kontynuować związku przez Internet przez najbliższe X lat. Czuję, że nigdy nie poznam takiej drugiej osoby. Nie da się już chyba być lepszą osobą. Przy moich olbrzymich wymaganiach ona jedyna spełniała je. Drugiej takiej już nigdy w życiu nie znajdę. Rozstaliśmy się, ale chyba cokolwiek by się nie stało i tak bym się mega męczył. Ona się z tym szybko pogodzi, bo po prostu ma silną psychikę. Ja już nie śpię 3 dzień, 2 dzień prawie w ogóle nie jem. Serce ciągle mi mocno bije i nie mogę się uspokoić ani opanować. Nie mam z kim pogadać o tym, nie wiem, co mam robić. Moje życie straciło sens. Cholernie, bardzo potrafię przywiązać się do jednej osoby. Ja już nigdy się nie zakocham. Chcę, żeby ten koszmar się skończył. Proszę o poradę, jak mogę sobie pomóc, nie potrafię normalnie funkcjonować. Rozstaliśmy się 3 dni temu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Proszę o pomoc, nie wiem, co robić...

Witam, mam 17 lat. 2 lata temu poznałam pewnego chłopaka, byliśmy ze sobą. Sądziłam, że kocha mnie tak, jak ja jego. Nagle, ni stąd, ni zowąd powiedział mi, że za 2 mies. wyjeżdża do seminarium, że chce być księdzem. Był...

Witam, mam 17 lat. 2 lata temu poznałam pewnego chłopaka, byliśmy ze sobą. Sądziłam, że kocha mnie tak, jak ja jego. Nagle, ni stąd, ni zowąd powiedział mi, że za 2 mies. wyjeżdża do seminarium, że chce być księdzem. Był to dla mnie straszny cios. Wiedział, że go kocham, nie potrafiłam zrozumieć więc, dlaczego pozwolił mi się w sobie zakochać... do tej pory nie potrafię sobie z tym poradzić, nie umiem go zapomnieć, nie wiem co robić... ;( nie potrafię normalnie funkcjonować... Może wszystko byłoby OK, gdyby przez te 2 lata traktował mnie tylko jak przyjaciółkę, gdyby dał mi odczuć, że już nie ma nic... ale było inaczej. Był tam, w seminarium, a mimo to wciąż pisał, że mnie kocha, że tęskni, że chciałby zawsze przy mnie być... Kiedyś napisał, że odchodzi stamtąd, po czym parę godzin później stwierdził, że rektor mu nie pozwolił odejść. Bolało, ale myślałam, że tak musi być... dowiedziałam się w późniejszym czasie, że wcale nie zależało to od rektora, tylko od niego, gdyż gdyby chciał - odszedłby stamtąd... Najbardziej bolało chyba to, gdy mówił mi, że mnie kocha, po czym po paru dniach twierdził, że jestem dla niego jak siostra.... albo przyjaciółka... Nie umiałam poradzić sobie z tym.... gdy jednak mi się udało, on znów mówił, że kocha mnie jak dziewczynę, że to, co czuje, to coś poważnego... wciąż pisał, że tęskni. Dzwonił, mówił, że kocha... po czym znów zmieniał zdanie, gdy tylko uwierzyłam, że jednak jestem dla niego tak samo ważna, jak on dla mnie... Odsunęłam się od niego, przestałam mu wierzyć... chciałam to zakończyć, jednak on za każdym razem groził, że beze mnie nie da rady, że się zabije... strasznie się o niego bałam i wciąż boję... obiecywał, że nic sobie nie zrobi, gdy jednak przyszło co do czego, po prostu kończył rozmowę, mówiąc, że mam być szczęśliwa i żyć, bo on zawsze przy mnie będzie, niezależnie od tego, GDZIE będzie... po czym wyłączał telefon, kasował wszystkie profile internetowe i nie dawał znaku życia, a ja umierałam ze strachu... To ciągnie się już bardzo długo... chcę z tym skończyć raz na zawsze, ale on mi nie pozwala. Za każdym razem dowiadywał się po bokach, co u mnie, pisał, błagał, żebym się odezwała, żeby było jak dawniej... ale z przyjaźnią. A ja nie chcę przyjaźni. Kocham go z całego serca, ale nie potrafię już z nim być, mimo że bardzo bym tego chciała... Proszę o pomoc, nie mam pojęcia, co dalej... nie wiem, co powinnam zrobić... on jest na 2 roku, za rok przyjmuje sutannę.... nie potrafię go sobie wyobrazić w roli księdza... nie wiem, czy to dlatego, że to nie jego droga, czy po prostu serce mi na to nie pozwala... Co dalej...? Zostawić go, narażając przy tym własne sumienie, że on się zabije? Wiem, że nie dam wtedy psychicznie rady, bo będę wiedziała, że to przez to, że zerwałam z nim kontakt... Z kolei jeżeli nawet nic sobie nie zrobi, ja również nie wytrzymam bez wiedzy, czy on żyje... Pozdrawiam...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak mogę odzyskać ukochaną osobę? Jak mogę dojść do siebie po tym rozstaniu?

Mam 21 lat, minęło około 4 miesiące od rozpadu mojego 1,5-rocznego związku, nie potrafię poradzić sobie z tym rozstaniem, miewam dosyć częste wahania nastrojów. Jestem mężczyzną dosyć emocjonalnym. Każde rozstanie przechodziłem dosyć ciężko. Gdy miałem 3 lata, rodzice...

Mam 21 lat, minęło około 4 miesiące od rozpadu mojego 1,5-rocznego związku, nie potrafię poradzić sobie z tym rozstaniem, miewam dosyć częste wahania nastrojów. Jestem mężczyzną dosyć emocjonalnym. Każde rozstanie przechodziłem dosyć ciężko. Gdy miałem 3 lata, rodzice się rozwiedli, kiedy miałem 8 lat, zmarła mi matka, mieszkam w rodzinie zastępczej. Rodzice zastępczy obdarowali mnie wielką miłością ze swojej strony, za co im niezmiernie dziękuję. Jak już stwierdziłem, jestem osobą emocjonalną i boję się rozstań. W tej chwili jestem podłamany, choć minęło już kilka miesięcy od naszego rozstania, wylałem wiele łez, miałem myśli samobójcze, po jakimś czasie przeszło i z powrotem powróciło uczucie beznadziejności, wspomnienia i brak osoby, którą kocham do tej pory. Wieczorami jest najgorzej, męczą wspomnienia. Popełniałem wiele błędów w naszym związku, zawsze chciałem być dla kogoś tym wszystkim, a cały czas ktoś mnie odrzuca, czuję się słaby, beznadziejny, nie chce mi się żyć i nie wiem, co robić. Dziękuję.

Jak uwolnić się ze związku?

Dzień dobry. Mam na imię Anna, mam 39 lat. 2 lata temu rozwiodłam się z mężem alkoholikiem. Zrobiłam wszystko, aby ratować jego i naszą rodzinę. Nie udało się, on nie podjął leczenia, pił coraz więcej. Rozstaliśmy się w zgodzie....

Dzień dobry. Mam na imię Anna, mam 39 lat. 2 lata temu rozwiodłam się z mężem alkoholikiem. Zrobiłam wszystko, aby ratować jego i naszą rodzinę. Nie udało się, on nie podjął leczenia, pił coraz więcej. Rozstaliśmy się w zgodzie. Do momentu kiedy poznałam nowego partnera, kontakty mieliśmy dobre. Mam 16-letniego syna. Moim problemem jest aktualny związek, w którym jestem od 7 miesięcy. Mężczyzna przystojny, kulturysta, preferujący kult ciała. Potrafi być szarmancki, czarujący i ujmujący. Pokochałam go od pierwszej chwili, jak małolata, ujął mnie chęcią założenia rodziny, posiadania dziecka, wspólnego życiem, we dwoje łatwiej. Jest wdowcem (od 2 lat), więc wzbudził i we mnie chęć pomocy, współczucia i zaopiekowania się nim. Ma córkę, która mieszka z jego teściami, nie z nim. Kiedy znajomi dowiadywali się, z kim się wiążę, a wprowadził się do mnie praktycznie po 2 tygodniach, nie potrafiłam odmówić, nikt nie miał nic dobrego do powiedzenia na jego temat. Oczywiście nie wierzyłam. Obecnie ten człowiek odciął mnie od wszystkich moich znajomych, nie mogę sama wychodzić nawet do sklepu, do pracy odprowadza mnie i przyprowadza, jak nie może, muszę dzwonić i szczegółowo zdawać relację z drogi do pracy. Idąc z nim - "głowa w dół i nie patrzeć na boki". Boję się, aby ktoś nie powiedział mi cześć, a już, nie daj Boże, chciał porozmawiać. W domu nie szczędzi mi wyzwisk i upokorzeń. Wcześniej spotykałam się z mężczyzną i to jest główną przyczyną jego ataków złości wg niego. W domu robimy to, co on chce, oglądamy, co chce i jemy, co chce. Ja już nic nie mówię, bo wszystko jest złe. W pracy popełniam błędy. Nie potrafię zapanować nad strachem i stresem. On wyprowadzał się już kilka razy. Zawsze wracał, ja go nie zatrzymywałam, udobruchał mnie i tak żyliśmy do tej pory. Teraz ja chcę się rozstać, nie wytrzymuję już psychicznie. Ale to wydaje się niemożliwe. On się po prostu nie zgadza. Mieszka w moim mieszkaniu, a ja jestem w nim niewolnicą. Właściwie zamieszkał sobie tutaj sam, tak po prostu, zdał swoje wynajmowane mieszkanie. Od miesiąca "grozi "wynajęciem nowego, ale jakoś nic z tego nie wychodzi. Jestem u kresu wytrzymałości. Dodam, że zostałam przez niego pobita, on twierdzi, że to tylko poszarpanie, a ja gamoń jestem, bo upadłam na ulicę, bo nie uniknęłam uderzenia pięścią w twarz itp. Do tego mam problemy z synem. Jest chyba uzależniony od marihuany. Chodzimy do poradni. Moja prośba i pytanie - jak uwolnić się od tego człowieka?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Zdrada... Depresja?

Witam. Mam problem, z którym w chwili obecnej zupełnie sobie nie radzę. Ponad półtora roku temu zdradziłam chłopaka, powiedziałam mu o tym 2 miesiące po zdarzeniu. Wybaczył mi. Kocham go ponad życie i jestem gotowa zrobić dla niego wszystko. Wiem,...

Witam. Mam problem, z którym w chwili obecnej zupełnie sobie nie radzę. Ponad półtora roku temu zdradziłam chłopaka, powiedziałam mu o tym 2 miesiące po zdarzeniu. Wybaczył mi. Kocham go ponad życie i jestem gotowa zrobić dla niego wszystko. Wiem, że nie powtórzę swojego błędu. Półtora tygodnia temu, kiedy dookoła nas pary zaczęły się rozchodzić, on przypomniał sobie o tym zdarzeniu i postanowił, że powinien ode mnie odpocząć. Wczoraj był na wizycie u psychologa, który doradził mu, że albo powinien zerwać ze mną znajomość, albo na 3 miesiące na siłę spotykać się z kimś innym, żeby przestał myśleć o zdradzie i wybaczył mi to też w głowie, a nie tylko w sercu. Skumulowało mu się to też ze stresem w pracy. Jesteśmy ze sobą od ponad dwóch lat. Planowaliśmy wspólne życie... wszystko było już cudownie, dopóki wszyscy dookoła nie zaczęli się rozchodzić. Zdecydował, że chce spróbować tej opcji z 3 miesiącami. Teraz w kółko sobie powtarzamy, że będziemy najlepszymi przyjaciółmi, że może jeszcze będziemy razem, ale póki co najważniejsze jest jego zdrowie... Chcę, żeby był zdrowy i zrobię dla niego wszystko... Ale sama teraz nie potrafię spać, prawie nie jem... Chce mi się wymiotować, chce mi się płakać, ale nie potrafię już. Mam nerwicowe drgawki żołądka i myśli samobójcze przeplatają się z myśleniem: wszystko się ułoży, będzie dobrze. Poprosiłam go, żeby poszedł jeszcze do kobiety psychologa, zobaczył inny pogląd na tę sprawę. Facet może też był zdradzany, miał 3 żony... wiem, że próbuję się bronić, ale jego zdrowie jest dla mnie najważniejsze. POMOCY!!! BŁAGAM!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak się zachowywać, by odzyskać ukochaną osobę?

Witam serdecznie. Byłem zaręczony z dziewczyną, którą bardzo kocham, jest wszystkim dla mnie, jednak kiedy byliśmy jeszcze ze sobą, nie zawsze byłem sprawiedliwy co do Niej. Byłem zbyt surowy i chyba zgrywałem twardziela, teraz okazuje się, że Ona nie miała...

Witam serdecznie. Byłem zaręczony z dziewczyną, którą bardzo kocham, jest wszystkim dla mnie, jednak kiedy byliśmy jeszcze ze sobą, nie zawsze byłem sprawiedliwy co do Niej. Byłem zbyt surowy i chyba zgrywałem twardziela, teraz okazuje się, że Ona nie miała swojego zdania. Teraz, po rozstaniu, zrozumiałem, kiedy i jakie błędy robiłem. Chcę to wszystko naprawić i zmienić pewne zachowania. Rozstaliśmy się, a raczej Ona zrobiła pierwszy krok. Milczeliśmy tydzień, potem dzwoniliśmy do siebie i ciągle to robimy. Przepraszam Ją i mówię, proszę o jeszcze jedną szansę, o jedyną. Byłem u Niej, a mieszka na drugim końcu kraju, i po dwóch godzinach rozmowy wróciłem do domu. Powiedziała, że potrzebuje czasu na poukładanie sobie wszystkiego, czasu do namysłu. Ciągle rozmawiamy przez tel. i mówię, jak bardzo Ją kocham i jak mi na niej zależy, Ona na to, że wszystko rozumie i żebym dał jej jeszcze czas. Sam już nie wiem, co robić, boję się, że ten czas zadziała na moją niekorzyść. Co mam robić, a czego nie, jak mam się zachowywać, żeby wróciła? Proszę o radę i pomoc, bo szczerze Ją kocham i potrzebuję. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Sztuka komunikacji i bycia tolerancyjnym

Witam. Potrzebuję bardzo porady w sprawie mojego związku z partnerem. W zasadzie to już jesteśmy ze sobą od prawie 8 lat i mieszkamy wspólnie od 7 lat na obczyźnie. Jesteśmy totalnie różnymi osobami, z różnymi poglądami na świat, zainteresowaniami. Pochodzimy...

Witam. Potrzebuję bardzo porady w sprawie mojego związku z partnerem. W zasadzie to już jesteśmy ze sobą od prawie 8 lat i mieszkamy wspólnie od 7 lat na obczyźnie. Jesteśmy totalnie różnymi osobami, z różnymi poglądami na świat, zainteresowaniami. Pochodzimy z różnych rodzin. Mamy zupełnie inne charaktery. Za niecałe 5 miesięcy pobieramy się po 4-letnich zaręczynach. Od samego początku nie mogliśmy się dogadać, jednakże ostatnio pojawiają się bardzo duże konflikty, są one tak często, że ciężko jest je znieść. W ciągu tych 8 lat obydwoje się raniliśmy. Ja byłam bardzo zamknięta w sobie, a on przeciwnie, starał się rozmawiać ze mną. Byłam osobą bardzo zaborczą i zupełnie nietolerancyjną, a on cierpiał z tego powodu. On lubił się bawić regularnie, lubił używki, również te nielegalne i robił rzeczy, które przekraczały mój limit dobra i zła i ja tego nie mogłam znieść. Jego wyczyny mogą mieć duże konsekwencje dla jego zdrowia, i kto wie, może dla naszych dzieci? Obydwoje nawzajem staraliśmy siebie zmienić na lepsze, co nam częściowo wyszło. W miarę zaczęło się nam układać lepiej, do czasu kiedy odkryłam, że mój narzeczony regularnie brał używki (i tu nie chodzi o kilka piw czy papierosów) za moimi plecami, pomimo że mi obiecał, że nigdy tego już nie weźmie. Powiedział mi to dobrowolnie, kiedy stwierdził, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, ale udało nam się na nowo powrócić do normy poprzez nasze wspólne starania. Wiele razy na ten temat rozmawialiśmy od tamtego czasu i wiele razy to było dużym powodem kłótni. Staram się szanować go za to, że mi to sam powiedział. Jednakże ta sytuacja zostawiła dużą skazę u mnie. Często powracają do mnie wspomnienia, sytuacje, kiedy mnie okłamywał i oszukiwał. Kiedy to mną strasznie manipulował, wmawiając, że jestem chora umysłowo, bo non stop go o ‘branie’ podejrzewałam, a on nic ‘złego’ nie robił . Nie umiem mu już w 100 procentach zaufać tak jak kiedyś, często mam przeczucie, że mnie nadal oszukuje, pomimo że mówi, że tego nie robi. Jednakże nie zgodził się na testy, co staram się zrozumieć, bo jak twierdzi, stara się zdobyć moje zaufanie na nowo poprzez naszą wspólną pracę nad związkiem, a nie jakieś testy. Ale są takie dziwne ‘sytuacje’ w naszym życiu codziennym, które są wiecznie ‘przypadkowe’, i nie umiem ich zrozumieć. Ostatnio jak rozmawialiśmy szczerze po jakiejś kłótni, próbując rozwiązać konflikt i wyciągnąć jakieś wnioski, stwierdziliśmy dodatkowo, że nie umiemy ze sobą rozmawiać, trzymając wszystko w sobie, powodujemy kolejne kłótnie. Jednakże co mnie dziwi, on wiecznie mnie o wszystko obwinia. O to, jaka wredna byłam w przeszłości i nic dla niego nie znaczy to, że się naprawdę na lepsze zmieniłam i zrozumiałam moje błędy. Oczekuje on ode mnie, że nigdy już nie będziemy powracać do krzywdy, jaką on mi wyrządził, a on sam mi wypomina moje błędy sprzed 4 lat. Nasze kłótnie często kończą się wspólnymi rozmowami i załagodzeniem sytuacji. Ale i tak one się pojawiają często. One też nas bardzo wypalają. Jak możemy ich uniknąć? Nie mamy wielu wspólnych zainteresowań i nie rozmawiamy też dużo, mamy często wrażenie, że totalnie do siebie nie pasujemy i to nas jeszcze bardziej dołuje. Czasami czujemy, że chcemy się rozstać, ale bardzo się kochamy, i też pamiętamy, że współpracujemy ze sobą, i mieliśmy też dużo wspaniałych chwil, i radziliśmy sobie bardzo dobrze. Wydaje mi się, że obydwoje też mamy jakieś załamanie do tego. Co mnie jeszcze przeraża to to, że on myśli, że ja mam kogoś na boku. Kiedy zadałam pytanie, dlaczego tak myśli, odpowiedział, że jestem strasznie zimna w stosunku do niego. Mam dużo stresu ostatnio i z nerwów aż mam problemy z żołądkiem i być może trochę czasu potrzebuję, by przemyśleć nasze problemy. Ale nie mam nikogo na boku i chcę mojemu narzeczonemu dać tę pewność, że tak jest, tylko znowu nie wiem, jak to zrobić. Obydwoje jesteśmy też wypaleni, obydwoje mamy wszystkiego dosyć, a teraz stres związany z przygotowaniami ślubnymi i zmianami w naszym życiu jeszcze bardziej nam wszystko utrudnia. Często sobie przypominamy, że nie jesteśmy przecież wrogami, że mamy ciężki okres i musimy się trzymać razem, ale często nam to nie wychodzi. Często nam się zdarza czepiać drugiej osoby, że coś nie jest OK. Zarówno być sarkastycznym, jak i mówić niegrzeczne słowa. Ja w dużym stopniu straciłam pewność siebie, pewność co do naszego związku. On stwierdził, że czuje to samo, ale dlatego, że nie czuje się rozumiany i że nie umiem być tolerancyjna. Jak mogę stać się bardziej tolerancyjną osobą i dać mu to uczucie, że czuje się zrozumiany? Brak zaufania też nie pomaga, on też mówi, że przez to jeszcze gorzej się czuje. Co ja mogę zrobić? Starałam się tyle i nadal mi nie wychodzi. Bardzo zależy mi na naszym związku i człowieku, który chcę, by został na resztę życia ze mną i miał ze mną dzieci. I chcę się jeszcze na lepsze poprawić, ale zupełnie nie wiem, co mam dalej robić. Jak mamy wspólnie wyrzucić z siebie te negatywne emocje i wspomnienia po to, by wreszcie było OK? Bardzo proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Zerwanie... Czy można przestać kochać w tydzień?

Witam. Byłam z chłopakiem prawie 4 lata, brakowało nam może miesiąca... Owszem, były kłótnie, rozstawaliśmy się, ale nigdy na dłużej niż miesiąc, bo za bardzo się kochaliśmy, tęskniliśmy. Według mnie były to bardziej rozstania, żeby przemyśleć sobie pewne...

Witam. Byłam z chłopakiem prawie 4 lata, brakowało nam może miesiąca... Owszem, były kłótnie, rozstawaliśmy się, ale nigdy na dłużej niż miesiąc, bo za bardzo się kochaliśmy, tęskniliśmy. Według mnie były to bardziej rozstania, żeby przemyśleć sobie pewne sprawy. Od bardzo dawna było między nami cudownie, cały czas powtarzał mi, że mnie kocha nad życie, że jest taki szczęśliwy, że wspaniale się przy mnie czuje itp. Tak samo odpowiadał osobom postronnym na pytanie, jaka jest sytuacja w naszym związku. Planował wyjazd z okazji ferii, prezenty na 4 rocznicę. Po czym dwa tygodnie temu zadałam mu pytanie odnośnie jego spotkania z dziewczyną, z którą go kiedyś coś łączyło, lecz było to pytanie z ciekawości, a nie z zazdrości, która kiedyś występowała często między nami. Po tym jednak zapewniał mnie, że widzi zmianę między nami, że jest cudownie. Do tego doszła jeszcze może krępująca sprawa masturbacji. Przez długi okres byłam, można powiedzieć, przez niego w pewien sposób okłamywana, ale ta sytuacja jest już dawno za nami. Po jej zakończeniu powiedziałam mu, że nie mam nic przeciwko temu, bo rozumiem, że wielu mężczyzn tego potrzebuje. On jednak o tym nie pamiętał, pamiętał tylko to, że nie chciałam, żeby to robił wcześniej. I przez te dwie sytuacje praktycznie stwierdził, że jednak nie czuje się szczęśliwy, ograniczany i nie chce ze mną być. Po tym zerwaniu stwierdził, że dalej mnie kocha i już tęskni. Daliśmy sobie jeszcze tydzień, gdy on wyjeżdżał, lecz po jego powrocie powiedział, że już nie kocha, nie tęskni i nie chce dalej być ze mną. Nie poznaję go zupełnie, jak można w ciągu tygodnia przestać kogoś kochać po 4 latach, za kogo można było życie oddać... Kiedy zapytałam go, czy to nie jest tak, że on chce tak czuć i dlatego wydaje mu się, że tak rzeczywiście jest - zaprzeczył. Nie chodzi tutaj o inną dziewczynę, tego jestem pewna, ale nie wiem, co mam robić. Coraz mniej śpię, nie potrafię się na niczym skupić, ciągle czuję, jak mi niedobrze. Powiedział, że chce utrzymać tę znajomość, że nie ma nic przeciwko, żebyśmy się czasem spotkali pogadać itp.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy można coś jeszcze zrobić?

Witam serdecznie. Pisałem do Państwa kilka dni temu, to ta historia, gdzie byłem zaręczony, ale niestety dziewczyna, z którą chciałem spędzić resztę życia się rozmyśliła. Mnie obwiniała za to, i słusznie, bo czasami przesadzałem, widzieliśmy się dosyć rzadko i w...

Witam serdecznie. Pisałem do Państwa kilka dni temu, to ta historia, gdzie byłem zaręczony, ale niestety dziewczyna, z którą chciałem spędzić resztę życia się rozmyśliła. Mnie obwiniała za to, i słusznie, bo czasami przesadzałem, widzieliśmy się dosyć rzadko i w dodatku często się kłóciliśmy. Chciałem, żeby dała mi szansę, bo zrozumiałem, gdzie robiłem błędy i zapewniałem, że to się zmieni. Dostałem odpowiedź od Państwa, za którą bardzo dziękuję. Ona chciała czasu do namysłu, więc zgodnie z Państwa radą dałem jej czas, rozmawialiśmy, ale nie narzucałem się. Ciągle miałem nadzieję, że wszystko się ułoży. Niestety, dzisiaj rozmawialiśmy przez telefon i kiedy zapytałem, czy coś do mnie jeszcze czuje, odpowiedziała, że nie i że przeprasza. W tym momencie wszystko się zawaliło, ciągle ją kocham, a wszystkie plany na przyszłość wiązałem z nią i ciężko jest teraz wrócić do życia, jak sprzed naszego związku. Chciałbym wiedzieć, czy taka sytuacja jest bez ratunku, czy wszystko jest już stracone, czy nie da się nic zrobić? Jeżeli jednak coś można poradzić, to co mam zrobić? Jeżeli jednak to ewidentny koniec, to jak zapomnieć o wszystkim jak najszybciej? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak mam uciec przed myślami?

Jestem w sytuacji bezsensownej. Porady typu: zajmij się sobą, wyjdź do ludzi itd. nie dają większego skutku, wręcz na odwrót. Moje życie od tygodnia przypomina agonię umierającego człowieka. Mam 20 lat i tydzień temu, dokładnie w walentynki, porzucił mnie chłopak…...

Jestem w sytuacji bezsensownej. Porady typu: zajmij się sobą, wyjdź do ludzi itd. nie dają większego skutku, wręcz na odwrót. Moje życie od tygodnia przypomina agonię umierającego człowieka. Mam 20 lat i tydzień temu, dokładnie w walentynki, porzucił mnie chłopak… Co najgorsze, bez powodu, twierdzi, że się odkochał. Gdzie do ostatniego dnia zachowywał się normalnie pod każdym względem. Nie mogę bez niego żyć. Jednak nie jestem od niego uzależniona, potrafię funkcjonować, chociaż to bardziej przypomina wegetację. Podejrzewałam, że kogoś ma, bo to nielogiczne, żeby uczucia się zmieniły w przeciągu kilku godzin, jednak zapiera się na wszystkie świętości, że nikogo nie ma. Podobno jest mu lepiej samemu. Na pytanie, co mu nie odpowiadało w dotychczasowym życiu, odpowiada, że nic. Więc co się stało? Nie mogę spać, jeść. Moje myśli skupiają się wyłącznie na nim. Mam huśtawkę nastrojów, raz bym go chciała zabić i go wyzywam w myślach, raz rozpaczliwie chcę, by wrócił. Błagałam, prosiłam, bez skutku. Moje serce pęka. Mówię sobie „cierp z wdziękiem damy wielkiej” i się nie odzywaj, ale to nic nie daje. Moje myśli zaczęły się skupiać na śmierci, to jedyne wyjście, jakie dla siebie widzę, żeby zatrzymać tę pogoń myśli i uczuć, bo wiem, że nic się nie zmieni, nie przestanę go kochać nigdy. Co ja mam robić? Jak zacząć panować nad swoim życiem?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak uwolnić się od toksycznego partnera?

Mam 38 lat i nie wiem, w jaki sposób uwolnić się od mężczyzny, z którym spotykam się od ośmiu lat. Jestem samotną matką i wychowuję 13-letniego syna. Mam za sobą nieudane małżeństwo z alkoholikiem. Ale w tej chwili wydaje...

Mam 38 lat i nie wiem, w jaki sposób uwolnić się od mężczyzny, z którym spotykam się od ośmiu lat. Jestem samotną matką i wychowuję 13-letniego syna. Mam za sobą nieudane małżeństwo z alkoholikiem. Ale w tej chwili wydaje mi się, że w porównaniu do mojego obecnego związku, tamto małżeństwo było sielanką. Mój partner nie nadużywa alkoholu, ale znęca się nade mną psychicznie. Zawsze wydawało mi się, że jestem wartościową kobietą, że poradzę sobie w życiu. Wszyscy mówili o mnie - ładna, zdolna, porządna, powinna mieć mężczyznę, który ją będzie szanował. A kogo mam? Psychopatę, który traktuje mnie jak własność, obrzuca wyzwiskami, wmawia mi, że do niczego się nie nadaję. A ja w tej chwili zaczynam w to wierzyć. Jestem znerwicowana i nie wierzę już w siebie. Wielokrotnie starałam się skończyć ten związek, ale dla świętego spokoju godziłam się z nim. Pracuję jako przedstawiciel handlowy, a więc moja praca polega na częstej jeździe samochodem. Po tym, jak powiedziałam mu, że odchodzę, wiedziałam, co mnie następnego dnia czeka. On stał pod moim blokiem, jeździł za mną samochodem, zajeżdżał mi drogę, dręczył telefonami. Potrafił cały dzień blokować mój służbowy telefon swoimi telefonami. Zdarzało się, że miałam dwieście nieodebranych połączeń. Ma dużo wolnego czasu, gdyż jako były policjant jest już na emeryturze. Nigdzie już nie pracuje, tylko uprzykrza mi życie. Takie sytuacje trwały najwyżej tydzień, po tym czasie ja, będąc już u kresu wytrzymałości psychicznej, godziłam się z nim, aby to się już skończyło. Parę dni lub tygodni było dobrze, po czym sytuacja się powtarzała. Wiem, że już dłużej tego nie wytrzymam, mam już dosyć takiej emocjonalnej huśtawki. Widzę, że się zmieniłam, stałam się bardzo nerwowa, często krzyczę, nie potrafię zachować spokoju. Zastanawiałam się nawet, aby skończyć ze swoim życiem, ale nie mogę zrobić tego mojemu synowi. Nie chcę, aby był sam. W tej chwili myślę, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest sprzedaż mieszkania i przeprowadzka do innego miasta. Ale z drugiej strony tego nie chcę, nie chcę zostawiać rodziny i znajomych. Nie wiem, co mam zrobić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy to depresja, co mam robić?

Witam! Pewnie dostaje Pani masę takich maili, ale muszę się ratować każdą dostępną opcją pomocy. Jestem z dziewczyną nieco ponad dwa lata, najszczęśliwsze lata w moim życiu. Niedługo planowałem zaręczyny, za rok ślub... Ale dwa tygodnie temu moja dziewczyna...

Witam! Pewnie dostaje Pani masę takich maili, ale muszę się ratować każdą dostępną opcją pomocy. Jestem z dziewczyną nieco ponad dwa lata, najszczęśliwsze lata w moim życiu. Niedługo planowałem zaręczyny, za rok ślub... Ale dwa tygodnie temu moja dziewczyna stwierdziła, że "zależy jej na mnie, kocha mnie, ale nie wie, czy jest szczęśliwa...". Dałem jej trochę czasu, po tygodniu spotkaliśmy się i doszliśmy do porozumienia, że chcemy naprawić to, co się da, ale zaznaczyła, że ona nadal ma wątpliwości. Gdzieś usłyszałem, że najlepiej, jak dam jej czasu tyle, ile potrzebuje, jeśli mamy być razem, to odezwie się, kiedy stwierdzi, że jednak za mną tęskni. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Każdy dzień, każda minuta, godzina niepewności w sytuacji, kiedy kocham ją całym sercem, jest dla mnie całym światem, tlenem i nie wyobrażam sobie życia bez niej, jest koszmarem. Powinienem pisać pracę magisterską, ale nie potrafię się skupić absolutnie na niczym. Wszystko jest dla mnie bezsensem, odechciewa mi się żyć, kiedy myślę, że może mnie wkrótce opuścić. Każdy centymetr mojego życia kojarzy mi się z nią. W ciągu tych dwóch lat wydarzyło się tyle rzeczy, że można by obdzielić nimi związek przynajmniej 4-letni. Obwiniam się za to wszystko, bo może rzeczywiście byłem zbyt zazdrosny, nie dawałem zawsze wolnej przestrzeni dla siebie, ale po prostu tego nie zauważyłem. Nie zauważyłem, że ją ranię, mimo że jak wspomniałem, kocham ją bezgranicznie i na pewno jej ufam. Nie ufam za to innym ludziom. Obecnie tkwię w domu, zacząłem palić papierosy, rzadko jadam. Po pierwszej rozmowie, kiedy dowiedziałem się, jaki jest problem, zacząłem się sypać. Obecnie mam wrażenie, jakbym był zawieszony w powietrzu, albo spadnę, albo pofrunę, jednak czuję, że jestem metr nad ziemią. Jakby ktoś przyłożył rękę, żebym się dalej nie sypał, ale tę rękę w każdej chwili można odsunąć... Proszę o pomoc, bo wariuję, odchodzę od zmysłów. Nikodem

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak uratować nasz związek po zdradzie?

Przez ponad pięć lat tworzyłem związek z moją dziewczyną i jej dwójką dzieci z poprzedniego małżeństwa. W lutym tego roku okazało się, że zdradza mnie ze swoim dyrektorem. O sprawie dowiedziałem się po części od dzieci, a do reszty...

Przez ponad pięć lat tworzyłem związek z moją dziewczyną i jej dwójką dzieci z poprzedniego małżeństwa. W lutym tego roku okazało się, że zdradza mnie ze swoim dyrektorem. O sprawie dowiedziałem się po części od dzieci, a do reszty przyznała się sama. W dniu, kiedy poznałem prawdę, oświadczyłem jej, że wybaczam i postaram się szybko zapomnieć. Powiedziałem, że nadal ją kocham i że musimy teraz szybko się pobrać. Poprosiłem też, aby jak najszybciej zwolniła się z pracy i zerwała kontakty z dyrektorem. Następnego dnia oświadczyła, że dyrektor nie zgadza się, aby opuściła pracę i że nie zerwie z nim kontaktów, gdyż zaprzyjaźniła się z nim, a poza tym on jest jej przełożonym i kontakty utrzymywać muszą, choćby ze względów służbowych. Nadal twierdziła, że mnie kocha i że chce być ze mną. Ale gdy przychodził wieczór, spała z dziećmi i ciągle pisała z nim SMS-y, które natychmiast usuwała z telefonu. Na propozycję ślubu i kolejnego dziecka mówiła, że musi przemyśleć to wszystko i poukładać. Sytuacja trwała tak przez tydzień, zapewniała mnie, że nic już ich nie łączy, że go nie kocha, ale zaczęła też twierdzić, że nie wie, czy kocha mnie. W pewnym momencie stwierdziła, że musi pewien czas pomieszkać sama, aby zobaczyć, z którym z nas pragnie być. Pod koniec tygodnia oświadczyła, że pojedzie w odwiedziny do rodziny. Jak się okazało, noc spędziła z nim. Nazajutrz kazałem jej wynieść się z domu, co uczyniła, wprowadzając się do niego. Gdy mnie odwiedziła, oświadczyła, że znalazła sobie mieszkanie i w następnym tygodniu sama tam się wprowadza razem z dziećmi bez niego, gdyż nie wie, czy go kocha i czy chce być razem z nim. Podczas naszej rozmowy poprosiłem ją, aby wróciła, że nadal ją kocham i że chcę mieć z nią dziecko oraz wziąć ślub. Ona odparła, że sama nie wie, co już ma robić, że nie ma ochoty już żyć. Poprosiłem, aby jak najszybciej się wyprowadziła od niego. Podczas rozmowy z nią odniosłem wrażenie, że jest bardzo manipulowana przez swojego dyrektora i boi się podjąć własną decyzję. Moja dziewczyna jest osobą, którą w dzieciństwie opuścił ojciec, gdy miała cztery lata. Gdy miała kilkanaście lat, zmarł jej ukochany dziadek, a ponad rok temu odszedł po ciężkiej chorobie jej bardzo dobry wujek. Na życiu mojej dziewczyny duże piętno odcisnęła matka, która też przeżyła kilka związków, a obecnie żyje samotnie. Moja dziewczyna po pięcioletnim związku małżeńskim i urodzeniu dwójki dzieci rozstała się z mężem. Powodem miało być znęcanie się nad nią przez byłego męża, teraz po rozmowach z jej matką i siostrą, okazało się, że kłamała. Prawdziwym powodem była jej zdrada z najlepszym kolegą męża. Gdy zdradziła mnie, również swojemu kochankowi powiedziała, że ja znęcam się nad nią i naszymi dziećmi. Moja dziewczyna ma również problemy z alkoholem - w ostatnim czasie częściej zaczynała pić, zaniedbując dzieci, dom, mnie i zwierzęta, które bardzo kocha, tj. psa i kota. Ja przyznałem się, że w ostatnim czasie zaniedbałem też ją, skupiając się na pracy, na porządku w domu. Ponadto w ostatnim czasie przechodziłem terapię antyretrowirusową i moja sprawność seksualna też trochę spadła, co wypominała mi moja dziewczyna. W tej sytuacji nie wiem, co mam robić, jak dalej się zachowywać, jak jej pomóc. Bardzo pragnę być z nią na zawsze, ale boję się, aby sytuacja się nie powtórzyła, boję się, że rodzina i nasi znajomi, którzy ciągle każą mi zakończyć ten związek, odwrócą się od niej, od nas, gdy znowu będziemy razem, nie będą chcieli zrozumieć naszej decyzji. Jak mam przede wszystkim odzyskać ją i pomóc jej zaakceptować i pogodzić się z tym, co zrobiła? Proszę o pomoc i wskazówki, gdyż bardzo ją kocham i nie chcę jej stracić.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak się pozbyć natrętnych myśli o przeszłości mojej dziewczyny?

Jestem w związku z kobietą młodszą o 13 lat, jesteśmy razem szczęśliwi, ale wymusiłem od niej opowieści o jej byłych związkach, prosząc o szczegóły. Nie mam powodów, by być zazdrosny o dziś, o teraz, ale jak cokolwiek mi się skojarzy...

Jestem w związku z kobietą młodszą o 13 lat, jesteśmy razem szczęśliwi, ale wymusiłem od niej opowieści o jej byłych związkach, prosząc o szczegóły. Nie mam powodów, by być zazdrosny o dziś, o teraz, ale jak cokolwiek mi się skojarzy z tym, co ona przeżywała dawniej z kimś, wpadam w depresję. Zaczynam jakimś wątkiem prawdy, a resztę sobie dopowiadam, nie znając prawdy. Nie mogę pójść na basen, bo ona kiedyś tam była z kimś innym, a później się kochali. I temu podobne historie. Nie potrafię zostawić tych myśli i wiem, że to samodestrukcja, a nie chcę zniszczyć najpiękniejszej miłości. Czy to jest chora zazdrość? Czy może lubię mieć stany depresyjne, podświadomie dążąc do nich? Trudno mi to wszystko poukładać, a chciałbym zamknąć złe myśli, czy jest jakiś sposób na to? Myślę, że to się zaczęło, gdy się okazało, że mnie okłamała pierwszy raz i teraz mi bardzo trudno zbudować zaufanie. Po kilku pierwszych spotkaniach powiedziałem jej moje motto, że kłamstwo ma krótkie nogi, a prawda obroni się sama. Gdy ją zapytałem, dlaczego kłamała, odpowiedziała, że nie chciała mnie martwić niczym, że to przeszłość, że nie chce do tego wracać. Najbardziej boję się, że kiedyś coś wyjdzie z jej przeszłości, o czym nie wiem, coś, w czym mnie okłamała, i znów wpadnę w depresję. Czy to wymaga leczenia? Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Krzywdzenie się podczas impulsu

Nie wiem, od czego mam zacząć. Jestem z chłopakiem od 3 lat. Zaczęło się psuć wszystko od jakiegoś roku, gdy on zaczął mnie wyzywać i mówić przykre rzeczy, że jestem gruba, brzydka. Ale jest problem, bo bardzo go kocham. Potem...

Nie wiem, od czego mam zacząć. Jestem z chłopakiem od 3 lat. Zaczęło się psuć wszystko od jakiegoś roku, gdy on zaczął mnie wyzywać i mówić przykre rzeczy, że jestem gruba, brzydka. Ale jest problem, bo bardzo go kocham. Potem zaczęły się częste kłótnie i wyzwiska. A ja wtedy sięgałam po jakieś tabletki, które miałam pod ręką. Płakałam, byłam zła i skrzywdzona. Czułam się okropnie. Te kłótnie były prawie codziennością. A do tego nieprzespane noce, zmęczenie. Nie wiem, co robić, czy to powinnam leczyć? Boję się, że w trakcie kłótni zrobię sobie krzywdę :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Jak mam odbudować zaufanie mojej żony?

Witam, proszę o jak najszybszą odpowiedź. Mam na imię Marcin i jestem żonaty. To jest profil mojej żony, pisała do was już w tej sprawie chyba. Mam 25 lat. Jesteśmy prawie trzy lata po ślubie. Przed ślubem miałem romans...

Witam, proszę o jak najszybszą odpowiedź. Mam na imię Marcin i jestem żonaty. To jest profil mojej żony, pisała do was już w tej sprawie chyba. Mam 25 lat. Jesteśmy prawie trzy lata po ślubie. Przed ślubem miałem romans, zostawiłem narzeczoną, teraz żonę. Oddawałem pierścionek dla świętego spokoju, że się odczepi, dałem jej, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałem, że nie, bo brałem tam inną. Wstyd mi o tym pisać, bo wiem, że to był błąd mojego życia. O zdradzie powiedziałem jej rok temu, ale nie wszystko. Nie mówiłem dla jej dobra, ale wyszło na odwrót. Ostatnio całą resztę, bo jest coraz gorzej. Ona nie może o tym zapomnieć i mówiła mi cały czas, że ją okłamuję, a ja mówiłem, że nie. Ostatnio chciała sobie coś zrobić, wtedy przejrzałem na oczy, że raz już ją straciłem i teraz też tak mogło być. Powiedziałem jej o tym, jak nasza córka, która zmarła, wtedy jeszcze żyła, ale było pewne, że lepiej nie będzie. Strasznie to przeżyliśmy. Teraz nie potrafi zapomnieć o tym, jak długo ją okłamywałem, wszystko poddaje w wątpliwość. Ja nie wyobrażam sobie życia bez niej. Wiem, że źle zrobiłem, ale nie wiem, jak to zrobić. Pochodzę z rodziny, w której nie było rodziców przy mnie, moja żona miała rodzinę pełną miłości, ja nie. Nie wiem, jak jej pomóc. Jak odbudować zaufanie. Co robić, co mówić? Nie chcę, żeby odeszła, bo już raz tak mówiła, że może wtedy coś zrobię, nie chcę tego. Wiem, że mam trudny charakter, ale ja jej nie chcę krzywdzić więcej. Co mam robić? Pomóżcie, proszę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co zrobić, aby być bardziej spokojną osobą?

Witam, chciałabym się dowiedzieć, co mogę zrobić, aby być spokojniejszą? Od 2 lat mam chłopaka, ale niestety psuje się między nami i to moja wina, często mam napady agresji: krzyczę, szarpię go, nie potrafię sobie z tym poradzić. Po...

Witam, chciałabym się dowiedzieć, co mogę zrobić, aby być spokojniejszą? Od 2 lat mam chłopaka, ale niestety psuje się między nami i to moja wina, często mam napady agresji: krzyczę, szarpię go, nie potrafię sobie z tym poradzić. Po całym dniu, gdy się kładę spać i pomyślę o dniu, który się kończy, to płaczę, bo boję się, że go stracę, i jest mi wstyd, jak pomyślę, jak go traktuję. Czasem, gdy do niego idę, obiecuję sobie, że nie będę miała do niego o nic pretensji, ale wystarczy, że zapyta, czy może pograć, a ja już na niego krzyczę, nie wiem czemu nie mogę spokojnie odpowiedzieć... nawet gdy rano śpi, a ja piszę, to robię mu straszną awanturę o to, że nie odpisywał. Proszę o pomoc.

Nie wiem, jak dalej postąpić...

Właśnie rozpadł się mój 2,5-letni związek. On był rozwodnikiem, zaczęliśmy się spotykać ok. 3 mies. po jego rozwodzie. Miałam sporo oporów, ale od spotkania do spotkania... i staliśmy się parą. Oporów jednak dalej do końca się nie pozbyłam....

Właśnie rozpadł się mój 2,5-letni związek. On był rozwodnikiem, zaczęliśmy się spotykać ok. 3 mies. po jego rozwodzie. Miałam sporo oporów, ale od spotkania do spotkania... i staliśmy się parą. Oporów jednak dalej do końca się nie pozbyłam. On zachowywał się cudownie, nosił mnie na rękach, mogłam na nim polegać. Zepsuło się jakieś 2 mies. temu. Zaproponował mi, żebyśmy zdystansowali się do życia i żebym przemyślała, czego ja tak naprawdę chcę. Powiedział mi, że dzieje się z nim coś dziwnego, że nie ma na nic ochoty, myślałam więc, że to przemęczenie (2 prace, aplikacja i doktorat). Po kilku dniach posprzeczaliśmy się i nastąpiło rozstanie. Stwierdził , że potrzebuje samotności i że nie czuje do mnie tego samego, co na początku znajomości, że nie kochałam go tak, jak on tego oczekiwał, chociaż próbował przez tyle czasu to uczucie we mnie rozbudzić, że w moim zachowaniu tego uczucia nie widzi i że nigdy nie pogodziłam się z faktem, że jest rozwodnikiem, a on chce mieć rodzinę. Powiedziałam mu, że nie mogłabym go nie kochać, będąc z nim przez tyle czasu. On jednak wszystkie moje słowa obracał przeciwko mnie i zarzucił mi po raz pierwszy w życiu manipulację. Powiedział, że on szuka miłości, żebym mu na to pozwoliła... Trochę walczyłam, ale w końcu poddałam się i życzyłam mu powodzenia. On odzywał się do mnie od czasu do czasu, pytając, jak się czuję, jak sobie radzę, i twierdził, że sam jest w rozsypce (nie może skupić się na doktoracie, nie może jeść, spać itd.), teraz wiem, że wziął urlop. Po dwóch miesiącach już prawie na chłodno zastanawiam się, z czego wynika jego stan? Zawsze w okresie zimowym miał skłonność do melancholii, w związku z tym, co roku w zimie wyjeżdżaliśmy do ciepłych krajów, to go może jakoś trzymało (w tym roku nie wyjechaliśmy). Może za szybko po rozwodzie wszedł w nowy związek i nie miał czasu na tzw. żałobę, i przeżywa to w tej chwili (on złożył wniosek, dzieci nie mieli, chociaż on chciał)? Może cierpi na tzw. głód miłości? Może po prostu jest przepracowany i to jest skutek? Sama nie wiem już, co myśleć, ja go kocham, on prosi mnie o wybaczenie, bo podobno również chciał, aby ten związek się udał. Z jednej strony mówił mi, że jest pewien swojej decyzji, z drugiej, że nie wchodzi się dwa razy do rej samej rzeki, z trzeciej twierdzi, że to być może ja jestem jego największą miłością, ale nic na siłę i to się okaże. Nie wiem, jak mu pomóc i czy w ogóle jest sens pomagać, bo być może sam sobie najlepiej pomoże?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty