Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Chcę ratować ten związek

Mam 36 lat i lata złych doświadczeń w życiu. Zacznę może od tego, że byłam w związku z mężczyzną 4 lata młodszym ode mnie. Byliśmy ze sobą dwa lata, świetnie nam się ukladało, planowaliśmy wspólny dom (wyremontowaliśmy sami wspólnie mieszkanie,...

Mam 36 lat i lata złych doświadczeń w życiu. Zacznę może od tego, że byłam w związku z mężczyzną 4 lata młodszym ode mnie. Byliśmy ze sobą dwa lata, świetnie nam się ukladało, planowaliśmy wspólny dom (wyremontowaliśmy sami wspólnie mieszkanie, w którym planowaliśmy zamieszkać). Pewnego razu pojechaliśmy na dyskotekę, spotkałam tam znajomych z dziecięcych lat, których nie znał mój chłopak. Wdałam się może w zbyt głęboką, miłą dyskusję z nimi (byli to mężczyzni). Mój chłopak, gdy to zobaczył, zostawił mnie tam i wrócił sam do domu. Muszę dodać, że byłam pod wpływem alkoholu, ale na tyle trzeźwa, żeby wiedzieć, że wtedy tam do niczego nie doszło. Niestety - to już nie miało żadnego znaczenia dla niego. Nie chciał mnie znać, rozmawiać itp., uważając, że go zdradziłam. Nie mogłam się z tym pogodzić, bo bardzo go kochałam i chciałam być tylko z nim. Odrzucił mnie. Na nic były moje zapewnienia, starania i namowy, by być dalej razem. Walczyłam o to bardzo, ale nie udało się.

Po około 2 tygodniach okazało się, że jestem w ciąży - Z NIM W CIĄŻY. Ale to też nic w nim nie zmieniło... Nie chciał być mimo to ze mną. Cierpiałam strasznie, mój świat się zawalił - ciążę przeszłam fizycznie może nie najgorzej, ale psychicznie byłam w strasznym stanie - całą przepłakałam. Urodziłam dziecko - utrzymując ciągle kontakt z nim (ale to był kontakt tylko, jakby to powiedzieć, cielesny). On miał inne kobiety, ale mimo to odwiedzał też i mnie czasem (mówiąc, że mimo to i tak nie chce być ze mną). Sama więc wychowywałam syna, namawiając jego ojca do częstszych kontaktów z nami, co było ciężką sprawą. Z czasem spróbowałam nawet z kimś innym ułożyć sobie życie, ale to było bez sensu, bo nie umiałam zapomnieć o ojcu dziecka i to dawało się odczuć w dwóch związkach, w jakich byłam. Dlatego szybko zrezygnowałam z dalszych prób i postanowiłam, ŻE JEŚLI NIE ON, TO JUŻ NIKT INNY.

Mimo bólu, wciąż go kochałam, i nie potrafiłam zapomnieć i pogodzić się z tym, że nie jest z nami. Walczyłam dwa lata o niego i jego lepszy kontakt z dzieckiem. Był niezdecydowany. Z jednej strony chciał być z nami, a z drugiej wolal być wolny. Może trochę na siłę, ale wprowadziłam się z dzieckiem już 2,5-letnim do mieszkania, które wcześniej własnymi siłami remontowaliśmy (a w którym on sam zamieszkał i tam spotykał się z innymi kobietami. Ja, cierpiąc, patrzyłam na to). Postanowiłam, że będę silna i zapomnę o tym, bo chciałam być z nim i pragnęłam, by pokochał syna. Było trudno milczeć. Mieszkaliśmy razem, ale on nadal prowadził, hmm... życie kawalera (wieczorne wyprawy do knajp ze znajomymi, koleżankami również). Naprawdę cierpiałam z tego powodu, że ze mną za bardzo nie chciał się pokazywać (mówił, że jestem sublokatorką). Nie ufałam mu. Ale nie chciałam odejść, bo zależało mi na jego kontakcie z dzieckiem. No, wciąż chciałam być z nim.

Ale POPEŁNIŁAM BŁĄD - do którego popchnęło tak jakby trochę jego zachowanie i stosunek do mnie - ZDRADZIŁAM. Nie wiem jak do tego doszło, ale było to skutkiem moich wątpliwości co do jego uczuć do mnie. Był to tylko krótki, szybki romans, w sumie nie tak do końca nazywam to zdradą, bo do stosunku płciowego nie doszło - no, ale stało się. I on się o tym dowiedział. Próbowałam na początku nie przyznawać się do tego, ale ZALEŻAŁO MI NA NIM NADAL BARDZO i przyznałam się do tego, że popełniłam błąd. Rozmawialiśmy... kłócąc się oczywiście, ale w rezultacie doszliśmy do wniosku, że szkoda nam naszego wspaniałego dziecka i spróbujemy być razem. Niby jesteśmy, ale on mi nie wybaczy tego nigdy, to po pierwsze, no i dalej: nie szanuje mnie na pewno, nie liczy się z moim zdaniem, nie pomaga w domu, w sumie nawet nie daje na życie pieniędzy. Wszystko co zarobi, inwestuje w siebie (auto, sprzet tv, meble do domu itp.). Robi co chce (wraca z pracy, zje obiad i tyle go widzimy, wraca późno, prosto do łóżka). Nie dogadujemy się: JA WALCZĘ, CHCĘ Z NIM BYĆ, ON NIE:( Nie zależy już mu na mnie, sypiamy razem, owszem (bo akurat tu się dopasowaliśmy w 100%), ale oprócz tego nie ma nic. Miłość jednostronna z mojej strony tylko.

On byłby szczęśliwy, gdybym się wyprowadziła, ale mogę zabrać tylko swoje ubrania - uważa, że nic więcej tu mojego nie ma (a razem, przypominam, wkładaliśmy wkład w to mieszkanie). No, nieistotne - chodzi o to, że na dziecku jemu też widzę trochę zależy, ale mnie nie trawi. PROSZĘ O POMOC - CO MOGĘ JESZCZE ZROBIĆ, BY RATOWAĆ TĘ RODZINĘ, BY JEJ NIE ROZBIJAĆ? Zbyt cudowne mamy dziecko, by ponosiło konsekwencje głupoty swoich rodziców. No i ja wciąż go kocham i nie chcę żyć z kimś innym, choć nie jest mi słodko. Czy wizyta u specjalisty mogłaby nam w jakiś sposób pomóc? NAPRAWDĘ NIE CHCĘ SIĘ ROZCHODZIĆ, bo w głębi duszy czuję, że jakby ktoś nam pomógł... Ja jestem w stanie jeszcze dużo dać z siebie, by to ratować. Proszę o mądrą radę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak sobie poradzić po toksycznym związku?

Witam. Mam 22 lata. 3 lata byłam w toksycznym związku. Teraz mi się oczy otworzyły. Właściwie nie wiem, od czego zacząć, więc może zacznę od początku. To był chory związek, wszyscy mi to powtarzali. Na początku było ładnie, pięknie, potem...

Witam.

Mam 22 lata. 3 lata byłam w toksycznym związku. Teraz mi się oczy otworzyły. Właściwie nie wiem, od czego zacząć, więc może zacznę od początku. To był chory związek, wszyscy mi to powtarzali. Na początku było ładnie, pięknie, potem wyszło, jaki jest, tylko nie wiem, czy taki jest, bo jest, czy po prostu był taki dla mnie, bo potem mnie już nie kochał... Wydaje mi się, że dlatego, że taki był, bardzo chciał mnie podporządkować sobie i to mu się chyba udawało powoli, bo wszyscy się dziwili, że ja się tak dałam. Zawsze miałam twardy charakter, on też, dlatego cały czas się ścieraliśmy, choć on miął większą siłę przebicia. Najgorsze, że on mnie wini za to, a ja dałam sobie to wmówić.

Owszem, czasem popełniałam błędy, gdy chodziło np. o wyjścia na imprezy, gdzie pół roku prosiłam, chodź ze mną, choć jedną noc poświęcisz, ale nie. To sama pojechałam. Zawsze się przyznałam, ale on mówi teraz, że to przeze mnie ta miłość zaczęła umierać. Myślę jednak, że on chce się wybielić. Byłam u psychologa. Powiedział, że mam na kolanach dziękować, że tak się stało, bo po tym, co mówiłam, to jest narcystyczny egoista i daje minimum, by dostawać jak najwięcej. I właśnie trudno mi się pogodzić z tym, że ja walczyłam o ten związek, wiele poświęciłam tak naprawdę, a nie dostałam nic, a teraz tamta ma to, czego ja chciałam i nie wiem, czy to są początki po prostu i dlatego tam jest tak cudownie, czy on się zmienił.

Wątpię w to, że się zmienił. Po tym co mówi, tzn. że jest z nią szczęśliwy, bo ona niczego od niego nie wymaga (dlatego jemu się chce robić wszystko) i wiele mu daje, i wiele mu udowodniła. Zapytałam, co takiego, a on - zainteresowanie, pomoc itp. Wydaje mi się, że później u mnie już tego nie dostrzegał, bo nie chciał, a jak mu powiedziałam, że ona ma teraz to, co ja chciałam, to stwierdził, że widocznie nie zasłużyłam. Nie wiem tylko dlaczego, ale wydaje mi się, że on wykorzystuje każdą kobietę, mówiąc, że ją kocha i w ogóle zaznaczę, że jest przystojny, ma fajne auto teraz itd. Owinie sobie każdą, zwłaszcza taką 19-latkę, która widzi w nim pewnie boga i nie dostrzega wad, bo na razie mu daje wszystko.

Ale czy to kiedyś się skończy, przestanie być tak kolorowo? Czy taki człowiek może się zmienić? To pytanie mnie nurtuje cały czas i nie mogę sobie poradzić. Czy to moja wina? Niby wiem, że nie, bo on jest świnią. Taki człowiek, który wymaga bezwzględnego podporządkowania (przykład: szliśmy na głosowanie i on sobie zażyczył, żebym zagłosowała jak on chciał, a jak tego nie zrobiłam, to się wkurzył i poszedł sobie sam i mnie zostawił) chyba nie zachowuje się normalnie (czy może na to wpływać to, że jego rodzice są rozwiedzieni, a on był akurat w tym okresie, gdzie wszystko łapał)? Czy taki człowiek może się zmienić, który nawet do matki mówi „Kurwa, herbatę mi za gorącą dałaś”...? Czy życie z takim człowiekiem nie byłoby męczarnią? Aha, ma 23 lata. Owszem, potrafi niby poważnie podchodzić do życia, potrafi zadbać o siebie, ale czy nie jest czasem emocjonalnym dzieckiem? I czy słowo kocham znaczy coś dla takiego człowieka skoro... Po 2 miesiącach jak mnie zostawił, spotkaliśmy się, bo chciałam, żeby mi to powiedział wprost (wtedy zakończył 3-letni związek przez telefon...). I w sumie chyba jednak tacy ludzie się nie zmieniają, a słowo kocham nic nie znaczy dla niego, bo nie potrafię sobie wyjaśnić jednego... Rozmawialiśmy, powiedział, że ona jest zupełnie inna ode mnie, że go kocha bezgranicznie (powiedziałam mu, że o miłości bezgranicznej to będzie mógł powiedzieć, jak przez rok będzie się zachowywał wobec niej jak wobec mnie, a ona nadal będzie walczyć o związek, wtedy uwierzę w to) i że nic nie wymaga itd. Tylko niech mi ktoś wyjaśni, jak to się ma do tego, że co prawda nie chciał mi dać buzi nawet, ale uprawiał ze mną seks... (zrobił to typowo mechanicznie, wiem, ale ja, to ja go sprowokowałam, bo chciałam się przekonać, czy jest świnią i jest). Dziwi mnie tylko, że zdradził, przecież jak ona go tak kocha... A najbardziej śmieszne jest to, że po tym zapytałam, czy ją kocha, powiedział mi, że tak, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Dodam jeszcze, że ma 2 numery telefonów i nie wiem, czy ona wie o tym, że ma jeszcze ten stary...

Czy on nie ma jakichś problemów emocjonalnych? Tylko jak sobie poradzić z tym, żeby nie myśleć, że ona ma wszystko, czego ja chciałam. Bo chyba jednak tak jest, że wszystko do czasu, że taki kochany, to tylko pozory? A ja oddałabym za niego życie, pomimo tego, jaki był dla mnie. I moje pytania właśnie: czy taki ktoś może się zmienić, czy będzie zawsze taki cudowny, czy wszystko jest do czasu? I jak zapomnieć, gdy ciągle wracają te myśli, mimo że wiem, jaki jest, to nadal za nim tęsknię (może to również urażona duma).

Związek na odległość i depresja partnera... Jak pomóc?

Witam! Piszę w sprawie mojej sytuacji życiowej, której nie umiem rozwiązać. Mam 33 lata i 2 razy uciekłam od ślubu. Przez 1,5 roku byłam sama w swoim świecie i nikogo nie chciałam znać. Wyszłam z tego i umiem się...

Witam! Piszę w sprawie mojej sytuacji życiowej, której nie umiem rozwiązać. Mam 33 lata i 2 razy uciekłam od ślubu. Przez 1,5 roku byłam sama w swoim świecie i nikogo nie chciałam znać. Wyszłam z tego i umiem się uśmiechać. Rok temu poznałam chłopaka, który nie mieszka w Polsce. Jest Niemcem. Po 8 miesiącach związku na odległość pojechaliśmy na 5 tygodni razem do Szwajcarii, gdzie on dostał kontrakt i nadal tam pracuje. Tuż przed moim powrotem do Polski zerwał naszą znajomość, mówiąc, że nie ma wystarczająco silnego uczucia. Zrozumiałam, bo z takim czymś się nie walczy. Po około miesiącu on się odezwał i mówił, że wtedy przestraszył się tej odległości i życia w samolotach znowu.

Ok. 3 tygodnie temu pozwoliłam mu do siebie przyjechać. Muszę dodać, że oboje chcieliśmy od początku wziąć ślub i założyć rodzinę. Cały czas próbowaliśmy połączyć nasze życia, ale to nie było proste. Po jego wyjeździe miałam dać odpowiedź, czy dam mu szansę. Dałam. Ostatnimi czasy on mówi, że nie odnalazł się w Szwajcarii, nie lubi pracy, boi się przyszłości i naszego związku. Finansowo on byłby tam w 100% odpowiedzialny za mnie, więc rozumiem strach. Mówi, że sam siebie nie lubi, że się nie uśmiecha. Rano krwawi mu nos i boli brzuch. Mówi, że tego wszystkiego, co jest ważne dla niego (czyli nasz związek i nasza przyszła rodzina) teraz się boi. Ja wiem, że on sam musi sobie z tym poradzić... ale czy to jest depresja? Czy ja mam go zostawić? Czy powinien iść do lekarza? Jak ja się powinnam zachowywać? Będę bardzo wdzięczna za pomoc. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Depresja partnera przyczyną rozpadu związku?

Mam pytanie… Mój partner, po półtora roku udanego związku, zostawił mnie… Przez te dwa miesiące nie znałam powodu, bo ponoć go nie było, mówił, że potrzebował czasu na podjęcie ważnej decyzji w życiu… Dopiero teraz (po 2 miesiącach) udało...

Mam pytanie… Mój partner, po półtora roku udanego związku, zostawił mnie… Przez te dwa miesiące nie znałam powodu, bo ponoć go nie było, mówił, że potrzebował czasu na podjęcie ważnej decyzji w życiu… Dopiero teraz (po 2 miesiącach) udało nam się spotkać i porozmawiać… Wcześniej mnie unikał, dwa spotkania odwołał… Wydaje mi się, że on ma depresję… I to poważną… Mieszkaliśmy razem, ale skoro mnie zostawił, to się wyprowadziłam… Sam tego chciał… Wróciłam do rodziców i teraz dzieli nas 60 km… On nie potrafi podać powodu swojego kryzysu… Było ich kilka, a rosło to w nim przez jakiś miesiąc, tak z dnia na dzień… Planowaliśmy wspólne życie, ślub itp., nawet teraz, podczas spotkania, nie powiedział ani jednego złego słowa o naszym związku… Powiedział jedynie, że teraz chce być sam, ale nie potrafi powiedzieć, ile to będzie trwało i czy do mnie wróci… Dodam tylko, że on jest obcokrajowcem i na chwilę obecną to została mu tylko praca… Nie ma tu ani rodziny, ani znajomych, nie ma z kim pogadać… Do psychologa nie chce iść – on nie potrafi mówić, jest bardzo zamknięty, a poza tym nie zna języka… Teraz pojedzie do domu dopiero na święta i zaraz potem musi wracać, więc u siebie też nie ma takiej możliwości… Sytuacja jest ciężka do opisania, ale moje pytanie to, czy w efekcie depresji mógł mnie zostawić? Co powinnam robić? Może to niezrozumiałe, głupie, ale ja go kocham ponad życie! Tak bardzo chciałabym mu pomóc! Zdaję sobie sprawę, że ja też jestem ważna, że nie mogę o sobie zapominać. Nie mam pojęcia, co robić? On na razie nie chce mojej pomocy, nie mogę go zmuszać… A może fakt, że w końcu się spotkaliśmy, to już jakiś postęp? Może powinnam być silna za nas dwoje? Tylko najgorsze, że nie mam gwarancji, że on do mnie wróci… Boję się być silna i dalej poświęcać, a potem i tak dostać „kopa”… Z jednej strony wolałabym, żeby się do mnie nie odzywał (bo wytrąca mnie to z równowagi) i zadzwonił, jak będzie już OK (o ile tak będzie), zaś z drugiej strony widzę, że powiedział mi więcej niż swojej rodzinie i może to dobry znak? Może to taka niema prośba o pomoc… Może on po prostu nie może i nie chce rozmawiać o nas, o naszym związku i przyszłości, bo to są dodatkowe emocje, a widzę, że on ucieka przed każdym rodzajem emocji… Może dlatego się odciął, bo znając mnie, latałabym za nim i płakała „A co? A jak? A dlaczego?”. Wydaje mi się, że nie mogę naciskać, ale może powinnam spróbować czegoś? Nie pytać o nas, ale o niego. Spotkać się, ale ani słowem nie wspomnieć o problemach, nie zadawać pytań, tylko dać mu szansę na relaks. Tylko czy on będzie chciał? Dla mnie to też jest ciężka sytuacja… Żyłam dwa miesiące bez słowa wytłumaczenia, z dnia na dzień porzucona… Schudłam już 7 kg... Po prostu nie wiem co dalej… Jestem taka „zawieszona”… Nie potrafię mu powiedzieć „nie”… Ale nie wiem, co mam zrobić ze sobą… Najprościej byłoby powiedzieć „daj mi święty spokój…”, ale czy w takiej sytuacji powinnam? Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mam sobie poradzić po rozstaniu?

Dwa dni temu wyprowadziłam się od chłopaka, mieszkaliśmy tylko 3 miesiące razem, byliśmy razem tylko pół roku, jednak oboje czuliśmy, że jestesmy dla siebie stworzeni, planowaliśmy wspólną przyszłość... Jednak ostatni miesiąc upłynął w kłótniach... Często słyszałam, że mnie kocha,...

Dwa dni temu wyprowadziłam się od chłopaka, mieszkaliśmy tylko 3 miesiące razem, byliśmy razem tylko pół roku, jednak oboje czuliśmy, że jestesmy dla siebie stworzeni, planowaliśmy wspólną przyszłość... Jednak ostatni miesiąc upłynął w kłótniach... Często słyszałam, że mnie kocha, ale że nie wie, czy nam się ułoży, czy będziemy razem... I w końcu po miesiącu tego gadania nie wytrzymałam... Tych ciągłych pretensji i powiedziałam dość... Kocham go. On powiedział, że też mnie kocha, ale powiedział też, że teraz to nie jest ważne... Nie potrafię się na niczym skupić... Nie mogę dopuścić do siebie myśli, że już nigdy nie przytulę go... Że już nigdy nie będzie moim... Żal mi tego wszystkiego... Tych cudownych chwil... A jednocześnie czuję taki spokój psychiczny... Jednak nawet zaczynam się obwiniać, że to wszystko moja wina... Że ja to zniszczyłam... Na każdym kroku straram się go tłumaczyć... Nie mam siły... Nie wiem, jak sobie poradzić z tym.... Idą święta... Sylwester... Wszystko bez niego...

Rozstała się ze mną ukochana kobieta. Nie potrafię bez niej żyć. Ona już nie wróci. Jak mam sobie z tym poradzić?

Jestem żonatym mężczyzną. Od ponad 2 lat żyłem w nieformalnym związku z drugą kobietą. Byłem i jestem w niej zakochany do dziś. Byliśmy bardzo szczęśliwą parą. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Snuliśmy plany na naszą przyszłość. Kochaliśmy się bardzo....

Jestem żonatym mężczyzną. Od ponad 2 lat żyłem w nieformalnym związku z drugą kobietą. Byłem i jestem w niej zakochany do dziś. Byliśmy bardzo szczęśliwą parą. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Snuliśmy plany na naszą przyszłość. Kochaliśmy się bardzo. Mimo jej nalegań, nie rozwiodłem się z moją żoną. Uważałem, że dziecko, które z nią posiadam, potrzebuje ojca. Chciałem mieć jeszcze trochę czasu. Niestety, moja ukochana podjęła decyzję o odejściu. Powiedziała, że nie chce tak dalej żyć. Że chce mieć normalne życie. Chce mieć mężczyznę na co dzień. Prosiła mnie, bym uszanował jej decyzję. Prosiłem i nalegałem, by nie odchodziła. Powiedziałem jej również, że odejdę od żony. Niestety, nie chciała już o tym słyszeć. Powiedziała, iż 2 i pół roku to wystarczająco dużo czasu, by zmienić cokolwiek. Podjęła taką decyzję i już. Jest bardzo stanowczą i konsekwentną osobą. Odeszła... a wraz z nią zawalił się cały mój świat.

Wiem, że przez własną głupotę straciłem najbliższą mi osobę. Jednak postanowiłem uszanować jej decyzję. Dziś już się nie kontaktujemy ze sobą. Odeszła 3 tygodnie temu. Ja zaś nie potrafię się z tym pogodzić. Zamknąłem się w sobie. Wszystko dookoła mnie denerwuje. Przestałem sypiać, przestałem jeść. Nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Myślę tylko o niej. Wspominam każdą chwilę, którą razem z nią spędziłem. Czuję, że nie wytrzymam tego dłużej... ona nie odbiera już moich telefonów. A ja nie mam z kim o tym porozmawiać. W ogóle nie mam z kim porozmawiać. Mieszkam razem z żoną i dzieckiem. Jestem tam ciałem, ale duchem w zupełnie innym świecie. Jest mi potwornie ciężko. Nie mam myśli samobójczych. I chyba ich nie potrzebuję, bo mój organizm sam sie wykończy. Nie mogę też znieść myśli, iż przy niej niedługo pojawi się nowy mężczyzna... to mnie jeszcze bardziej dobija. Zaczynam mieć kłopoty w pracy, nie koncentruję się zupełnie na niczym. Dopada mnie lęk. Pomóżcie mi.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy pójście do psychologa coś zmieni?

W swoim życiu, mimo swojego wieku, trochę przeszłam... Uważam, że kilka przykrych sytuacji bardzo na mnie wpłynęło, co zmieniło moją psychikę. Moje problemy głównie dotyczą związku... Jako że jestem osobą wrażliwą, ciągle mam jakieś zastrzeżenia, coś mi nie pasuje,...

W swoim życiu, mimo swojego wieku, trochę przeszłam... Uważam, że kilka przykrych sytuacji bardzo na mnie wpłynęło, co zmieniło moją psychikę. Moje problemy głównie dotyczą związku... Jako że jestem osobą wrażliwą, ciągle mam jakieś zastrzeżenia, coś mi nie pasuje, boję się zdrady albo jestem zazdrosna, choć nie mam o co... Czasami się zastanawiam, czy warto w ogóle ciągnąć ten związek, skoro przez to wszystko się nie dogadujemy... Mój partner ma trudny charakter (i bardzo wybuchowy), zazwyczaj tylko się obraża i denerwuje na mnie, nigdy nie stara się w jakiś sposób złagodzić sytuacji. Zazwyczaj to on jest urażony (mimo że np. ja odczułam przykrość w jakiejś sytuacji). Często nie mogę z nim rozmawiać o tym, co czuję, co mi jest, bo denerwuje go, że ciągle coś jest nie tak. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie mam depresji czy jakiejś nerwicy natręctw. Staram się zmienić swój charakter, ale nie umiem... Dlatego nie wiem, czy zerwać, czy nie? Czy iść do psychologa? Czy to w ogóle coś zmieni?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Co mam dalej zrobić - zerwać czy nie?

Jestem ze swoim chłopakiem ponad 3 lata. Nie zawsze było kolorowo, ale to jak u każdego. W ostatnim czasie mamy ciągłe spięcia... Ciągle z jego ust słyszę: "musimy porozmawiać, zastanów się nad sobą". Może i nie jestem taka jak dawniej...

Jestem ze swoim chłopakiem ponad 3 lata. Nie zawsze było kolorowo, ale to jak u każdego. W ostatnim czasie mamy ciągłe spięcia... Ciągle z jego ust słyszę: "musimy porozmawiać, zastanów się nad sobą". Może i nie jestem taka jak dawniej - widzę to... ale nie robię nic złego! Jeśli mówię mu prawdę, to go ranię, czyli wychodzi na to, że powinnam kłamać, żeby go zadowolić. Ostatnio zdarzyło się też tak... że zaczął mnie sprawdzać... osaczać... czytał moje SMS-y i moje prywatne rzeczy. I mówił mi, że tego nie robił... Dawałam mu szansę do przyznania się, ale on to dopiero zrozumiał podczas kłótni. Czyli wyszło na to, że on mi nie ufa, ale ja jemu też nie ufam po tym, jak mnie oszukał. Już kiedyś kilka razy zawiódł moje zaufanie, wybaczyłam mu, ale boję się, że jeśli teraz mu wybaczę, to znowu mnie zawiedzie. Co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak mam dowiedzieć się, czy jemu naprawdę na mnie zależy?

Byłam z nim kiedyś, ale z tego nic nie wyszło :( Teraz jakoś znów zaczęliśmy ze sobą rozmawiać... czasami daje mi do zrozumienia, że mu zależy, a czasami nie. Czasami zadzwoni, żebyśmy się spotkali albo umówili na jakąś imprezę, a...

Byłam z nim kiedyś, ale z tego nic nie wyszło :( Teraz jakoś znów zaczęliśmy ze sobą rozmawiać... czasami daje mi do zrozumienia, że mu zależy, a czasami nie. Czasami zadzwoni, żebyśmy się spotkali albo umówili na jakąś imprezę, a czasami unika mnie i umawia się z innymi dziewczynami ;/ Nie wiem, co mam zrobić, jak się dowiedzieć! Boję się pierwsza zapytać o to! A ja go naprawdę kocham :(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Brak mobilizacji do życia

Mam 27 lat. Jestem kobietą. Miesiąc temu osoba, z którą planowałam przyszłość i której bezgranicznie ufałam, nagle powiedziała mi, że przestała mnie kochać. Od tego czasu nie mogę się otrząsnąć. Unikam znajomych, przyjaciół. Nie chcę z nimi nawet rozmawiać przez...

Mam 27 lat. Jestem kobietą. Miesiąc temu osoba, z którą planowałam przyszłość i której bezgranicznie ufałam, nagle powiedziała mi, że przestała mnie kochać. Od tego czasu nie mogę się otrząsnąć. Unikam znajomych, przyjaciół. Nie chcę z nimi nawet rozmawiać przez telefon. W ciągu miesiąca tylko raz spotkałam się z przyjaciółką z powodu jej urodzin i jadąc do niej autobusem, łzy ciekły mi po twarzy, nie mogłam ich powstrzymać. Przez dwie godziny zajęłam się rozmową z nią, a pod koniec myślałam już tylko, żeby stamtąd wyjść i móc płakać. Odebrała mnie mama i zabrała na zakupy świąteczne, a ja między półkami popłakiwałam i wszystko mnie irytowało. Wszystko wydaje mi się brzydkie, bez sensu. Boję się nadchodzących świąt, bo wizja rodziny i przymuszonego uśmiechu mnie przeraża. Święta zawsze mnie tak cieszyły. Nie mogę spać. W ciągu całego miesiąca nie było ani jednej nocy bez przebudzeń o świcie, bez trudności zaśnięcia. Kilka nocy było zupełnie bezsennych. Schudłam 2 kg, bo na początku w ogóle nie mogłam jeść i nie byłam głodna. Teraz próbuję jeść za wszelką cenę, bo nie chcę schudnąć bardziej, bo jeszcze kilogram mniej i będę miała niedowagę. Przez jakiś czas miałam też odruch wymiotny, raz zwymiotowałam. Nie było dnia, kiedy bym nie płakała. Mam spuchnięte oczy. Tak bardzo chcę się normalnie wyspać. Ranki są chyba najgorsze. Po przebudzeniu odczuwam stres i zmęczenie, zupełną niechęć. W ogóle nie chce mi się wstać. Cały czas analizuję, rozmyślam, raz czuję złość, raz winię siebie za rozstanie, raz wydaje mi się, że to już, że pokonam ból i ten dziwny stan, ale potem wszystko wraca i znowu tylko chce mi się płakać. 2,5 roku temu też przeszłam trudne rozstanie, ale było zupełnie inaczej. Cierpiałam niesamowicie i bolało, ale spałam i jadłam, i potrafiłam wyjść z domu do ludzi, i wyjechać, żeby poczuć się lepiej. Teraz jest zupełnie inaczej. Nie wiem już sama, czy to zwykła żałoba po utracie ukochanej osoby, czy depresja. Wszyscy dookoła mówią, żebym wzięła się w garść, że nie spodziewali się, że jestem taka słaba. Moja mama jest w trakcie leczenia raka piersi i nie rozumie, czemu ona, mimo takiej choroby, jest silniejsza niż ja. Nie chce mi się sprzątać. Najchętniej siedziałabym albo leżała, i jedyne, co jest w stanie mnie zająć na jakiś czas, to internet. Włączam TV i biorę laptopa na kolana. Tak się czuję bezpieczniej. Nie zawsze jednak jestem w stanie się skupić. Obecnie nie pracuję i cieszę się, bo nie wyobrażam sobie, jak miałabym jeszcze pracować w tym stanie. Nie dałabym rady. Nie wiem już, co mam robić. P.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie potrafię się cieszyć szczęściem z nowym partnerem...

Od 4 lat przebywam w UK. Od pewnego czasu, tzn. od rozstania z byłym facetem, nic mnie nie cieszy, chociaż chcę, żeby tak było i wmawiam to sobie. Aktualnie mam innego partnera, jest przekochany, ale ja nie potrafię cieszyć się...

Od 4 lat przebywam w UK. Od pewnego czasu, tzn. od rozstania z byłym facetem, nic mnie nie cieszy, chociaż chcę, żeby tak było i wmawiam to sobie. Aktualnie mam innego partnera, jest przekochany, ale ja nie potrafię cieszyć się jego szczęściem. Wszystko mnie przytłacza i brak chęci do jakiegokolwiek dalszego życia wita nowy dzień! Boję się o samą siebie...

Co się ze mną dzieje? Czy mam depresję?

Więc tak, mam 16 lat. Wiem, jestem jeszcze młoda i w ogóle. I wszystkie dorosłe osoby, do których skierowałam to pytanie, zaczęły się śmiać, że jestem jeszcze młoda i głupia. Byłam z pewnym chłopakiem, dość długo. Pokochałam go, naprawdę dobrze...

Więc tak, mam 16 lat. Wiem, jestem jeszcze młoda i w ogóle. I wszystkie dorosłe osoby, do których skierowałam to pytanie, zaczęły się śmiać, że jestem jeszcze młoda i głupia. Byłam z pewnym chłopakiem, dość długo. Pokochałam go, naprawdę dobrze się rozumieliśmy. Myślę, że to uczucie w pewnym stopniu też było odwzajemnione. Gdy moja, tak zwana, koleżanka, zaczęła do niego pisać, i on jej odpisywał, zaczęli się coraz bardziej kolegować, i chyba coś między nimi zaiskrzyło... Bo piszą ze sobą do dzisiaj... i to nie jest jakieś tam zwykłe pisanie... Najbardziej zabolało mnie to, że to nie on mi powiedział, że się spotykają. Tylko sama ich zobaczyłam. Na początku byłam na niego zła. A z czasem byłam skłonna mu wybaczyć i chciałam zrobić wszystko, żeby tylko do mnie wrócił... Wiem, że to on zepsuł to wszystko, ale to ja się czułam winna. Cały czas wydaje mi się, że nie byłam dla niego wystarczająco dobra, że nie dałam mu czegoś, czego pragnie każdy facet.... Płaczę co wieczór, wspominam te wspólne chwile... Naprawdę go pokochałam :(( i nie wiem, co mam teraz zrobić. Próbowałam już wszystkiego... Szukałam sobie innego zajęcia... Żeby tylko o nim nie myśleć... Ale to jest silniejsze. Co wieczór patrzę na jego numer i chcę do niego napisać... A jak już napiszę i rozpoczynamy rozmowę, to zawsze kończy się ona kłótnią... Ten płacz przeobraża się po czasie w histerię i nie umiem go powstrzymać... Raz się nawet pocięłam, dla złagodzenia bólu... Eh... chcę go odzyskać:( albo zapomnieć, sama nie wiem... co mam robić ;( To miłość czy obsesja ?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Niezdecydowany chłopak - co dalej robić?

Witam! Mam problem, który dla innych wyda się błahy, lecz ja nie wiem, co robić. Poznałam faceta, spotkaliśmy się tylko kilka razy (znamy się pół roku). On jakoś tak nie spieszy się z czymkolwiek, jest bardzo niezdecydowany. Jak ja nie...

Witam! Mam problem, który dla innych wyda się błahy, lecz ja nie wiem, co robić. Poznałam faceta, spotkaliśmy się tylko kilka razy (znamy się pół roku). On jakoś tak nie spieszy się z czymkolwiek, jest bardzo niezdecydowany. Jak ja nie zaproponuję spotkania, to on też nie, i tak sobie egzystujemy:( Powiedziałam mu, żeby się określił, czego chce, stwierdził, że chce mnie jako kogoś więcej niż tylko koleżankę. A dalej po nim nie widać entuzjazmu i nie proponuje spotkań. Czego on tak naprawdę chce? Czy jest sens spotykać (proponować) się z nim? Czy może lepiej zostawić to tak jak jest i się nie odzywać nawet jak on napisze? A co wtedy, jak zaproponuje spotkanie? Widzę, że jemu jest obojętne, czy ja jestem, czy nie, ale jak mu to mówię, to zaprzecza. Jakby mu zależało, to sam by proponował te spotkania i pisał coś bardziej od siebie, a nie tylko odpisywał na SMS-y. Same pytania. Zero odpowiedzi. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak mam się teraz zachowywać?

Zerwał ze mną chłopak. Wiem, wiem, jest pełno takich problemów i nie są one wcale straszne. Wiem, że mogłoby być gorzej, ale ciężko mi sobie z tym poradzić. Mam 18 lat i to był pierwszy chłopak, dodam, że w tej...

Zerwał ze mną chłopak. Wiem, wiem, jest pełno takich problemów i nie są one wcale straszne. Wiem, że mogłoby być gorzej, ale ciężko mi sobie z tym poradzić. Mam 18 lat i to był pierwszy chłopak, dodam, że w tej samej szkole. Oczywiście wydawał się cudowny, inny niż wszyscy, idealny, dążył do pełnego zaangażowania, zawsze sam zaczynał mówić o rzeczach poważnych, typu ślub, dzieci. Ja się tego bałam, bo jesteśmy przecież oboje bardzo młodzi, ale w końcu wpadłam po uszy i teraz bardzo tego żałuję. Nawet moi rodzice mówili, że żyjemy jak małżeństwo. Oddałam mu się w 100%. Aż nagle po pół roku on stwierdził, że już nie wie, co czuje, nie wie, czy mnie kocha. Niejako to na nim wymusiłam, bo od 2 tygodni zachowywał się diametralnie inaczej niż wcześniej, nie dzwonił, nie pisał, miał mnie gdzieś, co się nigdy nie zdarzało. Kiedyś koledzy byli ważniejsi niż ja. Pytałam, czy ma inną już przy ostatecznej rozmowie, prosto w oczy, powiedział, że nie. Prosiłam, żeby nie znalazł sobie innej dziewczyny w naszej szkole, bo mnie zabije patrzenie na nich. Obiecał, że tego nie zrobi. Płakał i mówił, że to smutne, że chciałby już mnie nie kochać. Mnie to bardzo bolało, ale już nie płakałam - po prostu brakło mi łez po tej 2-tygodniowej niepewności i ciągłym płaczu. Pozwoliłam mu odejść. Wyszedł. Wydawało mi się, że dam radę. I po 3 dniach zobaczyłam go z inną dziewczyną. Wcześniej to była koleżanka, po 3 dniach od naszego rozstania są już parą. Dlaczego płakał, dlaczego kłamał, dlaczego po tym wszystkim, co było, zrobił mi to, co najgorszego mógł?! Nie mogę mu nawet wykrzyczeć złości, bo wiem, że wyszłabym na idiotkę. Nie wiem, jak mam się zachowywać w szkole, gdy jestem zmuszona koło nich przechodzić, widzieć ich takich szczęśliwych. Minęły już dwa miesiące i wydawało mi się, że będzie OK, ale właśnie teraz jest najgorzej, Boję się chodzić do szkoły, całkowicie straciłam radość życia, co nie robię, to mam gdzieś w sobie cały czas tę myśl o tym, co się stało i o tym jak cierpię. Chudnę, bo prawie nie jem, moja mama mówi, że wpadam w anemię. Nikomu już się nie żalę, nie opowiadam o problemach, bo nie mam komu. Koleżanki pomagały, ale parę dni po, a teraz... To już dwa miesiące. Muszę codziennie, dzień w dzień widzieć go jeszcze przez pół roku. To mnie przytłacza, chciałabym zapomnieć, a w ten sposób trudno. Jak mam sobie poradzić, odzyskać radość życia, może powinnam brać jakieś leki uspokajające, gdy idę do szkoły?! Proszę, niech mi ktoś pomoże, poradzi ;(

O czym pisać z chłopakiem?

Witam, mam do was pytanie. A mianowicie, o czym pisać z chłopakiem, tym, na którym mi zależy? Wiem, że pojawi się mnóstwo rzeczy typu: cześć, Kotku, co robisz?, co robiłeś, co będziesz robił?, może pójdziemy do kina?, i będziecie twierdzić,... Witam, mam do was pytanie. A mianowicie, o czym pisać z chłopakiem, tym, na którym mi zależy? Wiem, że pojawi się mnóstwo rzeczy typu: cześć, Kotku, co robisz?, co robiłeś, co będziesz robił?, może pójdziemy do kina?, i będziecie twierdzić, że rozmowa przez gg czy też sms-y jest beznadziejna, bo inaczej nazywana jest tchórzostwem! To nic, mam prawo do takiego błędu. Chciałabym mimo to dowiedzieć się o czym pisać z chłopakiem... Chcę mu zaimponować, chcę, żeby czytając te smsy za kilka lat, wspominał... i nawet potrafił się rozpłakać... chcę, żeby były wyjątkowe... jeśli pisałyście jakieś do swoich mężczyzn i podobały im się... to proszę o zdradzenie o czym pisać z chłopakiem. Chodzi mi mniej więcej o takiego typu: "Kiedyś znajdę dla nas dom, z wielkim oknem na świat, znowu zaczniesz ufać mi, nie pozwolę Ci się bać...". Mogę liczyć na pomoc?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Załamanie nerwowe po rozstaniu

Witam, mam 26 lat i dzieje się ze mną coś złego. Wyczytałam, że to może być początek depresji. Zrobiłam test zamieszczony na stronie poświęconej tej chorobie i potwierdził moje obawy. 2 tygodnie temu zostawił mnie chłopak, zupełnie nagle, z dnia...

Witam, mam 26 lat i dzieje się ze mną coś złego. Wyczytałam, że to może być początek depresji. Zrobiłam test zamieszczony na stronie poświęconej tej chorobie i potwierdził moje obawy. 2 tygodnie temu zostawił mnie chłopak, zupełnie nagle, z dnia na dzień, bez podania konkretnej przyczyny, i od tamtego czasu wszystko znowu przestało mieć dla mnie sens. Nie będę się rozpisywać jak długo byliśmy razem, bo tutaj to nie ma znaczenia, liczy się tylko, jak blisko byliśmy i jak bardzo mu ufałam. To już kolejny facet, który mnie zostawił, więc zaczęłam się zastanawiać, co ze mną nie tak, że mi się w życiu nie układa. Ciężko jest mi zaufać facetowi, ale po tylu porażkach człowiek robi się malutki i bezwartościowy. Tym razem miało być inaczej, wiele mnie kosztowało, żeby się zaangażować w ten związek. Wiedział, jak bardzo kiedyś cierpiałam, ale udało się, zaufałam i byliśmy bardzo szczęśliwi do tamtego okropnego dnia. Czuję się jakby mi ktoś wydarł coś ze środka, oszukana i zagubiona. Żyję jak w amoku. Nie wyobrażam sobie nikogo innego przy mnie, tak bardzo oddałam się temu człowiekowi.

Za miesiąc zostaję bez pracy i wracam do swojego rodzinnego miasta, i nie wiem jak mam dalej żyć. Nie chce mi się wstawać z łóżka, codziennie sobie obiecuję, że zajmę się czymś, zrobię coś dla siebie, ale nie mam na to siły ani ochoty. Praca mnie nie cieszy, chodzę, bo muszę. Mam przyjaciół, ale nie mogę ich wiecznie męczyć swoimi problemami. Poza tym nie mam już siły słuchać, jaka to jestem piękna i wartościowa i każdy chciałby ze mną być, bo to bzdura i nie będę się już w kółko oszukiwać, że wszystko się ułoży, tylko trzeba wierzyć, bo to nieprawda. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że nie żyję. Jestem nieobecna, nie mogę spać, wszystko mnie denerwuje i ciągle płaczę. Tak jakbym żyła nie swoim życiem, a ja to nie ja. Co ja mam robić, kiedy nic mnie nie cieszy, a najchętniej przespałabym cały ten koszmar. Środki uspokajające już nie działają, alkohol też nie jest rozwiązaniem. W kółko tylko praca, dom i gapienie się w sufit. Ból po rozstaniu pewnie kiedyś minie, bo zawsze mija, ale jak poradzić sobie z tym, co zostaje w mojej głowie, zagubienie, beznadziejność, osamotnienie, bezradność. Czuje się strasznie słaba, ciągłe boli mnie głowa, i tak lecą dni, niczym się od siebie nie różniąc. Czy ja mam depresję? Tylko proszę mi nie pisać, że to na pewno z powodu rozstania i muszę być cierpliwa, bo zanim w moim życiu pojawił się ten człowiek, też nie miałam ochoty żyć.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy pójście do psychologa coś zmieni w relacji z partnerem?

W swoim życiu mimo swojego wieku trochę przeszłam... Uważam, że kilka przykrych sytuacji bardzo na mnie wpłynęło, co zmieniło moją psychikę. Moje problemy głównie dotyczą związku... Jako że jestem osobą wrażliwą, ciągle mam jakieś zastrzeżenia, coś mi nie pasuje,...

W swoim życiu mimo swojego wieku trochę przeszłam... Uważam, że kilka przykrych sytuacji bardzo na mnie wpłynęło, co zmieniło moją psychikę. Moje problemy głównie dotyczą związku... Jako że jestem osobą wrażliwą, ciągle mam jakieś zastrzeżenia, coś mi nie pasuje, boje się zdrady albo jestem zazdrosna, choć nie mam o co... Czasami się zastanawiam, czy warto w ogóle ciągnąć ten związek, skoro przez to wszystko się nie dogadujemy... Mój partner ma trudny charakter (i bardzo wybuchowy), zazwyczaj tylko się obraża i denerwuje na mnie, nigdy nie stara się w jakiś sposób złagodzić sytuacji. Zazwyczaj to on jest urażony (mimo że np. ja odczułam przykrość w jakiejś sytuacji). Często nie mogę z nim rozmawiać o tym, co czuję, co mi jest, bo denerwuje go, że ciągle coś jest nie tak. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie mam depresji czy jakiejś nerwicy natręctw. Staram się zmienić swój charakter, ale nie umiem.... Dlatego nie wiem, czy zerwać, czy nie? Czy iść do psychologa? Czy to w ogóle coś zmieni?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Różnica wieku w związku

Wiek: 14 lat. Płeć: kobieta. Nie przyjmuję leków. Mój chłopak ma 22 lata, a ja mam 14... Co wróżycie temu związkowi?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co może zrobić matka, gdy córka jest w toksycznym związku?

Co może zrobić matka, która widzi, że jej córka jest w bardzo toksycznym związku? Mąż jej jest wyjątkowym kłamczuchem, co wiem na pewno. Jest to związek tylko i wyłącznie z powodu pieniędzy. Odsunął córkę wraz z jej dzieckiem od...

Co może zrobić matka, która widzi, że jej córka jest w bardzo toksycznym związku? Mąż jej jest wyjątkowym kłamczuchem, co wiem na pewno. Jest to związek tylko i wyłącznie z powodu pieniędzy. Odsunął córkę wraz z jej dzieckiem od całej rodziny i wsączył tyle nienawiści, że nikt z rodziny już nawet nie próbuje udawać, że jesteśmy rodziną. Tyle złego już wszystkim wykrzyczała. Ponadto obawiam się bardzo o jej dziecko, któremu nie wolno się widywać z nikim z rodziny. A problem polega na tym, że do niej nic nie dociera.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co zrobić, żeby chłopak, na którym tak bardzo mi zależy, do mnie wrócił?

Hej, mam na imię Marta i mam 21 lat... byłam z chłopakiem ponad pół roku. Było nam ze sobą dobrze. Czasem tylko, jak każdy, mieliśmy gorsze i lepsze dni, ale nigdy się nie kłóciliśmy, rozmawialiśmy o tym na spokojnie... Kamil...

Hej, mam na imię Marta i mam 21 lat... byłam z chłopakiem ponad pół roku. Było nam ze sobą dobrze. Czasem tylko, jak każdy, mieliśmy gorsze i lepsze dni, ale nigdy się nie kłóciliśmy, rozmawialiśmy o tym na spokojnie... Kamil był facetem całkiem innym niż moi poprzedni faceci... pracował (miał 26 lat), był opiekuńczy, troszczył się o mnie, mogliśmy rozmawiać ze sobą na każdy temat. Czułam, że to coś wielkiego, ponieważ jego poprzednie związki trwały bardzo krótko... Wszystko zaczęło się psuć od czasu, kiedy zauważyłam, jaki stosunek zaczynał mieć do mnie jego kumpel... zachowywał się tak, jakby był zazdrosny, że Kamil jest ze mną, że możemy razem spędzać czas, że wyjeżdzamy gdzieś na weekend... tym samym Kamil miał mniej czasu dla niego. Tomek zaczynał mi chamsko dogadywać. Kiedy siedzieliśmy ze znajomymi, mówił przy wszystkich do Kamila rzeczy typu: no to ile dzisiaj wydałeś kasy? Jak ja się cieszę, że jestem sam, przynajmniej nie muszę nic nikomu kupować, dawać i wydawać kasy. Ja się wtedy niezręcznie czułam, ponieważ nie byłam z Kamilem dla pieniędzy, o nic nigdy go nie prosiłam, żeby mi kupił itd. Tomek zaczynał też namawiać Kamila, żeby nie przyjeżdżał po mnie, tylko żebym sama do niego przyjeżdżała... jak nie raz Kamil nie mógł mnie odwieźć i prosił Tomka, to w słuchawce słychać było: O Jezu, no dobra... to nie było miłe :( Inni znajomi Kamila mnie lubili i dobrze mi się z nimi rozmawiało, ale jak siedzieliśmy z Kamilem i słyszałam, że zaraz przyjedzie Tomek, to psuł mi się humor...:( po pewnym czasie zaczęła pisać do mnie jakaś nieznana osoba, że nie będę z Kamilem i że ona już się o to postara. Pisała również takie rzeczy, żeby nas skłócić, że nie wiem, co Kamil robi po pracy, żebym nie wierzyła w jego każde słowo itd. Wszystkie wiadomości pokazywałam chłopakowi, on też pisał do tej osoby, ale nie chciała powiedzieć kim jest... postanowiliśmy, że nie będziemy się tym przejmować, nie będziemy nic odpisywać, aż ten ktoś da sobie spokój.

Niestety, parę dni później, tak z dnia na dzień, Kamil ze mną zerwał. Jego powody były takie na odczep się, wymyślał co chwilę nowy. Jeszcze rano normalnie pisaliśmy, wszystko było okej, a wieczorem napisał, żebyśmy dali sobie z tym wszystkim spokój... Jest mi trudno się z tym pogodzić, bo gdybyśmy się kłócili albo coś, to bym przynajmniej wiedziała, co było nie tak :( nadal go kocham, nie potrafię zapomnieć. Spotykam się ze znajomymi, ale cały czas myślę o nim. Bardzo mi na nim zależy, jak chyba na nikim innym. Chciałabym, żebyśmy porozmawiali, dali sobie jeszcze raz szansę, ale on nawet nie odpisuje na moje smsy... jest mi cholernie smutno. Napisał mi ostatnio, tylko NIE BĄDŹ SMUTNA, PROSZĘ. Ja chcę, żeby było jak kiedyś, bo nigdy jeszcze nie kochałam nikogo jak jego. Nie chcę również być natrętna, pisać, wydzwaniać i błagać, żebyśmy do siebie wrócili, bo nie chcę, żeby mnie znienawidził. Chciałabym to zrobić powoli i spokojnie, może macie jakiś pomysł? Piszę do niego od czasu do czasu, że jest mi smutno, że mi dalej na nim zależy, że chciałabym się do niego móc przytulić jak kiedyś... niestety, odpowiedzi nie dostaję... :( Czy jest w ogóle jakaś szansa, że może być jak kiedyś?

Patronaty