Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Czy partner mnie zdradza?

Witam! Mam pewien poważny problem w związku. Mianowicie mój partner, z którym jestem 2 lata mówi swoim znajomym, że się ze mną nudzi. Bardzo mnie to boli, ponieważ to on zazwyczaj nie chce wychodzić nigdzie, bo jest zmęczony. Co...

Witam! Mam pewien poważny problem w związku. Mianowicie mój partner, z którym jestem 2 lata mówi swoim znajomym, że się ze mną nudzi. Bardzo mnie to boli, ponieważ to on zazwyczaj nie chce wychodzić nigdzie, bo jest zmęczony. Co mam robić? Czy jest taka możliwość, że partner ma na oku inną kobietę? Czy po prostu ma taki charakter? Dodam jeszcze, że jest osobą czasami nerwową.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie ze świadomością, że mąż współżył z prostytutkami?

Witam! Od 6 miesięcy jestem mężatką. Jesteśmy razem 3 lata. Zawsze byliśmy bardzo szczęśliwi, wszystko układało się nam jak w bajce. Czasem trochę się kłóciliśmy przez zazdrość. Zawsze byłam zazdrosna o jego byłe dziewczyny, ale jakoś sobie to tłumaczyłam,...

Witam! Od 6 miesięcy jestem mężatką. Jesteśmy razem 3 lata. Zawsze byliśmy bardzo szczęśliwi, wszystko układało się nam jak w bajce. Czasem trochę się kłóciliśmy przez zazdrość. Zawsze byłam zazdrosna o jego byłe dziewczyny, ale jakoś sobie to tłumaczyłam, że to przecież przeszłość, ja nie miałam na to wpływu, to było, minęło i ważne jest to jak jest teraz, a teraz jest przecież cudownie. I jakoś sobie dawałam z tym radę... do teraz. Ostatnio dowiedziałam się, że mój mąż uprawiał sex z dwoma prostytutkami i to mnie teraz bardzo boli, nie radzę sobie z tym, nie mogę zrozumieć, jak mógł zrobić coś takiego. Wiem, że był wtedy sam, ale w moich myślach to nic nie zmienia. Cały czas o tym myślę, wyobrażam sobie jak to robi, jak się z nimi zabawia. Przez to mieliśmy mały kryzys, ale teraz już jest dobrze. A nie jest dobrze, bo ja udaję, przytulam się do niego, a czuję niechęć i obrzydzenie, sex nie sprawia mi już tyle przyjemności co wcześniej. Mam wrażenie, że nie jestem zbyt dobra, w końcu wcześniej miał profesjonalistki. Chodzę po kryjomu, wylewam łzy, boli mnie w klatce piersiowej, ciężej mi się oddycha, kręci mi się w głowie i jest mi niedobrze, nie potrafię o tym zapomnieć. Jak mam żyć z tą świadomością, że mój mąż był z prostytutkami? Proszę pomóż.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Niestałość partnerki w uczuciach i próba ratowania związku

Witam, ja mam 35, ona 36 lat, z moją dziewczyną poznaliśmy się i chodzimy od około 2 lat. Nasza znajomość opierała się, niestety, prawie tylko na seksie. Problem polega na tym, że ona przy każdej sprzeczce, kłótni zrywała związek i...

Witam, ja mam 35, ona 36 lat, z moją dziewczyną poznaliśmy się i chodzimy od około 2 lat. Nasza znajomość opierała się, niestety, prawie tylko na seksie. Problem polega na tym, że ona przy każdej sprzeczce, kłótni zrywała związek i odchodziła. Pierwszy raz zrobiła to po około 3 tygodniach znajomości, takich sytuacji było naprawdę sporo. Bardzo mnie to wypala. Zdarzało się, że robiła to kila razy w tygodniu. Za każdym razem ja za nią leciałem, prosiłem i starałem scalić nasz związek, tłumacząc, że sprzeczki są normalne, ale to nie powód do zrywania związku, a ona za każdym razem swoim odchodzeniem niszczy coś, co ja nazywam fundamentem związku, czyli miłość i zaufanie, które zrodziło się po jakimś czasie.

Dodam, że ona pomimo swojego wieku 36 lat była w stosunkach intymnych z 8 mężczyznami, ale z żadnym z nich nie stworzyła stałego związku. Były to zazwyczaj krótkie znajomości kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne opierające się na seksie oraz fascynacji. Kończyły się bardzo szybko, gdyż ona odchodziła, cyt. jej słowa: jak tylko było coś nie tak. Była to dla mnie bardzo ciężka do przełknięcia prawda. Czyżby powielała i w moim przypadku swój schemat zachowania? Zakochałem się w niej i teraz mam bardzo poważny dylemat. Jej ciągłego odchodzenia mam już dość. Ona natomiast jest mi w stanie powiedzieć dzisiaj, że mnie kocha, planować ze mną zakup mieszkania, stworzenie rodziny, dzieci, a jutro przy okazji jakiejś kłótni mówi, że ma dość i znowu odchodzi. Ja ponownie muszę lecieć za nią, przepraszać za swoje zachowanie. Ostatnio wyjechałem za granicę, bo właśnie zaplanowaliśmy zakup mieszkania, ona została w kraju ze względu na pracę i swoją karierę, ale radość z mojej dobrze płatnej pracy nie trwała długo, znowu ze mną zerwała, teraz już chyba na poważnie.

Nie wiem, co mam już robić, nie mam z jej strony żadnej stabilności w uczuciach - mówi że mnie kocha, ale nie na tyle mocno, żeby ze mną być (nie rozumiem jej i nie wiem, jak to interpretować). Niedługo święta, będę w Polsce, zastanawiam się nad tym, aby do niej iść, na razie zerwała kontakt ze mną, nie odbiera telefonów. Dlaczego ona się tak zachowuje, nie kocha mnie, może potrzebuje mocnych wrażeń? Wiadomo, gdy poznaje się kogoś nowego, fascynacja i podniecenie jest dużo większe niż po dłuższym czasie związku. Możliwe jednak, że się bardzo boi w pełni zaangażować, możliwe, że ją ktoś skrzywdził. Nie wiem co robić, jak jej pomóc? Może ona potrzebuje jakiejś terapii? Ona jest raczej milczkiem, ja lubię rozmawiać. Kiedyś mi powiedziała, że: wydawało jej się, że w związku samo wszystko się układa, ja jej odpowiedziałem, że samo się nic nie zrobi.

Czy jej zachowanie jest normalne jak na dorosłą 36-letnia kobietę? Czy też może ze mną coś nie tak? Jestem impulsywny, energiczny, nie jestem ideałem i mam sporo samorefleksji na swój temat. Nawet jak coś zrobię źle, to dojdzie to do mnie, ona natomiast mam wrażenie jest kobietą bezrefleksyjną, powiela swoje błędy, nie patrząc w przeszłość. Wiele razy z nią o tym starałem się rozmawiać, tak aby jej nie urazić, ale nie chcę jej oceniać. Zasugerowałem jej kilkakrotnie, abyśmy się udali do specjalistycznej poradni, ale ona nie chce. Łudzę się, że to się kiedyś zmieni na lepsze, ale przecież samo się nic nie zrobi. Proszę o radę, pomoc. Czy jest jakaś szansa na przetrwanie takiego związku?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego on się ode mnie odsuwa?

Mam 24 lata i parę miesięcy temu poznałam interesującego faceta, 31 lat, kulturalny, inteligentny, oczytany i dosyć sympatyczny, a na dodatek wolny. Postanowiliśmy się spotykać, ale na tzw. luźnej stopie, choć od czasu do czasu z dozą namiętności. Oczywiście znajomość...

Mam 24 lata i parę miesięcy temu poznałam interesującego faceta, 31 lat, kulturalny, inteligentny, oczytany i dosyć sympatyczny, a na dodatek wolny. Postanowiliśmy się spotykać, ale na tzw. luźnej stopie, choć od czasu do czasu z dozą namiętności. Oczywiście znajomość rozwijała się stopniowo, chodziliśmy do kina, na spacery. Ogólnie rzecz biorąc, kontakt był na bieżąco, a głównie z jego strony. Był tą stroną aktywniejszą. Relacja z biegiem czasu jak dla mnie przerodziła się w bardzo miłą i nieco namiętną znajomość między dwojgiem ludzi. Myślę, że nie skłamię jak powiem, że obojgu z nas to odpowiadało. Niestety w pewnym miesiącu tuż przed wakacjami nie potrafiliśmy się zgrać terminami, aby spotkać. Później rozpoczął się sezon urlopowy, który również nie sprzyjał spotkaniu ze względu na jego dłuższą nieobecność. Kontakt jednak jako taki między nami istniał, choć głównie poprzez wymianę wiadomości, choć chyba głównie tym razem z mojej strony. Muszę dodać, że ku mojemu zaskoczeniu czułam się z nim znakomicie i wbrew pozorom z czasem chyba zaangażowałam emocjonalnie.

Niestety po jego urlopie nieoczekiwanie zanikł kontakt, nawet do tego stopnia, że zaczęłam pisać i pytać o powód jego milczenia. Czułam, że jednak coś się zmieniło. Z czasem w odpowiedzi dostałam wiadomość, iż znajomość jest nadal taka sama jak na początku, czyli jeśli ktoś ma ochotę to pisze i jeśli druga strona ma czas i chęci, to się spotykamy, a jeśli nie, to nie i nie ma problemu wg niego, lecz rozmów czy spotkań nadal nie było. Próbowałam raz z kinem, okazało się, że już to widział, a więc pomyślałam no dobrze, zdarza się. Później nieco napisałam może spacer, ale odpisał, że dzisiaj nie rady i innym razem. Czułam się dziwnie, ale pomyślałam, może to robi w odwecie, że ja przed jego urlopem nie miałam czasu, ale skoro odzywał się na ostatnią chwilę, kiedy byłam już umówiona, to już nie wypadało odmówić. W miarę czasu i zadawanych przeze mnie pytań (tzn. wiadomości, które opisywały sytuację szczerze jak się czuję, jak było, a jak jest obecnie) znowu dostałam wiadomość, iż owy mężczyzna ma różne chwile w swoim życiu i czasem potrafi się tak spotykać jakby celem zaspokojenia potrzeby bliskości, lecz nie zawsze, gdy ktoś go nie kocha czy on kogoś. Dodał, iż wie, że to egoistyczne, ale tak działa i za to przeprosił. Przykre, ale nigdy bym nie powiedziała, że tak się zachowa.

Moje pytanie brzmi, jeśli już nie mogę liczyć na miłość to czy przynajmniej na powrót tego co było między nami, choćby swobodnego spotykania się? Cóż stało się powodem takiej zmiany zachowania? Ciężko mi było w ostatnim okresie pogodzić się z tak nagłą zmianą sytuacji, a w dodatku nie znając jej powodu. Mimo, iż otrzymałam informację od Niego, to wciąż chyba tego nie rozumiem. Jak można z postawy tak aktywnej przejść do totalnie milczącej? Trzeba dodać, że właściwe dostałam odpowiedzi na moje pytania. Bardzo mi brakuje tego co było, jak było... Brakuje Jego osoby. Rozumiem, iż nikt nikomu nic nie obiecywał oraz że do miłości nie można też nikogo zmusić. (Nie spodziewałam się, że jest takim facetem, który mi bardzo będzie odpowiadał, a mało tego sądziłam, że będzie się to rozwijało). Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Mówię przez sen

Witam! Mój problem polega na tym, że mówię przez sen. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby moje mówienie nie wpływało na moje życie osobiste. Jestem mężatką od roku. Z mężem spotykałam się przed ślubem dwa lata. Wcześniej byłam...

Witam! Mój problem polega na tym, że mówię przez sen. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby moje mówienie nie wpływało na moje życie osobiste. Jestem mężatką od roku. Z mężem spotykałam się przed ślubem dwa lata. Wcześniej byłam w innym, poważnym związku, który trwał aż dziewięć lat i prawie zakończył się ślubem. Było to 4 lata temu. W ostatniej chwili odwołałam zaplanowaną uroczystość. Kiedy poznałam mojego męża, był w związku z inną kobietą. Mimo to, zaczęliśmy się po kryjomu spotykać. Bardzo cierpiałam z tego powodu, bo zaczynałam się w nim zakochiwać, a on nie potrafił zrezygnować ze swojego związku, choć deklarował, że nie kocha tamtej kobiety. Nie potrafił też wybrać. Próbowałam zakończyć tę farsę, ale wtedy on się odzywał, nalegał na spotkanie. Nie potrafiłam odmówić. W między czasie pojawił się w moim życiu inny mężczyzna z którym próbowałam się związać, ale nic z tego nie wyszło. Nadal cierpiałam. I wtedy, nagle po roku od rozstania odezwał się mój były partner, z którym byłam dziewięć lat. Uznałam, że to dobry sposób, by zemścić się na mężczyźnie, którego kocham (czyli moim mężu - wtedy nie byliśmy jeszcze małżeństwem), gdyż sypiał i ze mną i ze swoją ówczesną dziewczyną. Także zaczęłam sypiać ze swoim byłym partnerem, aby udowodnić sobie, że skoro jestem zraniona, to też zacznę ranić. To był oczywiście szczyt mojej głupoty i bardzo dziś tego żałuję. Kiedy jednak mój były partner się zorientował, że jest moim narzędziem, bym mogła zdobyć innego mężczyznę i że nie mam zamiaru do niego wrócić, wpadł w szał. Pokazał, że jest agresywny i że mogę się go obawiać. Wtedy odcięłam się od niego na dobre. W tym czasie wybranek mojego serca (czyli mąż) zerwał ze swoją dziewczyną i związał się ze mną.

Byłam bardzo szczęśliwa i zakochana. Wszystko układało się między nami doskonale do czasu... Sprzedałam swoje mieszkanko i kupiliśmy większe, by odciąć się od przeszłości (zwłaszcza, że jego dziewczyna, z którą zerwał mieszkała w tym samym bloku, ba nawet w tej samej klatce co ja, proszę sobie zatem wyobrazić jakim traumatycznym przeżyciem było dla mnie oglądanie tej pary. Ja z nosem przyklejonym do szyby, kiedy spacerowali razem, zapłakana...). W każdym razie przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania i wydawałoby się, że wszystkie problemy zniknęły. Zabrałam ze swojego starego mieszkania prawie wszystkie graty. Wzięłam też albumy foto. Umieściłam je na najwyższej półce w sypialni i przy okazji, miałam je wywieźć do rodziców. Niestety pod moją nieobecność mój mąż szukał tam czegoś i album z moim byłym partnerem spadł mu na głowę. Oczywiście nie były to tylko zdjęcia z moim byłym partnerem, ale także zdjęcia ze studiów, z liceum, z całego mojego okresu dzieciństwa i dojrzewania, z przyjaciółmi i rodziną. Zażądał ode mnie bym zlikwidowała swoją przeszłość, bym ją wymazała z pamięci. Zaczęłam drzeć niektóre zdjęcia, a potem wywiozłam albumy do rodziców. Ile jednak miałam w tym czasie awantur, to się w głowie nie mieści. Przede wszystkim o to, że rozpamiętuję swoją przeszłość. Lecz ja nic takiego nie robiłam, starałam się żyć teraźniejszością i przyszłością. Żadne moje tłumaczenia nie przynosiły efektu.

Potem mój były partner zaczął mnie szantażować, że zrobi mi krzywdę, a na końcu, że sam się zabije. Początkowo chciałam mu wytłumaczyć, że każde z nas ma nowe życie i tym powinniśmy się zająć, ale kiedy był już zbyt natarczywy, zmieniłam numer telefonu i całkowicie odcięłam się od jego osoby. Już około półtora roku nie mam z nim kontaktu i jest mi z tym dobrze. Jednak mój mąż ciągle mi to wszystko wypomina. I doszło do tego, że zaczęłam mówić przez sen. Nie wiem, czy to stres, nie umiem tego wytłumaczyć, ale gadam o moich byłych partnerach, a szczególnie o tym jednym, z którym byłam tak długo związana. Podobno mówię, że go kocham, używam wulgaryzmów w kontekście seksualnym, raz podobno się przez sen masturbowałam. Pamiętam, że kiedyś śniło mi się, że kocham się z byłym partnerem, ale po chwili się zrywam i mówię, że tego już więcej nie zrobię, gdyż kocham kogoś innego, a tym kimś jest mój mąż i to z nim jestem szczęśliwa. Na co mój były partner się uśmiechnął i powiedział, że skoro tak, to nie będzie mnie już dręczył. Od tamtej pory (a było to ok osiem miesięcy temu) nie mam żadnych snów erotycznych z byłym, czy byłymi partnerami. Zaznaczę, że mój mąż jest moim drugim partnerem seksualnym. Mój mąż twierdzi, że nadal mówię przez sen, że kocham tamtego mężczyznę oraz że jęczę przez sen. Ja niczego nie pamiętam, niczego, a jeśli już to na pewno nie są to sny erotyczne. Udałam się na psychoterapię, ale mój mąż twierdzi, że po niej było jeszcze gorzej, ponieważ pani psychoterapeutka kazała mi się bardziej skupić na sobie, a nie na mężu, nie przejmować się za bardzo jego podejściem do tematu i przede wszystkim, nie wymazywać przeszłości ze swojego życia. Tak też zrobiłam. On twierdzi, że zostawiłam go z problemem i się od niego odwróciłam, że został z tym wszystkim sam. Zaczęłam brać leki uspokajające, gdyż każde pójście spać wiązało się dla mnie z ogromnym stresem. Przez długi czas było ok, przynajmniej tak mi się wydawało.

Od trzech tygodni jest coraz gorzej. Mój mąż znowu twierdzi, że mówię przez sen, wyznaję miłość byłemu partnerowi i jęczę. Jest to dla mnie o tyle dziwne, że ja nic nie pamiętam. Przyznam, że obecnie śni mi się mój były partner, lecz zupełnie normalnie, np. że go mijam gdzieś na ulicy albo spotykam nad jeziorem, chwilę rozmawiam po czym uciekam, bo czeka na mnie mój mąż mając przekonanie, że jak się dowie, że rozmawiałam z byłym, to będzie na mnie zły. Boję się zasnąć, boję się położyć spać, to dla mnie ogromna trauma. Kiedyś faszerowałam się lekami uspokajającymi i chyba nic mi się nie śniło i nic nie mówiłam. Teraz sytuację komplikuje fakt, iż jestem w 7 miesiącu ciąży. Martwię się o dziecko, bo jestem ciągle zestresowana i zapłakana. Mój mąż twierdzi, że czuje się zdradzony, że muszę odpokutować co zrobiłam złego, podlizywać się mu i nie dyskutować, bo nie mam nic na swoją obronę. Powiedział, że mi nie ufa i nie wierzy, a ja jestem najbardziej chyba oddaną żoną na świecie. Kocham go z całego serca i nigdy nie zdradziłam, ale kiedy on wypomina mi moją przeszłość, ja o tym ciągle myślę, myślę, by znowu nie mówić przez sen i go nie zranić. I tak w kółko. To jakiś obłęd. Nie mam już sił. Moje małżeństwo wisi na włosku. Mąż dał mi jeszcze jedną szansę, bym mogła wszytko naprawić, ale ja jestem tak spanikowana, że nie umiem normalnie funkcjonować i cieszyć się z mojej małej kruszynki, która niedługo przyjdzie na świat. Nie wiem już co robić. Bardzo chcę urodzić zdrowe i spokojne dziecko. Nie umiem tak żyć. Dlatego proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Brak zainteresowania męża seksem po dwóch latach od ślubu

Jestem 2 lata po ślubie. Od pewnego czasu mój mąż nie zwraca uwagi na mnie. Nasze pożycie małżeńskie też wygląda kiepsko - kochamy się raz na 2 tygodnie, w dodatku mąż ogląda dużo filmów erotycznych. Pracuje z dużą ilością...

Jestem 2 lata po ślubie. Od pewnego czasu mój mąż nie zwraca uwagi na mnie. Nasze pożycie małżeńskie też wygląda kiepsko - kochamy się raz na 2 tygodnie, w dodatku mąż ogląda dużo filmów erotycznych. Pracuje z dużą ilością kobiet, gdy próbuję z nim porozmawiać, mówi, że się czepiam i że nie ma problemu, że mu nie ufam itd. W dodatku zaczepia koleżanki i też uważa, że to nie problem. Twierdzi, że mnie kocha. Nie wiem, co mam myśleć o tym przez tą sytuację. Dochodzi między nami do kłótni. Nie wiem, co mam robić. Czy czepiam sie bezpodstawnie? Proszę o pomoc. Co to może oznaczać? Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Koniec 3-letniego związku

Witam, 2 tygodnie temu rozstałam sie z mężczyzną, z którym byłam 3,5 roku. Zostawił mnie, mówiąc, że mnie nie kocha, że nie czuje do mnie tego samego co na początku, że nie jestem osobą, z którą chce układać sobie życie....

Witam, 2 tygodnie temu rozstałam sie z mężczyzną, z którym byłam 3,5 roku. Zostawił mnie, mówiąc, że mnie nie kocha, że nie czuje do mnie tego samego co na początku, że nie jestem osobą, z którą chce układać sobie życie. Mieliśmy razem zamieszkać, cały czas utwierdzał mnie w przekonaniu, że chce tego tak samo jak ja, to była jego inicjatywa. Powiedział, że już od maja czuł, że coś w tym związku nie gra, że sie wypalił. Dlaczego czekał - aż 7 miesięcy - na to, aby powiedzieć mi o tym i to przed samymi świętami... Pytałam, czy ma kogoś innego, odpowiedział, że nie, ale nie wyklucza takiej możliwości, że chciałby. Dodam, że mamy 26 lat. Zaproponował przyjaźń. A ja nie potrafię się z tym pogodzić i bardzo mi go brakuje, bardzo go kocham.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy powinnam z nim zerwać?

Jesteśmy razem 2,5 roku. Do niedawna wszystko było w porządku, co prawda często się kłóciliśmy, ale czułam że mnie kocha. Ostatnio powiedział mi, że już nie kocha mnie tak jak kiedyś, że kocha mnie tak pół na pół, ja nie...

Jesteśmy razem 2,5 roku. Do niedawna wszystko było w porządku, co prawda często się kłóciliśmy, ale czułam że mnie kocha. Ostatnio powiedział mi, że już nie kocha mnie tak jak kiedyś, że kocha mnie tak pół na pół, ja nie jestem w stanie tego zrozumieć. Oboje jesteśmy uparci, ja też często robiłam z igły widły, ale zależy mi na nim i jestem w stanie się zmienić dla niego. Wydaje mi się, że ostatnio bardzo dużo zrobiłam ze swoim charakterem, ale on tego nie docenia. Kiedy dzwonię, on nie odbiera, mimo że może, nie przytula się, nie chce rozmawiać ze mną. Wczoraj powiedział, że chyba musimy zrobić przerwę i że jest pewien, że i tak niedługo się rozstaniemy. Boli mnie, kiedy to słyszę. Poza tym on mówi, że na pewno się nie zmieni. Jest bardzo obojętny. Mam zerwać, a jeśli tak to w jaki sposób?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy on mnie zdradza?

Witam, piszę w sprawie, w której od jakiegoś czasu w ogóle nie potrafię sobie poradzić ani odnaleźć się... Jestem ze swoim partnerem już ponad dwa lata, pod koniec maja zerwał ze mną, ale po miesiącu odezwał się i chciał powrotu...

Witam, piszę w sprawie, w której od jakiegoś czasu w ogóle nie potrafię sobie poradzić ani odnaleźć się... Jestem ze swoim partnerem już ponad dwa lata, pod koniec maja zerwał ze mną, ale po miesiącu odezwał się i chciał powrotu do tego, co było. Zgodziłam się, lecz w między czasie dowiedziałam się, że wtedy przed zerwaniem, jak ze mną był to pisał i spotykał się za moimi plecami z innymi dziewczynami. Do kontaktów fizycznych wtedy nie doszło, ale pomimo tego czuję się teraz okropnie, cały czas podejrzewam go o to, że mnie okłamuje i z pewnością chce mnie zostawić dla innej albo spotyka sie po kryjomu z kimś. On mi powtarza, że jest wszystko w porządku, że nikogo nie ma i chce być ze mną, nawet sprawdzam jego telefony oraz jego konta na portalach społecznościowych - nic tam nie znajduję, ale podejrzenia dalej są. Ja sama nie potrafię sobie z tym poradzić, co dość utrudnia nasze spotkania, więc proszę o pomoc, co bym mogła zrobić, by nauczyć sobie z tym radzić... Oraz moje drugie pytanie, czy jak mężczyzna mówi, że kocha, a czasami ogląda się za innymi dziewczynami, to jest to normalne? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudny związek a szansa na jego utrzymanie

Witam! Nasz problem może i jest typowy, ale ja nie wiem, co jest dobrą, a co złą decyzją. Opisu będzie sporo, bo i historia długa. Będę mówić przede wszystkim o swoich okropnych niedojrzałych błędach, mniej o błędach ukochanego i najmniej...

Witam! Nasz problem może i jest typowy, ale ja nie wiem, co jest dobrą, a co złą decyzją. Opisu będzie sporo, bo i historia długa. Będę mówić przede wszystkim o swoich okropnych niedojrzałych błędach, mniej o błędach ukochanego i najmniej o naszych szczęśliwych sprawach, których jest więcej, niż niżej opisanego zła. Chcę tylko wiedzieć, co myśli osoba bardziej kompetentna niż zwykli znajomi, której nie dotyczą te emocje. Cztery lata temu poznałam K. Od samego początku nasza historia była burzliwa, tym bardziej, że sama siebie nigdy nie podejrzewałabym o takie zachowania. Poznałam K. dzięki jego przyjacielowi, który miał względem mnie jakieś nadzieje, choć mówiłam mu, że nic z tego. Dlatego K. miał początkowo dylemat - kumpel, czy nowo poznana dziewczyna. Jednak zaczęliśmy być razem. Po tygodniu, K. zaczął mieć wątpliwości i postanowił zerwać. Ja jestem dosyć płaczliwa, do tego miałam dla niego ręcznie robiony, mikołajkowy prezent. Dostał ten prezent i widział mój płacz. Nagle zachciało mu się mnie pocałować, ale się wzdrygnęłam - jak to, właśnie mnie rzuciłeś i teraz chcesz mnie całować? I to, nie wiem dlaczego, utwierdziło go w przekonaniu, że chce jednak być ze mną. Ja to odebrałam jako litość. Biedne dziecko się rozpłakało, namęczyło się nad fantastycznym prezentem, więc no dobra, to możemy spróbować.

To był mój pierwszy rok studiów, do tego w akademiku, więc jako że było mi smutno, upiłam się totalnie z koleżanką E. Do koleżanki przyszli koledzy, ja ledwo żywa polazłam z jednym kolegą do jego pokoju, w kółko powtarzając, ale ja mam chłopaka i jestem z nim szczęśliwa, nie róbmy niczego złego. On jednak miał nadzieję na wykorzystanie nietrzeźwego pierwszoroczniaka, tym bardziej, że sam był chyba na ostatnim roku. Ja byłam zbyt nietrzeźwa, żeby się opierać. Zaczęliśmy się całować na łóżku, aż mnie oświeciło dziewczyno! Ty nigdy nie całowałaś się z kimś bez zobowiązań, a teraz nagle zdradzasz?! Wstałam i obijając się o ściany pobiegłam do siebie. Nie wiem co mną kierowało, czy chęć dowartościowania się po domniemanej litości, nie wiem. Nie jestem typem zdradzającym. Zerwałam jakikolwiek kontakt z tym facetem, mimo że on próbował ze mną potem rozmawiać. My z K. jesteśmy bardzo wybuchowi, często sprzeczaliśmy się o duperele. Więc było w naszym związku potem wiele kłótni, bardzo intensywnych, które zazwyczaj przeradzały się w śmiech. Niektóre też kończyły się trzaskaniem drzwiami, wychodzeniem, zerwaniem na godzinę i powrotami ze spuszczoną głową.

Potem, po chyba roku, nie pamiętam dokładnie, powiedziałam K. o incydencie po pijaku. Wybaczył, przełknął, stwierdził ok, to było dawno. Potem zaczęły się inne niesnaski. K. zupełnie zmienił tryb życia. Stał się osowiały, przestało mu się cokolwiek chcieć, jego ulubioną i w sumie jedyną rozrywką było siedzenie przed komputerem i oglądanie filmów. Przez długi okres czasu również - gra TRAVIAN. On nie chciał wychodzić, ja się chciałam bawić. I kiedy K. zaczął mieć do mnie pretensje o ciągłe imprezy, zaczęłam zatajać i okłamywać go. Żeby uniknąć jego wyrzutów. Potrafiłam powiedzieć, że idę spać, imprezując z koleżanką E. Oczywiście nigdy więcej nic złego na tych imprezach nie robiąc - zły był sam fakt zatajania i kłamstw. Po kłótni o to, przestałam zatajać, ale zaczęłam wychodzić z koleżanką na miasto wyłudzając np. drinki od obcych facetów, po czym bez pożegnania zabierając nogi za pas i wychodząc z pubu bez pożegnania z tymi obcymi, stawiającymi ludźmi. Było to złe, równie złe, jak zgnuśnienie, nie zawsze dobre traktowanie mnie przez K.

Nie zdradziłam go ani razu, ja nawet nie flirtowałam z tymi ludźmi, zwykła rozmowa o niczym, żeby nie wydawać pieniędzy na alkohol. Wiem, ohydne z mojej strony, i nie mam się czym usprawiedliwić. Dowiedział się o tym, wybaczył mi jednak. Widział też swoją winę, przestał grać w traviana, zaczął zabierać mnie na randki i do kina, ale nadal wiele się kłóciliśmy, nadal trzaskaliśmy drzwiami i wychodziliśmy i zrywaliśmy. Po jednej takiej kłótni, gdy K. mnie zostawił, bo śmiałam mu zwrócić na coś uwagę, umówiłam się na zwykłą, koleżeńską kawę z pewnym chłopakiem. Bóg mi świadkiem, że była to zwykłą rozmowa, w większości o tym, jak mi smutno, że nie wychodzi mi z K. Wyjście było jednorazowe, przeprosiłam kolegę, ale czułabym się niefajnie utrzymując z nim kontakt, skoro w ogóle po kłótni zdobyłam się na taki gest. Było w miarę dobrze, ale nie wspaniale.

Uświadomiłam sobie, że sama miłość (a tak, wiem, że to miłość) nie wystarczy, by utrzymać wspaniały związek. Kochałam K., on nawet chyba znowu mi zaufał, bo rok temu (czyli po 3 latach bycia razem) puścił mnie samą z moimi znajomymi i znajomymi znajomych w góry. On jechać nie mógł, bo pracował, ale jechać chciał. Nie śmiał mnie jednak prosić, bym dla niego z wyjazdu zrezygnowała. Wiedział, jak kończyło się ja nie mogę iść, więc Ty też zostań. Więc pojechałam. Poznałam tam chłopaka, który też miał problemy z dziewczyną, dużo rozmawialiśmy, mieliśmy wiele wspólnych tematów, czytaliśmy te same książki i oglądaliśmy te same filmy. I podczas tego tygodnia przyszło mi do głowy, że może jednak jest mi pisany ktoś inny, wcale nie głupszy od mojego K, z którym bym się tyle nie kłóciła. Chciałam się zastanowić, nie chciałam pochopnych decyzji. Skreślić miłość ot tak, bo dobrze mi się rozmawiało z jakimś człowiekiem, nie jest mądrze. Poprosiłam K. o dwutygodniową separację. Spotkałam się przez te dwa tygodnie raz z tamtym chłopakiem. On był z zupełnie innego miasta, więc spotkaliśmy się wpół drogi. Cały czas jedynie rozmawialiśmy, siedząc od siebie nie bliżej niż przysłowiowe 20 cm.

Zerwałam po 2 tygodniach z K. który robił potem wszystko, żebym wróciła. Walczył dzielnie, a ja czułam się podle, że cała odpowiedzialność za zerwanie, za to że to ja położyłam kreskę na naszej miłości, spoczywa na mnie. Ciężko mi było bez K., piłam bardzo dużo alkoholu przez ten czas. Nie mogłam sobie bez K. poradzić. Spotkałam się jeszcze parę razy z chłopakiem poznanym na wyjeździe, raz na koncercie całowaliśmy się. U siebie imprezowałam z akademikowymi znajomymi. Wielu się we mnie podkochiwało i mnie załamanej bardzo to odpowiadało. Pewnego razu zaczęłam się całować z jednym z podkochujących się we mnie kumpli (i to był akurat ten najmniej atrakcyjny, ten, o którym w życiu nie pomyślałabym, że mogłabym się z nim całować). Straciłam do siebie szacunek, oczywiście zainicjowałam długi wywód i szczerą rozmowę, ze nie szukam nikogo nowego, że nadal kocham jeszcze K. i że chcę zostać tylko na stopie koleżeńskiej. Zgodził się, wierzyłam że szczerze. Nikomu nie powiedział o tym pijackim wyczynie, wiec uważam, że chłopak ma dobre serce. Więc postanowiłam z nim utrzymać kontakt, planowaliśmy sobie po kumpelsku pojechać nad morze (mój warunek był jasny - osobne noclegi).

W tym czasie zerwałam kontakt z chłopakiem z wyjazdu i stwierdziłam, że dłużej bez K. nie wytrzymam. Przyjął mnie z otwartymi ramionami. Powiedziałam, co zrobiłam, kiedy nie byliśmy razem, nie chciałam już żadnych tajemnic i oszustw, nie powiedziałam tylko imienia, żeby nie było K. przykro, że nadal się kumplujemy. Bezmyślnie powiedziałam o planach związanych z morzem. Ale szybko dotarło do mnie jakie to głupie, więc odwołałam wyjazd. Spotkałam się za to z tym kolegą, z przekonaniem, że to po kumpelsku. Otwarcie powiedziałam o tym K. Okazało się jednak, że kolega nadal miał nadzieje, szukał pretekstu do objęcia mnie, dwa razy zdjęłam jego rękę z mojego oparcia, gdy siedzieliśmy w pubie na kanapie. Powinnam wtedy wyjść, ale nie chciałam być niegrzeczna względem kolegi. Ja siedziałam już na brzegu, on ciągle nieznacznie się przybliżał. K. wpadł po mnie do pubu po 1.00AM i zobaczył, jak oddaję koledze pieniądze za piwo. Stwierdził, że ten ewidentnie musnął moją dłoń w jednoznacznym geście. Prawie wściekły wyszedł z pubu, ja za nim, bardzo się pokłóciliśmy. Choć ja nie zrobiłam nic złego, powinnam była jednak wcześniej wyjść z knajpy, kiedy tylko zauważyłam, że kolega próbuje się przystawiać. Nie zrobiłam tego. Straciłam za to kontakt z tym kolegą.

Był jeszcze incydent, w którym wracaliśmy z K. z miasta lekko podpici (nie, nie mamy problemów z alkoholem, jesteśmy studentami, hehe), ale bardzo się pokłóciliśmy. K. był wyjątkowo złośliwy, więc ja również przestałam nad sobą panować. Wtedy to K. nie wytrzymał i podbił mi oko. To nie jest typ, który bije kobiety, on jest łagodny i dobry. Raz nie wytrzymał. To było okropne przeżycie, nigdy nie myślałam, że mnie to spotka, tak jak nigdy nie myślałam, że problemem w moim związku będzie brak zaufania i to przeze mnie! Więc wybaczyłam mu jak on wcześniej wybaczył mi. Potem rok był prawie bezbłędny. Prawie, bo czasem się kłóciliśmy. Raz po takiej kłótni spotkałam kolegę z mojego roku, który też nie poszedł na wykład, więc spędziliśmy razem przedpołudnie, smęcąc o K. I to wyglądało, jakbym znów po kłótni uciekła do jakiegoś chłopaka. Co było nieprawdą. Okazało się, że ten kolega też się dosyć szybko we mnie zauroczył, co tylko pogorszyło sprawę.

Znów przeszliśmy z K. do porządku dziennego, przeżywając chwile wspaniałe i smutne, więcej w sumie wspaniałych. Smutne wynikały z oszczerstw zawistnych znajomych: ja to bym bardziej na tę Twoją uważał nie ufaj jej, wiem o jej fagasach więcej, niż Ty, które były wyssane z palca. Ale były i mogłyby zburzyć nawet stuprocentowe zaufanie. Przez ostatni rok byłam w stu procentach fair, ale stare błędy i teksty znajomych ciągnęły się za mną i za K. jak za przeproszeniem gluty. W każdej kłótni pojawiał się ten sam temat. K. przestał wierzyć, że traktuję go serio, mimo że planowaliśmy już ślub i wybieraliśmy sale. Potem dowiedział się kim był drugi chłopak, z którym całowałam się nie będąc z K. To go totalnie dobiło i załamało. Zaczął tracić słowne panowanie nad sobą. Powiedział mi o mnie wiele złego. Wiele. No i zerwaliśmy w takiej kłótni. Jednak potem przyjechał, żeby takiej miłości nie kończyć w tak okropny sposób. Żeby się przytulić na pożegnanie. Dawałam mu bezpośrednio do zrozumienia, że chciałabym jeszcze zawalczyć. K. stwierdził jednoznacznie, że nie daje nam więcej szans. Czułam się winna za to wszystko. Choć i K. był czasem trudny. Tym razem nie miałam ochoty spotykać się już z żadnymi chłopakami. Odmawiałam jednemu po drugim mówiąc, że ja nadal kocham K. i nie umówię się z nikim, póki nie przestanę go kochać. K. myślał, że spaliłam mosty, bo znów sobie kogoś znalazłam. Więc powiedział, że wylatuje przed Świętami na inny kontynent.

I kiedy koleżanka E. widziała, jak nie mogę sobie poradzić, postanowiła odświeżyć nasze wychodzenie na miasto. Znów upiłyśmy się do nieprzytomności. I co ja, idiotka, zrobiłam? Całowałam się z jakimś obcym facetem. Wiem, że nie zdradziłam K. za żadnym razem. Ale wiem, że go to raniło. Tym razem myślałam, że skoro wylatuje i nigdy go nie zobaczę, ta głupota zostanie moim tylko moim głupim wybrykiem. Niestety. K. przyjechał do mnie, żeby pożegnać się przed wylotem. Powiedział, że wystarczy jedno moje słowo, a on zostanie. Kochamy się nadal, nad życie, (ja tu opowiedziałam szczerze głównie o swoich błędach, on też ma wiele za skórą, ale nigdy nie przeskrobał nic związanego z zaufaniem. Nie ma drugiego takiego godnego zaufania mężczyzny). I sprawa wygląda tak. Moi rodzice widzą, że znów się rozstajemy, więc kategorycznie powiedzieli, że nie wesprą mnie w decyzji powrotu. Za K. nie przepadali od początku, bo jest typem artysty, wolnego ptaka, K. zarabia regularnie, ale na stronie internetowej i to im się w nim nie podoba. Bo mój ojciec siedzi w fabryce na stanowisku kierowniczym i wychodzi rano, pracuje te swoje 8/9h, wraca wieczorem, po miesiącu dostaje wypłatę. I ma nadzieję, że mój przyszły mąż też będzie taki odpowiedzialny jak mój tata. A K. był odpowiedzialny, ale miał zupełnie inny pomysł na życie i to mi się w nim też bardzo podobało. Moim rodzicom nie. Byłabym w stanie przeboleć brak akceptacji związku przez rodziców.

K. powiedział, że jest w stanie przeboleć mój najświeższy wygłup. Ja wiem, że abstrahując od nieufności, mogę na K. polegać w każdej sytuacji, on zawsze wybawiał mnie z najgorszych opresji. Był moim przyjacielem, domem i kochankiem. Wiem, że mnie nigdy nie zdradzi (przez okres rozstania w zeszłym roku, nie zrobił żadnej takiej głupoty jak ja. Przez cały związek był fair). K. akceptuje każdą moją wadę, ja również kocham go takim jakim jest. Życie bez niego wydaje mi się straszne, ciemne, nie do pokonania. Był moją opoką. Byliśmy w stanie wybaczyć sobie naprawdę wiele i pomimo kłótni, byliśmy szczęśliwym związkiem. Znajomym trudno jest uwierzyć, że to już koniec i mówią mi przecież i tak do siebie wrócicie. Jeśli wy się rozejdziecie, to przestanę wierzyć w miłość. Ale ja się boję, że tak jak było do tej pory, tak z jeszcze większym teraz bagażem - chłopakiem z którym się całowałam - on mi już nie zaufa. A bez zaufania pojawiają się chore zazdrości.

Boję się, że będę go raniła nawet jeśli nic źle nie zrobię, ale on zrozumie źle i znów poczuje się przeze mnie skrzywdzony. I jeśli będzie to dusił w sobie, zniszczy siebie, jeśli będzie okazywał niezdrową zazdrość, zniszczy mnie. On obiecuje, że nie będzie złośliwy, nie będzie prowokował kłótni, że jeśli postanowimy być dalej razem, to w najbliższym czasie będziemy goić nasze rany opiekując się sobą na wzajem i nie powtarzając głupich błędów. Ja też właśnie tego chcę. Czy nasza miłość ma szanse przetrwać? Czuję się podle, mam wrażenie że wszystko jest moją winą, choć i on błądził, mówił wiele złych rzeczy podczas kłótni. Moje pytanie brzmi, czy słuchać serca po czterech latach? To jest wyjątkowy mężczyzna. Z nikim nigdy nie czułam się tak dobrze. Czy walczyć, czy już nie ma dla nas szans? Pozdrawiam, Dziewczyna, która chce pozostać anonimowa.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odzyskać byłą dziewczynę?

Witam, mam 27 lat. Byłem z dziewczyną (ma 26 lat) ponad 2 lata i byliśmy zaręczeni, mieliśmy w spólne plany, budowa domu i ślub i... Rozstaliśmy się, bo M. twierdzi, że nie może ze mną wytrzymać. Bardzo ją kocham i...

Witam, mam 27 lat. Byłem z dziewczyną (ma 26 lat) ponad 2 lata i byliśmy zaręczeni, mieliśmy w spólne plany, budowa domu i ślub i... Rozstaliśmy się, bo M. twierdzi, że nie może ze mną wytrzymać. Bardzo ją kocham i nie mogę o niej zapomnieć, nie śpię po nocach, tylko myślę o niej, choć od rozstania minęły dwa miesiące. Proszę ją, aby dała mi ostatnią szansę, lecz ona nie chce się zgodzić. Nie wiem jak mogę zdobyć jej zaufanie jeszcze raz. Dodam jej wypowiedź na mój temat, to co ona myśli o mnie, może to coś pomoże w odzyskaniu jej i zdobyciu jej zaufania. To jest wypowiedź, którą wysłała mi na @!

"Mam do Ciebie ogromny żal. Żal za to co mi zrobiłeś i jak się to potoczyło. W życiu nie czułam się tak bezradna. Nie szanowałeś Mnie. Nie doceniłeś mnie jako kobiety, która zrobiłaby dla Ciebie wszystko. Zachowałeś się delikatnie mówiąc jak drań i to mnie najbardziej bolało. Były dni kiedy byłeś fajny, normalny, a były i takie kiedy mówiłeś mi tyle przykrych rzeczy, że choćby z ich powodu nie chcę być z Tobą. Wracam myślami do tych złych rzeczy, które się między nami wydarzyły, bo nie mogę ich strawić. Zmuszałeś mnie do zachowywania się tak jak ja nie chciałam, jak nie jest to do mnie podobne, nie dla mnie naturalne. Robiłam dla Ciebie wszystko co mogłam, wspierałam zawsze, nieważne czy złościłeś się czy płakałeś, czy śmiałeś się czy dziwiłeś. Byłam przy Tobie jak piłeś i jak byłeś trzeźwy, ścierpiałam wszystkie Twoje humory, fochy, byłam obok choć w myślach płakałam, choć się złościłam i mówiłam sobie, że już nigdy nie dam się tak traktować. Dałam się traktować jak... Dałam się wykorzystać, wierzyłam w każde Twoje słowo. Tyle razy dawałam Ci szansę i nic z tego nie wychodziło. Boli to jak diabli, że dałam Ci serce a w zamian dostawałam zawsze po głowie od Ciebie. Nie wiem, czy Ty wiesz, co to miłość, nie wiem, myślę, że nie umiesz kochać. Bo dla mnie miłość to szczerość, zaufanie, wspieranie się w każdej sytuacji, bezpieczeństwo, lojalność, uczciwość, szacunek. Między nami tego nie było. Szczerości z Twojej strony nie było, bo nigdy mi wszystkiego nie mówiłeś. Zaufania było minimum. Byłeś niepewny i przez to nigdy nie miałam pewności czy mogę na Ciebie liczyć, nigdy nie mogłam być pewna twojego zachowania, tego kiedy wybuchniesz, co ci się może nie spodobać. A może mi się wydawało, że wtedy się kochaliśmy, może to nie była miłość z Twojej strony, a jedynie chęć wyrwania się z domu? Nie wiem. Bolało mnie, że gdy byłam o coś wkurzona, to nigdy sam mnie nie przytuliłeś, tylko byłeś zimny, oschły, nie interesowałeś się tym, że się czymś martwię. Zawsze tylko mi mówiłeś, że mi się coś uwidziało. Zawsze to ze mną był jakiś problem, a nigdy z Tobą. Jak to jest możliwe, że ja taka kochająca Cię ponad wszystko zawsze źle robiłam, a Ty, który mnie tak krzywdziłeś, zawsze byłeś OK? Ja tak nie potrafię, chcę założyć rodzinę, mieć kochającego męża, który będzie na mnie czekał po pracy. Który będzie uczciwy. Zawsze coś się działo, że nic nie szło po mojej myśli. Zawsze miałeś tysiąc wymówek na swoje zachowanie, zawsze trudności widziałeś w innych, a nie w sobie. Samokrytycyzmu to Ty nie masz wcale. Nie potrafisz wziąć się za życie, ślizgałeś się na mnie i na moich uczuciach. Mówisz mi, że mnie kochasz, że się zmienisz, ale ja w to NIE WIERZĘ. Nie możesz być moim mężem, bo nie mogę na Ciebie liczyć (kłamiesz, oszukujesz, obmawiasz, manipulujesz, nękasz, nachodzisz, wmawiasz coś), nie możesz być ojcem naszych dzieci, bo nie chcę, żeby moje dzieci żyły w strachu i ciągłych nerwach. Zostałam sama z pożyczką, na którą mnie namówiłeś. Poświęciłam Ci wszystko. Twoje słowa są już dla mnie bez pokrycia. Nie wierzę już w nie. Nie wierzę w to, że się zmienisz. Tyle ci dałam, powierzyłam Ci tyle sekretów, tyle nadziei w Tobie położyłam, a dostałam nic z Twojej strony. Ile jeszcze mogę to wytrzymać? Ile jeszcze takiego traktowania mnie? Straciłeś mnie i nie zrobiłeś nic z tym. Czekałeś nie wiem na co. Że wrócę do Ciebie, przeproszę na kolanach z kwiatami i będziemy żyć jak dawniej. Ja już tak nie chcę żyć. Nie wspierałeś mnie, zamiast tego wkurzałeś się, strzelałeś drzwiami, wchodziłeś do mnie do domu jak do siebie, wychodziłeś bez do widzenia. Zero szacunku, nie wiem, czy kiedykolwiek była sytuacja, kiedy mnie uszanowałeś. Chyba tylko wtedy, kiedy zrobiłam obiad i się najadłeś. Po co ze mną byłeś? Jak Ty rozumiesz miłość? Co jest dla Ciebie ważne w życiu? Już nic nie możesz zrobić, sięgnąłeś dla mnie dna. Nie jesteś dla mnie mężczyzną, nie masz jaj. Nie nadajesz się na męża, ojca, partnera życiowego. Jesteś pasożytem, który żerował na mnie i na moich uczuciach. Ustawiałeś mnie tak, by Tobie było dobrze, na mnie nie zwracałeś uwagi. Dobrze że się w porę opamiętałam, bo chyba umarłabym z wycieńczenia, żeby tylko Tobie było dobrze. Rób już sobie co chcesz, żyj sobie jak chcesz, ale już beze mnie. Sorry, ale zraniona kobieta, która nie była doceniana, kochana, tylko poniżana - NIGDY nie zapomni bólu, przez jaki przeszła. Nie potrafię ci zaufać. Zbyt długo usprawiedliwiałam twoje zachowania - to było jak zamiatanie brudów pod dywan, aż zebrało się ich na tyle dużo, że same się wysypały. I nie żałuję swojej decyzji."

Bardzo żałuję, że się tak czuje, tylko że ona jest trudną dziewczyną, przynajmniej mi się tak wydaję. Dostała trochę w kość od życia, jej ojciec jest alkoholikiem, miała trudne dzieciństwo, ja też święty nie jestem. Jestem osobą nerwową, też dostałem w kość od życia, ale pomimo tego chcę się zmienić, wszystko naprawić, nie chcę, żeby cierpiała. Jak tylko uda mi się zdobyć jej zaufanie, od razu chcę wynająć mieszkanie, zabrać ją od rodziców, bo to dzięki nim, a dokładnie jej mamie rozstaliśmy się. Mam nadzieję, że opisałem w miarę jasno moją sytuację i że mi podpowiecie jak ją odzyskać, bo nie potrafię żyć bez niej.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Ochłodzenie relacji, wyprowadzka i dziwne zachowanie męża

Witam, jeszcze dwa miesiące temu byłam szczęśliwą mężatką z 3-letnim dzieckiem. Dwa miesiące temu, siedząc na kolanach, rozmawiałam z mężem, że nasze relacje się ochłodziły i trzeba coś z tym zrobić. Oboje deklarowaliśmy starania. Pojechaliśmy na wakacje. Kryzys się pogłębiał....

Witam, jeszcze dwa miesiące temu byłam szczęśliwą mężatką z 3-letnim dzieckiem. Dwa miesiące temu, siedząc na kolanach, rozmawiałam z mężem, że nasze relacje się ochłodziły i trzeba coś z tym zrobić. Oboje deklarowaliśmy starania. Pojechaliśmy na wakacje. Kryzys się pogłębiał. Mąż się odsunął, przycichł, nie chciał rozmawiać, ba nawet spać ze mną jak dotąd. Po powrocie z urlopu stwierdził, że już mnie nie kocha i że nigdy mnie nie kochał (dodam, że rodzina i znajomi uważają nas za parę wzorową - o super przyjacielskich relacjach, wymieniającą się czułościami, dająca sobie wiele swobody na realizację indywidualnych zainteresowań). Po miesiącu od momentu, kiedy mąż stwierdził, że mnie nie kocha, wyprowadził się. Na szczęście wytrzymał tylko 3 dni bez nas.

W dniu poprzedzającym wyprowadzkę rozmawialiśmy jakby się nic nie stało, w dniu wyprowadzki piliśmy kawę i gadaliśmy jak dawniej. Po 3 dniach samotnego mieszkania maż wrócił, twierdząc, że nie może żyć bez naszego dziecka. Wobec mnie nadal jest zimny, nieczuły, służbowy. Te zachowania przeplatają się z normalnym zachowaniem, stąd moja dezorientacja. Mąż jest człowiekiem sukcesu, ma swoją firmę, żadnych problemów finansowych. Żyjemy jak na gigantycznej huśtawce emocjonalnej. Sytuacja staje się nie do zniesienia także dla mnie, bo przecież chodzi o moją miłość, wspólne życie, dobro naszego dziecka.... Nie wiem, jak mogę mu pomóc. Na prośbę, byśmy poszli do terapeuty, twierdzi, że ze swoimi problemami radzi sobie sam. Wszelkie dyskusje ucina. Po prostu nie wiem, jak do niego dotrzeć i jak mu pomóc. Zaczynam sądzić, że coś mu dolega...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Mąż oddala się ode mnie

Od czterech miesięcy przeżywam z mężem złe chwile. Zaczęło się we wrześniu od spraw w pracy - przeprowadzka w firmie. Jeszcze większy nadmiar obowiązków niż dotychczas spowodował, że nagle zauważyłam, że nie chce, żebym go dotykała, nie chciał się kochać....

Od czterech miesięcy przeżywam z mężem złe chwile. Zaczęło się we wrześniu od spraw w pracy - przeprowadzka w firmie. Jeszcze większy nadmiar obowiązków niż dotychczas spowodował, że nagle zauważyłam, że nie chce, żebym go dotykała, nie chciał się kochać. Do tego doszły częste problemy gastryczne (rozwolnienia), ogólnie zły nastrój, schudł 10 kg, chociaż tu dodam, że zaczął biegać i chodzić na basen. Cały czas słyszałam, że potrzebuje spokoju i musi się ogarnąć, a ja ciągle dopytywałam o co chodzi, czy mnie jeszcze kocha, czy kogoś ma? Odpowiadał, że obecnie jest wyzuty z uczuć, sam nie wie, czego chce, drobne problemy urosły do rangi mega problemów, że to on zawsze o wszystko dbał i żeby mi było dobrze, a teraz się wypalił. Oczywiście nie chce nas opuszczać, ale mam dać mu spokój na razie. W ciągu tych 4 m-cy ja tymi ciągłymi pytaniami i atakami przegrabiłam sobie na tyle, że stwierdził ostatnio, że mnie nie może znieść. Dodatkowo przyłapał mnie raz na przegrzebywaniu jego telefonu...

W naszych relacjach na ten czas nie kochamy się od 4 m-cy, w ogóle nie pozwala się dotykać, nie śpimy nawet w jednym łóżku, bo dotyk go denerwuje. Jedyną osobą, którą przytula jest nasze dziecko. Czuję się źle, ostatnio przyjęłam zasadę - robię swoje i zostawiam go w spokoju i nie zadaję pytań, ale czasem dopadają mnie chwile zwątpienia, czy to wszystko ma sens. Zależy mi na mężu, kocham go i chce, żeby odnalazł siebie. Zawsze byliśmy zgodnym małżeństwem i nagle ta sytuacja... Nie rozumiem, jak można mieć pustkę w sobie i nie wiedzieć, czego się chce? Często mówi mi, że najchętniej wyłączyłby myślenie i spał z 3 dni. Teściowej powiedział, że wie, że ja cierpię, ale na razie nie może nic z tym robić. Proszę o radę!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Codzienne kłótnie w małżeństwie i myśli nad rozwodem

Witam, mam problem natury małżeńskiej i dodatkowo problem ze sobą - stałam się niezmiernie nerwową osobą i nie radzę już sobie sama z racjonalnym podejmowaniem decyzji i osiągnięciem spokoju wewnętrznego. Dlatego proszę o pomoc. Z moim mężem znamy się 8,5...

Witam, mam problem natury małżeńskiej i dodatkowo problem ze sobą - stałam się niezmiernie nerwową osobą i nie radzę już sobie sama z racjonalnym podejmowaniem decyzji i osiągnięciem spokoju wewnętrznego. Dlatego proszę o pomoc. Z moim mężem znamy się 8,5 roku od 3,5 jesteśmy małżeństwem, mamy 2 małych dzieci (syn 3 lata i córka 1 rok). Dogadywaliśmy się jako para przez 5 lat (z tego 4 prowadziłam mu firmę, a on siedział w domu i w ogóle mi nie pomagał), po czym po 5 latach mój mąż oświadczył mi się budując nasze małżeństwo na domniemanej mojej zdradzie i strachu przed utratą mnie. I po 8 miesiącach kłótni dochodzenia do prawdy i udowadniania mojej wierności pojawił się nasz syn. Kolejny rok wszystko kręciło się wokół syna, a ja zaczęłam się czepiać o wszystko, jak mawia mój mąż (tylko zapomina dodać, że wówczas nie pracował, siedział z nami w domu, a wokół syna skakałam tylko ja, mimo że 8 miesięcy po porodzie miałam komplikacje i nie potrafiłam ani siedzieć ani chodzić).

Najgorsze zaczęło się jednak wiosną zeszłego roku, kiedy dowiedziałam się że jestem w 8 tyg. ciąży zagrożonej 95 % poronieniem. Mimo tego że wszyscy lekarze twierdzili, że nasza córka nie przeżyje, ja w to wierzyłam od początku. Po 7 miesiącach w szpitalu, gdzie byłam z tym sama, nawet syna 4 razy tylko widziałam (mąż mnie nie odwiedzał, a jak już odwiedził to tylko wkurzył mnie i wychodził), gdyż on jak mówił zajmuje się naszym 1,5 wówczas synem (nie musiał wówczas pracować, nie musiał, bo nie umiał gotować, bo robiła to moja mama, nie musiał prać, a nawet sprzątać, bo robili to za niego inni, jedynie musiał przypilnować, aby syn zjadł i sobie krzywdy nie zrobił, a i na spacery to gdyby nie moja mama, to syn w ogóle by nie chodził - ale jak patrzę na jego brata to mój mąż przynajmniej w tym się sprawdził, i od tego czasu zaczął pomagać przy dzieciach).

W zeszłym roku po powrocie po 7 miesiącach ze szpitala, wydawało mi się, że odsunęliśmy się od siebie nieodwracalnie, ale oboje uradowani cudem jaki spotkał nas z córką, chcieliśmy spróbować poukładać to wszystko dla dzieci. Niestety ten rok był jeszcze gorszy i staje się z każdym dniem. Mój mąż postanowił otworzyć drugą firmę (szkoda, że dopiero teraz, kiedy ja znów zostałam sama nie tylko z 2 małych dzieci, ale w tym z wcześniakiem z 30 tyg, rehabilitowanym 3 razy w tygodniu). Cały ten rok przeleciał mi na jeżdżeniu po 11 przychodniach z córą i na rehabilitację z 2 latkiem u boku. Wiosną na dodatek nieoczekiwanie zmarł mój ojciec. Kłócę się z mężem średnio 2 razy dziennie, a w październiku jakby tego było mało, znalazłam bilingi z tel. mojego męża, gdzie okazało się, że z pracownicą z firmy, którą mu otworzyłam telefonował i esemesował od roku po nocach, dwa dni po tym jak urodziła się nasza córka (nie wiem czy było tam coś więcej, a i do tego się nie przyznawał dopóki mu bilingów z zakreślonymi rozmowami nie przedstawiłam).

I choć jeszcze do pół roku wstecz myślałam, że nasze ciągłe kłótnie są normalne w młodym małżeństwie z 2 dzieci, gdzie oboje już od prawie 2 lat działamy pod silnym stresem. Coś co brałam za najzwyklejsze docieranie się przerodziło się w równię pochyłą w dół. Z każdym dniem coraz bardziej się oddalamy od siebie, z każdą kłótnią stajemy się coraz bardziej agresywni w stosunku do siebie. Dlatego też mimo iż kocham męża i powoli już nienawidzę; uważam że najlepsze w naszym przypadku będzie rozwód, gdyż wtedy będziemy lepszymi rodzicami dla naszych dzieci. Codzienne kłótnie i rękoczyny do których się od jakiegoś czasu się posuwamy są toksycznym środowiskiem i dla nas samych, ale przede wszystkim dla naszych dzieci. Żadne z nas tak na prawdę nie chce się rozwieść, ale sądzę, że jest to jedyne racjonalne wyjście z sytuacji zanim się niechcący w ataku furii pozabijamy. Proszę o pomoc, bo przez to wszystko już tracę zdrowie, z nerwów nic nie jem i mam już 19 kg niedowagi i jak tak dalej pójdzie to się wykończę, a moim dzieciom braknie matki.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zatrzymać męża?

Witam! Z moim partnerem jestem już 7 lat, z czego 4 lata po ślubie. Mamy jedno 4-letnie dziecko i drugie już w drodze. Od jakiegoś czasu zaczęło się między nami psuć, a już tak na skraju wytrzymałości jest od...

Witam! Z moim partnerem jestem już 7 lat, z czego 4 lata po ślubie. Mamy jedno 4-letnie dziecko i drugie już w drodze. Od jakiegoś czasu zaczęło się między nami psuć, a już tak na skraju wytrzymałości jest od 3 miesięcy. Nie wiem, czy to moje hormony tak buzują, że czasem w nerwach nie zastanowię się, co mówię, czy naprawdę coś między nami się popsuło. Mąż unika wszelkich kontaktów ze mną nie przytula mnie, nie kocha się ze mną, a w kłótniach mówi takie rzeczy, które nie powinny być nawet przez moment pomyślane. Bywa tak czasem, że nasza córka wkracza do akcji i przez łzy w oczach woła, żebyśmy przestali się kłócić. Wtedy i ja zaczynam płakać razem z nią, a przez męża zostaję nazwana lamenciarą.

Nie wiem, już co mam robić, do tego teraz doszło, że zaczął uciekać do kolegów i co tydzień wraca po nocach do domu. Uważam, że się z kimś spotyka, choć nie przyłapałam go na tym ani w telefonie, ani w mailach, w kurtce też nic nie znalazłam. Boję się strasznie o naszą przyszłość, choć już mam coraz mniej siły, by z tym walczyć. On uważa, że zabraniam mu wielu rzeczy, m.in wyjścia z kolegami czy w ogóle wyjścia z domu, a ja po prostu chcę, żeby w końcu dorósł, zaraz skończy 28 lat. Mąż i ojciec 2 dzieci zachowujący się jak małoletni, zupełnie nie przygotowany do życia chłopiec. Błagam, co mogę zrobić dla dobra mojego małżeństwa? Milczenie nic nie daje, kłótnie też nie, a rozmawiać ze sobą nie umiemy. Jakim sposobem mogę go przy sobie przytrzymać? Czy nie ma już ratunku? Błagam, proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie ze zdradą partnera?

Trudno pogodzić się z faktem tym bardziej, że Ona to jego miłość z młodości. Czy zawsze myślał o tym, aby z nią być, przez te wszystkie lata? Potem wiele kłamstw. Zaprzeczał, mimo że wiedziałam już wszystko od jej męża, który...

Trudno pogodzić się z faktem tym bardziej, że Ona to jego miłość z młodości. Czy zawsze myślał o tym, aby z nią być, przez te wszystkie lata? Potem wiele kłamstw. Zaprzeczał, mimo że wiedziałam już wszystko od jej męża, który wymusił na niej prawdę przysięgą na życie dzieci. On zaprzeczał i mówił: co Ona jeszcze wymyśli. W końcu przyznał się do wielu rzeczy, ale czy do wszystkich? Ja nie umiem dalej żyć, mnie również nic nie cieszy, nic nie mogę robić, czytam różne porady, czy jestem w stanie wybaczyć? Dzisiaj mija miesiąc jak się dowiedziałam. Obiecywał ją zabrać na wakacje, bo go o to prosiła, on nie powiedział nie, tylko czemu nie, zabiorę cię. A mówi mi, że chciał to skończyć, że to miała być zemsta za to, że tak go potraktowała w przeszłości. Przysięga poprawę, ale nie chce rozmawiać na ten temat, bo serce go boli, kłuje tak mówi. A co ja mam powiedzieć? Myśli, że przejdę do porządku dziennego, bo przysięga poprawę? Przysięga pewnie tak jak i kłamał, że się z nią nie spotykał, tylko rozmawiał, a były spotkania na ciemnym parkingu w samochodzie i to nie jedno, prezenty, podarowała mu kosmetyki, robiła maseczki kosmetyczne w swoim gabinecie.

Ona jest starsza o 2 lata i gruba (tak twierdzi) mnie zawsze ganił, że przytyłam. Ale czy to aż tak dużo, jeśli mam 165 cm, a ważyłam 63 kg? Przytyłam owszem, bo rzuciłam palenie dla niego, (przytyłam 5 kg). Obecnie ważę już 6 kg mniej, czy to nie za dużo jak na 1 miesiąc? Ale to, że ona jest gruba to mu nie przeszkadzało, ją pieścić i namiętnie całować? Nie przeszkadzało mu, że znajomi tamtędy przejeżdżają i mogą go zobaczyć – że ja się dowiem. Nie myślał, że mnie krzywdzi. Mam taki mętlik w głowie, wszystko się wali. I co dalej? Jak mam sobie z tym poradzić? Pomóżcie proszę!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak utrzymać ten związek?

Witam, mam problem. Byłem z dziewczyną ponad 2 lata. W tym czasie mieliśmy lepsze i gorsze dni, ale ja w pewnym momencie popełniłem błąd. Zdradziłem ją. Przyznałem się po 6 miesiącach. Jednak nie skończył się ten związek. Trwaliśmy w...

Witam, mam problem. Byłem z dziewczyną ponad 2 lata. W tym czasie mieliśmy lepsze i gorsze dni, ale ja w pewnym momencie popełniłem błąd. Zdradziłem ją. Przyznałem się po 6 miesiącach. Jednak nie skończył się ten związek. Trwaliśmy w takim stanie około roku i wychodziliśmy już w dobrym kierunku. Ja od tamtego czasu jestem wierny, zmieniłem się w 100%. Zrobiłem wszystko, aby to zmienić, zmienić siebie. Dać jej pewność i pokazać, że słusznie mi zaufała i dała kolejną szansę. Razem wyjechaliśmy za granicę i żyło nam się dobrze przez te 9 miesięcy, dogadywaliśmy się, żyliśmy jak w małżeństwie i było naprawdę dobrze. Oczywiście były jakieś małe niedogodności, ale zawsze dawaliśmy sobie radę i wszystko szło w dobrym kierunku. Do czasu, kiedy wróciliśmy na święta do Polski. W sylwestra oznajmiła mi, że nie wytrzymuje, że ciągle myśli, co robię, że nie może zapomnieć. Wiedziała wszystko co robię, pisałem, specjalnie nie wychodziłem nigdzie, żeby nie miała wątpliwości, że coś złego robię. Chciałem ją upewnić, uświadomić, że jest dobrze. Dać poczucie pewności. Nie udało mi się to, gdyż tak jak wcześniej wspomniałem, w sylwestra oznajmiła mi, że chce przerwy, że nie wie, czy do siebie wrodzimy, że tego nie wytrzymuje.

Moje pytanie brzmi, co mam zrobić? Bo ja nie daję rady, nie wytrzymuję tego rozstania. Nie chce szukać pocieszenia u kogoś innego, chcę naprawić ten związek, chcę walczyć o tą miłość. Straciłem sens życia, nie mam apetytu, prawie w ogóle nie śpię, brak ochoty na seks, ciągle myślę i mam najgorsze myśli. Bo nie chcę bez niej żyć. Wiem, mogłem się zastanowić, zanim zdradziłem. Teraz rozumiem, co zrobiłem, jaką krzywdę wyrządziłem i ile straciliśmy. A ja nie chcę tego stracić. Chcę o to walczyć. Co ja mogę jeszcze zrobić? Jak mogę Ją przekonać do siebie? Powiem jeszcze tyle, że teraz znowu jesteśmy za granicą, mieszkamy razem. Ale nie ma mowy o jakimkolwiek akcie uczucia z jej strony. Nie mogę jej przytulić, pocałować itd. Niedługo ma urodziny. Wcześniej, gdy było dobrze (przed przyjazdem), gdy rozmawialiśmy, mówiła, co by chciała dostać na święta, na urodziny. Dałem jej to wszystko i jeszcze więcej. I strasznie ucieszyło mnie jedno zdanie - Chciałabym dostać pierścionek zaręczynowy na urodziny. Wtedy zrozumiałem, że jest naprawdę dobrze. Kupiłem pierścionek, wszystko jest przygotowane. A tu chce przerwy... Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. W tą sobotę 14.01 spędzimy razem wieczór i od tego wieczoru wszystko zależy. Jeśli da mi szansę, będę w niebie, jeśli nie to, nie chcę dalej żyć ze świadomością, że s*** wszystko w swoim życiu, co mogłem, że gdy szlo wszystko w dobrą stronę, zawsze popełniałem jakiś błąd, który niszczył wszystko, na co pracowałem. Z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy on do mnie jeszcze wróci?

Poznałam wspaniałego chłopaka. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia, spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, wszyscy znajomi mówili, że aż kipi od nas miłość i że jest we mnie bardzo zakochany. On wcześniej był w 3-letnim związku z dziewczyną...

Poznałam wspaniałego chłopaka. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia, spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, wszyscy znajomi mówili, że aż kipi od nas miłość i że jest we mnie bardzo zakochany. On wcześniej był w 3-letnim związku z dziewczyną i ona go zdradziła. To stało się niedawno i ciągle to rozpamiętuje. Po trzech tygodniach bycia razem wyjechaliśmy na weekend do Austrii. Po powrocie nagle przestał się odzywać, stał się zupełnie innym człowiekiem. Rozstał się ze mną praktycznie przez telefon, nie spotkał się ze mną, by chociaż porozmawiać. W mailu napisał, że to wszystko stało się za szybko i że potrzebuje być przez pewien czas sam. Że próbował ułożyć sobie ze mną życie, bo spędziliśmy ze sobą wiele wspaniałych chwil, ale ciągle pamięta co zrobiła mu tamta dziewczyna. On nawet ze mną nie porozmawiał, tylko odciął się od wszystkiego. Ma 28 lat, jest już dojrzałym facetem, poważnie myśli o życiu. Prosiłam o rozmowę, ale bezskutecznie, rzucił się w wir pracy i nie widzi poza nią świata, od przyjaciół również się odciął. Nie wiem, jak mam teraz postąpić. Kocham go, ale nikogo nie można przecież zmusić do miłości. Czy jest jakakolwiek nadzieja na to, że kiedyś do mnie wróci? Co powinnam zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak uszczęśliwić chłopaka?

Witam! Od ponad roku jestem w związku z 18 latkiem, ja mam 21 lat. Przez ten czas dużo zdarzyło się w naszym życiu. Po kilku miesiącach bycia razem zaszłam w ciążę, niestety ciąża była pozamaciczna. Kilka miesięcy temu znów byłam...

Witam! Od ponad roku jestem w związku z 18 latkiem, ja mam 21 lat. Przez ten czas dużo zdarzyło się w naszym życiu. Po kilku miesiącach bycia razem zaszłam w ciążę, niestety ciąża była pozamaciczna. Kilka miesięcy temu znów byłam w ciąży, niestety straciliśmy dziecko już w 2 miesiącu. Mieszkamy od lipca razem u moich rodziców. On, gdy się przeprowadził, był jeszcze niepełnoletni, jednak jego rodzice wyrazili zgodę, ponieważ mieszkaliśmy od siebie ponad 700 km. Uznaliśmy wszyscy razem, że najlepiej będzie, gdy on się przeprowadzi i będzie chodził tutaj do prywatnego liceum. Jednak zaczęły się pojawiać problemy, które chyba od zawsze były, jednak dopiero wczoraj o nich szczerze porozmawialiśmy.

Ja jestem nadwrażliwcem, bardzo często zdarza mi się płakać. W wieku 16 lat byłam w szpitalu psychiatrycznym z powodu depresji. Nadal od czasu do czasu, gdy nie mogę sobie poradzić, biorę tabletki, jednak to właśnie mój płacz, złość najbardziej go denerwuje. Już nawet nie okazuje mi współczucia, tylko po prostu jest na mnie zły. Ja jestem bardzo zazdrosna. Kilka miesięcy temu znalazłam w necie jego ogłoszenia, w których pisał, że szuka kochanki do rozmów i seksu, bo jest w związku, w którym się nie odnajduje. Wytłumaczył mi, że to nieprawda, tylko chciał popisać z kimś. Od tamtej pory boję się wyjść z domu, ponieważ obawiam się zdrady. Wiem, że pisanie z koleżankami nie powinno być dla mnie przerażające, ale on sam mówi, że nie potrafi nie rozmawiać o seksie. Zawsze musi pisać z nimi o tym, co by z nimi zrobił. Kiedyś nawet prosił je o zdjęcia. Na chwilę obecną się to skończyło, ale teraz, gdy słyszę dźwięk klawiatury odbija mi, a nie chcę, żeby tak było. Nie wiem co mam zrobić, bardzo cierpię z tego powodu, on zapewne też. Nie wiem co mam zrobić. Często bywam zazdrosna, że wchodzi na strony, na których kobiety się masturbują i robi to samo. W sumie robi to codziennie, ale o to nie powinnam być zazdrosna, jednak jestem. A najgorsze jest to, że wiem, że robię źle.

Wczoraj mój chłopak powiedział mi, że jest ze mną nieszczęśliwy, kocha mnie, ale jest nieszczęśliwy. Bardzo go kocham, nie potrafiłabym być z kimś innym, jest moim życiem. Nie chcę, żeby był nieszczęśliwy. Uważa, że jestem dla niego bardziej ciężarem niż dziewczyną, ale nie odejdzie, bo mnie kocha. Błagam, proszę o pomoc. Na początku on był zaborczy, zazdrosny. Mi to nie przeszkadzało, bo wiedziałam w ten sposób, że mu zależy. Nagle role się odwróciły, a ja nie chcę sprawiać mu bólu. Od dawna męczy mnie o trójkąt. Z tym również nie mogę sobie poradzić, a wiem, że ta rozmowa jeszcze wróci. Nie potrafię dzielić się z inną kobietą moim mężczyzną. Robiąc to, czułabym obrzydzenie do siebie, ale może powinnam to zrobić? Może to da mu szczęście? Proszę o pomoc, bo wariuję i nie mam się do kogo z tym zwrócić. On jest nieszczęśliwy i ja chyba też... Chcę zrobić wszytko, co w mojej mocy, żeby było dobrze, bo nie przeżyję straty miłości mojego życia.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Zazdrość młodszego partnera

Witam, tak naprawdę nie wiem od czego zacząć. Jestem rozwiedziona od 5 lat. Poznałam 2 lata temu chłopaka młodszego ode mnie o 7 lat. Na początku było super. Zgadzaliśmy się w wielu sprawach i w sumie do tej pory może...

Witam, tak naprawdę nie wiem od czego zacząć. Jestem rozwiedziona od 5 lat. Poznałam 2 lata temu chłopaka młodszego ode mnie o 7 lat. Na początku było super. Zgadzaliśmy się w wielu sprawach i w sumie do tej pory może by było dobrze, gdyby nie orał mi mózgu. Jest zazdrosny o moje zwierzątka, a raczej mojej 13-letniej córki. Jak wezmę którąś pogłaskać, to się złości na mnie, że świnia morska jest ważniejsza niż on. Gdy przyjaciółka zadzwoni z problemem, to nie mogę długo rozmawiać, bo ona też jest ważniejsza od niego... Telewizji za dużo oglądać nie mogę, bo tv ważniejsze od niego. Aż teraz jest zazdrosny o to, że mojej mamy brata rodzonego syn do mnie zadzwoni czy SMS napisze, bo też jest zazdrosny i powiedział, żebym żyła sobie z kuzynem. Myślę, że potrzebuje pomocy psychologa, ale on mi mówi, że to ja nie jestem normalna. Od miesiąca nie jesteśmy razem, ale byliśmy od 2 tyg. w kontakcie. Dziś do niego pojechałam, mówił, że się zmieni i będzie leczył. Po 2 dniach znowu jazda o kuzyna. Zaczyna mnie to męczyć i się zastanawiam, czy on sie zmieni. On ma 27 lat, pracuje w wojsku, ja 35. W styczniu wyjeżdżam z Polski do pracy. On ma też problemy z alkoholem, lubi pić, dużo. Jest bardzo nerwowy, a moje pytanie polega na tym, że chciałabym wiedzieć, czy to ja jestem nienormalna, że np. wezmę zwierzątko pogłaskać, czy z mamy brata synem porozmawiam, który ma żonę i dzieci dorosłe? Co mam z tym wszystkim zrobić? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty