Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Co robić, gdy chłopak chce mnie odciąć od znajomych?

Dobry wieczór! Potrzebuję porady, może problem wydaje się być błahym, ale jednak. Mam 22 lata, prawie od roku jestem razem z pewnym chłopakiem, również w moim wieku, kocham go, wiem, że mu na mnie zależy, wiem, że mogę na niego...

Dobry wieczór!

Potrzebuję porady, może problem wydaje się być błahym, ale jednak. Mam 22 lata, prawie od roku jestem razem z pewnym chłopakiem, również w moim wieku, kocham go, wiem, że mu na mnie zależy, wiem, że mogę na niego liczyć i że mnie kocha. Jednak boję sie pewnej rzeczy, której on nie może zaakceptować. Mam znajomych, mam koleżanki, które widział tylko raz, nie zna nikogo i za wszelką cenę próbuje mnie od tego odciąć, mimo że nigdy nie wybrałam ich zamiast jego, mimo że nie ma powodu do zazdrości. Mówi, że mając jego, nie mogę mieć znajomych, nawet koleżanek. Łączy ze sobą dwie różne sprawy, mówi że jeśli jest on to nie może liczyć się jeszcze ktoś inny, bo on nie potrzebuje nikogo innego oprócz mnie.

Chciałabym po prostu żeby wyszedł ze mną gdzieś razem, żeby było normalnie. Nie chcę tego żeby kiedyś, kiedy zamieszkamy razem, żeby nikt nie mógł mnie odwiedzić, żebym ja w towarzystwie nie mogła mówić tego co chcę. Ja ograniczyłam kontakty, kiedy tylko mogę jestem z nim, ale przecież nie jest nic złego w tym, że chciałabym pójść normalnie na kawę do kogoś, nie chcę być tak kontrolowana. Kocham go i trudno jest mi podjąć decyzję, może powinnam się z nim rozstać? Skoro tak bardzo chce zamknąć mnie w klatce? Tylko, że to jest bardzo trudne. Dlatego szukam rozwiązania, które pomoże mi tego uniknąć. Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry serdecznie dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co robić, jeśli luźny związek przestał mi wystarczać?

W sumie to nie mam jakiegoś określonego pytania (a jeśli już padnie pytanie, to wiem, jaka będzie na nie odpowiedź), tylko chciałabym się wygadać, a że z natury jestem samotnikiem, to nie mam za bardzo komu. W sierpniu zaczęłam nową...

W sumie to nie mam jakiegoś określonego pytania (a jeśli już padnie pytanie, to wiem, jaka będzie na nie odpowiedź), tylko chciałabym się wygadać, a że z natury jestem samotnikiem, to nie mam za bardzo komu. W sierpniu zaczęłam nową pracę i poznałam tam faceta ponad 20 lat starszego ode mnie (ja mam 22 lata). Od początku się zaprzyjaźniliśmy, później zaczęliśmy się spotykać, aż w końcu wylądowaliśmy w łóżku (zaznaczam, że już na starcie on powiedział, że nie chce się wiązać, że liczy tylko na przyjacielski seks, ja mam charakter wolnego strzelca, nigdy nie wytrzymałam z nikim dłużej niż dwa-trzy miesiące, więc idealnie mi taki układ pasował). Taki stan rzeczy trwa już ponad pół roku, w międzyczasie wyszło na jaw, że on jest w separacji z żoną, mają trójkę dzieci, ale deklaruje, że nigdy do nich nie wróci.

Na początku było ok, ale ostatnio zauważyłam, że tracę nad tym kontrolę. Miałam go tylko lubić, a zakochałam się tak mocno jak jeszcze nigdy w życiu. Ciężko mi jest wytrzymać dwa dni bez niego, nie wyobrażam sobie, że coś mogłoby nas rozdzielić, wolałabym już chyba umrzeć. Próbowałam to skończyć, albo znaleźć sobie kogoś "na poważnie", ale każdego porównuję z nim, każdy wypada przy nim słabo, nawet nie wyobrażam sobie, że mógłby mnie dotknąć ktoś poza nim. Wiem, że najpierw zgodziłam się na jego warunki, więc nawet nie mam co próbować ich renegocjować. Domyślam się, że w odpowiedzi usłyszę, że powinnam jak najszybciej się stamtąd ewakuować i zerwać z nim wszelkie kontakty, ale to niemożliwe, nie wyobrażam sobie życia bez niego. I co ja mam teraz zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy rozstanie z dziewczyną było dobrą decyzją?

Witam. Rozstałem się z dziewczyną po 3 latach związku. Od pół roku mieszkaliśmy razem, dzieląc mieszkanie ze współlokatorkami. Nie jest mi łatwo, jak dla mnie 3 lata to dużo czasu... Problem, który mnie dręczył od dawna to fakt, że moja...

Witam. Rozstałem się z dziewczyną po 3 latach związku. Od pół roku mieszkaliśmy razem, dzieląc mieszkanie ze współlokatorkami. Nie jest mi łatwo, jak dla mnie 3 lata to dużo czasu... Problem, który mnie dręczył od dawna to fakt, że moja była dziewczyna jest osobą zimną, mało uczuciową. Mało uczuciową do tego stopnia, że nie dostawałem od niej za dużo ciepła, słownego jak i cielesnego. W naszym związku nie było m.in. mowy o chodzeniu za rękę, mówieniu miłych słów (raz na jakiś czas mówiłem do niej miłe słowo, dostawałem odpowiedź typu "weź bo się porzygam"), gdy chciałem ją objąć na ulicy czy w domu, zrzucała moją rękę i mówiła tekst typu: "weź te ręce zboczeńcu", nasze życie erotyczne to moja inicjatywa, tak rzadko, że nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz... Nie było tu mowy o żadnej zdradzie, ona od początku związku twierdziła, że taka jest (na początku związku oczywiście było sto razy lepiej, ale z miesiąca na miesiąc nie dostawałem nic). Swój wewnętrzny chłód wyniosła z domu rodzinnego, rodzice nadużywali alkoholu i często bili ją i jej rodzeństwo, o niczym innym nie wiem.

Jej sposób bycia w stosunku do mnie, ten chłód i brak uczucia, jakichkolwiek gestów wyniszczał mnie od jakiegoś czasu. Sama twierdzi że jestem dla niej za dobry: robiłem codziennie 3 posiłki, do tego zapasy zakupów spożywczych, pomoc w sprzątaniu, praniu, dbanie o poczucie materialne, mimo to była dla mnie zimna, niemiła, często chamska i czepialska bez powodu. Sama nie potrafiła zrobić głupiej kanapki na śniadanie dla mnie, choć sobie zdążyła zrobić. Zachowywała się jakby to ona była najważniejsza, myślała tylko o sobie, "kochała najbardziej siebie". Dręczą mnie wyrzuty sumienia, że ją zostawiłem, że to nie jej wina, że taka jest, że nie potrafi być uczuciowa. Ja zniżyłem swoją uczuciowość do minimum, ale gdy nie można dotknąć swojej dziewczyny... nie było z jej strony najmniejszego gestu jak dotknięcie głowy bez powodu, czy przytulenia. Nie mogłem tego dłużej znieść i się wyprowadziłem, i rozstaliśmy się.

Moja mama jest z takiego samego domu rodzinnego, całe życie była dla mnie zimna, nie potrafiła powiedzieć nic miłego ("kocham Cię" - nigdy tego nie słyszałem), mimo to mój tata z nią żył, często wręcz męczył i użerał, doczekał wnuków. Tata miał normalny dom i może więcej siły. Ja niestety nie mogłem czuć tego zimna przez drugą część życia, mimo to mam wyrzuty sumienia, że ją zostawiłem, ale wiem, że mogłoby to się skończyć tragedią. Po roku naszego związku dopadła mnie bezsenność... to był największy koszmar mojego życia. Trwało to ponad rok i naprawdę nie było łatwo... spałem po 2 godz dziennie... mimo to chodziłem do pracy, obroniłem pracę inżynierską, znalazłem nową pracę, przeżyłem 2 operacje i cały czas zajmowałem się naszymi obiadami itp. Zgłosiłem się do psychiatry od snu, który stwierdził, że mam depresję i przyjmowałem leki przez 1,5 roku. Sen się unormował i jest w miarę ok. Zastanawiam się czy depresja nie była związana z moją dziewczyną... Nie wiem po co to piszę, ale tak jest najłatwiej mi się wyżalić. Bardzo przeżywam to rozstanie i zastanawiam się czy dobrze zrobiłem... Byłem naprawdę bardzo dobry dla niej, ale brak uczucia i kobiecości mnie wykończył...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zmienić sytuację w związku?

Witam! Postanowiłam się poradzić, bo już sobie nie radzę sama ze swoimi rozterkami. Jestem w związku z chłopakiem od 4 lat, mieszkamy razem, dzielimy ze sobą kawalerkę. Ja mam 28, on 27 lat. Od paru miesięcy czuję się samotna,...

Witam!

Postanowiłam się poradzić, bo już sobie nie radzę sama ze swoimi rozterkami. Jestem w związku z chłopakiem od 4 lat, mieszkamy razem, dzielimy ze sobą kawalerkę. Ja mam 28, on 27 lat. Od paru miesięcy czuję się samotna, zaniedbywana w naszym związku... Chodzi o to, że on większość czasu spędza przy komputerze, zajmuje się tylko sobą. Nie rozmawiamy w ogóle, czuję że gdybym go nie zagadywała to nie odzywałby się. Nigdzie ze mną nie wychodzi, nie zabiera mnie do kina, nie kupuje kwiatów - nie licząc okazji. W weekendy zazwyczaj idziemy na spacer, ale też jest moja inicjatywa. Jeśli chodzi o łóżkowe sprawy, to tylko są słowa, w sensie pyta czy będziemy się dziś kochać - i na tym się kończy...

On jest z innego miasta niż to, w którym teraz mieszkamy, więc jest z dala od swojej rodziny. Bardzo często dzwoni do swoich rodziców, kiedy z nimi rozmawia jest innym człowiekiem, wesoły, gadatliwy, pełen życia. Kiedy tylko odkłada telefon jest cisza. Swoim rodzicom kupuje nietanie prezenty, rozumiem że są w trudnej sytuacji, ale skoro już tak jest to powinien pomyśleć np. też o moich rodzicach czy o mnie, bo przecież to chyba ze swoją dziewczyną ma wiązać przyszłość. Jak idziemy w odwiedziny do moich rodziców to zazwyczaj siedzi i się nie odzywa, bawi się telefonem. Kiedy próbuję z nim rozmawiać, zwykle kończy się obrazą i cichymi dniami. Wcześniej taki nie był, w naszym związku dużo się działo, często wyjeżdżaliśmy, robiliśmy coś wspólnie. Teraz nic, pustka, moje potrzeby są dla niego mało istotne, zrzuca je na sam koniec swoich planów, a później o nich zapomina.

Kiedyś mu wygarnęłam to, że za dużo czasu spędza przy kompie, to powiedział, że on tego dla mnie nie zmieni, a jak mi nie pasuje to mam znaleźć sobie kogoś innego - mówił to w złości, no ale ja niestety takie słowa zapamiętuję, bolało to bardzo. Stwierdził również, że skoro mi coś nie pasuje to jest mój problem, nie jego. Zastanawiam się w czym mogłam zawinić, i może faktycznie ma racje, że to ze mną jest coś nie tak. Nie mam już znajomych, wszyscy się odwrócili, nie mam nawet komu się wyżalić, do kogo iść. Miałam pasję, fotografowałam. Czasem dzięki zdjęciom wpadła mi jakaś dodatkowa gotówka, teraz nie mam kompletnie weny, nie mam w sobie chęci, pozytywnych myśli. Jest szaro. Oddałam wszystko dla niego, a teraz nie mam nic. Chciałabym, żeby wszystko wróciło do normy, kocham go, nie chce go tracić, ale też nie chcę żeby moje życie tak wyglądało. Chciałabym poczuć się dla niego ważna i potrzebna.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z zakończeniem związku?

Witam! W tym roku kończę 31 lat. Pokrótce opiszę mój związek, żeby naświetlić naszą kiedyś relację. Byłam z mężczyzną ponad 6 lat. Był to związek dość burzliwy (docieraliśmy się długo), ale bardzo szanowaliśmy i kochaliśmy co dawało nam motor, by...

Witam! W tym roku kończę 31 lat. Pokrótce opiszę mój związek, żeby naświetlić naszą kiedyś relację. Byłam z mężczyzną ponad 6 lat. Był to związek dość burzliwy (docieraliśmy się długo), ale bardzo szanowaliśmy i kochaliśmy co dawało nam motor, by być razem pomimo wielu spięć i różnych poglądów na wspólne życie. Mój ukochany 20 lat mieszkał w Niemczech, tutaj przyjechał do swojego taty w wieku dwudziestu paru lat. I tutaj też się poznaliśmy. Zakochaliśmy w sobie bez pamięci. Niestety mój dość ciężki charakter i jego specyficzne i dość luźne podejście do życia i zbytnio kochliwość. (Był z rozbitej rodziny, ojciec zdradzał matkę na jego oczach, a pomimo to był niesamowicie wrażliwym mężczyzną potrafiącym płakać, wiecznie się przytulać i kochać całym sobą. Chyba wtedy był samotny, uciekał w swoje pasje i sporty.)

Jak skończyłam studia wyjechaliśmy do Anglii na 1,5 roku. Z perspektywy czasu niestety teraz to dopiero wiedzę, byłam kiedyś dla niego okropna, wiecznie się kłóciłam. Coś mi nie pasowało. Denerwowało mnie to, że moje koleżanki się zaręczają, wychodzą za mąż a on nawet nie wiedział co to zaręczyny. Był z innej bajki, nie mówiąc o rodzinie, ale namiętność i miłość sprawiała, że nie mogliśmy bez siebie żyć. Tak bardzo sie kochaliśmy. Uczyliśmy się siebie nawzajem. Były to burzliwe, ale cudowne nauki, patrząc na to jaką jestem kobietą dzisiaj.

Wróciliśmy do Polski. Niestety brak pracy spowodował, że postanowiliśmy, że on pojedzie do Niemiec na stare śmieci, żeby dorobić, zarobić na remont mieszkania, może i ślub. (Bardzo się zmieniliśmy po przyjeździe, inaczej patrzyliśmy na życie, przynajmniej tak mi się wydawało.) Chcieliśmy bardzo razem zacząć mieszkać, być założyć rodzinę i ten wyjazd to był początek końca... Oczywiście odwiedzaliśmy się. Każde spotkanie roniło łzy szczęścia. Próbowaliśmy nadrobić stracone miesiące, ale niestety nie obyło się bez kłótni, spięć, tęsknota i luka robiły swoje, ale trwaliśmy w takim stanie 3 lata. Codzienne rozmowy, wspólne plany dawały siłę, żeby przetrwać.

Rok temu postanowiliśmy, że wyjadę do niego. Lepsze warunki życia, on tam miał pracę. Rzucam tutaj wszystko. Pracę, którą lubiłam. Zostawiam rodzinę, przyjaciół. Postanowiliśmy się pobrać w czerwcu tego roku (rok wcześniej się zaręczyliśmy). Była to dla mnie bardzo ciężka decyzja (o wyjeździe). Tym bardziej, że nie znam dobrze niemieckiego, on tutaj ma dom i super warunki mieszkalne. Jednak praca i sytuacja finansowa przesądziły, jednak moje wahania nastroju (nie byłam w pełni pewna tego wyjazdu), doprowadzały do kolejnych spięć, ale tęsknota i miłość sprawiała, że nie wyobrażałam sobie życia bez niego, jak i on wiecznie powtarza, że i on beze mnie! Jednak kłótnie się nawarstwiały, wieczne wypominanie, że moja praca jest ważniejsza, że nie umiem podjąć decyzji i go pewnie nie kocham.

Ostatecznie święta były punktem zwrotnym. Rzadziej rozmawialiśmy, SMS typu kocham, tęsknie. W wigilię dostaje SMS, że na święta go jednak nie będzie. Fatalne warunki na drodze itd. To był jak grzmot, zaparłam się, w wigilię nie odbierałam telefonu tak mnie zranił. Tak czekałam na te święta i spotkanie. Tym bardziej, że mieliśmy dużo ustalić co dalej itd. Sylwestra spędziliśmy osobno. Nawet już do siebie nie pisaliśmy. Dostałam jeszcze po nowym roku SMS czy nadal myślę, kocham czy mam już kogoś nowego. Później wspólna rozmowa i jego decyzja, że chce się rozstać była jak grom! Potrzebuje czasu itd., ale pomyślałam, że może potrzebujemy czasu, żeby się oczyścić, przemyśleć. Nieraz tak było a później telefon się nie urywał i płacz i wyznania miłości. Jednak najgorsze miało nadejść. Miesiąc później dowiaduje się, że jest w związku co oficjalnie pokazał na portalu towarzyskim typu nk, tak jak wtedy pękło mi serce to nigdy! Mężczyzna, który miesiąc wcześniej płakał mi do słuchawki jak kocha i tęskni. Ufałam mu bezgranicznie. Tak mnie skrzywdził! Później dziwny SMS, z pretensjami, że to moja wina. To ja mam kogoś i on od dawna wie, że praca była dla mnie ważniejsza, że nigdy go nie kochałam i że to moja wina. A co najdziwniejsze jest z nią w związku, a i jest na portalu randkowym.

Od 2 miesięcy nie mamy kompletnie kontaktu i pomimo tego, że on jest za granicą, a ja tutaj to serce nie przestaję krwawić. Nie umiem zrozumieć jak ktoś potrafi tak szybko przestać kochać. Chodzę do psychologa, bo nie radzę sobie z emocjami. Tym bardziej, że tak naprawdę nie wiem co się stało w jego głowie. Obwinia mnie o wszystko, obnosi się ze swoim związkiem, później pisze, że to koleżanka. Pisze mi, że nigdy już tak nikogo nie pokocha, ale ta następna przynajmniej będzie go rozumieć. Cierpi niewyobrażalnie i boję się, że ten wózek przeszłości nigdy się nie oderwie i za każdym razem będę go czuła za plecami. Najgorsze to to, że to wszystko skończyło się tak strasznie z niedomówieniami, boję się, że nie wyjdę z tego, na razie zamiast czas goić rany to wręcz je rozdrapuje. Niepotrzebnie analizuje, myślę owszem spotykam się ze znajomymi, uprawiam jogging, śmieję się, nie zamykam w 4 ścianach, ale jak już do tych ścian wrócę to sie zaczyna. Przepraszam za chaotyczność tego co opisałam, ale tyle we mnie emocji i pytań. Proszę o poradę. Jak nastawić swoje myślenie by było lepiej...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy zaufać mężowi, który przyjaźni się z młodszą kobietą?

Jestem w małżeństwie 25 lat, dużo. Bardzo szczęśliwie, dwóch dorosłych, fajnych synów, wnuk w drodze. A ja wczoraj znalazłam drugi telefon męża tylko z jednym numerem kobiety z czułym SMS. Przyznał się do przyjaźni z nią, oczywiście młodsza ode mnie...

Jestem w małżeństwie 25 lat, dużo. Bardzo szczęśliwie, dwóch dorosłych, fajnych synów, wnuk w drodze. A ja wczoraj znalazłam drugi telefon męża tylko z jednym numerem kobiety z czułym SMS. Przyznał się do przyjaźni z nią, oczywiście młodsza ode mnie o 15 lat. Wmawia mi, że to tylko przyjaźń i rozmowy telefoniczne. Twierdzi i mnie zapewnia, że seksu nie było. Rzeczywiście, był zawsze w domu na czas, nigdzie nie znikał. Dużo rozmawiamy, jesteśmy udaną parą! Mamy wspólne tematy, robimy razem zakupy, wszystko razem planujemy. A tu taki numer. Poszłam spać do drugiego pokoju, ale on na to nie pozwolił i przyszedł do mnie, tuląc się i wyznając mi miłość. Fakt, że zawsze za sobą byliśmy. Nawet nie dał mi się w poduszkę wypłakać. Ja jestem zdruzgotana. Nie wiem co robić. Boli bardzo. Jak mam zaufać? Nigdy bym nie podejrzewała.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się chorobliwej zazdrości?

Witam, Mam 23 i mam chorobliwy problem z zazdrością. Będę pisała szczegółowo, aby można było jak najlepiej ustalić co dalej z tym robić. A więc zacznę od początku. Jestem w związku ze swoim partnerem od ponad 2,5 roku. Wcześniej także...

Witam, Mam 23 i mam chorobliwy problem z zazdrością. Będę pisała szczegółowo, aby można było jak najlepiej ustalić co dalej z tym robić. A więc zacznę od początku. Jestem w związku ze swoim partnerem od ponad 2,5 roku. Wcześniej także miałam poważniejsze związki, ale nigdy nie kierowały mną takie emocje jak teraz. Zamieszkaliśmy razem już po kilku miesiącach bycia razem, najpierw było to mieszkanie studenckie, później z inną parą a teraz mieszkamy sami. Ja studiuję, on też, ale dzięki temu że mieszkamy razem to zawsze mamy dla siebie czas.

Myśląc tak na trzeźwo, nie mam powodów do niepokoju. Dba o mnie, wspiera, życie intymne także się nam układa. Ale niestety często są w naszym związku kłótnie i to z mojego powodu. Bo jestem zazdrosna o prawie wszystko, że kiedy jedziemy do swojego rodzinnego miasta, że za milo spędza czas ze swoją rodziną, jednak uważam, że to jest spowodowane tym, że to oni mnie nie akceptują do końca, mam wrażenie, że nie traktują naszego związku na tyle poważnie. Nie odwiedzają nas, nie dzwonią do nas. Patrząc na siebie w lustrze uważam, że jestem dość atrakcyjną kobietą, a jedyne co mi odbiera tę atrakcyjność to moje awantury, zły nastrój, brak uśmiechu. To nie jest tak że wiecznie taka jestem, absolutnie. Na co dzień wśród znajomych jestem uśmiechnięta, gadatliwa, jestem osobą lubianą, problem tkwi w tym, że to są tylko znajomi i wobec nich nie mam wielkich wymagań. A co do mojego partnera mam wiele obaw. Martwię się kiedy wychodzi z domu np. na siłownię, wtedy w mojej głowie tlą sie dziwne myśli, że gdzie on jest i z kim, kiedy dostaję esemesa, chcę aby mnie informować kto napisał, czy to przypadkiem nie jakaś inna kobieta.

Nie wiem czy jest to spowodowane moją pogrążająca się zazdrością, ale wychodzimy mniej do kina, na spacery, ale myślę, że on po prostu się boi że będę zazdrosna o to że w filmie będzie jakaś naga kobieta albo inna kobieta będzie miała zbyt krótką sukienkę. Nie znoszę gdy rozmawia z innymi kobietami, ale przede wszystkim z tymi, których nie znam dobrze. Nie umiem sobie z tym poradzić, ponieważ to mnie zżera od środka, niszczy, powoduje, że nie mogę skupić się na sobie, swoich zainteresowaniach, bo ciągle myślę, że pewnie mnie teraz zdradza albo robi coś przeciwko mnie.

Chcę się w końcu uwolnić od tego stanu. Brałam tabletki na uspokojenie, ale tylko te dostępne bez recepty, niestety nie pomagały i nie wyciszały wystarczająco. Nie bardzo jestem odważna, aby iść do psychologa, bo boję się otwierać tak przed obcą osobą. Spojrzeć temu lekarzowi w twarz i powiedzieć, jakie beznadziejne podstawowe popełniam błędy. Myślę, że jakaś część, ale z pewnością nie całość mojej słabości, wzięła się z mojej przeszłości i z atmosfery z domu rodzinnego. Jestem jedynym dzieckiem moich rodziców, ale moim wychowaniem zajmowała się przede wszystkim matka. Ojciec nadużywał alkoholu, był nerwowy, raptowny, agresywny, i zawsze od kiedy pamiętam obwiniał moją mamę rzekomymi zdradami. Sprawdzał ją, izolował od znajomych, dochodziło do tego, że nawet śledził. Obecnie są kilka lat po rozwodzie i nie mają ze sobą dobrych kontaktów.

Strasznie się obawiam, że mój związek się rozpadnie już na stałe, bez możliwości powrotu, odbudowy tego wszystkiego co przecież tak zaciekle budowaliśmy. Nie chcę tego stracić. A to wszystko już poszło za daleko w trakcie awantur, które oczywiście sama stwarzam, używam obraźliwych słów, krzyków, oskarżeń i ciągle mówię mu, że to koniec, chociaż zupełnie tak nie myślę. Następnego dnia oczywiście jest niemiło, nie odzywamy się, ale w końcu sobie wybaczamy a raczej on mi. Nie chce tak dłużej ranić mojego partnera, a bardzo mi na nim zależy i chcę z nim być. Błagam o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy powinnam zakończyć ten związek?

Mam 32 lata i jestem od trzech lat w związku z facetem, z którym nie możemy się dogadać. Mam córkę, 6-letnią i ona nie jest z nim silnie związana, ale nie mam porównania, bo jej tata zmarł, gdy była malutka....

Mam 32 lata i jestem od trzech lat w związku z facetem, z którym nie możemy się dogadać. Mam córkę, 6-letnią i ona nie jest z nim silnie związana, ale nie mam porównania, bo jej tata zmarł, gdy była malutka. Ciągle schodzimy się i rozchodzimy, mieszkamy razem od roku i mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Próbuję pracować nad sobą, staram się, ale nawet najmniejszy drobiazg potrafi go wkurzyć. Wtedy krzyczy na mnie i wyzywa od najgorszych przy dziecku. Najczęściej płaczę, ale to nie robi na nim wrażenia. Nie mam w nim oparcia.

Każda prośba o jakąś pomoc jest powodem do kłótni, w ogóle rozmowy na jakikolwiek temat dotyczących jakiś wspólnych ustaleń są zalążkiem awantur. Mimo to wiem, że jest dobrym człowiekiem i potrafi być między nami wspaniale, nie potrafię od niego odejść. Od roku cierpię na bóle brzucha - lekarz powiedział mi, że to prawdopodobnie nerwica. Bardzo dużo się denerwuję i teraz bardzo emocjonalnie reaguję na momenty, kiedy na mnie krzyczy - potrafię zbić naczynia, rzucić w niego czymś. Wiem, że tak nie może być, moje dziecko na to patrzy i ja nie chcę żeby tak widziała relację między mamą i tatą. Z drugiej strony ciągle się winię, że to ja źle coś robię i że to z mojej winy te kłótnie i nie potrafię skutecznie i definitywnie zakończyć tej relacji. Moim marzeniem zawsze była rodzina, dzieci i kochający partner. Po śmierci mojego narzeczonego to wszystko wydaje się nieosiągalne.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Aneta Kościołek
Dr n. med. Aneta Kościołek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, by mąż mnie nie opuścił?

Mój mąż powiedział, że nas już nie ma, jesteśmy tylko rodzicami naszego dziecka. Mąż narobił długów zamknął firmę, wszystko pospłacałam, bo chciałam ratować rodzinę. Wyprowadziłam się z domu do rodziców, bo nie wytrzymywałam ciągłych listów od komorników i ZUS itp.,...

Mój mąż powiedział, że nas już nie ma, jesteśmy tylko rodzicami naszego dziecka. Mąż narobił długów zamknął firmę, wszystko pospłacałam, bo chciałam ratować rodzinę. Wyprowadziłam się z domu do rodziców, bo nie wytrzymywałam ciągłych listów od komorników i ZUS itp., jednak po pół roku wróciłam. Myślałam, że powoli zaczyna się układać mąż był miły przytulał, całował (seks nie wchodził w rachubę myślałam, że jest aseksualny, wzbraniał się. Moje przeczucia się sprawdziły. Zrozumiałam, że on mnie tak traktuje, bo jestem dla niego sponsorem.)

On nie ma żadnych pieniędzy. Nic jakieś 2 m-ce temu oznajmił, że jedzie do Anglii zarobić na te długi. Na początku. Mną zaczęły szarpać emocje, że pewnie jedzie bo chce kogoś poznać, niby jedzie zarobić na długi. Kiedyś zapytałam co z nami a on że nie będziemy razem, że za dużo zranień. Dowiedziałam się, że on jedzie na stałe i że tam chce życie sobie układać a ucieka przede mną, bo nie może się uwolnić. Jestem w szoku, bo jego zachowanie wskazywało, że jest coraz lepiej, ale wiem jemu chodziło aby mnie udobruchać, a ja w zamian żeby dać mu forsę na wyjazd.

Jesteśmy razem 10 lat mamy dziecko, związek burzliwy i trudny. Ja nie jestem bez winy, bo jestem cholerykiem i dużo klnę, on bardziej introwertyk. Wypaliło się. Świadomość, że będzie dotykał inną, całował i kochał się z nią doprowadza mnie o ból serca. Czuję sie jak kretynka. Zaznaczę, że przed wprowadzeniem się do jego taty (razem mieszkamy) to oznajmił mi, że nas już nie ma a ja chciałam to ratować w sumie od września tamtego roku. Czasem w nerwach mówiło się, że nas już nie ma to odejdź i takie tam, ale ja traktowałam to jak takie gadanie. Wiem, że on mi zaproponował ponowne mieszkanie u teścia, ze względu na dziecko z rodzicami moimi nie dogadywałam się. Czuję, że jest podniecony tym wyjazdem, że w końcu uwolni się ode mnie. Nie chcę być porzucona, dlatego proszę o rady co zrobić, aby nie czuć się tak podle.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak wytłumaczyć partnerowi, że jego zachowanie wzbudza we mnie zazdrość?

Proszę o poradę. Nie wiem jak nazwać mój problem, gdyż nie wiem czy on tkwi po mojej stronie czy po stronie mojego partnera. Bardzo się kochamy. Mój problem to zazdrość o inne kobiety, ale nie jestem zazdrosna o każde, tylko...

Proszę o poradę. Nie wiem jak nazwać mój problem, gdyż nie wiem czy on tkwi po mojej stronie czy po stronie mojego partnera. Bardzo się kochamy. Mój problem to zazdrość o inne kobiety, ale nie jestem zazdrosna o każde, tylko wtedy gdy on sam zaczyna się wpatrywać w którąś z nich, zagaduje, a w między czasie trzyma mnie za rękę i całuję. Dzieje się tak zazwyczaj przy spotkaniach ze znajomymi, czasami jest mi wstyd za jego zachowanie. W mojej obecności wpatruje się w naszą wspólną koleżankę, uśmiecha się do niej, jak siedzi koło niej to specjalnie nogą ją dotknie, a zaraz mnie przytuli. Czy ja jestem nienormalna? Gdyż jak mu zwrócę uwagę to mówi mi, że zmyślam, a on nic złego nie zrobił. Jesteśmy w związku od 7 lat. Gdyby nie to nasz związek jest idealny. Co mam zrobić? Za dużo nas łączy.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek

Jak przekonać dziewczynę do zaangażowania się w związek?

Witam! Mam 26 lat. Poznałem na pobycie w sanatorium dziewczynę z innego miasta, ma ona 32 lata. Spotykamy się już kilka miesięcy i średnio 2, 3 razy w miesiącu na 3, 4 dni. Raz ja u niej raz ona u...

Witam! Mam 26 lat. Poznałem na pobycie w sanatorium dziewczynę z innego miasta, ma ona 32 lata. Spotykamy się już kilka miesięcy i średnio 2, 3 razy w miesiącu na 3, 4 dni. Raz ja u niej raz ona u mnie. Mam problem z nią, gdyż ona stwierdziła, że nie potrafi się zaangażować w związek i nie jest na niego gotowa. Nie potwierdziła, że chce być ze mną w związku damsko-męskim. Jest bardzo oziębła uczuciowo, nie reaguje na czułe słowa moje itd. A jednak stwierdziła, że czuje się bezpiecznie przy mnie i jest jej dobrze ze mną. Jeśli chodzi o sprawy seksu, kochamy się ze wzajemnością, lecz ona nie okazuje swoich emocji i fascynacji w żaden zewnętrzny sposób. Co mogę zrobić by ją przekonać do zaangażowania w bycie razem i zalegalizowania to jakoś jako związek damsko-męski. A nie jako wolny związek? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego on nie chce ze mną być?

Z P. znamy się bliżej od ponad roku, zabiegał o mnie przez cały ten czas aż w grudniu zeszłego roku zaczęliśmy spotykać się częściej, przekonał mnie do siebie. Jestem po kilku nieudanych i krótkotrwałych związkach. P. jest młodszy ode mnie...

Z P. znamy się bliżej od ponad roku, zabiegał o mnie przez cały ten czas aż w grudniu zeszłego roku zaczęliśmy spotykać się częściej, przekonał mnie do siebie. Jestem po kilku nieudanych i krótkotrwałych związkach. P. jest młodszy ode mnie o 5 lat, ja mam 28. Przez 3 miesiące było cudownie, codziennie mówił mi, że mu zależy, że jestem dla niego ważna, mieliśmy wspólne plany. Kilka dni temu dowiedziałam się, że musi wracać do swojego miasta na stałe ze względu na chorobę ojca, a co za tym idzie tutaj musi zostawić za sobą wszystko, łącznie ze mną. Mówi, że chce ze mną być, ale nie może, bo nie może mnie skazać na gorsze życie z nim w jego mieście. Zadecydował za mnie, postawił przed faktem dokonanym, nie miałam żadnej opcji wyboru. Twierdzi, że chce być ze mną, że kocha, ale podejmując taką decyzję, ma na uwadze tylko moje dobro. Nie rozumiem tego. Skoro chcemy być ze sobą to dlaczego według niego nie możemy? Są telefony, pociągi, autobusy, 200 km to nie jest dużo.

Myślałam o przeniesieniu sie razem z nim, ale nie chce o tym słyszeć, uważa że za dużo stracę, zostawię rodzinę, pracę, przyjaciół. Ja tak nie uważam, wszystko można pogodzić. Próbowałam z nim rozmawiać i przekonać, nie chce zmienić decyzji. Nie wiem co mam zrobić, nie mogę go stracić, skoro dopiero go znalazłam. Wreszcie znalazłam kogoś, komu mogłam zaufać po poprzednich porażkach...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zwalczyć chorobliwą zazdrość o męża?

Witam, mam 24 lata, od roku jestem mężatką. Mamy śliczną córeczkę. Jestem okropnie zazdrosna o mojego męża, codziennie po pracy sprawdzam jego telefon, dopytuję się od czasu do czasu, a najgorsze jest to, że leci film i mnie drażnią babki,...

Witam, mam 24 lata, od roku jestem mężatką. Mamy śliczną córeczkę. Jestem okropnie zazdrosna o mojego męża, codziennie po pracy sprawdzam jego telefon, dopytuję się od czasu do czasu, a najgorsze jest to, że leci film i mnie drażnią babki, które mają fajną figurkę, piękne piersi i je pokazują. Wtedy sobie myślę, że mu się bardziej ona podoba w tej chwili niż ja, a szczególnie jak mu prawie stanął to tym bardziej jestem zdołowana. Jeszcze bardziej marudzę i jak się kochamy, to myślę, że myśli o nich. Jak włącza jakiś teledysk to od razu ciepie jakimiś głupimi słowami, nawet mi znajome przeszkadzają, które mają ubrania - jakąś koszulkę z dekoltem, bo wiem że się tam gapi. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, po prostu nie wiem.

Jestem normalną dziewczyną. Faceci patrzą na mnie jak przechodzę, ale jeśli chodzi o mojego męża to nie wiem, komplementami mnie nie obsypuje, jak powie coś słodkiego na tydzień to tyle. Rozmawiałam już o tym z nim, ale nie poskutkowało. Szczególnie mnie drażnią piersi. Zanim zaszłam w ciążę miałam A a teraz D. Odstawiam córkę i już widzę, że mi zmalały, zrobiły się takie inne, brzydkie i mam dołka i jeszcze ten cellulit, masakra. Myślę, że mój problem tkwi w samoocenie, ale nie wiem jak sobie z tym poradzić, bo od tak siebie nie zaakceptuję, a szczególnie, że wiem, że mąż i tak będzie lukał i myślał o lepszych ode mnie.

W TV pokazują więcej nagości kobiet niż facetów, nie potrafię tego olać. Zazwyczaj odwracam się w drugą stronę i płaczę albo wychodzę, jestem zdenerwowana, próbuje mnie pocieszyć, że mnie kocha. Wystarcza mi to na chwilę i znowu mam dołka. Jak coś leci jestem po prostu głupia - innego wytłumaczenia dla mnie nie ma. Nie chcę taka być. Na co dzień jestem uśmiechnięta, kocham męża, nie chcę tego zniszczyć. Niekiedy mnie tak drażni, że sama chcę od niego odejść, bo nie wytrzymuję, telefon sprawdzam mu dziennie, staram się nie pytać jak tam w pracy, bo na pewno rozmawiał z jakimiś dziewczynami, nie marudzę mu, ale swoje pomyślę znowu głupio. Proszę o jakąś radę, będę bardzo wdzięczna.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, by on zrozumiał, że powinniśmy być razem?

Mam 22 lata. Jestem z moim chłopakiem od 1,5 roku lub też byłam. Obecnie mój chłopak zarządził w związku przerwę, nieograniczoną czasowo, a do momentu, jak "już mu przejdzie". Napiszę teraz, co się stało... Albo o naszej miłości... Kocham go...

Mam 22 lata. Jestem z moim chłopakiem od 1,5 roku lub też byłam. Obecnie mój chłopak zarządził w związku przerwę, nieograniczoną czasowo, a do momentu, jak "już mu przejdzie". Napiszę teraz, co się stało... Albo o naszej miłości... Kocham go całą sobą, nie wyobrażam sobie życia bez niego, tylko z nim wiążę plany i wszystkie moje marzenia dotyczą właśnie naszego związku. Jednak od jakiegoś czasu coś między nami zaczęło się psuć... Oboje studiujemy, ja stomatologię, on jest na wydz. lekarskim, mamy masę nauki i mało czasu dla siebie. Od października 2011 roku mieszkam sama, więc poprosiłam chłopaka, aby traktował moje mieszkanie jako swój drugi azyl (sam także wynajmuje pokój w innym mieszkaniu), przebywał u mnie tak często jak zechce, a może nawet tu pomieszkiwać. Tak było przez ok. 4 miesiące. Wydaje mi się, że poznaliśmy swoje największe wady i w dodatku zaczęły one nam przeszkadzać. Coraz częściej pojawiały się sprzeczki, kłótnie, a nawet awantury. Stał się małomówny, brak mu było entuzjazmu, z jakim go poznałam, brak radości, brak inicjatywy w planowaniu wspólnego czasu... Zaczęłam się bać. Bać, że coś może się zmienić między nami, że może jego uczucie do mnie się zmniejszyło. Może też poczuł się przerażony moim nastawieniem do tego związku. Dobrze wiedział, o czym marzę: o wspólnym domu, o dzieciach, o psie itd... Choć w którejś z rozmów zapytałam go, czy nie przerażają go moje "nasze wspólne plany" na przyszłość, powiedział, że nie.

Zawsze cierpliwie starał się wysłuchać moich wątpliwości. Choć też niechętnie patrzył na mnie, gdy płakałam (a zdarzało mi się to często, to dla mnie najlepszy sposób na odreagowanie). Miał do mnie pretensje o wahania nastrojów, o uprawianie histerii i tłamszenie go sobą. A ja potrzebowałam tylko więcej miłości, czułości, opiekuńczości. Wydaje mi się, że to wspólne mieszkanie wpłynęło trochę destrukcyjnie na nasz związek, gdyż zbyt szybko zaczęliśmy myśleć o tym, co chcielibyśmy w sobie zmienić. Takich rozmów zaczęło przybywać. W ostatnim czasie, dla odreagowania, zaproponowałam mu wyjazd do Warszawy, aby spotkać się z moim bratem, który tam studiuje i pójść na imprezę. Po przyjeździe pociągu poszliśmy na drobne zakupy do Złotych Tarasów, a także na kawę, aby móc spokojnie porozmawiać. Rozmawialiśmy o życiu. O tym, że układać może się różnie, a nawet, że my możemy nie być dobrani na tyle, by tworzyć tak poważną relację na resztę życia, a może na coś mniejszego (przyjaciele, kumple) - tą są niestety słowa mojego chłopaka. Nie chcę jednak przedstawiać go jako osobę do mnie zniechęconą, gdyż nigdy nie zapominał o czułościach, o uśmiechu do mnie, o dobrym słowie, być może był zbyt zaniepokojony moim złym nastrojem, który ostatnio pojawiał się u mnie często wskutek kilku niepowodzeń i obaw o związek. W tamtej rozmowie przy kawie postawiłam (czego żałuję!) ultimatum: albo będziemy razem, albo będziesz taki jaki jesteś. Potrzebowałam zmiany, chciałam go takiego, jak na początku związku. Ale ja też się zmieniłam! Szukałam sposobu na odświeżenie tego związku! Chciałabym powrotu tej fascynacji, pikanterii, podziwiania siebie nawzajem. To gdzieś uciekło. Zaczęliśmy się chyba kisić w tej relacji. Mój chłopak zawsze mi we wszystkim pomagał, a niegdyś nawet obiecał, że nigdy mnie nie zostawi, on też mówił o naszych przyszłych dzieciach, o naszej relacji już w związku małżeńskim. A jednak odpowiedział: chcę i być z Tobą, i być taki jakim jestem. Zawiniłam! Położyłam na stole pieniądze na moją kawę, wzięłam walizkę i zostawiłam go samego w tym lokalu, mówiąc, że idę do mojego brata. Byłam wtedy pewna, że zaraz za mną pobiegnie, że odwrócimy sytuację. Stałam pod głównym wejściem do Złotych Tarasów, wypatrując go przez pół godziny. Cały czas próbowałam się do niego dodzwonić, jednak miał zajęty telefon. Zaczął padać deszcz... Zniknęłam w przejściu podziemnym, aby nie zmoknąć, tamtędy też podążałam w kierunku bloku mojego brata. Nagle zadzwonił, mówiąc że zaraz wsiądzie w pociąg powrotny do miasta, z którego przyjechaliśmy. Mówiłam: proszę Cię, nie rób tego, kieruj się w kierunku Alei... Jednak on odpowiedział: jakiej alei, o co Ty mnie w ogóle prosisz? Wsiadam i już! Płakałam i szłam do brata, nie wiem, dlaczego nie pobiegłam wtedy za nim. Do brata przyszłam zapłakana, a ten próbował mnie wesprzeć, chociaż wszyscy jesteśmy zgodni, że to ja zawaliłam sprawę tamtego dnia. Brat pytał: może pojedziesz za nim? Nie wiem, dlaczego postanowiłam przeczekać! Tylko siedziałam u niego w mieszkaniu i płakałam, a w pociąg powrotny wsiadłam następnego dnia.

Po tym, jak chłopak dojechał do naszego miasta, odezwał się do mnie na czacie na Facebook'u i dowiedziałam się od niego, że potrzebuje przerwy. Nie chciałam się zgodzić, zawsze będę walczyła o ten związek, chciałam przeprosić, dojść do zgody... Jednak on nie chciał zmienić zdania. Wzburzona poprosiłam go, aby zabrał swoje rzeczy z mieszkania i zostawił klucze w skrzynce na listy (miałam nadzieje, że tego nie zrobi). Ale zrobił to. Nie zabrał jedynie prezentu, który kupiłam mu na urodziny i zostawiłam na parapecie w pokoju w siatce. Gdy już dotarłam do swojego mieszkania, wzięłam ten prezent i zaniosłam mojemu chłopakowi. Prosiłam, aby go przyjął. Prosiłam o wysłuchanie, prosiłam o to, by zechciał walczyć o związek, dalej być ze mną. A on tylko powiedział: czas pokaże, czy będziemy razem, na razie nie zmienię zdania. Zrezygnowana wróciłam do siebie. Dzisiaj widziałam go w szpitalu uniwersyteckim. Podbiegłam i zagadałam: "cześć, co słychać?" - był miły, uśmiechnięty... Rozmawiał ze mną normalnie. Potem wyszliśmy ze szpitala i powiedziałam mu, jak bardzo go kocham, jak bardzo tęsknie, jak bardzo go potrzebuję... Że czuję, jakby umarł mi ktoś bliski, na niczym nie mogę się skupić, ciągle czekam na esemesa... Czegoś ubyło w moim życiu, we mnie... Płakałam... Prosiłam, aby mi wybaczył - powiedział, że może to zrobić, ale na pewno nie może wrócić do mnie, bo byłoby to z jego strony nieszczere, nie jest na to gotowy. Powiedziałam mu, że modlę się za nas, za niego, że zawsze będę czekała, aż wróci...

Pomocy! Przeżywam straszne chwile, nie potrafię żyć bez niego. Postanowiłam naprawić swoje zachowanie, zaopiekować się ukochanym, udzielić mu większego wsparcia, bardziej troszczyć się o spokój w związku i dobrą atmosferę, jak też radzić sobie samej w moich obowiązkach bez użalania się nad sobą. Nie mam teraz innego wyjścia... Jednak tego związku na razie nie ma. Kiedy zapytałam dziś chłopaka po wyjściu ze szpitala: "powiedz mi tylko - czy wrócisz? Nie chcę dwa razy przeżywać utraty Ciebie, przecież przerwa jest wstępem do końca związku, boję się, że nauczysz się żyć beze mnie, zapomnisz mnie..." - odpowiedział: " na razie przyjmijmy, że to zerwanie, ale jeśli minie ten czas i dojdę do określonych wniosków, to będę walczył". Pomocy! Co mogę zrobić, żeby on chciał być ze mną? Mogę czekać, mogę cierpieć w milczeniu, byleby tylko mieć świadomość, że on do mnie wróci! Czy jest coś, co mogę jeszcze zrobić, aby nam pomóc?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak przekonać męża do terapii małżeńskiej?

Witam, mamy kryzys w małżeństwie, jesteśmy nim od prawie 4 lat ( za kilka dni będzie rocznica), mamy 2 małych dzieci. Poznaliśmy się 5,5 roku temu, było pięknie, był taki jak mi się wyśniło i wygląd i zachowanie (oczywiście były...

Witam, mamy kryzys w małżeństwie, jesteśmy nim od prawie 4 lat ( za kilka dni będzie rocznica), mamy 2 małych dzieci. Poznaliśmy się 5,5 roku temu, było pięknie, był taki jak mi się wyśniło i wygląd i zachowanie (oczywiście były momenty zastanowienia, np. jakieś stany lękowe męża z czasów studiów), a ja dawałam mu poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Ja mam dość silny charakter, a on jest uparty. Ja też w czasie jak zaczynała się nasza znajomość szukałam mieszkania, żeby kupić na kredyt co bardzo mu się nie podobało, bo twierdził, że to będzie moje koło zapasowe, gdyby miało nam się nie udać. Mieszkanie kupiłam, bo to miejsce w którym moglibyśmy zamieszkać i oczywiście jakieś zabezpieczenie na przyszłość.

Szybko zamieszkaliśmy razem, były wycieczki gdziekolwiek na weekend, wspólne wakacje chodząc po górach - sielanka. Nigdy nie miałam ciśnienia na dzieci, on też, ale pewnego razu stwierdził, że fajnie, gdyby jakieś małe dziecię biegało po domu. Odstawiłam tabletki i próbowaliśmy. Pewnego pięknego dnia oświadczył mi się, ponad miesiąc później okazało się , że jestem w ciąży. Radość wielka, ale zaraz okazało się, że ciąża jest zagrożona i muszę leżeć, aby ją utrzymać. Leżałam a on opiekował się mną. Później było lepiej, w ciąży wzięliśmy ślub bez wesela. Przeważnie był zakaz współżycia. Długo nad tym myślał, ale jednak był ze mną przy porodzie i bardzo mi pomagał. Radość z dziecka była wielka, ale ja wiecznie zmęczona i seksu znowu było niewiele.

Druga ciąża, znowu zagrożona i znowu zakaz seksu, znowu był przy porodzie. W tej ciąży bardzo przytyłam i bardzo trudno było mi się pozbyć zbędnych kg. Poród był ciężki. Wszystko to sprawiła, że bardzo długo nie mogłam się pozbierać, czułam się nieatrakcyjna itp... Mąż wciąż chciał seksu, a ja zwykle odmawiałam, bolało mnie to, jego jeszcze bardziej. Chodziłam po lekarzach, robiłam badania, czemu jestem taka zmęczona i czuję się fatalnie, i słyszałam, że jak mam 2 dzieci i pracuję to mam prawo. Byłam u seksuologa, kolejne badania hormonalne i terapia na wzmocnienie, bo z hormonami okazało się wszystko w porządku. Po terapii byłam silniejsza, ale okazało się, że jest za późno....

Mój mąż nie chce mnie, nie ma na mnie ochoty, chce rozwodu, bo nic do mnie nie czuje. Zrzuciłam zbędne kg, zaprosiłam stylistkę, żeby lepiej się ubierać, wyleczyłam po ciążach zęby i wybieliłam je - wszystko dla niego. Ja chcę walczyć, ale nie wiem jak go przekonać, bo on nie chce próbować, nie chce dać nam szansy. Wyprowadził się do hotelu przy swojej pracy i tam spędza noce. Po pracy przychodzi do domu, zajmuje się dziećmi, a jak one idą spać to wychodzi. Wczoraj zgodził się na terapię, raczej dlatego, żebym ja się pozbierała, ale dzisiaj już twierdzi, że nie ma mowy, żeby się komuś spowiadał. Pomóżcie, jak go przekonać, kocham go cały czas i mam wrażenie, że dając mu dzieci zniszczyłam nasze małżeństwo. Jak mogę go przekonać, że warto?!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Agnieszka Jagielak
Mgr Agnieszka Jagielak

Myśli samobójcze i stany depresyjne

Witam! Mam 19 lat i od niedawna mam problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Od półtora roku jestem w związku z chłopakiem, którego bardzo kocham i na którym bardzo mi zależy. Planujemy wspólną przyszłość. We wrześniu 2011 roku nagle...

Witam!

Mam 19 lat i od niedawna mam problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Od półtora roku jestem w związku z chłopakiem, którego bardzo kocham i na którym bardzo mi zależy. Planujemy wspólną przyszłość. We wrześniu 2011 roku nagle zmarł mój dziadek, w związku z tym moja babcia zamieszkała ze mną i z moją mamą (moi rodzice są po rozwodzie). Jest to momentami uciążliwe, bo mimo że babcia jest kochana, to ma taki charakter, że musi wiedzieć wszystko o wszystkim i o każdej porze. Od tej pory stale się kłócę z moim chłopakiem, szczególnie o te chwile, kiedy nie może do mnie przyjechać. Zaczynam wtedy płakać, wymuszać na nim przyjazdy. Myślałam, że z biegiem czasu mi to minie, jednak jest coraz gorzej. Do pewnego czasu jeszcze to tolerował, ale ostatnio widzę, jak bardzo go to irytuje. Mimo że wiem, że takim zachowaniem tylko nam zaszkodzę, to nie potrafię tego powstrzymać. Próbowałam różnych sposobów, liczenia do 10, pisania pamiętnika, rozmów z mamą, z przyjaciółmi, zajęcie się czymś - nie pomaga.

Moja babcia dwa tygodnie temu złamała biodro, nie może wychodzić. Z tego powodu ja mam utrudnione kontakty z moim chłopakiem, nie mogę do niego jeździć, bo od razu po szkole muszę biec do domu, wyprowadzać psa i opiekować się babcią. Od tej pory moje problemy się nasiliły, płaczę jeszcze bardziej, nie potrafię się powstrzymać. Dzisiaj, gdy dowiedziałam się, że P. do mnie dziś nie przyjedzie i nie zobaczymy się przez następny tydzień, gdyż ma wolne akurat wtedy gdy ja mam zajęcia do matury, doszło między nami do takiej awantury, że myślałam, że to koniec. Od niedługiego czasu coraz częściej myślę, że lepiej, gdyby mnie nie było. Proszę o pomoc - moja mama twierdzi, że powinnam poukładać sobie w głowie, a wszystko mi przejdzie, ale ja wiem, że tu chodzi o coś więcej, ponieważ ja zdaję sobie sprawę, że robię źle, a i tak nie potrafię nad tym zapanować.

Proszę o pomoc! Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić, gdy mąż ciągle przebywa poza domem?

Witam! Mam 25 lat, mąż 28. Z mężem jesteśmy małżeństwem niecały rok, a prawie w ogóle się nie widzimy. Mąż wraca do domu o 22 - 23 w nocy. Pracuje do 17, ale od razu po pracy jeździ do taty,...

Witam!

Mam 25 lat, mąż 28. Z mężem jesteśmy małżeństwem niecały rok, a prawie w ogóle się nie widzimy. Mąż wraca do domu o 22 - 23 w nocy. Pracuje do 17, ale od razu po pracy jeździ do taty, bo tam u niego hoduje tzw. ślimaki. Liczą się tylko te ślimaki, a coraz bardziej widzę, że ten jego interes nie wypali. Tylko traci na to pieniądze i czas. Nieraz jeżdżę z nim, żeby mu pomóc, ale przede wszystkim, żeby z nim spędzić czas, niestety nie zawsze mogę, bo też pracuję. Już nie daję sobie rady z tym, że tak późno wraca i tak mało się widujemy. Obiecuje mi, że będzie wcześniej, ale zawsze nie dotrzymuje słowa.

Ciągle mam do niego pretensje, że tak nie może być i przez to się bardzo kłócimy. Wiem, że nie potrzeba mu aż tyle czasu na to, wystarczyłaby mu jedna godzina najwyżej dwie. Na innych ze swojej rodziny ma czas, a dla mnie... prawie wcale. Nigdzie nie wychodzimy, nawet na zakupy rzadko kiedy. Ja też ciągle siedzę sama. Nie wychodzę ze znajomymi, bo boję się, że będzie miał pretensje, że mu tak często nie pomagam, a mam czas na koleżanki. Ciągle po nocy płaczę, nie mogę spać, a jak zasnę to mam koszmary. Chyba mam depresję.

Jeszcze do tego prawie rok się staramy o dziecko i nam nie wychodzi, nie wiem czy to czasami nie jest moja wina przez moje nerwy. Bardzo się boję, że nie będziemy mogli mieć dzieci. Czy naprawdę jestem niesprawiedliwa, że wymagam od męża, aby ze mną spędzał więcej czasu sam na sam, a nie tylko noce albo jak jadę mu pomóc do taty. Coraz gorzej widzę nasze małżeństwo, ile można się kłócić? Tracę na to wszystko nadzieję. Najgorsze jest to, że on nie widzi żadnego problemu. Nie umiem już nawet z nim normalnie porozmawiać, nie umiem go przekonać. Cokolwiek o co go proszę to olewa i robi po swojemu. Przez to naprawdę czuję się jakbym zwariowała, że o to mam pretensje.

Proszę bardzo o radę, pomoc. Bo już nie daje sobie sama z tym wszystkim rady.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, gdy mąż jest zazdrosny o ginekologa?

Witam! Od 11 lat jestem mężatką. Mam ogromny problem, mój mąż nie może poradzić sobie z emocjami, głównie z zazdrością. Niezbyt okazuje mi uczucia a teraz gdy jestem w ciąży i moim lekarzem jest facet jest strasznie. Mówi, że sobie...

Witam!

Od 11 lat jestem mężatką. Mam ogromny problem, mój mąż nie może poradzić sobie z emocjami, głównie z zazdrością. Niezbyt okazuje mi uczucia a teraz gdy jestem w ciąży i moim lekarzem jest facet jest strasznie. Mówi, że sobie nie radzi, że facet mnie oglądał. Od tygodnia jest strzępkiem nerwów. Ja nie mogę do niego podejść, odpycha mnie. Mówi, że potrzebuje kobiety, ale jednocześnie widząc mnie widzi jak ten facet mnie dotyka. Nie może sobie z tym poradzić. Mamy syna 11-letniego i za 3 miesiące ma się urodzić córeczka. On bardzo pragnął tego dziecka, a teraz nie wiadomo jak sobie z tym poradzi. Jest chorobliwie zazdrosny o tego lekarza. Mam nawet wrażenie, że nie byłby zazdrosny o innego mężczyznę (kochanka).

Mąż jest bardzo władczy, nie przyjmuje żadnych argumentów. Przez te 11 lat, kiedy jesteśmy razem, nie był święty - nawet odszedł i chciał ułożyć sobie życie z inną. Potem też miał inną kobietę - był w delegacji, pisała do niego esemesy, e-maile, wysyłali sobie zdjęcia i zaprosił ją na kilka dni do siebie, tam w delegacji. Ja jednak byłam zawsze przy nim, miał różne kłopoty nawet ogromne, ale wydawało mi się, że jak z nim zostanę to się jakoś ułoży. Przecież mamy wspaniałego syna. Minęło parę lat, jestem w ciąży, wydaje się, że lepiej być nie może (z jego perspektywy). A tu taki problem, lekarz ginekolog prowadzący ciążę jest facetem - dla niego to straszne. Nie wiem co z tym zrobić. On nikogo nie słucha, mówi że nikt nie jest w stanie mu pomóc. Boję się o niego, o nas, o jego decyzję. Jak mu pomóc?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy trwać w związku z partnerem, który zdradzał?

Mamy po 28 lat. Znamy się prawie 6 lat. Po 3 latach bycia razem partner mnie zdradził. Bałam się samotności, kochałam go i jakoś to przetrwałam. Jakiś czas po tej sytuacji wzięliśmy ślub cywilny, który traktowałam jak oddzielenie...

Mamy po 28 lat. Znamy się prawie 6 lat. Po 3 latach bycia razem partner mnie zdradził. Bałam się samotności, kochałam go i jakoś to przetrwałam. Jakiś czas po tej sytuacji wzięliśmy ślub cywilny, który traktowałam jak oddzielenie wszystkiego co złe grubą krechą. Tak czułam. Czułam, że wybaczyłam. Naprawdę i szczerze. Jednak po kilku miesiącach małżeństwa zauważyłam, że mąż jest jakiś zimny. Na pytania o co chodzi, odpowiadał że wszystko jest w porządku. Nie było między nami czułości. Aż pewnego dnia powiedział, że coś się wypaliło, skończyło i wrócił do rodziców. Nie mieszkaliśmy razem 3 miesięcy. Spotykaliśmy się, bo ja próbowałam to ratować. Spotkania to mój płacz, moje monologi, po czym powrót do pustego mieszkania.

Pewnego dnia powiedział, że się pomylił, że to był błąd, że mnie kocha itd. Pozwoliłam mu wrócić, chociaż nie byłam do końca pewna swojej decyzji. Czułam, że powodem jego wyprowadzki była inna kobieta, ale on wypierał się tego. Po pół roku od ponownego zamieszkania razem poznałam powód jego wyprowadzki. Okazało się, że poznał kobietę, był z nią kiedy nie był ze mną. Nie wiedziała o moim istnieniu. Byłam byłą dziewczyną. Kiedy dowiedziała się o ślubie odeszła od niego. A on... powiedział jej, że to tylko ślub cywilny i że to nic nie znaczy, że ją kocha. Ona jednak go zostawiła. I teraz wiem, że jego powrót to konsekwencja jej odejścia. Jak mam z tym żyć? Pół roku niemal nie potrafię go dotknąć. Nie ufam. Myślę o rozwodzie. Straciłam wszystko. Odbudowywałam nasz związek, małżeństwo kilka razy. Ile można?

Coraz częściej myślę, że jedyne co czuję to przywiązanie, przyzwyczajenie, że jestem z nim, bo nie zniosłabym, że jest z kimś innym. Jestem smutna, nieobecna, nic mnie nie cieszy. Są lepsze dni, ale tych dni jest tyle, że na palcach jednej ręki można policzyć. Nie radzę sobie. Gdybym dowiedziała się o tamtej wcześniej nie bylibyśmy razem, a dowiedziałam się, kiedy znowu wszystko było poukładane i jakoś sobie radziłam. Teraz ponownie wszystko runęło. Od pół roku jest beznadziejnie... On mówi że kocha, że to był błąd, że teraz wie kto dla niego jest ważny. A ja? Ja nie wierzę i nie wiem czy to co czuję ma cokolwiek wspólnego z miłością. Co powinnam zrobić? Jakie kroki podjąć? To ma sens w ogóle jeszcze? Trwanie w czymś takim i życie z człowiekiem, który mnie tak skrzywdził?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Myśli samobójcze po rozstaniu z dziewczyną

Witam! Mam 23 lata i można powiedzieć idealne życie, świetna praca, wspaniali rodzice, zdrowie, świetni przyjaciele, ale to wszystko przesłania mi dziewczyna, z którą się spotykałem. Zakochała się w moim przyjacielu. Nie mogę znieść myśli, że teraz się spotykają i...

Witam! Mam 23 lata i można powiedzieć idealne życie, świetna praca, wspaniali rodzice, zdrowie, świetni przyjaciele, ale to wszystko przesłania mi dziewczyna, z którą się spotykałem. Zakochała się w moim przyjacielu. Nie mogę znieść myśli, że teraz się spotykają i próbują być razem. Mam z tego powodu depresję (wszystkie objawy, w tym myśli samobójcze). Staram się ich unikać, ale nie do końca skutecznie to wychodzi (przypadkowe spotkania itd.). Dobija mnie to i wiem, że ma to negatywny wpływ na całe moje otoczenie. Co robić? To jakaś paranoja, boję się, że stracę te wspaniałe rzeczy, które jeszcze mnie otaczają, ale w tej chwili nie potrafię ich nawet dostrzec.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty