Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak wytłumaczyć wszystkie kłamstwa i stworzyć szczęśliwy związek?

Witam! Mam 23 lata. Jako 17 latka zostałam zgwałcona przez przyjaciół mojego ówczesnego partnera, efektem tej sytuacji była niechciana ciąża. Po całej sytuacji zgłosiłam się do lekarza, który polecił mi zażycie tabletek 72 godziny po, mimo że zgłosiłam się...

Witam! Mam 23 lata. Jako 17 latka zostałam zgwałcona przez przyjaciół mojego ówczesnego partnera, efektem tej sytuacji była niechciana ciąża. Po całej sytuacji zgłosiłam się do lekarza, który polecił mi zażycie tabletek 72 godziny po, mimo że zgłosiłam się do niego po upływie tego czasu. W międzyczasie zrobiłam kilka testów ciążowych potwierdzających to, że zostałam zapłodniona. Po tym wydarzeniu każdej nocy męczyły mnie sny, w których wydawało mi się, że czuję ruchy dziecka, które nosiłam w sobie. Myślałam o nim tak długo, że wydawało mi się, że je pokochałam. Widząc młode matki wyobrażam sobie sytuacje, w których trzymam za rękę pięciolatka, mówiącego do mnie 'mamo'. Po tym zdarzeniu miałam kilku partnerów, żadnemu nie opowiedziałam o tej sytuacji. Rok temu poznałam Milovana - Serba, studiującego polonistykę. Wszedł do sali wykładowej, w której odbywały się moje zajęcia (jestem studentką filologii serbskiej) i nie mogłam na niego patrzeć, to spadło na mnie jakby ktoś zrzucił mi kamień na głowę. Zauroczyłam się, ale od kilku miesięcy byłam w związku i uznałam, że nie mogę niszczyć czegoś w taki sposób, wiedząc że Milovan za 1,5 miesiąca miał wracać do kraju. W styczniu tego roku, dostałam informację o tym, że jadę na 3 miesięczne stypendium do Belgradu, gdzie mieszka Milovan. Dzień, w którym zobaczyłam go na dworcu kolejowym był najwspanialszy na świecie. Jednakże w dalszym ciągu trwałam w związku, w którym byłam w czasie naszego poznania. Mojego ówczesnego partnera zdradziłam z Milovanem, czując się usprawiedliwioną tym, że w trakcie naszego związku ja również zostałam zdradzona. Bardzo kocham Milovana, pierwszy raz w życiu czuję, że poznałam osobę z którą chciałabym spędzić życie. Niestety nasz związek zaczęłam budować na kłamstwach, a że nie jestem wytrawnym kłamcą, sama się w nich pogubiłam. Powiedziałam mu o zdarzeniu sprzed 5 lat, kłamiąc jednak, że dokonałam aborcji. Kłamałam co do liczby wcześniejszych partnerów. Stwarzałam sytuacje, które nie miały miejsca, myśląc chyba że będę dla niego wtedy bardziej interesująca. Jeszcze podczas mojego pobytu na stypendium Milovan zaczął rozmawiać ze mną o moich kłamstwach i wyciągać ze mnie prawdę. Nie potrafiłam opowiedzieć wszystkiego, ale przestałam go okłamywać. Powiedział mi, że wie, że są jeszcze sprawy, w których go okłamuję, ale da mi czas. Wyjechałam z Belgradu, wróciłam do Polski i ciężki temat powrócił. Konwersacje przez smsy i wyjaśnianie kłamstw, mówienie prawdy, o którą pytał. Po wytłumaczeniu kłamstw i opowiedzeniu tego jak było naprawdę, mój partner poprosił mnie o to, bym nie kontaktowała się z nim przez kilka dni, potraktowała to jak czas, w którym nie jesteśmy razem, a on się ze mną skontaktuje. Kocham go i bardzo chcę naprawić swoje błędy, czy takie postępowanie można wybaczyć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy białe plamy na bieliźnie to oznaka zdrady?

Witam! Od pewnego czasu mam podejrzenie, że mój partner mnie zdradza. Dlaczego? Otóż na jego ciemnej bieliźnie zauważyłam białe zaschnięte plamy. Czy to normalne, że gdy nie współżyjemy ze sobą, z jego penisa może wyciekać "jakiś" biały płyn zostawiający białe...

Witam! Od pewnego czasu mam podejrzenie, że mój partner mnie zdradza. Dlaczego? Otóż na jego ciemnej bieliźnie zauważyłam białe zaschnięte plamy. Czy to normalne, że gdy nie współżyjemy ze sobą, z jego penisa może wyciekać "jakiś" biały płyn zostawiający białe plamy? On twierdzi, że jest mi wierny, ale nie daje mi to spokoju. Czy mężczyźni mogą mieć tak jak kobiety, tzw. upławy? Czekam na odp. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak uświadomić partnerowi, że rozstanie to zły pomysł?

Moje pytanie jest trudne. Z moim partnerem byłam przez lata. Układało nam się bardzo dobrze. Po roku zaszłam w ciążę z bliźniętami - urodziłam córeczkę i synka. Mojego partnera radość nie miała końca. Od poczatku włączył się intensywnie w życie...

Moje pytanie jest trudne. Z moim partnerem byłam przez lata. Układało nam się bardzo dobrze. Po roku zaszłam w ciążę z bliźniętami - urodziłam córeczkę i synka. Mojego partnera radość nie miała końca. Od poczatku włączył się intensywnie w życie i opiekę dzieci czułam się bezpiecznie, bo miałam na kogo liczyć, on pewnie też. W zeszłym miesiącu minęły nam 4 lata. Od pół roku non stop kłócimy się o wszystko. Stałe kłótnie, później ciche dni, wykańczały mnie na dobre. Tydzień temu wyprowadził się od nas, bo sama kazałam mu wynosić się z domu. Dziś tego żałuję, co był dobrym ojcem i dobrym partnerem - obowiązki, praca, zmęczenie i oddalenie się od siebie przyczyniły się do naszego rozstania. Teraz nie mogę sobie poradzić, że go nie ma - tęsknota, pustka nie pozwala mi funkcjonować. Dopiero teraz uświadomiłam, że go naprawdę kocham i potrzebuję.

Próbowałam do niego dzwonić po 3 dniach, ale nie odebrał, więc napisałam mu wiadomość o tym jak bardzo tęsknimy za nim, jak bardzo go potrzebujemy, że zrozumiałam swoje błędy, żeby dał nam szansę mnie i dziecka, które kochał bezgranicznie. Prosiłam go by wrócił do domu, żebyśmy zaczęli od nowa, ale on milczy. Następnego dnia wysłałam kolejnego SMS, wytłumaczyłam mu jak bardzo go skrzywdziłam, że chcę naprawić wszystko, żeby dał nas szansę. Odpisał, że chce zabrać dzieci w sobotę do swojej mamy, gdzie u niej zamieszkał. Proszę pomóżcie mi zrozumieć czemu tak się zawziął, czemu milczy, przecież nas kochał, a przez tydzień nawet nie zapytał o dzieci czy cierpią czy nie. One są małe mają dwa i pół roku brakuje im taty, a on nic nie zostawił mi środków do życia, nawet nie zapyta jak dzieci. Nigdy nie znałam go od tej strony, co mu jest, dlaczego wymazał nas ze swojego życia. Jutro przyjeżdża pierwszy raz po dzieci, aż boję się tego spotkania. Proszę doradźcie co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Podejrzliwość mamy względem ojca

Martwię się o moich rodziców, od ponad roku nieustannie się kłócą. Kłótnie z tego co wnioskuję (po rozmowie z nimi osobno) wychodzą z dziwnych paranoi mojej mamy, jest zawzięta na swoje racje i święcie przekonana, że mój tata podrywa każdą...

Martwię się o moich rodziców, od ponad roku nieustannie się kłócą. Kłótnie z tego co wnioskuję (po rozmowie z nimi osobno) wychodzą z dziwnych paranoi mojej mamy, jest zawzięta na swoje racje i święcie przekonana, że mój tata podrywa każdą napotkaną kobietę, zaczynając od 14-latek a kończąc na 70-latkach. Krzyczy na niego, mówi że kompromituje ją w oczach wszystkich, wzbudza w nim poczucie winy. Ostatnio tata nawet płacze, zarzuca mu, że jest zły i ważne, żeby jemu było dobrze, że kłamie i nie szanuje jej jako kobiety. Sądzi też, że tata chce wszystko zabrać i ją zostawić. Ja jednak się z tym nie mogę zgodzić, odkąd byłam małym dzieckiem miałam wszystko z rodzeństwem, wiem też, że tata nie jest jakimś strasznie miłym mężczyzną. Często zdarza mu się warknąć bądź wyzwać kogoś, ale to przez stresującą pracę. Zawsze tak było, ja starałam się po prostu nie zwracać na to uwagi.

W tym momencie mój tata jest na skraju załamania i czuje się bezsilny. Błaga mamę, żeby przestała mieć te urojenia, ta jednak jest zawzięta i ma tyle złości i agresji w sobie, nic do niej nie przemawia żaden nawet najlepszy argument. Chciałaby adoracji i tego by mój tata nie uśmiechał się "z miłością" do każdej kobiety, chciałaby też, aby ojciec wszędzie z nią jeździł i żył. On jednak od zawsze chciał coś w życiu osiągnąć i ciągle pracował. Fakt rzadko gdzieś jeździliśmy, ale trzeba to było zrozumieć. Poza tym nie wydaje mi się, aby po roku tak strasznych kłótni on chciał w danym momencie ją adorować. Nie wiem co mam robić, obydwoje zgadzają się na terapię, ale ja nie wiem jakiego psychologa mam znaleźć i gdzie szukać, w jakiej dziedzinie? Błagam o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poskromić swój wybuchowy charakter?

Szanowna Pani! Mam na imię Paweł. Mam pewien problem i nie wiem, gdzie się z tym zgłosić. Jeśli nie zajmuje się Pani takimi sprawami zrozumiem, ale pozwolę opisać sobie co mnie trapi. Mam 22 lata, jestem w związku dwa, trochę...

Szanowna Pani!

Mam na imię Paweł. Mam pewien problem i nie wiem, gdzie się z tym zgłosić. Jeśli nie zajmuje się Pani takimi sprawami zrozumiem, ale pozwolę opisać sobie co mnie trapi. Mam 22 lata, jestem w związku dwa, trochę ponad dwa lata. Mieliśmy wzloty i upadki jak chyba większość związków, jednak obawiam się o niego bardzo mocno z pewnego powodu. Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą opanowaną, która ciężko wyprowadzić z równowagi. Wielu bliskich moich znajomych też tak o mnie mówiło. Jednak nie wiem z jakiej przyczyny właśnie moja ukochana doprowadza mnie czasami do takiego stanu, o który nigdy bym się nie spodziewał. Bardzo ją kocham, a zdarzyło mi się już (nie powiem dokładnie ile razy, ale może ok. 10-15) wybuchać nawet w miejscach publicznych. Ciężko mi bardzo z tym. Mam zawsze po tym wielkie wyrzuty sumienia, mimo że często uważam, że miałem trochę racji o sam powód moich pretensji, ale nic nie usprawiedliwia krzyczenia. Jeszcze co gorsza, szybko przechodzi mi złość i nie mogę sobie darować, że nie powstrzymałem się od tego wybuchu, skoro i tak mi zaraz przechodzi złość. Niestety w 99 % przypadkach towarzyszył tym emocjom alkohol, zazwyczaj w niewielkich ilościach, tak po mojej i jej stronie. Postaram się opisać krótko ostatnią sytuację, jaka miała miejsce. Byliśmy razem ze znajomymi na meczu repr. Polski w warszawskiej strefie kibica, wiadomo wielki tłum ludzi. Wybraliśmy się do toalet (była z nami nasza wspólna koleżanka). Gdy w końcu tam dotarliśmy, ona oznajmiła mi, że nie wraca z powrotem i wychodzi do jakiegoś baru. Oczywiście chciałem iść z nią. Nie widzieliśmy się długo, a gdy w końcu się spotkaliśmy chciała mnie zostawić. Ona stanowczo powiedziała że nie chce żebym z nią szedł, bo będę zły, że wyszliśmy ze strefy kibica. Ja bardzo chciałem z nią iść, bo jest dla mnie najważniejsza. I tak od słowa do słowa, nawet nie wiem kiedy, nastąpił mój wybuch. Zacząłem krzyczeć. Skończyło się na tym, że wręcz uciekła przede mną ze strefy w złości. Zostałem sam, chciałem się z nią koniecznie spotkać i porozmawiać (mam tak, że po każdej awanturze jak lekko ochłonę, chcę normalnie porozmawiać, przeprosić). Próbowałem się do niej dodzwonić przez bardzo długi czas, jak również próbowałem ją znaleźć. Gdy w końcu porozmawialiśmy telefonicznie, nie była to przyjemna rozmowa, choć tym razem moje zdania ograniczały się do przeprosin. Skończyło się na tym, że nie odzywa się do mnie do dziś. Jest dla mnie wszystkim, chcę się dla niej zmienić. Już raz miałem pewien problem wynikający chyba z braku zaufania, bowiem sprawdzałem jej telefon, pocztę itp., itd., jednak udało mi się to przezwyciężyć i od roku nie robię tego ani nie czuję potrzeby. Obecna sytuacja sprowadza się do chwilowego wybuchu złości, potem do godzin, a nawet dni wyrzutów sumienia, może nawet depresji. Jest mi z tym ciężko, tym bardziej, że mogę przez to stracić swoją partnerkę. Bardzo mi zależy, żeby się pozbyć tak samo tych wybuchów złości. Dla niej mógłbym się zmienić całkowicie. Nie wiem ile bym oddał za to by nauczyć się panować zawsze nad swoimi emocjami. Bardzo dziękuję z góry za odpowiedź. Już samo napisanie tego trochę mi pomogło, bo ostatnie dni są dramatem, 2 noce nie mogę spać. Pozdrawiam i dziękuje jeszcze raz. Paweł

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak wyleczyć się z chorobliwej zazdrości o męża?

Witam! Mam problem ze sobą. Jestem w związku od 8 lat, od 5 jesteśmy małżeństwem. Mamy dwójkę małych dzieci. Problemem jest moja chorobliwa zazdrość o męża. W przeszłości pojawiały sie objawy tego, ale szybko znikały. Problem nasilił się, gdy mąż...

Witam! Mam problem ze sobą. Jestem w związku od 8 lat, od 5 jesteśmy małżeństwem. Mamy dwójkę małych dzieci. Problemem jest moja chorobliwa zazdrość o męża. W przeszłości pojawiały sie objawy tego, ale szybko znikały. Problem nasilił się, gdy mąż zmienił pracę i poznałam kobietę, która się w nim zakochała. On powiedział jej, że lubi ją, ale nie będą nigdy razem, bo kocha mnie i nie chce tego stracić przez głupi romans. Ona powiedziała, że nigdy by nie weszła w związek z żonatym mężczyzną i wie że nic z tego nie będzie i rozumie to. W bezpośredniej rozmowie ze mną obiecała mi, że nigdy mi go nie odbierze. Wiem, że są sobie bliscy, ona mówi mu o swoich problemach, a on jej o swoich. Mój mąż ciągle mi powtarzał, że mnie kocha, nigdy mnie nie zdradził i nie zdradzi, a ja robiłam kolejne akcje typu grzebanie w telefonie itd. (wstydzę się tego, bo wiem, że w tym momencie naruszałam jego prywatność). Pozostało mi wierzyć w jej słowa i jego miłość. Był czas, że było lepiej, mąż sam to przyznał, ale ja znów znalazłam jakiś pretekst i posądziłam go o zdradę. Mąż nie wytrzymał, wyprowadził się do brata i powiedział, że już dłużnej tak nie może i musi wszystko przemyśleć i potrzebuje kilku dni. Do tego wszystkiego dołożyła się moja matka, gdyż mieszkamy z rodzicami. Nawrzeszczała na niego, że zostawił żonę i dzieci, i nie powiedział jej nawet dziękuję i do widzenia. Wtedy mąż wrócił i spakował resztę swoich rzeczy i wyprowadził się całkiem. Mamy mieszkanie swoje, gdzie teraz mieszka brat męża i tam poszedł. W krótkich telefonach trochę rozmawiamy, mówi że kocha, ale nie wie, czy chce ze mną być. Ja już wiem, że moja zazdrość wynika z mojej niskiej samooceny wpojonej mi przez toksycznych rodziców, o swojej zazdrości, o której opowiadała mi matka. Wiem, ze dopóki nie polubię siebie, będę uważała, że nie jestem godna czyjejś miłości i tego, że można mi być wierną. Tylko ja nie mogę już prosić męża o kolejną ostatnią szansę, bo już parę ich było, ale ja wiem, że jak wyprowadzimy się do swojego mieszkania to będzie inaczej. Dziś mamy porozmawiać, a ja nie wiem jak go przekonać, że warto, żebyśmy sobie dali szansę na nowo w naszym mieszkaniu, bo wiele nas łączy, a poza tym przecież się kochamy. Wiem, że on już we mnie nie wierzy, że ja się zmienię. On mówi, że potrzebuje czasu, ale ja go nie mam. Tkwię w toksycznym domu z rodzicami, a to odbija się na dzieciach. Nie chcę, żeby to trwało kilka tygodni. Jak mam go przekonać, że im szybciej będziemy razem im szybciej ja wyrwę się z dziećmi z tego domu, wtedy będziemy mieli większe szanse? Ja wiem, że on musi odpocząć, ale ja zostałam tu z tym wszystkim sama. Jak powiedziałam, żeby mi tylko powiedział czy zamieszkamy razem i spróbujemy jeszcze raz powiedział "może kiedyś", a potem zapytał, "a jak nie to co"? Straciłam nadzieję, że jeszcze do mnie wróci, czuję się podle, bo zabrałam dzieciom ojca i zniszczyłam swoją miłość. Czy jeszcze coś mogę dziś mu powiedzieć, co go przekona? Pomocy

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Partner myśli o zdradzie

Witam. Mój partner i ja mamy po 30 lat, jesteśmy razem 6,5 roku. Ostatnio przyznał się, że ogląda się za innymi kobietami, chce z nimi flirtować, jest bliski zdrady. Chce być wobec mnie szczery. Walczy z tym od dłuższego...

Witam. Mój partner i ja mamy po 30 lat, jesteśmy razem 6,5 roku. Ostatnio przyznał się, że ogląda się za innymi kobietami, chce z nimi flirtować, jest bliski zdrady. Chce być wobec mnie szczery. Walczy z tym od dłuższego czasu, męczy go to, boi się, że się nie skontroluje i mnie skrzywdzi. Mówi, że dalej bardzo mnie kocha i nadal bardzo go podniecam. Kochamy się regularnie, staramy się wzbogać nasze życie erotyczne, ale to nie wystarcza. Jestem załamana, nie wiem co robić.

odpowiada 3 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dr n. med. Dariusz Pysz-Waberski
Dr n. med. Dariusz Pysz-Waberski

Jak zmobilizować męża do działania?

Proszę o pomoc dla mojego męża i dla mnie. Jestem w małżeństwie 11 lat. Mieszkamy z dwójką dzieci u teściowej w jednym pokoju. Nie mamy bieżącej ciepłej wody, tylko zimną. Żeby się umyć czy pozmywać naczynia trzeba najpierw nagrzać wody...

Proszę o pomoc dla mojego męża i dla mnie. Jestem w małżeństwie 11 lat. Mieszkamy z dwójką dzieci u teściowej w jednym pokoju. Nie mamy bieżącej ciepłej wody, tylko zimną. Żeby się umyć czy pozmywać naczynia trzeba najpierw nagrzać wody na piecu, na którym też gotujemy obiad. Jestem do tego przyzwyczajona, ale tylko dlatego, że ciągle miałam nadzieję na wyremontowanie nowego domu, który stoi obok. Dom wybudowała teściowa, podarowała go mężowi, który nie może go dokończyć. Zauważyłam, że kompletnie nie mogę dogadać się w tej sprawie z mężem już wiele lat. Przez te 11 lat wymieniliśmy okna. Mamy pieniądze, tzn. moja wypłata idzie na życie codzienne, a jego jest odkładana. Problemem jest mój mąż, który większość rzeczy w domu chce zrobić sam. Niestety nie ma na to czasu, bo będąc jedynakiem pomaga też swojej mamie w prowadzeniu gospodarstwa przydomowego, no i pracuje w zawodzie. Wszystko chce zrobić sam, mi nie pozwala nawet kosić trawy. Musze dodać, że faktycznie robi wszystko dokładnie, niestety powoli. Ma przekonanie, że tak jak on, to nikt nie zrobi, że nie ma dobrego fachowca. Kiedyś, 5 lat temu, kiedy ostatnio był u nas fachowiec, denerwował się tak, że aż sie cały trząsł.

Mąż w szkole był bardzo dobrym uczniem, co z tego jak nie umiał, (czy nie chciał, czy ciągle miał na to czas,) pracy magisterskiej. Będąc dzieckiem cały czas miał chyba przekonanie jaki to nie jest zdolny, tak go traktowała też najbliższa rodzina. Z drugiej zaś strony, nie miał za dużo kolegów, bo szybko się obraża, pali mosty za sobą, szybko rezygnuje. Ma dobry kontakt z mamą, która go wychowywała sama, do tego stopnia, że zwierza jej się z naprawdę niepotrzebnych faktów. Ale są też momenty, że matka krzyczy na niego, prawie że się przezywają i potem jest ok. 2 tyg. ciszy między nimi. Wtedy mi zaczyna się zwierzać. Może i ja też ponoszę winę za taki stan, nie chciałam go oddzielać od matki, bo i tak nie mieliśmy gdzie mieszkać, a wydawało się, że mamy tylko zrobić wykończeniówkę domu i wyprowadzić się do niego. Ale trwa to latami. To co inni robią w rok, my robimy 10 lat. Jest maj, robię projekty łazienki i kuchni.Mąż nie chce rozmawiać na temat domu. Podpytuję o fachowców, o materiały, on twierdzi, że nie będzie robił na zimę łazienki, bo popękają mu płytki. A jest maj, moglibyśmy się tam wprowadzić na zimę, tym bardziej, że mamy pieniądze.

Sama nie wiem, co mam robić. Wiem, że troszkę ludzie się z nas podśmiewają, widząc duży murowany dom, który stoi pusty. Nie mam już siły, zaczynam często popłakiwać, nie chce mi się nigdzie wychodzić, nie zapraszam koleżanek, bo wstydzę się tego miejsca, w którym mieszkam. Mąż też się wstydzi, no i już nasz syn również, ma jednego kolegę, którego zaprasza do nas. Nie wiem, jak mam z mężem rozmawiać. Chciałabym go jakoś przekonać, że są dobrzy fachowcy, że nie musi być wszystko tak dobrze "wycyckane", ale nie chce nawet mnie wysłuchać, wybucha wtedy i jest po rozmowie. Myślę już o odejściu, bo mam dość życia z człowiekiem, któremu się nie śpieszy, który ma na wszystko czas.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudne rozstanie z partnerem, który nadużywał alkohol

Witam, mam na imię Marta i mam 28 lat. Piszę, bo mój problem stał się moją obsesją. 7 miesięcy temu rozstaliśmy się z moim ówczesnym partnerem (rozstanie było z mojej inicjatywy), byliśmy razem ponad 4 lata z czego 3 mieszkaliśmy...

Witam, mam na imię Marta i mam 28 lat. Piszę, bo mój problem stał się moją obsesją. 7 miesięcy temu rozstaliśmy się z moim ówczesnym partnerem (rozstanie było z mojej inicjatywy), byliśmy razem ponad 4 lata z czego 3 mieszkaliśmy razem. To była moja taka prawdziwa miłość do tego chłopaka, czysta i szczera. Z decyzją o rozstaniu borykałam się rok zanim ją podjęłam. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać, "on mawiał - im mniej wiesz tym lepiej śpisz". Jednakże głównym problemem był alkohol, zawsze lubił sobie wypić, ale ja przez końcówkę roku 2010 oraz rok 2011 nie pamiętam imprezy (prócz wesela mojej siostry), z której praktycznie wynosiłam go. Przez alkohol były między nami cały czas kłótnie w weekendy, w tygodniu nie było dla mnie czasu "czułam się jak mebel", myślę że przez te ciągłe awantury, on nie chciał wracać o domu. Ja nie wiedziałam co robić, najpierw reagowałam płaczem, później krzykiem, a później przestałam się odzywać, a on potrafił wyjść na 2h, wyłączyć telefon i wrócić kompletnie pijany. Pod koniec roku 2010 dostałam psa od niego i to pies stał się moim przyjacielem. Weryfikując cały związek, ja po prostu dawałam od siebie wszystko prócz pracy zawodowej, przychodziłam do domu robiłam drugi etap - porządki, a jego po prostu nie było. Bardzo związałam się emocjonalnie z jego rodziną - i przez to, że mieszkaliśmy razem czułam namiastkę, że ja też mam swoją rodzinę. Rozstaliśmy się pod koniec 2011 roku, przez pierwsze 2 miesiąc nawet nieźle dawałam sobie radę - przez ten czas nasz kontakt był znikomy. W związku z tym, iż mieszkaliśmy u mnie - zdziwił mnie telefon, gdzie 1 stycznia 2012 roku przyjechał do mnie, byłam bardzo szczęśliwa. Myślałam, że przyjechał porozmawiać, a on próbował się do mnie dobierać - czułam się urażona, więc powiedziałam mu, że mam kogoś - myślałam, że to go zmusi do walki o mnie, ale tak się nie stało. Rozmawialiśmy później, zapytałam się czemu nie walczył? On odpowiedział, że w domu nie było jego zdjęć i dlatego tego nie robił. Nie umiem sobie poradzić z tą sytuacją, niedawno poznałam kogoś, ale widzę w nim same wady - że jest mało zaradny, uzależniony od innych, a z drugiej strony jestem trochę egoistką, ale chcę mieć się do kogo przytulić, w ogóle nie radzę sobie z tą sytuacją. W domu, w którym zostałam sama wszystko mi go przypomina. Myślę co on robi, czy nic mu nie jest. Dodam, iż jest mi jeszcze winien pieniądze, które spłaca bardzo powoli i ostatnio do mnie zadzwonił z pytaniem, czy u mnie nie ma jego paszportu i od razu zapytał co słychać? Po co to zrobił, pamiętam jak rozmawiałam z nim w marcu, gdzie oddał mi część pieniędzy, na moje pytanie, czy mnie kocha - powiedział nie wiem. I stwierdził, że chce być sam. To przez dwa miesiące się odkochał? Teraz jestem sama z myślami, nie mam psa, gdyż przez moją pracę sama nie dałabym rady go zostawić, wziął go partner. Uważałam, że podjęłam słuszną decyzję, tyle razy musiałam się za niego wstydzić, alkohol niszczy życie. Nie potrafiliśmy rozmawiać, nie szukał we mnie oparcia, a tyle razem posiadaliśmy, tyle wspomnień. Jak to możliwe, że nadal kocham i tęsknie. Jak sobie z tym poradzić.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Parys
Lek. Magdalena Parys
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak rozpalić w sobie miłość?

Od niedawna spotykam się z nowo poznaną dziewczyną. Jest miła, ładna, dobrze nam się rozmawia, przyjemnie spędza czas. Nie mogę jednak zauroczyć się w niej. Podobny problem mam już od jakiegoś czasu. Nie chodzę często na randki, jednak czasem umawiam...

Od niedawna spotykam się z nowo poznaną dziewczyną. Jest miła, ładna, dobrze nam się rozmawia, przyjemnie spędza czas. Nie mogę jednak zauroczyć się w niej. Podobny problem mam już od jakiegoś czasu. Nie chodzę często na randki, jednak czasem umawiam się z kimś nowym, spędzamy razem czas, jednak nie potrafię w sobie wzniecić uczucia. Nie mam tutaj na myśli oczywiście prawdziwej miłości, gdyż wiem, że ta przychodzi po dłuższym czasie. Mam na myśli chemię, którą odczuwa się, gdy ktoś nam się spodoba. Odczuwałem taką kiedyś, kilka razy w życiu. Odczuwam normalnie pociąg seksualny tylko do kobiet, jednak nie potrafię poczuć pociągu emocjonalnego, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nigdy wcześniej nie byłem w dłuższym związku. Dlaczego spotykając się z miłą, fajną dziewczyną nie mogę po prostu się zakochać jak każdy inny? Może potrzebuję czasu, ale nie mogę ciągnąć znajomości zwodząc dziewczynę, udając że czuję do niej coś więcej ponad zwykłą sympatię. Źle bym się z tym czuł. Czy jest ze mną coś nie tak? Od czego zależy pojawienie się zauroczenia?

odpowiada 3 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek

Jak zatrzymać przy sobie żonę?

Właśnie zawalił się mój świat. Moja kochana żona Aga po 8 latach małżeństwa (11 lat wspólnego życia) oświadczyła, że odchodzi ode mnie i 5-letniego syna. Powiedziała że już mnie nie kocha. Przez ostatnie kilka lat, przez które twierdzi, że ją...

Właśnie zawalił się mój świat. Moja kochana żona Aga po 8 latach małżeństwa (11 lat wspólnego życia) oświadczyła, że odchodzi ode mnie i 5-letniego syna. Powiedziała że już mnie nie kocha. Przez ostatnie kilka lat, przez które twierdzi, że ją zaniedbywałem (zrobiłem z niej kurę domową) coś w niej pękło i nie chce już ryzykować, że się zmienię. Problem narastał od dawna, tylko ja tego nie dostrzegałem (praca, delegacje). Obarczyłem ją wszystkimi obowiązkami, przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Twierdzi, że doprowadziłem ją do depresji, z której niestety zamiast ja, wyciągnął ją ktoś inny, kto jak ona twierdzi otworzył jej oczy na to w jakim związku żyje. Podobno odwiódł ją od chęci zrobienia sobie krzywdy. Teraz to on a nie ja jest w jej życiu najważniejszy. Żadne moje prośby o danie mi szansy nie skutkują, słyszę tylko, że zawiodła się na mnie i kiedy najbardziej potrzebowała pomocy to nie ja byłem przy niej. Twierdzi, że jest w nim zakochana i to z nim chce ułożyć sobie życie (zna go zaledwie 5 miesięcy - twierdzi, że jeszcze nic między nimi nie było, ale przekroczyła już granicę od przyjaźni do miłości). Nawet syna zostawia ze mną. Twierdzi, że sama nie nadaje się na matkę, że nigdy nie chciała mieć dzieci, a decyzja była pod presją rodziny. Mały wkurza ją na każdym kroku, bo płacze, bo jest nieznośny itp. - on po po prostu czuje to wszystko.Tyle że pamiętam, że to ona podczas przeprowadzki w nowe miejsce zaproponowała dziecko zanim znajdzie w nowym miejscu pracę, że to najlepszy moment. Po poronieniu 1. ciąży to ona chciała znów próbować. Zresztą oskarża rodzinę że przeprowadzka do małej miejscowości z Warszawy to też była ich presja (tyle że sytuacja materialna jest teraz o niebo lepsza ze względu na moje zarobki - ma wszystko, zakupy, ciuchy itp. odkąd pamiętam sprawiało jej to wielką frajdę). Odcięła się od wszystkich znajomych i całej rodziny. Twierdzi, że chce zerwać definitywnie z zeszłym życiem. Rozmawia tylko ze swoją mamą i to bardzo rzadko, która nie ma już na nic wpływu (jest w wielkim szoku, bo myślała, że wszystko jest między nami w porządku - już pogodziła się z tym, że nie będziemy razem). Wiem, że zrobiłem wiele złego (rutyna dnia codziennego coś w nas zmieniła), ale kocham ją ponad życie i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ona już zdecydowała, że chce się wyprowadzić. Twierdzi, że jestem dla niej ważny ze względu na to co było kiedyś i zawsze będę ojcem jej syna, ale nie potrafi i nie chce już kochać mnie jako męża. Słowa że możemy pozostać przyjaciółmi są dla mnie jak kopanie leżącego. To mnie zabija... Nie potrafię tak żyć (bez niej). Cały czas próbuję to naprawić, ale nie wiem już jak to zrobić. Każdy dzień coraz bardziej odziera mnie ze złudzeń, że ona jeszcze do mnie wróci... Ostatnie dni są jak katorga. Twierdzi, że posmakowała już wolnego życia (przez 1,5 tygodnia mieszkała u niego po czym wróciła - on teraz nie chce jej przyjąć z powrotem, bo też ma dosyć tej huśtawki nastrojów) i to jest to co jej odpowiada. Znika wieczorami - wraca nad ranem twierdząc, że ma teraz nowych lepszych przyjaciół (towarzystwo tego człowieka), z którymi woli spędzać czas. Na każdą moją próbę zbliżenia reaguje agresywnie, a nawet wyśmiewa się z mojej miłości, kiedy mówię, że ją kocham, że będę na nią czekał. Twierdzi, że już nigdy do mnie nie wróci, a jedyne czego mogę się spodziewać to pozew z sądu. Pomóżcie - jak mam ją odzyskać. Jak mam odzyskać żonę i matkę mojego syna. Przecież ona nie ma 15 lat, żeby gonić za nową miłością. Nie potrafię zrozumieć jak można tak szybko zapomnieć o łączącej nas miłości (kocham cię ponad życie i życie bym za ciebie oddała - to jeszcze niedawno od niej słyszałem). Jak to możliwe, że mogła tak szybko się zmienić nie do poznania? Czasem podczas rozmów mam wrażenie, że to całkowicie obca osoba a nie moja Agnieszka :-(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

W jaki sposób odnaleźć prawdziwą miłość i akceptację?

Co sie ze mną dzieje? Czy mam silną depresję? Witam wszystkich internautów! Mam na imię Paweł, wiek 33 lata i mam wielki problem, a jest on związany z tym, że jestem i czuję się samotny. Nie ma i nie miałem...

Co sie ze mną dzieje? Czy mam silną depresję? Witam wszystkich internautów! Mam na imię Paweł, wiek 33 lata i mam wielki problem, a jest on związany z tym, że jestem i czuję się samotny. Nie ma i nie miałem nigdy dziewczyny (kobiety), ponieważ jestem b. nieśmiały i wstydliwy oraz b. wrażliwym człowiekiem. Próbowałem kilkakrotnie znaleźć lub poznać kogoś, ale bezskutecznie, nigdy tego nie robiłem na siłę, po jakimś czasie dałem sobie spokój, byłem 3 razy zakochany na zabój, lecz bez wzajemności. Było ciężko, ale dałem radę. Czasem się zamykałem w środku, a czasem było tak, że było mi to obojętne. Myślałem, że jestem silny i to bardzo się myliłem. Ostatnio, czyli jakieś 2 tyg. temu i 3 miesiące wcześniej działo się ze mną coś czego nie mogę wyjaśnić. Niby było wszystko w porządku, wszystko okey, aż nagle zaczęły mi z oczu lecieć łzy, których nie mogłem powstrzymać. Płakałem tak z 2-3 godziny, czułem, pustkę, ból, samotność, niechciany, niepotrzebny wszystko razem skumulowane do potęgi "n". Nie wiem co mam robić? Nic już mnie nie cieszy, straciłem wiarę i nadzieję, że kogoś poznam kto by mnie zrozumiał i polubił (pokochał, pocieszył, przytulił), zaprzyjaźnił się ze mną.

PS Nie zależy mi na seksie, lecz na przyjaźni i prawdziwej miłości, akceptacji. Bo w dzisiejszym świecie liczy się tylko seks za kasę, ile masz i co masz oraz czym jeździsz.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Toksyczna internetowa przyjaźń

Witam! Moja córka ma 22 lata. Od paru lat koresponduje przez Internet, jak twierdzi, z przyjacielem. Z tego co zsuwałam już od dłuższego czasu (kiedy ona jest w domu) wiecznie do siebie piszą na GG lub SMS. Nadmienię, że córka...

Witam! Moja córka ma 22 lata. Od paru lat koresponduje przez Internet, jak twierdzi, z przyjacielem. Z tego co zsuwałam już od dłuższego czasu (kiedy ona jest w domu) wiecznie do siebie piszą na GG lub SMS. Nadmienię, że córka studiuje w innej miejscowości i tam mieszka. Jak pytam kto do niej tak na okrągło pisze, odpowiada że znajomi, ale ja wiem, że to on (zerknę niby przez przypadek). Często po tych SMS staje smutna, rozdrażniona. Może nie powinnam, ale coś mnie zaniepokoiła ta sytuacja i podczas jej nieobecności zerknęłam na jej GG i jestem przerażona. Z tego co wyczytałam jest to osoba żonata, ma dzieci, bez pracy i moim zdaniem jest to bardzo toksyczna przyjaźń. Wydaje mi się, że zwierza mu się z wszystkiego. Mimo że wydawało mi się, że zawsze miałyśmy ze sobą dobry kontakt i nigdy nie kłamała i mówiła mi o wszystkim, o tym osobniku milczy. Rok temu moja córka miała chłopaka, wydawało mi się, że świetnie się dogadują i nagle z nim zerwała w walentynki. Po dłuższej przerwie spotkała następnego, znają się od trzech miesięcy, jest sympatyczny, miły, czuły, troskliwy, naprawdę o nią dba i widzę, że przy nim jest szczęśliwa i radosna. Muszę jeszcze dodać ważną rzecz, u córki rok temu wykryto nowotwór krwi - przewlekła białaczką szpikową. Pisząc swojemu pseudo przyjacielowi o swoich badaniach, wizycie u lekarza on nie reaguje, szybko wraca do swoich spraw. Z tego co wyczytałam, doładowuje mu chyba telefon jak on napisze, że się nie odezwie, bo nie ma pieniędzy. Córka wspomniała mu, że ma chłopaka i chcę ją zabrać nad morze. To odpisał, że jeżeli pojedzie z tym swoim chłopakiem to definitywny koniec ich przyjaźni. Wręcz błagała o zgodę na ten wyjazd. On ją szantażuje emocjonalnie, podejrzewam że z poprzednim chłopakiem zakończyła znajomość przez niego, a ja nie wiem, co mam zrobić, muszę ją ratować. Ona jest moim jedynym dzieckiem, kocham ją nad życie, a ta sytuacje nie pomaga jej na pewno w leczeniu.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Parys
Lek. Magdalena Parys
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak dbać i ratować związek?

Witam, byłem z dziewczyną 5 lat, po trzech zostawiłem ją na trzy miesiące. Później prosiłem ją o powrót, było ciężko, ale udało się. Przez dwa lata było już inaczej między nami, różnie raz dobrze raz, już nie staraliśmy się, nie...

Witam, byłem z dziewczyną 5 lat, po trzech zostawiłem ją na trzy miesiące. Później prosiłem ją o powrót, było ciężko, ale udało się. Przez dwa lata było już inaczej między nami, różnie raz dobrze raz, już nie staraliśmy się, nie pielęgnowaliśmy naszego uczucia. Niedawno pokłóciliśmy się, nie rozmawialiśmy przez tydzień, podczas spotkania oznajmiła, że już nie chce być ze mną. To trwa już przeszło miesiąc, widziałem się z nią kilka razy, ona chce sie tylko przyjaźnić, ja nie potrafię się z nią przyjaźnić. Zasugerowałem jej ostatnio, że chcę wszystko naprawić. Odpowiedziała mi, że ostatnio też tak mówiłem i nie udało nam się. Chcę jeszcze o nią walczyć, mam nieodpartą ochotę non stop pisać do niej SMS, że tęsknię i w ogóle. Proszę o pomoc, co mam robić...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Przemoc fizyczna ze strony narzeczonego

Witam! Piszę do Państwa z nadzieją, że pomożecie mi spojrzeć obiektywnie na pewne wydarzenia z mojego życia. Mój narzeczony, z którym mam trzyletniego synka dopuścił się ostatnio agresji w stosunku do mnie. Był tego dnia niemiły i złośliwy. Zapytałam go...

Witam!

Piszę do Państwa z nadzieją, że pomożecie mi spojrzeć obiektywnie na pewne wydarzenia z mojego życia. Mój narzeczony, z którym mam trzyletniego synka dopuścił się ostatnio agresji w stosunku do mnie. Był tego dnia niemiły i złośliwy. Zapytałam go kilkakrotnie dlaczego jest złośliwy, a on mi nie odpowiadał (wcześniej tego dnia się kłóciliśmy) zdenerwowana uszczypnęłam go chcąc zwrócić na siebie jego uwagę a on w odpowiedzi kopnął mnie w brzuch z całej siły (z pozycji siedzącej)... Nie wiem co o tym myśleć. Czy on mógł się tak zachować sprowokowany tym, że go mocno uszczypnęłam? To był i jest mój pierwszy partner od młodości. Jesteśmy ze sobą 10 lat, nie miałam nikogo poza nim w związku z czym nie potrafię ocenić czy takie zachowanie jest normalne? U mnie w rodzinie, nigdy przenigdy mężczyzna nie uderzył kobiety, nawet sprowokowany. Nie wiem co o tym myśleć, tym bardziej, że ta sytuacja powtórzyła się już kilka razy w przeszłości. Kiedy miałam 18 lat pokłóciliśmy się bardzo, spoliczkowałam go a on mi oddał. Potem kiedy byłam w zaawansowanej ciąży po serii epitetów na mój temat zaczęliśmy się szturchać, a on zepchnął mnie z wysokiego łóżka a spadając obiłam się jeszcze o szafkę. Kilka razy, kiedy nie chciałam mu czegoś oddać np. słuchawek, których nie pozwolił mi brać wykręcił mi rękę mocno do tyłu tak żebym w wyniku bólu oddała mu te słuchawki. Jeden raz uderzył mocno w plecy naszego synka bo go budził. Synka od razu po tym incydencie bardzo przeprosił i więcej się to nie powtórzyło. Mnie za żadną tą sytuację nie przeprosił nigdy. Wczoraj po tym kopnięciu, powiedział tylko, że mogłam go nie szczypać. W ciągu całego związku agresja fizyczna pojawiła się u niego tylko kilka razy 4-5. Na słowną sobie pozwala częściej, choć rzadko. Np. zamknij mordę etc. Zawsze dzieje się to w wyniku kłótni. Jednak zastanawiam się czy mężczyzna ma prawo zachowywać się w ten sposób nawet prowokowany? Bo narzeczona ma gorszy dzień i jest upierdliwa albo krzyczy? Czasami myślę, że usprawiedliwiam jego wszystkie zachowania bo go nadal kocham i nie chce rozbijać rodziny. Nie mogę nikomu o tym powiedzieć a w związku z tym nie mam osoby, która pomogłaby mi odróżnić dobra od zła. Nie wiem w którym momencie jest moje prowokowanie bo jestem danego dnia niemiła czy nerwowa a w którym zaczyna się już agresja domowa ze strony narzeczonego? Dodam jeszcze, że od kiedy zaszłam w ciążę nieustannie się kłócimy. Obydwoje wiemy o problemie, próbuję go naprawić. Staram się być miła i przymykać oczy na jego gorszy nastrój czy opryskliwe zachowanie (nigdy nie wiem w jakim nastroju wróci z pracy). Jednak odnoszę wrażenie, że tylko ja się staram. Po ostatnim incydencie z tym kopnięciem powiedziałam, że wyprowadzam się z dzieckiem. Mój narzeczony powiedział: OK... i poszedł spać. Z jednej strony chciałabym odejść, z drugiej wiem, że sobie nie poradzę. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Myślę wtedy, że jak się zmienię, będę mniej nerwowa i wrócę do pracy po macierzyńskim to znowu odzyskam jego szacunek... Potem nachodzą mnie myśli, że żaden mężczyzna obojętnie jak sprowokowany nie ma prawa uderzyć kobiety. I już nie wiem co myśleć. Czy to jest przemoc domowa? Wina narzeczonego? Czy ja koloryzuje a jego zachowanie jest dopuszczalne? Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie!

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Parys
Lek. Magdalena Parys
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, by były narzeczony chciał do mnie wrócić?

Witam, mam 25 lat, jestem matką 6-letniego chłopca. Bardzo go kocham i zrobię dla niego wszystko. Przez ponad 5,5 roku spotykałam się ze starszym od siebie mężczyzną, obecnie 33 lata (nie jest on ojcem mojego dziecka), ale traktował go jak...

Witam, mam 25 lat, jestem matką 6-letniego chłopca. Bardzo go kocham i zrobię dla niego wszystko. Przez ponad 5,5 roku spotykałam się ze starszym od siebie mężczyzną, obecnie 33 lata (nie jest on ojcem mojego dziecka), ale traktował go jak syna, nawet mały mówi do niego tato. Od 3 lat mieszkamy a raczej mieszkaliśmy razem, było jak to w związku - raz dobrze raz źle. Od jakiegoś czasu układało się bardzo źle, wręcz zaczęłam myśleć o innym mężczyźnie (nie o jednym). Zainteresował się mną kolega z pracy, niestety żonaty i z dwójką dzieci (wstyd nie tylko dla mnie). Polubiliśmy się nawet bardzo, doszło między nami do kilku sytuacji, których być nie powinno. Rezultatem tego wszystkiego była rzecz okropna, zrobiłam sobie kilka nagich zdjęć oraz jeden film i wysłałam je do kolegi. Przez przypadek zobaczył je mój były narzeczony (daty ślubu nie było) i wpadł w szał (w sumie się nie dziwię, pewnie zrobiłabym to samo), kazał nam się wyprowadzić i zerwał ze mną. Rozstaliśmy się przed świętami wielkanocnymi 2012, tylko że ja nie umiem przestać o nim myśleć. Postanowiłam być w stosunku do niego szczera, powiedziałam że poznałam kogoś, że jest mi z nim dobrze, ale że rozmawiamy o tym co było między nami (cały czas mówiłam, że kocham tamtego). Naprawdę chcę powrotu do związku tamtego. Nie wiem co robić i jak pokazać, że może mi znowu zaufać. Zrezygnowałam ze spotykania się z tamtym i walczę, próbuję i staram się. Błagam o pomoc, jak zrobić tak, żeby było super?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Brak seksu między małżonkami

Dzień dobry, mam problem w związku ze swoim Mężem. Jest to wszystko tak skomplikowane (gdyż dotyczy kilku spraw jednocześnie, że nie wiem od czego zacząć. Postaram się jak najkrócej i treściwie opisać sprawę. Mam 29 lat, mój mąż ma 32...

Dzień dobry, mam problem w związku ze swoim Mężem. Jest to wszystko tak skomplikowane (gdyż dotyczy kilku spraw jednocześnie, że nie wiem od czego zacząć. Postaram się jak najkrócej i treściwie opisać sprawę. Mam 29 lat, mój mąż ma 32 lata. Jesteśmy w związku ze sobą od 3 lat, a w małżeństwie od 2,5roku. Od prawie 2 lat nie uprawiamy seksu. Byłam (i byliśmy) w tej sprawie u psychologów i jednego b. dobrego seksuologa. Każdy z psychologów oraz seksuolog zgodnie stwierdzili, że wina leży po stronie mojego męża. Ja przez ten cały czas (odkąd skończyło się współżycie) wykazywałam inicjatywę i chęć poprawienia aktualnej sytuacji. Niestety mój mąż był i nadal jest w tej kwestii bardzo bierny. Najpierw wymyślał różne dziwne powody, dla których się ze mną nie kocha, potem inne aż w końcu kiedy po wizycie u seksuologa okazało się, że on musi chodzić na psychoterapię, zaczął tłumaczyć się, że nie ma pieniędzy na badania i psychoterapię. Mimo iż był umówiony na badania w ramach wizyty i ma to do dziś darmowo, od ponad pół roku nie poszedł na te badania.

Druga sprawa to fakt, że ja zanim go poznałam, miałam bardzo dobrze ułożone życie w innym mieście. Mam specyficzny (artystyczny) zawód, który dotyczy bardzo zawężonego środowiska i spełniałam się zawodowo. Byłam szczęśliwa - miałam przed nim innego partnera, z którym byłam szczęśliwa, spełniałam się zawodowo i realizowałam swoje pasje. Tak się przedziwnie stało, że po skończeniu studiów w wieku 25 lat poznałam mojego Męża i straciłam dla niego głowę. Przeprowadziłam się dla niego z miasta, w którym się realizowałam i wszystko, dosłownie wszystko rzuciłam dla niego. Znalazłam pracę w zawodzie, ale na umowie o dzieło i dużo gorzej płatną i w zasadzie nie realizuję się tak jakbym chciała. Przez ten cały czas bardzo próbowałam, starałam się jak mogłam, poszłam na 2 kierunki podyplomowe, które aktualnie kończę. Starałam się "wciągnąć" w środowisko zawodowe w innym mieście, ale niestety nie mam mimo to tak ważnych znajomości i na stałą pracę na etacie nie mam co liczyć. Pracę mam popołudniową i niezbyt ciężką, właściwie można by powiedzieć, że się nudzę i brakuje mi wrażeń. Mój mąż z kolei bardzo dużo pracuje i robi karierę. Jest zaradny, dobrze zarabia, ale też niewiele ma dla mnie czasu. Po przyjściu z pracy gra w gry albo pracuje przed komputerem. Zdarza się, że późno wraca z pracy (22, 23), wychodzi wcześnie (6,7 rano). Jestem bardzo samotna. Nie mam żadnych znajomych. Mąż też nie zabiera mnie na żadne wakacje, na dyskoteki, zabawy, do znajomych itp. W zasadzie nie mamy żadnych znajomych. Jego całe życie to praca.

Kolejna sprawa to fakt, że kupiliśmy razem dom, wzięliśmy razem kredyt w banku na ten dom. Kredyt głównie spłaca mąż, gdyż zarabia na 99% kredytu, ja zarabiam grosze i nie jestem się w stanie utrzymać z tej pensji. Mąż założył dodatkową firmę, by jeszcze więcej zarabiać i trzeba przyznać, że dobrze mu się wiedzie. Jest na pewno zaradny i zdolny w tym, co robi. Mnie natomiast często towarzyszy frustracja. Zdarzało się, że w porywach intuicji sprawdzałam telefon męża i niestety znajdywałam flirty z koleżankami z pracy. Miał ich wiele. Flirtował na gadu-gadu, w esemesach, w poczcie służbowej. Ponieważ nie kochał się ze mną, myślałam, że mnie zdradza. Nie jestem tego na 100% pewna, ale już montowałam jakieś podsłuchy itp. rzeczy i myślę, że on mnie nie zdradza. Były to podejrzewać nic nie znaczące flirty. Myślę, że mąż mnie kocha, gdyż powtarza, że dom wziął dla mnie (faktycznie dom jest jak z marzeń). Lecz on nie ma dla mnie nigdy czasu. Nie rozumiem też braku seksu i braku chęci poprawienia obecnej sytuacji. Rozmawiałam z nim setki razy. Poruszałam temat często, ale nigdy nie przynosiło to skutku. Czasami odpuszczałam, bo twierdził, iż go za bardzo przytłaczam tym tematem. Więc było kilka takich momentów, że przez 2-3miesiące nic się nie odzywałam w sprawie braku seksu z nadzieją, że on sam wykaże inicjatywę. Niestety na czekaniu się skończyło aż do momentu, aż znowu wybuchałam i z płaczem mówiłam mu, jak bardzo mnie to boli, że on mnie nie pragnie. Dlaczego piszę - gdyż aktualnie oddaliliśmy się od siebie. Dałam mu jakiś kolejny termin poprawy naszego związku (tym razem do października, jest maj...). Ale już widzę, że on sobie z tego nic nie robi.

Na samym początku kiedy podejmowałam temat braku współżycia jedyne co mówił, to że mam fochy i nie wie o co mi chodzi. Teraz przyszło jakieś zobojętnienie. Śpimy w osobnych pokojach (ja zaczęłam, gdyż obraził mnie wyzywając od głąbów i że do niczego się nie nadaję, powiedział do mnie też: "spier...aj debilu jeden"), a że nie przepraszał przez kilka kolejnych dni, nie odzywałam się do niego i spałam w innym pokoju. Teraz trochę on jakby wykazał inicjatywę, powiedział, że mnie kocha a ja z nim rozmawiam, ale nadal śpimy w innych pokojach. Np. dzisiaj powiedział mi tak nagle "dobra, idę spać, to pa", na co ja "ale przecież jutro jest sobota", on "jutro muszę wstać o 5:30" i gdy dopiero spytam, dlaczego, odpowiedział, że ma jutro inwentaryzację całą sobotę i niedzielę. I twierdził, że już mi to mówił, co jest kłamstwem.

Już wiele razy mówił mi różne rzeczy na dzień przed, twierdząc że wcześniej uprzedzał, ale tak naprawdę zawsze mówi to na ostatni dzwonek. Wiem, że jest on bierny i nawet gdybym miała z nim dziecko, on ciągle by pracował, a na mnie spoczywałoby utrzymanie domu i wszystko. Nie mogę na niego liczyć, gdyż nie zawsze podnosi telefon. Nie przejmuje się mną zbytnio. Z pracy przez cały dzień potrafi nie zadzwonić do mnie ani razu. Na imieniny, urodziny nie daje mi prezentów, nie zaprasza nigdzie, nic... Jedyne co mówi to tylko, że mnie kocha i traktuje raczej jak dziecko do przytulania, nie jak kobietę. Jestem w kropce. Nie wiem, czy od niego nie odejść... Jestem nieszczęśliwa, ale tak bardzo chciałabym, byśmy byli szczęśliwi w tym pięknym domu. Niestety z jego strony nie mam co liczyć na żadną inicjatywę, a moja inicjatywa już się wyczerpała. Jest nic. Proszę o radę, co mam robić. Jestem w totalnej rozsypce, trzęsą mi się ręce i jestem bardzo zestresowana.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Moi rodzice ciągle się kłócą

Mam 12 lat. Moi rodzice kłócą się już od około 1,5 roku. Z czasem kłótnie się nasilały, aktualnie są co jakieś 2 dni. Nie ma problemu z pogodzeniem się, dlatego że na następny dzień wszystko już ustaje, aczkolwiek jak już...

Mam 12 lat. Moi rodzice kłócą się już od około 1,5 roku. Z czasem kłótnie się nasilały, aktualnie są co jakieś 2 dni. Nie ma problemu z pogodzeniem się, dlatego że na następny dzień wszystko już ustaje, aczkolwiek jak już wspominałem za dzień, góra tydzień znowu się kłócą. Powodem tych sporów jest to, że moja mama myśli, że tata patrzy się i flirtuje z prawie każdą kobietą, którą napotka. A jakby było tego mało, to moi rodzice mają swój własny sklep, więc o takie spotkania nie trudno. Sęk w tym, że mój tata stanowczo mówi, że czegoś takiego nie robi. Jeśli jednak mama ma rację, to myślę (zresztą tak jak moja mama), że może to być "kryzys wieku średniego" (jako, że mój tata ma 51 lat, mama natomiast 41, więc jak nie trudno policzyć jest pomiędzy nimi 10 lat różnicy). Natomiast moim pytaniem byłoby, jak zapobiec aby się więcej nie kłócili,bo jak narazie wygląda to tak, że moja mama (bynajmniej tak straszy), iż pojedzie do Włoch, gdzie mieszka jej siostra, już nawet ma numer do korepetytorki.

PS Mam siostrę, która ma 19 lat i brata, który ma 21 lat (zdaje się, że są za tatą, ale ja już sam nie wiem, co mam o tym myśleć).

Proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak mam stworzyć szczęśliwy związek?

Byłam z chłopakiem 9 miesięcy. On był bardzo uległy, mnie to denerwowało, wiele razy z nim o tym rozmawiałam, ale nie przynosiło to rezultatu, więc awanturowałam się, wiele rzeczy mnie denerwowało, ale bardzo go kochałam. Dowiedziałam się, że całował się...

Byłam z chłopakiem 9 miesięcy. On był bardzo uległy, mnie to denerwowało, wiele razy z nim o tym rozmawiałam, ale nie przynosiło to rezultatu, więc awanturowałam się, wiele rzeczy mnie denerwowało, ale bardzo go kochałam. Dowiedziałam się, że całował się z moją przyjaciółką, żeby się na mnie zemścić za to, że pokłóciliśmy się, bo na mojej studniówce dosłownie się zataczał z pijaństwa. Jestem po przejściach, byłam molestowana, w poprzednim dwuletnim związku bita etc. (chodziłam na terapię, brałam leki, teraz już nie). Zerwałam z nim, jednak po czterech dniach błagań, obietnic, zaręczyn etc., postanowiłam ponownie dać mu szansę, jednak bez obietnicy, że nie odejdę. Po dwóch dniach spotkałam się z przyjacielem, który powiedział, że przecież mój chłopak ma 20 lat, a nie studiuje, nie pracuje, siedzi w domu na garnuszku zadłużonej matki i nigdy nie wychodził ze mną, nigdzie, no może sporadycznie. Więc... odeszłam. Jednak zaczęłam umierać z bólu i tęsknoty, więc ja zaczęłam go błagać po dwóch i pół dnia, żeby do mnie wrócił. Zapewnia, że mnie kocha i jest szczęśliwy, ale nie zamierza być już nigdy uległy, że był ograniczany, chociaż mówi, że z własnej winy swojego charakteru. Ja robię wszystko, żeby było dobrze, ciągle płaczę i boję się, że mnie zostawi. Kiedyś dzwonił non stop, teraz jest oficjalny, obcy, zamienił się w zimnego drania, bo stwierdził, że się sparzył. Dlaczego ja mam płacić za jego błąd? Zaczynam się tak bardzo obwiniać. Nie ma dla mnie czasu, nie przyjeżdża do mnie, jest ciągle zajęty (gra w gry sieciowe i zarabia, sprzedając postaci). Ja dwoję się i troję... Błagam, to moja wina... Proszę mi powiedzieć, należy mi się to... Twierdzi, że się sparzył, a ja? To nie ja zdradziłam. Seks - jak najbardziej, ale reszta jest tragiczna, jak spotykamy się na np. 10 godzin, to 7 godzin jest obcym człowiekiem, a potem jest już lepiej. Sam mówi, że zamienia się w zimnego drania. Boję się odrzucenia, boję się, boję. (Po tamtym chłopaku, który mnie bił, próbowałam się zabić, zbierałam się po nim półtora roku, może nawet jeszcze się nie pozbierałam do końca.) Kocham go i chcę, żeby było jak dawniej. Czemu on taki jest? Czy po prostu już mu nie zależy i zaraz usłyszę, że zrywa? Czy to moja wina? Błagam o dość szczegółową odpowiedź. Zwłaszcza jak mam rozumieć jego zachowanie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czy znajomość z internetu ma jakieś szanse?

Witam! Jestem 1,5 roku po rozwodzie. Mam dwójkę dzieci (14 i 9 lat). W styczniu poznałam nowego mężczyznę przez internet. On mieszka daleko ode mnie - 350 km. Na początku przez ok. 2 m-ce pisaliśmy ze sobą na różne...

Witam! Jestem 1,5 roku po rozwodzie. Mam dwójkę dzieci (14 i 9 lat). W styczniu poznałam nowego mężczyznę przez internet. On mieszka daleko ode mnie - 350 km. Na początku przez ok. 2 m-ce pisaliśmy ze sobą na różne tematy. Czułam, że rozumiemy się bardzo dobrze. Dodam, że jest kawalerem w moim wieku. Był w jakimś związku jakiś czas temu, ale się nie ułożyło, to była kobieta zamężna, więc związek troszkę toksyczny. Zdecydował się to przerwać. I było wszystko pięknie, rozmawialiśmy o sobie. Sam nadawał temu tempo, ja choć tak naprawdę czułam, że jest mi dobrze, kiedy wiem, że mogę napisać, kiedy wiem, że on gdzieś tam jest. Nie dawałam mu tego odczuć, bardzo szybko poczułam, że chciałabym go poznać bliżej. Zaproponował po 2 miesiącach abyśmy się spotkali. Powiedział, że przyjedzie po mnie. Wzięłam kilka dni wolnego i pojechaliśmy do niego, było cudnie. Nie doszło miedzy nami do seksu, ale spędziłam kilka cudownych dni. On wiedział, że mam dzieci i nie czułam aby mu to przeszkadzało. Zresztą był już w takim związku, więc nie sądziłam, że to ma dla niego jakieś znaczenie. Facet jest poukładany. Powiedział mi, że niby wszystko ma, ale czegoś mu jednak brakuje... bliskości, miłości, czułości, drugiej osoby. Często wspominał mi, że chciałby mieć rodzinę i dzieci, że już czas. Tak czuł. To utwierdzało mnie tylko w tym, że myśli poważnie, a nie chce się zabawić. Imponowało mi to. Kiedy wróciłam od niego pisaliśmy coraz częściej na GG i na FB. Wieczorami czułam, że brakuje mi go, więc zaczęliśmy planować drugie spotkanie. Pisał, że tęskni, że chce mnie mieć przy sobie, że wie, że to wszystko trudne, bo odległość i jakaś przeszłość. Pewnie to, że mam dzieci? Miał obawy, ale był szczery ze mną. Bał się zaangażować i pisał mi o tym. Myślałam, że to koniec. I napisał mi wtedy, że to nie tak jest, że nie chce, bo jestem cudowną kobietą, ciepłą i jest mu dobrze przy mnie. Powiedziałam, że rozumiem co ma na myśli, więc zapytał mnie, czy już krzyżyk na tym postawiłam. Tak leciał dzień za dniem, w końcu po 3 tyg. spotkaliśmy się. Pojechałam do niego, znów minęło 3 miesiące i doszło do zbliżenia. Było cudownie, namiętnie, po prostu pięknie. To był cały tydzień normalnego wspólnego życia. Nie naciskałam na temat " co dalej", nie pytałam, bo bałam się, że coś spalę, ale czuł, że mi dobrze, nie musiałam nic mówić. Pytał mnie często o dzieci i jak to dalej będzie. Co ma zrobić ze mną, żartował. Widziałam, że kalkuluje, że układa sobie. Wiedziałam, że to trudne dla niego, ale czułam, że było mu dobrze ze mną. Odwiózł mnie po tygodniu. To był piątek. Wrócił do domu. Pisał, dzwonił. W niedzielę poszedł na jakieś wesele do znajomego, wspominał o tym już dawno jak się poznaliśmy. Tam miała być też jego rodzina. I nagle we wtorek był już jakiś inny, zimny, mało pisał. Myślałam, że może nie ma czasu, więc zapytałam co się dzieje. On na to, że zmęczony i tyle. Minęły 3 dni i cisza, jak nigdy. Zadzwoniłam, pytam co się dzieje, powiedz jeśli jest coś nie tak. Powiedział, że zadzwoni wieczorem to pogadamy. Nie zadzwonił, ale napisał, że coś w nim pękło, że nie może rozmawiać, że mu smutno. Nie rozumiałam i zapytałam, co ma na myśli? Napisał, że potrzebuje czasu, spokoju, żeby przemyśleć. Nie wiedziałam co napisać.

Naprawdę nie czułam, kiedy byłam u niego, że coś może być nie tak. Jeśli miał jakieś obiekcje, po co tam jechałam, po co mnie zapraszał? Powiedziałam mu, że najłatwiej milczeć, że obiecaliśmy sobie szczerość, bo każdy z nas wyniósł już coś z poprzednich związków i wie, że szczerość to podstawa. Przeprosił, napisał, że nie wie co napisać, że jest mu bardzo z tym źle, ale potrzebuję przemyśleć. Zatkało mnie, ale nie napisałam tego, czułam że jest mu źle, ale czy on wiedział jak ja się czułam w tej chwili? Serce mi pękło i co dalej. Co on ma na myśli? Co ja mogę myśleć, czy jest jeszcze jakaś szansa dla nas? Czy to taka ściema, żebym się odczepiła. Nie wiem, ale źle mi z tym. Czułam, że może to być początek czegoś naprawdę pięknego i choć nie zaangażowałam się, jeszcze na tyle. To przykro mi. Jeśli potrzebuje czasu, to ile mam mu dać i czy zapytać potem o co chodzi? Czy nie narzucać się i odpuścić. Czy on się mną znudził? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty