Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak rozmawiać z partnerką?

Witam, mam problem. Mianowicie taki, że jestem z moją dziewczyna 4 miesiące. Przez ten cały okres nawzajem sobie zadawaliśmy pytanie "co robisz?" tak po prostu, żeby zacząć ewentualny temat rozmowy lub mieć to do swojej wiedzy. Kilka dni temu się...

Witam, mam problem. Mianowicie taki, że jestem z moją dziewczyna 4 miesiące. Przez ten cały okres nawzajem sobie zadawaliśmy pytanie "co robisz?" tak po prostu, żeby zacząć ewentualny temat rozmowy lub mieć to do swojej wiedzy. Kilka dni temu się pokłóciliśmy, że względu na to, że nie mieszkamy razem. Zapytałem, co robi, czy spędza ewentualnie czas ze swoim byłym chłopakiem, ale o to zapytałem jeden jedyny raz, bo byłem zazdrosny, ona się wkurzyła. Od tamtej pory uważa, że nie musi nikomu się spowiadać i mówić, co robi bo uważa, że w ten sposób ją kontroluję. Nawet napisanie esemesa o treści Dobranoc, jest aktem kontrolowania, choć wszystkie te informacje są czysto hipotetyczne, bo nie mam powodów, żeby ją kontrolować, bo jej ufam w 100%.

W jak sposób mam z nią rozmawiać? Kocham ją i zależy mi na niej, ale obawiam się, że przez to nasze relacje się pogorszą i że się oddalimy od siebie. Dlatego, że nie mieszkamy razem i codziennie też się nie widujemy. I boję się, że prędzej czy później się rozstaniemy z tak głupiego powodu. Bardzo bym prosił o konkretne rady, które będę mógł zastosować. Dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Obsesyjna zazdrość partnera

Witam! Mam problem z obsesyjną zazdrością mojego mężczyzny. Tego nie da się już wytrzymać. Jestem wykończona psychicznie. Jesteśmy razem prawie dwa lata, planowaliśmy wspólną przyszłość. On jest zazdrosny, obsesyjnie zazdrosny. Sprawdza mi telefon, e-maile, sprawdza historię przeglądarki internetowej. Nie mogę...

Witam! Mam problem z obsesyjną zazdrością mojego mężczyzny. Tego nie da się już wytrzymać. Jestem wykończona psychicznie. Jesteśmy razem prawie dwa lata, planowaliśmy wspólną przyszłość. On jest zazdrosny, obsesyjnie zazdrosny. Sprawdza mi telefon, e-maile, sprawdza historię przeglądarki internetowej. Nie mogę korzystać z portali społecznościowych. Dzwoni co dwie godziny i wypytuje co robię, kto się ze mną kontaktował, czy kogoś nie spotkałam. Nie mogę utrzymywać kontaktów z nikim, na początku byli to tylko znajomi płci męskiej, dodam, że zerwałam kontakt z każdym kolegą. Teraz wybiera mi koleżanki, tzn. już wybrał, nie mogę się przyjaźnić prawie z żadną z dawnych znajomych. Tylko z dziewczynami z naszego wspólnego towarzystwa, które są już mężatkami i które on dobrze zna. Nie wychodzę nigdzie z domu, nie spotykam się z nikim. Jeśli spotkam się z jakąś koleżanką ze studiów, to muszę się tłumaczyć, opowiadać o czym rozmawiałyśmy. Słyszę komentarze, że tracę bez sensu czas na takie spotkanie. Obraża moich znajomych, żadna z moich koleżanek go nie znosi, bo jest dla nich niegrzeczny.

Robi mi regularnie awantury o wszystko, np. przypomni mu się, że 8 miesięcy temu na weselu tańczyłam z facetem, z którym on zabronił mi tańczyć. Nigdy go nie zdradziłam, nie zrobiłam nigdy nic złego, nic co zburzyłoby jego zachowanie! Próbowałam wszystkiego: tłumaczyłam, płakałam, prosiłam, krzyczałam nawet przez jakiś czas starałam się być taka jak on - robiłam mu afery o każdą najmniejszą głupotę, pierdołę, wymyślałam, że jestem zazdrosna i robiłam afery, żeby zrozumiał jak to boli - nie zrozumiał. A ja tylko straciłam nerwy i nadzieję. Ciągle jestem smutna, nie mam siły czasem żyć, gdy przypomni mu się coś z przed roku i zaczyna wypominki. Odizolowałam się od świata, straciłam przyjaciół. Teraz jak odezwie się do mnie koleżanka, z którą nie pozwala mi się kontaktować, to kasuje esemesy, połączenia. Jak się zorientuję, to mam podwójną awanturę za kłamstwo, a ja kłamię tylko ze strachu, po to, żeby nie było kolejnej kłótni, bo nie mam na nie już siły. Na poważnie myślę o rozstaniu, mówiłam mu już to, tłumaczyłam, że nie wytrzymuję. Groził, że będzie się mścił. Nie wiem co mam już robić, nie zasłużyłam na takie traktowanie, kocham go, czasem jest cudownie, miło, sympatycznie, dba o mnie, troszczy się, dopóki coś mu się nie przypomni. Co mam robić ze swoim życiem? Uciekać od niego? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak uwolnić się od toksycznego partnera?

Dzień dobry! Od około 13 lat jestem uwikłana w związek z człowiekiem, którego dziś diagnozuję jako psychopatę. Partner jest starszy ode mnie o 7 lat. Mam 37 lat i 17-letniego syna. W wieku 20 lat rozwiodłam się z ojcem dziecka...

Dzień dobry! Od około 13 lat jestem uwikłana w związek z człowiekiem, którego dziś diagnozuję jako psychopatę. Partner jest starszy ode mnie o 7 lat. Mam 37 lat i 17-letniego syna. W wieku 20 lat rozwiodłam się z ojcem dziecka po rocznym pożyciu małżeńskim. W kolejny związek weszłam mając 24-25 lat. Kiedy go poznałam, utrzymywał, że jest w separacji z żoną, z którą ma dwójkę dzieci. Przedstawiał się jako ofiara, której urodzono dzieci na siłę, gdzie ma wątpliwości, czy dzieci w ogóle są jego. Żona nie chciała się ani uczyć po szkole podstawowej, ani pracować, żądała, by partner ją utrzymywał. Według jego opowiadań nie mieli już żadnych emocjonalnych powiązań z żoną i zamierzali się rozwieść.

Wchodząc w związek sądziłam, że daję wsparcie biednemu człowiekowi, który jest tak krzywdzony w małżeństwie, że zamierza zacząć pić. Wsparcie do rozwiązania tego małżeństwa dał jemu także wuj, siostra i przyjaciel. Ponieważ on był biedny i pokrzywdzony pomagałam mu spłacać długi, utrzymywałam dom i pomagałam w opiece nad dziećmi w weekend. Sądziłam, że tak jest fair, ponieważ załatwił mi lepszą pracę, (namówił mnie na zrezygnowanie z pracy, w której już miałam międzynarodowy sukces) z której miałam korzyści finansowe. On się rozwiódł, ale niestety sprawę podziału majątku załatwiał w ten sposób, że został ciężko pobity przez nowego partnera żony. Były groźby pozbawienia życia. To zaowocowało całkowitym zerwaniem kontaktów z dziećmi i byłą żoną.

Przez dwa lata trwała sielanka. Otworzyliśmy firmę, pobudowaliśmy dom - przeznaczony także na siedzibę firmy. Wszystko niby było ok, ale partner w obecności innych ludzi potrafił odnosić się do mnie arogancko. Były też drobiazgi, jak to, że w mojej obecności inna kobieta chwytała go za rękę albo propozycja, żebym ja położyła się spać, bo on chce porozmawiać z moją świeżo rozwiedzioną ciotką. Kiedy po budowie domu zabrakło pieniędzy w firmie, umówiliśmy się, że partner okresowo, nim nie spłyną kolejne - zatrudni się w innej firmie. Kiedy dostał w tej firmie podwyżkę i obietnicę zajęcia stanowiska kierowniczego - sielanka się skończyła, a zaczęło się piekło. To piekło trwa 8 lat.

Bardzo zależało mi na firmie, dlatego kontynuowałam prowadzenie działalności, jednocześnie opiekując się synem. Moje próby namówienia jego na dotrzymanie wobec mnie słowa, zawarcie związku małżeńskiego, powrót do firmy, skończenie bujnych kontaktów z innymi kobietami kończyły się awanturami, trzykrotnym jego wyprowadzeniem się i powrotem. Nastąpiła eskalacja aroganckich, chamskich zachowań wobec mnie. Wciąż pojawiały się nowe kontakty z kobietami, a partner przestał się krępować i nawet w mojej obecności zaczął z nimi flirtować. Zdarzało się, że baby wydzwaniały nawet w wigilię czy niedzielę wieczorem - żeby załatwiać sprawy zawodowe. Zdarzało się, że po spotkaniu z koleżankami i flircie - koleżanka prosiła mnie o telefon do niego. Na moje próby rozmów o tym, partner dowodzi, że jestem wariatką i wszystko mi się zdaje, na przemian z tłumaczeniem, że nie ma w tym nic złego albo kłamstwami, że on już wykonuje inną pracę i nie ma kontaktów z kobietami.

Mam wiele sukcesów zawodowych, z czego jeden można nazwać wybitnym. Praktycznie utrzymałam dom, siebie, dziecko i sfinansowałam prywatne 5-letnie studia przez 10 lat. Jestem atrakcyjną, ładną kobietą, podobam się mężczyznom. Jednak w obecności tego człowieka czuję się jak nic nie warty śmieć. Obecnie zrezygnowałam z podejmowania jakichkolwiek działań, a partner pracuje w małej firmie za bardzo liche pieniądze. Partner próbuje wszelkimi metodami skłonić mnie, by znów ułożyć życie w ten sposób, że: on ma pracę - jako handlowiec - jeździ, bawi się, pije kawę, nie przynosi pieniędzy, flirtuje i kłamie, a ja prowadzę w domu działalność, pracuję po 15 godzin, utrzymuję dom i funduję wakacje, on obiecuje, że za miesiąc - który nigdy nie następuje - się zwolni. W takim piekle przeżyłam 5 lat.

Podczas całego związku - to ze mnie został zrobiony agresor, a on kontynuuje rolę ofiary, którą ja chcę pozbawić pracy i normalnych kontaktów z kobietami. Wmawia mi, że ja próbuję mieć nad nim władzę i dlatego ciągnęłam go z powrotem do firmy. A przecież mi chodziło o dotrzymanie słowa wobec mnie i nie kontynuowanie konkurencyjnej wobec mnie działalności. O normalne życie i normalną rodzinę. Jestem osobą, którą inni określają, jako konkretną, rzeczową i umiejącą mówić o swoich potrzebach. Partner natomiast określa mnie jako osobę, która ciągle jest w błędzie, źle ocenia sytuację, każe mu się domyślać, jest chora i zmęczona, jest w złym stanie, toksyczna, patologiczna. Jestem bardzo zmęczona i ostatni rok spędziłam na modlitwach i próbach uchwycenia równowagi.

Partner wraca z pracy i codziennie przez dwie, lub trzy godziny pierze mi mózg - próbując przekonać mnie, że to ja nie chcę z nim pracować, że to ja nie chcę wziąć ślubu, że przecież on mnie bardzo kocha, tylko ja tego nie widzę, na zmianę z próbą zwabiania mnie na spotkania zawodowe, podczas których on flirtuje z babą albo traktuje mnie jak swojego pracownika. Dwa lata temu, kiedy odbyłam takie spotkanie, załatwił sobie pracę u tego klienta, a mnie ukradł z komputera opracowania, na bazie których wykonał pracę. Ja po spotkaniu nie dostałam nic. Jedyne, czego jestem pewna, to tego, że nie chcę już więcej być poniżana i cierpieć. Chciałabym odejść z tego związku, ale straciłam źródło utrzymania. Próbuję zbudować jakiś plan ucieczki, ale wydaje mi się to skomplikowane. Znalezienie pracy wiąże się dla mnie z obniżeniem ciężko wypracowanej pozycji zawodowej i zrezygnowaniem z treningów, które są dla mnie ważne. Zrezygnowanie z iluzji wielkiej miłości też jest dla mnie trudne. Wciąż mam wątpliwości i złudzenia, że ten człowiek mnie kocha. Obawiam się, jak przeżyje to syn. Kim jest ten człowiek i jak się uwolnić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z odrzuceniem?

Zakochałem się w J. Byłem natrętny i ona mnie nie chce. Nie chcę żyć.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Kłopoty w związku na odległość

Mam ogromny problem. Jestem w związku 5 lat, prawie 3 lata to związek na odległość i na chwilę obecną nie ma żadnych szans, by to zmienić. Dzieli nas 100 km, nie tak w końcu dużo, ale widujemy się tylko weekendy...

Mam ogromny problem. Jestem w związku 5 lat, prawie 3 lata to związek na odległość i na chwilę obecną nie ma żadnych szans, by to zmienić. Dzieli nas 100 km, nie tak w końcu dużo, ale widujemy się tylko weekendy i to jeszcze nie zawsze, bo mój ukochany ma taką pracę, że czasem musi zostać i w weekend. Ja sobie z tym poradzić nie mogę, zawsze wiedziałam, że do związków na odległość się nie nadaję, ale tak bardzo go kocham, że walczę z tą odległością jak tylko mogę. Niestety w marnych skutkach. Mimo codziennych zajęć, przychodzi wieczór kiedy chciałabym z nim być, dzielić dom, tak jak kiedyś, po prostu być normalnie razem. Nie potrafię się z tym pogodzić, przez co mamy ostatnio ogromne problemy, które zbliżają nas do rozstania. Czasem czuję, że jestem od niego totalnie uzależniona. Kiedy dzwoni, że nie może przyjechać w piątek, bo późno kończy pracę (jest dyrektorem) i jest bardzo zmęczony, ja po prostu wariuję, krzyczę na niego, że ja nie jestem ważna, tylko ta praca, że ma mnie gdzieś, że nie dość, że mnie zostawił, to jeszcze nie może przyjechać.

Mnie jest po prostu przykro, bo w takiej sytuacji liczy się dla mnie każda chwila z nim. On się wkurza, że go nie rozumiem i awantura gotowa. Nie potrafimy się dogadać. Ja nie potrafię się z tym pogodzić, to trwa już tyle czasu. Mój partner szuka pracy w naszym mieście, bardzo chce wrócić, ale bez skutku, z kolei ja do niego nie mogę jechać, bo mam jeszcze studia. Najgorsze jest to, co dzieje się ze mną, kiedy go nie ma. Mam znajomych, rodzinę, mam co robić, ale tak bardzo brakuje mi właśnie jego, mojego kochanego mężczyzny. Nie chce go stracić, a wiem, że moim zachowaniem jestem na dobrej drodze. Kocham go, tęsknię, może właśnie za bardzo? Dlatego ta odległość jest dla mnie takim strasznym problemem? Nie wiem co mam robić, bo od momentu jego wyjazdu, czuję się po prostu nieszczęśliwa.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odzyskać miłość mojego życia?

Witam! Moje pytanie będzie chaotyczne. Nie wiem, co mam zrobić, odeszła ode mnie dziewczyna, byliśmy ze sobą 3,5 roku. Kiedyś w moim życiu pewna kobieta zniszczyła i zakopała głęboko moje uczucia, uczucie kochać. Po roku poznałem Magdę. Magda walczyła o...

Witam! Moje pytanie będzie chaotyczne. Nie wiem, co mam zrobić, odeszła ode mnie dziewczyna, byliśmy ze sobą 3,5 roku. Kiedyś w moim życiu pewna kobieta zniszczyła i zakopała głęboko moje uczucia, uczucie kochać. Po roku poznałem Magdę. Magda walczyła o moje uczucia, dając mi wiele miłości, ale ja nie zawsze to doceniałem. Mieszkaliśmy 3 lata ze sobą u moich rodziców. Moi rodzice kochają Magdę jak własną córkę. Rok temu coś się ze mną stało, zerwałem z nią pod wpływem emocji. Wiele się w tym okresie u mnie działo. Zburzyli mi dom pod budowę drogi, umarła mi babcia, do tego moja mama dostała udaru mózgu, ale Magda była blisko mnie, pomimo tego co zrobiłem, nie odpychałem jej.

Zeszliśmy się ponownie, mówiła że nigdy mnie nie zostawi, że mnie bardzo kocha, to samo powtarzała mojej mamie. 25.12.2011 r. pokłóciliśmy się, nawet nie wiem o co. Wyjechała do rodziców, mówiąc że potrzebuje czasu, musi to przemyśleć odpocząć mówiąc - daj mi czas, daj nam czas. Do 23 stycznia przemyślałem wszystkie błędy, cały nasz związek zrozumiałem jak bardzo ją kocham, jak bardzo mi jej brak. Jest kobietą mojego życia. 23 stycznia zerwała ze mną, mówiąc że nie zamyka furtki, że nie wie, może wróci za 2 tygodnie, miesiąc, może pół roku. Mówiła, że chce, żebyśmy się widywali na kawie, chodzili na spacery, wiem że nadal mnie kocha. Rozmawiałem z nią, powiedziałem, że to, o co walczyła ma teraz przed sobą, że możemy, mogę to naprawić. Nie zabrała wszystkich swoich rzeczy.

Nie wiem, co mam robić, nie jem zgubiłem już 10 kg. Piję tylko kawę i palę papierosy. Usypiam z jej bluzą, tak bardzo brak mi jej zapachu. Powiedziała, że nie wierzy, że się zmieniłem w tak krótkim czasie. Zmieniłem się, zrozumiałem, np. dzwoni do mnie, że dojechała z pracy do domu, pisze esemesy Dzień dobry, milutkiego dnia, zaczynam wariować. Nie potrafię bez niej żyć. Widujemy się około raz na tydzień. Walczę o nią, ale chyba co tylko mogłem, to zrobiłem. Nie wiem co dalej. Nie dopuszczam myśli w głowie, że już nie będziemy razem. Z dwóch stron mamy przyjaciół. Mój przyjaciel i jej przyjaciółka, mówią żebym odpuścił, żeby Magda zatęskniła za mną, ale ja nie wiem jak. Boję się, że stracę ją na zawsze. Moje emocje są na skraju wytrzymałości. Ile to może potrwać i czy jest. Jakaś nadzieja, że wrócimy do siebie? Ja ją kocham i z tego co wiem, Magda kocha mnie. Proszę o pomoc i przepraszam za taką chaotyczną słów. Ale nie potrafię zebrać myśli normalnie. Mam 28 lat. Magda ma 25.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego partner nie chce, bym poznała jego rodziców?

Mam 34 lata i 10-letnią córkę, od 6 lat mam partnera, który ma 40 lat, nie jest ojcem mojego dziecka. Rozstałam się z ojcem mojego dziecka dla obecnego partnera. Problem dotyczy obecnego chłopaka, jest dla nas bardzo dobry, poświęca nam...

Mam 34 lata i 10-letnią córkę, od 6 lat mam partnera, który ma 40 lat, nie jest ojcem mojego dziecka. Rozstałam się z ojcem mojego dziecka dla obecnego partnera. Problem dotyczy obecnego chłopaka, jest dla nas bardzo dobry, poświęca nam każdą chwilę, ok. 2 godzin dziennie, nie mieszkamy razem. Pomaga nam finansowo i rozpieszcza nas, kupując nam wszystko co chcemy, opiekuje się nami, moja córka traktuje go jak ojca. Kochamy go bardzo.

Od 6 lat nie poznałam jego rodziców, on z nimi mieszka, oprócz tego ma swój nowo wybudowany dom wyposażony do zamieszkania - dom w takiej formie stoi już 3 lata. Ponadto nie zostaje u mnie na noc, czy też na weekendy. W weekendy widzimy się dopiero wieczorami. W ciągu tych 6 lat przez przypadek poznałam siostrę na grillu, który ja i mój chłopak zorganizowaliśmy, siostra akurat przyjechała do nowego domu po auto. Ostatnio 2 tygodnie temu, spotkaliśmy siostrę w restauracji, dosiadła się do nas i zapytała, czemu mnie tak ukrywa, kilka razy podobno zapraszała mnie na urodziny, niestety nic o tym nie wiedziałam. Nie wiem, o co chodzi, czemu jestem odseparowana od jego rodziny. Nie zostało mi to wyjaśnione. Było kilka rozmów na ten temat, za każdym razem nie uzyskałam 100% szczerej odpowiedzi. Były rozmowy bezpośrednie, były w formie żartu, ostatnio była kłótnia. Zwykle jak się kłócimy, wraca do siebie do domu i nie odzywa się, nie wyciąga ręki do rozwiązania problemu. Zwykle ja to robię. I tak jest właśnie teraz, mówiłam co czuję, że chciałabym poznać rodziców, zamieszkać razem, ułożyć sobie razem życie. Podczas każdej sprzeczki wracamy do tego problemu, niewyjaśnionych spraw. Usłyszałam, że nikt nie będzie go do niczego zmuszał, będzie robił to co będzie chciał i kiedy chciał.

Dla nas zrezygnował ze znajomych, dużo pracuje, a pracujemy w jednej firmie. Wiem, że tak jest, nie podejrzewam drugiego życia z kimś innym. Każdą chwilę spędzamy na rozmowach przez telefon. Potem widzimy się u mnie. Mojej córce kupuje na co ma ochotę, rozpieszcza ją bardzo, czasami zwracam mu uwagę, że to nie o to chodzi, aby nam wszystko kupował, potrzebujemy, aby był z nami, ale nic z tego, po rozmowie nie ma zmian. Tym razem nie wiem, co mam zrobić, biję się ze sobą, wiem czego chcę, chcę abyśmy byli wszyscy razem jak rodzina, ale wiem że nie mogę tego dłużej znosić, bo staję się niemiła, opryskliwa dla niego z powodu braku wyjaśnień. Trudno to tolerować. Podczas jednej z rozmów na temat odsunięcia mnie od swojego rodzinnego życia, padła z jego strony prośba o nie naciskanie, żeby zostało tak jak jest, rodziców poznam w swoim czasie. Słyszałam też, że jestem niecierpliwa, że mi nie ufa na tyle, że nie doceniam tego co mam, przecież nam tyle daje i jest taki dobry.

Wiem, że ma swoją wizję tego związku, ale nie słucha nas, czego my chcemy. Oprócz tego jest bardzo dobrym człowiekiem, cała moja rodzina go zna, wszyscy go bardzo lubią. Wytrzymałam tyle czasu, bo miałam nadzieję, że coś się zmieni, jak jesteśmy razem jest nam dobrze, ale potem znika do siebie, do rodziców. Wszyscy nasi znajomi znają tę sytuację, dziwią się, czemu tak się dzieje, nie rozumieją tego. On nie chce się przed nikim otworzyć. Czasami mam ochotę jechać do jego rodziców i dowiedzieć się, gdzie leży problem, ale jak on tego nie chce, czy to coś zmieni? W złości powiedział, że jak tak chcę poznać rodziców, to nie ma sprawy, ale potem to koniec. Przecież nie będę z nimi, tylko z nim. O co w tym wszystkim chodzi, trudno się domyślać, nie jestem przecież w stanie wejść do jego głowy, jak mogę rozwiązać tą sytuację?

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Aneta Kościołek
Dr n. med. Aneta Kościołek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie po zakończeniu romansu?

Witam! Nie wiem jak mam opisać swój problem. Czytałem dużo na temat depresji i wychodzi, że mam wszystkie jej objawy. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Otóż byłem z kobietą starszą ode mnie o 16 lat. Ma męża i...

Witam! Nie wiem jak mam opisać swój problem. Czytałem dużo na temat depresji i wychodzi, że mam wszystkie jej objawy. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Otóż byłem z kobietą starszą ode mnie o 16 lat. Ma męża i syna, który skończył 18 lat. Mają wspólny dom. Poznałem ją w pracy. Kiedy ją poznałem, dużo rozmawialiśmy. Nigdy nie czułem do kogoś czegoś takiego jak do niej. Od pierwszego dnia opowiadałem jej o sobie wszystko. Ona również mi o sobie opowiadała, opowiadała o swoim życiu jeszcze zanim ze sobą zaczęliśmy być, jeśli można to tak nazwać, ponieważ byliśmy ze sobą w pracy, rzadko się spotykaliśmy po pracy. Ciągle mnie pocieszała, mówiąc że ze swoim mężem jest tylko dlatego, że mają kredyt na dom i muszą go razem spłacać. Kiedy zapytałem ją, czy go kocha mówiła mi, że nie i nigdy go nie kochała, tylko potrzebowała kogoś, z kim mogłaby wychowywać syna. Ciągle mówiła mi, że z nikim nie było jej tak dobrze jak ze mną.

Gdy skończyliśmy nasz związek zapytałem się, dlaczego podjęła taką decyzję, odpowiedziała mi, że ciężko jej żyć z dwoma facetami. Od tego czasu przestałem jej ufać i zacząłem zastanawiać się, kiedy mnie okłamywała i czy mówiła prawdę w tym, co do mnie czuje. Ciężko mi będzie o niej zapomnieć z dwóch powodów. Po pierwsze, nie chcę o niej zapominać, bo ją kocham - jestem o tym przekonany. Po drugie, pracujemy ze sobą, pracujemy na dwie zmiany, ale i tak jesteśmy przez godzinę razem i kiedy ona kończy swoją zmianę i wychodzi do domu, ja nie wiem co mam robić. Mam problemy ze snem, straciłem apetyt, palę po 2 paczki papierosów, choć miałem rzucać. Próbuję też zapomnieć za pomocą alkoholu, ale potem mam chore myśli. Proszę o poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zerwać z dziewczyną, nie raniąc jej uczuć?

Witam, mam 18 lat. Jakiś miesiąc temu przyjaciółka napisała mi esemesa, że stałem się dla niej kimś bliższym niż tylko przyjacielem i od pewnego czasu coś do mnie czuje. Byłem w ogromnym szoku, czytając tego esemesa. Nasza wspólna przyjaciółka przez...

Witam, mam 18 lat. Jakiś miesiąc temu przyjaciółka napisała mi esemesa, że stałem się dla niej kimś bliższym niż tylko przyjacielem i od pewnego czasu coś do mnie czuje. Byłem w ogromnym szoku, czytając tego esemesa. Nasza wspólna przyjaciółka przez cały miesiąc powtarzała mi, że powinienem do niej podejść i powiedzieć jej, że chciałbym z nią chodzić, tylko że ja nic do niej zbytnio nie czuję, jest dla mnie tylko przyjaciółką. Dziś podeszła do mnie i zapytała się czy chce z nią być, a ja naiwny tego nie przemyślałem i zgodziłem się. Od powrotu ze szkoły nie mogę przestać myśleć o tym, co zrobiłem. Boję się powiedzieć jej prawdę, że tak naprawdę nic do niej nie czuję. Proszę o pomoc. Pozdrawiam!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pogodzić się z końcem związku?

Dzień dobry. Cztery miesiące temu porzucił mnie chłopak, pisząc SMS, że nie chce się wiązać i nie widzi dalszej przyszłości z tej znajomości, tak jak ja bym tego chciała i przeprasza. Byliśmy przeszło pół roku ze sobą i z tego...

Dzień dobry. Cztery miesiące temu porzucił mnie chłopak, pisząc SMS, że nie chce się wiązać i nie widzi dalszej przyszłości z tej znajomości, tak jak ja bym tego chciała i przeprasza. Byliśmy przeszło pół roku ze sobą i z tego co wiem, był w związku 1,5 roku i partnerka go zdradziła. Podobno bardzo to przeżył. Od tego czasu jakoś nie mogę się pozbierać, często płaczę, jestem rozdrażniona, nic mi się nie chce. Człowiek, którego pokochałam okazał się nie wart moich uczuć. Wszystko wydaje się nie mieć sensu. Chciałabym zapomnieć, by mniej bolało, ale nie wiem, jak mam sobie z tym poradzić. Jak mam zapomnieć i próbować żyć dalej, skoro wszystko mi o nim przypomina, zdjęcia, wycieczki i podróże. Wszystko to miało jakoś sens, teraz w nic już nie wierzę, bo wszystkie wartości i wręczane kwiaty dla mnie miały jakąś wartość, dla niego widocznie nie. Proszę o radę, jak mam zapomnieć i żyć dalej, i czemu tak postąpił. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy zerwać z chłopakiem, który zdradza przez internet?

Boję się rozstania ze swoim chłopakiem, które jest konieczne, ponieważ zdradza mnie on emocjonalnie. Już raz, kiedy znalazłam w internecie jego zbereźne rozmowy z koleżankami byłam bliska tego by z nim zerwać. Błagał na kolanach bym tego nie robiła,...

Boję się rozstania ze swoim chłopakiem, które jest konieczne, ponieważ zdradza mnie on emocjonalnie. Już raz, kiedy znalazłam w internecie jego zbereźne rozmowy z koleżankami byłam bliska tego by z nim zerwać. Błagał na kolanach bym tego nie robiła, dałam mu drugą szansę. Zmarnował ją. Robi to dalej, z tym że teraz lepiej się kryje. Nie przeszkodziło mi to jednak odkryć prawdy. Teraz nie wiem co mam robić, wiem że źle się dzieje, ale nie potrafię z nim zerwać, cały czas się tylko zastanawiam, czy za jakiś czas nie zacznie mnie zdradzać cieleśnie.

To moja pierwsza taka miłość i czuję, że jest odwzajemniona, jednak czy on ma prawo robić takie rzeczy? Może to wynika z jego natury i nie powinno to mnie aż tak zasmucać? Przysięgał, że w rzeczywistości żadnej z nich by nie tknął. Boję się z nim zerwać, ponieważ boję się samotności i tego, że sobie z nią nie poradzę. Jestem słaba emocjonalnie, możliwe, że znów mi nakłamie, a ja potulnie do niego wrócę. Nie mam też żadnych bliskich przyjaciółek, z którymi mogłabym opłakiwać ewentualne zerwanie. Jestem w kropce, nie wiem co mam zrobić. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, by mąż przestał uciekać?

Jestem czterdziestolatką w drugim związku (z pierwszego wychowuję dwóch synów 15 i 18 lat), z drugim mężem mamy czteroletnią córkę. Jesteśmy razem od pięciu lat. Pracuję na etacie i prowadzę własną działalność, mąż jest funkcjonariuszem mundurowym (oficer starszy), problemy finansowe...

Jestem czterdziestolatką w drugim związku (z pierwszego wychowuję dwóch synów 15 i 18 lat), z drugim mężem mamy czteroletnią córkę. Jesteśmy razem od pięciu lat. Pracuję na etacie i prowadzę własną działalność, mąż jest funkcjonariuszem mundurowym (oficer starszy), problemy finansowe nie występują. Oboje mamy wyższe wykształcenie humanistyczne, jestem filologiem, mąż psychologiem. Z byłym mężem utrzymuję dobre relacje, mieszka za granicą, synowie spędzają o niego w sumie 3 miesiące w roku. Pochodzę z rodziny bez nałogów, ale dysfunkcjonalnej, przeszłam terapię krótkoterminową w celu ułożenia sobie relacji z rodzicami po rozwodzie z pierwszym mężem. Moje dzieci nie wykazują zaburzeń, mają dobre kontakty z rówieśnikami i osiągają wysokie wyniki w nauce. Córka też dobrze się rozwija. Jeśli chodzi o rodzinę mojego męża - jego nieżyjący już ojciec stosował przemoc wobec domowników i nadużywał alkoholu, mąż był ofiarą fizycznej i słownej agresji w domu rodzinnym, nigdy nie poddał się terapii, zajmuje się psychologią społeczną, w tym technikami manipulacji oraz zagadnieniami PR.

Opisany obrazek jest sielankowy, ale dynamika mojego związku wskazuje na coś zupełnie innego. Zacznę od tego, że mąż przez 3 lata (a także przed naszym poznaniem się) nadużywał alkoholu w stopniu wskazującym na uzależnienie, ponieważ nie miałam pojęcia o chorobie alkoholowej, przez dłuższy czas dawałam sobą manipulować i postępowałam wbrew zasadom twardej miłości, szkodząc tym samym sobie i dzieciom. Uzyskałam fachową pomoc psychologiczną oraz w poradni al-anon, czym wpłynęłam na zmianę postępowania męża: nie przestał pić, ale zmienił model - pije okazyjnie (wtedy dużo), nie ubliża mi już, nie awanturuje się. Nigdy nie przyznał się do alkoholizmu ani nie zgodził się na diagnozę. Przez pół roku leczyłam się psychiatrycznie, mąż wmówił mi zaburzenia (siła autorytetu!), a okazało się, że to depresja wywołana przepracowaniem i pijaństwem męża.

Kolejny problem wiąże się z wspólnym mieszkaniem - mąż przez 4 lata w domu bywał tylko na weekend i wówczas odpoczywał; jego brak zaangażowania w sprawy domu był często powodem konfliktów. Od początku grudnia ubiegłego roku zaczął dojeżdżać do pracy codziennie, jednak nie zmienił zbytnio swojego podejścia - w mojej ocenie wciąż za mało zajmuje się córką i prozaicznymi domowymi sprawami. Niezwykle rzadko, można powiedzieć - nigdy - nie włączał się we wspólne zajęcia z moimi synami, wydaje mi się, że mu przeszkadzają i tylko rozstawia ich po kątach. Na dodatek, ogromną ilość czasu spędza w internecie udzielając się na portalach społecznościowych służb mundurowych, nawet wziął w styczniu 4 dni urlopu, by od rana do wieczora siedzieć w necie i realizować swoją wirtualną misję. W tym czasie miałam ważny kontrakt do zrealizowania, pracę zawodową plus dom na swojej głowie, dziecko było u opiekunki. Konflikty między nami wybuchają na ww. opisanym tle - braku zaangażowania męża w sprawy domu i rodziny. Odnoszę wrażenie, że dba tylko o siebie i swój komfort, a sporadycznie zrobi coś dla najbliższych. Wyrażam swoją dezaprobatę w sposób emocjonalny (staram się nie podnosić głosu), otwarcie deklaruję, jakie zachowania mi nie odpowiadają i jakich zmian oczekuję, nie wyzywam, nie wyśmiewam, nie poniżam itp. Czasem jestem tak sfrustrowana, że nie mam ochoty rozmawiać z mężem i traktuję go jak powietrze. Tego typu awantury zdarzają się co 3-4 miesiące i reakcja męża jest zawsze taka sama: pakuje torbę i wyjeżdża, zostawiając mnie w dowolnej sytuacji (na przykład w sierpniu ubiegłego roku zaczął skręcać szafę ubraniową i w środku pracy obraził się wyjechał, musiałam dokończyć ją oraz kupić nowy fotelik samochodowy dla córki, bo mąż miał stary w swoim samochodzie i nawet nie wypakował go przed ewakuacją). Mówiąc krótko, ma wszystko i wszystkich w przysłowiowych czterech literach.

Nawet nie umiem powiedzieć, ile razy zachował się w taki sposób i ostatni raz miało to miejsce 12 stycznia, od tego czasu nie ma go w domu, kontaktował się wyłącznie mailem i esemesem (zmienne nastroje - raz obelżywe, raz kocham i tęsknię), o córkę w ogóle się nie pyta. Problem polega na tym, że swoje wyjazdy tłumaczy moją agresją (to jego słowo), przed którą rzekomo jest zmuszony uciekać, bo nie ma zamiaru występować w roli ofiary, której podobno potrzebuję. Ergo, odpowiedzialnością za taki stan rzeczy obciąża mnie i moje agresywne zachowania. Wg niego, gdybym zrozumiała swoją agresję i popracowała nad sobą, moglibyśmy być razem. Rzecz w tym, że tym razem już nie chcę się z nim godzić, bo wiem, że w sytuacji następnego konfliktu (które w związkach są normą) znowu spakuje się i wyjedzie, czego nie jestem w stanie zaakceptować, czuję się w tej sytuacji zdradzona i poniżona, o czym on dobrze wie. Córka w którymś momencie też dostrzeże patologię takiego postępowania i trudno jej będzie to wyjaśnić, bo ja nie umiem sobie wytłumaczyć takiej niedojrzałości i braku odpowiedzialności. Dziś pragnęłabym tylko, by kontaktował się z córką i jakoś kontynuował relacje z dzieckiem, tymczasem w ogóle się do niej nie odzywa i nawet nie porusza jej tematu w rzadkiej korespondencji. Proszę o informację, czy moje wyżej opisane zachowania zasługują na miano agresji oraz jak i czym można wytłumaczyć zachowanie męża, ew. jak wpłynąć na jego postępowanie. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy mój partner w końcu dojrzeje?

Witam! Jestem już z moim chłopakiem 2 lata. Najpierw byliśmy przyjaciółmi przez około rok, ale od początku coś do niego czułam on podobno do mnie też, ale nie chcieliśmy być razem, ponieważ on zachowywał się jak kompletny debil i skakał...

Witam! Jestem już z moim chłopakiem 2 lata. Najpierw byliśmy przyjaciółmi przez około rok, ale od początku coś do niego czułam on podobno do mnie też, ale nie chcieliśmy być razem, ponieważ on zachowywał się jak kompletny debil i skakał z kwiatka na kwiatek. W końcu pewnego dni postanowiliśmy spróbować. Na początku było ciężko, bo zachowywał się w stosunku do mnie okropnie - zrywałam z nim itd., ale zaczął się zmieniać i było lepiej. Doszło do wakacji i tam zostałam prawie zdradzona przez niego, bo on lubi kontakty z dziewczynami i laska chciała go pocałować, ale on nie chciał itd. Wróciliśmy do siebie. Jak z nim zerwałam to płakał i itd.

Minął rok, było okej, tylko ja stałam się strasznie kłótliwa, czepiałam się itd., a on jest dziecinny, a to mnie wystawił dla znajomych, a to coś. Ma 17 lat, a traktowałam go jak swoją własność. Nie pozwalam mu wychodzić i tym podobne. Teraz tego żałuję. Ostatnio ze mną zerwał, bo powiedział, że ma dosyć tych kłótni i że kocha mnie i wróci, tylko muszę się zmienić. Zmieniałam się dla niego, a on w tym czasie poznał koleżankę, z którą gadał, bo nie miał nikogo. Laska okazała się dziwką i wskoczyła mu do łóżka, ale on znowu nie chciał, co przysięgał. Potem okazało się, że nie był jej pierwszą ofiarą. Ogólnie chodzi mi o to, że się nie dogadujemy i nie mamy wspólnych tematów. On zachowuje się czasem nieodpowiedzialnie, jak niedojrzale dziecko. Gadaliśmy ostatnio to powiedział, że jesteśmy młodzi i musimy się wyszaleć, że chciałby zobaczyć jak to jest uprawiać seks z inną kobietą, poczuć jej ciało. Ale powiedziałam mu, że miał ostatnio na to okazję i tego nie zrobił. Spytałam się czemu, a on, że kocha mnie i nie chciał mi tego zrobić i że nawet nie stanął mu na niej widok. Pozwoliłam mu wychodzić z znajomymi, pić na imprezach, wyszaleć się tylko, żeby mnie nie zdradził.

Czy on w końcu dorośnie? Czy to się zmieni? Przestanie chcieć ciała innej? Czy warto to dalej ciągnąc? To jeszcze w sumie dziecko, a oni później dorastają. Powiedział mi, że jest ze mną nieszczęśliwy. Co ja mam zrobić? Kocham go, a on podobno kocha mnie. Powiedział mi, że przez ten okres co nie byliśmy razem, to brakowało mu mnie nawet jako koleżanki, mojego ciała, dotyku, zapachu, mnie. Co ja mam robić? Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie wiem, co robić. Przeczekać to? Przejdzie w końcu i dorośnie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy ten związek ma w ogóle sens?

Witam! Poznałem ją na studiach, szybko wpadła mi w oko, ja zresztą jej również. Zaczęliśmy się umawiać (od listopada ubiegłego roku). Pierwsza randka była bardzo udana, kolejne też. Dużo opowiadała o swoich znajomych - kilka dziewczyn, z którymi mieszka bądź...

Witam! Poznałem ją na studiach, szybko wpadła mi w oko, ja zresztą jej również. Zaczęliśmy się umawiać (od listopada ubiegłego roku). Pierwsza randka była bardzo udana, kolejne też. Dużo opowiadała o swoich znajomych - kilka dziewczyn, z którymi mieszka bądź utrzymuje stały kontakt, dało się odczuć, że jest z nimi bardzo zżyta, w końcu trzymają się razem od 4 lat. Chciała, abym je poznał, okazja miała się nadarzyć w andrzejki, kiedy to organizowały wypad do klubu. Tydzień wcześniej były jeszcze moje urodziny, na które zaprosiła mnie do kina - to było nasze 3 spotkanie, w trakcie którego poinformowała mnie o swoich planach andrzejkowych, na tę imprezę miało wpaść też kilku kolegów, chłopaków jej koleżanki.

Wreszcie przyszła andrzejkowa sobota, napisałem jej rano SMS, żeby dała mi wcześniej znać - gdzie i o której się zobaczymy. Odpisała, że jak będzie, jak się czegoś dowie, to da znać. Około południa dzwoni do mnie, odbieram i słyszę zrozpaczony głos i przeprosiny, mówi: że się pochorowała, że nie jest w stanie wychodzić z domu dziś, że mnie przeprasza, bo głupio wyszło itp. Odpowiedziałem jej przyjadę do Ciebie, skoro się źle czujesz, zaopiekuję się Tobą, koleżanki wyjdą na imprezę, nie chcę żebyś przebywała sama w chorobie. Odpowiedziała: to nie jest dobry pomysł, bo źle wygląda, jest nieuczesana itp. Powiedziałem, że mi to nie przeszkadza, ale nalegała, żebym nie przyjeżdżał, więc odpuściłem. Jednak coś nie dawało mi spokoju, jak można zachorować w 3 godziny? :D

Przyszła godzina 23, pozbierałem się i pojechałem do klubu, gdzie miała odbyć się ta impreza. Rozejrzałem się tu i ówdzie, schodzę na dolny poziom, szybko zauważam chłopaka jej koleżanki, i kilka innych dziewczyn z jej grona (widziałem wcześniej na Facebooku). W końcu zauważam i ją. :/ Przyglądam się chwilę w jej stronę, piła piwo, dobrze się bawiła. Wstała i zaczęła rozmawiać z koleżanką obok loży, więc podchodzę, dotknąłem ją za rękę, obróciła się w moją stronę ze zdziwieniem i smutkiem na twarzy. Ja tylko powiedziałem miło było, ale się skończyło i ruszyłem do wyjścia. Ona za mną. Łapała mnie za dłoń, zatrzymywała, mówiła że mi to wyjaśni. Zatrzymałem się na chwilę, ale szybko zrezygnowałem z jej wyjaśnień.

Po powrocie do domu dostałem SMS, że chce się ze mną spotkać, bo ma coś ważnego do powiedzenia. Rano odpisałem, że jeśli jej zależy na wyjaśnieniach, niech przyjedzie na godzinę do mnie. Przyjechała, tłumaczyła się, że była chora, ale koleżanki ją wyciągnęły na siłę. Pytam ją czy piła? Odpowiedziała, że nie, bo zażywała leki - kolejne kłamstwo... W końcu powiedziała, że na tę imprezę został zaproszony chłopak, któremu się bardzo podoba - więc chciała uniknąć konfrontacji, bo zna mój charakter. Potrafię być niemiły - jeśli ktoś przekroczy wąską granicę. Siedziała u mnie z 7 h, atmosfera się rozluźniła i w sumie na niczym się skończyło. Do dzisiaj nie wiem czy mówiła prawdę, czy nie. Ale to dopiero początek. :)

W ten dzień rozmawiałem z nią o jej byłych, to dla mnie ważne, bo jestem prawiczkiem i miałem nadzieję, że ona jeszcze tego nie robiła. Na kolejnym spotkaniu zapytałem, nie wprost oczywiście, cóż życie bywa okrutne, już od 3 lat nie jest dziewicą. Miała 2 partnerów. Z pierwszym poszła do łóżka po 6 miesiącach, po roku planowali zaręczyny, ale jak stwierdziła - zostawiła go, był aseksualny i nie chciał mieć dzieci itd. Drugi - co mnie boli bardziej, był starszy od niej o 7 lat. Zaczęli to robić po 3 miesiącach znajomości.:/ Byli razem przez pół roku, podobno później wyjechał do Moskwy - ale to kolejna bajka z jej strony, obstawiam, że ją wykorzystał i zostawił. Chociaż jak sama twierdzi, on się jej bardzo spodobał.

Spotykam się z nią do dzisiaj, widujemy się na uczelni, umawiamy się u mnie bądź na mieście. Dzwonię do niej. Bywa też, że esemesujemy. Raz na jakiś czas kupuje kwiatka bądź mały upominek. Na ostatnim spotkaniu, powiedziała zauważyłam, że zaczynasz się angażować, a ja nie jestem gotowa na związek, potrzebuję czasu, żeby ci zaufać. Mój problem - nie potrafię jej wybadać! Spotykamy się od 4 miesięcy. Miałem nadzieję, że już z tego wyjdzie związek, a ona mówi, że może będzie nawet potrzebowała roku na zaufanie. Zna mnie, wie że nie piję (przez sport), wie że przed ślubem z dziewczyną do łóżka nie wejdę, wie że przeszkadza mi, kiedy ona pije. Ja mam mocne zasady, których nie łamię. Obawiam się, że wykorzysta mnie, to znaczy, będzie uprawiać seks z bardziej lub mniej przypadkowymi partnerami, a za rok kiedy skończą się studia i dobra zabawa, przyleci do mnie, bo wie że jestem porządny, poukładany i jednak na niej mi zależy. Sama stwierdziła, że trudno będzie jej wytrwać, bo wie jak to smakuje.

Widziałem się z nią wczoraj po 20 dniach wolnego (ferie), po zajęciach odprowadziłem na tramwaj i umówiłem na piątek. Chciałem na sobotę, ale ma zajętą - pewnie będzie imprezowała z koleżankami, których do tej pory nadal nie poznałem. Nie wiem, jak mam się zachować, z jednej strony przeszkadza mi to w niej, że już miała dwóch partnerów, z drugiej myślę, że mógłbym o tym zapomnieć z biegiem czasu. Rozmawialiśmy trochę o tym i podobno jeszcze będziemy. Jej koleżanki nie odbierają mnie zbyt dobrze - chodzi o tę akcję w andrzejki. Ona sama mówi - nie chce bym ja zamknął, boi się tego. Dodam jeszcze, że mamy po 24 lata. I że wcześniej nie miałem dziewczyny. Czasem mam ochotę, żeby to wszystko zostawić i unieść się honorem. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Agnieszka Barchnicka
Lek. Agnieszka Barchnicka
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy zgodzić się na wyprowadzkę od rodziców?

Witam, mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić, nie wiem do kogo mam się udać po pomoc. Mam 26 lat, jestem od prawie 7 lat w związku, od sierpnia 2011 roku jesteśmy zaręczeni. Razem mieszkamy u moich rodziców...

Witam, mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić, nie wiem do kogo mam się udać po pomoc. Mam 26 lat, jestem od prawie 7 lat w związku, od sierpnia 2011 roku jesteśmy zaręczeni. Razem mieszkamy u moich rodziców od 4 lat. Pod koniec ubiegłego roku wszystko zaczęło się psuć. Zaczęło się od propozycji wynajmu mieszkania, na co nie bardzo chcę się zgodzić, gdyż zwyczajnie nas nie stać, oboje mamy kredyty na samochody, dojeżdżamy do pracy, a zarabiamy niewiele więcej niż najniższa krajowa. Od Nowego Roku często nocuje w domu u swoich rodziców. Narzeczony od jakiegoś czasu esemesuje z jakąś kobietą, wczoraj musiałam prześwietlić jego komórkę, chociaż wiem, że nie powinnam tak robić, ale jego zachowanie mnie niepokoi. Zazwyczaj co godzinę mówił mi, że mnie kocha, a teraz muszę się o to prosić.

Planowaliśmy na lipiec ślub, a teraz mi mówi, że najpierw mieszkanie, a potem ślub. Tej kobiecie napisał esemesa, że jest w rozterce, bo ma mnie, ale dobrze mu się rozmawia z koleżanką z pracy, no i ją też bardzo lubi. Co robić w takiej sytuacji, czy wynajęcie mieszkania, kosztem sprzedaży jednego samochodu i życia na niskim poziomie uratuje moją sytuację? Czy powinnam być zazdrosna o tę koleżankę? A może powinnam się z nią spotkać i porozmawiać o nim, że jest zaręczony i planujemy wspólne życie, a ona nam w tym przeszkadza i miota nim jeszcze bardziej? Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co robić, gdy mąż zdradza ze swoją byłą?

Witam, od 3 lat jestem w związku, a od 8 miesięcy jesteśmy małżeństwem. Dwa miesiące temu odkryłam, że mój mąż zdradza mnie ze swoją ex sprzed lat. Zawsze mówił, że ona była beznadziejna, że humorzasta, kapryśna, że było im źle...

Witam, od 3 lat jestem w związku, a od 8 miesięcy jesteśmy małżeństwem. Dwa miesiące temu odkryłam, że mój mąż zdradza mnie ze swoją ex sprzed lat. Zawsze mówił, że ona była beznadziejna, że humorzasta, kapryśna, że było im źle w łóżku, dlatego ten związek trwał tylko 6 m-cy. A tu proszę niespodzianka. Piszą sprośne wiadomości, on jej pisze, że tęskni, umawia się z nią. Od kiedy o tym wiem (ale on nie wie, że ja wiem) jest sielanka w domu. W kółko mówi jak mnie kocha, jaka ważna dla niego jestem, a ja jemu itd., a potem znów z nią pisze, że tęskni i umawia się z nią. Początkowo sądziłam, że to moja wina, ale teraz jest tak dobrze, a to trwa nadal i według tego co piszą, to on nie chce tego zakończyć. Nie wiem co z tym zrobić. W jej oczach przedstawia mnie jako tą złą, beznadziejną. Nie wiem co mam robić. Czy jest jakaś szansa by on się zmienił? Ten romans trwać będzie zawsze...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego ryzykuję swój związek dla przelotnych flirtów?

Witam! Mam problem se sobą. Od 9 lat jestem z jednym facetem, bardzo fajnym, kocham go i wiem, że on mnie bardzo. Wiele razy go krzywdziłam, pisałam z wieloma facetami, flirty itd. Z niektórymi potajemnie się spotykałam, on zwykle się...

Witam! Mam problem se sobą. Od 9 lat jestem z jednym facetem, bardzo fajnym, kocham go i wiem, że on mnie bardzo. Wiele razy go krzywdziłam, pisałam z wieloma facetami, flirty itd. Z niektórymi potajemnie się spotykałam, on zwykle się dowiadywał i chciał odejść, ale dawał mi szanse 1, 2 ,3, bez końca, bo go błagałam i mówiłam, że to ostatni raz. I naprawdę tak czuję i tak myślę, ale mija 2 miesiąc i znowu coś robię złego.

Jestem niezorganizowana, zawsze się spóźniam, w domu mam burdel, w pracy też, a prowadzimy razem firmę i tu też nawalam - spóźniam się, mimo że do firmy mam 100 m. On ją założył dla mnie. Nie potrafię docenić tego, co dla mnie robi, mało tego, sama nie wiem, czego chcę, czasem go kocham, czasem nie wiem, czy to miłość czy przyzwyczajenie. Zerwałam z nim, chciałam przerwy, powiedział, że tak się nie rozwiązuje problemów, że powinniśmy porozmawiać, wyjaśnić, ale ja nie potrafię mówić, co czuję. Rozmowa z nim mnie stresuje i nie potrafię się otworzyć. Teraz on się odsuwa ode mnie, a ja nawet nie umiem o niego walczyć. Napisał, że bawię się nim, bo najpierw jestem zimna, a zaraz piszę miłe rzeczy jakby nic się nie stało, a kiedy on mięknie i zaczyna coś w moim kierunku, to ja robię się znowu zimna.

Po tych wszystkich latach stracił do mnie zaufanie, a ja nawet nie potrafię sprawić, żeby to zaufanie u niego odzyskać. Strasznie na niego narzekam wszystkim, zwłaszcza kochankom i nie mam poczucia, że to ja źle robię, a nie on i jeszcze potrafię mu postawić warunki, np. ostatnio że chcę wolności, chcę chodzić, gdzie chcę, z kim chcę, wracać o której chcę, a on ma się nie pytać i nie kontrolować. Dla jasności nie sypiam z innymi, ale lubię jak mi mówią miłe rzeczy, choć dalej też mi się zdarzyło zajść. Mam jakieś kompleksy, on zawsze mówi, że jestem piękna, komplementy, przytuli, dba o mnie - ideał facet, poza tym przystojny i wiem, i on wie, że może mieć każdą, ale chce tylko mnie, a ja nie potrafię tego docenić. On mówi, że jakbym miała 2 osobowości i podwójne życie.

Nikt mnie nie rozumie, każda koleżanka mówi mi, że jestem psychiczna, czego ja chcę jak każda marzy o takim gościu i że go stracę, one by na to nie pozwoliły. A ja robię wszystko, żeby mnie znienawidził, a on ma tyle cierpliwości. Co jest ze mną? To jakaś choroba? W ogóle są takie przypadki? Co mam zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z zazdrością i nerwowością?

Od jakiegoś czasu zrobiłam się nerwowa. Wszystko mnie drażni. Mój chłopak stara się, żeby wszystko było dobrze i żeby się nie kłócić. Znosi naprawdę dużo. Ja zdaję sobie z tego sprawę, a jednak ciągle się go czepiam o byle co....

Od jakiegoś czasu zrobiłam się nerwowa. Wszystko mnie drażni. Mój chłopak stara się, żeby wszystko było dobrze i żeby się nie kłócić. Znosi naprawdę dużo. Ja zdaję sobie z tego sprawę, a jednak ciągle się go czepiam o byle co. Na przykład, że idzie do kościoła, do rodziny, że rozmawia z kolegami i takie tam. Takie byle powody. Nie wiem jak z tego wybrnąć, gdyż bardzo zależy mi na tym, żeby było dobrze i żeby się nie kłócić, jednak mi ciągle coś nie pasuje. Nawet kiedy się czepiam, a on pisze mi miłe słowa i nie jest zły ulegając mi - jest źle.

Ostatnio miałam nawet pretensje, że ma dobry humor. Nie raz z mojej winy doszło do ostrej awantury. Szybko się denerwuję. Krzyczę, bluźnię i rzucam czym popadnie itp. Nie chcę jednak, żeby tak było i żebyśmy się dalej kłócili. Denerwuje mnie też bardzo, kiedy z ma do czynienia z jakąś dziewczyną. Kiedyś przyczynił się do zdrady swojej byłej, ale się zmienił. Mimo wszystko się boję i jestem bardzo zazdrosna nawet o swoje koleżanki. a bardzo chcę mu zaufać. Grozi nam rozpad związku. A ja już nie wiem, jak to opanować. Nie chcę, a robię to.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy walczyć o byłego partnera?

Witam serdecznie! Mam 31 lat. W sierpniu rozstałam się z moim chłopakiem, poznaliśmy się w pracy, w administracji. Byliśmy ze sobą 4 lata. Wielka miłość, podobne charaktery, nawet podobne upodobania żywieniowe :) Po 3,5 roku znajomości w styczniu 2011 poprosiłam...

Witam serdecznie! Mam 31 lat. W sierpniu rozstałam się z moim chłopakiem, poznaliśmy się w pracy, w administracji. Byliśmy ze sobą 4 lata. Wielka miłość, podobne charaktery, nawet podobne upodobania żywieniowe :) Po 3,5 roku znajomości w styczniu 2011 poprosiłam go o analizę naszego związku i czy zamierza rozwinąć tę znajomość, czy myśli o ślubie. Dałam mu czas pół roku. W czerwcu oznajmił, że mnie kocha, ale nie jest gotowy na ślub. Dalej się spotykaliśmy, trudno było nam się rozstać. W sierpniu jednak doprecyzował, że nasza znajomość to jednak wg niego nie jest to. Od tamtej pory się nie widzieliśmy, ale... Czasami pisał esemesy co u mnie, interesował się co u mnie, zadzwonił z życzeniami w Wigilię, mama jego (dodam, że cała jego rodzina jest za mną, a moja za nim) poprosiła koleżanki mojego chłopaka z pracy, żeby nas pogodziły, że nie wyobraża sobie innej kandydatki na synową, że bardzo żałuje, że tak się stało. Nawet poszła do mojej mamy (do mnie nie miała odwagi chyba) i zaprosiła nas na święta (mój chłopak nic o tym nie wiedział). Z zaproszenia nie skorzystałam, bo obawiałam się jego reakcji.

W całym tym okresie zdarzyła się sytuacja, że mój chłopak napisał mi dość intymnego esemesa. Jednak są czasami okresy i gdy ja się odezwę, jest niemiły bądź nie odpisuje na esemesy. Podpowiem, że to nie jest chłopak typu laluś, kobieciarz. Właśnie takich mężczyzn jest mało: dobry, mądry, uczciwy. Nie rozumiem i nie umiem wytłumaczyć tego zachowania. Nie było zdrady, nie było kłótni. Bardzo mi na nim zależy, kocham go, jest moją wielką miłością, jestem gotowa zrezygnować z planów małżeńskich. Bardzo proszę o radę, jak zinterpretować taką sytuację. Czy podejmować próby, żeby walczyć o niego i czy w tej sytuacji jest o co jeszcze? I jeśli tak, to proszę o poradę, jak to zrobić? Dodam tylko, że to dość skryty człowiek. Poza tym oboje jesteśmy po studiach, mamy pracę, także nie ma różnic na tym tle. Nie wiem co robić, czas ucieka, a ja się boję, że jakaś kobieta w końcu go uwiedzie. Będę ogromnie wdzięczna za poradę i pomoc w rozszyfrowaniu tej sytuacji i jego zachowania. Z góry dziękuję. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudna decyzja o końcu toksycznego związku

Witam! Ostatnio do Pani pisałam, numer mojego poprzedniego pytania to: 4986. Bardzo dziękuję za odpowiedź, bardzo mi pomogła. Pytanie dotyczyło obsesyjnej zazdrości, sprawdzania mnie, obrażania. Uświadomiłam sobie, że narzeczony mną manipuluje. Jestem całkowicie zniewolona, a nawet boję się go....

Witam! Ostatnio do Pani pisałam, numer mojego poprzedniego pytania to: 4986. Bardzo dziękuję za odpowiedź, bardzo mi pomogła. Pytanie dotyczyło obsesyjnej zazdrości, sprawdzania mnie, obrażania. Uświadomiłam sobie, że narzeczony mną manipuluje. Jestem całkowicie zniewolona, a nawet boję się go. Tzn. postępuję tak, żeby tylko nie było kłótni, tak jak on sobie życzy. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem z nim szczęśliwa. Nie mogę za niego wyjść za mąż. Przecież nic mu nie zrobiłam, nie zasłużyłam sobie na brak zaufania, na brak szacunku. zawsze byłam w porządku. On jest starszy ode mnie o kilka lat, być może boi się, że go zostawię dla młodszego, ale to żadne wytłumaczenie jego chorego zachowania, bo tysiące razy zapewniałam go, że zależy mi na nim, że go kocham i jestem wierna (a to prawda).

Po ostatniej awanturze, która trwała dwa dni zrozumiałam, że muszę odejść. W piątek nagle zaprosili nas jego znajomi - odmówiłam, ponieważ naprawdę nie miałam humoru, siły, ochoty, a i tak byliśmy z nimi umówieni na trzy dni później i obiecałam, że z nim pójdę. Wpadł w szał, obrażał mnie, krzyczał na mnie, darł się, poniżał - a to tylko dlatego, że powiedziałam, że: ”za bardzo nie chce mi się iść. Naprawdę nie odzywałam się, nie tłumaczyłam, nie kłóciłam, a on krzyczał i krzyczał. Zaczął krzyczeć, że się mszczę, że jestem podła, że skoro ja nie mam żadnych znajomych (bo on mi ich zabronił mieć), to teraz nie chce się spotykać z jego znajomymi - czyli tutaj sam się nasuwa fakt, że on zdaje sobie sprawę, że tych znajomych nie mam i to przez niego. Zaczął wracać w kłótni, oczywiście do mojego byłego chłopaka, że z nim było mi lepiej, że mogłam się zadawać z wieśniakami, że powinnam poszukać chłopaka ze wsi. (Jestem z małej wsi, on jest z miasta, w tej chwili mieszkamy razem w mieście.) Bez żadnego powodu, bo przecież ze strachu się nie odzywałam i tak przez kilka godzin.

Rano znów była awantura, m.in. dlatego, że nie zjadłam bułki, którą kupiłam trzy dni wcześniej i że jestem księżniczką, która marnuje jedzenie. Doszło do tego, że jak kupuję kilka plasterków wędliny, to chowam je w lodówce, żeby nie widział, że kupiłam, bo będzie krzyczał, że nie zjem. Tzn. nie zawsze jest tak, nieraz jest normalnie, nie drze się o to jedzenie, ale to chyba norma, że czasem czegoś się nie zje do końca. Więc tego następna dnia tak się rozpłakałam z bezsilności, że aż się zanosiłam od płaczu, nie mogłam złapać oddechu, szlochałam i zaczęłam się uderzać rękami po głowie, żeby tylko przestał na mnie się wydzierać. A on tylko krzyczał, żebym nie wpadała w histerię, bo nie ma powodu. Coś ze mną nie tak i to jego wina, nie zdarzało mi się to wcześniej.

Tak więc odchodzę. Jestem tego pewna. Uważam, że to najlepsze wyjście. Boję się. Strasznie się boję. Jest duży problem, bo ja nie odejdę od niego tak zwyczajnie, bo nie da się, on mi nie pozwoli. Kiedyś trzy miesiące temu chciałam odejść, na spokojnie, powiedziałam, że nie daję rady z nim wytrzymać. Ale zamknął mnie w domu od środka, schował klucze, a potem gdy chciałam zadzwonić po pomoc, to chciał wyrzucić moje rzeczy przez okno. Nie mam nic, to jego mieszkanie, nie mam nic oprócz tych kilku swoich rzeczy, ubrań, więc przeprosiłam go i poprosiłam, żeby się uspokoił. Muszę uciekać pod jego nieobecność. Wyjeżdża służbowo na kilka dni, wtedy chcę zabrać tylko to co moje i znikać. Kiedyś podczas kłótni powiedziałam mu, że od niego ucieknę, bo inaczej się nie da, że chciałabym się rozstać na spokojnie, ale on tego nie potrafi. Na co on powiedział, że on dlatego nie pozwala mi odejść, bo mnie tak bardzo kocha, a jak ucieknę, to on zgłosi na policje, że go okradłam.

Boję się go. Wiadomo, że nic nie zabiorę ze sobą oprócz tego co moje, a nawet zostawię mu meble, które kupowaliśmy na pół i żyrandole, które kupiłam ja. Wiem, to głupie co piszę. Ale staram się wytłumaczyć przed sobą, przed Panią, że postępuje słusznie i prawidłowo. Na pewno nie da się z nim rozstać normalnie, spokojnie, nie da się z nim porozmawiać i wytłumaczyć, że nie mogę żyć już w takiej atmosferze obsesyjnej zazdrości i oskarżania o zdradę i kłamstwa na każdym kroku. Więc muszę uciec, bardzo źle się z tym czuję, że tak zniknę. Ale niech Pani uwierzy, nie mogę inaczej od niego odejść. Czy myśli Pani, że to złe? Samolubne? Nie w porządku?

Zostawię klucze jego najlepszemu koledze. Czy mam mu zostawić jakiś list? Napisać coś? Czy mam się pożegnać z jego rodzicami, którzy są naprawdę cudowni i przyjęli mnie do rodziny jak córkę? Żal mi się przede wszystkim z nimi rozstawać, ale mam się z nimi spotkać i powiedzieć prawdę o tym, że ich syn się nade mną znęca psychicznie, że ma jakieś problemy emocjonalne, psychiczne? Czy odejść po cichu? Kiedyś próbowałam rozmawiać z jego siostrą (bardzo w porządku), opowiadałam tylko co nieco z tego co on wyprawia, nie chciała wierzyć w to co mówię i dziwiła się okropnie. Co by było gdybym opowiedziała wszystko? Zepsułabym stosunki rodzinne, a tego nie chcę. Bardzo proszę o rady, Pani jest obiektywna. Proszę o pomoc, bo jestem na skraju załamania.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty