Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Trudne relacje w związku małżeńskim

Czy da się naprawić to małżeństwo? Witam! Jestem 30-letnią mężatką. W tym roku minęło 10 lat od naszego ślubu. Mamy 9-letniego syna. Niestety w ubiegłym roku wydarzyło się coś do czego nigdy nie powinnam dopuścić. Mój mąż od kilku lat...

Czy da się naprawić to małżeństwo? Witam! Jestem 30-letnią mężatką. W tym roku minęło 10 lat od naszego ślubu. Mamy 9-letniego syna. Niestety w ubiegłym roku wydarzyło się coś do czego nigdy nie powinnam dopuścić. Mój mąż od kilku lat ma problemy ze zdrowiem. Czasami on źle się czuje. Przeszedł operację. Zawsze byłam przy nim, ale gdy zaczęło się polepszać on przestał się mną interesować, traktował mnie jak współlokatora i kumpla. Trwało to ponad dwa lata. Ja wiele razy mówiłam mu, że mi to przeszkadza, że potrzebuję również wsparcia, przestałam czuć się kobietą, nie kochaliśmy się wcale. Potrzebowałam tylko rozmowy i żeby czasami mnie przytulił i się mną zainteresował. Nie wymagałam od niego nic więcej. Pomagał tylko przy zmywaniu, poza tym nic innego w domu nie robił. Nie myślał o przyszłości. Któregoś dnia powiedziałam mu, że bardzo chciałabym mieć drugie dziecko, ale jak zwykle mnie olał. A ja do tej rozmowy przygotowywałam się długo. Niestety poznałam kogoś kto mnie od razu oczarował tym, że się mną interesuje, spotkaliśmy się kilka razy, przez kilka miesięcy pisaliśmy do siebie czułe maile. Ja w głębi serca wiedziałam, że to nie będzie trwało długo bo nie chciałam innego mężczyzny. Chciałam tylko tych rozmów i adorowania mnie. Ten mężczyzna zakochał się we mnie więc ja szybko urwałam kontakt, ale zaczęłam rozmawiać z kolegą na gg, nic nie chciałam tylko rozmowy. To trwało kilka miesięcy, zawsze kiedy mąż zamykał mi drzwi przed nosem lub mnie odrzucał ja żaliłam się przez gg. Rozmowy czasami były nieprzyzwoite, ale dla mnie to było tylko zabicie łez. Wpadłam w depresję, przestałam o siebie dbać, ciągle siedziałam przed komputerem i ciągle było mi zimno. Siedziałam w kilku bluzach i trzęsłam się z zimna. Mąż nigdy się mną nie interesował, miał swój świat a ja zaczynałam mieć swój. Czasami nie wytrzymywałam i krzyczałam na niego, byłam zła, krzyczałam że jest „debilem”, że jest ślepy, że oddalam się coraz bardziej, a on ma to gdzieś. Strasznie źle czułam się w tym stanie. Próbowałam do niego dotrzeć, ale on mnie nigdy nie słuchał i zawsze była tylko jedna odpowiedź „przesadzasz!”. Doszło już do takiego stanu, że ja na gg pisałam nawet przy nim, ale on nadal nic, zero reakcji. W końcu któregoś dnia zobaczył co wyprawiam. Zakończyło to się moim płaczem i zapewnieniem, że już nigdy nie będę pisała takich rzeczy. Częściej zaglądał w moją komórkę co mi odpowiadało, czułam że mu na mnie zależy. Po 1,5 roku abstynencji kochaliśmy się. Było cudownie, w trakcie leciały mi łzy ze szczęścia. Od tego czasu zaczęłam się zmieniać, zaczęłam dbać o siebie i dom. Czułam się bardziej kochana. Niestety po kilku miesiącach czasami utrzymywałam kontakt z kolegą z gg, ale już tylko esemesem albo mailem, gdyż on musiał dokończyć projekt, który mu zleciłam i na tym miało się to skończyć. Nigdy już nie włączyłam gg. Byłam w porządku, ale niestety mąż zobaczył korespondencję z tamtym panem sprzed roku. Od tego czasu wszystko się popsuło. On stracił do mnie zaufanie, wyzywa mnie od szmat! Zapewniałam go wiele razy, że go kocham. Postanowiłam sama wszystko naprawić, chciałam być idealną żoną. Powoli zaczynało wszystko nabierać normalności, ale on zrobił się bardzo wybuchowy. Wyzywa mnie, a po chwili przytula. Czuję, że mnie kocha. Nasze wieczory zrobiły się cudowne, kochaliśmy się prawie co drugi dzień. Ja zrobiłam się idealną żoną, nie ukrywam, że bardzo dobrze czuję się w tej roli. Niestety mój mąż zalogował się na portalu społecznościowym i tam umówił się z dziewczyną, z którą się spotkał. Zrobiłam mu wielką awanturę, że nie powinien wbijać gwoździa do trumny. On twierdzi, że mnie kocha, ale musi mieć pewność, że nie jest taki ostatni. Nie wiem jak mam w takich sytuacjach postępować? Czytałam korespondencję jego z tą dziewczyną, były tam teksty, których brakowało mi od niego. Ja potrzebuję rozmowy, potrzebuję wsparcia, a on rozmawia z kimś innym, tamta dziewczyna nastawiała mnie przeciwko jemu. On ją oszukiwał, że nie mieszkamy razem i jesteśmy w separacji. Wpadam w wściekłość, bo przypominam sobie jak rok temu zamykał mi drzwi przed nosem, jak potrzebowałam go. Twierdził mi, że nie może ze mną rozmawiać, bo jego złe samopoczucie mu na to nie pozwala, że ja powinnam to rozumieć. Czuję się sama z tym wszystkich, boję się znowu popaść w depresję. Potrzebuję miłości, ale on nie chce mi jej okazywać, twierdzi że jestem szmatą i to ja zdradzałam i nie powinnam mu robić wymówek, że sobie z kimś pogada. Boli mnie to, ale ja zaciskam zęby, nie mogę się odezwać. Zapewnił mnie, że już nikogo nie szuka i z nikim nie rozmawia, ale ja straciłam do niego zaufanie, bo często mnie oszukuje i twierdzi, że mu wolno, a ja mam się zamknąć. Piszę o tych negatywnych rzeczach, ale są też miłe chwile, wychodzimy do znajomych i spędzamy więcej czasu ze sobą, ale to ja o to dbam a on korzysta. Ciągle twierdzi, że to ja mam się starać. Dla niego robię wszystko, gotuję, sprzątam. To ja jestem inicjatorką w łóżku co mu odpowiada. Od prawie roku jestem idealną żoną, ale znowu płaczę w samotności, bo nie chcę być taka nieszanowana przez niego i wyzywana od k…, kiedy ma gorszy dzień. On twierdzi, że ja nie powinnam stawiać żadnych warunków, bo to ja jestem tą złą. Moje potrzeby znowu się nie liczą, on nie umie mnie słuchać. Jak próbuje mu wytłumaczyć co się ze mną dzieje, to mi odpowiada, żebym sobie poszła do „tego” czy „tamtego” ze swoich kochanków oni mnie zrozumieją na pewno. Mój mąż zrobił się inny, czuję jakby obok mnie był obcy mężczyzna a nie przyjaciel. Zaczynam się go bać! Zaczął interesować się innymi dziewczynami, ogląda się za wszystkim co się rusza i nie przejmuję się mną. Twierdzi, że jestem najpiękniejszą kobietą, ale ja się nią nie czuję. Każdy dzień jest coraz gorszy, coraz więcej jest we mnie niepewności i lęku nie wiem jak mam postępować żeby nie popełnić błędu. Nie wiem kim jestem, czasami sobie myślę, żeby nie nasz syn to bym już nie żyła.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Relacje z byłym partnerem w związku homoseksualnym

Witam! Jestem 26-letnim chłopakiem, który pół roku temu zakończył ponadroczny związek homoseksualny. W trakcie trwania związku całkowicie sie zaangażowałem pomagając mojemu partnerowi, jak tylko mogłem w jego kłopotach zarówno z prawem, jak i kłopotach finansowych przekazując ogółem ponad 25 tysięcy...

Witam! Jestem 26-letnim chłopakiem, który pół roku temu zakończył ponadroczny związek homoseksualny. W trakcie trwania związku całkowicie sie zaangażowałem pomagając mojemu partnerowi, jak tylko mogłem w jego kłopotach zarówno z prawem, jak i kłopotach finansowych przekazując ogółem ponad 25 tysięcy złotych (ale nie o pomoc finansową tu chodzi). Związek ten dawał mi jak mi sie wydawało bezpieczeństwo i stabilność aż do pewnego momentu. W grudniu 2011 roku mój partner zerwał ze mną, co zbiegło się także z utratą pracy. Powodem rozstania zdaniem mojego partnera było to, iż cyt. "męczył się ze mną". Wywołało to u mnie załamanie, które skłoniło mnie do myśli suicydalnych z tendencjami do realizacji. Jeszcze w tym samym miesiącu próbowałem popełnić samobójstwo przez przyjęcie leków o silnym działaniu kardiodepresyjnym. Z uwagi na posiadane wykształcenie medyczne udało mi się ukryć fakt próby samobójczej przed lekarzami z oddziału chorób wewnętrznych, którzy rozpoznali u mnie błędnie (dzięki mnie) zapalenie mięśnia sercowego. Związek udało mi się zakończyć i przejść - jak sądziłem - do normalnych przyjacielskich relacji pomiędzy mną a moim byłym partnerem. Nie minął miesiąc od rozstania, a mój były partner stwierdził, że jednak "woli dziewczyny" i do tej porty utrzymuje liczne kontakty seksualne z obojgiem płci. Pomimo tego wszystkiego nadal pomagałem mojemu przyjacielowi. Z uwagi na bardzo skomplikowaną sytuację rodzinną i fakt, że w pewnym momencie rodzice wyrzucili mojego przyjaciela z domu zorganizowałem mu mieszkanie u mojej przyjaciółki. Pomogłem także w kłopotach z urzędem skarbowym. W obecnej chwili mój przyjaciel traktuje mnie zdawkowo. Nie chce poświęcać mi czasu. Nie przychodzi na umówione spotkania (nie są to spotkania we dwoje a wraz z moją przyjaciółką, u której mieszka, aby nie wyglądało to jak randka). Utrzymuje w zamian za to liczne przygodne kontakty seksualne z dziewczynami oraz jednym chłopakiem. Bardzo denerwuje mnie jego zachowanie. Do szału doprowadza mnie to, że jeśli już dojdzie do wspólnego spotkania naszą trójką przyjaciół zawsze podczas tych spotkań nieustannie esemesuje ze swoimi sex-koleżankami. Rozmawiałem z nim na ten temat, informując o moich spostrzeżeniach, że nie potrafi poświęcić nam czasu, jednak zawsze żąda ode mnie tego, żebym to ja się zmienił i nie zwracał na to uwagi albo po prostu zakończymy przyjaźń. Chciałbym zakończyć tę chorą przyjaźń niemniej jednak jestem od niego uzależniony. Nie potrafię bez kontaktu z nim żyć. Bardzo boli i denerwuje mnie to, że po tym jak mu pomogłem tak mnie traktuje. Proszę o podpowiedź co mam robić, jak zakończyć tę chorą przyjaźń.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Brak wzajemnego zaufania w związku

Witam, jestem 28-letnią mamą 19 miesięcznego bobasa i narzeczoną. Planujemy ślub już od dłuższego czasu i nie wiem czy zwątpiłam. Chodzi o to, że tuż po porodzie mój narzeczony się zmienił, było dużo pracy przy maluchu i on ciągle miał...

Witam, jestem 28-letnią mamą 19 miesięcznego bobasa i narzeczoną. Planujemy ślub już od dłuższego czasu i nie wiem czy zwątpiłam. Chodzi o to, że tuż po porodzie mój narzeczony się zmienił, było dużo pracy przy maluchu i on ciągle miał nocne dyżury w pracy za kierownicą. Nie wiem co spowodowało w nim taką agresję na początku. Oboje byliśmy zmęczeni, on był bardzo kochającym tatą i myślę nadal tak jest, ale między nami kompletnie przestawało się układać. Zaczął mnie wyzywać od k*rew, szmat, że będę tak dziennie wyzywana, że jest ze mną tylko dla dziecka, że nie kocha, że powinnam zadbać o siebie i mam zobaczyć jak wyglądam (w ciąży przytyłam 18 kilo), że brzydzi go moją laktacją itp. Jak się raz spóźniłam do domu, bo pomyliłam autobusy, to mi groził, że zabije, że jestem dziwką itp. Szczerze mówiąc nigdy w taki sposób do mnie nie mówił, wiec zaczęłam podejrzewać go o zdradę z kumpelą, do którego dziecka jestem matką chrzestną, zwłaszcza po tym jak zaczął opowiadać pewnego wieczoru o jej piersiach, jakie ma fajne i jak jej urosły po porodzie itp. Nigdy go nie zdradziłam, do momentu jak wyjechał za granicę i rozmawialiśmy właściwie o tym, że trzeba opłacić mieszkanie, że mam przestawić ikonkę na pulpicie, że na pewno jestem w ciąży z innym i że zrobi sobie badania na ojcostwo. Między innymi było też dopiero po wyjeździe, że ja i Oluś to jego skarby. W pewnym momencie już nie mogłam i nie wiem nawet, kiedy zdradziłam go. Było mi bardzo ciężko, bardzo chciałam go objąć i przytulić itp. Nadal go kocham. Powiedziałam mu o tym w grudniu ubiegłego roku, od tego czasu kłóciliśmy się, ja dzwoniłam do niego co godzinę do pracy, potem chyba po czterech miesiącach się uspokoiłam. Cały czas myślałam, że ma romans. Zdawałam sobie sprawę, że coś jest nie tak ze mną, ale nie wiedziałam jak mam nad tym zapanować. Po jakimś czasie mnie uderzył raz, później pokłóciliśmy się na temat ślubu, bo doszliśmy do wniosku, że się kochamy i chcemy być z sobą, ale wtedy go coś napadło i powiedział mi, żebym spierdalała i pełne wiązanki. Ja uderzyłam go w twarz, chyba ze cztery razy, a on w domu mi oddał. To się nazywa taki popularny "liść". To znowu mu oddałam i powiedziałam, że to ostatni raz, kiedy mnie uderzył, na następny dzień pocięłam sobie policzek nożem. Nie mam blizn, bo już się zagoiło, ale przez dwa dni nie wychodziłam z domu. Potrzebuję pomocy, bo nie wiem co dalej. Już nawet sama chciałam odejść. Teraz on mi mówił, że chce odejść, to mu powiedziałam, żeby to po prostu zrobił. A on nie chce, bo nie przeżyje bez dziecka i beze mnie. Co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pomóc koledze zrozumieć, że nowy związek mu szkodzi?

Mój kolega - lat 55 po rozwodzie związał sie z 50-letnią kobietą, rozwódką. Przyjaźnimy się prawie 40 lat i trochę zaczynam niepokoić się o niego. Zawsze był bardzo aktywny, uśmiechnięty, ciekawy życia. Zna ją pół roku, ale widzę, że ten...

Mój kolega - lat 55 po rozwodzie związał sie z 50-letnią kobietą, rozwódką. Przyjaźnimy się prawie 40 lat i trochę zaczynam niepokoić się o niego. Zawsze był bardzo aktywny, uśmiechnięty, ciekawy życia. Zna ją pół roku, ale widzę, że ten związek go przytłacza, jakby szarzeje z dnia na dzień. Niepokoi mnie co opowiada o niej - mówi niewiele - że nie lubi ludzi, że się ich boi, boi sie nowych wyzwań, jest wręcz bardzo opryskliwa i nieprzyjemna dla obcych. Ma małe grono znajomych - kolega twierdzi, że to sympatyczni ludzie, ale jego przyjaciół nie chce poznać. Kolega przestał się z tego względu ze swoimi znajomymi (a zna ich 10, 15, 20 lat) widywać, obraca sie w jej grupie przyjaciół.

Zauważam, że swoimi lękami ona wymusza na nim rezygnacje z coraz więcej rzeczy, które lubił robić, które go pasjonowały. Ostatnio powiedział, że jego znajoma jest od 20 lat rozwódką - czyli miała 30 lat, gdy sie rozwiodła. I przez te 20 lat miała tylko 1,5-roczny związek. Czyli przez 18,5 lat żyła w całkowitej abstynencji - bo twierdzi, że się nawet nie umawiała z nikim, nie próbowała, nie potrzebowała. Uważam, że z jej psychiką jest coś nie tak, albo jest aseksualna - czyli teraz udaje że seks z nim sprawia jej przyjemność - a naprawdę to nic nie czuje. Albo ma chorą osobowość. A kolega też był tymi informacjami zaszokowany, ale z drugiej strony jakby mu to pochlebiało. No śpiąca królewna, a on królewicz przywrócił ją do życia seksualnego jednym pocałunkiem po 20 latach. Dla mnie to niewiarygodne, nic mu nie mówię, bo to jego wybór i jego życie - ale mam ochotę porządnie nim potrząsnąć. Czy przesadzam?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy mój syn ma kryzyz wieku średniego?

Jestem matką 40-letniego już mężczyzny. Wychowywałam go sama - jako samotna matka. Było mi trudno, byłam dla niego bardziej ojcem niż matką. Był zdolny, skończył studia a po ich ukończeniu otrzymał pracę na uczelni. W wieku 24 lat ożenił...

Jestem matką 40-letniego już mężczyzny. Wychowywałam go sama - jako samotna matka. Było mi trudno, byłam dla niego bardziej ojcem niż matką. Był zdolny, skończył studia a po ich ukończeniu otrzymał pracę na uczelni. W wieku 24 lat ożenił się, a w wieku 28 lat obronił dyplom doktora. Od samego początku nie akceptowałam jego żony, ale po ślubie pogodziłam się z sytuacją i starałam się, aby wszystko było dobrze. Syn otrzymał ode mnie wszystkie potrzebne dobra materialne tj. mieszkanie, samochód, wyposażenie mieszkania. Po 9-ciu latach małżeństwa urodziła się mu córka. Dziecko obecnie ma 4,5 roku, a mój syn z dnia na dzień zażądał rozwodu od synowej. Zakomunikował to jej z dnia na dzień - 19 czerwca poinformował o tym, że żąda rozwodu, a w dniu wczorajszym już się zdążył wyprowadzić. Z mieszkania zabiera wszystko co może, oczyścił konto bankowe. Jego stwierdzenia na obronę to to, że go nie przytulałam jak był mały, ściskałam mu rączkę jak szłam z nim do kościoła, a obecnie to moja synowa przejęła pałeczkę po mnie w krytykowaniu go. Wiem również, że ma kobietę, chociaż się do tego nie przyznaje - stwierdził, że to kandydatka na kobietę. Chce kategorycznie rozwodu, więcej żenić się już nie będzie. Próbowałam z nim rozmawiać i tłumaczyć to kryzysem wieku średniego, ale się tylko roześmiał. Proszę o radę, bo nie wiem jak z nim postępować, chcę również pomóc synowej, która jest zrozpaczona, chce sprzedać to mieszkanie, w którym mieszkają od ubiegłego roku, bo jest za duże i kosztowne - ponieważ w roku ubiegłym wzięli na nie kredyt. Straszy ją, że jak mu będzie utrudniać to ją zniszczy. Jestem zrozpaczona, ja również nie mam na niego żadnego wpływu. Czytałam ten artykuł o kryzysie wieku średniego - pasuje do obecnej sytuacji. Bardzo proszę o radę. Przepraszam za chaotyczne pytanie, ale jestem bardzo zdenerwowana.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pomóc partnerowi pozbierać się po porzednim związku?

Witam, mam 32 lata i od 4 miesięcy spotykam się z mężczyzną 7 lat młodszym od siebie. Oboje mamy za sobą nieudane związki. Ja jestem rozwiedziona od roku, on rozstał się z dziewczyną po 10 latach związku. Ja już poradziłam...

Witam, mam 32 lata i od 4 miesięcy spotykam się z mężczyzną 7 lat młodszym od siebie. Oboje mamy za sobą nieudane związki. Ja jestem rozwiedziona od roku, on rozstał się z dziewczyną po 10 latach związku. Ja już poradziłam sobie z widmami przeszłości, niestety on nie. Co jakiś czas mój partner miewa stany depresyjne, w których izoluje się ode mnie budując wokół siebie mur nie do przebicia. Na moje próby pomocy reaguje niechęcią, mówiąc że sam sobie poradzi. Dziś, w odpowiedzi na moją próbę pomocy, odpowiedział mi, że jego funkcjonowanie nie pozwala się mu otworzyć lub on nie chce, sam tego nie wie. I że spowodowane to jest tym, że chyba tęskni za swoją ex (od ich rozstania minęło 10 miesięcy) i że chyba się jeszcze nie pozbierał po rozstaniu. Widzę, że strasznie z tym wszystkim się męczy i nie wiem jak mam postąpić, aby mu pomóc jednocześnie go nie tracąc, gdyż jest wartościowym człowiekiem. A obawiam się, że nasz związek może tego nie przetrwać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Rozstanie i emocje mu towarzyszące

Witam! Mam 20 lat. Nieco ponad półtora roku temu poznałam chłopaka, młodszego o rok, z którym do ubiegłego tygodnia byłam w związku. Układało się różnie. Największą przeszkodą była odległość, ponieważ dzieliło nas ponad 300km. Widywaliśmy się średnio co dwa tygodnie...

Witam! Mam 20 lat. Nieco ponad półtora roku temu poznałam chłopaka, młodszego o rok, z którym do ubiegłego tygodnia byłam w związku. Układało się różnie. Największą przeszkodą była odległość, ponieważ dzieliło nas ponad 300km. Widywaliśmy się średnio co dwa tygodnie w weekendy - czasem częściej i dłużej, jak tylko nadarzyła się ku temu okazja. Był to nasz pierwszy poważny związek. Potrzeba było wielu wyrzeczeń, niepotrzebnych emocji, tęsknoty i łez, żeby to przetrwać, jednak cały czas mieliśmy na co czekać. Ja zaczęłam studia, jednak przeprowadzka do innego miasta, brak bliskości z nim, problemy z mieszkaniem, wpędziły mnie w nastroje, które być może można było nazwać depresją. Minęły dwa miesiące, kiedy zdecydowałam się poddać, zrezygnowałam ze studiów i wróciłam do rodzinnego miasta z zamiarem rozpoczęcia studiów w zupełnie innym mieście od następnego roku akademickiego - razem z ukochanym. Dodam, że byłam dwukrotnie u psychiatry, który przepisał lek antydepresyjny, którego ostatecznie nie zdecydowałam się zażywać. Jakiś czas po powrocie do rodzinnego miasta w styczniu, nastroje minęły prawie jak ręką odjął. Między nami wszystko układało się dobrze - przynajmniej tak mi się wydawało. Jednak w ubiegłym tygodniu, po dwugodzinnej kłótni przez telefon coś pękło. Usłyszałam, że musimy poważnie porozmawiać. Pierwszy raz wypowiedziane takim tonem i w takim momencie, dlatego wiedziałam, że coś jest faktycznie nie w porządku. Po 4 dniach okropnych nerwów, braku snu i jedzenia, zastanawiania się o czym będzie ta rozmowa, przyjechał, żeby poinformować mnie iż na tę chwilę nie wyobraża sobie ze mną być, na razie to koniec, jest zmęczony, musi trochę ode mnie odpocząć i chce mieć trochę czasu dla siebie. Ponadto usłyszałam też, że jestem dla niego zbyt słaba a on nie potrafi być na każde moje zawołanie codziennie 24h na dobę, ponieważ nie ma przez to czasu na swoje pasje, naprawdę mnie kocha i może jeszcze kiedyś spróbujemy i będziemy znów razem. Powiedział również, że robi to nie tylko dla siebie, ale też i dla mnie i być może dla nas, że potrzebuję 'kopa' i muszę uporać się sama ze sobą tylko i wyłącznie dla swojego dobra, a nie uzależniać każdą moją chwilę, nastrój i decyzję od niego. Mieliśmy na studiach razem zamieszkać, o czym rozmawialiśmy od pół roku i oboje byliśmy na to zdecydowani. Z początku myślałam, że może tego się przestraszył. Aktualnie od tygodnia każdą chwilę spędzam na zastanawianiu się, dlaczego wszystko nie potoczyło się inaczej. Zdałam sobie też niestety dopiero teraz sprawę z tego, że sama jestem sobie winna. Mogłam się ocknąć wcześniej, po każdej kolejnej pretensji o wyjście z kolegami, kolejnym telefonie, histerii z najbardziej błahego powodu, kolejnym mało istotnym problemie i moim nastrojem w związku z tym, którymi go cały czas obarczałam. Swoimi nastrojami psułam prawie każde wspólne wyjście, na które przecież nie mieliśmy zbyt wiele okazji, denerwowała mnie muzyka, bałam się być sama wśród tłumu i wśród nowych ludzi. Kiedyś było inaczej - lubiłam wychodzić i poznawać ludzi. Od jakiegoś czasu boję się nowych, niespodziewanych sytuacji. Boję się, że sobie nie poradzę, że znów będę źle się czuła i wróci to, co przeżywałam w związku z depresją, o której mówiłam wcześniej. Cały czas będąc z nim, bałam się, że zmieni z dnia na dzień zdanie, że zostanę sama, że już go nie będzie, nawet w każdej chwili pod telefonem. A to powodowało ciągłą potrzebę zapewniania mnie o uczuciu, o tym, że jest i wspiera. On cały czas był bardzo cierpliwy. Wiedział, że nie wynika to do końca z mojego charakteru, ponieważ od czasu do czasu zdarzały się przebłyski dawnej mnie - tej pewnej siebie, swojego zdania i własnej wartości. Był wyrozumiały, próbował pomóc, miałam wrażenie, że trochę też się przyzwyczaił. Być może gdybym wcześniej poszukała pomocy, nie doszłoby do tej sytuacji. Bardzo mi na nim zależy i chciałabym jakoś poradzić sobie sama ze sobą. Póki co nie odzywam się, nie dzwonię i na siłę udaję, że doskonale sobie radzę bez niego. Wiem, że to potrwa i chciałabym w jakiś sposób nakłonić go do tego, żeby dał mi szansę i popracował nad tym razem ze mną, ale nie chcę z drugiej strony o to prosić i wywierać presji. Podczas rozmowy o rozstaniu zapewnił mnie, że mogę na niego liczyć, ale z drugiej strony, zawsze się tak mówi dla złagodzenia sytuacji. Nie wiem co mam o tym myśleć i czy faktycznie warto mieć jeszcze na cokolwiek nadzieję. Sęk w tym, że męczy mnie już ciągły strach z jednej strony przed samotnością, z drugiej przed nowym, niespodziewanym i nieznanym. Rodzice i znajomi bardzo mnie wspierają, nie mogę na to narzekać. Dopiero teraz widzę ile zaniedbałam przez zapatrzenie i kurczowe "uczepienie się" jednej osoby. Chcę też wierzyć, że te półtora roku niezbyt łatwego związku nie poszło na marne i wierzę, że warto postarać się i poczekać. Nie wiem tylko jak to zrobić, od czego zacząć i jak to przetrwać. Chciałabym nauczyć się cieszyć życiem i tym, co mam. Również dla niego, bo być może wtedy byłoby nam razem lepiej.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Problemy z zaborczym i zazdrosnym chłopakiem

Mam 21 lat. Jestem w związku prawie 2 lata. Mój chłopak ma ciężki charakter. W dzieciństwie wychowywała go matka, a on, mam wrażenie, pełnił czasami funkcje ojca dla swojego młodszego brata. Mnie traktuje jak swoją własność. Na początku związku musiałam...

Mam 21 lat. Jestem w związku prawie 2 lata. Mój chłopak ma ciężki charakter. W dzieciństwie wychowywała go matka, a on, mam wrażenie, pełnił czasami funkcje ojca dla swojego młodszego brata. Mnie traktuje jak swoją własność. Na początku związku musiałam zrezygnować ze wszystkich przyjaciół, bo on ich nie tolerował (nawet ich nie znał). Gdy pisałam mu że idę się spotkać z przyjaciółką, którą miał okazję poznać odpisywał mi w ten sposób: "tylko nie zrób czegoś, czego byś nie chciała, abym ja zrobił" albo inne zarzuty. Nigdy nie napisał po prostu miłego wieczoru. Musiałam mu odpisywać na tym spotkaniu co sekundę na jego esemesa, a kiedy tego nie robiłam wydzwaniał (nawet do mojej przyjaciółki). Gdy taka sytuacja kończyła się kłótnią był w stanie przyjechać nawet o 23 w nocy i straszyć mnie awanturą pod moim domem lub w mojej miejscowości, jeżeli nie wyjdę z domu, żeby z nim to wyjaśnić. Z każdego spotkania musiałam być najpóźniej o 22 w domu, bo on sobie tego życzył, a jak tak nie było to się obrażał. On nie chciał w ogóle wychodzić ze swoimi kumplami. Kiedy porozmawiam z jego znajomymi na ten temat mówili, że on zawsze się tak zachowuje, kiedy ma dziewczynę, że w ogóle nie utrzymuje z nimi kontaktu. Kiedy chciałam z nim to wyjaśnić to powiedział, że powinnam się cieszyć, że mam takiego chłopaka, dla którego dziewczyna jest najważniejsza a nie kumple. Jest strasznie obrażalski. Potrafi się obrazić o to, że w drodze, np. z wakacji, koleżanka poprosiła mnie abym usiadła z nią z przodu, kiedy ona będzie kierować (i ja się zgodziłam) a on będzie siedzieć (ze swoim dobrym kumplem zresztą) z tyłu. Pokłóciliśmy się o to wieczorem wracając do pensjonatu, bo ja muszę siedzieć obok niego. Zostawił mnie samą na ulicy o 24 w nocy i gdzieś poszedł. Kiedy przyszedł do pensjonatu straszył mnie, że wraca pociągiem i zaczął się pakować. Nie przeraziło mnie to, bo to nie pierwsza taka sytuacja, kiedy zaczyna się pakować podczas gdy jesteśmy na jakimś weekendowym wypadzie (najczęściej jeździliśmy sami, więc wtedy byłam zdana tylko na siebie a on robił ze mną co chciał, bo wiedział, że nie mam nikogo obok siebie do kogo mogłabym uciec). Jest wiele wiele takich sytuacji, w których on się obraża praktycznie o wszystko. Kiedy jest między nami dobrze to jest bardzo troskliwy, opiekuńczy, naprawdę dba o mnie. Ale czasami zalewa mnie swoim nadmiarem miłości. Co chwilę chce mnie całować, przytulać, dotykać. Przeszkadza mi to czasem. Kiedy mówię mu o swoim problemach rodzinnych wspiera mnie. Ale przy najbliższej okazji obraca to przeciwko mnie. Próbowałam z tym wiele razy skończyć to albo mi pisze, że jest nieudacznikiem i nic mu w życiu nie wychodzi, albo że będę tej decyzji bardzo żałować. Nie potrafię się z tego uwolnić. Czasami jego słowa, że nikogo już nie znajdę kto mnie pokocha tak jak on przerażają mnie i zawsze wracam. On jest bardzo rozrywkowym człowiekiem, każdy go lubi, ma dużo koleżanek. Ale tylko ja znam go od tej strony, o której nikt nie ma pojęcia. Po zerwaniu, kiedy widzę ile dziewczyn do niego wypisuje to nie potrafię sobie z tym poradzić i nie pamiętam już tych wszystkich chorych sytuacji. Na początku związku wydaje się być ideałem (nie pije, nie pali, dziewczyna jest najważniejsza) i dziwie się, że nigdy nie dało mi do myślenia to, że miał 5 dziewczyn i każda z nim zerwała, a on z żadną. Czuję, że zabija we mnie wszystkie uczucia. On sam... Ciągle jest zazdrosny o mojego byłego. Kiedy idziemy na spacer to mówi: "aaa pewnie tutaj z nim chodziłaś na spacery. I co już pewnie wspomnienia wróciły..." Wiele razy mu mówiłam, że to jest przeszłość, ale on tego nie rozumie. Nie zabieram go na spacery w mojej miejscowości, bo zawsze kończy się to tak samo, ale teraz ma pretensje, że się go wstydzę. Kiedy ktoś da komentarz na portalu społecznościowym pod moim zdjęciem to od razu mnie posadzą, że z tą osoba musiałam pisać i robi wielkie zamieszania A jak pod jego zdjęciem ktoś coś umieszcza to jest to zrozumiałe. Ja na takie coś nie reaguję, bo to dla mnie dziecinne, to potem jest zły znowu, że nie jestem zazdrosna. Nie wiem co mam robić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak żyć po rozstaniu z partnerem?

Witam! Mam problem, ponieważ zostawił mnie mężczyzna, którego pokochałam ponad wszystko. Jeszcze nigdy nie kochałam nikogo tak mocno. Byłam z nim ponad 1,5 roku, to był pierwszy tak poważny związek, w który zaangażowałam się całą sobą... Przeprowadziłam się z rodzinnego...

Witam! Mam problem, ponieważ zostawił mnie mężczyzna, którego pokochałam ponad wszystko. Jeszcze nigdy nie kochałam nikogo tak mocno. Byłam z nim ponad 1,5 roku, to był pierwszy tak poważny związek, w który zaangażowałam się całą sobą... Przeprowadziłam się z rodzinnego miasta za pracą w całkiem obce mi miejsce, gdzie byłam sama i właśnie wtedy go poznałam. Praktycznie każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, to był pierwszy mój związek kiedy praktycznie mieszkałam z mężczyzną (ponieważ sama mieszkam w małym pokoju, a on miał swoje mieszkanie.) Po jakimś okresie w naszym związku powiedział, że mnie kocha. Nieraz się zdarzyło, że mówił o swojej przyszłości, w której byłam też ja. Naprawdę uwierzyłam, że mnie kocha! Później zaczęło się psuć, zaczął coraz więcej pracować, mi się zaczęła sesja i co weekendowe zjazdy. Kiedyś co wieczór dzwonił, żeby porozmawiać albo chociaż dobranoc powiedzieć. A teraz ledwo jednego esemesa napisał. W końcu powiedziałam, że powinniśmy porozmawiać o jego uczuciach, ku mojemu zdziwieniu zgodził się. Kiedy się spotkaliśmy powiedział, że jestem dosłownie ideałem, że daję mu tyle miłości ile tylko potrzebuje, że jest szczęśliwy, że bardzo mu się podobam, ale... ale on nie potrafi mi odwzajemnić tego uczucia. Płakał, więc to chyba było szczere. Powiedział, że może potrzebuje czasu, żeby zrozumieć, ale nie chce mnie zatrzymywać, że nie chce mnie stracić, że chce utrzymywać ze mną kontakt, no ale jakby nie patrzeć zakończył nasz związek. Może po prostu za bardzo kochałam? Nie potrafię kochać, nie znam granicy nadopiekuńczości. Nie miałam nigdy wzoru poprawnej rodziny. Mój tata nie kochał nigdy mojej mamy, chciał ją zostawić jak ja i moja siostra bliźniaczka miałyśmy po 3 lata, ale wrócił. Zostawił ją w końcu po 12 latach małżeństwa jak się dowiedział, że mama jest nieuleczalnie chora. Nie mogę przestać myśleć o moim ukochanym, chociażby przy głupim kupowaniu czereśni mi się przypomina, czy jak idę na mszę, bo razem zawsze chodziliśmy. Dosłownie wszystko. Usunęłam wszystkie nasze wspólne zdjęcia, wyrzuciłam wszystkie pamiątki, byłam u fryzjera, przefarbowałam się nawet i ścięłam włosy, żeby tylko nie było tak jak kiedyś, żeby zmienić przeszłość, ale to nie pomaga. Podświadomie łudzę się, że on do mnie wróci, ale raczej nie wróci, bo dowiedziałam się, że prawdopodobnie kogoś ma. Nie mogę przestać płakać, prawie nie jem, całe dni, kiedy tylko nie muszę iść do pracy to przesypiam, zawaliłam sesję letnią i czekają mnie powtórki we wrześniu. Co mam zrobić, żeby o nim zapomnieć? Co zrobić, żeby jakoś wyrzucić z pamięci te wszystkie wspomnienia, które tak ranią i tak bardzo bolą mnie każdego dnia? Jak mam zacząć normalnie żyć? Zaczęłam nawet myśleć o samobójstwie. Zostałam sama, w obcym mieście daleko od domu od rodziny, na drugim końcu Polski. Proszę niech ktoś mi pomoże.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Brak zozumienia u męża i jego przemocowe zachowanie

Jestem 10 lat po ślubie, zdałam sobie sprawę, że całe nasze życie i atmosfera panująca między nami jest uzależniona od tego, czy uprawialiśmy seks. Mój mąż cały swój nastrój i nastawienie do mnie i do życia nieświadomie uzależnia od seksu....

Jestem 10 lat po ślubie, zdałam sobie sprawę, że całe nasze życie i atmosfera panująca między nami jest uzależniona od tego, czy uprawialiśmy seks. Mój mąż cały swój nastrój i nastawienie do mnie i do życia nieświadomie uzależnia od seksu. Jak "był numerek", to pomoże mi nawet obrać kartofle, kupi coś do lodówki, itd. Jeżeli seksu nie było, zaczynają się hasła w stylu: ty też zarabiasz, możesz też kupić, kiedy mi oddasz pieniądze za opony do Twojego auta, dlaczego ja mam za wszystko płacić (nieprawda), wyprowadzaj się (w jego dobrym humorze podjęliśmy decyzję o przeniesieniu się z małego miasteczka do miasta z powodu podjęcia przeze mnie pracy), zabieraj dzieci, zniszczysz to małżeństwo, dążysz do tego, abyśmy się rozstali, dzieci pewnie będą miały zaraz innego tatusia, to kim on jest (jakieś durne zmyślone podejrzenia względem mnie), po co tam pracy szukałaś, na pewno specjalnie, żeby być jak najdalej ode mnie, jak będziemy coś razem kupować (dom/ mieszkanie) to ja się muszę dobrze zabezpieczyć, bo ty chcesz tylko ode mnie kasę, to małżeństwo się kończy i to z twojego powodu, nie musisz być ze mną, łaski nie potrzebuję, gdzie mam spełniać swoje potrzeby seksualne, jestem dla ciebie nikim, baranem do roboty itd. Ja już nie mam siły na takie traktowanie. Jak jest dobrze, to przychodzi i na siłę całuje mnie ileś razy albo się przytula i mówi, że mnie kocha, a za godzinę albo na drugi dzień wszystko zaczyna się od nowa. Jak zaczynałam nową pracę (masz wyp... do roboty, nawet w kosmosie) też się bałam, brałam leki na uspokojenie, teraz łykam jak jadę do domu, bo mnie wiecznie morduje o seks. Nie jest ważne dla niego, że czasami są inne rzeczy ważne, że wstaję o 5 rano do pracy. W tym małżeństwie nie zdarzyło się, żeby zimą poszedł odśnieżyć mi auto przed wyjazdem do pracy ("przecież to ty jeździsz"), pojechał na jakiś przegląd, zmienił olej, przybił coś do ściany, umie odetkać tylko zlew, jeszcze jak mu wypomnę parę razy ("a nie możesz kupić kreta ?"). Mam wrażenie, że to ja jestem osobą, która musi panować i decydować o wszystkim, chociaż czasami chciałabym poczuć się jak bezbronna kobieta, którą się trzeba zaopiekować. Ja zostawiłam na 4 miesiące dzieci i pojechałam zapieprzać fizycznie do pracy do Niemiec, bo nie miałam chwilowo pracy (redukcja etatów) a usłyszałam, że nie ma pieniędzy, a rachunki trzeba płacić. Schudłam tam 14 kilo a od niego usłyszałam, że dobrze mi na figurę robią takie wyjazdy i muszę częściej wyjeżdżać. Nawet nie powiedział, że to może on pojedzie. Wychodzi z założenia, że przecież jest równouprawnienie (chciałyście równouprawnienia, to we wszystkich dziedzinach) i moim zasr... obowiązkiem jest również utrzymanie rodziny. Ja zawsze pracowałam, dziecko miało 5 miesięcy, poszłam z powrotem do pracy, przy drugim dziecku to samo, wynajęłam opiekunkę, płaciłam jej 6 lat. I czasami jak sobie pomyślę o innych facetach, że mają inne podejście do swoich żon, że mówią, żeby czasami sobie odpoczęła, wyszła gdzieś bez dzieci to chce mi się ryczeć jeszcze bardziej. Ja tylko słyszę, że to on ciężko pracuje, a ja po pracy siedzę sobie z dziećmi. Jestem już na takim etapie, ciągle biorę środki na uspokojenie, ryczę, nie daję rady psychicznie, jest mi wszystko jedno co z nami będzie, bo dzieci widzą, jak nagle łzy lecą mi bez powodu. Najpierw jest ok, mówi że sobie poradzimy, a potem, jak odmawiam seksu, bo nie mam siły albo po prostu mi sie nie chce, to się wścieka, mówi że w takim przypadku to on nie widzi sensu w tym małżeństwie, że go robię w konia, że najpierw chcę, a potem nie chcę. Nie mam siły. Kupił mi kiedyś "burdelową" szmatkę do ubrania na moje urodziny i oczekiwał moich zachwytów, że "to z myślą o tobie", wibrator, którego nienawidzę, jakieś durne nakładki na penisa, piórka na penisa i jego własne odlewy penisa, żeby było "fajniej". Czuję się potem jak po najgorszej wizycie u ginekologa. Może to jest kwadratura koła, nie mam ochoty na seks, bo jest ciągle wojna, trochę spokoju, wtedy pyta się o seks, jak powiem, że jutro, bo mam inne plany, to znowu zaczyna się wojna i tak w kółko. Ja ryczę, łykam jakieś perseny forte itd. Nie wiem, czy go nienawidzę, czy go kocham, czy może coś ze mną jest nie tak. Ostatnio się poryczałam, jak mi policzył - zarabiasz 1500, 500 wynajmij sobie stancję (mam 36 lat i wyrosłam z takich stancji), a 1000 zostaje nam i możemy w ten sposób zaoszczędzić. Policzył mi, ile my możemy zaoszczędzić w ten sposób, pomnożył 1000 złotych przez miesiące przez 3 lata. Nie wziął pod uwagę, że ja jestem żywym organizmem i czasami też jem i piję, i muszę się w coś ubrać, nie mówiąc o tzw. przysłowiowych wacikach. Nie wiem czy tego po prostu nie rzucić, mam dość tej huśtawki jego nastrojów, szkoda mi tylko dzieci, mnie ciągle boli żołądek z nerwów, znowu dla odmiany przytyłam (mam problemy z przemianą przy stresie). Nie wiem co mam robić. Próby wizyty u psychologa będą wyśmiane i powie mi, że mi się w d.... poprzewracało i to jest wszystko przeze mnie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odbudować zaufanie w związku, gdzie doszło do zdrady?

Czy jest szansa na odbudowanie małżeństwa, miłości męża do mnie? W wielkim skrócie było to tak: Byliśmy szczęśliwym małżeństwem, 6 lat znajomości, 2 lata po ślubie, ja poszłam do nowej pracy, a mąż zaczął mieć problemy w swojej i go...

Czy jest szansa na odbudowanie małżeństwa, miłości męża do mnie? W wielkim skrócie było to tak: Byliśmy szczęśliwym małżeństwem, 6 lat znajomości, 2 lata po ślubie, ja poszłam do nowej pracy, a mąż zaczął mieć problemy w swojej i go zwolnili. Szukał wytrwale nowej pracy, ja się realizowałam w nowej i wymyśliliśmy z mężem zabawę, że prześpimy się z innymi osobami. Każde z nas to uczyniło, ale ja zakochałam się w "Wybranku" i utrzymywaliśmy romans przez prawie rok czasu, mąż wiedział o wszystkim i czekał aż się odkocham. W międzyczasie były duże kłopoty finansowe z racji częstych zmian pracy męża i teraz stwierdzam, że ja męża nie wspierałam w tym okresie. Aby uratować sytuację finansową mąż wyjechał na przeszło pół roku do pracy do innego miasta (policja), ja w tym czasie postanowiłam ratować nasz związek i zabiegałam o męża, który był bardzo uszczęśliwiony i zarzekał się, że wybaczył mi i kocha mnie, i abyśmy mieli dziecko, a w większości, że nie ma co mi wybaczać, bo to on sam tę naszą zabawę wymyślił. Po powrocie męża jak już byłam w czwartym miesiącu ciąży dowiedziałam się, że będąc w szkole maż mnie zdradził z koleżanką, potem zaprzestali kontaktów z sobą jak my wróciliśmy do siebie, tylko że zaczęli razem pracować i... zaprzyjaźnili się i zakochali w sobie. Maż powiedział, że ich relacje już się skończą, bo ona ma dzieci i ich nigdy nie zostawi, a on chce być ze mną i dzieckiem. Tylko że ja nie wierzyłam w to wszystko, byłam podejrzliwa, widziałam jak on za nią tęskni. Maż parę razy się wyprowadzał, bo ja już nie mogłam go znieść i myślałam, że go już nie kocham. Niedawno zaczęliśmy (po prawie półtora roku) normalniej rozmawiać, wiem że mężowi na nas zależy, ale nie wiem czy to kochanie, a wiadomo, że każdej kobiecie na tym zależy. Sama nie wiem co czuję, raz miłość a raz nienawiść. Nie oceniam męża źle, choć to wszystko bardzo bolało, nie oceniam źle, dopiero po takim czasie jak to wszystko się stało, sama nie jestem bez winy. Proszę o poradę jak nasze działania są tłumaczone przez psychologię i czy jest jeszcze szansa na odbudowanie więzi i w jaki sposób.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek

Niedopasowanie charakterami w związku

Witam serdecznie, bardzo proszę o opinię fachowca, gdyż jestem w trudnej sytuacji emocjonalnej. Podczas mojego związku rocznego mieszkaliśmy 2 miesiące razem i okazało się, że mój 40-letni mężczyzna jest bardzo oziębły, do takiego stopnia, że stronił od pieszczot, bardzo rzadki...

Witam serdecznie, bardzo proszę o opinię fachowca, gdyż jestem w trudnej sytuacji emocjonalnej. Podczas mojego związku rocznego mieszkaliśmy 2 miesiące razem i okazało się, że mój 40-letni mężczyzna jest bardzo oziębły, do takiego stopnia, że stronił od pieszczot, bardzo rzadki sex (2 razy w miesiącu), traktowana byłam bardziej po męsku. Po 2 miesiącach wspólnego zamieszkania przyjechał kolega z USA do mieszkania, które wcześniej wynajęli wspólnie w kurorcie. Mój partner przeprowadził się do niego i kontaktował się ze mną tel. co 2 dzień, a spotykaliśmy się raz w tygodniu, podczas którego był oziębły w stosunku do mnie. W trakcie moich wcześniej zaplanowanych wakacji zerwał ze mną, twierdząc nie dopasowanie charakterem. Po 2 tyg. dzwoni do mnie i interesuje go wszystko co się dzieje w moim życiu (jak w pracy, jak w domu itd.), przesyła ucałowania na koniec i uściski, zaprasza w tyg. raz na kolację raz na obiad, ale tylko to słowa mówione przez tel. Prosi żebym dzwoniła z informacjami na bieżąco. Przez ten czas nie widzieliśmy się. Chciałam dodać jeszcze, że mój mężczyzna co roku przyjeżdża na okres 5 miesięcy do Polski, mieszkając i pracując 18 lat w USA. Ostatni raz mieszkał u kolegi, który teraz przyjechał do wynajętego mieszkania na 4 miesiące, o czym wcześniej pisałam. Kolega ma 39 lat, samotny, bezdzietny, a mój ma 40 lat, rozwiedziony, bezdzietny - ja jestem rówieśniczką. Przepraszam, że sie tak rozpisałam, ale czuję, że muszę się z kimś podzielić moimi przeżyciami. Bardzo proszę o poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego mój związek z obcokrajowcem się skończył?

Witam! Mam 24 lata, on ma 25, byłam ze swoim chłopakiem 4. Byliśmy szczęśliwi, mieliśmy wspólne plany. W kwietniu była nasza rocznica, pisał jeszcze jak bardzo mnie kocha. On jest Belgiem, od roku tam już był, natomiast to nie miało...

Witam! Mam 24 lata, on ma 25, byłam ze swoim chłopakiem 4. Byliśmy szczęśliwi, mieliśmy wspólne plany. W kwietniu była nasza rocznica, pisał jeszcze jak bardzo mnie kocha. On jest Belgiem, od roku tam już był, natomiast to nie miało dużego wpływu na nasz związek, bo naprawdę starał się. Przyleciał w maju, spaliśmy ze sobą, następnego dnia również. Poszliśmy na spacer do parku i tam mi powiedział, że kocha mnie, ale inaczej i że chce to zakończyć, poczuł ulgę. Prosiłam go, nie rozumiałam czemu powiedział, że to dlatego, że się różnimy, że ja nie wiem, czego w życiu chcę, że mamy słabą komunikację. Dodam, że nie wychodzi mu w życiu zawodowym, ma problemy z mieszkaniem itp., ale jak się go spytałam, jak się trzyma, skłamał że wszystko w porządku.

Następnego dnia po rozstaniu rozmawialiśmy ze sobą na Skypie, chciałam mu wysłać wiersz, który mu kiedyś napisałam, nie chciał, pytałam się, czy chce mnie zobaczyć, też nie chciał. Od tego momentu przestałam się odzywać, i tak minęły 2 miesiące, on raz zapytał się "co tam u Ciebie?" Teraz przyleciał do Polski i pierwsza wyciągnęłam rękę, by z nim się spotkać, natomiast powiedział, że umawiamy się na "pogaduchy". Kocham tego człowieka, nie rozumiem jego decyzji i bardzo ciężko będzie mi o nim zapomnieć. Może to przez to, że poczuł, że to już coś poważnego, że trzeba będzie wziąć ślub? Nie wiem... Wiem z dobrych źródeł, że nikogo nie ma, to będzie dla mnie straszne, jak go kiedyś zobaczę z kimś innym. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Ataki agresji u młodej matki

Witam, mam problem, moja żona ciągle się awanturuje, mimo że jest w domu 9-miesięczne dziecko. Co bym nie powiedział albo zrobił ciągle jest źle. Awantury cały czas, gdy żona wraca z pracy do domu to zamiast wziąć dziecko na ręce...

Witam,

mam problem, moja żona ciągle się awanturuje, mimo że jest w domu 9-miesięczne dziecko. Co bym nie powiedział albo zrobił ciągle jest źle. Awantury cały czas, gdy żona wraca z pracy do domu to zamiast wziąć dziecko na ręce i przytulić jak normalna matka to ona informuje mnie, że wychodzi do koleżanek, nie pyta jak dziecko, czy jest głodne czy nie, czy ma sucho - jej to w ogóle nie interesuje. Wyzywa mnie cały czas. Gdy dziecko płacze w nocy to potrafi iść do dziecka i zacząć je szarpać, bo ona nie może spać, lubi popijać piwo i chodzić po klubach. Życie rodzinne nie interesuje jej. Gdy wracaliśmy raz wszyscy samochodem do domu, ona dostała jakiegoś ataku furii i zaczęła mnie okładać pięściami po twarzy, mimo to że było w samochodzie dziecko. Co mam robić, ubolewam nad losem mojego małego dziecka. Była interwencja policji, bo żona chciała zabrać dziecko.

Pomocy, co mam robić, gdzie się zgłosić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Agresja ze strony męża

Witam! Proszę o pomoc. Nie wiem w jaki sposób skłonić męża do wizyty u lekarza. Od kilku lat nasz związek to koszmar. Mój mąż w dzieciństwie stracił ojca - odszedł i urwał z nim kontakt. Wydaje mi się, że właśnie...

Witam! Proszę o pomoc. Nie wiem w jaki sposób skłonić męża do wizyty u lekarza. Od kilku lat nasz związek to koszmar. Mój mąż w dzieciństwie stracił ojca - odszedł i urwał z nim kontakt. Wydaje mi się, że właśnie te doświadczenia są przyczyną naszych problemów. Zaczynając od początku. Mój mąż od kilku lat ma problem z opanowaniem emocji. Bardzo błahe sprawy wyprowadzają go z równowagi, on staje się wulgarny, agresywny... Kilkakrotnie zdemolował dom. Jego napady szału (że tak to określę) są straszne. Boję się go. Mam wrażenie, że w ogóle nie panuje nad sobą. Zachowuje się, jakby był opętany. Po wszystkim dostaje dreszcze, spazmatycznie płacze... Wcześniej wspominałam, że do takich sytuacji dochodzi z bardzo błahych powodów. Chociaż mogłabym śmiało powiedzieć, że to ja jestem główną przyczyną tego "zamieszania". Nie wiem, czy odpowiednio oddam sens jeśli powiem, że on bardzo skupia się na mnie, na moich słowach, gestach. Wciąż mnie obserwuje i analizuje moje zachowanie. W towarzystwie wciąż się mnie czepia. Zaczęło się chyba od tego, ze irytowały go poszczególne słowa jakie wymawiałam. Wiedząc, że to go denerwuje starałam się je wyeliminować. Katalog zabronionych słów bardzo szybko się powiększał… później doszły do tego zakazane tematy, gesty, czyny. Ja wciąż się pilnuję: co mogę powiedzieć, co mogę zrobić, żeby tylko się nie zdenerwował. Dochodzi do tego, że nawet nie powinnam się śmiać w towarzystwie, bo go to denerwuje. Nie ważne, ze wszyscy się śmieją, ja nie mam i już! Wspólni znajomi zaczęli odbierać jego zachowanie jako dziwne. Pytają co się z nim dzieje, często zwracają mu uwagę, żeby się w końcu ode mnie odczepił. Zaznaczę, że często on zupełnie inaczej odbiera moje wypowiedzi, wtedy tłumaczę, że przecież nie to powiedziałam, ale nie trafiają do niego żadne argumenty. Bardzo często oskarża mnie też o zdradę. Wciąż węszy jakieś intrygi, spiski przeciwko niemu. W każdej sytuacji szuka winnego. I zawsze go znajduje, bo wina nigdy nie leży po jego stronie. Tego typu sytuacje poprzedzają „wybuch”. On o wszystko mnie obwinia, twierdzi, że go opuszczam, gdy on mnie potrzebuje. Jak wpada w furię, to właśnie często mi grozi, że nie mam prawa go opuścić. Straszy mnie, że się skrzywdzi i będzie moim koszmarem do końca moich dni. Grozi, że go popamiętam. Niszczy nasz wspólny dobytek. W czasie tej „kumulacji” ma problemy ze snem. Nie pozwala mi tez spać. Potrafi mnie obudzić kilkanaście razy w ciągu nocy. Chodzi po domu i krzyczy co kilka minut np.: dobranoc. Irytuje się, że mu nie odpowiadam. To jest jakiś koszmar. Zarzuca mi, że nie chcę mu pomóc. Tylko, że ja nie wiem jak mu pomóc. Poza tym, mam wrażenie, że opadam z sił. Proszę go, żebyśmy się razem wybrali do terapeuty. To też doprowadza go do furii. Mamy dzieci i serce mi się kraje, że one muszą tego słuchać. Muszę powiedzieć, że jednak nie zawsze jest tak jak opisałam. Zdarzają się dni, kiedy wszystko jest w normie. Po czym następuje stopniowe pogorszenie jego samopoczucia. Osoba z bardzo bliskiej rodziny podczas uroczystości rodzinnej zapytała mnie co się z nim dzieje. Określiła, że jego oczy są straszne, jakby opętane. Tego dnia przeżyłam kolejną noc grozy. Bardzo proszę o radę, gdzie powinnam szukać dla nas pomocy. Jak skłonić męża do terapii, ewentualnie jak mu wytłumaczyć, że mamy ogromny problem, bo on niestety tego nie widzi.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, aby partner do mnie wrócił?

Witam, jestem 29-letnią kobietą, chyba zapowiada się, że ze złamanym sercem. Prawie pół roku temu poznałam mężczyznę, który wydawał się dla mnie idealnym partnerem. Nie chodzi o pociąg fizyczny, bo na początku on mi się fizycznie nie podobał, ale od...

Witam, jestem 29-letnią kobietą, chyba zapowiada się, że ze złamanym sercem. Prawie pół roku temu poznałam mężczyznę, który wydawał się dla mnie idealnym partnerem. Nie chodzi o pociąg fizyczny, bo na początku on mi się fizycznie nie podobał, ale od razu coś ciągnęło mnie do niego. A jego do mnie. Mieliśmy podobne poglądy na świat, podobne poczucie humoru, rozumieliśmy się "intelektualnie". Po jakichś 3 tygodniach od pierwszej randki oficjalnie zaczęliśmy być w związku. Wszystko układało się idealnie, także seks mieliśmy bardzo udany. Dość szybko tez oboje powiedzieliśmy sobie, że się kochamy. Mój (były) partner ma 30 lat, jest programistą i ogromnym pasjonatem rekonstrukcji historycznej i gier strategicznych, planszowych. Ja jestem bardzo aktywna zawodowo, prowadzę własną firmę edukacyjną. Aktywność obojga na początku bardzo się nam podobała. Jednak z czasem okazało się, że wyjazdów rekonstrukcyjnych jest bardzo dużo, ja czułam się zepchnięta na drugi tor, choć On zapewniał mnie, że jestem dla Niego najważniejsza kobietą. W moich poprzednich związkach byłam rozpieszczana, zawsze to ja byłam mniej zaangażowana i o mnie zabiegano. Tutaj początkowo oboje zaangażowani byliśmy w takim samym stopniu, potem zaczęłam zarzucać Mu, że się o mnie nie stara itd. Ja pochodzę z bardzo rodzinnej, ciepłej rodziny, Jego rodzice rozwiedli się, ojciec był alkoholikiem. Mówił mi, ze może mieć problemy z okazywaniem uczuć. Na początku nie widziałam tego, później, kiedy On już uznał, że przecież się kochamy, nie musi mi tego na każdym kroku udowadniać. Ja byłam wobec tego mniej wyrozumiała i zaczynałam kłótnie. Ciągle jednak uczucie między nami było b. silne, zawsze ostatecznie jakoś się dogadywaliśmy. Kolejnym problemem było to, że On nie poznał mnie ze swoją matką, choć moich rodziców poznał dość dobrze. Tłumaczył, że nie ma z nią dobrych kontaktów (chociaż mieszkali razem) że po prostu on tak nie robi i potrzebuje czasu. Ja oczywiście, jako choleryczka, tego czasu dać mu chciałam mało. I o to tez były kłótnie, bo ja odbierałam to jako brak zaangażowania z jego strony. Nie mogliśmy się tez dogadać w kwestii jego pasji - wszystkie jego znajome pary razem z nim graja w te planszówki, mnie się one spodobały, ale nie na tyle, aby stały się moja pasją. Nie lubiłam, jak jego znajomi namawiali mnie do grania. On stawał po mojej stronie, że nic na siłę. Trochę tez kłóciliśmy się (ja jestem kłótliwa, wiem, że to z mojej winy zaczynały sie starcia) o jego wyjazdy na rekonstrukcję, ale dla mnie to nie był ważny powód, ważniejsza była kwestia matki, a on odbierał moje "uwagi" o rekonstrukcji, w taki sposób, że ja tego nie chce zaakceptować. Nie wspomniałam, że te kłótnie zaczęły się jakiś miesiąc temu, wcześniej się nie kłóciliśmy i bardzo się nam to obojgu podobało. Na początku ustaliliśmy, że warto mieszkać ze sobą przed ślubem. Ze względu na to, że oboje jesteśmy zajęci, a ja chciałam z nim spędzać dużo czasu, w maju zaproponowałam mu, żeby się do mnie wprowadził. A on zaczął się wykręcać. Poczułam się dotknięta. Potem ustaliśmy, ze wprowadzi się w połowie lipca. I tak praktycznie mieszkał u mnie, miał klucze, ale ja chciałam więcej - takiego mieszkania na 100 procent. Jak sie okazało podczas jednej z ostatnich rozmów dla niego mieszkanie "przed ślubem" to "w czasie zaręczyn". Więc okazało się, że nie do końca się zrozumieliśmy, bo ja zanim przyjęłabym oświadczyny, to chciałabym z kimś dłużej pomieszkać. I tak przez czerwiec cały czas się kłóciliśmy - ja zaczynałam, że on jest mniej zaangażowany, bo faktycznie mniej okazywał mi uczuć, mniej przytulał itp. Ale przytulał codziennie, seks nadal był udany, widziałam miłość w jego oczach, lecz ciągle chciałam więcej. On mówił, że nie potrafi tak okazywać uczuć. Ciągle tez pamiętałam o sprawie poznania z matką i o mieszkaniu - i wypominałam mu to. Mówiłam, ze chyba nie pasujemy do siebie, ze jesteśmy z dwóch światów "emocjonalnych". Przez ostatnie 2 tygodnie kłótnie były codziennie, dochodziło nawet do awantur, ja zrobiła awanturę na ulicy, on mi się odwzajemnił. Ale uczuć do siebie nadal byliśmy pewni. Ponad tydzień temu strasznie pokłóciliśmy się przez telefon, on na weekend wyjechał na rekonstrukcję, ja na szkolenie, nie mieliśmy kontaktu, mieliśmy się spotkać w poniedziałek, W niedzielę wieczorem pokłóciliśmy się przez esemesy, on nie chciał odebrać telefonu. Spotkaliśmy sie w poniedziałek, czułam że to koniec, ale nadal miałam nadzieję, że jakoś i tym razem może się dogadamy. A on mi powiedział, że się wypalił. Na moje "kocham Cię", odpowiedział, że nie może mi tego powiedzieć, bo - cytuję - " nic teraz nie czuje, nie czuje złości, smutku, nic, jest totalnie wypalony". Cały czas oboje płakaliśmy, on mnie przytulał, ja go zapewniałam o swojej miłości. Naprawdę oboje sądziliśmy, ze założymy rodzinę. Oboje jesteśmy dojrzałymi ludźmi, nie jesteśmy jacyś wyjątkowo "kochliwi", wiem, że to było poważne. On jest konserwatywny (nie chodzi o religijność, tylko przywiązanie do tradycji), byłam pierwszą kobietą, z którą uprawiał seks. Jak on mógł przestać mnie kochać przez kilka dni? Wiem, że ja się przyczyniłam do kryzysu, ale chcę sie zmienić, bylebym tylko miała szansę. Ustaliliśmy, że się rozstajemy, po to właściwie, żeby on złapał dystans, zastanowił się. Powiedział, że chce zatęsknić, zobaczyć, czy jeszcze poczuje to, co czuł na początku. Ja nie zwątpiłam w swoje uczucia do niego, on zwątpił w swoje - czy to znaczy, że mnie nie kochał nigdy? Czy jest jeszcze szansa na to, że do mnie wróci? Powiedzieliśmy sobie, że mamy miesiąc na zastanowienie się. Muszę mu teraz pozwolić pobyć samemu, ale chciałabym mieć nadzieję, że mogę na niego czekać... Czy on jeszcze może mnie pokochać?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Problemy z utrzymaniem relacji z mężczyznami

Witam, piszę do państwa, ponieważ mam problem, z którym nie mogę sobie poradzić - otóż mam 21 lat, za sobą dwa poważne związki, które prędzej czy później się rozpadły. Chciałabym ułożyć sobie życie prywatne i być szczęśliwa. Jednak uważam, że...

Witam, piszę do państwa, ponieważ mam problem, z którym nie mogę sobie poradzić - otóż mam 21 lat, za sobą dwa poważne związki, które prędzej czy później się rozpadły. Chciałabym ułożyć sobie życie prywatne i być szczęśliwa. Jednak uważam, że wisi nade mną jakieś fatum, które na to nie pozwala, nie mam szczęścia do mężczyzn, jeśli już poznam kogoś wartościowego i wartego mojej uwagi, po jednym czy kilku spotkaniach okazuje się, że już nie jest mną zainteresowany. Jestem osobą, która szybko się angażuje, jednak to jest silniejsze ode mnie, nie potrafię z tym wygrać i nie wiem dlaczego tak się dzieje. Nieraz wychodziłam z inicjatywą, proponowałam spotkania, pisałam wiadomości, ponieważ myślałam, że dana osoba jest nieśmiała i boi zrobić się pierwszy czy drugi krok jak np. zaproponować drugie spotkanie, jednak potem okazywało się, że jestem w błędzie. Co robię źle? Że każdy mężczyzna wycofuje się po pierwszym czy drugim spotkaniu, o ile do niego dojdzie. Otóż poznałam ostatnio fantastycznego faceta, jest ode mnie starszy o 4 lata, nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak on, na pierwszym spotkaniu spędziliśmy ze sobą prawie 9h, co nigdy mi się nie zdarza. Czułam się fantastycznie w jego towarzystwie, jak przy nikim innym nigdy. Na spotkaniu wyczułam, że on też dobrze czuje się w moim towarzystwie, mieliśmy wiele wspólnych tematów, takie samo zdanie na większość tematów, mamy wspólne zainteresowania, jednak problem polega na tym, że minął już tydzień od naszego pierwszego spotkania i brak prośby o kolejne spotkanie z jego strony. Dodam, że nigdy nie był w poważnym związku, mimo 25 lat i za dwa miesiące wyjeżdża do Anglii w celach zarobkowych. Piszemy wieczorami, ale mi to nie wystarcza. Bardzo chciałabym go bliżej poznać, jak to zrobić? Zaproponowałam 2 spotkanie, ponieważ pomyślałam, że teraz czeka na mój krok, ale niestety odmówił, wyjaśniając że nie ma czasu i żebyśmy cytuje: "więcej zgadali się na necie jak skończy pracę". Nie było mnie wtedy, bo było mi bardzo przykro, że schemat znów się powtarza, jednak napisał do mnie wczoraj wieczorem, ale nie wspomniał ani pół słowem o kolejnym spotkaniu. Co mam o tym wszystkim myśleć, co mam robić? Bardzo proszę o poradę i pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Napady drgawkowe po zdradzie żony

Witam! Mój mąż ma problem, napadają go ataki nerwowe, drgawkowe. Zaczęło się wszystko odkąd go zdradziłam i tym sposobem zawalił mu sie świat. Nie potrafi sobie poradzić z ciągłym lekiem i tymi napadami, które nawiedzają go głownie, gdy kładziemy się...

Witam! Mój mąż ma problem, napadają go ataki nerwowe, drgawkowe. Zaczęło się wszystko odkąd go zdradziłam i tym sposobem zawalił mu sie świat. Nie potrafi sobie poradzić z ciągłym lekiem i tymi napadami, które nawiedzają go głownie, gdy kładziemy się spać, ale i też w sytuacjach, kiedy myśli nadmiernie wracają do przeszłości. Złapał mnie na gorącym uczynku, wracają mu obrazy w nocy, nerwy go szarpią. Mija już 9 miesięcy, raz jest lepiej, raz gorzej. Szukamy rozwiązania by te drgawki się nie pojawiały i on mógł osiągnąć spokój wewnętrzny. Bardzo żałuję tego co zrobiłam, patrzenie jak on przechodzi przez piekło przeze mnie - zabija mnie. Wiem, że zasługuje na najwyższy wymiar kary za swoje czyny. Jestem w 6 miesiącu ciąży, boję się o to maleństwo, to wszystko sie na nim odbija. Mnie napadają ciągle bóle brzuchu, ataki histerycznego płaczu, z którym sobie nie mogę dać radę, staram się by nikt nie widział, zasłużyłam sobie na to w jakiej sytuacji jestem. Walczę o nasze małżeństwo, kocham ponad wszystko, robię co potrafię, tracę pomysły na udowadnianie swojej miłości. Chcę dobrze, nie chcę nikogo więcej krzywdzić. Proszę o pomoc.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dr Bartosz Piasecki
Dr Bartosz Piasecki

Mój mąż niszczy moje życie

Witam! Ja z mężem jestem po ślubie 8 lat a parą byliśmy 3 lata, czyli razem 11 lat. Mój mąż pochodzi z rodziny patologicznej, ja go poznałam jak siedział wiezieniu, gdzie był 7 lat. Jest trochę znerwicowany. Wyciągnęłam go z...

Witam! Ja z mężem jestem po ślubie 8 lat a parą byliśmy 3 lata, czyli razem 11 lat. Mój mąż pochodzi z rodziny patologicznej, ja go poznałam jak siedział wiezieniu, gdzie był 7 lat. Jest trochę znerwicowany. Wyciągnęłam go z tego bagna. Jak wyszedł nie miał nic, jedno ubranie, co było na nim. Chciałam mu pomóc, wszystko robiłam, moi rodzice byli przeciwko niemu, ale ja się uparłam i na swoim postawiłam. Z domu się wyprowadziłam, wynajmowaliśmy pokój, znalazłam mu pracę, jakoś nam się układało. Później po trzech latach poszliśmy mieszkać do moich rodziców, zaszłam w ciążę, poroniłam w 7 miesiącu. Wtedy się zaczęło. Zaczął nie wracać do domu, łaził gdzieś. Byłam w szpitalu, też do domu nie wracał po pracy. Nie wiedziałam co mam robić, głupia byłam. Rodzice mówili - wyrzuć go z domu, a ja w nim zaślepiona. Wtedy już mi rogi pokazał, myślałam że się uspokoi, ale nie - nadal łaził, chlał gdzieś, wracał nad ranem. Były duże awantury między nami, nawet rękę podniósł na mnie kilka razy. W końcu okazja się mu trafiła - wyjazd za granicę do pracy. Nie wiem jak tam się zachowywał, ale jak przyjeżdżał było ok, był stęskniony za nami. Wtedy urodziłam synka. Myślałam, że się zmieni. Było dobrze do jakiegoś czasu. Jego rodzinka dowiedziała się, że pracuje za granicą, ma forsę to wydzwaniali - daj, pomóż, a tak ich nie było, nigdy mu nie pomogli. Jak teściowa żyła, bo się zachlała mając 46 lat i poszła na tamten świat, piła te wina tanie, to też nigdy nic mu nie dała, tylko wołała daj na winko. Wtedy jakaś palma mu uderzyła, bo to jego mama, jego rodzeństwo też pije, nic nie mogę powiedzieć, jego rodzinka idealna. Myślałam, że wyjadę za granicę do niego. Mieszkałam z synkiem, byłam w drugiej ciąży, urodziłam tam, ale po roku wróciłam do domu, bo tam też zaczął pokazywać swoje. Znalazł kumpla i tak prowadził życie kawalera, a ja siedziałam w kółko w domu z małym dzieckiem i w ciąży, dlatego wróciłam do domu, bo tam nie miałam nikogo, nikt mi by nie pomógł. Później poznał tam jakieś małolaty, podejrzewałam że mnie zdradza, nie miałam dowodów, ale jak przyjeżdżał to zachowanie do mnie było inne, seksu zero, siedział 6 tygodni i nic między nami, dlatego wyczułam zdradę. Wygarnęłam mu, on się sprzeciwiał, przestałam mu ufać, okłamywał mnie na każdym kroku. Jak przyjeżdżał na 2tygodnie, zamiast spędzać czas z małymi dziećmi jeździł do swojej rodzinki. Całą forsę przepijał, pomagał rodzince, a ja bez pieniędzy z małymi dziećmi musiałam pożyczać na życie. W końcu trochę się uspokoił na jakiś czas i znowu rogi mu się pokazały. pojechał sobie na wakacje do swojej rodzinki i teraz nie ma za co wrócić, bo nawet paliwa nie ma w baku, a ja 2 tygodnie siedzę w domu z dziećmi. W tym czasie mały dostał rotawirusa i byłam z nim w szpitalu. Nawet mi nie uwierzył, powiedział że go specjalnie ściągam do domu, a mały pod kroplówkami leżał i płakał. 3-letnie dziecko, a tatuś w najlepsze pojechał się bawić. Ja już sił nie mam do niego, jego rodzinka buntuje przeciwko mnie, powiedział że mieszkanie nie jest moje, nic w nim nie mam, wyrzuci mnie z niego, ale ja zameldowana jestem z dziećmi, a on nie. Mamy wspólnotę majątkową, a on takie głupoty gada. Tak go buntują, a on słucha swojej rodzinki. Z jednej strony bym odeszła od niego, ale dzieci małe, nie rozumią co ich tata robi. Starszy synek nie mówi, ma 5 lat. Boję się, że w ogóle się zamknie w sobie, ja odejdę od niego, bo strasznie jest za ojcem, bardzo go potrzebuje, bo mało kiedy jest w domu. Ja naprawdę nie wiem co mam robić, jak z nim rozmawiam to on nie chce mnie słuchać, nie unie ze mną rozmawiać, a nikt nie chce się wtrącać. Proszę o jakąś radę, co w tej sytuacji robić:( Agnieszka

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudne relacje córki z zaborczym starszym chłopakiem

Moja 18-letnia córka spotyka się z chłopakiem 10 lat starszym. Wszystko zaczęło się gdy miała 16 lat, wtedy to pojawił się w jej życiu. Wkroczyłam z ten układ i kategorycznie zabroniłam spotykania z tym chłopcem. Na tamten moment wydawało się...

Moja 18-letnia córka spotyka się z chłopakiem 10 lat starszym. Wszystko zaczęło się gdy miała 16 lat, wtedy to pojawił się w jej życiu. Wkroczyłam z ten układ i kategorycznie zabroniłam spotykania z tym chłopcem. Na tamten moment wydawało się że sytuacja jest ustabilizowana, niestety po dwóch latach w dniu swoich 18stych urodzin oznajmiła, że ponownie sie spotykają. Cała sytuacja wróciła. Próbuję sie z tym pogodzić, ale niestety coraz częściej widzę że to nie jest chłopak dla niej. Chłopiec pracuje, od kilku lat nie może ukończyć studiów, mało tego namawia ją do studiowania w trybie zaocznym, bo jak twierdzi na dziennych studiach niewiele się ona nauczy. Obmawia całą naszą rodzinę i gdy córka próbuje spędzać ze mną więcej czasu musi zdawać mu relację o czym rozmawiałyśmy. Mam wrażenie, że cały czas nią manipuluje. Już dwa razy próbowała od niego odejść, ale mam wrażenie, że ją szantażuje i zastrasza i nie ma siły, aby przez to wszystko przejść. Jak jej tłumaczę, że nie powinien tak wyglądać jej związek na stałych kłótniach, to przyznaje mi rację mówiąc, że wie, iż on nie jest taki, jakim chciałaby żeby był, a mimo to dalej z nim jest. Nie wiem jak zachować się w tej bardzo trudnej sytuacji. Nie chciałabym stracić z nią kontaktu, a jednocześnie mam świadomość, że jak rozmawiam z nią o tym trudnym układzie to ona wszystko jemu powtarza, a wtedy zaczyna się tzw. pranie mózgu. Jak ją proszę żeby pomogła w domu np. posprzątać - on dzwoniąc wypytuje co robi? - ona mówi: muszę jeszcze posprzątać łazienkę - on - nic nie musisz. Bardzo się boję o moje dziecko. Proszę o radę jak w tej sytuacji się zachowywać. Teraz np. namawia ją na wspólne wakacje, czy powinnam się zgodzić? Z drugiej strony nawet jak się nie zgodzę to on i tak ją przekona, aby jechała. :(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty